Content: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Background: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Pattern: Blank Waves Notes Sharp Wood Rockface Leather Honey Vertical Triangles

Waginator

Użytkownik
  • Zawartość

    83
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

63 Świetna

O Waginator

  • Tytuł
    Kot
  • Urodziny

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnie wizyty

273 wyświetleń profilu
  1. To w sumie mógłby być ciekawy pomysł na filmik na yt z kategorii "social experiment" z ukrytą kamerą. A odnośnie tematu. Mam jednego znajomego ruchacza. Jeśli wierzyć jego opowieściom to nie znam nikogo kto miałby chociaż połowę liczby kobiet, które on miał (chociaż ja przebywam raczej w 'poprawnym' środowisku). W żadnym wypadku nie nazwałbym go draniem, badboyem, oschłym itd. Jego osobowość bardziej przejawia cechy bycia osoby towarzyskiej, ekstrawertycznej, pewnej siebie i z poczuciem humoru. W dodatku posiada elementy uwodzicielstwa, umie eskalować dotyk, prawić komplementy i odpowiednio dawkować zainteresowanie. Raz mówił, że na jakiejś imprezie panna powiedziała, że podoba się jej koleżance (jakaś gruba i brzydka), a on stwierdził, żeby sobie nie żartowała, bo on tu przyszedł dla niej. I godzinę później byli w łóżku. Oczywiście, jeśli nie naciągał faktów. No i nie ukrywam też, że o wygląd dba. Według mnie jednak chodzi o to, że ci badboye zwykle mają bardzo wysokie umiejętności społeczne, często są na imprezach, mają okazje, żeby kogoś poznać, nie boją się dotykać panny i pociągnąć tego dalej. A taki przeciętny facet siądzie pół metra od laski, będzie pieprzył o farmazonach i zanudzał. Sama mimika, ekspresja, emocjonalność, taka wewnętrzna energia, którą facet będzie wykazywał już doda mu wiele na plus, zadziałają neurony lustrzane, panna się rozemocjonuje i będzie znacznie bardziej chętna.
  2. @tour de PRO life Generalnie trzeba działać szybko i odważnie. Jak coś się przedłuża to znaczy, że idzie to wszystko w złym kierunku. A poczucie winy, którego doświadczasz to nic innego jak jedna z metod manipulacji, która ma za zadanie skłonić Cię, żebyś dalej adorował. Mnie też tak kiedyś "więcej niż koleżanka" manipulowała, teksty typu "czy nasze koleżeństwo nic dla ciebie nie znaczy?", "ale jak możesz tak po prostu zakończyć, nie możemy się spotykać od czasu do czasu?", "dla ciebie liczy się tylko jedno" itd. Gdy te argumenty nie zadziałały rozpłakała się i powiedziała, że "szkoda kończyć taką wartościową znajomość", "rozmowy z tobą były dla mnie cenne", a na koniec jeszcze posmyrała mnie po ręce i wyszła. Niestety po tych wszystkich metodach uległem i powiedziałem, że możemy jakiś kontakt utrzymywać (chociaż ograniczony). To był początek końca i nic z tego dobrego nie wyszło, a laska jak poczuła, że mnie trzyma za jajca to już wrzuciła wyjebkę na mnie. Tak naprawdę nie można brać na serio żadnego zdania, które kobieta wypowiada podczas kłótni. Wszystko jest doskonale zmontowane w tym kierunku, żebyś przypadkiem nie odszedł, a jak się przekona w końcu, że nie odejdziesz to dalej będzie miała Cię w dupie. Tutaj mogą też się czaić haczyki, jeśli nie ulegniesz i skończysz rozmowy z nią to nie zdziw się jak nagle zacznie być szczególnie miła albo nawet z łaski swojej powie, że pójdzie na tę kawę.
  3. Kalkuluje jej się. A jakby misio zostawił to co wtedy? Trzeba mieć zapasową gałązkę Oczywiście w tym przypadku nie, bo autor LTR'a nie chciał, ale ogólnie to jak najbardziej.
