Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'dziecko' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Regulamin i Zasady
    • Regulamin Forum
    • Lektura Obowiązkowa - nie tylko dla nowego użytkownika
    • Rozwój - przejmujemy władzę nad światem :>
  • Klub Weterana
    • Zasłużona Starszyzna
  • Relacje męsko-damskie i nie tylko
    • [ŚWIEŻAKOWNIA] - 'Moja historia'.
    • Na linii frontu - podrywanie.
    • Seks
    • Manipulacje kobiet i obrona przed nimi
    • Moje doświadczenia ze związku, małżeństwa
    • Sprawy rodzinne i dzieciaki
    • Rozstania, zdrady, prawo rozwodowe.
    • Mądry Mężczyzna po szkodzie.
    • Ściana hańby
  • Męskie i niegrzeczne sprawy
    • Samodoskonalenie i samowychowanie
    • Bad Boy
    • Hajs i inne dobra materialne
    • Wtopy i upokorzenia
  • Youtube - ciekawostki, dramy, informacje, nowinki
    • Polscy youtuberzy
    • Zagraniczni youtuberzy
    • Kanały sportowe
  • Sport i zdrowie
    • Sport
    • Zdrowie fizyczne i psychiczne
  • Polska i świat
    • Co w zagrodzie i za miedzą
  • Motoryzacja i Technologie
    • Wszystko co jeździ, pływa i lata.
    • Komputery
    • Technika i sprzęt
  • Hobby
    • Zainteresowania
    • Hobby i twórczość
  • Duchowość
    • Nie samym ciałem człowiek żyje
  • Rozmowy przy wódce
    • Flakon, kielon i zagrycha
  • Rezerwat dla Kobiet
    • Dlaczego tak?
    • Bara-bara
    • Bóg stworzył kobietę brzydką, więc musi się ona malować.
    • Wokół domowej 'grzędy'
    • Niedojrzali emocjonalnie faceci - ploty - dupoobrabialnia ;)
    • Kobiecy kącik 'kulturalny'

Blogi

Brak wyników

Brak wyników


Znaleziono 16 wyników

  1. Witam bracia. Dzisiaj przeglądając neta natrafiłem na ciekawy artykuł o kobietach utrzymujących się za pieniądze facetów. Wydawać by się mogło, że alimenty są przeznaczane wyłącznie na dziecko... Nic bardziej mylnego. Kobieta często pozostając sama z dzieckiem oraz bez pracy zastanawia się jak pozyskać środki na życie, często obmyślając kompletne bzdury w tabelach pokazujących wydatki na dziecko. Zastanawiacie się co tam się znajduje? A no np. potrzebny cholernie dziecku kurs języka suahili czy perfumy dla trzyletniej dziewczynki... Poczytajcie sami. Do samych alimentów nic nie mam, na mnie również były płacone alimenty i choć małe to należą się one dziecku, cytując przysłowie "jak psu buda". DZIECKU. Źródło: http://kobieta.onet.pl/dziecko/male-dziecko/alimenciara-kobieta-ktora-zyje-z-alimentow-i-500-plus/xlyl03p
  2. http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/1072514,uzywany-test-ciazowy-tanio-sprzedam,id,t.html O tym jeszcze nie słyszałem. Znane mi są operacje przywracania błony dziewiczej ale łapanie kogoś na męża z fałszywym testem ciążowym to dla mnie nowość na tak masową skalę. Jeszcze raz ostrzeżenie żeby na każdym kroku uważać na kobiety. Mieliście z tym już do czynienia?
  3. Witam wszystkich Braci, jestem tu nowy...i jak to bywa potrzebuję pomocy! Historia ciągnie się już od jakichś trzech miesięcy. Była to relacja koleżeńska, ale zamieniła się w związek, trochę za szybko tym bardziej, że nie padło z słów chociażby "kocham". Ja 24 lata, ona 26. Na początku było świetnie, moja silna rama, pełne zainteresowanie z jej strony, śniadanka, niespodzianki, znakomity seks - to wszystko trwało przez jakieś 1,5 miesiąca. Jednak w pewnym momencie nie zacząłem zauważać subtelnych zmian, które negatywnie rzutowały na naszą relację, mam tu na myśli, że osłabiałem swoją pozycję. Niestety od jakichś 6 tygodni było już źle. Dobre momenty przeplatały się w zdecydowanej większości z tymi złymi. Głupie złośliwości, mniejsza czułość z jej strony itd., no i brak seksu. Był to też okres gdzie długo chorowała, częste wymioty i straszne wahania nastroju. Dzisiaj jestem tutaj i mogę pochwalić się, że będę ojcem, jest to już 9 tydzień i wszelkie jej zachowania przez te ostatnie tygodnie to była po prostu ciąża (tak to sobie tłumaczę) Na samą wieść zareagowałem odpowiedzialnie z czego bardzo się ucieszyła, bo bała się mojej reakcji. Przegryźliśmy to i powiedzieliśmy sobie, że damy radę. Dlaczego o tym wszystkim tutaj piszę? Nie radzę sobie w tej sytuacji. Jej nastroje są ciężkie, raz jest kochana a zaraz mogła by Cie zabić. Ja wiem, że to wiele wynika z burzy hormonów, ale odnoszę wrażenie, że nadal pokazuje swoje słabości co tylko pogarsza sytuację. Dzisiaj się z nią trochę pożarłem. Nie miała humoru z rana, mimo tego naciskałem