Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Subiektywny

Starszy Użytkownik
  • Zawartość

    2267
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    80

Zawartość dodana przez Subiektywny

  1. Panowie, Przez przypadek dowiedziałem się o 'skandalu' w necie z hasztagiem #RespectAriana. Wokalistka, niejaka Ariana Grande ciężko obruszyła się gdy jakiś fan powiedział do jej chłopaka "że mu zazdrości panny bo już widzi, jak ów chłopak ją .....". Wokalistka się obraziła i stwierdziła, że to ciężki seksizm a ona nie jest, cytuję, kawałkiem mięsa. "Dla niektórych z was może się to zdawać niczym takim, ale mnie zrobiło się niedobrze i poczułam się uprzedmiotowiona. Ja też tam siedziałam, kiedy on to mówił. Od tego momentu czułam się uciszona i zraniona." Gwiazda naprawdę źle zniosła komentarz fana. "Takie rzeczy zdarzają się cały czas i wpływają na kobiece poczucie strachu i niedostateczności. Nie jestem kawałkiem mięsa, które mężczyzna wykorzystuje dla swojej przyjemności. Jestem dojrzałą istotą ludzką, która jest w związku z mężczyzną, traktującym ją z miłością i szacunkiem." "To rani moje serce, że tak wielu młodych ludzi swobodnie używa podobnych określeń, by z taką łatwością uprzedmiotowiać kobiety." Link do materiału: http://www.eska.pl/hotplota/news/ariana-grande-obrazona-przez-fana-maca-millera-o-co-chodzi-z-hasztagiem-respectariana/n/98634 Jako że pierwszy raz słyszę o 'Pani Arianie' stwierdziłem, że zobaczę kim zacz jest ta młoda dama. Odpaliłem jutuba i proszę ... No w kolce jeża !!! Owa 'pokrzywdzona' młoda dama szczuje dupą ile wejdzie !!! Wije się, wypina tyłek i oblizuje usta językiem. Próbka Ariany? Proszę bardzo: No właśnie ... Droga Ariano, Jeśli nikt Ci jeszcze tego nie napisał to zrobię to ja. Robisz z logiki kur_ę próbując podważać logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy. Jeśli kobieta szczuje cycem i tyłkiem, pręży się i wypina oblizując usta jak w samica w rui - to nie może dziwić się że jest później traktowana jak ów kawałek mięsa. Na szacunek, droga gwiazdko, trzeba sobie zasłużyć i zapracować swoją postawą. Wypiętą dupą i cyckami zapracujesz wyłącznie tak, jak nie chcesz żeby Cię traktowano... Można powiedzieć, że więcej szczerości i prawdomówności mają w sobie bojownicy ISIS, bo nie żądają by nie traktować ich jak zabójców i morderców. A kierując się Twoja logiką powinni podobnie stwierdzić, że boli ich taka opinia - bo oni nie zabijają! Oni tylko naciskają lekko opuszkami palców za spust, a co się potem dzieje - to już nie ich wina !!! Jakiś wystrzał? Jakaś kula? Jakaś rana? Jakaś krew? Jakaś ofiara? Nieeeeeee... Tylko paluszek lekko naciskający spust - reszta to już nie z nimi nic wspólnego ! A całość, Panowie, to klasyczny przykład zachodniego spierniczenia w zakresie pojęć i logiki. Dziecko poprawności politycznej i wojującego postfeminizmu III fali. Oderwać związek przyczyny od skutku, wykreować na nowo związki ocenne między wydarzeniem a jego konsekwencją. Jak u Orwella - wojna to pokój a pokój to wojna. Plus odwieczne pragnienie części kobiet - jak zachowywać się wyuzdanie i jednocześnie nie być oceniana i traktowana jak dziwka... I jeszcze jedno. Ta fala totalnego postmodernizmu i próby indoktrynowania w zakresie nowych pojęć polegających na wywijaniu kota ogonem - przyjdzie i do naszego kraju. Już się przesącza w mediach wychowując najmłodsze latorośle. Ariana! Kręć tyłkiem i świeć cyckami. Tylko nie miej po tym żalu, że traktują Cię właśnie przedmiotowo. S.
  2. To nie jest tak, że wyjechali 'gorsi' a zostali 'lepsi'. To by było zakłamujące zagadnienie uproszczenie. A o tym, dlaczego Polska jest w takim a nie innym położeniu, to jak zapewne się domyślasz, moglibyśmy elaboraty pisać sążniste. Co gorsza - jak się spotka pięciu Polaków i zaczną o tym dyskusje to po kwadransie okaże się że mają 10 rozbieżnych opinii wzajemnie się wykluczających i wzajemnie antagonizujących. I właśnie powyższym zagadnieniem dotykamy, moim skromnym zdaniem, jednego z fundamentalnych problemów które odpowiadają za taką a nie inną sytuację. Nie umiemy współpracować długofalowo. Nie, przepraszam - umiemy. Jak mamy wskazanego wspólnego wroga. Wówczas współpracujemy. Ale wyłącznie do momentu gdy ów wróg znika. Później sami się dzielimy na frakcje i wzajemnie zwalczamy, a co najmniej darzymy maniakalną nieufnością. Pokazały to czasy okupacji w II wojnie światowej a później casus Solidarności. Dokąd byli 'komuniści' dotąd Solidarność była silna. Zniknął (oficjalnie) wróg - Solidarność rozpadła się błyskawicznie jak domek z kart we wzajemnych tarciach i animozjach. Ale jak wspomniałem - temat rzeka.
  3. Dobrze Panowie ... Jacy Polacy w znaczącej większości pojechali za granicę 'za chlebem' ? Polska B. Pisząc brutalnie - raczej bieda bez większych perspektyw. Wiem jak to brzmi ale to prawda. Sensownych i na poziomie wyjechała GARŚĆ. Te Polki teraz odreagowują tą biedę 'Polski B'. Odreagowują właśnie 'na biedno'. Czyli głośno, hałaśliwie, 'zauważcie mnie jakam wielka teraz pani!'. Co prawda Pakistańczyk w Londynie znajduje się nisko w szczeblach drabiny społecznej, ale w takich Mysich Kiszkach czy Zbukach Dolnych koło Kurozwęczy będzie generował efekt wielkoświatowca. Że wstyd? Owszem. Wstyd. Jako jedyna biała nacja Polski wybierają sobie partnerów pośród angielskich dołów społecznych. Rosjanki cenią się wyżej, tak - te Rosjanki wobec których statystyczna Ania czy Paweł odczuwają niczym nie uzasadnioną wyższość. Ale cóż. W Polsce, z tego co obserwują, rzeczywistą głową rodziny są kobiety. A obserwują bacznie. Zdzisławy i Mietki na wielkich przyjęciach przy wódce głośno drą japy, jaco to oni nie są alfa-maczo-turbo-men, ale po chwili siada koło nich Krystyna z Irenką i zaczynają publicznie ich strofować i opierniczać. A alfatubomaczomeni milką w ciągu minuty i kurczą się w sobie. Pojedźcie na wiejskie wesele czy inną rodzinną imprezę i popatrzcie trzeźwym okiem, kto rozdaje karty. To i pokazują później, kto rządzi i kto decyduje. S.
  4. Czasy studenckie. Cztery lata z pewną biuściastą półborderką-histeryczką. Nigdy nie padło 'przepraszam'. Co najwyżej, jak już tak się zapędziła że sama zauważyła przegięcie to padało coś w stylu: 'Hihihihi, ojtam-ojtam, hihihihih'. Czyli sprawa zbagatelizowana i jej nigdy nie było Dodatkowo czasami wchodził też 'czyn' czyli najczęściej wypięty tyłek lub chętne usta - kolejny schemat. Ale to znacznie rzadziej. S.
  5. Dobrze. Większość znanych mi osobiście masowych 'wyrywaczy' jest zarazem bardzo biegła w nawijaniu makaronu na uszy. Bo u niektórych włącza to potrzebne przez nich poczucie bycia 'Matką Teresą z Kalkuty'. Do czasu. Naturalnie. Ale jakoś nie pamiętam, by w przestrzeni publicznej brać męska kolportowała swój starannie wypielęgnowany wizerunek 'magatroskliwych misiów'. Różnicę sądzę że wyłapujesz bez problemu. S.
