Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

imprudent_before_the_event

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    800
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

imprudent_before_the_event last won the day on May 28

imprudent_before_the_event had the most liked content!

Community Reputation

461 Świetna

About imprudent_before_the_event

  • Rank
    Młodszy chorąży

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. No ale one nie są tego świadome, i dlatego ciągle szukają i szukają tego szejka. Właśnie w tej nieświadomości problem. Bo że ja i Ty wiem że ona lepszego nie znajdzie, to wiemy my. Ale kobieta nie wie i nie przetłumaczysz jej. Więc będzie szukała i szukała. Jest różnica czy facet będzie się rozwijał w gronie 100 facetów, i takich grup będzie powiedzmy 10 000 w Polsce. Bo wtedy rozwinie się i będzie na lokalnym szczycie 10 000 facetów. Kolejnych 20 000...30 000 będzie na 2, 3, 4 miejscu. A co innego jak grupa to prawie cała Polska (bo jest Tinder, itp). Wtedy facet rywalizuje ze wszystkimi. Nie można już więc być lokalnie na szczycie. Bo nie ma lokalności. Choćbyś był najlepszy w całym mieście 10 000 mieszkańców, to takie miasto to zadupie i będziesz porównywany do Warszawiaków. Ciągle może być wielu na raz na szczycie, ale tylko dlatego że są różne dziedziny życia (sport, bankowość, biznes, koncerty, polityka, itp). Na pewno jednak spadła liczba osób mogących się wybić, bo rozwój nic nie daje gdy rozwijają się wszyscy równolegle. Rozwijając się rozwijasz dziedzinę, np. sport. Ale żaden to profit w dostępie do kobiet gdy się rozwijają wszyscy. Nie mówię żeby się nie rozwijać. Mówię tylko że rozwój dzisiaj daje inne efekty niż kiedyś. Bo kiedyś dawał bycie lokalnym guru, i takich guru mogło być wielu. A teraz można być guru tylko ogólnokrajowo, a wtedy takich guru musi być mniej. Tak to wygląda już od wielu lat. Nawet w większych miastach (ponad 10 000 mieszkańców) kobiety nie chcą się wiązać z lokalnymi facetami bo ich uważają za wieśniaków. I sobie pojadą do Warszawy szukać Warszawiaka (inna sprawa że nie znajdą). Przecież to musi upaść. Nie ma fizycznej możliwości żeby każdy się rozwijał i był bankowcem. Ktoś musi być kucharzem, kierowcą PKSu, sprzedawcą w kiosku, czy kimkolwiek ale mieszkać na zadupiu. Nie ma możliwości rozwinąć wszystkich i przenieść do Warszawy. Nawet gdyby się dało to i tak nic to nie da bo wtedy kobiety zmienią kryteria. Każdy będzie dobrym bankowcem, to będą oceniały po długości czy grubości, czy czymś tam innym. Wszyscy by byli Greckimi bogami, to tez by wybrzydzały, Jedyny sposób na zwiększenie ilości związków to ograniczenie puli z jakiej każda kobieta może wybierać.
  2. Należy sprecyzować, że zdecydowaną większość procederu obżerania kobiet wykonują barbarzynki a nie barbarzyńcy. To one "pielęgnują" tą tradycję wykonując ją na własnych córkach.
