Skocz do zawartości

Wesoła

Samice
  • Postów

    21
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Donations

    0.00 PLN 

Treść opublikowana przez Wesoła

  1. Choć mojemu partnerowi jest obojętne, co zrobię z nasieniem, które mam w ustach, lubię je połykać, taki tam mały fetysz. Choć przyznam, że z poprzednim partnerem miałam ten problem, że jego sperma mnie uczulała - na skórze, w miejscach, które stykały się z nasieniem, miałam wysypkę, a po połknięciu strasznie bolał mnie żołądek. Dziwne, z obecnym jest zupełnie inaczej.
  2. Mam 26 lat i obecny partner jest moim drugim partnerem seksualnym. Z jednej strony w sumie ok, bo nie potrafię pójść do łóżka z kimś, z kim nie jestem w związku (w poprzednim trwalam 8 lat, praktycznie od dzieciaka, w obecnym jestem 2 lata), z drugiej strony trochę żałuję, że nie nabrałam większego doświadczenia. Mimo że mam duże powodzenie wśród mężczyzn i mogłabym "eksperymentować", nie jestem na tyle odważna, by zrobić to z kimś, na kim mi nie zależy. Wynika to z faktu, że zbyt mocno zaangażowałam się w swój pierwszy, długi związek i byłam na maksa lojalna w stosunku do kogoś, kto na to nie zasługiwał. Także, dziewczyny z większym bagażem doświadczeń seksualnych- mocno zazdroszczę
  3. Nigdy nie zrozumiem fenomenu jarania się panami ciemniejszej karnacji (ja odczuwam niechęć nawet do Hiszpanów czy Włochów, którzy to zwykle uznawani są za ciacha), ale wiele moich koleżanek w takich gustuje i gdy kiedyś je o to spytałam, usłyszałam, że są "po prostu bardziej męscy wizualnie od Polaków". Moja kumpela jest z kolei totalnie wkręcona w czarnoskórych panów i zawsze tłumaczy to "dużym rozmiarem", choć podobno i tu zdarzają się wyjątki:P
  4. Moje najlepsze Walentynki, nie dość, że oglądałam ten mecz z facetem, to w świetnej knajpce. No i wygrał Real Szkoda, że w tym roku Królewscy grają 13-go, bo uniknęłabym lawiny pytań ze strony koleżanek dot. Walentynek. Serio? Ktoś to jeszcze obchodzi? @Perun82 w tym roku jednak UEFA postanowiła wyjść naprzeciw kobietom, bo i Walentynki i 8 marca oddała walkowerem
  5. Jak dla mnie rozchodzi się o zwykły szacunek - żony do męża i męża do żony. Sytuacja dość typowa - zmęczony facet wraca do domu, zastaje syf i się denerwuje na lenistwo partnerki, podnosząc głos. Ona z kolei, czując się atakowana, sięga po Bardzo Słaby Argument (Niebieska Karta). Oboje dali dupy: on, bo zamiast nie reagować emocjonalnie i zachować się po męsku, na zimno i spokojnie, wybrał darcie się, co automatycznie wyzwoliło w partnerce agresję (naturalna kolej rzeczy: jeśli ktoś zarzuca Ci coś spokojnym tonem, możesz się wytłumaczyć, gdy krzyczy, z automatu zaczynasz się bronić) ona, bo zamiast od razu po sobie posprzątać, olała to (tym bardziej, że pewnie zna nawyki @brama85i wie, że mąż nie lubi syfu), a dodatkowo, w obronie, podniosła argument znęcania się nad nią psychicznie. Dla @brama85jest to idealny sygnał, że należy baczniej przyjrzeć się małżonce oraz niebezpiecznemu kierunkowi jej myślenia, ale i sobie, by może jednak spróbować reagować mniej emocjonalnie i nie tracić energii na sprawy, które są tego niewarte. Małżonka zaś powinna po sobie sprzątać. Jest dorosła, zdrowa, sprawna, więc chyba może nie zwlekać i uprzątnąć syf od razu po jego zrobieniu, by potem móc oddać się błogiemu lenistwu?
