Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Lethys

Użytkownik
  • Zawartość

    20
  • Donations

    20,00 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

22 Świetna

O Lethys

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Szczupła kobietka z lekko zarysowanym mięśniem to jest to, co lubię. Z Panią z filmiku, w formie przygotowanej do "startu" nie poszedłbym do łóżka. Ćwicz przede wszystkim dla zdrowia, duże mięśnie Ci nie grożą, jeśli będzie to trening czysto rekreacyjny, a delikatnie podkreślony mięsień wygląda bardzo apetycznie. Tak BTW.... Nie wiem jak to wygląda u kobiet 20-30, ale znajoma, wiek 35+, bardzo utytułowana w sporcie sylwetkowym, po kilku latach treningów i zawodów wygląda dramatycznie na co dzień, momentalnie się postarzała, zmarszczek od groma, mało to kobiece, ale jak to lubi. Tak, czy inaczej, kibicuję jej, bo jest dziewczyna zawzięta i naprawdę to podziwiam.
  2. Jak to jest z tym seksem

    Tak, seks jest przereklamowany. Z przejedzeniem radzę sobie, jak @Brat Jan. Moja partnerka bardzo lubi seks, dla niej 2-3 razy dziennie to optimum, a ja, jak sobie raz spuszczę, to, już na drugi raz nie mam chęci kompletnie, w związku z tym ona kończy pierwsza, a ja kończę w "następnym podejściu". Czasem nawet nie mam ochoty dochodzić do finiszu, bo czuję, jak schodzi ze mnie cała energia i resztę dnia chodzę, jak muł. 0 chęci na nic. Dlatego staram się robić to, co drugi dzień, albo po prostu przed snem A najlepiej już się czuję po 3 dniach bez fapania i seksu. Chęć jest, ukrwienie dobre... Czasem również zdarzy mi się odmówić, bo nie mam zwyczajnie ochoty...chyba nie wyrabiam jej tempa. Mimo to, że seks mam kiedy chcę i dobrej jakości, to, też już nie odczuwam tej fajnej, dzikiej żądzy i ciągłego pobudzenia. Po prostu to już nie to. Kurde, młody jestem, a nie mam ochoty na seks po kilka razy dziennie, może coś tu nie gra....
  3. Jak wzbudzono we mnie poczucie winy w Kościele

    To niesamowite, co kościół potrafi zrobić z człowiekiem. Jestem teraz we Wrocławiu na kilkudniowym wyjeździe. Przechadzałem się dzisiaj w pobliżu jednego z kościołów, kiedy nagle zaczęły bić dzwony. Mój dobry humor w mgnieniu oka zmienił się wyraźnie na gorszy, bardziej przygnębiony, odczułem pewnego rodzaju podświadomy lęk przed niewiadomo czym. Nieprzyjemne uczucie...
  4. Bardzo dobroduszny z Ciebie człowiek. "Pomóc jej w wyleczeniu od napięcia nerwowego" Przepraszam, ale brzmi to, jakbyś chciał nas przekonać o słuszności swojej misji i jakby jej cipka Cię w ogóle nie obchodziła. Taa. Być może się mylę, ale tak to wygląda. Po co Ci to, tyle się tu trąbi o męskiej solidarności. Panowie, szanujmy się. Zdrówka i powodzenia.
  5. Skąpstwo wobec siebie.

    Dzięki serdeczne Bracia za odpowiedź. Wasze komentarze i porady są bardzo cenne, będę wdrażał je w życie.
  6. Kino w pojedynkę

    Jakieś 3 tygodnie temu postanowiłem się wybrać sam do kina i nie żałuję, teraz jak do kina, to tylko sam. Lepsze skupienie, lepszy odbiór, byłem bardziej wczuty. Fajna sprawa, polecam Jak powiedziałem swojej pannie, że idę do kina sam, tak do tej pory mi nie wierzy i myśli, że wziąłem na bank jakąś koleżankę, bo jak to samemu, trzeba przecież z kimś heh
  7. Witam Bracia. Nie wiedziałem, czy ten temat umieścić tutaj, czy w dziale "Hajs", jeśli źle trafiłem to bardzo proszę o przeniesienie. Bracia, sprawa wygląda tak... Strasznie na sobie żyłuję. Zarabiam całkiem ok, zawsze uda mi się odłożyć jakiś pieniądz. Problem w tym, że gdy np. chce sobie kupić dobre buty to wolę wydać 50 zł mniej i mieć buty gorszej jakości, niż dopłacić i mieć już fajny, porządny, markowy sprzęt. Sprawa dotyczy wielu dziedzin m.in. jedzenia, ubrań, jakichś tam zachcianek. Mam świadomość, że nie zbiednieje zbytnio, jak trochę dopłacę, a nawet, jak już kupię coś lepszego za większą sumę, to zjada mnie straszne poczucie winy. Pamiętam, że od zawsze moi rodzice mieli takie podejście i pewnie podświadomie to przejąłem. Czuję, że przez to coś mi w życiu ucieka, sprawa jest na tyle chora, że nawet, jak wyjadę gdzieś na wycieczkę, to odpuszczę pewne atrakcje turystyczne, bo tu muszę wydać 20 zł, tam 15 zł. Dramat. Znacie jakieś metody pozbycia się tego cholernego skąpstwa względem siebie? Tych podświadomych wzorców? Dzięki, Pozdrawiam.
  8. Którego by wybrała?

