Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

emehcsfotuoog

Użytkownik
  • Zawartość

    28
  • Donations

    0,00 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

18 Dobra

O emehcsfotuoog

  • Tytuł
    Kot
  • Urodziny 10.01.1984

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość:
    Warszawa

Ostatnie wizyty

278 wyświetleń profilu
  1. To nie jest dziwne, że te tematy nie są poruszane. Bo z punktu widzenia programowania społeczeństwa posłusznych, w miarę produktywnych i pokornych idiotów to są fanaberie, a czasem wręcz nie jest to po drodze z "przyjętym modelem". Bo ludzie dostrzegli by ile jest patologii w "matrixie" np. - po co mają być świadomi, empatyczni, próbować zrozumieć relacje - mają zapierdalać. Druga rzecz to to, że większość ludzi jest zaburzona i patologiczna (ja też, żeby nie było że z góry oceniam). To jest dramat jak poczyta się o neurobiologii traum, jak bardzo podświadomie się powtarza schematy rodziców (pomijam wtłaczany świadomie "przekaz"). Później co się dziwić, że wszędzie przysłowiowi Janusze, Grażyny, Seby i Karyny jeszcze dla pewności "podkarmieni" TV/mediami i mamy obraz nędzy i rozpaczy, pierdolnik w głowie i jedna wielka psychopatologia zalewana wódką, a po podłodze podczas "imprezki" pląsa nastepne pokolenie, które to chłonie i tylko pogłebi.
  2. Pełna zgoda. Mediacje popieram w przypadku kiedy są dzieci - może to "złagodzić" walkę. Natomiast wspólnota majątkowa po slubie powinna być zniesiona. Chociaż nie zawsze by to pomogło pewnie - jak dziś niejeden "miś" ślepo wchodzi w małżeństwo i "we wspólnocie" kładzie na mieszkanie, które potem traci to i przy rozdzielności "misiu" przekonany przez swoją księżniczkę będzie biegał po notariuszach i scalał wszysko Jeśli ktoś nie ogarnia tej kwestii to nie tak dużo zmiana prawa pomoże - panie napewno szybko będą up-to-date w legislacji i wdrożą metody przekonywania misiów do wspólnoty. Ale jest cień szansy, że wtedy ktoś może takiemu delikwentowi pomóc otworzyć oczy mówiąc "stary, pomyśl chwilę co robisz zgadzając się na wspólnotę"
  3. Coś ode mnie. Robiłem podobne podsumowanie w okolicy 30-tych urodzin moich. Ale to było wtedy błądzenie we mgle. To był schyłek mojego małżeństwa, gówno wiedziałem o sobie (nie mówię o białorycerzeniu i zbieraniu batów od żonki, ale głębiej - na poziomie lęków, niezaspokojonych potrzeb itd). Staram się porównywać sam ze sobą "z wczoraj". Powyżej podrzucono taki koncept i uważam, że dobry. Patrzę na siebie, na swój rozwój. Czasem beznadziejnie mi idzie realizacja planu i praca nad sobą - to dołuje. Ale ten rozwój daje mi jakąś radość. Dopiero od niedawna mam jakieś pasje i zainteresowania z których nie rezygnuję - bo kiedyś tylko praca i kaska mi wszystko przysłaniały. Teraz np wstaję rano, biorę aparat (który kupowałem kilka lat mimo, że było mnie stać) i jadę gdzieś zrobić fotkę czy 10. Później może to obrobię whatever. Daje mi to przyjemność. Ja jaram się może prostymi rzeczami (wg mnie), nie zdobywam himalajów, nie pływam po morzach, ale zapierdalam na wypady rowerowe z sakwami, min. raz w roku góry musza być. Takie rzeczy które mnie jarają. Bo wspomnień to nawet skarbówka ci nie zabierze. Wg mnie nie warto się porównywać z innymi a już z ludźmi sukcesu to błąd - bo tu nie ma limitu, zawsze będziesz gorszy od kogoś na jakimś polu. Dużo czasu poświęcam na obserwowanie siebie i rozkminy wewnętrzne. Czasem napadają mnie myśli, że chujnia się stała, że miałem gorsze dzieciństwo niż inni np. Wpłynęło to mocno na moje życie i to że sam wiele zaprzepaściłem i rozpierdoliłem. Ale dobra! Stało się i jaram się jak to bardzo za mną choć praca wciąż. Samorozwój i duchowość wg mnie są ważniejsze. Dzięki temu wiem jakie mam braki, a one determinowały moje cele. Taki prosty przykład - parcie na kasę, żeby być lepszym, a wewnątrz: żeby inni docenili, bo brak akceptacji (siebie zwłaszcza), lęki nieuświadomione i samotność. Trochę ten wywód mi się rozciąga więc "kończ waść wstydu oszczędź". Obecnie jestem pomiędzy 3 i 4 na przodzie. Sporo bym chciał inaczej, znajomi dzieciaci już (tu mam brak), nie zrealizowałem w całości planu na 2017 np. Chciałoby się mieć ten dom ale.. no to w tym roku poszukam działki. Szkoda nerw na to zbytnie trzymanie się tego co się nie udało bo i tak nie zmienisz przeszłości - lepiej plan "co teraz" układać. Ja wolę rano przeciągnąć się i czasem taką koślawą afrmacją w głowie zacząć: "ej @emehcsfotuoog , nie jesteś zły gość, napierdalamy, ciśniemy ten dzień" Zgodzę się, że krytyk wewnętrzny może motywować, ale przynajmniej w moim przypadku to dość wredny chujek jest i raczej zawsze "nie dość". Ja bym go tak bardzo nie słuchał, a raczej założył że jego celem jest cię zdołować i podciąć skrzydła.
  4. Głupi dylemat, zlinczujcie mnie.