  6. Z racji tego, że z byłym rozstaliśmy się na maksa pokojowo i na co dzień nie utrzymujemy kontaktu, nie widzę nic niewłaściwego w złożeniu życzeń czy to urodzinowych, czy też świątecznych. W tym roku także je sobie złożyliśmy, myślę, że nie tylko z sentymentu, ale i po prostu ze szczerego serca, jako że spędziliśmy niegdyś ze sobą kawał czasu (8 lat) :) I nikt do nikogo nie chce wracać, nikt od nikogo niczego nie chce :P
  7. Kojarzę to zjawisko (lubię psychologię, a "Charaktery" czytam od wielu lat - serdecznie polecam) i przyszła mi na myśl pewna sytuacja sprzed dwóch lat, kiedy to na urodzinowej domówce mojego kumpla jeden z kolegów dość mocno się poskładał i totalnie go odcięło (klasyk - szybkie tempo, mieszanie alkoholu i odcina po dwóch godzinkach), więc został chłopina przewieziony do swojego mieszkania wraz z dziewczyną (również uczestniczką imprezy), z którą mieszkał, celem spoczynku i wydobrzenia. Impreza minęła, minął kolejny dzień, dwa, kolejny tydzień... a żadnemu z nas (paczka znajomych) nie udało się efektywnie skontaktować z owym kolegą. Dowiedzieliśmy się tylko od jego myszki, że "wydobrzał" i "się odezwie". Kumpel ów nie odbierał telefonów, a na smsy odpisywał zdawkowo i, co dało się wyczuć, niechętnie. Nie wiedzieliśmy, co jest grane, ale coś tu ewidentnie było nie tak. Poczekaliśmy na dogodny moment, aż panna kolegi wyjedzie na weekendowy zjazd do innego miasta i wprosiliśmy się do jego mieszkania, by wyjaśnić, dlaczego tak nagle zamilkł i nas olewa. Był strasznie zmieszany, cały czerwony i chyba zaczynał panikować, ale po dwóch piwach w końcu wydusił z siebie przeprosiny. Za to, że... tak niewybaczalnie potraktował przy nas swoją kobietę, Że nigdy mu się to wcześniej nie zdarzyło. Że nie wie, co w niego wstąpiło... DA FUCK? A gdy on tak opowiadał, nakręcał się i przytaczał kolejne sytuacje, za które tak mu głupio, my robiliśmy coraz większe oczy. Nie mogłam wyjść ze zdumienia, że można być tak perfidną osobą i w taki sposób manipulować drugim człowiekiem. Okazało się bowiem, że następnego dnia kumpel oczywiście niewiele z imprezy pamiętał, za to jego myszka pamiętała doskonale: - że na nią nawrzeszczał - że ją zwyzywał od dziwek i szmat - że kazał jej wyp****lać - że klepał po pupie i macał po biuście koleżanki z imprezy, w tym mnie i proponował nam seks a ona tak płakała, błagała, by się opamiętał, zabrała go jak najszybciej do domu i nie wiedziała, czy dać mu szansę po tym, co zrobił. Po tym, jak ją przy nas upokorzył. Po tym, jak rzekomo mu wtórowaliśmy i kazaliśmy mu z nią zerwać. Dała mu ultimatum - ona albo my. Przez kolejny tydzień codziennie dawał jej kwiaty, zabierał na romantyczne kolacje i kupował prezenty, byle tylko mu wybaczyła. Że zachował się jak ostatni sku*wiel. Z nami zaś chciał osłabić kontakt, by jego pani się nie denerwowała i go nie rzuciła, skoro przegiął na całej linii. Nie macie pojęcia, jak strasznie się zdenerwowaliśmy. Takiego faceta, jak ten nasz ziomek, to naprawdę ze świecą szukać. Nigdy nie powiedział źle o żadnej pannie, nigdy nie był nawet wobec którejś wulgarny (a co dopiero w kontekście obmacywania czy proponowania seksu), a tamtego wieczoru po prostu za dużo wypił i zaliczył zgon. Żadnych krzyków, wyzwisk, obłapywania... ale że nie pamiętał, uwierzył we wszystko, bo przecież jego myszka nie może kłamać, prawda? Wspomnę tylko, że trzymamy się razem od 6 lat, spotykamy ekipą sporadycznie, raz na 3-4 miesiące, gdy wszystkim uda się zjechać do jednego miasta, ale jego dziewczyna nie trawi nas od początku (wówczas byli ze sobą od 1,5 roku, widziała nas łącznie całe dwa razy). Nie wiem, czy wynika to z faktu, że chłopaki czasem pograją sobie w coś online, a my, dziewczyny (jesteśmy w grupie