Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

rarek2

Użytkownik
  • Zawartość

    228
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Ostatnia wygrana rarek2 w Rankingu w dniu 26 Wrzesień 2016

rarek2 posiada najczęściej lubianą zawartość!

Reputacja

482 Świetna

O rarek2

  • Tytuł
    Starszy Szeregowiec

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Pkt 1. niby w jaki sposób Pkt 2. źle
  2. Chłopie - jako człowiek siedzący w temacie po czubek głowy dam Ci radę - idziesz z motyką na słońce. Czegoś się tam nauczysz, ale nigdy to nie będzie na tyle dużo, żeby błysnąć w towarzystwie - coś palniesz i trafisz na lepszego i będzie tylko salwa śmiechu. Jak napisał Senna szkol się i doskonal się w tym w czym jesteś dobry i bądź w tym najlepszy. Nie wszyscy się muszą znać na wszystkim i to jest normalne. Ktoś jest dobry w IT i nie musi się znać na autach i na odwrót. Aby nie przepaść w temacie - jak dajesz auto do mechanika - to warto odwiedzić kilku i słuchać co mówią - lub skorzystać z jakiegoś forum automoto i tam zasięgnąć rady - lub po prostu napisać tutaj. Zawsze się znajdzie ktoś kto doradzi. Proponuję mały konkurs forumowy z tematu automoto - żebyście sprawdzili swoją wiedzę - te pytania pogrążają 99% wyjadaczy motoryzacyjnych co twierdzą, że już wszystko wiedzą (brak skromności) odpowiedzcie bez szperania w necie. 1. Jaka jest rola kondensatora w stykowym układzie zapłonowym? 2. Jakie jest napięcie na uzwojeniu pierwotnym cewki zapłonowej? PS: Jak oglądamy Micha kanał czasami w robocie - traktujemy to jako coś w rodzaju Jasia Fasoli lub Latajacy Cyrk Monty Pythona.
  3. Albo nie doczytałem albo autor tematu nie przeleciał żadnej laski przez niego opisywanej. Bo nic nie pisze o seksie z nimi tylko o chodzeniu, relacjach i związkach. Ile kobieta może czekać aż facet włoży rękę w jej majtki i uwolni cycki ze stanika ??
  4. Dobry wieczór Bracia Wieczorkiem przy przeglądaniu sieci natknąłem się na artykuł na WP o szczęśliwej rozwodniczce jak to sobie w rozwodzie poradziła dzielna kobieta bez adwokatów dała radę. Ale tępa dzida pewnie nie wie lub wie że facet w rozwodzie w PL nie ma żadnych szans w starciu z cycatym sądem i udającą poszkodowaną płaczącą fałszywą lochą. Wisienka na torcie: ta tępa baba myśli, że sąd przy decyzji komu przyznać dziecko się kieruje tym co napisała poniżej i co gorsza jeszcze o tym bezczelnie pisze. Tak wygląda propaganda jak to w PL sądy są szlachetne i sprawiedliwe. Gdybym nie przeszedł tego co przeszedłem może bym uwierzył - w moim przypadku matka jest zdiagnozowana psychicznie chora, zaburzenia osobowości, próby samobójcze, i szpital psychiatryczny i w sądzie nie było siły żeby suce dziecko odebrać. A na wszystko były dokumenty medyczne, a nawet diagnozy profesorów psychiatrii. W sądzie w PL nie ma takiej siły żeby odebrać dziecko nienormalnej matce. Pomimo tego że ojciec jest wzorem cnót wszelakich, zapewnia dziecku wszytko co najlepsze. Nie dajcie się zwieść takim tępym babom i ich głupkowatym artykułom jak to jest uczciwie w sądzie w PL. Nawet nie piszcie tam komentarzy pod tym artykułem bo każdy komentarz obnażający prawdę jest usuwany. Wiem bo to sprawdziłem. " Wiele osób kieruje się mylnym stereotypem, że to przy którym rodzicu dziecko będzie w dniu rozprawy sądowej, zadecyduje gdzie zostanie. Tym pokutującym przekonaniem kierował się mój były mąż. Jego manewr na szczęście nie odniósł sukcesu. Ustalenie miejsca pobytu dziecka to nie koncert życzeń jednej ze stron. Muszą istnieć ku temu przesłanki. Sąd bada, który z rodziców zapewni dziecku większe poczucie bezpieczeństwa, odpowiednią opiekę, warunki do nauki i rozwoju, który z rodziców jest zaangażowany i zorientowany w potrzebach dziecka itp. Porywanie go i wywożenie w obce miejsce temu wszystkiemu przeczy. " https://kobieta.wp.pl/jej-rozwod-trwal-piec-lat-teraz-pomaga-polkom-rozwiesc-sie-nawet-w-kilka-minut-6130722817239169a Jej rozwód trwał pięć lat. Teraz pomaga Polkom rozwieść się… nawet w kilka minut Były mąż wielokrotnie pozywał ją do sądu rodzinnego. W międzyczasie uprowadził ich wspólne dziecko. Jako że nie miała pieniędzy na specjalistów z każdej dziedziny, sama wertowała przepisy. Dziś Dorota Wollenszleger-Gałuszka jest mediatorką i zawodowo zajmuje się organizowaniem rozwodów Polek. (Archiwum prywatne) Rozwód nie jest już w Polsce tematem tabu? Przestaje nim być. Kiedy mnie zostawił mąż, wstydziłam się do tego przyznać. Cieszy mnie więc podwójnie, kiedy widzę, jak moje klientki kwitną. Na szczęście w społeczeństwie przestało już pokutować przekonanie, że rozwód to koniec świata. Coraz