Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Szkaradny

Użytkownik
  • Zawartość

    123
  • Donations

    0,00 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Szkaradny

  1. Jest źle

    kryzysik? to normalne. Lata przyzwyczajeń i nawyków, sięgasz po sprawdzone metody ulżenia sobie w cierpieniu. Ego walczy o utrzymanie pozycji, a ma się dobrze bo walczysz jego narzędziem - umysłem. Użyj świadomości, zyskasz ją przez obserwację Siebie. Znajdź czas by siąść na dupie i przebywać tylko ze Sobą, obserwuj myśli. Wyobraź sobie że jesteś pojemnikiem a wszystkie myśli, doznania, emocje, przekonania, cała reszta to zawartość pojemnika. Zobacz i przyjrzyj się jaki to śmietnik, patrz dotąd aż będziesz spokojny i pojmiesz, że zawartość pojemnika to NIE TY. Im lepiej się przyjrzysz tym będziesz lepiej wiedział czego chcesz się pozbyć i co chciałbyś umieścić w pojemniku.
  2. Rzucam palenie

    @dobryziomek Twoje ego walczy, bo nie lubi zmian, chce żebyś utożsamiał się z nim, wtedy Cię kontroluje. Jak są te nawrtoty i nawet jak zapalisz, to spokojnie to przyjmij, tak ma być, ignoruj to, nie nadawaj ważności, bo będzie rosło w siłę. Ja rzuciłem w na początku kwietnia, a ostatnio w zimowej kurtce znalazłem paczkę fajek, prawie pełna i tak chodziłem z nią z 2 tygodnie, nie wiem po co, w końcu chwilę się zastanowiłem co z nią zrobić .... i wylądowała w najbliższym śmietniku. Współczuję palaczom, widzę jak się męczą, marzną z fają w zębach przed centrami handlowymi, na parkingach, palący rodzice z dzieciakiem to już drastyk. Kończ z syfem.
  3. Samcu! Co dzisiaj zrobiłeś dla swojego ciała?

    pompeczki w domu, spacer, waleczny trening (w końcu forma wróciła ) , ćwiczenie szpagatu znów w domu, sauna, zimny prysznic, masaż stóp. Usunąłem trochę włochów z nocha, mycie ząbków 3x, żarcie: zero cukru i słodyczy zamiast tego miód na śniadanie i kolację, kurczak + warzywka bez przeżarcia ! banany, orzechy, olej rzepakowy i lniany kupiony na targu od chłopa, 2l wody, zero alko, magnez.
  4. Bądź czujny i obserwuj Siebie. Z poczucia porzucenia i związanego z nim bólu możesz odczuwać przymus lub nawet obsesję by skłonić partnerkę do powrotu do stanu gdy jest idealna (tzn. troszczy się tobą i angażuje). Takie obsesyjne myślenie zmniejsza negatywne emocje, bo trzeba kminić i planować. A jak nie ma efektów to możesz "przełączać się" na chęć wymierzenia kary. Dobrze Bracia piszą, zdystansuj się od niej. "Przełącz się" (swoją uwagę na Siebie). Miarą Twojego zdrowia niech będzie czas (w tym myślenie) poświęcony Sobie w porównaniu do czasu na myślenie i działanie wokół niej (wokół związku). Wiem, wiem trudno mieć na to wpływ, ale najpierw uświadom sobie jak to dominuje i Ciebie pochłania. To po prostu uzależnienie, na głodzie, myślisz tylko o niej. To, że czujesz się skrzywdzony, porzucony, oszukany, wykorzystany i poniżony to efekt przekonań o romantycznej miłości, filmy i wieloletnia tęsknota za tym szaleństwem szczęścia, to się zaczęło na długo zanim jeszcze ją poznałeś. Teraz jest problem bo ona tych oczekiwań za zaspakaja. Owszem mogłaby, ale też nie byłeś bezpośredni i szczery od początku, nie mówiłeś jak to ma wyglądać i tolerowałeś ten brak. Będąc "dobrym" sam przed sobą długo ją usprawiedliwiałeś. Teraz wszystkie te tłumione emocje wyłażą. Powinieneś głównie skupić się na tym co się z Tobą dzieje, bądź z tymi uczuciami, to może być bardzo mocne i możesz się tego nawet bać, ale zachowaj spokój i nie oceniaj Siebie, nie wymagaj jakiejś konkretnej reakcji, wszystko jest ok. Nic złego nie zrobiłeś, ona też nie. Łatwiej będzie ci wybaczyć i odpuścić jeśli zrozumiesz, że robisz to dla Siebie. Nie robisz tego dla niej, to ściema, możesz mieć pokusę zrobić to "dla niej" by doceniła (znów ten sam mechanizm), ale naprawdę to nie ma z nią osobiście nic wspólnego - rób to dla Siebie. Też przez to przechodziłem, bałem się, nie wiedziałem co myśleć, ale zrozum że to Ty odpowiadasz za generowane emocje, za reakcje, za swój stan emocjonalny. Chcesz w kółko, by zewnętrzne czynniki (triggery) kierowały Twoim życiem. Czas na opanowanie tego co wyzwala te negatywne emocje. To może mieć głęboki korzenie, w dzieciństwie, jakieś zranienie, porzucenie. Teraz możesz hodować przekonanie, że ktoś musi to wypełnić i używasz jej jako znieczulacza bólu. A jak jej brakuje to w kolejce ustawiają się inne nałogowe środki. Czytałeś "No More Nice Guy" to pewnie się mogłeś zdziwić jakie podwójne życie prowadzi taki człowiek, jak jest uwięziony w udawaniu, w potrzasku pragnień i powinności. Ile ukrywa syfu i ile kosztuje energii podtrzymywanie iluzji i bycie dobrym - Spokojnie przyjrzyj się Sobie Powodzenia w walce.
  5. Witam Bracia! Krótko, mój dylemat obecny to kwestia podjęcia decyzji (i jego momentu) jak rozgrywać dalszy przebieg małżeństwa? Opis: 10 lat białorycerstwa z osobowością narcystyczną/wampirem energetycznym z huśtawką nastrojów. Dwójka dzieci >10 lat. Przebudziłem się 10 miesięcy temu dochodząc do dna samopoczucia (poczucie winy z racji jej ciągłego niezadowolenia, ciągły stres z racji niepewności co przyniesie dzień - huśtawka nastrojów, monotonia i depresja z racji zniknięcia moich zainteresowań, niska samoocena z racji rzadkiego seksu i ogólnego stanu w związku). Cała moja energia szła na poprawianie jej komfortu, a raczej jego braku, bo ciągle coś jej nie pasuje w rzeczywistości, ludziach, itd. Generalnie potrafi być super miła, fajna babka, dobra mama, świetna w łóżku, pracowita, zaradna, atrakcyjna (ale nigdy nie dostarczała powodów do zazdrości), ale to trwa krótko i jest znowu nieszczęśliwa, cierpiąca, zła, itp. rozhuśtanie emocji level hard. Błędem było podzielenie się z nią moim stanem (że już wymiękam, deprecha), myślałem, że jakoś wesprze mnie, też dostrzeże swoją odpowiedzialność za ten stan i razem wyjdziemy z tego kryzysu. Zamiast tego włączyła tryb "samowystarczalność" i zajęła się wojowaniem świata beze mnie - z poradą idź do specjalisty. Przez kilka miesięcy się ogarnąłem - sport, zainteresowania, rozwój, lektury itd. I potem zacząłem zajmować się naszym związkiem - myślałem że tędy droga - więcej starań z mojej strony, opieki, zaangażowania w dom - i tu gong - totalna izolacja, huśtawki nastrojów, łącznie z groźbami samobójstwa, no i w tym kolega z pracy ( spacery, telefony, smski, jakieś wspólne imprezki pracowe). Na początku trafiła mnie kurwica i zacząłem szukać dowodów zdrady, ale nie mam nic konkretnego, w rozmowie na ten temat usłyszałem tylko, że nie sypia z nikim, a reszta to jej sprawa ). Może po prostu zabrakło jej i mi wspólnych emocji, czasu razem, jakichś odpałów. Każdy przez lata trwał w swoim fochu (ona: "nie traktuje mnie jak księżniczkę", ja: "żałuje mi tyłka"). Jak się trochę z tym oswoiłem i dodatkowo zacząłem robić naciski i stawiać wymagania, najlepszy skutek i reakcję szokową przyniosła groźba odejścia (to jest realna groźba, nie jakiś blef) - teraz jest generalnie poprawa i chęć współpracy, łącznie z seksem, ale jakoś już jestem w tym wszystkim jakiś odmieniony i na nią już patrzę inaczej. W sumie to pozytywnie odbieram siebie w tym wybitym szambie, jakoś się odnajduje i jestem gotowy na radykalne działania. Mamy dwójkę dzieci i nam na nich teraz zależy najbardziej - nie wiem teraz czy trwać w tym i tresować w odpowiednim kierunku, czy dla zdrowia psychicznego i higieny odejść i dbać o dzieci z boku. Co zrobić z tym typem, mam go pogonić, czy może wykorzystać, by łatwiej się oderwała? Choć mocno okazuje przerażenie wizją mojego odejścia to może być to też gra na czas by przygotować miękkie lądowanie, trudno mi to wyczuć. Może powinienem czekać na zebranie dowodów, by mieć z czym iść do sądu, bo teraz to co powiem? "Jest mi z nią źle?". Czy utrzymywać obecny stan podnosząc stopniowo poprzeczkę dostarczając emocji i pokazując nowe samcze oblicze (w sumie to działa, ale nie wiem czy przyniesie trwałe efekty). Czy raczej krótko i radykalnie? Dzieci byłyby w szoku, ale czy ona może się zmienić, czy może się jakoś zmienić, skoro tyle lat wokół niej skakałem i klaskałem w pierwszym rzędzie? Bracia, co Wy na to?
  6. Moja droga

