Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Rnext

Starszy Moderator
  • Zawartość

    1642
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    23

Zawartość dodana przez Rnext

  1. W zasadzie Becker jest jednym z wielu znanych ludzi ze "świecznika", których nazwiska nadają się na temat wątku. Ale jako że na świeżo został ogłoszony bankrutem, jest najbardziej na tą chwilę "gorący". http://eurosport.onet.pl/tenis/legendarny-boris-becker-uznany-bankrutem/3rkmrq Lista zbankrutowanych gwiazd sportu i kina jest dość długa i powszechnie znana. Czasem pojawią się jednak takie informacyjne wyzwalacze, skłaniające do refleksji. Zwłaszcza w kontekście złodziejki spermy, ugoda z którą kosztowała Beckera ponoć 10 mln $. Nie wiem czy tej pani należy się tytuł "gwiazdy złodziei" czy "laur biznesu" za osiągnięcie najwyższej stawki za numerek w kiblu. To jest tak paradoksalne jak wypłata rekompensaty złodziejowi, przez okradzioną ofiarę i przypomina mi stary, gorzki żart z czasów komuny o handlu z ZSRR - oni biorą od nas węgiel a my im za to dajemy statki. Co zresztą zaczyna również obecnie opisywać relacje z paniami. Mniejsza z tym. W końcu nie jemu jednemu w dojściu do ruiny pomogła kobieta, bo np. Burta Reynoldsa zrujnowały obie żony, doprowadzając do czegoś jeszcze gorszego - utraty zdrowia. Ze zdobyciem jakiegoś majątku jest jak ze zdobyciem kobiety. Dość "łatwo" jest ją zdobyć, trudniej jednak utrzymać. Znacznie lepiej jest więc stracić kobietę aniżeli majątek, bo tracąc majątek, stracisz jedno i drugie... a czasem nawet trzecie, czyli zdrowie. A wtedy wszystko stracone. Stąd moja dzisiejsza, poranna refleksja: chrońcie swój majątek, spermę i zdrowie, nieustająco ucząc się na cudzych błędach. Tu jak by co - "urocza" wybranka BB http://c7.alamy.com/comp/HY2HBT/duesseldorf-germany-01st-apr-2017-angela-ermakova-mother-of-model-HY2HBT.jpg
  2. Moim zdaniem powinni założyć miniówy i szorty podkrojone na pośladkach, plus podklejać sobie jaja plastrami, wzorem jednej miss w Cannes. A już w ogóle do tego obcisłe bluzeczki ledwie zakrywające brodawki sutkowe. W sumie akcja mi się podoba, ale za rok pewnie w mediach będzie że to w obronie kobiet przed przemocą.
  3. @Headliner w "nowym, wspaniałym świecie" zawsze znajdą się jakieś badania amerykańskich naukowców pod tezę którą aktualnie chce ktoś udowodnić Kiedyś przodowali w tym naukowcy radzieccy, na papierze nawet dobrze wychodziło odwracanie biegu rzek (uwierzysz?). OK, mam nadzieję że żarcik jest jasny, bo dotyczy "naukowych" nadużyć. Nikt nie twierdzi, że wobec męskiej agresji fizycznej jesteście fizycznie bezradne jako panie, za to świetnie zaradny jest w Waszym imieniu system prawny, społeczny i medialny. My za to jesteśmy bezradni wobec tyranii emocjonalnej i psychicznej pań, z powodu tegoż samego systemu, który za Wami stoi murem. Co do zdrady - jak do tanga - trzeba dwojga. Jeśli pań jest w tym procederze o 20% mniej, to znaczy że jedna mężatka obrabia kilku żonatych. Mówi Ci to coś? Pewnie dlatego przez dekady, 30% mężczyzn wychowuje i finansuje "kukułcze dzieci". Na skali skurwysyństwa ze strony pań, jest to o wiele dalej niż zdrada i jak dla mnie powinno się liczyć 10-krotnie. Zresztą studium kryminologiczne Cabalskiego dotyczące przemocy ze strony kobiet sporo powinno Ci rozjaśnić. Bo mnie się akurat nie chce. Krótki mesydż mam dla Loli Niechaj Lola nie swawoli.
