Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'związki'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum

  • Lektura Obowiązkowa - nie tylko dla nowego użytkownika
    • Regulamin Forum
    • Jak kupić książki, nagrania i złożyć dotację
    • FAQ - poradniki, pytania i odpowiedzi
    • Przedstaw się
  • Rozwój - przejmujemy władzę nad światem :>
    • Co zmienić na Forum - Dział Techniczny
    • Rozwój idei Forum
    • Radio Samiec!
    • Czasopismo
    • Dotacje
  • Klub Weterana
    • Zasłużona Starszyzna
  • Relacje męsko-damskie i nie tylko
    • [ŚWIEŻAKOWNIA] - 'Moja historia'.
    • Na linii frontu - podrywanie.
    • Seks
    • Manipulacje kobiet i obrona przed nimi
    • Moje doświadczenia ze związku, małżeństwa
    • Sprawy rodzinne i dzieciaki
    • Rozstania, zdrady, prawo rozwodowe.
    • Mądry Mężczyzna po szkodzie.
    • Ściana hańby
  • Zaburzenia emocjonalne, psychiczne Pań i Panów
    • Borderline
    • Narcyzm
    • Depresja
    • Pozostałe zaburzenia
  • Męskie i niegrzeczne sprawy
    • Samodoskonalenie i samowychowanie
    • Bad Boy
    • Hajs i inne dobra materialne
    • Wtopy i upokorzenia
  • Youtube - ciekawostki, dramy, informacje, nowinki
    • Niekonwencjonalni youtuberzy
    • Zagraniczni youtuberzy
    • Kanały sportowe
    • Konwencjonalni youtuberzy
  • Sport i zdrowie
    • Sport
    • Zdrowie fizyczne i psychiczne
  • Polska i świat
    • Co w zagrodzie i za miedzą
  • Przetrwanie, apokalipsa, preppersi
    • Survival w mieście
    • Survival w terenie
    • Przydatne umiejętności
    • Zestawy ewakuacyjne
    • Ogień, woda, żywność, ubrania, energia
    • Broń i narzędzia
    • Apteczki, zestawy medyczne, pierwsza pomoc, higiena
    • Schronienie, domy, bunkry, ziemianki
    • Urządzenia, pojazdy, gadżety
    • Książki, opracowania, podręczniki, artykuły, wiedza - związane z survivalem
    • DIY, "patenty", life hacki
  • Motoryzacja i Technologie
    • Wszystko co jeździ, pływa i lata.
    • Komputery
    • Technika i sprzęt
  • Hobby
    • Zainteresowania
    • Hobby i twórczość
  • Duchowość
    • Nie samym ciałem człowiek żyje
  • Rozmowy przy wódce
    • Flakon, kielon i zagrycha
  • Rezerwat dla Kobiet
    • Dlaczego tak?
    • Bara-bara
    • Wokół domowej 'grzędy'
    • Bóg stworzył kobietę brzydką, więc musi się ona malować.
    • Niedojrzali emocjonalnie faceci - ploty - dupoobrabialnia ;)
    • Kobiecy kącik 'kulturalny'
  • Domowa grzęda
  • Samczy Mobil Klub HydePark- zbiór tematów niepasujących do pozostałych kategorii
  • Samczy Mobil Klub Rowery
  • Samczy Mobil Klub Powitalnia
  • Samczy Mobil Klub Zabezpieczenia przed miłośnikami cudzej własności.
  • Samczy Mobil Klub Samochody
  • Samczy Mobil Klub Latadła:szybowce, śmigłowce, rakiety, balony :)
  • Samczy Mobil Klub Motocykle
  • MacGyver a GADGETY MĘSKIE : ......?
  • Młodzi samcy w równowadze Tematy
  • Młodzi samcy w równowadze Tematy
  • IT Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • IT Linux
  • IT Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • Klub poligloty Jaki język
  • NAUKA - SCIENCE Wprowadzenie do Metodologii Naukowej
  • Klub Pasjonatów Futbolu Reprezentacja Polski
  • Klub Pasjonatów Futbolu Ekstraklasa
  • Klub Pasjonatów Futbolu Piłka klubowa
  • Klub Pasjonatów Futbolu Piłka międzynarodowa
  • Klub Pasjonatów Futbolu Ogólne

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


AIM


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Miejscowość:


Interests

Znaleziono 65 wyników

  1. Witam wszystkich.Cieszę się,że mogę tutaj być.Chciałbym Wam opowidzieć moją historię.Mam 34 lata ponad pół roku temu rozstałem się z kobietą z którą byłem w związku 6 lat.Mieszkaliśmy razem w wynajętym fajnym domu razem z jej dziecmi,które traktowały mnie jak rodzonego ojca.Wszystko było fajnie dopóki byłem zawodowym żołnierzem i zarabiałem niezle...ale kontrakt mi się skończył i zostałem bez pracy...no i się zaczeło a raczej sex sie skonczył i wiadomo darcie geby i przypieprzanie się o wszystko,to trwało dwa lata,czułem się podle,niekochany i juz nie potrzebny,pomogłem jej w znalezieniu pracy i alimenty 500+...wiec już po co jej byłem potrzebny?Dzieci chcą mnieć ze mną kontakt,dalej mnie szanują,ale strasznie źle znosze rozstanie z nimi,pomimo tego,że nie są moje.Chowałem je i uczyłem życia.Ciężko mi sie teraz pozbierać...2 lata temu miałem wypadek samochodowy,to już wtedy zaczela mną gardzic a dzieci przynosiły mi koc,herbate i robiły mi kanapki,kiedy leżałem z kołnierzem na szyji.Ja jej nigdy nie opuściłem w potrzebie,zawsze sie nią opiekowałem,jak była chora,lub miała zabieg operacyjny...ale to sie nie liczy...wiecie jak to jest.Musiałem odejść,bo juz nie mogłem tego dłuzej znosic.Teraz mieszkam sam i musze zapieprzać po 260 h w miesiącu,bo spłacam samochód(po wypadku musialem zezłomowac stary).Nabrałem wielkich uprzedzen do kobiet,pomimo tego,że nie mam problemu z ich poznawaniem,ciężko mi się zbliżyć do którejś...jestem w złej kondycji psychicznej.Biorę srodki uspokajające,żeby w miare dobrze funkcjonować.Pozdrawiam wszystkich,chętnie Wam pomogę jesli bede mogł. .
  2. TL;DR: krótkie przemyślenia na temat jednego z rodzajów mindset'u mogącego przynieść wymierne korzyści w życiu oraz próba wyjaśnienia w jaki sposób wykorzystać swoje porażki życiowe jako dźwignię do lewarowania przyszłych sukcesów. Dlaczego? Wczoraj, 14 sierpnia, upłynęło dokładnie 6 miesięcy odkąd jestem na forum Braciasamcy.pl oraz (lekko ponad) rok czasu odkąd zakończyłem swój 5.5 letni LTR. Z pierwszym wydarzeniem wiązała się dość ciekawa historia - w Walentynki byłem umówiony z pewną młodą damą, która tegoż to dnia zadzwoniła do mnie (kilka godzin przed terminem spotkania), iż nie umówimy się dziś ponieważ przyjeżdża do niej długo niewidziany kolega. Pamiętam, iż zacząłem się naprawdę mocno śmiać z i życząc jej miłej zabawy pomyślałem - "dziękuję Ci za ten kop w dupę". Swoją drogę, gdybym był jej równolatkiem (20 lat), taki strzał 14 lutego skończyłby się niezłym knockdown'em ale (o czym ona nie widziała) "w odwodzie" miałem dwie FF (i 12 lat różnych doświadczeń z babami) więc po prostu zadzwoniłem do jednej z nich i umówiłem się na walentynkowe bzykanie. Zaraz po nim poszedłem do kolejnej dziewczyny, z którą powtórzyłem ten numer (ach, jak słodko, że Twoim rodzice wyjeżdżają na weekendy - to był mój ulubiony tekst do niej ), a wieczorową porą, dołączyłem do szacownego grona miejscowych looserów i stulejarzy Byłem wtedy właśnie w środku okresu, kiedy w wódzie i kolejnych nowo-poznanych cipkach topiłem swoje problemy emocjonalne i nieumiejętność poradzenia sobie z samotnością po bardzo udanym związku. Zapytacie teraz - jak to udanym, skoro zakończonym? O kobiecie z którą spędziłem ten kawał czasu nie mogę powiedzieć złego słowa - mój ulubiony typ urody, semicki (wielokrotnie pytano mnie czy nie jest z południa europy / żydówką), skromna, pracowita oraz przede wszystkim dbającą o swojego faceta i o to, żeby były mu dobrze. Te 5.5 roku nauczyło mnie, że LTR z dobrze dobraną kobietą jest czymś naprawdę fajnym. Kłótni między nami nie było prawie w ogóle, kwestie łóżkowe to miód i malina (ogólnie stąd właśnie wyniosłem przekonanie, że najlepszy seks jest tylko między ludźmi, którzy są w związku i trochę się znają). Co nie zatrybiło? Jakoś od około 3 lat trwania związku zacząłem mieć cykliczne sny, które łączyły, po przebudzeniu, dwa odczucia - "jest za łatwo" oraz "nie robisz kolejnego kroku". Stąd, z dnia na dzień, postanowiłem to skończyć - był to bardzo ciężki czas, płaczu i szlochania (z jej strony) i bardzo dużej presji (ze strony całego naszego otoczenia) abym do niej wrócił. Czekała pół roku, obecnie układa sobie życie z innym facetem - szczerze, życzę jej żeby wyszło jej tak jak zawsze marzyła - dom, dzieci i fajny mężczyzna obok. Trzymam kciuki Podsumowując - na książki Marka oraz forum trafiłem w momencie nieprzyjemnego rozbicia emocjonalnego zaprawionego dużą ilością seksu i substancji powodujących utratę kontaktu z "realem" i "bezmyślnik". Można więc powiedzieć, że uciekałem przed realnym życiem, po to, żeby zgubić demony własnej nieporadności i nieumiejętności poradzenia sobie z zastaną rzeczywistością. Nie dasz rady. Na bank się do tego nie nadajesz. Te słowa usłyszałem w sobotni wieczór, kiedy próbowałem rozpalić ogień za pomocą, polanych chwilę wcześniej wodą, gałęzi, krzesiwa oraz niewielkiej ilości suchej trawy i patyczków. Prawa dłoń krwawiła (zdarte kilka godzin wcześniej kostki), a w lewym kciuku uwierały, zatopione w moim mięchu, resztki spalonego tamponu (znacie smród mięsa na którym topi się plastik? ). Tu, gwoli wyjaśnienia - ten środek higieny intymnej, jak i chusteczka higieniczna czy kawałek koszulki, to najprostsze źródła do rozpalenia ognia. Instruktor doskonale wiedział co robi, to dobry psycholog, wiedzący, iż nic nie kręci mnie tak, jak pewne formy negatywnej motywacji oraz dociśnięcie dupy i twarzy bardzo blisko ziemi. Sytuacja powtórzyła się również w niedziele, kiedy podczas wielokilometrowego marszu byłem już bliski upadku z braku cukru i zmęczenia, gdy usłyszałem te słowa, od razu, jakaś część mnie odpowiedziała -"pozwolisz, żeby jakikolwiek skurwysyn mówił Ci, że nie dasz rady"? Ten typ myślenia i sposoby w jaki można go wykorzystać, chciałbym Ci przedstawić poniżej. Zastrzegam jednak z góry - jako, że życie jest implementacją w swój własny mózg tego, co działa najlepiej z naszą własną głową - nie jest on dla każdego i nie każdemu przyniesie sukcesy. Sól w ranę w pracy Twoja praca musi dawać Ci: a) satysfakcję b ) energię c) rozwój d) pieniądze. Dokładnie w takiej kolejności i takim ułożeniu. Musem jest bowiem to, żebyś przychodząc do niej szedł jak na odkrycie nowego lądu albo randkę z naprawdę seksowną kobietą. Poszukiwanie zawodu dającego mi takie odczucia zajęło mi wiele lat. Właściwie, swoje życie "w branży" zacząłem dość późno, bo w 29 roku życia - bez studiów kierunkowych, doświadczenia itp. Ale odkąd zetknąłem się z tym co robię wiedziałem, że to jest to. Pracowałem często za grosze albo za "miskę ryżu" byleby tylko mieć możliwość podpatrzenia mistrzów w swoim fachu. Od znajomych i rodziny słyszałem - "nie nadajesz się do tego", "nie skończyłeś kierunku ścisłego", "jesteś słaby z matematyki". Moim ekspracodawcy powtarzali mi to bardzo często, że nie jestem typem człowieka, który się sprawdzi w tego typu zadaniach. I wiecie co? Naprawdę dziękuję im teraz wszystkim, właśnie im, a nie tym, którzy mówili "uda się". Uwielbiam ten moment, gdy wchodzę rano do roboty ( a przychodzę zawsze jako ostatni, bo lubię się spóźniać ostentacyjnie) widzę te znudzone i zdołowane twarze, które dostają szału na widok mojego banana na pysku. "Jesteś w pracy, przecież tu trzeba narzekać, a nie się cieszyć" - usłyszałem niedawno. Moja odpowiedź - "nie moja wina, że masz ch.jowe życie i pracę" Co musisz zrobić, żeby Twoja robota była dla Ciebie seksi? a) Pracować z lepszymi - praca z ludźmi, którzy wiedzą mniej od Ciebie jest kusząca, bo oznacza przywództwo ale