Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Ksanti

Ex i dziwne uczucia, pragnienia

Rekomendowane odpowiedzi

Zainspirowany tematem założonym przez @Łapinski napiszę przy okazji swoją historie z ex, którą nie zupełnie dzieliłem się jeszcze na forum. Też tęsknie za swoją ex mimo, że już rok minął od ostatecznego rozstania. Z telefonem nigdy nie miałem problemów bo po prostu nie lubię przez niego rozmawiać.

 

W porównaniu z dziewczynami, które obecnie poznaje to była niebo a ziemia. Serio to jest porażka. Czuję się mocno rozczarowany i jest naprawdę ciężko poznać równie fajną, nie mówiąc o lepszej dziewczynie. Tylko to mnie dalej trzyma przy niej wspomnieniami. Plus fakt, że była we mnie wpatrzona jak w obrazek a ja rozwaliłem ten związek.

Traktowałem tą relacje jak zapchaj dziurę po poprzedniej. 

 

Ściślej mówiąc najpierw ja zerwałem. Myślałem, że wyrwę taką jedną, która mi się podobała. Jednak dupa. Przy rozstaniu zrobiło mi się żal i chyba coś raz wspomniałem o luźnym związku. Tak na wyrąbaniu była mowa, że będziemy ze sobą dopóki ktoś kogoś sobie nie znajdzie (byłem zbyt pewny siebie a ona taka nieśmiała - nie wiem czemu ale myślałem, że sobie nikogo nie znajdzie). Teraz wiem, że nawet najbrzydsza może mieć dużo orbiterów. Byłem głupi bo na zdjęciach wygląda na 9/10, realnie naturalna siódemka. Wystarczyłoby, że to wrzuci w internet a cała machina wojenna ruszy. 

 

Przez ten czas zaczęła lepiej się ubierać, dbać o siebie, stała się pewniejsza siebie. Ja zacząłem się angażować a ona mnie nakręcała na siebie i pisała, że ma na mnie ochotę, takie tam. Z ofiary zmieniła się w ofiarę ze skłonnościami drapieżnika. Wcześniej chciałem się rozstać bo po prostu nie dbała o siebie, żarła dużo słodyczy a i też odbiło się to na moim zdrowiu, z resztą do teraz (dalej nie wiem jak to cholerstwo wyleczyć a wpływa na potencję i sen/ niestety badania mówią żem zdrowy, tylko niby jakieś osłabienie odporności). 

 

Pewnego razu chciała się ze mną spotkać w jakiejś tajemniczej sprawie. Kiedy ją zobaczyłem cała się trzęsła a jej mowa ciała przekazywała sprzeczne ze sobą komunikaty. Nic z tej rozmowy nie wynikało. Miałem wtedy do niej 100% zaufanie (bo niby przecież ona taka szara myszka). Jednak po 3 dniach udało mi się z niej wydusić, że jest zakochana. "Wtf co? Jak to? Jak możesz być zakochana w kimś innym skoro znasz kogoś dopiero miesiąc?" Trochę sobie jaja z tego robiłem, jednak potem dotarło do mnie "o kurwa faktycznie". W tym czasie mi już zaczęło zależeć i zrobiłem się o nią zazdrosny.

 

Powiedziałem jej, że już wybrała i nie ma o czym rozmawiać. Tłumaczyła się, że dałem jej przyzwolenie (zapomniałem o tym) a i koleżanki ją chciały wysfatać (o naszym związku nikt nie wiedział). Potem mówiła, że kocha tylko mnie i popełniła wielki błąd a jeśli od niej odejdę to ona zaakceptuje ten stan rzeczy -.-.  Z tym orbitererem to mówiła, że tylko się przytulali i całusy w policzek oraz chodziła z nim do kina i na spacery bo ja tego nie robiłem (myślę, że seksu raczej nie bo jest zamknięta na ludzi i nieufna). Potem wyszło, że coś tam miał co do niej plany na rodzinę. A jaja jakieś. Sam nie wiem ile z tego jest prawdy. Miałem poczucie winy i kazałem jej zerwać z nim kontakt natychmiast i jakoś rozeszło się po kościach (chyba). Po tym zajściu uświadomiłem sobie, że mi na niej zależy. W porównaniu z poprzedniczką była fajna i nie robiła mi jazd.

 

Pewnego razu rozmowa zeszła na temat o rodzinę. Powiedziałem jej, że nie chce się żenić a dzieci najwcześniej dopiero po 30 (teraz to ani to ani tamto nigdy w życiu). U niej na wsi to wszyscy się pożenili a i rodzina ją naciskała. W dodatku nikt o mnie nie wiedział ani o niej w mojej rodzinie. Poszło, że tradycyjnie jestem egoistą, wszyscy z miasta jesteście zepsuci oraz mam chore podejście do wiary, obraziła się.

 

Potem przeprowadziła się do kogoś z rodziny i już nie była na wynajmowanym mieszkaniu sama z obcą dziewczyną. Od tej pory wszystko się zmieniło.  Dwa miesiące później spotkania o wiele rzadsze, brak chęci do seksu, chociaż ja sam miałem problemy (to co napisałem wcześniej). Jednak nawet już samo przytulanie i pieszczoty były dla mnie przyjemniejsze od seksu. No i trochę zrobiła się oziębła. Pewnego razu powiedziała, że do mnie nie przyjdzie bo myślę "tylko o jednym" a ona chce na spacer i inne rozrywki. 

 

Wiedziałem już, że nie jest dobrze, mimo to jakimś cudem byłem dalej optymistą. Kolejny raz zaproponowałem jej głupi układ, o którym potem zapomniałem i go żałowałem. Zostanie, odejście albo pomiędzy. Wybrała opcje pomiędzy. Z dnia na dzień coraz bardziej unikała kontaktu fizycznego. Co najgorsze im bardziej mi odmawiała tym bardziej mnie to kręciło. Byłem jej ciałem tak bardzo zafascynowany, że w myślach naiwnie myślałem, że już tak pozostanie. Moje skłonności mnie zgubiły. Podobało mi się, że taka szara myszka zrobiła się trochę dominujaca. Jednak białorycerzem nie byłem odkąd mnie zostawila pierwsza. Najwyżej dalej trochę naiwny. Co najgorsze miałem w głowie skłonności cuckold (chyba poprzednia mi tak zryła psychikę) i trochę na to liczyłem oraz, że mnie nie zostawi. Oczywiście walczę z tym bo mam świadomość, że w realu by mnie to prawdopodobnie rozwaliło psychicznie, jestem mimo wszystko uczuciowy i się przywiązuje. 

