Jump to content

Maksymalny rozwój swojego męskiego potencjału


Recommended Posts

Dzisiaj tak sobie siedzę i rozmyślam, na ile rzeczywiście człowiek w tym świecie jest kuszony przez konsumpcjonizm, bezsensowne spędzanie czasu w postaci chodzenia po sklepach, spędzania czasu w bezproduktywny sposób.

Mamy jedno życie i strasznie je marnujemy. Brakuje nam konsekwencji i cierpliwości. Szczególnie trudno czeka się na wyniki w czasach, w których cierpliwość odeszła w kąt. Źle zarządzamy czasem, chociaż tyle przecież jest treści w dzisiejszych czasach o rozwoju potencjału i osiąganiu szczytów. Wiele osób narzeka na swój los, sam też czasami tak robię, ale gdybyśmy rzeczywiście pracowali codziennie nad sobą, to za powiedzmy 3-5 lat można całkowicie odmienić życie. 

 

Nie jestem zwolennikiem klasycznej nowoczesnej teorii zapierniczania, ale warto zadać sobie pytania, w jaki sposób spędza się czas na mało produktywnych rzeczach, czy rzeczywiście więcej pracujemy nad sobą czy rozmyślamy nad bzdurami? Każdy dzień jest szansą, żeby dołożyć cegiełkę do naszego rozwoju. Nawet taką najmniejszą. I nawet nie chodzi o to, aby 12 godzin być produktywnym, ale żeby jednak każdy dzień wykorzystać na maksa, zrobić coś pożytecznego. Mimo tych wszystkich teorii, że w Polsce jest jak jest, że są układy, znajomości, to jednak niektórym ludziom się udaje coś osiągnąć, a pracować nad sobą zawsze można niezależnie od klimatów społeczno politycznych. Czas też pokazuje, że konsekwentna praca nad sobą popłaca. Tak, życie to nie bajka i nie zawsze otrzymujemy to, co byśmy chcieli, ale też przeważnie człowiek żyje na pół gwizdka. I piszę to jako osoba, która teoretycznie pracuje nad sobą, ale doszedłem do wniosku, że nie wystarczająco ciężko i brakuje mi cierpliwości (ten mechanizm niestety chyba podłapałem z dzisiejszego pędzącego świata, w którym wszystko jest podane na tacy). 

 

Kto nam zabrania uczyć się nowych rzeczy każdego dnia? Język obcy- bardzo proszę. Trening- bardzo proszę. Poprawa wyglądu- bardzo proszę. Poprawa relacji z kobietami- tak, to też jest możliwe. Przeczytanie paru stron książki codziennie? Nie ma problemu. Oszczędzanie pieniędzy- bardzo proszę. I konsekwentne dokładanie takich cegiełek każdego dnia i konsekwentne rezygnowanie z głupot każdego dnia sprawia, że po paru latach można odnieść całkiem spory sukces. I żeby nie było, że jestem zwolennikiem jakichś koncepcji zawalenia się robotą, raczej mądra i cierpliwa praca każdego dnia. I każdego dnia mieć poczucie, że ten dzień został wygrany, i dodana została właśnie ta mała cegiełka. Właściwie uważam, że trzeba maksymalnie rozwijać swój potencjał, bo czasu nam nikt nie zwróci i nierozwijanie potencjału to wręcz krzywdzenie samego siebie.  

 

Temat właściwie założyłem, bo doszedłem do przekonania, że trzeba łapać każdy dzień i dawać z siebie 100 procent, zdrowo rozumiane 100 procent. I poprzeczkę mieć postawioną wysoko :) 

  • Like 7
  • Thanks 3
Link to comment
Share on other sites

Ogromny plus za temat :)

 

Wydaje mi się, że trzeba by było sobie odpowiedzieć w jakim kierunku należy się rozwijać,  według mnie są to trzy kategorie:

 

1. Wygląd - to co jest do poprawy, należy poprawić w rozsądny sposób. Nie jestem zwolennikiem operacji plastycznych, natomiast zadbanie o siebie, barber, kosmetyczka, sport - jak najbardziej. 

 

2. Praca i zarobki - rozwój zawodowy i maksymalizacja zysków wynikających z pracy poprzez dodatkowe szkolenia, certyfikaty, zbieranie doświadczenia. 