daje stagnację, natomiast praca z lepszymi daje Ci ich wiedzę i możliwość przechwycenia umiejętności plus walkę o przywództwo - a to rozwija b ) Rób to co Cię interesuje - wtedy Twoja praca stanie się przyjemnością, a Ty będziesz się dokształcał po godzinach nie z bólem dupy ale bananem na twarzy c ) Mieć ambicje zawodowe i wytyczać sobie cele - gdzie chcę być za rok? Za pół roku? Kiedy otwieram własną firmę żeby nie tyrać na kogoś całe życie? d) Przestać się bać zmieniać pracodawców - nie siedź w jednej firmie latami. To zabija kreatywność i stajesz się leniwy. Rok-półtora i idź się sprawdzać gdzie indziej. Zamiast wygodnej kawki rano ze znajomymi ziomkami kolejne rozpychanie się łokciami w nowym towarzystwie. e) Kiedy praca w danej firmie / przy projekcie przestaje być wyzwaniem - odejdź f) Do minimum ogranicz kontakty z narzekającymi g) bierz się za zadania, przy których padają inni, a łatwe zostaw leszczom. Sól w ranę w szkole "Na pewno się tego nie nauczysz", "Dam Ci 3 i masz spokój", "Zostaw, po co Ci to potrzebne", "Nigdy nie złapiesz tego akcentu" - dzięki takim stwierdzeniom, przez wiele lat moimi słabymi stronami były matematyka oraz języki obce. Dzisiejszy system edukacji promuje bycie miernym, pasywnym oraz minimalistycznym. Zakuj, Zdaj, Zapomnij. Pamiętając o tym, że Twoja praca ma być dla Ciebie "seksi" nie rezygnuj z rzeczy (przedmiotów), których nie rozumiesz / masz z nimi problemy. Czellendżuj je tak długo, aż nie rozgryziesz tego co jest ich treścią. Jeśli już studiujesz, przejrzyj cały program uczelni na która uczęszczasz (ale też i innych co Cię interesują) i chodź na wykłady z innych kierunków, które dadzą Ci więcej mocy (praktycznej wiedzy). Pamiętaj, że każdy wykład na każdej uczelni,ma formę otwartą i z założenia może na niego uczęszczać każdy. Bądź aktywny i wchodź w interakcję z wykładowcami, cześć z nich będzie zachwycona, bo 99% studentów ma w doooopie co oni mówią, a często zdarza się, że opowiadają oni o swojej pasji. Czerp z ich wiedzy pełnymi garściami, to kapitał, który nigdy Cię nie zawiedzie. Nie możesz zrozumieć - nie łam się - pytaj i drąż do skutku. Nauka języka. Nie bądź pizdeuszem i zarób kasę na prywatne lekcje 1 na 1 z osobą, która nie zna języka polskiego. Angielski - tylko z nativem, który nie kuma co to "barszcz". Hiszpański - jasne ale Rodrigo czy Juanita nie może wymówić "brzęczyszczykiewicz". Tylko wtedy będziesz w stanie spiąć się w 100% żeby móc się z nimi komunikować. To nie ma znaczenia, że się wstydzisz, że myślisz, że nie dasz rady - po prostu musisz to zrobić żeby Cię zrozumiano. Przełamiesz lęk i barierę, gramatyka i poprawność to później pikuś. Sól w poczucie własnej atrakcyjności "Jestem gruby i się wstydzę", "Jestem chudy i się wstydzę", "jestem słaby i nie podołam wysiłkowi fizycznemu", "wyglądasz jak gówno, jak mogłabym się z Tobą umówić", "nie masz szans w konkurencji z tym przystojnym kolesiem" - codzienność? I bardzo dobrze. Stań przed lustrem i odpowiedz sobie na jedno pytanie - czy podobasz się sobie taki jaki jesteś? Jestem pewien, że większość z nas odpowie "NIE", a potem dopowie "ale nie mogę z tym nic zrobić". Wymówki i wstyd związany ze swoimi ułomnościami blokują pracę nad ciałem bardzo wielu samców. Do tego ciągłe porównywanie się "ideałami" z okładek i teledysków.... Chłopie - "każdy z nas ma swój Mount Everest" na który musi wejść. Jesteś niski - musisz na siebie narzucić mniej kg mięsa, żeby wyglądać fajnie i jesteś bardziej zwinny (sporty walki?) - otoczenie będzie Cię postrzegać jako atrakcyjnego. Jesteś wysoki - jeśli fajnie dopakujesz, będziesz miał naturalny respekt u innych. Jesteś chudy - łatwiej będzie Ci zrobić fajną rzeźbę. Jesteś gruby - łatwiej będzie z siebie zrobić szafkę trzydrzwiową. Dążę do tego, że żadna sytuacja bazowa nie przekreśla tego, iż możesz się stać naprawdę atrakcyjną najlepszą wersją swojego ciała. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że w przypadku pracy nad nim nie jesteś w stanie oszukiwać. Żresz po nocach - zamiast kraty - bęben. Opierdalasz się na treningach - nadal 50 kilogramowy charłak. Jeśli usłyszysz jakikolwiek krzywy tekst co do swojego ciała - podziękuj za niego (chyba, że chodzi o jakąś formę inwalidztwa - wtedy wal chama w pysk ). Niech będzie to paliwo do przyszłej zmiany. "Ty maluchu jesteś gówno wart", "grubasie, co Ty tam możesz" - podziękuj, a w myślach powiedz - "ja Wam skurwysyny pokażę" i działaj Sól w poczucie własnej wartości Chyba zgodzicie się ze mną, że nic nie robi lepszego kuku w głowie niż zgnojenie przez kobietę. Chcecie posłuchać czegoś dobrego? No to lecimy z koksem: "chyba żartujesz, z Tobą?" "nie pasujesz do mojego stylu ubierania się" "z taką biedą jak Ty?" "co Ty sobie wyobrażasz, myślisz że z kimś takim jak Ty?" "jesteś zupełnie nieatrakcyjny" "jesteś nikim" To tylko niektóre teksty jakie udało mi się usłyszeć od nowo-poznanych kobiet. Za każdy z nich jestem ogromnie wdzięczny, ponieważ, pomimo robienia mi często mind fucka w głowie, po jakimś czasie dawał mi paliwo do dalszej pracy. Ale to w sumie drobnostki, ot laski zaczepiane na ulicach, w sklepach czy gdziekolwiek - "siema, co u Ciebie", chwila rozmowy i albo się zapoznajecie albo zapominasz bo to kolejna z setek twarzy. Umawianie się z zupełnie nieznanymi kobietami (i otrzymywanie od nich zlewek) ma też ten plus, iż zwalczasz swoją nieśmiałość. Dlatego też, zawsze pisałem Wam, aby na portalach randkowych od razu dążyć do umówienia się, bez zbędnego poznawania. Ale do rzeczy - dziękuj każdej kobiecie, która Cię olała i stawiajcie poprzeczkę coraz wyżej. W pewnym momencie, kiedy już zaczniesz się umawiać z naprawdę ładnymi dziewczynami, kolejne kosze nie będą miały znaczenia, ponieważ zawsze włączy Ci się mechanizm "dociśnij pracę nad sobą" oraz "he he he przecież już pukałem dużo lepszą od niej". Zrozum - odrzucenia od kobiet mają Cię motywować nie dołować. Żeby jeszcze podnieść poprzeczkę, kiedy nie mam motywacji do pracy nad sobą wychodzę wieczorem na rynek mojego miasta i siadam w jakiejś knajpie / ławce, tak aby widzieć przechadzający się tłum. O tej porze bujają się tam najbardziej wylaszczone panny ze swoimi facetami - bogaczami, playboyami, modelami, kolesiami których znam z TV. Siedzę i patrzę myśląc - kurwa, dociskam za słabo, jestem gówno wart w stosunku do nich ale jeśli docisnę mocniej, będę o dwa stopnie wyżej, bo oni są już w swoim maksie, a ja wchodzę na swój Mount Everest. Tylko ode mnie zależy, czy tam wejdę czy odpadnę. Kto ma bliżej do Berlina / bywa niech idzie na Kreuzberg. Koło bud z żarciem i sokami (stacja metra) siedzą Turasy i Arabusy zaczepiające białe laski. Patrzcie. Uczcie się. adaptujcie. To samo z Włochami i Latynosami. Nie wkurwiajcie się - uczcie i myślcie - oni są w swoim maksie, ja do tego co robią oni dołożę siebie i będę jeszcze lepszy. Sól w ranę na długi dystans 14 lat temu zakochałem się, jak typowy szczyl, w pewnej dziewczynie. Dostałem kosza. Dość ciężkiego. Składałem się po tym długi czas. Ta kobieta to w 3/4 mój ideał jeśli chodzi o urodę, natomiast jeśli brać pod uwagę lifestyle i podejście do życia to... 99%. Skąd o tym wiem? Kilka lat temu minęliśmy się dość przypadkowo na ulicy. Oczywiście nawet mnie nie poznała ja rzuciłem na nią tylko kątem oka i pomyślałem - mało się zmieniłaś. Jednak prawdziwe wyzwanie pojawiło się po tym, gdy znalazłem ją na fejsie. Okazało się, że wiedzie ona dokładnie takie życie, jakie zawsze marzyło mi się co do wspólnego spędzania czasu z partnerką, co więcej jest matką i teraz najlepsze - z kolesiem, który jest totalnym zaprzeczeniem mojego wyglądu i charakteru. To drugie wiem stąd, że całkowitym przypadkiem, poznałem go niedługo później i zapytałem jak się z nią żyje. Okazało się, że mamy wspólnych znajomych, oni potwierdzali jego wersję. Mind fuck jaki miałem w związku z tym trwał dobre kilka tygodni. Domyślacie się jednak co z niego wyniosłem? Tak - jeszcze większą chęć do pracy nad sobą i walki. O co? O to, żeby mieć jeszcze lepiej i w kwestii związków akceptować tylko bardzo duże zbliżenie do ideału jaki mam w głowie. Udowodniło mi to po prostu jedno - to, czego szukam", istnieje. A że tego nie dostałem? "Cóż, za słabo docisnąłem". Jej fejsa przeglądam zawsze, kiedy zaczynam wątpić w siebie - "patrz na to, chcesz mieć coś takiego, dociskaj życie mocniej". Podsumowanie Doskonale zdaję sobie sprawę, iż zaproponowany przeze mnie mindset nie jest dla wszystkich. On boli, uwiera jak kamień w bucie, powoduje częste mind fuck'i, zwątpienia ale... daje też kosmiczne efekty. Po prostu jest to benzyna, którą możesz się oblać i podpalić albo zatankować rakietę i polecieć nią na swój księżyc. Twój wybór Czy jest to dla Ciebie dowiesz się po pierwszej załamce - w tym systemie myślenia nie ma miejsce na tłumaczenie porażek osobami trzecimi - za nie winny jesteś Ty. Ok więc jak - dasz radę tak postrzegać rzeczywistość czy wymiękasz? Bo słyszałem, że miękka fajeczka z Ciebie A jeśli się jednak zdecydujesz 1. Dużo medytuj i czytaj o rozwoju duchowym - w chwilach dołka to Cię uratuje 2. Pracuj z ludźmi lepszymi od siebie 3. Przebywaj w towarzystwie które Cię motywuje 4. Bierz się za rzeczy, przy których inni wymiękają - to Twój drogowskaz 5. Pokonaj swoje demony - rób to w czym jesteś słaby 6. Nie łam się i nie odpuszczaj 7. Pamiętaj - czy wygrasz czy przegrasz, zależy od Ciebie Trzymaj głowę w górze i do zobaczenia na szlaku
  3. Jak w temacie, nie chcę mieć nigdy dzieci z powodów ideologicznych (antynatalizm oraz świadomość tego jak olbrzymia jest to odpowiedzialność), praktycznych (mam świadomość, że mam tylko jedno życie i nie chcę spędzić go na pieluchach, gerberkach, lekarzach, zebraniach i tym wszystkim - mam większe ambicje), oraz ponieważ zwyczajnie nie widzę racjonalnych powodów, żeby je mieć (uważam dzieci za egoistyczną zachciankę i grę w ruletkę cudzym życiem). Już dwa związki (dość krótkie) mi się przez to rozpadły i prawdę mówiąc jestem mocno podłamany tym faktem. Wszystkie, ale to wszystkie dupy mają jakiegoś piździelca na tym punkcie, przez co mam wątpliwości, że w ogóle znajdę kogoś, skoro pula potencjalnych partnerek jest tak mała (i bez tego mam trudno, bo mam dość wysokie, aczkolwiek realne oczekiwania). Jednak nie będę ukrywał, że potrzebuję stałego związku. Czy macie jakieś rady w jaki sposób poznawać kobiety, które podzielają mój pogląd w tej kwestii? (może masówka na jakieś ONS'y czy coś) Są jakieś specyficzne grupy/subkultury/miejsca w których odsetek takich osób jest wyższy? Czy w ogóle szansa znalezienia partnerki w tym przypadku jest na tyle wysoka, że warto się w to pierdolić? Bo serio jak myślę, że mam się znowu angażować w coś, co się skończy tak samo kilkanaście/dziesiąt razy zanim mi się poszczęści, to mnie krew zalewa. No i informacja dla tych, którzy chcą napisać, że kiedyś mi się zmieni - nie, nie zmieni mi się, planuję wazektomię w najbliższym czasie, a nawet gdybym naglę zachciał, to i tak bym tego nie zrobił, bo wiedziałbym, że to jest jakaś nieracjonalna, emocjonalna zachcianka...
