Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Waginator

Użytkownik
  • Zawartość

    93
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Ostatnia wygrana Waginator w Rankingu w dniu 9 Luty

Waginator posiada najczęściej lubianą zawartość!

Reputacja

103 Świetna

O Waginator

  • Tytuł
    Kot
  • Urodziny

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnie wizyty

335 wyświetleń profilu
  1. Nie zdziw się. Wykładowca na uczelni w prywatnej rozmowie powiedział kiedyś, że lubi wyrywać młode studentki. Jak same mu powiedziały chcą czuć fejm, że bzyknęły wykładowcę. Do dłuższego związku to się nie nadaje, ale jak widać jednorazowe numerki się sprawdzają.
  2. Święta prawda. Pamiętam jak jedna dziewczyna mówiła mi, że utrzymuje ze swoim byłym kontakty "przyjacielskie" (ona oczywiście zerwała). Mówiła też jak on cierpi, że nie wyobraża sobie życia bez niej i myśli o samobójstwie... Nie, wróć. Ona o tym nie mówiła. Ona się tym chwaliła.
  3. Uważaj, bo bardzo łatwo możesz wejść w ramę adoratora i orbitera. Seksu nie zobaczysz przez kolejne kilka miesięcy, będziesz sobie tłumaczył, że to dlatego, że jest dziewicą i potrzebuje czasu, a w rzeczywistości ona nigdy tego z Tobą nie planowała. W końcu się zirytujesz albo ona sama to skończy i usłyszysz "przykro mi, ale ja tego nie poczułam" i tyle z tego będzie. Relacje z takimi osobami często są ryzykowne, bo możesz stracić mnóstwo czasu i wyjść z niczym.
  4. 1) Nie ma jej, ale w gruncie rzeczy i tak nie wniosłaby ona niczego wartościowego w życie młodzieży. Filozofią to można się zainteresować na studiach lub później, w wieku lat nastu większość ma takie rzeczy w dupie. 2) No to jest prawda. 4) Żeby kogoś nauczyć psychologii trzeba poświęcić mnóstwo czasu i mieć świetną kadrę co jest nierealne. Zobacz zresztą na absolwentów psychologii, czy wydają się być rzeczywiście dobrze obeznani z tematem? A spędzili nad tym 3/5 lat studiów, które sami wybrali, a nie kilka godzin w szkole. 6) Odżywianie i dietetyka są w gruncie rzeczy intuicyjne i większość ludzi doskonale wie, że wysiłek fizyczne, warzywa i owoce są zdrowe, a słodycze, McDonald i fajki nie. Wiedza na ten temat w żadnym stopniu nie współgra z zastosowaniem tego w praktyce co widać chociażby na przykładzie palenia papierosów (25-30% społeczeństwa). 7) Język polski i kilka pomniejszych przedmiotów próbowały mnie uwrażliwić na estetykę, kulturę, poezję itd. Nikomu się to nie udało. Domyślam się, że Ciebie ciekawi temat architektury, ale jak spojrzysz obiektywnie to zobaczysz, że tak naprawdę nikomu to do szczęścia nie jest potrzebne. A ja bym się wzbraniał rękami i nogami przed nauką historii architektury, nawet teraz. Ale pomijając te punkty, Twoje założenia są z góry skazane na niepowodzenie. Dlaczego? Bo nie ma żadnej gwarancji, że ktoś się tego rzeczywiście będzie uczył. Tak naprawdę to czego się będziesz uczył zależy przede wszystkim od czynnika ludzkiego w szkole, czyli tego jak bardzo nauczyciel będzie cisnął. Ja w liceum nie używałem prawie w ogóle książek, moja wiedza z historii jest bliska zeru, tak samo z WoSu, geografii, fizyki, niemieckiego, przysposobienia obronnego, religii i informatyki. Szczerze powiedziawszy to od końca podstawówki niewiele się już nauczyłem nie licząc przedmiotów kierunkowych. Bo ciężko się nauczyć jakiegoś przedmiotu skoro nauczenie się kilkunastu stron podyktowanych notatek w zeszycie wystarczało na ocenę 4 ze sprawdzianu, a często nawet 5. Gdzie tu zachęta, żeby może