Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'zycie' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Regulamin i Zasady
    • Regulamin Forum
    • Lektura Obowiązkowa - nie tylko dla nowego użytkownika
    • Rozwój - przejmujemy władzę nad światem :>
  • Klub Weterana
    • Zasłużona Starszyzna
  • Relacje męsko-damskie i nie tylko
    • [ŚWIEŻAKOWNIA] - 'Moja historia'.
    • Na linii frontu - podrywanie.
    • Seks
    • Manipulacje kobiet i obrona przed nimi
    • Moje doświadczenia ze związku, małżeństwa
    • Sprawy rodzinne i dzieciaki
    • Rozstania, zdrady, prawo rozwodowe.
    • Mądry Mężczyzna po szkodzie.
    • Ściana hańby
  • Męskie i niegrzeczne sprawy
    • Samodoskonalenie i samowychowanie
    • Bad Boy
    • Hajs i inne dobra materialne
    • Wtopy i upokorzenia
  • Youtube - ciekawostki, dramy, informacje, nowinki
    • Polscy youtuberzy
    • Zagraniczni youtuberzy
    • Kanały sportowe
  • Sport i zdrowie
    • Sport
    • Zdrowie fizyczne i psychiczne
  • Polska i świat
    • Co w zagrodzie i za miedzą
  • Motoryzacja i Technologie
    • Wszystko co jeździ, pływa i lata.
    • Komputery
    • Technika i sprzęt
  • Hobby
    • Zainteresowania
    • Hobby i twórczość
  • Duchowość
    • Nie samym ciałem człowiek żyje
  • Rozmowy przy wódce
    • Flakon, kielon i zagrycha
  • Rezerwat dla Kobiet
    • Dlaczego tak?
    • Bara-bara
    • Bóg stworzył kobietę brzydką, więc musi się ona malować.
    • Wokół domowej 'grzędy'
    • Niedojrzali emocjonalnie faceci - ploty - dupoobrabialnia ;)
    • Kobiecy kącik 'kulturalny'
  • IT Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • MacGyver a GADGETY MĘSKIE : ......?
  • Młodzi samcy w równowadze Tematy
  • Samczy Mobil Klub Powitalnia
  • Młodzi samcy w równowadze Tematy
  • IT Linux
  • IT Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.

Blogi

Brak wyników

Brak wyników


Znaleziono 18 wyników

  1. Witajcie moi kochani! Dzisiaj będzie naprawdę krótko Długo przymierzałem się do założenia konta na tym forum, dzisiaj korzystając z tego ,że w pracy mam praktycznie wolne, uczyniłem to Chciałbym podzielić się swoją historią , przedstawić Wam obecną sytuację i ew. prosić o jakieś podpowiedzi. Jestem młodym chłopakiem (21 lat) , mieszkam w małym mieście, informatyk z zawodu, muzyk - (basista, 2 kapele). W moim życiu praktycznie nie ma czasu na nudę, cały czas coś się dzieje. Jestem szczęśliwym człowiekiem alee.. czasami sam nie wiem czego chcę i brakuje mi pewności siebie. Pannę W. poznałem w 4 klasie technikum. Jest rok młodsza. Blondynka z dobrego domu,przeciętna uroda (ale mimo wszystko ma to coś), mądra książkowo, spokojna, mieszka na wsi zabitej dechami 12 km ode mnie. Gdy ją poznałem nie miałem bladego pojęcia o kobietach, czego chcą, co je kręci, JAKIE SĄ NAPRAWDĘ (wspaniałe wiadomo) :). Pierwsze rozmowy to była wg jakaś porażka, pisałem do niej na Fb, bardzo oschła była, obojętna, musiałem ostro się gimnastykować przy rozmowach z nią . Pamiętam, że na walentynki wysłałem do niej jednego gościa, z dużą kopertą w której była mniejsza, w tej mniejszej była jeszcze mniejsza itd. na końcu była kartka z zapytaniem kiedy kawa i mój numer telefonu. Po jakiś 12 godzinach SMS treść "dzięki" Myślę- będzie moja, głupi ja Znajomość nabierała tempa, pamiętam,że na dzień kobiet pierwszy raz się spotkaliśmy, zabrałem ją na Greya do kina. Rafcio (ja) idiota zamiast działać coś w trakcie filmu czy tuż po nim, kupił jej popkorn i przez pół filmu wpatrywał się w jej "boskie" oblicze. Zgadnijcie czy była zadowolona ? Bo mi dzisiaj już się wydaje , że liczyła na coś innego. Biegałem do niej z kwiatkami, prosiłem o spotkania, jak już wyprosiłem było naprawdę fajnie (tak mi się wydawało). Pierwsze pocałunek, dotykanie się (jestem na 80% pewien ,że chciała czegoś więcej,ale z powodu mojego braku doświadczenia i podstawowej wiedzy wszystko niszczyłem. Po 9 miesiącach znajomości zakończyłem ją, ponieważ w dniu kiedy miała się ze mną spotkać poszła z kuzynką która właśnie niby wróciła z niemiec do klubu gdzie teoretycznie poznała jakiegoś gościa z którym wyśmienicie się bawiła. Powiedziałem nara. Reasumując , mógłbym tutaj książkę napisać, ale nie chcę też przynudzać .Popełniłem wszystkie możliwe błędy, pokazałem się ze słabej strony sam się wpakowałem na orbitę. Miesiąc póżniej po jakimś koncercie, podpity pisałem do niej, że bardzo żałuję ,że chciałbym żeby było tak jak dawniej, byśmy byli chociaż przyjaciółmi etc, stwierdziła, że nie byłaby "lojalna" względem kogoś innego. :))) To nie koniec "histeryjki" Olałem sprawę, uznałem oczywiście, że ja wszystko super robiłem, że to jej wina bo nie wiedziała czego chce etc.... Po pewnym czasie ku mojemu zadziwieniu Pani W PIERWSZY RAZ W ŻYCIU PIERWSZA NAPISZE "hej co tam?" Wiadomo jakiś dialog, że u mnie wszystko pięknie i wg, że mam się wspaniale i nagle zaczyna nawiązywać do tego, że siedzi sama nudzi się, nie wie co ma ze sobą zrobić. Jak wiadomo, już nie zaznała ode mnie współczucia ani jakiejś propozycji, tylko zrobiłem jej lekką wojnę, powiedziałem co o tym sądzę i ogółem kazałem iść jej do tego swojego nowego Bo tych wydarzeniach nastąpiła przerwa.Nie widywałem jej, nie pisałem, nie szukałem kontaktu, zapominałem. Miesiąc temu napisała do mnie 2 raz ! (i tutaj bardzo dziwna sytuacja) Wyglądało to mniej więcej tak: "hej co tam?" No cześć, ogółem bardzo dobrze, spełniam się a tam ? chwila gatki o dupiemaryni pytanie od jej : A prywatnie ? Wiesz o co chodzi ? To jej powiedziałem, że się bawię, gram, podwyżkę dostałem (chodziło jej czy mam kogoś) Powiedziałem , że nie i nie szukam, okazało się, że ona też nikogo nie ma, siedzi w domu i jej smutno. Zakończyłem niespodziewanie rozmowę, bo akurat wychodziłem , powiedziałem, że idę do koleżanki z pracy albo coś takiego. Oki baw się dobrze, buziaczek (;*) Nie skomentowałem tego, poszedłem się bawić . Następnego dnia jak do niej napisałem była strasznie oschła, wg nie wchodziła w rozmowę, wyglądało to jakby ewidentnie jej nie chciała prowadzić (tego nie mogę zrozumieć) Stwierdziłem, że trudno, dziwna kobieta. Ostatnio nastąpił zwrot akcji, powiedziałbym nawet , że dość radykalny. Mi zaczęło się dobrze układać (robimy teledysk, w pracy coraz lepiej, otaczam się ładnymi kobietkami) Werka znów niewinnie zaczęła pisać coś, robiła to cyklicznie przez pewien czas, na tą chwilę mamy już lepszy kontakt, rozmawiamy przynajmniej raz na dwa dni, nie daje się shit testom (staram się) Pokazuje się z tej lepszej strony. Ona sami widzi, że się coś zmieniło... bo się zmieniło... Ale... Obecnie z mojej strony wygląda to tak, chciałbym od niej czegoś więcej,znowu. Sam widzę, że jest to możliwe, ale cholernie się boję , że znów gdzieś popełnie jakiś błąd a później już się posypie. Czy starszyzna ma jakieś rady dla młodego ? Jak ją nakręcać ? Czy samemu zaczynać rozmowy ? Kiedy zdecydować się na pierwsze spotkanie po czasie i jak ma ono wyglądać ? Za wszystkie wskazówki będę mega wdzięczny p.s. znów się rozpisałem, sorrki, że tak długo ale chciałem w dość jasny sposób nakreślić sytuację. p.s.2. Interesuje mnie ta konkretna dziewczyna, nie żadna nowa inna, być może to błąd, ale tak mi honor nakazuje :))))))
