Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Search the Community

Showing results for tags 'praca'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Stulejman Wspaniały
    • Stulejman Wspaniały
    • Jak kupić książki, nagrania i złożyć dotację
    • Stulejman Wspaniały
    • Stulejman Wspaniały
  • Rozwój - przejmujemy władzę nad światem :>
    • Co zmienić na Forum - Dział Techniczny
    • Rozwój idei Forum
    • Radio Samiec!
    • Czasopismo
    • Dotacje
  • Klub Weterana
    • Zasłużona Starszyzna
  • Relacje
    • [ŚWIEŻAKOWNIA] - 'Moja historia'.
    • Na linii frontu; podrywanie
    • Seks
    • Manipulacje kobiet i obrona przed nimi
    • Moje doświadczenia ze związku, małżeństwa
    • Sprawy rodzinne i dzieciaki
    • Rozstania, zdrady, prawo rozwodowe.
    • Mądry Mężczyzna po szkodzie.
    • Ściana hańby
  • Zaburzenia emocjonalne, psychiczne Pań i Panów
    • Borderline
    • Narcyzm
    • Depresja
    • Pozostałe zaburzenia
  • Męskie i niegrzeczne sprawy
    • Samodoskonalenie i samowychowanie
    • Bad Boy
    • Hajs i inne dobra materialne
    • Wtopy i upokorzenia
  • Youtube - ciekawostki, dramy, informacje, nowinki
  • Sport i zdrowie
  • Polska i świat
  • Stulejman Wspaniały
  • Motoryzacja i Technologie
  • Hobby
  • Duchowość
  • Rozmowy przy wódce
  • Rezerwat dla Kobiet
  • Domowa grzęda
  • Samczy Mobil Klub's HydePark- zbiór tematów niepasujących do pozostałych kategorii
  • Samczy Mobil Klub's Rowery
  • Samczy Mobil Klub's Powitalnia
  • Samczy Mobil Klub's Zabezpieczenia przed miłośnikami cudzej własności.
  • Samczy Mobil Klub's Samochody
  • Samczy Mobil Klub's Latadła:szybowce, śmigłowce, rakiety, balony :)
  • Samczy Mobil Klub's Motocykle
  • MacGyver a's GADGETY MĘSKIE : ......?
  • Młodzi samcy w równowadze's Tematy
  • Młodzi samcy w równowadze's Tematy
  • IT's Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • IT's Linux
  • IT's Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • Klub poligloty's Jaki język
  • NAUKA - SCIENCE's Wprowadzenie do Metodologii Naukowej
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Reprezentacja Polski
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Ekstraklasa
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Piłka klubowa
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Piłka międzynarodowa
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Ogólne
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's s
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's Pornografia - ubojnia pomysłowości, kreatywności i działania
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's 50 powodów aby porzucić pornografię
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's Odwyk Piotra i nowe lepsze życie
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's NOFAP - Odwyk od A do Z
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's Co robić by Nofap się udał?
  • Klub Wschodnioazjatycki's Ogólne
  • Klub Wschodnioazjatycki's Korea
  • Klub Wschodnioazjatycki's Chiny
  • Klub Wschodnioazjatycki's Japonia
  • Klub Wschodnioazjatycki's Mongolia

Blogs

There are no results to display.

There are no results to display.


Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


AIM


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Miejscowość


Interests

Found 119 results

  1. Czy Ukraińcy zabierają Polakom miejsca pracy? Niestety, z tego co widzę coraz częściej. Wykonują już, nie tylko mniej płatne prace fizyczne. Są wszędzie, w sklepach, spedycji, w handlu. Są kurierami, kierowcami tirów, sprzedawcami, itd. W weekend w lokalnym wielkim hipermarkecie, w centrum Polski, słyszę częściej w alejkach język Ukraiński, niż Polski. Przechodzień zapytany o drogę to Ukrainiec. Gość dostarczający sprzęt do domu ze sklepu - Ukrainiec, itd. Ciekawy przykład. Rozmowa z 2 osobami o pracy w lokalnym zakładzie. Jedna z nich, nie dostała się do pracy, na sezon zimowy, do lokalnego, większego pracodawcy. Przedsiębiorca wolał sprowadzić, blisko setkę pracowników z Ukrainy. W większości młodych mężczyzn. Odmawiając pracy Polakom. Osoba, z którą rozmawiałem i tam pracuje, twierdzi, że Ukraińcy mają: Wyższą stawkę godzinową od Polaków, w tym zakładzie. Za takie same obowiązki. Zapewnione zakwaterowanie. Dojazdy do pracy busem. Bezpłatny dostęp do pralni, itd. Dlaczego Waszym zdaniem pracodawcy wolą zatrudniać Ukraińców, pomimo wyższych kosztów? Odmawiając jednocześnie miejsc pracy Polakom. Czy Polacy jak na zachodzie, tak w Polsce, będą zawsze traktowani, jak ludzie gorszej kategorii? Znów rośnie liczba Ukraińców pracujących w Polsce https://www.bankier.pl/wiadomosc/Znow-rosnie-liczba-Ukraincow-pracujacych-w-Polsce-7660949.html
  2. Witam. Ostatnio się zastanawiam nad tym czy lepiej jest wyjechać za granicę(Holandia, Niemcy, Szwecja, Norwegia, Wielka Brytania), dorobić się i wrócić do Polski lub osiedlić się za granicą czy skończyć studia, które dadzą porządny fach(inżynierskie) i żyć w ojczyźnie czy może wyjechać z ukończonymi studiami za granicę? Czy zamiast studiów może warto zrobić jakieś kursy, uprawienia(np. dźwig) i wyjechać za granicę? Jakie są Wasze przemyślenia/opinie/doświadczenia w tym temacie?
  3. Witam. Jak niektórzy wiedzą, pod koniec wakacji wróciłem z UK do ojczyzny. Fajnie było, poopierdzielałem się trochę, ale czas się wziąć do roboty. Plany na własną działalność z rękodzieła były, ale uznałem, że teraz mi się tego nie chce robić i pragnę mieć coś stabilnego. Mam wciąż parę pomysłów na biznes, ale muszę wrócić na tor etatowy bo wtedy mam motywację do zrobienia czegoś po godzinach. Zawodowo osiągnąłem całkiem dobry poziom w inżynierce budowlanej, co jest dla mnie zawsze pewnym wentylem bezpieczeństwa (ale nie zamierzam wracać do UK) i stąd zastanawiam się co robić dalej. Chciałbym wejść do jakiegoś korpo i mimo iż praca w biurze mnie irytuje, to zauważyłem, że całkiem sprawnie potrafię się w nim odnaleźć. Dość mam zapieprzania po budowie w błocie, użerania się z debilami gdzie każdy Zdzisek wie lepiej od inżyniera co zrobić i fajnie by było zdobyć jakieś biurowe doświadczenie oraz odpocząć trochę, pochodzić do pracy w koszuli i marynarce, nauczyć się czegoś nowego, pochodzić na siłkę, zakosztować "wielkomiejskiego korpo-życia" zamiast jebać od świtu do wieczora w błocie i na mrozie. Jeśli chodzi o IT to mam zerowe pojęcie o tym więc to dla mnie byłby start, ale niekoniecznie chcę z nim wiązać przyszłość. Dlatego zwracam się do was ogarniętych z zapytaniem - co dzisiaj jest rozwojową gałęzią, w czym mógłbym się rozwijać, co warto się nauczyć, jakie języki. Celem jest dochód pasywny w przyszłości - chciałbym zmniejszać ilość godzin przesiedzianych w biurze na rzecz pracy zdalnej - to jest dla mnie priorytet. Miejsce pracy - Kraków. Mam do niego najbliżej i jest to miasto z dużym potencjałem i rynkiem pracy. Jeśli nie korpo to może coś związanego z nieruchomościami? Ponoć mam dobrą gadkę i bardzo dobrze potrafię się odnaleźć w pracy z klientem. Zawsze się potrafiłem dogadać na budowach z manadżerami. Bardzo chętnie wysłucham opinii ogarniętych, ich własnych doświadczeń. Teoretykom, filozofom i malkontentom dziękuję. Pozdro!
