Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Lethys

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    480
  • Donations

    20.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

362 Świetna

About Lethys

  • Rank
    Starszy Kapral

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. @Ceranthir, od siebie polecam gitarę yamaha f310, w tym budżecie prawdopodobnie nic lepszego nie znajdziesz. Sam na niej gram już dłuższy czas i mega sobie chwalę. @Adolf, powiem Ci, że ciężko cokolwiek doradzić, bo instrument musisz poczuć. Zaczynałem od keyboardu. Grałem kilka lat pod okiem nauczyciela. Po pewnym czasie ta elektronika i sztuczne bity wydobywające się z głośników zaczęły trącić mi wiochą, więc po długich bojach stoczonych z rodzicami (byłem w wieku szkolnym) zrezygnowałem. Bardzo kręcił mnie dźwięk klasycznego pianina, ale z racji tego, że nie miałem funduszy, to nie mogłem sobie na nie pozwolić, więc grałem jeszcze parę lat na keyboardzie, ale już w wersji czystej, bez podkładu. Jakiś czas później dziadek (samouk akordeonista) kupił mi stary ruski akordeon, żebyśmy mogli sobie razem pograć. Do tej pory pamiętam, jak dziadek na każdej rodzinnej imprezie grał na "harmonii", a wszyscy ludzie śpiewali. Magiczny instrument. Uważam, że jeśli chodzi o ognisko bije na głowę wszystkie instrumenty. Tak, czy inaczej... Moja przygoda z akordeonem zakończyła się szybciej, niż się zaczęła. Nie potrafiłem się wczuć, nie chciało mi się uczyć, nie czułem tej podjarki z grania. Kilka lat później wkręciłem się mocno w rocka. Od chwili obejrzenia kilku klipów oczywiście zachciałem zostać gitarzystą. Pierwszy tani zestaw - piec i gitara. Ah, dalej pamiętam tego Mustanga i Squier'a. I znowu, jak to bywa... Pograłem kilka lat, ale nie miałem zapału. Proste piosenki zagram z marszu, ale nigdy nie wskoczyłem na poziom różnego rodzaju solówek, czy improwizacji. Później był bas. To samo. Harmonijka, flet... Sprzedałem cały sprzęt jakiś czas później, bo pilnie potrzebowałem kasy. Nie żałuję ani jednego zakupu, jednak odkąd pamiętam zawsze gdzieś wracałem myślami i emocjami do klawiszy. Zawsze był to dźwięk, który potrafił wywołać u mnie ciarki, wzruszyć. Zawsze, jak na nich grałem czułem pewnego rodzaju lekkość. Czułem, jak się przy nich relaksuje, jak problemu znikają. Chciałem się wyżalić - szedłem do klawiszy. Cieszyłem się - szedłem do klawiszy... Teraz już wreszcie wiem na czym chcę grać, a na czym nie. Do czego zmierzam? Może Tobie uda się to poczuć od pierwszego dźwięku, czego Ci serdecznie życzę, ale spróbuj różnych opcji. Kupisz flet - jak Ci podpasuje i będziesz grał - super. Jak nie? Rzuć w kąt i spróbuj harmonijki. Musisz poczuć radochę z instrumentu, musisz się wkręcić, bo nic z tego nie będzie. Powodzenia w szukaniu, to też jest fajny etap!
  2. W tym roku będzie to zestaw fajnych kosmetyków.
  3. "Aurore" - 2005 rok. Podczas napisów końcowych gapiłem się przed siebie w ścianę z 5 minut. Dobre, mocne kino psychologiczne.