  2. Witam bracia! Podpatrzyłem temat założony przez @zuckerfrei i tak sobie siedząc z grzanym winem w ręce, zmęczony po owocnej niedzieli złapała mnie trochę nostalgia. Nostalgia, bo przypomniałem sobie jak zaczynał się rok 2017. Miałem fajny związek, mieszkałem na wyspach i źle nie zarabiałem. Potem było wiele zawirowań, uciekłem z UK bo zaczęło się tam robić niebezpiecznie, przytyłem, schudłem, kobiety już nie ma, nadchodzi kolejna zima, ja w piwnicy robię sobie własną gitarę, jeżdżę samochodem, którego w życiu nie brałem pod uwagę, wśród znajomych małe przetasowanie, byłem kilka razy na kawie i wódeczce z ludźmi, z którymi nigdy nie myślałem, że odnowię kontakt, kilka dziwnych pomysłów zrodziło się w mojej głowie, spróbowałem boksu, diety ketogenicznej... Ten rok na pewno był jak kalejdoskop - dużo się działo i szybko. Ciężko mi mówić czy osiągnąłem swoje cele bo od jakiś 2 lat dryfuję jak latający holender, który potrzebuje kapitana (celu, pasji) ale na pewno wiele nowych doświadczeń życiowych. Jaki dla was był 2017 rok? Jakieś spełnione cele? Porażki? Pogadajmy o mijającym roku, zostawmy na razie nadchodzący 2018r. na inny temat.
  3. Pytania Bracia. Jakie podejście macie , mieliście do swoich synów ? Jak widzę swojego syna 3 letniego , który dajmy na to przewrócił się : Mowie mu wprost - Synek wstań , otrzep się za chwile przestanie boleć . Lub z czymś sobie nie radzi - najpierw mowie mu , zrób to jeszcze raz , uda się , poradzisz sobie . Jak nie daje rady wkraczam do akcji i mu pomagam. I wiele wie innych sytuacji o których nie wspomniałem a zdarzają się w życiu . Do każdej sytuacji jak jest zona obok , słyszę komentarze typu pomóż mu jesteś jego ojcem , pocałuj go , podmuchaj mu rączkę . Wpienia mnie to niemiłosierność . Chce aby mój syn był zaradnym facetem , odporny na ból oraz wiedział ze dopóki dopóty się nie sparzy to nie przekona . Nie trafiają do niej argumenty , ze nie chce aby wyrośl na przyslowiowa cipke w spodniach typu rurki.
  4. Witam Bracia, Od jakiegos czasu, obserwuję siebie I staram sie dostrzec, co sprawia, ze jestem szczesliwy, jak chcialbym zyc, jak chcialbym zeby wygladalo moje zycie I zaobserwowalem, ze mam pelno mysli, a propo mojej przyszlosci, zastanawiam sie, co przyniesie mi dochod, co sprawi, ze bede niezalezny, bede wolny finansowo I personalnie. Wewnatrz czuje, ze jest we mnie ogromny potencjal, zeby byc kims slawnym I znanym I czuje, ze chcialbym byc taka osoba, ale jednoczesnie, jestem zablokowany, zeby dzialac. Obecnie dorabiam sobie w gastronomii I wynajmuje maly pokoj, jakos udaje sie wiazac koniec z koncem, dostaje pomoc od rodzicow tez, ale czuje, ze chcialbym zmienic mieszkanie, uniezaleznic sie od rodzicow totalnie, tylko mam blokade przed taka zwykla praca, zle sie czuje jak musze dzien w dzien robic dla kogos I czuje sie jak szarak, wiec nie szukalem stalej pracy, tylko zawsze dorabialem, byle starczylo. Nie wiem, w czym sie chce rozwijac, znajduje zawsze jakies "ale". Zalozylem bloga kulinarnego, mam strone juz zrobiona, ale jestem zablokowany, zeby zaczac nagrywac filmy, wszystko sobie"lewituje", a wystarczy przysiasc, umysl to wie, ale podswiadomosc chyba nie. Druga sprawa, ostatnio zaczalem wystepowac w serialach I przez lato mialem ich kilka I zastanawiam sie czy by nie isc w aktorstwo( zawsze mnie to rajcowalo, tylko wiem, ze zanim bede w tym zarabial minie troche czasu, a ja bym chcial juz sie uniezaleznic, tylko zeby to zrobic musze zarabiac siano teraz, a z bloga czy aktorstwa, na razie nic nie bedzie mi splywac, bo wiadomo, ze potrzeba czasu, moze dlatego z tym zwlekam. Kolejna pasja to modeling, mam predyspozycje, wszyscy mi to mowia, robie czasem jakies sesje, mam konta na stronach modelingowych, ale nic nie wpadlo jeszcze, zadna sesja platna. Mam sporo tych rzeczy, ktore mnie moga potencjalnie interesowac, ale nie jestem do konca ich pewny, boje sie zaryzykowac, ze znowu strace czas, a dalej nic nie zarobie. Czasem mam tak, ze mega wierze w sukces I ze bede kims w tym zyciu, a drugiego dnia te emocje opadaja. Chce wynajac to mieszkanie, bo juz czas, a wiem, ze zeby to zrobic potrzebna mi kasa, a zeby ja zarobic musze isc do jakiejs roboty etatowej, bo trzeba przeciez oplacic czynsz, rachunki, miec na swoje sprawy. Czesto wydaje mi sie, ze za duzo mysle, co by bylo gdyby, szukam drog, analizuje, a nie dzialam, za malo sie rozwijam, trace czas na glupoty. Nie wiem, jak sie odblokowac I zaczac brnac do celu, duza blokada jest przed zwykla praca, nie lubie jak ktos mi mowi, co mam robic. Z takich rzeczy co umiem robic, to moglbym byc barmanem, kucharzem lub kierowca, ale nie przez cale zycie tylko tak na ten czas zanim bym sie przelamal z pasjami I zaczal na nich zarabiac, no I po to, zeby dostac kredyt jakis(umowa). Bracia, jak to u Was wygladalo, wyglada? Co byscie poradzili, zrobic w takiej sytuacji, jakie sa Wasze sugestie? Troche sie pogubilem, w tym wszystkim. A wewnetrznie czuje, ze mam potencjal I jakbym tylko sie przelamal, odrzucil ten stres, strach przed tym , ze nie wyjdzie, a co jak to, a co jak tamto, to by mi sie udalo, ale jest blokada. Pozdrawiam
  5. Siema wszystkim podziuganym Kiedyś z zamiłowaniem czytałem forum, aż zgubiłem adres. Przyznam, że wtedy nie zrobiło to na mnie wrażenia i przeszedłem do całej zawiłości na zasadzie "się znajdzie jak potrzeba zajdzie". I w taki sposób życie się dopomniało o "swoje". Baba weszła w plany 9 lat temu i... niedawno narobiła szkód w magazynie dewstując wszystko jak leci twierdząc, że zrobiło się małowygodnie. Mam 2kę wspaniałych, choć zaniedbanych cór i smutną perspektywę przed sobą. Kurwi_dołek twierdzi, że chce "przyjaźni" między zwaśnionym sąsiedztwem. Miota mną jak szatan, i mam głupie myśli. Psychiatryk w pobliżu chce mnie wziąć na farmakologie, twierdząc, że będzie mi lepiej. Jednak wujek procent mówi co innego. Liczę na tęgie baty, a przede wszystkim na... Jest tu ktoś ze 100lycy ze wsparciem?
