Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

rarek2

Użytkownik
  • Zawartość

    267
  • Donations

    0,00 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    4

Ostatnia wygrana rarek2 w Rankingu w dniu 12 Listopad

rarek2 posiadał najczęściej polubioną zawartość!

Reputacja

695 Świetna

O rarek2

  • Tytuł
    Starszy Szeregowiec

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Renta państwowa dla Golloba?

    Nie powinien nic dostać. Ani grosza. Sportowcy jak artyści powinni sami zbierać na jesień życia i ubezpieczać się we własnym zakresie. Stary schemat jak z bankami - prywatyzacja zysków i upublicznianie strat. Kasy miał jak LODU na antarktydzie - żył, hulał, bawił się i myślał, że będzie wiecznie młody. Jak większość sportowców Golob to jest prostak i żył dniem dzisiejszym nie myśląc o przyszłości. Każdy człowiek zbiera pieniądze na "czarną godzinę". Warto teraz przypomnieć Korę, aktorów piszczących, że dostali emerytury po 100 zł. To jest ten sam przypadek.
  2. Wspólne konto bankowe

    Kilka razy pisałem o wspólnym koncie z byłą żoną - a miałem tylko raz wspólne konto i nigdy więcej - kobieta nie może nigdy wiedzieć ile macie pieniedzy i ile rzeczywiście zarabiacie ponieważ jak tylko się jakieś pieniądze na horyzoncie (nie na koncie) pojawią to już mają przeznaczenie a was w tych planach nie będzie. Wspólne konto to: 1. podbieranie pieniędzy. 2. jesteście na talerzu - widać wasze wydatki - a będą ściśle przez kobietę kontrolowane. 3. pół jej rodziny i koleżaneczki będą wiedziały ile zarabiasz. 4. nie będziecie mieli swoich pieniędzy. 5. ewentualna linia kredyt w koncie - zawsze będzie niebezpieczeństwo, że zostanie wzięta bez waszej wiedzy - na potrzeby "mamusi" - a wy zostaniecie z długami. Podam rozwiązanie na Wasze "doświadczenia" z brakiem pieniędzy kiedy macie wspólne konto. Przerabiałem to samo ja miałem do niej pretensje, że wydaje kasę a ona miała do mnie. W końcu zaproponowałem instytucję "kieszonkowego". było to w latach 2008 - 2012. Ze wspólnych dochodów (trochę tam przynosiła z handlu ciuchami na giełdach) ja brałem 500 zł i ona brała 500 zł miesięcznie. Miała za to kupować sobie papierosy (jak mnie wkurwiało to jej palenie) i kosmetyki a jak sobie z tego zaoszczędzi to również i ciuchy. Przypominam, że wtedy te 500 to był jakiś konkretny pieniądz jak na kieszonkowe, kosmetyki, jakiś ciuch (tak wiem zaraz napiszecie, że buty kosztują 2k). zasada byłą taka - bierzemy to kieszonkowe i nikt nie pyta co druga osoba robi z tą kasą. Mogła oszczędzać albo dać mamusi - jej sprawa i pewnie tak się działo bo z czasem zacząłem zauważać że przy zakupach jedzenia pojawia się jej zakup papierosów albo piwa - to wtedy robiłem awanturę. To chyba dobre rozwiązanie jeżeli już ktoś tak pragnie wspólnego konta.
  3. Odpowiadając na Wasze uwagi i pytania. Owszem zgłosiłem na prokuraturę jej kłamstwa i pomówienia bo coś takiego nie może ujść na sucho. Tym bardziej, że biegły psycholog wykrył więcej rzeczy u córki. Działania prokuratury podsumuję jednym stwierdzeniem - jak masz pizdę między nogami to w PL możesz bardzo dużo i nie będziesz za to ukarany. A za takie matactwa i pomówienia kary powinny być takie same jak za zarzucane przestępstwo. Jakby przykładnie ukarać 100 takich kobiet i nagłośnić takie przypadki w prasie i TV to jak znam życie ta plaga skończyłaby się w pół roku. Ex nr 2 kłamała w sądzie do upadłego, aż od tych kłamstw uszy się jej robiły czerwone podczas przesłuchań. Przykład - córka porwana będąc pod opieką babci od strony ex przebiegając przez ulicę wpadła pod samochód - tak sama opowiadała, aż jej buty z nóg spadły (to zły znak - poczytajcie o tym) była potłuczona i na szczęście bez obrażeń wewnętrznych. To mi opowiadała sama córka, wielokrotnie w towarzystwie innych dzieci zadawała pytanie - najstraszniejsze zdarzenie i zawsze opowiadała ze szczegółami to co ją spotkało. Pisałem do sądu podczas rozwodu by zbadać sprawę - jedyne co zrobił sąd to na roprawie zapytał ex - czy to prawda - a ex odpowiedziała "nie prawda" i to był koniec tematu. Biegli badali ex i wykryli u niej zaburzenia osobowości typu histerycznego - to na pierwszym badaniu. A na drugim wszystko było w jak najlepszym porządku. Lekarz psychiatra z miasta powołąna na biegłą ad hoc kłamała i bzdury opowiadała. Zaprzeczała sama sobie. Sąd żeby mnie uwalić bo nie miał się do czego przyczepić - na wniosek psychicznie chorej zdiagnozowanej matki - zarządził skierowanie mnie na badanie psychiatryczne - mój adwokat powiedział, że jak tam pójdę to takie na mnie wysmarują bzdety jakich nigdy na oczy nie widziałem - tak się robi z facetami w sądach. nie poszedłem na to badanie. Za to poszedłem do innego psychiatry - który badał i prowadził moją ex. Zbadał mnie i wystawił odpowiednie zaświadczenie - oczywiście pozytywne i to dałem do sądu żeby im zamknąć mordę. Nie uwierzycie, że na rozprawie ta sama biegła po zapoznaniu się z moim zaświadczeniem powiedziała: "Jednorazowe badanie psychiatryczne jest