  6. Ad rem. Podręczny inwentarz (mężczyzna) jak dla kobiety OK, dokąd inwentarz 'zarabia na siebie'. Jak nie finansowo to poprzez np. ogarnianie domu i ogródka. Czysta, jak to mawia @Mosze Redloszkologika. Inwentarz niedziałający (np. chorujący czy słaby) to inwentarz zbędny. Balast ergo kula u nogi. Wiąże się to poniekąd z różnicą w podejściu mężczyzn i kobiet do przeszłości i przyszłości. Przezabawna rzecz, ale jestem na 100% przekonany, że to mężczyźni są bardziej sentymentalni i związaniu uczuciowo z tym, co już było. Kobiety wręcz przeciwnie. Wrodzona smykałka do inwestowania samej siebie celem poszukiwania najlepszej stopy zwrotu za najmniejszy wkład własny (i najlepiej przy zerowym ryzyku!) każą im natychmiast zapominać o tym co już było i co dostały (stąd nie ma co liczyć na ich wdzięczność) a nastawione są pragmatycznie na przyszłość - CZYLI TO CO MOGĄ OSIĄGNĄĆ. Czysty życiowy pragmatyzm. Nie ma co szat nad tym zagadnieniem rozdzierać, nie ma co się wkurzać i pomstować - tak po prostu jest. W miesiącu lutym też się nie dziwimy jak czasami temperatura spada grubo poniżej -10 stC bo to ... luty. Po prostu tak jak w lutym należy zawczasu być przygotowanym na niskie temperatury tak w przypadku układów z kobietami należy być świadomym, że to co się dla nich zrobiło ma wartość 1 pkt na 100 możliwych a to co dopiero mogą realnie od nas uzyskać - 99 pkt na 100 możliwych. Więc jak żeś jeden z drugim słabowity i chory, nawet okresowo - to automatycznie szanse na to, że może na coś od was liczyć przyszłości - maleją. Więc dziewczyna włącza wewnętrzny kalkulator i najczęściej dochodzi do logicznego wniosku - out z facetem ! A męskie zbulwersowanie w/w bierze się z dysonansu poznawczego. Panie jak to panie, kolportują przekaz jaki to są opiekuńcze i troskliwe, gotowe do wyrzeczeń (bo to korzystne z punktu pijaru społecznego) a jak przychodzi rzeczywiście do bycia taką - jest jak jest Napiszę jeszcze raz dla Młodzieży. Nie wnerwiać się, nie pomstować, nie jojczyć na białogłowy! One tak mają. Przyjąć do wiadomości, zapamiętać i być przygotowanym na spotkanie w/w zagadnienia w życiu. By potem pupa nie bolała... Quod erat demonstrandum
  7. Panowie, a szczególnie @GluX. Kolega Glux kroczy swoją drogą. Jest, z mojej perspektywy, młodą osobą przed którą stoi otworem zarówno całe spektrum możliwości jak i stojące za nimi ryzyka. Bo wybór każdej z możliwości rodzi za sobą poniesienie pewnego ryzyka, o czym często zapominamy skupiając się wyłącznie na profitach płynących ze skorzystania z owej możliwości. Tu pozwolę sobie nawet na pewną dygresję. Dwie dekady temu, choć możliwości już wówczas było dużo - aż takiego wyboru co do pokierowania swoim losem jak obecnie - zdecydowanie nie było. Ale zarazem nie było aż tylu ryzyk. Bo życie w XXI wieku, w jego drugiej dekadzie, moim skromnym zdaniem zapisze się właśnie mnogością wyboru oraz koniecznością mierzenia się z wyjątkowo dużym ryzykiem oraz generalnie - zmiennością i niepewnością. Ad rem. Ani nie będę chwalił ani krytykował. Bo raz że każdy jest kowalem własnego losu, dwa - nie uważam by było to z mojej strony potrzebne. Natomiast zasugeruję, z własnego życiowego doświadczenia, byś ten wątek i reakcje na nim potraktował @GluX jako swoisty feedback. Sprzężenie zwrotne od otoczenia. Owszem, można podejść do tego skrajnie tj. albo totalnie zlekceważyć albo zacząć na sobie rozdzierać szaty i posypywać głowę popiołem - ale skrajności zazwyczaj są do bani-dyni (choć malowniczo wyglądają i są 'medialne'). Ten feedback pomoże Ci @GluXdo utwierdzania się co do słuszności obranej postawy, do dokonania jej drobnych lub istotnych korekt czy też do jej porzucenia. Wybór, jak zawsze, Twój - i konsekwencje owego wyboru także Życie. Od siebie tylko dodam, że proces kształtowania charakteru i naszego nastawienia do życia/świata/ludzi to jak już wystukałem na klawiaturze - proces. Z istoty swojej prawie zawsze niepełny, zmienny, kształtujący się a co najważniejsze - ADAPTUJĄCY do zmieniających się i rzucających nowe wyzwania (i możliwości!) warunków. Więc feedback ten potraktuj jako materiał adaptacyjny. A co już z tym zrobisz - to już zależy wyłącznie od Ciebie Glux Jak wspomniałem - wybór Twój, decyzje Twoje. Twoje owoce tego wyboru jak i konieczność znoszenia negatywnych konsekwencji, jeśli takowe się wydarzą/pojawią. S.
  8. Co do tatuaży. Subiektywnie jestem na nie ale ... ... jak ktoś chce, to sobie dziara. Jego ciało, jego dziary. Nic mi do tego. Podobnie jak wspomniano powyżej - zauważam DUŻĄ KORELACJĘ pomiędzy posiadaniem przez kobiety tatuaży a poziomem zapętlenia w ich głowie. Im bardziej wzrasta poziom fiksacji tym większe prawdopodobieństwo, że dziewczyna będzie miała tatuaż. Nie mam na to twardych danych statystycznych, tabelek, wzorów czy pracy doktorskiej - ale generalnie obserwuję tego typu korelację. Tatuaże potrafią być piękne, jak dzieła sztuki i potrafią być ... marno-mierne. Tych ostatnich jakby więcej się widuje. Tak czy inaczej sądzę, że mało jest osób tatuujących się dla samych siebie - więcej napędzanych 'atencyjnością' i wizję 'patrz, jaki spoko-gość ze mnie albo jaka wyluzowana i wyjątkowa lasencja'. Panowie. W świecie gdzie żyje pi-razy-drzwi SIEDEM MILIARDÓW ludzi a gdzie zarazem w zachodniej kulturze tak promuje się nacisk na 'wyjątkowość, oryginalność i indywidualność' bycie 'człowiekiem z tatuażem' dla niektórych oznacza ową 'indywidualność'. IMHO dla mnie nie. To po prostu jedna z klisz wyciągniętych z obszernego katalogu 'WYBIERZ SOBIE STYL'. Są style dla elo-ludzi, dla dresiarstwa, dla buntowników bez powodu, dla hipsteriady, dla wege, dla spoko-gości itd. Zabawne jest to, że kopiuje się z owego 'katalogu' ten 'styl' i uważa się za osobę oryginalną. Ta ... Bycie oryginalnym z XXI wieku ... Osobiście na ulicy najczęściej mijają mnie klony z katalogów H&M, Zary, Bershki, Prosto itd. A to i tak 'wysoka polska półka'. Bo półka 'małomiasteczkowo-powiatowa' ma jeszcze inny styl. Byłem tydzień temu w uroczym powiatowym mieście na Mazowszu, widziałem. ABSOLUTNIE nie krytykuję, uważam to za coś normalnego - taki miks 'swojskości' okraszonej neo-disco-polo. I ostatnie słowo. Nie ważne czy jesteście spoko-ziomkiem elo-ludziem z czapeczką z zadartym daszkiem czy sztywnym Subiektywnym odzianym we włoskie wełny, to tylko jedna z klisz-stylów - i kurna nic więcej. Ważne byście wyglądali schludnie i gustownie. Spójnie ! Bo od pewnego czasu obserwuję plagę gości w krótkich spodenkach (spoko), butach sportowych (spoko) a do tego ... jebutnych CZARNYCH SKARPETACH ZACIAGNIETYCH PRAWIE PO KOLANA. O żesz w mordkę jeża .. To chyba gorsze niż nawet taki tatuaż: S.