  6. Witam braci. Jak wiecie w Sobotę w Londynie wydarzył się kolejny atak terrorystyczny, gdzie psychopaci w imię religii pokoju zabili 7 osób a 48 ranili nożami z czego 18 jest w stanie krytycznym. Jest to trzeci atak w ciągu jakiś 2 miesięcy (Westminster i Manchester) w UK. A to są tylko te, które się wydarzyły bo cała reszta udaremnionych jest szybko wyciszana w mediach. Czemu o tym piszę? Ano po temu, bo tylko mój brak asertywności spowodował, że nie byłem w środku tych wydarzeń ponieważ usilnie namawiałem kumpla na browarek właśnie na London Bridge i pewnie byśmy siedli przy Borough Market, gdzie biegali ci psychopaci i dźgali ludzi nożami. Wracając do domu nie wiedziałem jeszcze co się dzieje, ale stacje były zamknięte. Wyszedłem więc na kolejnej i szybko przeszedłem ulicami do tej, która była zamknięta. Zszedłem na stację i policjant do mnie krzyknął, że mam się kierować na dół na perony a przez radio-węzeł co chwilę obsługa przypominała, żeby nie opuszczać stacji i udać się do pierwszego lepszego pociągu i opuścić stację. Perony były puste, ulice puste, ludzie biegali w popłochu. Kiedy wszedłem do domu jeszcze oglądałem się za siebie. Atak było około 22.30 a ja dokładnie o tym samym czasie zebrałem się na chatę więc pewnie i o tej byśmy wyszli z pubu. Nie mówię już o tym, że pewnie stalibyśmy cały czas przed pubem, bo kumpel kopci jak parowóz. Wczoraj wieczorem zdałem sobie sprawę, że mogłem dzisiaj być w lodówce. Od niedzieli w mediach jak co atak - koncerty, serduszka, pszczółki, świeczuszki itp gówna. Burmistrz Londynu (muzułmanin defacto) oczywiście się solidaryzuje, donek nasz oczywiście jest całym swoim sercem z całym światem, Theresa May pierdoli znów, że "London stand together" (no bo co ma powiedzieć kobieta, w mieście, w którym muzułmanie traktujący kobiety jak gówno już robią swoje getta) a ja wracając codziennie metrem na stacji widzę plakaty "Save children this ramadan" i jakies zdjecie z Syrii. Zwymiotować można od tego. Generalnie sielanka, serduszka przeciw maczetom i namiociki "The real islam is love". Możliwości samoobrony w UK są niemalże zerowe - za gaz pieprzowy grożą 3lata, za nóż, paralizator, kastet - do 10lat. Spoleczeństwo jest rozbrojone totalnie! Jak jebane barany na rzeź. Myślę, że w krajach gdzie można mieć broń, tym pojebom udało by się zranić może kilka osób zanim nie dostaliby kólki w łeb. Kariery zawrotnej tutaj nie osiągnąłem aczkolwiek doszedłem do poziomu, gdzie mogę tu przyjechać w każdym momencie i dorobić za bardzo dobrą stawkę, firme mam swoją otwartą tutaj, odłożyć nie odłożyłem za wiele, ale na rok utrzymania się bez pracy spokojnie wystarczy więc jakaś baza startowa jest (oczywiście nie zamierzam siedzieć wentylem do góry i łoić browarów dzień w dzień a pracować), znajomych też już niewiele zostało, część wróciła do Polski, część to przelotne znajomości. 2-3 solidne znajomości mam i tyle. Od wczoraj jednak mam porytą banię, i to konkretnie. Po części przez wpis @Geralt o powrocie do kraju. Nie chce nic inwestować, nie chcę nowej pracy szukać a coś miało dla mnie być nowego w centrum (no właśnie), nawet mi się nie chce inwestować w siebie, trening, dieta. Przez 3 lata tutaj zmieniłem się dużo, cynizm zrobił ze mnie mało empatycznego chuja. Musiałem taki być, żeby nie zwariować tutaj z samotności. Człowiek obrasta w twardą skorupę, to taki system obronny, ale to odbiło się na mnie, są duże pokłady pogardy i złości gdzieś głęboko, czuję to. Kiedyś szedłem z pracy do domu i zobaczyłem małego czarnego dzieciaka w oknie na drugim piętrze. Stał i trzymał się jedną ręką za jaja a drugą za framugę. Matki tam od połowy parku z wrzaskiem biegły już do niego. Przeszedłem pod oknem i zastanawiałem się czy "plasnie czy nie plasnie, byle nie mi na łeb. Czarnych jest i tak za dużo to co tam...". Cały czas brakuje mi wielu rzeczy - jedzenia naszego, wypadów nad jezioro, tripów pociągiem, rybek, polowań, niektórych znajomych. Wiadomo, że przez wyjazd baza kumpli się skurczyła, ale wszystko jest dużo łatwiej odnowić jak się mieszka 5km dalej a nie 1500km dalej. Zwykłego wypadu za miasto na pełny chill i relaks pod parasolkami mi brakuje. Sytuację mam dobrą, dom odziedziczony tylko trzeba go trochę udoskonalić, z głodu nie zginę, zobowiązań żadnych, oboje rodziców mam a i kilka pomysłów na biznes też. Tutaj mam ciągły stres, ciągłe rozglądanie się naokoło. Co jakiś czas (co kilka miesięcy) łapią mnie depresje i to co udało mi się ze sobą zrobić, jakaś dietka, rzeźba - to wszystko idzie wpizdu. Czuje się tu nieswojo. Najbardziej jednak przeraża mnie wizja, że mogę wyjść sobie spokojnie na piwo i zginąć od ciosów nożem od jakiegoś śmiecia. Umrzeć w karetce do szpitala z dala od kraju gdzie w tym czasie moi rodzice i znajomi będą sobie spokojnie spać. Pytanie do was brachy. Co byście zrobili na moim miejscu? Jakaś trzeźwa ocena sytuacji. Wiem, ze temat narzuca odpowiedzi (za powrotem), ale też chce poznać wasze zdanie. Jak to u nas faktycznie jest z robotą, możliwościami... Bo to co mówi GUS nie ma za dużo wspólnego z prawdą. Szczególnie @Assasyn, @SledgeHammer @Kelner Panic @Eredin @[email protected] Jak wy widzicie wasze życie tutaj w UK? Pozdro!
