Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Gr4nt

Wspólny mianownik nieszczęść

Rekomendowane odpowiedzi

Rzecz będzie się tyczyła głównie związków sformalizowanych, małżeństw. Dużo się czyta o różnych krzywych ruchach kobiet w takich związkach. Odmawianie seksu, fochy, kłótnie, ciche dni, zdrady itd.

 

Jest teoria powszechnie nam znana, która mówi, że przyczyną tego stanu rzeczy jest słaby samiec. O tym już dużo zostało powiedziane i napisane i każdy jakieś wnioski wyciąga. Mam natomiast jeszcze inną teorię. Mianowicie, wejście w związek małżeński z mężczyzną do którego kobieta nie czuje "haju emocjonalnego"

 

Kobiety wychodzą za mąż z powodów różnych niż zakochanie, mówiąc zakochanie, miłość, mamy na myśli zwykły haj emocjonalny. No więc kobieta dobiega trzydziestki więc wychodzi za kogoś kto akurat się nawinie, albo rodzice jej trują żeby sobie kogoś znalazła więc dopuszcza do siebie jakiegoś kolesia z łapanki. Oczywiście oficjalnie i na pokaz to jest wielka miłość, kobiety potrafią to znakomicie zagrać i nieświadomy niczego Pan Młody sądzi, że oto jego wybranka darzy go płomiennym uczuciem. To, że pojęcie miłości jest kompletnie źle rozumiane przez ogół to jest inny temat.

 

Czytając opracowanie, o którym już na forum wspominałem tj. Filozofia miłości Schopenhauera natknąłem się na fragment gdzie autor pisze, że mężczyźnie dana kobieta podoba się do momentu kiedy jej nie posiądzie (dopóki nie będzie z nią kopulował) potem każda inna podoba mu się bardziej niż tamta. U kobiet jest inaczej, kobieta przywiązuje się do tego mężczyzny z którym kopulowała i poczęła dziecko. Z tym, że powyższe odnosi się do sytuacji, w której kobieta i mężczyzna wiedzeni instynktem ergo hajem emocjonalnym nawiązują relację i kopulują.

 

Tak więc, gdyby kobiety wiązały się z mężczyznami, do których czuły by silny pociąg fizyczny to po zajściu w ciążę z takim mężczyzną przywiązywały by się do niego (jest to niezależne od jej woli, to jest instynkt), miłość by kwitła. A tu czytamy o zdradach, fochach, cichych dniach, braku szacunku, itd.

 

Wniosek powyższy, który wyciągnąłem na podstawie przemyśleń własnych i treści książek i artykułów, które czytałem był dla mnie bardzo bolesny. Okazuje się bowiem, że nie tyle ja sam byłem słaby (byłem i tego nie kwestionuję) ile osoba z którą się związałem nie czuła do mnie nawet w początkowej fazie znajomości tego, co deklarowała.

 

Nie rozumiałem wcześniej jak można mówić, że się kocha a jednocześnie robić rzeczy, które tylko osobnik zupełnie pozbawiony empatii mógłby czynić drugiej osobie. Ale jeśli się nie kocha, nie odczuwa haju ani teraz ani wcześniej no to już trochę wyjaśnia.

 

Powyższe doprowadziło mnie do jeszcze jednego wniosku. Jakiekolwiek "staranie" się mężczyzny o kobietę dowodzi jego słabości. Mówi się - starał się, zabiegał, serenady śpiewał i Anka/Danka/Hanka zgodziła się wyjść za niego. Że niby rozkochał ją w sobie swoim zachowaniem? Wolne żarty, ona go po ślubie zje i wydali.

 

Więc tak jak w temacie. Uważam, że wspólnym mianownikiem wszelkich nieszczęść w relacjach damsko-męski w małżeństwach jest to, że kobieta decyduje się na zamążpójście pomimo braku "haju emocjonalnego" tzw. zakochania.

 

Kontrargumentem może być stwierdzenie, że dawniej były małżeństwa aranżowane i również nie było haju. Tak, z tym, że wówczas każdy wiedział, że haju nie ma. Wykorzystywał wtedy swoją wolę i umysł. Obecnie kobiety są nieświadome tego, że nie ma haju albo stwarzają sobie w głowie iluzję, że on jest. No bo jak to? Biały welon, wesele - toż to miłość.

 

No to tyle.

  • Like 4
  • Smutny 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To pewnie jeden z czynników. Kobietom też "wydaje się", że czują, a po fakcie okazuje się, ojej jednak nie. Możemy analizować od rana do nocy, a ostatecznie dojdziemy do jednego wniosku. Moim zdaniem wniosek jest prosty. A mówi on o maksymalnym zabezpieczeniu własnych interesów, niezależnie od haju hormonalnego (chyba najtrudniejsze zadanie). Gdyby na tym bazować cały czas na pewno byłoby mężczyznom lżej w życiu. 