 

Nawet rozważałem po rozstaniu aby jej zaproponować bycie jej orbiterem (spotkania erotyczne). Zrezygnowałem bo mnie olewała na chacie. Obawiałem się też tego, że zapamięta mnie jako jakiegoś dewotę. Teraz gdyby mi to zaproponowała możliwe, że bym się zgodził. Jednak to typ miłej i raczej grzecznej dziewczyny. Sprawa związku już jest zamknieta ale czuję z nią silną więź i tęsknotę.

 

Była dziewicą i tylko takiej "niewinnej" i miłej dam się lekko dominować. Przed tym jak ja zacząłem kombinować to wszystko działało w relacji. Uwielbiałem jej stopy bardziej niż jej cipkę i więcej to znaczyło oraz dawalo przyjemności niż sam seks. Dziewczynami z przebiegiem podświadomie gardzę. Jednak tylko podświadomie bo nie traktuje ich jakoś źle. Wiem, że takie coś mam. Nie widzę się z taką w związku i aby móc się spełniać. Trochę mnie męczy ta moja (chyba) ciemna strona. Bo logika myśli jedno a ciało reaguje na odwrót i chce czegoś innego. Teraz jakbym znalazł taką dziewczynę to bym nawet nie pomyślałem o innej.

 

Kończąc opowieść.

Pewnego dnia spotkaliśmy się wieczorem. Ona nie chciała iść tam gdzie ja, przy pocałunku patrzyła w dal. Odjechała komunikacją miejską a przy następnych próbach spotkania nagle się okazywało, że non stop coś robi. Po miesiącu tej szopki napisała mi, że uczucie się wypaliło itd. Koniec. Pół roku potem zaprosiła mnie na snapie nie wiedzieć po co. Wygarnąłem jej to wszystko o co miałem do niej żal i mnie przeprosiła. Na tym się zakończyło to wszystko i się nie oddzywałem. Podejrzewam, że do tej pory jest sama bo wiem, że chodziła na imprezy a ona nie ten typ. Z perspektywy czasu trochę żałuje rozstania, ale ma parcie na rodzinę a ja nie (przynajmniej tak to odebrałem). 

 

 

Tak przy okazji, jak zrobić tak aby nowo poznaną miłą laskę przekonać do relacji FF nie bawiąc się w związek? Nie chciałbym jej robić przykrości ani dawać nadzieji. Sam jestem teraz niechętny do związku chyba, że by się znalazła odpowiednia zawodniczka jak w poprzednich akapitach.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, Ksanti napisał:

 

 

Tak przy okazji, jak zrobić tak aby nowo poznaną miłą laskę przekonać do relacji FF nie bawiąc się w związek? 

Bardzo prosto.

1. Nie przekonujesz do FF słownie - po prostu się spotykacie i bzykacie

2. Nie poruszasz w ogole tematu związku, MY , itp itd, nie planujecie nic razem poza ewentualnie wypadem na weekend lub wakacje, tak zeby podupczyć

 

U mnie to działa. Jak laska zaczynam poruszać temat związku - jest na to milion wymówek, ale wtedy musisz sie liczyć z tym ze FF moze dobiec konca. Ale ile się da nie zaczynaj poważnych tematów - wtedy bedziesz sie cieszył relatywnie długo trwającym FF.

 

Pozdrawiam

  • Like 3
  • Dzięki 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, ReddAnthony napisał:

Bardzo prosto.

1. Nie przekonujesz do FF słownie - po prostu się spotykacie i bzykacie

2. Nie poruszasz w ogole tematu związku, MY , itp itd, nie planujecie nic razem poza ewentualnie wypadem na weekend lub wakacje, tak zeby podupczyć

 

U mnie to działa. Jak laska zaczynam poruszać temat związku - jest na to milion wymówek, ale wtedy musisz sie liczyć z tym ze FF moze dobiec konca. Ale ile się da nie zaczynaj poważnych tematów - wtedy bedziesz sie cieszył relatywnie długo trwającym FF.

 

Pozdrawiam

 

No nieźle. To wychodzi na to, że bawiłem się w FF nie będąc tego nawet świadomym (powyższa historia). Przez 2 miesiące zwlekałem z pocałunkiem bo nie byłem pewien czy chce z nią być. Mega mnie irytowała na początku ale potem się zakochałem. Przez cały 3 letni związek ani razu nie powiedziałem, że ją kocham. Przy pierwszej ex powiedziałem jak mi gotowała. Wzryszyłem się i przytuliłem ją od tyłu to mówiąc. Ahh te pierwsze uniesienia, takie naiwne...

 

Tylko też pytanie czy to etyczne bawić się w FF jeśli laska powie, że chce dzieci i ślubu. W moim obecnym przypadku miałem jedną ładną laskę, która póki co nie chce zakładać rodziny ale raczej jej nie ruszę bo jest w grupie w której się obracam. Poza tym dla mnie nie nadaje się do związku. Druga laska jest taka średnia i nudnawa, ale mam wrażenie, że jej się spodobałem. Spróbuje z nią to pociągnąć dla treningu. Wiem, że ona nie chce też żenić i póki co mieć dzieci. Wybadałem już ten grunt. Moja jedyna obawa to jak z nią rozmawiać bo nie prowadzi zbyt ciekawego życia a sama też nie jest rozmowna. Straszna nudziara naprawdę, ale miła jest.