  7. Panowie, podpowiedzcie... od jakiegoś czasu (czy. od kilku lat), mam pewien problem a mianowicie to, że moja podświadomość stała się zbyt chłonna i podatna na sugestię. Przejawia się to w tak wielu aspektach życia, że zacząłem przywiązywać uwagę do detali i szczegółów zbyt silnie, czasem myślę, że to po prostu pedantyzm, jednak w niektórych przypadkach zacząłem zauważać, że jest to niepokojące i dość mocno zaczęło mi to przeszkadzać, bo stało się to uciążliwe. Kilka przykładów,... Dostajesz od kogoś prezent, np. słuchawki, etui do telefonu, myszkę do kompa: myślisz: "fajne, podoba mi się, z pewnością się przyda", i tu ktoś Tobie mówi: "jak będziesz używać myśl o mnie". No i cyk... programowanko się załącza, włącza się w głowie notes: '"myśleć o tej osobie gdy to używam, mam przy sobie itp."... i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie to, że zbyt silnie to oddziaływuje i czasem gdy np. mam to w ręku, używam albo coś "łapie się na tym", że mówię albo zachowuje się tak jak ta osoba, bądź, że inni widzą część tej osoby we mnie. Fajnie jest dostawać prezenty, jednak z takiego powodu jak wyżej opisany poprosiłem kilka osób by nic mi nie dawały, mówiąc, że prezentów nie lubię, choć lubię dostawać jak chyba każdy. Czy czasem nie przejawia się tu energia wymiany itp. ? Kolejnym przykładem może być np. to gdy czytam coś, bądź słucham to najczęściej emituje tym co właśnie "pochłonąłem"... Lub odzwierciedlam myśli lub zachowanie tego o czym czytam, co słucham czy z kim rozmawiam, jakby gdzieś moje własne JA było schowane i nie chciało się ujawnić. I jeśli np. z jedną osobą kłócę się przez tel, po chwili zadzwonię do innej by pogadać o czymś innym to ta druga osoba, do której dzwonię na początku rozmowy odbiera jakbyśmy rozmawiali o czymś innym albo jakby rozmowa przebiegała między innymi osobami. Nie zawsze tak jest ale czasem tak. I tu czasem jest coś dziwnego, bo np. patrzysz czy obcujesz z kimś kto nie daje zbyt dobrego przykładu, nie jest wzorem do naśladowania, i ewidentnie Twoje życie różni się od czyjegoś. Chciałbyś zachować suwerenność jako jednostka jednak przez kierowanie energii inni ludzie odbierają nie Ciebie jako Ciebie ale Ciebie jako tą osobę. Czyli zamiast patrzeć na mnie jako na mnie, widzą tą osobę, na której ja skupiłem uwagę. Jest to przydatne gdy trzeba coś załatwić albo czymś zabłysnąć, wystarczy pomyśleć intensywnie o tej osobie i bez trudu można przywołać walory takiej postaci. Problem pojawia się gdy nie chcemy być postrzegani jak dana osoba i nie chcemy kierować w nią swojej uwagi, a ta osoba czy też różne osoby usilnie o tą uwagę zabiegają, dręcząc, zawracając głowę, psocąc, robiąc złośliwości itp. Mam też takie dziwne wręcz bardzo silne odczucie, i sprawdzałem to wielokrotnie: "Ludzie słyszą moje myśli!". Nie wiem jak to działa ale tak jest. Człowiek, z którym rozmawiam w danej chwili jest w stanie kilkukrotnie zmienić do mnie nastawienie, podejście, od sympatycznego do wrogiego i znów sympatycznego zaledwie w kilka sekund w zależności od tego co akurat pomyślę. A jak w myślach powiem komplement to się uśmiechnie. Ale to chyba w innym poście. Takie zjawiska mam od kilku lat i jeszcze niezbyt umiem to dobrze uporządkować. P.S. A podczas pisania tego posta miałem deja vu
  8. Medytacje - Marka Aureliusza

    Szczęść Boże Bracia! Założyłem ten temat, bo chciałbym was zachęcić do przeczytania książki pt. „Medytacje” M. Aureliusza. Ci zaś, którzy już to zrobili, mogą opisać tutaj swoje przemyślenia na ten temat. Uważam, że w wielu kwestiach związanych zwłaszcza z przemijaniem Cesarz-filozof zgodziłby się, z Naszym Nauczycielem. Marku, jeżeli czytasz ten post daj znać, czy miałeś styczność z tym dziełem. Jeśli chodzi zaś o moje refleksje: mimo, że wierzę w Boga, ale nie będę się tutaj rozpisywał w jakiej postaci, to w pewnym momencie w życiu zaczęło mnie przerażać, że wszyscy kiedyś umrzemy. Książka, „Medytacje” Marka Aureliusza pomogła mi przyjąć odpowiednią postawę w stosunku do śmierci. Zostańcie z Bogiem.