  3. Raczej do tyłu, bo to sprzeczne z założeniami hipergamii. Założenie było takie żeby szukać najlepszego z małej ilości dostępnych. Dlaczego? Bo to wymusza zaprzestanie szukania po tych stu facetach. I w końcu rozmnożenie się. Hipergamia nie spełni swojej roli (zapewnienia dobrego potomstwa) gdy proces szukania nigdy nie zostanie zakończony. A nie zostanie zakończony jak kobieta będzie miała 10 000 facetów do wyboru, a do tego będzie miała ze 100 których nie może wybrać, ale widzi jacy oni są (albo na jakich ich się przedstawia) (mowa o celebrytach, aktorach, itp.). Dlatego hipergamia wcale nie jest takim ważnym elementem przetrwania gatunku. Ważniejszym jest popęd sam w sobie. Bo pozwalał przeciwdziałać hipergamii w dawnych czasach (gdy kobieta za długo wybrzydzała). Albo mężczyzna sam brał, albo kobieta społecznie była przekonywana do wzięcia faceta. Dzisiaj tępi się popęd u mężczyzn, a rozwija hipergamię u kobiet. Efekt jest właśnie taki że kobiety wybrzydzają w nieskończoność (przecież nawet samców alfa nie chcą na stałe) a do tego brakuje presji na zakończenie wybrzydzania po jakimś czasie. Facet tak nie znajduje. Owszem znajdzie ale nic z tego nie będzie. To kobieta musi wybrać faceta żeby coś z tego było.
  4. Jedna fabryka to jeden krwiopijca. Poza tym nie ma zakazu budowania kolejnych fabryk. Dlaczego Ci pracownicy sami nie zbudują kolejnej? Ja jakoś tego nie wiem. Ulgi to kolejna dodatkowa biurokracja. Jest masę ulg dla rodzin;. Ulga za internet, ulga za przybory szkolne, ulga za coś tam. Koszt wypełniania PITu z tymi ulgami pewnie kosztuje więcej niż te ulgi. Nie trzeba żadnych ulg, tylko po prostu niższe podatki dla wszystkich. Nie napisałem że powinny być zniesione. Jedynie że nie powinno ich być aż tyle. Na oko z 99% można znieść. Inflacja sama nie powstaje, tylko państwo ją generuje. Więc określenie "państwowe mechanizmy przeciwdziałania inflacji" to jakiś absurd słowny. Gwarancja prawa własności nie działa gdy jest tyle przepisów za których złamanie grozi odebranie własności. Terminy to dowołania się to nie żadne prawo, ale ograniczenie prawa. W nieregulowanych państwowo sprawach nie ma terminów odwoławczych, co nie znaczy że nie można się odwoływać. Wręcz przeciwnie, można się odwoływać do woli. Np. mogę się odwoływać do kolegi o jakąś przyjacielską przysługę. Termin odwoławczy ogranicza prawo do odwoływania, a nie nadaje je. Darmowe chodniki czy parki czy reszta infrastruktury to może max 10% budżetu państwa (może nawet mniej, gdzieś mi przemknęło że to 1%). Reszta idzie na zasiłki socjalne. Więc to żaden argument za podatkami bo nie na to one w większości idą. Te inne zagrożenia o jakich nie mamy niby pojęcia to niby jakie? Bo ja póki co największe zagrożenie mam ze strony państwa. Co bym nie chciał zrobić to mi państwo stoi na drodze. Nie przestępca, pracodawca czy konkurencja. Nie nazwał bym tego tak. To raczej państwo staje się korporacjami. Przynajmniej w PL, największe spółki są państwowe czyli można powiedzieć że są państwem. Jakby nie było, problemem jest coś dużego co narzuca swoje pomysły oraz jakieś obowiązki innym. Dlatego ja jestem za eliminacją tego czegoś dużego. I jestem za państwem minimum. Ale znasz szczegóły? Że firma prawie za to nie oberwała? A jakbym ja założył małą firmę produkującą samochody, i coś by mi nie poszło to co by było? Kaplica. Zatem tam nie ma problemu z egzekwowaniem. To nie problem lecz celowy zabieg. Wiele jest inicjatyw prywatnych, często przeciw państwu, żeby chronić przyrodę. Albo żeby zadbać o jakieś inne sprawy. Zdziwił byś się. Poczytaj o Fordzie. Jak wynagradzał pracowników.