    @Głodny Prawdy Kolego nie nastrajaj się tak i nie planuj. Zakładasz kogo grać i jak to poprowadzić - nie tędy droga wogóle. Nie zakładaj, że a co jak zdrada, a już plan 2 lata związku to kuriozum. Na forum są ludzie po dramatycznych jazdach, rozwodach i wielu pierdolnikach życiowych. Co tu naiwnie zakładać, trzeba być uważnym i korzystać z wiedzy. Bądź sobą, próbuj, kombinuj. Bądź jaki jesteś naturalny i obserwuj swoje "naturalne" (czyt. w części zaprogramowane) reakcje przy porażkach, które będą. Tymbardziej jak jeszcze bez wielu doświadczeń. Także działaj jak Ci intuicja podpowiada, ciesz się tym, ale i wyciągaj wnioski. I pamiętaj, że jak puchnie dolna główka to tymbardziej musisz pilnować, żeby w górnej pozostawała krew i logiczna ocena sytuacji
  5. @koszykarz Wątek z pierścionkiem - solidnie rozegrane! Ale później musiałem dla pewności jeszcze raz sprawdzić z tym Tinderem bo mi się nie dodawało w głowie. Stary na co ci to, daj sobie spokój i nie kombinuj. Co chcesz wycisnąć z tej relacji albo jeszcze sprawdzić?
  6. Panowie podrzucam sytuacje z moich doświadczeń, gdzie widać jak emocje kierują kobietkami ale i jak uważać na ludzi. Nic nadzwyczajnego, ale jak pamiętam z początku czytania forum - najlepiej do głowy trafiają czyjeś przypadki, nawet jeśli podobne. 1. Mdławe teksty na usprawiedliwienie Żona (wtedy) odchodząc naopowiadała mi jak to zawsze będę jej bliski - generalnie teksty jak z mdławej komedii romantycznej. Czyli backup, o czym za chwilę. Sądzę, że nie miała na tyle siły, żeby wyzywać mi od chujków i wprost wymyślać gdzie moja wina. Jak później sprawdziłem od miesięcy szukała mieszkania dla siebie i gacha. Co podkreślam - emocje były tak silne, że wzięła na siebie ciężar zorganizowania metrów kwadratowych. 2. Wszystko moja wina Jako, że rodzina i teściowie po akcji żony stanęli murem za mną udało mi się dowiedzieć, że sporo czasu wcześniej "rozmawiała z mamusią" o mnie - wszystko moja wina, nie staram się, ciągle w pracy (a kurwa pieniądze na drzewie rosną? na którym?) itd. Że mam stres i schudłem 8kg w pół roku to tam chuj. Również z bratem swoim rozmawiała. Czas na wnioski: jak widać wszystko moja wina (klasyk), argumenty teściowej za mną "nie chleje, nie łazi z chłopakami po barach i dobrze zarabia" dobrze można się przejechać na ludziach - braciszek żonki taki mój ziom ale nie wspomniał nic, nie spytał o co kaman. I tu, żeby wyjaśnić - ja nigdy za świętego się nie miałem, napewno popełniłem błędy w budowaniu relacji (poza białorycerstwem). Tylko teść nie znał sprawy "mojej winy" i kompletnie rozumiał mój wtedy ból. O teściu niżej. 3. Niszczenie człowieka Teść. Nie dziwię się, że pił patrząc na byłą teściową - taki typ kontrolująco-zarządzający z ciągłą pretensją do wszystkich z mężem na czele. Odkąd go poznałem widać było, że facet inteligentny z jakimś spojrzeniem na życie, ale zgnojony do granic możliwości, a już utrzymując jeszcze 2 córy i syna odpłynął - jego wina oczywiście. Na szczęście chłop wyszedł z tego - rad jestem, że to mi pierwszemu powiedział, że idzie na odwyk. Po tym jak przestał pić jakoś zmieniło się jego nastawienie - inaczej ten ukłąd wygląda. Pamiętajmy, że alkoholizm to choroba i uczciwie nie można tylko jego żony winić. Generalnie wspominając jego - szkoda chłopa - mam to w pamięci jako obraz-groźbę - co może się stać jak da się na siebie wejść i samemu (też ze sobą) się nie powalczy o siebie. 