  9. Witajcie Bracia. Właśnie natknąłem się w internecie na informację o tym, że niedawno umarł mężczyzna z Indonezji - Mbah Gotho, który żył rzekomo 146 lat. Sądzicie, że jest to możliwe dla ludzkiego organizmu? Podobno był nałogowym palaczem, miał 4 żony i pracował jako rolnik i rybak. Może posiadał jakieś geny, które mu to umożliwiły? Link do artykułu na ten temat: http://mediumpubliczne.pl/2017/05/najstarszy-czlowiek-swiata-umarl-niedawno-indonezji-mial-146/ A tutaj inne informacje na temat jego osoby: http://pikio.pl/odnaleziono-najstarszego-czlowieka-na-swiecie-ma-145-lat-i-jego-marzeniem-jest-umrzec/ http://natemat.pl/188593,w-indonezji-znaleziono-najstarszego-czlowieka-ma-145-lat-a-do-smierci-przygotowuje-sie-od-1992-roku https://pl.wikipedia.org/wiki/Mbah_Gotho http://www.fakt.pl/wydarzenia/swiat/mieszkaniec-indonezyjskiej-jawy-mbah-gotho-liczy-146-lat/3jveyc3 http://www.rp.pl/Spoleczenstwo/160829357-Indonezyjczyk-Mbah-Gotho-to-prawdopodobnie-najdluzej-zyjacy-czlowiek-w-historii-swiata.html
  10. Piona! Przeglądam forum od niedawna, a na stronę Marka trafiłem jakoś miesiąc temu zaczynając od przeczytania tekstu na wykopie - "dlaczego po ślubie boli głowa." Jeśli się nie mylę, to chyba jestem najmłodszym użytkownikiem forum. Po LTR, który z przerwami trwał u mnie ponad 1,5 roku zacząłem bardziej interesować się uwodzeniem kobiet. Tak oto trafiłem na konkretnego gościa - Kamil "O'rety". Dzięki jego artykułom na jego stronie moje podejście troszeczkę się zmieniło i jeszcze bardziej uświadomiło mi to, że idę w dobrą stronę jeśli chodzi o moje przekonania, postrzeganie spraw z kobietami i nie tylko, postrzeganie świata. Przeczytałem też kilka tematów Marka, które uświadomiły mi, że jednak dużo wiedziałem z praktyki życiowej, rozmów z innymi, obserwacji zanim w ogóle trafiłem na stronę Samczeruno. Jednak dopiero po wejściu na forum i przeczytaniu kilku tematów z działu - Manipulacje kobiet i obrona przed nimi, na lini frontu ale nic mnie tak nie zdołowało jak zdrady w małżeństwach. Musiałem odpocząć od tego natłoku informacji kilkanaście dni. Strasznie się zniechęciłem - nie do kobiet ale do sytuacji, które były opisane. Uważałem, że to nie mogło się dziać na prawdę. Jednak po tygodniu, dwóch znowu wszedłem na forum i po analizie stwierdziłem, że raczej nie ma tu krzty kłamstwa w tym co piszecie a same forum to dla facetów kopalnia wiedzy. Jakoś tak mentalnie dojrzałem. Gdzieś tutaj czytałem, że randki, pierwsze spotkania, to nic. Level hardkorowy zaczyna się po zaręczynach i na wyższym poziomie relacji. W tym miesiącu zamawiam Kobietopedie i w sumie myślę, ze każdą książkę Marka przeczytam. Dużo czytam, obserwuje, wyciągam wnioski. Jestem dosyć ambitnym gościem, którego pasją jest rozwijanie się cały czas i stawanie się co raz to lepszą wersją siebie. Mówią, że dupkiem albo się rodzisz albo go udajesz. Jestem przykładem, który pod wpływem pewnych sytuacji życiowych z białorycerza, z gościa który w wieku 17 lat stał się naturalnym dupkiem. Nie wiem czemu, ale zawsze gdy moja ex mówiła mi, że jestem dupkiem to automatycznie w kącikach ust pojawiał się szeroki uśmiech. Rozstałem się z nią z jednego względu. Wiedziałem, że na wyższy poziom nasza relacja już nie wejdzie - nie było mowy abyśmy się w przyszłości zaręczyli i tak dalej. Długi czas się nad tym zastanawiałem aż po czasie podjąłem najlepsza decyzje o rozstaniu. Nie chciałem być egoistą. Związek dla samego związku. To była pierwsza moja poważna tak długa relacja z kobietą. 1. Każdy facet chce mieć za kobiety 9tki, 10tki ale wszyscy dobrze wiedzą, że owe osoby w ogóle nie są zainteresowane naszymi osobami lecz naszymi zasobami, a my schodzimy na dalszy plan. Ktoś tutaj napisał. To przypadek, że najładniejsze dziewczyny obciągają największym oblechom? - #money (chyba, Subiektywny) Jest to wielka iluzja. Wydaje się czasem, że fajnie mieć mega dużo kasy i mieć te dziewczyny z górnej półki ale jednak to jak bańka mydlana, pęka bo okazuje się, że nie są zainteresowane nami, tylko tym co posiadamy i następuje dołek. Takie trochę błędne koło a większość facetów dąży do tego co napisałem wyżej, aby potem uświadomić sobie, jakie to jest ulotne, jak ulotka. Co o tym myślicie? 2. Spodobała mi się pewna blondynka na stacji benzynowej. Zagadałem do niej, wziąłem numer telefonu, umówiliśmy się. Pierwszy raz spotkałem się z kobietą, która była tak mocno pewna siebie i gadała tylko o sobie - czym samym znudziła mnie i jakoś czar który się unosił w powietrzu prysł. Jest to typ atencjuszki. Jak sobie radzić i dystansować taki typ kobiet? 3. Doszedłem już dawno do wniosku aby robić to na co ma się ochotę, nie przejmować się opinią ludzi, żyć tak jak się chce, rozwijać się, stawać się każdego dnia lepszą wersją siebie, kobiety traktować jako miły dodatek do życia, zarabiać, stawiać i realizować cele a po 30-tce zbierać tego plony. Często jak 25-latkowie mówią, że są już starzy, mówię, że życie dopiero zaczyna się po 30-tce, gdzie ogarnięty facet z ambicjami, dbający o siebie i swoją niezależność finansową jest u szczytu najlepszej wersji siebie. Jakie macie rady dla mnie na moim obecnym etapie życia? - byłoby zajebiście przeczytać odpowiedź od Subiektywny, Długowłosy i Mosze Red ( nie mam bladego pojęcia jak ich zacytować, a widziałem, że tu istnieje taka komenda na powiadomienia osób, które chcemy aby udzieliły nam odpowiedzi). 4. Mam 20 lat(początek grudnia urodziny, więc późno, patrząc na moich równieśników, którzy rodząc się w styczniu, dużo, dużo wcześniej umieli chodzić ode mnie a ja jeszcze nie ogarniałem ;p) a wyglądam tak z twarzy na 18. Często pytają mnie o dowód. Irytuje mnie to, ponieważ gustuje w starszych dziewczynach i obecnie to nie mam z górki ale pod górkę, dlatego muszę nadrabiać innymi asami. Cały czas pocieszam się tym, że mój znajomy ma 30 lat a wszyscy dawają mu 23-24 a gdy pokazuje dowód to miny bezcenne. Mieliście podobnie i jak sobie z tym radziliście? Pozdrawiam wartościowych samców