    Książki: koła ratunkowe - kluczowe pozycje w sytuacjach kryzysowych Emocje, duchowość, mindset, świadomość, podświadomość Przekraczanie poziomów świadomości - David Hawkins Technika uwalniania. Podręcznik rozwijania świadomości - David Hawkins Siła czy Moc - David Hawkins Przywracanie zdrowia - David Hawkins Oko w oko z jaźnią - David Hawkins Dzięki Hawkinsowi zrozumiałem i poukładałem emocje, jak ważne jest ich “obsługa” i był krok milowy na mojej drodze. Inteligencja emocjonalna - Daniel Goleman Bardziej naukowo o emocjach. Konkretnie, jasno z przykładami schematów i problemów. Kiedy życie cię przerasta - Pema Chödrön / Pema Cziedryn Koło ratunkowe w kryzysowych sytuacjach. Mi pomógł przejść przez lęki i pokonać strach. Wyjść z depresji. Piękna sprawa, żadnych motywacyjnych banialuk, czysta rzeczywistość. Uwaga książka powoduje nieodwracalne zmiany. Stosunkowo dobry - Marek Kotoński Kobietopedia - Marek Kotoński Wyprawa po samcze runo - Marek Kotoński Nie ma się co rozpisywać, większość Was je zna (a przynajmniej powinna). Moja ulubiona to Stosunkowo dobry - sięgam stosunkowo często, syntetyczna wiedza podana w “Markowy” sposób No More Mr. Nice Guy - Robert A. Glover Mindset, poradnik w 46 krokach do wyjścia z postawy “Nice Guy’a” bardzo konkretny, praktyczny, łatwy do zrozumienia i zastosowania, z przykładami. Konieczna pozycja dla każdego zbuntowanego “białego rycerza”. The Ultimate Secrets Of Total Self-Confidence - Robert Anthony Podnoszenie samooceny, mindset, osobowość. The Slight Edge - Jeff Olson Drobne zmiany w codziennej rutynie - wielkie zmiany w życiu. Konkretna metoda. trwałe efekty. Zeland Vadim - Transerfing rzeczywistości Gruby odlot. Takie współczesne czary mary, ale doskonale by nauczyć się chronić swoją energię i wzbudzać pozytywne nastawienie i myśli, jak unikać “wahadeł”. Bardzo lubię po to sięgać, zawsze poprawia mi samopoczucie i bawi mnie jak “kropki zaczynają się łączyć” Cztery umowy: droga do wolności osobistej - Don Miguel Ruiz Pięknie napisane, konkretnie, obrazowo jak wyrywać się z własnego matrixa. Człowiek w poszukiwaniu sensu - Viktor E. Frankl Ekstremalna historia pokazująca siłę ducha. Moc, którą człowiek ma w sobie. Wolność, której nikt nie jest wstanie Ci wyrwać. Podręcznik Huny - Otha Wingo Przeczytana z ciekawości - chętnie stosuję zasady i ćwiczenia Przebudzenie - Anthony de Mello Pierwsze kroki na duchowej drodze w kierunku wolności. Maksimum osiągnięć - Brian Tracy Nastawiony byłem do tej pozycji jak pies do jeża, bo nie lubię kołczowego bicia piany, ale pozytywnie się rozczarowałem, warto zaznajomić się. Toksyczna miłość. I jak się z niej wyzwolić - Pia Melody Toksyczne związki. Anatomia i terapia współuzależnienia - Pia Melody Droga do bliskości. Prawda, szacunek i trwała miłość w związku - Pia Melody Trylogia o trudnych związkach. Pomocna w wyrywaniu się z uzależnienia i współuzależnienia. Uświadamia podświadome lęki i znaczenie mechanizmów wyuczonych w dzieciństwie. Warto przeczytać również pod kątem wychowawczym - jak być zdrowym rodzicem i co dziecko potrzebuje by nie wpakować się w dorosłym życiu w toksyczne relacje. Internet: http://braciasamcy.pl/ - Brat samiec wysłucha i doradzi https://zenforest.wordpress.com/ - kopalnia inspiracji, technik i fragmentów wartościowych książek - rozwój świadomości i duchowość. http://highexistence.com/ - rozwój świadomości https://boldanddetermined.com/ dla facetów, niektóre rzeczy ciekawe, wartościowe i inspirujące. https://swiatducha.wordpress.com/ - o “obsłudze” duszy, obciążenia duszy (krokodyle wejścia) http://koniectoksycznych.blogspot.com/ trudne relacje, toksyczne związki - przestraszyłem się “Prawda Cię najpierw wkurwi a potem wyzwoli” https://bpdfamily.com/ - wsparcie dla osób, które mają BDP w rodzinie/związku. Bardziej psychologiczny poradnik, Youtube: https://www.youtube.com/user/ActualizedOrg/videos Leo Gura - Góra wiedzy, o świadomości, podświadomości, emocjach, schematach, umyśle, egi i jego mechanizmach, inteligencji, medytacji, intuicji, percepcji, zmysłach i w ogóle wszystkim co istotne. https://www.youtube.com/channel/UCawX4R6cnkfeqae1DHe0zSA/videos Kanał Projekt Find Yourself prowadzony przez Damiana - jedna z pierwszych rzeczy jakie mnie zainspirowały. Koleżka jest praktykiem i samoukiem, czerpie z doświadczenia, autentyczny. https://www.youtube.com/user/JordanPetersonVideos/videos Jordan Peterson inspirujący i ciekawy psycholog poza tym takie hasła jak: Eckhart Tolle, MGTOW, law of attraction, narrcissistic abuse, Aktywności: Sport / ciało : sztuki walki 2xtyg. bieganie 1-2 x tyg. (5-10km) wspinaczka, squash, piłka nożna, siatka, kosz - spontanicznie morsowanie w sezonie zimowym - przezwyciężanie strachu i dyskomfortu, obozy survivalowe 7dni 2 x rok - porządne przeczołganie w dzikim terenie, pompki x 5-7 tyg. (100/dzień) ćwiczenie stania na rękach, głowie ćwiczenie szpagatu, joga - raz w tyg. basen + sauna - 3-5 x tyg. masaż stóp codziennie 3-5 min systematyczna higiena + pielęgnacja ciała - podstawowe kosmetyki, kremy ubiór - samodzielne zakupy bez pośpiechu, rzeczy dopasowanych, które naprawdę mi sie podobają, czuję się w nich dobrze i są dobre jakościowo. Kiedyś do tego nie przywiązywałem wagi teraz kupuje tylko to co mi idealnie pasuje. zapach - wcześniej zupełnie przypadkowe zapachy, (z prezentów) teraz po fazie eksperymentów mam swoje 2-3 ulubione. zmiana nawyków żywieniowych - mniej żarcia, ale smaczniej, mniej pieczywa i ziemniaków, makaronu, unikanie cukru i słodyczy, więcej owoców i warzyw - dopasowuję eksperymentalnie. Wcześniej nie miało to dla mnie znaczenia - teraz wyraźnie odczuwam różnicę samopoczucia i energii w zależności od tego co i ile jem. picie wody - codziennie 1,5-2l, zimny prysznic - codziennie (mocny nawyk się z tego zrobił, bo jak zapomnę to wracam choćbym już był suchy). Umysł: prowadzenie dziennika - stan psychiczny, aktywności, pomysły, odkrycia i zidentyfikowane bariery, pisanie tekstów - artykuły do szuflady o różnej tematyce (humorystyczne lub coś “mądrego”, wspomnienia z dzieciństwa i życia) prowadzenie fanpaga tematycznego, angielski - czytanie i słuchanie ciekawych pozycji, czytanie książek - psychologia, duchowość, socjologia, filmy - Matrix i takie tam przegląd z sieci nowych treści - do odsłuchania w samochodzie lub wieczorem w domu. psycholog - był na początku 6-7 wizyt, jeszcze wtedy wierzyłem, że pomoc przyjdzie "z zewnątrz", bo to przecież ze światem zewnętrznym jest problem :), ale tak wszystko się u mnie szybko zmieniało, że godzinna wizyta nie pozwalała nawet tego zrelacjonować, a nie mówię już o omówieniu tego i skonsultowaniu. Jak po kilku miechach usłyszałem, że "właściwie przeżyłem kryzys" to sobie już ją odpuściłem, bo szkoda kasy, choć dobrze się gadało. Dusza, podświadomość (ostatnia pozycja ale najważniejsza): Nadałem mojej duszy imię. medytacja, relaksacja, bogging - spontanicznie, muzyka - dopasowana do nastroju, nieprzypadkowa. gwiżdżę, nucę, śpiewam, wygłupiam się, żartuję - to było długo niemożliwe, bo dławił mnie smutek, żal i gniew, nawet rozpacz - zaczęło się od “Smerfów” - kto czytał Stosunkowo dobry to wie obserwuję Siebie, dbam o to co mówię i myślę, unikam plotkowania i plotkarzy, wszelkie marudy i narzekaczy, ofiary, wampiry energetyczne i narcyzy odsyłam do wnętrza Siebie by naprawili swój problem tropię swoje uzależnienia i metody “poprawiania” samopoczucia - następnie wyrywam je z mojego życia. rozpuszczam (rozbrajam) ego - takie enigmatyczne hasło, ale to opowieść na niezależny temat. Zero tv, radio, reklam, nie monitoruję newsów, życia gwiazd, mody, mass mediów i show biznesu, w resztę klikam świadomie. Nie rozmawiam (unikam) o polityce i gospodarce i religii (wcześniej miałem jasne mocne poglądy). Dopuszczam negatywne emocje, ale identyfikuję je i odpuszczam na bieżąco Staram się być możliwie najbardziej autentyczny i prawdziwy, Dopuszczam co jest i akceptuję, dziękuję, uczę się z tego, uczę się głównie o Sobie. Nie oceniam innych i nie porównuję się. Staram się postrzegać rzeczywistość w sposób nie dualny. Staram się nie nadawać zbyt dużej ważności temu co mnie spotyka, by nie tworzyć przywiązań i uzależnień, ale też nie ignoruje tego co jest lub nie doceniam. Szukam dróg zgodnych dla duszy i umysłu. Inne: żonglowanie 4 piłki + żonglerka kontaktowa, triki iluzjonistyczne, gitara, porządki drobne naprawy - szczególnie rzeczy wiecznie odkładanych, gotowanie, przygotowanie posiłków, monitorowanie budżetu, zarządzanie czasem - Eat the frog, dzielenie zadań, celów, appka w tel. nauka programowania, szachy - spontanicznie gra online np. 2 partie + ich analizy obsługa nowych aplikacji (montaż video) spontaniczne telefony do bliższych znajomych “po nic”, aby się podzielić dobrym nastrojem (żadnych żali!, chyba że ktoś ma problem to w miarę rozsądku wysłuchać i coś doradzić), spotkania ze znajomymi, koncerty długie rozmowy z jednym kumplem wtajemniczonym i o podobnych problemach, poznawanie nowych ludzi, budowanie nowych znajomości wokół nowych aktywności sportowych i towarzyskich. freelancing w IT, Poza tym życie rodzinne, wspólny czas z dziećmi, z żoną, wyjścia na miasto, wycieczki, odwiedziny dziadków, imprezy okolicznościowe. Moja praca zawodowa jest jakby oddzielona od reszty, życia, nie mieszam tego, w domu nie pracuję, nie przynoszę pracy do domu, kończę pracę i zapominam o niej. Jest stabilna i bezstresowa, nie mam konfliktów z współpracownikami. ############################ JAK ZACZĄĆ ####################### Jeśli ktoś chciałby zapytać od czego zacząć - to moja odpowiedź brzmi: od SIEBIE - - tzn. poznać “to” co nazywasz “Sobą” - inaczej ego. Poznać jego mechanizmy. Potem poprzez obserwację dojść do schematów, zachowań wynikających z podświadomości, zrobić porządek z emocjami. Przyjrzeć się swoim lękom, skąd się biorą, czego dotyczą, jak ograniczają. Aby łatwiej pokonać strach …. porzuć nadzieję Szukać na maxa nowych aktywności, miejsc, bodźców, poznawać nowe koncepcje - wszystko po to by generowały się nowe myśli, a stare przestały dominować, przekonania zaczną puszczać, iluzje stracą moc, tak można zacząć. ############################################################# Tip: Gdy jest zbyt trudno pozbyć się negatywnych myśli, trzeba zaangażować całą percepcję - wszystkie zmysły w odbiór. Dla mnie najskuteczniejszy był prysznic, lub lepiej jakieś bicze wodne na basenie. Angażują dotyk, słuch, powonienie, wzrok, smak i możesz być “tu i teraz”. Jak załapiesz to uczucie przestrzeni to łatwiej będzie przychodziło przy bieganiu, czy innej aktywności fizycznej. U mnie to przyniosło pozytywne efekty, z których jestem zadowolony. Ja lubię czytać, treści napisane konkretnie, jasno i logicznie wręcz matematycznie. Do rzeczy podchodzę intelektualnie, ale umysł to pierwsze ogniwo, potem warto z niego zrezygnować i zacząć czuć, uczucia, emocje, reakcje dopuścić do głosu duszę, która się odwdzięczy - kiedyś to zaniedbałem i jechałem na racjonalizacji (mechanizm ego). To tylko moje sugestie, z moich doświadczeń, każdy ma inną historię i okoliczności, więc niech horyzontalną zasadą pozostanie """""""""" """""""""""" Tak mi się przypomniał ten cytat, choć biblii nie czytałem od szkoły średniej
  7. @azagoth Bracia, wiele dobrego tu od Was dostałem, rady, inspiracje, sugestie i wsparcie. Godziny na forum, choć często trudne to jednak warte poświęcenia. Jak wcześniej zapowiedziałem - zebrałem trochę rzeczy do kupy, stworzyłem listę rzeczy, które bardzo mi pomogły w wyjściu z dołka, ogarnięciu emocjonalnego chaosu, mentalnego mętliku i negatywnych myśli, nędznej samooceny itd. Liczę, że może komuś się to przyda. Metoda Szkaradnego
  8. O! i tu się zgadzamy! Też na tym chcę wyjść jak najlepiej. Kwestia orbitera to domysły, emocje i iluzje, interpretacje, filtry, osobiste perspektywy. Nieużyteczne w praktycznym wymiarze. Powoływanie się na to to raczej strzał w kolano. Owszem emocje jakie we mnie to generuje są nieprzyjemne i nie chcę takiej partnerki, która do tego dopuszcza. Można powiedzieć, że "ma minusa", ale to pierdnięcie w środku wieloletniej białorycerskiej gównoburzy, którą sam sobie zafundowałem. Wyrwałem ster i płynę na ciche wody Harmonii
  9. Tu Bracie trochę sobie dopowiadasz i interpretujesz na swoją modłę. Dowodów zdrady to ja nie mam, orbiter mógł być tamponem i niczego więcej mogło nie być. Tego to ja się nie dowiem. O godzinne rozmowy przez tel to mogę mieć pretensje i to spowodowało lawinę moich zachowań. Przez pół roku dałem przestrzeń i monitorowałem sytuację - liczyłem że jak coś wypłynie to będzie prosta rozgrywka. A tu lipa, orbiter się skończył. Wiele o tym nie myślę, bo to jałowy trud, hodowanie iluzji. Tyle w kwestii domniemanych rogów. Dalej. @Matiz ja już dawno jestem za tym etapem (no może nie dawno, ale tak mi się wydaje ;)), olewania i podchodów, wygrał/przegrał, czy dostawania sexu. Ja teraz żyję autentycznie, mi już nikt nie potrzebny do radości. To co będzie stanie się naturalnie i jeśli to będzie rozstanie/rozwód to będzie to dla mnie jak odpadnięcie zeschłego liścia - bezboleśnie i cicho Żaden triumf żadna porażka. Tu nie jest nikt winny, tu otworzyć oczy i obserwować... to cały sens życia, doświadczać i akceptować. @rewter2 @Normalny Spokój mam. Zero wewnętrznego przymusu by coś postanowić. Jedyne co muszę to nie oddawać steru swojego statku w czyjeś łapy Czujecie jak to jest. @azagothPrzygotuję jakiś oddzielny wątek skąd czerpałem i jakie aktywności podjąłem, by wyjść z kryzysu (już mam sporo rzeczy na brudno spisanych). Będzie lista źródeł do zasobów literatury i innych materiałów. Pewnie taka bomba wiedzy może być niepraktyczna lub zniechęcająca, bo w praktyce przechodziłem z jednego źródła do drugiego i często wracałem do tych, które mi pasowały, dawały efekty, inspirowały. Postaram się konieczne pozycje zaznaczyć. Być może to był najważniejszy rok w moim życiu
  10. @azagoth Postaram się odpowiedzieć: Zdaję sobie sprawę (kiedyś w ogóle nie miałem takiej świadomości) i proces ten postępuje, że moje życie nie wygląda tak jak chcę. Uwikłałem się w rodzinkę i tkwiłem w "białorycerstwie" 10 lat, to nie wzięło się z nikąd, sam do tego dopuściłem i jestem za to odpowiedzialny. Wybudziłem się z Matrixa i działam, to jednak trochę czasu zajmuje, żeby poznać siebie i ugruntować nowe wzorce. Tu już sporo zrobiłem i jakby wykorzystałem tą sytuację do samorozwoju. Gorzej jest z praktycznym wdrożeniem wyjścia. Jeśli tresura nie ma sensu, to rozwód.... ale nie podjąłem jeszcze takiej decyzji. Stygnę i dojrzewam do kolejnego kroku bez emocji i jak już podejmę taką decyzję (bo rozumiem że to mi sugerujesz rozwód) to będzie to moja słuszna i nieodwracalna decyzja. Czegoś mi jednak brakuje, żeby to zrobić, tym bardziej że są dzieci i czasem jest dobrze. Nadzieja, że będzie dobrze przeszkadza, ale brak argumentów, że trzeba się rozwieść, a dokładniej, że sąd może uznać takie argumenty. No nie wiem, może muszę się skontaktować z prawnikiem. Na razie nie zależy mi na rewolucji, ale trzeszczy. Może być różnie w przypadku jakiegoś wybuchu. Ja wolałbym to spokojnie wyciszyć, aby dotarło również do niej, że nie może już mnie wysysać z energii i ja już się nie daję brać na te zagrywki. Technika Szarego Kamienia. Będę (dla niej) jak wyczerpana bateria. Po prostu nie pasuje mi takie coś. Wiem, że to też manipulacja, ale nie chcę tracić w przypadku awantury. Awantura i wyjście wprost z sytuacji stawia mnie w niekorzystnym świetle w oczach sądu: ona pracuje, wychowuje, ma dobrą opinię, wizerunek, \\ dojebią mi spore alimenty i stracę mieszkanie - Obecne koszty emocjonalne nie są warte takiego rozwiązania. Wiem, że z czasem dzieci by zrozumiały, ale teraz - to jeszcze nie ten moment. Może jak się w nowej Pani zakocham hahhaah - to żart oczywiście Wiesz, ja obecnie już nie jestem na etapie chcenia od niej zmiany, czy jakiegoś zachowania i nie cierpię z powodu, że nie jest tak jak powinno być. Ja mam spokój i na ile można kontroluje sytuację. Czuję, że ona tego długo nie wytrzyma - tak jak nie wytrzymała "starania się" - ucieknie z tego, jak ucieka przed świadomością, że nie jest idealna, perfekcyjna, że świat się nią nie zachwyca a jak cierpi to nie cierpi razem z nią. Ja jej swoją koncepcję życia przedstawiłem, zrobiłem co mogłem, by wiedziała czego chcę, mam z tym spokój. Ale jej chyba chodzi o poddaństwo i niewolnika a nie partnera. Ja bezczelnie kwestionuję jej uczucia. No taka choroba, toksik. Podejrzewam, że kilka najbliższych miesięcy to taka izolacja i unik. Może krócej, może dłużej, na razie nie moje ego nie szczeka, a intuicja podpowiada gaszenie wszelkich toksycznych zaczepek. Musi mnie poznać w nowej wersji zanim się rozstaniemy Spokojnie, wszystko jest dobrze. Pełen wdzięczności odbieram lekcję i cieszę każdym dniem. Pozwolę sobie na autorską mądrość podsumującą mój stan: "Ważne, że oczy mam już otwarte, a nie to co nimi widzę" - @Szkaradny
  11. "No More Mr. Nice Guy!" książka PL