  4. Witam, miałem napisać to jako odpowiedź na mój poprzedni temat, ale jak widzicie, to byłby całkowity offtop. Oto wiadomości: Znalazłem praktyki we wrześniu, pracuję nad fajnym projektem, o którym nie mogę niestety wam powiedzieć. Ale jest spoko. Zaawansowana aplikacja internetowa z bazą danych. Idzie mi dość dobrze, i szef jest zainteresowany zatrudnieniem mnie (chyba) - ale boję się ,jaką stawkę mi zaproponuje. Ale jeszcze nie rozmawiałem z nim szczegółowo na ten temat.... więc stresik będzie. Dziękuję za porady A teraz o czym miałem pisać.... otóż: W internecie jest głośno o ogłoszeniu pracy GUS: https://www.donald.pl/artykuly/4fCXnSW4/praca-w-gus-poszukiwany-doswiadczony-programista-za-2200-zl-brutto?fbclid=IwAR3SHDxvrT5asoAZX9IYZHHpdbMUx5qdMFHlpFmKsjYhW9ESUGxknbgJ-X8 Moje rozmyślania nad tym tematem są podobne do tego komentarza: To jest specjalnie zrobione aby żaden porządny kandydat się nie zgłosił, bo muszą wystawić ogłoszenie. Potem posadkę przytuli ktoś z kręgów partyjnych za dużo większą sumkę Ok, to jest zrozumiałe, ale to zagadnienie sprowokowało mnie do przypomnienia tego tematu. Znalazłem taki oto komentarz na YT: No i tu okazuje się... że mam dysonans poznawczy: - w obecnej pracy praktykuję z kolegą nad dużym projektem - niby jesteśmy juniorami ale robimy jak seniorzy bo: Plotka: (spotkaliśmy się z poprzednim pracownikiem IT i nam powiedział) że juniorzy to biorą 4K i im seniorzy pomagają, pokazują im co i jak palcem, że się nie wymaga takiej wiedzy... Tymczasem w rzeczywistości - inny kolega jest zatrudniony jak junior, a pracuje sam jak senior (utrzymanie aplikacji internetowej która jest napisana.... bardzo źle) 8h dziennie i otrzymuje... stawkę minimalną, a na nim jest WIELKA odpowiedzialność. Myślę że firma po prostu go wykorzystuje, ale póki co to umowa na okres próbny, po rozmowie ze mną stwierdził, że jak mu nie dadzą 4K to ucieka od nich. I tak samo planuję z kolegą innym - pewnie też tak zrobimy - bo póki co szef ,,jest z nas zadowolony" Plotka: (z komentarzy pod filmem YT) Firmy same zgłaszają się po studentów z uczelni. Rzeczywistość: Olewanie masowo studentów - chcą najlepszych za darmo. Zgłaszałem się do 30 firm w Krakowie i dopiero długo potem 1 firma się zgłosiła. Niezła walka o studenta.... Wszędzie patrzę na oferty i wszędzie dla juniora albo chore wymogi (bo junior to tylko nazwa, bo chcą min 2 lata doświadczenia) albo właśnie dają stawkę minimalną i oczywiście nawet na ,,brzydkie (czyli niespełnienie chociażby 1 punktu, albo... nudne zainteresowania poboczne albo brzydka twarz) CV nie odpiszą. A tu się dowiaduję że biorą ,,wszystkich jak leci" i to od 4 tys zł. Oto pytanie dla was: CZY JA ŻYJĘ W INNEJ POLSCE? Czy po prostu internet i media gadają bzdury, tylko po to by sprzedać bootcampy? Mam dysonans poznawczy, i zaczynam się na serio zastanawiać, że skoro próg wejścia jest taki wysoki wbrew plotkom (czyli stawka minimalna za wysokie wymogi) czy nie zmienić branżę z IT na sprzedawcę w sklepie komputerowych albo na wózek widłowy bo tam nie trzeba myśleć, a są dużo większe benefity? No popatrzcie sami: taki wózek widłowy: 3500 do 5000 zł w samej biedronce - nie ma tam rozwoju, ale masz inne dodatkowe benefity, które wynagradzają ten brak rozwoju - 5 TYS to już jest kwota bardzo dobra. I to prawie na start. Programista niby 4K - 15K ale prawda jest taka, że stawka minimalna jak się da 2600 zł do.... wyżebranych 4K? , i w zamian co? Niby rozwój, OK, ale czy chce się co chwila pracę zmieniać, dostosować się do nowych narzędzi i wersji oprogramowań? I nie masz benefitów. I kiedy zaczniesz zarabiać lepiej niż ten operator? Po 5 latach (albo i nie, bo zaraz przyjdzie następna generacja i ciebie przebije, bo od samego początku uczyli się nowoczesnego oprogramowania, i nie mają wymogów) Firmy IT mają niskie stawki, i mają ten wysoki próg wejścia, wybrzydzają jak się da i oszczędzają jak się da tak jak np. Microsoft, a potem są błędy i dziury.... Albo ja żyję w innej Polsce, albo bańka IT zaczyna pękać, coraz więcej moich znajomych zauważa problem i zaczyna zastanawiać się nad zmianą pracy.... Wygodniejsza praca w zamian za niewiele mniejszą płace.... i co tu wybrać. Osobiście jeszcze popróbuje w IT - na początku jakoś wytrzymam stawkę minimalną (do 2 lat), ale jak się sytuacja się nie zmieni (czyli mentalność, Januszostwo pracodawców) to naprawdę zacznę rozważać zmianę branży... Pozdrawiam!
  5. Witam wszystkich! Od jakiegoś czasu widoczny jest trend polegający na migracji ludzi na wieś czy jakieś bardziej ustronne tereny. Zastanawiam się jak to jest u członków tego Forum. Wolicie mieszkać na wsi, czy w mieście? Gdzie obecnie mieszkacie i czy to Wam odpowiada? Gdzie chcielibyście mieszkać w przyszłości? Czy macie porównanie mieszkania na wsi i w mieście? Zacznę od siebie. Do ok. 6 roku życia wychowywałam się na wsi. Mieszkałam tam razem z rodzicami, siostrami, dziadkami i wujkiem (brat mamy). Ten czas uważam za najszczęśliwszy okres mego życia. Potem mieszkałam w mieście, ale wszystkie wakacje, ferie itd. spędzałam na wsi. Jak patrzę na to z perspektywy czasu? Nie będę odkrywcza pisząc, że miejsce, w którym się wychowujemy ma na nas niebagatelny wpływ. Do dziś pamiętam, gdy będąc kilkuletnim dzieckiem ojciec wsadził mnie po raz pierwszy na oklep na konia, trzymałam się tylko grzywy i tak sobie zadowolona jechałam , koń kołysał w taki charakterystyczny sposób. Uwielbiałam też wchodzić do ogromnej zagrody, w której był koń, wołałam go, a ten do mnie galopował aż się kurzyło i zatrzymywał kilkanaście cm przede mną. Do dziś mam ogromny szacunek do przyrody i wszystkiego co żyje. Obecnie mieszkam w mieście, ale ciepłe pory roku spędzam w dużej mierze właśnie na wsi. Nie wyobrażam sobie, by lato spędzić w mieście. Dla mnie szczęściem nie jest kolejna para butów itp. ale wstanie o świcie i bieg na bosaka na łąkę. Za nic w świecie nie chciałabym mieszkać w wielkim mieście. Wydaje mi się, że jednym z powodów dzisiejszego ogromnego konsumpcjonizmu jest fakt, że większość ludzi od dziecka wychowuje się w miastach. Oderwani od przyrody zapominamy, że sami jesteśmy jej częścią i podcinamy gałąź, na której siedzimy. Jeśli ktoś ma ochotę to zapraszam do dzielenia się swoim zdaniem. Pozdrawiam