  4. Patrząc w tym kierunku możemy założyć, że jest jakiś rudy gość, który jest bogatym dyrektorem i wzbudza te emocje właśnie swoją pozycją społeczną (podekscytowanie, że interesuje się nią ktoś wysoko postawiony i że można go złapać na haczyk ot chociażby jako przykład emocji). I wtedy kobieta stwierdzi, że jej w zasadzie to rudzi się zawsze podobali. To by nawet było zgodne z teorią dysonansu poznawczego. Kobieta podświadomie poleciała na hajs, ale że nie chce się postrzegać jako materialistka to wmawia sobie, że ten facet rzeczywiście ją kręci. Ja bym nie był przekonany, że kobieta bzyka się z bogatym facetem tylko i wyłącznie mechanicznie. To czy ktoś się nam podoba dzieje się na poziomie psychiki, a tą można bardzo modulować. Nierzadko mi się zdarzało, że jakaś kobieta mi się w ogóle nie podobała z wyglądu, ale odpowiednia sytuacja sprawiła, że stawała się atrakcyjna. I odwrotnie. Jak spojrzę wstecz na lata szkolne jakie mi się kobiety podobały to mógłbym się złapać za głowę. Oczywiście sytuacje w których kobieta tylko poleciała na hajs też się zdarzają. Ale tak naprawdę kobieta tak dobrze poudaje, że nawet nie odkryjesz czy ona faktycznie na Ciebie leci czy ma jakiś ukryty interes.
  5. @Brat Jan Zastanawiałem się długi czas nad tym fenomenem. I kiedyś przypadkiem zobaczyłem jak jedna z jego koleżanek pisze do drugiej "patrz jakiego mam przystojniaka w grupie <jego zdjęcie>" i odpowiedź "noo, rzeczywiście zajebisty". Z charakteru nic nadzwyczajnego, nawet trochę dziewczeński przez co nie wzbudzał zaufania reszty facetów chociaż może wzbudzał dzięki temu zaufanie wśród kobiet. Z wyglądu jak wspomniałem wychudzony, ale tak sobie myślę, że tutaj akurat twarz odgrywa największą rolę. Zresztą jeśli ktoś miał kiedyś bliższe kontakty przyjacielskie z loszkami to doskonale wie, że ekscytują się one maks. 1-2 facetami (najprzystojniejszymi, często sportowcami lub aktorami), a cała reszta jest niewidzialna. NIGDY nie spotkałem się jeszcze z przypadkiem, że któraś się podniecała, że facet ma super charakter czy coś w tym stylu. A odnośnie dyskusji o brzydkim mężczyźnie to skąd w ogóle pomysł, żeby tak faceta nazywać? Przecież jest to kwestia najzupełniej subiektywna, nie ma żadnych obiektywnych wskaźników (co najwyżej symetria ciała, ale ta jest podobna u obu płci), które mogłyby powiedzieć, że facet jest brzydszy od kobiety. Jak dla mnie to jakaś białorycerska pozostałość z zamierzchłych czasów, że kobieta to takie piękne bóstwo co sra tęczą, a facet to jakiś zwykły, brzydki, zapocony robol.
  6. Ja szczerze powiedziawszy znam tylko jednego. Ale efekt był niesamowity. Na 8 facetów w grupie 24 osobowej on jeden stworzył sobie wianuszek około 8 kobiet, które praktycznie tylko z nim gadały. I co lepsze gość z charakteru był całkiem przeciętny, wręcz trochę zniewieściały. A z wyglądu trochę wychudzony. Cała reszta facetów praktycznie nie była brana pod uwagę chociaż reprezentowali wyższy poziom intelektualny czy towarzyski. To nie miało żadnego efektu, zerowe przyciąganie kobiet. I się nie dziwię, że faceci w takim wypadku łaszą się do kobiety, jak sami nie dostają żadnego feedbacku.