  9. Panowie, Temat pewnie znacie, nie raz przerabialiście. Chodzi o to, jak jesteśmy odbierani przez kobiety poprzez pryzmat naszego nastawienia / energii. Bo do dziś nie jestem w stanie obiektywnie ustalić, czy ma to znaczenie czy też jest to wyłącznie moja (nasza) błędna ocena. Znacie ten stan gdy chodzimy 'nabuzowani' męską energią. Mamy siłę, mamy chęci, szczerzymy zęby w uśmiechy i jesteśmy gotowi broić 24h na dobę, zagadujemy, śmiejemy się, 'błyszczą' nam oczy. Wówczas odnoszę takie wrażenie, że otoczenie (szczególnie żeńskie) jakby mocniej nas zauważało i reagowało pozytywnie na emanację tej naszej energii/nastawienia. Odwrotnie przy spadkach formy. I teraz pytanie. Czy kobiety faktycznie tak reagują czy też po prostu będąc 'nabuzowanym' mam inną optykę spojrzenia - i 'wydaje mi się', że pozytywnie reagują. A będąc w spadku formy - 'wydaje mi się' adekwatnie do samopoczucia, że nie mam z ich strony pozytywnego sprzężenia zwrotnego. Więc na ile nasze odczucie jest, powiedzmy, obiektywną prawdą - a na ile na wskroś subiektywnym doznaniem, który mami nam oczy. Ma to FAKTYCZNE przełożenie czy tylko nam się WYDAJE pod wpływem własnego nastawienia, pod którym się znajdujemy? S.
  10. Wiem jak to wygląda ale uważam, że SN co do zasady ma rację. Wobec banku jesteśmy dłużnikami solidarnymi. Będąc kredytobiorcą i właścicielem obciążonej hipoteką nieruchomości - jesteśmy dłużnikiem osobistym (z tytułu umowy kredytu) oraz rzeczowym (z tytułu wł. nieruchomości). Z chwilą rozwodu gdy małżonek A przejmuje wyłączną własność nieruchomości - małżonek B nadal dla banku jest dłużnikiem osobistym (umowa kredytu). Zaciągany przez małżonków kredyt ma to do siebie, że za jego spłatę odpowiadamy tzw. solidarnie. Oznacza to, że mając ratę np. 2000 zł bankowi OBOJĘTNE czy weźmie 2000zł od ex-męża, 2000zł od ex-żony, po 1000zł równo od każdego czy 300 zł od ex-żony a 1700 zł od ex-męża. Na tym polega solidarności dłużników. Z reguły wierzyciel sprytnie kieruje swoje roszczenie do tego ex-małżonka który ma lepszą sytuację majątkową. Bo szansa na spłatę większa. Zwykła logika. Kwestia późniejszych rozliczeń rozliczeń między jednym ex-małżonkiem którym spłacił więcej a drugim ex-małżonkiem który spłacił mniej - to ich prywatna sprawa dla banku obojętna. Tym niemniej rozliczyć się między sobą powinni a w razie braku porozumienia - można wystąpić na drogę sądową. Nie mam zastrzeżeń co do orzeczenia SN może poza jednym. Jednym ale natury kardynalnej - system prawny będzie zawsze dwa, trzy kroki za 'życiem'. Więc w przypadku dość dynamicznych zmian społecznych (a takie mamy w Polsce) proces reagowania owego prawa materialnego czy kwestie jego interpretacji (choćby poprzez trzymania sie wykładni orzeczeń SN) - będzie 'zlagowany' tj. wtórny i zawsze nienadążający za zmianami. Co to oznacza? Oznacza to jedno. Wybolduję Wam. NIE ZDAJEMY SIĘ NA POWSZECHNIE OBOWIĄZUJĄCE PRZEPISY KODEKSU CYWILNEGO CZY KODEKSU RODZINNEGO I OPIEKUŃCZEGO TYLKO KSZTAŁTUJEMY NASZE STOSUNKI ZOBOWIĄZANIOWE NA PODSTAWIE WŁASNYCH UMÓW !!! Duża część regulacji cywilnych działa, o ile 'strony nie postanowiły inaczej'. Więc gdy nie regulujecie tych spraw - wchodzą rozwiązania kodeksowe. Gdy uregulujecie inaczej - wiążą Was zapisy umowy. Pamiętajcie też, że są regulacje kodeksowe, które wyznaczają pewne minimum w stosunku zobowiązaniowym - uregulowanie w umowie 'poniżej tego minimum' spowoduje, że pisząc w skrócie - zapisy umowy są nieważna w tym zakresie a z automatu wchodzi regulacja kodeksowa. Ale to temat rzeka. S.
  11. Tu jednak, jako człowiek stojący TWARDO na ziemi - stawiałbym na wpływ owego euforycznego samopoczucia na Twój sposób postrzegania. Gdy będziesz miał kiepski nastrój lub neutralna - ta sama panna kręcąca tyłkiem przed Tobą bądź będzie wyłącznie zarejestrowana i potraktowana obojętnie bądź nawet stanie się katalizatorem głębszego doła (np. czemu do nas takie nie lgną...). W stanie euforycznym - jej kręcenie biodrami odbierzemy poprzez 'pryzmat różowych okularów'. Więc wyda nam się kuszące, zajefajne i w przypływie kawaleryjskiej fantazji możemy nawet podbić i zagadać/pobajerować/poderwać/zapoznać. To trochę jak z alkoholem w knajpie. Na początku sesji alkoholowej siedząc wśród samych przeciętnych 5/10 - odbierzemy je jako przeciętne 5/10. Na którymś drinku/piwie/butelce - STAJE SIĘ MAGIA czyli ZAFAŁSZOWANIU ULEGA NASZA PERCEPCJA I SPOSTRZEGANIE - owe przeciętne 5/10 nagle urastają do 8/10, i gotowi jesteśmy smalić do nich w konkury. Wypiękniały w ciągu dwóch godzin? A gdzież tam ! To nam się 'rozkalibrował' system oceniania Owszem - jest rzeczą znaną wszem i wobec, pod czym sam się podpisuje ręką prawą i lewą, że ludzie tryskający energią, weseli, wygadani, pozytywni, towarzyscy - PRZYCIĄGAJĄ. Przyciągają poprzez to, że niejako zarażają owym pozytywnym nastawieniem innych. Dlatego osobiście, po przeanalizowaniu zagadnienia skłaniam się ku opcji, że rolę to gra suma dwóch czynników: 1) nasza własna rozkalibrowana w dół lub w górę percepcja (gdy w dół - rzeczy oceniane są generalnie z bonusem ujemnym, gdy w górę - z bonusem dodatnim). 2) znana kwestia przyciągania ludzi przez osoby wesołe, głośne, towarzyskie, rozmowne tj. efekt aury. Ludzi lgną do takich osób bo też chcą się tak pozytywnie poczuć. Pozdrawiam, S.
  12. Dokumentów nie ma. Wszelkie analizy do do możliwości oddania Gdańska Niemcom były ekstra tajne. Rozmowy toczyły się bez protokołów. Resztę zabrała zawierucha II wojny światowej. Sam Beck zmarł niedługo po jej wybuchu zabierając wiele z tajemnic i szczegółów do grobu. Później była gloryfikująca historiografia oparta na szczerym "wanna be". S.
