Jump to content

crystal

Użytkownik
  • Posts

    177
  • Joined

  • Last visited

  • Donations

    100.00 PLN 

8 Followers

About crystal

  • Birthday 05/17/1990

Contact Methods

Profile Information

  • Płeć
    Kobieta

Recent Profile Visitors

21,138 profile views

crystal's Achievements

Szeregowiec

Szeregowiec (2/23)

238

Reputation

  1. To prawda. Uczę się tego. Projektor ma silną potrzebę docenienia przez innych za to co robi i jaki jest. Jeśli do tego dodamy niskie poczucie wartości, łatwo można stać się tzw. "people pleaser".
  2. @meghan Dziękuję za Twój komentarz i za podzielenie się swoją historią i przemyśleniami. Fakt, cierpiętnictwo mamy przekazane w genach - kiedyś po prostu nie było innego wyjścia, jak dać sobie radę. Teraz już jest inaczej, ale nawyki zostały. Z tą grypą to prawda - nie tylko jest tak też w mojej rodzinie, ale też wśród znajomych i w miejscach pracy, które miałam okazję poznać. Może jedynie sytuacja covidowa zmieniła trochę ten stan rzeczy - teraz pracodawcy już nie patrzą tak przychylnie na kichających pracowników. Wspaniale, że postanowiłaś postawić granice i nie pomagać w przyszłości bratu swoim kosztem. Gratuluję takiej zmiany, wiem jak trudne bywa odmawianie. Ale warto podjąć trud i stanąć za sobą. @bzgqdn Dzięki za komentarz! Nie łatwo jest wrócić do ćwiczeń, mam nadzieję że Tobie się udało, a kręgosłup już tak nie dokucza. @Spokojnie Dziękuję za komentarz. Tak, stres może być przyczyną tak wielu chorób i bóli w ciele, że to aż niesamowite. Mniej stresu to zdrowsze ciało, a co za tym idzie zdrowa głowa.
  3. Żałuję, że nie udało mi się napisać w taki sposób, by przekaz był zrozumiały. Jednak ten blog to bardziej mój pamiętnik, niż miejsce przekazywania wiedzy. Możliwe, że dla kogoś zaawansowanego w HD tekst okaże się bardziej przystępny. Haha. Śledzionowe lęki mogą w jakimś sensie blokować czakram umysłu a nawet Wyższego Ja, to prawda. Chociaż w tym przypadku zdecydowanie "wina" leży po mojej stronie, tekst nie należy do prostych w odbiorze. To sygnał dla mnie, by w przyszłości inaczej przelewać myśli na wirtualny papier.
  4. Dzisiaj napiszę o czakrze śledziony, która odpowiada za instynkt przetrwania, za zdrowie fizyczne, poczucie bezpieczeństwa. To właśnie śledziona ostrzega przed zagrożeniami, a robi to za pomocą lęku. Bo lęk nie jest zły w samej swojej istocie - on działa jak osobisty radar, który wysyła sygnał, kiedy coś zagraża naszemu życiu. Śledziona działa w tu i teraz, dla niej nie istnieje przeszłość czy przyszłość, dlatego jej instynktowny, cichy głos dotyczy jedynie tego, co dzieje się w chwili obecnej. Śledziona nie odpowie, czy coś jest dobre, nie pozwala na refleksje nad tym co wydarzyło się kiedyś - ona jedynie ostrzega przed zagrożeniem. Zna tylko słowo "nie". A przynajmniej tak sobie wyobrażam działanie tego niesamowitego czakramu - bo u mnie śledziona jest niezdefiniowana, a na dodatek nie mam w niej aktywnej żadnej bramy. To oznacza, że wszystkie lęki które odczuwam nie są moje. Jestem stworzona, by nie odczuwać strachu, a nie by bać się wszystkiego po kolei. Łatwo powiedzieć, trudniej zastosować - szczególnie, kiedy "fałszywe ja" (w HD: not-self) wiedze prym. Nauczono nas, że właśnie fałszywe ja jest nami i tak