częściej widzi się atrakcyjne i energiczne rozwódki, które odniosły sukces i nie było to wcale zasługą męża. Z każdym rokiem też zgłaszają się do mnie kobiety silniejsze, odważniejsze, wiedzące czego chcą. One nie chcą już liczyć na łaskę lub niełaskę męża. Nie czekają na to, co ten zaoferuje. Mają od rozwodu konkretne oczekiwanie, nie zawsze finansowe. Polskie rozwody odbywają się z klasą czy to sądowe przepychanki? My dążymy do tego, by przeprowadzać rozwody z klasą. Proszę mi wierzyć, ponad połowa pań przychodzi z przeświadczeniem, ze chce się rozwieść polubownie. Kobiety naprawdę nie chcą iść na wojnę. Mają świadomość, jakie konsekwencje to za sobą niesie. Pierwszy etap pracy z klientką zawsze wiąże się z mediacją. Bezpośrednią - wtedy zapraszamy męża na rozmowę, albo pośrednią - moją rolą jest wtedy kontrolowanie korespondencji, także sms-owej czy dawanie wskazówek, jak z partnerem rozmawiać. Trzeba uważać, żeby nie zaognić atmosfery. Skuteczna mediacja pozwala przeprowadzić rozwód błyskawicznie. Na swoim koncie, jako firma, mamy rozwód… w osiem minut. Były też trzynasto- i dziewiętnasto- minutowe. To wynik, który można świętować! Takie usługi też oferujemy. Po co kobieta ma świętować rozwód? Ważne, by w dniu z założenia przykrym, mieć na co czekać. Nie na sprawę sądową czy spotkanie z prawie byłym już mężem, ale na to, co będzie nagrodą już po. Takie oczekiwanie wnosi w ten dzień pewną pozytywną nutę. Mnie tego zabrakło. Po wizycie w sądzie wróciłam do pustego domu i zajęłam się codziennymi czynnościami, mimo że chciałam zrobić coś, co pozwoliłoby przypieczętować koniec i zacząć na nowo. To był pomysł na biznes? Wciąż słyszę, że na wszystkim można zrobić biznes. A nie tylko o biznes tu chodzi, moja firma ma za zadanie otoczyć kobietę kompleksową opieką i wsparciem w każdym momencie. Jestem dostępna dla moich klientek 24 godziny na dobę i jeśli tego wymaga sprawa, moi współpracownicy też tak pracują. Tzw. impreza rozwodowa jest ostatnim etapem naszej wspólnej drogi. Ważną kwestią jest cena. Nie oszukujmy się, najczęściej po rozstaniu kobiety zostają w gorszej sytuacji finansowej. Wiele środków przeznaczają też na pomoc prawną i inne aspekty rozwodu. Stąd oferta nie w tysiącach złotych, ale skromniejsza. Cena za osobę zamyka się w 140-200 złotych od osoby. Zwykle udział bierze w niej kilka najbliższych osób Cały czas przyglądam się potrzebom. Pytam, w jaki sposób kobiety chciałyby zaakcentować ostatni dzień starego życia. I co się najczęściej dzieje na takich imprezach? W większości panie nie marzą wcale o dzikiej imprezie, a raczej o spokojnym wieczorze z odrobiną luksusu. Chcą podsumowania i refleksji. Wraz z koleżankami wpadłyśmy więc na pomysł organizacji wizyt z tej okazji w SPA. Niech ktoś o tę rozwódkę w końcu zadba, zawiezie, przywiezie, wymasuje. Potem przychodzi pora na zabawy z elementem… szamańskim. Dla chętnych odprawiony zostaje tzw. rytuał separacyjny. Polega on na wypalaniu świec, które symbolizują dane etapy związku i życia, by móc skupić się na tym, co przed nią. To atrakcja na pograniczu czarnej magii, ale oczywiście z przymrużeniem oka. Archiwum prywatne Działa? Działa. Pozwala zamknąć stary i otworzyć nowy rozdział. To dobre zarówno dla kobiet, które uciekły z toksycznego związku, jak i takich, które po prostu muszą pogodzić się, że małżeństwo się skończyło. Najważniejsze, że świadomość Polek jest już inna niż jeszcze dwa lata temu. Przestajemy wstydzić się rozwodu. Najczęstsze przyczyny polskich rozwodów? Zdrada. Albo pogubienie małżonków. Pewnie rzeczy się kończą, wygasają. Często słyszę, że w teorii oboje małżonków, wie co robić. Sprawnie funkcjonują jako rodzina, jednak w praktyce brak między nimi "tego czegoś". Łapią się na tym, że przekazują sobie tylko suche fakty dotyczące dzieci czy domowych obowiązków. Czasami już na już tym etapie związek się kończy. Jeśli jednak nie, to nierzadko rozpoczyna się poszukiwanie pociechy w ramionach innych osób. I tej pociechy wcale nie musi szukać mężczyzna. Trafiają do nas też panie, które zdradziły mężów, wiedzą, że źle zrobiły, że muszą odejść. A jednak mimo tego, że odnalazły szczęście w innym związku, przychodzą i płaczą. Trudno pogodzić oczekiwania rozwodników? Kiedyś obierałam sobie za cel zawarcie ugody pomiędzy małżonkami. Uznawałam, że należy spotykać się z parą tak długo, aż do tego dojdzie. Dziś wiem, że to nie jest konieczne. Sama mediacja zmienia ludzi i oczyszcza relacje. A często któraś ze stron zaskakuje nas zmianą stanowiska i udaje się spotkać w połowie drogi. Nagle może okazać się, że partner zaczął dostrzegać potrzeby dzieci, a kwota alimentów, wyznaczona przez kobietę wcale nie jest wzięta z kosmosu.EKLAMA Są przypadki, gdzie mediować się nie da? Z całej siły wierzę w instytucję mediacji, jednak nigdy nie mediuję, jeśli w grę wchodzi przemoc domowa. To byłoby wbrew mojej naturze. Nie ma wtedy równowagi stron, a co więcej nie da się jej już wypracować. Ofiary przemocy, zgłaszają się do nas często jeszcze w trakcie trwania małżeństwa. Nie podjęły jeszcze żadnych kroków. Te kobiety wiedzą, że jest źle, ale nie mają siły wyjść ze związku. Przychodzą wtedy i pytają: "czy mogę coś zrobić?". A czasami nawet: „czy w ogóle powinnam coś zrobić?”