  6. Cześć . Jestem pod wrażeniem roboty jaka wykonali czarni i czerwoni . Zapraszam do oglądania .
  7. Witam braci w ten sobotni poranek! Coś mnie tknęło żeby napisać dzisiaj tekst o manipulacjach jakie stosują szefowie w firmach wykorzystując punkty nacisku na pracownika i generalnie chciałbym usłyszeć o waszych doświadczeniach i sytuacjach jakie przeżyliście w tym zakresie. W pracy chce tylko zrobić swoją robotę najlepiej jak umiem, i wyjść (ewentualnie czasem pogadać ze współpracownikami ale to też nie za często. Nie mam w obecnej pracy żadnych ambicji. To tylko robota na przeczekanie/przeżycie, ale sporo mi daje bo traktuje ją jako poligon doświadczalny jak daleko moge sie posunąć w walce o swoje (choć reaguje tylko na niewporządku zachowania współpracowników czy szefa). Generalnie zauważyłem że jest kilka taktyk które sosują szefowie żeby upenić się że mają kontrolę nad pracownikiem. Jako że jestem buntownik to sporej części z tego doświadczyłem: 1 ) Zastraszanie - do tego używana bywa presja grupy, groźby, wyzwiska, pokrzykiwania, bezcelowe tyrady bluźnierstw 2 ) Manipulacja - podkładanie świni, celowe świadome ignorowanie gdy przychodzisz z jakąś sprawą, wyśmiewanie na forum grupy w celu wymuszenia podległości, wmawianie że powinieneś w sobie coś poprawić że wykonana praca nie ma aż takiego znaczenia (że ważniejsze jest zachowanie - moim zdaniem bzdura jeśli robie co mam robić i nikomu nie chce wadzić ale trzymam sie swojej roboty i harmonogramu), brak konkretnych szkoleń (niekompetencja praconika ma służyć przede wszystkim jego zastraszeniu wymuszeniu podległości i wytworzeniu wrażenia że jest kimś gorszym od szefa bo on taki wszechwiedzący - w praktyce szefowie często nei wiedzą o tym co robią ich podwładni - to szczególnie w korporacjach) 3 ) Narracja - opisywanie tego co robisz w danej chwili z kpiną i najchętniej rozkręcanie tego na szerszą grupę pod pozorem żartów 4 ) Brak bezpośredniości - wszystkiego powinieneś sie domyślać nawet jak jesteś nowym pracownikiem, a jak pytasz to sobie porobimy przy okazji śmichy chichy z ciebie co by sobie podbudowac ego jakim to wspaniałym szefem jestem 5 ) Obrabianie dupy za plecami - to sie rozumie samo przez się 6 ) Fałszywe kumplowanie się/ próba wywołania huśtawki nastrojów przez śmiechy i żarty a po sekundzie zawaleniem obowiązkami - znowu w celu wywołania niepokoju i nerwowości 7 ) Integracje - masz siedzieć w robocie jak najdłużej żebym mógł trzymać presję na tobie jak najdłużej, żebys nawet nie pomyślał o zmianie pracy czy buncie w jakiejkolwiek kwestii 8 ) Ukrywanie własnej niekompetencji przez zwalanie swojej roboty na pracownika - tak to też widziałem 9 ) Pogarda dla podwładnych - na własne uszy słysząłem na pewnym spotkaniu "Nie miejscie złudzeń tu będzie kołchoz, ale wazne żeby nam było dobrze" i "Zatrudnimy kilku murzynów będzie bardziej internaszonal" - jedno po drugim 10 ) Brak konkretnego określenia obowiązków - jesteś od wszystkiego nie łudź się. To już jest mentalność niewolnicza. Podpisując umowę zgadzamy się na zakres obowiązków i gotowość do pracy w określonych ramach. Tego nie ma w ogóle. 11 ) Drażnienie się kiedy masz ważną sprawę do załatwienia, i celowe odmawianie dnia wolnego dla zabawy mimo że nie ma ku temu najmniejszych przeciwwskazań. 12 ) Omijanie ważnych dla wszystkich spraw i robienie z błachych spraw czegoś niezwykle ważnego. Każdy o tym wie ale nikt nic nie mówi (i to widziałem nawet w męskiej ekipie). W różnych pracach doświadczyłem sporo z tego co tu opisałem. Nigdy nie chciałem się kumplować z szefami bo uważam że nie od tego są, a to że nie radzą sobie z samotnością na stanowisku kierowniczym to ich problem nie mój. Zawsze uważałem że w pracy powinny rządzić zasady a nie czyjeś widzimisię, ale ponieważ nie rządzą to zacząłem je naginać pod siebie albo walczyć o swoje zdecydowanie nawet pod groźbą odejscia z pracy kiedy widziałem że ktoś sie ze mną pitoli dla zabawy. Nie jestem chamem. Witam się, odpowiadam z uśmiechem czasem pogadam o czymś nie zwiazanym z pracą, ale nie dam sobie wejśc na łeb. Męczy mnie jednak ze ludzie cały czas grają w te gierki. Generalnie ciekaw jestem waszych doświadczeń w tym zakresie. Pozdrawiam Trevor
  8. Zainspirowany wątkiem @Zły_Człowiek na temat IT postanowiłem stworzyć temat alternatywny. Słowem wstępu o mojej sytuacji dla szerszego kontekstu. Nie ukrywam, że sam jestem na etapie poszukiwań entry level job w IT. Ogólnie mam na koncie swoje mini traumy związane z pracą czy jej poszukiwaniami. Przykładowo nabyłem awersji do dzwonienia przez doświadczenia z call center. Tak samo powiedziałam sobie, że nigdy więcej praca związana ze sprzedażą czy "doradztwem" (tym bardziej na telefon). Co do IT do tej pory byłem na dwóch rozmowach kwalifikacyjnych. Na jednej zrobili chamski i niezapowiedziany grupowy assesment centre. Byłem jedną z najmniej wygadanych osób na ok. kilkanaście w pomieszczeniu. Co trochę wywierało na mnie presję i sprawiało, że czułem się kijowo i jako gorszy kandydat. Mimo, że miałem większą wiedzę od co najmniej połowy zgromadzonych. Na rozmowie z drugiej firmy się wyłożyłem na zagadnieniach front endowych. Mało co było pytań odnośnie tego co wpisałem w CV i miałem wiedzę. Stąd w zasadzie stało się to co nieuniknione i na sporo pytań nie wiedziałem co odpowiedzieć. Nie były to jakieś trudne rzeczy ale też były pytania z dupy na których kompletnie się zawiesiłem. Z częścią miałem styczność ale zapomniałem nazwy albo nie skojarzyłem od razu o co chodzi. Podszedłem do tego na luzie z racji wyjazdu bo i tak byłem nastawiony na nie. Jednak poprosiłem o feedback za ten tydzień aby mieć jasność czy mogę wyjechać czy nie. Dobrze, że zamówiłem bilety wbrew temu bo feedbacku i tak się nie doczekałem mimo, ze o to poprosiłem po rozmowie. Jednak po tej całej rozmowie przez 2 dni czułem się zgnojony. Z mowy ciała rekruterów odebrałem ich zażenowanie coś na zasadzie "że jak ja mogę takich rzeczy nie wiedzieć". To tak jak na klasówce w szkole. Możesz być gościem, który na ostatnią chwilę się uczył tylko jednego zagadnienia byleby zdać na 2. Okazuje się, że wszystkie pytania były tylko z tego zagadnień, więc dostał 5. Możesz też być tym drugim który ogarniał cały materiał, ale nie wiedział tych rzeczy z jednego zagadnienia i nie zdaje. W dodatku nauczycielka krzywo popatrzy z pogardą a szansa na poprawę (znaczy inne rekrutacje) są raz na ruski rok. Mniej więcej tak to widzę. Trochę się wkur.. bo byłem dobrze przygotowany z tego co wpisałem w CV i kurła tak do każdej rozmowy się przygotowywać 2 dni a tu pytania są inne i wysiłek oraz nerwy psu w dupę. A emocji i nerwów nie da się wyłączyć. Teraz w trakcie roku akademickiego mogę mieć problemy z pełnym etatem a rzadko widywałem ogłoszenia na część. Nawiasem mówiąc na zachodzie rynek pracy dla juniorów jest taki sam. Oczywiście będę walczył dalej jak wrócę do Polski od września. Nie mogę się poddać bo zbyt wiele poświęciłem aby teraz odpuścić. Nie mniej jednak... Druga część tego postu zainspirowana przez wpis @Carl93m Co do opłacalności w innych branżach może być podobnie trudno... Kiełkują się różne myśli co gdyby się nie udało. Albo, że nie jest to praca na całe życie. Bo dla większości po 40-stce jak mają już stopień seniora IT, wypala z tego co mi wiadomo. Potem łapią się różnych zawodów czy przechodzą na programistyczną emeryturę prowadząc kursy programowania. Tak jak wspomniałem na razie nie myślę aby iść inną ścieżką aczkolwiek nie będąc naiwnym wiem, że praca w IT to nie jest dobra perspektywa na całe życie. Nie wierzę w te bajki, że praca to powinna być tylko dla pasjonatów, bo tak to by prawie nikt nie pracował. Zależy mi na stabilnym zawodzie i odłożeniu pieniędzy na jakąś inwestycje czy biznes na boku. A jak coś nie wyjdzie to zawsze mam tą pracę, no wiadomo o co chodzi... Długo analizowałem sytuacje rynkową w Polsce jak i lokalnie i nie widzę lepszych alternatyw dla mnie od IT. Do pracy fizycznej się nie nadaje chociażby z tego względu, że nie mam postury chłopa, psychiki bezwzględnie odpornej na Januszostwo czy końskiego zdrowia. Do prac społecznych gdzie ważny jest kontakt z ludźmi podobnie. Myślę, że temat będzie przydatny nie tylko dla mnie. Upraszczając pytanie - w jaki zawód warto iść (alternatywa na przyszłość lub w razie w) aby: - zarobki były przyzwoite (starcza na życie i "dobra konsumpcyjne" - np. te minimum 6000 zł netto (w PL)) - nie wymagał krzepy i wytrzymałości - nie narażał ucięciem np. ręki - ani poważnym uszkodzeniem zdrowia - nie był stresogenny i społeczny (np. nie handlowiec, nie call center, doradca, sprzedawca w galerii handlowej, kasjer itp.) - nie wymagał 2-3 lat na wejście w branżę Takie przykładowe zawody jakie mi przychodzą na szybko do głowy to: - magazynier/ operator wózka widłowego (za granicą - zarobki/ warunki pracy) - analityk seo/e-commerce - rzeźbiarz artysta (drewno) - analityk danych - jakieś wprowadzanie danych do systemu - ogrodnik (za granicą - zarobki/ warunki pracy) Jednak przyznam szczerze, że mam zerowe pojęcie o realiach wyżej wymienionych zawodów. Pozdro