  13. @GurneyHalleck Tak na szybko. Zabiegał o polskiego sojusznika w zamian za, jak uważał, „śmieszne ustępstwa". Hitler ponawiał swe oferty, niemieccy dyplomaci dawali do zrozumienia swym polskim kolegom - o czym wspomnieliśmy - o możliwości przyłączenia do Polski bądź Litwy, bądź Kamieńca i Żytomierza, a Ribbentrop powiedział w Warszawie wprost, że „Morze Czarne to też morze" Więcej tu: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/300391,1,odtracone-zaloty.read
  14. Ani Ty ani ja nie wiemy co byłoby dalej. To czysta gdybologia co najwyżej opierająca się na rachunku prawdopodobieństwa. Również uważam, że 'po wszystkim' Hitler wyciągnałby ręce po więcej. Polacy byli by jedynie jego pełnomocnikami w zarządzaniu wschodem, czy częścią wschodu. Pewnie upomniałby się prędzej czy później o ziemie, które były w zaborze pruskim... Ale to gdybologia. Wiemy natomiast jaka była propozycja w latach poprzedzających 1939. Konkretna. Morze Czarne za Morza Bałtyckie. Abstrahuję od kwestii moralności przyjęcia jego propozycji. Mówimy wyłącznie o suchych faktach bez oceniania ich pod kątem moralnym. S.
  15. Primo. Historia nie jest taka jak wygląda w 'oficjalnej' wersji i jak się ją naucza w szkole. Naucza się pewnego sposobu myślenia o niej, pewne rzeczy uwypukla, pewne przemilcza. Wieczorkiewicza polecam - świetny autor. I pisze sporo o tej 'przemilczanej' historii Polski. Prawda jest dla ówczesnej Polski bardzo bolesna. Hitler wychowany w duchu spadkobiercy tradycji pruskiej (mimo że sam był Austriakiem) paradoksalnie zauważył jedną rzecz, rzecz w pruskiej doktrynie politycznej niebywałą - że z Polską wygodniej jest współpracować. Przez setki lat interesem Prus było osłabianie Polski a później zajmowanie jej miejsca na mapie politycznej Europy. Stąd też m.in. takie parcie kanclerze Bismarcka na porozumienie z Rosją i Petersburgiem. Hitler, choć zbrodniarz do kwadratu - to jednak trzeba mu przyznać że był wytrawnym graczem. Chciał porozumienia i sojuszu z Polską. Sojuszu, który miał być wycelowany we Wschód. Oferta dla Polski - ziemie obecnej Ukrainy i szeroki dostęp do Morza Czarnego. Koszt - utrata Gdańska i części ziem na północnym zachodzie. Wielkopolska, Małopolska i Mazowsze - ziemie etnicznie rdzennie polskie, byłyby nie ruszone. Mało tego, był święcie przekonany że Polska zaakceptuje ten sojusz - bo i prawda była taka, że przez wiele lat polska dyplomacja 'flirtowała' z III Rzeszą. Obecnie to się raczej przemilcza, no bo wiadomo Przyjęcie oferty Anglii to był szok dla Hitlera, poczuł się swoiście zdradzony. No i stało jak się stało. A Anglia? Anglia początkowo rozegrała nas na zimno jak chciała. Chciała zyskać na czasie oraz doprowadzić do posiadania wspólnej granicy między III Rzeszą a ZSRR - sprytnie licząc, że dysktatorzy się prędzej czy później pokłócą i wezmą za łby wykrwawiajac wzajemnie. Polska była tylko pionkiem - użytym jako zapalnik. I jako pionek zostaliśmy szybko zbici z szachownicy płacąc 6 milionami zabitych, utratą ziemi i zwasalizowaniem. Choć trzeba uczciwie przyznać Anglii, że w późniejszych czasach mimo że mogła zerwać sojusz z rządem na uchodźctwie - nie zrobiła tego. I chwała za to Churchillowi, który mimo wszystko podchodził do kwestii polskiej swoiście honorowo. My mamy mu za złe ziemie wschodnie - ale pisząc szczerze, on uprawiał realpolitik. A Polacy, klasycznie - fanstasypolitik i widzimisie razy chciałobymisie. Dobiła nas ... Wielki Brat USA. Dla niego znaczyliśmy nić. Roosevelt sprzedał nas bez mrugnięcia okiem, jak bantustan. Gdyby od niego zależało - bylibyśmy kolejną republiką ZSRR. Kokietował Polaków wyłącznie przed wyborami prezydenckimi z uwagi na liczną polnię w USA. Poza tym - dla sprawy polskiej - totalnie obojętny i chętny do wszelkich ustępstw na rzecz ZSRR. Tylko ingerencji Churchilla możemy zawdzięczać że jeszcze pamiętano o nas przy stole negocjacyjnym pod koniec wojny. Niestety - czas II wojny światowej podkreślił nasze, jak by je nazwać, zarówno 'narodowe' zalety jak i wady. Niezłomność, honorowość, gotowość do walki i poświęceń. Z drugiej strony polityczną naiwność, tendencje do myślenia życzeniowego bez brania pod uwagę realiów oraz brak planu długoterminowego i trzymania się jego ram na rzecz beztroskiej (że nie napiszę bezmyślnej) spontaniczności i 'jakoś to będzie'. No i 'jakoś to było'. 6 mln zabitych. Zrujnowany kraj. Zabranie całości ziem wschodnich. Zwasalizowanie ZSRR. Jakoś to będzie ... To jest polskie przekleństwo nr 1. Już wspominane od czasów Mickiewicza i Pana Tadeusza. Szlachta na koń wsiędzie, ja z synowcem na czele i ... jakoś to będzie...
  16. Pewien bloger pokusił się jakiś czas temu o założenie fejkowych profili w serwisach randkowych (i nie tylko). Opisał to łącznie ze zrzutami ekranu z komunikatorów i wiadomości. https://mrkpassion.pl/jak-podrywaja-na-fotka-pl/ https://mrkpassion.pl/podrywaja-na-tinderze/ https://mrkpassion.pl/jak-podrywaja-na-badoo/ https://mrkpassion.pl/jak-podrywaja-na-zbiornik/ Tragedia. Tragedia do sześcianu - ale zapoznać się warto. S.
  17. Sąd tak zinterpretuje jak mu naświetlisz sprawą, umiejętnie wyłożysz swoje racje, pewne rzeczy przemilczysz a pewne mocno uwypuklisz. Zwykły rachunek prawdopodobieństwa. A Twoim zadaniem jest odpowiednio go 'stuningować' na swoją rzecz. S.
  18. Jeszcze nawiążę do tego co napisałem kilka postów wyżej. Warto, ale naprawdę warto poznać kilka / kilkanaście SZTANDAROWYCH tekstów, które można dostać od kobiet w najbardziej schematycznych sytuacjach. Teksty te powtarzają się tak często, że można wrzucić je do kanonu. Jestem inna (w domyśle - niż inne kobiety). Znaczy to dokładnie, że jest TAKA SAMA, ale jak przystało na kobietę - żywi wewnętrzne, niczym nie poparte przeświadczenie, że jest tak naprawdę. Widzi chore akcje robione przez koleżanki - ale gdy sama zrobi taką akcję to się wybieli, bo uzna że miała do tego poważny powód. Ergo - nadal jest INNA i LEPSZA niż reszta psiapsiół. Mistrzostwo samogwałtu umysłowego. Jesteś dla mnie za dobry. Znaczy dokładnie coś odwrotnego - jesteś do bani w jej oczach ale nie powie ci tego wprost, przyczyn jest kilka. Zostańmy przyjaciółmi. Patrz hasło wyżej. Lubię się wyzywająco ubierać dla samej siebie. Ta, jasne. Po prostu szczuje cycem 20/24h i patrzy czy na taką przynętę nie wyhaczy lepszego od ciebie. Kochanie, to tylko kolega! Na moje oko szansa, że to kolega to jakieś 10-20%. W innych przypadkach to bądź orbiter trzymany w granicach wpływów na wszelki wypadek (koło ratunkowe bądź Jan-Multitool-Przywieź-Zawieź-Rozbaw) bądź przy wysokim SMV gościa - kochanek lub gość brany pod uwagę jako kochanek. Nie wiem co czuję. Badam grunt jak zareagujesz. Plus dodatkowo sprawdzę, ile jesteś gotów dać z siebie bym znowu 'poczuła'. Zwykły balon próbny. Zrób coś. Wymyśl coś. Nudzę się. Tak bym gdzieś się wybrała. Tomek to zabrał Anie w zeszłym tygodniu do ... Spinaj się chłopcze, proponuj, zabiegaj, wychodź sam z siebie z kolejnymi coraz bardziej wyśrubowanymi propozycjami. Jak się spodoba to ok, jak się pannie nie spodoba - wina będzie twoja, bo to 'twoja' propozycja. Klasyczne do bólu u większości kobiet zrzucanie pełnej odpowiedzialności na mężczyznę, ona co najwyżej pochwali bądź skrytykuje (to częściej). Profity jej - ryzyko twoje. Super deal ! S.