bezwartościowe" - zamknęła natychmiast mordę. Cisza trwała z minutę, po czym ta sama biegła powiedziała - "no tak moja jednorazowe badania psychicznie chorej ex też można by określić jako bezwartościowe". I co na to sąd? NIC. Na koniec biegła powiedziała ze ex powinna regularnie leczyć się u psychiatry - i co na to sąd? NIC. Mam siostrę prawnika - została sędziną - powiedziała mi, że tacy sędziowie nazywają się murarze. budują wokół siebie mur swojego przebiegu procesu i wiedzą kto bedzie winien i tak sie tym obmurowują nie dopuszczając dowodów świadczących o czymś innym. Biegli jacy byli na sprawach rozwodowych - orzekli że mamusia musi się opiekować córką bo one jest gwarantem prawidłowego kontaktu córki z drugim rodzicem, to nic że mamusia się wyprowadziła do drugiego miasta i wcześniej porwała dziecko i wywiozła do swojej matki niby na wakacje. Biegli napisali, że ten rodzic który gwarantuje ten kontakt z drugim rodzicem powienien dostać opiekę. Mam kontakt z drugim ojcem - miał tych samych biegłych - i matka miała zaburzenia psychiczne i alienowała córkę od ojca. Jak myślicie - przeszkadzało to w czymś aby matka dostała córkę? W niczym. Także, to co opisałem to tylko mały kawałek tego co przeszedłem podczas rozwodu. Miałem ciągłe naloty policji na mnie i moje mieszkanie - bo córka postanowiła zostać ze mną i nie chciała wracać do matki - czułem się jak na wojnie. Pewnego razu zostałem napadnięty przez ex i jej matkę. Matka zaczęła mnie okładać a ex wyrywać córkę (to była akcja - może opiszę ale w inny wieczór bo już późno). - Jak myślicie po co? Z miłości? NIE Cytat co powiedziała Ex przez telefon - do dzisiaj żałuję ze tego nie nagrałem. "Jak córka ma być z tobą, co ja zrobię, mieszkanie muszę wynająć, kredyt płacić i jeszcze alimenty, z czego będę żyła?" i nikt mi kitu nie wciśnie że kobiety tak pragną dzieci po rozwodzie bo je tak bardzo kochają. Po tym co przeszedłem jestem kompletnie pozbawiony złudzeń wobec kobiet. Również i z obserwacji innych kobiet. Tylko kasa i wygodne życie na koszt faceta. A co do alimentów - nikt nigdy nie napisał jak bardzo alimenty mają demoralizujacy wpływ na kobiety. Im większe alimenty tym gorzej. Taka lalunia uwłaszczona na alimentach, ma fajny darmowy dochód co miesiąc, nie musi się martwić o przyszłość itd, jasne jest że 99% takich mamusiek utrzymuje dziecko wtedy jak najmniejszym kosztem aby mieć kasę na siebie i swoje zachcianki. Ale jest jeden problem - taka kobieta nie może się rozwijać, awansować, szukać lepszej pracy po to by więcej zarabiać (fakt że i tak jest głupia najczęściej) - nie może tego robić bo jak ex mąż się dowie to obniżą alimenciki. I taka kwoka nie robi nic tylko żyje z alimentów i swojej malutkiej pensyjki. Ale alimenty się kiedyś kończą i pozostaje malutka pensyjka za którą nie można się utrzymać a i emeryturka ze tego będzie mikra. Sami wiecie że samotnej matce nie jest łatwo znaleźć providera. Bardzo żadko się to udaje. Znam wiele przykładów kobiet po rozwodzie z dziećmi i ŻADNA nie ma stałego związku czy małżeństwa - i tak się bujają od fagasa do fagasa co tylko zamoczy i daje nogę. Także, po tym co przeszedłem - nie jest możliwe zaufanie kobiecie, a już na pewno branie jakiegokolwiek ślubu czy mieszkanie w jednym mieszkaniu z jakąkolwiek babą. Mam spokój, córkę pół miesiąca, mam kobietę którą odwiedzam i ona mnie odwiedza (coś tam pieprzy już o zakochaniu i uczuciach :-) i jest ok. Nie chcę tego zmieniać bo jest mi zajebiście.
  4. To prawda. Mamusia ciągnęła tyle kasy, że za to można byłoby kupić niestare auto. 1. Pojechałem w 2009 na delegację za granicę - z kasy na delegację oszczędziłem 600 auro - jak wróciłem to małża powiedziała, że pożyczyła od mamusi 2 tys zł na remont mieszkania i trzeba oddać. Bolało ale dałem to na ten "dług" . Teraz po przemyśleniu na 100% jestem pewny, że żadnego długu nie było. A to był tylko pretekst aby wyciągnąć kasę. Nauczka na przyszłość - jak małża mówi, że pożyczyła kasę zwłaszcza od mamusi a Ty masz to oddać - miej to w dupie niech małża oddaje sama - oddaje ten kto pożyczył. 2. Odkryłem karteczki jakie małża robiła po każdej giełdzie - na której handlowała ciuchami. Na każdej karteczce była pozycja "500zł - mama" 3. Znalazłem w domu kwitek przekazu pocztowego na 1500 zł. A jakże jak myślicie na czyj adres i nazwisko? 