  9. Pewien użytkownik @Zeppelin się pytał co wybrać na studia. Myśląc nad odpowiedzią rozpisałem się, ale patrząc jaki mi wyszedł offtop, że postanowiłem zrobić nowy post. Mianowicie: Doszedłem do wniosku, że bardzo ciężko cokolwiek wybrać i dążyć w danym kierunku życia, kiedy rynek pracy jest extremalnie nie przewidywalny. Moim problemem jest moje wielkie rozgoryczenie i zaczynam pluć sobie w brodę, że w ogóle na studia inżynierskie poszedłem, zamiast szukać pracy w IT. Wybrałem IT, i patrzę co się stało z rynkiem pracy przez te marne 5 lat: 5-6 lat temu: bili się o nich pracodawcy, praca praktycznie od zaraz, wiedza nawet nie była wymagana, doradcy zawodowi ,,bierz IT", i wybrałem teraz IT, bo to najbardziej mnie interesowało. Miałem wówczas tytuł technika informatyka i wszyscy mi trąbili ,,idź na studia" poszedłem na dzienne, bo wówczas byłem nieogarniętym człowiekiem który dążył za tłumem. Jakieś mega wiedzy nie uzyskałem, bo było za wielkie tempo w nauce np. programowania - zaraz zmiana na inny język i już miałem wielki problem. Tak, Turbo Pascal był nauczany - i teraz mam wiedzę z turbo pascala i muszę się nauczyć jakiegoś innego języka bo pascal to przeszłość jak i język C. Zaraz po tym java i C# I c++. Wniosek: teraz żadnego języka nie umiem, bo mi się mieszają, mógłbym jednak kodować i pisać z drobną pomocą internetu. I tak robią, jak praktykowałem na studiach 1 stopnia. Ogarniam Photoshopa, Ilustartora... ale nie mam super talentu do rysunku - i trzeba mieć lepszy sprzęt... Ogarniam też HTML, CSS itd. Jednakże koledzy chcieli pójść na magistra, to poszedłem z nimi.... bo i tak z pracą już wtedy było krucho. Teraz: kończę studia, CUD znaleźć PRAKTYKI bezpłatne, uczelnia nawet nie podaje już listy firm, bo się NIKT nie zgłosił! każda firma IT ma wywalone na juniorów po studiach i.... teraz jestem w dupie. Bootcampy marketingi i inne bzdury spowodowały, że teraz znaleźć pracę w IT zaraz po studiach to dramat. I na nic obietnice uczelni, że będą dobre praktyki.... nic nie załatwią bo mają studentów gdzieś. Jako osoba poza miasta gdzie studiowałem nie miałem pojęcia, że uczelnia mimo obietnic nic nie zrobi, i trzeba pół roku wcześniej załatwiać. Plan był taki: dostać się na praktyki z listy od uczelni, i zakładając że by mnie tam chcieli na stale (bo rosną wymagania wykładniczo) i przerobić plan studiów na zaocznych. Rzeczywistość: odbębnić praktyki w uczelni (czyszczenie kompów z brudów? Format c i tyle? XD) i skończyć studia na dzienne, i szukać pracy po studiach.... 😕 A jak w ciągu całego roku nie znajdę pracy to branża budowlana.... Wymagania tak bardzo wzrosły, że mam bardzo małe szanse. Nie ogarniam frameworków bo na studiach ich nie było! Teraz jest 1 miejsce na 500 ludzi. Nikt nie chce juniorów, nikt nie chce brać studentów. ,,Bierzemy teraz ludzi z .. 10 lat doświadczenia KOMERCYJNEGO, przykro mi" - tak mi powiedział ostatnio facet z małej firmy IT, KTÓRA JESZCZE Z 2 LATA TEMU CHCIAŁA MNIE PRZYJĄĆ (bo sobie studia wymyśliłem, bo chciałem dzienne skończyć). LOL. Już teraz jestem ,,zastąpiony" przez następne pokolenie - bo nie poszli oni na studia (5 lat młodsi) i już mają doświadczenie i nie są już juniorami! Dzwoniłem do ponad 25 firm, żadna nie była zainteresowana przyjęciem juniora NAWET na praktyki. I na co mi te tytuły, papiery? Jak nie chcą zatrudnić ANI na bezpłatne praktyki? Kończę studia za rok 2 stopień, i co? I skończę jak humanista bez pracy. Studia w tym kraju to nieporozumienie, teraz nikt ich nie wymaga, bo liczą się tylko umiejętności, a nie papier. Ja się uczyłem, projekty na zaliczenie zrobiłem i co? Zero portfolio zero niczego, co pracodawca by chciał - bo to już nie wystarcza. No i widzisz jak się u mnie sytuacja zmieniła: jestem zmuszony do zmiany profesji: z informatyka/grafika/programisty/sieciowca na co? Pojęcia nie mam. A mechanizacja, skrypty, automatyzacja spowodują, że będzie coraz mniej pracy. Przepraszam że tak wybuchnąłem, ale mnie wkurw wziął. Najpierw gadają ,,znafcy" ze IT to przyszłość - tylko mi nikt nie powiedział, że seniorzy, albo uber ,,kujony" z tego skorzystają. I co mam zrobić? Jak się uczyć języków programowania gdy ma się pracę dyplomową, zajęcia i inne projekty (które nie są łatwe....) na głowie. Jak zrobić portfolio, by pracodawcy byli zadowoleni? Jednak niezależnie co się chce w IT robić, nie ucieknę od programowania, nie jara mnie to, ale widzę że w innych gałęziach IT też jest wybuch wymagań. No i mam problem, bo się uczyłem w systemie ,,wszystkiego po trochu" i teraz no cóź, albo ciężka praca, albo zmiana na całkowicie na inny kierunek.
  10. Witajcie Bracia, potrzebuję "drugiej opinii", a najlepiej wielu opinii o różnych punktach widzenia. Niedawno skończyłem studia i wziąłem się za szukanie pracy. Znalazłem między innymi ofertę (całkiem niezłej) pracy w dosyć dużej firmie, ale wymagałoby to ode mnie opuszczenia domu i wynajęcia pokoju pracowniczego. Gdy wspomniałem o tym rodzicom (którzy mnie wspierają i generalnie mamy doby kontakt) rozpętało się małe piekło. Kategorycznie zabroniono mi wynajmować pokoju pracowniczego, mam znaleźć pracę blisko domu tak żebym cały czas tu mieszkał. Dowiedziałem się też, że w pokojach pracowniczych mieszkają ludzie najgorszego sortu, patologia, ukraińcy, ciągle alkohol itd. Rozumiem, że wynajęcie pokoju pochłonie znaczną część mojej pensji, ale i tak będę samowystarczalny. Poza tym uważam że w mojej obecnej sytuacji muszę jak najszybciej zdobyć doświadczenie zawodowe. Jeśli to ma jakieś znaczenie to przez całe studia mieszkałem w wynajętym pokoju daleko od domu bez żadnego sprzeciwu rodziców, a nawet za ich aprobatą. wydaje mi się więc że problemem są tu właśnie pokoje pracownicze. Na razie planuję aplikować do tej firmy w poniedziałek. Jeżeli nie odpiszą to sprawa rozwiąże się sama, ale co robić jeżeli się dostanę? Waszym zdaniem powinienem zaryzykować rodzinę dla możliwości rozwoju? Zastanawiam się też czy sprzeciw rodziców wynika z troski o mnie, czy chcą po prostu żebym był pod ręką. Czy w tym przypadku rodzice są kotwicą która trzyma mnie w miejscu? Do tej pory myślałem że po wejściu na rynek pracy zdobywanie doświadczenia jest ważniejsze od wysokich zarobków, nie jest tak? Czy w pokojach pracowniczych naprawdę jest tak źle? Przeciętny chłopak sobie nie poradzi? Jeżeli zdecyduje się na podjęcie tej pracy, to jak przekonać rodziców że "wszystko będzie dobrze"? Osobiście nie mam problemu z zamieszkaniem gdzieś w Polsce i pracą. Jest jakieś trzecie wyjście? Jeżeli potrzeba więcej informacji to śmiało pytajcie. Przepraszam za chaotyczny styl, ale potrzebuje spojrzeć na sprawę z innego punktu widzenia i dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