 

 

Co do mojego poprzedniego posta zapomniałem dopisać, że chętnie posłucham rady co do moich skłonności. Pojawiają się w chwilach słabości (za każdym razem). Jakoś nie potrafię być w tym obiektywny. Lubię miłe i wierne laski a jednocześnie lekko dominujące. Jak to pogodzić? Czy to nie jest pułapka?Wczoraj miałem taki stan, że myślałem o swojej ex kiedy zobaczyłem jej nowe zdjęcie. Dzisiaj mi się kompletnie zmieniło myślenie ale wczoraj było takie coś, że chętnie bym się z nią spotkał i powiedział, że chce FF/ cuckold. Dziwne to strasznie. A druga sprawa, to czy słusznie, że mnie ciągnie głównie do dziewic lub stwarzających takie pozory?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Możesz pisać mniej obszernie?
Strasznie źle się czyta takie elaboraty.
Ewentualnie pisz od myślnika lub w punktach.

Wydaje mi się, że jak ona powiedziała Ci, że się zakochała w kimś innym to trzeba było odpuścić.

Mi moja nic takiego nie mówiła.
Przeciwnie ona mnie pożądała.
A dlatego, że jestem niestabilnie emocjonalny.
Ten rollerc coster ją podniecał.
Miała cały czas emocje.
Nie było wogóle nudy :D
Niestety to demony młodości i spierdolona psychika.
Do dzisiaj się z tym borykam.

Nie umiem komuś zaufać.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, Łapinski napisał:

Wydaje mi się, że jak ona powiedziała Ci, że się zakochała w kimś innym to trzeba było odpuścić.

Właściwie to napisała bo w realu była mało rozmowna na takie tematy. W normalnych warunkach bym zerwał. Ale czułem się bardzo samotny i przywiazany do niej. Z drugiej strony miałem poczucie winy, że ją źle traktowałem i to przez to tak zrobiła. W dodatku ten głupi układ, o którym zapomniałem. Wychodzi na to, że była bardzo pamiętliwa w tej jednej kwestii i działala według planu, że jesteśmy razem dopóki ktoś kogoś sobie nie znajdzie. 

 

Teraz już wiem, że jak raz coś się postanowi to jest po frytkach a zmiana stanowiska to oznaka słabości.

 

Pół roku później zaczęło się wszystko walić a ja głupi znowu zrobiłem układ. Myślałem tą mniejszą głową i byłem dalej zbyt pewny siebie. Podświadomie liczyłem na relacje cuckold (wiedziałem, że zwiazek to już tylko atrapa) ale mnie odstawiła. Mówię tak, ponieważ zapewne nie kierowałem się wtedy logiką tylko wewnętrznymi emocjami i pragnieniami. Oprócz tego co odwaliła pod koniec z olewaniem to była w miarę dobrą dziewczyną. W emocjach raz powiedziałem, że unieważniam ten układ. Jednak zrobiłem jej negatywny rollercoaster niezdecydowania i się odkochała. W dodatku brak u mnie perspektyw na zakładanie rodziny.

 


Mi moja nic takiego nie mówiła.

Nie bawiłeś się w takie głupie układy zapewne. O których potem zapominałeś albo żałowałeś bo emocje się zmieniły.


Niestety to demony młodości i spierdolona psychika.
Do dzisiaj się z tym borykam.

Mi poprzednia robiła rollercoaster emocjonalny. Cały czas obawiałem się zdrady. A potem po rozstaniu zacząłem o tym fantazjować :(

Nie umiem komuś zaufać.

Mam tak samo. Tylko związek dawał mi tą iluzje zaufania.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, Ksanti napisał:

W porównaniu z dziewczynami, które obecnie poznaje to była niebo a ziemia. Serio to jest porażka. Czuję się mocno rozczarowany i jest naprawdę ciężko poznać równie fajną, nie mówiąc o lepszej dziewczynie. Tylko to mnie dalej trzyma przy niej wspomnieniami.

 

18 godzin temu, Ksanti napisał:

Byłem głupi bo na zdjęciach wygląda na 9/10, realnie naturalna siódemka. Wystarczyłoby, że to wrzuci w internet a cała machina wojenna ruszy.

Polecam zweryfikowanie ocen kobiet, ja się złapałem na tym że 5 dostawały już tak naprawdę porządne pasztety- z litości itp. Z kolei lepsze koleżanki dostawały więcej przez psychikę i emocje jakie we mnie wywoływały. Także czy nie lepiej zluzować te myśli? 

18 godzin temu, Ksanti napisał:

Z tym orbitererem to mówiła, że tylko się przytulali i całusy w policzek oraz chodziła z nim do kina i na spacery bo ja tego nie robiłem (myślę, że seksu raczej nie bo jest zamknięta na ludzi i nieufna).

Kobieta jeśli się zakocha (poza tym że one się nie zakochują tylko są na haju), nie może przestać myśleć o kolesiu, który to u niej powoduje. I pomimo chęci ukrycia jazdy na dwa fronty mówi o nim, że to nic, ale jest fajny, że dzisiaj z nim o czymś rozmawiała, że ma takiego kolegę, nieważnego co na wykładach mu przez przypadek na ramieniu zasnęła hihihi... (i, uwaga- już wtedy, gdy mówi- coś było robione- jeśli nie sex- to przynajmniej porządne lizanko (ale ja jeszcze jestem naiwny :lol:)). Jak przeczytałem to z cytatu, to zgadnij co pomyślałem na podstawie moich doświadczeń? 

Cytat na potwierdzenie moich słów: 

18 godzin temu, Ksanti napisał:

Przez ten czas zaczęła lepiej się ubierać, dbać o siebie, stała się pewniejsza siebie.

No i jeszcze: 

 

18 godzin temu, Ksanti napisał:

a wpływa na potencję

 

18 godzin temu, Ksanti napisał:

miałem w głowie skłonności cuckold

 

18 godzin temu, Ksanti napisał:

Była dziewicą i tylko takiej "niewinnej" i miłej dam się lekko dominować.

 

18 godzin temu, Ksanti napisał:

Uwielbiałem jej stopy bardziej niż jej cipkę

tenor.gif?itemid=5938426

Długo by tu trzeba pisać, dlatego gif mam nadzieje wystarczy (polecam przemyśleć problemy z potencją bo zestawione z tymi rzeczami to mnie nie dziwią). 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@krótkowłosy problemy z potencją nie wynikają z psychiki tylko jakiejś choroby. Jak jem mięso, cukier itd. To się to nasila. 

