Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Subiektywny

Starszy Użytkownik
  • Zawartość

    2348
  • Donations

    0,00 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    83

Zawartość dodana przez Subiektywny

  1. Panowie, Narzucam sobie ostatnie zadanie. Zadanie, które zweryfikuje jak działa w rzeczywistości ustawiony w ciągu ostatnich dwóch lat mindset, ogrom pochłoniętej i przetrawionej na zasady postępowania w życiu codziennym wiedzy, sposób podejścia do ludzi oraz proces ich 'oczarowywania' - szczególnie co do rozwijania znajomości stricte damsko-męskich. Ostateczny poligon, blitzkrieg z wymagającym 'przeciwnikiem'. Wyzwanie, które na dzień dzisiejszy jawi mi się jako topowe co do możliwości jego podjęcia. Topowe - bo trudne dla mnie z wielu powodów. W dalszej części wyjaśnię. Może zaczniemy od celu. Celem jest rozbudzenie arcyciekawości swoją osobą, w dalszej mierze pokazania się jako ktoś 'wyjątkowy' i 'niepowtarzalny' ergo 'unikalny'. Nawiązanie jak najbliższej więzi osobistej bez kwestii stricte łóżkowych, oczarowanie i zaszczepienie super pozytywnego wizerunku swojej osoby. Chodzi o ten stan, takie balansowanie na pewnej umownej krawędzi, w którym kobieta zaczyna łapać się na bardzo intymnych myślach związanych z wami. Taki moment dosłownie na krok czy dwa od podjęcia decyzji o ostatecznej bliskości / seksie. Ten ostatni, co oczywiste, odpada - powodów tłumaczyć Wam nie muszę. Mogę spotkać się z zrzutem, szczególnie od kobiecej części załogi forum - że cynicznie i wyrachowanie, za pomocą różnego rodzaju sztuk i sztuczek werbalnych i niewerbalnych zamierzam 'prawie rozkochać' w sobie młodą dziewczynę, że to 'zabawa cudzym kosztem' i możliwość 'zranienia uczuć'. Zarzut, od strony logicznej jak najbardziej rozumiem choć co do istoty sprawy - nie zgadzam się z nim, zamiarów złych nie mam. Wykorzystać w żaden sposób nie zamierzam. Z resztą tłumaczyć myślę, że się nie muszę - przez wspólnie spędzone lata mieliście dobrą okazję poznać mnie, choć trochę. Fundamentalne pytanie - KOGO? Oraz dlaczego to zadanie 'topowe'. To nie będzie samotna trzydziestka ani znudzona mężatka, nie będzie to również kobieta samotnie wychowująca dzieci. To byłoby zadanie tak trudne jak łapanie karpi na wędkę w przepełnionym stawie hodowlanym, i na dodatek - głodnych karpi Dlatego stawiam poprzeczkę najwyżej jak moim zdaniem mogę sobie postawić. Przynajmniej na chwilę obecną nie potrafię wskazać innego, trudniejszego wyzwania w tej dziedzinie. A więc. Kobieta młodsza ode mnie o prawie dwie dekady - co już samo z siebie jest dużym wyzwaniem bo dochodzi pewna zauważalna, od pewnej znacznej rozbieżności wieku, różnica pokoleniowa. Nie ma dla mnie problemu, i to żadnego, z relacjami z kobietami młodszymi o lat 7, dziesięć czy nawet dwanaście. Prawie dwie dekady - to już nie ukrywam jest dużo. Druga kwestia - dziewczyna jest z topowej ligi - fotomodelka. Na dodatek z tego co się orientuję - wzięta fotomodelka. W necie można znaleźć na wielu stronach agencji modelek - portfolio z jej zdjęciami. Co za tym idzie - trzeba wyjść z naturalnego założenia, że atencji jej nie brakuje, nadskakiwaczy i chętnych 'do zapoznania się' również Korci mnie jak diabli, żeby wrzucić Wam link - ale bezpieczniej będzie nie. Kwestie dobrze pojętej prywatności i zachowania, choćby szczątkowej w dobie dzisiejszych czasów - anonimowości. Uchylę tylko rąbka tajemnicy - jedna z finalistek konkursu Look of The Year z lat ... 2011-2013, na pewno przeglądając zdjęcia z finałów owych konkursów - znajdziecie jej zdjęcia. Wybaczcie, więcej napisać nie mogę. Z mojej strony nie mam jej do zaoferowania teoretycznie nic, co na pierwszy rzut oka mogłoby skusić młoda dziewczyną. Bo wszelkie moje zasoby - to zasoby rodzinne. Nie mieszkam więc sam jak Gray w stupięćdziesięciometrowym apartamencie z widokiem na Wawel i Wisłę gdzie mógłbym ją zaprosić na upichcone własnoręcznie dania kuchni fusion i lampkę Moët&Chandon, nie bujam się po Alei Pokoju megawypasionym czerwonym kabrioletem wartości segmentu mieszkalnego w Dębnikach. Wie, że jestem żonaty i mam dzieci, wiem że mam ułożone życie rodzinne. Skąd ją znam? Daleka, bardzo daleka rodzina wspólnych znajomych. Mieliśmy okazję zobaczyć się parę razy i niezobowiązująco zamienić parę zdań. Kobieta bardzo atrakcyjna ale ... doceniając jej walory od razu napiszę że to nie jest w 100% mój gust. Nieistotne. Taktyka. Dziewczyna jest inteligentna i elokwentna, tak ją oceniam. To w moim przypadku bardzo ułatwia zadanie, bo umożliwia sprawną szermierkę słowem. I co najważniejsze - słowem, które zostanie lub powinno zostać zrozumiane i można liczyć na feedback. Druga kwestia - doskonale domyślam się czego ona ma nadmiar w chwili obecnej, więc uderzenia po tej linii 'nadmiaru' będzie nieskuteczne. I wydaje mi się, że wiem czego może - może nie tyle nie mieć - ile czuć pewien niedosyt / brak. I w tym kierunku zamierzam poprowadzić cała interakcję/prezentację. Mój wewnętrzny mentalny lis uśmiecha się lekko i kręci puszystą kitą - bo plan ma ręce i nogi. A co najważniejsze - wcielanie go w życie będzie miłe, sympatycznie bawiło i powinno sprawić satysfakcję/radość obu stronom. Lis to lubi - bo to megapozytywne WIN:WIN. A rudzielec docenia jak intelektualnie bawi niczym sudoku, jak daje pozytyw i jak obie strony czują się zadowolone. WIN i WIN, czego chcieć więcej. Kiedy. Początek sierpnia. Trzydniowa impreza rodzinna w górach, cóż tu dużo pisać - ślub i wesele. Zaczyna się w piątek, kończy w niedzielę. Grunt już przygotowałem. Pretekst oparty na wspólnym kontekście - również. Więc całość wystartuje w sposób naturalny i gładki - to ułatwia sprawę. Tak, będę z całą rodziną więc kwestie ogarnięcia logistyki / czasu / podziału uwagi - w tym zakresie też odgrywają megakardynalną rolę. Ciekawym strasznie. I przyznaję z ręką na sercu - jest to już dla mnie wyzwanie Męskie Ultimate Combat Mission. Dam znać jak poszło, jakie są moje odczucia i wrażenia. I się pożegnamy. S.