  11. Witam szanownych Braci Chciałbym napisać o swoim problemie, odczuciach które siedzą we mnie w związku z nieudanym wyjazdem. W zasadzie sam wyjazd nie jest problemem, ale o tym później. Obecnie jestem studentem i tak się składa, że mam po sesji masę wolnego. Planowaliśmy z kolegą (nazwijmy go X ) wyjechać za granicę (Najlepiej do Niemiec) chyba od pół roku. Ile to nie było rozmyślań czy puszczania wodzy fantazji. Ów kolega X miał innego znajomego(Y), który wyjeżdżał w czerwcu do pracy i mieliśmy do niego jechać po zdaniu sesji. Jego rodzina tam mieszka i mieliśmy pracować razem z nim, a mieszkanie miała załatwić mama z pracy. Przez cały miesiąc byliśmy zadowoleni, bo wszystko już było dopięte - wystarczyło jechać. Nie rozpisując się wszystko spaliło na panewce, bo Y wymyślił sobie, że pojedziemy do Anglii i zaczął nam kręcić i zmieniać zdanie co do tego czy jest praca/mieszkanie i czy możemy jechać. Wspomniany Y potrafił kilka razy kłamać i zmieniać zdanie co do np. pracy, byleby stanęło na jego. Wyszło tak, że ani nie pojechaliśmy do niego, a on został w Niemczech. On z nami uciął kontakt. Po tej sytuacji zaczęliśmy z X szukać na własną rękę ofert pracy w Niemczech. Tak się złożyło, że do naszych poszukiwań dołączył się kolega mojego brata (Z), który jest osobą bardzo ogarniętą życiowo. Nasze szanse wzrosły, i głównie ja i Z szukaliśmy, dzwoniliśmy pod różne oferty pracy. Pan X to w zasadzie lekkoduch i musieliśmy do niego pisać czy dzwonić, żeby zaczął też się zaangażować i poszukać. Strasznie mnie to denerwowało, ale z drugiej strony bardzo go lubię, choć gościu ma olewczy stosunek do wszystkiego. Szukając były różne problemy, bo wiadomo że agencjom nie można zbytnio ufać Po jakiś 3 tygodniach szukania Z znalazł ciekawą ofertę pracy, ale problemem była odległość - Hiszpania. Oczywiście wiadomo, że trzeba ryzykować i nie ma co się ograniczać, z tym że odległość jest dość istotna. Gdyby cokolwiek złego się stało, bylibyśmy w dupie. Kolegę X to przyhamowało, a ja od początku planowałem jechać w dwójkę. Niby planowaliśmy jechać we dwójkę, ale też miał wywaloną lachę, bo dorabiał sobie jako kucharz w swojej miejscowości, gdzie nie musiał dużo robić (ale pieniądze psie). Ostatecznie kolega Z wyjechał ze swoimi dwoma znajomymi, bo my zrezygnowaliśmy. Obecnie tak na prawdę siedzę spędzam w małym miasteczku u rodziców, u nas niestety nie ma praktycznie pracy więc siedzę i się gryzę z myślami. Gryzie mnie fakt, że wszyscy wyjechali gdzieś pracować - czy to za granicę, czy pracują w swoim mieście. Ja mieszkam gdzieś, gdzie nie ma perspektyw nawet wakacyjnie. Strasznie dużo czasu poświęciłem na szukanie, telefony i chciałem żeby się udało, a ja wyszedłem na tym wszystkim najgorzej. Pan Z wyjechał, bo miał tylko miesiąc czasu żeby pracować i nie mógł na nas czekać. Pan X pracuję w w robocie za najniższą, ale przynajmniej ma zajęcie. Może sobie wyjść, ma z kim spędzić czas. Ja u siebie nie mam nikogo i tak na prawdę poza rodziną jestem sam jak palec 😕 I szczerze mówiąc jestem w kropce, bo mam ponad 2 miesiące wolnego i nie wiem co z tym zrobić. Myślałem, żeby wrócić na giełdę, ale nie mam zbyt dużo oszczędności i robiłbym to bardziej żeby zająć czas. Pytania: 1. Czy wyszedłem na frajera i czy powinienem zmienić towarzystwo? 2 .Co mógłbym zrobić z czasem wolnym? 3. Jakie wyciągnąć wnioski z tej sytuacji? p.s mam nadzieję, że napisałem w miarę zrozumiale, ciężko mi wyrazić swoje emocje
  12. Tu nie ma będzie dużego nawiązania do mojego wyjazdu za pracą do innego miasta. Dzisiaj byłam trochę rekreacyjnie na rozmowie w sprawie pracy w mojej branży, w moim mieście. I moje odczucia - czuję, że wypadłam kiepsko. Mało się odzywałam, czuję, że byłam za bardzo zwięzła w swoim przekazie, nie umiałam przekazać treści w "lukrowym tonie". Jedynie jestem zadowolona z tego, że znałam asortyment firmy, bo dzisiaj spędziłam chyba godzinkę przed rozmową kwalifikacyjną na zapoznawaniu się z marką, składami produktów, zdobytych przez nią certyfikatów etc. Pytałam na rozmowie o system pracy, płacę, premie, organizację pracy, !szkolenia! , dlaczego np.dany asortyment nie jest dostępny teraz sprzedaży, kto przygotowywał produkt (branża mała, więc nazwiska się zna), jak wygląda dana procedura etc. Ma być drugi etap rozmowy kwalifikacyjnej, przeprowadzi ją szef. Wiem, że dziewczyny (reszta kandydatek) nie ma takich papierów, certyfikatów co ja, ale podsłyszałam ich rozmowy. Lukier, tęcza... I myślę, że tego mi zabrakło - wizerunku uśmiechniętej, serdeczniutkiej dziewczyny, sympatycznego pracownika, który jest gotów do pracy; czuję, że wypadłam na kontrolera albo na kogoś, kto jest zbyt poważny i nie nadaje się do pracy z ludźmi?... Jednak - jakoś się nie zrażam, bo wiem, że to stanowisko byłoby na pewien okres. Mój docelowy punkt (gdzieś za 10-20 lat) - prowadzenie szkoleń/ wykładowca / wsparcie merytoryczne / praca badawcza / układanie procedur. Chciałabym być w takim miejscu i stanowisku, gdzie liczy się tylko badanie prawdy, faktów, skuteczności, nie chciałabym być ograniczona przez spółkę/markę/wpływowe środowiska. Coś jest gównem, badam to i stwierdzam, że jest to faktycznie gówno i żaden pan wpływowiec nie przeskoczy tego. Wiem, marzenia ściętej głowy. I wiem, że ta cecha jest dla mnie w pewnym stopniu ograniczeniem - chęć dociekania prawdy i potwierdzania/negowania skuteczności czegoś (w branży). Może Bracia podpowiedzą mi, jaki należy przybrać system myślowy i przede wszystkim - wykonawczy. Jak Wy podchodzicie do swojej branży, zawodu? Na ten moment przybrałam plan: 1. Praca w branży (nawet sprzedawca); 2. SZKOLENIA I STUDIA NON STOP ; 3. Popracowanie nad wizerunkiem - najtrudniejszy punkt 1. a. Mam propozycję pracy na Śląsku (potwierdzenie po 23.07., bo wtedy jadę tam na jeden dzień, by zobaczyć miejsce pracy, obejrzeć miasto itd.) Podoba mi się praca, bo ona nie będzie stricto korpo/sieciowo. Autentyczny pracodawca, który pomimo tego, że raz odmówiłam, to odezwał się ponownie! Mam już większy wachlarz możliwości pod względem szkoleń, nie ma na siłę sprzedaży danego produktu, sama robię kontakty z innymi markami. Na Śląsku musiałabym ostro zacisnąć pasa, by móc się utrzymać i kształcić sama, bez pomocy Męża i rodziców. Ich pomoc chciałabym mieć na tzw.czarną godzinę. Kwestię wyjazdu - proszę, nie omawiajmy jej w tym wątku, wszelakie rady i gdybania odnośnie tego "dlaczego bez Męża?!" proszę na W Polskę za pracą. Związek na odległość. Praca w moim mieście spoko, nawet byłam zdziwiona faktem, że moja poprzedniczka zarabiała średnią krajową. Ale urok tego, że jest to mała sieć, po pracy nadal jestem pod telefonem. Mam dosłownie 5 min pieszo do pracy, no i przede wszystkim - siedziałabym z Moim, ale wiecie - sprzedaż, sprzedaż, sprzedaż, uj z tym, że produkt taki sraki, ma być sprzedany, bo to nasz.... W tym przypadku mogłabym odłożyć więcej na kolejne szkolenia, czy kolejne studia. 2.a. tutaj czuję się jak ryba w wodzie, sama wyszukuję ciekawe książki, publikacje, szkolenia, wykłady, platformy edukacyjne, specjalistów... w ogóle dla mnie najmniej problematyczna sprawa, myślę, że to zaprocentuje za parę lat i mam wobec tego cierpliwość, bo to jest w końcu najważniejsze, mam nadzieję, że kiedyś z tego będę mieć kasę i spełnienie, bo na razie jest samo małe spełnienie. 3.a. jestem trochę taki dziwak, raz mam sposób bycia taki ciepły, serdeczny, a raz sprawiam wrażenie "olewy". Gdy skupiam się na tym, by mówić ładnie po polsku (poprawną polszczyzną), to częściej popełniam błędy językowe, słabo mnie słychać, wyglądam sztywno? ; gdy jest spoko klient (dobrze nam się gada), to mam mocny, donośny głos, zaciągam moją gwarą (chodzi mi o dialekt), ktoś mnie może odebrać jak chłopkę/ ciotkę ze straganu? Nie umiem tego wyśrodkować, najchętniej bazowałabym na moim naturalnym sposobu bycia (małej fleji, która jest bezpośrednia, nawet z małym dialektem, odpowiem czasem komuś lekko pretensjonalnie jak Michałowa z Rancza ). Mam wrażenie, że ludzie nie słuchają mnie. Mam tego przykład w obecnej, nieszczęsnej branży - ja coś proponuję, niechęć klienta, przyjdzie koleżanka, zaproponuje to samo, i nagle zachwyt klienta. Nie lubię prowadzić rozmów o pogodzie, o czyjeś upie, mam specyficzne poczucie humoru. Rezonuję z danymi typami ludzi, a z resztą - b.obojętne stosunki.
