Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Zaloguj się, aby obserwować  
MoszeKortuxy

„Matka” pobiła 8-miesięczną córeczkę. Sąd uznał, że obrażenia nie są trwałe i puścił ją wolno!

Polecane posty

Napisano (edytowany)

http://pamelka.pl/matka-pobila-8-miesieczna-coreczke-sad-uznal-ze-obrazenia-nie-sa-trwale-i-puscil-ja-wolno/

Polecam przeczytać komentarze niektórych ludzi pod tym artykułem ;) 

 

źródła zagraniczne: http://www.news.com.au/lifestyle/real-life/news-life/adelaide-mother-escapes-jail-sentence-after-bashing-eightmonthold-daughter-with-a-spoon/news-story/88ffbab4d5ff9f2952ee6e4f303feedf

http://www.independent.co.uk/news/world/australasia/woman-hits-baby-slotted-spoon-walks-free-lorien-norman-adelaide-australia-evie-a7934241.html

 

Matka, która biła 8-miesięczną córkę naczyniem kuchennym, została uniewinniona po tym, jak sąd uznał, że urazy dziecka “nie są groźne”. 26-letnia Lorien Norman przyznała się do winy. To ona biła małą dziewczynkę przy użyciu łyżki cedzakowej.

 

Choć za takie przestępstwo grozi kara do 13 lat pozbawienia wolności, Norman nie spędzi za kratkami ani jednego dnia!

matka1.jpg

 

Zamiast tego dostała karę grzywny w wysokości 500 dolarów i 2-letni nadzór kuratora.

 

matka2.jpg

 

Sędzia Jack Costello zapowiedział, że jeśli kobieta przez najbliższe dwa lata nie dopuści się podobnego czynu, to nie spędzi za kratkami minimalnego (lub dłuższego) okresu pozbawienia wolności jakim jest 10 miesięcy.

 

matka3.jpg

 

Całe zdarzenie miało miejsce pierwszego października zeszłego roku.

matka4.jpg

Kiedy służby przybyły na miejsce, funkcjonariusze zobaczyli siniaki na twarzy dziewczynki. Dziecko wraz ze swoją matką zostało przetransportowane do szpitala.

 

matka5-172x300.jpg

 

Na miejscu pediatra stwierdził, że dziewczynka została uderzona co najmniej 8-krotnie, na co wskazywała posiniaczone czoło, policzki, uszy, szyja i ramiona.

Początkowo kobieta usiłowała przekonać policję, że dziewczynka upadła na placu zabaw w skutek czego została ranna. Dopiero po czasie Norman przyznała się do winy.

 

"Jakikolwiek atak na tak małe dziecko może być szczególnie niebezpieczny dla jego zdrowia, a nawet życia. Pani Norman dopuściła się poważnego wykroczenia, jednak zwracam w tym przypadku szczególną uwagę na opinię lekarza pediatry, która wskazuje, że nie ma żadnych dowodów na uszkodzenie kości dziecka. Obyło się również bez jakichkolwiek trwałych urazów – wyznaje sędzia Costello."

 

 

Z całą sytuacją nie może pogodzić się ojciec dziewczynki, Shane McMahon, który nie dopuszcza do siebie takiego wyroku.

matka7.jpg

 

 

Edytowano przez MoszeKortuxy
  • Smutny 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Takie rzeczy się zdarzają, ale nie oszukujmy się to są rzeczy marginalne w społeczeństwie, co nie zmienia faktu że kobiety powinny dostać po piździe za swoje zachowanie które jest wynikiem pizdowatości facetów...

Przyjdzie Islam, wybawi ich z tego gnoju, dla Zachodu nie ma innego ratunku.

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Themota napisał:

Przyjdzie Islam, wybawi ich z tego gnoju, dla Zachodu nie ma innego ratunku.

Też mam takie wrażenie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Temu sędziemu ktoś powinien porządnie wpierdolić a władze odsunąć go dożywotnio od sędziowania, co za kurwa nie stróż prawa, pewnie mu dała dupy i puścił ją!!

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Racja, ale tak przypuszczam z dużą dozą prawdopodobieństwa...

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
8 minut temu, Wikary napisał:

Racja, ale tak przypuszczam z dużą dozą prawdopodobieństwa...

Też tak przypuszczam.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się
Zaloguj się, aby obserwować  

  • Podobna zawartość

    • Przez Dworzanin_Herzoga
      Przed chwilą zobaczyłem ten stary filmik, nieźle ktoś striggerował Konona tym listem.
       