    Książka jest naprawdę wartościowa. Konkretna, logiczna, komplenie ujmuje problematykę "najsgajostwa". Dedykowana "białym rycerzom", "dobrym chłopakom" "misiom" i innym ratownikom. Wymagany pewien poziom otwartości, bo dowiecie się niemiłych rzeczy o Sobie i trzeba będzie to posprzątać, ale jest podany przepis więc tylko działać hahahahah Książka poleca nie tyle asystę specjalisty, co zaufanej osoby, z którą można konsultować poszczególne zagadnienia i która trochę będzie nadzorować postępy. POLECAM! p.s. ja ebooka in English mam - napisany jest całkiem zrozumiałym ingliszem i warto sięgnąć po oryginał w ramach szlifowania języka
  12. Kolejny miesiąc za nami, u mnie: Pierwsze 2 tygodnie: była kontynuacja i dominacja pozytywnych zjawisk - lepszy kontakt, aktywność żony. Ale następne 2 tygodnie, to jej depresja, foch i okopanie w pozycji ofiary. Z jakiegoś błahego powodu (dziecko zapomniało coś sprzątnąć) - rozpętała się afera. Zostałem obwiniony, za zachowanie dziecka, za to że jej nie słucham, nie dbam, że jest zmęczona byciem kuchtą i sprzątaczką itp. była rozmowa, odmówiłem przyjęcia tych win i wyjaśniłem co się stało, niestety to tylko bardziej wkurwiło - "zawsze musisz mieć rację i tak sobie wyjaśnisz, a ja po prostu tak czuję". Wyjaśniłem, że rozumiem, ok, masz prawo tak czuć, ale ja się z tym nie zgadzam i widzę to inaczej. Zachowałem asertywność i spokój. Ogólnie z bzdury dwa tygodnie cichych dni, przewrócone plany. Dezorganizacja życia, bo nikt nie wie czy ona będzie leżeć i mulić, czy jednak coś zechce zrobić. Traktuje mnie jak tyrana, przez którego cierpi i który ciągle się jej czepia. Depresja, lęki i złość - to w ostatnim czasie. Brak porozumienia, żale. Ja w tym wszystkim w trzymam się ok, choć miałem nadzieję na dłuższą stabilizację i stopniową poprawę atmosfery. Ale moc jej negatywnych emocji znów się uaktywniła i zamiata. Mój miesiąc był trochę spokojniejszy, mniejsze tempo aktywności - głównie za sprawą kontuzji (więc sport na półgwizdka) i więcej czasu wolnego/urlopy na wyjazdy i relaks. Emocjonalnie i mentalnie się wyciszyłem i czerpię z wewnętrznej harmonii bez "wojowania świata". Nawet z tym wpisem jestem kilka dni "po terminie", ale przyszedł odpowiedni moment i na to Ocena pod kątem przyjętej strategii: żadnego bezsensownego alko w domu (tylko wyjścia ze znajomymi) Optymalnie - zero alko - to najważniejsze osiągnięcie, krok milowy w mojej drodze do wolności. Prowadzę normalne życie (bez uników) bez alko zero podjazdów do zbliżeń, gdy są lepsze momenty Optymalnie - całkowite zaniechanie inicjowania zbliżeń, żadnego skamlania i proszenia się. Nic mnie to już nie kosztuje, bo faktycznie nie chcę takiego sexu, ani nie chcę sexu z osobą co do której mam takie mieszane uczucia. Stałem się chłodny. Sex jednak raz był - ona zainicjowała, bo miała dobry nastrój z rana po imieninach koleżanki, no i jakoś to było fajne i przyjemne. Sam jednak nie szukam tego, nawet nie myślę. Znacząca zmiana nastąpiła - istnienie sexu w moim życiu nie jest tak istotne jak kiedyś. Kiedyś był strach, że nie ma sexu to źle, teraz raczej odczuwam wolność. Jaja czasem bolą, ale rzadko więcej działań w celu zmiany pracy i zarabiania kasy OK - działam, ale w tym miesiącu więcej sobie pozwalałem na relaks. więcej czasu z dziećmi - też rozmowy dobrze i lepiej - wykorzystuję umiejętność odcięcia się od negatywnych emocji żony i w domu utrzymuje atmosferę zabawy, spokoju, rozmów, bardzo dbam o to by dzieciaki się nie utożsamiały z cierpieniem matki i nie czuły winne. nie pozwalam jej na nie krzyczeć, ani wymagać by zachowywały się jak ona chce np. "przestań płakać, bo mnie to denerwuje". Na linii dzieci - ja jest dobrze. Poza tym chętnie tu się angażuję, bo mam pełne przekonanie, że każdy czas spędzony z nimi to dobra inwestycja - dla nich i dla mnie - to przyjemność bycia w spontaniczny dziecięcy sposób, ale spokojnie pozostaję kapitanem na tym statku i nie daję sobie wejść na głowę Ponieważ mimo wcześniejszego lepszego okresu szambo znów wywala, a rozmowy nie dają pozytywnych efektów "bo ja tak czuję". Postanawiam do strategii przyjąć dodatkowy cel : zero kontaktu + zero emocji w sytuacjach konfliktowych lub prowokacjach z doopy. Chodzi o coś na kształt Techniki Szarego Kamienia - "Technika szarego kamienia to odmowa pokazywania narcyzie jej emocjonalnego wpływu na nas. Nie ma emocji, nie ma narcystycznego zasilania. Nie ma władzy, nie ma narcystycznego zasilania. Nie dajesz jej uwagi, nie jesteś atrakcyjna. Może wreszcie da Ci spokój i poszuka sobie innego obiektu." Więcej tu: http://narcystycznirodzice.blogspot.com/2016/02/technika-szarego-kamienia.html autorka pisze o relacji z rodzicem, ale to te same mechanizmy. Chodzi o to, że jeśli żona nie jest zdolna do współpracy do wzajemnego empatycznego związku, to nie osiągnę tego staraniem się. Przekonam się o tym, jeśli pozbawię ją jej narkotyku, czyli atencji i intensywnych emocji. Możliwe, że w jej pojęciu, z jej perspektywy, może być tylko w związku w którym dominuje i kontroluje, nawet kosztem pozytywnych uczuć, lepszy dla niej związek toksyczny niż wzajemny, gdzie obie strony się szanują i angażują w intymność i tworzenie bliskości (lub przynajmniej są wolne i swobodne na tyle by być autentyczne). W tym czasie będę szedł za swoim wewnętrznym głosem bez wyrzutów sumienia, że ją zaniedbuję. Tyle na dziś.
  13. Witajcie Bracia, Moje pasmo nieustających sukcesów: (które pozwolę sobie wymienić bo mi to dobrze robi ) - mocno trzymam lejce, kumuluję energię, rzuciłem palenie, są sporty walki, basen, bieganie, odnowione znajomości i spotkania, zrzucona waga, pozytywne myślenie, kontrola emocji, nofab, brak lęku przed rozwodem/samotnością, częste momenty nieuwarunkowanej przyjemności z życia, pomysł na zmianę roboty i własny biznes Upierdliwym mankamentem stał się alkohol, różne miałem okresy, jednak od września mocno ograniczyłem, ale w kwietniu znów praktycznie codziennie coś sobie pozwalałem, co nie było ani dobre ani potrzebne, szczególnie jak mnie loszka na to namawiała, a ona też nie powinna bo się leczy więc to już przegięcie. Bez alko jestem pewniejszy siebie, rozsądniejszy, kontroluję emocje i nie robię erotomańskich podjazdów i daję do zrozumienia loszce, że u mnie jest wszystko super. Mówię więc stanowcze KURWA NIE! Mocy przybywaj! Przysięgam przed Wami: 1. Ograniczyć picie alkoholu w domu do jednego razu w tygodniu, a odzyskany trzeźwy czas poświęcać na realizację swojego pomysłu na biznes. 2. Ograniczyć picie alkoholu na wyjściach/imprezach do ilości 4piwa lub 250 ml wódki, tak by było przyjemnie i bez kaca na drugi dzień. 3. Nie picie z loszką. Nie robię radykalnej abstynencji, bo nie jest to mym celem, alkohol ma mi nie przeszkadzać w trzymaniu obranego kursu Czas na pierwszy etap to 1 miesiąc potem planuję przedłużenia lub ewentualne korekty. Czołgiem!
  14. Alko --> Praca