    Dzięki za odpowiedź Rownież wydaje mi się, że wiek kobiety będzie tu grał kluczową rolę.
  9. Cześć Bracia. Weekend spędziłem dość leniwie - zrobiłem sobie maraton filmowy, filmy bardzo różne, od thrillerów, po komedie, na pornosie kończąc Naszła mnie w związku z tym pewna rozkmina, której nie mogę zwieńczyć żadną konkluzją. Luźne rozważania. Chodzi o typ samca, który bardziej przemawiałby do pań, czy to na ONS, czy to na związek. W punktach postaram się opisać dwa różne charaktery mężczyzn i fajnie by było gdybyście wypowiedzieli się, który miałby większe branie i dlaczego. Dla ułatwienia przyjmijmy identyczny status finansowy, społeczny i wygląd. Typ 1: - opanowany - stanowczy - szanujący siebie i swój czas - poważny - potrafiący trzymać silną ramę - nie dający się wyprowadzić z równowagi w żadnej sytuacji - rozwiązujący konflikty dyplomatycznie - silny, kobieta wie, że lepiej nie podskakiwać, bo może się to zakończyć szybkim zakończeniem relacji - posiada typowo "męskie" zainteresowania typu sztuki walki, myślistwo ( broń Boże nie uważam jakichś różnych zainteresowań Panów za niemęskie, każdy lubi, co lubi - dla zobrazowania, wiecie o co mi chodzi ) - dominujący - nie traktuje kobiet, jak 7 cud - mający swój świat, którego dla nikogo by nie poświęcił - tajemniczy, nie zdradzający wiele o sobie - człowiek kulturalny, potrafiący jednak kogoś sprowadzić swoją gadką do parteru, gdy jest ku temu powód Dla przykładu, po głowie chodzi mi teraz Clint Eastwood, Bond. Typ 2: - silny - głośny - wszędzie go pełno, lubiący znajdować się w centrum uwagi - nie wylewa za kołnierz - arogancki w stosunku do innych ludzi - raz mówi "kocham" i kupuje kwiaty wręczając je na kolanach, a raz bluzga na kobietę, chwyta za włosy i bierze ją, jak chce, zapewniający rollercoaster emocjonalny - awanturnik, lubiący bójki - wymienia kobiety, jak rękawiczki, traktuje je bez większego szacunku - generalnie cham i prostak Stereotypy gangster. Dla podkreślenia - żaden z w.w panów nie jest zainteresowany dłuższą relacją i jasno daje to do zrozumienia swoim zachowaniem, obaj nie dadzą się spantoflić - świadomi świata relacji d.m. Jak widzimy, dwóch typowo silnych samców, jednak mocno się od siebie różniących. Od czego zależałby wybór? Wiek kobiety? Jej aktualna sytuacja? Co myślicie? Pozdrawiam
  10. Witam Braci. Jeśli podobny temat był już poruszany, to przepraszam (nie znalazłem niczego podobnego w tym dziale). Sprawa wydać się może śmieszna, ale sam nie wiem, co myśleć. Jestem ze swoją kobietą ok 1,5 roku i od zawsze lubiliśmy wprowadzać do naszego życia erotycznego jakieś mocniejsze akcje typu konkretne klapsy, a to po tyłku, a to po twarzy, ciągnięcie za włosy, wulgaryzmy itp. ( ja robiłem te rzeczy). Ostatnio zauważyłem, że w niej też zrodziła się chęć wyprowadzenia mi delikatnie mówiąc liścia w trakcie stosunku, widzę, że bardzo ją to podnieca. Ma dziewczyna chęć, ale wie jakie ja mam do tego podejście, mianowicie wie, że jakakolwiek próba przemocy fizycznej w stosunku do mnie zakończy się zakończeniem relacji i może dlatego ją tak to nakręca. Co myślicie? Pozwolilibyście swoim partnerkom w ferworze mocnego uniesienia dać wam sobie w trakcie po twarzy z otwartej/ złapać was mocno za gardło i symulować duszenie? Generalnie ja nie mam nic przeciwko, lubię takie zabawy, ale nie chce żeby jej gadzi mózg uznał tego jako słabość z mojej strony. Może przesadzam. Nie wiem. Przepraszam za ewentualne błędy, piszę z telefonu. Dzięki, pozdrawiam
  11. Zaczynam się przywiązywać