  5. Możesz czytać, ale do Ciebie pasuje tylko ta jedna cecha która odróżnia solopreneur-a od freelancera. Przy braku pozostałych cech freelancera nie zobaczysz podobieństwa do siebie. No właśnie, w PL. A w USA jakoś się udało. Zmniejszenie podatków zwiększyło wynagrodzenia pracowników. Jakoś pracodawcy nie wzięli tych zaoszczędzonych pieniędzy dla siebie. Bo to nie kwestia wiary, bo to nie działa zawsze tak samo. Raz działa tak a raz tak. Tak jak w tym korpo. Jedni mają luz a inni zapierniczają. Bo to zależy od korpo. Tak samo z podatkami i pracodawcami. Nie każdy kapitalista to krwiopijca. Zresztą kapitalistą może być i pracownik. To nie jest zarezerwowane dla pracodawców. Ty chyba zrównujesz kapitalistę z krwiopijcą. A tak nie jest. Wcale nie. Regulacje państwowe bardziej uderzają w małe firmy niż w duże. Obowiązek posiadania pracownika od jakichś tam spraw biurowych, to konieczność zatrudnienia tego pracownika. Nawet dużej firmie może do tego wystarczyć 1 pracownik. Ale mała też potrzebuje jednego. Dla małej firmy jeden pracownik to spory koszt. Dodatkowo duże firmy lobbują ustawodawstwo tak żeby tylko one mogły łatwo spełnić wymagania prawne. Np. lobbują za różnymi obowiązkowymi certyfikatami. Zobacz sprawy Volkswagena czy innych firm. Same lobbowały za normami spalin a ich nie spełniają. Inne mniejsze firmy nie wchodziły na rynki bo nie były w stanie spełnić norm. Nawet nie pomyślały że można po prostu oszukać. To ma być ten argument że regulacje państwowe utrudniają monopolizację rynku? Przecież jest dokładnie odwrotnie. Regulacje doprowadziły do większej monopolizacji, a do tego monopolista jeszcze oszukiwał w normach które sam wprowadził. Widać że nigdy nie próbowałeś nic samemu wprowadzić na runek (i konkurować z większymi firmami) skoro uważasz że państwo tutaj pomaga a nie utrudnia. PS. Dlaczego piszesz "Awięc" a nie "A więc"?
  6. @Ksanti: Twoje podejście pasuje do osoby wykonującej pracę jako "solopreneur". Tzn. ta część podejścia w której mówisz że lepiej mniej pracować, nawet kosztem mniejszych zarobków. Natomiast drugą stronę podejścia masz niepasującą. Bo taki solopreneur sam decyduje czy i kiedy i za ile dla kogoś będzie pracował. Może więc czasami zdecydować że będzie pracował sporo. A Ty chyba to całkowicie odrzucasz. Masz też niewłaściwe wnioski co do kapitalistów i państwa.. Winę widzisz w kapitalistach a wybawców w państwie. A jest odwrotnie. Pewnie dlatego że możliwość pracy widzisz tylko u kogoś. Zacznijmy od go że Ci wszyscy którzy byli krwiożerczymi kapitalistami, w socjalizmie pchają się do wysokich stanowisk partyjnych. Gdy upada socjalizm, to ci ze stanowisk partyjnych tworzą prywatne firmy i stają się krwiożerczymi kapitalistami. Bo to nie wina kapitalizmu, tylko człowieka. Jak chce ruchać kogoś bez mydła to będzie ruchał. Czy to w kapitalizmie czy socjalizmie. A jak ktoś ma jakieś wartości i szanuje innych, to będzie żył uczciwie. Od starszej osoby pracującej zawodowo w PRLu usłyszałem że należy pracować na siebie. Mimo że socjalizm wyrównywał każdemu, czyli każdy pracował na wszystkich a wszyscy na każdego. A ta osoba jednak wiedziała że nie należy wykorzystywać innych i samemu robić na siebie. Druga sprawa to ten rybak co pracuje tylko do 12. Zapominasz o państwie. Nie trzeba kapitalisty żeby ktoś się zapracowywał do wieczora. Dzisiejszy system podatkowy (stworzony przecież przez państwo, a nie przez wolnościowców) nakłada tak wysokie podatki że się nie da pracować do 12. Podatki zawsze są tak wysokie żeby maksymalnie wykorzystywać ludzi. Czyli żeby zawsze pracowali jak najdłużej, czyli od rana do wieczora. Jak jest z rybakiem nie wiem, ale rolnik ma tak: 1. Ma obowiązek ubezpieczania budynków rolniczych. 