  4. Znam kilka osób zarażonych. Część z tych osób to znajomi - (może znajomi to dużo powiedziane, ale z racji wykonywanego zawodu czasami widujemy się i znamy się z gęby) przeszli przez "to" bez najmniejszych nawet objawów. Druga część jest izolowana dalej w hotelu i na chwilę obecną nie wiem, co u nich, ale o ciężkich stanach u żadnego z nich nie słyszałem - póki co (odpukać).
  5. Miałem jakiś czas do golenia fajny sprzęt - klasyczna maszynka, pędzle itd. Na początku wiadomo - bajeranckie, old school, jakościowo kosmetyki super, ale... Wstawałem rano i nie miałem ochoty się tym wszystkim bawić. Po jakimś czasie goliłem się maszynką na żyletki, ale z pianką "sklepową". Po jakiś czasie maszynka mi się poważnie uszkodziła i jakoś nie miałem znowu fazy, żeby się w to bawić. Przeszedłem na jedne z najprostszych jednorazówek + pianka, a teraz żeby jeszcze usprawnić golenie mam w planach zakup maszynki elektrycznej. Goląc się jednorazówką nie osiągnąłem takiej gładkości, jak goląc się maszynką na żyletki - wiadomo, ale nie zależy mi na tym, żeby mieć twarz za każdym razem jak pupka niemowlaka, wystarczy mi poprostu pupka. Gdybym miał więcej czasu i chęci goliłbym się dalej maszynką na żyletki, jednak - jak już wspomniałem - nie miałem ochoty rano się bawić w cały rytuał. Może kiedyś wrócę.
  6. Bardzo dobra lektura. Przez pierwszą połowę ciężko przebrnąć, ale potem większość jest objaśniania w bardziej przystępny sposób. Skończyłem ją czytać miesiąc temu, ale mam ochotę zabrać się do niej znowu (nie do całości, lecz do wybranych fragmentów) Książka do której warto systematycznie wracać.
  7. Nie zrobiłem dzisiaj nic produktywnego. Trochę YT, trochę PS4, partia w planszówki. Urlop do czwartku, więc luzik, potem zapierdziel. Nie jest to dość ryzykowana forma rozrywki, jak na ten moment? 🙂
  8. Dzisiaj byczyłem się po 24h w robocie. Wyszedłem z pracy chwilę po 8, następnie podróż autobusem do domu. Wiem, że dziś sobota, ale ludzi wyraźnie mniej. W dziwny stan wprowadził mnie jedyny samochód na jednej z głównych ulic mojego miasta - był to patrol ruchu drogowego policji. Widziałem po minach chłopaków, że ten stan też ich trochę szokował. Zajechałem do domu o 9, zjadłem śniadanie, a potem do południa leżałem w wyrku. Pouczyłem się godzinę angielskiego, po czym zjadłem obiad i włączyłem sobie serial. O 15 zadzwonili do mnie z gabinetu dentystyczne, że od dzisiaj są zamknięci do odwołania. Mam nadzieję, że ząb nie będzie mi narazie doskwierał w dużym stopniu. O 18 zadzwoniłem do rodziców i dziadków zapytać, jak im się w zaistniałej sytuacji wiedzie. Odpowiedzieli zgodnie, że całkiem nieźle. Dziadki na szczęście siedzą w domu i nigdzie nie wychodzą, a tego się obawiałem najbardziej. Jutro znowu do pracy na 24h, mam nadzieję, że będzie w miarę spokojnie. Starałem się dzisiaj nie śledzić informacji o wirusie, bo zauważyłem, że zaczyna to lekko wpływać negatywnie na mój stan psychofizyczny.
  9. Zrobiłem sobie dzisiaj mix, który przelałem do małego atomizera, noszę go przy dupie i spryskuje ręce, co jakiś czas: Spirytus + woda + olejek eukaliptusowy. Stężenie alkoholu ok. 80%. Działa, czy nie - nie wiem, ale raczej nie zaszkodzi.
