Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

rarek2

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    669
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    10

rarek2 last won the day on December 31 2019

rarek2 had the most liked content!

Community Reputation

2513 Świetna

About rarek2

  • Rank
    Sierżant

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Poznałem nową kobietę. Całkiem fajna. Trochę się już spotykamy. Poznaliśmy się za pośrednictwem apki randkowej, pewnie wiecie jakiej I na którymś spotkaniu poinformowała mnie, że już tą apkę usunęła bo tam nie ma nikogo ciekawego i ją nudziła. Ja tej apki nie usunąłem. Oczywiście jej profil dalej tam był, nawet fotki zmieniała. Niedawno zaprosiła mnie do siebie i jej telefon leżał na stole luzem. Nagle rozświetlił się ekran i wyskoczyło okienko powiadomienia - Tinder - "Darek przesyła wiadomość" 🙂 Także sami widzicie. Kłamstwo ma zawsze krótkie nóżki. Ale cieszę się, że to wyszło na samym począteczku znajomości - po co brnąć i tracić czas na kłamczucha. Nie powiedziałem jej o tym i tak się zastanawiam - pokorzystać trochę, czy już ustawić ją w drzwiach i wywalić kopa w dupę od razu? Co powiecie???
  2. Eeee.......HAHHAHA - 10k nie jest głupią kwotą - jest to około 7k na rękę. Czynsze za mieszkanie 700 zł Rata kredytu 1400 zł Prąd 200 gaz 50 telefon - 100 internet 50 zł już macie 2500 zł pozostaje 4500 i dalej jedzenie 1500 zł minimum Paliwo do auta - 1000 Pozostaje 2000 Jakieś naprawy auta, ciuchy, buty jakies małe hobby I PYK nie ma już 10k Jak ktoś chce może ograniczać wydatki i odkładać - tez się da. Jak widać wypłata na poziomie 10 k dla samodzielnie utrzymującej się osobie w mieście nie jest jakimś szałem. Małżeństwo każde po 5-6k i jakos tam ciagną.
  3. Dziecko jęczało, że chce pograć na konsli w jakieś gry typu minecraft jakieś tańce itd. Kupiłem X BOX OneX. Dołączone były Batelfieldy V i Jeden. Kupiłem jeszcze co by tata się pobawił DOOMA 2016 na tą konsolę bo był za 30 zł. I po prostu napiszę Wam - TRAGEDIA. Grać w takie gry na konsoli to jest jak uprawiać seks z kajakiem. Po prostu to nie na moje nerwy, myślałem że padem rzucę w ścianę jak już 20 raz próbowałem w coś wycelować szybko i skutecznie. Skończyło się na tym że sprzedałem to coś bo i córka nie miała nerwów do pada. Po prostu horror jeśli chodzi o strzelanki FPS. Myszy i klawiatury nic nie przebije. Konsola i Shootery to dwa wykluczajace się słowa. Chcesz się nabawić nerwicy to możesz tak grać.