2. Ma obowiązek płacenia podatków nawet jakby żył w swoim zamkniętym ekosystemie (był samowystarczalny). 3. Ma obowiązek dostosowywać się do coraz to nowszych dyrektyw, co wymaga inwestowania w nowe budynki, maszyny. Nie da się więc nawet być samowystarczalnym. 4. Nie może sobie sam zrobić sprzętu. Wszystko musi mieć jakieś tam atesty. Nawet na polu sprawdzają (czyli poza grogami publicznymi). To wszystko sprawia że nie da się wyżyć z rolnictwa, mimo że rozwój techniki teoretycznie na to pozwala. Kiedyś rolnik był w stanie wyżyć. Dzisiaj przy użyciu efektywniejszych maszyn, prognoz pogody, możliwości samodzielnej naprawy za pomocą spawarki, kątówki, czy komputera pozwalającego wyliczać wymagane ilości nawozów czy czegoś tam, nie jest. Dlaczego? No właśnie przez podatki i odgórne państwowe sterowanie gospodarką. Gdyby nie to mógł by sobie świetnie poradzić. nawet przy całkowitym braku zbytu mógł by żyć bo by sam na siebie produkował. Ja też mam cechy osoby "solopreneur". Tyle że wroga widzę gdzie indziej. Nie chcę się zapracowywać i napychać kieszenie poborcom podatkowym, bo to w nich widzę wroga. Ale dużo pracować dla siebie i dla mojego zleceniodawcy, to dlaczego by nie? Ustalam z nim zasady jakie chcę. Nie narzuca mi on zasad tak jak narzuca mi je państwo. Skoro brak narzucania to mogę wybrać lepsze warunki, ale też mogę wybrać gorsze ze świadomością że sam je wybieram a nie że ktoś mnie do nich zmusza. To spora różnica. Bo jak się ma świadomość że coś się robi z własnego wyboru to się ma więcej motywacji. Oraz się ma argumenty w negocjacjach. Można powiedzieć "ja tu się poświęcam dla Ciebie". Wtedy zleceniodawca coś zmieni. Albo jak nie to potem się można rozstać. A państwu co powiesz? "ja tu się poświęcam i płacę wysoki ZUS". I co? I nic. Państwo nic z tym nie zrobi. A Ty nie będziesz miał możłiwości zrezygnować. Dziwię się że nie widzisz tu różnicy, a nawet widzisz profity w tej drugiej niewolniczej wersji. gdy państwo narzuca swoje regulacje do rynku pracy.
  7. Eloszka to taka elektroniczna loszka?
  8. Nie uzasadnia, bo osoby pracujące płacą ZUS. Emerytury też nie dostają osoby randomowe, ale tylko te które wcześniej płaciły ZUS. To że dzisiejsze osoby młode płacą na emerytury osób starszych (zamiast wypłacania emerytur ze składek zgromadzonych wcześniej) nie ma nic do rzeczy.
  9. Niestety nie upadnie w taki sposób w jaki byśmy chcieli. Nie upadnie w znaczeniu upadku doktryny politycznej. Upadnie gospodarka UE, ale doktryna będzie trwała. USA też upada gospodarczo. A co robią tam 20-latkowie? Domagają się wprowadzenia komunizmu. Chiny się rozwijają, ale coraz bardziej rząd Chin pokazuje że jego przyzwolenie na kapitalizm to tylko dobry gest. Tak dla rozwinięcia gospodarki. I że potem chcą wprowadzić komunizm. Będzie więc raczej tak że cały świat przyjmie komunizm. Gospodarki zaczną upadać ale nie spowoduje to upadku doktryny. Bo nie będzie konkurenta ZSRR upadło bo miało kapitalistycznego konkurenta w postaci USA. I upadło w sensie przegrania wyścigu zbrojeń a nie gospodarczo. Gospodarczo byli słabi ale nie na tyle żeby nie przetrwać (i potem dalej trwać) w takim stanie. Upadek nastąpił z decyzji. Podjęto decyzję że "upadamy". W Korei Północnej jest o wiele gorzej i jakoś nie upadają. Bo to kwestia decyzji. UE może więc nie upaść wcale, bo całą reszta świata też może będzie socjalistyczna i przestanie być konkurentem dla UE. Ale może też upaść, tyle że wtedy poszczególne państwa będą sobie same wprowadzały swoje lokalne socjalizmy.