  19. Droga redakcjo, Ostatnio kobieta podeszła do mnie na przystanku i zapytała się o godzinę. Gdy jej podałem - podziękowała i odeszła. Co to znaczy? Czy miała ukryty cel? Jak to zinterpretować? Szukać jej w mieście i podbijać do niej czy wręcz przeciwnie - uciekać ? I krótko do niektórych forumowiczów. Panowie, nie mogę pozbyć się wrażenia, że dzielicie włos na czworo i NADanalizujecie jakiekolwiek sygnały od strony kobiety. Niedługo przeczytam, że panna kichając przykłada chusteczkę do lewej dziurki nosa i lekko przechyla głowę oraz CO TO ZNACZY. To znaczy, że ma katar. Szczegółowe analizowanie i rozmyślanie nad co drugim słowem, gestem, miną czy zachowaniem kobiety doprowadzi Was wyłącznie do jednego - na manowce. Dodatkowo zawiesicie sobie system operacyjny. S.
  20. Książka - klejnot, z równie dobrą ekranizacją kinową i chyba jeszcze lepszym serialem telewizyjnym z 1977 roku. Role Kamasa i Pawlika, szczególnie tego ostatniego jako starego Rzeckiego - prawie oskarowe. Wiem, wiem - lektura szkolna a do obowiązkowych lektur każdy w swoim wieku podchodzi tak jak podchodzi. O dziwo, jak na szkolną lekturę - mnie ta książka pochłonęła. Bo Stanisław Wokulski, Panowie, to jeden z nas. Cała ksiażka jak i serial pełen jest perełek do wychwycenia, które o ile umykały mi w wieku młodzieńczym tak teraz wręcz rozsadzają tą powieść i nadają jej wyjątkowego kolorytu. Mamy więc wzorcowy przykład rozwoju wewnętrznego. spektakularną przemianę osobowości a całość gra w tonie niewłaściwie ulokowanej fascynacji. Co potrafi zauroczony od stóp do głów mężczyzna (a czego przede wszytkim nie potrafi!) i czym tak naprawdę kieruje się w swych wyborach kobieta rozpuszczona licznymi adoratorami i przyzwyczajona do poklasku oraz atencji. Jest to nic innego jak rzeczy, o których tak często-gęsto piszemy na forum. Książkę i serial odkrywam na nowo. Niegdyś, gdy miałem z nimi styczność - byłem chłopcem, większym dzieckiem. Obecnie odkrywam będąc mężczyzną z bagażem pewnych doświadczeń życiowych i związanych z nimi postaw oraz poglądów. Fanstastyczne uczucie a odkrywane na nowo perły życiowej mądrości, padające co pewien czas z ust bohaterów - tylko pogłębiają to doznanie. Bo każdy z nas był, jest lub będzie w którymś etapie swojego życia ... Stanisławem Wokulskim. https://www.youtube.com/watch?v=5s5efgi1qzA
  21. ==========>>> WPIS ZBIORCZY Z TEMATU NA FORUM <<<========== Panowie, Tak jak miałem okazję zamieścić jakiś czas temu wpis odnośnie męskich wad, tak teraz pragnę Wam przybliżyć zagadnienie związane z wadami naszych jakże miłych i bliskich sercu (bądź innym częściom ciała) pań. Wpis jest wyłącznie szkicem, szybkim i powierzchownym prześlizgnięciem się po głównych zagadnieniach. Z częścią z nich miałem okazję sam się zapoznać na własnej skórze (oj miałem...), części znam z własnych obserwacji i licznie odbytych rozmów. Mam świadomość że nie jest to lista kompletna, piszę te słowa 'na szybko' wyrywając kilka chwil z napiętego życiowego terminarza. Chcąc nie chcąc skupiam się więc na tych główniejszych. Jeśli coś mi umknęło – dopiszcie to proszę w komentarzach pod postem. Gotowi? Uśmiechnięci? Kawa zaparzona? Piwo otwarte? Grzech pierworodny - bezwzględne, wręcz kapitulanckie uleganie presji wywieranej przez biologię. Kobiecy grzech – matka wszystkich innych grzechów. Kwintesencja 'kobiecości' bowiem predysponuje do występowania innych grzechów i grzeszków, świństw i świństewek. Grzech tym większy, że kobiet jego świadomych jest garść, a takich które próbują z nim walczyć i dać opór – jeszcze mniej. Biologiczną rolą kobiety jest, czy to się jednej makolągwie z drugą podoba czy nie – urodzić dziecko. A że jest to inwestycja wysoko energetyczna i czasochłonna to przed urodzeniem oraz przynajmniej przez pierwsze 7-10 lat zabezpieczyć środki na jego utrzymanie. I temu celowi poświęcone jest 90% (jak nie więcej) aktywności pań. Znalezienie odpowiedniego samca na dawcę genów i do łożenia na dziecko (dalej w punkcie 3), presja na status, zgromadzone zasoby, środki pieniężne, na zapewnienie bezpieczeństwa (patrz punkt 7), presja na małżeństwo … Biologiczna funkcja kobiety kieruje jej zachowaniem w sposób totalny. Nadaje ton sposobowi myślenia, predysponuje do określonego zachowania, wręcz wymusza. To co jest zgodne z dyskretnym dyktatem biologii – jest wedle kobiety 'dobre i pożądane', to co stoi w sprzeczności – dostaje etykietkę 'odstępstwa, dziwactwa, emocjonalnego porąbaństwa'. Większość kobiet nawet nie zdaje sobie sprawę, że jest biologicznymi robotami napędzanymi wszechogarniającą koniecznością urodzenia dziecka i jego wychowania, a te które mają tą świadomość – w żaden sposób z tym nie walczą. Stąd też mając styczność z paniami, po jakimś czasie i nabyciu jako-takiego doświadczenia dochodzimy do jednego wniosku – one wszystkie są takie same w zachowaniu, różnią się w zasadzie szczegółami (dalej w punkcie 4). Sposób zachowania, wygląd, nawet czas w miesiącu kiedy kobieta ma ochotę na seks – bo zwykle jest on skorelowany z jej dniami płodnymi – to wszystko jest sterowane odgórnie przez biologię i instynkt. Przy czym same panie są mistrzyniami w kamuflowaniu tego, zarówno przed osobami trzecimi jak i … przed sobą (patrz punkt 2). Jak to? Jak to? Kłamstwo! Poruta! Świętokradztwo! Niewierny! Spalić go! - zakrzyknie pewnie niejedna oburzona pani. Ano takto. Przyjrzyj się, jedna z drugą, ale tak szczerze co was napędza od środka i jakie macie cele od, pi razy drzwi, osiemnastego roku życia do późnych lat jesieni życia. Ano urodzenia dzieci a później zajmowanie się … rodziną 2 Hipokryzja i racjonalizacja swoich świństw. Wszechgalaktyczy kongres istot rozumnych, tak jak dla zobrazowania i miary głupoty powinien przyjąć wzorzec młodego samca homo sapiens tak dla miary hipokryzji powinien przyjąć nikogo innego jak samicę homo sapiens. W wieku każdym i bez wyjątku. Już Marek w swoich felietonach pisał lata temu, a jak to w całości potwierdzę, że na większości portali randkowych w dziale 'czego nie lubię' kobiety na jednym z pierwszych miejsc wpisują 'hipokryzji i obłudy'. Przy czym, o dziwo, same są ich mistrzyniami. Przy czym to co robi Kaśka, Aśka czy Zuźka – to jest obłuda i hipokryzja, patrzcie no ludzie na te pindy lafiryndy! Ale jak ja tak robię, oooooo, to już obłuda i hipokryzja nie jest! Bo ja mam powód! Baaaardzo ważny powód! Nawet masę powodów, wręcz zmuszona jestem do takiego zachowania! I tu wkraczamy w kolejne, radośnie grząskie pole kobiecości jakim jest racjonalizacja swojego zachowania, świństw i świństewek. Panie zawsze mają istotny powód aby zachować się tak a nie inaczej! Porzucą, zdradzą, zniszczą, spalą, zadepczą a prochy w błoto rozrzucą – ale zawsze to sobie wytłumaczą! I będą czuć się niewinnie, a jakże! Każda kobieta nosi z tyłu głowy podręczny leksykon „1001 wymówek i wytłumaczeń na każdą okazję” i ma go w pogotowiu 24h na dobę, 365 dni w roku! Chcesz na serio słuchać kobiecych prób wytłumaczenia najbardziej nieracjonalnych zachowań? Dlaczego poszła w tango z kolegą z pracy? Dlaczego postąpiła tak a nie inaczej? Wiesz co, w 99% przypadków po prostu sobie daruj – strata czasu. Poznaj Bracie Mężczyzno niekwestionowanego mistrza wag wszelakich Hipokryzji, Obłudy oraz Racjonalizacji Własnych Działań. Nie wiem jak ma na imię, gdzie mieszka i jakim językiem się posługuje na co dzień. Ale jednego jestem pewien: To kobieta. 