4. Powrót, a może dziecko? Po pół roku żona wraca bo jednak dobrym mężem byłem (gach emocjonalnie niestabilny już nie taki fajny). Ja oczywiście wybaczyłem, bo w tym czasie poznałem inną kobietę - tłumaczyłem sobie, że jest 1:1 i wogóle wszystko się naprawi (mżonki, racjonalizaja nie zna granic). Nagle podczas rozmowy o tym, wymiany zdań i wielu wątków pada tak dobitne i emocjonalne stwierdzenie "żebyśmy mieli dziecko razem!" - sam czułem jak mi się źrenice otwierały. Ale potrzebowałem 2 tygodnie jej starań i bycia potulną jakby nic się nie stało przy jednoczesnym moim dnie psychicznym zapijanym co wieczór browarami żebym powiedział DOŚĆ - wypad z mieszkania. Tu naprawdę zaskoczyłem! Ale to wciąż był i jest proces oswajania się z "regułąmi gry". 5. Nie kończ tego, co ty, a w ogóle to cię wspieramy Znajome kobietki (niektóre) nie wierzyły, że chcę wnosić od razu o rozwód. Sporo padało stwierdzeń, że jej odbiło, że "no co ty. To jakiś układ samic chyba bo partia ze mnie "dobra" - z zasobami i perspektywą. Na etapie rozpadu bardzo dobrze przekonałem się na kogo mogę liczyć, do kogo mogę się zwrócić i ilu mam dobrych kumpli. BARDZO WAŻNA RZECZ - w kryzysach dobrze obserwujcie najbliższych ludzi i na ile możecie na nich liczyć. Bardzo cenna lekcja.. 6. Spieprzaj chamie ty nieudaczniku Tu już lajtowo. Zacząłem spotykać się z kobietą. Podkreślam, że nie "karyna" bez zainteresowań - to wogóle nie mój typ i dość sprawnie odsiewam. SMSki, fajnie się pisało, 2 spotkania, nawet przyjemne. Ale już widzę, że nie taka na jaką się kreowała, że niewiele mi pasuje. 3 spotkanie u niej i tak przesiedziałem, żeby przesiedzieć, nie dopuszczałem do czegoś więcej niż luźna rozmowa. Piszę później, że jest spoko osobą, ale ja to widzę jako koleżeńskie wypady na piwo i nic więcej - efekt: zwrot o 180 stopni - jestem gnojem, który nie docenia i zmarnował jej tyle czasu. Wszelkie pierdolenie wcześniejsze nt co we mnie ceni, jaki jestem ................ (każdy usłyszy co potrzebuje usłyszeć) poszło w kibel - czywiście żadnej znajomości z tego nie ma. Na czym mi nie zależało - to taki trochę mój test był Jest jeszcze kilka sytuacji zapewne, jedną skrzętnie pominąłem z szacunku do kobiety, z którą byłem. Też było widać emocje, ale tylko na koniec (bo była bardzo samoświadoma) kiedy już załamała się za moją zasługą. Nie mam jej tego za złe. Generalnie moje podejście - nie mam za złe tego, że emocje targają - ot tak jest. Ale trzeba o tym pamiętać. Z tą wiedzą człowiek jakoś może się w tym wszystkim poruszać. A jak się trafi na egzemplarz, który tylko emocjami żyje, nie wie co chce i "dej", a logiczne argumenty nie trafiają to w ogóle omijać i nie zastanawiać się, a na pewno nie roić sobie, że może będzie inaczej, moja myszka się zmieni, zrozumie. Howgh!
  7. Witam