. Wtedy wiem, że przed nami długa droga. Często dopiero po roku lub więcej są gotowe, by choćby złożyć pozew rozwodowy. Były przypadki, w których odmawiała Pani pomocy? Daleka jestem od oceniania kogokolwiek negatywnie. Mój mediacyjny radar pozwala mi jednak szybko wyczuć intencje danej osoby. Dwa razy w ciągu kariery, odmówiłam poprowadzenia sprawy. Czułam, że niektóre elementy historii są niespójne. Wiele wskazywało na to, że nie chodzi o dobro dzieci, a skrzywdzenie partnera. Co Pani zrobiła? Nie odmówiłam wprost. Poprosiłam, by klientka przed następnym spotkaniem, poczyniła kroki, które poprawiłyby obecną sytuację. Tak jak myślałam, więcej jej nie zobaczyłam.REKLAMA KObieta nie może zakładać, że dziecko ma być tylko przy niej i koniec. Ono ma prawo do obojga rodziców. Pod warunkiem, że nie dzieje się mu krzywda, spotkania z ojcem, należy wpisać w przyszły grafik. Często niestety panie mają problem żeby się z tym pogodzić. Kieruje nimi rządza zemsty? Czasami. Zdarza się, że klientki naciskają żeby dać mu popalić, odegrać się. To trudne do przepracowania emocje, ale nie o to chodzi. Zanim przejdziemy do mediacji, warto spotkać się z psychologiem. Mediacja nie ma być rozmową terapeutyczną, ale konstruktywną. Jest po to, by zrozumieć swoje stanowiska, a nie wyrzucać żale. Przez pryzmat nieprzepracowanego z psychologiem żalu i chęci odwetu jest to bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Zdarzają się ocalone małżeństwa? Tak, ale wtedy to już działka terapeuty. Kiedy widzę, że im dalej w las z przygotowaniami do rozwodu, tym więcej u kobiety wątpliwości, doradzam parze skorzystanie z terapii małżeńskiej. Zazwyczaj kilka spotkań pozwala oszacować, czy coś z tego będzie. Niestety zdarza się, że po kilku spotkaniach pani wraca i wie, że już jest gotowa. Przyszła pora na rozwód. Co najgorszego może zdarzyć się w trakcie rozwodu? Odpowiadam bez wahania: uprowadzenie rodzicielskie. Mój były mąż uprowadził nasze dzieci, jednej z córek nie widziałam kilka tygodni To było dla mnie najbardziej traumatyczne przeżycie w trakcie rozwodu i robię wszystko, żeby uchronić przed tym moje klientki. Kiedy widzę jakiekolwiek sygnały, że sytuacja zmierza w tym kierunku, momentalnie działam. Na co uważać? Na przepychanki słowne w rodzaju: "ja ci pokażę", "zobaczysz, kto tu rządzi", "jeszcze się zdziwisz". Mogą wydawać się niewinne, ale w głowie powinno zapalić się nam czerwone światło. Wiele osób kieruje się mylnym stereotypem, że to przy którym rodzicu dziecko będzie w dniu rozprawy sądowej, zadecyduje gdzie zostanie. Tym pokutującym przekonaniem kierował się mój były mąż. Jego manewr na szczęście nie odniósł sukcesu. Ustalenie miejsca pobytu dziecka to nie koncert życzeń jednej ze stron. Muszą istnieć ku temu przesłanki. Sąd bada, który z rodziców zapewni dziecku większe poczucie bezpieczeństwa, odpowiednią opiekę, warunki do nauki i rozwoju, który z rodziców jest zaangażowany i zorientowany w potrzebach dziecka itp. Porywanie go i wywożenie w obce miejsce temu wszystkiemu przeczy. Jak temu zapobiec? Nie ma jednego sposobu, ale zawsze nastrajam klientkę na odpowiednie rozmowy i doradzam, jakie sygnały mają szanse odwieść męża od tego pomysłu. Nie ograniczać kontaktu z dzieckiem, ale dążyć do ustalenia planu spotkań tak, by uporządkować jak najszybciej życie dziecka w nowych okolicznościach. Wówczas nie będzie też mowy o ograniczaniu kontaktów, co zazwyczaj jest głównym pretekstem do uprowadzenia rodzicielskiego. Podkreślajmy, że dziecko ma swoje środowisko, do którego jest przyzwyczajone. Tej traumy trzeba za wszelką cenę uniknąć. Pamiętajmy, że w dalszej perspektywie, zabranie od jednego rodzica, skutkuje - paradoksalnie - odwróceniem się od rodzica, który dokonał takiej izolacji. Ma Pani jakieś porażki na koncie? Zawsze mam niedosyt (śmiech). Wydaje mi się, że można było zakończyć rozwód na lepszych warunkach, ale tak naprawdę, wszystko zależy od klientki. Jeśli ona mówi "stop", to nie zrobię niczego wbrew niej. Najczęściej chodzi oczywiście o podział majątku. Nie wynika to z tego, że jestem zawzięta (śmiech), ale z doświadczenia wiem jednak, że kiedy emocje opadają, przychodzi żal i słyszę: "mogłam jednak pani posłuchać". Dorota Wollenszleger-Gałuszka jest koordynaorem prowadzącym gdański oddział firmy Kobieta i Rozwód. Dzięki bazie ekspertów (między innymi prawników, psychologów, detektywów, doradców podatkowych, mediatorów) firma udziela kompleksowej pomocy Polkom, chcącycym się rozwieść, niezależnie od ich statusu finansowego. Sonda