  2. Z życia wzięte. W sobotę spotkałem się z przyjaciółmi na domówce. Dziewięć osób, przekąski no i bateria zmrożonych butelek wódki. Od kolejki do kolejki, wiadomo - miło, fajnie i coraz bardziej euforycznie. Człowiek czuje, że się 'resetuje'. I w którymś momencie następuje ten o jeden szot za dużo. Zabieramy się do domu, w locie ściągam z siebie ubranie i łup, do łóżka. Niedziala. Niby nie mam mega kaca ale poranek ciężki. Sobie leżę w łóżku, ćmi głowa i generalnie jestem mocno nie w formie. Popołudnie - nadal poleguję. Koło 16ej wstaję by coś zjeść, pokręcić się po domu i bach, na kanapę - polegiwać w szlafroku. Do jako-takiej formy dochodzę koło 20ej... Z dziećmi się nie pobawiłem. Z psem na długi spacer po lesie - nie poszedłem. W domu nic nie zrobiłem. Małżonka odzywała się tylko wtedy, gdy musiała ale tego nie liczę. Generalnie całą cholerną niedzielę spędziłem na nic nie robieniu i dochodzeniu do siebie. I prosty rachunek: 3-4 godziny 'radochy' z picia w gronie przyjaciół kosztuje później koło 24 godzin życia na dojście do siebie. Nie opłaca się, po prostu nie opłaca. Kilka shotów - i stop. Kilka drinków - i stop. Ale kolejka za kolejną do ululania - nie. Wolny czas jest zbyt cenny by marnować go w taki sposób... S.
  3. Drogie Panie, Piszę o tym, co czuję na własnej skórze. Z resztą nie tylko ja - motyw ten przewija się przez wiele męskich rozmów z facetami, którzy są w wieloletnich związkach zarówno małżeńskich jak i tych nieformalnych. Co to za kwestia? Otóż żeby Wam się chciało tak jak już Wam się nie chce! Tak! I nie chodzi już o ten seks. Chodzi o nastawienie do relacji. Bo zapraszane do restauracji, do kina, do teatru, na koncert i Bóg jeden wie gdzie jeszcze - macie tendencje do reagowania w sposób tak znudzony i obojętny, że aż człowiekowi się wszystkiego odechciewa. Czy pójdziecie czy nie pójdziecie, czy się podoba czy nie - mina obojętna. Wyrażenie radości bliskie zeru absolutnemu. Nie wiem, czy jest to wynik znudzenia i uważania, że to jest (owo zapraszanie) dla Was takie oczywiste czy też faktu, że macie po dziurki w nosie owego stałego partnera i gdyby nie miks kwestii życiowo-wiekowo-fiansowo-bytowych to byście bryknęły w świat jak młode źrebaki na wiosenną łąkę. Wasza postawa często-gęsto krąży wokół czegoś, co mogę nazwać po prostu obojętnością. Wiecie co jest najgorsze? I najbardziej wnerwiające mężczyznę w tym wszystkim? Że gdybym zabrał na taką kolację Agnieszkę z działu prawnego czy Natalię z sekretariatu, Nataszę z zaprzyjaźnionej firmy na koncert - one by przysłowiowo sikały z radości. Było by mi, jako mężczyźnie, naprawdę miło wiedzieć że je to cieszy, że są aktywne i szczerze uradowane ! A wam, wieloletnim partnerkom co trzeba zaoferować byście choć trochę podniosły powiekę ponad poziom znudzenia ? Lot kosmiczny na ISS? Wynająć na weekend cały zamek Schonbrunn w Wiedniu? Kupić wieżowiec w Abu Dabi? A potem się dziwicie, że ci mężowie/stali partnerzy tacy-owacy. Że już nie zapraszają, że nie inicjują. Bo po jaką cholerę zapraszać i inicjować, jak z drugiej strony reakcja przypomina nomen-omen twarz zawodowego pokerzysty? Odechciewa się, wierzcie mi na słowo. I wówczas te męskie-małżeńskie myśli mogą zacząć niebezpiecznie krążyć wokół tej Natalii czy Agnieszki - bo same swoją postawą pchacie te myśli ku nim. A potem jęk i święte oburzenie - JAK ON TAK MÓGŁ! Mężczyźni to świnie - myślą tylko o jednym i każdy jak tylko może wymienia kobietę na młodszy model... Ech. Taki mało znaczący apel ode mnie do Was. Niech Wam się przynajmniej od czasu do czasu zechce tak, jak często już Wam się nic nie chce...
  4. Panowie, Brakuje mi tu takiego kolektywnego, zbiorczego podsumowania naszych własnych doświadczeń ze związków, sformalizowanych i nie, bardzo istotnej kwestii i momentu. Momentu w którym kobieta, będąc jeszcze z nami, zaczyna psychologicznie 'dryfować' ku kolejnemu partnerowi. Symptom początku końca. Moment o tyle istotny, że w tym czasie mamy jeszcze (teoretycznie) jakieś atuty w ręku - możemy bądź świadomie podziękować za wspólną relację bądź wdrożyć 'plan naprawczy' w szerokim spektrum (jeden uzna, że musi się zmienić, drugi uzna że czas przylać kobiecie by nabrała szacunku - metody pomijam bo nie są one rematem tego wpisu). Jakie są powtarzające się cechy wspólne 'dryfowania kobiety' ? Chodzi o to, by je rozpoznać w miarę szybko i móc zareagować tak czy inaczej. Bo zbyt często widzę, że mężczyźni nie potrafią wyłapać tych, czasami subtelnych zmian w zachowaniu, i budzą się z przysłowiową ręką w nocniku. Zaczne od swoich doświadczeń, tego co zaobserwowałem w swoich wcześniejszych niesformalizowany związkach damsko-męskich i z obserwacji układów przyjaciół i rodziny. Są to: - oziębienie uczuciowości w związku bądź, paradoksalnie, nagłe 'rozbuchanie' żaru (element uśpienia czujności bądź działania, w drugim przypadku, wynikające z wyrzutów sumienia kobiety). - zawsze, ale to zawsze powoli zanika i ubożeje kwestia seksualna. - w wypowiedziach kobiety pojawia się nagle, jak sie 'zapomni' element zafascynowania jakimś człowiekiem. Oczywiście zafascynowanie to i podziw dotyczny np. tematów zawodowych, profesjonalnych (wiesz, wybitny specjalista...). - kobieta zaczyna jakby żyć 'życiem obok'. Nie opowiada o swoich działaniach, planach, odczuciach np, związanych z wykonywaną pracą. Jeśli mówi - to pyta o ciebie, kwestie swoje zbywa kilkoma zdawkowymi zdaniami. - klasyczna zmiana zachowania. Dotąd chodziła na miasto w przysłowiowych bawełanianych dresach a tu nagle szpilki, koronki i godzina przed lustrem. Ale to jest tak czytelne, że właściwie występuje już na samym końcu. Poprosiłbym o dorzucenie przez Was kolejnych zaobserwowanych symptomów 'dryfowania ku temu trzeciemu'. Kwestia bardzo ważna, bo można wówczas podjąć świadomą decyzję czy coś robimy jeszcze ze związkiem czy dajemy sobie totalny spokój. A łożyć i inwestować, być tą 'pierwszą gałęzią' podczas gdy kobieta właśnie już chwyta 'drugą' to bardzo kiepski interes. Emocjonalnie i ekonomicznie. Pozdrawiam, S.
  5. Swoją drogą @Vincentgdy jeździłem sobie w latach 90tych pośpiechami codziennie na zajęcia to utkwiła mi w pamięci jedna rzecz. Często-gęsto w wagonach były mapy sieci połączeń kolejowych. Idealnie pokrywały się z granicami zaborów. Kongresówka była ewidentnie uboższa. Ex-niemieckie, ewidentnie gęstsze. Nawet znalazłem grafę:
  6. Kupno ... spodni.