  4. Elo!
  5. To bym się dopiero zdziwił Poprawność polityczna i cenzura jest obecnie na poziomie komuny, gdzie między wierszami trzeba było czytać to, co nie było napisane
  6. Jakiś czas temu też paniusia zastawiła wąskie dość przejście w sklepowej alejce - sobą i koszykiem (też nie rozumiem po co ludzie wciąż je ze sobą targają wszędzie, zamiast zostawić i donosić produkty). Laska z cyklu ładnych z nadętym, wręcz prychającym ryjem. Nie byłem w nastroju, więc usłyszała ode mnie: "weź się kurwa jeszcze w poprzek połóż". Ryj jej się "oddął" i zrobiła wielkie oczy, po czym uruchomiła swój wewnętrzny generator pogardy, twarz jej się zmieniła. I sobie pomyślałem, że jakiś nieszczęśnik obudzi się przy niej z takim widokiem. Inna częsta sytuacja - kasjerka przesuwa zakupy nad skanerem i popycha dalej. Panie przeważnie ich nie pakują na bieżąco, tylko stoją w otępieniu i czekają na podsumowanie. Po czym zaskoczone faktem, że trzeba zapłacić, zaczynają grzebać w torebkach w poszukiwaniu portfela. Pakują po zapłaceniu. Taki mają chyba sygnał przebudzeniowy ze stanu hipnozy zakupowej.
  7. Pocieszę Cię, istnieje. Jest nią miłość matki do dziecka. No i do zasobów. A nieszczere jest odczuwanie po zażyciu np. hery?
  8. @Subiektywny pokutne, tygodniowe L4 na życzenie.
  9. @GurneyHalleck nie mam pod ręką swoich papierów więc nie chcę Cię wprowadzić w błąd ile płacimy za administrowanie, ale rynkowe stawki zarządzania są w sumie zależne od wielu czynników i potrafią oscylować od kilkudziesięciu groszy do paru PLN za m2 powierzchni budynku. Jako członek WM możesz się dokładnie dowiedzieć jak zarządca skalkulował stawkę i poszukać lepszej oferty. Tylko... czy nie złapałeś się na pułapkę w postaci pozycji "koszty zarządu" - bo to coś kompletnie innego, choć brzmi jak brzmi. W owe koszty zarządu (a nie zarządzania) wchodzą np: - wynagrodzenie administratora (czyli to tylko część kosztów) - ubezpieczenia budynku - energia elektryczna do oświetlenia klatek i/lub budynku - ogrzewanie klatek schodowych - przeglądy techniczne - sprzątanie - usuwania awarii - bankowe i pocztowe
  10. @GurneyHalleck: Wspólnota mieszkaniowa powstaje z mocy samego prawa. Nie jest potrzebna ani wola jej zawiązania, jak dzieje się w przypadku spółdzielni, ani jakiekolwiek działanie ukierunkowane wyłącznie na jej utworzenie. Powstaje wówczas, gdy jest co najmniej dwóch właścicieli lokali w jednym budynku. I już widzę, jak ktoś ze wspólnoty będzie chciał się zajmować czynnościami administracyjnymi za free - organizowanie przeglądów okresowych wszystkich instalacji, kominów, organizował zebrania u siebie w domu żeby cokolwiek poustalać, reprezentował w urzędach, papierologia, dokumentacje, wypłacał wynagrodzenie dozorcy itd... Po to się zatrudnia firmę administrującą nieruchomością i jej (dość symbolicznie) płaci. Chodzi o to, że administrować budynkiem ktoś musi, nawet jeśli miałoby to znaczyć załatwienie powieszenia tabliczki z numerem domu (pewnie nawet nie wiedziałeś że za jej brak są mandaty - administrator takie rzeczy musi wiedzieć). W budynkach wielorodzinnych, bez tego, jest to wszystko trudne do ogarnięcia.