  10. Niestety nie tak szybko to upada. Z tych czterech tylko ZSRR upadło. Wenezuela nie upadła. Kryzys jest, ale dawny układ polityczny w niej (socjalizm) też jest. Zatem upadł przemysł Wenezueli, a nie nie komunizm Wenezueli. Tak samo w dwóch pozostałych. Dlatego też myślę że UE może nie upaść. Może być mega kryzys ale debilne regulacje rynkowe pozostaną. Choćby ludzie umierali na ulicach przez te regulacje. W Unii jesteśmy 15 lat, a dostosowywanie się do wejścia do Unii (które pewnie wliczasz w twe 30 lat) spowalniało nasz rozwój. Więc odpowiadając na Twoje pytanie: Stało by się to i tak, i do tego szybciej, ale pod warunkiem że Polską by rządzili wolnorynkowcy. Bo nie wystarczy nie być niewolnikiem jakiegoś debilnego systemu politycznego. Trzeba też zadbać żeby własny rząd też nie robił takich debilizmów. To strefa Shengen, nie UE. A ja mam taką. Idzie pojedynczy gość przez niebezpieczną dzielnicę miasta. Jest szansa że dostanie wpierdol. A teraz ten sam gość otrzymuje propozycję "ochrony" od tychże gości. Przypomina Ci coś taka propozycja? Takie agencje ochrony działają np. w Rosji czy na Ukrainie. W Turcji chyba też. "Chronią" dochodowe biznesy na swoim terenie. Przed samymi sobą No i teraz taki "chroniony" gość dostanie od nich wpierdol? Nie. A czy dostanie od kogoś z zewnątrz? Trochę lipna ta ochrona, bo owszem dostanie. Tak działa UE. Wcale nas nie chroni przez zewnętrznymi zagrożeniami (kradzież wraku tupolewa, roszczenia Żydowskie, itp). A wewnętrznie naz "chroni" w taki sposób że płacimy za tą ochronę a potem mamy problem sprzedać ciągniki we Francji mimo posiadania wszelkich certyfikatów. Albo problem ze sprawiedliwym przydzielaniem limitów produkcji na cukier (co wyniszczyło większość cukrowni). Innych już nie chcę wymieniać. Taka to ochrona. Ale jak Korwinsta chce dla równowagi nawiązać jakąś współpracę z Rosją (co nie jest równe sojuszowi czy wejściu pod but) to źle. Z Niemcami dobrze, ale z Rosją źle. Bo przecież Korwinista zawsze chce źle. Dodam też że prawie od początku UE działałem już w biznesie, mimo że jeszcze byłem w liceum. I przez te wszystkie lata widziałem jak się system szkolnictwa i biznes psuł. Wprowadzenie dotacji spowodowało powstawanie biznesów jedynie dla brania kasy do kieszeni. Sam padłem tego ofiarą bo wszedłem w taki biznes tworząc produkt, który potem został wyrzucony do kosza mimo że był całkiem dobry i sprzedawał się. Zaprzepaścić sprzedający się produkt to czysta głupota (dla normalnego człowieka). Ale osoby decyzyjne tak to poprowadziły, bo widziały większą kasę w kolejnej dotacji niż w sprzedawaniu produktu. Ja w tym biznesie byłem tylko pracownikiem a nie członkiem biznesu, więc nie miałem nic do gadania. Na uczelni to samo. Zamiast robić ciekawe badania czy projekty, to się bierze projekt który daje granty (cokolwiek to znaczy). Liczą się granty i publikacje. Nie ważne czy sensowne. Był taki jeden projekt gdzie profesor robił pod siebie gdy się okazało że firma która z nim współpracowała naprawdę chciała od niego rzetelnej pracy a nie tylko