  4. Przeglądając internet natrafiłem na ciekawy artykuł o "silnych" kobietach. Daję link, ponieważ tekstu jest sporo. Polecam przeczytać. https://wolnemedia.net/dominujaca-agresywna-kobieta-to-fatalny-rodzic-i-partner/
  5. Na początku bajka! Poznałem fantastyczną kobietę. D.(nie chcę podawać pełnego imienia oczywiście) jest po prostu niesamowita: wrażliwa, ciepła, pełna energii,bardzo inteligentna, opiekuńcza...od samego początku mam wrażenie, że nadajemy na tych samych falach. Godzinami rozmawiamy ze sobą przez telefon, jestem niesamowicie adorowany, potrafi sprawić, że czuję się wyjątkowo. Do tego dziewczyna baardzo bezpośrednia.Od samego początku nie ma problemów z seksem(taka osoba nigdy nie powie, że ją boli głowa. Sama inicjuje zbliżenie, może to robić zawsze i wszędzie) Po jakimś czasie zaczynają się dziwne akcje: nie odzywa się całymi dniami,pojawiają się szantaże emocjonalne, upija się w dzień w którym mamy się spotkać( pije dużo i często),dzwoni do mnie żeby pogadać i się rozłącza nagle. Ty jesteś wściekły jak cholera, ale ona ma na wszystko wytłumaczenie,to tak naprawdę nie jej wina...kocha mnie a ja się czepiam. Jej nastrój zmienia się kilka razy w ciągu dnia:raz wesoła,pewna siebie,za chwilę smutna, znowu milczy. Kiedyś dzwoni do mnie, mówi jak bardzo mnie kocha, za 10 minut dostaję smsa,że do siebie nie pasujemy,zrywa ze mną. Po następnej godzinie sms przyjedź do mnie, chcę się z tobą kochać, jesteś moim ideałem- istny rollercoaster. (takie akcje ze zrywaniem były częste). Wszystkich akcji nie potrafię opisać w szczegółach, brak mi dystansu, bo ciągle tkwię w tym związku......zdrady, jej relacje z byłym facetem,jej kiepskie relacje z ojcem, problemy w pracy(częste zmiany), szantaże emocjonalne,manipulacje,autoagresja, próby samobójcze w przeszłości, tzw próby przekraczania moich granic.....ktoś kto wie czym jest borderline, będzie wiedział doskonale o co mi chodzi Oczywiście miałem wątpliwośći to nie jest tak, że wszystko chłonąłem jak gąbka, ale borderki to naprawdę dobre aktorki. Po pewnym czasie czułem się odpowiedzialny za nią. Ma gorszy dzień to chcesz ją pocieszyć, zastanawiasz się jak jej pomóc. Wkręcałem się przez to coraz bardziej. Smutne dni były coraz częściej, więc martwiłem się o nią,miałem poczucie winy, ze nie potrafię jej pomóc. W końcu zacząłem przeglądać internet,odkryłem,z kim mam do czynienia i jakoś układam to sobie w głowie,ale nie da się tak po prostu wyciągnąć wtyczki, zapomnieć. Ciągle zależy mi na niej, ale nie wyobrażam sobie tak żyć. Dziękuje za rady typu uciekaj od niej, czy problem jest w Tobie(jasne, że we mnie, borderki potrafią wytworzyć w krótkim czasie taką bliskość z partnerem jaką w normalnym związku buduje się latami).To jak powiedzieć alkoholikowi, żeby od jutra nie pił- nie da się. Potrzebuję konkretnych porad od kolegów znających temat, którzy wiedzą jak trudno zerwać kontakt z borderline. Jak wyrwać się z tego układu,żeby za chwilę samemu nie wylądować u psychologa.
  6. Na początku Pani wspomina, jak pop-kultura, filmy romantyczne itd. zaszczepiają wzorce, które w realnym życiu się nie sprawdzają i pójście za nimi prowadzi do rozczarowania, później omawia najpopularniejsze szkodliwe przekonania nt. relacji. Z większością się zgadzam, mocno się pokrywa z moimi przemyśleniami i wydaje się być w sporym stopniu zbieżne z tym, co przewija się w tekstach Marka i tematach na forum. Wiadomo, 100% prawdy nigdzie nie ma, ale ten materiał i kanał (z tego co wcześniej oglądałem) oceniam jako high quality content. Co myślicie?
  7. (szybkie info: początkowo temat miał dotyczyć jednego filmu z kanału SzyderczyHalasVlog ale nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji dlatego gorąco zachęcam zapoznać się z tematem do samego końca. Nie pożałujecie 😎) Mężczyzna z blogu SzyderczyHalasVlog przedstawiający się jako Karel Goldbaum podjął się ostatnio nieudolnej krytyki forum i naszej społeczności - wziął losowy, ośmieszający naszą społeczność komentarz do filmu Pana Marka i podjął się jego analizy tak jakby to faktycznie były nasze poglądy. Ale każdy ma swój słabszy okres, ponieważ SHV nie jest głupi i potrafi wyciągać ciekawe wnioski. Przykładowo na filmie poniżej SHV komentuje nietypowy, promowany przez amerykański serwis BuzzFeed związek kobiety i jej dwóch partnerów będący chyba zwiastunem "postępowej" przyszłości jaką chce nam zafundować zlewaczały, sfeminizowany zachód. Dziewczyna chwali się swoją potrzebą bycia "połączoną" z innymi ludźmi a także niesamowitą zdolnością i potrzebą czucia miłości do więcej niż jednej osoby, która niezrealizowana powoduje u niej uczucie "bycia w klatce" (oczywiście nie chodzi o seks ). Jej partnerzy to: Jon - raczej cichy, niegroźny, niezdecydowany chłopaczek, który jak widać nie do końca jest pogodzony z sytuacją ale grzecznie potakuje, tudzież siedzi cicho... i wszystkim to pasuje. Spotykała się z nim na początku póki nie natknęła się na... Andrew - chyba to, czego brakuje jej w tym pierwszym. Poznała go na treningu. A on sam przyznaje, że wszedł w to bo "trafiła się okazja" ("free game"). Więc mamy sytuację, w której kobieta korzysta z dwóch kolesi jednocześnie zręcznie opychając im swoją ideologię "połączenia", tudzież "otwarcia" ma drugą osobę. Do tego stopnia, że sami dochodzą do ciekawych wniosków ... Polecam ten przypadek do analizy. Spójrzcie na ich reakcje, mimikę twarzy, mowę ciała, sposoby w jaki sobie tłumaczą i racjonalizują swoją sytuację itd. Film wrzucam raczej po to by skupić się na przypadku "trójkąta miłosnego" aniżeli krytyce SHV (choć ten film to przykład, że on także pewne rzeczy zauważa). Kate Franzese z powyższego wesołego trójkącika ma kanał na YouTube gdzie naucza o "otwartych związkach (typu V )", zaleca je także osobom, które mają dzieci. Ach te entuzjastyczne komentarze kobiet... https://www.youtube.com/channel/UCuGOKqRY9Figasdfu00yEzA/videos I teraz Bracia i Siostry... zwrot akcji na który czekaliście Dosłownie w dwie minuty prześledziłem zawartość jej kanału nie spodziewając się raczej niczego ciekawego. A jednak znalazłem ciekawy film... (gdyby ktoś miał problemy z angielskim to poniżej przedstawię o co chodzi w skrócie) Okazało się iż Jon (ten pierwszy, milutki kuc-naiwniaczek) znalazł sobie kogoś poza nią... xD I pani Kate, która tak bardzo popiera otwarte związki, że zafundowała jeden swojemu partnerowi (na początku bez jego zgody, zdradziła go) teraz jest tym ZDRUZGOTANA. Nie bije mu brawa i nie ma uśmiechu od ucha do ucha tak jak to miało miejsce gdy dwóch gości latało wyłącznie za nią a ona im wciskała kit "spokojnie, wy też tak możecie... liczy się otwartość na innych ludzi i takie tam...". Zamiast tego jęczy przez 20 minut podkreślając swoje nieskończone cierpienie, złamane serce, brak "połączenia" z Jonem (jego atencja spadła). Co jakiś czas dodaje, że jest z niego dumna i go wspiera, że dalej mieszkają razem a potem znowu, że czuje się jakby ktoś jej serce wyrwał z dupy. Kolejna historia o tym jak kobieta chciała mieć wszystko dla siebie nie licząc się z nikim. Nawet napisała pod to ideologię i zmanipulowała dwóch kolesi. "Mam was obu i gdy dzielicie się mną to jest w porządku bo tak chcemy, bo ja tak powiedziałam. Ale gdy ja mam się dzielić jednym z was bo wy tak możecie, bo to otwarty związek, bo połączenie z innymi to już <chlip chlip>... mam złamane serce, jestem tylko biedną skrzywdzoną kobietką, która chciała sobie pobyć otwarta".
  8. Witam Braci, klikając w "chybił trafił" na Badoo jedna z pań mnie zaintrygowała ciekawym opisem: "Dzisiejsze związki mają w sobie od początku podskórne, bezczelne, skrywane poczucie tymczasowości." I tak sobie pomyślałem, że chyba coś w tym jest... No bo czy spotykając się z dziewczyną nastawiamy się od razu na niewiadomo co? Jak myślicie? Jakie macie doświadczenia?