  13. Mój wqrw wobec obecnego stanowiska pracy sięga zenitu. Potępiajcie mnie, ale trudno - nie zostanę w Wlkp.ze względu na Mojego (a dokładniej w moim mieście). Znowu oferty pracy w mojej branży w dużych/większych miastach. Pamiętacie, że ostatnio dla Mojego zrezygnowałam ze Śląska. Dzisiaj robię porządek na skrzynce email, a tam email od potencjalnego pracodawcy ze Śląska (email z kwietnia) o zapytanie, czy nadal jestem zainteresowana pracą u niego. SZOK! Boże... I postanowiłam, że jeśli odezwie się ktokolwiek z firm w: Żywcu, Białymstoku, Wrocławiu, Poznaniu, to biorę dosłownie plecak i jadę. Jest problem. Jak Mój zniesie to? W naszym mieście ma dobrą pracę (choć w Poznaniu, czy we Wrocławiu miałby lepszą). Na razie nie chce się wyprowadzać z naszego miasta. Nie miałabym problemu przez jakiś czas żyć na odległość. Już sprawdzałam połączenia i trasy. Na weekend zjeżdżałabym do Niego. Lata mi uciekają, nie chcę pracować w branżach, które w ogóle nie są dla mnie. Nawet pół roku,czy rok mogę popracować w danym mieście, a później wrócić. Wiem, takie pierdololo, ale muszę spróbować. Czy ktoś pozostaje w relacji na odległość? Jak to naprawdę wygląda, gdy ma się dłuższy staż związkowy? Dodam, że z Moim na początku związku żyliśmy (przez pół roku) na odległość, dokładniej 700 km od siebie.
  14. Witam, ostatnio naszła mnie dziwna myśl aby przebranżowić się na ethical hackera. Zawód przyszłościowy, i bardzo dobrze płatny. W dobie cyfryzacji i ilości beznadziejnego oprogramowania człowiek z takimi umiejętnościami na pewno się przyda, nawet u nas w państwie. Czy ktoś z Was nad czymś takim się zastanawiał. Już podją jakieś kroki albo podzieliłby się materiałami jak w ogóle zacząć? Ilość wiedzy do przyswojenia jest ogromna. Ale za tą wiedzę i umiejętności wielu jest chetnych aby zapłacić. Obaw mam wiele, niby pracuje w IT i mam już jakieś doświadczenie, mam również 32 lata na karku. Nie mam żony, dzieki, zobowiązań wiec mogę się uczyć po godzinach i też tak robię. Są jednak młodsi, bardziej ogarnieci ode mnie ludzie i tu jest obawa, czy będę i stanę się na tyle dobry żeby ktoś zapłacił za moje umiejętności. Nie oszukujmy się, po to człowiek pracuje żeby robić papier(czyli pieniążki), ale też sprawia mi to przyjemność. Penetracja systemu jest nawet przyjemniejsza niż obcowanie z kobietą a może tylko ja taki jestem .
  15. W 2013 założyliśmy firmę. Z pasji, która towarzyszy nam od gówniaka. My wtedy - kumple, bardzo dobrzy kumple! Dotacja z UP. Najpierw jedna, potem druga, trochę wkładu własnego, dużo zaangażowania w remonty, sprzęt itp., po dwóch latach – kosztowna przeprowadzka do większego lokum (finansowana głównie z własnych portfeli). Firma oficjalnie jest na niego, a dziedziczy po nim jego żona. Od początku układ między nami miał być 50/50, mimo że ja nie figurowałem nigdy oficjalnie jako wspólnik, współwłaściciel itp. Klienci i pracownicy, rzecz jasna, wiedzieli o tym, lecz w papierach bytowało tylko jego nazwisko. Po jakimś czasie zacząłem figurować, jako pracownik zatrudniony na zlecenie. Co miesiąc rachunek – wiadomo. Tak, żeby w papierach było czysto. Od 2015 roku zaczęły się psuć relacje. W zasadzie od momentu, gdy na jaw wyszło, że sypiałem córką (18lat) jednej z klientek. Groźba podkopania reputacji firmy wisiała na włosku, bowiem wspólnik – już wtedy mąż i ojciec – „stracił do mnie zaufanie”. Dodać chcę, że jego moralność i wierność żonie nigdy nie były wzorcami do naśladowania, toteż myślałem, że sytuacja będzie nieco prostsza. Nie była. Od kiedy założył rodzinę (żona, dwójka dzieci) większość spotkań kadry pracowniczej, integracji i wszelkich inicjowanych przeze mnie sposobów na utrzymywanie dobrych relacji paliła na panewce. Koleś notorycznie punkt 20:00 (zakończenie pracy) uciekał do domu, na „kąpiele”, do rodziny. Wielokrotnie próbowałem tłumaczyć, prosić o zaangażowanie w sprawy firmy, relacji między pracownikami itp. Jednoznaczne motto – rodzina najważniejsza. I luz – każdy ma swój prywatny świat. Mi z jego rodzinnością nie po drodze, ale też nie toczyłem batalii o jakieś hierarchie. Wymagałem jedynie uważności na sprawy bieżące, zaangażowania w nie. Odpowiedzialności wobec mnie - wspólnika. Warto dodać, że bardzo go wspierałem, gdy się hajtał, rodziło mu się pierwsze dziecko. Wtedy ja wyrabiałem te „większe” 50% normy nie oczekując niczego w zamian, nie zmieniając zasad. Słowo dane na początku wrysowało się w mój bios, stając się przy okazji swego rodzaju, hmm – ideałem? Zaczęło się psuć, gdy dostrzegłem totalny brak zaangażowania z jego strony i przez bardzo długi czas tego zaangażowania nie było. Zacząlem powoli przejmować jego retorykę, mój zapał wraz z motywacją spadały. W gniewie, po kolejnej olewce jakiejś mojej, czy pracownika prośby, wygarnąłem wspólnikowi, że jego rodzina i sprawy osobiste mnie nie interesują, że łączy nas wspólny biznes i że mam „wywalone” (użyłem bardziej wulgarnej wersji) na jego prywatę. Bardzo go to zabolało. Zadrę nosi do dziś, nie mając chęci na wyleczenie się z niej. W międzyczasie posypało mi się życie prywatne. Przeżyłem zdradę na miesiąc przed własnym weselem. Długo się zbierałem do kupy. Wylądowałem na 12 tygodni na terapii (po 5h, codziennie). Potem samobójstwo bliskiej mi osoby, które również dotkliwie mnie „wyłączyło”. Miało to wpływ na moją absencję i brak zaangażowania w sprawy bieżące firmy. Niestety, teraz on przejął pałeczkę, izolując mnie po cichu od wszelkich decyzji, które po trochu zaczęły od niego wychodzić lub podejmując je bez mojej jurysdykcji. Suma summarum, mimo tego wszystkiego i moich najszczerszych chęci; kilkukrotnych przeprosin skierowanych do wspólnika i autentycznie – zupełnego odcięcia emocji od jakichś tematów niefirmowych, wspólnik chce mnie wyjebać. Skąd wiem? Zapytałem wprost. Był zaskoczony, wybielał obraz sytuacji ale, jak sam później rzucił: „tak, chodziło mi to po głowie, bo nie lubię z tobą pracować”. Jesteśmy przed zakończeniem sezonu, przed nami najważniejszy projekt w roku. Wychodzi na to, że po wykorzystaniu moich zasobów, chciał postawić mnie przed faktem dokonanym. Emocje, których nie mogę ostudzić. Stąd też, być może, chaos w składni, za który przepraszam czytających ten długawy wywód. Za niebawem mogę być pozbawiony swojego dziecka, pasji i sposobu na życie. Bracia, macie jakieś sugestie, by z sytuacji wyjść obronną ręką? Nie chodzi mi jakieś zemsty, tylko o rozejmowe klimaty, o naprawianie a nie palenie mostów. Z góry dziękuję.