4. Spiętrzenie nakładów na mamusię było zawszę w zimę - mamusia ma dom i musi go czymś ogrzewać. A to węgiel trzeba kupić a to drewno itd. 5. W 2012 ukradła wszystkie nasze oszczędności w gotówce całe 12 tys zł. Akurat wtedy gdy dwa tygodnie wcześniej mówiła że mamusi się silnik w aucie rozleciał - a ja to olałem. Po tej akcji z oszczędnościami. Rozdzieliłem konta i poinformowałem ją o tym, że ja opłacam mieszkanie i siebie, a ona ma za zadanie utrzymać siebie i córkę. Miesiąc później wiem, że miała pierwszą konsultację u adwokata, potem zaczęła chodzić do psychologa i do punktów interwencji kryzysowej twierdząc tam, że jest bita i nie może w domu przebywać - co oczywiście nie było prawdą. Znalazłem też dokument obdukcji gdzie wskazywała, że została pobita przez męża. Po tej akcji z kradzieżą oszczędności wszedłem przez internet na jej konto bankowe w poszukiwaniu tej kasy - login i hasło miałem z programu MiniMonitoring. To założyła mi sprawę na policji o włamanie na konto bankowe. Myślałem, że sukę uduszę własnymi rękami. Wziąłem adwokata, który pozamiatał sprawę. Zawsze, ale to zawsze gdy dochodziło do spotkania byłej małży ze mną z tyłu kroczyła jej matka jak sufler. Bez matki była bezwolna i bezmyślna wszystko konsultowała z mamusią. Nie wybielam byłej żony że to nie jej wina ale matki, bo to była jej wina bo matce powinna powiedzieć parę słów - "odwal się odemnie i mojego małżeństwa" i tyle. Niech dla wszystkich po zapoznaniu się z moim opisem - niech moja historia będzie przestrogą - jak zauważycie podobne zachowania małży, musicie się najszybciej ewakuować z małżeństwa. Pamiętam jeszcze jedno - wziąłem moją córkę na spacer w wózku. Wróciłem wcześniej - małża nie wpuściła mnie do domu. Pojechałem do mojej mamy. Zadzwoniła po 2 godzinach że mogę wracać. Jak myślicie co ona robiła :-). Kiedyś przez przypadek wysyłając do mnie maila załączyła wstępny projekt pozwu rozwodowego - to było gdzieś około 2006 roku zaraz po narodzinach córki. To były sygnały jakich świadomy facet nie powinien przeoczyć ani zbagatelizować - byłem wtedy młody i głupi - teraz moja reakcja byłaby szybka i zdecydowana - również i dzięki temu forum. Poza tym to tylko mały wyciąg tego co się działo od 2006 roku do 2013
  5. Odpowiem na pytania i rozszerzę trochę temat. Nie - była żona (2) nie okazała żadnej skruchy, ani nie można ją podejrzewać o zmądrzenie. Dalej brnie w swoje zwidy. Rzekłbym nawet, że się pogarsza. Jak ją poznałem poprzez internet to byłem takim takim jeszcze trochę białym rycerzem ale już z pewnym doświadczeniem jeżeli chodzi o ochronę własnego majątku. Trochę o niej - pochodzi z patologicznej rodziny (tu się potwierdzają wszystkie nasze teorie odnośnie brania małży z biedy i patologii). Ojciec pijak ale nie groźny. Matka nie pamiętam czy kiedykolwiek pracowała, zawsze na jakiejś rencie nie wiadomo na co chora, raz na raka, innym razem na jakieś reumatyzmy. Jej matka wyprowadziła ojca do piwnicy a na pokoje wzięła gacha poznanego w sanatorium. I tak się bujają do dzisiaj. Jak jeszcze małża mieszkała ze mną - to często, jak wspominałem, mówiła, że ma powodzenie na rynku - to ją prostowałem, że tylko do pobzykania na jedna noc bo mężatki mają takie wzięcie (bo mają gdzie wrócić) - oczywiście nie wierzyła mi tylko sobie w swoją zajebistość. Cóż - po rozwodzie okazało się, że miałem rację. Jakoś nie ma amatora na nią co by ją przygarnął z dzieckiem. Jak już wiecie tuła się po wynajmowanych lokalach. I co jakiś czas ktoś tam się przypałęta zamoczy i zmyka. Kiedyś - jeszcze przed rozwodem często mówiła, że jak mamusia jej sprzeda dom po dziadkach to da jej na mieszkanie - ja jej mówiłem, że nawet 10 tys z tego nie zobaczy. Miałem rację - mamusia sprzedała dom, kupiła sobie auto, wyremontowała swój dom a córeczka dostała figę z makiem. Kolejna sprawa - jak już wiecie z innych wątków - jak to kobiety są businesswoman. Kiedy ich facet im biznes utrzymuje i go rozkręca. Same po rozwodzie szybko doprowadzają interes do ruiny, bo kto ma im płacić choćby ZUS? U mnie było podobnie - była małża założyła działalność - handlowała ciuchami - ja musiałem jej dawać kasę na zakup towaru - i tej kasy nie zwracała. Pewnego razu zrobiłem bilans na koncie i sprawę postawiłem ostro, jak bierze kasę na zakup towaru to po sprzedaniu towaru kasa wraca a zysk oczywiście wiecie, że brała sobie. Jakie miała plany, chciała sprowadzać używane ciuchy z GB tylko nie wiedziała jak, jakie są koszty opłaty itd. Potem chciała sprawadzać z GB towar ze zwrotów z marketów na paletach - to samo nie wiedziała jak za co itd. Szczytem były pomysły sprowadzania kontenerów towaru z CHin - ale zacząłem pytać czy ma kasę na choćby jeden kontener, gdzie ten kontener rozładuje, i gdzie będzie trzymać 15 ton towaru?? jakoś nie potrafiła odpowiedzieć. wymyśliła wynajem lokalu na sklep na osiedlu - od Spółdzielni Mieszkaniowej - poszła na licytację i wylicytowała.....ale nie ten lokal co chciała. Świzdu gwizdu wadium w pizdu. Poszła na drugą licytację - wygrała 5 tys netto za lokal miesięcznie - nawet nie miała kasy na start na pierwsze 6 miesięcy - a nie wiem czy dałaby radę zarobić tyle. Plus ZUSy itd. Nawet chciała od razu zatrudnić koleżankę jej bo koleżaneczce (oczywiście po rozwodzie) źle się działo w jej pracy. Zapytałem ile zamierza płacić pensji koleżance i z czego opłaci jej ZUS itd. Sami wiecie. Po prostu zadawałem jej pytania - skąd to, skąd tamto, jak to zrobisz itd - wtedy dawała sobie spokój. Najlepsze z tego wszystkiego jest to, że w czasie rozwodu pomówiła mnie o to, że torpedowałem jej zdolności biznesowe i dałem jej skrzydeł rozwinąć w biznesie. A ona nawet nie potrafiła dobrze zrobić księgi przychodów rozchodów - musiałem za nią to