dwie) jesteśmy szczuplejsze od jego laski (i to znacznie), ale nienawidzi nas chyba dla zasady. Nie pomaga również fakt, że na spotkaniach zawsze towarzyszą nam nasi partnerzy (każdy z nas ma chłopaka/dziewczynę i wszyscy dobrze się dogadujemy za wyjątkiem tej wspaniałej królewny). Czujecie klimat potwornego moralniaka, ogromnych wyrzutów sumienia z dupy, przepraszania i korzenia się za coś, co nigdy nie miało miejsca? Gdy uświadomiliśmy mu, że to wszystko stek bzdur i jego jedyną winą było zbyt szybkie zmieszane alkoholu i zaśnięcie, widać było, że mu ulżyło. Finał taki, że skonfrontowaliśmy się z jego laseczką, laseczka sobie pokrzyczała i popłakała, zwyzywała go od konfidentów, że się na nim zawiodła, bo powiedział nam o czymś, co miało zostać między nimi i skoro ma zamiar utrzymywać z nami kontakt, to z nimi koniec. Kolega był wstrząśnięty (pierwsza poważna relacja), ale trzymał ramę. Do czasu, gdyż po paru dniach zaczęła go przepraszać, urabiać i grać na emocjach, bo przecież między nimi jest wielka miłość i to nie może się tak skończyć, że jeśli tak bardzo mu na nas zależy, ona pozwoli mu się z nami widywać. Cóż, została w jego mieszkaniu. Kumpel nasze zdanie zna, ale jest dorosły i to jego życie, jego wybory i jego konsekwencje. Dostał linka na to forum, może kiedyś wejdzie, choćby z ciekawości... A suka jest u nas spalona na wieczność.
  8. Preferuję małe, twarde (i fajnie, jak są owłosione) pośladki. Nie przepadam za zbyt wypukłymi, że o dużych nie wspomnę. Tak samo lepiej, by biodra były węższe od barków, wtedy sylwetka jest automatycznie bardziej męska. Ten jest niezły
  9. Jasne, choć my, babki, mamy ambicję, by być "tą najpiękniejszą" dla faceta, na którym nam zależy. I choć każda z nas wie w głębi duszy, że to niemożliwe, łudzimy się. Albo chcemy łudzić
  10. Paluszek delikatnie masujący prostatę, podczas gdy facet jest mocno rozgrzany lodzikiem - miazga Uwielbiam sprawiać w ten sposób przyjemność partnerowi. I czuć to pulsowanie i zaciskające się mięśnie na paluszku, gdy szczytuje. Co do miłości greckiej - baaaardzo przyjemne doznanie. Na 5 numerków przynajmniej raz w dupkę musi być, nawet jeśli w ramach gry wstępnej I nie jest trudno utrzymać higienę w tych miejscach, naprawdę. Ponadto raczej ma się świadomość, kiedy anal może nie być wskazany bez przygotowania - i wtedy lepiej postawić na klasyczny seks/oral. Dziewczyny, analnie można też szczytować!
  11. Nie w tym rzecz, my z partnerem nie wymieniamy się takimi informacjami, ale w sumie mogę go z ciekawości zapytać Zaintrygował mnie ten temat, ponieważ coraz częściej (także poza forum) spotykam się ze skalą ocen wyglądu i jestem ciekawa, jak na to reagują panie,. Przecież nie od dziś wiadomo, że na punkcie wyglądu jesteśmy mocno przewrażliwione. A w szczególności na postrzeganie naszego wyglądu przez naszego partnera
  12. Cześć Od pewnego czasu intryguje mnie pewna kwestia, do tego stopnia, że postanowiłam zadać Wam pytanie: Do Pań: Kobitki, jaka była(by) Wasza reakcja, gdyby Wasz partner powiedział Wam szczerze, jaką daje Wam ocenę w skali 1-10 i byłaby to ocena 6-8/10 (uznajmy, że 9 jest nobilitujące, tutaj żadna z nas nie powinna się czepiać, a cieszyć :P) ? Cieszyłybyście się, że jest z Wami szczery, byłoby Wam przykro, że "tak mało"? Dopytywałybyście, co w sobie zmienić na lepsze, czy może chciałybyście podbić swoją atrakcyjność atencją innych mężczyzn? Do Panów: Czy zdarzyło Wam się powiedzieć partnerce, że jest 6-8/10? (jak wyżej - uznam, że w poważniejszych/dłuższych relacjach nie schodzicie poniżej 6, ale mogę się mylić...) Jaka była jej reakcja? Czy uważacie, że lepiej skłamać na zasadzie "kochanie, jesteś ideałem", czy jednak walnąć prosto z mostu "mocne siedem, skarbie"?