  5. Tak, niewątpliwie w życiu żadnej wspólnoty majątkowej nie będzie już nigdy. Ale to przerobiłem na własnym doświadczeniu. Całe szczęście przyznam się, że przez przypadek, notariusze wpisywali mi w aktach notarialnych, że kasa ze sprzedaży kawalerskiego jest majątkiem odrębnym i przy zakupie już "wspólnego" ta kasa to też mój odrębny. Więc tu 4 litery uratowane. Oczywiście do "wspólnego" ex nie dołożyła przy zakupie grosza ale łaskawie pozwoliła się wpisać do "wspólnego" kredytu przy jej zarobkach równych ZERO "0" - i ta chciwość ją teraz ciągnie na dno bo wiadomo kredycik we franeczkach. A przy jej udziale w wartości mieszkania na poziomie 50 tys zł i długu w banku 100 tys i długu wobec mnie 20 tys (bo od 2013 mam rozdzielność - a ona nie spłaca kredytu) to po prostu ona może iść i się powiesić. Geralt: moja ostatnia kobieta (już ex) wypisz wymaluj Twój przykład - rodzice kupili jej mieszkanie, które sprzedała i kupiła już z mężem dom - też w kredycie. On dołożył 100 tys. Po rozwodzie on oddał jej całkowicie dom i te 100 tys - za to ona do dzisiaj ściga go o raty kredytu nawet kiedy on oddał jej dom i swoje 100 tys zł. Rodzice dali jej też auto pierwsze to był Opel. Dali jej też drugie auto Toyotę Corollę. Ona umyśliła sobie, że zamieszkam w jej domu i będę się dokładał do kredytu. W końcu olałem loszkę. A wcześniej ją poinformowałem, że nie będę u niej mieszkał a tym bardziej płacił jej kredytu. Także widzicie - loszki to cwane sztuki, tak manewrują aby osiągnąć dla siebie największe korzyści materialne - a że większość facetów to rycerzyki - to zadanie mają ułatwione. Frajerzy przepisują na nie domy i mieszkania. Jak się to kończy to wiemy.
  6. Sądzę, ze może to być nawet i 90% jak nie 99%. Tylko po prostu nie miały okazji się połasić na spore kwoty. Każda kobieta jaką w życiu spotkałem kiedy już nie musiała grać pokazywała swoją prawdziwą twarz. Dlatego bardzo uważnie słuchajcie co wasze najnowsze nabytki opowiadają o swoich byłych - warto te tematy poruszać, dobrze słuchać i wyciągać wnioski - bo to samo spotka i Was. Każda kobieta kończąca relację chce z tej relacji wszelkimi sposobami wyciągnąć dla siebie jak najwięcej - wiele już było o tym na forum. One to traktują jako pewnego rodzaju "odszkodowanie". Ja przytoczę kilka przykładów. 1. Moja pierwsza żona nigdy nie chciała mieć wspólnego konta - bo jak się później zorientowałem całe swoje pieniądze oddawała rodzicom "w potrzebie". Kiedy się od niej wyprowadziłem - po jakimś pół roku przeprowadziła się do mnie "ratować małżeństwo" i od razu oświadczyła, że chce założyć wspólne konto i żebym tam wpłacił wszystkie swoje pieniądze. Została wyśmiana i po tygodniu spakowała się i wróciła do mamusi. 2. Znana osoba starsza płci żeńskiej. Poluje na faceta z mieszkaniem i nawet weźmie ślub byle przepisał na nią swoje mieszkanie - temat znany. 3. Moja druga żona - temat na książkę - w skrócie - przy podziale majątku okazało się, że to ona mi dała pieniądze na moje mieszkanie kawalerskie - i chciała zwrotu tych rzekomych pieniędzy tylko nie potrafi tego udowodnić w żaden sposób. Majątek ruchomy w mieszkaniu według niej to wartość 50 tys - według OLX około 4 tys. itd itp Także, każde złodziejstwo loszki zracjonalizują sobie tak aby mieć poczucie czystego sumienia. O czym była mowa już tutaj na forum. Takie zachowanie lochy z artykułu to standard. Na koniec zacytuję słowa mojej ostatniej ex kiedy jej zaproponowałem podział majątku na zasadzie że mi odda kasę, którą wydałem na biegłego i pełnomocnika - i niech spierdziela - co było moją przysługą bo będzie mi winna dziesiątki tys zł. Odpowiedziała na to "to co, ja tak mam odejść bez niczego?""" HAHAHAHHAHA
  7. Sądzę że to kontrola była laski z którą się spotkałem raz, i mi się ona spodobała i będą kolejne spotkania. A tak z dzisiaj. Kolejna napisała. Często takie wiadomości dostaję. A fotkę poradziła i wybrała moja rodzicielka i powiedziała, że na to baby polecą. I lecą. " Witaj. ...Bardzo fajne zdjęcie profilowe. ...Masz ciepły uśmiech i oczy od których trudno się oderwać..Pozdrawiam