  7. @Herbu Mizogin Nie potrafię odpowiedzieć Ci na to pytanie. Z pewnością jest jakieś dobre wytłumaczenie dlaczego niektóre gatunki poświęcają życie dla pojedynczej kopulacji, ale ja go nie znam. Znam za to przykład bodajże konika morskiego, gdzie role się odwracają. U tych gatunków samica się udostępnia, ale to samiec opiekuje się ikrą i potomstwem i to on poświęca więcej na to potomstwo. I w tym wypadku to on przebiera w samicach, nie odwrotnie. Jest jednak pewien szkopuł, który każe sceptycznie porównywać człowieka do innych gatunków. U zwierząt króluje dobór płciowy. Domyślnie samica wybiera najlepszego samca. Dlatego samce w różny sposób "przypodobują się" samicom. Nawet w ten sposób, który zakłóca ich naturalne możliwości przetrwania. Np. wśród jeleni ten będzie miał najwięcej samic, który ma największe poroże, nawet jeśli stanie się ono tak duże, że będzie utrudniało mu poruszanie się i skracało jego długość życia. Paw dzięki swoim ogromnym, kolorowym skrzydłom jest łatwym łupem dla drapieżników, ale to właśnie one są faworyzowane przez samice. No i może ktoś już zauważył, ale człowiek jest chyba jedynym gatunkiem, gdzie to kobiety się upiększają, a nie faceci (chociaż w dzisiejszych czasach...). Więc mamy dwie strategie rozrodu, z jednej strony kobiety pogardzają facetami, dopuszczając do siebie tylko najlepszych, a z drugiej strony same zwiększają swoją wartość. I według mnie ze standardu wśród zwierząt "samiec walczy o samicę" z jakiegoś powodu rozwinęło się "samiec walczy o samicę, samica walczy o najlepszego samca". Ale nawet jeśli jest taka strategia to ona nie tłumaczy tego, że kobieta miałaby coś płacić, bo dla kobiety "najlepszy samiec" oznacza samca, który ma zasoby i będzie się z nią nimi dzielił, a nie odwrotnie. W każdym razie to co chciałem napisać, to że nie tylko faceci " Upadlają się, biją, stroszą piórka, oszukują, odgrywają jakieś teatrzyki, oddają majątki ", a jest to powszechne zjawisko wśród zwierząt. A jeśli coś powstało na drodze ewolucji to musiało to sprzyjać rozpowszechnianiu genów.
  8. Źle podchodzisz do tematu. Porównujesz włożenie penisa na kilkanaście minut do noszenia brzucha przez 9 miesięcy, a później męczenia się z bachorem. Jest taka zasada ewolucjonistyczna, która sprawdza się u wszystkich zwierząt, w tym i u człowieka, że wybrzydza ta płeć, która więcej inwestuje w przypadku seksu. A to kobieta inwestuje 9 miesięcznym brzuchem, dlatego to ona musi wybrzydzać kogo wybrać, bo jak źle wybierze to może nie mieć już okazji, żeby spłodzić kolejne dziecko i jej geny przepadną. Facet może każdego dnia przelecieć kilka kobiet i niewiele na tym ucierpi, jak kobieta się puści ze złym facetem to jej geny przepadną. Dlatego kobiety potrafią lepiej kontrolować pożądanie, a faceci mają większy popęd i nadskakują kobietom, żeby to ich wybrali. Oczywiście nie zmienia to faktu (i rycerze o tym nie wiedzą), że kobieta wybiera, ale nie wybiera wśród pospolitych facetów tylko zaczyna od najwyższej półki, czyli tego mitycznego alfa, który jest atrakcyjny, bogaty albo jest urodzonym liderem. Dopiero jak alfa jest niedostępny to kobieta patrzy na niższy szczebel. Dlatego teoria, że kobieta powinna płacić może się w najlepszym razie sprawdzić tylko dla elity wśród facetów, cała reszta niech się uważa za szczęściarzy, że coś zamoczyła. Bo gdyby nie nasza kultura monogamiczna to wielu z nas, by seksu nie uprawiało. Jakiś profesor antropologii kiedyś pisał, że w przeszłości rozmnożyło się 80% kobiet i tylko 40% mężczyzn. I gdyby nie wpływy kulturowe to byłoby teraz tak samo, najwyżsi w hierarchii faceci mieliby swoje haremy (rekord dzieci u jakiegoś faraona to około 1000), a połowa facetów nigdy by nie dostała żadnej kobiety.