  11. Choć linkowałem kiedyś źródło w jakimś poście, to żeby nie umknęło, zakładam jako nowy temat i wklejam pełną treść wywiadu. *** Kobiety wcale nie chcą, aby mężczyźni przestali być męscy, a już absolutnie nie powinni mniej zarabiać. Z tego żadna z pań nie zrezygnuje Bożena Aksamit: Łatwiej jest przebijać się przez życie w spodniach czy w spódnicy? Prof. Bogdan Wojciszke: To pytanie jest źle postawione. Dlaczego? - Mamy po prostu inne zadania do wykonania. Mężczyźni są inwestycją na trudne czasy. Dopóki czasy są średnie, kobiety świetnie się sprawdzają i wystarczą. Kiedy robi się naprawdę ciężko, stajemy się niezbędni. Czym się różnimy? - Jeśli chodzi o właściwości intelektualne, to mężczyźni mają nieco większe zdolności matematyczne i przestrzenne, zaś kobiety są nieco lepsze w komunikacji werbalnej i niewerbalnej. Jeśli chodzi o średnią inteligencji, to nie różnimy się niczym. Naukowcy są już tego pewni, niedawno Anglicy przebadali jednego roku wszystkich 12-latków, ponad 300 tys. dzieciaków. Okazało się, że kobiety i mężczyźni nie różnią się między sobą, ale tylko porównując średnią arytmetyczną. W grupie osób ze zdolnościami umiarkowanymi jest wyraźna nadreprezentacja kobiet. A wśród geniuszy więcej jest mężczyzn? - Tak, ale wśród kompletnych idiotów także. Mężczyźni są bardziej krańcowi, także gdy bada się inne wskaźniki. Każdy zna zjawisko szklanego sufitu, czyli niedoreprezentowania kobiet na wyższych szczeblach władzy. Im wyższy szczebel, tym mniej tam jest kobiet. Jednak gdy spojrzymy na dno społeczne, tam też jest więcej mężczyzn. Różnica jest niebywała. Wśród 85 tys. więźniów w Polsce zaledwie 3 proc. to kobiety. W USA siedzi ponad 2 mln osób, tam kobiety stanowią 7 proc. więźniów. Duża cena za geniusz. Może kobietom trudniej trafić na szczyt lub dno, bo czego innego od nich wymagano? - Przez cały XIX wiek i dużą część XX standardem wykształcenia panien z lepszych domów była umiejętność gry na pianinie. Grały wszystkie, czy miały talent, czy nie. Wiek XIX wydał najwięcej wspaniałych kompozytorów. Żadnej kompozytorki? - Od Beethovena do Strawińskiego nie ma ani jednej kobiety, mimo że to one głównie uczyły się gry na instrumentach. Ja chyba wolę być szarą gąską, grać kolędy na pianinie, niż szarpać się w korporacji czy dać się zabić na idiotycznej wojnie. - Mężczyźni są silnie nakręceni na rywalizację, ale nie ma co się dziwić. Dane genetyków pokazują, że 80 proc. kobiet żyjących w przeszłości się rozmnożyło i zaledwie 40 proc. mężczyzn. Gdy się jest kobietą, nie trzeba za wiele robić dla sukcesu reprodukcyjnego, wystarczy się urodzić. Mężczyzna musi zawalczyć, by przekazać DNA. Ten mechanizm skutecznie nakręca rywalizację i skłonność do ryzykownych zachowań. Owocuje to m.in. szybszą śmiercią mężczyzn. Panowie żyją krócej, bo biologia zmusza ich do wyniszczającej rywalizacji o partnerki? - Tak. Jakiekolwiek zachowania ryzykowne weźmiemy pod uwagę - pożądane społecznie czy naganne - to zawsze więcej tam jest mężczyzn. Najbardziej rywalizują osoby, które świeżo weszły na rynek matrymonialny. Dwójka kanadyjskich badaczy zestawiła intensywność wojen domowych, które miały miejsce w latach 90., mierzoną liczbą zabitych, z danymi o proporcji młodych mężczyzn w wieku od 15 do 29 lat w populacji. Dlaczego akurat tych? - Bo w tej grupie wiekowej jest silna nadreprezentacja osób popełniających agresywne przestępstwa, hazardzistów, sprawców kolizji. I okazało się, że istnieje wyjątkowo silna korelacja między proporcją młodych mężczyzn a intensywnością wojen. Na wojnie walczą o kobiety? - Nie wprost, ale najprawdopodobniej to pragnienie młodych mężczyzn, by zawładnąć zasobami, bo inaczej kobiety ich nie zechcą, przekłada się bezpośrednio na ryzykowne zachowania. To działania niepożądane, a z drugiej strony skłonność do ryzyka przekłada się też na działania, bez których cywilizacja by nie przetrwała. Jakie? - Antropolodzy kulturowi na podstawie analizy kilkuset