    Witam Bracia. Nie chce zakładać nowego tematu, myślę, że można mój nowy problem podczepić tutaj, gdyż dotyczy on trochę "niezdrowego" przywiązania. Jak wspomniałem już wczesniej w tym wątku, moja relacja z kobietą wygląda bardzo dobrze. Jednak wczoraj wystąpiła sytuacja, nad którą się zastanawiam. Wyjechałem na kurs i nie widzę się już z nią 4ty tydzień. Napisała mi, że wczoraj była na mieście z koleżankami i dołączyła do nich znajoma para którejś z nich. Mój niepokój wzbudziło to, że opowiadała o chłopaku tej dziewczyny, że jest naprawdę przystojny (mocno podkreśliła), że jest bardzo w porządku facetem, że dosiadł się później do niej i zaczęli gadać, ogólnie kręciła się bajerka przez jakiś czas itp., po czym powiedział jej, że jeszcze napewno się spotkają. Widać z kilometra, że chciała wzbudzić we mnie zazdrość, co jej się poniekąd udało, bo w końcu Wam to opisuje. Odpisałem jej, że u mnie na kursie gadałem z taką X i gadaliśmy o różnych sprośnych rzeczach i, że zaprasza mnie po szkoleniu do niej na kawę (akurat to prawda). Moja nic mi na to nie odpisała, zmieniła szybko temat, zlała to. Moje pytanie do Was, Bracia. Po jaki ch** wyjeżdża do mnie z takimi opowiastkami? Zresztą czasem opowiada mi, jak to się nie wystroiła i ilu to facetów na nią nie patrzyło, że sobie fajnie tak podbić ego, rozumiecie? Haha. Po co ten shit test? Nie okazuje jej absolutnie żadnej zazdrości, ale trochę się tego we mnie skumulowało, więc przelewam to tutaj. Może trochę przesadzam z tym problemem. Ciężko mi ocenić, pracuję ciągle nad sobą, ale nie zawsze wszystko idzie tak, jakbym chciał. Dzięki Panowie!
  12. Zaczynam się przywiązywać

    Dzięki Bracia za błyskawiczną odpowiedź! Padło tu również kilka uwag i rad, które rozwiały sporo moich innych wątpliwości, nie związanych bezpośrednio z tematem. Z tego co widzę, to słowami kluczowymi są tu samorozwój, zdrowy dystans, kontrolowany haj, trzymanie ramy, cieszenie się aktualną sytuacją, póki wszystko gra, no i ewentualnie druga panna Generalnie mówiąc szlifowanie podstaw. Jeszcze raz dzięki, czasem ciężko samemu dostrzec pewne rzeczy. Jest mi dużo lżej. Pozdro Panowie!
  13. Witam Braci! Panowie, sytuacja wygląda następująco... Od 8 miesięcy jestem w związku. Wszedłem w niego rok po zakończeniu kilkuletniej relacji ( zostawiła mnie dla innego), los chciał że po pierwszym rozstaniu trafiłem tu - na forum i dowiedziałem się dużo o psychice kobiet, ich zachowaniach i sztuczkach. Przed wejściem w nowy (obecny) związek byłem raczej sceptycznie nastawiony na jakiejkolwiek głębsze relacje z kobietami, ale poznałem fajną dziewczynę na studiach, zakochana we mnie od początku po uszy, więc po jakichś 2 miesiącach znajomości uznałem, że co mi tam, wchodzę w to, może coś z tego będzie.... No i rzeczywiście, wdrożyłem wszystkie rady z forum, dziewczyna wie, że mogę w każdej chwili odejść, jak okaże mi brak szacunku itp. Generalnie chodzi, jak w szwajcarskim zegarku. W czym wiec problem? Tak długo, jak na początku traktowałem ten związek na "lajcie" i było mi bez różnicy, co ona robi, gdzie chodzi, z kim się spotyka (miałem generalnie, brzydko mówiąc wyjebane - co będzie dalej, to będzie), tak teraz, po 8 miesiącach, widzę, że zaczynam się wkręcać emocjonalnie i pojawiają się we mnie pierwsze, jeszcze lekkie oznaki zazdrości, tęsknoty w czasie dłuższych wyjazdów, częściej dostaje ode mnie jakieś małe prezenciki, czułe słówka (oczywiście, nie sypię tym jak z automatu, ale kiedyś robiłem to ekstremalnie rzadko, a mimo to latała za mną jak głupia). Panowie, nie chcę znowu przerabiać bólu związanego z przywiązaniem się i rozstaniem, bo już to przeszedłem i nie było łatwo, jednak chcę pociągnąć ten nasz układ jeszcze jakiś czas. Jak zatrzymać ten "biało-rycerski proces"? Kobieta dalej ma mnie za silnego samca, ale w głębi siebie czuję, że powoli spadam. Pracować jeszcze intensywniej nad pewnością siebie? Jeszcze dogłębniej tłumaczyć sobie, że kobieta, ani nic innego szczęścia mi nie da? Że szczęście mam w sobie? Nie wiem, jak do tego podejść. Za wszelkie rady dziękuję! Piszę z telefonu, więc za wszystkie błędy przepraszam.
×