 

3. Hobby - co kto lubi. W moim przypadku jednym z hobby jest sport, co stanowi fajne połączenie z punktem 1 :)

  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

Przestrzegałbym przed słowem samorozwój, a w szczególności przed różnymi jego interpretacjami. Obecnie internet chcę dawać szybkie diagnozy i rozwiązania. Zrób czteropak w 5 tygodni, formę do wakacji, zainwestuj pieniądze, zabiegi odmłodzające.

Większa część tego opatrzona jest krótkim czasem zapadalności. W rzeczywistości, to kłamstwo i ułuda. Case natychmiastowości...

Jest jeszcze jedna pułapka. Chcę za wiele rzeczy naraz. Rozbijam się na wiele celów, to niestety na ogół się nie udaje. 

 

W realnym życiu, praca nad ciałem, nauka języka, rozwój zawodowy - należy rozpatrywać w latach.

  • Like 5
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Żyje od kilku lat w taki sposób, ale u mnie zamiast rozdzielić temat na wszystkie aspekty życia, to wszystko idzie w edukację i zarabianie pieniędzy. Od kilku miesięcy nie miałem wolnego weekendu, raz wpadła wolna sobota. Teraz siedzę na spotkaniu rodzinnym i uczę się z telefonu, bo nie mogę się odrobić. Chciałbym wreszcie przestać czuć bezustanną presję i zacząć żyć w miarę normalnie.

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

59 minut temu, ciekawyswiata napisał(a):

to nam zabrania uczyć się nowych rzeczy każdego dnia? Język obcy- bardzo proszę. Trening- bardzo proszę. Poprawa wyglądu- bardzo proszę. Poprawa relacji z kobietami- tak, to też jest możliwe. Przeczytanie paru stron książki codziennie? Nie ma problemu. Oszczędzanie pieniędzy- bardzo proszę. I konsekwentne dokładanie takich cegiełek każdego dnia i konsekwentne rezygnowanie z głupot każdego dnia sprawia, że po paru latach można odnieść całkiem spory sukces. I żeby nie było, że jestem zwolennikiem jakichś koncepcji zawalenia się robotą, raczej mądra i cierpliwa praca każdego dnia. I każdego dnia mieć poczucie, że ten dzień został wygrany, i dodana została właśnie ta mała cegiełka. Właściwie uważam, że trzeba maksymalnie rozwijać swój potencjał, bo czasu nam nikt nie zwróci i nierozwijanie potencjału to wręcz krzywdzenie samego siebie.  

 

Temat właściwie założyłem, bo doszedłem do przekonania, że trzeba łapać każdy dzień i dawać z siebie 100 procent, zdrowo rozumiane 100 procent. I poprzeczkę mieć postawioną wysoko :) 

Zapisuję sobie cele, można rozpisać na roczne, miesięczne i codzienne. Jak zapiszę to zrealizuję, jak nie to bywają obsówy. Kiedyś się spakowałem i trzy miesiące żyłem z tym, co zabrałem ze sobą na motocykl więc można też być minimalistą.

19 minut temu, Maurycy napisał(a):

 

1. Wygląd - to co jest do poprawy, należy poprawić w rozsądny sposób. Nie jestem zwolennikiem operacji plastycznych, natomiast zadbanie o siebie, barber, kosmetyczka, sport - jak najbardziej. 

 

2. Praca i zarobki - rozwój zawodowy i maksymalizacja zysków wynikających z pracy poprzez dodatkowe szkolenia, certyfikaty, zbieranie doświadczenia. 

 

3. Hobby - co kto lubi. W moim przypadku jednym z hobby jest sport, co stanowi fajne połączenie z punktem 1

Ja staram się wyszukiwać genezę problemu flepiarstwa i szukać naturalnych rozwiązań. Prawidłowe oddychanie, język na podniebieniu, żucie i gryzienie twardego - nawet nie będąc adonisem jesteś już średniakiem na dzień dobry.

 

Tak, kiedyś wyjeżdzałem do prostych prac bez kwalifikacji, dziś mam język i kwalifikacje a zarobki dużo wyższe.

 

Hobby - wiele osób się boi wziąć za coś, czego pragnie, też tak miałem. Teraz odkrywam siebie na nowo.

 

@Atanda lepsze małe kroki niż wielkie plany. Naucz się 1 tylko słówka dziennie, za 3 lata się dogadasz w pracy, a co nie wiesz szybko złapiesz. Patrząc na ilość marnowanego czasu na social media, tv i inne gówna, tracenie swego czasu parę chwil nauki to igraszki. Ba, często w pracy można słuchać wartościowych audycji, jadąc pół godzinki do pracy masz 5 godzin audycji tygodniowo. 