    Dziwny temat, co? No bo niby jak kupno spodni może wnerwiać. Ano może - i już wyjaśniam dlaczego. Ciepło jest, momentami nawet grubo śródziemnomorsko. Lubię taki klimat ale wymaga on odpowiedniego ubioru. Więc stwierdziłem, że nabędę sobie lekkie, letnie spodnie. No wiecie - najchętniej lniane, przewiewne, idealne na upały. Coś w deseń tych: A że spodnie są trochę jak buty - najlepiej przed nabyciem przymierzyć je czy leżą jak trzeba. Więc net odpada - ruszyłem po sklepach. I tu Panowie ... konsternacja ! Wszędzie, ale to wszędzie są spodnie typu SLIM ! Rurki na rurkach rurkami przekładane ! Jak się w nie wbijam - czuję się jakbym się bandażami elastycznymi obwiązał! Tragedia. Do jakiej sieciówki nie zajdę - slim, skinny, slim, skinny, slim ... To raz. Dwa - materiały. 95% dostępnych spodni to ... ciężki, gruby materiał bawełniany. Owszem, naturalny - ale na lato średni. Bawełna o tak grubym splocie jest strasznie gorąca, mało oddycha a na dodatek higroskopijna jak szlag! Nasiąka potem jak głupia a potem ciężko schnie ! Ja rozumiem, że bawełna jest tania ... Pozostałem 5% to nieporozumienie w postaci 100% poliester! Rynek jest zawalany rurkami typu slim fit i skinny. I nie wiem skąd firmy biorą wiedzę o zapotrzebowaniu na taki fason, bo na moje pytanie do babek w sklepach czy nie ma 'zwykłych' spodni o kroju regularnym - panie odpowiadały, że nie ma ale mnóstwo mężczyzn pyta o nie tak jak ja. Czyli zapotrzebowanie na normalne, proste i niezwężane spodnie jest ... S. PS. Ludzie ! Przecież ja nie będę tak po mieście paradował w obciślakach na udach i nogaweczkach z elastanu !!!
  7. Dwadzieścia lat temu uznałbym taki wpis za prowokację zramolałego melomana a samą muzyką klasyczną - za nudę, wręcz wikipedialną definicję nudy. Obecnie odkrywam dziewiczo doskonałą harmonię i przestrzenność muzyki klasycznej - ot proszę jak to się wszystko w życiu zmienia. Zabieram do pracy dobre słuchawki dokanałowe o szerokim paśmie i pięknie granej scenie (dobrze odseparowane instrumenty/wokal). W telefonie mam ponad 200 utworów najwyższej jakości (FLAC) i ... słucham. Poezja dla uszu, harmoniczne ukojenie dla ducha. Niektóre utwory potrafią wgnieść ciało w fotel a zmysły wystrzelić pod niebiosa. Szczególnie ten załączony, niestety odsłuchanie z youtuba nie daje nawet 5% namiastki tego co potrafią wydobyć dobre słuchawki! Polecam. Gang Albanii przy tym wysiada
  8. Wiedza bardziej i mniej tajemna - bank eBook'ów