  9. Witam braci serdecznie! Ostatnio rozmyślałem nad moim zdaniem dość delikatnym tematem, który potrafi w "nieodpowiednich rękach" zrobić komuś krzywdę - oczywiście chodzi o relacje damsko-męskie. Myślę, że nie odkryłem Ameryki w tym momencie jednakże ostatnimi czasy bardzo mi zjechało psychikę właśnie te januszowe "self-called specialists of relationships management" na polski samozwańczy specjaliści od zarządzania związków i oczywiście życia "prawdziwego mężczyzny". Przykładowo są to ludzie, którzy mają staż 3 związków i już wiedzą wszystko o kobietach, fakt, niektórzy mogą być bardzo długo w związku i posiadać pewną wiedzę, ale należy spojrzeć na fakt, że nie są to przeważnie dziewczyny z wyższych półek(smv max 6/10 + niska drabina społeczna, patologiczne pochodzenie). Ludzie tego kalibru są święcie przekonani, że kobieta jest wielkim elementem szczęścia męskiego życia, że "z babą źle, bez baby jeszcze gorzej". W ich świecie mężczyzna, który nie jest w związku po prostu jest gorszy, pozbawiony pewnej części męskości o dojrzałości nawet nie wspomnę. Wieczne pseudoprzyjacielskie docinki z czasem zaczęły gromadzić u mnie pewną frustrację i gdyby nie odpowiedni mindset po prostu bym czuł się wciąż słabym betką. Otóż trwa to może już z 3 lata, gdy mój starszy kumpel nazwijmy go "Janusz"(hehe przypadkiem zbieżne z typowym januszem) lubił sobie żartować z tego, że mam pecha z dziewczynami, a zwłaszcza gdy skończyłem 16 lat zaczęła się presja związkowa. Im starszy człowiek tym coraz ostrzejsze żarty i nawiązywanie do tematu, który totalnie jechał człowiekowi po ambicji. Gdy kończyły się argumenty przy normalnych męskich zaczepkach to wkraczał temat związków "a ty nie masz dziewczyny ha!" Kiedy temat schodził na poważne tory to pojawiały się rady typu kupić kwiatek, zapłacić za kolację no i co jeszcze może kupić pałac na pierwszej randce? W dzień kobiet szczególnie można było zauważyć pewne poczucie wyższości i dumny "ha! ja mam kobietę, zaraz bierzemy ślub, a ty jesteś sam i konia walisz!". Dokładnie tak można było odczytać ukryty przekaz w "żarcikach". Nie zabrakło lekcji umoralniających od Janusza, mówiących o potrzebie bycia z kobietą szczególnie w moim wieku(19 lat no dobra w tym roku pod koniec 20..). Śmieszny jest fakt, że człowiek, który "januszuje" i próbuje udawać "kołcza" oraz który pozwolił roztyć się swojej kobiecie w wieku 25(!) śmie pokazywać swoją wyższość o taki dumny jak paw, bo ma dziewczynę, na którą żaden samiec alfa nie spojrzy(z całym szacunkiem dla pani, którą osobiście lubię). To jest właśnie ta matrixowa presja społeczna, narzucają pogardliwą narrację w stosunku do tak zwanych "wolnych ludzi" - singli. Nieważne jest to, że mężczyzna chce poznawać wiele kobiet by ostatecznie móc wybrać jaki typ mu odpowiada. Nieważne, że mężczyzna ma swoje pasje, ambicje, swoje projekty - najważniejsze jest ZNALEŹĆ DZIEWCZYNĘ, NIEWAŻNE JAKA, BYLE BY JAKAŚ BYŁA!!! To mnie właśnie w niesamowity sposób oburza i o ile dzisiaj po prostu to zlewam to jeszcze niedawno gotowała mi się krew w żyłach, a czasem byłem po prostu zły na siebie, że jestem za kiepski na dziewczynę(btw. taką narrację też od "kumpla" usłyszałem i stawianie lasek na piedestał). Są to delikatne sprawy z których nie można się naśmiewać bo JANUSZE JEŚLI KIEDYŚ TU WEJDZIECIE I PRZECZYTACIE TEN WĄTEK --------> aby człowieka do czegoś zmotywować należy go wspierać, a nie się naśmiewać i robić pseudo przyjacielskie żarciki Dziękuję za uwagę, Paladyn Ragnar1777 bez odbioru.
  10. Witajcie Panowie Bracia, w tym temacie pokrótce przedstawię Wam kanał noszący nazwę Wojna Idei, na który natknąłem się stosunkowo niedawno, zachęcam również do przejrzenia sobie treści na nim zawartych, oraz do wyrażania swoich spostrzeżeń i opinii na temat ów kanału. Jak mówi nam tytuł tegoż tematu, a także opis samego kanału, dotyczy on głównie anglojęzycznych wywiadów, wykładów i wypowiedzi (często znanych lub/i wyedukowanych osób takich jak Jordan B. Peterson, Karen Straughan, Joe Rogan i innych, choć główne skrzypce gra tam pan Peterson), które zostały przetłumaczone przez autora kanału na język polski, dzięki czemu teraz każdy nasz rodak, który nie opanował języka wyspiarzy w wystarczającym stopniu, może przyswoić sobie ich treść, a to właśnie ona jest tutaj ważna Ale również sam autor dzieli się z nami swoimi poglądami i spostrzeżeniami na różne tematy. Zaś o treści filmów (zarówno tych spolszczonych, pochodzących od zagranicznych twórców i osobistości, jak i tych stworzonych w pełni przez właściciela kanału) na tymże kanale można mówić godzinami, gdyż poruszają one tematy będące w centrum wielu dyskusji, które zresztą często są Braciom znane, chociażby z twórczości naszego Guru, pana Marka. Nie zabraknie więc wypowiedzi na temat: - związków damsko-męskich (także o friendzone) - wychowywania dzieci - psychologii (w tym o psychice kobiety i mężczyzny uwarunkowanej ewolucją) - kwestii męskości (związanej z nią agresji i toku rozumowania) - relacji międzyludzkich (i naszej postawy względem innych) - moralności - idei religii - polityki I wiele innych. Sądzę, że każdy z Braci, kto interesuje się tego typu tematami znajdzie tam coś dla siebie, lub już znalazł Jak można zauważyć wiele z tych tematów podobne są do tych, o których napisał/nagrał już pan Marek, jednak często są one przedstawiane nieco odmienny sposób, lub z innej perspektywy, a do tego dochodzi jeszcze różnorodność doświadczeń tych ludzi, dzięki czemu możemy spojrzeć na daną sprawę w nowym świetle. No i znajdziecie tam również takie perełki, jak niektóre z filmów pani Karen Straughan, która zresztą prowadzi swój własny, anglojęzyczny kanał. Mi osobiście najbardziej spodobał się wykład pana Jordana B. Petersona: "Dlaczego warto być niebezpiecznym": Oraz wypowiedzi pani Karen Straughan na temat feminizmu: A także na temat tak powszechnie znanego zjawiska, jakim jest friendzone: 😈 Wreszcie mogę raz na zawsze zamknąć usta tym, którzy wzbraniają się rękami i nogami przed przyjęciem prawdy na temat kobiecej natury mówiąc mi "Co Ty możesz wiedzieć o tym, co kobieta czuje i jak myśli?!", lub "Żadna z kobiet się z tym nie zgodzi!" (żarcik oczywiście). 😈 Link do kanału Wojna Idei: Click! Jaki jest Wasz ulubiony film z tego kanału? A może macie jakieś spostrzeżenia, czy opinie na jego temat, które chcecie przedstawić? Zapraszam do komentowania. Pozdrawiam, Mathew.
  11. Ta kobieta jest swatką i ma do czynienia zarówno z mężczyznami jak i kobietami. Wie na co spoglądają obie strony przy szukaniu partnerów. Warto obejrzeć. Film jest po angielsku, ale jak ktoś chce to może włączyć tłumaczenie automatyczne.
  12. Witam W poprzednim wątku na końcu zaznaczyłem, że CDN, toteż wywiązuje się z obietnicy. Kolejne zasady, wskazówki, wnioski jakie powstały w ciągu mego 31 letniego żywota: 11) Nikt nie będzie mi mówił jak mam żyć bo nikt za mnie nie umrze - nie obchodzi mnie co inni robią. Dopóki nie wchodzą mi w drogę wszystko jest ok. Ale pod żadnym pozorem nie pozwalam sobie na rady dotyczące mojego życia czy przyszłości. Chyba, że sam zacznę temat. Najczęściej jednak ten temat dotyczy związków, dzieci itp. Trzeba wiedzieć co można komu powiedzieć. Jednej osobie delikatne: nie znalazłem tej jedynej (z poczuciem humoru lub trochę nawet szyderczo). Innym bardziej stanowczo np. Na pytanie kiedy ślub? - odpowiadam pytaniem - kiedy rozwód? 12) She can make you or break you - inspirująca kobieta naprawdę dodaje skrzydeł. Gdy Cie motywuje możesz wykrzesać z Siebie 150 procent. Ale zła kobieta zniszczy Cię. Niektórzy wygrywają w totka. Szansę są podobne. 13) To co jest prawdziwe, a to co faktycznie jest, nie zawsze jest tym samym - stopień jaki ludzie udają szczęście jest fascynujący. Te słodkie minki na spotkaniach. Całusy. A w domu ciągłe awantury. No i ciągłe udawanie, iż ma się więcej niż w rzeczywistości. Chwilówka by zastawić syto stół. Ja jak nie miałem pieniędzy by zapraszać gościu nie robiłem tego. Goście pojedzą, popiją, wyjdą i zapomną. A dług pozostanie. 14) Jeśli nie dokonujesz wyborów, to stajesz się ofiarą wyboru - to chyba nie wymaga wyjaśnienia. Albo ty dokonujesz wyborów w swoim życiu, albo ktoś wybierze za Ciebie. A kto wie co jest najlepsze dla Ciebie? 15) Jeśli coś wygląda na podstęp to wiedz, że to podstęp - większość sytuacji jest taka jak nam się wydaje na pierwszy rzut oka. Nie trzeba godzinami rozmyślać nad tym. Jeśli ktoś jest chce nam coś dać za darmo, oczywiste jest, że coś jest tu nie tak. Za darmo jest tylko ser w pułapce na myszy. Gdy ktoś proponuję nam umowę, która jest korzystniejsza dla nas od razu kończymy rozmowę. Nikt nie podpisuje z własnej woli niekorzystną dla siebie umowę. A jeśli tak, to naprawdę chcemy wchodzić w biznes z taką osobą? Na razie tyle. Jak wróci wena może wątek będzie kontynuowany.
  13. Deleteduser03

    My story

    Witam Założyłem konto niedawno, ale jeszcze nie napisałem nic tak od siebie. Dlatego postanowiłem naprawić ten błąd i oto jestem panowie bracia samcy i panie. Mam 31 lat. Kawaler z wyboru. Już w wieku lat 20 kilku postanowiłem, że nie chce zakładać rodziny. Praktycznie już będąc nastolatkiem zacząłem zauważać, że coś tu nie gra. Ksiądz gada o miłości a przecież obowiązuje ich celibat. Bóg jest ale nikt go nie widział nigdy, ale jest i już. Nie dyskutuj. Nie zadawaj pytań, tylko wierz i płać, bo stworzyciel Nieba i Ziemi ciągle potrzebuje pieniędzy. Idźmy dalej kobiety. Ciągle słyszałem, że trzeba być miłym, to jakaś dobra panna nas zauważy. Ale widziałem, że najładniejsze panny były z niekoniecznie najmilszymi gościami. To nie wszystko. Rodzina. Najważniejsza. Cel każdego faceta. Zaraz ktoś ma mi wyznaczać cel w życiu. Siostra, znajomi itp. A czy ktoś mnie pyta czego ja chce? No jakoś nie. Postanowiłem iść swoją drogą. Znajomi poszli do liceum profilowanego (tak, to się wówczas nazywało). Ja do ogólniaka. Mówili, że sobie nie poradzę. Dałem radę. Fajnie, że przyjaciele wspierają co? Zazdrość i zazdrość. Potem nadszedł czas ślubów. 80 proc. znajomych się ożeniło lub wyszło za maż. Nie widzę tam szczęścia. No, ale to ja jestem trochę czarna owca, bo nie chcę się wiązać. Na ostatnie wigilii, mój nastoletni bratanek życzył mi bym znalazł sobie dziewczynę. Nic nie odpowiedziałem, gdyż wiedziałem, ze dyskusja nie ma sensu. Przyjdzie czas zrozumie. Może nawet zawita do nas. Po kilku związkach doszedłem do następujących wniosków: 1) Tylko człowiek gdy jest sam może naprawdę być sobą. 2) Jestem egoistą. Lubie wydawać na siebie pieniądze. 3) Źle się czuję gdy wydaję kasę na kobiety (dziewczynę, nie prostytutkę - wtedy to jest uczciwa wymiana). Mam wtedy wrażenie, że jestem gorszy od niej, bo muszę płacić za spędzanie z nią czasu. Ona poświęca swój czas. Ja też, ale to za mało. Ty musisz dorzucić parę groszy. 4) W wieku 31 dopiero wiem co chce zrobić. Mam hobby ciekawe i planuje dalej próbować nowych rzeczy np. w planach kurs skoczka spadochronowego. Oczywiście nie ryzykuj, głupota słyszę. 5) Nie mam przyjaciół i nie wiem czy chce mieć. Chce mieć znajomych do pogadania, czasem wypicia. Przyjaciele zawsze czegoś chcą, a ja nie chce lub nie mogę im tego dać. 6) Liczy się tylko kasa. 7) Nie warto gadać z innymi o swoim podejściu do życia. Zniszczą Cię. 9) Seks jest zdecydowanie przereklamowany. 10) Doszedłem do wniosku, że nikt mi nie będzie mówił jak mam żyć, bo nikt za mnie nie umrze. 10 to taka ładna okrągła liczba wiec zakończę póki co. CDN Dzięki za wysłuchanie.
  14. Pytanie czysto teoretyczne i tylko dotyczące sfery związkowej. Panowie Co sądzicie? Jak może się zmienić relacja pomiędzy kobietami a mężczyznami, jeśli faktycznie Islam w Polsce zwycięży. Kobieta do kuchni, faceci zaczną być dominujący. Może zacznie się terror facetów wobec kobiet za te ostatnie lata upokorzeń. A może wszystko takie jakie powinno być od początku (mam na myśli tylko sferę relacji). A relacje pozamałżeńskie? Jak może wówczas wyglądać podryw? itd. Nie jestem ekspertem w tych tematach, chętnie poznam wasze opinie.