  4. 1. No a jak to ma być -gdy firma zatrudnia wiele osób na identycznych stanowiskach - i w dodatku ci ludzie zarabiają różnie. Starzy wieloletni pracownicy zarabiają zazwyczaj mało bo się przyzwyczaili (autentyczne słowa pańci z HR) Młodsi zarabiają więcej bo przyjęli ich później i musieli zapłacić więcej. Dlatego w firmach jest tajemnica wynagrodzeń aby ludzie się nie wściekli ze są aż takie rozbieżności w zarobkach na tych samych stanowiskach. 2. Jeżeli w firmie są podane nawet widełki np od 5k PLN do 10k PLN to tylko po to aby korporacyjne szczurki widziały marchewkę, że jak się wykażą to ich pozycja w widełkach się przemieści ku górze. Jednakże jest to ściema aby króliczek gonił marcheweczkę jak ten chomiczek w kołowrotku 🙂 także na widełki nawet nie ma co patrzeć bo ważna jest TU I TERAZ a nie za np 4 lata mgliste obietnice podwyżek i awansów. 3. Nie podawanie przy rekrutacji widełek = patrz pkt 1. oraz szukanie frajerów którzy zgodzą się pracować za grosze - po magicznym pytaniu ile by chciał Pan zarabiać na tym stanowisku. I wtedy wybierają sobie najtańszego pracownika który spełnia ich wymagania w jakimś minimalnym stopniu. Łoś powie za mało i już zatrudniony - a korpo się cieszy że maja wyrobnika za grosze. Regularnie uczestniczę w rekrutacjach i zbieram informacje z rynku o zarobkach i zbieram doświadczenie. Z kilku ciekawszych doświadczeń. A) rekrutacja na wysokospecjalistyczne stanowisko etatowe - zapytali i rzuciłem kwotę, powiedzieli że budżet ich tego nie przewiduje.... ale widzą mnie za 3 lata na stanowisku managera regionu z nawet wyższą wypłatą jak powiedziałem. odparłem, że rozmawiamy, TU I TERAZ, perspektywa 3 lat mnie nie interesuje na zasadzie obiecanek. W zasadzie jest to stary numer korporacyjny byleby ściągnąć specjalistę jak najlepszego i obiecać mu niewiadomoco - ale zapamiętajcie jedno. Jak jesteście zajebistymi specjalistami w swojej dziedzinie - NIGDY NIE AWANSUJECIE - bo gdzie korpo znajdzie kogoś równie dobrego jak WY - lepiej róbcie to co robicie a na managera potrzebny jest jakiś cymbał na zasadzie BMW - bierny mierny wierny, którego jak się wywali i zastąpi kimś innym wielkiej szkody dla działania danej komórki nie będzie. B.) Rekrutacja na zasadzie B2B - na podobne stanowisko - przeszedłem całą rekrutację i zaproponowano mi współpracę na zasadzie B2B jednak musiałbym przychodzić do pracy jak normalny pracownik od 8 do bóg wie której bo mnie kodeks pracy by nie obowiązywał. Do tego za każdy miesiąć pracy uzyskiwałbym prawo do 2 dni płatnego urlopu. A miało to działaś na zasadzie miesięcznego abonamentu czyli raz w miesiacu wystawiam fakturę na jakąś kwotę. Poprosili abym określił ile. No i określiłem na dwa razy więcej jak chcieli płacić. Przeliczyłem koszty, ZUSu podatki odłożenie na emeryturę itd. No niżej się nie dało zejść. Olałem ich. Za miesiąc płacili tyle ile wynoszą 4 dni pracy licząc stawki rynkowe. Śmiech na sali. Wnioski - całe rekrutacje to szopki z ich assesment centrami, etapami rekrutacji, testami itd - i tak chodzi o to żeby zatrudnić jak najtaniej. Możecie mieś super kwalifikacje ale znajdzie się ktoś kto zrobi taniej ale możę być nwet o galaktykę za wami i tak wezmą tańszego i będą próbować go szkolić ale i tak będzie pieprzył robotę i po latach będą szukali kogoś kto się po prostu zna.