wyprodukowania bezsensownych publikacji. On myślał że ma być tak jak zawsze czyli fuszerka. I naściemniał coś w tych dokumentach. A samej firmie nakłamał, twierdząc ze to jest prawda i to może działać. Jak się okazało że firma ciśnie na działający prototyp (zamiast zamknąć projekt po minięciu terminu wymaganej przez UE trwałości projektu) to wyszła trochę afera. Ja sam jako student przez niektórych profesorów byłem traktowany jak perła, bo jako nieliczny miałem jakąś wiedzę i chęć nauki. Bo pozostali woleli tylko przebrnąć i dostać papier, a potem jechać do Niemiec zrywać truskawki. Profesorowie więc obniżyli poziom. Tym bardziej ich dziwiło że ktoś sam sobie narzuca wyższy poziom zamiar równać w dół. Po studiach dalsza części pseudo biznesów. Ciężko znaleźć projekt gdzie nie ma finansowania z UE. A wtedy (gdy jest coś innowacyjnego) to jest obowiązek korzystania z jednostek naukowych. Czyli mimo że robię ja, to na papierze ma być że to robi uczelnia. Że mi pomagają. Zamiast normalnie robić, to jeszcze muszę tracić czas na jakichś profesorów co tylko by chcieli granty jakieś ugrać. I jeszcze mi przeszkadzają bo nie znają się na dziedzinie w jakiej niby mieli mi pomagać. Czyli muszę jechać, zadać pytania, a potem żeby być fer wobec firmy to muszę powiedzieć: "profesorze, dziękuję ale robię po swojemu". Bo inaczej było by nie fer wobec firmy gdybym posłuchał profesora (wtedy projekt by nie działał technicznie). To wiem z pierwszej ręki. Jak ktoś powie że to Korwinizmy to znaczy że mi zarzuca kłamstwo. To jest ten wspaniały rozwój Polski z UE?
  11. A dlaczego miało by iść na zawsze? W przypadku ojców nie chodzi przecież o zabranie ich na zawsze. Tylko o opiekę naprzemienną. To dlaczego tutaj mamy brać pod uwagę przypadek pójścia za Mikołajem na zawsze? Trzeba wziąć przypadek pójścia na trochę.
  12. Ale macie rozkminy. A tu po prostu chodzi o to że czarne ptaki odlatują do ciepłych krajów. Zostają tylko białe ptaki. Więc to że się nagle kobieta do Was przyczepia, to nie zwiększone zainteresowanie, lecz przekierowanie zainteresowania na kogoś innego (bo poprzedni odlatuje).
  13. Przecież wyjaśniłem wyżej że to taki idiom. Chodzi o pracę jako całość, a nie o samą robotę. Całość to robota + odbieranie efektów tej roboty. W obozach była tylko robota bez możliwości odbierania efektów. Robiło się na kogoś a nie na siebie. Można powiedzieć tak: Praca na kogoś nie uszlachetnia. Praca na siebie uszlachetnia. To co jest w filmie wyżej to co innego. Tam klasa próżniacza ma pod sobą pracowników którzy na nich robią. Najczęściej też Ci ludzie mają kontakt z władzą lub są władzą, więc utrzymują się też z podatków. Potwierdza to zresztą to co pisałem, czyli że mimo rozwoju techniki pozostała część ludzi pracuje ciągle po 8 godzin bo musi pracować na tych co są wyżej. Obecne podejście młodych ludzi to co innego. Oni nie są na szczycie. To są Ci na dole. Nie mają nikogo pod sobą kto by na nich robił. To więc coś innego niż klasa próżniacza z filmu.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.