żeby mi powiedziała co jest nie tak. Nie wyciągnąłem z tego nic, a tylko pogłębiłem ją w tym stanie. Chwilę później wziąłem swoje rzeczy, powiedziałem jej, że jak będzie chciała porozmawiać to niech po prostu do mnie zadzwoni, pożegnałem się i wyszedłem. Czy dobrze zrobiłem? Sam nie wiem. Mam trochę tych dylematów. Chcę wychowywać to dziecko,ale chcę też by w naszej relacji było okej, bo myślę że jest to do odratowania. Chociaż nadal jestem "pizdusiem" mimo, iż czasami wiem jak powinienem się zachować. Moja sytuacja finansowa nie jest zła. Myślę, że się rozwijam. Nakreśliłem tą sytuacje, jednak nie uważam, że jest to kobieta idealnie pode mnie dopasowana. Mimo wszystko liczy się dla mnie dobro dziecka (jestem w 99% pewny, że jest moje) Jednak póki co, myślę, że coś do niej czuję i chciałbym tą relacje rozwijać. Zapewne nie widzę wszystkiego zbyt wyraźnie, tym bardziej, że nie mam takiego doświadczenia jak Wy. Nie miałem zbyt wiele męskich wzorców, byłem wychowywany przez matkę. Dzisiaj dopiero zaczynam czytać Kobietopedie... Trochę ściana tekstu, więc zakończę pytaniami...chyba, że macie własne sugestie, wskazówki czy moglibyście mnie zwyczajnie ostrzedz/nakreślićć konsekwencje. 1. Jak z nią postępować, czy mogę na nią wpłynąć? 2. Czy jeśli się to nie uda, to przeć na to, ze względu na dziecko? 3. Czy próby tworzenia takiego związku, w ogóle mają sens (tylko względem dziecka, które nie jest niczemu winne)? 4. Kiedy odpuścić? To chyba tyle, trochę kierują mną emocje. Będę wdzięczny za to co napiszecie.
  4. Witam Braci A oto artykuł z dzisiaj z portalu ONET.PL Czytajcie komentarze pod artykułem i dorzućcie swoje 3 grosze aby spacyfikować szalejące białorycerstwo. Komenty pod artem - to jest cała śmietanka głupoty. http://kobieta.onet.pl/dziecko/wychowanie/dziecko-bez-slubu/2xvvh5 "Żeby mieć dziecko nie trzeba mieć ślubu" Europa późno się żeni. Coraz więcej młodych całkowicie rezygnuje z formalizowania związku. Nawet w tradycyjnej Polsce zmieniają się obyczaje, a dziecko przed ślubem coraz mniej oburza. Foto: Dmytro Zinkevych / Shutterstock Dlaczego młodzi Polacy odchodzą od tradycyjnego scenariusza? Kaśka mieszka w Paryżu ze swoim partnerem André. Ślubu nie planowali i nie planują. Żyją razem, wspólnie wychowują Frania, ale od razu ślub? Zresztą we Francji nikt krzywo nie patrzy na takie pary jak oni. W małej miejscowości na Podlasiu, z której Kaśka pochodzi pewnie ludzie by gadali. A tu – luz. Anka przeprasza, bo spóźnia się na spotkanie. Trochę posapuje, ale to przecież ósmy miesiąc, a ona szybko szła. Z Markiem poznali się kilka lat temu. Są parą, ale żyją bez ślubu. To świadomy wybór Anki. Najpierw były studia, potem korporacja, nie było czasu myśleć o tej całej szopce. Teraz już się przyzwyczaili. Może nawet Marek bardziej chciałby coś zmienić, ale Ance wolność pasuje. Tak jest dobrze - mówi. A jak pojawi się dziecko? Będą wychowywać je razem, ale żadnej legalizacji związku. Agnieszka ma trójkę dzieci. Wszystkie z tym samym mężczyzną. Żyją "na kocią łapę" bo to pozwala korzystać z wszystkich przywilejów bycia "samotną matką". Socjal jest dla ludzi. Tak można dołożyć do pensji księgowej. A że to nieuczciwe. Oj tam, oj tam. Suknia, welon, kwiaty, goście, wymarzony dzień, sakramentalne "tak". Małym dziewczynkom w przeróżnej formie serwowane są bajki, w których księżniczka czeka z utęsknieniem na swojego księcia, a kiedy go wreszcie spotka, młodzi lądują przed ołtarzem, a potem żyją długo i szczęśliwie otoczeni gromadą ślicznych i radosnych dzieciaków. Nastolatki z wypiekami na twarzach śledzą portale plotkarskie, gdzie piękne celebrytki, w zawrotnie drogich sukniach, składają przysięgę szalenie eleganckim ważniakom, a potem popychają markowe wózki choćby i na molo w Sopocie. Tak wygląda świat bajek, marzeń i snów, a rzeczywistość? W rzeczywistości, jak podaje GUS, od kilkunastu lat systematycznie rośnie liczba urodzeń pozamałżeńskich. Na początku lat 90-tych takich przypadków było zaledwie 6 proc., w 2000 roku około 12 proc. zaś w 2013 ponad 23 proc. Mimo to Polska nadal utrzymuje się w czołówce krajów podchodzących do posiadania potomstwa w sposób tradycyjny – najpierw ślub potem dziecko. W krajach skandynawskich, we Francji, Estonii, Słowenii, Belgii, a nawet Bułgarii wskaźnik urodzeń pozamałżeńskich przekracza 50 proc., a w Islandii nawet 60 proc. Wyjątek stanowi Grecja gdzie na dziecko bez ślubu decyduje się zaledwie 7 proc. mieszkańców.