do jakiejś książki sięgnąć? Jeśli system ogólnokształcący miałby działać tak jak zakłada to po każdym roku nauki, po każdym przedmiocie powinien być robiony test dla każdej szkoły. Najlepiej w czerwcu, gdzie i tak się nic już nie robi. 100 pytań abcde, 50% na zaliczenie, poprawka w lipcu/sierpniu, nie zdajesz to powtarzasz klasę. Odgórne przyciśnięcie to jest jedyny sposób, żeby szkoła jako taka miała sens i żeby jakaś wiedza została po tych latach edukacji. Można to zrealizować tak jak napisałem, mielibyśmy całą masę wykształconych wszechstronnie, pozostaje tylko pytanie... Po co? Niech każdy się przyzna sam przed sobą ile razy w życiu mu się przydała ta wiedza z historii, geografii, matematyki (pomijając studia oparte na niej), języka polskiego, chemii, biologii i całej masy innych przedmiotów. Bo mi większości z nich ani razu. Jak dla mnie szkoła powyżej podstawówki ma jedno zadanie. Ma przedstawić różne kierunki rozwoju, żeby człowiek mógł później wybrać ten kierunek w którym będzie się chciał specjalizować. Wiedza niezbędna do funkcjonowania codziennego ogranicza się do szkoły podstawowej, jak chce się coś znaleźć to można w 10 sekund znaleźć to na necie. Jedyne czego potrzebujemy to wiedza specjalistyczna. Jak ktoś idzie do lekarza to ma to w dupie czy ten lekarz zna historię Polski, geografię czy program polityczny PO. On ma znać się na swojej dziedzinie. A jak będzie chciał to zawsze sobie może poczytać hobbystycznie o innych rzeczach. Dlatego uważam, że wszechstronny rozwój na poziomie gimnazjum i liceum jest w gruncie rzeczy zbędny i niewiele wnosi tak naprawdę praktycznego do życia.
  5. Obowiązkowe szczepienie jest bodajże od roku 94', więc starsze osoby (a w zasadzie wszyscy) powinny zrobić sobie badanie krwi za kilkanaście złotych na przeciwciała przeciwko HBV, a jeśli wyjdą poniżej 100 to się zaszczepić. WZW C pomimo, że jest bardziej niebezpieczne niż WZW B to jest mało prawdopodobne, żeby doszło do zakażenia przez kontakt seksualny, w dodatku w dzisiejszych czasach jest wysoka szansa na wyleczenie. HIV niestety jest szansa aczkolwiek mało prawdopodobna w przypadku zabezpieczania się.
  6. Śmieszna sytuacja. Przyjechałem na ferie do domu i w sobotę przyszła do mnie babcia. Zaczęło się pieprzenie o walentynkach, żebym coś wysłał koleżance, zaprosił do kina, kupił coś, blablabla, bo w ten sposób się podtrzymuje znajomości (no w końcu jak nie ma z ciebie pożytku to po co miałaby się kobieta z tobą przyjaźnić) i facet powinien zabiegać o kobietę. Kilka lat temu pewnie bym się nad tym zastanowił, teraz ją tylko wyśmiałem, zbiłem jej wszystkie argumenty i powiedziałem, że to ja robię łaskę koleżance, że się z nią zadaję, a nie ona mi i na jej miejsce są dziesiątki innych, więc to ona powinna o mnie zabiegać i mi coś kupować/wysyłać. Przysiągłbym, że mówiła to na serio i dalej jestem tego pewny. Dzisiaj rano przyszła specjalnie do mnie po to, żeby powiedzieć, że tylko żartowała i żebym przypadkiem nikomu niczego nie wysyłał i że ja wiem najlepiej jak być powinno