  16. Pisałam ostatnio, że przeczuwam małą podłamkę u Mojego po wizycie znajomych. No i dobrze wywróżyłam. Dla przybliżenia sytuacji. Opis znajomych. Małżeństwo (3 lata); 30 i 26 l. ; roczniak, drugie w drodze, planują za dwa lata trzecie. Mieszkają z rodzicami znajomego. On zarabia ok.7-8 tys. , razem z ojcem ma firmę po godzinach, z której m-cznie mają nawet na czysto 9-10 tys. ; ona na macierzyńskim 2 tys. UWAGA : jego rodzice opłacają wszystkie rachunki, kupują prowiant dla całej rodziny (pani teściowa gotuje). Nasi znajomi spłacają tylko ratę kredytu (remont góry domu, który zamieszkują). Reszta do skarpety. Pisałam, że ich roczniaka traktujemy jak chrześniaka, lubimy tego dzieciaka. Widziałam po Moim, że bardzo cieszył go widok - ja z tym dzieckiem na rękach itd. Znajomi opowiadają jakie mają plany, ile wynosi ich to, tamto, sramto. Pisałam, że przez chwilę miałam odpal gadziego "oh, jak fajnie mieć takiego męża, lata za nią, prezencik, randki, spokojnie może siedzieć na macierzyńskim, wszystko jest zapewnione." Oczywiście mój "dział analizy" się uruchomił. Pierwsze co - NOSZ QRWA MAĆ
  17. Bracia co sądzicie o takich donosach? https://www.money.pl/gospodarka/tak-sie-donosi-w-polsce-listy-trafiaja-do-zus-skarbowki-i-inspekcji-pracy-6362901017593473a.html
  18. Przypuśćmy, że stworzyło się jakiś produkt i chce się tym zainteresować ludzi. Gdzie i jak to najlepiej rozreklamować? Chociaż jestem przeciwna wielkim firmom takim jak facebook, youtube itp., bo stosują u siebie cenzurę wypowiedzi, to jednak dla dobra sprawy się chętnie poświęcę ;) i założę konto gdzie się da, byle tylko przyciągnąć ludzi. Jakieś sugestie?
  19. Artykuł dotyczy Internetu rzeczy, ale jest tam ciekawy fragment https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/jamie-bartlett-internet-i-demokracja-facebook-google-polityka-i-jakie-to-niesie/c61y6f8 Czyli rozwój technologii cyfrowych doprowadzi do wzrostu bezrobocia? Myślę, że nie. Wiele mówi się temat tego, że wchodzimy w fazę, w której maszyny zastąpią człowieka. Bardziej prawdopodobny jest moim zdaniem wielki wzrost nierówności - będziemy mieli sporo fantastycznych zawodów i mnóstwo beznadziejnych. A to nie jest dobry system dla demokracji. Możesz podać przykład takiej zawodowej degradacji? Weźmy kierowców ciężarówek. Ta branża zatrudnia bardzo wielu mężczyzn bez wyższego wykształcenia i pozwala im zarabiać przyzwoite pieniądze. Prawdopodobnie ich praca zostanie zautomatyzowana, w Stanach Zjednoczonych być może nawet w ciągu najbliższych 10 czy 20 lat. Samoprowadzące się ciężarówki oznaczają, że przychody kierowców przypadną oprogramowaniu. A do kogo ono należy? Do grupki dobrze wykształconych inżynierów i programistów oraz inwestorów. Jednocześnie wciąż wiele zawodów jest niezwykle trudnych do zautomatyzowania - np. dostarczanie pizzy wymagałoby użycia szalonej mocy obliczeniowej. A to nisko płatna praca, bez związków zawodowych i szczególnych dodatkowych korzyści. Nagle w naszym społeczeństwie pojawią się miliony mężczyzn w znacznie gorszej sytuacji życiowej niż byli wcześniej.
  20. Witam serdecznie szanownych braci. Od dłuższego czasu zmagam się z poczuciem braku przynależności do grupy osób z podobnymi zainteresowaniami co ja w podobnym zakresie wiekowym (co również przekłada się na moje poczucie osamotnienia). Brak mi rozwoju swoich kompetencji zawodowych jak i tych miękkich, społecznych. W pracy, którą wykonuje (zadupie + wszędzie daleko) większość to ludzie starsi +40 (mój wiek to 20 wiosen). Kobiet w wieku rozrodczym jak można się do myśleć, niema (o seksie nawet nie wspomnę). Co niektórzy moi koledzy ze średniej powyjeżdżali za granicę, tylko kilku poszło na studia dzienne a reszta kisi się na swoich wioskach. Nie wiem czemu ale gdy wsiadam do autobusu w drogę do pracy (na kolejną wiochę) mam wrażenie jakbym cofał się w czasie, jestem jedną z może trzech osób z całego autobusu poniżej < 30 -stki. Szczerze czuję się jak stary dziadek, jakbym już wszystko przeżył, przeraża mnie to. Chciałbym aby wyjazd do dużego miasta zapełnił ten brak ale wiem, że to wszystko będzie potrzebowało czasu i stopniowego rozwoju, pytanie czy tam znajdę to czego szukam? Czy może dramatyzuję i to tak po prostu musi wyglądać, "takie jest życie"?
  21. Panowie od jakiegoś czasu nie daje mi spokoju jedna sprawa. Tzn co mam zrobić jeśli zostanę pobity lub choćby raz uderzony przez innego pracownika będącego w stanie trzeźwym lub nietrzeźwym, i co wtedy takiemu pracownikowi grozi?
  22. Rząd ma nowy pomysł, jak walczyć z rozprzestrzenianiem się chorób, np. odrą. Zakłada on, że bez szczepienia nie będzie możliwe przyjęcie do pracy - informuje "Super Express". Jak pisze gazeta, pracodawcy mieliby wymagać od nowych pracowników zaświadczeń potwierdzających, że zostali zaszczepieni. - Jest tylko jeden problem, nie możemy dyskryminować obcokrajowców, więc choć tak naprawdę chodzi o nich, to ten obowiązek musiałby dotyczyć wszystkich, a więc także polskich pracowników – mówi "SE" jeden urzędników Głównego Inspektoratu Sanitarnego. - Są dyskusje prowadzone nad różnymi rozwiązaniami, jest za wcześnie, żeby przesądzać, które zostanie wybrane – przyznaje w rozmowie z gazetą Jan Bondar, rzecznik GIS. Pomysł spodobał się ekspertom. - Jest to jedyny skuteczny sposób zabezpieczenia naszych obywateli, żebyśmy nie musieli obawiać się epidemii – mówi w "SE" Marcin Kostka z inicjatywy "Szczepimy, bo myślimy". Źródło: https://businessinsider.com.pl/twoje-pieniadze/praca/szczepienie-obowiazkowe-by-dostac-prace/w0pemm1 Co o tym myślicie bracia?
  23. Witam szanowne grono. Od dłuższego czasu myśle o wyprowadzce z rodzinnego gniazdka i chciałbym się (rozeznać), dowiedzieć od braci, które miasto jest idealne dla młodego człowieka który chce pracować oraz studiować? Warszawa, Kraków, Gdańsk? Proszę o osobiste doświadczenia i rady.