sobie trwamy, starając się zaspokoić pragnienia, których nawet nie umiemy właściwie odczytać czy określić. By osiągnąć stan w którym nie będę tak lękowa, muszę jednak wciąż nad sobą pracować, nie dawać strachom kontroli nad moim ciałem. Muszę przyznać, że lata pracy nad sobą dało dobre efekty - na pewno więcej niż zadowalające. Jeśli ktoś będzie ciekawy metod, które stosuję i które wypróbowałam - proszę o komentarz. Gdybym miała aktywną chociaż jedną bramę na śledzionie - to właśnie zawarty w niej temat byłby obecny w moim życiu. Tymczasem jednak, mając ten czakram "otwarty", doświadczam wszystkich rodzajów lęku po kolei. Plus jest taki, że żaden z tych lęków nie zagnieżdża się we mnie na stałe - raczej zmieniają się jak w kalejdoskopie. Przykład moich lęków śledzionowych można znaleźć w tym temacie, założonym przeze mnie kilka lat temu: Jeśli chodzi o niezdefiniowaną śledzionę, to wpędzanie w spiralę lęku nie jest jej jedyną "supermocą". Wielką pułapką, w którą można wpaść przez ten czakram, jest przywiązanie do osób, u których śledziona jest aktywna, zdefiniowana. Byłam w niemałym szoku, kiedy zdałam sobie sprawę, że praktycznie każdy z moich partnerów życiowych miał tę śledzionę bardzo silną. Tak samo członkowie mojej rodziny. Poczucie bezpieczeństwa, jakie daje mi przebywanie w otoczeniu osoby ze zdefiniowanym czakramem śledziony jest niebywałe. To właśnie przez to nie byłam w stanie przez lata zerwać toksycznej relacji, w której byłam ofiarą przemocy. Kompletnie nie rozumiałam, dlaczego mimo że ten człowiek mnie krzywdzi, nie potrafię się bez niego obejść zbyt długo. Wielokrotnie gdy odchodziłam i próbowałam się odizolować, paraliżował mnie strach, zaczynały się dziwne reakcje w ciele - np. nerwobóle czy problemy z oddychaniem. To wszystko, połączone z jego utwierdzaniem mnie w przekonaniu, że bez niego jestem nikim oraz sukcesywne odsuwanie ode mnie wszystkich życzliwych mi osób, sprawiało że wracałam, a jednocześnie stawałam się od tego coraz bardziej chora i zniszczona wewnętrznie. To jak nałóg - niezdefiniowana śledziona sprawia, że wracamy do tego, co koi nasze lęki, nawet jeśli jednocześnie degraduje nasze wnętrze i zdrowie fizyczne. Oczywiście, należy sobie wyjaśnić jedno - nie każda osoba ze zdefiniowaną śledzioną jest złem wcielonym - wprost przeciwnie. Po prostu istnieją też narcyzi, psychopaci, czy osoby zaburzone, które ten czakram posiadają. Jego energia jest jak puder czy maska na zło, które mają w sobie. Jak lep na muchy, magnes. Sprawia, że relacja z taką osobą jest więzieniem - które co prawda oddziela od strachu, daje bezpieczeństwo, ale odbiera wolność. Dodatkowo jestem projektorem - a projektor ma aurę sfokusowaną, która bez przerwy skupia się na drugiej osobie, jednocześnie pobierając od niej energię i potęgując ją. To sprawia, że projektorzy powinni z wielką rozwagą wybierać osoby, z którymi przebywają - leczenie, pozbywanie się tych energii, to proces bolesny i długi. Objawy opisane przeze mnie w wyżej wklejonym wątku był spowodowany właśnie takim oczyszczaniem po relacji. Oczyszczaniem, które zajęło mi kilka długich lat i trwa nadal. Uważajmy na to, kogo dopuszczamy do siebie i na jakie wpływy się wystawiamy. Dla zainteresowanych - lęki śledziony: 48 - Lęk przed tym, że nie mamy w sobie głębi. Lęk przed niemożliwością znalezienia wyjścia z sytuacji, rozwiązania problemu. 