  15. Dedorn

    Psychiczny problem z potencją

    Czy jest na sali seksuolog? Mam problem... a drugim problemem jest to, że nie stać mnie na wizytę u seksuologa. Liczę każdy grosz na chleb. Ale od początku: Mam problem, wiem dokładnie na czym on polega i z czego wynika. Nie wiem tylko, jak się go pozbyć. Problem nazywa się: problemy z erekcją na tle psychicznym. I to nie są wielkie problemy. Generalnie przy masturbacji sprzęt działa (a właściwie działał, bo od półtorej miesiąca zupełnie przestałem to robić, z uwagi na to, że nie muszę, bo mam naprawdę świetny seks). Świetny seks? Zapytacie - to w czym problem? Ano w tym, że penis nie działa jak powinien w takich momentach. To znaczy nie działa od razu. To znaczy... działa. Podnosi się lekko, ale potem - kiedy nie przejdę od razu do akcji (a nie przejdę, bo jeszcze nie zdążyłem rozebrać mojej kobiety) - opada. I potem... zaczyna działać moja głowa. Czuję się z tym głupio i źle, zamiast się skupiać na niej i na nas, skupiam się na tym, że mi nie stoi. Zwykle kończy się tym, że mówię jej, że potrzebuję chwili, czując się jak stary dziadek - a mam 27 lat. Potem się zwykle udaje - i to bez znaczenia, czy wziąłem wcześniej tabletkę, czy nie. A tak - od pewnego czasu biorę tabletki na erekcję, stanowią pomoc bardziej psychiczną, niż fizyczną - bez nich jest dokładnie tak samo, jak z nimi. Ale w końcu dochodzi do seksu i wtedy wszystko jest już super. Więcej. Kiedy sprzęt zadziała i mogę już być w niej, wiem, że jestem facetem i mogę dać jej długie stosunki, duże orgazmy - robimy to po parę razy i nie mamy dość. Wiele razy dochodzimy równocześnie. Moja kobieta w łóżku to prawdziwa petarda, uwielbiamy oralnie, analnie, zwyczajnie - za każdym razem kończy się dla obu stron orgazmem, który nie jest udawany - nie można udać drżenia mięśni, nagłego gorąca, rumieńców, potu i stracenia nad sobą kontroli. Jest pięknie. Więc - w czym problem? Ano w tym, że to dalej powraca. Dalej za każdym razem - ZA KAŻDYM CHOLERNYM RAZEM - w głowie włącza mi się myśl "nie stanie ci" - i wtedy nie staje na początku. Rano budzimy się i albo jest fajnie, albo włącza mi się ta myśl. Ten cholerny stres, że podchodzę do seksu, jak do egzaminu. Jeśli się uda - myśl znika, jeśli nie... to jest źle. I teraz tak - nie jestem "nowy" w seksie. Uprawiam go od 10 lat. Za każdym razem udawało mi się zadowolić moje partnerki - za każdym, prócz jednego. Tego na samym początku i uważam, że stąd jest mój problem, który wędruje za mną przez lata. Aha - dodam jeszcze, że moja kobieta o wszystkim wie, nie kryję się z tym (prócz tabletek, bo mi wstyd). I czuję z jej strony wsparcie - zresztą, zarówno ona mnie, jak i ja ją zaspokajam. Ale wracając do tematu: w wieku 18/19 lat robiłem to pierwszy raz. I - jak to czasem bywa przy pierwszych razach - z nerwów mi nie stanął. To był też pierwszy raz mojej ówczesnej kobiety. Ona... jak się miało okazać, miała wielkie problemy z zaakceptowaniem własnego ciała. Miała też problemy z orgazmem - na skutek choroby (porażenie mózgowe, ale minimalne) kiedy miała dochodzić, czuła ból. Oboje czuliśmy przez to frustracje. No więc - za pierwszym razem zostałem wyśmiany. A potem co chwile, przez trzy lata związku, byłem wyśmiewany i wyzywany od "niemęskich" i impotentów. Raz przyłożyła mi nóż do penisa, grożąc, że mi go utnie, jeśli nie stanie. Raz do gardła. Biła mnie. Biła siebie, ponieważ tyła i nienawidziła swojego ciała. Ostatecznie, po trzech latach zdradziła mnie z jakimś narkomanem i wylądowała w szpitalu psychiatrycznym. Z dzisiejszej perspektywy - już po pierwszym "wyskoku" bym z nią pogadał inaczej, niż chowając głowę w piasek. A potem bym ją rzucił. W wieku 18 lat jest się jednak głupim dzieckiem (ja byłem) i tak się to ciągnęło. Miałem wiele partnerek potem - z każdą ten sam problem. Z każdą te same myśli. I jak umiem zadowalać partnerki i żadna ostatecznie nie narzekała, to ja 10 lat borykam się z tym problemem, wmawiając sobie, że to nic i samo zniknie. To jest coś, co MI przeszkadza, co dzieli mnie od pełnej satysfakcji ze zwykle dobrego seksu. Nie chcę tego - nie w obecnym związku, który... jest dla mnie bardzo ważny. Myślę bowiem, że udało mi się trafić na "właściwą" osobę. I nie wyobrażam sobie, że mógłbym poczynić jakiekolwiek "dalsze kroki" ładując się z takim siedzącym gdzieś w psychice problemem - o którym ona wie, ale... chcę być fair. Po prostu. Nie wiem, co mam z tym zrobić. Wiem skąd się wzięło, wiem co się dzieje i że mi przeszkadza. Ale nie wiem, jak to wyleczyć. Najgorsze jest to, że jestem obecnie w dosyć dużym dołku finansowym. Powili się podnoszę, zakładam własny biznes - ale to potrwa, niż będzie mnie stać na coś więcej, niż normalne płacenie rachunków i chodzenie do sklepu. Zwyczajnie nie mam za co iść do seksuologa. Co jeszcze mogę zrobić? --- szukałem w sieci odpowiedzi na moje pytania, niestety, wszyscy tylko głupio śmieszkowali - jeśli już, albo opowiadali swoje historie i problemy. Sytuacja z wczoraj/dziś: Wspaniała randka z moją kobietą. Romantyczny spacer, kawiarnia, kwiaty, potem zrobiłem jej masaż, zakończony wprost niesamowitym, dzikim seksem analnym - jaki oboje lubimy. Gigantyczny orgazm dla nas obojga. Dzisiaj rano przed wyjściem do pracy mieliśmy chwilkę dla siebie i... nic. Znów ta głupia myśl i znów skupienie się tylko i wyłącznie na penisie, żeby stanął. I nie stanął. Nie w pełni.
  16. Witam bracia, czytam forum i słucham Marka od dawna, jednak dopiero teraz czuję potrzebę podzielenia się swoimi rozterkami. Najpierw krótko o mnie. Mam 29 lat, za sobą jeden poważny związek, kilka mniej poważnych znajomości, mam jak na swój wiek już dobrą sytuację materialną (mieszkanie spłacone prawie w 50%, samochód, własna firma). Ogółem jestem typem dobrego, ale nerwowego chłopa, tak też mówi moja była. Od 2 lat byłem samotny, w zasadzie nawet nikogo nie szukałem, bo stwierdziłem po ostatnich przygodach że po prostu się do tego wszystkiego nie nadaję, a życie samemu nie jest aż takie straszne. Jednak w połowie stycznia pojechałem na spotkanie biznesowo-towarzyskie przy kawie ze znajomym, na które zaprosił też pewną młodą niewiastę. Okazała się nią 20 letnia, ładna, szczupła Ukrainka. Nazwijmy ją Ola. Początkowo byłem zdziwiony, o czym może rozmawiać tak młoda dziewczyna na spotkaniu w interesach z dwoma już doświadczonymi wilkami. Żeby nie nudzić, napiszę tylko, okazało się że dziewczyna jest obrotna i ma znajomości na Ukrainie do rozwinięcia przez nas interesów. Oczywiście gadka szmatka, bez flirtu, coś wypytaliśmy się o takie rzeczy jak jej studia, praca, ogółem neutralnie. Na koniec ona zaprosiła nas na imprezę w klubie, organizowaną dla ludzi z Rosji i Ukrainy. Ja na ogół bardzo rzadko imprezuję, ale raz na 2-3 miesiące lubię się upodlić, więc sam przez kolejne dni namawiałem znajomego żebyśmy tam poszli, bo jak na razie tylko on miał do niej kontakt i mógł wszystko ustawić. Na imprezie dobrze się bawiłem, zwłaszcza że obsiadł nas kordon młodych Ukrainek chętnych do rozmowy, picia i tańcowania. Żadnej z nich nie podrywałem, po prostu lubię się bawić w towarzystwie miłych kobiet. Ola przyszła do klubu już po godzinie 24:00, ponieważ sama pracowała do późna w barze tego dnia. Znowu gadka, szmatka, potańczyliśmy ze sobą, później już naprawdę niewiele pamiętam, bo tak się mocno skułem, że podobno o 6:00 gdy już nas wyprosili z klubu zawołałem do znajomych - “Chodźcie wszyscy do mnie na after.” Wśród niedobitków było zaledwie trójka moich znajomych oraz Ola z drugą koleżanką z Ukrainy. Wylądowaliśmy nad ranem na moim mieszkaniu i dalej impreza, trochę jeszcze alkoholu chociaż ja już odpuściłem. Gdy już byłem trochę trzeźwiejszy, to wyszliśmy na chwilę z Olą na balkon porozmawiać po prostu i ona powiedziała mi wtedy, że właśnie dzisiaj zerwała ze swoim narzeczonym. [!] Powiedziała, że jest z nim od 16 roku życia, przyjechała z nim z Ukrainy. Że jest dobrym chłopakiem, jej przyjacielem, ale od pół roku przynajmniej czuje że go nie kocha. Mówiła, że powiedziała mu już o tym kilka razy, dosadnie, a on ciągle powtarza że potrzeba czasu i wszystko się ułoży. Rozmawialiśmy tak jeszcze o kilku rzeczach i muszę przyznać, że dziewczyna mimo młodego wieku, to można z nią przeprowadzić inteligentną rozmowę na wiele tematów. Wynika to też z tego pewnie, że jest mocno doświadczona przez życie. Koło 10:00 rano wszystkich już zaczęło dopadać zmęczenie, więc trzeba było już się położyć. Z racji, że mój znajomy z dziewczyną zajęli sypialnię, to wyszło tak, że przykryliśmy się razem z Olą kocem u mnie na kanapie. Jako, że jestem trochę pies na baby, to próbowałem ją trochę obmacać, na co nie bardzo pozwoliła, jednak ostatecznie zasnęliśmy tak że objąłem ją wtuloną we mnie “na łyżeczkę” i zasnęliśmy. Po przebudzeniu (już koło 14:00) wspólne obiadośniadanie z parką która została i do domu wszyscy pojechali. Przez kolejny dzień myślałem o tej dziewczynie na zasadzie “Przecież jak zaproszę ją na kawę to nic się nie stanie.” Więc zrobiłem to, poszło gładko, ustawiliśmy się na godzinę 17:00 w poniedziałek. Randka skończyła się o 17:00… we wtorek. Zapytacie czy zamoczyłem, zresztą naturalne. Odpowiem - nie. Przez te 24 godziny większość czasu spędziliśmy na rozmowie, powiem że dawno mi się z nikim tak dobrze nie rozmawiało. Zarówno na śmieszne jak i poważne tematy. Zwłaszcza, że ma ona podobne problemy w relacjach ze swoją rodziną, jak i ja z serii “z rodziną tylko dobrze na zdjęciu”, więc to chyba pierwsza osoba, która rozumie dlaczego niektóre wydaje się błahe rzeczy tak bardzo mnie irytują. Przez ten czas mimo braku seksu, był kontakt cielesny, jakieś całowania, przytulania itp. Oczywiście co jakiś czas pytałem ją o sytuację, ze swoim już ex-narzeczonym, z którym niby nie była już (dopiero) 3 dni i z którym de facto dalej mieszka. Ona do mnie na to, że już mu tłumaczyła na wiele sposobów że to już koniec i że łączy ich dalej jednak dużo spraw przyziemnych które musi w następnych tygodniach rozwiązać. Na razie myślę sobie, że nie będę tak cisnął tematu na początku znajomości, więc odpuściłem. Ona jednak do mnie, żebym nie miał jej za taką co zdradza, ponieważ powiedziała swojemu ex gdzie idzie i on ma tego świadomość, że ona teraz jest u innego chłopaka. Nie chciało mi się w to wierzyć, jednak teraz wiem że to była prawda. [!] Kolejne dwa dni, to po prostu było wzajemna potrzeba spędzania ze sobą czasu, więc i kolejne randki trwające po przynajmniej kilka godzin, musiałem już jednak wyjeżdżać z miasta, zwłaszcza że i tak przez nią przedłużyłem pobyt o jeden dzień. Podczas naszego drugiego spotkania, zaczęła często mówić, że jej ex Dimitri z jednej strony mówi że rozumie rozstanie, a z drugiej ciągle ją sprawdza, dzwoni do jej koleżanek żeby się dowiedzieć do kogo ona teraz chodzi, a podejrzewa że może nawet śledzi. Ja wziąłem na to dużą poprawkę, zwłaszcza że byłem z dziewczyną co często wymyślała sobie stalkerów, żeby zwrócić na siebie uwagę, jednak później się okazało że dziewczyna jednak nie kłamie. Sytuacja była taka, że odwożę ją późnym wieczorem pod mieszkanie, zaparkowałem jeszcze żeby chwilę w samochodzie porozmawiać. Ona nagle do mnie - “Dimirti patrzy na nas z okna.” Ja do niej na to, że jasne że akurat na nas z odległości 200 m na nieoświetlonym parkingu zauważy, zwłaszcza że nie zna mojego samochodu, zacząłem ją uspokajać. 