Jump to content

Nakhema

Użytkownik
  • Posts

    105
  • Joined

  • Last visited

  • Donations

    0.00 PLN 

Profile Information

  • Płeć
    Kobieta

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

Nakhema's Achievements

Szeregowiec

Szeregowiec (2/23)

161

Reputation

  1. Wzięliśmy 6w1 (infanrix hexa). Ostatnią podaliśmy kilka dni temu i następna dopiero jak skończy rok. Na razie u nas było to co w planie szczepień, czyli rota, polio, krztusiec (który niestety wraca i coraz więcej osób na niego choruje), błonica, pneumokoki, WZW B, pałeczka hemofilna B. To było razem dwa ukłucia i jeden preparat doustny (rota). Po szczepieniu na rotawirusa trzeba uważać, żeby się nie nadkazić wirusem i dobrze myć ręce po zmianie pieluchy i nie całować dziecka w okolicy ust. Refundowane też są te same, ale przy krztuścu jest pełnikomórkowy wirus, więc ponoć reakcja poszczepienna może być gorsza i kłuje się dzieci więcej razy, bo nie są skombowane w jednym preparacie, co oznacza, że dostaje o tyle więcej konserwantów szczepionek ile więcej jest kłute. Zachęcają nas do meningokoków, ale się nie zdecydowaliśmy na razie. Nie jestem przekonana, muszę poczytać. Nie szczepimy na grypę ani C19. Po roku czeka nas najbardziej chyba kontrowersyjne szczepienie bo na odre, różyczkę i świnkę, po nim chyba najczęściej wychodzą jakieś przykre historie. Ale to pieśń przyszłości na razie. Jak dziecko idzie do żłobka, to też refundowane jest szczepienie na ospę, ale nie wiem czy weźmiemy - oboje przechodziliśmy jako dzieci i nie było tragedii. Ogólnie jak zdecydujecie się na 6w1 lub 5w1, to nie można potem zejść do refundowanej ścieżki szczepień. Z refundowanej można się upgradować do 5w1 lub 6w1 (są płatne, my dawaliśmy 270zl). Póki co młody całkiem dobrze to znosi, nie gorączkuje po kłuciu, a sen się u niego poprawił po regresie. Rozwija się prawidłowo. Podobnie u znajomych - nikt nie zgłaszał, że działo się coś po szczepieniach lub były problemy ze zdrowiem czy rozwojem. Ale moze to po prostu szczęście. A może coś wyjdzie za kilka/kilkanaście lat. Nam już nie tyle o te wymogi prawne chodzi (choć też), ile o zdrowie dzieciaka. Prawie nam się przekręcił w pierwszym miesiącu życia przez zwykłą infekcję dróg moczowych. Coś co dla dorosłego nie zawsze się kończy antybiotykiem, tylko łykasz furagine i do widzenia. Po prostu infekcje, które dla nas (dorosłych) są mało problematyczne dla takich maluchów mogą być śmiertelne. Dziecko przed szczepieniem jest zawsze badane przez pediatrę - sprawdzają temperaturę, gardło, ciemiączko, oglądają skórę na ciele i robią bilans przy okazji (mierzenie, ważenie, itd). Warto pewnie dzień lub dwa przed kwalifikacja do szczepienia zrobić np. badanie moczu lub CRP (to już z krwi, więc kłucie dziecka) żeby się upewnić, że nie ma jakiegoś stanu zapalnego, tak dla spokoju ducha. Jak wam się udało odroczyć szczepienia? Sanepid się nie upomina? Przychodnia nie ściga? Nie dostał szczepienia na gruźlicę po porodzie?
  2. Czytałam o tym, że w pewnym momencie dzieciom zaczynają się lęki i koszmary. Sama pamiętam jak bardzo bałam się ciemności jako dziecko - trudny etap, zarówno dla dziecka jak i rodzica. U koleżanki syna w przedszkolu była epidemia żółtaczki... Aż strach pomyśleć ile chorób dzieci naznoszą do domu zanim dorosną.
  3. Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia i morze porad. Aktualnie udało się przebrnąć przez (jak do tej pory) najgorszy czas. Młody się trochę wyregulował, żeby znowu się rozregulować z okazji ząbkowania i kolejnego skoku rozwojowego. No chyba ten typ tak ma. Wyluzować trochę w tej materii pomogła mi świadomość, że nie jestem sama z tym moim egzemplarzem i inni mają podobne doświadczenia. Pocieszam się, że za kilka lat ten problem pójdzie w niepamięć, a pewnie przyjdą inne.