    POSZUKUJĘ: Biblia skuteczności Tymochowicza w pdf lub doc. Zanim zamówię w ulubionej księgarni (bo nic nie przebije obcowania z prawdziwą książką i zapachu papieru) chcę upewnić się, że ma to sens. Tym bardziej że opinie w necie są skrajnie podzielone. Wiadomość proszę słać na priv. S.
  9. Jeżeli mógłbym coś zasugerować - to bądź sam dla siebie przewodnikiem. Po prostu ... poznaj siebie. Swoje pozytywne i słabsze strony. Pozytywne wzmacniaj i eksponuj, te słabsze bądź staraj się nad nimi pracować bądź ... naucz je ukrywać przed wzrokiem osób trzecich. Nic więcej nie potrzebujesz. Tylko rozsądnego wglądu w siebie. S.
  10. Idę potańczyć! Samookłamywanie się...

    Zaskoczę Cię. Moim zdaniem jest. A dokładniej - staje się, paradoksalnie, czynnikiem ciągnącym w dół - w młodym wieku. Można się nieźle przejechać. Bardzo często zazdrości się takim 'przystojniakom - wyrywaczom - zabawowym gościom' w młodym wieku, właśnie zazdrości się tej lekkości w operowaniu haremem dostępnych i chętnych kobiet, a właściwie w tym wieku to dziewcząt. Miałem czy mam takich ze dwóch czy trzech znajomych. Za czasów licealnych - fura ojca, pieniądze ojca, głośne imprezy i fejm na miarę lat 90tych XX wieku. Lajcikowa wersja 'młodych wilków' czy raczej wilczków. Goście dostając wszystko na tacy - nie musieli pracować w żaden sposób nad sobą. Mam wgląd w życie dwóch z nich. Jeden - kosmiczne długi do spłacenia, notorycznie ukrywa się przed komornikiem. Cień samego siebie sprzed lat. Drugi - dwoje dzieci z dwoma różnymi babkami, z żadną nie żyje, z dziećmi kontakt też znikomy. Oczywiście komornik, bo alimenty. Pracuje na czarno, wynajmuje jakiś obskurny pokój w Szczecinie. Lubię go, pamiętam jak mu zazdrościłem tej karuzeli panien dwadzieścia lat temu. I jak je obracał pod namiotami Dysonans poznawczy między pozycją tych ludzi w wieku lat dwudziestu - a tym do czego 'doszli' w wieku lat 35 czy 40 - olbrzymi... I jest to pewien schemat, który się powtarza. Nie mówię, że zawsze - ale na tyle często by zaobserwować pewną prawidłowość. S.
  11. Pozwolę sobie na odrobinę prywaty w tym wątku, to będzie wyłącznie ten jeden jedyny post. Post o wymowie polemicznej. Bardzo bym prosił p.t. Forumowiczów o nie komentowanie ani niniejszego postu ani zagadnień z nim związanych, z góry dziękuję. To sprawa wyłącznie pomiędzy moją osobą, choć do napisania go skłoniły mnie zewnętrze czynniki a sam z siebie bym słów poniższych nie napisał, a pewnymi zagadnieniami dotyczącymi mojej osoby - które ku mojemu nieukrywanemu zdziwieniu znalazłem na wykopie. Do meritum. https://www.wykop.pl/link/3771641/kilka-postaw-ludzkich-ktore-moga-zdenerwowac/strona/2/ Na początku pozdrowię byłych kolegów-forumowiczów biorących udział w owej dyskusji. Zawsze z sympatią wspominam wymianę doświadczeń z Wami w różnych wątkach. Tym bardziej że z RedBullem czy Ryśkiem z racji dość podobnego wieku dzieliliśmy w miarę podobny bagaż doświadczeń życiowych oraz optykę spojrzenia. Blog Ryśka odwiedzam sobie regularnie, bo znajduję tam rzeczy, które mnie ciekawią. A to pomaga w wielu przypadkach uchwycić sedno zagadnienia. Z Vincentem miałem nawet przyjemność osobiście rozmawiać przez telefon po moim psikusie ze 'studentkami polonistyki czy czegoś tam' i po wyjaśnieniu sprawy ucięliśmy sobie jeszcze sympatyczną, piętnastominutową pogawędkę. Więc Panowie, niniejszym pozdrawiam. Z Kanistrem czy Ferred nie mieliśmy jak dotąd okazji się poznać. Co prawda nic nie wskazuje byśmy mieli, jednak z podstawowej rzetelności pozwolę sobie skierować do Was poniższe słowa. Pomijam wszelkie kwestie zarówno merytoryczne jak i cholernie niemerytoryczne a na wskroś osobiste jakim przesiąkł #shitstorm, bowiem nie dotyczy on w jakimkolwiek zakresie mojej osoby. Co za tym idzie mam pełny przywilej i możliwość zdystansowanie się od niego i nie publikowania na wskroś subiektywnych, osobistych opinii. Bo nie muszę - a to zdecydowanie komfortowa pozycja, której zmieniać nie zamierzam. Być może zaskoczę Cię Kanister, być może nie - ale jestem w pewnym sensie wdzięczny (choć być może to zbyt mocne określenie) za Twój feedback