57 - Lęk przed tym, co niesie przyszłość. 44 - Lęk przed przeszłością. Lęk, że to co wydarzyło się w przeszłości może się powtórzyć. 50 - Lęk przed braniem odpowiedzialności. Lęk przed zbyt dużą odpowiedzialnością. 32 - Lęk przed poniesieniem porażki. 28 - Lęk przed śmiercią. Strach, że umrzemy, nie poznając znaczenia naszego istnienia. 18 - Lęk przed oceną. Lęk przed autorytetem.
  5. Zapewne w wielu polskich rodzinach był podobny schemat wychowania - trzeba być skromnym, poświęcać się, nie narzekać, zaciskać zęby. Za wytrwałość i ciężką pracę będzie zbawienie - co prawda nie wiadomo kiedy, ale będzie. Tak bardzo jesteśmy nauczeni harówy, że powodem do wstydu stało się przyznanie przed sobą i przed innymi - jest mi ciężko, nie dam rady. Do refleksji nad tym tematem skłoniła mnie wiadomość od koleżanki z pracy - osoby, którą bardzo cenię i mam z nią dobry kontakt, jednak nie jesteśmy szczególnie blisko. Możliwe nawet, że z mojej winy, bo przez ostatnie lata przechodzę przez czas wycofania i izolacji, bardzo trudno przychodzi mi nawiązywanie i podtrzymywanie relacji. Wracając jednak do sedna - od dwóch tygodni zmagam się z bólem kręgosłupa. Po prostu z tym żyję, starając się wykonywać swoje obowiązki, chociaż w najcięższych dniach wracając do mieszkania po prostu kładłam się na podłodze i leżałam tak bez ruchu godzinami, na nic innego nie pozwalał mi ból. Nie uważam się przy tym za cierpiętnicę, nie użalam się - nie tego jestem nauczona. Nikt z rodziny (z którą obecnie mam kontakt telefoniczny) słysząc o moim problemie nie powiedział "hej, może powinnaś zająć się zdrowiem i skorzystać z L4?". Po prostu nie ma wśród moich bliskich tradycji dbania o zdrowie, tak jakby była to ogromna słabość i wada - chorować i czuć się słabo. Co gorsza, nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego deficytu, z tego braku umiejętności dbania o siebie. Przepracowywanie się było dla mnie jak powietrze. Do czasu, kiedy otrzymałam od wspomnianej wyżej koleżanki z pracy wiadomości z pytaniem - czy umówiłam się już do fizjoterapeuty? Odpisałam, że nie, że brakuje mi czasu. A ona zaproponowała mi pomoc finansową. Wtedy coś we mnie pękło, rozpłakałam się. Poczułam, że otrzymałam od kogoś troskę, której brakowało mi przez cały okres dorastania. Troskę, której wciąż pragnę, mimo że jestem już dorosłą kobietą - i sama mogę, a nawet powinnam sobie tę troskę sobie okazać. Oczywiście nie brakuje mi pieniędzy, a właśnie zdrowych nawyków. Umówiłam się do tego fizjoterapeuty.
  6. To dobrze, że jesteś sceptyczny - to bardzo zdrowe podejście. Najpierw wiedza, a potem praktyka, żeby sprawdzić czy pozyskane informacje znajdą zastosowanie w życiu, czy okażą się prawdziwe dla nas.
  7. Ciekawe doświadczenie i wyraźnie pokazuje, że praca nad sobą to konieczność, by zmienić koleje swojego losu - nikt tego za nas nie zrobi.