      Dodatkowy wątek, to podanie się za Tomasza Terkę - ten koleś już kiedyś był męczony przez użytkowników karaczana i na wykopie też kręcili z niego bekę, ogólnie
      poniżej pasa zachowanie, ale tutaj mimowolnie się uśmiechnąłem. Poniżej opis postaci na kononopedii:
       
      http://pl.kononowicz.wikia.com/wiki/Tomasz_Terka 
       
       
    • Przez Ważniak
      TL;DR: Sąd w mieście Cork w Iralndii wydał wyrok uniewinniający 27-latka, który rzekomo miał zgwałcić 17-latkę. Głównym dowodem w sprawie były... koronkowe stringi, które laska miała na sobie i które rzekomo sugerowały, że "spodziewała się bliższego kontaktu z mężczyzną" w danym dniu. W ramach protestu przeciwko wyrokowi na ulicę wyszły typiary z majtami i hasztagują to #ThisIsNotConsent (#ToNieOznaczaZgody - tłum. i przyp. Ważniak).
       
      Więcej pod adresami:
      https://www.google.co.uk/amp/s/www.cbsnews.com/amp/news/ireland-thong-rape-trial-consent-thisisnotconsent-protests/
      http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,24174414,irlandia-kontrowersyjny-wyrok-w-sprawie-gwaltu-na-17-latce.amp
       
      Czyżby feminazizm zaczynał zbierać swój plon? Po akcjach z #MeToo i manipulacjami kobiet coraz mniej osób i sądów będzie dawało wiarę ich oskarżeniom, co było zresztą do przewidzenia (ale trzeba być odrobinę inteligentnym, though) - wg logiki: skoro każdy gwałci, to tak naprawdę nikt nie gwałci, tyle że faktycznie gwałty mają miejsce i wielu gagatkom mogą one ujść z podobnych powodów na sucho.
       
      Wrzucam w rezerwat i proszę o wypowiedź niedoszłą ofiarę gwałtu @deomi oraz inne misie-pysie.
       
    • Przez El Camino
      20 października @mianle zadał takowe pytanie. Być może nie do końca przemyślał jego sens. 
      Pewna opowieść (może prawdziwa może nie) ale traktująca o tym co się może stać jeżeli ślepo będziemy chcieli zaspokoić swoje niskie pobudki.
       
      ,,Od małego miałem problemy ze sobą, a właściwie z rodziną. Napierdalali mnie ojciec, matka, siostra, brat, i w chuj osób w szkole. Bałem się wszystkiego i wszystkich, a wystarczyło żeby ktoś krzyknął i prawie sikałem w majtki. Szukałem miłości, akceptacji i ciepła. Chciałem pomagać, a czasami jak widziałem jak komuś dzieje się krzywda czułem niemal fizyczny ból. Byłem jednym z tych gości, którym zabieraliście kanapki, podstawialiście nogę w szkole na korytarzu, laliście w pysk, wyrzucaliście rzeczy do kibla w akademiku. Pizdą.
      I choćbym nie wiem jak chciał to zmienić to nic absolutnie nic!! nie pomagało. Uciekałem w świat książek, a później i gier gdzie mogłem być... nie sobą.
      W wieku 23 lat zacząłem szukać pomocy farmaceutycznej (czyt. afobam, ativan). Czułem się świetnie jak nigdy w życiu ... ''
      https://neurogroove.info/trip/psychopatia-indukowana
       
    • Przez SzejkNaftowy
      Klip instruktażowy od PKW. Może nie brzmi przerażająco ale władzy nie wypada oficjalnie powiedzieć "siedź cicho inaczej zrujnujemy cię karą od pięciu tysięcy do miliona".
       
       
      Więcej na temat dowiecie się z materiału Krzysztofa "Atora" Woźniaka. Jak zwykle rozwlekle więc streszczę Wam co wolno a czego nie wolno. Co wolno: nic. Czego nie wolno: wszystkiego, tj. nie publikuj nigdzie sondaży, nie rozmawiaj o nich, nie pisz nikomu na kogo ma głosować - nawet prywatnie, nie rozmawiaj publicznie o kandydatach - zwłaszcza w lokalach wyborczych (nawet szeptem), nie pisz o nich nawet w przenośni, nie mów, nie "lajkuj" niczego politycznego, nie "odlajkowywuj", nie zamieszczaj żadnych politycznych treści, nawet w kontekście humorystycznym itp., itd.
       
      Dlatego zachęcam wszystkich by do końca jutrzejszego dnia (do północy) na forum nie pisali, nawet nie "plusowali" czegokolwiek politycznego bo wszystko można uznać za agitację wyborczą.
       