  5. Dziś moja była powiedziała, że chce sformalizować, kto jest głównym opiekunem. Oczywiście, sąd. alimenty itd, ale twierdzi, że dziecko będzie u mnie przez pół miesiąca (tydzień u mnie, tydzień u niej), w co absolutnie jej nie wierzę. -Czy jest sens sporządzać umowę, na podstawie której będziemy trzymać się, ustalonej wcześniej wersji opieki nad dzieckiem i przedstawić to przed sądem? -Czy moja rodzina powołana na świadków jest w jakikolwiek sposób wiarygodna (baba przez kilka ostatnich tygodni mieszkania u mnie, częściej była ze swoim nowym fagasem niż z dzieckiem, poza tym jest alkoholiczką)? - Czy jest sens godzić się na jej warunki, czyli ona jest głównym opiekunem, ja płacę 400zł alimentów (wtedy dziecka nie będę widział, prawie wcale, ona już stwarza problemy)? Baba twierdzi, że nie będzie chciała żebym jej płacił, bo dziecko będzie u mnie też, co dla mnie jest kłamstwem. Widzę, że sucz ma konkretny plan i realizuje go małymi krokami.
  6. Link do programu http://vod.tvp.pl/26524204/01092016 sprawa niewesoła - zachowanie dość typowe :/
  7. Ostatnio do głowy przyszła mi myśl jak my mężczyźni jesteśmy w społeczeństwie ubezwłasnowolnieni. Co jakiś czas wybucha afera z aborcją i pojawiają się kolejne ustawy. Ale nikt nigdy nie zauważył, że w tym całym zamieszaniu pomija się mężczyzn. Trąbi się o prawie kobiety do aborcji (takim słowem nazwano zabicie swojego dziecka) kiedy dziecka ona nie chce, nie może go wychować, nie ma kasy itd - z przyczyn ekonomicznych, społecznych i zdrowotnych. To samica decyduje czy chce mieć dziecko czy nie. Co wtedy gdy kobieta oszuka faceta że np bierze tabletki anty a przestała brać żeby celowo zajść w ciążę i "złapać" faceta na dziecko. Wiemy, że to jest codzienność. Dlaczego tylko tylko kobieta ma decydować o aborcji? A co wtedy gdy to partner nie chce dziecka i wbrew jego woli ma się dziecko narodzić. Wiadomo jakie to ma konsekwencje dla mężczyzny - utrata majątku, alimenty itd. T tu jest facet ubezwłasnowolniony - ona podziurawi gumę, przestanie brać tabletki, z ust wepchnie sobie nasienie w cipę. Dlaczego wtedy facet nie ma prawa głosu? A powinien mieć, może nie chcieć dzieciaka i zażądać aborcji wbrew woli kobiety - bo dziecko powstało wbrew jego woli i został oszukany. Może zatem wprowadzić przepisy takiego typu że po zapłodnieniu idzie się do urzędu i tak jak ślub podpisuje się dokument rodzicielstwa, że obie strony chcą tego dziecka i są świadome konsekwencji. Gdy kobieta koniecznie chce dziecko a mężczyzna nie - to mężczyzna ma prawo żądać aborcji. A Kobieta nie chce aborcji wbrew woli mężczyzny i chce mieć to dziecko to dziecko jest wyłącznie kobiety, na je utrzymaniu. Mężczyzna nie może być pozywany np o alimenty itp sprawy. To chyba uczciwe podejście do sprawy. BO żeby się dziecko urodziło to musi być wola obojga rodziców a nie tylko jednego/kobiety często wbrew woli mężczyzny. Takie przepisy ucywilizowały by zachowanie kobiet, i spowodowałyby usunięcie wiele ich karygodnych zachowań. Wtedy dopiero byłaby równość płci w rodzicielstwie i decydowaniu o rodzicielstwie i obowiązkach z tym związanych. Co myślicie.
  8. Dzisiaj ex przywiozła mi dziecko. Mieliśmy porozmawiać o tym, który tydzień jest u mnie, a który u niej. Wszystko spoko, ustalamy, no i ona mówi: -wiesz, bo chciałam w pracy przejść z etatu, na pół etatu, bo nie daje rady fizycznie.. ble, ble, ble..-zaczęła gadać o kilku rzeczach na raz. Po bardzo długim wywodzie, pytam się jej o co jej chodzi, co to ma wspólnego z dzieckiem? Dalej coś kręciła, aż w końcu mówi: chciałam przywozić go tylko na weekendy, a pozostały czas żeby był u mnie (mieliśmy umowę, że tydzień na tydzień). Powiedziałem co o tym myślę, na co ona- po prostu chcę być z tobą szczera. Więc spokojnie mówię- Jak chcesz tak pogrywać, to nie spodziewaj się po mnie niczego dobrego, ja nie odpuszczę. Ona- Ty mi grozisz? Ja-Nie. Po prostu mówię Ci jak będzie. Po chwili zmieniła gadkę i mówi, że ona tylko tak zakłada, że sama już nie wie, żebym się nie denerwował, że chciała się dogadać. Potem przy rozmowie wyjęła komórkę i coś tam sprawdzała, także asekuracyjnie nie mówiłem za dużo, bo nie wiem, czy nie przyszło jej do głowy nagrywać. Myślę, że będą problemy. Byłem na to przygotowany, także nic mnie nie zaskoczyło. Wizja walki o dziecko przytłacza mnie. Ona pewnie ma już gotowy plan, jak mnie przerobić w tej kwestii. Jedno mnie rozbawiło w całej sytuacji. Kiedyś mówiłem jej, że całe to jej obiecywanie i umawianie się jak robimy z dzieckiem, to takie pierdolenie i dokładnie powiedziałem jej, co zrobi jak się wyprowadzi (przewidziałem dzisiejszą rozmowę). Dzisiaj wypomniałem to i nastąpiła długa chwila ciszy. Zakładam najgorszy scenariusz.