    @jaro670 Ja "wyjebany z pociągu" czułem się 1,5 roku temu - czułem bardzo dużo negatywnych uczuć do Siebie i do ludzi. Pół roku się szarpałem, niby walczyłem (swoją słabą wolą), ale piłem coraz więcej i nie mogłem emocjonalnie się uspokoić. Rok temu jakby straciłem nadzieję, uważałem, że straciłem wszystko, "przegryw" życia, bałem się, depresja. Paradoksalnie to poczucie braku nadziei było punktem zaczepienia do działania, do robienia rzeczy / postrzegania świata / zmiany przekonań - gdy kończy się nadzieja znika strach. Puściłem się starych "wartości". Zacząłem kwestionować Siebie, swoje ego - a też dopiero zrozumiałem i poczułem co to jest ego (wcześniej miałem tylko o tym intelektualną wiedzę). Poszedłem w kierunku rozwoju swojej świadomości - dlatego też trafiłem tutaj Mam tutaj "swoją historię" A może to nie było "wyjebanie z pociągu" a "wejście do pociągu", może dopiero doświadczę "wyjebania z pociągu" - nie wiem , życie pokaże. Ale skoro Carr do Ciebie trafił to i inne "kliki" nastąpią i a stany przygnębienia i smutku to chyba naturalna sprawa, ja to też mam, ale jak je na bieżąco "obsługuję" autowspółczuciem to wraca spokój. Każdy tak ma, to prawo dualności rzeczywistości - smutek/radość, zysk/strata, dobro/zło, strach/odwaga. Tak nauczono nas żyć i postrzegać. To nie jest naturalne Prawo, to zasada ludzka, etykietowanie i wytresowane emocje - "jak dają to się cieszę jak zabierają to smucę". A można wyjść z tego, a przynajmniej uświadomić wtedy pojawia się akceptacja, można Sobie odpuścić, rozumiesz że musisz Sobie odpuścić ten żal i wstyd itp. jaki masz do Siebie. Tym się zajmij! podobne słowa wypowiedziałem rok temu pewnemu księdzu (tak! tak było źle). On się zaśmiał (co mnie jeszcze bardziej wkurwiło), ale potem powiedział, że to nieprawda, że wszystko jest OK. Nie dotarło to od razu do mnie, ale zasiał we mnie jakieś ziarno/koncept (jak w Incepcji). Potem poszło i dziś wiem o czym mówił. Zajmij się tym samobiczowaniem, widzisz jak Siebie traktujesz? Potraktuj to jak ten alkohol, potraktuj to jak truciznę i przestaniesz to robić. Sztuka, żeby Sobie uświadomić co Sobie robimy. To działa tak: myśli --> przekonania --> emocje --> działanie --> efekty A żeby zmienić myśli trzeba być uważnym i zaangażowanym obserwację (czyli WOLA + zmysły) natomiast umiejętność bycia uważnym to bycie w "TU i TERAZ" Ignorujesz historię(przeszłość) i nie fantazjujesz (przyszłość). Wychodzą wtedy różne odkrycia na temat Swoich podświadomych reakcji, emocji, i tzw. schematów, programów itd. To wszystko to nie TY, więc co się tym martwić, po co się do tego przywiązywać. Rodzą się nowe śmiałe pozytywne myśli, które tworzą nowe bardziej pozytywne przekonania (samoocena) i rodzą się pozytywne emocje, które popychają do decyzji i działań, a działania wiadomo przynoszą feedback. Jak się okazuje często coraz bardziej pozytywny lub nowy lub zaskakujący. Nagle świat nie zareagował jak dotychczas (a przynajmniej inaczej to oceniamy). W głowie pojawia się jasność i dotychczasowy śmietnik staje się przestrzenią do nowych doświadczeń. I tak w kółko Więc widzisz, że to nie sama trzeźwość daje efekty - to efekt świadomości i postrzegania rzeczywistości, jej bądź co bądź interpretacji. Trzeźwość będzie bezużyteczna i męcząca jeśli nie jesteś przekonany, że trzeźwe postrzeganie jest dla Ciebie jak tlen. Sam wiesz, bo mi to klarowałeś jak pisałem o swoich statystykach Mam nadzieję, że zainspirowałem Zaczęcam do PRAKTYKI bo to konieczne.
  15. Alko --> Praca