  24. Czołem Bracia Samcy! Muszę się wam wyżalić, bo nie wiem co robić. Wiem, że wielu z was to ogarnięci i bardziej doświadczeni życiowo ludzie, więc wszelkie porady mile widziane. Nie mogę się odnaleźć na rynku pracy... Pochodzę z turystycznej miejscowości na Dolnym Śląsku. Wszędzie hotele, SPA, biznes turystyczny. Mając 19 lat nie wiedziałem co konkretnie bym chciał robić więc poszedłem na studia o profilu ekonomicznym związane z turystyką. W między czasie pracowałem w urzędzie - nudna praca bez perspektyw za grosze, robiłem różne płatne staże w hotelach - głównie recepcja albo dział sprzedaży. Miałem też epizod z logistyką - wkręcił mnie dobry kolega. Praca była sama w sobie spoko - niby biurowa (proces planowania dostaw, dostawy, papiery, nadzór pracowników magazynu) ale miejsce w którym pracowałem po zmianie prezesa zamieniło się w obóz pracy w najgorszym wydaniu. Przez braki kadrowe musiałem dymać i jako magazynier i w biurze. Wtedy byłem jeszcze totalny Mr Nice Guy i się dałem wykorzystywać. Oczywiście w chwili odejścia stawali na rzęsach żebym został. Zresztą jak zwykle i wszędzie. Następnie miałem opcję wyjazdu za granicę. Skorzystałem, pojechałem. Praca była takim mixem magazynu i produkcji i kierowcy ekskluzywnych samochodów. Trochę pokupowałem, trochę odłożyłem i wróciłem do Polski. Nie chcąc marnować czasu poszedłem sobie od razu do Hotelu do znajomych. Było tak sobie. Praca czasami mega ciężka, czasami lajtowa. Kasa taka średnia jak na małą miejscowość, ale brak możliwości rozwoju i perspektyw. Niektórzy koledzy pracują tak już 6-7 lat, pobrali kredyty i nie mają najmniejszej ambicji coś zmienić w życiu. Po pracy konsola, dupeczka, piwko i tak sobie żyją. Na fali rozstania z narzeczoną i podbudowany książkami i filmami motywacyjnymi związanymi z rozwojem osobistym wróciłem do Wrocławia, w którym mieszkałem 6 lat, żeby zacząć nowy start. Ogólnie w każdej pracy daje z siebie 100%. Mam papierki uczelni wyższej z podyplomówką. Doświadczenia biurowe, logistyczne, z obsługą klienta itd. Jako, że zawsze dużo siedziałem na necie to pomyślałem, że może SEO. Zacząłem sobie robić kursy z podstaw HTML, WordPressa, pozycjonowania, Google Analytics i czytać książki i artykuły o marketingu internetowym, nawet sobie zrobiłem na siłę pokazowego bloga. Celowałem w młodszego specjalistę, żeby się poduczyć fachu, ale byłem związany miesiącem wypowiedzenia i się nie załapałem w żadnej z dwóch firm do których startowałem, bo woleli kogoś na już. Teraz aplikuje w jeszcze jedno miejsce, w rekrutacji idę do przodu, ale trwa to jakoś dziwnie długo. Innych ogłoszeń w tej branży nie widzę, a wszędzie jak już to szukają ludzi z dużym doświadczeniem. Jestem bezrobotny od 2 tygodni (1 raz od 5 lat). Oszczędności mam na najbliższe 3-4 miesiące. Oczywiście mogę sprzedać kilka rzeczy i mieć 30k na już, ale mi szkoda, bo ciężko na nie pracowałem. Teraz intensywnie szukam roboty. Aplikuje na różne stanowiska biurowe i hotelarskie, ale wszędzie płacą tyle, że można zapłakać. Najpierw proponują okres próbny za minimalną + jakieś dodatki itp. ale to wychodzą ledwo 2 kafle. Teoretycznie miałbym pracę od zaraz ale nie wiem czy brnąć w byle co. W branży logistycznej rekrutacja trwa strasznie długo. Mógłbym wrócić na koreańską strefę za jakieś sensowne pieniądze. Do dawnej pracy mam drzwi otwarte, ale z tego co mi mówią znajomi tam jest jeszcze gorzej niż było jak odchodziłem. Do rodzinnego domu wolałbym nie wracać bo jest skrajnie toksyczny i zmarnuje w nim życie. W rodzinnym mieście pracy też nie ma za dużo i za ciekawej. Co najwyżej można zmieniać firmy ale kasa pozostaje ta sama (okolice 2,5k). Powoli zaczynam być lekko zdesperowany. Jeżeli mam naginać za 1600zł albo jakiejś śmieciówce to już lepiej iść do takiego Lidla czy innej Biedronki. Albo łatać dziury w Policji - tam na start są 3 tysiące. W głowie mam jeszcze dwa pomysły związane z tym co lubię robić. - trener personalny - tutaj przynajmniej kurs za 2k - ale zarobki śmieciowe - musiałbym budować swoją markę od zera, bo inaczej nisko płatny etat. - gotowanie - lubię i dobrze mi wychodzi - nie mam żadnego doświadczenia w pracy gastro, ale patrząc po znajomych nie wiem czy bym się zdecydował. Niektórzy zarabiają dużo, ale idą do pracy na 13 a kończą o 23. Co wtedy mieć z hajsu, jak nie ma kiedy żyć ani dbać o siebie, poznawać nowych ludzi itp. Do czego zmierzam. Już teraz mam bałagan w CV i nie wiem co robić, żeby nie zrobić jeszcze większego bałaganu. Znajomym się udało i przeskoczyli do spoko firm i są zadowoleni. Ja z kolei nie chce znowu wylądować w jakimś obozie pracy albo się tułać po Europie. Chciałbym już zakotwiczyć w jakimś jednym miejscu, bo ostatnie 9 lat to ciągła podróż i pakowanie walizek przeplatana z okresami stabilizacji. Oczekuję kasy na start 2,5-3k netto, a to chyba nie jest wyczyn w dużym mieście. Chciałbym znaleźć miejsce, w którym można by podnosić kwalifikację i się rozwijać. Mogę tyrać mocno, kiedyś zrobiłem prawie 300h w miesiącu, ale muszę mieć jakąś perspektywę. Typowa gadka o podwyżkę przeważnie kończy się na tym, że: nie stać nas, inni też tyle zarabiają, pomyślimy póżniej (kiedy ja generuje duże dochody, naganiam klientów, wprowadzam usprawnienia). A jak leci wypowiedzenie to dopiero pytają się co mogą zrobić, żebym został. Co byście zrobili na moim miejscu? Czy są jakieś kursy albo zawody po których można się mocno przebić w miarę szybko? Po napisaniu tego postu, widzę, że chyba nie mam planu na siebie...
  25. Drugi raz w ciągu życia zdarzyło mi się odpuścić sobie jakąś robotę praktycznie na starcie. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że od początku nastawiłem się pozytywnie, a zajęcie w które miałem się wdrażać jest w miarę lekkie, oraz po nabraniu pewnej wprawy i zebraniu doświadczeń – z perspektywą na przyzwoite $$$. Koleś z którym miałem pracować robił dobre pierwsze wrażenie, spokojnego i zrównoważonego. Powiedział, że pracujemy bez pośpiechu i na zasadzie równego z równym. Niestety już drugiego dnia coś było nie halo – ogarnęło mnie wrażenie, że jest podcięty, ale pomyślałem, że to zwyczajne zmęczenie. Trzeciego dnia, kiedy ja robiłem swoje, on powiedział, że za chwilę będzie brać się coś innego, ogarnie to i gitara. Po chwili stwierdził, żebym jednak ja się tym zajął, a on musi się na chwilę położyć, gdyż słabo się czuje -> pomyślałem spoko, każdy może mieć gorszy dzień. Po 3 godzinach (!) spania w busie, on wstał, majster wstał, popatrzył jak sprawa wygląda i podziękował za dobrą robotę. Jednak miarka się przebrała, gdy następnego dnia przyczaiłem, że chwilę po siódmej rano już ma w kieszeni drzwi od samochodu trzy browary, z czego jeden otwarty. Wtedy żółte lampki, które świeciły mi się w bani zmieniły kolor na czerwony. Już wtedy powinieneś dać tył zwrot, jednak wstrzymałem się chwilę. Kolejnego dnia od rana był niekumaty, wczorajszy. Przebrałem się parę minut po 9 rano w swoje ciuchy i powiedziałem wprost: "Słuchaj, myślę, że jesteś w porządku i masz dobre intencje, ale zauważyłem, że jesteś non stop podcięty, a tak się nie da pracować, dlatego rezygnuję – nikt niepowołany (miałem na myśli zleceniodawcę, on jest podwykonawcą) się o tym nie dowie. Nie zależy mi, żeby robić ci problemy". Był w lekkim szoku. Powiedział, że ma problem z alkoholem i jeżeli taka jest moja decyzja, to on to szanuje i jest zadowolony, że byłem w stanie wprost powiedzieć co mi nie pasuje. Poprosił tylko, żebym został z nim do końca dnia by pomóc, rozliczamy się i wszystko ok. Zachowałem się naiwnie, bo przystałem na tę propozycję. Myślałem, że zatrybił. Jednak dalsze parę godzin wyglądało tak, że ja pracowałem, a jego większość czasu nie było. Kiedy kazał mi coś przygotować samodzielnie, co powinny robić dwie osoby, bo tak byłoby zdecydowanie łatwiej, a on wróci jak będzie zrobione, pierdolnąłem tym i powiedziałem, że idę, bo to się kurwa mija z celem. Mam trochę hajsu, brak zobowiązań i na szczęście nie muszę u nikogo dorabiać za parobka. W międzyczasie zdarzyło się też kilka podnoszących ciśnienie problemów stworzonych z niczego, o których nawet nie chcę pisać, ponieważ szkoda strzępić ryja i nie chcę za bardzo wchodzić w szczegóły, ze względu na anonimowość. Powiem szczerze, że widzę tylko jeden główny plus tej sytuacji -> jeszcze kilka lat temu nie umiałbym walnąć prosto z mostu [asertywnie, ale bez agresji] co mi leży na wątrobie, teraz przyszło to bez problemu i z całkowitą wyjebką. Szkoda tylko, że szybciej się nie połapałem co jest pięć, ale bywa. Na szczęście to tylko zmarnowane kilka dni. Dałem mu kredyt zaufania na początku, myślałem, że to przejściowe aberracje przez słaby okres w życiu etc. Najgorsze, że zupełnie co innego było ustalane zanim do niego poszedłem i co innego wyszło, a osoba (pewna i naprawdę w porządku) która mi to ogarnęła, była przekonana, że mamy do czynienia z poważnym człowiekiem. Pewnie po wszystkim zracjonalizował sobie, że nie mogłem sobie poradzić (lub coś podobnego) i z tego powodu zrezygnowałem, jak wiadomo osoby uzależnione mają wybitnie silny zaprzeczeń i własną bajkę w której żyją. Niby przyjąłem to na chłodno, ale jakieś takie podkurwienie wewnętrzne jeszcze pulsuje gdzieś z tyłu głowy, myślę, że do końca tygodnia mogę mieć jeszcze kilka flashbacków z tym związanych. $$$ wypłacił. 😮
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.