5 minut później patrzę a jakiś typ idzie w kierunku mojego samochodu… przypomniałem sobie akurat, że przy sprzątaniu samochodu wyciągnąłem niestety teleskop “bo przecież nigdy się nie przydał”. Facet podchodzi od jej strony, otwiera drzwi coś do niej mówi po wschodniemu, a ona po polsku odpowiada “Co Ty robisz, po co przyszedłeś.” on na to “Chciałem poznać Twojego nowego kolegę, nie mogę?” Nerwowa sytuacja, więc szybko się pożegnała i wyszła z samochodu. Później mi pisała, że bardzo przeprasza za tą sytuację. No nic drugiego dnia się spotkaliśmy, obgadaliśmy to co się stało, w sumie nawet bardziej się śmialiśmy z tego. Tego wieczoru odwiozłem ją wcześniej pod dom, bo następnego ranka miałem już wyjeżdżać. Jednak Ola zaskoczyła mnie jak o 0:00 napisała że jest już prawie pod moim blokiem, bo stwierdziła że skoro mamy się tyle nie widzieć to chce spędzić ze mną trochę czasu. Co miałem zrobić przecież nie wyrzucę dziewczyny, ale od razu moje pytanie co na to jej były narzeczony. Ona do mnie, że jak się położyli to on chciał z nią seksu, a ona już z nim nie chce i nie powinna, dlatego stwierdziła że przyjedzie do mnie. Tego dnia sam miałem ciśnienie na seks straszny, zwłaszcza że od pewnego czasu już jej obecność mnie nakręcała. Jednak znowu jak coś do niej próbowałem, to kończyło się tylko na całowaniu i przytulaniu. Gdy na chama jej wsadziłem rękę w majtki to złapała i powiedziała coś w stylu “Miałam w życiu jednego chłopaka czyli Dimitriego, z którym też długo czekałam z seksem. Podobasz mi się i w ogóle, ale chciałabym jeszcze trochę poczekać.” Po tym wszystkim od teraz minęły dwa tygodnie i dziewczyna codziennie chce ze mną rozmawiać przez telefon i są to długie rozmowy na różne tematy. Można powiedzieć, że to ona sama inicjuje kontakt, jednak nie powiem żeby mnie to jakoś irytowało, bo jest o czym pogadać. Myślę że nie ściemnia, ostatnio poszła na imprezę to o 4 rano miałem SMS-y treści “Ale ja za Tobą tęsknię.”, “Brakuje mi rozmów z Tobą.” reszty już nie dało się odczytać Ogółem dziewczyna ma 20 lat, ale już skończyła pierwszy stopień studiów (poszła w wieku 6 lat do szkoły, a na Ukrainie edukacja trwa rok krócej niż u nas). Jest bardzo pracowita, bo oprócz szkoły to pracuje na zmianę w dwóch barach żeby się utrzymać. Oczywiście jak u mnie siedziała, to zmieniała się lekko w gospodynię domową, czyli na bieżąco ciągle coś chciała sprzątać, za co dostawała ode mnie co chwilę mały opierdol. Jest ogółem ze wschodniej Ukrainy, ma w zasadzie jak sama mówi 100 km do strefy walk z Rosją. To też jest dla mnie ważne, ponieważ bardzo nieufnie podchodzę do Ukraińców z zachodniej “banderowskiej” części kraju, ci ze wschodu są już wobec nas neutralni. Lubię w niej to, że jest szczera, tzn. jak jej się coś nie podoba to od razu mówi. Bardzo to podkreśla jak rozmawiamy o jej relacjach z ex, raz powiedziała “Może i jestem suką, bo wiem że on mnie kocha i go ranię. Jednak nie chcę go oszukiwać, dlatego mówię mu że spotykam się z Tobą mimo, że to go boli, ale wolę tak niż kłamać.” Wróćmy jednak do tej jej szczerości, powiedziała że nie podobają się jej moje perfumy, “To kup mi inne.” rzuciłem do niej. Kilka dni temu miałem urodziny, przesłała mi pocztą perfumy warte w sklepach około 350zł., a to poświęcenie dla 20 letniej studentki która sama musi się utrzymywać. Ostatnio w rozmowach zaczęła się pytać kiedy wyrobię paszport, bo ona chciałaby mnie zabrać na Ukrainę i pokazać to i owo. Za tydzień jadę znowu do W. i nie wiem co dalej. Jeżeli chodzi o mnie to powiem tak. Bije się we mnie samczy rozsądek z po prostu zwykłą sympatią do tej dziewczyny. Zacząłem się łapać na tym że sam się nakręcam przeciwko niej wiecznie powtarzając w myślach “To cwana Ukrainka, na bank chce mnie złapać na dziecko/obywatelstwo/kasę.” “Pewnie robi w huja mnie i tego biednego narzeczonego” - gdzie jednak udowadnia mi że nie. Jak opowiedziałem swoją historię najlepszemu kumplowi, co rok temu też miał romans z Ukrainką, to powiedział mi tylko, że powinno się mnie nagrać rok temu i teraz puścić, jak mu prałem głowę, że nic z tego dobrego nie wyjdzie. Warto podkreślić tutaj, że to nie pierwsza dziewczyna ze wschodu z jaką się spotykam, więc wiem co może się zdarzyć. Jednak z drugiej strony, gdy zaczął się przyglądać naszej relacji, słuchając naszych rozmów stwierdził, że może to jednak jest dobra dziewczyna. Swój stan emocjonalny staram się więc ciągle tłumić, jednak już sam nie wiem co o tym wszystkim myśleć.
  17. Aleksytymia jest to zaburzenie emocjonalne i według obecnych standartów nie jest jednostką chorobową. Właściwie pojecie to znane było mi od jakiegoś czasu, sam jestem ofiarą takiej miłości, na moje szczęście (co okazało się po czasie) niespełnionej. Jednak sądziłem że jestem kimś wyjątkowym że natrafiłem na taki przypadek do czasu kiedy nie przeczytałem artykułu z czasopisma Wprost gdzie przedstawiono dane dotyczące tej skali. Dane jednak dotyczą Finlandii z 2008 roku i wskazują, że problem ten dotyczy 13% społeczeństwa. Dopiero to mi uświadomiło jak wielki to jest problem bo w Polsce on dotyczy około 5 milionów ludzi. Te osoby znajdują sobie kolejne osoby i tworzą z nimi pary, więc wtedy problem staje się znacznie większy i to skłoniło mnie do opisania tego przypadku. Aleksytymik nie ma dostępu do swoich emocji, nie umie ich rozpoznawać i nazywać. Jego własne emocje są dla niego niezrozumiałe, nie uświadamia ich sobie. Choć trudno w to uwierzyć, on nie wie, że emocje, to emocje, bo nie rozumie natury doznawanego pobudzenia np. w momencie poczucia dreszczu emocji, czy podniecenia, uważa, że to dreszcz na skutek przeciągu. Kołatanie serca i uczucie gorąca nie są dla niego rozpoznawalne jako efekt strachu lub zdenerwowania. Aleksytymik choć doznaje emocji, to nie jest w stanie kontaktować się z nimi poznawczo. Może odczuwać emocje negatywne, ale nie umie ich nazwać i zrozumieć. Może czuć, że coś się z nim dzieje, ale nie umie podać przyczyny tego stanu. Może płakać, choć nie wie dlaczego, być złym, ale nie wiedzieć na kogo. Zakres niewiedzy o własnych doznaniach może być zatem większy lub mniejszy. Aleksytymię można określić jako swego rodzaju analfabetyzm emocjonalny, który powstaje od najmłodszych lat, bowiem umiejętność kontaktowania się z własnymi emocjami powinna zostać zdobyta już w wieku dziecka. Syndrom może być skutkiem wychowania w zimnym lub nadopiekuńczym domu. Zimne wychowanie lansuje kult racjonalności, premiuje ukrywanie uczuć i ich lekceważenie. Dodam tylko że Polska jako kraj na dorobku jest bardziej zabieganym i goniącym społeczeństwem i dlatego myślę że może on być trochę większy procent niż w Finlandii. W drugim przypadku brakuje treningu emocjonalnego, gdyż rodzice izolują je od sytuacji emocjogennych. Dostaje wszystko na tacy, więc niczego nie zdąży naprawdę zapragnąć (gratulacje dla rodziców nadmiernie rozpieszczających dzieci). Aleksytymik nie tylko nie potrafi komunikować swych emocji innym, ale też nie jest zdolny, aby wpuścić do swego wnętrza otaczające go osoby. Ponieważ nie przypisuje emocjom słów i pojęć, nie posiada środków, aby zrozumieć cudze uczucia. Tym samym niemożliwe jest dla niego normalne funkcjonowanie społeczne. Nie jest zdolny do empatii i nie potrafi nawiązywać więzi międzyludzkich. Związki partnerskie aleksytymika skazane są na niepowodzenie, bowiem nie może on zrozumieć uczuć partnera. Ponadto nie rozumiejąc swoich negatywnych emocji ma tendencję do lokowania winy na zewnątrz i zrzuca odpowiedzialność na otoczenie, a to bezpośredni powód niszczenia relacji z innymi. Relacje społeczne są zatem bardzo zaburzone. Aleksytymicy nie dają sobie rady też sami ze sobą. Brak umiejętności radzenia sobie z emocjami powoduje ich wyparcie ze świadomości, a wyparte pobudzenie wcale nie przestaje istnieć. Doprowadza to do braku rozładowania napięć i niepokoju. Odczuwając to pobudzenie, a nie rozumiejąc jego powodu aleksytymik traktuje je jako objaw jakiejś choroby. Bardzo często boryka się zatem z zaburzeniami psychosomatycznymi, a nawet uzależnieniami. Niekiedy szuka ucieczki w alkoholu lub narkotykach. Aby odnaleźć się wśród ludzi często udaje, zakłada maskę, stwarza pozory, bo widzi, że ludzie okazują emocje. Czyni to niczym aktor i demonstruje wyuczone schematy zachowań emocjonalnych pasujące do określonych sytuacji. Na pozór są bardzo opanowani, rzeczowi i logiczni, niczym zaprogramowane cyborgi. Ich świat jest bardzo smutny i szary, bowiem jednym z komponentów syndromu aleksytymii jest ubóstwo życia wyobrażeniowego. Aleksytymicy nie mają snów o pozytywnym zabarwieniu, nie marzą i nie fantazjują. Towarzyszy im zwykle wysokie natężenie emocji negatywnych przy jednoczesnym niedużym natężeniu emocji pozytywnych. Sprawia to, iż istotną cechą aleksytymików jest również duża skłonność ulegania nastrojom depresyjnym. Dotknięci syndromem żyją tak, jakby nie żyli. Dodam tylko że ta przypadłość czyni z nich bardzo odpornymi na stres potrafią na chłodno podejmować decyzję świetnie sprawdzają się na rozmowach kwalifikacyjnych i egzaminach często posiadają dobre wykształcenie i dobre stanowisko w pracy. Są współczesnym ideałem sukcesu jednak za jaką cenę? Czy warto być bogatym i dobrze sytuowanym skoro nie można się z tego cieszyć? Ciekawostką jest to że takie osoby odczuwając ciągle napięcie i stres mają problemy z ich rozładowaniem, a u mężczyzn objawia się to obniżeniem zainteresowania na seks. Poza tym to zaburzenie jest dość rzadko diagnozowane bo przecież takie osoby obwiniają winą cały świat, swoich partnerów, a nie siebie samych. Leczenie polega na pracy z psychologiem i uczeniu się własnych emocji co zajmuje kilka lat. Poniżej źródła https://www.wprost.pl/185925/Psychopaci-i-Krolowa-Sniegu http://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/emocje/aleksytymia-to-analfabetyzm-emocjonalny-czyli-brak-slow-dla-emocji_38443.html