 

Haj hormonalny wyklucza niestety trzeźwy osąd sytuacji. Z tego powodu ty czujesz, ona nie czuje, ale tego nie rozgryziesz w najmniejszym stopniu, bo jesteś pod wpływem hormonów. A te zaburzają rzeczywistość. Później człowiek patrzy na siebie i się dziwi własnej głupocie. Trzeba mieć plan na wypadek wystąpienia tego haju właśnie, żeby silną wolą się przeciwstawić, zapomnieć o wielkiej miłości, tylko kurwa twardo stąpać po ziemi. 

 

Kwestia doświadczenia. Najlepiej za małolata otrzeźwieć, jeszcze bez zobowiązań i zobaczyć, jak to wszystko działa. Ogólnie mocno się zgadzam. Kobiety grają, czasami bardzo dobrze, chociaż przy trzeźwym spojrzeniu cały kit wychodzi natychmiast. Trzeba tylko właśnie tego doświadczenia nabrać. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś było inaczej.

 

Przykładowo nie było alimentów, ani wydzierania facetowi majątku po ślubie. Taka kobieta wiedziała że jak sobie przesra u faceta to wywali ją na zbity pysk i wtedy marny jej los. Nie było pomocy państwa więc musiała dbać o faceta, żeby przypadkiem się nie pochorował, albo osłabł, bo wtedy także marny jej los razem z dziećmi.

 

Jej maż był dla niej filarem, który trzyma ją przy życiu, dlatego kobiety dbały o swoich facetów. Taka chociażby zdrada łóżkowa mogła mieć ogromne konsekwencje, wywalenie z domu plus rozgadania po wsi.

 

Dupy nie dawało się byle komu bo młoda samotna kobieta z dzieckiem miała przesrane, dlatego były też pilnowane gdzie łażą i co robią. Były swaty dlatego partner był dobrze dobrany, znano jego rodzinę i przeszłość, wiadomo było czy utrzyma rodzinę i zajmie się dzieckiem. Dzisiaj młodzież się śmieje jak babcie mówią że trzeba wpierw rodziców poznać drugiej strony zanim się pójdzie do łóżka, ale to jest bardzo mądre bo seks to ewentualne dziecko, dlatego jak już seks to z kimś z kim w razie potomka będzie można go razem wychować.

 

Wszystko było lepiej zorganizowane, bo młode kobiety były trzymane krótko na smyczy przez rodzinę. Dzisiaj 20 letnia dziewczynka puszcza się z kim popadnie na studiach, bo kobiety powinny być wolne i decydować same o sobie. Tak samo jak dzieci powinny? Nie widzę w czym 5 letnie dziecko biegające po ulicy jest mądrzejsze od takiej młodej lampucery biegającej po klubach w Krakowie.

 

A potem całe życie jej i męża przesrane.

  • Like 5

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
2 godziny temu, Gr4nt napisał:

Wniosek powyższy, który wyciągnąłem na podstawie przemyśleń własnych i treści książek i artykułów, które czytałem był dla mnie bardzo bolesny. Okazuje się bowiem, że nie tyle ja sam byłem słaby (byłem i tego nie kwestionuję) ile osoba z którą się związałem nie czuła do mnie nawet w początkowej fazie znajomości tego, co deklarowała.

Nie zgadzam się z autorem.

 

Haj się zawsze kończy i czy był,czy nie, większość par po powiedzmy 5 latach żyje z sobą "na noże".Takie są fakty.

 

Ileż to hajowych par znałem...Są już tylko przeszłością.A najdelikatniejsze określenie "współhajowca" do porzuconego to per "bydle".

 

Edytowane przez trop

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
19 minut temu, trop napisał:

Haj się zawsze kończy i czy był,czy nie, większość par po powiedzmy 5 latach żyje z sobą "na noże".Takie są fakty.

Cóż, haj jest potrzebny tylko po to, żeby doszło do rozmnożenia, to dzieje się na poziomie podświadomym, potem jest wyłączany  i radź sobie człowieku sam.Włączany jest tylko w przypadku nowej znajomości, w tym samym celu. Kolega z 17 letnim stażem małżeńskim, mówił mi, że 5 lat po ślubie jest fajnie, potem to już tylko równia pochyła.

Godzinę temu, mac napisał:

Kwestia doświadczenia. Najlepiej za małolata otrzeźwieć,

Tylko, że będąc małolatem, nie masz doświadczenia, ani nawet wiedzy jak to wszystko działa, a programowanie społeczne działa.

 

Edytowane przez Leniwiec

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie bez powodu , dawniej pani musiała wnieść posag.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
16 minut temu, kryss napisał:

dawniej pani musiała wnieść posag.

A właściwie jej rodzice, a właściwie ojciec.

Słusznie.

 

Teraz Pani może, lecz nie musi, wnosić nic materialnego, ani jej rodzice. A Pan musi, bo inaczej co z niego za mężczyzna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Gr4nt napisał:

Tak więc, gdyby kobiety wiązały się z mężczyznami, do których czuły by silny pociąg fizyczny to po zajściu w ciążę z takim mężczyzną przywiązywały by się do niego (jest to niezależne od jej woli, to jest instynkt), miłość by kwitła. A tu czytamy o zdradach, fochach, cichych dniach, braku szacunku, itd.