społeczeństw skompilowali listę cech występującą jednocześnie w różnych kulturach. Ze zdumieniem wykryłem na tej liście większą ruchliwość przestrzenną mężczyzn. Pokrywało się to z moimi obserwacjami: od 12 lat jeżdżę w kółko między Warszawą a Sopotem, w pociągu spotykam przeważnie mężczyzn. Z czego to wynika? - Kobiety i mężczyźni mają dążenia wspólnotowe polegające na tworzeniu relacji z innymi ludźmi. Różnica między płciami polega nie tyle na intensywności, ile na sposobie ich realizacji. Kobiety są zorientowane na bliskie związki z niewielką liczbą osób, mężczyźni na luźne koalicje z szerszymi grupami. Lady Diana mówiła: "Troje to już tłum", księciu Karolowi to nie przeszkadzało. Mężczyźni bardziej skłonni są do związków luźniejszych, ale szerszych, obejmujących coraz to nowe osoby, z którymi robi się interesy czy uprawia politykę. Orientacja wyłącznie na najbliższych prowadziłaby do niesłychanej atomizacji społeczeństwa. Od zmian kulturowych są mężczyźni, kobiety pełnią funkcję kotwicy stabilizacyjnej. Dziś to kobiety prą do zmiany. Domagają się od partnerów większego udziału w życiu rodziny, empatii. Panowie czują się zagubieni. - To dotyczy niewielkiego odsetka populacji. Ważnego, bo trendotwórczego, ale nie mam przekonania, że to jakaś fundamentalna zmiana. To zjawisko trochę podobne do tego, które pojawiło się, gdy kobiety zaczęły pracować zawodowo. Ich życie skomplikowało się w sposób nieznany wcześniej ani mężczyznom, ani kobietom. Panie stanęły przed koniecznością godzenia ról - gdy poszły to pracy, to nie po to, by stać się mniej kobiece i przestać zajmować się dziećmi. W domu miały być takie jak zawsze. Podobnie będzie z mężczyznami - mają być "kobiecy" w kontakcie z rodzinami, a nie w środowisku zawodowym. Kobiety wcale nie chcą, aby mężczyźni przestali być męscy, a już absolutnie nie powinni mniej zarabiać. Z tego żadna z pań nie zrezygnuje. Mężczyźni mają stać się bardziej "kobiecy" w sensie relacji społecznych. Można to pogodzić? - Marzenia można mieć, ale trzeba pamiętać - za tą psychiczną czy kulturową męskością leży sprawczość, orientacja na zadania, cele, ambicja i wytrwałość w ich realizacji. Za kobiecością leży wspólnotowość, orientacja na relacje, na emocje, na podtrzymanie jakości związku. Chociaż często się mówi, że to płci przeciwne, to gdy patrzymy na wymiar psychiczny, ta teza się nie broni. Kobiecość i męskość to jakby osie układu współrzędnych, są do siebie prostopadłe, a nie przeciwległe. Teoretycznie nie ma powodu, żeby nie być i wspólnotowym, i sprawczym jednocześnie. Tylko może zabraknąć czasu, bo jedno i drugie jest żarłoczne. Wychowanie dzieci zbyt pochłania, by zrobić wielką karierę? - Wychowanie dzieci czy praca mogą być czasochłonne, ale to też trochę kwestia umiejętności. Nie wierzę, żeby żarłoczność pracy była konieczna dla jej wydajności czy ilości pieniędzy, jakie przynosi. Ale panowie często zatracają się w pracy. - Nie tylko dlatego, że tak chcą, ale też dlatego, że takich chcą kobiety. Panie nie pragną facetów, którzy zarabiają połowę tego, co one. W USA zrobiono badania, które pięknie obrazują tę tezę. Nawet jeśli oboje partnerzy zarabiają na tyle dużo, że pieniądze nie są problemem, sytuacja, w której mężczyzna zarabia mniej od kobiety, jest silnym predyktorem rozwodu. Ten, który ma kasę, automatycznie staje się seksowny? - Oczywiście nie każdy, ale bardzo trudno być seksownym bez kasy, szczególnie po przekroczeniu pewnego wieku. Gdy wszyscy są młodzi, to liczą się plany na przyszłość i ambicje, potem widzi się już, jak jest. Nie ulega wątpliwości, że gdyby zamożność i pozycja nie byłyby seksowne w oczach kobiet, to mężczyźni mniej by za tym biegali. Badano to? - Wielokrotnie, np. młody mężczyzna był pokazywany paniom w uniformie Burger Kinga, a innym w trzyczęściowym garniturze z roleksem na przegubie. Ten drugi był oczywiście sexy, na pierwszego żadna nie zwróciła uwagi. To automatyczna reakcja, niekoniecznie biologiczna, wiele