 

4 minuty temu, Pocztowy napisał(a):

Żyje od kilku lat w taki sposób, ale u mnie zamiast rozdzielić temat na wszystkie aspekty życia, to wszystko idzie w edukację i zarabianie pieniędzy. Od kilku miesięcy nie miałem wolnego weekendu, raz wpadła wolna sobota. Teraz siedzę na spotkaniu rodzinnym i uczę się z telefonu, bo nie mogę się odrobić. Chciałbym wreszcie przestać czuć bezustanną presję i zacząć żyć w miarę normalnie.

Mam nadzieję że to zaprocentuje, balans życiowy jest wszak bardzo ważny ale na początku z reguły trudne decyzje oznaczają łatwiejsze życie i na odwrót.

  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

Ja tam maksymalizuję poświęcany czas i energię na 

2 godziny temu, Maurycy napisał(a):

2. Praca i zarobki - rozwój zawodowy i maksymalizacja zysków wynikających z pracy poprzez dodatkowe szkolenia, certyfikaty, zbieranie doświadczenia

 

Na moim obecnym etapie focusowanie się na wyglądzie jest trochę bez sensu, by ani mordą ani sylwetką nie będę zarabiać a nie chcę dodatkowo ryć sobie bani, że włożyłem w to wysiłek a brak efektów.

Hobby/ pasja- to jest to, czego zazdroszczę ( w pozytywny sposób) wielu Braciom i Rezerwatkom tutaj. 

 

2 godziny temu, DOHC napisał(a):

Naucz się 1 tylko słówka dziennie, za 3 lata się dogadasz w pracy, a co nie wiesz szybko złapiesz

Albo przesadzasz albo szybciej kleisz języki obce.🤔

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

2 godziny temu, DOHC napisał(a):

Zapisuję sobie cele, można rozpisać na roczne, miesięczne i codzienne. Jak zapiszę to zrealizuję, jak nie to bywają obsówy.

Można pewnie i tak, ale ostatnio doszedłem do wniosku, że u mnie takie klasyczne cele na zasadzie co, z kim, kiedy, przestały się sprawdzać. Mam ogólne kierunek, do którego zmierzam, ale nie mam sztywno zapisanych celów. Mam jedynie zapisany termin, do którego chcę na przykład skupić się na finansach czy rozwoju zawodowym, ale nie mam zapisanych celów pomniejszych konkretnych, które mnie do tego doprowadzą. Bardziej skupiam się na tym, żeby efektywnie wykorzystywać czas i codziennie robić coś, żeby się do tego zbliżyć. Bardziej działa u mnie pytanie siebie, co mogę zrobić i czy to co teraz robię przybliża mnie czy oddala od obranej drogi. Jak zauważam, że coś warto zrobić, to to robię. Jak widzę, że coś się nie sprawdza, to usuwam. U mnie takie sztywne określenie, co mam zrobić, trochę powodowało takie tunelowe myślenie i mało elastyczne podejście. 

Link to comment
Share on other sites

Myślę że jeśli chodzi o samorozwój i osiągane cele to jest to bardzo indywidualna sprawa, jeden będzie sobie orał głowę że dał z siebie tylko 120%. a inny zadowoli się ułamkiem tego i będzie szczęśliwy że zrobił cokolwiek lub krok do przodu. Wszystko w naszych głowach, każdy ma inne cele, marzenia, priorytety, inne obowiązki i ilość czasu na nie potrzebną. 

 

Mam okresy że opierdalając się robię 150% normy, i mam wtedy wyrzuty sumienia że nie cisnę bardziej bo mogło by być dużo lepiej, a są też takie że odpuszczam zupełnie bo musiałbym wyjść z siebie żeby zrobić 80%. I idę po bandzie w wersji minimum. Gram jak karty pozwolą. Czasem lepiej odpuścić i poczekać na lepszy wiatr niż się zarżnąć za jakieś ochłapy. 

 

Tak samo z siłką, czy basenem, miałem miesiące że szedłem regularnie z zegarkiem a w tym roku nawet poważnie nie zacząłem, jedynie tenis 2x w tygodniu został ale to chyba dlatego żeby nie zawieść kumpla.