  8. http://sympatia.onet.pl/oltre777mare,user.html
  9. Nie mogę wstawić jej fotki ale na Sympatii występuje jako: oltre777mare Fotka tam jest ale nie jako główna.
  10. :-) Jasne, że desperatka. Ależ w jej ściemy w ogóle nie wierzę. Napisałem posta, żebyśmy mogli z nią pokorespondować trochę jak będziecie mieli ochotę. Bzykać też mi się jej nie chce. Pisać z nią też mi się nie chce - bo nie lubię pisać po próżnicy i szkoda mi czasu na pisanie z loszkami mam inne ciekawsze zajęcia. Aktualnie mam tego przesyt, ile na raz można loszek obrabiać?
  11. Witam Braci Jak większość z Was "poluję" na portalach. O tym wszystkim co tam się dzieje, wiele tutaj napisano. Jednak napisała do mnie dzisiaj kobieta. Treść macie poniżej. Jak to mówi popularny redaktor - moja ocena tego jest taka. Bazując na tym co ona pisze. Gdy była młoda korzystała z życia - życie na walizkach bez zobowiązań, pewnie zwiedzanie, dyskoteki, alkohol lejący się strumieniami, ruchanie po kątach. Poznawała badboyów, którzy działali na nią jak heroina (sama pisze) ruchali ją na lewo i prawo, jeden, drugi, trzeci, piąty, dziesiąty, setny. Faceci traktowali ją jak szmatę i tylko do rozrywki. A czas upływał, stawała się tylko starsza a nie młodsza. Jej miejsce zajęły młodsze z jędrnymi piersiami i tyłeczkiem. A ona zrobiła swoje i mogła odejść z towarzystwa rozrywkowego bo ma już 36 lat. Jak wiemy facet z kasą jakiego ona by chciała takiej przechodzonej 36 latki raczej nie chce. Stać go na dziunię 20 kilku letnią. Więc panna jest teraz w czarnej dziurze, dla kasiastych za stara, dla "normalnych" zbyt wymagająca i zmanierowana zbytkiem. Do tego bez dzieci - dla mnie jest to duży MINUS - bo ja dzieci nie chcę mieć więcej, a ona pewnie tak i będzie robiła wszystko, żeby mnie złapać na dziecko a przy tym spełnić swój biologiczny obowiązek. Teraz loszka chce stabilizacji i bezpieczeństwa to dla niej priorytet - no tak, czas ucieka, a strach zagląda w oczy, że będzie starą panna bez frajera, który będzie na nią łożył, i zapewni jej wikt opierunek i zbytki. Wybawiła się, jak to ktoś tutaj napisał, "kutasiła" a teraz szuka misia/łosia/providera. No więc tekst macie poniżej - jeszcze jej nie odpowiedziałem. Czekam na Waszą analizę i propozycje odpowiedzi. Nie zależy mi na spotkaniu z nią. Dla mnie jest przeciętna no i nie ma dzieciaka co dla mnie jest wadą bo będzie chciała złapać kogoś na dzieciaka, a ja jak napisałem wcześniej nie chcę mieć więcej dzieci. Mam swoją małą księżniczkę - i mi to wystarczy. "Cześć! Widzieliśmy się na tym portalu pewnie ok. 1,5 tyg. temu, gdyż Ty polubiłeś mnie w „Bingo!”, może zrobiłeś to zupełnie przypadkiem, tego nie wiem, a ja odwiedziłam Twój profil. Wczoraj usunęłam swoje konto po ok. 3 tyg. obecności tu, nie mogłam się odnaleźć w wirtualnym świecie. Zdecydowałam jednak, że wrócę jeszcze na kilka dni, zaryzykuję i napiszę do Ciebie. Przeczytałam informacje o Tobie, tzn. wiem, że jesteś rozwiedziony, masz dziecko lub dzieci, pewnie to dziewczynka ze zdjęcia i jestem świadoma, że w związku z tym Twoje życie wygląda zupełnie inaczej niż moje…, że już dzielisz je z kimś, że najważniejsze osoby dla Ciebie to dzieci, a ich mama zawsze będzie w nim obecna i to się nie zmieni. Ja jestem, pewnie dla większości ludzi, tzw. „starą panną”, mam 36 lat i nie mam dzieci, nie wiem nawet czy chcę mieć, a przynajmniej dotychczas nie spotkałam nikogo z kim chciałabym założyć rodzinę. W pewnym momencie postawiłam wszystko na jedną kartę i to była zła decyzja, konsekwencje bolesne do dziś, ale uczę się na błędach. Podobnie jak Ty nie szukam przygód i wrażeń, ani zabawy na chwilę. Dla mnie bliskość drugiej osoby, poczucie bezpieczeństwa i stabilizacja w życiu są priorytetem, życie bez zobowiązań i na walizkach było fajne 10 lat temu. W dodatku tak się pechowo zdarzało, że trafiałam na mężczyzn, którzy działali na mnie jak heroina, teraz chcę być z kimś to podziała jak kasza jaglana… Nie wiem, czy odczytasz tę wiadomość, ale gdybyś miał ochotę kiedyś spotkać się, np. na