automatyzmów ma podłoże kulturowe. Jak powstają stałe pary? W naszym kręgu kulturowym potrzebne jest zakochanie, przynajmniej na początku. Czujemy motyle w brzuchu, targa nami namiętność. - Ludzie dobierają się w taki sposób, że zaleta jednego z partnerów jest wyrównywana dobrem oferowanym przez drugiego, a układ sił w związku zależy od liczby wnoszonych dóbr. Potwierdza to wiele badań przeprowadzonych na setkach par. Piękne kobiety zdobywają lepiej zarabiających mężczyzn niż brzydkie. Żony zarabiających dużo częściej uważają, że mężowie powinni mieć więcej do powiedzenia w związku. A ci z cieńszym portfelem? - Ich żony są za równouprawnieniem. Im kobiety więcej zarabiają, tym więcej mają do powiedzenia w swoich związkach. Gdy mężczyzna traci pracę, to często traci też autorytet we własnej rodzinie. Uroda, fajny charakter w ogóle się nie liczy? - Liczy się, ale o ogólnej atrakcyjności mężczyzny jako partnera decyduje raczej to, jak dalece jest on w stanie dostarczać pożądanych przez kobietę dóbr, cokolwiek to oznacza w danym społeczeństwie. Kobiety - aby zapewnić sobie sukces reprodukcyjny - muszą być bardziej selektywne, ponieważ ich wybór oznacza w biologicznym sensie większe nakłady. Ponieważ współczesnym wskaźnikiem zdolności mężczyzny do dostarczania niezbędnych dóbr są jego perspektywy finansowe, ambicja i przedsiębiorczość to cechy cenione przez kobiety. Czy zna pani jakąś bajkę, żeby książę wybrzydzał na kandydatki do swych względów? Za to o serce księżniczki zawsze starają się liczni konkurenci. Baśniowe prawdy się potwierdzają? - Kobiety są o wiele bardziej wymagające, do tego poziom ich wymagań pozostaje wysoki niezależnie od stopnia zaangażowania w związek. Amerykański psycholog Douglas Kenrick prosił młode kobiety i mężczyzn o określenie minimalnych wymogów od potencjalnych partnerów. Najwyższe oczekiwania obie płcie stawiały parterom "stałego chodzenia" i małżeństwa, wymagania obu płci specjalnie się nie różniły. Ogromne różnice pojawiały się przy związkach przelotnych: panom wystarczała pani o inteligencji paprotki, zaś panie nadal pożądały pana o inteligencji wyższej niż przeciętna - dla nich seks zawsze oznaczał potencjalnie duże inwestycje. Te upodobania ukształtowały się w odległej przeszłości, kiedy nie było środków antykoncepcyjnych. Przelotny seks bez zobowiązań to wybitnie męski pomysł, który paniom podoba się tylko w szczególnych okolicznościach i nigdy nie oznacza seksu z kimkolwiek. Stereotyp kobiety jako uduchowionego anioła skłonnego do romantycznych uniesień i przyziemnego mężczyzny zajętego pracą się nie sprawdza? - Nie znajduje potwierdzenia w badaniach. Amerykanki Susan Sprecher i Sandra Metts spytały kilkuset młodych ludzi, kiedy uświadomili sobie, że kochają swojego partnera. Co piąty mężczyzna zakochał się w trakcie trzech pierwszych spotkań. Po dwunastu - dwie trzecie panów było już pewnych, że kocha. Kobietom miłość nie przychodzi tak łatwo. Tylko 15 proc. zakochało się po trzech randkach, a po dwunastu - połowa pań nadal nie była pewna, czy kocha. A kto się łatwiej odkochuje? - Też nie mężczyźni. To kobiety częściej podejmują inicjatywę i zrywają związki. Prą do rozwodów? - Nie, małżeństwo rządzi się innymi prawami. Kobiety szybciej zrywają związki przedmałżeńskie, są też bardziej stanowcze, gdy chcą skończyć. Mężczyźni dłużej trzymają się straconej sprawy i cierpią mocniej, są bardziej przygnębieni, nieszczęśliwi. Warto wspomnieć, że w tak różnych krajach jak Polska i USA liczba samobójstw popełnianych przez mężczyzn z powodu zawodu miłosnego jest kilkakrotnie wyższa niż kobiet - u nas cztero-, a za oceanem trzykrotnie większa. Skąd zatem obiegowa opinia, że faceci to cyniczni seksualni łowcy, a kobiety są ofiarami ich nienasyconego pożądania? - Panie mają tendencję do silniejszego przeżywania wszelkich uczuć, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Mocniej przeżywają swoją miłość i czują się bardziej uzależnione