  7. Czytając Wasze wypowiedzi przyszedł mi do głowy pewien paradoks. Kobiety bardzo często narzekają, że faceci lecą tylko na ich wygląd, że zależy im tylko na seksie i traktują jako obiekt seksualny. Natomiast facetów często boli fakt, że są traktowani jak bankomaty i kobietom zależy głównie na ich pieniądzach. Pomijając wyraźną analogię pomiędzy tymi dwoma postawami można tu dostrzec pewien paradoks. Mianowicie zarówno kobiety i mężczyźni doskonale wiedzą, że wygląd kobiet jest ich głównym atutem, co zresztą same wykorzystują, a pomimo to narzekają na ten fakt. I w drugą stronę faceci, część świadomie, większość podświadomie wiedzą, że kobiety pragną hajsu, który jest głównym atutem mężczyzn, a pomimo to często uznają to za zjawisko negatywne. Takie zjawisko może tłumaczyć negatywny wpływ niektórych wyrażeń facetów: "Masz piękne oczy/jesteś piękna" to tak jakby kobieta powiedziała "Masz drogie auto". "Podobasz mi się/jesteś dla mnie atrakcyjna" to analogicznie "Podoba mi się, że jesteś bogaty". "Chciałbym uprawiać z tobą seks" -> "Chciałabym, żebyś mi kupił..." Takie zwroty usłyszane przez faceta wywołują poczucie zażenowania i uśmiech politowania (chyba, że wypowiada je kobieta 10/10 to się zasady naginają). Podobnie w przypadku kobiety takie teksty spełniają rolę odwrotną do oczekiwanej (chyba, że ponownie 10/10...). W istocie kobiety potrafią bardzo dobrze maskować swoje zamiary i nieświadomy facet często nie widzi jaką rolę spełnia. W przeciwieństwie do tego u facetów często widać ich zamiary, co może obniżyć w ten sposób ich atrakcyjność. I tak paradoksalnie wartość kobiety, która jawnie mówi, że pociągają ją pieniądze faceta zaczyna spadać tak samo wartość faceta u którego widać, że zależy mu na seksie również zaczyna spadać. Ta alternatywna teoria wyjaśnia dlaczego niezainteresowani danymi kobietami faceci są dla nich bardziej pociągający, a komplementy często wywołują odwrotny skutek do zamierzonego.
  8. Nawet nie trzeba zdobywać bogactwa czy odnieść jakiś spektakularny sukces. Wystarczy nagle stać się lepszym od kogoś. Pamiętam pierwszy semestr moich studiów. Nie potrafiłem wtedy do końca się uczyć, wyniki miałem poniżej przeciętnej, nie szło mi to za bardzo. Ale miałem wtedy jakieś znajomości w obrębie grupy, ludzie zapraszali mnie na imprezy, byłem zwyczajnym gościem. W drugim semestrze stwierdziłem, że ucząc się tak dalej bankowo nie zaliczę tego roku, wziąłem dupę w garść i zacząłem się ostro uczyć. Efekty w nauce było widać, widzieli je też inni. Z przeciętniaka stałem się zagrożeniem. Ludzie zaczęli się odsuwać, wyczuwałem dystans, zapraszanie na imprezy się skończyło, niektórzy wprost mi mówili, że mnie popierdoliło, że się tyle uczę. Jakby to był ich zasrany interes co robię z wolnym czasem. Jakby nie patrzeć to wciąż mentalnie żyjemy w jaskiniach, faceci są nakręceni na rywalizację i osoba, która odnosi sukces staje się dla nich niewygodna.
  9. Taki powód w ogóle nie powinien występować w papierach. Jak można stwierdzić niezgodność charakterów po xx latach związku? Charakter i cele życiowe drugiej osoby widać po kilku spotkaniach, maksymalnie kilku miesiącach. Jakoś samice doskonale potrafią odsiać słabego samca już po kilku minutach rozmowy, a tu nagle po kilku latach uświadomienie, że ten facet to jednak zły charakter miał. Tak naprawdę instytucja małżeństwa będzie się rozpadać, ponieważ nie spełnia już swojej pierwotnej roli: 1. Po pierwsze i najważniejsze, kobieta nie jest już zależna finansowo ani pod względem bezpieczeństwa od faceta, więc nie jest jej potrzebny tak jak kiedyś. 2. Nie żyjemy już w małych kilkuset osobowych wioskach tylko w miastach z dostępem do ogromnej liczby ludzi. Faceci mogą realizować swój biologiczny program zapładniania jak największej ilości kobiet, a kobiety swój program hipergamii. Można teraz przebierać i wybierać. 3. Większe społeczne przyzwolenie na rozwody i puszczanie się po bokach i sama antykoncepcja, która znacząco to ułatwia. 