 

W pewnych kwestiach źle mnie zrozumiałeś. Zaczęła bardziej dbać po tym "incydencie". Poza tym w trakcie tego przeżyłem najlepsze momenty w związku nie wiedzieć czemu. Bardzo się starała a jednocześnie jakieś uczucia głębsze się u mnie pojawiły. Po co by mi mówiła, że kocha tylko mnie? Pierwszy raz wtedy w ogóle wyznała takie uczucia.

Wszystko potem się wysypało jak jej wyznałem, że nie planuje rodziny. 

 

No ale problemem są tutaj te moje skłonności, które nasilają się w chwilach słabości. Myślę, źe przez to rozwaliłem związek i byłem szczery.

 

Właśnie co do tych ostatnich cytatów to jest istota tego tematu. Co o tym myśleć i jak się do tego osobiście ustosunkować? Czy da się tak żyć z kobietą na dłuższą metę (tzn. bez cuckoldu oczywiście :d). Naprawdę nie ma to wpływu na potencję ogólnie. To znaczy wzmacnia ją ale mam problemy zdrowotne, które właśnie są związane z odpornością i jedzeniem. Byłem u lekarzy różnych i badaniach mikrobiologicznych ale nic nie stwierdzili. Partnerka sama miała kiedyś grzybice pochwy i lubiła wpierdzielać słodycze.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@ReddAnthonyzgadzam się z Tobą. Jak on chce się spotykać tylko dla sexu to zeru tematów My, związki nic. Spotykasz się z panienką, dbasz o to aby był nastrój, humor i do dzieła. Jak zacznie coś przebłąkiwać o związku zmień temat, albo mów, że to nie czas i pora.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Hehe tak zrobię, mam dwie panny na oku. Jedna nawet ładna, ale ze studiów, więc trzeba uważać (w dodatku jeszcze niezbadany grunt). Druga taka średnia, ale wyczuwam, że może być mną zainteresowana, zobaczymy. Macie doświadczenie ze zmienianiem gałęzi (w razie czego) w trakcie FF? Są w tym jakieś pułapki, czy po prostu mówi się "nie wiem co czuję, zróbmy sobie przerwę" i już?

 

Co do historii z drugą ex:

Nadal jestem trochę zdziwiony bo byłem w relacji FF z dziewczyną, którą traktowałem jak w związku. Wysyłałem, wiec masę sprzecznych ze sobą sygnałów i sama psychika mnie robiła w konia. Z tego wszystkiego sprawdziłem starą korespondencję i rzeczywiście wynika z niej, że myślała o tej relacji jak o FF po moim powrocie. Nie wiem czemu ale jakoś to wtedy olałem, może emocje skierowały uwagę na inny tor. Powinienem był skorygować zasady gry, ale już po frytkach. Nie było by przynajmniej tych głupich sytuacji z orbiterami. Kiedy z nią zerwałem bardzo płakała, jednak potem może już nie było żadnych skrupułów. Co ciekawe jest jeszcze jeden szczegół, którego wcześniej nie skojarzyłem. Mianowicie kiedy ustawialiśmy się na tą ostateczną opcje, chciała abym dał jej trochę czasu do przemyślenia i da mi znać nazajutrz po praktykach. Jak to dzisiaj przeczytałem to pomyślałem sobie "holy shit" ale byłem naiwny nieświadomy. Wcześniej w ogóle nie zwróciłem na to uwagi i nie myślałem o tym w ten sposób. Dzisiaj dzięki wiedzy z forum zapaliła mi się czerwona lampka. To był wyraźny znak, że ma jakiegoś orbitera (drugi raz). Dwa miesiące później wszystko się rozwaliło. Oficjalnie nie przyznała się po tym, że kogoś ma jak pytałem. Pół roku później na snapie zlała podobne pytanie. W dodatku te wymowne "myśl co chcesz". Możliwe, ze albo jest z tym orbiterem albo dalej szuka gałęzi. Tego zapewne się już nie dowiem. Pytanie tylko po co mnie szpieguje snap i fb. Czy to przypadek, że wrzuciła zdjęcie na snapa dzień później jak ja na fb? No normalnie jaja na kółkach.

 

Chętnie posłucham dalszych rad. Jednak już na moment obecny dziękuję wam, że mogłem się wygadać i wyrzucić ten ciężar z siebie. W chwilach zawahania na pewno będę wracał do tego wątku. Uświadomiłem sobie też kilka dodatkowych i ważnych dla mnie faktów. Co do skłonności dalej nie za bardzo wiem jak je przekierować i czy warto.

Edytowane przez Ksanti

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Co do dziewczyn to nic na siłę.
Nie staraj sobie udowodnić z nowymi dziewczynami, że z Tobą jest wszystko ok.


Co do byłej.
U mnie podobnie było.
Kiedy mówisz kobiecie, że się rozstajemy. One wtedy chyba czują się też samotne i chcą bliskości Ty akurat jesteś pod ręką.
Uwierz mi, że to jest chwilowe. Do czasu aż pozna innego gościa.
Wtedy się zakochuje w tamtym zaczyna Ciebie olewać.
Standard.
Wtedy ona staje się niedostępna, Ciebie to zaczyna podniecać i twoja głowa myśli, że się znowu zakochałeś :D
Ona zaczyna się oddalać coraz bardziej, Tobie zaczyna zależeć coraz bardziej na niej.
Gdy ona odchodzi do tamtego na dobre zaczynasz sobie uświadamiać, że czegoś Ci brakuje jest pustka itp.
Myśl, że kto inny z nią sypia nie daje Ci spokoju.

I teraz tak.
Nasz układ hormonalny zmusza Cię do tego, żeby zadzwonić do niej lub coś napisać.
I wtedy jak sądzisz co ona widzi?
Słabego samca!!!
Słabość, że nie wytrzymał i dzwoni jak potulny piesek.
Wyłącza się jej całkowicie już popęd do Ciebie.
Pokazałeś słabość.