  9. Przesadzacie, ile widzicie na co dzień facetów z takim oczojebnym makijażem na ulicy? Bo ja sobie nie przypominam, żebym kiedykolwiek widział. Mógłbym powiedzieć, że to ewenement, który się zdarza raz na ileś przypadków. Ale to chyba nawet nie o to chodzi. Ten gość po prostu odkrył sposób na życie. Laski kupczą dupą, piosenkarki świecą cycem, sprzedawcy wciskają tandetę za gruby hajs itd. Każdy po prostu chce wycisnąć jak najwięcej pieniędzy jak najmniejszym kosztem. A ten gość po prostu sprzedał swoją godność* za pieniądze. Spojrzałem na jego profil, już ma 80 tysięcy subskrypcji i 12 milionów wyświetleń, a przez tematy takie jak ten i różne wiadomości na portalach liczby będą rosnąć. To jest po prostu jego sposób na robienie hajsu. *A czy aby na pewno? Myślę, że faceci i tak mieli na niego wyjebane ze względu na to, że jest gejem (o ile rzeczywiście nim jest), a rozgłos i popularność zapewni mu całkiem pokaźne grono adoratorek, które będą chciały nawrócić go z homoseksualizmu (myślę, że te łapki w górę są głównie od kobiet i głównie dlatego, że poza makijażem jest po prostu przystojny). Więc samotność w ostracyzmie raczej też go nie czeka. EDIT: Już widzę filmy w stylu "jak wyleczyłem trądzik", "jak schudłem xx kg". To tylko kwestia czasu aż zgada się z jakąś firmą farmaceutyczną i będzie reklamował na swoim profilu jakieś preparaty. Albo kosmetyki. O ile już tego nie robi. Ten człowiek wyciśnie na tych filmach kupę kasy przy niskim nakładzie pracy.
  10. Bo to jest sztuka tak uzależnić drugą osobę od siebie, żeby dając ochłapy dalej mieć nad nią władzę. Jakbyś dostał na obiad paczkę suchego ryżu to byś popatrzył zdziwionymi oczami i powiedział, że takiego gówna jeść nie będziesz, bo jesteś przyzwyczajony do lepszego jedzenia. Jak dziecko z Afryki dostanie miskę ryżu to ma tę osobę za darczyńcę i nie wiadomo kogo. I to jest właśnie najsilniejsza broń kobiet, że potrafią tak zakręcić faceta, że on nawet będąc świadomym tego, że dostaje byle co nadal o to zabiegał. Zresztą to nie jest tylko broń kobiet. Ile to ludzi gra w Lotto, u bukmachera czy w kasynie, gdzie przepieprzyli już gruby hajs i po raz kolejny idą wiedząc, że za chwilę przesrają ostatnie pieniądze, ale liczą na tę nikłą nadzieję, że może jednak tym razem się uda. No właśnie, nadzieja, @Subiektywny o tym pisał bodajże na blogu. To ona napędza to wszystko. Ci faceci często są zarówno szczęśliwi jak i zgnojeni. Kobieta tak ich ustawia, że za danie dupy raz w miesiącu albo nawet za miłe zachowanie faceci czują się szczęśliwi jakby właśnie wygrali na loterii. Bo wygrali, tylko że wygrana jest nieproporcjonalna do włożonej inwestycji. Cała magia polega na tym, żeby dać pożądany bodziec (seks) w sposób losowy, niezależny od działań faceta. Wtedy on nie znając mechanizmu wyzwalającego próbuje wszystkich sposobów i staje się typowym niewolnikiem na każde zawołanie księżniczki, bo może to akurat sprawi, że będzie miał seks. Typowe warunkowanie instrumentalne. Facet też to może zastosować tylko musi mieć jakieś pożądane przez kobietę dobro ($) i rozdawać je w sposób losowy. Wtedy to kobieta będzie się starać cały czas, bo nigdy nie wie jaka reakcja wyzwoli u faceta otwarcie portfela, więc będzie próbowała go cały czas uszczęśliwić.