       
    • Przez Derive
      Postanowiłam przeorganizować szafę i podczas przenoszenia letnich ubrań do kartonów wzięło mnie na wspominki, w tym pamiętnej wyprowadzki z akademika po pierwszym roku studiów.
       
      Poprosiłam Ojca o pomoc i obiecał mi, że przyjedzie i pomoże mi zabrać kartony do domu, ale postawił warunek, że musimy się uwinąć w jak najszybszym czasie, bo będzie jechał do mnie zaraz pracy (zmęczenie). No to wzięłam sobie to do serca i tak gdzieś 3-4 dni wcześniej rozpoczęłam stopniowe ogarnianie rzeczy (jednego ogarnęłam fajne kartony ze spożywczego, innego dnia makulatura, a na sam koniec ciuchy, zdanie firanek itd.) i ostatecznie, bez jakiejś szczególnej spiny w dniu sądu byłam gotowa. Dzięki temu, że ułożyłam paczki w wygodną piramidę, a także zadbałam o rozłożenie ciężaru, "wyprowadzka" poszła nam bardzo sprawnie. Ojciec udzielił mi pochwały. Po zapakowaniu ostatnich rzeczy poprosiłam Tatę żeby posiedział sobie kwadrans w samochodzie, albo poszedł do pobliskiego baru mlecznego napić się kawy, bo musiałam zawołać sprzątaczkę do pokoju żeby pokazać jej, że pokój został zrobiony na błysk i dostać ostatni podpis. 
       
      No i poszłam na górę. Jeszcze dla pewności, bo to było moje pierwsze "zdawanie pokoju", przeleciałam po raz ostatni kurze, których nie było, jak i podłogę po raz setny, oczywiscie za meblami także. Poszłam po panią sprzątającą. Niestety czekałam na nią tak długo,  że  zniecierpliwiony Ojciec przyszedł na górę sprawdzić, co mnie zatrzymało. Chwilę po jego przyjściu przyszła pani Ela. Przywitała się i rozpoczęła inspekcję. Przeszła po pokoju, zajrzała do szafek, sprawdziła czy okno umyte itd. Nie śpieszyła się, wręcz czuć było, że robi sobie jaja i przeprowadza "inspekcję" jak najwolniej. No to ja do niej, że jak jest ok, to tutaj karta i że mogę dać jej długopis. 
       
      - Spokojnie, spokojnie... Ja tutaj jeszcze muszę sobie posprawdzać...
       
      I JEB zaczęła odsuwać dość ciężki regał. No ale nie ze mną te numery, dziewczyny z aka poinfromowały mnie, co ta baba zawsze sprawdza, więc byłam na to przygotowana. Babka była wyraźnie rozczarowa, zasunęła mebel stękając. Zauważyłam także, że już Tacie żyłka zaczęła lekko pulsować po spytał ironicznie, czy jej może pomóc, ale jednocześnie ani drgnął, kiedy się szarpała z meblem. Ale ona, że nie, ze sobie poradzi. I zaczęła się wspinać na szafę po stole. 
       
      A takiego! I o tej pułapce wiedziałam, więc mogła sobiee szukać pod sufitem, a i tak ostacznie niczego to wstrętne babsko nie znalazło. Wkurwiło ją to, więc sprawdziła klosz (!), zaraz potem przejechała po framudze w drzwiach z dwóch stron w najwyżym punkcie (nie żartuję), po kaloryferze, no i wszędzie nic, bo te pułapki miałam rozpykane. 
       
      W tym momencie zapytacie, jak bardzo musiałam jej przez ten pierwszy rok podpaść. No właśnie w ogóle. Naprawdę wtedy raz pierwszy w życiu z nią rozmawiałam. Przez cały z resztą mój pobyt w akademiku byłam człowiekiem-widmo, później do tego stopnia, że na czwartym roku w kuchni jakiś typ zapytał mnie się, czy jestem z pierwszego roku, bo do tej pory mnie nigdzie nie widział. Niczym ninja przemykałam się do pokoju, problemów nie robiłam... Typiara musiała mieć w zwyczaju odbijać sobie coś (?) na studentach pod koniec roku, kiedy podczas tych (w moim przypadku już 20 minut) byli od niej zależni. 
       
      Wracając do historii, babeczka chyba zamierzala się poddać, KIEDY NAGLE przypomniała sobie o szufladzie pod łóżkiem. No to ja wrzuciłam na luz, bo i to przetarłam. Wysunęła szufladę...
       
       
       
       
       
       
       
       
      CZYSTA.
       