od stałych partnerów. Można zatem powiedzieć, że kobiety są bardziej uczuciowe, choć mężczyźni bardziej kochliwi. A kto jest bardziej zazdrosny? - Zazdrość mężczyzn koncentruje się głównie ma seksie, kobiet - na niebezpieczeństwie utraty lub pogorszenia się związku. Jednak przykłady wskazują, że do zazdrości nie dochodzi nawet w przypadku "zdrady małżeńskiej", jeżeli na gruncie przyjętych przez partnerów norm akt seksualny miał miejsce w okolicznościach niezagrażających istnieniu związku bądź poczuciu wartości własnej małżonków. Związek to wymiana seksu za dobra? - W sensie biologicznym. Skoro kobiety nie chcą go dawać za darmo, mężczyźni muszą za niego płacić: miłością, zaangażowaniem, uczuciami, szacunkiem, w najgorszym wypadku - pieniędzmi. Oczywiście najlepiej, aby wszystko to było naraz. Jeśli mężczyzna chce seksu, to tylko takiego, który kończy się sukcesem reprodukcyjnym? - Oczywiście nie jest to świadoma motywacja. Nikt nie chodzi po ulicy, przyglądając się kobietom i szukając takiej, z którą uda się ten sukces odnieść. Przyciąga to, co ma sens. Czyli? - Młode kobiety, które są ładne i mają wydatne wcięcie w talii. Krótko mówiąc - płodne, choć oczywiście nikt o tym nie myśli w ten sposób, podobnie jak nie myślimy o smakowitej gruszce jako źródle sacharozy i innych węglowodanów. Nie ma nic niezwykłego w tym, co przytrafiło się premierowi Marcinkiewiczowi, który porzucił żonę dla młodszej. To może się nie podobać, ale to standard u zamożnych mężczyzn o wysokiej pozycji społecznej. Wśród moich kolegów, amerykańskich czy polskich profesorów, znam tylko kilku, którzy mają tę samą żonę od 30 lat. Ale chyba nie wszyscy panowie po czterdziestce chcą nawiewać? - Oczywiście, że nie. Problem jest inny: nie jesteśmy dostosowani swoją konstrukcją psychiczną i biologiczną do tak długiego życia. Kiedyś 40-letni mężczyzna umierał. W ciągu ostatnich stu lat bardzo wydłużyła się długość życia, a tych wszystkich problemów, które pojawiają się między 50. a 70. rokiem życia, niedawno w ogóle nie było. Musimy się nauczyć je rozwiązywać, a to trochę potrwa.
  12. To po prostu utarte określenie obiegowe, wskazujące na brak konieczności utrzymywania rozdętej administracji np. spółdzielni mieszkaniowej czy tłustej pensji jej prezesa. Płacić i tak zawsze będziesz, tyle że "bezczynszowe" z reguły, z powyższych względów będzie tańsze. Właściciel takiego mieszkania wchodzi w skład wspólnoty mieszkaniowej (WM)(poszczególni właściciele mieszkań wchodzą w jej skład). WM ma plusy dodatnie i plusy ujemne. Najwięcej do powiedzenia będzie miał właściciel bądź grupa, która ma większość udziałów w danym obiekcie (np. kamienica). Jeśli we wspólnocie panuje zgoda, to spoko. Dym może być wtedy, gdy jest jeden hegemon (ma większość udziałów) bo właściwie on narzuca warunki i potencjalnie nie musi być zainteresowany szczególną dbałością o obiekt, bo chce go np. tylko eksploatować najmem swoich części o które sam zadba. Bez dokładnego rozpoznania terenu nie wchodzisz w temat. Kluczowe rzeczy do sprawdzenia: - stan techniczny obiektu i jego części wspólnych (również infrastruktura wod-kan-gaz-elektr) - czy kamienica nie jest zakredytowana po szyję (wtedy stajesz się współudziałowcem w długu) - jakie osoby wchodzą w skład zarządu WM (powinny być przytomne, rzutkie i ogarnięte. Znajomość choćby elementarna budowlanki wskazana i spory potencjał do bycia "społecznikiem". Taka osoba będzie z tym trochę miała latania - odbiory, protokoły, podpisy, uzgodnienia z projektantami i wykonawcami...) - firma, która administruje budynkiem WM też do prześwietlenia (opinie itd.) - historia głosowań WM pod kątem zgodności czy jakości przyjmowanych uchwał - rozkład udziałów wśród właścicieli - wywiad środowiskowy wśród mieszkańców (charaktery, zgodna koegzystencja, zrozumienie dla wspólnego interesu ich w kontekście obiektu itp.) - skalę zgromadzonych na koncie WM środków, wielkość funduszu remontowego... Tak z grubsza.