  4. Wydaje mi się, że chodzi tu głównie o jakość nad ilość. Kiedyś było dużo dzieci, bo nie było dostępu do antykoncepcji, więc jak mąż sypiał z żoną, to naturalne, że były z tego ciąże i dzieci. Przy okazji przydawały się te dzieci do pracy w gospodarstwie, bo w gospodarstwie każda para rąk do roboty się przyda. Nie trzeba było najmować parobków, a któreś z dzieci w dorosłości i tak potem na gospodarce zostawało. Do tego im więcej dzieci, tym większe wsparcie dla rodziców na starość, bo wiadomo: część dzieciaków nie dożyje dorosłości, część nie dotrwa do starości swoich rodziców, część gdzieś wyjedzie, a inni może się wypną. I to było bardzo ok - takie były czasy i takie były potrzeby. Aktualnie są inne czasy, inne możliwości i potrzeby. Więc warto jest wykorzystać ten krótki czas jaki ma się ze swoimi dziećmi nie tylko dla nich, ale też i dla siebie. A łatwiej to zrobić jak ma się mniej dzieci. Przy mniejszej ich ilości łatwiej jest dać im lepszy start w życie. A dobry start to jest już połowa sukcesu. Osobiście też uważam, że żadna praca nie hańbi, na studiach sama pracowalam w fabryce, przeszłam przez pracę w handlu. Uważam też, że jeśli można, to trzeba pracować mądrze, a nie ciężko i wolałabym, żeby moje dziecko mogło w przyszłości zarabiać tyle, żeby nie zastanawiać się jak wiązać koniec z końcem. Nasze pokolenie ma ten "luksus" i jest bardziej świadome jak ważny jest czas z naszymi dziećmi. To dobrze, że chcemy wychowywać lepszych ludzi niż my i poprzednie pokolenia, kto wie, jeśli zatroszczymy się o dobrostan emocjonalny i psychiczny przyszłych pokoleń (nie mam tu na myśli postawy "płatków śniegu"), może ten świat stanie się odrobinę lepszy. Przypomnę tylko, że najgorsi zbrodniarze w historii w miażdżącej większości byli niekochanymi, nieszczęśliwymi, poniewieranymi dziećmi.
  5. Mąż chce mieć dużo dzieci, czyli ile? 5? 10? Rozmawiałaś z nim o tym, że jesteś wykończona i nie chcesz w to dalej brnąć? Że wolisz wracać do pracy lub na studia? Co on na to? Jak się zabezpieczasz, to raczej Cię nie "pyknie".
  6. Nie liczę na innych ludzi. Nie oczekuje, że ktoś coś zmieni. Staram się robić to na co mam wpływ. A tam gdzie nie mam wpływu staram się robić tak, żeby straty były jak najmniejsze. Pisząc o tym, że miarka się przebierze, gdy ludzie nie będą mieli nic do stracenia, miałam na myśli przekroczenie pewnej masy krytycznej - np. tak jak wtedy gdy były protesty w latach 70, bo partia podniosła ceny i żyć się nie dało, albo jak Polacy lali okupanta, bo dociskał tak, że żyć się nie dało. Taka masa krytyczna przelała się np. w Wielkiej Brytanii albo Francji. U nas póki co nie. Jednostka nie jest w stanie sama nic zmienić w dużym wymiarze i bieg historii to bezlitośnie udowadniał nie raz.
  7. Powiem tak, nie wykluczam, a nawet jestem pewna, że wszystko co wpuszczamy do naszych organizmów - a zwłaszcza leki, których działania do końca sami nie rozumiemy zostawia jakiś ślad. Więc tak, możliwe, że problemy dzieci ze snem w tym wieku są skorelowane ze szczepionkami. W takim wypadku raczej już nic się nie zrobi. Tak, zdecydowanie jesteśmy zahukani. Od długiego czasu mam wrażenie, że z każdej strony się nas straszy - jako rodziców, społeczeństwo, naród, itp. Zresztą problem jest trochę głębszy. Obowiązek szczepień jest realizowany w PL tak, że producenci szczepionek nie ponoszą odpowiedzialności za ewentualne szkody poczynione na zdrowiu dzieci, które