  8. @Spokojnie Dzięki za Twój komentarz. Może jest tak, że nasilenie tego typu sytuacji ma Ci coś uświadomić i pokazać - że właśnie nad tym powinieneś teraz popracować, bardziej cenić swój czas i swoją energię. Niestety, jeśli mamy wbudowany wzorzec bezinteresownej pomocy, pewne rzeczy robimy z automatu, będąc dawcami przyciągamy biorców. Zmiana nawyków to proces - ja nad tym pracuję już od lat i obecnie stosunkowo rzadko pakuję się w takie sytuacje. Ale wystarczy chwila zapomnienia i też wpadam w ten schemat. Najważniejsze, że jesteśmy tego wszystkiego świadomi - mamy szansę to zmienić. Ciekawi mnie Twoje działanie jako wolontariusz - opisywałeś już to gdzieś na forum? Czy Ty też jesteś projektorem? Sprawdzałeś może swój bodygraf?
  9. Pewnie, jestem profesjonalnym oceniaczem profili, gwarantuję skuteczność porad i 80% więcej odpowiedzi od kobiet
  10. Ile to już lat uczę się o Human Design i staram się postępować zgodnie ze wskazówkami tego systemu? Pięć? Sześć? Dokładnie nie pamiętam, ale to już całkiem spory kawałek czasu. A mimo to wciąż zdarza mi się zapomnieć o tym co najważniejsze. Dla projektora absolutną podstawą jest czekanie na zaproszenie - do rozmowy, do relacji, do biznesu. Musi być ono personalne, wynikać z tego, że ktoś rozpoznaje w nas te cechy i wartości, za które chcemy być doceniani i dostrzegani. Za nasze talenty, za widzenie szerzej, za trafne porady, za umiejętność prowadzenia innych do dobrych dla nich decyzji. Taka osoba musi też darzyć nas szacunkiem, a nie traktować jak źródło darmowej wiedzy czy umiejętności. Na drodze projektora staje mnóstwo osób, które widzą w nim jakąś korzyść. I chcą tą korzyść zagarnąć dla siebie, chcą móc z tego czerpać, nie dając nic w zamian. Bo jak to - to ja mam płacić za poradę? Mam się odwdzięczać? Za takie BYLE CO? Za zwykłą rozmowę? Prostą drogą do spotkania takich ludzi i do bycia wykorzystanym jest... proponowanie pomocy! Niestety, jest wiele osób, które po otrzymaniu pomocy nie dziękują, a jedynie proszą o więcej. Dzisiaj na jednej z grup Facebookowych pojawił się anonimowy post od niespełna trzydziestoletniego chłopaka. Opisywał tam, że nie może znaleźć partnerki, mimo że bardzo by chciał. Twierdził, że nie ma pojęcia co może wpływać na taki stan rzeczy - opowiadał, że wyglądem nie straszy, wykształcenie posiada, humor i inteligencja również na miejscu. To wywołało we mnie współczucie, więc odezwałam się w komentarzu, chcąc mu pomóc. Ten młody mężczyzna zapytał, czy może mi wysłać screena swojego profilu z portalu randkowego do oceny. Zgodziłam się. Po krótkiej chwili na moją skrzynkę wpadła wiadomość - odczytałam, doradziłam. Bardzo się starałam, chciałam pomóc - całkiem bezinteresownie. Myślicie, że mi podziękował? Ha! Niedoczekanie. Kolejna wiadomość brzmiała... "Czy zredagujesz mi ten opis, tak by był odpowiedni?" Moje palce już powędrowały po klawiaturze, a podświadomość zareagowała szybciej niż myśli - prawie krzyczała wewnętrznie "TAK, TAK! Pomogę Ci, bo kocham pomagać, zrobię to za darmo i bez podziękowań, bo taki ze mnie dobry człowiek!". W rzeczywistości to tylko moje projektorskie, fałszywe przystosowanie - całe życie myślałam, że jeśli będę dobra i będę robić wszystko dla wszystkich, to w końcu ktoś mnie doceni. Mhm... Odpisałam w bardzo grzeczny sposób, że nie zredaguje mu opisu, bo to brzmi już jak zlecenie, a ja się staram być asertywna. Dodałam też, że nawet nie podziękował za moje porady, więc tym bardziej nie będę teraz poświęcać mu czasu. Spodziewałam się przeprosin i podziękowań, a zamiast tego przeczytałam: "Asertywność polega na odmawianiu czegoś, czego nie chcemy, a nie na odmawianiu pomocy". Kurtyna.