  11. Według mnie raczej mnie wciska w ramę orbitera. Bo przez dwa tygodnie nie będę jej widział na żywo i chciałem jakoś podtrzymać kontakt, żeby nie było, że ją całkiem olałem na ten czas. Chociaż może rzeczywiście to rozgrzewanie nie było potrzebne.
  12. Laska od tańca po próbie rozgrzania ją rozmową przez neta stwierdziła, że "musimy się najpierw lepiej poznać i ona w tej chwili nie planuje seksu w najbliższym czasie i że jej pasuje taki związek bez seksu". Tak właśnie coś czułem, że za łatwo to wszystko idzie. Zastanawiam się czy to zjebanie religijne czy ma mnie za gościa, który ma wypełnić jej pustkę emocjonalną w życiu. Tak po prawdzie to tak czułem, że ta laska szuka kogokolwiek do związku i akurat przypadkiem na mnie trafiło. W każdym razie potrzebowałem takiego bodźca, który wyeliminuje poczucie winy przed kontaktem z tą drugą laską. Teraz mam to w dupie i mogę polecieć na kilka frontów. Może zmieni zdanie przed końcem kursu, a jak nie no to miło było, ale wolę być sam niż w takim związku
  13. Byłem wczoraj u tej od tańca. Stwierdziła, że dzisiaj ubrań ściągać nie będzie czy coś w tym stylu i skończyło się na całowaniu, przytulaniu i macaniu cycków przez ubranie. Trwało to 3 godziny, po pół godzinie zaczęło mi się nudzić, a po tych 3 powiedziałem jej, żeby sobie poszła na wigilię grupową (z której chciała się wymigać) i dzięki temu pojechałem do domu. Niepokoi mnie, że zaczyna używać określeń "my", "razem" i jakieś delikatne dalsze plany odnośnie znajomości jakbyśmy rzeczywiście byli już w jakimś związku chociaż nic takiego jej nie mówiłem. W dodatku wczoraj na powitanie podarowała mi rękawiczki, które patrząc po jakości są warte spokojnie ponad 100 zł (a dzisiaj ta druga podarowała mi jakiś woreczek z własnoręcznie zbieraną lawendą...). Wywołało to u mnie lekką konsternację, bo dotychczas nie zainwestowałem w nią ani grosza i w zasadzie nie planowałem inwestować i mam poczucie długu do spłacenia. @żniwiarz No właśnie sam widzę, że mam dość miękką dupę. Łapie mnie poczucie winy, bo wyraźnie widzę, że ona chce związku, a ja doskonale wiem, że go nie chcę. W zasadzie to chyba muszę póki co to kontynuować, bo jakbym stwierdził jej, że niczego od niej nie oczekuję to jestem niemal pewny, że z tego tańca by zrezygnowała. Mam wrażenie, że ona zapisała się na ten kurs właśnie po to, żeby wyrwać jakiegoś faceta nieważne kim by był. Tak więc pobędę sobie z nią te 3 miesiące, żeby skończyć kurs, nabrać doświadczenia w relacjach damsko-męskich, a jak po tym dalej będzie lipa to to zakończę. Słuszna uwaga, ale jeśli wystąpiłby problem seksualny to wolałbym teraz, kiedy mi mało zależy i będę miał okazję, żeby się tym zająć niż wtedy, kiedy może mi naprawdę zależeć. @Nomorepanic To chyba nie chodzi o to, że się na niej zafiksowałem. Te kobiety mnie po prostu nudzą. Są za bardzo introwertyczne, za mało ekspresji, emocjonowania się. Z X mogłem rozmawiać przez wiele godzin i było cały czas ciekawie i to jeszcze przed tym jak mnie zaczęła interesować. Ma bardzo wysokie umiejętności społeczne i polubiłem ją za świetną i ciekawą rozmowę, a nie za bycie miłym jak pozostałe dwie. Czuję się jak kobieta, która ma orbiterów, którzy łaszą się do niej, oferują to, tamto, sramto, są mili, ale przy tym po prostu nudni. I się wcale nie dziwię, że takich ludzi kobieta friendzonuje. Ani, że zmienia gałęzie, jeśli tkwi w związku z kimś takim. Sam bym zmienił, gdyby się ktoś ciekawy trafił. Druga sprawa, że one mogły się po prostu okazać za łatwe, bo z początku mnie kręciły, ale z każdym kolejnym "checkpointem" w rozwijaniu relacji, który zaliczyłem zaczęło mnie to coraz bardziej nudzić, a one mnie mniej podniecać. @Tomko Szczerze powiedziawszy to niezbyt. Domyślam się, że chodzi o dokonanie wyboru, ale nie do końca wiem pomiędzy czym.