je przyjęły, dodatkowo lekarze niechętnie zgłaszają NOPy jak rodzice z nimi wracają. Bezkarność producentów i obcesowość systemu prowadzi do nieufności ze strony obywateli. Z drugiej strony, to postęp w medycynie i wejście szczepionek pomogło przedłużyć życie człowieka. Wielu z nas by tu nie było gdyby nie szpitale, antybiotyki lub właśnie rzeczone szczepionki. Dzieci serio umierały na krztusiec, błonicę, czy polio, a jeśli nie umierały to wychodziły z poważnymi powikłaniami przez te choroby. Tutaj leży dylemat rodziców - nie chcesz żeby twoje dziecko umarło na jakąś chorobę i jeśli jest sposób zabezpieczenia dziecka, to po niego sięgniesz - a jaki to jest strach już wiem, bo lecieliśmy z lejącym się przez ręce noworodkiem na SOR, bo prawie go poskładała zwykła infekcja dróg moczowych (był przed szczepieniami). Są rodzice, którzy wybiorą ryzyko ciężkiego NOPa ponad ryzyko poważnej choroby, a są tacy, którzy wybiorą ryzyko poważnej choroby ponad ryzyko ciężkiego NOPa. Zgodzę się z tym, że system robi z nas debili coraz bardziej. Miarka się przebierze, kiedy ludzie już nie będą mieli nic do stracenia. Ale że czemu słowiańskie geny?
  8. Faktycznie, biały szum pomagał mu przy kolkach, potem jak dwa miesiące dobrze spał całkiem o tym zapomniałam. Warto spróbować. Dziękuję! Sprawdzę tę książkę. W sumie myślałam, żeby zacząć go uczyć samodzielnego zasypiania właśnie od 6 miesiąca, ale widzę, że jak nie zaczniemy wcześniej to po prostu odbije się to na funkcjonowaniu wszystkich w domu. Kilka razy próbowałam młodego "przetrzymać" - zawsze jak się budzi, to najpierw zaczyna się od rzucania się w łóżeczku, potem stęka, a jak nie ma reakcji to zaczyna się płacz. Głaskanie po głowie i mówienie miłym głosem też nie pomaga. Spróbujemy coś wymyślić, na pewno konsekwencja to jest sposób na wypracowanie czegoś z dzieckiem - mam to doświadczenie ze znienawidzonym przez młodego leżeniem na brzuszku. Cierpliwość jest najtrudniejsza jak się mało śpi. Ale trzeba przez to przejść. Znajoma mówi, że z dziećmi dni się dłużą, ale miesiące lecą szybko - myślę, że to idealnie podsumowuje rodzicielstwo. Dziękuję za słowa wsparcia:) To jest temat na osobną dyskusję. Tak szczepiliśmy małego 6w1, ale to niecałe dwa tygodnie temu, a mały źle sypia od ponad trzech tygodni, więc w tym aspekcie korelacji nie widzę. Ogólnie temat szczepionek był dla nas bardzo trudny. Naczytalismy się o NOPach, nie chcemy krzywdy swojego dziecka, z drugiej strony naprawdę bym nie chciała, żeby chorował na polio, krztusiec czy błonicę, albo żeby w wieku kilku miesięcy przeszedł RSV czy rotawirusa bez "ochrony". Te choroby niestety wykańczają takie małe dzieci albo kaleczą do końca życia. Na początku chcieliśmy korzystać z refundowanego cyklu szczepień, ale pediatra nam wyjaśniła, że więcej NOPów jest po refundowanych, bo dziecko dostaje żywego wirusa. Wiem, że moje pokolenie i mojego partnera było tym szczepione "i żyjemy", ale skład szczepionek był wtedy inny i ja byłam szczepiona dopiero po w okolicy pierwszego roku, a nie w drugim miesiącu życia... Z drugiej strony kary teraz są bardzo surowe, nie mamy pieniędzy na grzywny, do więzienia nie bardzo chcemy iść i nie chcemy żeby nam zabrano dziecko. Po każdym podaniu modlimy się, żeby przeszedł to dobrze, póki co jest chyba okej. Chociaż kto wie. My pewnie też ponosimy jakieś konsekwencje szczepień z dzieciństwa. Coś za coś zapewne.
  9. A jak się budził jaką strategie przyjmowaliście? Głaskanie, przytulas, przeczekanie aż znów zaśnie? Karmię go piersią. Niestety maluch nie chce jeść z butli, nawet smoczka nie akceptuje.