  13. Nie porównywałabym zabawki do penisa, gdyż penis wygrywa już w przedbiegach. Sięganie po dildo to ostateczność... gdy partnera brak, a myszka wściekle domaga się pieszczot.
  14. Właściwie to tylko dwie. Dwie, z którymi mogę pogadać o wszystkim, bez narażania się na miny pełne zniesmaczenia czy zszokowania. Oczywiście mam więcej znajomych, z którymi mogę uderzyć na drinka, ale robię to bardzo rzadko, bo męczy mnie ciągłe gadanie o modzie, fryzurach i narzekanie na swoich facetów (dlaczego laski ciągle to robią? skoro tak im źle z ich misiami, niech dadzą im spokój i poszukają kogoś, na myśl o kim będzie im mokro). Kiedyś zresztą skrytykowałam w towarzystwie fakt narzekania na swoich facetów i straciłam kilka "koleżanek". Brakuje mi natomiast wyjścia na piwo z kumplami, których zawsze miałam, bo to jednak nie to samo, co siedzenie z - nawet najbardziej równymi - dziewczynami. Niestety facet zabrania mi spotykania się kolegami, mogę wychodzić tylko w mieszanym towarzystwie. Ale to jednak nie to samo. Niestety.
  15. Rozumiem, że ta sytuacja była dla Ciebie dużym miłym zaskoczeniem, skoro nie otrzymywałaś zbyt wielu pochwał od rodziców - stąd też tak dobrze to zapamiętałaś. Twój Tato zachował się jak najbardziej prawidłowo. Ja w rodzicach zawsze miałam i mam oparcie. Jasne, że gdy robiłam coś źle, był opieprz, ale że od początku stawiali twarde granice, wiedziałam, na co mogę sobie pozwolić, a czego mi robić nie wolno, przez co niewiele było sytuacji, w których musieli mnie rugać. W myśl zasady: "Czym skorupka za młodu..." Kwestia wychowania w obopólnym szacunku.
  16. 1. Wprawdzie nie kochałam się w tłumie, ale zrobiłam chłopakowi dobrze rączką Stał za mną, więc pewnie też nikt się nie zorientował. Ale nadgarstek bolał mnie przez kolejny tydzień 2. Powrót z jakiegoś szkolnego konkursu busem. Siedzieliśmy na samym końcu (tam gdzie jest 5 miejsc :P), przy oknie, obok nas trzy koleżanki, przed nami wychowawczyni z jednym z uczniów. Miałam straszną ochotę na loda, więc gdy tylko zrobiło się ciemno, a kierowca nie zapalał w autobusie lampek, upewniłam się, że koleżanki z boku zasnęły, położyłam głowę na udach chłopaka (w razie gdyby nauczycielka się odwróciła i zobaczyła, że sobie "słodko śpię") i wzięłam się do roboty. Muszę przyznać, że adrenalina była konkretna, chłopak się spinał, że koleżanki się obudzą albo nauczycielka odwróci i zorientuje, co się dzieje, ale na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. Gdy już strzelił mi do gardła, uzmysłowiłam sobie, że jednak jestem nienormalna. W sumie nie miałam w życiu żadnych przypałów, pomimo kochania się w najróżniejszych miejscach - polanki, lasy, plaże, przebieralnie, sauny (ufff, jest ciężko)... pewnie dlatego, że zawsze upewnialiśmy się, że nikogo nie ma.