co do mojej osoby. Oczywiście z pewnymi rzeczami można się zgodzić, z pewnymi nie - a jeszcze inne są nader dyskusyjne więc umykają jakimkolwiek próbom racjonalnej i obiektywnej oceny. Pominąwszy drobne uszczypliwości, ale rozumiem - pewna forma musiała zostać w owej wykopowej dyskusji zachowana, to Twoje spostrzeżenia należy określić, konkretnie i po męsku, jako merytoryczne. Ad rem. Owszem, dyskusyjne czy nie - jednak dotykające istoty zagadnienia a nie osoby. I przyznaję, a jestem w stanie jako mężczyzna to zrobić, że zgadzam się co do zasady z jednym Twoim spostrzeżeniem. Zbyt duży nacisk, w którymś momencie procesu który zainicjowałem jakiś czas temu, położyłem na atencji płci przeciwnej. A to ślepa uliczka, na dodatek najeżona zbyt wieloma znakami zakazu i nakazu. W tym zakresie - za Twój feedback, choć być może niezamierzony, dziękuję. Jest dla mnie na swój sposób może nie tyle cenny ile wartościowy. Acha, jeszcze z kronikarskiego obowiązku nawiąże do jednej kwestii. Nie wypowiadam się na forum (z resztą nie tylko tym, na innych forach tematycznych również) w tematach które mnie nie interesują. Więc proszę się nie dziwić, że nie publikuje suplik, wykładów, sprostowań czy quasi-felietonów we wszystkich tematach gdzie pojawiają się zagadnienia natury prawnej. Bo mnie w sposób bliski zeru absolutnemu pociąga sprawa youtubowych shitstormów między Nimfami, KimśtamKimśtam itd. Można to nazwać koniunkturalizmem, można nazwać pragmatyzmem. Kwestia nazewnictwa dowolna. Ja ujmę to krótko. Nie chce mi się (w tle niech zagra utwór Cleo o tym samym tytule). Lubię ją Znaczy się Cleo... Co do Ciebie Ferred ... Cóż. Chciałbym odnieść się w jakiś sposób do Twoich słów ale ... tak naprawdę, między Bogiem a prawdą, nie mam do czego. Nie mam do czego pod względem MERYTORYCZNYM. Niestety, poza drobnymi złośliwościami i szpileczkami podanymi w formie, nazwijmy to tak, niby lekkich heheszków (ach, jakże to uroczo schematycznie kobiece ...) w Twojej wypowiedzi NIE MA NIC. Podane w formie heheszków, bazujące na stereotypach drobne szpileczki i złośliwości. Przyznaję - gdybym miał lat z dwadzieścia, kto wie - może i bym się nawet przejął. Natomiast obecnie, nie ukrywam, szanse na to są - pisząc dyplomatycznie - nikłe. Przeczytałem część Twoich wpisów, niewątpliwie jesteś osobą na odpowiednim poziomie intelektualnym. To widać. Natomiast, co niestety tak charakterystyczne dla części kobiet, ów potencjał marnuje się w seriach złośliwostek. Tak jak u Kanistra można bez problemu odnaleźć elementy ad rem, tak u Ciebie jest wyłącznie ad personam. Panowie Rysiek i Redbull, akurat nie Ty Vincent - bo jesteś jeszcze na to zbyt młody, a obaj wzmiankowani na początku już mieli okazję przez pewne wydarzenia w swoim życiu przejść - więc do nich kieruje te słowa. Być może Wy będziecie w stanie wyjaśnić Ferred co to znaczy w którymś momencie poczuć utratę 'męskiego pazura'. I jak, przynajmniej w ogólności, wygląda proces jego odzyskiwania. Choć przyznaję szczerze, że wątpię by zostało to zrozumiane... Nie z powodu intelektualnego ile bardziej z powodu całkiem innej optyki życiowej u w/w Wykopowiczki. Ale kto wie. W zasadzie tyle Pozdrawiam. I jeszcze raz gorąco poproszę o nie pisanie i nie komentowanie w tym wątku niniejszego postu. Z góry dziękuję. To sprawa osobista, zostałem wywołany do tablicy więc napisałem, i tyle. Teraz idę sobie pobiegać - pogoda idealna, żal ją marnować Więcej wypowiadać się w temacie nie zamierzam, bo ani nie uważam żeby to było ani konieczne jak i zasadne. Ponadto - nie muszę A skoro zamieściłem już teledysk Cleo to zamieszczę jeszcze jeden fajny kawałek, który puszczam sobie w samochodzie ostatnimi czasy. Polecam! S.
  12. Idę potańczyć! Samookłamywanie się...

    @self-aware Czy czasem nie skoncentrowałeś się i nie zafiksowałeś na 'jak jestem odbierany przez kobiety?'. Czyli uzależniasz swoje samopoczucie od dilowanego przez nie towaru jakim jest atencja w Twoim kierunku? Bo wiesz, to ślepa uliczka. Sam w nią poniekąd wdepnąłem testując i ćwicząc różnego rodzaju własne nawyki i zachowania. S.
  13. Łysina i testosteron