  13. Jak będzie tam najwięcej kryptowalut, to się wtedy zastanowię Przecież pisałem, że ja tylko realne commodities. Wiem czym są kolorowe kartki ksero, nawet ostatnio pisałem tu o gównowalutach nawet w odniesieniu do CHF, ale dopóki nimi trzeba płacić podatki, są płynne i każdy je akceptuje, wyjścia nie ma, coś trzeba mieć. Również napisałem że jak dla mnie kryptowaluty to wydmuszka, więc jeszcze gorsze kartki ksero. Czy ja Wam bronię "tulipomanii"? Ludzie mają naturalną skłonność do ignorowania zjawisk typu HILPE (High Impact, Low Probability Events) więc rozumiem Twoje podejście. Po prostu uznaj "wyłączenie prądu" za metaforę, czy to będzie wirus, czy słoneczny impuls EM, albo delegalizacja na wniosek FED/EBC w ramach walki z terroryzmem - wszystko jedno. W kwestii cofnięcia się do epoki kamienia, nie żartuj. Pierwsze generatory zaczęto budować dopiero w IX wieku po odkryciu indukcji przez Faradaya, że już o elektryfikacji powojennej PL nie wspomnę. Naprawdę do tamtej pory, cywilizacja sporo osiągnęła, i jakoś nasi pradziadowie nie mieszkali w jaskiniach. Nasi dziadkowie nawet nie wiedzieli o komputerach. Zniknie jakiś Tinder, FB czy bankowość elektroniczna. Ale niebo nie powinno zwalić się nam na głowy ani mamuty zmartwychwstać.
  14. Inwestuję wyłącznie w realne commodities. Co do kryptowalut - wystarczy choćby wyłączyć prąd a znikną razem z nim. Chociaż wcale bym się nie zdziwił, gdyby zostały przez kontrolerów "prawdziwego" pieniądza wykorzystane do grubszej akcji złamania zaufania do takich projektów. A do spekulacji nie mam ni nerwów ni smykałki, więc kolejny powód. Ktoś zręczny pewnie na tym zarobi. Osobiście nie tykam. No i tak myślę - w czym mają BT pokrycie? W zużytym prądzie? Wydmuszka.
  15. Drodzy Rodacy Forumowicze i -czki. Po trudnym okresie błędów i wypaczeń, postanowiliśmy wprowadzić stan wyjątkowy w postaci nierobienia wyjątków. Od chwili obecnej, panie mają do dyspozycji wyłącznie rezerwat. Decyzja Wodza Narodu o możliwości udzielania się Pań w "manipulacjach" zostaje bezwarunkowo cofnięta. Wszelkie naruszenia będą karane spaleniem w koksowniku.
  16. Popieram, choć sam powtarzam to w innej formie - miej wymagania i standardy (każdy) chłopie. Choć raz, jeden jedyny, ze względu na wrodzony takt (i lekkie odurzenie imprezową whisky) a nie było tych razów więcej, powiedziałem jednej dziewczynie - "twoje zainteresowanie moją osobą mnie obraża". Hiena typowa była. Padłem. Doooobre Serio.
  17. @catwoman w ramach symbolicznej polemiki, wyręczę się Gombrowiczem, który w jednym ze swoich dzienników napisał: "Kocham te kłamstwa sztuki, próbującej przekonać mnie iż jej słabości są jej siłą" (z pamięci, ale jakoś tak to szło).
  18. @Subiektywny, jak to ładnie opisała Esther Vilar: "What is man? A man is a human being who works. By working, he supports himself, his wife, and his wife’s children. A woman, on the other hand, is a human being who does not work – or at least only temporarily. Most of her life she supports neither herself nor her children, let alone her husband." Autorka stawia również ciekawe pytanie: „Why are women never unmasked?” (wytłuściłem kluczowe sformułowanie, które daje do myślenia. Jej książka była już dostępna w 1972r.)
  19. @Normalny ależ oczywiście że tak Przecież nie ma to jak własne, niezrealizowane jako kompletne - doświadczenie, do wyciągania prawidłowych wniosków. Lata badań, wniosków, ankiet itp można w kiblu spuścić.
  20. @Pawel1978 może jakieś chore sztuki to były? Nie mam nic do tego, jeśli w takich gustujesz. Przecież to antyewolucyjne i nieludzkie - skazywać własne potomstwo na śmierć głodową bądź z niedostatku.