4. Dłuższy wiek życia, biologiczny program kilku lat haju emocjonalnego (żeby zapłodnić) i kilkunastu lat przywiązania (żeby wychować) nie sprawdza się, bo jak kiedyś przypadał na końcówkę życia tak teraz na jego połowę. Pewnie z tego powodu najczęstsze są rozwody właśnie z 5-9 letnim stażem. 5. Coraz większa świadomość facetów, że małżeństwo nie daje im żadnych przywilejów, a tylko je odbiera. To jest jeszcze marginalne, ale za sprawą właśnie takich artykułów na internecie, komentarzy pod nim, tego forum i ogólnego rozpowszechniania wiedzy o działaniu kobiet ten odsetek będzie cały czas rósł. Podsumowując, dawne mechanizmy biologiczne, które mamy zakodowane są nieadekwatne do czasów w których żyjemy, a efekty tego są coraz bardziej widoczne.
  10. To w sumie mógłby być ciekawy pomysł na filmik na yt z kategorii "social experiment" z ukrytą kamerą. A odnośnie tematu. Mam jednego znajomego ruchacza. Jeśli wierzyć jego opowieściom to nie znam nikogo kto miałby chociaż połowę liczby kobiet, które on miał (chociaż ja przebywam raczej w 'poprawnym' środowisku). W żadnym wypadku nie nazwałbym go draniem, badboyem, oschłym itd. Jego osobowość bardziej przejawia cechy bycia osoby towarzyskiej, ekstrawertycznej, pewnej siebie i z poczuciem humoru. W dodatku posiada elementy uwodzicielstwa, umie eskalować dotyk, prawić komplementy i odpowiednio dawkować zainteresowanie. Raz mówił, że na jakiejś imprezie panna powiedziała, że podoba się jej koleżance (jakaś gruba i brzydka), a on stwierdził, żeby sobie nie żartowała, bo on tu przyszedł dla niej. I godzinę później byli w łóżku. Oczywiście, jeśli nie naciągał faktów. No i nie ukrywam też, że o wygląd dba. Według mnie jednak chodzi o to, że ci badboye zwykle mają bardzo wysokie umiejętności społeczne, często są na imprezach, mają okazje, żeby kogoś poznać, nie boją się dotykać panny i pociągnąć tego dalej. A taki przeciętny facet siądzie pół metra od laski, będzie pieprzył o farmazonach i zanudzał. Sama mimika, ekspresja, emocjonalność, taka wewnętrzna energia, którą facet będzie wykazywał już doda mu wiele na plus, zadziałają neurony lustrzane, panna się rozemocjonuje i będzie znacznie bardziej chętna.
  11. @tour de PRO life Generalnie trzeba działać szybko i odważnie. Jak coś się przedłuża to znaczy, że idzie to wszystko w złym kierunku. A poczucie winy, którego doświadczasz to nic innego jak jedna z metod manipulacji, która ma za zadanie skłonić Cię, żebyś dalej adorował. Mnie też tak kiedyś "więcej niż koleżanka" manipulowała, teksty typu "czy nasze koleżeństwo nic dla ciebie nie znaczy?", "ale jak możesz tak po prostu zakończyć, nie możemy się spotykać od czasu do czasu?", "dla ciebie liczy się tylko jedno" itd. Gdy te argumenty nie zadziałały rozpłakała się i powiedziała, że "szkoda kończyć taką wartościową znajomość", "rozmowy z tobą były dla mnie cenne", a na koniec jeszcze posmyrała mnie po ręce i wyszła. Niestety po tych wszystkich metodach uległem i powiedziałem, że możemy jakiś kontakt utrzymywać (chociaż ograniczony). To był początek końca i nic z tego dobrego nie wyszło, a laska jak poczuła, że mnie trzyma za jajca to już wrzuciła wyjebkę na mnie. Tak naprawdę nie można brać na serio żadnego zdania, które kobieta wypowiada podczas kłótni. Wszystko jest doskonale zmontowane w tym kierunku, żebyś przypadkiem nie odszedł, a jak się przekona w końcu, że nie odejdziesz to dalej będzie miała Cię w dupie. Tutaj mogą też się czaić haczyki, jeśli nie ulegniesz i skończysz rozmowy z nią to nie zdziw się jak nagle zacznie być szczególnie miła albo nawet z łaski swojej powie, że pójdzie na tę kawę.