robić. Jest już 4 lata po jej wyprowadzce - jakoś biznesu nie postawiła, sklepu nie ma, kontenerów z chin nie sprowadza, z GB też nie. Jak widać sama nic nie umie i nie ma kto jej poprowadzić i za nią robić. Kolejna sprawa - jej koleżaneczki - jak ktoś wcześniej wspomniał - 90% po rozwodzie. I to pewnie one jej doradzały jak faceta załatwić. Na szczęście nie wyszło. Ma jedną koleżankę, mężatkę - ale z jej korespondencji wynika - że jej koleżaneczka też nieźle dupę kupczy. Co do zwiedzania przez jej koleżaneczki - jedna się wżeniła w rodzinę prawniczą ale to było zmuszenie się przez nią do tego - po prostu poszła za kasą i łatwym życiem - wiem bo czytałem jej listy do byłej małży. To jeszcze nie wszystko - najgorsze dowiedziałem się w czasie rozwodu kiedy wgryzłem się w jej przechwycony przeze mnie pamiętnik. Po prostu była kurwą. Chodziła do akademików na maratony. Do niej przyjeżdżał z wawy jakiś wietnamczyk, ona jeździła do wawy do wietnamców - a oni wynajmowali mieszkania i je tam z jej koleżanką bzykali. I na koniec wisienka na torcie - ona jest chora psychicznie na CHAD - afektywna dwubiegunowa czyli cyklofrenia. Plus zaburzenia osobowości i zespół uzależnienie od alkoholu i substancji psychoaktywnych to tego ma wysoki neurotyzm. Sama siebie zdiagnozowała jako borderka. To wszystko wylazło 3 lata po ślubie jak znalazłem jej szczątki dokumentacji leczenia, resztę rewelacji pościągał sąd od lekarzy. Teraz trwa sprawa o podział majątku - co ja się tam nasłuchałem ile to ona pieniędzy zainwestowała w moje mieszkanie kawalerskie, więcej niż zapłaciłem przy zakupie. Ona sama zrobiła tam remont a ja tylko leżałem. W dodatku sąd od niej uzyskał już co najmniej 3 wersje jej rzekomego finansowania mojego mieszkania kawalerskiego. Tylko dziobem chlapie na lewo i prawo. Nawet nie dogadała szczegółów ze swoimi świadkami i sąd wyłapał ich kłamstwa. Np sąd zapytał jej koleżaneczkę - z czego ja kupiłem swoje mieszkanie - a koleżanka "jak to z czego? Pan ...kupił ze swoich kawalerskich pieniędzy". Ja mam na to wszystko dokumenty a ona plecie co jej ślina na język przyniesie. To się dla niej źle skończy- już jest mi winna 26 tys za połowę rat "wspólnego" kredytu - ja płacę cały kredyt a ona nie płaci nic. A od 01.08.2013 mamy rozdzielność majątkową - którą dostałem z datą wsteczną o rok czasu. Żeby się nie szarpać proponowałem jej wycieczkę do notariusza i przepisanie na mnie mieszkania a ja ją zwolnię z kredytu i nic od niej nie chcę. Nie posłuchała - bo mamusia jej wodę z mózgu zrobiła ile to jeszcze można kasy wyciągnąć. Nic nie wyciagnie będzie jeszcze musiała mnie spłacać. Musiałem wziąć adwokata - poleconego przez Brata z forum - bardzo dobry adwokat - i musiałem zapłacić pieniądze, przez co naraziła mnie na koszty. Dałem jej ostatnią możliwość - odda mi za adwokata i biegłego którego sąd powołał by wycenić graty w domu i przepisze na mnie całe mieszkanie (sprzedałem kawalerskie aby kupić już "wspólne" na szczęście mam zapisy w aktach skąd i ile jest pieniędzy - pochodzenie pieniędzy) a ja ją zwolnię z kredytu i niech spierdala. Nie chciała. Na wiosnę zaczęła pisać maile do mnie, że załatwiła w banku że ją wypiszą z kredytu, tylko ja muszę wyrazić zgodę i złożyć papiery. Na co ja - nie ma takiej możliwości - w sądzie sprawa się toczy o podział tam sąd rozsądzi. A poza tym dopóki jest ona współwłaścicielem mieszkania wykazanym w księdze i akcie to z kredytu nie ma opcji zejść. Cwaniara wymyśliła, ze pozostanie właścicielem ale kredytu się pozbędzie - i jak myślicie jak sąd podzieli taką chatę?? Spóściłem ją na drzewo - wściekła była. Oczywiście taka osoba nie da sobie nic przetłumaczyć, dalej zapatrzona w mamusię. Nie wyciąga wniosków z tego co się stało. Mam tylko cichą nadzieję, że jak jej sąd przywali kilkadziesiąt tysięcy złotych spłaty na moją rzecz - to się w depresji powiesi. Wiem, brutalnie napisałem ale mam w nosi ją po tym co wyczyniała mi w życiu i podczas rozwodu.
  6. Święte słowa - jakże aktualne do mojej ex drugiej żony. To była prawie, że kalka tej pierwszej - w pewnych obszarach. Druga żona często chodziła po mieszkaniu mówiła co za życie ma ze mną. Jej koleżanki jeżdżą po świecie, zwiedzają, poznają świat, żyją, chodzą na imprezy itd a ona tak skończyła ze mną. Że siedzi w domu i dziecka pilnuje. Ale to nic, że z jednej mojej pensji spłacałem kredyt za mieszkanie, kupiłem dwa samochody, utrzymywałem nas wszystkich, płaciłem za przedszkole mimo tego, że ona siedziała w domu (z tym przedszkolem to było najlepsze co mogłem zrobić dla córki wtedy w jej wieku - córka bardzo miło wspomina przedszkole). Jej po prostu z nudów odwalało - energia ją rozwalała chciała jeździć zwiedzać - a ja zaharowany od rana do wieczora - to była gehenna. I wieczne pretensje - tak jak pisze i mówi Marek, bo za wysoki bo za niski bo to bo tamto. Więc zaczęła sobie szukać drugiej gałęzi - owszem powodzenie miała bo na mężatkę każdy leciał - bo zawsze będzie miała gdzie wrócić. I tutaj znów się pojawiła "mamusia" doradzająca