Najczęściej się wiążą, no chyba, że jest sytuacja którą opisujesz, czyli zegar tyka... Chyba nie znam silnego, ustawionego faceta, który zostałby zdradzony.

Kłania się audycja Marka, w której wspomina, że zazwyczaj słabi zostają zdradzeni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
24 minuty temu, Leniwiec napisał:

Tylko, że będąc małolatem, nie masz doświadczenia, ani nawet wiedzy jak to wszystko działa, a programowanie społeczne działa.

Masz absolutną rację. Napisałem raczej o sytuacji idealnej, a te w przyrodzie nie występują :D Gdyby bzdur nie wciskano do głowy to małolat już by miał mniej więcej dobry pogląd na to, co się dzieje. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
36 minut temu, Leniwiec napisał:

Cóż, haj jest potrzebny tylko po to, żeby doszło do rozmnożenia, to dzieje się na poziomie podświadomym, potem jest wyłączany  i radź sobie człowieku sam.Włączany jest tylko w przypadku nowej znajomości, w tym samym celu. Kolega z 17 letnim stażem małżeńskim, mówił mi, że 5 lat po ślubie jest fajnie, potem to już tylko równia pochyła. 

Tylko, że będąc małolatem, nie masz doświadczenia, ani nawet wiedzy jak to wszystko działa, a programowanie społeczne działa.

 

Po kilkunastu latach również może być naprawdę fajnie, ale wymaga to mnóstwa pracy - z obu stron, co oczywiste. Chyba ten długi wpis, który mi chodzi po głowie o dłuższym stażu małżeńskim jednak powstanie - jeżeli kogoś to ciekawi.

Edytowane przez Obliteraror

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 minut temu, Obliteraror napisał:

Po kilkunastu latach również może być naprawdę fajnie, ale wymaga to mnóstwa pracy - z obu stron, co oczywiste.

Nie przeczę, że tak nie może być, bo sam znam takie przypadki, jednak jest ich zbyt mało, jeśli trafisz na zjebaną pannę, a statystycznie trafisz, to nic nie pomoże.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
15 minut temu, Leniwiec napisał:

jeśli trafisz na zjebaną pannę, a statystycznie trafisz, to nic nie pomoże.

No to trzeba myśleć co sie robi i kogo wybiera! Ale zaraz... na haju się średnio myśli... Cóż, trzeba liczyć na fart 😜

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Gr4ntstary druchu, ale dałeś mi rozkmine. Pora dziś załadować lufke aby pomyśleć nad tym. :)

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Schopenhauer zdaje się mieć rację w tym temacie. Przynajmniej u mnie to działa. Im częściej chodzę do łóżka z pewną damą, tym bardziej zwyczajne mi się to wydaje a dama mniej interesująca. Zauważyłem że u kobiety jest całkowicie odwrótnie. Każdy kolejny stosunek zbliża ją do mężczyzny.

 

Co do udanego związku to miłość nie jest potrzebna uważam. Przynajmniej nie ta chemiczna, bo ona przemija szybko. Błędem by było oczekiwać że po 10 latach będzie w głowie taki haj jak na początku. To jasne. Również brak haju nie uważam za warunek oznaczający koniec związku, to chyba też jasne. 

 

Pozostaje więc jedynie zgodzić mi że z najlepszą definicja udanego związku jaka do tej pory słyszałem, czyli że małżeństwo powinno być związkiem dwojga ludzi opartym na przyjaźni i wzajemnym szacunku. Przyjaźń definiujemy zaś jako wyznawanie i poszanowanie wspólnych zasad. Jeśli dwoje ludzi patrzy w te samą stronę (czyli mają podobną percepcję świata) to ustanie miłości w ich związku jest nie straszne bowiem dalej scalac będzie ich przyjaźń.

 

Napewno każdy z nas ma jakiegoś kumpla z którym przyjazni się od lat, może i od podstawówki. Co powoduje że ta znajomość jest kontynuowana choć zbiegiem lat zmienia się wszystko ? Powodem jest bardzo podobne odbieranie swiata, wspólne poglądy.

 

W wielu związkach przyjaźń się nie pojawiła. Była miłość chemiczna ale nie przyjaźń.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 minut temu, RealLife napisał:

W wielu związkach przyjaźń się nie pojawiła. Była miłość chemiczna ale nie przyjaźń.

Dokładnie, aspekt wielopłaszczyznowy.  problem jest też brak rozmowy, ale nie sama wymiana informacji w sensie - jak leci. W naszym kraju ludzie np nie umieją rozmawiać o sprawach intymnych co jest dla mnie kluczem. Nie znają swojego ciała, swoich pragnień, a co dopiero partnera.  

 

Faktycznie związek został ograniczony tylko do reprodukcji. I efekty tego mamy na co dzień. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.