  14. Dzięki Bracia za odpowiedzi. Macie racje, trochę się za bardzo rozemocjonowałem tą sytuacją chociaż tak naprawdę nic szczególnego się jeszcze nie wydarzyło. Rzeczywiście brakuje tego dopasowania, rozmowa się słabo klei, pewnie panny szybko się znudzą, więc trzeba kuć żelazo póki gorące i wykorzystać okazję. Chociażby dla treningu, ogarnięcia shit-testów (chociaż jeszcze prawie żadnego nie było) i nabrania luzu (bo mi tak mięśnie drżały, że ledwo byłem w stanie to opanować). Z X nie jestem w prawie żaden sposób związany, ale na razie muszę nabrać więcej doświadczenia i dystansu, więc będę trzymał ją na odległość. Liczę też trochę, że ta z tańca poopowiada X trochę o mnie. Z tą od tańca tylko tym kursem jestem związany, który będzie jeszcze trwał 2-3 miesiące. Z ostatnią jest gorzej, bo mieszka kilka drzwi ode mnie i się widzimy praktycznie codziennie, niby pokój można zawsze zmienić, ale jest to w pewnym zakresie problematyczne i się jeszcze zastanawiam czy ją ruszać czy udawać, że się nic nie stało. W każdym razie mam już mniej więcej naszkicowane co robić i chętnie sprawdzę hipotezę @wojskowy33 czy nie da się nie uprawiać seksu z laską z kursu tańca
  15. @zuckerfrei Opisałeś to dobrym słowem - mechaniczne. Trochę mi się wizja świata zawaliła. Myślałem, że jak jakaś kobieta mi się spodoba z wyglądu to to wystarczy i jak jeszcze będzie zainteresowana to już cudnie. To pokłosie bycia ignorowanym przez wiele lat (i stąd też to, że tak późno zacząłem to całowanie, a gdyby forum mnie nie ogarnęło na rozwój to byłoby jeszcze później). To co było wałkowane wiele razy na forum, że kobiety szczęścia nie dają, a trzeba je odnaleźć w sobie jakoś do mnie nie trafiało. I myślałem, że te kobiety mnie odmienią. A teraz po prostu widzę, że ta wizja kobiet o których w głębi duszy marzyłem w przyszłości w jeden dzień uległa rozmyciu. Pewnie masz rację, gdybym się zakochał byłoby inaczej, ale to i tak zrujnowało moją wizję, że każda kobieta, która mi się spodoba z wyglądu już będzie super. Właśnie chciałbym nabierać doświadczenia, ale trochę się obawiam, że lecąc na tyle frontów w jakiś syf się wpierdolę (na pewno nie w dziecko). No i mało mnie to kręci, niby wychodzę w takiej sytuacji z pozycji siły, ale trochę za mało mi zależy, a za dużo myślę o tamtej, gdzie nie mam w tej chwili czego szukać. No i łapie mnie też poczucie winy (chociaż wiem, że one by nie miały), ten sposób w jaki się przytulały przypominał mi obraz jakiegoś zagubionego dziecka. Tylko, że jak pisałem wyżej obie zachowały się tak samo, więc czuję, że to taka gra trochę. Ogólnie jeszcze się nie otrząsnąłem do końca z emocji, więc te posty mogą być nieco chaotyczne.