  9. A więc tak bracia samcy. Dziękuję za rady. Nie kontynuowałem dalej poprzedniego wątku, ponieważ cała sytuacja wymagała dogłębnego przemyślenia. Moja historia w temacie Dlaczego kupiłem dyktafon, skończyła się na gromadzeniu dowodów. Ale to nie był koniec przygód. Pod koniec urlopu wróciłem aby zobaczyć się z synem. Nastawienie żony wobec mnie wcale się nie zmieniło. Oprócz tego, że mogłem zobaczyć się z naszym dzieckiem, nic pozytywnego nie wynikło. Na dodatek razem z mamusią powiedziała, że mam przerąbane, bo założyła mi niebieską kartę! Nie zabawiłem tam długo. Korzystając na jeden dzień z tajnej kryjówki u znajomego jej kuzyna, wybrałem się do Ośrodka Interwnecji Kryzysowej zapytać jak to tak bez wyraźnych dowodów, można mi taką kartę założyć. Miła pani z owej placówki, wyjaśniła mi, że każda żona może tak zrobić i to anonimowo i że wystarczy samo zgłoszenie, że żona nie czuje się bezpiecznie. Pozostawiam to bez komentarza. No może raczej z jednym: to niebieskie gówno w niczym nie pomaga, tylko jest po to aby na rozprawie sądowej każda zarejestrowana interwencja była grzechem na koncie męża. Nie. Nie można tego gówna zdjąć na moją prośbę. No to pięknie. Dodatkowo nie przyjęły prezentu w postaci karty podarunkowej od moich rodziców i siostry. Wróciłem na świąteczny kontrakt do pracy. I tak przepracowałem do końca grudnia. Nie mówiłem żonie kiedy dokładnie będę. Jeszcze przed naszym konfliktem powiedziałem, że wpadnę zaraz po świętach, bo wtedy mam styczniową przerwę od pracy. Ale obecnie nie podałem jej informacji o konkretnym terminie. Ta wygrażała się, że nie mam po co przyjeżdżać. Ja jej na to: "Jakim prawem możesz zakazywać? Jesteśmy jeszcze małżeństwem, czyż nie?". To samo tyczyło się moich rodziców i mojej siostry (jest przecież matką chrzestną). Mają prawo zobaczyć mojego synka. Załatwiłem im nocleg w mieście, żeby nie było, że wbijemy się do nich na noc jeszcze. Ja miałem tam pojawić się później, wynajętym samochodem (wynająłem samochód, ponieważ transport publiczny tym razem mi się nie opłacał). Rodzice odwiedzili moją żonę wcześniej, już 2 stycznia w godzinach wieczornych między 17 a 18. Ponowili wizytę 3 stycznia parę minut po 9 rano. Dołączyli do nich moja siostra wraz ze swoim chłopakiem. Pierwsze wizyty przebiegły miło... Przed trzecią wizytą i po wymeldowaniu z noclegowni (ja dojechałem dopiero 4 stycznia o 5 nad ranem), pojechaliśmy najpierw do sklepu Smyk, aby kupić prezenty dla mojego syna. Zapłaciliśmy kartą podarunkową, którą wcześniej podczas ostatniego urlopu moja żona nie przyjęła. Gdy pojawiliśmy się tam (ja, matka i ojciec; siostra opuściła z chłopakiem miasto 3 grudnia, ja dojechałem wynajętym samochodem do miasta 3 grudnia ok 4 nad ranem), zostaliśmy niemile potraktowani przez moją żonę i teściową. Zarzucały one mojej mamie kłamstwo, że moja wizyta była niezapowiedziana. Prawda jest taka, że moja matka powiadomiła moją żonę w poniedziałek, że przyjdą razem ze mną. Prezentów przyjąć nie chciały. Ale w końcu udało nam się je przekonać. Gdyby chciały je zwrócić, to Smyk zwraca wartość przedmiotów tylko na kartę podarunkową. Ale paragon to ja mam. Jeju, że aż do takich chorych sytuacji doszło. Nawet ekstra pieniądze dla żony od mojej mamy były ble! Całe ostatnie spotkanie nagrałem ukrytym dyktafonem. Nagrania przesłałem do detektywów. Tak, wynająłem detektywów. Lecz ci niczego podejrzanego nie wykryli. Ale jedno jest dziwne: podczas śledzenia nikt z domu nie wychodził! Nawet jak pogoda była ładna i odpowiednia aby wziąć małego na spacer. Pozostaje zapłacić im resztę za zlecenie. Przynajmniej stenogramy będę miał. Pieniądze szybko się odrobi. W końcu żonka nie chce ze mną zamieszkać za granicą. Zdrada? Raczej nie. Mamy po prostu taki kawał z brodą: wszystkiemu jest winna żona i teściowa. Na następny dzień wróciłem z rodzicami w swoje strony i pojawiłem się u adwokata. Ten obiektywnie przedstawił mi wszystkie możliwe konsekwencje każdej decyzji. Zaproponował, żebym podjął chociaż ostatnią próbę ratowania małżeństwa. Szczerze to trudno mi uwierzyć, czy uda mi się żonę wyciągnąć z tego chorego układu między nią a matką. Ale można spróbować. Tylko trzeba spotkać się w 4 oczy, trzeba też to zrobić umiejętnie, bo wystarczy, że zadzwoni na policję i już będę miał "nasrane" na koncie. Wiecie, niebieska karta. Za nic. Póki co konto czyste. Podczas spotkań byłem miły, elkwentny i kulturalny. One tylko się niepotrzebnie nakurwiały (wmawiały swojej rodzinie i mojej rodzinie, że je pobiłem, a ja na to: "Dlaczego więc nie wezwałyście policji, jeśli mam niebieską kartę? Z O N K ! ), że ich misterny plan idzie w pizdu. I że przesyłam mniej pieniędzy. PS Nie złożyła pozwu, ponieważ to ja trzymam nasze dokumenty. A że jest cienka w urzędniczych sprawach to nawet kopii sobie nie potrafi załatwić. A no i to kosztuje aż 600 zł. A bez pracy nie ma kołaczy! Pieniądze wysyłam tylko na dziecko. CDN...
