Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Obliteraror

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    4365
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    21

Obliteraror last won the day on October 2

Obliteraror had the most liked content!

Community Reputation

7246 Świetna

5 Followers

About Obliteraror

  • Rank
    Kapitan

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Jest to jakiś sposób, ale ja bym osobiście oszalał. Sprawdzam maile dwa razy dziennie i odpisuję hurtem. Jak ktoś jest u mnie na prawach premium, czyli ma coś takiego jak usługa na standby, to (kiedyś mnie, teraz głównie z dyżurującymi, wybranymi chłopakami) kontaktuje się przez telefon. Ale to akurat usługa 24/7. W klasycznych przypadkach czasem trzeba nauczyć klienta, że jest dla Ciebie wyjątkowy, ale nie jest jednak osią Twego życia i nie ustawiasz dnia pod niego.
  2. Ani to, ani to Temat powstał na prośbę jednego z Braci. Długo myślałem, jak go zarysować i dobrze przekazać to, o co mnie prosił. Dlatego pojawił się ten rozbudowany background całej historii. IMO jest istotny. A jak komuś też się jeszcze przysłuży, tym lepiej. @Messer, dziękuję. @JAL, nerdoza zostaje na całe życie
  3. Witajcie. Ten temat powstaje na prośbę jednego z Braci, chociaż jego założeniem jest bycie użytecznym dla jak największej ilości osób. Długo się zastanawiałem, jak to ugryźć, by nie brzmiało jak porady z kiepskiego poradnika motywacji i rozwoju osobistego. Źródłem poradników tego typu są głównie kraje anglosaskie. Oczywiście, wiele z takich publikacji można wynieść, wiele rzeczy zastosować w mniejszej lub większej skali w każdym kraju, ale nie można przyjmować bezkrytycznie tego typu treści. Dlaczego proces? Z tytułem też miałem problem. Zmiana brzmi banalnie, rozwój też. W sumie do tej pory zastanawiam się, czy jestem właściwą osobą by udzielać tego typu rad. Nie jestem nestorem biznesowym z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem, wieloletnim aniołem biznesu, który dał pieniądze na rozruch kilkunastu czy kilkudziesięciu perspektywicznych spółek, czy prezesem z WiG20. Nie jestem Kicińskim, Iwińskim, Nielubowiczem czy Marchewką, Pawłem Danielewskim albo innym realnym milionerem w klasycznym dla mnie tego słowa znaczeniu. Można to kwestia skali czy punktu odniesienia, ale nie uważam za milionera kogoś kto zarobił milion zł netto albo więcej. To już za mną. Definiuję siebie i swój dorobek jako klasę średnią typu anglosaskiego. Ani więcej, ani mniej. Nie jestem, ale pracuję z ludźmi typu, których opisałem powyżej. Znam to środowisko całkiem nieźle, jak również sposób myślenia. To jest jednocześnie mój świat i nie jest mój świat. Nogami mocno stoję w swoim świecie. Nad wyraz krytyczny - najbardziej wobec siebie. Rzadko w pełni zadowolony - również z siebie. Staram się nigdy nie popełniać tego błędu wobec innych. Chwalić, motywować, doceniać, wspierać. Wtedy ludzie są zdolni do rzeczy wielkich. Naprawdę wielkich. Takim kimś chciałem być. Czy mi wychodzi? Niektórzy powiedzą, że całkiem nieźle, ja zawsze twierdzę że jest co ulepszać. To jest świat pełen bufonów, fanfaronów, arogantów, besserwisserów, pomijam już zwykłych skurwysynów, którym się wydaje, że mają świat u stóp i wszystkich innych traktują jak fekalia, zgodnie z zasadą "świat należy do Ciebie". Otóż nie do końca. Gdybym miał się kimś takim stać, chyba bym się zastrzelił. Byłbym wtedy największym własnym zawodem. Tych zasad i ideałów, które wpoiła mi m.in moja mama. Dużo dostałem z rodzinnego domu. Nie, nie pieniędzy. Pochodzę ze skromnej rodziny nauczycielki i urzędnika, bez żadnych tradycji i doświadczeń biznesowych. Dostałem coś innego - kapitał społeczno - kulturowy, czego nigdy nie zapomnę. Masę książek, które pochłaniałem tonami. Ciekawość świata. Wrażliwość na piękno przyrody. Miłość do zwierząt. Nacisk na edukację. I tak dalej. Proces więc jest dobrym terminem. Proces rozwoju. Od komputerowego nerda po osobę w jakimś stopniu publiczną, rozpoznawalną. Pracowałem od okresu tuż po maturze, dorywczo w naprawdę różnych miejscach. Kolędowałem po domach jako inkasent, pracowałem jako tele - sprzedawca, potem w mediach lokalnych, wykonując wiele innych podobnych aktywności. Idąc na studia humanistyczne nie miałem wstępnie pomysłu, co zrobić z własnym życiem. Jaką drogę wybrać. Studia humanistyczne dają szeroką wiedzę ogólną, ale nie dają de facto żadnego zawodu, konkretnego fachu, jak to się kiedyś ładnie mówiło. Nie są prostą ścieżką do niezależności finansowej, div za 300 zł i kawalerek na wynajem. Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać :) To były swoją drogą fajne studia, z fajnymi ludźmi. Jakże odmiennymi od mojego koszmarnego, elitarnego, bananowego liceum, pełnego przyszłych prezesów, prawników i panów doktorów w większości z bardzo zamożnych rodzin. Ten okres wymazuję ze swojej pamięci i z tych czasów utrzymuję stały kontakt tylko z dwiema osobami. Tak, dobrze myślicie. Tymi "sprawdzonymi w boju". Wszyscy tam byli fajni. Bardzo fajni. FajnoPolacy. Problem z tym, że dla nich nie byłem fajny. Ani nie byłem w stanie przepijać w knajpach paręset złotych na wyjście (w sumie dziś też nie mogę, nie mam głowy do takiego pijaństwa, nigdy nie miałem). Samochodu od taty też nie miałem, nie dostałem na 18-tkę. Dziewczyny lubiły tych z samochodami, z perspektywami. Złote lata 90-te. "Młode Wilki" w kinach. Złota młodzież się chce bawić, jak Cichy, Czarny i Kobra. I szuka podobnych sobie. W hierarchii społecznej byłem tam dosyć nisko. Ot, takie liceum jak wypisz wymaluj z amerykańskich komedii o futbolistach, czirliderkach i nerdach, będących swoistą underclass. Nie, nikt mnie tam nie prześladował. Po prostu byłem przeźroczysty. Ani auta, ani firmowych ciuchów, ani wyjściowej mordy. Przekichane. Szczególnie dla młodziaka, który mocniej przeżywa i reaguje, gdy go ktoś mentalnie depcze, pragnie jeszcze chociaż odrobinę społecznej interakcji. Deal with it. Stanowiłem tło. Ale było minęło, jak partia demokratyczna. Pojechałem jednak na którąś tam okrągłą rocznicę mojej matury. Na początku nie chciałem, bo ta odraza jeszcze lekko wtedy we mnie siedziała. Żona mi mówiła, jedź, jedź, co Ci szkodzi. Odwiedzisz dawnych kolegów. Kolegów : )) Dobre. I jakiś diabeł wtedy we mnie wstąpił. Pojechałem. Nie pojechał tam jednak Obliteraror, pojechał Pan Hyde. Potraktowałem to trochę jak LARP-a, taki nie ja. Pojechałem tam z myślą "oby was chuj z zawiści strzelił : )". Przepraszam, jestem tylko człowiekiem i jak każdy mam "ciemną stronę". Ale na opisywanie reakcji tego miałkiego, interesownego towarzystwa szkoda czasu w tym temacie. Prywatnie nazwałem to zabawą konwencją. I bawiłem się setnie. Imponowanie ludziom, którzy uwielbiają tzw. wizualne oznaki sukcesu jest banalne w swojej prostocie. Ale czy realnie pragniesz takim ludziom imponować? Imponowanie ludziom, którym dajesz realną wartość i rozwiązujecie skutecznie problemy jest o wiele trudniejsze. Ale o wiele bardziej budujące. Ten temat będzie dłuższy, ale muszę ubrać w myśli dalszy klarowny i może bardziej poukładany ciąg. Proces nie jest czymś krótkim. Więc to traktuję jako mniej lub bardziej rozbudowany wstęp. Dziękuję Wam, jeżeli go przeczytaliście.
  4. Żadna praca nie hańbi i nie jest powodem do wstydu ani czynienia komuś z jej powodu wyrzutów (jak kogoś takiego "pci odmiennej" spotkasz, ewakuuj się jak najszybciej, spławiając taką jednostkę), jak masz jakiś pomysł na siebie na dany okres czasu czy życia. Oprócz Panów z kategorii "zawód syn", mało kto rodzi się prezesem czy kimś znaczącym.
  5. Nie probówałem jeszcze takiej konfiguracji kina fikanego i zabawy przy nim, ale jak spróbuję dam relację : )
  6. To wyjątkowe skurwysyństwo, swoją drogą. Ale wpisuje się w ideologię popieprzonych władz stołecznego miasta, dla których kierowca to wróg publiczny. Dwa auta ma, burżuj! Rozkułaczyć!
  7. Jankesi mają obecnie wybory na karku, koronawirusowy rozpierdol na terenie własnego kraju i dziesiątki własnych problemów, nie tylko z chińską zarazą. A Białoruś? Jak dla mnie już zeszła z reflektorów wielkich tego świata, obecne status quo zostanie utrzymane.
  8. Ja się do armii nadaję tylko na jeden etat - oficera politycznego : )) Jak chce postrzelać, swoją pasje zaspokajam na własny koszt w wybranym przez siebie czasie.
  9. W części konferencyjnej, gwoli ścisłości. To chyba było oczywiste Inna rzecz, że zarówno plany, koordynacja na poziomie ogólnopolskim jak i wojewodowie i armia powinna być na to gotowa najpóźniej pod koniec czerwca.
  10. Moja morda - Mój wzrost - Ale dwa minusy dają plus, więc na plus cała reszta: ))
  11. Zdjęcie amerykańskiego bohatera i jednego z największych dowódców w historii nie tylko USA ma odstraszać?
  12. Pamiętam dobrze te wydarzenia. 2006-2007, apogeum tego wariactwa i tropienia "rasistek". https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/klasykipolityki/1773678,1,sekretne-zycie-simona-mola.read
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.