  10. Syn kończy za tydzień 4 miesiąc. Po ukończeniu 1 miesiąca życia przesypiał już noce z jedną lub dwiema pobudkami na karmienie. Drzemki w ciągu dnia były nieregularne, po prostu zasypiał jak był zmęczony - głównie spał na mnie albo w wózku na spacerze. W zasadzie jak skończył trzeci miesiąc wszystko się zmieniło - drzemki wciąż kontaktowe, ale w pozycji do karmienia, po przeniesieniu do łóżeczka oczywiście się rozbudza. Na noc usypiał całkiem okej i spał w łóżeczku, ale zaczął się wybudzać CO GODZINĘ. Trwa to już trzy tygodnie i mam wrażenie, że z każdym dniem jest coraz gorzej. Usypia już tylko na rękach i to noszony, bo jak się stoi w miejscu to marudzi. Drzemki w ciągu dnia nie idą zupełnie - staramy się go usypiać jak wykazuje oznaki zmęczenia, ale on się nie poddaje, a jak już uśnie to wychodzi godzina usypiania na około pół godziny snu. W wózku już nie śpi wcale, ale tam ma chociaż lepszy humor bo widzi świat. W efekcie on jest wyczerpany i marudny, my jesteśmy styrani jak konie na westernie. Tak jak na początku życie toczyło się dookoła karmienia i pełnych pieluch, tak teraz wszystko się kręci dookoła snu. Oczywiście, spodziewałam się tej zmiany, bo czytałam, że w tym okresie stabilizuje się cykl snu i dochodzi skok rozwojowy - synek bardzo szybko się teraz rozwija. Ale wiedzieć, a przeżyć to dwie różne sprawy. Do snu wieczornego mały od dwóch miesięcy ma wprowadzoną rutynę: kąpiel, piżamka, karmienie, przytulanki/noszenie i to zwykle wystarczało, teraz nawet to nie wystarcza. Nie wiem co robimy źle. Może macie w tej materii doświadczenie? Może macie jakieś sprawdzone sposoby, żeby pomóc maluchowi sprawniej usypiać? Od znajomych usłyszałam, że to po prostu trzeba przetrwać 🙃
  11. Gratulacje! Niech rośnie zdrowo, je, śpi i brudzi pieluchy bez zarzutu. Dziecko to super sprawa - i mnie się w tym roku urodził chłopak, więc doskonale rozumiem tę radość. Polecam drzemki kontaktowe tak, że młodego bierzesz na klatkę - trwa to tylko przez okres noworodkowy, więc bardzo krótko, a to jedno z najlepszych doświadczeń. I róbcie mu dużo zdjęć - maluchy rosną wściekle szybko.
  12. Ludzie czasem mają różne rozkminy w zależności co im się w danym momencie przypomni. Możliwe, że żona zobaczyła coś co skojarzyło jej się z tym tematem i ta refleksja wymknęła się, by więcej do jej głowy nie zawitać. Nie masz tak czasem, że wpadnie Ci do głowy 'O, jakbym dwadzieścia lat temu zrobił X, to teraz pewnie byłoby Y', a potem wracasz do swojego życia i nie myślisz o tym więcej? Z drugiej strony, piszesz, że chciałbyś coś "poczuć", nie wiem czy dobrze rozumiem, że dopadło Cię swego rodzaju życiowe odrętwienie - żona może to dostrzegać, jeśli się Tobą interesuje. Może zastanawia się czy ten stan rzeczy nie jest spowodowany jakimś żalem, brakiem lub tęsknotą do czegoś czego nie zrealizowaliście. Jesteście w takim wieku, w którym rozgrywa się chyba słynny kryzys wieku średniego. Wielu budzi się z myślą, że wchodzą w drugą połowę życia - ten czas gdy świat leżał u ich stóp, a różnorodne możliwości stały otworem powoli się kończy, i że na niektóre życiowe doświadczenia jest już ostatni dzwonek. Zastanawiające jest to, że skłoniła Cię ta sytuacja do napisania posta i się nad nią zastanawiasz. Może w połączeniu z poczuciem pustki, o którym piszesz świadczy to o konieczności domknięcia tego tematu między Wami? Są w życiu pewne rzeczy, które trzeba sobie powiedzieć. Natomiast, jeśli najdą Was żale za niezrealizowanym rodzicielstwem - polecam zajrzeć na Facebookową społeczność "Żałuję rodzicielstwa", mnie otworzyła oczy podczas przedłużających się starań o dziecko i pokazała perspektywę, o której się nie mówi. Okazuje się, że więcej ludzi może żałować posiadania dzieci - jak strasznie by to nie brzmiało - niż się to może wydawać.