    Cześć!
  8. Skąpstwo wobec siebie.

    Zastanów się co daje Ci to oszczędzanie na sobie albo co te poczucie winy ma spowodować? Dla mnie brzmi to jak takie gromadzenie środków na czarną godzinę i podświadome odbieranie sobie tego co Ci się należy. Bo jeśli nii wydajesz impulsynie, nie przepierdalasz całej kasy na głupoty i możesz sobie na coś więcej pozwolić to tak zrób. Myślę, że taka postawa wynika z wewnętrznych lęków. Bezpieczniej jak więcej odłożysz np. Może na coś wielkiego usilnie zbierasz? Tak piszę, ze swojej perspektywy - dziadowałem sam na sobie do przesady. Jadłem w robocie pasztety i parówki zarabiając grubo powyżej średniej jako małolat. Zawsze mi było mało kasy, którą odkładałem. To podświadome zapewnianie sobie bezpieczeństwa. To błąd. Teraz cieszę się z wydawania, z tej satysfakcji kiedy kupię sobie gadżet związany z moim hobby, jakiś konkret ciuch, whatever. Powyżej brat podrzucił dobry koncept - nie myśl, że płacisz pieniędzmi tylko właśnie swoim czasem. I ciesz się tym co za to płacenie masz: zadowoleniem że but jest dobry, kupujesz dobry ciuch = dobrze wyglądasz, ciesz się tym że kupiłeś fajnego lapka, że nie wiem, fajnie się strzelało na strzelnicy (a przecież po co na takie fanaberie wydawać pieniądze), kup sobie drona i polataj - pociesz się jaka fajna zabawka i tyle. Nieważne co cię kreci bądź zadowolony bo angażujesz się w pracę, za to ci płacą i ci się należy, a jak nie nadwyręża to twojego budżetu to też się ciesz - wielu na kresce jest i wszystkiego sobie musi odmawiać. Przezwyciężaj te poczucie winy, nie oszczędzaj na sobie i ciesz się zwalczaniem tego - bo to niepotrzebne, szkodliwe dla ciebie uczucie.
  9. Reakcja kobiety na intercyzę