spacerze, to będzie mi miło. Jeśli nie, to wszystko rozumiem, ja niczego nie oczekuję po tej wiadomości. Gdyby nasze spotkanie mimo wszystko doszło do skutku nie chciałabym, abyś czuł się w jakikolwiek sposób zobowiązany do kontynuacji znajomości, jeśli sobie tego nie będziesz życzył! Zdjęcie to jedno, a rzeczywistość zupełnie coś innego – dopiero kiedy połączysz obraz danej osoby ze sposobem zachowania, mówienia, barwą i tonem głosu, czy też poruszania się widzisz o wiele więcej niż na monitorze komputera. Z doświadczenia wiem, że tak bywa. Rozpisałam się tutaj, ponieważ mój profil nie zawiera tych informacji o mnie. Miłego wieczoru! Monika"
  12. Hahhaha. Niestety potwierdzę. Nawet jak jadę z córką to się zakładamy jak widzę dziwnie jadące auto. I mówię córce - "jedzie baba". A jak ją wyprzedzamy to zawsze córka mówi "tato skąd wiedziałeś ?" Ewidentnie po stylu jazdy można rozpoznać kobietę za kółkiem. Czasami ale bardzo rzadko jest to mężczyzna ale bardzo zaawansowany wiekiem.
  13. Wczoraj na parkingu galerii byłem świadkiem jak, Skoda Octavia przywaliła tyłem w filar betonowy, huk był spory. Jak przechodziłem to zaglądnąłem do środka. Z przodu za kierownicą młoda ładna karynka roześmiana. Z boku z przodu młody facet gestykulował i tłumaczył - sądzę, że to było jego auto. Z tyłu dwie młode loszki. Jak na mój gust facet dał głupiutkiej loszce poprowadzić furę, a że fura nie jej to i zabawa dla niej była i totalnie nie uważała na nic. 1. I tak mi przyszło do głowy moje byłe małżeństwoi ex żona. Jak poznałem ex żonę to oczywiście na jej prośbę dałem jej poprowadzić auto - no cóż nie wyrobiła na rondzie i rozwaliła oponę tak że dziura była na 4 palce. Do tego zgięta felga i transwersa. 2. To samo auto parę lat później - przywaliła w tył traktora - maska, lampy, zderzak pas przedni i chłodnica do wymiany. Po tym auto to był już rupieć i strach było jeździć. 3. Kupiliśmy nowe/używane auto. Trzy dni po zakupie wjechała w tył innego auta z hakiem i lekko uszkodziła zderzak przedni. 4. Jak jechała autem matki cofając uderzyła w lampę - uszkodzone lampa tył zderzak tył połamany. 5. Na targowisku cofając przycisnęła matkę swoją tyłem auta na wysokości kolan - do innego auta. Stara aż o mało chyba nie zemdlała. Co ciekawe ja to widziałem - ale stara nie przyznała się i zapierała się w żywe oczy że to nie prawda. Kupiłem auto specjalnie dla niej - żeby mojego nie niszczyła. I tak 6. Wjechała podczas zmiany pasa ruchy w tył śmieciarki - mocno wgięty przedni błotnik. 7. Cofając na parkingu przy Tesco - walnęła tyłem w inne auto. 8. Wjechała w tył innego samochodu. 9. Wcisnęła się w tył chyba tira tak ze ta tylna belka zniszczyła lampy i zgięła maskę przednią. Już po rozwodzie sprzedała to auto które jej kupiłem (ugoda w sadzie przy podziale majątku) i kupiła VW. Na tego VW dmucha i chucha, każdą ryskę ogląda, o auto dba lepiej niż o córkę. Z autopsji/obserwacji rozmów ze znajomymi facetami. Wszędzie jest tak samo - żona/dziewczyna/narzeczona używając auto kupione przez faceta kompletnie o to auto nie dba, rozbijają te samochody i pukają wszędzie gdzie się da. Zgodnie z przysłowiem - łatwo przyszło łatwo poszło. I ja na bazie doświadczeń - nigdy nie dam swojego samochodu prowadzić żadnej loszce. Nawet gdy będę na gazie - wolę zostawić auto gdzieś na mieście i wrócić taryfą do domu a na drugi dzień również taryfą po samochód. Żadna locha nie siądzie za kierownicę mojego auta - a tym bardziej auto które jest pod moją pieczą. I każdemu doradzam od wielu lat podobne postępowanie. Podzielcie się swoimi doświadczeniami z Waszymi kobietami i Waszymi autami oddanymi w użytek Waszym kobietom. Jaki był los tych samochodów pod damskim panowaniem. Na koniec kawał w tym klimacie: Żona dzwoni do męża i mówi, kochanie jak przyjdziesz z pracy to na stole masz obiad deser i piwko jakie lubisz, na kolację sześciopak wino i toje ulubione danie do meczu który będzie w TV - na co mąż odpowiada "Jak bardzo?" na to żona - "przednia lampa zderzak i błotnik".