  10. Chodzę do roboty, bo nie mam nikogo, kto mógłby mnie podmnienić, choćby na jeden dzień w moich obowiązkach, a w domu robię sobie lekki trening z ciężarem własnego ciała, szlifuje angielski i zaczynam pomału raczkować we francuskim. Nadrabiam też trochę książek, ale żeby nie było, że tylko #samorozwój #nofap #zimneprysznice, to pożyczyłem od kumpla RDR 2 i zamierzam sobie trochę popykać. Zapytam Was jeszcze z innej beczki, szybkie pytanie, mam nadzieję, że @ZamaskowanyKarmazyn nie będzie miał mi za złe... Czuję, że wykruszyło mi się wypełnienie w zębie i zaczyna mnie on lekko pobolewać + jest cholernie nadwrażliwy. Zapisałem się prywatnie do dentysty na środę, ale nie wiem czy z punktu widzenia "epidemiologicznego" jest to rozsądne posunięcie. Nie doskwiera mi jakoś cholernie, ale boję się, że jak wirus zacznie hulać, a ból się nasili, to już na bank tego zęba nie uda mi się zrobić. Co myślicie?
  11. Jakie skarpety nosisz? Z dobrego materiału, czy jakieś plastikowe? Odkąd kupiłem porządne skarpety, buty i stopy mi nie śmierdzą, a też śmigam w "ciężkich". Buty z jakiego materiału? Sam możesz sobie je kupić do pracy, czy masz z góry narzucony rodzaj/wzór przez pracodawcę? To samo, co ze skarpetami - dobry materiał.
  12. Ostatnio zapytałem ją do kiedy rodzice będą jej dawać pieniądze, to powiedziała, że do końca studiów, a potem pewnie też będą pomagać, lecz mniej. Na tyle na ile znam jej matkę i ojca, to wystarczy, że zrobi maślane oczka i zaraz kasa na konto popłynie. Jej matka mówi, że kurek tylko do końca studiów, ale ciężko mi w to uwierzyć. Czas pokaże. Mi też ta forma swojego czasu podpasowała. Może nie była tak restrykcyjna godzinowo jak u Ciebie, ale np. widzenie się co drugi, trzeci dzień pozwalało mi ogarnąć sobie wszystko na spokojnie. Będę chciał do tego wrócić.
  13. Niestety to co piszesz, to prawda. O nic się nie musi martwić, rodzice wszystko załatwią i do tego zabiorą kilka razy do roku na wakacje na drugi koniec świata, kasiaste koleżanki, ajfony... Tu akurat sytuacja wygląda jeszcze spoko, bo jak narazie wszystko idzie na pół - wyjścia, małe wyjazdy, żarcie. Jak narazie jest uczciwa w tych tematach. Że tak niewyszukanie powiem - Banan, ale z dozą przyzwoitości, nie wiem na jak długi czas. Tak, brakuje mi tego, już się nie mogę doczekać, aż wezmę w robocie kilka dni urlopu i dam sobie szansę na wyluzowanie, ostatnio mam straszny młyn w pracy i może to po części też odbija się na odbieraniu przeze mnie pewnych bodźców.
  14. Dzięki, dokładnie. Może podświadomie faktycznie chcę to zakończyć i szukam jakiejś z dupy wymówki w babskim stylu. Wiem Panowie, że temat jest jaki jest i spodziewałem się kręcenia ze mnie beki, ale nigdy nie czułem takiego marazmu w związku (przynajmniej nie na tyle, żeby mi to świadomie przeszkadzało), dlatego pytam, jak to można rozwiązać.
  15. @hogen Przykłady jej zachowania to takie pstryczki, które sprawiają, że olewam ważne rzecze. Tyle. Nie napisałem, że to tylko i wyłącznie jej wina. Dzięki, tak zrobię. Ograniczę w tygodniu jakąś ilość spotkań i zobaczę, jak to będzie wyglądać. Do tego właśnie piję. Będę robić swoje, a ona niech robi swoje, będę patrzył jak reaguje i jak będzie mnie mocno odciągać od ważnych rzeczy i wyjdzie z niej prawdziwy bluszcz to będę myślał dalej. Dzięki.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.