  18. Ostatnio tak sobie obserwuję na portalach randkowych ale nie tylko, taką sytuację, że do związków, relacji, spotkań pchają się osoby, które nie powinny się tam pchać (akurat w tym momencie). Może zobrazuję o co mi chodzi, aby było to jaśniejsze dla wszystkich: Portal randkowy, samica o niezbyt pociągającej aparycji z opisem rodem z tanich harleqinów. Tak przez myśli mi przeszło, czego właściwie ona oczekuje? Widzę, że wg opisu liczy na co najmniej księcia z bajki, tylko, że tu jest mały problem. Książe z bajki, Abdul ihr Ehr Aszke ma duuuuużo więcej i duuuużo ładniejszych opcji, które są na jego skinienie. Ktoś tu się mija z rzeczywistością. Okej, każdy może mieć oczekiwania, tylko, trzeba wziąć pod uwagę, że te oczekiwania powinny być adekwatne do świata realnego. Internet daje je ale są one złudne. Rozchodzi się więc o to, aby nie być rozczarowanym trzeba w takiej sytuacji: - podnieść swoją atrakcyjność albo obniżyć swoje oczekiwania. Obydwa wyjścia wymagają pewnego wysiłku, niestety mentalna postawa naszych Pań (i nie tylko Pań, bo mężczyzn równie często) jest taka, że ja bym chciała to i to ale, żeby wykonać jakiś krok w tym celu, np: zrzucić trochę sadła, to już ciężko. I potem taka Pani zajada swoje smutki, co tylko utrudnia jej wyjście z tego błędnego koła, sytuacja kończy się na tym, gdy owa samica skończy sama (ew. z kotem) lub z jakimś Zenkiem spod monopolowego. Aby ktoś był. A wystarczyło by się zebrać i ogarnąć swoją atrakcyjność ( schudnąć, nabrać kształtów, ubrania, styl, makijaż itd.) Niestety, bardzo często zamiast dwóch podanych przeze mnie rozwiązań, tj. podniesienia atrakcyjności lub obniżenia oczekiwań, wchodzi w grę trzecie, które potępiam: oszustwo. Jak inaczej nazwać unikanie informacji o swojej posturze, wklejanie zdjęć samej twarzy (lub twarzy z dekoltem), to jest zakłamywanie rzeczywistości, narażanie innej osoby na koszta, na stratę czasu i w efekcie rozczarowanie z obydwu stron? Nieuniknione, dodajmy. Jest to zwyczajne zamiatanie problemu pod dywan i nie tędy droga. Powtórzę się, jeśli samico/samcu, interesują Cię "trofea" z wyższej półki, to licz się z tym, że wymaga to WYSIŁKU. W takim wypadku należy zacząć od najważniejszego, w tym konkretnym przypadku, od ogarnięcia swojej głowy. Dokładnie, chodzi o to, aby nie stawiać na piedestale samicy/samca, aby mieć ten "luz". Desperacja jest cholernie widoczna i odpychająca. O ile jeszcze samica złapie w ten sposób jakiegoś niedoświadczonego samca, to Ty samcze będziesz tylko odpychany, dlatego tak ważne jest dobre samopoczucie niezależne od nikogo i niczego. Masz czuć się dobrze sam ze sobą a ewentualny partner ma być tylko dodatkiem, który może odejść w każdej chwili i nie powinno to zburzyć Twojego samopoczucia, zachwiać Twoją wartością i samooceną. Następnym ważnym krokiem jest zadbanie o to co jest widoczne na zewnątrz: - postura ciała (nie musi być modelowa, powinna być jednak odpowiednio: męska bądź kobieca, przy czym, im więcej włożysz w nią wysiłku, czyli im więcej w nią zainwestujesz, na tym większe profity możesz liczyć) - styl (znów odpowiednio, najbardziej uniwersalne będzie pójście w klasykę, tj. mężczyźni: koszule, półbuty itd, kobiety: sukienki, szpilki, itd) - wyprostowana sylwetka (mowa ciała jest bardzo ważna a garb nie przysparza Ci uroku, choć byś chodził w garniaku od Armaniego) - mowa (spokojna, wyraźna, naucz się mówić ciekawie, nie stresuj się obecnością pięknej samicy/przystojnego samca) - obowiązkowo: paznokcie, zęby, zarost, włosy muszą być zadbane - ładny zapach zawsze mile widziany ale nie musisz zużywać na to pół flakonu Jeśli tego jeszcze nie zrobiłeś i nie ogarnąłeś tych spraw, DAJ SOBIE SPOKÓJ ze związkami, randkami i tym podobnymi sprawami. A teraz dodatek, dla osób, które powyższe mają ogarnięte i chcą rozpocząć "łowy" w internetach. - pisz ładnie, składnie, bez błędów - nie narzucaj się rozmówcy - zdjęcie (nie musi być ich 100 czy 200 ale kilka, byle dobrych) Nie rób takich zdjęć (jak te z 2010 na poniższym memie): Przy okazji, zauważ, jak dopasowanie ubrania, stylu, do sylwetki, jaką to robi kolosalną robotę (wiem, śmieszkowy przykład ). Dodam świetny poradnik @Długowłosy, warty przeczytania (częściowo nasze teksty się pokrywają, można uznać mój wpis za taki "wstęp" do przeczytania poniższego): PS. Niektóre rady mogą być nieaktualne z uwagi na.. to, że np. Badoo ostatnio aktualizuje swój portal i trochę się to zmienia i w ciągu czasu zapewne jeszcze większej zmianie ulegnie. Ze zmian jest np: po 50 oddanych głosach podczas klikania serduszek masz "matcha" od portalu, tj. portal zestawia Cię z osobą płci przeciwnej, pojawiła się też opcja: - Sobowtórzy - Znajomi znajomych Czy one coś wnoszą? Śmiem wątpić, może poza dawką śmiechu, gdy się korzysta z sobowtórów . Na koniec, cenne uwagi, którymi pragnę się podzielić: - zamiast korzystać z portali randkowych możesz skorzystać z... "podrywu" na różnych forach, komunikatorach, czy nawet fb (jest tam łatwiej, ponieważ nie masz tak dużej konkurencji jak na portalach randkowych) - nie daj się zwariować, nie spędzaj całych godzin na przesiewaniu internetu w poszukiwaniu drugiej osoby - nie spędzaj czasu na wiecznym pisaniu, dąż do spotkań, odmowa spotkania = z podziękowaniem drugiej osobie - traktuj to jak zabawę, nie napinaj się na jakieś efekty - staraj się stale podnosić swoją atrakcyjność - zbieraj doświadczenie i wyciągaj wnioski Wydaje mi się, że wyczerpałem temat, być może czegoś zapomniałem, niestety mam problemy z pamięcią jak 70 latek . Komentujcie, dzielcie się uwagami, spostrzeżeniami. Zachęcam i pozdrawiam serdecznie.
  19. Bądź pozdrowiony, młody Leonardo! Wiem, że lód pęknie, jeśli obciążyć go za bardzo. Może spróbuje wejść w rakietach śnieżnych? Nieostrożny krok i też pęka.. Znowu mokre spodnie i zimno! Mówią aby się na nim położyć, rozłożyć ciężar na większej powierzchni, z początku nawet działa! Czołgam się tak ostrożnie, w takim razie chyba doczołgam się do tej wysepki na środku tego cholernego jeziora. Kogo ja chciałem okłamać, te wszystkie mikropęknięcia, są tak wyczulone na moje błędy. Tym razem wpadłem do tej lodowatej wody, znacznie dalej od brzegu i do diaska, cały jestem mokry! Tymczasem do rzeczy. Mój świadomy umysł wie już na tyle dużo, aby móc żyć w tym świecie komfortowo z tymi lodowymi postaciami. Ba! Jest nawet świadom instynktu, który pcha do marnowania czasu na oswajaniu ich. Pomimo wprowadzonych usprawnień w swoim umyśle, pomimo nowo nakreślonych schematów i projektów, te lodowe zjawy ciągle mają na niego duży wpływ. Przeczytałem dziś, w tajnych manuskryptach tej kontrowersyjnej(dla reszty ludu) biblioteki, ciekawą dysputę na temat tego, w jaki sposób oswajać lodowe zjawy, zapoznawać je i topić ich lodową skorupę. Oczywiście najlepiej byłoby mieć wygląd i pozycję, niczym Cesare Borgia. Dysputa która tam się toczyła, przypomniała mi o ważnej rzeczy, o której często zapominam, a to jej brak przyczynia się do poniżania mojego wewnętrznego ducha. Zbyt często chciałem swoim delikatnym płomieniem roztopić ich obojętność, lecz ten szybko gasł w kontakcie z zimną, śnieżną skorupą tych "tajemniczych" postaci. Im większy chciałem płomień wydobyć, tym szybciej gasł w kontakcie z nimi.. tu chyba nie działają prawa fizyki - pomyślałem - ale wybacz nauko, że zwątpiłem! Rozwiązanie jest łatwiejsze niż mi się wydawało... przecież gdy chcesz roztopić śnieg, najlepiej jest go olać ciepłym moczem! Eureka!
  20. Moje słabości, a charakter czy niedojrzałość emocjonalna? Dzisiaj chciałbym opisać moją historię. Mieszkam i pracuje w. woj. mazowieckim. Generalnie zaczęło się tak jak zawsze, jakaś impreza, podczas której była ona. Moja koleżanka z pracy z którą od dłuższego czasu jakoś nigdy nie gadaliśmy. Nie ciągnęło mnie w jej strone, do pory kiedy nie zaczeliśmy rozmawiać, zmieniłem zdanie. Może miała na to wpływ krótka sukienka która znacznie podniosła ciśnienie w moim organiźmie. Spodobała mi się. Gadka szmatka, wyszliśmy na fajke raz, drugi, podziękowała za zabawę i następnego dnia postanowiłem zaprosić ją na piwo. Poszliśmy się napić nad jezioro. Gadka się kleiła, widziałem, że nie mamy podobnych zainteresowań i charakaterów lecz ciągnęło mnie do niej. Na pewno znacie taką siłę, że z kimś rozmawia się średnio, ale coś ciągnie i chcecie to odkryć. W ten sposób narodził się związek. 2 letni. Początek Na początku jak na początku. Jestem nowy na tym forum, nie znam niektórych określeń, lecz zauważyłem w niektórych tekstach słowo "Haj" więc tak to można opisać. Podobała mi się cholernie, a konkretnie z ciała. Było w porządku, typowy związek. Spędzanie razem czasu, wychodzenie na spacery, chodzenie razem do kina na jakikolwiek film który zaproponowałem, cholernie częsty seks inicjowany także przez nią. Było super. Jeszcze to samo miejsce pracy gdzie często wychodzililiśmy na papierosa czy na pogawędki. Czułe słowa, słowo na K. z jej ust wypowiedziane dosyć szybko. Nie chciałem go użyć, ale nie chciałem jej urazić, odpowiedziałem to samo. Być może rozwinie się coś z tego większego. Przyjeżdżała tramwajem do mnie, lecz to z reguły ja do niej. Mieszkaliśmy nie aż tak daleko od siebie. Generalnie było wszystko wporządku i cieszyliśmy się sobą. Uważałem ją za kogoś kto pragnie dłuższego związku, dobrych relacji, kogoś kto ją pokocha i jej nie zostawi, co się stało kilka razy. Rozwinięcie W histori właściwiej zaczęły się kłopoty. Myślę, że zacząłem dać sobie wchodzić na głowę. Okazało się, że jest to typ kobiety Księżniczki. Oczywiście po czasie już chodziliśmy tam gdzie jej pasuje, na film który ona chce. I nie ma chuja, nie wykłócisz się, bo od razu fochy i pierdoły. Jestem człowiekiem z miękkim sercem któremu dużo rzeczy pasuje i jest chętny na wszelkie sugestie, mimo, że mam także swoje zdanie. No ale bądź co bądź zgadzałem się na to wszystko, nie wkurwiało mnie to, a ona zadowolona i był spokój. I generalnie tak zaczął się czas kiedy trwałem pod pantoflem. Kochany facet spędza każdy wolny czas z Misią, zabiera wszędzie, kupuje jakieś prezenciki, kobieta zadowolona, przynajmniej był seks. Pokochałem ją, zaczęło mi na niej zależeć. Było znów przez chwile normalnie wszystko okej, tuliła się do mnie jak byliśmy razem, całowała, robiłem jej masaże które tak uwielbiała. Innymi słowy Panowie - facet pantofel, ja dla niej wszystko, ona do mnie nic. Przejdę do przykładów. Masaże? Tylko dla niej, ona zrobi ale...później...jutro...później...za miesiąc (zwracałem uwagę, widać efekt). Walentynki, urodziny, wypady gdzieś? Tylko ja zapraszam i ja płacę. Oczywście jestem przeświadczenia, że facet powinien