Ja to kurde rozumiem doskonale ale trzeba sie przemęczyć.
Ostatnio prawie poległem ale nigdzie nie dzwonie i nic nie piszę.

Acha taka moja rada.
W tym czasie NIE PIJ ALKOHOLU!!!!
Alkohol potrafi nieźle przestawić w głowie

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, Łapinski napisał:

Co do dziewczyn to nic na siłę.
Nie staraj sobie udowodnić z nowymi dziewczynami, że z Tobą jest wszystko ok.

Spokojnie :) Jedynie o co mam lekką obawę to o przyszły związek oraz wieczną tułaczkę, która być może mnie czeka "if you know what I mean".

 

7 godzin temu, Łapinski napisał:

Co do byłej.
U mnie podobnie było.
Kiedy mówisz kobiecie, że się rozstajemy. One wtedy chyba czują się też samotne i chcą bliskości Ty akurat jesteś pod ręką.
Uwierz mi, że to jest chwilowe. Do czasu aż pozna innego gościa.
Wtedy się zakochuje w tamtym zaczyna Ciebie olewać.
Standard.

Ahh, no chyba faktycznie kobiety nie mają żadnych sentymentów po rozstaniu.

 

7 godzin temu, Łapinski napisał:

Wtedy ona staje się niedostępna, Ciebie to zaczyna podniecać i twoja głowa myśli, że się znowu zakochałeś :D
Ona zaczyna się oddalać coraz bardziej, Tobie zaczyna zależeć coraz bardziej na niej.
Gdy ona odchodzi do tamtego na dobre zaczynasz sobie uświadamiać, że czegoś Ci brakuje jest pustka itp.
Myśl, że kto inny z nią sypia nie daje Ci spokoju.

Kurcze to bardzo słuszna uwaga!!! Mózg oszukuje zakochanie.

 

7 godzin temu, Łapinski napisał:

I teraz tak.
Nasz układ hormonalny zmusza Cię do tego, żeby zadzwonić do niej lub coś napisać.
I wtedy jak sądzisz co ona widzi?
Słabego samca!!!
Słabość, że nie wytrzymał i dzwoni jak potulny piesek.
Wyłącza się jej całkowicie już popęd do Ciebie.
Pokazałeś słabość.

Kurde, jak sobie przypomnę co ja kiedyś wyrabiałem... waliłem ściany tekstu i próbowałem coś logicznie tłumaczyć. Albo kilku godzinne telefony po nocach aż głowa bolała (z pierwszą ex). Tak mi zryła psychikę, że aż wyleczyła mnie z białorycerstwa, którego i tak za wiele w sobie nie miałem (od gimbazy byłem buntowniczy wobec norm społecznych i ogólnie ludzi). Z tą drugą wszystko się wysypało odkąd ja z nią zerwałem i poszedłem na ten głupi układ o którym potem zapomniałem. W ogóle to nie lubiła rozmawiać przez telefon tak samo jak ja, więc głównie pisaliśmy. Jednak przestrzegam, że pisanie prowadzi do wielu kłótni i nieporozumień. Nie widać emocji, intencji i mowy ciała. Przez telefon podobnie, jednak jak ktoś potrafi sprawnie manipulować tonem i tembrem głosu to też osiągnie określone skutki. Pytała mnie milion razy co do niej czuję, a ja zawsze miałem wymijające odpowiedzi. No nie da się tak w nieskończoność :P Ten związek zamienił się w jedno wielkie niedomówienie. Potem ciężko było to odkręcić, no i się nie udało. Zauważyłem, że jej popęd zaczął drastycznie spadać kiedy ujawniłem swoje plany co do nie zakładania rodziny. Chyba powoli przestawiam się na motyw, że nigdy nie znajdę fajnej partnerki a słowo związek zniknie z mojego słownika. Chociaż los czasem bywa przewrotny.

 

7 godzin temu, Łapinski napisał:

Ja to kurde rozumiem doskonale ale trzeba sie przemęczyć.
Ostatnio prawie poległem ale nigdzie nie dzwonie i nic nie piszę.

U mnie pojawia się motyw tęsknoty, kiedy zobaczę jej jakieś nowe zdjęcie a ładna jest albo jak spotykam nieatrakcyjne dla mnie laski. Jednak co do kontaktowania się i tak mam blokadę w głowie. Pamiętam pewną sytuacje z pierwszą. Rozstawaliśmy się 2-3 razy. Za pierwszym wyłączyły się całkowicie moje emocje i byłem jak z kamienia. Emocje pojawiały się chwilowo tylko wtedy jak do mnie dzwoniła. Było tak, że jak tylko zobaczyłem jej numer na telefonie to poczułem paniczny strach i zacząłem się cały trząść. Nie odbierałem. Przeszło mi to po tygodniu. Potem przy okresie rozstawania na zmianę był płacz i ostry seks. Totalny rollercoaster emocjonalny. To była diablica w ciele anioła (dziewczyna o idealnych proporcjach ciała i przyjemnej buzi). Przy wyrywaniu sama mnie sobie wzięła i pocałowała. Niby ostra sztuka i fajnie, ale trochę strach się bać takiej laski.

 

7 godzin temu, Łapinski napisał:

W tym czasie NIE PIJ ALKOHOLU!!!!
Alkohol potrafi nieźle przestawić w głowie

Piłem po pierwszej ale potem oduczyłem się picia Trening, zdrowie, druga i te sprawy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
48 minut temu, Ksanti napisał:

W ogóle to nie lubiła rozmawiać przez telefon tak samo jak ja, więc głównie pisaliśmy. Jednak przestrzegam, że pisanie prowadzi do wielu kłótni i nieporozumień.

Staram się robić jak naj mniej.
Zero pisania i dzwonienia.
Zawsze jakieś niedogadanie.
Nie widać emocji.
Po takich rozmowach czy na internetach czy sms czy tel jestem jakiś wypruty z energii.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez giorgio
      Dobar Dan Pany
       
      Pojawił się u nas ciekawy temat o samotnych 30 letnich paniach.
       