jak jeszcze więcej można wyciągnąć z frajera. Dość powiedzieć, że w domu miałem gotówkę 12 tys - która zniknęła pewnego razu. Ale przecież nie będę ją lał - to nie mój charakter. Na pytanie gdzie kasa - odpowiedziała "jaka kasa?" - wyobraźcie sobie mnie w tej sytuacji i moje wnętrze z buzującym wulkanem w środku. Udało mi się opanować. Tylko polowałem z dyktafonem aby się przyznała - i upolowałem. I tak mamusia ją podburzała i kierowała, że doprowadziła do rozwodu - a plan był taki, żeby rozwód był szybki bez orzekania o winie. A w zapasie już czekały udokumentowane wizyty u psychologa, w punktach interwencji kryzysowej, obdukcje że była bita i niebieska karta założona 2 tygodnie przed pierwszą rozprawą rozwodową. No i najgrubszy numer jaki przygotowała - pomówienie mnie o molestowanie mojej córki. Nie wiem jak to zrobiła ale udało jej się przekabacić na swoją stronę wychowawczynię ze szkoły i matkę jakiejś dziewczynki i dyrektorkę szkoły - to było szyte tak grubymi nićmi ze aż raziło po oczach - oczywiście biegły psycholog córkę przebadał i stwierdził, że dziecko powtarza przygotowane wypowiedzi. Cel był taki, że po szybkim rozwodzie bez orzekania o winie - odpalić te wszystkie przygotowane tematy opisane powyżej - i dostać od prokuratora nakaz eksmisji mnie z mojego mieszkania i tak się uwłaszczyć na nie swoim majątku. Nie udało się jej teraz się błąka po wynajmowanych pokojach, przeganiają ją z jednego lokum do drugiego. Ma beznadziejną pracę bez perspektyw. I tak skończyła. Powodzenie wśród facetów się skończyło bo lata już swoje osiągnęła 41 lat a wiadomo, że jest zatrzęsienie młodszych - i jak wiemy z tego powodu dobrej partii już nie trafi. Zresztą kto by chciał ubogą starą babę na wynajętym pokoju, jeszcze z dzieckiem. Jeszcze 1,5 roku i występuję o ustalenie miejsca zamieszkania córki ze mną - bo córka chce i już odlicza czas. A ona zostanie sama stara i z alimentami na karku. I jeszcze jedno, mamy wspólny kredyt na mieszkanie - jej udział w mieszkaniu to 50 tys mój udział to 210 tys. A ona ma do spłacenia swoich 100 tys zł kredytu. HAHAHAHA Tak ją mamusia wykierowała. A wystarczyło być wiernym, zamknąć mordę i siedzieć cicho i słuchać co się do niej mówi - bo wszystko co jej mówiłem się sprawdziło. A w międzyczasie zaproponowano mi dobre zajęcie za bardzo dobre pieniądze, auto służbowe, i jeszcze firma mi hotel opłaca, żebym nie musiał się tułać po jakichś spelunkowych kawalerkach. A to się dopiero zaczyna bo chętnych żeby mnie zatrudnić jest kilku. I taka głupia baba miałaby teraz jak pączek w maśle. Ale po co, lepiej mamusi posłuchać i dupą na lewo i prawo. I takie są skutki ich beznadziejnego nieperspektywicznego myślenia. Myślicie, że ona jedyna tak wyszła? Znam w otoczeniu kilka takich przykładów. Ale wszystkie mówią, że są wyzwolone i sobie radzą - dopóki alimenty dostają -ale to nie trwa wiecznie raptem parę lat. A one się przyzwyczajają do dobrego a potem ta kasa się ucina i jest płacz i zgrzytanie zębami. Także widzicie - widziałem już nie jedno i mogę napisać o kobietach ogólnie, że są beznadziejnie po prostu proste, żeby nie napisać ..... głupie i zaślepione potencjalnymi zyskami. Nie wiem może nie wszystkie, ale ja takiej nie spotkałem tak jak nie widziano Yeti a niby tam gdzieś żyje.
  7. OK. Znalazłem trochę czasu. Więc po wyprowadzce, zacząłem odpoczywać. Trwało to 3 miesiące. W tym czasie rzuciłem się w wir pracy - w końcu działalność zaczęła przynosić dochody. Tak minął, listopad, grudzień i styczeń. Ani ja się do niej nie odzywałem ani ona do mnie. W końcu na koniec stycznia nawiązałem z nią kontakt i oświadczyłem, że trzeba tą sytuację rozwiązać. Zapomniałem dodać, że wcześniej poznała na GaduGadu jakiegoś kolesia, przewodniczącego związków zawodowych na kolei. Przemek miał na imię. Chyba zawrócił jej w głowie - wiecie kwiatuszki i kto wie co tam jeszcze :-). Ona też stwierdziła, że trzeba to rozwiązać - zaproponowała, że przeprowadzi się do mnie na próbę aby ratować małżeństwo. Oczywiście postawiła warunki a w zasadzie jeden - ona nie dokłada się do kosztów lokalu ani do jedzenia. I tak bujaliśmy się przez dwa tygodnie. Pewnego dnia oświadczyła, że chce mieć ze mną wspólne konto bankowe - małżeńskie. A trzeba dodać - że ja naciskałem wcześniej na nią o wspólne konto aby były większe wpływy i można było wziąć większą linię kredytową w razie czego przy zakupie mieszkania - a ona nigdy tego nie chciała. Dodała jeszcze wtedy, że chce żebym na to wspólne konto wpłacił wszystkie swoje pieniądze. Chyba wiecie, że roześmiałem się jej w twarz. Minęły trzy tygodnie wspólnego mieszkania - i zrobiłem test - oświadczyłem, że kasa mi się skończyła na życie i może teraz ona będzie kupowała jedzenie. Nie minęły dwa dni a patrze ona się pakuje i się wyprowadza. W sumie się ucieszyłem - po co mi taka baba. Doszedłem do wniosku, że oddawała swoją pensję mamusi na ich długi a zeby ich nie obciążać kosztami to zwaliła się mi na chatę, żebym ją utrzymywał. Wspólne konto i wpłata tam środków to