  11. Witam wszystkich Braci, jestem tu nowy...i jak to bywa potrzebuję pomocy! Historia ciągnie się już od jakichś trzech miesięcy. Była to relacja koleżeńska, ale zamieniła się w związek, trochę za szybko tym bardziej, że nie padło z słów chociażby "kocham". Ja 24 lata, ona 26. Na początku było świetnie, moja silna rama, pełne zainteresowanie z jej strony, śniadanka, niespodzianki, znakomity seks - to wszystko trwało przez jakieś 1,5 miesiąca. Jednak w pewnym momencie nie zacząłem zauważać subtelnych zmian, które negatywnie rzutowały na naszą relację, mam tu na myśli, że osłabiałem swoją pozycję. Niestety od jakichś 6 tygodni było już źle. Dobre momenty przeplatały się w zdecydowanej większości z tymi złymi. Głupie złośliwości, mniejsza czułość z jej strony itd., no i brak seksu. Był to też okres gdzie długo chorowała, częste wymioty i straszne wahania nastroju. Dzisiaj jestem tutaj i mogę pochwalić się, że będę ojcem, jest to już 9 tydzień i wszelkie jej zachowania przez te ostatnie tygodnie to była po prostu ciąża (tak to sobie tłumaczę) Na samą wieść zareagowałem odpowiedzialnie z czego bardzo się ucieszyła, bo bała się mojej reakcji. Przegryźliśmy to i powiedzieliśmy sobie, że damy radę. Dlaczego o tym wszystkim tutaj piszę? Nie radzę sobie w tej sytuacji. Jej nastroje są ciężkie, raz jest kochana a zaraz mogła by Cie zabić. Ja wiem, że to wiele wynika z burzy hormonów, ale odnoszę wrażenie, że nadal pokazuje swoje słabości co tylko pogarsza sytuację. Dzisiaj się z nią trochę pożarłem. Nie miała humoru z rana, mimo tego naciskałem żeby mi powiedziała co jest nie tak. Nie wyciągnąłem z tego nic, a tylko pogłębiłem ją w tym stanie. Chwilę później wziąłem swoje rzeczy, powiedziałem jej, że jak będzie chciała porozmawiać to niech po prostu do mnie zadzwoni, pożegnałem się i wyszedłem. Czy dobrze zrobiłem? Sam nie wiem. Mam trochę tych dylematów. Chcę wychowywać to dziecko,ale chcę też by w naszej relacji było okej, bo myślę że jest to do odratowania. Chociaż nadal jestem "pizdusiem" mimo, iż czasami wiem jak powinienem się zachować. Moja sytuacja finansowa nie jest zła. Myślę, że się rozwijam. Nakreśliłem tą sytuacje, jednak nie uważam, że jest to kobieta idealnie pode mnie dopasowana. Mimo wszystko liczy się dla mnie dobro dziecka (jestem w 99% pewny, że jest moje) Jednak póki co, myślę, że coś do niej czuję i chciałbym tą relacje rozwijać. Zapewne nie widzę wszystkiego zbyt wyraźnie, tym bardziej, że nie mam takiego doświadczenia jak Wy. Nie miałem zbyt wiele męskich wzorców, byłem wychowywany przez matkę. Dzisiaj dopiero zaczynam czytać Kobietopedie... Trochę ściana tekstu, więc zakończę pytaniami...chyba, że macie własne sugestie, wskazówki czy moglibyście mnie zwyczajnie ostrzedz/nakreślićć konsekwencje. 1. Jak z nią postępować, czy mogę na nią wpłynąć? 2. Czy jeśli się to nie uda, to przeć na to, ze względu na dziecko? 3. Czy próby tworzenia takiego związku, w ogóle mają sens (tylko względem dziecka, które nie jest niczemu winne)? 4. Kiedy odpuścić? To chyba tyle, trochę kierują mną emocje. Będę wdzięczny za to co napiszecie.
  12. TL;DR: Post był pisany urywkami, w rożnych miejscach i o różnym czasie. Dotyczy szerszego, niż tylko przez pryzmat relacji kobieta-mężczyzna, ujęcia pewnego zestawu poglądów, ciągnących polskiego faceta w niebyt jałowego życia i marnowania energii na sprawy mało ważne co rodzi depresje, frustracje i niezadowolenie z życia. Post ma dość osobisty charakter, więc jeśli oczekujesz złotych recept na życie, sztuczek z gatunku PUA czy też podobnych materiałów - już możesz przejść do czytania czegoś innego. Prolog (a właściwie koniec historii) Sygnał. Drugi. - Tak słucham? - Cześć A. tu Długowłosy. Co u Ciebie? - Ha ha ha! Facet z dworca, wziąłeś mój numer, pamiętam! Miałeś wrócić za kilkanaście dni! A w sumie u mnie w porzo. Wiesz, dostałam się na te studia o których marzyłam bla bla bla bla (5 minut trajkotania o dupie Maryni podczas których zastanawiałem się po kiego wuja chcę się umówić z blondynką skoro lubię brunetki). A co u Ciebie? - Luz. Wylądowałem godzinę temu i wracam do domu. - Jak było? - Luz. Było w porzo. Dzwonię żeby zapytać kiedy idziemy na kawę? - Eeeeee... Yyyyyyyy.... Wiesz mam chłopaka bla bla bla (wata na spławienie). - Hmmm. No ok kurcze miło Cię było poznać i mam nadzieję, że ułoży Ci się wszystko tak jak planujesz. Fajna z Ciebie babka. Cześć. - Zaczekaj. Ale jak to....?! Nie zaproponujesz, że zadzwonisz, zadzwonisz nie? - Nie. - Czemu? - Bo już mi się nie chcę i chcę zachować miłe wspomnienie o Tobie. - Jesteś po*ebany. Spie*dalaj. - Też Cię lubię, cześć. Było cholernie zimo. Padało. Różnica prawie 25 stopni zaczynała dawać o sobie znać. Pendolino na starcie ma tylko 10 minut opóźnienia. Brakuje napisu "Witamy w Polszy" kraju skwaszonych kobiet i najlepszej na świecie wódki. Lubię te kartki z numerami telefonów napisanymi damską ręką - kręci mnie miękkie, damskie pismo - jakiś fetysz? No cóż - ta leci do kosza - jej wybór, nie przyjęła zaproszenia do mojego świata. Widocznie jej jest "ciekawszy". Błąd numer 1 - Mitologizacja seksu jako czegoś, nad czym samiec nie ma kontroli - Cześć, możesz mi powiedzieć jak dojść do prospektu XYZ? - Nie znam angielskiego przepraszam. - Ok, spróbujemy w Twoim języku, ale uprzedzam, robię śmieszne błędy. Jak dojść do prospektu XYZ? - To niedaleko, skręć bla bla bla. Dobrze mówisz po naszemu. Hiszpan, Włoch? - Polak. - Ha ha ha, no tak akcent! Witaj na Y. - Skoro już tak miło sobie rozmawiamy, może mnie zaprowadzisz, odwdzięczę się. - Jak? - Chodź na kawę, tam chyba jest gdzie usiąść. (Dojście na miejsce, kawa, 30 minut waty) - Podobasz mi się. - Eeeeee..... Yyyyyyyyy..... - Sorrry nie mogę się oprzeć (pocałunek) - Proszę nie rób tego więcej, nie chcę się czuć jak dziwka, nie znam Cię w ogóle. - Ok. (10 minut waty, rachunek, płacę miejscową plus rzucam kilka dolarów napiwku, oczy jak spodki, wychodzimy) - No to dzięki i cześć. - Hmmmm, a może.... Hmmmm.... - Tak, słucham? - Może poszlibyśmy do mnie, mam dobrą herbatę i upiekłam ciasto, moi rodzice wyjechali? - Nie, dzięki. Nie tego szukam. Jesteś świetną kobietą ale to nie to. Trzymaj się, mam nadzieję, że Ci się ułoży w życiu tak jak