  10. Jak wspominałem rozstaje się z kobietą z którą mam dziecko. Mam spory problem, rozterkę. Dziecko 2 lata, chłopak. Przy wszystkich zachowuje się normalnie, a przy niej wpada w szał, jak tylko ona chce go ubrać, wykąpać itp. itd. Ona w odpowiedzi wyzywa go od gnoi, bachorów, przyciska go siłą i ubiera. Zjebałem ją za to kilka razy ,ale nic nie dociera. Ona uważa, że to jest ok, bo dziecko ma się słuchać. Wykładałem jej łopatologicznie, że jak robi tak i to nic nie daje, ale jest gorzej, to znaczy, że nie przynosi to efektów i będzie jeszcze gorzej. Wściekła się. Nic nie dociera. Czy da się jakoś wytłumaczyć jej, żeby coś dotarło do łba? Jak poruszam ten temat, to zachowuje się sama jak małe dziecko, wychodzi, pokazuje fucka itp. Oczywiście, uważa się za dobrą matkę... ręce opadają...
  11. http://viralka.pl/6-letnia-corka-radzi-rozwiedzionej-mamie-jak-dogadac-sie-z-bylym-mezem-ten-filmik-szokuje-internautow/ Jest w tym oczywiście trochę dziecięcej naiwności, ale i tak filmik robi niezłe wrażenie, powinny go obejrzeć wszystkie walnięte mamuśki wciągają własne dzieci w konflikty dorosłych.
  12. Buszując po internecie trafiłem na to: http://www.fakt.pl/polska/marcin-p-z-amber-gold-zrzeka-sie-dziecka-katarzyny-p-,artykuly,600878.html Pomijając fakt podejścia kobiety czyli jego żony i zrobienie sobie dziecka z klawiszem aby lepiej się ustawić przez rozprawą i odbywaniem kary, jest to następny przykład jak dyskryminowany jest mężczyzna. To jest tragiczne, że trzeba udowadniać, że nie jest się wielbłądem. Dodatkowo na taki pozew, o ile dobrze pamiętam, jest tylko jakiś czas do którego można złożyć taki pozew. Gdyby sprawa nie była taka medialna, jest szansa że facet nawet by się nie dowiedział na czas o sytuacji. Ciekawe co jest w pozwie z drugiej strony?
  13. O tym jaki byłem przed poznaniem mojej "tej jedynej" miłości, opowiem później. Chciałym skupić się na tym, dlaczego po parul latach wielkiej miłości, musiałęm kupić dyktafon aby użyć go przeciw tej, dla której "dałbym sobie rękę odciąć". Wszystko stoi na prostej drodze do rozwodu. Czy moja samica w końcu się ogarnie? Bo ja się ogarnąłem, choć może trochę za późno. Trzeba było być Niedźwiedziem, a nie misiem. Jakieś parę lat temu po może i ambitnym technikum, nie mogłem znaleźć pracy. Bo byłem dobrym człowiekiem, nie miałem znajomości i byłem trochę niepełnosprytny, ale miły i romantyczny. Miła ciota. Już po "wielkich problemach dojrzewania"...a chciałem w końcu znaleźć pracę i cel w życiu, a także kobietę, to piękną i jedyną. Udało mi się jakimś cudem znelźć pracę za granicą. Po paru miesiącach nienajlepszj ale jakoś lepiej płatnej pracy, poznałem tam moją przyszłą żonę. Biedną, bo zagubioną, zamkniętą w sobie i troche sobie nie radzącą w pracy i z ludźmi. Po wielu moich "niepowodzeniach" z płcią przeciwną, "wziąłem się w garść", zostałem jej przyjacielem, "opiekunem",w końcu powiedziałem jej, że ją kocham i potem poprosiliśmy pracodawcę o "couple room" dla nas. Było pięknie, kochaliśmy i kłóciliśmy się również, ale nie rozłączaliśmy. Zawsze razem. Przed i po pracy. W wolne. Pracodawca nic przeciw taki związkom nie miał, w końcu w naszym miejscu pracy pary tworzyły się zawsze. Ale moja ukochana sprawiała swoim zachowaniem i "chęcią do pracy" pewne problemy, ktorych nie zauważałem, bo hormonalny haj nie pozwalał mi, żebym tą sprawę bardziej zbadał. I tak oto nie przedłużono nam kontraktu. Nie przeszkadazło mi to jednak, wierzyłem naiwnie, że dzięki tej miłości damy radę, nawet jeśli jej dom w którym mieszkała, był obciążony niespłaconym kredytem hipotecznym. Jakby co, u mnie z zameldowaniem było wszystko jest i było w porządku. Tylko i tak sensownej pracy brakowało w okolicy. Gdy wróciliśmy do kraju, byliśmy raz u niej a raz u mnie. Pochodzimy z dwóch różnych województw i trochę odległości między nimi jest. Ale nie przeszkadzało to nam. Choć pieniędzy nie zostało wiele (ukochana wspierała mamę finansowo a ja nie miałem jakiegoś większego finansowego planu) a mi zależało, żeby jednak ich nie zabrakło. I zależało mi też na tym aby moja jedyna została moją narzeczoną. Parę miesięcy po zaręczynach znalazłem kolejną pracę za granicą. Najpierw miałem znaleźć się tam ja, potem moja miłość. Z tym, że tamto miejsce nie było moim wymarzonym, ale czego nie robi się dla miłości... Najbardziej