była ostatnia próba wyrwania jeszcze kasy - ale nie udana. Potem jeszcze próbowała mnie ograbić z mojego telefonu komórkowego wtedy topowego Nokie 6310i - chciała, żebym jej go dał. Poszła na drzewo - mogła iść do salonu telekoma i wziać abonament z tym telefonem. Raz kiedyś byłem u niej i kiedy po dymanku wychodziłem to powiedziała, że chce siedzieć w domu i mieć dzieci ze mną - wybuchnąłem śmiechem. I tak się spotykaliśmy sporadycznie na dymanko przez kolejne miesiące - do lata. W między czasie się dowiedziałem, że pojechała na wycieczkę rowerową po europie plus spanie na plaży - czego nigdy nie chciała zrobić będąc ze mną. Któregoś dnia pojechaliśmy razem na rowery. Podczas przejażdżki oświadczyła, że chce się rozwieść i że chce żebym ja pokrył koszty jej adwokata podczas rozwodu. Zbaraniałem jej wręcz niewiarygodną bezczelnością. Za kogo mnie miała?? Dodam, że w lecie pojechałem na urlop dwutygodniowy do mojej siostry nad morze, i powiedziałem jeszcze żonie, że jadę z kolegami nad morze się zabawić :-). To zdarzenie miało swoje konsekwencje w przyszłości. Bo na tych wakacjach spotkałem jej przyjaciółke ze mężem i ich dziećmi. Późnego lata było jeszcze dymanko żony - jednak ją coś do mnie ciągnęło - może interes, może niezaspokojone żądze. Potem w weekend pojechaliśmy do jej znajomego Przemka przewodniczącego związków na kolei. I się wywiązała rozmowa dlaczego ja nie chcę jej stawiać zwiedzania świata - na co odpowiedziałem, że jak może małżeństwo świat zwiedzać i po powrocie ja do swojego mieszkania a ona do rodziców - przecież to chore. Próbowali mnie urabiać - ale ja zawsze swoje zdanie miałem. W pewnym momencie ruszyła rozmowa w trakcie której z ust mojej małży padło pytanie do żony tegoż Przemka. "Ania ale my nie jesteśmy zazdrosne o Przemka?" Na co ja odpowiedziałem - Ania może być o Przemka zazdrosna, ale ty?? Dodam, że małża nachodziła tą rodzinę - jeździła do niego w weekendy i leżała na hamaku u nich na ogródku i książki czytała - według jej słów. Na co ja odpowiedziałem, że dziwna ta żona przemka, przecież powinna się na kopach wywalić z jej domu i posesji. I tak przyszła jesień - i małża złożyła pozew rozwodowy. A ja poznałem moją drugą żonę wtedy tylko kochankę. I przyszedł rozwód - dzieci nie mieliśmy, majątku nie mieliśmy więc było szybko i przyjemnie. Pamiętam jak sędzia zadawał pytania jej czy mnie jeszcze kocha - a ona, że nie. A sędzia się pyta - a kiedy pani przestała kochać męża - a ona ze pół roku po ślubie. Jak sędzia wygłaszał wyrok - to zwrócił się do niej - Proszę pani co to była za miłość która wygasła pół roku po ślubie ??? I ogłosił o kosztach ja 500 zł a ona 530 zł. Na co ona że jak to że ona płaci o 30 zł więcej. Na co sędzia do niej - proszę pani i do mnie zaraz - proszę pana jak wyjdziecie z sali to proszę dać byłej żonie 15 zł żeby było po równo !!!! HAHAHAHA. Wyszliśmy z sali a ona do mnie o te 15 zeta. Powiedziałem, żeby odjęła od długu jaki mi wiszą jej rodzice. I tak się rozeszliśmy. Po około 2 latach kupiłem mieszkanie - i los chciał, że w Castoramie ją spotkałem udawała że mnie nie widzi ale na złość się przypomniałem i pogadała ze mną. Poprosiła o nagranie płyt z kursem języka niemieckiego wiedziała, że je mam. Umówiliśmy się, że przyjdzie do mnie po nie. I przyszła. Usiadła na fotelu. Dostała do łapy ciepłą herbatę i zaczęła ryczeć i gadać. Jak to poznała kolesia, jeździła z nim i zwiedzała, ale on nie chciał się ustatkować a ona chciała mieć dzieci. Nie chciała oddać kasy za nośniki CD co jej nagrałem ten kurs niemieckiego - raptem 10 zł. Jak dawała to ręce się jej trzęsły i była wnerwiona - a co pewnie się jej należało za to że zaszczyciła mnie swoją obecnością. I ryczała dalej - i wyszło, że matka zrobiła jej wodę z mózgu, że ja na tych wakacjach przeleciałem połowę wybrzeża. I dlatego podała o rozwód i się rozwiodła. Aż pewnego dnia na spotkaniu towarzyskim natknęła się na tą swoją koleżankę z jej mężem i powiedziała, że się nad morzem puszczałem. A koleżanka, że jak to, przecież byłem tam z siostrą, szwagrem i siostrzenicą. Ale wyszły jaja. A ona się rozwiodła..... I tyle ją widziałem w życiu. Potem się dowiedziałem, że wyszła za mąż za jakiegoś kolesia po rozwodzie z dwójką dzieci i zrobiła z nim jeszcze dwójkę i że razem mieszkają w mieszkaniu jej rodziców. Potem podczas mojego drugiego rozwodu z psychicznie chorą żoną - miałem mały kontakt z pierwszą żoną. Bo druga zona podczas rozwodu robiła ze mnie bandytę i dotarła do pierwszej żony próbując ja nakłonić do kłamania na mój temat, że niby biłem już wcześniej - jednak pierwsza żona spuściła ją na drzewo. Taka to oto historia w dużym skrócie. Potem było małżeństwo z drugą i ostatnią w moim życiu żoną. Małżeństwo zakończone rozwodem z WIELKIM hukiem. Z pomówieniami mnie o bandytyzm, molestowania, kradzieże, miałem założoną niebieską kartę. Robiła sobie w tajemnicy obdukcje całkowicie nieprawdziwe itd itp. Jednak pomimo tego wszystkiego druga żona nie robi żadnych problemów jeżeli chodzi o opiekę nad córką.