 

Chyba ogólne zmęczenie mnie dopadło i gdybym chciał ogarnąć to wszystko na tip top to doby i tygodnia by zabrakło.

 

Chociaż to raczej wymówka z dupy, bo wcześniej się udawało. 

 

Teraz skupiam się trochę bardziej na finansach bo mam pewne plany i jest to priorytet. Inne rzeczy zeszły na bok. Za jakiś czas okaże się czy było warto. Jedyne na co mogę sobie teraz pozwolić to krótkie wypady gdzieś gdzie jest więcej słońca na szybkie doładowanie baterii a później znów  powrót do kołchozu. I mam tu na myśli czas nie hajs, bo tych parę euro na jakiś wypad pod palmy nic względem całości nie zmieni. 

 

Chciałbym móc pełniej korzystać z życia, może za rok się uda. 

 

Moje marzenie... Znaleźć balans, ale do tego potrzebuję kasy. I tak to się kręci. 

 

A jak wszystko się zepnie to będzie i czas i kasa i luz, życie. Ale jak sobie pomyślę ile zapierdolu to kosztuje... Nie że nie warto, ale cena za wolność jest okrutna, nie sądziłem że aż tak, a chcę przejść na "emeryturę" za max 2 lata. Nie wyobrażam sobie siebie pracującego kolejne 20 lat do osiągnięcia wieku emerytalnego. Nie z ludźmi. Jeszcze kilka lat i psychiatryk w najlepszym wypadku. 

 

Zbliża się wypalenie, już to czuję, znacie to uczucie gdy szef cię kusi jebitną podwyżką żebyś został, a ty masz wyjebane i sam jesteś w stanie zapłacić jakiś chory hajs żeby móc odejść przed końcem okresu wypowiedzenia? To nadchodzi, czuję to. 

Wolałbym chyba hodować kozy.

 

Liczę że jak ogarnę to co planuję to wtedy będę miał czas na swoje pasje, naukę kolejnych języków, itp. Może krótki reset gdzieś u buddyjskich mnichów żeby znów zacząć cieszyć się życiem. Szczerze to jestem wyjebany, ale meta jest tak blisko że nichuja nie odpuszczę, doczołgam się jak już nie będę dał rady iść.

 

Chcąc coś osiągnąć zawsze coś poświęcamy, tzw. koszt alternatywny - pieniądze, relacje, czas, zdrowie, mental. Nie ma nic za darmo, to są skutki uboczne rozwoju, dążenia do swoich marzeń.

 

Z boku tego nie widać, a i propagatorzy ekspresowego osiągania celów o tym nie mówią, bo tak jak wspomniał @Atanda nie ma co liczyć na szybkie, łatwe i przyjemne rozwiązania bo one nie istnieją.

 

 

 

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

11 godzin temu, Atanda napisał(a):

Obecnie internet chcę dawać szybkie diagnozy i rozwiązania. Zrób czteropak w 5 tygodni, formę do wakacji, zainwestuj pieniądze, zabiegi odmłodzające.

Tak, i wszędzie widzę, że jest moda na skracanie i tak krótkich treści, jak choćby popularne rolki. Pewne rzeczy można i osiągnąć szybciej i to prawda, ale chodzi o długotrwały efekt. 

 

11 godzin temu, Atanda napisał(a):

Jest jeszcze jedna pułapka. Chcę za wiele rzeczy naraz. Rozbijam się na wiele celów, to niestety na ogół się nie udaje. 

 

Tak, to prawda. Nie da się mieć batona, i zjeść batona. Można próbować znaleźć równowagę, ale tu bardziej chodzi o to, żeby maksymalnie skupić umysł na jednej rzeczy i się nie rozpraszać. 

 

11 godzin temu, Pocztowy napisał(a):

Żyje od kilku lat w taki sposób, ale u mnie zamiast rozdzielić temat na wszystkie aspekty życia, to wszystko idzie w edukację i zarabianie pieniędzy. Od kilku miesięcy nie miałem wolnego weekendu, raz wpadła wolna sobota

 Odpoczynek to też element rozwoju i też należy go uwzględniać. Małe nagradzanie siebie jest potrzebne. Ja nie uznaję koncepcji człowieka robota, który tylko pracuje. Mózg potrzebuje odpoczynku, a czas odpoczynku na głupoty też jest potrzebny. 