  11. Utknęłam pomiędzy - pomiędzy "dobrze" a "źle". To taka strefa buforowa. Łatwo w tym miejscu ugrzęznąć, bo nie jest wystarczająco źle, żeby chcieć się wyrwać ze szponów cierpienia, a jednocześnie nie dość dobrze, by ruszyć naprzód z energią i motywacją. Zmiana to proces, wiedziałam o tym od początku, ale dopiero od pewnego czasu czuję to całą sobą. Ten proces mnie zachwyca, chociaż często męczy i spycha na skraj wytrzymałości, na kolejny ciężki do zdobycia szczyt, w kolejny ostry zakręt. Potem chwila oddechu, moment spokoju i wdzięczności za kolejny postawiony krok na drodze do siebie. Siebie prawdziwej. A za rogiem następna ścieżka, następna nauka do przyswojenia, wyzwanie któremu trzeba stawić czoła. Jakoś mnie ten los często kieruje w miejsca niedostępne - zarośnięte krzakami, pełne wybojów. Ale takie niezbadane zakątki to niesamowita okazja do ujrzenia cudów, obszarów nietkniętych i ukrytych. Jestem pomiędzy i jestem powolna. Och, ile rozpaczy przysporzyła i nadal czasem przysparza mi moja powolność, opieszałość. A jednocześnie jak ratująca życie jest, kiedy daję sobie do niej prawo. Tak długo przemocą wymuszano na mnie działania i decyzje, że zaczęłam sama się do nich zmuszać, biczować, przyspieszać. Ilu z nas stało się ofiarami nieukochania, nieuszanowania tego jacy jesteśmy? Jakie cechy uznaliśmy fałszywie za swoje wady, wymagające korekty, naprawy, odrzucenia? A ile z tych "wad" to efekt uboczny złego traktowania - przeciwny biegun jakości, które mamy w sobie, ich cień i mroczne, rozpaczliwe odbicie? To prawda, że liczą się intencje. Często w naszej głowie są one szczere i dobre, ale nie liczy się to co mamy w umyśle, a to co tkwi w naszej podświadomości, to co zapisane w ciele. Jeśli mamy nieuświadomione, nieuleczone rany, to naszym działaniem kierują one, a nie nasze założenia umiejscowione w myślach.
  12. Dlaczego jestem jaka jestem? Dlaczego czuję przymus robienia pewnych rzeczy, a inne są dla mnie nieosiągalne mimo chęci? Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że sporo moich myśli krąży wokół braku. Chyba wszyscy tak mamy - czujemy, że na jakimś polu zawodzimy, brak nam jakichś cech charakteru, nie potrafimy sobie z czymś poradzić. Marzymy o tym, czego nie posiadamy, wyobrażamy sobie, że gdybyśmy to zdobyli, byłoby wreszcie dobrze, osiągnęlibyśmy to mityczne poczucie pełni, bycia kompletnym. Zupełnie naturalnie podążamy za tym, czego pragniemy - chcemy zaspokoić swoje potrzeby. Ale co, jeśli umysł nie potrafi określić, czego nam tak naprawdę trzeba? Jest stworzony do rozwiązywania zagadek logicznych, do analizy, do tworzenia, do wymyślania. Ale czy może podejmować dla nas ważne życiowe decyzje? Czy naprawdę będzie wiedział lepiej niż ciało i dusza co dla nas dobre - który partner będzie odpowiedni, gdzie powinniśmy mieszkać, czy warto wejść w dany biznes? To, co się gnieździ w naszych głowach, to mieszanka rzeczy wspaniałych, ale też brzydkich - efekt różnych traum, wyparcia, wpływów zewnętrznych. To krzywe zwierciadło, zniekształcone echo naszego prawdziwego Głosu. W ciągu życia spotykałam ludzi, którzy byli mi przeznaczeni - cudowne