  14. Po tym tekście już nie dałem rady. Dla mnie tylko 100% idiota będzie jechał na randkę z Wrocławia do Gdyni. Mi się nie chce jechać nawet 10 - 15 km od miejsca zamieszkania - piszę Pannom "Kto będzie dojeżdżał na randki"? Piszą też laski z innych miejscowości (tak wiem po co baby z wioch piszą do facetów z dużych miast) - to im odpisuję, że: 1. Czy w twoim mieście kosmici porwali wszystkich facetów, lub wymarli na jakąś chorobę? 2. To dzisiaj o 19 w restauracji tej i tej zapraszam na kawę. Po czym odpisują że daleko itd - to odpisuję, żeby głowy nie zawracały. Jedna loszka z miejscowości oddalonej o 30 km od mojego miejsca zamieszkania, oczywiście 30 km to dla niej nie kłopot pod warunkiem że to ja będę przyjeżdżał. Kiedy odpisałem, że paliwo kosztuje a czas dojazdu jeszcze droższy, to odpisała, że co to za mnie za facet który miłość kilometrami liczy. Po czym dopisała, że i tak jestem karakan i nie byłą mną zainteresowana. hmm prawie 180 cm to chyba wystarczy :-). W sumie to ona miłość centymetrami mierzyła. Na koniec mnie zablokowała. Inna locha - nawet pogadałem z nią przez telefon - umówiliśmy się na kawę, oczywiście nie przyszła - i wiecie co? Nie dałem jej żadnej satysfakcji - nawet nie zadzwoniłem gdzie jest, nawet nie wysłałem jednego sms. To się przypomniała podczas świąt wielkanocnych - z życzeniami - to poprosiłem o wykasowanie mojego numeru telefonu. Z kolei inna nie mogła rozmawiać przez tel wieczorami. na spotkaniu dopytałem i wyszło że mieszka z mężem. Niby separacja i takie inne bajki. Standard to są pytania, "czym się zajmujesz" - żeby oszacować ile się zarabia. Albo "czy mieszkasz sam?" itd itp. Słowem szukają frajera na providera albo na mieszkanie. Zawsze odstrzeliwuję loszki które mówią, że nie mają auta albo nawet prawa jazdy - zawsze się to kończy nieustannymi prośbami o podwiezienie, zabranie skądś tam itd - za taryfę nie będę robił. Zasadniczo podsumowując - interesowność loszek jest porażająca. Aż odechciało mi się chodzenia na spotkania. Dorzucę jeszcze jedno - są nachalne lochy brzydkie strasznie. Ale musiałbym chyba najpierw oślepnąć. No i historia z dnia dzisiejszego - locha brzydka, 37 lat panna - napisała że szuka - .....i tu wpisała tyle wymagań, że się nie mogłem oprzeć i jej napisałem - wiecie co, że w tym wieku to powinna już poważnie zrewidować tą listę - bo pies z kulawą nogą się nie nawinie - po czym odpisała to czego się spodziewałem - że jestem skrzywdzony, żałuje mnie itd - po czym blokada abym nie odpisał. To się uśmiałem.
  15. Oto najnowszy wyrok SN w sprawie podziału majątku. Według SN przy podziale majątku w postaci lokalu mieszkalnego dług w postaci kredytu hipotecznego nie umniejsza wartości tej nieruchomości. Czyli np mieszkanie ma być podzielone na pół osoba która dostanie to mieszkanie po podziale musi spłacić w połowie wartość tego mieszkania byłemu małżonkowi. I do tego spłacać jeszcze kredyt. O połowę rat może występować sądownie. SN orzekł, że po podziale majątku kredyt nie wygasa i obciąża oboje małżonków jak przed rozwodem - to wiemy. Czyli osoba, która otrzymała mieszkanie będzie musiała się bujać po sądach aby odzyskiwać połowę rat za spłacany kredyt. I jednocześnie spłacać byłego małżonka. Tak oto korporacja sędziowska nabija sobie sprawy i klientów. Bo ludzie będą zmuszeni do drogi sądowej aby odzyskiwać połowę rat kredytu - które im się należą bo spłacili połowę mieszkania byłemu współmałżonkowi. Czyli na logikę - przed spłatą połowy majątku byłemu małżonkowi - to były małżonek winien jednorazowo spłacić swoją połowę kredytu wtedy powinien uzyskać prawo do swojej połowy nieruchomości. A dopóki nie spłacił swojej połowy kredytu nie powinien mieć prawa do części nieruchomości którą nabył na drodze zaciągnięcia kredytu. Jak dla mnie jest to paranoja. Także, jest to kolejny gwóźdź do trumny małżeństwa i wspólnoty majątkowej. http://www.rp.pl/Rodzina/305039982-Sad-Najwyzszy-hipoteka-nie-zmniejsza-dzielonego-dorobku-przy-rozwodzie.html#ap-1 Sąd Najwyższy: hipoteka nie zmniejsza dzielonego dorobku przy rozwodzie publikacja: 03.05.2017 