    Panowie, jeszcze słowo w temacie. Tak czy inaczej posiadanie włosów ma dwie zasadnicze zalety, w moim odczuciu. Pierwszą jest 'naturalna' warstwa ocieplająca jesienią, cieplejszą zimą i chłodną, wczesną wiosną. Głowa bez włosów bardzo szybko traci ciepło. Bez czapki - ani rusz. Chyba że lubimy katar, ból zatok i tym podobne wątpliwe bonusy. Druga zaleta to możliwość ... WYBORU. Tak - wyboru. Wyboru fryzury, eksperymentowania z wyglądem, zmiany 'looku' co jakiś czas. Dodatkowo, jeśli chcemy ukryć niedoskonałości kształtu głowy czy twarzy - fryzura może nam w tym WYDATNIE pomóc. Brakiem fryzury - ciężko cokolwiek zakryć. Tu już wypada mieć męską, pociągłą twarz. Co najwyżej można optycznie bawić się z zapuszczaniem kilkudniowego czy tygodniowego zarostu / brody. Ale nawet i to mało pomaga, jeśli ktoś ma głowę/twarz okrągłą jak piłka. Ja możliwość WYBORU zawsze doceniam. Czy z niego skorzystam czy nie - to jest inna historia, w dużej mierze zależna od mojego widzi-mi-się i aktualnych fanaberii, którym jako niedojrzała jednostka / / od czasu do czasu bezwolnie i kapitulancko ulegam. A nie mając włosów wyboru nie ma. Bo jedna możliwa opcja - to nie wybór. To PRZYMUS. Miłego weekendu, niech moc lipca będzie z Wami !
  14. @rarek2 Bo cukierkowa rzeczywistość, którą można wykreować na FB, Instahramie, Tinderze etc - wymaga o wiele mniej zachodu niż prawdziwa praca nad sobą. I wdrukowuje się w głowę kolejny nawyk z kategorii "TAK ŁATWIEJ / TAK WYGODNIEJ / TAK SZYBCIEJ". Weź go potem wykorzeń ... S.
  15. @Klapaucjusz O ile doskonale rozumiem Twoje spostrzeżenia i w zasadzie się z nimi zgadzam o tyle dodam jedną rzecz: każdy jest kowalem własnego losu oraz jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz A skoro już padły te potoczne 'mądrości uliczne o korzeniach ludowych' to trochę poszerzę wypowiedź. Nasze życie składa się z odtwarzanych cyklicznie nawyków. A nawyki, psia ich taka a nie inna, mają pewien paskudny zwyczaj, że najprędzej zakodowują się te, które wymagają jak najmniej wysiłku z naszej strony. Więc nie dziw się, że jeden z drugim po jakimś czasie zamiast wyjść do ludzi 'na miasto' woli kisnąć na fotelu przed kompem z czteropakiem. Bez wysiłku, trochę taniej i bardziej 'komfortowo'. Komfortowo - bo toaleta 5 metrów od kompa, lodówka 7 metrów a własne łóżko, na którym można zalec - 6 metrów. Raz siądzie, drugi - dziesiąty i co ? Bach! Wdrukuje sobie do głowy schemat. Właśnie nawyk. Bo wyjście na miasto to: 1)trzeba wyglądać - bo w końcu idzie się do ludzi 2)więcej zachodu, energii i czasu na dojazd/powrót 3)większe koszty, bo zamiast 20zł na cztery craftowe piwa wydamy z 50-60 zł. Dobry powód podał też @Tomko. Ci ludzie nawet kiedyś chcieli kultywować to chodzenie ale - ale właśnie ... Bo trzeba koszyk w Oszonie czy Kerfurze napchać, bo trzeba płytki obejrzeć, bo trzeba na wyprzedaży ciuszki w Mohito obejrzeć, bo trzeba tamto ... Słuchajcie Panowie - jest oczywistym pewnikiem, że posiadanie stałej partnerki oznacza zasadniczo jedno - ona zagospodaruje, jeśli jej na to pozwolicie, cały Wasz wolny czas. A zagospodaruje wedle swoich potrzeb i swego widzi mi się. Ergo - pod swój partykularny interes. I kolejna sprawa - postaw się. To będzie dziamganie, będą fochy, będzie wypominanie. Generalnie kwas. I jak Panowie teraz SKOJARZY WAM SIĘ AUTOMATYCZNIE PO JAKIMŚ CZASIE SOBOTNIE WYJŚCIE ? Z kwasem ! Odruch Pawłowa, Panowie! I w tym momencie 90% machnie ręką i pomyśli "a kit z tym! nie idę, po co mam mieć potem sapane przez kolejne dwa-trzy dni a wypominane przez przysłowiowy ruski rok'. I koniec. ODPADŁ ! W tym miejscu kłania się zagadnienie, które jest poruszane często-gęsto na forum. Rama. Trzymanie ramy i wyznaczenie granic w relacji. Oraz konsekwencja w w/w. Tematu nie rozwijam, każdy wie o co chodzi. @GluX podniósł argument, że 'młodzież' nie do końca skorzysta z tych rad, bo zasadniczo obecne pokolenie '4x' wyrastało w innych warunkach niż aktualne '1x' czy '2x'. Osobiście uważam, że i tak i nie. Tak - bo sytuacja w PL jest nieco inna niż dwie dekady temu. A 'nie' - bo zasadniczo pewne schematy ludzkich zachowań są niezmienne i w zasadzie odtwarzają się w każdym pokoleniu. Poza tym młodość i młodzież ma to do tego, że wie lepiej i zasadniczo rad/uwag/wytycznych nie przyjmuje Gdyby ktoś miał wątpliwości co do powyższego - zapraszam do lektury 'Ody do młodości' Mickiewicza I teraz kilka zdań z subiektywnego punktu widzenia. Był czas gdy wychodząc na miasto w piątkowy wieczór - z ostatniej miejscówki wchodziło się w niedzielę późnym popołudniem. W międzyczasie wracało się na kilkugodzinny sen do domu albo i nie - bo spało się u kogoś ze szwędajacej się paczki. Towarzystwo mocno się wykruszyło i choć cały czas się widujemy to 1)zdecydowanie rzadziej 2)generalnie na wszelkiej maści domówkach. Rodziny, dzieci itd. Parę osób przyznaje szczerze, że oni po 24ej to już tacy śpiący się robią że wolą iść spać. A jak się nie wyśpią - to później zombifikują przez 48 godzin. Jak się nie dba o siebie - tak się ma... Tylko dwudziestolatek może zaliczyć dwa razy pod rząd napicie do odcięcia, przespać się pod krzakiem łopianu, wstać, otrzepać się, przemyć twarz w wodzie i ... raźno ruszać w świat szukać nowych przygód, doznać i podniet Teraz akcent pozytywny. Jako że kultywuję, w miarę możliwości, chodzenie (choć skala jest nieporównywalnie mniejsza do tego co było) to zauważam jedno. Chodzi sporo osób 3x czy 4x. Kawkę/piwo/drinka wypiją, gazetkę poczytają, coś na tablecie/laptopie ogarną itd. Sporo pojedyńczych osób, są grupy po dwie, trzy osoby. Więc źle nie jest Jak wielokrotnie akcentowałem - wszystko zależy od nas. A nawet jeśli nie 'wszystko' to 'DUŻO' S.
  16. Koszule męskie