przyjaciółki i przyjaciele, z którymi spędziłam tysiące wspaniałych godzin, pomagaliśmy sobie wzajemnie, tworzyliśmy piękne rzeczy. Dopełniali mnie, przy nich nie myślałam o deficytach, nie czułam ich. Razem byliśmy doskonali. Niestety, na mojej drodze stawały też osoby, które wydawały się mieć to, czego mi brakowało - pewność siebie, konkretność w działaniu. Dawały mi poczucie bezpieczeństwa, którego nie miałam przebywając sama ze sobą. To powodowało niezdrowe przywiązanie, uzależnienie - a znajomości nie okazywały się tak odpowiednie, jak na początku myślałam. Wymagały ode mnie niezdrowego poświęcenia, rezygnowania z samej siebie. Krzywdziły mnie i raniły - ja krzywdziłam siebie, będąc w takich relacjach. Nie czekałam na pewność, nie próbowałam dokładnie poznać tych ludzi, nie dałam sobie na to czasu. Bo przecież trzeba ufać, iść za głosem "serca", a jeśli i rozum podpowiada że to ten/ta - na co tu czekać? Nad czym się zastanawiać? Co niby możemy stracić? Można stracić masę czasu, goniąc za tym, co podpowiada umysł. I za każdym razem wpadać w bagno. I znowu obwiniać siebie - źle myślałam, byłam mało przewidująca, naiwna. Wpadłam na pomysł, że najlepszym dla mnie wyjściem będzie zaakceptowanie, że pewnych cech w sobie nie mam i pewnie mieć nie będę. A na chwilę obecną moje życie wygląda tak, a nie inaczej - mam do dyspozycji takie zasoby, jakie mam - i kropka. I wybieram, że będę za to wdzięczna i będę się z tego cieszyć. Oczywiście czasem pojawiał się wewnętrzny protest - bo jak to - mam się pogodzić z tym, jak jest? Przecież wszyscy wokół mówią, że wystarczy mocno chcieć, pracować nad tym wystarczająco długo, a wszystko staje się możliwe. W tej pogoni za spełnieniem marzeń można zgubić siebie - przeoczyć swoje potencjały, szanse na rozwijające znajomości, możliwości osiągnięcia spełnienia na polu zawodowym czy prywatnym. Wybierając to, co wydaje się na ten moment wystarczające, nie zostawiamy miejsca i czasu na to, co jest naprawdę DLA NAS. W Human Design popularne jest stwierdzenie - it is what it is. Jest jak jest. A te uporczywe myśli i uczucie braku nie biorą się znikąd - mają swoje źródło w pustych przestrzeniach bodygrafu (niezdefiniowanych, otwartych czakrach) i w tak zwanych "hanging gates". Tam są nasze triggery, wyzwalacze, punkty zaczepienia, rany. Jest to jednocześnie potencjał do nauki, rozwijania świadomości. U mnie takie puste przestrzenie to otwarta śledziona (nie mam aktywnych w niej żadnych bram) oraz ego i czakra sakralna. Tutaj już mam aktywacje/bramy, a co za tym idzie - pewien określony schemat odczuwania, działania i poszukiwania w tym obszarze. Tak jak wspominałam wcześniej - z tymi "ubytkami" przychodzimy na świat i z nimi umrzemy. Można jednak nauczyć się, jak przekuć je na swoją korzyść, jak nie wpadać w pułapkę umysłu, który wciąż podpowiada kolejne i kolejne rozwiązania.
  13. Poszukam i kupię, dziękuję za polecajkę. To prawda, pierwszy raz tak czekam na mrozy, haha.
  14. Możesz robić sobie krioterapię w domu - zanurzać rękę w wodzie z kostkami lodu na około 3 minuty, raz dziennie. Ciekawy pomysł z tym rozciąganiem gumek, wypróbuję. Póki co stosuję ćwiczenia z Youtube i też pomagają:
  15. Nie wiem, czy założyłam temat w odpowiednim dziale - może przydałaby się nowa kategoria w kobiecej części forum? Coś w stylu "zdrowie"? Pod koniec sierpnia 2022 roku zdiagnozowano u mnie chorobę de Quervaina - zaawansowane zapalenie ścięgien odwodziciela i prostownika długiego. Problem dotyczy kciuka prawego. Kilka miesięcy przed diagnozą miałam uraz w tym miejscu - wybity kciuk. Nie mam pojęcia, czy choroba to skutek tego nieleczonego urazu, czy może stylu życia, który nie oszczędzał rąk. Kilka godzin dziennie prowadzę auto i często używam telefonu komórkowego oraz komputera - taka praca. Od czasu postawienia diagnozy byłam u różnych specjalistów - ortopedów i fizjoterapeutów - i każdy z nich mówił coś innego. Wobec tego postanowiłam podzielić się swoim doświadczeniem z tą chorobą - może ktoś z tego skorzysta, kiedy sam znajdzie się w podobnej sytuacji. Początkowe zalecenia to noszenie ortezy usztywniającej kciuk, 3 tygodnie zwolnienia oraz branie naproksenu (Anapran) raz lub dwa razy dziennie. Chciałabym przestrzec przed długotrwałym przyjmowaniem tego leku - może i przynosi ulgę w bólu, ale na dłuższą metę to żadne wyjście i niczego nie leczy. Ja brałam go tylko 2 tygodnie, a i tak skończyło się dla mnie kiepsko - wylądowałam na pogotowiu z bardzo nieprzyjemnymi objawami (drgawki, zaburzenia rytmu serca, zawroty głowy, ogólne osłabienie), gdzie stwierdzono bardzo niski poziom potasu, poniżej minimalnej wartości. Od lekarza dowiedziałam się, że takie wypłukanie potasu może być skutkiem przyjmowania naproksenu. Trzy tygodnie minęły dość szybko, a ja chciałam wrócić do pracy. Ból niestety wciąż występował, choć zmniejszył się za sprawą unieruchomienia kciuka i przyjmowania leku przeciwzapalnego. Pojawiła się propozycja od lekarza, by wstrzyknąć tzw. blokadę, czyli sterydy. Jestem przeciwniczką sterydów, czytałam o ich szkodliwości, dlatego odmówiłam. Nie polecam tego nikomu, chyba że jako ostateczność, kiedy inne sposoby zawiodą. Nie wspominam już nawet o operacji, która też jest jednym z rozwiązań przy chorobie de Quervaina - już sam opis zabiegu przyprawia mnie o mdłości. Co mi pomogło, jak udało mi się ograniczyć ból do minimum? - krioterapia - codziennie, 5 dni w tygodniu, w seriach powtarzanych co 2-3 tygodnie (fizjoterapeuta proponował też magnetoterapię oraz laseroterapię, ale nie jestem przekonana co do skuteczności tych metod, dlatego nie zdecydowałam się na nie) - doraźnie zanurzenia nadgarstka w wodzie z lodem na około 3 minuty - ćwiczenia wykonywane trzy razy dziennie - Uwaga! Fizjoterapeuta początkowo zabronił mi wykonywać jakiekolwiek ćwiczenia, argumentując to tym, że występuje u mnie stan zapalny. Okazało się to bzdurą, ćwiczenia to najlepszy sposób na wyleczenie choroby. Można je śmiało wykonywać, o ile nie powodują zwiększenia bólu. Ja poczułam ulgę już po dwóch - trzech dniach. Dużo filmików z prezentacją ćwiczeń można znaleźć na Youtube po wpisaniu w wyszukiwarkę frazy "de quervain's tenosynovitis exercises" - dieta przeciwzapalna bogata w kwasy omega-3, cynk i antyoksydanty Obecnie czasem zakładam ortezę - kiedy pojawi się ból, a ja muszę intensywnie używać nadgarstka. Ból jednak jest minimalny, a przez większość czasu nie czuję go wcale. A ponoć jedynym rozwiązaniem miały być sterydy.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.