denerwowały dwie zmiany na dzień i tylko parę godzin dla siebie między tymi zmianami. Szef zresztą miał inne plany i nie chcaił zatrudnić mojej ukochanej. Dopiero po paru miesiącach charówki, ogłoszono nową rekrutację. W razie czego, udało mi się też znaleźć kolejną ofertę i zagadać do kolejnego pracodawcy, czy może by kogoś nie chciał. Poszedłem na żywioł. Bo już nie mogliśmy wytrzymać paromiesięcznej rozłąki. Bo była szansa. Znalazłem dla niej współdzielone mieszkanie, ze starym właścicielem. Tańszych ofert nie było a zakwaterowanie na terenie mojego pracodawcy było o wiele mniejsze. Zapłaciłem wszystkim czym miałem, jeśli chodziło kaucję, pożyczyłem nawet pieniądze od kolegi, żeby jakoś przeżyć. Liczyłem, że się to uda. Ale szefostwo w mojej pracy nie przyjęło mojej ukochanej. Mimo doświadczenia i dobrej znajomości języka. Natomiast w drugiej, trochę podlejszej robocie, ale tak samo płatnej, moja ukochana się poddała po pierwszym dniu próbnym. I jeszcze przed rozmowami kwalifikacyjnymi kupiła sobie iphone na abonament! To był pierwszy znak: "no to ty się dla mnie poświęcisz, zjem Cię całego mój chlebku..." Po tym się poddała. Nie miała ochoty szukać innych prac w okolicy. Jak już jakieś były to zawsze coś nie tak. Pytanie po której stronie... bo świadkiem nie byłem... Nie chciała znaleźć/nie mogła znaleźć...Święta spedziliśmy zdala od naszych rodizn, skromnie. Dziwnie szczęśliwi... Styczeń, luty pracy nadal nie było. Dopiero potem coś znalazła, ale na pół etatu. A ja płąciłem prawie całą pensję na jej czynsz, stan konta zjeżdżał na minus...gdby nie ten overdraft (nie zaciągałem kredytu tylko aktywowałem tzw. overdraft, zresztą nie przysługiwała mi nawet karta kredytowa bo nie pracowałem nawet rok), to może by wtedy wcześniej odjechała. A tak, po przekalkulowaniu, powiedziałem jej, że jak umowa na mieszkanie u tego gościa się jej skończy, to musi wrócić do domu, bo nie wyrobimy. A nie wyrabialiśmy. Nawet z jedzeniem. Z resztą nie przypominam sobie, żeby mi dużo razy przygotowywała posiłki. Owszem, miałem w pracy, ale do dziś obiady od niej mogę policzyć na palcach jednej ręki. Większość mam od mamy i od teściowej. Ech kolacje i posiłki na randkach ok, ale chyba robiłem ich trochę za dużo... Może i była to bolesna decyzja ale słuszna. Przynajmniej nadal miałem pracę. I odłożony urlop. A na urlopie...no cóż, wpadliśmy. Po około dwóch latach "starania się"...kto kogo podpuszczał? Szczerze ,to ja. Tak bardzo kochałem moją już wtedy narzeczoną, że obdarzyłem ją zapłodniłem. Prawdopodobnie zawiodły wtedy prezerwatywy. Dobre prezerwatywy. No ale miały zawieść później! Ale nie spanikowałem. Nie zostawiłem jej z tym samym. Z resztą obiecałem jej, że gdyby do takiego czegoś doszło to nie stchórzę. Ale powiedziałem, że będzie trzeba się nieźle naprawcować. Wróciłem więc do hotelu. Pracować i szybko zaklepać kolejne dwa urlopy: pierwszy na to aby omówić kwestię ślubu (chciałem tego ślubu, chciałem czegoś pewnego, związku bo ileż można się wahać?). Było trochę spięć między rodzinami. Dodatkową tragedią był fakt, że zadłużony dom mojej przyszłej żony został zlicytowany...ale to i tak było do przewidzenia. Dlatego postanowiliśmy wziąć ślub u mnie. Potem okazało się, że równie dobrze można było tradycyjnie, u panny młodej no ale panika wzięła górę i moja żona na czas pierwszego trymestru ciąży została u moich rodziców. Żeby nie dopadł ją stres. I tak ją dopadł. Po czasie miała pretensje do moich rodziców o nic. Po prosu nie czuła się jak u siebie. Dotarło wtedy do mnie, że pomiędzy nią a matką jest nierozerwalna więź, która jednak uzależniła tak obie od siebie, że po dłuższej rozłące obie wariują! A dlaczego ta więź jest taka? Cóż, jej tatuś lubił wlewać za kołnierz. I to spowodowało dużą destabilizację w jej życiu. Do jej mamy nic nie mam. Może tlko jedną rzecz: przez to całe jej poświęcenie i chronienie córki przed wszystkim, moja ukochana z pozoru dzielna, uparta jest też w pewnym sensie nieporadna i marudna. A! I chce być wolna i niezależna. Jej obecny stan mógłbym opisać dwoma przeciwstawnymi do siebie słowami: słabość siły. Po weselu musiałem jeszcze wrócić do pracy, odbębnić miesięczne wypowiedzenie i dorobić trochę pieniędzy. Co ciekawe koszt wesela się zwrócił a i zaoszczędzone pieniądze dały jakąś pewność finansową. Choć nawet po pobieżnej