aktualizacja: 03.05.2017, 15:40 Foto: Fotolia Jeśli byli małżonkowie są nadal dłużnikami kredytu z hipoteką obciążającą lokal, to przy podziale majątku sąd bierze jego wartość rynkową bez obciążenia. REDAKCJA POLECA 24.10.2015 Jaką umowę majątkową wybrać w małżeństwie 02.06.2015 Co wyceniać by podzielić dorobek małżonków 15.02.2013 Żona odpowiada za długi firmowe męża 24.04.2012 Podział majątku po rozwodzie: co przypadnie żonie, a co mężowi 16.02.2012 Odpowiedzialność za zaległości podatkowe małżonków po rozwodzie 18.01.2012 Rozwód także z hipoteką 08.01.2011 Spłaty z dzielonego majątku małżonków sąd obniży wyjątkowo kancelarierp.pl Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie! Podział majątku po rozwodzie dotyczy wprawdzie całego majątku, ale byli małżonkowi są nadal dłużnikami banku. To sedno najnowszego orzeczenia Sądu Najwyższego. Mieszkanie na kredyt Sąd rejonowy główny składnik wspólnego majątku: spółdzielcze mieszkanie własnościowe, przyznał byłemu mężowi, zasądzając dla byłej żony 183 tys. zł spłaty. Mieszkanie było obciążone hipoteką zabezpieczającą kredyt (89,2 tys. CHF). SR za podstawę rozliczeń przyjął niesporną wartość mieszkania – 350 tys. zł, bez uwzględnienia hipoteki. W jego ocenie w sprawie o podział majątku wspólnego sąd dokonuje podziału aktywów, a nie rozstrzyga o zaciągniętych przez oboje małżonków w czasie wspólności niespłaconych długach. Sąd wskazał, że oboje są stroną umowy kredytowej, a podział majątku nie wpływa na ich obowiązek wobec banku. Spłata rat przez jednego z nich po dokonaniu podziału może być podstawą regresu między nimi jako dłużnikami solidarnymi, dochodzonego w razie potrzeby przed sądem. Sąd okręgowy podzielił to stanowisko. W kasacji były mąż kwestionował przyjęty przez SR i SO sposób ustalenia wartości mieszkania bez uwzględnienia pozostającego do spłaty kredytu, zabezpieczonego hipoteką. Wskazywał, że obniżenie wartości mieszkania o długi, w konsekwencji proporcjonalne obniżenie spłaty dla żony, zapobiegłoby jego pokrzywdzeniu. Nie byłby narażony na dwukrotną zapłatę, raz spłacając żonę, a drugi ewentualnie spłacając w całości kredyt. Po rozwodzie Sąd Najwyższy nie podzielił tych zastrzeżeń. Wskazał, że przyznanie lokalu o wartości obniżonej o niespłacony kredyt nie powoduje wygaśnięcia długu drugiego małżonka wobec banku. Takie rozliczenie nie uwzględnia też sytuacji, że po podziale majątku kredyt, przy bierności właściciela nieruchomości zmuszony byłby spłacać drugi małżonek, który nie otrzymał nieruchomości, ani też rynkowej spłaty. Poza tym w chwili podziału majątku sąd nie ma danych umożliwiających zajęcie stanowiska, jak będzie przebiegać w przyszłości spłata kredytu obciążającego oboje małżonków. Trudności piętrzą się, gdy kredyt jest wyrażony w walucie obcej, a raty są uzależnione od aktualnego kursu waluty. – To prowadzi do konkluzji, że jeśli byli małżonkowie pozostają dłużnikami banku, to sąd przy podziale bierze pod uwagę wartość rynkową lokalu bez obciążenia hipotecznego – wskazała w uzasadnieniu Agnieszka Piotrowska, sędzia sprawozdawca. Z tych przyczyn SN werdykt utrzymał. – Wspólny kredyt jest silniejszy niż węzeł małżeński i rozwód dla spłaty kredytu nie ma większego znaczenia – wskazuje mec. Mariusz Korpalski, zajmujący się sprawami frankowiczów. – Na modyfikcję umowy musiałby zgodzić się bank, a banki zwykle się nie godzą, bo nie mają w tym interesu. Sygn. akt ?I CSK 54/16 Opinia dla „Rzeczpospolitej" Tomasz Kot, ?notariusz, Fundacja na rzecz Bezpiecznego Obrotu Prawnego Sąd, zasadniczo słusznie, przyjął, że hipoteka na prawie do lokalu zabezpieczająca dług obojga małżonków nie ma wpływu na jego wycenę. Orzekając jednak o wysokości spłaty, nie wziął pod uwagę, że hipoteka zabezpiecza także dług osoby uprawnionej do spłaty. Drugi małżonek, który prawo do lokalu otrzymał i jednocześnie jest zobowiązany do spłaty, nie uzyskał przy podziale pełni praw w sensie ekonomicznym, a musi znosić obciążającą hipotekę. Pojawia się pytanie, czy w takich sytuacjach sąd nie powinien wyceniać wartości tego obciążenia w takim zakresie.