    Witaj w klubie. 176-182 - nieco za małe. 188-194 - za duże. Brakuje mi 182-188. Ale trudno ... S.
  17. Łysina i testosteron

    NIE. NIE MA ! Deal with it ! Za czasów studenckich wyglądałem jak Antonio Banderas, mówię oczywiście o fryzurze. Teraz moją kumpelą jest akumulatorowa maszynka do golenia, używana regularnie W niczym mi to nie ujmuje ani nie przeszkadza. Pamiętaj tylko jedno - jeśli nosisz krótki i ultrakrótkie włosy - najlepiej wygląda się z opaloną / ogorzała twarzą. Jeśli szczęśliwie w genach dostaliśmy tzw. 'męską twarz' a nie okrągłą jak księżyc w pełni - wówczas trafiamy prawie w 10 na tarczy. Jest możliwość zablokowania łysienia. Finasteryd - ale ma od cholery pieruńskich skutków ubocznych m.in. impotencje i ginekomastie. Gra KOMPLETNIE nie warta świeczki. Cała reszta wcierek, płynów, loxionów, toników i innch szamańskich wynalazków robi dobrze jedynie osobom je sprzedającym Wiem, swego czasu przerabiałem. A że eksplorowałem różne fora to i 'recept' na szamańskie środki wypróbowałem wiele. Pomóc nie pomogły ale i odpukać zaszkodzić - nie zaszkodziły. NAPISZĘ JESZCZE RAZ - NIE MA ŚRODKÓW NA ŁYSIENIE ANDROGENOWE (MĘSKIE!). NIE MA !!! Jeśli mimo wszystko masz blokadę psychiczną związaną z łysieniem, co rozumiem, zacznij odkładać na przeszczep. W tej chwili kliniki oferują takie przeszczepowe S-F, którego nie było jeszcze 10 lat temu. Co ważniejsze - przeszczepione włosy już nie są wrażliwe na dihydrotestosteron i utrzymują się do końca życia. Zabieg jednodniowy można zamknąć w okolicy 10 tysięcy zł (koszt zależny od ilości graftów i wielkości łysiny). I choć bez problemu mógłbym zapłacić za taki zabieg to napiszę krótko - po jaką cholerę ? Włosy to same problemy - mycie, suszenie, układanie, miętolą się pod czapką itd. Serio !
  18. Koszule męskie