kalkulacji wiedziałem, że na długo te pieniądze nie starczą. Dlatego w głowie miałem pewny plan... Po ślubie zamieszkałem z żoną u teściów. Ich dom (niestety zlicytowany, ale eksmisja jeszcze nie nastąpiła) był dosyć duży więc, raczej nie przeszkadzaliśmy sobie. Dla mnie jednak jako mężczyzny, irytująca była rzecz, że wszystko wokół nas robiła i przygotowywała dla nas teściowa. Nawet w piecu nie mogłem napalić. Jej mąż nie był w tej formie co kiedyś i ogólnie po jego pijackiej przeszłości zostały mu już tylko problemy zdrowotne. Ale dało się żyć. Pieniędzy starczało na wszystko. Miło wspominam ten czas gdy nasz syn rósł w brzuszku mojej żony. Dla nas obydwojga to również był miły czas. Na bliskość i czułości :-). Z powodu ciąży nie mogliśmy być też tak od razu eksmitowani. Po urodzeniu dziecka (okres prenatarny bez problemów, urodzone naturalnie w nowym szpitalu położniczym w przeciągu paru godzin; byłem przy porodzie, to był mój wybór, żona nie nalegała.), stałem się ojcem. Miłe uczucie. I trochę niepewności. Ale poczucie odpowiedzialności za powołanie kolejnej istoty na tej planecie do życia, sprawiło, że wspólnymi siłami dawaliśmy radę w opiece nad dzieckiem. Nawet gdy byliśmy bezradni jedno wspierało drugiego. Ale...nie mogłem znaleźć pracy. Pieniądze topniały w zastraszającym tempie (leki, mleko dla dziecka, akcesoria dla dziecka, własne potrzeby, opał etc...). Wysyłałem dużo CV. Albo nie odpowiadali albo jak już odpowiedzieli to potem na rozmowie dziwili się, co ja tu w Polsce robię. Wtedy doszło do mnie, że z tak "zagranicznym" CV nikt mnie nie będzie chciał w tym kraju. Dlatego zdecydowałem się na powrót do starego pracodawcy (tego pierwszego) ale do jego placówki w innej okolicy. Żona wiedziała, że taki plan miałem na wypadek gdyby już nic tu nie wyszło. Bez problemu przeszedłem rozmowę kwalifikacyjną. Ciężko zdobyte doświadczenie i lepsze umiejęntości językowe w przeszłości, pomogły mi. A także świadomość, że jestem kochającym mężem i ojcem i że chcę zapewnić mojej rodzinie byt sprawiły, że spojrzałem na to miejsce z całkiem innej strony i dobrze odnalzałęm się na nowym stanowisku pracy. Nie zarabiam może więcej ale to starcza na tyle aby: móc część pieniędzy wysłać żonie i część odłożyć na zamieszkanie w nowej okolicy (mieszkam na zakwaterowaniu). Mieszkania tam są o wiele tańsze. Ja wiedziałem, że nie będzie to dla niej łatwe. Kolejna rozłąka. A za parę dni długo wyczekiwany dłuuuugi urlop. W tym czasie, po prau miesiącach spokoju, nadziei, miłych i upewniających ją w mojej miłości konwersacjach na facebooku (używamy fb bo nasze dziecko zwykle śpi, gdy kończę pracę), nagle pewnego dnia napisała, że mnie nie kocha, że się nie staram, że jestem nieodpowiedzialny! Gdyby nie to, że podczas naszych małżeńskich kłótni, jakimś cudem znalazłem Samcze Runo, to...chyba nadal był bym misiem. Postanowiłem moją Ukochaną przywrócić do porządku, na jej emcjonalne zakłamane argumenty, przedstawiałem moje logiczne. I dałem do zrozumienia, że samą miłością ich nie wykarmię. Daliśmy sobie do zrozumienia: "ty opiekujesz się dzieckiem, ja zbieram na Was". I pomyśleć, że w dzień rocznicy wmówiła sobie, że ją zdradzam, chciała mi zabronić dodawania koleżanek i kolegó z pracy do listy znajomych na fb! A ja myślałem, że kobiety to tylko meczy, piwa i kolegów zabraniają. I że to alkohol i papierosy, używki są przyczyną problemów w małżeństwie. A ja raczej od tych rzeczy stronię. A i tak mam przejebane! Co jak co, ale nie zamierzałem jej zdradzać. Koleżanki mam fajne, ale wolny czas po pracy organizowałem sobie w inny sposób. Z resztą ona nadal jest piękna ale jej czar już dawno prysł. Dzięki jej głupiemu zachowaniu. Chciała zarzucić mi, że wysyłam za mało pieniędzy. Jasne. Opłaciłem jej i jej rodzinie kaucję na nowe mieszkanie, pralkę, łóżko...wysyłam stałą kwotę na czynsz + inne rzeczy, jej mama też przecież zarabia i poświęca się co doceniam (no ale córka już dorosła, a mama ciągle na nią buli i buliła nawet gdy komornik wszedł na pensję). No ale w końcu mamy zamieszkać razem, jak dziecko dorośnie. A ja całej pensji nie mogę dać. Zresztą żyją, syn rośnie i jest zdrwy, więc pieniędzy chyba starcza, albo ja czegoś nie wiem? A. No i mówiła mi, że seksu nie będzie...bo jakieś powikłania... ale pytając ją o wyniki, napisała mi, że lekarz jej nie powiedział dlaczego tak jest... a ja się jej zapytałem dlaczego nie powiedział? a ona na to...