      Posadziła dupsko na przeciwległym łóżku i myśli, myśli, nagle rozpromieniła się. Wyciągnęła z kieszeni chuteczkę, pośliniła ją, wpełzła do tej szuflady i w samiuteńkich rogach wynalazła drobniuteńki kurz. Wypełzła, wyprostowała się dumnie i podnosząc dumnie graala wysyczała:
       
      - Jest brudno. Masz nieoddany pokój, złotko.
       
      JEB głowa mojego Taty eksplodowała. Wyszedł przede mnie i zaczął ją cisnąć, że co ona odpierdala, że on był w wojsku, a wcześniej całą budowlankę w internacie i że ich równo cisneli, ale że nie było czegoś takiego. Że pokój czysty, że gdyby widział jakikolwiek bład z mojej strony, to by sam mi kazał sprzątać (tak, dla niego wciąż byłam dzieckiemm... I w sumie dalej jestem, gdy nalewam herbatę i śledzi moje ruchy to zawsze, kuźwa, zawsze rozleję). Ona pierwsza falę przyjęła ze zdumieniem, widać było, że nikt nigdy do niej nie wyleciał z mordą... No pewnie nikt ze studentów, albo przynajmniej ja takiej historii nie słyszałam (wynikało to z faktu, że typiara przyjaźniła się z kierowniczką akademika i ta chroniła ją przy kazej okazji, reszta personelu sprzątającego mogła albo podporządkować się hrabinie, albo mieć z nią problemy, wiedziałam to od super babeczek z ochrony akademika które nienawidziły ich obu. Za to były do rany przyłóż, bardzo serdeczne i pomocne w stosunku do studentów). 
       
      W końcu mózg ropuchy odtajał, wzięła się pod boki i zaczął się wrzask. Ja w tym czasie stałam z tą ściereczką, którą robiłam ostatnie szlify przed inspekcją, pod ścianą i starałam się jak najbardziej zlać z tłem. Babka typowo widać było, że chce mojemu Tacie wydrapać oczy, ale coś ją powstrzymywało, zapewnie instynkt samozachowawczy. Ostatecznie Tato rozkazał mi zgarnąć kartkę, z babskiem się pożegnał, powiedził że jebać podpis i kazał mi pokazać gabinet kierowniczki. Tam babka ciut popyskowała, ale nie była w tym przekonująca. Kartkę sama wypełniła, no i zawinęliśmy się do samochodu. 
       
      W samochodzie postanowiłam zrozumieć sytuację.
       
      - Tato, ale wiesz, że jakbyś do niej nie wyleciał, to ja normalnie tam nie wiem, przetarłabym te meble... Tam byleby się franca odwaliła...
       
      Ale on mruczał pod nosem coś o moim wychowaniu, że wszystko było, jak trzeba, że nienawidzi chamstwa, durnych babsztyli i że chodzi o zasady. 
       
      I do sedna, bo po takiej ścianie tekstu musi być jakieś podsumowanie/morał czy coś w tym guście. Zaskoczyła mnie ta sytuacja, chociaż nie to, że Tato się o coś wściekł (pewnie ze zmęczenia) bo tak już miał i dalej ma, że denerwuje go bezczelność i nieporządek (nawet jak oddaje mamie ubrania do prania to są złożone w kostkę), ale to, że stanął w mojej obronie. I zdaję sobie sprawę, że sytuacja nie była przecież jakaś niebezpieczna, suka przeciągnęłaby mnie, wiadomo, pewnie ze trzy razy jeszcze przecierałabym wszystko, ale ostatecznie musiałaby odpuścić choćby dlatego, że musiałaby iść do domu. I podpisałaby te kartkę, tak myślę. Potem Tato powiedział, że wkurwiło go to, z jakim lekceważeniem babka się do mnie odezwała, zwłaszcza mruczał pod nosem "złotko" i to, że ja zachowałam się, "jak należy", a wszystko posprzątane było "jak trzeba" wedle jego drylu i zasad. 
       
      Pewnie za mało pochwał w życiu otrzymałam od rodziców, że tak nic nieznacząca scena wyryła mi się w pamięci, ale lubię to wspomnienie, bo widać w nim... Lojalność? 
       
      Po tym słowotoku nagle brakuje mi słów.  
       
      Miałyście podobne sytuacje, że dość zdystansowany w wychowaniu rodzic (zdystansowany = zepsułaś coś, znajdź sposób/finanse aby naprawić, nie ma taryfy ulgowej) nagle stanął w Waszej obronie w sytuacji, w której nawet tego nie oczekiwałyście? 
  • Kto przegląda   0 użytkowników

    Brak zalogowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.