    Pierwszą rzeczą będzie czego w koszulach unikać. 1. Dodatku poliestru w materiale. 2. Udziwnień na siłę np. podwójnych kołnierzyków, podwójnych mankietów, kontrastowych guzików grupowanych po dwa czy trzy blisko siebie. Teraz na co zwracać uwagę. 1. Materiał. Ma być czysta bawełna, ale WYSOKIEJ jakości. Niestety popularne sieciówki i brandy no-name dają bawełnę gorszej jakości. W lecie dobre są mieszkanki bawełny z lnem. Tkanina bawełniana może bardzo różnić się od siebie, niby jedna i druga TKANINA jest wykonana z bawełny - ale nosi się, pierze się i prasuje - całkowicie inaczej. Tu krótki przewodnik: http://studenckaelegancja.pl/2014/05/o-tkaninach-koszulowych/ http://www.szarmant.pl/tkaniny-koszulowe Osobiście polecam tkaniny typu Oxford i Royal Oxford, fajny jest też Twill. Są one GRUBSZE, bardziej miękkie - ale dzięki splotowi - dobrze oddychają. Nie lubię klasycznej popeliny. Niby cienka a wcale nie oddycha, jakbym kartkę papieru na siebie założył. Poza tym prasowanie tego to udręka. Doskonale prasują się koszule typu TWO - PLY (włoskie doppio ritorto, polskie - bawełna dwu skrętna u Bytomia). Są grubsze ale mniej się gniotą, są bardziej miękkie i jak wspomniałem - pięknie prasują, nieporównywalnie lepiej niż popelina czy batyst. Najlepsze dostępne na polskim rynku tkaniny bawełniane produkuje austriacki Getzner, portugalski Somelos, włoski Thomas Mason, Albini. Różnica między tkaniną markową a tkaniną 'no-name' - jest duża. Przy tkaninach 'no-name' mamy tylko w środku koszuli wszywkę producenta koszuli. Przy markowych mamy dwie - wszywkę producenta koszuli i wszywkę producenta materiału. Subiektywnie: Wólczanka - niska klasa średnia. Unikać najtańszych z poliestrem, większość ma zaszyte fiszbiny w kołnierzach, generalnie popelina. Dobre na początek. Lambert (najwyższe linia Wólczanki) - polecam, szczególnie po przecenach (licznych, polityka wiecznych rabatów polskich firm nie przestaje mnie zadziwiać). Solidnie odszyte, nawet z materiału 'no-name' dają radę a z materiałów Getzner, Somelos czy Thomas Mason - są bardzo dobre. Vistula - niska klasa średnia, patrz uwagi odnośnie Wólczanki. Lantier (najwyższa linia Vistuli) - identycznie jak z Lambertem, akceptowalna dobra jakość (szczególnie po przecenie), warto polować na te z markowych tkanin. Próchnik - nigdy w życiu tych made in PRC ! Bytom - bywa równej jakości, warto zastanowić się nad tymi zrobionymi z bawełny dwu skrętnej. Miller - nie mam, ciężko mi powiedzieć. Ossovski - polecam. Wysoka jakość. Emanuel Berg - polecam, chyba najlepsza jakość w Polsce. Sieciówki typu Zara, Berschka, H&M - w większości to 'fashion' czyli, za przeproszeniem, gów__ jakość za całkiem spore pieniądze. Kup jak się nie znasz, szybko znoś, przyjdź po kolejną. Bo na takiej filozofii działają sieciówki - byle co za średnią cenę, szybko do wymiany. Nie polecam. Praktycznie 80% moich koszul po kupnie oddaję do taliowania i drobnych przeróbek krawieckich. Noszę fason SLIM FIT - a za względu na figurę typu V (szerokie barki, szeroka klatka piersiowa) nawet SLIM FITY muszę oddać do dalszego taliowania. W SUPER SLIMACH nie chodzę - nie dopnę się w klatce piersiowej. Moja rada @Quo Vadis? - odejdź od fasonów 'fashion' nieznanych producentów i zobacz czy nie podpasujesz czegoś w klasycznych fasonach, wybór jest naprawdę duży. ZAPAMIĘTAJCIE JEDNO: JAKOŚĆ ODSZYCIA I KLASA MATERIAŁU - ROBIĄ W UBRANIACH MĘSKICH KOLOSALNĄ RÓŻNICĘ !!!! Tylko kobiety kupują masę ubrań z kiepskiej jakości materiałów tzw. jednorazówek. MĘŻCZYZNA STAWIA NA JAKOŚĆ ! S.
  19. O fuck @Arox, ale poszło nieporozumienie ! Już się tłumaczę! Myślałem, że piszesz to do wojowniczo nastawionej forumowiczki kilka postów wyżej, i piszesz w tonie żartobliwym. Więc dorzuciłem i od siebie - w klimacie kultowego już na forum 'asystenta murarza'. Mea culpa, zwykłe nieporozumienie ! Bardzo Cię przepraszam jeśli poczułeś się w jakikolwiek sposób dotknięty, nawet nie muszę Ci przecież tłumaczyć że nie było to moim zamiarem. Znamy się w końcu nie od dziś Jeszcze raz przepraszam ! Ale gafa... Zaraz poproszę moda o wykasowanie... S.
  20. Taka ciekawostka

    Wow. Skądżeś je @Mosze Red wytrzasnął aż w takiej ilości ? S.
  21. Ja mieszam, na czarno, wapno na budowie a i czasami pustaki mi Majster pozwala nosić. Moim życiowym marzeniem jest kupno aparatu do produkcji waty cukrowej, wówczas będę sobie dorabiał na odpustach i gminnych dożynkach. Kto wie, może nawet dorobię się komisowej Astry II w niewielkim kredycie. I tygodnia w roku nad morzem w prywatnym apartamencie "U Halinki i Janusza AGROTURYSTYKA" w Zapiździwie Morskim koło Wiatrowiejów Rybackich. Tak więc wiecie, czytając co tam stukam - miejcie to na uwadze. Idę, Majster woła ... S.
  22. Kiedy dojrzewa przeciętny facet, czyli mężczyźni to duże dzieci?

    A co to znaczy Stary, "MENTALNIE" ? Standardowa kobieta również szybciej dojrzewa w zakresie charakterystycznej dla niej mentalności życiowej. Tej w której zawierają się m.in. takie pojęcia jak "wygodne życie przy najmniejszym nakładzie własnym", "zrzucanie obowiązków a przejmowanie profitów", "umiejętność ustawienia się", "umiejętność czerpania zysków z seksualności", "zapewnienie sobie jak największego komfortu życiowego pracą/nakładami innych osób" itd. Więc nie. Kobiety w zakresie zarówno FIZYCZNYM jak i CHARAKTERYSTYCZNEJ DLA ICH PŁCI MENTALNOŚCI związanej z biologią/reprodukcją również dojrzewają szybciej. S.
  23. Kiedy dojrzewa przeciętny facet, czyli mężczyźni to duże dzieci?

    @SnqGrqDs1A Oczywiście że fizycznie dojrzewają szybciej. Porównaj losowo wybrane piętnastolatki do losowo wybranych piętnastolatków. Przepaść. Prawie kobiety vs. rozwrzeszczana dzieciarnia. W zakresie skilla komunikacji damsko-męskiej też jestem zdania, że szybciej łapią co i jak oraz jak 'ugrać więcej za mniej' - właśnie kobiety. I wygrywają zarówno tą bujnie rozwiniętą fizycznością jak i umiejętnością gry damsko-męskiej do mniej więcej wieku 2x-30 lat. S.
  24. Bo widzisz, jak by to ująć ... Uczymy się, analizujemy i przyswajamy praktykę od statystycznie najlepszych w w/w dziedzinach. A od kogo, nie muszę Ci pisać. Sama domyślasz się doskonale I wiesz, to działa. S.
  25. Błąd. Nie nazywaj się tak, po co dodatkowo ryć sobie głowę. Wyjdź z założenia, że masz w tym zakresie spory obszar do nauki, wykorzenienia błędnych nawyków i nabycia nowych umiejętności - takich, które będą pozycjonowały Cię w o wiele lepszym świetle w oczach statystycznej kobiety. Jakieś dwa lata i będziesz jak nowonarodzony. Tylko musisz się przyłożyć. S.
×