  5. Jak widzicie temat znany i lubiany, kolejny raz nowa odsłona starego czyli zabiegi naszych kochanych pań aby zaciążyć. Pewnie znacie już zasady higieny mężczyzny pod tytułem "Nie wierz nigdy kobiecie". A tak na poważnie, żeby nigdy nie spuszczać wzroku ze swojego materiału genetycznego pod żadnym pozorem. A tutaj sam artykł dla przestrogi dla tych co zapomnieli i tych co jeszcze nie wiedzą. https://kobieta.wp.pl/samotne-macierzynstwo-na-zyczenie-gdy-zobaczy-dziecko-to-pokocha-6382646851708545a?utm_source=facebook&utm_medium=post&utm_campaign=fbkobieta&utm_content=kobieta&fbclid=IwAR1DLCn_7Yb-O10jwB4HmaV5nLJrnibR1cbyBbEwE-u-VJt5SyPWZFi2Mss Samotne macierzyństwo na życzenie. "Gdy zobaczy dziecko, to pokocha" Przebijanie prezerwatywy, oszukiwanie, że jest się bezpłodną, fałszywe zapewnianie o stosowaniu antykoncepcji hormonalnej oraz pobieranie spermy z prezerwatywy za pomocą strzykawki. Do takich rzeczy posuwają się kobiety, które chcą "złapać" faceta na dziecko. Marzena postanowiła przyspieszyć decyzję swojego faceta o dziecku (123RF) "Gdy zobaczy dziecko, to je pokocha" Marzena marzyła o dziecku i rodzinie, ale nie mogła sobie znaleźć chłopaka na stałe. Teraz jest matką dwuletniej Marysi, którą sama wychowuje. - Zawsze wokół mnie było wielu chłopaków, chętnych na randki, na weekend, do łóżka, ale żaden ze spotkanych facetów nie wykazywał najmniejszego zainteresowania stabilizacją - opowiada Marzena. - A ja bardzo chciałam mieć dziecko. Byłam już po trzydziestce, miałam poczucie, że zegar mi tyka i szukałam sposobu, by zostać mamą - opowiada. On - wysoki, przystojny, programista. Poznali się na serwisie randkowym i postanowili nie marnować czasu na rozmowy przez internet, tylko spotkać się od razu. - W łóżku z Piotrkiem wylądowaliśmy na drugiej randce - opowiada Marzena. - Powiedziałam mu, że się zabezpieczam, bo chciałam sprawdzić, czy faceci biorą jakąkolwiek odpowiedzialność za antykoncepcję - opowiada mama małej Marysi. - Okazało się oczywiście, że nie. Nawet z prezerwatywy zrezygnował, gdy mu powiedziałam, że stosuję antykoncepcje hormonalną. A ja pomyślałam, że to taki fajny facet, że byłby dobrym czułym ojcem, tylko jeszcze o tym nie wie. I byłam pewna, że gdy zobaczy nasze dziecko, to je pokocha. Zobacz też: Dziewica zaszła w ciążę Piotrek przestał dzwonić do Marzeny po trzeciej randce. Wysłała mu kilka sms-ów, zagadała na WhatsAppie, ale on milczał jak grób. Do momentu, aż wysłała mu zdjęcie testu ciążowego z dwiema kreskami. - Wtedy zadzwonił jak oparzony - opowiada Marzena. - Spotkaliśmy się na mieście, powiedziałam mu, że jestem w ciąży, a on jest ojcem. Zapytał, czy to pewne, że to on. Poczułam się urażona, ale powiedziałam, że z nikim innym nie spałam. Odparł, że nie zostawi mnie samej, że nie gwarantuje bycia razem, ale że od dziecka się nie odwróci. Marzena i Piotr w ciąży widywali się rzadko. On czasem dzwonił, pytał o jej samopoczucie. Ale nic więcej. - Byłam zawiedziona i rozczarowana - opowiada kobieta. Nie chciał ze mną iść na USG, nie proponował ani pomocy materialnej, ani żadnej innej. Gdy urodziła się Marysia, powiedział, że może płacić 700 zł alimentów. Nie zgodziłam się. Poszłam do sądu, który przyznał mi 1200 zł miesięcznie. Na warszawskie warunki to bardzo mało, zwłaszcza, że on jest programistą. Z Marysią się nie widuje. - Gdy kobieta mówi swojemu partnerowi, że jest bezpłodna, choć może mieć dzieci lub że się zabezpiecza przed niepożądaną ciążą, gdy tymczasem tego nie robi, to zwyczajnie go oszukuje. Trudno będąc partnerem takiej kobiety usprawiedliwić jej postępowanie i wykazać się wobec niego zrozumieniem - tłumaczy psycholożka Katarzyna Szymańska. - Bo czym będzie rodzina, która jest zbudowana na podstępnym działaniu jednej ze stron, na oszustwie? Zwłaszcza jeśli mężczyzna wyraźnie mówił, że