  13. Pewnie zależy od tego w jakim momencie życia ten mężczyzna się znajduje, 20-latek będzie mieć inne potrzeby niż taki 30, czy 40-latek. Mnie się wydaje, że ostatecznie w długoterminowych relacjach liczy się dla mężczyzn poczucie spokoju i to uczucie, że po ciężkim dniu chce się wracać do domu, do tej kobiety, która z uśmiechem otworzy drzwi, spyta jak minął dzień, czy coś jadłeś, zrobi kawę i wspólnie ponarzeka na głupi kraj, głupią pracę czy głupich ludzi. Wiadomo, że kawę można sobie samemu zrobić i drzwi też można sobie otworzyć, ale myślę, że dla wielu ludzi ta świadomość, że czeka na nich ktoś, kto nie musi tam być, ale jest bo chce - a w dzisiejszych czasach serio ludzie nie muszą być ze sobą - jest właśnie powodem, dla którego są z drugim człowiekiem i znoszą jego różne przykre cechy.
  14. Mój partner nigdy mnie nie uderzył. Przez 5 lat związku podniósł na mnie głos tylko raz, przy dość poważnej kłótni. Tylko, że w naszych kłótniach trzymane są pewne granice - nigdy go nie wyzywałam, ani on mnie, nie drzemy się na siebie i nigdy nie startowałam do niego z łapami (uważam, że jeśli kobieta stosuje przemoc fizyczną to facet ma prawo się bronić). Uważam, że jakakolwiek przemoc, poza tą w obronie własnej, nie jest spoko. I tak zostałam wychowana. Dla mnie taka sytuacja byłaby nie do zaakceptowania. Ciężko mi zrozumieć okoliczności, w których zostałaś uderzona. Jak wyglądała sytuacja? Rozmawialiście ze sobą spokojnie i Cię uderzył? Czy może oboje byliście w silnych emocjach i sytuacja wam obojgu wymknęła się spod kontroli? Czy to był pierwszy raz? Czy przeprosił? Nie chcę racjonalizować tej sytuacji, ale kontekst jest bardzo ważny. Jeśli dobrze rozumiem, u was ostatnio jest dość kryzysowo, chorowaliscie, dzieci chorowały, małe dzieci na pokładzie, często na siebie warczycie - emocje mogą osiągnąć stan krytyczny i ktoś może zrobić coś, czego w normalnych okolicznościach by nie zrobił. Tak czy owak - współczuję.
  15. Poproszę o przykład, w którym komuś coś zarzuciłam albo projektowałam? Bądźmy uczciwi. Spytałam dlaczego reakcja na wpis @JudgeMe, i odniesienie się do luźnego podejścia do seksu kobiet w wieku około 30 lat, jest taka a nie inna. W sensie ładunku emocjonalnego. Sposób w jaki część forumowiczów się odniosła wyraźnie wskazywał na negatywne emocje związane z tym zjawiskiem. Kilka osób wyjaśniło, że to niesmak, że to nie nerwy, okej - nie polemizowałam z tym dalej. Post @MarkoBe był wyraźnie w defensywnym tonie, jakbym próbowała zawłaszczyć to forum dla kobiet. Wiem gdzie się znajduję i jaki tu porządek panuje. Pisząc to co napisałam chciałam docenić intencję z jaką powstało to miejsce, tj. intencję pomocy mężczyznom. Zostało to odebrane na opak - spoko. Odpowiedziałam, że nie taka była moją intencja i naprawdę nie trzeba w takim tonie odpowiadać. Nie widzę, żebym zrobiła cokolwiek nieodpowiedniego. Ba! Odnoszę się tu do wszystkich uczestników dyskusji z kulturą, ponieważ uważam, że niezależnie od poglądów wszyscy użytkownicy wnoszą tu coś wartościowego. Nie widzę powodu, żebym miała się ze wszystkim zgadzać i przytakiwać, dyskutuję, dopytuję jak widzę coś niejasnego albo coś mnie poruszy. Zresztą chyba po to rezerwat istnieje, żeby męska i kobieca perspektywa mogły się ze sobą zetrzeć? Ale spoko. To Wasze miejsce Panowie. Jeśli taka forma rozmowy nie jest tu mile widziana, pozostaje mi się dostosować. Peace ✌️
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.