 

7 godzin temu, SuperMario napisał(a):

Z boku tego nie widać, a i propagatorzy ekspresowego osiągania celów o tym nie mówią, bo tak jak wspomniał @Atanda nie ma co liczyć na szybkie, łatwe i przyjemne rozwiązania bo one nie istnieją.

 

 

Dokładnie tak. Nie da się tak. Niestety duże rzeczy wymagają dużo czasu i dużo cierpliwości. 

7 godzin temu, SuperMario napisał(a):

Mam okresy że opierdalając się robię 150% normy, i mam wtedy wyrzuty sumienia że nie cisnę bardziej bo mogło by być dużo lepiej, a są też takie że odpuszczam zupełnie bo musiałbym wyjść z siebie żeby zrobić 80%. I idę po bandzie w wersji minimum. Gram jak karty pozwolą. Czasem lepiej odpuścić i poczekać na lepszy wiatr niż się zarżnąć za jakieś ochłapy.

 I według mnie słusznie. Każdy dzień do przodu coś daje. Głupi spacer pół godzinki dziennie bez zmiany diety spowoduje, że człowiek po roku ma z 5 kg mniej. Kluczem jest to, żeby zrozumieć jak działa ten proces kumulowania się efektów.

Link to comment
Share on other sites

11 godzin temu, ciekawyswiata napisał(a):

Można pewnie i tak, ale ostatnio doszedłem do wniosku, że u mnie takie klasyczne cele na zasadzie co, z kim, kiedy, przestały się sprawdzać.

Wyobraź sobie autobus bez rozkładu jazdy, albo statek bez kapitana. Jasne, że trafi się obsówka albo wypadek? Ale w 99 procentach przypadków dojedzie/dopłynie do celów, mając plan.

 

Ostatnio w innym temacie wklejałem 4 fajne materiały o dochodzeniu do celów.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Moje top 3, inne są pochodną. Zresztą wiadomo, od przybytku głowa nie boli. Więc im więcej tym lepiej, ale:

 

1. Sprawność. Najlepiej oczywiście mieć rozwinięte na jak najwyższym poziomie, siłę, gibkość, wytrzymałość. W praktyce wystarczy jakakolwiek regularna aktywność ruchowa, by być w górnej części społeczeństwa. Basen, wycieczki krajoznawcze, a nawet wędkarstwo. 

 

2. Kasa. Zarobki/majątek. Umiejętność zdobywania i akumulowania zasobów. Polecam bloga jakoszczedzacpieniadze.pl ewentualnie yt. Marcina Iwucia i książkę Finansowy Ninja. Na początek wystarczy.

 

3. Ogarnięcie. Szeroko pojęta psyche. Zaczynając od dbania o zdrowie, ustalania własnych priorytetów, przez umiejętności budowania relacji z kobietami i mężczyznami, a na braniu odpowiedzialności za swoje decyzje w całej rozciągłości. 

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Mam ostatnio trochę przemyśleń na ten temat jako że parę dni temu pogadałem z bardzo bogatą i doświadczoną osobą (tj. moim szefem który akurat jest z mojego miasta). Po rozmowie 2-godzinnej mam takie wnioski:

1. Bardzo ważne by wejść w odpowiednią niszę. Czy to w IT, czy w innej inżynierii, to by były wąskie branże, które się opłacają. Gdy dowiedziałem się ile kasuje jeden z naszych współpracowników, architekt oprogramowania, to mi szczena opadła, ale zapracował sobie na to (oprócz wiedzy technicznej, to inteligencja, zaparcie, obsesja, długie godziny pracy, angielski, zdolność kierowania zespołami...)

 

2. Rozwój jest procesem, który jest niezauważalny. Zmieniamy się, choć zauważamy w tej zmianie tylko przeszłość. Nie widzimy przyszłości, stąd jest to główny czynnik ograniczający. Gdybyśmy zawsze myśleli o potencjale, tj. czas + energia = rozwój (lub zastój), to łatwiej by szła nauka.

 

3. W mainstreamie zbyt wiele uwagi poświęca się w temacie rozwoju osobistego robieniu zbyt wielu rzeczy na raz. Chcesz mieć pieniądze? To trzeba poświęcić zdrowie, bo na bieganie, medytacje, zdrowe jedzenie nie będzie czasu, ponieważ nie znam (szczególnie w pierwszych 3 latach) drogi, która byłaby opłacalna, a która nie dawałaby popalić.