  21. @Normalny profesor bardzo urzekająco ubrał to w słowa. Pamiętam gdy pierwszy raz czytałem ten art parę lat temu, przytoczone przez Ciebie fragmenty najbardziej mnie uderzyły trafnością w pigułce. Natomiast uściślenia wymaga jedno: Państwo nie ma innej kasy niż rabowana dodrukiem "pieniądza" bądź podatkami. Na podatki pracują głównie faceci, jako że panie w zawodach biurowych pełnią bardzo pomocniczą rolę w generowaniu dobrobytu. Zaś w rozdętych działach administracji, pełnią wręcz rolę pasożytniczą w ramach "pozorowania zapotrzebowania na stanowiska", które są de facto elementem zbierania elektoratu i ukrywania bezrobocia. Ten mechanizm eksploatacji mężczyzn jest więc nieźle zakonspirowany i o ile w systemach w których byłaby jawna widoczność generatorów dobrobytu, mężczyźni mogliby liczyć na korzyści zwrotne z własnego wkładu (skoro dla pań to biznes, dlaczego my mielibyśmy podchodzić do tego inaczej?) o tyle w łże-patriarchalnych systemach społecznych nie osiągają z własnej pracy należytych korzyści. Czy którakolwiek z pań pobierających 500+ wpadnie Ci raz w tygodniu posprzątać czy umyć okna? Nie, ma Cie w dupie i jeśli w ogóle pomyśli, to jak o złamanym frajerze. Więc łże-patriarchalny system społeczny wzmacnia pogardę do męskości. Już nie wspomnę o skali, demoralizującej panie, pomocy socjalnej w bogatszych niż nasz, krajach. @Pawel1978 naprawdę uważasz, że kobiety "zachodu" nie mają tego samego uwarunkowania biologicznego? Ty tak zupełnie poważnie? Nawet moje osobiste doświadczenia kompletnie temu przeczą. Znam bogate miejsca typu południe Francji czy nadmorską północ Italii. Nie chłopie - tam panie w pierwszej chwili patrzą na zegarek, buty i do jakiego auta bądź na jaki jacht wsiadasz. Nawet jeśli w ramach dobrobytu mają stringi za 200EUR na tyłkach. Naprawdę nie wiem po co próbujesz udowodnić że słoń to mrówka.
  22. To ja dziś coś traperskiego podrzucam - suszona wołowina. Świetna przekąska (nie ciąży w bagażu, bardzo pożywna i smaczna) na wszelkie tripy. Nie wychodzi (nam) to dokładnie takiej samej "plastyczności" jak będące w sprzedaży "beef jerky", chyba przesuszamy. - ligawa, lekko podmrożona, żeby łatwo kroić w plasterki grubości do 5mm (w poprzek włókien, inaczej się ciągnie bardzo) - marynata z sosu sojowego, worchester, trochę oliwy i wody, osolona (nie za dużo soli, bo będzie wzmagać nasze pragnienie w drodze), opieprzona. Tu można pokombinować pod swoje smaki, ktoś lubi tymianek a ktoś inny czosnek. - pokrojone mięso marynujemy w marynacie w lodówce do następnego dnia - nadziewać plasterki na patyczki grillowe zachowując między plastrami spory odstęp, bo lubią się zwijać i skręcać (jak ryby suszone na powietrzu to będzie wyglądało) i podwiesić w piekarniku - w termoobiegu 50C suszyć aż będzie prawie suche - w drogę!
  23. W niniejszym wątku proponuję podzielenie się pomysłami na mini-tricki kulinarne, wzbogacające bądź urozmaicające naszą dietę. Ma być prosto, krótko i na szybko do przyrządzenia. Przekąski, napoje i co tam kto jeszcze lubi. Startuję z dwoma pomysłami, które są u mnie aktualnie na "topie". 1) Ayran. Nie pamiętam gdzie próbowałem po raz pierwszy, ale gdzieś na Bałkanach albo w Turcji. Byłem zachwycony. W wersji z "Libańskim przekrętem" (pomysłodawcę nazywamy Turkiem, choć jest Libańczykiem) mnie bardzo odświeża i jest super jako dodatek do obiadu bądź popijania w ciągu dnia latem. - kubeczek jogurtu greckiego (akurat preferuję grecki - gęstszy, ale można wziąć rzadszy jogurt) - tyleż samo wody mineralnej, jak kto lubi - gazowana bądź nie (czyli woda:jogurt w proporcji 1:1) - dodać soli (tu każdy do smaku, ale słoność powinna być wyczuwalna) - i tu ów przekręt - trochę zmielonej kozieradki (albo tłuczonej, byle była niczym mielony pieprz, twarde dziadostwo, może się nie obejść bez moździerza jak ktoś młynka nie ma) Ostro wymieszać bądź zblendować, żeby mix nawet lekko spienić, na trochę odstawić, żeby wszystko ze sobą przeszło. Przyswajać schłodzone. 2) Mini-kanapeczki z tuńczykiem - ciabatta bądź bagietka pokrojona w "plasterki" i do opiekacza/na patelnię na rumiano. Smarujemy masłem lub nie (jak niżej) - tuńczyk z puszki (w zależności czy smarujemy delikatnie pieczywo masłem to z zalewy wodnej lub w oleju jeśli nie) - tuńczyk ląduje na pieczywie, nakładanie i wprasowywanie widelcem upraszcza sprawę - przekręt: zielonym marynowanym pieprzem (dostępne w słoiczkach w zalewie) dekorujemy kanapkę, ilościowo w zależności od upodobań smakowych i wytrzymałości na ostrości. Pyszna przekąska a i na imprezkę się nada