że powiedział, że podwójne nacięcie, że poród bez znieczulenia... hm...to powiedział czy nie? panowie...minęło już sporo czasu od połogu. Ja sobie z tym problemem poradziłem, ja byłem wyrozumiały w tej kwestii a ta dziwna odpowiedź mnie zastanawia... Ok ale jak mi pokaże dowód, to uszanuję. I najem się grochu i czosnku w nocy, żeby nas od siebie odrzucało :-D . Jeśli w ogóle to prawda, bo może żona chce mnie sprowokować, tak jak kiedyś rzuciła się raz na mnie z rękoma, załamana tym, że pieniądze się nam końcżą. Pamiętam, że wtedy musiałem się opanować i bronić. Skończyło się tylko na tym, że obiła sobie trochę plecy, bo poślizgnęła się pod moim naporem, gdy zablokowałem jej cios. Do dziś nie może mi tego zapomnieć. I wmówiła paru przyjaciółkom na fb jaki to zły jestem. Obgadała moją mamę, obraziła. Jej brat a mój ocjiec chrzestny to zobaczył i przekazał mamie...nieładne komentarze usunęła niedawno, ale ja już przezornie zaimporotwałem archiwum fb. A i była jedyną osobą, która usunęła mnie ze znajomych. Pięknie! No teraz przywróciła, ale z natury jestem miły i przyjacielski i nie spodziewałem się takich akcji z jej strony. Z drugiej strony to była jedyna metoda, żeby mi jakoś tam "przywalić". Ale mam nerwy ze stali. I dowody przeciwko niej. I bilingi. I całą tą historię. Teraz postawiłem jej ultimatum: ma przemyśleć, czy za parę dni mam pojawić się u niej, czy u moich rodziców. Bo jeśli mamy kłócić się przy dziecku, to jej dobre umiejętności opieki, na nic się nie zdzadzą. Wtedy pozostanie wybór mniejszego zła: rozwód. Dlatego po przemyśleniu sprawy jeszcze raz, kupiłem dobry dyktafon, który już jutro będzie u mnie w skrzynce pocztowej. Ciąg dalszy nastąpi...
  14. Witam. Czuję się jakbym naruszyła sferę nietykalną dla kobiet rejestrując się na tym forum. Na wstępnie wybaczcie. Nie zaglądam w Wasze męskie działy (których tytuły przykuwają wzrok) i nie naruszam Waszej samczej prywatności. Potrzebuję zasięgnąć Waszej męskiej opinii.. Zdarzyła się w moim życiu bardzo nietypowa sytuacja. Byłam z chłopakiem w związku. Wydawało mi się - poważnym. Z pewnością konsumowanym. Wyszło - dzień po ostatnim zbliżeniu - że sprzedawał mi kłamstwo za kłamstwem i cały związek się na tym opierał. Rozstaliśmy się. Po rozstaniu mój znajomy obrósł w piórka - zakochany po uszy zaczął mnie pocieszać wspólnymi wyjściami. Pełna kultura. Po krótkim czasie wylądowaliśmy w łóżku. Jakie podsumowanie? Jestem w ciąży. Nie żałuję, że w niej jestem. Czas najwyższy, warunki są, ogólnie nie narzekam. Problem - nie jestem pewna który z nich to tatuś. Panu numer 1 nawet nie mówiłam i nie mam zamiaru mówić o ciąży - w ostateczności wolę wychowywać dziecko sama niż z debilem i kłamcą. Nie rozdmuchujmy tego bo to nie jest główny temat rozprawki. Prawdziwy dylemat tkwi w innej kwestii.. Pan numer 2 choć wie o sytuacji, niezależnie od tego czy to jego czy nie - chce się żenić i wychowywać "jak swoje". Każda kobieta mi powie "Ciesz się! Okazja jakich mało! Nie zostaniesz z dzieckiem sama! Ble ble ble". Ale tak naprawdę.. czy mężczyzna z pełną świadomością jest w stanie czuwać przy ciąży której nie jest sprawcą? Być przy porodzie wiedząc, że "a nuż nie moje"? Czy kiedy dziecko się urodzi i będzie miało inny kolor oczu niż ja i on to go nie ukłuje w piersi? Czy pewnego pięknego dnia - choćby nie wiem jak dobrym człowiekiem był - nie obudzi się z myślą "Ku*wa, marnuje sobie życie przy obcym bachorze"? Czy nawet jeżeli będziemy mieli razem kolejne, 100% nasze dzieci to czy tego pierwszego nie będzie traktował gorzej? Czy jeżeli zostaniemy małżeństwem a ja go poproszę "zmień małemu pieluchę" to zmęczony pracą, życiem i obowiązkami nie burknie mi "sama zmień, to Twoje dziecko"? Wypowiedź pewnie uderza założeniem TO NIE JEGO ale to wciąż tylko założenie.. Nie ma sensu bym się rozwodziła nad tematem "a co jeśli jego" bo wtedy sielanka.. Nie ma o czym dyskutować. Jednak obawiam się tej drugiej opcji.. Zastanawiam się, czy nie zmarnuje chłopak życia mnie i sobie na własne życzenie tylko dlatego, że teraz jest we mnie zapatrzony i chce być bohaterem.. Pomóżcie mi, bo nie wiem co w Waszych męskich głowach siedzi, nie znam męskiego punktu widzenia na ten temat.. Wybaczcie wylewność. Kobieta pisała..
×