    Koledzy dorzucę swoje spostrzeżenia plus przykłady z życia: Jestem za intercyzą na 100%. Piszę do tych, którzy odrzucali tu intercyzę albo zastanawiali się - nigdy nie wiesz co babie strzeli do łba. Sam się otarłem o to przy rozwodzie i dopiero mi się oczy otworzyły wtedy. Tylko, że miałem fart i każdy wziął co swoje. Zawdzięczam to temu, że moja ex potworny błąd zrobiła odchodząc i nawet kiedy to robiła to chyba resztki świadomości i logiki w niej grały. Przed śubem zrobiliśmy umowę małżeńską gdzie ona wniosła działkę a ja kawalerkę. I tu UWAGA: sama teściowa poparła bo przecież "nie będę budował na nie swoim" - no szok. Ale do końca. Przy rozwodzie każdy zabrał swoje zabawki (działkę, mieszkanie) i już. Ale TO TyLKO DLATEGO, że żałowała, nie miałą argumentów i była w kiepskiej kondycji psychicznej. Ale na etapie kiedy była ze swoim gachem to on sam napuszczał ją np w kwestii samochodu (podziału wartości) i innych (taki gołodupiec bez honoru, szkoda że mocniej mu gęby nie zlałem ). A co byłby gdyby jeszcze koleżaneczki ją nakręcały? Teraz broniący przed intercyzą spróbujcie sobie wyobrazić całkowicie irracjonalną kobietę, która nie ma litości? Co wtedy zrobicie? Będzie rozmawiać ze swoim katem czy wam odrąbie głowię czy może tylko palce? Jak mówie, ja miałem fart bo jednak moralność jakaś była w mojej ex i trochę fasonu. Poprostu się usunęła, zrozumiała, że przegrała w momencie pakowania klamotów. Druga rzecz: Nie patrzcie przez pryzmat, że to dla kobiety jest zabezpieczenie, że jak ona się czuje mniej zarabiając. A co to wszystko jest zerojedynkowe? Ja np w małżeństwie odkładałem na budowę ale i żyliśmy z mojego, można jeszcze inne układy mieć, można sformalizować. To psuje może "romantyczną" wizję ale taka jest rzeczywistość. Poza tym są kobiety które to rozumieją - spotykałem się z rozwódką, niebywale samoświadomą. Normalnie rozmawialiśmy o tym, że nie łączylibyśmy majątków. Nawet perspektywa zamieszkania mnie w jej miejscowosći wykluczała jakiekolwiek moje dokładanie się do rachunków za jej mieszkanie - wg niej. A to ja lepiej zarabiałem i sam z siebie chciałem na wspólne kłaść. Czyli można normalnie ustalić bez podchodów i "babskiego jazgotu" Konkluzja: Tak, intercyza możliwa i pożądana. Można wszystko omówić i dogadać, a jeśli się nie da bo jest histeryczna reakcja baby to to właśnie jest babsztyl, a nie kobieta i lepiej dać sobie spokój.
  10. Wtopa i pytanie na temat oceny kobiet

    Bardziej patrzyłem na moją rozkminkę jako z mojej strony jednak racjonalne ocenianie sytuacji. Wszak nie utonąłem w tych "pięknych cudach wiankach". Za dużo lampek zapaliło się u mnie w krótkim czasie. Ale może być zupełnie tak jak mówisz. Może wychwycę jak najwięcej z tego - na temat jej(ich) zachowań ale i własnych ocen i automatycznych reakcji i myśli - to najważniejsze wg mnie. Z tym wychowaniem chodziło mi o to, że od małego są w świecie emocji, nas nie uczy się mówienia o emocjach np. Są obyte z tym, a jednocześnie podświadomie i świadomie używają ich jako narzędzia wobec nas - stąd mają łatwiej, bo nie wymaga to od nich takiego wysiłku psycho-fizjologicznego i lepiej tym sterują.
  11. Wtopa i pytanie na temat oceny kobiet