chcesz. ***************************************************************************************** Zabawne jest wsiadanie do samolotu w którym poza Tobą wszyscy mają karnację jednoznacznie kojarzoną z terroryzmem. Mniej zabawne, kiedy w gronie pasażerów dostrzegasz kobietę ulepioną jakby z marzeń o Twoim ideale. Jeszcze mnie jest Ci do śmiechu, gdy orientujesz się, że jest w towarzystwie Ojca(wujka?) i Męża. Zapowiedź tego, gdzie się wybierasz. W pewnym momencie wymieniacie się spojrzeniami, ona wstydliwie spuszcza wzrok, Ty, zanim się uśmiechniesz, upewniasz się, że obaj towarzyszący jej mężczyźni nie widzą tego. Dziwnym trafem Ona siada za Tobą. Kiedy idziesz na swoje miejsce wymieniacie się spojrzeniami - patrzysz w cudowne, czarne jak węgiel oczy, idealne usta i bardzo ciemną karnację okraszoną smolistymi włosami. To jeden z tych momentów, który naprawdę cholernie lubisz w relacjach damsko-męskich - dużo lepszy niż bzykanie czy cokolwiek innego. Siadasz. Starasz się zapomnieć. Ułatwia to mała ilość pasażerów i fakt, iż niedługo gasną światła, a Ty rozkładasz się, podobnie jak wszyscy inni, na 3 fotelach i zasypiasz. Ostatnie co słyszysz, to cicha rozmowa z tyłu i rozsiadanie się pasażerów. Zasypiasz. Nie na długo..... Po pewnym czasie (trudno Ci stwierdzić jakim) czujesz, iż coś drażni Cię w ucho. "Co jest k...a?" myślisz ale nagle czujesz... damską stopę.... Myślisz, że to sen... Ruch nie ustępuje.... Odwracasz się, i widzisz oczy... TE oczy.... i lekkie światło od księżyca... Sięgasz dłonią (dzięki Bogu lecisz starym trupem z niewygodnymi fotelami gdzie jest sporo miejsca pomiędzy nimi).... Udo jak należy... Całkowita cisza, jej mąż śpi rząd dalej... Łapiecie się za dłonie.... Sytuacja patowa... W Europie po prostu złapałbyś za rękę i poszedł do kibelka ale tu taki numer skoczyłby się w najlepszym razie ciężkim pobiciem.... Wymieniacie się uśmiechami... Odwracasz się i idziesz spać... Morał: Seks nie jest czym na co masz się fiksować, a raczej czymś co ma sprawiać Ci radość. Relacjami damsko-męskimi należy się bawić (w dobrym tego słowa znaczeniu). Nie rób nikomu krzywdy ale nie daj jej tez zrobić sobie. To Ty selekcjonuj kobiety z którymi chcesz spać, a nie bądź psem rzucającym się na każdą chętną sukę. Stwórz swój wizerunek i czerp z tego świadome korzyści. Odnajdź swoją niszę kobiet i ją eksploruj. Miej standardy. Błąd numer 2 - Mitologizacja Polek jako "najpiękniejszych na świecie" i "idealnych matek, strażniczek domowego ogniska" Rozmówczynie w wieku 18-30 lat, studentki, kury domowe ale i kobiety pracujące: - Wiesz w sumie nie wyobrażam sobie życia bez mojego męża, jest jaki jest ale daje mi utrzymanie, poczucie bezpieczeństwa i dom. - Nie wyobrażam sobie życia bez męża, kim bym była bez niego? - Długowłosy, wiesz co mnie najbardziej cieszy - to, że mój mąż jest ze mnie dumny, że studiuję. - Uwielbiam przygotowywać dla niego śniadanie i czekać z obiadem jak wraca z pracy, wiem, że ciężko pracuje na mnie i dzieci. - To, że mam męża i dzieci nadaje sensu mojemu życiu. Zabawne, bo bardzo dawno nie słyszałem, żeby jakakolwiek Polka wyrażała się tak o swoim facecie. Morał: Polki, podobnie jak wiele kobiet zachodu, wyzbyły się cech kobiecych. Stały się "kobietonami", a więc nieudolnymi podróbkami facetów - zagubionymi tworami czującymi się nieszczęśliwie w swoim życiu. Czy kobiety z innych kręgów kulturowych zdradzają, miewają fochy etc.? Oczywiście, że tak ale "narzut wychowania" skutecznie je w tym temperuje. "Legendarną" urodę naszych rodaczek może ocenić każdy, kto był poza Europą. Eksperymentuj, i jeśli nie zadowala Cię miejscowy narybek, rozwiń żagle i płyn w poszukiwaniu tego, co zadowoli Twoje oczekiwania. Błąd numer 3 - Brak osobistego work-life balance - Wiesz co mnie wkurwia Długowłosy? - Nie. - Jestem na wakacjach, a nie mogę przestać myśleć o pracy. - To przestań o niej myśleć. - To moje całe życie, muszę zrobić karierę. - Ch*jowe masz to życie. - Czemu? - Bo jesteś inteligentnym facetem, a tyrasz na jakiegoś frajera. - Co masz na myśli? - To, że rozumiem, że w Twoim fachu trzeba "zapłacić" frycowe na wejście ale nie kumam po co siedzisz w pracy po 12-14 h i wracasz po nocach do domu. - Tak trzeba. - Gówno trzeba. Nie masz nawet kiedy wydać tych pieniędzy, a lwią część zabiera ktoś inny. - Ale... - A jesteś szczęśliwy? - Nie. - Czyli przesrywasz życie. - Co mam zrobić? - Mieć czas na życie. (Zmiana tematu) Ranek, śniadanie, za chwilę każdy podąży w swoją stronę. - Długowłosy, chciałbym Ci podziękować. - Za co? - Za tę rozmowę o pracy. Środek nocy, tydzień od spotkania, u X jest około 10 rano. Sms. "Długowłosy, odszedłem z pracy. Koniec umierania za życia. Jeszcze raz dziękuję". Morał: Idealną sytuacją jest ta, kiedy praca to Twoje hobby. Do tego dąż. Nie możesz pozwolić, żeby przejęła ona kontrolę nad Twoim życiem. Zapieprzanie na kogokolwiek innego niż Ty sam powyżej 8h godzin dziennie jest głupotą. Tyrać możesz tylko w dwóch przypadkach - jeśli jesteś "na swoim" lub zdobywasz szlify, które w konsekwencji doprowadzą do "bycia na swoim". Szanuj czas swojego życia i wypełniaj go tym, co kochasz robić, a nie bezsensowną pracą. I tak nikt jej nie doceni. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ To zabawne, kiedy po latach Twoje życie zatacza koło, a Ty młodniejesz. W pewnym momencie czujesz się znów jak szczyl świeżo po studiach, przed którym stoi tak wiele ciekawych ścieżek, zadań i gór do zdobycia, iż na samą myśl uśmiechasz się do siebie w lustrze. Jeszcze zabawniejsze jest, gdy przypomnisz sobie, iż tak właśnie żyłeś kiedyś, a niewiedzieć czemu zszedłeś z tej drogi. Życie każdego z nas zależy od nas samych. To My kreujemy jego standardy, pozwalamy na różne zachowania osób trzecich. Prawda jest taka, iż za wieloma niepowodzeniami kryją się głęboko skrywane pokłady lenistwa, partactwa i zwykłego strachu połączonego z wygodnictwem. Każdy z nas ma swój osobisty Mount Everest - jeden kocha stare motory, drugi robienie pieniędzy, trzeci jest molem książkowym, a czwarty chciałby zostać uznanym didżejem. Pewnie uda się tylko ale części stawianie czoła wyzwaniom, zamiast zadowalania się