płacić za kobietę, ale kurwa, związek to dwie osoby czy jedna? Więc nie zawsze według mnie. Na urodziny dostałem od niej kawałek ciasta i życzenia.Oraz słowa, że niedługo dostanę główny prezent bo aktualnie czeka na wypłate. Myślicie, że główny prezent był? Ja też myślę, że nie. Wyjebane. Zabolało i to cholernie, szczególnie, patrząc na to co ja miałem dla niej. Generalnie spiny o jakieś błahe sprawy, nagle pojawily sie problemy z moim stylem (mam tatuaże na klatce piersiowej i brzuchu) oraz groźby, że już więcej żadnych tatuaży. Ustawianie pod siebie typowe. Wiecie o co chodzi więc nie będę pisał więcej. Jej problemy co do tatuaży zostały zgaszone przez to, że jest to moja pasja i będę robił jeśli będę chciał. I tak ciągnęło się to dalej w cholere. Raz było dobrze, raz źle, próbowałem jakoś to przetrwać, ale miałem takie ciśnienie, żeby kazać jej wypierdalać jak najszybciej. Jednak panowie - czułem do niej coś, i spędzanie razem czasu. Wyobrażacie sobie kartke przedzieloną na pół? Po prawej pozytywy,po lewej negatywy. Po prawej jest seks i wygląd. Po lewej niezliczona ilość przykładów. W dodatku miejsce pracy wspólne. Pojawiło się przypieprzanie o wszystko i o nic. Seksu coraz mniej bo "Jakoś mi sie nie chce ostatnio". Zmiany nastrojów na poziomie nastolatki ze szkoły dla psychicznie chorych, ale troszke gorsze. Nawet mi to trudno opisać. Były takie momenty, gdzie kłotnia o błahą sprawe nie była zwykłą kłótnią. Na moje pytanie, co się stało, co zrobiłem źle, porozmawiajmy jak dorośli ludzie - zero odzewu, foch. Dorosła 24l kobieta. Jeszcze chwile się ciągnęło, były gorsze akcje ale dalej byłem pantoflem robiącym wszystko dla niej a dostający już praktycznie nic. O wiecznej winie faceta nie musze wspominać co? Zakończenie Doszło do momentu gdzie moje skumulowane wkurwienie osiągnęło poziom większy od czerwoności Kwaśniewskiego po 2L. Kumulowało sie we mnie wszystko, w dodatku, dowiedziałem sie od jej przyjaciółki, że "Wróciłaby do K. gdyby o to ją poprosił" - słowa mojej już byłej. Te słowa były wypowiedziane jakoś 3 miesiące wcześniej,w dodatku nie byłem pewny co do ich prawdy ale zabolało. Czytałem tu już kilkanaście postów, na pewno są tacy którzy wszystko robili dla swojej połówki a dostali takiego chuja w dupę Zaczęło się we mnie gotować. Postanowiłem ją zostawić, udało się. Wkurwiła się mocno. Oczywiście słowa jak "Zależało mi" itp itd. padały z jej strony, konwersacja trwała. Jakoś nie mogłem się ogarnąć, zerwać całkiem kontaktu przez smsy, bo w pracy jak to w pracy, i tak sie widzimy. Jeszcze mieliśmy projekt na który musieliśmy jechać w dwójke więc podwójna klapa. Postanowiłem się o nią postarać, załagodzić sprawe i wrócić do siebie. Udało sie. Mówiła, że będzie taka jak była, bo sie nie zmieni. Ale ja już się miałem zmieniać. Mimo wszystko mówię dobra, spróbujemy. Pojawiły sie nawet problemy z tym, że za długo biore prysznic. Seksu zero praktycznie. Już byłem wrakiem, miałem dość, dojebany robieniem wszystkiego a dostawaniem niczego prócz kłótni i stresu. Doszło do momentu gdzie obraziła sie o byle gówno tak bardzo, że nie chciała ze mną rozmawiać. Byliśmy u niej w mieszkaniu. Powiedziałem,że jeżeli nie chce ze mną rozmawiać to jadę do siebie. Kazała wziąć swoje rzeczy i ładnie mówiąc wypierdalać. Dzwoniła, pisała smsy, chciała się pogodzić, "martwiła się" ale ja już miałem dość. Poszliśmy porozmawiać do kawiarni na kawe, ale wyjaśniałem, że nic sie nie zmieni, dalej będą kłótnie, dalej będzie taka sama. Zostałem egoistycznym dupkiem,zwyzywany bo ona do mnie wróciła wcześniej. "Myślisz tylko o sobie". Ta,ciekawe kto myślał tylko o sobie przez 2 lata. Na koniec oczywiście po zwyzywaniu, wiadomość o rozwiązaniu problemów, o rozmowie, że chciała zacząć ustalać wszystko tak aby było jak dawniej i wzięcie pod uwage moich potrzeb, jej, generalnie porawiać o zmianach.Oczywiście na końcu z dopiskiem "Ale już jest za późno" - typowe mieszanie w psychice aby sprawa sie obróciła, że to facet jest ten zły i on ma prosić o powrót. Generalnie widzicie jak to wygląda, widzimy sie w pracy jeszcze przez 4 miesiące, potem wyjeżdżam. Praktycznie ze sobą nie rozmawiamy. Urwałem całkowicie kontakt. Wiem,że byłem pod pantoflem, według was na pewno też nie miałem własnego zdania, ale, że tak powiem, dobre serce jakoś stawiało mi w tym problemy. Na szczęscie po tym wszystkim nie zgodzę sie drugi raz na takie traktowanie i będę twardo stąpał, jeżeli pojawi się związek. Jeżeli kobieta nie akceptuje - to można podziękować. Jeżeli akceptuje, miejmy nadzieje, że będzie dobrze. Podzielcie się waszymi spostrzeżeniami/pytaniami co do mojej historii, czy poradą jak mieć ją całkowicie w dupie, bo wiadomo, widujemy sie w pracy gdzie człowiek ma dosyć sporo wspomnień bolących i niebolących z taką osobą. Chociaż tutaj z przewagą tych pierwszych. Pozdrawiam bracia.
  21. Cześć Bracia Trafiłem na ten film. Jest w nim przedstawiona hipergamia kobiet i kobiecy sposób doboru partnera. Jest wyjaśnienie tego, że rewolucja seksualna prowadzi do niesformalizowanej poligamii, gdzie dostęp do kobiet ma tylko garstka najbardziej atrakcyjnych mężczyzn. W połączeniu z narzuconym obecnie modelem monogamicznym oznacza to, że istnieje zjawisko poligamii rozmieszczonej w czasie. Czyli 1 mężczyzna jest w związku z kobietą, a na jej miejsce czeka grupa innych kobiet. To powoduje, że większość mężczyzn (na filmie przedział od 1-6) może nie mieć wcale dostępu do kobiet. Kobiety w przedziale (1-2) także nie mogą znaleźć sobie partnera w czasach wolności seksualnej. Kobiety wolą być 2,3 czy 4 partnerką mężczyzny, który spełnia ich wymagania niż być pierwszą żoną mężczyzny, który ich wymagań nie spełnia. Autor filmu mówi, że kobiety oceniają przede wszystkim przez pryzmat wyglądu swojego partnera. Wspomniane jest też to, że zamożni mężczyźni z np. Austrii muszą szukać kobiet na wschodzie, ponieważ w swoich rodzimych krajach nie są atrakcyjni dla kobiet Nie trudno się domyślić, że taka sytuacja prowadzi do coraz większej ilości samotnych matek w społeczeństwie, ponieważ facet może być z tylko jedną kobietą w formalnym związku. Oczywiście Alfa zapładnia. O tym jaki jest wpływ samotnych matek na swoje dzieci oraz na budżet państwa chyba nie trzeba wspominać. W skrócie - katastrofalny Ciekawe jest to, że takie zjawisko społeczne dzieje się w czasach, kiedy w Europie i nie tylko wzrasta liczba muzułmanów, gdzie poligamia jest legalna. Piszcie co sądzicie na ten temat
  22. Natrafiłem na artykuł w którym mężczyzna, który zarabia około 3 tys. nie nadaje się na partnera, bo według Pań to za mało. Źródło: https://kobieta.wp.pl/mezczyzna-zaczyna-sie-od-180-cm-i-6-tysiecy-miesiecznie-mloda-polka-roszczeniowa-6218887243732609a
  23. Panowie, obrabiacie tutaj naprawdę niezłe ilości wiedzy. Ale nikt z was nie znajduje rozwiązań poza "rozejdź się z nią", ani jak znaleźć sobie kobietę. Otóż po nastu latach doświadczeń z kobietami doszedłem do bardzo prostego wniosku mając ogromną wiedzę. Otóż kobietę można z gruntu, jednym pytaniem, przetestować, czy nadaje się na relację z wami. Oczywiście dotyczy to osób dojrzałych. Kobiety bardzo mocno reagują na słowo seks ale tylko te niedojrzałe. A jak sprawdzić czy kobieta faktycznie na mnie leci, jeżeli nie jestem znanym milionerem? Bardzo prosto, jest to pytanie wypracowane po latach doświadczeń i jedyną właściwą odpowiedzią na to pytanie jest słowo "nie". To pytanie to: Czy robisz jakieś problemy z seksem? Jeżeli kobieta cokolwiek kręci wobec was jeżeli chodzi o odpowiedź na to pytanie - sprawa prosta - nie pożąda was żeby mogła powstać z tego dłuższa relacja, czy nawet krótsza. Prosty test a zaoszczędza wiele czasu. Oczywiście musicie się pogodzić z wieloma odrzuceniami, czy np. bluzgami (takie są kobiety, a jakże!) ale jeżeli do sprawy podchodzicie pragmatycznie, to nie ma lepszej opcji jak po "cześć" i odpowiedzi - zadać to pytanie. Jeżeli odpowiedź jest "nie" - to wiecie na czym stoicie. Pytanie odwołuje się do racjonalnej części kobiety. Tak więc wszystkie księżniczki, landrynki czy inne karyny od razu odpadną na tym teście. Ich wybór. Nie mówię też, że jest to zaproszenie do seksu, o nie, partnerkę trzeba poznać, spędzić z nią czas, zaangażować się itd. No chyba że liczycie na przygodny seks i jesteście wyglądu powyżej przeciętnej (i to mocno) i taki jest wasz plan. Wtedy użyjecie innych sposobów.
  24. Witajcie bracia! Czas i też w skrócie opisać swoją historię i potwierdzić regułę. W skrócie. Pierwsza dziewczyna 17-18 lat, schematy biało rycerskie, choć starałem się być twardy. Pierwsza odwzajemniona miłość o 2 lata młodsza, trochę inna niż typowe rówieśniczki. Wszystko było idealne jak nigdy, w szkole przerabialiśmy Wertera, a tu jeszcze trafił się taki cud, w dodatku był to czas gdy po dotychczasowym byciu szarakiem z nadwagą, stałem się bardziej wysportowany, uczyłem się gry na gitarze, zależało mi na szkole(informatyka). Wspólne spacery wieczorami, gdyż mieszkaliśmy od siebie jakieś pół godziny pieszo, wypady na koncert, gdzieś na miasto. Po miesiącu znajomości wspólny sylwester i z jej koleżanką jako przyzwoitką, od tego czasu odważyłem się już na konkretniejsze wyznania Całowanie, przytulanie, trzymanie za rękę. Ona prze szczęśliwa, miała w sobie dodatkowo pewną charyzmę jak na kobietę i tajemniczość co dodatkowo wtedy mnie fascynowało, gdyż byłem raczej miłym chłopcem. Niestety wszystko się skończyło nagle i bez powodu po 4-5 miesiącach znajomości. Dziewczyna zginęła w wypadku, została śmiertelnie potrącona na pasach. Od tego czasu życie się ostro zmieniło, ciężko to określić w słowach. Wiec przez ten pryzmat do tamtej dziewczyny zawsze bede miał inny stosunek. Po 5 latach powstał inny zwiazek, (dziewczyna można śmiało okreslic na mocne 9/10) niby doroślejszy, po 2 miesiacach znajomosci wspólne mieszkanie, po roku koniec i nie bede tu sie rozpisywał bo klasyczny schemat PS. W połowie pisania coś mi sie poklikało i temat sie wstawił z dupy :/ wiec nie pisze więcej szczegółów bo wygląda to z dupy ;p
  25. Jestem zdegustowany tym co przeczytałem. Dziewczyna chce rzucić chłopaka, bo ten cieężko pracuje i nie ma dla niej czasu. Ona chce się bawić i podróżować, a chłopak, który pracuje fizycznie po 10h dziennie, żeby opłacić studia i mieszkanie jej nie odpowiada. Wiec najlepsze co może zrobić to go rzucić w tym czasie. W momencie kiedy jest mu po prostu cieżko. No i jeszcze te komentarze... "Lepiej go zostaw, bo nie rokuje dobrze". Nóż w kieszeni się otwiera. Źródło: http://wizaz.pl/forum/showthread.php?t=1211576
×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.