  8. Witam wszystkich. Trochę już zapomniałem ale 5 listopada przypadła okrągła 15 rocznica mojej wyprowadzki od mojej pierwszej żony. Z aktualną moją wiedzą na tematy damsko męskie - to co się wtedy działo to były oczywistości -ale wtedy to było przeżycie. Wierzcie mi!!! Jak to się stało? Otóż ślub w kościele brałem z moją pierwszą dziewczyną, narzeczoną i później żoną, według jej deklaracji również w jej przypadku tak było. Razem mieliśmy swój pierwszy raz.....jak w romansie. Zanim doszło do ślubu "chodzilismy" 8 lat - różnie bywało w tym okresie, ale byliśmy razem i nie było żadnych podejrzeń o zdrady. Fakt, była fochowata, potrafiła walnąć focha ze 15 razy na godzinę - ale dałem sobie z tym radę ignorując to i ucinając jej fochy. Ślub - i zlądowaliśmy mieszkać u mojej mamy. Małe mieszkanko, dwa pokoje, w jednym my a w drugim, mama. Chyba się nie cierpiały. Mama po pracy się zamykała w pokoju. Ale i to nie pomogło - zamykała się = źle. Nie zamykała się i rozmawiała = źle. Wiem, że mama święta nie była. Ale trzeba uszanować starszą osobę. Jak wracałem z pracy albo ze sklepu to małża siadała na kanapie i kazała siadać obok siebie i zaczynała: "a twoja mama...." w końcu przestałem tego słuchać. Jej rodzina była patologiczna w tym sensie, że jej ojciec pił a po piciu lał jej matkę, zresztą na trzeźwo też lał. Musieli wszyscy uciekać z domu. Co ciekawe pomimo tego że ojciec lał to matka wcale nie chciała od niego odejść i jak twierdziła bardzo go kochała (chyba wiecie dlaczego :-). Więc zależność była następująca - wszyscy musieli robić tak aby tatuś był zadowolony- bo inaczej mama dostawała baty. I mnie próbowali wciągnąć w tą zależność - ale nie dało rady tego dokonać bo pomimo młodego wtedy wieku połapałem się w tym i oświadczyłem, że swojego życia pod tatusia układał nie będę. Kto był prawdziwą zarazą to napiszę na końcu. Chociaż w jednym były teściu miał rację - kiedyś powiedział, że osiągam to co chcę i to po trupach. Chociaż ja nie uważam, żeby tak było - z tymi trupami bo staram się dobrze z ludźmi żyć do tego stopnia, że przełożony którego nienawidziłem i wiedział o tym, stał za mną murem jak trzeba było. Wracając do tematu - mieszkaliśmy razem u mojej mamy - ale spokoju nie mieliśmy bo jej matka wiecznie dzwoniła - że potrzebuje zszywacza, że alarm się w sklepie włączył, że coś coś tam .....na okrągło, bo tatuś będzie niezadowolony. Nie mogliśmy zaplanować swojego czasu - w końcu oświadczyłem że mnie nie interesują mamusi przygody bo ja chcę żyć swoim życiem. Kiedyś mamusia dzwoni że nie ma zszywacza - małża zapytała czy ją zawiozę - oświadczyłem że mnie to nie interesuje a 50 metrów obok mama ma sklep z artykułami biurowymi. Małża poszła na piechotę i wróciła po 40 minutach że zapomniała wziąć zszywacza - z nerwów, i szuka zszywacza w domu - a gdzie był? W jej torebce - także widać jaki stopień nerwicy ona miała przez tatusia bo mamusia czegoś nie zrobi. W tamtym okresie kasę trzymałem ja. Miałem jej i swoją kartę bankomatową i zbierałem na mieszkanie i to szybko szło. W końcu jak byłem na szkoleniu to małża dzwoni - gdzie kasa bo tata się będzie wieszał - bo urząd skarbowy nałoży na niego karę jak nie wpłaci. I małża była zdziwiona - że tyle kasy uzbierałem. Z tą kasą to inna przygoda - w koncu oddali - ale znów pożyczyli - i tego już nie oddali. Także więc małża - pewnego dnia oświadczyła, że wyprowadza się do mamusi. poszedłem za nią - wiedząc, że się to źle skończy - bo teściu powalony. Oczywiście szybko zmieniła bank - kasy już nie zbierała na mieszkanie - po czasie się okazało, że przyczyną jej powrotu do mamusi było to, że oni byli w długach i nie płacili za mieszkanie - a ja trzymałem kasę córeczki. Więc trzeba było do mamusi wrócić i dawać jej wszystko co się zarobiło - tak robiła małża ze swoją kasą - a potem jęczała 4 dnia miesiąca, że nie ma za co iść do fryzjera. Ja swoich pieniędzy już im nie dawałem. Przez co stałem się nagle wrogiem teściowej (a wcześniej bardzo mnie przez lata lubiła). Tak mi dała teściowa popalić, że ze stresu mi włosy wypadały i krew lała się z nosa. W końcu orzekli, że najlepiej będzie jak się wyprowadzę od nich żebym wszystko przemyślał. Dwa razy nie trzeba mi było tego powtarzać. Załatwiłem kawalerkę w pracy i przyszykowałem taktyczny odwrót. 4 listopada oświadczyłem, że się wyprowadzam. Ich miny bezcenne - nie wierzyli, że to zrobię. I tak 5 listopada, spakowałem swoje rzeczy do auta i się wyniosłem do przygotowanej kawalerki. Odżyłem. Obiecałem napisać kto był zarazą - pewnie już wiecie - że ta przemiła teściowa - to była taka walnieta potwora - że teściu nie wytrzymywał już i po prostu jej przywalał. To były czasy, że takie sprawy się trzymało w tajemnicy i jak lał znaczy że kocha najmocniej. Teściu się okazał - równym gościem acz o słabych względem swojej małży - nerwach. Jak chcecie znać dalszą cześć historii dajcie znać swoim zadowoleniem.
  9. Zauważyłem u niej ostatnio na stoliku nocnym i w łazience - Clotrimazolum. Chyba się na coś leczy. Macie rację - muszę to z nią wyjaśnić. Na razie dopóki się ona nie wyleczy z łóżkiem dam sobie spokój.
  10. Witam Braci. Temat jest trudny bo jestem z kobietą od około roku. Chodzimy do łóżka i w sumie jest OK. Ale jedna sprawa mnie po prostu wgniata w ziemię. Na początku myślałem, że się po prostu nie umyła dobrze, bo taki to spontaniczny był numerek. Ale potem temat okazał się permanentny. W ciągu miesiąca jest to o różnej intensywności, bardzo rzadko znika całkowicie - i wtedy jest okazja żeby zanurkować głową między uda. Ale to co się dzieje ostatnio to przerasta wszystko z czym w życiu się spotkałem. Nawet jak jest ubrana w rajstopach i majtkach to czuć ten ostry intensywny zapach jakby przez miesiąc nie mytej waginy. Poszła do toalety za potrzebą, a ja zaraz po niej, w całej toalecie był ten ostry smród takiego stęchłego moczu. Aż przeszła mi ochota na nią. Na razie nic jej nie mówię. Chcę poczytać co to, skąd się bierze itd. Wiem, że na dłuższą metę nie zniosę takich atrakcji zapachowych. Macie jakieś doświadczenie z czymś takim? Jak sobie z tym poradzić? Tylko nie piszcie, żeby zakładać klamerkę na nos, albo jej perfumować pipkę. To jest nie do zniesienia i odbiera całą przyjemność z seksu. Wyobraźcie sobie, że wyciągacie sprzęt albo się do niej dobieracie od tyłu - a tam taki smród. Nie jest to standardowe ani normalne bo miałem kilka kobiet w życiu ale żadna nie miała czegoś takiego - tamte to wręcz pachniały. Proszę o rady :-)