nie planuje być ojcem, że nie chce mieć dziecka… Motywacje działania w takich przypadkach są różne: chęć zatrzymania mężczyzny przy sobie, strach przed samotnością (dziecko ma wypełnić pustkę), silny instynkt macierzyński, chęć wymuszenia alimentów na mężczyźnie. Jednak niezależnie od powodów takiego postępowania, nigdy nie ma gwarancji, że mężczyzna przy takiej kobiecie i dziecku zostanie. Coraz częściej odchodzi – dodaje ekspertka. Lepsze doświadczenie macierzyństwa Magda poznała Krzyśka na imprezie u koleżanki. To od razu przypadli sobie do gustu. Może oprócz jednego. - Krzysiek upił się trochę i mówił mi, że się we mnie zakochał od pierwszego wejrzenia - opowiada Magda. - Ale zaraz po wyznaniu miłości dodał, że jeśli szukam dawcy nasienia, to on się nie pisze. Że nie chce być ojcem, więcej, że się do tego nie nadaje. Wie, bo sprawdził. Ale ja wtedy też nie myślałam o dziecku, bo miałam 15-letniego syna Leszka, którego urodziłam na drugim roku studiów. Para po pół roku zdecydowała się na ślub, kameralne wesele w gronie najbliższych przyjaciół, w podróż poślubną pojechali na Teneryfę. - Wtedy zapragnęłam mieć kolejne dziecko - opowiada Magda. - Moje pierwsze doświadczenie macierzyństwa było trudne, bolesne i samotne - ojciec Leszka zostawił mnie, gdy się okazało, że jestem w ciąży. Teraz chciałam to macierzyństwo poczuć w dobrym tego słowa znaczeniu, być matką, która ma poczucie bezpieczeństwa i świadomie wchodzi w swoją rolę. Ale okazało się, że z Krzyśkiem nie mam o czym rozmawiać. On był na nie i już. Badania lekarskie, którym Magda poddała się w tajemnicy przed Krzyśkiem, żeby sprawdzić, jakie ma szanse na zostanie mamą, nie wypadły pomyślnie. Zbyt wysoki poziom prolaktyny, niektóre cykle bezowulacyjne wskazywały, że 38-letniej kobiecie może być trudno zajść w ciążę. - Lekarka, mimo że jej powiedziałam, że nie planuję ciąży, dała mi pigułki na wyrównanie poziomu hormonów. Kazała jednak zabezpieczać się, bo szansa na zajście w ciążę - mimo moich kłopotów - była realna - opowiada Magda. - Powiedziałam Krzyśkowi, że jestem już bezpłodna i że możemy się nie zabezpieczać. Miałam jakiś cień nadziei, że jednak, mimo wszystko zajdę w ciążę. Co miesiąc wylewałam łzy, gdy dostawałam okres. "Nie ma w nim miłości" Po pół roku były to łzy szczęścia - spodziewałam się dziecka. Krzysiek był załamany, nie chciał słyszeć ani o ciąży, ani o dziecku. - Awanturom nie było końca - opowiada Magda. - Krzyczał, że go oszukałam. Że nie tak się umawialiśmy. Ja wyłam z żalu i bólu. Postanowiłam, że niezależnie od tego, czy on chce tego dziecka, czy nie, ja je urodzę. Liczyłam w duchu, że się zakocha w naszym maleństwie. Ciąża przebiegła spokojnie, choć Krzysiek więcej czasu spędzał teraz w pracy niż w domu. W porodzie nie chciał uczestniczyć, ale był w szpitalu, gdy Magda miała cesarkę. - Niestety nie zakochał się w naszym synku - mówi z żalem Magda. - Przewinie go, nakarmi, ale nie ma w tym ani czułości, ani miłości. Za każdym razem wygląda, jak by to robił za karę. A my non stop się kłócimy. I nie tylko o to, kto wstanie do dziecka, kto zmieni mu pieluchę. O wszystko. Nie wygląda to zbyt optymistycznie. Może nie jestem samotną matką w sensie fizycznym czy formalnym, ale psychicznym - podwójną. - Nie jestem zaskoczona takim obrotem sprawy -przyznaje psycholożka Katarzyna Szymańska. - Trudno jest przekonać kogoś do bycia ojcem, zwłaszcza jeśli jest to osoba dojrzała, z ugruntowanym poglądem w tej sprawie i na dodatek przeżytym doświadczeniem ojcostwa. Niestety często kobiety, które pragną dziecka zapominają, że w tym układzie rodzinnym oprócz nich jest także partner, ale także trzeci człowiek - dziecko, który będzie ponosił konsekwencje ich decyzji. W Polsce żyje ok. 1,4 mln samotnych matek. Jest ich jedenaście razy więcej niż samotnych ojców.