  17. Do tej pory zastanawiam się, jak to możliwe, że mnie z eksem nikt nigdy nie przyłapał, biorąc pod uwagę, jak często zabawialiśmy się w miejscach publicznych Jedna akcja, która mnie trochę speszyła, ale i mocno rozbawiła: Jechaliśmy autostradą i tak nam się jakoś ta droga dłużyła, że zaproponowałam lodzika na urozmaicenie, chłopak się zgodził. No to ja - siup - zdjęłam spodenki, żeby miał dostęp do tyłeczka, w razie gdyby chciał pomacać, klęknęłam bokiem na siedzeniu pasażera i wzięłam się do roboty. I tak sobie działam, chłopak błogo pojękuje, tak błogo, że trochę zwolnił, by w spokoju oddawać się przyjemności, gdy nagle... zaczął wyprzedzać nas pełen robotników van. Chłopaki oczywiście od razu zorientowali się, co się dzieje, więc celowo nas nie wyprzedzali, a wyrównali prędkość i przyklejeni nosami do szyb robili miny w stylu ": O" Mój facet, gdy się zorientował, zakazał mi podnoszenia głowy I natychmiast przyspieszył. Nie chcę wiedzieć, co sobie o mnie pomyśleli, ale wspominam miło do dziś. Choć oral w trakcie jazdy jest bardzo niebezpieczny - to tak tytułem zakończenia i ostrzeżenia
  18. Na samo Forum trafiłam przypadkiem, wpisując jakieś określone hasło w przeglądarce (nie pamiętam już, jakie konkretnie, ale dotyczyło na pewno relacji damsko - męskich). I choć początkowo czułam się źle, czytając posty Użytkowników, po czasie stwierdziłam, że większość z tego, co jest tutaj poruszane, to przecież prawda. Prawda, o której nikt głośno nie powie z obawy przed wyśmianiem lub będąc nieświadomym, żyjąc w matrixie. Ja w matrixie nie żyłam od samego początku, ponieważ w domu dominował Tato (mam wizję ciepłego, kochającego ojca i męża, do którego jednak należy ostatnie słowo i który "prowadzi" rodzinę, a żona, mimo że oczywiście ma wpływ na życie rodziny i także może decydować, szanuje zdanie męża i nie podważa go). Mam również starszego brata, który powiela - także jako mąż i ojciec - zachowanie naszego ojca, ponadto wychowywałam się całe życie z chłopakami - czy to "na podwórku", czy potem - w szkole. Zawsze lubiłam męskie towarzystwo, lepiej dogadywałam się z facetami, relacje z koleżankami mocno mnie nudziły. Mam ze dwie dobre koleżanki, ale są podobne do mnie - też na co dzień wolą towarzystwo mężczyzn Z uwagi na powyższe zawsze uważałam mężczyzn za doskonalszych od kobiet - nie tylko pod względem siły fizycznej, ale również pod kątem opanowania emocjonalnego (sic!), wykazywania się chłodną kalkulacją i logiką (wiadomo, nie wszyscy tacy są, bo wokół nas pełno jest męskich pipek, ale na pewno mają oni większy potencjał do "wyrobienia się" w tych kwestiach od kobiet). Uważałam i uważam, że to mężczyzna winien dominować i prowadzić kobietę, która często (nie zawsze!) nie wie, czego chce. Moim zdaniem każdej z płci przypisane są określone role, które - w założeniu, że nie dochodzi do przejmowania na siłę cech płci odmiennej (patrz: feminizm) - mogą się doskonale uzupełniać i czynić życie pełniejszym Także cieszy mnie to miejsce i fakt, że nie jestem jedyną myślącą w ten sposób kobietą.
  19. Wesoła

    Dzień dobry :)

    Choć pora bardziej wskazująca na "dobry wieczór" ;) Mam na imię Ania, na dniach skończę 25 lat. Forum czytuję od ponad roku, podoba mi się jego idea, stąd też postanowiłam dołączyć w sposób nieco bardziej aktywny. Dobrze jest poznać męski - a jakże odmienny od białorycerskiego i zniewieściałego - punkt widzenia na pewne kwestie. Wasze poglądy otwierają oczy :) Miło, że są tutaj również Panie czynnie się udzielające - oznacza to bowiem, że nie wszystkie są z góry na "anty" w kwestii przedstawianych tutaj poglądów. :) Pozdrawiam, Wesoła
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.