3 Skrajna hipergamiczność oraz wieczne poszukiwanie lepszego partnera (syndrom skaczącej małpy). Panie zawsze poszukują najlepszego, wedle ich mniemania, mężczyzny. Co to wygląd ma Adonisa, bogactwo Midasa, kocha dzieci jak Miś Uszatek a na dodatek uwielbia telenowele o miłości więc dla wybranki serca jest gotów własnoręcznie wyrżnąć sobie serce z klatki piersiowej. A umierając, bo tak kończą tacy durnie, ostatnim tchem będzie zapewniał o dozgonnej miłości. OK, nie ma tu niby nic złego ale …. panie to robią cały czas! Jest sama – szuka i jest otwarta na nową znajomość. Jest z Tobą, Bracie Samcu i ….. uwaga niespodzianka!... szuka nadal i jest otwarta na nową znajomość! Nie, nie misiu kolorowy – ty jesteś naj, ale wyłącznie przez chwilę. Zaraz załączy się kobiecy racjonalizator-porównywacz i panna zacznie rozglądać się, czy gdzieś obok nie czai się fajniejsza okazja. Lepsza genowo więc z buźką Brada Pitta, zasobowo więc jak nic drugi Gates czy Trump... I niech się tylko taki raczy do niej uśmiechnąć – to już poznasz na własnej skórze co oznacza powiedzenie, że kobieta zmienną jest. Ale jako że nie jest pewna czy ten drugi to tak tylko trochę ją chce (w wiadomym celu) czy tak na poważnie – będzie kręciła na dwa fronty lepiej niż PSL przy tworzeniu koalicji parlamentarnej. Trochę z tobą, trochę z nim. A tobie powie 'adieu' dopiero wtedy, gdy na 99,9% będzie pewna że może przeskoczyć do nowego partnera. Sam miałem w życiu tak dwukrotnie Najpierw to ja byłem tym lepszym a panna robiła w bambuko swojego chłopaka, później po latach zanim przesiadła się na 'nowszy model' była otwarta i dla mnie i dla tego 'nowego'. A będąc pewna nowego – podziękowała z hukiem mi. Ech... Myślisz że Twoja Andżelika czy Nikola są inne? (patrz punkt 4) Obyś się nie zdziwił któregoś dnia, gdy kilka dni/tygodni po końcowej awanturze poznasz Adonisa Midasa Brada Pita D.Trumpa Juniora. I opadnie ci kopara a pod czaszką załopocze myśl 'Ale kiedy? Ale kiedy i jaaaak...?' Ano wtedy Widzisz jaka obrotna, i dla ciebie miała czas i jakoś znalazła go dla tego nowego. Ot specjalizacja na 102 ! Bo tej suce na imię hipergamia. 4 Każda cholernie oryginalna i wyjątkowa ale, o dziwo!, w masie wszystkie takie same. Tak. I potwierdzi to każdy doświadczony mężczyzna, który miał więcej niż kilka partnerek. Każda z kobiet jest przekonana o swojej wybitnej zajebistości, oryginalności, wyjątkowych zaletach umysłu, zmyśle muzycznym i plastycznym, umiejętnościach takich czy owakich – ale jak przyjdzie co do czego – wszystkie ale to wszystkie są JEDNAKOWE. Szczególnie w zachowaniu. Ok, różnią się elementami zewnętrznymi, z jednymi jest się pokazać w towarzystwie mniej wstyd niż z innymi. Ale ich zachowanie napędzane jest tym samym motorem (patrz grzech główny). Więc wybór masz jak z kupnem auta. Czy to będzie Audi, Toyota, Nissan, Ford czy BMW – zasady poruszania są takie same. Lać paliwo do baku też trzeba. Cała sztuka poleca by wybrać model mnie awaryjny. I tyle. I mieć świadomość, że i tak awarie co jakiś czas będą się przydarzać. Więc czy włosy długie czy krótkie, biust mniejszy czy większy, imię na K czy S – wszystko napędzane tym samym softem. Na tej niewiedzy co do fundamentalnej cechy kobiet poda pokotem, niczym krzyżacka piechota pod Grunwaldem, wielu Braci. Bo są święcie przekonani, że poblemy które mieli z Mariolką - to już ich nie będą mieli z Kasią, a te które są z Kasią - to na pewno nie przydarzą się z Justynką. Ano właśnie, najczęściej (nie licząc totalnych zakręconych kobiet) - wymiana modelu nic nie zmienia, co najwyżej można liczyć na fajny 'okres promocyjny' - później będzie tak jak zawsze i ze wszystkimi. Elementarne jazdy napędzane biologią, hipergamią, hipokryzją i obłudą jak były - tak można na nie liczyć dalej. Co najwyżej, jaśli taka wola Najwyższego, może będzie ich trochę mniej lub będą bardziej ukrywane... 5. Bazowanie na swoim SMV oraz jedyny 'posag' jaki większość kobiet wnosi do układu damsko-męskiego - cztery litery. Okres życia kobiety łatwo można podzielić na dwa okresy. Ten około 17 roku życia do mniej więcej 30 lat oraz ten po 30 tce. Między 17 a 30 rokiem życia kobieta jest najatrakcyjniejsza, ma wysokie SMV. Z reguły oznacza to, że krąży wokół niej wianuszek adoratorów, ma mnóstwo opcji na 'kolejne gałęzie do przeskoczenia' i ... korzysta z tego. Większość młodych kobiet w tym wieku jest niestała i korzysta ze swoich wdzięków do nabijania sobie fejmu adoracją stada napalonych samców. Wybiera, przebiera, grymasi - bo zawsze 'jest warta więcej niż ma w tej chwili'. Sytuacja diametralnie zmiania się przed trzydziechą, gdzie część kobiet czując cykający zegar biologiczny (patrz grzech główny) w dużym popłochu wybiera pierwszego lepszego, jako-takiego samca, który chce się związać małżeństwem i jako-tako rokuje do łożenia na nią i dzieci przez następne lata (mierny, bierny ale wierny). Gdy mija ulga związana z presją zamążpójścia oraz urodzenia dziecka - kobieta wraca do swojej hipergamiczności - nie szanuje męża, bo byle jaki, bo nie siaki, nie owaki. Przestaje dbać o siebie i dzięki mitycznym 'problemom z tarczycą oraz innym niezwykle ciężkim do zdiagnozowania choborom' tyje 10-15 a nawet 20 kg. Bo już nie musi się starać! Już nie musi dbać o siebie! Prawnego dostarczyciela dóbr wszelakich zdobyła i teraz społeczeństwo oraz system prawny będący wypadkową tegóż społeczęństwa stoi po jej stronie. Od strony seksualnej zaczynają się bóle głowy, brak chęci itd - rolą męża jest tyrać na dobro 'rodziny'. Przy czym w miażdżącej większości wypadków, dziwnym zbiegiem okoliczności 'dobro rodziny' = 'widzi mi się kobiety'. Gro kobiet do związku damsko-męskiego wnosi jako jedyny atut swoją seksualność. Cała reszta to konglomerat zaciachów, fochów, uprzedzeń, marudzenia i wiecznych pretensji. Co gorsza, o czym nie myślą Bracia, owa atrakcyjność seksualna jest mocno ograniczona w czasie a z każdym kolejnym rokiem traci na wartości. To trochę interes jak z kupnem drogiego auta w salonie - kupujesz płacąc 100 jednostek, w czasie używania mocno łożysz by jeździł a po 10 latach budzisz sie z gratem w garażu, który może ktoś od Ciebie łaskawie odkupi za 20 jednostek. W przypadku rozwodu to jeszcze ty będziesz długo dopłacał by 'samochód' raczył wyjechać z tego garażu, mało tego - jeszcze częściej okaże się, że ty już nie masz garażu ... 