  6. Facet z charakterem misia, betaprovider kreujący się na alfę tak właśnie robi - cały czas musi być czujny reagować, pilnować, napinka, stres oczy dookoła głowy ale i tak nie wyłapie wszystkiego aby pokazać reakcję i ramę. Dlatego wiele rzeczy mu umyka - a pańciom to nie umyka, leci stałe testowanie - i taki misio kreujący się na alfe nie wytrzymuje długo i popuszcza a one robią co chcą. Alfa się nie stresuje, robi to od niechcenia na luzie bo nie musi się pilnować i udawać kogoś kim nie jest. Po prostu taki jest. Jest alfą. I kobiety to wyczuwają, że za każdym krzywa akcja im nie ujdzie płazem. O to chodzi. Albo masz to coś albo żyjesz w stresie napince i graniu kogoś kim się nie jest....
  7. I tu się pomyliłeś, bo może na początku jest zasada "biorę-daję" ale potem już jest ssanie jak czarna dziura ma zasadzie "biore, biorę, biorę, biorę......." nic nie dając w zamian. No może co najwyżej pocałować swoje buciki. Jak stwierdzicie, że relacja weszła w ten docelowy dla kobiet stan na zasadzie tylko biorę, to albo to kończycie albo odcinacie przepływ dostaw i patrzycie co będzie. Jak to mówią wtedy kupujecie popkorn siadacie i obserwujecie dramy jakie się będą odbywać. Dlatego jak tu było mówione tak ważne jest pilnowanie przy zawieraniu znajomości aby nie było mezaliansu - społecznego, majątkowego, intelektualnego. Wkład w związek musi być 50/50 na każdej płaszczyźnie. Rozbawił mnie wątek z tym wożeniem, jaką to jest plagą wśród kobiet. Duża część się okazuje nawet nie ma prawa jazdy a co dopiero auto. To jest tak upierdliwe i wkurzające - bo to jest brak szacunku dla czasu drugiej osoby. Też to przerabiałem i wiem, że białopizdeorycerzyk bardzo chętnie będzie pańcię wszędzie woził, będzie jej taksóweczką na każde zawołanie o każdej porze dnia i nocy aby się pańci przypodobać. Mnie to zawsze doprowadzało do białej gorączki - zwłaszcza akcja pod tytułem "zawieziesz mnie do fryzjera i odbierzesz? ile będziesz siedziała u fryzjera? Ze dwie godziny kotku poczekasz na mnie?" - mała rada - niech pańcia jedzie albo autobusem albo taksówką na swój koszt. Nie wolno robić z siebie popychadła. Pańcia ma szanować Was i Wasz czas, który możecie przeznaczyć na hobby albo odpoczynek po pracy a nie kwitnięcie w aucie gdy ona jest u fryzjera. Jak poznajecie pańcię to radzę zawsze zapytać czy ma prawo jazdy i auto. Jak nie ma nawet prawka to na 100% będzie próbowała Was wykorzystywać jako taksówkę. Czasami jak jadę do pracy rano w wygodnym aucie i patrzę bo bokach drogi na tłumnie pańcie się tłoczą na przystankach - no ale gęby wymalowane kosmetykami za 200 zł sztuka, włosy zrobione u fryzjera za 300 zł. Ciiuchy markowe, buty markowe - nie ma z czego potem odłożyć na auto. Tak sie robią na wabika aby złowić kogoś z autem. No bo mężczyzna zaczyna się od 180 no i auto musi mieć. Dodam po edycji - nie bójcie się traktować kobiet na równi i mieć wobec nich wymagania i być po prostu facetem a nie fujarą. Nawet jak się rozstaniecie one o was nie zapomną. Będą z misiami, miłymi facetami po których dobroć spływa. Ale cały czas będą o Was myśleć. Kobiety szanują męską siłę, zdecydowanie, charakter, własne zdanie, nie uginanie się pod ich manipulacjami - jak nie mogą nad facetem zapanować to wtedy czują przed nim respekt i szacunek. A jak wiecie misiem, dobrym ciepłym beciakiem pod pantoflem pogardzają. To co napisałem powiedziały mi same kobiety. Moja była jest aktualnie z misiaczkiem dobrym dla niej zawsze ugotowane posprzątane wyprane, dobrym człowiekiem na zasadzie - tak kochanie, dobrze kochanie, masz rację kochanie. A jest to kobieta o mocnym charakterze, zdecydowana, wymagajaca. Jak myślicie - długo to jeszcze potrwa zanim wdepcze go w podłogę? Zresztą kiedyś mówiła sama, że potrzebuje faceta prawdziwego bo taka jest i tak robi z miękkimi facetami.