    @jaro670 Tak naprawdę alko nie wypełniał mi żadnej pustki - jako młody chłopak (17 lat) zacząłem popijać ze względu na ciekawość, wpływ towarzystwa, pozorowaną dojrzałość, protezę odwagi itd. Faktycznie to alkohol staną pomiędzy świadomością a duszą, stał się narzędziem ego, a przekleństwem duszy. Pierwsze przebłyski, że alko musi zniknąć bym dotarł do wewnętrznego spokoju wiązały się z poczuciem strachu przed taką "stratą". Jak to? przecież będzie źle i ciężko! Tak ego - "wymyślona tożsamość" walczyła o swój napój. Obecnie korzyści mnie zalewają Najważniejsza jest energia, a z nią mam mnóstwo pomysłów i aktywności, które dają radość. To się nakręca i uzupełnia. Obecnie mogę powiedzieć, że trzeźwość i wyjebanie reszty uzależnień daje mi poczucie wolności a życie staje się magiczne Piszę "magiczne" w nawiązaniu do bardzo inspirującego filmiku Leo "10 Important Things You Don't Know You Want" gdzie pierwszy punkt to: "Existence to feel magical again". Polecam ten film i głębsze wniknięcie w sens jego przesłania. Jak się pogrzebie głębiej w "Sobie" to obraz staje się wyraźniejszy, życie intensywniejsze i przyjemne - "flow - effortless & natural" . Wielu Braci nie raz odwołuje się do tych wartości co Leo. Każdy ma swoją ścieżkę - szukajcie a znajdziecie
  16. Też miałem z tym problem. Jeszcze dodatkowo napierałem na to w przekonaniu, że sex to oznaka jej zaangażowania. Ale w przypadku gdy ty ciągle to inicjujesz i robisz podjazdy, to dla niej "smycz" na której będzie cię prowadzić. Owszem sex może być znaczącym elementem zaangażowania, bliskość fizyczna i seksualna to ważne sprawy, ale powinny być wzajemne i naturalne. W końcu z tego wyszedłem, bo przestałem "ćpać" sex. Gdy pojawia się taka pokusa/potrzeba zaczynam chwilę zastanawiać się: - czy to dobry moment, czy ja mam dobry nastrój? - czy ona ma taki nastrój? - czy w przypadku odmowy, zareaguję spokojnie i czy akceptuję bez urazy taką sytuację? - czy gdy dostanę sex to znów stanę się potulny i będę tolerował jej niewłaściwe zachowanie? - czy jak sobie dam spokój z inicjacją to będzie mi źle? i dlaczego? - czy boję się odrzucenia? - czy wykorzysta to przeciwko mnie i czy mam siły/energię na spór i wojowanie? Pojawia się taka rozkmina i wynika często, przestaję mieć ochotę, bo zbyt dużo wątpliwości za tym idzie. Ogólnie - sex powinien być spontaniczny naturalny i przyjemny - jeśli staje się konieczy do lepszego samopoczucia to staje się twoim narkotykiem, a ty stajesz się niewolnikiem. A jeśli takie rozkminy są przed lub po sexie to jest on niezdrowy. Ta czy inna kobieta będzie twoim dealerem. Nie warto oddawać swojego życia w czyjeś łapy. Wiem, że to nie łatwe, ale wracając do mojego wcześniejszego wpisu gdzie mówię o pierwszym etapie zmiany - UWOLNIĆ SIĘ OD UZALEŻNIEŃ - SEX też może być TWOIM UZALEŻNIENIEM i z tego co piszesz jest. Takie zachowania i niszczenie siebie nałogami to nieudolne próby załagodzenia bólu, cierpienia, braku bliskości i miłości. Z czasem przestajesz się szanować i zaczyna się autodestrukcja. Szanuj się - sex? TAK - to wspaniała sprawa, ale dobrej jakości - z zaangażowaną, chętną, podnieconą kobietą. Jak takiego sexu nie ma to nie skamlaj o ochłapy jak piesek. Rujnujesz swoją wartość. Uzależniasz się od osoby i jej woli, nastrojów - energię ładujesz na sprawienie by ci dała dupy - no oceń sam czy to nie żenujące. Jak dostaniesz dupy to już za chwilę kombinujesz jak dostać następną działkę. Energię z popędu przekieruj na inne działania twórcze!! żadnego fapania i porno! Zawieś te inicjacje sexu, niech ona to wyraźnie odczuje - zobaczysz wtedy jak to na nią wpływa.
  17. Alko --> Praca