      Przeczytałem, pośmiałem się, zapomniałem, poszedłem do klubu i co? No i oczywiście spotykam moją "za przeproszeniem" ex  
       
      I teraz nawiązując do tematu samotnych 30-tek. Z ex nie mam kontaktu jakieś 1,5 roku, może dłużej, nie pamiętam, nie liczę. Wcześniej kumpel opowiadał, że też ją spotkał w tym samym klubie w okolicach listopada. Dopytywała się o mnie. Pytała czy kogoś mam? Narzekała, że po naszym rozstaniu nie może sobie nikogo znaleźć na stałe. Pytała czy jestem razem z nim w klubie, itd? Jednym słowem wywiad środowiskowy o natężeniu umiarkowanym, przechodzący w zaawansowany. Kumpel odciął się kłamiąc, że nie wie (mały kłamczuszek)  
       
      Ten wstęp jest ważny, bo odnosi się do wczorajszych wydarzeń. 
       
       
      Wczoraj widzę ex, był to klub. Kontaktu wzrokowego nie złapaliśmy. Ona przyszła z jakimiś 3 kolesiami. Wiek na oko od 33-36 max (Ona 32).
       
      Pany, czego ona nie robiła, żebym tylko poczuł zazdrość, jak to mi nie latała nimi przed oczami, jaka to ona nie była szczęśliwa. No och, ach, bon tą silwu ple. Trochę żałosne jak na 32 letnią, wydawałoby się dorosłą kobietę. No, a że ja już jestem całkiem nieźle wyszkolony przez tutejszą brać, to sobie siedzę przy barze i nic. Null, jak powietrze, se siedziałem i se siedziałem i nic. Odczułem straszną manipulację z jej strony. Udawała, że mnie nie widzi, ale jednocześnie lata mi z jakimiś gachami przed oczami. Niby grała niezainteresowaną, ale jakieś dwa miesiące wcześniej wywiad na mój temat robi. 
       
       
      Powiem szczerze. Nie wiedziałem co się z nią stało. Nie poznałem kobiety z którą byłem 10 lat. Desperacja w oczach, próba atencji od facetów z którymi przyszła( w sumie ciekawe, że sama przyszłą z 3, nie? ). Wygląd już nie ten co kiedyś. Ubrana byle jak. Przeżyłem szok. Jak boga kocham, przeżyłem szok. Chciała imprezować, szaleć, spróbować z kimś innym. Myślałem, że odżyje po naszym rozstaniu, wylaszczy się, a tu wręcz przeciwnie. 
       
       
      Może to zabrzmi egoistycznie, ale patrząc na to, gdzie ja jestem teraz, gdzie ona jest teraz( i jak wygląda), to wiem, że ja skorzystałem. Ona nie.
       
      Podsumowując i spinając ten temat jedną klamrą. Jeżeli wszystkie 30tki są tak zdesperowane jak moja ex, to im współczuję i nie zazdroszczę. One też cierpią, bo latka lecą, cyc opada, zmarszczki się robią, a przystojnego szejka jak nie było, tak nie ma. Jest tylko typowy, szary "Janusz z Radomia" i wizja życia z nim. 
       
      Z tego miejsca pozdrawiam wszystkie gorące 30tki  hahahahahahha
       
       
       
       
    • Przez Straszymorda
       Witajcie Bracia.
      Sprawa wydaje się nieskomplikowana lecz poszedłem tak grubo po bandzie że muszę gdzieś tu wywalić. Trzy miesiące temu zostawiła mnie po 8 latach związku (6 lat wspólne mieszkanie), z dnia na dzień standardowo " potrzebuję czasu, nie wiem co do Ciebie czuję, nie kocham Cię" to była dość ciekawa rozmowa bo byłem skuty jak bąk, trochę szok, trochę niedowierzanie, znam ją przecież.
      Kończąc, tylko nie myśl że chodzi o innego...i "paszła" to co się działo potem każdy wie, bywało lepiej. Wyprowadziłem się z domu (mieszkania) które sami ogarneliśmy z przydomowego garażu jej rodziców, do matki. Po tygodniu dostałem wiadomość że ona się wyprowadza do koleżanki i mogę wrócić na chatę dopóki niczego innego nie ogarnę. Mówię spoko może coś ogarnę jakoś porozmawiamy. Taki chuj. 
       
      Po tygodniu użalania się nad sobą nie ogarniania życia i ogólnej mimozy, wdrożyłem w życie poszukiwanie odpowiedzi. 
      Przetrzepałem laptopa, inny bolec. 
       
      Jako że jestem spokojnym człowiekiem, napisałem miłego smsa, oddaj mi pieniążki kochana a jak nie masz to niech bolec Ci pożyczy. 
      Zjawiła się, wylaszczona, wypachniona. Przyznała się ustaliliśmy kwotę spłaty. Cześć jak czapka. 

      I po tym miłym przy nudnym wstępie zaczyna się historia przypału. 
      -nie, nie chodzi tu o moją ex. 

      Mam ziomka takiego wiecie od piaskownicy, tak go życie potargało że się puścił z koleżanką z pracy, stara rura (8 lat starsza), cały problem że on był w związku i leciał sobie na dwa fronty, oczywiście skurczybyk pokazał nam że do niego pisze, ba nawet pokazywał swojej ówczesnej...obracał w żart a ruchał pół roku na boku
      Przyszedł dzień, musiał podjąć decyzję, wybrał pewną opcję, romans chciał zakończyć ale Pani bolcowanej nie było to na rękę. 
      Wszystko w pizdu ciąże, poronienia, depresje policje... strasznie ma nadal chłopak przejebane. Tak zawziętej suki nie widziałem.

      Ale o co chodzi? 
      o ex załamaną zranioną i zapłakaną, po trzech miesiącach związała się z najlepszym kumplem mojego ziomka.
      Razem pół roku,przed świętami rozstali się. Powodów wiele.
      Chłopak już wcześniej miał problem że zapraszam ją na piwo, ale kurwa znam laskę 10 lat to chyba mogę iść z kumpelą na jedno czy dwa.