półśrodkami, jest w życiu najciekawsze. Pracuj nad swoją głową i umysłem, reszta sama do Ciebie przyjdzie. Pamiętam dzień w pracy, kiedy pojawiłem się w biurze na pełnym luzie, z bananem na gębie. Pierwsze pytanie jednego z moich współpracowników brzmiało - "Czy Ty mnie musisz wku*wiać tym zacieszem? Jesteś w pracy, a nie na wczasach." Serio chcesz tak żyć? PS W środku nocy gdzieś na bliskim wschodzie było sobie lotnisko na którym leżał, oczekując na lot, pewien długowłosy. W pewnym momencie, na siedzeniach naprzeciwko (obok nie wypadało jej usiąść) pojawiła się ONA. Ok 166 cm szczupłej kobiety z oliwkową cerą, ciemnymi jak węgiel oczami i takimi samymi włosami. Wokół niej biegał jej synek. Ten widok rozczulił Długowłosego, a z drugiej strony odpalił mu "klapkę" - "Ty nie dasz rady, przecież to łatwe mieć taką kobietę"? Zabawnie będzie kiedyś, gdy już osiągnie się ten cel, wspomnieć tę noc, to zmęczenie i ten widok... W życiu nie może być łatwo bo robi się nudno. PS 2 A i najważniejsze - dzięki Marek (@Silny) W zasadzie cała ta ściana tekstu to podziękowanie dla Ciebie
  13. Szarzy ludzie

    Czy nie zdarza się wam tak od czasu do czasu poobserwować ludzi wokół siebie? Ale tak naprawdę dokładnie. Nie nasuwa się wam jakiś wniosek wtedy? Bo mi tylko jeden. Wszyscy mają smutne twarze bez wyrazu, spasione brzuchy, naprawdę rzadkością jest zobaczenie kogoś kto dba o siebie i jest szczęśliwy, a podobno ocenianie po wyglądzie jest takie bezuczuciowe. Prawda jest jednak odmienna w tej kwestii ktoś kto ma szacunek do samego siebie potrafi doskonale zadbać o swój wizerunek i autoprezentację, ale po co? Lepiej kupić w jakimś dyskontowym markecie sześciopak piwa i uchlać się do nieprzytomności przy wrzaskach spasionej i otyłej kobiety. Przerażające? Niestety tak się prezentuje wizerunek większości ludzi w Polsce. To jest po prostu straszne. Nie wiem jak wy, ale ja mam wrażenie, że ludzie wokół mnie są tacy bez życia, wypluci, pozbawieni głębi. Są niczym roboty, które wykonują wszystko automatycznie. Nie myślą, nie planują, nie celują w gwiazdy, bo są po prostu wyprani ze wszystkich marzeń. Tak jakby coś stało nad nimi i wyssało z nich całą życiodajną energię za każdym razem jak tylko oderwą się od tej codziennej rutyny, a w ich oczach pojawi się iskierka, która miałaby, by być początkiem ognia zmieniającego ich życie. Ludzie są smutni cholernie smutni i nieszczęśliwi. Zwalają winę na Boga, innych, rodzinę, otoczenie i masę innych pierdół, bo zamiast działać marnują najlepsze lata swojego życia. Zamiast wnieść się na wyżyny, oni ciągle tkwią w dole, który sami go kopią zapadając w nim się samoistnie. Gdy sam mam do czynienia z takimi osobami nie mówię oczywiście, że każdy reprezentuje ten poziom wszechobecnego zdołowania i niemocy, ale tacy osobnicy są cholerną rzadkością w tłumie to zawsze ich marazmu i apatii nie przebiję niczym. Oni wolą sobie siedzieć na dupie, chlać piwsko, oglądać jak ich bęben rośnie zamiast działać. To jest strasznie irytujące. Bo ich żadną siłą nie przekonasz, że serio da się coś zmienić w życiu. Najbardziej wnerwiającym aspektem, który powoduje po prostu u mnie cierpienia jak i zarazem gniew, jest to, że tacy ludzie później płodzą dzieci, a ich dzieci zamiast zdobywać świat, rozwijać się wcześniej czy później zostaną sprowadzeni na ich poziom beznadziejności. Nie ma nic okrutniejszego dla dziecka niż pozbawienie go wszelkich złudzeń i marzeń, a wtedy koło się zamyka i schemat powtarza się z pokolenia na pokolenie. Później małe, zranione emocjonalnie dzieci w ciele dorosłego człowieka chodzą po świecie i zadają ból innym osobom wokół siebie, a szczególnie swoim bliskim, gdzie zamiast dać swoim małym pociechom namiastkę miłości, szczęścia i poczucia bezpieczeństwa. Natchnąć w nich pierwiastek odwagi jak i chęci poznawania świata, ranią je. Później albo takie dziecko może się poddać tym wszystkim negatywnym wzorcom, nawykom i powielać błędy swoich rodziców i najbliższego otoczenia popadając w nieszczęście nic nie robiąc ze swoim życiem, albo też podjąć walkę o siebie, o swoją godność, zbudować poczucie własnej wartości, wymknąć się z toksycznej relacji, nauczyć się cieszyć z życiem i w końcu po prostu poczuć się wolnym. Wciąż walczę i widzę promyk światła, a podświadomie jestem przekonany, że z czasem stanę się silniejszy i lepszy. Dziękuję za uwagę. Wasz młody braciszek.
  14. Tylko dla rekinow

    ...czy przez Trading mozna zarobic kase? Oczywiscie, ze mozna. Przeciez zarobilem! A czy przez Trading mozna przez dluzszy okres czasu zarabiac kase? Albo moze jeszcze lepiej: nie pracowac, tylko zajac sie w 100% gielda. Podobno mozna. Jestem najlepszym dowodem, ze nie mozna. To kurwa, dlaczego innym sie udaje, a mi nie?! Widocznie maja cos, jakies predyspozycje, jakies cechy charakteru, ktore im umozliwiaja zycie z rynku. Ilu takich znam osobiscie? - Zadnego. Dlaczego inni ruchaja panienki, a ja sam siebie?! Tylko, ze ruchac panienke to fajna rzecz - dobrowolnie wsadzic sobie kija w dupe, niezbyt. A wsadzac sobie tego kija ciagle i ciagle to juz jest glupota. Debilizm. Przeciez to jest kurwa mac takie proste: kupujesz lub sprzedajesz. Szanse lepsze niz w ruletce (nie ma "zielonego" zera, ok... za to jest spread). Nie interesuje mnie czy idzie w gore czy w dol - abyc miec pozycje, ktora jest w kierunku mojego trade. Proste to jest w teorii... czytac mozna duzo, licza sie jednak czyny. A w praktyce cholernie ciezkie! Takie ciezke, ze ciagle i ciagle laduje na pysku! Jedno jest jasne jak slonce: liczy sie 100% psychologia. Nawet tzw. trading plan odzwierciedla nasza osobowosc. I tu sek we wszystkim: najaralem sie za mlodu American Dream, nafaszerowalem sie "Pain is temporary, quitting lasts forever" (po prostu nie umiem sie poddac), stracilem majatek, narobilem dlugow i... jestem skazany na sukces siedze w szambie po szyje. Plotka z Mazur w oceanie pelnym rekinow. To be continued...
  15. dziś rano zonie pekl tętniak /33l/ oby przezyla lece do niej
  16. Co jest w życiu istotne? Chodzi o to aby jak będę już na mecie abym nie żałował że czegośnie zrobiłem, więc co mam zrobić?
×