 

Odnosząc się do pierwszego wpisu, co do "wygrywania", to zależy w czym. Ja porzuciłem styl, że wszystko po trochu - tj. umiejętności lekkie, treningi i praca. W moim przypadku, szczególnie gdy jest to skill, który trzeba ostro szkolić, to tylko praca, praca, praca. Jeśli się to dobrze pokieruje, to idzie w 10 lat pójść na emeryturę i z takim podejściem trzeba do tego podchodzić.

Edited by Strusprawa1
  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

9 godzin temu, Strusprawa1 napisał(a):

1. Bardzo ważne by wejść w odpowiednią niszę. Czy to w IT, czy w innej inżynierii, to by były wąskie branże, które się opłacają. Gdy dowiedziałem się ile kasuje jeden z naszych współpracowników, architekt oprogramowania, to mi szczena opadła, ale zapracował sobie na to (oprócz wiedzy technicznej, to inteligencja, zaparcie, obsesja, długie godziny pracy, angielski, zdolność kierowania zespołami...)

 

Na pewno niszowa specjalizacja może pomagać, bo nie ma konkurencji. Nie ma co z tym dyskutować. Ale też są pewnie inne podejścia, jak zajmowanie się po prostu czymś dobrze, zajmowanie się czymś, co w miarę lubimy, mimo że nie jest to niszowe. To już kwestia indywidualna, nie dla każdego też wielka kasa jest kluczowa. 

 

9 godzin temu, Strusprawa1 napisał(a):

2. Rozwój jest procesem, który jest niezauważalny. Zmieniamy się, choć zauważamy w tej zmianie tylko przeszłość. Nie widzimy przyszłości, stąd jest to główny czynnik ograniczający. Gdybyśmy zawsze myśleli o potencjale, tj. czas + energia = rozwój (lub zastój), to łatwiej by szła nauka.

Rozwój jest niezauważalny, tak samo jak marnowanie swojego potencjału również. Nic mi nie da, że pójdę codziennie na pół godzinki spaceru, ale w kontekście jednego roku, nie mówiąc już o kilku latach, taki banalny i niewymagający wysiłku codzienny nawyk powoduje, że mamy kilkanaście kilo nmiej. To jest prosty rachunek. To samo dotyczy złych nawyków, w kontekście kilku lat są już widoczne. 

 

9 godzin temu, Strusprawa1 napisał(a):

3. W mainstreamie zbyt wiele uwagi poświęca się w temacie rozwoju osobistego robieniu zbyt wielu rzeczy na raz. Chcesz mieć pieniądze? To trzeba poświęcić zdrowie, bo na bieganie, medytacje, zdrowe jedzenie nie będzie czasu, ponieważ nie znam (szczególnie w pierwszych 3 latach) drogi, która byłaby opłacalna, a która nie dawałaby popalić.

 

Też tak myślę. I wbrew pozorom wcale nie chodzi tu o zarządzanie czasem, bo czas jakoś idzie wygospodarować. Bardziej chodzi o rozproszenie energii i uwagi, a będąc skoncentrowanym na jednym zadania, mózg też potrzebuję odpoczynku, a nie szukania kolejnych wyzwań. Aczkolwiek w kontekście zdrowia, to raczej zadbanie o nie jest podstawą, żeby mieć dobre wyniki zawodowe. Pozornie oszczędzamy czas na trening, jedzenie, sen, ale później to się negatywnie odbija na poziomie energii, pracy umysłu.

 

9 godzin temu, Strusprawa1 napisał(a):

Odnosząc się do pierwszego wpisu, co do "wygrywania", to zależy w czym. Ja porzuciłem styl, że wszystko po trochu - tj. umiejętności lekkie, treningi i praca. W moim przypadku, szczególnie gdy jest to skill, który trzeba ostro szkolić, to tylko praca, praca, praca. Jeśli się to dobrze pokieruje, to idzie w 10 lat pójść na emeryturę i z takim podejściem trzeba do tego podchodzić.

Ja też, bo zawsze chciałem robić wiele rzeczy jednocześnie, pewnie taki charakter, ale ilekroć próbowałem, to po czasie się wypalałem. Na pewno trzeba mieć priorytety w życiu, trzeba wkładać wysiłek, ale też nie ma co popadać w paranoiczną pracę, bo człowiek potrzebuje też odpoczynku. U mnie bardziej sprawdza się założenie, że daje sobie na coś kilka lat i powoli codziennie robię coś w tym kierunku. 

Link to comment
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.