  12. Kalkuluje jej się. A jakby misio zostawił to co wtedy? Trzeba mieć zapasową gałązkę Oczywiście w tym przypadku nie, bo autor LTR'a nie chciał, ale ogólnie to jak najbardziej.
  13. Patrząc w tym kierunku możemy założyć, że jest jakiś rudy gość, który jest bogatym dyrektorem i wzbudza te emocje właśnie swoją pozycją społeczną (podekscytowanie, że interesuje się nią ktoś wysoko postawiony i że można go złapać na haczyk ot chociażby jako przykład emocji). I wtedy kobieta stwierdzi, że jej w zasadzie to rudzi się zawsze podobali. To by nawet było zgodne z teorią dysonansu poznawczego. Kobieta podświadomie poleciała na hajs, ale że nie chce się postrzegać jako materialistka to wmawia sobie, że ten facet rzeczywiście ją kręci. Ja bym nie był przekonany, że kobieta bzyka się z bogatym facetem tylko i wyłącznie mechanicznie. To czy ktoś się nam podoba dzieje się na poziomie psychiki, a tą można bardzo modulować. Nierzadko mi się zdarzało, że jakaś kobieta mi się w ogóle nie podobała z wyglądu, ale odpowiednia sytuacja sprawiła, że stawała się atrakcyjna. I odwrotnie. Jak spojrzę wstecz na lata szkolne jakie mi się kobiety podobały to mógłbym się złapać za głowę. Oczywiście sytuacje w których kobieta tylko poleciała na hajs też się zdarzają. Ale tak naprawdę kobieta tak dobrze poudaje, że nawet nie odkryjesz czy ona faktycznie na Ciebie leci czy ma jakiś ukryty interes.
  14. @Brat Jan Zastanawiałem się długi czas nad tym fenomenem. I kiedyś przypadkiem zobaczyłem jak jedna z jego koleżanek pisze do drugiej "patrz jakiego mam przystojniaka w grupie <jego zdjęcie>" i odpowiedź "noo, rzeczywiście zajebisty". Z charakteru nic nadzwyczajnego, nawet trochę dziewczeński przez co nie wzbudzał zaufania reszty facetów chociaż może wzbudzał dzięki temu zaufanie wśród kobiet. Z wyglądu jak wspomniałem wychudzony, ale tak sobie myślę, że tutaj akurat twarz odgrywa największą rolę. Zresztą jeśli ktoś miał kiedyś bliższe kontakty przyjacielskie z loszkami to doskonale wie, że ekscytują się one maks. 1-2 facetami (najprzystojniejszymi, często sportowcami lub aktorami), a cała reszta jest niewidzialna. NIGDY nie spotkałem się jeszcze z przypadkiem, że któraś się podniecała, że facet ma super charakter czy coś w tym stylu. A odnośnie dyskusji o brzydkim mężczyźnie to skąd w ogóle pomysł, żeby tak faceta nazywać? Przecież jest to kwestia najzupełniej subiektywna, nie ma żadnych obiektywnych wskaźników (co najwyżej symetria ciała, ale ta jest podobna u obu płci), które mogłyby powiedzieć, że facet jest brzydszy od kobiety. Jak dla mnie to jakaś białorycerska pozostałość z zamierzchłych czasów, że kobieta to takie piękne bóstwo co sra tęczą, a facet to jakiś zwykły, brzydki, zapocony robol.
  15. Ja szczerze powiedziawszy znam tylko jednego. Ale efekt był niesamowity. Na 8 facetów w grupie 24 osobowej on jeden stworzył sobie wianuszek około 8 kobiet, które praktycznie tylko z nim gadały. I co lepsze gość z charakteru był całkiem przeciętny, wręcz trochę zniewieściały. A z wyglądu trochę wychudzony. Cała reszta facetów praktycznie nie była brana pod uwagę chociaż reprezentowali wyższy poziom intelektualny czy towarzyski. To nie miało żadnego efektu, zerowe przyciąganie kobiet. I się nie dziwię, że faceci w takim wypadku łaszą się do kobiety, jak sami nie dostają żadnego feedbacku.