      Zrealizowałem aż za dobrze ten plan bo laska wskoczyła mi na siodło finalnie. 
      Rano odwiozłem do domu. I zrozumiałem że powinienem przyjebać w drzewo. 

      Pomyślałem kutasem, ciśnienie zeszło, przestałem myśleć o mojej kurwa pięknej ex, dopierdalając sobie zdradą przyjaciela... 
      Laska co najlepsze spotkała się wczoraj ze swoim świeżym, bo on chciał by spróbować jeszcze raz.  no i zajebiście. 

      Odnoszę wrażenie że laska zrobiła to z premedytacją, wykorzystując moje zranione serduszko wbiła półmetrowego kutasa w mojego ziomka. Taka sobie zemsta. 

      Pytanie:
      Jak ogarnąć ten temat? Czekać a chuj może się nigdy nie wyda? 
       jak się wyda to: ex nr 1 ex nr 2 oraz jego ziomek będą chcieli mnie zajebać. 

      Musiałem przebrnąć przez wszystkie historie pokrótce by nakreślić sprawę. 

       
    • Przez aquarius
      Dzień dobry,
          Bardzo długo wzbraniałem się przed opisaniem swojej historii. Może dlatego, że jest mi po prostu wstyd, że zrobiłem to sobie drugi raz w moim życiu a może dlatego, że nie mogłem tego wyrzucić z siebie. Potraktuję to trochę jak terapie, wygadanie się ale też chciałbym usłyszeć opinię mądrzejszych, obytych na ten temat. Wskażcie mi Bracia gdzie się zatraciłem. Choć wydaje mi się, że teraz coś już zaczynam rozumieć.  Chyba się pośmiejecie.
          Opiszę w skrócie tak bardzo jak się da - ciężko skrócić prawie dekadę swojego życia w kilku słowach. Historia zapewne jakich wiele, dawno temu w klasie maturalnej poznałem kobietę która w zasadzie zabrała mnie na „przejażdżkę’ na 7 lat. Dlaczego przejażdżkę? Myślę, że miała cały czas pełną kontrolę nad moim życiem i doskonale wiedziała czego chce, zapewne wie to dalej. Choć czasami myślałem, że mam kontrolę to tak naprawdę tylko mi się wydawało. Jaki wtedy byłem? Inteligentny, bardzo przystojny, dobrze zbudowany, wygadany, dobrze ubrany. W środku jednak lekko rozwalony, miałem nieprzepracowane traumy (nieciekawe dzieciństwo, winiono mnie m.in. za smierć kogoś bliskiego). Oczywiście nie pokazywałem tego, starałem się być skałą z pozoru. Zaiskrzyło między nami, otworzyłem się przed nią i zostaliśmy parą (Ja wtedy 18, Ona 19). 
          Po pół roku wyjechałem na studia bardzo daleko. Miałem przed sobą bardzo, bardzo dobrą przyszłość. To jeden z tych modnych teraz wśród młodych protestujących kierunek. Trzy lata tak studiowałem jednocześnie każdą chwilę spędzając z nią. Przyjeżdżałem kiedy tylko mogłem. Bardzo poważnie myślałem o X (nazwijmy ją X) toteż wiedziony trochę tęsknotą a trochę strachem przed utratą jej zrezygnowałem z tych studiów i pojechałem z nią zamieszkać do dużego miasta. Było dobrze, naprawdę byłem szczęśliwy przez długi czas. Myślałem, że tak będzie zawsze. Pominę teraz opis codzienności etc.  Jaki ja byłem w tamtym czasie? Starałem się być „idealnym” do rany przyłóż facetem. Płaciłem za wiele rzeczy, sprzątałem, gotowałem, kupiłem psa - który miał nas jeszcze bardziej zbliżyć, zawoziłem wszędzie, zakupiłem jej sprzęt potrzebny do nauki (studiowała kilka kierunków ale nie skończyła nigdy żadnego) i wiele innych rzeczy które możecie sobie wyobrazić. Zbierając to wszystko uważam, że nie było żadnych symptomów na to co się stało. Zaczęła pracę w fitness. Pewnego dnia po prostu wróciła z pracy i powiedziała, że chce się rozstać. Pamiętam ten dzień - przygotowywałem dla nas obiad w tym momencie. Nie mogłem uwierzyć. Dzień wcześniej kochała mnie, uprawialiśmy sex etc. Jako powód usłyszałem tylko wiązankę tego jaki dobry człowiek a ona chce spróbować życia bo jest młoda i ta stabilizacja to nie to. Zarzekała się, że nikogo nie ma (a miała kolegę koksa z pracy). Płakałem, błagałem, kwiaty i te sprawy - nic, tylko chłód z jej strony. Wyprowadziłem się bez kasy i nagranego mieszkania - pomogli mi znajomi, pożyczyli pieniądze. To było po ok 5 latach bycia razem. Przez najbliższy (może 1,5 miesiąca)  bardzo się za to winiłem, wręcz nienawidziłem się, nie rozumiałem. Jak to mogło się wydarzyć. 
          Spotykałem się z nią bo chciała się widywać z psem i przyjaźnić ze mną. Tak naprawdę bała się, że ktoś inny mnie będzie chciał. Przystałem na to, jednocześnie biorąc się do pracy nad sobą, bo chciałem ją odzyskać. Mnóstwo rzeczy poprawiłem w sobie, byłem po lekturach Pana A. i to działało. Poznawałem kobiety ( i to nawet te 10/10) - tylko do pewnego momentu bo mówiłem stop i uciekałem od dalszej znajomości. Zacząłem odżywać, lepsza praca, siłownia, powodzenie. Pewnego dnia powiedziałem sobie dość i chciałem urwać kontakt - chciałem jednak przed tym dać jej prezent który już dawno kupiłem dla niej (skok spadochronowy - kiedyś jej tego zabroniłem więc to załatwiłem, po prostu czułem się zobowiązany, wiedziałem, że muszę to zrobić i chój). Zawiozłem powiedziałem otwórz w urodziny (czyli za jakiś czas) i powiedziałem, że to koniec znajomości i że nie chcę nic od niej. Pojechałem od niej, płakałem w samochodzie, prawie się posrałem ale wiedziałem, że tak trzeba. Wiecie co się stało? Zaczęło się natarcie z jej strony, niedługo potem. Zaproszenia na obiad, spacery. Zdecydowała, że to ja mam być przy tym jak będzie to marzenie spełniać. Pojechałem z nią - wiadomo wielkie emocje po skoku, pocałowała mnie ja już szczęśliwy. Zabrałem ją jeszcze na zamkniętą imprezę dla ludzi z pierwszych stron gazet. W takich kręgach się zacząłem obracać. Oczywiście wróciliśmy do siebie. Wspaniali ludzie którzy mi pomagali po rozstaniu, pokazali życie od innej strony poszli w odstawkę. Zadbała o to. 