    Podsumowanie po 7 miesiącach: x- picie O - zero alko I miesiąc: OXXXXOOOOXXXOXXOOXXXOOOOOOOO X 12/28 17 piw 2,0 l wódy II miesiąc: OOOOOOOOOXOXOXXOOOOOOOOXOOXX X 7/28 20 piw 250ml wódy III miesiąc: OXOXXOXXOOOOOOOOXXXXOOOOOOOO X 9/28 20 piw 1500ml wina IV miesiąc: OOXXXOOOOOOXXXOXXOOOXXXXXOXO X 14/28 39 piw litra wódy V miesiąc: OOXXOOOOOOXOXXOOXXXOXXOOOOOO X 10/28 20 piw 2,2 litra wódy VI miesiąc: OOXXXOOXOXXXOOOOOXXXXOOOOOOO X 11/28 23 piwa 0,9 litra wódy VII miesiąc: OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO X 0/28 ZERO ALKO Tak to wygląda. Zero alko przez cały miesiąc. Bezwysiłkowo. Ja to nazywam stanem jakiejś autohipnozy. Wszystkie przemyślenia podczas lektury kiążki Carra i dluższy czas jaki przeznaczyłem na rozkminienie problemu i mechanizmu mojego pica dał efekt. Obecnie ani nie mam ochoty na picie, na myśl o tym pojawia się myśl o utracie dobrego samopoczucia, które obecnie mam, o utracie jasności umysłu, energii, odwagi, podkopaniu zaufania i szacunku do siebie. Mam natomiast ochotę przeżywać wszystko w trzeźwej wersji. Zwiększyła mi się mocno koncentracja i efektywność pracy, kreatywność itd. Więc rachunek jest oczywisty. Nie mam ciągot, kryzysów, walki, nie sięgam po substytuty. Nie ulegam towarzystwu, nie unikam pijących, nie mają nade mną władzy, nawet mnie bawią ludzkie reakcje i próby podważenia mojego stanowiska. Podsumowanie realizacji celów: wzrost do max wykonanie 100% wzrost do max 100% - miałem limit 5 dni z alko, ale nie wyszło . wzrost do max 100% . Najbardziej obawiałem się przebiegu kilkudniowego wypadu z kumplami. Było 9 samców. Ja nie piłem, dwóch sie ograniczało, a reszta waliła gaz. Tylko jeden z nich drążył temat cały wyjazd i próbował mnie namówić do picia, w sumie go lubie dalej, próbował mnie tylko sprowokować, ale za to zapłacił heheheh. Reszta bardzo ok, żadnych żali i wjeżdżania na ten temat. Było miło i zabawnie. Dzięki wszystkim Braciom za doping.
  18. Banał, Klisza, Rycerz Zawisza