6. Brak poważniejszych pasji i zainteresowań. Co potwierdza wielu samców. Gro kobiet jako swoje pasje traktuje usilną pielęgnacje ciała i dbanie o modne ciuchy (patrz grzech główny - samca trzeba wabić!) oraz różnego rodzaju towarzysko społeczne gierki interpersonalne celem wykazania swojej zajebistości oraz pogrążenia konkurentek (patrz grzech główny - samca trzeba wabić a samej wspinać się wyżej w hierarchii celem zdobycia większego fejmu i zajebistości. Większy fajm i zajebistość = większa szansa na 'odpowiedniego' samca). Jeśli akceptuje twoje pasje, szczególnie pozadomowe na które trzeba łożyć pieniądze - to w miażdżącej większości przypadków wyłącznie do ślubu. Potem twoje pasje stają się 'dziecięco żałosne i manotrawiące środki, które można przeznaczyć na rodzinę'. Oczywiście 'przeznaczenie środków na rodzinę' bardzo często oznacza nowe mobelki (trzecie w ciągu dwóch lat) czy nowe futerko dla małżonki (to sprzed trzech lat jest już niemodne - i nie ważne że w szafie nie ma go gdzie upchnąć). W ramach 'pasji' duży procent kobiet oddaje się ingerowaniu w życie bliźnich, bardzo szeroko pojętemu. W ostateczności skupi się na tobie - a to już kaszanka po bandzie. Lepiej wyjedź do Afganistanu ... 7. Totalna sprzeczność i niespójność między tym co kobieta mówi, tym co myśli a tym co robi. Temat-rzeka! Jak Nil długa a jak Missisipi szeroka. Kobieta jest targana, i to bardzo dobrze dobrane określenie, wieloma siłami które ją wręcz rozrywają od środka. Targa nią biologia, targają nią oczekiwania społeczne, presja otoczenia, jej wizja zachcianek oraz wieczne 'co pomyślą inni'. W rezultacie zachowanie kobiety w wielu przypadkach jest mocno alogiczne i nieadekwatne do okoliczności. Będąc młodym, niedoświadczonym samcem można sparzyć sie na tym wielokrotnie. Prawie każda kobieta zapewnia, że jej marzeniam jest kochający, łagodny mąż, gromadka dzieci, biały mały domek z ogródkiem (maż będzie zapieprzał aby go utrzymać) i mały, modny słodki piesio w torebce Moshino za 3 patyki, by pokręciło z zazdrości te suki koleżanki. I paradoskalnie - jak tylko to zdobywa i ma - przestaje się to dla niej liczyć!!! Już to ma więc teraz szuka innych wyzwań!!! Czegoś innego, najlepiej o 180 stopni - kompletnego przeciwieństwa ! Najlepiej cuchnącego smarem i końskim potem maczo na motorze, który będzie ją brał od tyłu przyciskajac stopą do ziemi nie zważając na jej piskliwe protesty i bijące piąstki. Mając maczomena - znudzi się nim w oka mgnieniu i odda swe myśli przystojnemu playboyowi-przedsiębiorcy z jachtem, bywalcowi Monaco i Wysp Jońskich. Kobieta podświadomie zawsze szuka czegoś innego niż ma w tej chwili, nawet gdy to co ma - jeszcze kilka dni temu stanowiło jej największe marzenia i crem de la creme jej egzystencji. I tu jest pies pogrzebany. Bo kobiecie dogodzić ciężko. Jak jej nie zapewniasz tego co pragnie - będzie zrzędzić i wiercić dziurę w brzuchu 24h/dobę, w dni robocze i świąteczne. Jak się zepniesz i zapewnisz - ona zaraz się tym znudzi i będzie chciała czegoś absolutnie innego - a najlepiej - on nowego, fascynującego mężczyzny. Bo jak wiemy, legiony szejków śniadolicych z Dubaju oraz książąt z Bliskiego Wschodu marzą by związać się i obsypać złotem Mariolki i Andżele z Knurowa Dolnego koło Misichkiszek... Och, Och! Ochhchchch... Życie zmarnowałam z tobą a tam gdzieś czekał na mnie książę ... To co kobieta mówiła i twierdziła wczoraj - dziś już się nie liczy. To co mówi i twierdzi dzisiaj, ba!, wręcz dała by się pokroić za to - jutro będzie jak pył na wietrze. Nie patrz na to co kobieta mówi, patrz na to jak się zachowuje. I nie słuchaj wytłumaczeń - one wszystko wytłumaczą tym, że tak 'czują' - się znaczy zrobiłą to co kazała jej zrobić wypadkowa sił rozrywająca ją od środka. A z 'czuciem kobiety' kolego, to sprawa jest jak z określeniem śniegu u Eskimosów. To samo słowo i określenie może znaczyć sto pięćdziesiąt różnych rzeczy w zależności od okoliczności. A ty bądź mądry i się domyśl, co znaczy dzisiaj ... 8. Wieczne i ustawiczne testowanie przez kobietę na ile może sobie pozwolić w związku. Kobieta po pewnym czasie znajomości, często nawet jeszcze w trakcie fazy 'zauroczenia' zaczyna podświadomie testować, na ile może sobie pozwolić w związku. Gdzie są granice, po których przekroczeniu spotkają ją jakiekolwiek reperkusje czy nieprzyjemności - choćby w formie rozmowy czy połajanki. Nie dotyczy to tylko budowania przez nią i podtrzymywania więzi z 'facetami - orbiterami' którzy pełnią rolę koła zapasowego, ot tak na wszelki wypadek gdyby coś nie wyszło ale również delegacji obowiązków gdy np. mieszkacie razem. Na ile da się zepchnąć na ciebie sprzątanie. Na ile da się zepchnąć gotowanie itd. Nawet jak stworzycie grafik gdzie jasno zapiszecie co kto co kiedy robi i czym się zajmuje (pozdrawiam kolegę M. z P.) to i tak po kilku chwilach podświadomie zacznie łamać te ustalenia - bo dziś jest 'zmęczona', bo 'nie w nastroju', bo ciężki dzień na uczelni czy w szkole miała itd. I patrzy - zrobisz za nią czy nie. Jak zrobisz raz, drugi i trzeci - dziękuję i do widzenia - już będziesz zawsze robił. 'Bo tobie kochanie tak wspaniale to wychodzi ...'. Jak napisał @thepass gro kobiet dąży do stworzenia w związku dla siebie idealnego habitatu, gdzie mogą skupić się na leżeniu, pachnieniu i byciu zajebistą - wszystkie niedogodności, utrzymanie i obowiązki zaś zwalić na partnera, ile tylko się da. Spać do 12ej w południe, potem jakieś zakupki w centrum handlowym, ploteczki z psiapsiółkami przy kawusi, cały czas obczajanie czy na roztaczaną przez nią zajefajność nie złapał się jakiś lepszy samiec, którego będzie można wciągnąć w orbitę krążących adoratorów-orbiterów 'na wszelki wypadek', powyginać tyłeczkiem na wieczornej imprezie by nabić sobie fejmu + na wszelki wypadek popolować i powabić. I cały czas kalkulacja 'dobrze mi czy może być lepiej? a jak zrobię tak to jak on zareaguje? zaryzykować z Tomkiem czy jeszcze zostać z moim Misiem?'