          Wprowadziłem się do niej i żyliśmy naprawdę, naprawdę dobrze, znowu zacząłem zatracać siebie. Pewnego dnia coś mi nie dawało spokoju i sprawdziłem jej FB. Myślałem wtedy, że się zajebie. Ona mnie zdradzała już przed tym jak mnie zostawiła. No jak to możliwe? Wyczytałem jak, gdzie i kiedy się „bzykali”. Jakby koleś nie kopnął jej w dupę to ja nie byłbym taki fajny - to też przeczytałem. W rozmowie z koleżanką pisała, że nie rozumie jak on może ją olewać no bo przecież się bzykają. Jednocześnie przeczytałem o sobie duuuużo „fajnych rzeczy” frajer, pizda, pantofel etc. Chciałem odejść, zatrzymywała mnie, zabierała klucze od samochodu, zastawiała drzwi. Przepraszała, żałowała, płakała, wpadała w histerię, sex - ja pierdole! Tak w kółko. Pojebało mnie, prawie umarłem. Uległem po jakimś czasie - stwierdziłem, wybaczam! Druga część tej historii jest taka, że wyjechaliśmy z tego miasta i ja wróciłem na studia, ona ze mną. Oświadczyłem się. Naprawdę jej wybaczyłem i kochałem jak sam skurwysyn. Zdałem rok ale musiałem wrócić żeby zarobić na resztę. No to wróciliśmy do miasta rodzinnego. 
           Zgadnijcie co się stało po powrocie ? Zostawiła mnie jakiś czas temu ( ponad 7 lat znajomości), ale ja już wiedziałem, że ma kogoś na boku - sprawdziłem to. Wiem kto to jest. Pojechałem do niej pewnej soboty i udawałem, że nie wiem. Zmusiłem ją żeby mi powiedziała czy chce tego związku czy nie. Odpowiedziała to co kiedyś - chce się pobawić życiem, chce odnaleźć siebie. Jak tam jechałem obiecałem sobie, że te resztki honoru tym razem zachowam. Nie płakałem - powiedziałem „ Szanuję twoją decyzję”. Kurwa najbardziej ją zabolało, że ja miałem czelność mieć cyt. „tyle klasy”. Powiedziała oczywiście, że nie zerwie kontaktu, będziemy się widywać etc. - czyli pies ogrodnika. Pojechałem do domu - a ona została tam z przeświadczeniem, że znowu jej się udało, że ja nie wiem, że jestem kurwa jej ukochanym naiwnym, własnym frajerem, niezatapialnym kołem ratunkowym. Dalej bym w tym tkwił bo ona nie miała zamiaru ze mną „już teraz zrywać”. Mieliśmy iść na sylwestra, wspólna wigilia, wyjazd na wakacje w kwietniu itp. Po prostu postawiłem ją pod ścianę - bo już kurwa nie mogłem bardziej brzydzić się sobą. Od tamtego czasu minął już miesiąc i ja czuję, że żyję. Wcześniej te wiele lat temu, jeżeli ktoś by mi taką historię opowiedział to bym kurwa nie uwierzył, że można tak bardzo kogoś kochać kogoś, poświęcać się i  nienawidzić siebie. W każdym razie, pracuje w fajnym miejscu, odkładam na dokończenie studiów, spotykam się z kobietami - różnymi, niektóre mi się nawet podobają. Była próbowała się odzywać ale ja nie odbieram, nie odpisuje, nie interesuję się już jej życiem.
          Czy coś do niej nadal czuję ? Tak. Myślę, że bardzo ją kochałem - czyt. byłem uzależniony. Teraz powoli nabieram kontroli nad swoim życiem - to świetne uczucie po tylu latach. Wiem też, że za jakiś czas zwróci się do mnie po coś więcej ale jak mówiłem tę furtkę którą ona zostawiła uchyloną ja zatrzasnąłem. Kochałem i przegrałem, przyjmuję to. Jaki teraz jestem? Przepracowałem u psychologa traumy z dzieciństwa, dalej pozostałem inteligentny, choć trochę mądrości nabieram, przystojny ponoć bardzo :), wesoły, pogodnie patrzę w przyszłość, asertywny. Poczucie humoru mi zostało. Uczę się, że kobieta ma być „towarzyszką” mojej własnej zajebistej, zaakceptowanej drogi a nie moim przewodnikiem. To jest tylko jakieś 10% - chyba najważniejsze. Jak coś sobie ważnego przypomnę, dodam niżej. Nie żałuje, dużo mnie nauczyło to wszystko. Fajne momenty też były - sporo. Mimo wszystko będę miał o czym potomnym opowiadać. Bracia to najkrócej jak się dało, liczę na szczerość, śmiech, cokolwiek. 
      PS: Swoją drogą ten pies - to ze mną został, najlepszy przyjaciel !
       
       
      Dodatek 1.
       
      Z racji tego, że nie wiem jak edytować post główny, dopiszę tutaj.
      Po tym wszystkim co mnie spotkało na własne życzenie jak wspomniałem przepracowałem traumy u psychologa. Moja miłość dołożyła mi nerwicę, ataki paniki w środku nocy, ataki agresji, ataki drgawek - mózg się przeładowywał po prostu. Teraz już tego nie ma na szczęście.
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×