  8. Ile to już razy słyszałem "Zaufaj mi" , "chcę żebyś mi ufał", "musimy sobie ufać" itd takie pierdololo. Potem następowały pytania o zarobki, a same kręciły i nie chciały powiedzieć ile zarabiały, padały różne kwoty, na początku większe potem mniejsze. Pamiętajcie NIGDY nie ufajcie kobiecie. Wiele razy tutaj było mówione o tym - absolutnie nie wolno kobiety wprowadzać w swoje sprawy ani powierzać jej swoich tajemnic - bo źle na tym wyjdziecie. Powinna wiedzieć tylko tyle ile musi do prawidłowego funkcjonowania relacji. Absolutnie kobieta nie może wiedzieć ile zarabiacie, jak będzie pytała to rzućcie jakąś kwotę na odczepnego. One słowo wytrych "zaufanie" traktują jednokierunkowo celem oceny potencjału providera, bo jak się trafi jakiś inny to muszą coś do czegoś porównać a nie mając danych o was to porównanie jest niemożliwe i błądzą po omacku na zasadzie: "kurcze, jak go zostawię i pójdę do Jurka i się okaże że jadnak on dużo lepiej zarabia to jak na tym wyjdę" - nie ułatwiajcie im zadania, niech się biją z myślami. A znudzona pańcia zawsze będzie szukała "powiewu świeżości" i zawsze się przypałęta jakiś przybłęda co będzie latał z kwiatkami i kładł dywanik pod nóżki. Ale sami wiecie, że takiego pajaca długo nie uszanują.
  9. Powinno być: Sobie nie ufam a co dopiero innemu człowiekowi.
  10. Jakbyś miał wypadek to jej szczęki zamkną się na Twoim żołnierzyku. Czego przed śmiercią doświadczył Geremek.
  11. Jeżeli matka się nie zgodzi sama z siebie - zapomnij o tym. Takie są realia rzeczywistości w PL. Dlaczego madki się na to nie zgadzają - wszyscy bardzo dobrze o tym wiemy. Także szkoda nerwów, życia i pieniędzy wydanych na adwokatów na bitwy w sądzie. Kończ szybko sprawę, minimalizuj straty i wydatki i zacznij żyć swoim życiem. Oczywiście zadbaj o jak największą opiekę nad dziećmi
  12. Uważam, że tego wirusa albo nie ma albo ma marginalne znaczenie. 95% ludzi nawet nie zauważa, że miało z tym styk i ich organizm to załatwił zanim doszło do choroby. Czyli normalna sytuacja jakacodziennie mamy poruszając się po otwartym terenie gdzie wirusów i bakterii jest multum, a nasz system odporności załatwia je w mgnieniu oka nawet tego nie zauważamy. Te 5% albo przechodzi to łagodnie albo już cieżej. Śmiertelność na poziomie 0,0001% biorąc pod uwagę ewentualne rozniesienie tego w populacji. Jednym słowem kpina. Nie ma żadnej pandemii. Statystyki są nieubłagane. Porównując statystyki z lat poprzednich to pandemia byłą w 2018 bo smiertelność w tym roku jest wyraźnie wyższa niż w 2020 i latach wcześniej i później. Mówią, że ludzie teraz nie umierają bo szpitale nie przyjmują i do lekarzy nie można się dostać - i coś w tym jest. Także, śmiało na randki można iść. Prędzej się przeziębicie, grypy dostaniecie niż tego "nowego" wirusa. Polecam spacer po lesie, tam wirus nie zaraża wcale bo nie trzeba tam zasłaniać ryja. Poza tym lasy zamknęłi jak było 3 tys "chorych" nie wiadomo na co bo robiono badania i również koza, baran, papaja, i paliwo diesel, są zarażone wirusem tak właśnie mierzą to stosowane testy. Umierają osoby z chorobami "współistniejacymi" strzelam - że umarły na te choroby a nie na koronawirusa. Tyle - kto wierzy w pandemię ten ...... co najmniej łatwowierny. Randkować można spokojnie.