. Cyk, cyk, cyk, cyk - cały czas pod głową roją się i kłębią ewentualności. Ze względu na mistrzostwo w punkcie II (hipokryzja i obłuda) kobieta zawsze ma 1001 wytłumaczeń dlaczego tak migdali się zalotnie do kolejnego orbitera (miś, to tylko kolega! nie ufaaaaasz miiiii ... jak możesz!), kręci tyłkiem w obcisłej kusej spódniczce (ja nie wabię! ja się w niej po prostu najlepiej czuję!) czy po raz enty zostawiona sama w domu na cały dzień nawet nie tknęła naczyń w zlewie - które czekają aż raczysz wrócić z pracy po 18ej i się nimi zająć (miś! taka zmęczona jestem ... smutno mi... przytul ... /się naklikała na fejsie.../). Wybór masz prosty. Albo odpuszczasz ale wiedz wówczas, że po jakimś czasie najprowdopodobniej tyrać w domu będziesz wyłącznie ty. Albo co jakiś czas bądź przygotowany na awantury i ścięcia - przy których dowiesz się jak ją ograniczasz, traktujesz jak pomoc domową, żeś filar opresyjnego patriarchatu i takie tam. Fochy i łzy - w bonusie. Przyznaję sam - na dłuższą metę oba rozwiązania są męczące. Pierwsze nieakceptowalne, drugie wymaga zwarcia i gotowości 24h na dobę, poza tym nie wiążę się by się mentalnie boksować co jakiś czas i denerwować - dziękuję, nie jestem zainteresowany. Stresu mam dość w pracy zawodowej. Idealnym rozwiązaniem dla mnie, jako doświadczonego samca jest bycie razem ALE MIESZKANIE OSOBNO. Masz ochotę - spotykasz się, nie masz - nie spotykasz. Ona ma ochotę żyć w chlewie - jej sprawa. Niestety wymaga to zasobów (własne lokum do którego nie dajemy się sprowadzić kobiecie) oraz jest wyjątkowo niemile widziane przez panie. Choć jak obserwuję młodą, dość zasobną generację 30 latków z dużych miast - to coraz częściej wybierana opcja. Razem ale osobno. Jak dla mnie - ma sens. 9. Podwójne standarty oraz cholernie oryginalnie pojmowane 'równouprawnienie'. Tak. A najlepszą ilustracją tego będzie ten obrazek: Co do równoupranienia to w potocznym rozumieniu kobiet oznacza ono nic innego jak: maksimum przywilejów, minimum obowiazków, zero odpowiedzialności. Mój przyjaciel, dość zaciekły zwolennik feminizmu i generalnie człowiek o lewicowych poglądach sam przyznał, że z owym równouprawnieniem to kobiety przesadzają - bo żądają niby zniesienia patriarchatu ale ... z zachowaniem swoich przywilejów z niego wynikających ! Ot cwane bestie. Skoro zauważa to lewicujący feminista - mówi to samo za siebie ... A najgorsze jest to, że my im na to pozwalamy .... S.
  22. @Długowłosy Wróżę Ci, a właściwie nie tyle wróżę ile ważąc prawdopodobieństwo - przewiduję, dobrą przyszłość. Jak na młody wiek łączysz w sobie dwie rzeczy, które nieczęsto można znaleźć u ludzi. Młodzieńczą energię i chęć do działania połączoną z umiejętnością refleksji i szerszego spojrzenia na sprawy z dystansu. A to rzadkość, bo te cechy sporadycznie chodzą w parze. Korzystaj z tego. Dzięki za Twój wkład w forum, wytyczyłeś kilka istotnych ścieżek co do pewnej 'oficjalnej doktryny' forum. Materiały te mają duże znaczenie, paradoksalnie nie tylko dla naszej młodzieży ale nawet dla dojrzałych, rogatych łosi jak ja Bo zawsze można wyłuskać z nich coś świeżego i nowego. Nie od parady mówią, że co dwie głowy to nie jedna Powodzenia Bracie. Niech Ci się wiedzie. No i wpadaj tu od czasu do czasu. Koniecznie. S.
  23. Wiesz @GluX, latami chadzałem po godzinach pracy w militarnych bojówkach czy jeansach a do tego na grzbiet zakładałem różnej maści polary/softshelle. Było praktycznie, było (jak to się określa) wygodnie - i było kure_sko przeźroczyście jak powietrze dla kobiet. Stapiałem się w masie Januszy, Zdzisławów i Mietków. Wysokiej klasy uliczny kamuflaż - człowiek jest niezauważalny. Dopiero od paru lat zacząłem przykładać wagę do ubioru. Co ważniejsze - przywiązuje olbrzymią wagę do jakości oraz materiałów. Doboru kolorystycznego, jak przystało na męskiego daltonistę, uczyłem się w bólach. Z całą odpowiedzialnością za napisane słowa podkreślę jedno - ubiór robi kolosalną różnicę. Otoczenie, zarówno męskie jak i damskie - odbiera nas całkowicie inaczej. Więc warto przysiąść nad tematem i dać sobie +100 pkt za free. Rozwój to sprawa, w moim mniemaniu, holistyczna. Opiera się zarówno nad pracą nad charakterem/podejściem/mindsetem jak i na elementach zewnętrznych - trenowaniem ciała oraz umiejętnością robienia pozytywnego wrażenia ubiorem. I jak wspomniałem - gust i styl ewoluuje, nie od razu Kraków zbudowano. @Brat Jan- w internecie jest mnóstwo ogłoszeń sprzedaży marynarek czy garniturów kupionych przez ludzi, którzy potrzebowali je na jedną uroczystość (wesela, chrzciny). Sprzedają za grosze, można znaleźć coś ciekawego od czasu do czasu. @RRRR_WWWW- zanim cokolwiek zaczniesz, bez zgubienia brzucha ANI RUSZ. Niestety czy raczej stety. Więc czas wziąć się w garść S.
  24. Ubiór to temat rzeka. A styl - może ewoluować latami i zmieniać się wraz ze zmianami w nas samych. Jeżeli szukasz marynarek do jeansów czy chinosów - pamiętaj by były to marynarki typu casual. Ubieranie marynarek garniturowych to jeansów traktowane jest jako błąd. Casual to to charakter nieformalny - a więc naszywane kieszenie a nie angielskie, materiał nie gładki a strukturalny, mogą być kraty itd. Z całego serca ODRADZAM rzeczy marek modowych jak H&M, Bershka, Zara itd - są podlej jakość i najczęściej z ordynarnego plastiku tj. poliestru. Ubranie z poliestru NIE ODDYCHA, to nie t-shirt sportowy techniczny Adidasa czy Pumy. W takiej plastikowej marynarce można się dosłownie ugotować. Z polskiej solidnej (średniej) półki polecam Vistulę, Bytom, Próchinika, Lancerto. Unikać wieśniackich marek modowych z pięcioma przeszyciami kontrastowymi nićmi, udziwnieniami itd - bo to od razu zdradza tzw. powiatowego eleganta. Warto podstawić na marynarki uszyte z materiałów od włoskich dostawców - ekstraliga to Ermenegildo Zegna, Loro Piana. Polecam też Marzotto, Zignone, Lanificio Puro Tessuto. Kto chodził w marynarkach z włoskich materiałów - ten wie co to za komfort. Buty - jak najmniej udziwnień. Wspomniano o brogsach czy półbrogsach - polecam. Bardzo uniwersalne do smart casual. Koniecznie 100 skóry. Istotna uwaga - prawdziwy męski styl to zbliżenie się do klasyki. Jak najmniej udziwnień, jak najmniej 'fashion' a jak najwięcej 'classy'. Polecam - www.italianman.pl I powtórzę jeszcze raz - sieciowym poliestrom MÓWIMY NIE ! Koszule też 100% bawełny, zero wiejskich podwójnych kołnierzy itd - bo to też styl donżuanów z wiejskich wesel. Koszule Hilfiger, Polo Ralph Lauren z wyj_nym logo - to domena dresiarstwa. Kiedyś zasuwali w dresach adidasa, teraz zauwazyłem że szczytem mody w tych kręgach jest paradowanie w podróbach poliestrowych Hilfigera i Laurena. Pamiętaj - masz być 'ubrany' a nie 'przebrany'. S.