    @jaro670 Co masz na myśli przez "ona jest inna"? Że jest inna niż wszystkie, napewno tak nie gra itd? Nie nie, tutaj no probmlem - racjonalnie oceniam i ostrożnie podchodzę. Tu dzięki za przypomnienie nt naszego bardziej emocjonalnego podejścia vs ich chłodnych kalkulacji. Aspekt istotny, a jednak może trochę go pobłażliwie traktuję w głębi głowy wciąż. Sytuacja jest o tyle ciekawa dla mnie, że pierwszy raz spotkałem się z taką ilością superlatyw, czy nazwijmy to "planowania najbliższej przyszłości" i dużej dozy pozytywnych jej emocji. Bo albo to dość dobrze opracowana chłodna gra wymieszana z shittestami, albo i naprawdę jest (też, poza grą) emocjonalna mocno (w sensie taka czuła, jednocześnie nieśmiała, no nie wiem jak sprecyzować.). Przyznam, że ciekawa obserwacja i analiza, jednak zakładając, że faktycznie trafiłem na zranioną kobietę włącza mi się element pt "moralniak". Tymbardziej w szczerej rozmowie zamierzam zakończyć tę relację wykładając wszystko na stół - bo tak wypada, a i bardzo ciekaw jestem reakcji/odzewu. Ciekawostka co do podchodzenia do relacji i reagowania - statystycznie mężczyźni mają znacznie wyższy poziom pobudzenia emocjonalnego niż kobiety. Stąd one mogą mówiąc kolokwialnie "wyć pół dnia" i przejść nad tym do porządku za chwilę podczas gdy nam łatwiej o "zlamanie się", zapijanie "trudnych rozmów" itd. Takie hetery w toku wychowania przygotowane do dyrygowania nami emocjonalnie hehe
  12. @Granatowy ok, słusznie mówisz. To raczej ja źle ująłem. Nie miałem na myśli nie-ocenianie a tworzenie uproszczonych łatek i haseł z tym związanych: dwa przeciwstawne to "dżizas już rzygać mi się chce tym, po jaką cholerę to zaczęli - mają na rękach krew zabitych cywili, furiaci się porwali a przecież nie mieli szans" oraz "cicho tam, to nasza wielka chwila chwały była bo w końcu tylu nas zginęło (im więcej nas ginie tym lepiej chyba?)". W przestrzeni publicznej za często tylko te przeciwstawne "proste" oceny funkcjonują. Mówię o przeciętnym odbiorcy ,a nie historykach czy wojskowych to analizujących. A tak jak mówisz na poziomie realnych szans i decyzji podjętych przez dowództwo to była klęska, ochotników walczących nie można winić. Do tego dochodzi wspomniane wyżej zagrywki mające na celu zachęcić nasze dowództwo i zapewnić że pomoc nadejdzie. Temat złożony i marzy mi się, żeby każdy przeciętny Kowalski z Nowakiem to wiedział i rozumiał, żeby to było podkreślane również przy oficjalnych obchodach z tym związanych. Żeby wbić do niektórych opornych głów i należycie wyciągać wnioski z tego płynące.
  13. Chlipka, już rycerzom pachnie twoja.. kość łokciowa. Ja bym to brał za słaby trolling albo nie wiem, po co ten post?
  14. Wtopa i pytanie na temat oceny kobiet

    No wiem, nie jest to korzystne dla mnie - ta reakcja, czyli automatyczne poczucie winy (mniejsze lub większe) ale to bierze się ze schematów, które wyniosłem z dzieciństwa. Wiem to, poprawiam cały czas. Świadomie na poziomie racjonalnym widzę swoje reakcje i jakby rozumiem. Ale przyznasz, że jest to dyskomfort - taka wizja emocjonalnego wybuchu. Mimo, że wiem, że tak jak mówisz ten płacz jest narzędziem w rękach kobiet. Tak szczerze to chyba niewielu samców ma totalny luz w takiej konfrontacji - jednym będzie przykro, inni machną ręką, ale (nieświadomie) będą to musieli zapić wódką wieczorem dystansując się w rozmowie itd. Pewnie i tacy się zdarzą co sami się popłaczą. Tak myślę.
  15. Wtopa i pytanie na temat oceny kobiet

    @"Głodny Prawdy" (jak do cholery zawrzeć twój nick ze spacją, żeby był "szary")? tak dokładnie jest. Trzeba mieć trochę takiego podejścia, że to jednak drugi człowiek i emocjonalna (jak to kobietki) jest - ok. Przecież wiedziałem od początku. Także tak - wezmę na klatę. Nie sztuka jak gówniarz zwiać. Jak już do czegoś doprowadziłem to trzeba umieć to zamknąć i ponieść konsekwencje. Bo zjebie mi to pewnie nastrój - tak to na mnie wpływają czasem kobiece łzy.
×