    Niezły bigos masz w głowie Skoro już Cię dobrze to przyparło do muru to czas sprzątać ten śmietnik. IMO - zacznij plan naprawczy poprzez uświadomienie sobie pewnych rzeczy. 1. o SOBIE 2. o rzeczywistości Ad. 1 - Masz mocne ego, wypucowane, silne, określone, utrwalane, karmione, wypasione, itd. Problem w tym, że jest to ego ofiary, jeździsz po sobie i sam się blokujesz i ograniczasz. Twoje ego doskonale też opanowało wszystkie mechanizmy - racjonalizacji, projekcji, zaprzeczenia, wyparcia itd. Masz swoje bagienko w którym się taplasz i trudno Ci już uwolnić się z tego pomieszania i uwikłania. Przyprawione to jest pełną gammą negatywnych myśli i przekonań, emocji (gniew, żal, złość, wina, zazdrość, wstyd) - no kurwa wszystko jest. Wszystko jest ciasno poupychane i zabetonowane, że trudno tu o przestrzeń na coś pozytywnego, refleksję, spokój, dystans. Częściowo wynika to z wychowania i doświadczeń dzieciństwa, a częściowo sam to stworzyłeś. Teraz SAM masz to posprzątać. Przestań chodzić na smyczy opinii innych i swoich własnych dotychczasowych przekonań Ad. 2 Rzeczywistość Ci się nie podoba, bo masz co do niej irracjonalne oczekiwania, w ogóle jej nie akceptujesz, widzisz tylko własne przekonania i życzenia. Ponieważ masz konflikt i chaos w SOBIE to i z rzeczywistością i otoczeniem masz problem. Dlatego uciekasz - gierki, alko, fap, porno i pewnie jeszcze inne atrakcje, które służą do uciekania w pozorną przyjemność. Zajmij się nałogami i uzależnieniami - akceptuj i doceniaj to co jest. Trzymaj się "tu i teraz". Zmieniaj drobne rzeczy, codzienną rutynę, zdobywaj nowe umiejętności (instrument, sport, żonglerka - pierdyliard innych rzeczy) Nazbierało się w Tobie sporo emocji i to wybija. Nie bój się tego, spokojnie trzeba to przerobić. Dzięki temu staniesz się emocjonalnie dojrzalszy, silniejszy i poznasz lepiej swoje uczucia. Zerknij na artykuły na tej stronie https://zenforest.wordpress.com/ np. : https://zenforest.wordpress.com/2008/01/06/cztery-kroki-do-wolnosci/ https://zenforest.wordpress.com/2009/09/27/demony-ktore-niosa-przebudzenie/ Sporo inspiracji i konkretnych technik, jak Ci to odpowiada to sięgnij po całe książki. Ponieważ jesteś inteligentny i masz poczucie humoru, to szybko załapiesz nowe podejście. p.s. ciekawie piszesz, może jakieś opowiadania byś skrobał
  19. Dla zainteresowanych takie stoickie pisanie: https://dailystoic.com/
  20. Alko --> Praca