  13. NEXT Idź na jakąś randkę, nawet aby tylko pospacerować sobie z kobietami i pogadać. Zobaczysz jak to szybko minie. Głowa do góry, to jedna z wielu i na niej świat się nie kończy, są inne.
  14. Oczywiście, moje zdanie znacie i jeszcze raz je tutaj wyrażę. Wybij sobie z głowy wspólne kupowanie nieruchomości. Jak to mówią - łaska pańci na pstrym koniu jeździ. Życie jest długie a pańcia zdąży się rozmyślić kilka razy. Chcesz mieć nieruchomość - kup ją sam, weź kredyt i sam spłacaj. Mało się nasłuchałeś i naczytałeś różnych historii o "wspólnych" domach mieszkaniach itp. Zwrócę też uwagę na fakt, że już obowiązuje ustawa antyprzemocowa. Postawisz się raz i drugi i pańcia założy ci niebieską kartę a można to zrobić nawet telefonicznie jak pojawi się w słuchawce drżący damski przestraszony głosik że ona się "boi" to niebieska karta będzie na 100% - stuknie głową w ścianę, naopowiada sąsiadom ze ja bijesz i jesteś agresywny, porobi jakieś zmyślone obdukcje. A na koniec wezwie patrol, który cię z mieszkania wystawi na 2 tygodnie. W ciągu tych dwóch tygodni załatwi u prokuratora zakaz zbliżania - i po temacie. Widzisz jakie to proste. Poczytaj co się dzieje w Hiszpanii i jakie tam lody kręcą feminazistki na biznesie pomocowym uciśnionym kobietom. Ja znam zbyt dużo historii z otoczenia abym mógł z czystym sumieniem rekomendować Tobie wejście w ten biznes - a z czystym sumieniem ODRADZAM. Zrób jej test - jak masz swoje lokum powiedz, że przepadło za długi jakie tam wynikły z czegoś... wymyśl coś. Powiedz, żeś spłukany i będziecie mieszkać w wynajmowanym dopóki długów nie spłacisz - i będziesz wszystko wiedział. Nie wiem kto w tych czasach się jeszcze pakuje we "wspólne" interesy z kobietą. Jak chcesz z nią być szczęśliwy to mieszkajcie na wynajmowanym, i tyle. Po edycji dorzucę: Dopóki mieszkacie na wynajmowanym albo w Twoim mieszkaniu, pańcia nie czuje się "bezpiecznie" i jest spolegliwa. Jak już będzie na swoim czytaj "wspólnym" i poczuje to "bezpieczeństwo" wtedy ją poznasz naprawdę ..... i obyś się nie zdziwił. W sumie jest to standard.
  15. Słuszna Twoja uwaga. Dlatego nie oceniaj. My podlegaliśmy pod centralę zagraniczną, Tam byliśmy szkoleni tam egzaminowani i certyfikowani. Tu w PL to było tylko stanowisko. Dlatego tyle lat tam siedziałem bo to branża technologiczna i tam technologia galopuje z roku na rok więc nudy nie było a wręcz przeciwnie masa ciekawych tematów, jak to się mówi - wyzwań. Ale już tam nie pracuję robiąc inne rzeczy w nowy m miejscu. Jak być może wywnioskowałeś z opisu.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.