  11. Przeprowadziłem rozmowę na portalu randkowym - zresztą nie po raz pierwszy, o podobnej treści. Wydaje mi się, że ONE myślą o facetach, że każdy facet to frajer i jak tylko ONA da zielone światło to każdy pokona nawet Syberię pieszo by się z nią spotkać. A tu Zonk. Mi się nawet nie chce jechać 15 km od Poznania do jakiejś karynki. Bo szkoda mi czasu i pieniędzy na paliwo - napiszcie czy to już sknerstwo. Ale jeżdżenie do NIEJ do Krakowa to już czysta kpina. Pewnie ONA to traktuje jako wyzwanie - aby napalony samiec gnał tyle kilometrów, żeby się z nią spotkać. Już widzę/słyszę jak się chwali koleżankom, że "wiecie co? do mnie frajer przyjeżdża nawet z Poznania i sam płaci za paliwo po to, żeby wypić ze mną kawkę i potrzymać za rączkę" "taka jestem zajebista i wartościowa" - takiej to dopiero rośnie duma z samej siebie. Za te parę stów wydanych na paliwo - to można mieć kilka wizyt u profesjonalistki na miejscu w swoim mieście - lub nawet regularne spotkania z cichodajką. Szybciej, taniej i bez zbędnych ceregieli. Zdaję sobie sprawę dlaczego samice z innych miast piszą do facetów z dużych miast - chcą się zahaczyć na lokalu i mieć pole startowe do dalszych poszukiwań. Macie podobne doświadczenia? Cześć. Miło mi.Aneta. Chciałabym Cię poznać. Pozdrawiam i liczę że się odezwiesz. 21:00 21:57 hej. z poznania jesteś? 21:57 32 minuty temu A na profilu jak jest napisane.?Nie .Z Krakowa.? 22:00 26 minut temu hmm. to jak chcesz mnie poznać? 22:06 27 minut temu Chyba problem.Za daleko ....co....? 22:05 25 minut temu nooo 22:07 Wiesz wydaje mi się że w dzisiejszych czasach to nie problem. 22:07 23 minuty temu powaznie? 22:09 24 minuty temu Ja mi wiadomo sa srodki transportu?np.samochód ? 22:08 będziesz do mnie przyjeżdżać? 22:15 15 minut temu Nie.Ty do mnie. 22:17 12 minut temu Dla mnie to nie problem. 22:20 hahahahah 22:25 żartujesz sobie? 22:26 jakbyś do mnie przyjeżdżała to też nie byłby problem dla mnie 22:26 jakoś nie mam ochoty jechać do krakowa na randkę - w poznaniu też jest dużo kobiet 22:26 1 minuta temu Powodzenia...
  12. Jak w tytule szukam pilnie mieszkania do wynajęcia. Błonie koło warszawy i okoli w promieniu 20-25 km - Np Leszno, Grodzisk Mazowiecki, Milanówek itp. Oczywiście w bardzo rozsądnej cenie. Interesuje mnie kawalerka - najlepiej w domku. Pomożecie?
  13. Temat przerabiany, ale puśćmy jeszcze raz

    Mam tak samo. Pierwsza kobieta po rozwodzie - chemia się odpaliła, ale trafiłem na forum i poczytałem i posłuchałem i zacząłem ją analizować - zostawiłem ją. Teraz mam inną kobietę i chemii już nie ma i nie będzie, choć ona tam gada o swoim zakochaniu, po pijaku podjęła temat zakochania ale już do tego nie wraca. Jestem w stanie zostawić ją z dnia na dzień zupełnie bez żalu - tym bardziej że na jej fonie coś znalazłem ale nie mówię o tym. Zmieniam pracę i robię przeprowadzkę do innego miasta - tam znajdę sobie nową kobietę - tyle tego łazi po świecie :-). Przez to wszystko czuję się wyzwolony z więzi damsko męskich i swobodnie mogę dysponować swoim życiem i planować przyszłość bez oglądania się na kulę u nogi. Jak facet chce zrobić karierę to kobieta musi posłusznie za nim iść i odciążyć go od codziennych domowych tematów - wtedy wszyscy skorzystają na takim układzie. Ale nowoczesne loszki chcą mieć zaradnego biznesmena co zmyw naczynia w domu, lata na szmacie myjąc podłogi itp - a tak się nie da albo latasz na szmacie albo zajmujesz się biznesem.
  14. Sprawa prosta. Mieszkanie kupione przed ślubem za kasę Twojej żony jest JEJ mieszkaniem i jest to majątek odrębny osobisty. Ale musi mieć na to dokumenty. Z kolei po sprzedaży mieszkania w ten sposób uzyskana kasa jest JEJ kasą i wszystko co za nią kupi jest JEJ - ale również musi mieć na to dokumenty, np w umowie zakupu auta może być zapis, że te pieniądze pochodzą z jej mają majątku odrębnego - tak więc to auto będzie jej osobiste. W takich przypadkach zazwyczaj mężczyzna ma majątek przed ślubem - i sprzedaje go w czasie trwania małżeństwa, bo myszka naciskała sprzedaj swoje i kupimy już większe NASZE bo ona się chce czuć bezpiecznie. Należy zadbać o odpowiednie wpisy w akcie notarialnym o pochodzeniu pieniędzy i że są majątkiem osobistym odrębnym. Wiem o co chodzi bo ja tak zrobiłem - i to uratowało mój majątek. To są takie problemy, że majątek osobisty rozwadnia się z czasem w majątku wspólnym. Później trudno w sądzie udowodnić co jest czyje odrębne - jeśli nie przypilnuje się dokumentowania pochodzenia składników majątku. Także jeśli myślisz, że coś tam jest Twoje - to źle myślisz. Kobiety są bardziej bezwzględne od mężczyzn i potrafią bezwzględnie zadbać o swój majątek panieński - i kobiety z tym nie mają żadnych skrupułów. Nawet przed ślubem kupiła mieszkanie, aby nie było w czasie trwania małżeństwa. Widzisz jak się to robi? Obecnie przerabiam podział majątku wiec wiem to wszystko w detalach. Mi się udało kupić mieszkanie przed ślubem i sprzedać w czasie trwania małżeństwa i w aktach notarialnych mam zapisane że to jest mój majątek odrębny, dzięki notariuszom bo sam byłem wtedy tępy w tych sprawach. Również jak kupiłem następne mieszkanie to tez mam zapisane że ta kasa pochodziła ze sprzedaży mieszkania kawalerskiego i że jest to mój majątek odrębny - tak więc mam uratowane 4 litery w tym zakresie. Chyba nie muszę już opisywać, jak to eks żona w czasie procesu o podział majątku twierdzi, że wszystko jest jej i ona na wszystko dała kasę - tylko nie potrafi tego w żaden sposób udowodnić, a dowody świadczą o czymś wręcz przeciwnym.
×