    @jaro670 Zgadza się Też miałem dużo wspomnień o odczuciach sprzed picia, jako dziecko czy nastolatek, powrót do zapomnianych smaków życia, wracały też pozytywne, zapomniane wspomnienia, stąd tez m. in. radość. Takie wrażenie jakbym przestał pozwalać alkoholowi zastępować te trzeźwe wrażenia i uczucia, które były takie własne, autentyczne, bliskie duszy. Słowem - miałem ciekawy weekend, jakbym daleką podróż przeżył Co do przyszłości to dominuje ciekawość, jak to będzie wyglądało i smakowało . @Klapaucjusz Dzięki, .... kurde sporo się pozmienia - te ustawki "na piwo", "flaszki w podziece", trudno zdawać sobie sprawę ze skali zmian, to globalna zmiana!. Bo najbardziej znaczące jest, że metoda nie pozostawia Cię w poczuciu ciągłego zagrożenia tylko wyzwala i dosłownie przenosi w inny wymiar świadomości. kurna ale jestem podjarany
  21. Uroczyście przysięgam i zobowiązuję się!

    Już przerabialiśmy temat alko! Pijesz i masz syf w życiu i żenujące akcje. Naprawdę? Masz powody, które uzasadniają picie? Grubo się ładujesz. sex, sex, sex - faktycznie lata porno zrobiły swoje. To nie jest droga do podniesienia samooceny, a wpakowanie się w kolejną zależność. No ale Ty to wiesz. Wszystko podporządkowane pod sex i baby, ehh. Spójrz na swój pierwszy post i plan - jaki tam miałeś zakres działań - co zostało? Czytaj "Stosunkowo dobry" - najlepiej co miesiąc aż do skutku - tzn. aż zaczniesz praktykować i zrozumiesz i poczujesz, że masz realny wpływ na swój stan i życie. Konfrontacja z rzeczywistością jako przyjemny nawyk, poczucie szczęścia jako wybór, akceptacja, entuzjazm w trudnych sytuacjach, niestandardowe(nowe pozytywne) zachowania - to RÓB! Piszesz "....zrobiłem: ..... - postanowiłem bla bla bla " no to jeszcze nie zrobiłeś Zrób zmianę w Sobie!
  22. Alko --> Praca

    @jaro670 łyknąłem na weekendzie książkę Carra - przyznam, że czuję się jak zahipnotyzowany, a raczej bardziej właściwie trzeba powiedzieć, że wybudzony z hipnozy. Treść i sedno sprawy możnaby ogarnąć na 50 stronach, ale chyba celowo jest dużo grubsza. Przez te kilka godzin wałkowania tematu, przewinęło się przez moją głowę tysiące myśli, wspomnień, naprawdę niemiłych, trudnych, gorzkich. Jakbym oglądał film o sobie z wszystkich możliwych alkoholowych sytuacji i kontekstów. Można się zdołować, ale ...... nie! poczucie lekkości i wolności jest dominujące! Bardzo dobry czas, bo wcześniej, nie poświęcałem temu problemowi tyle czasu i przemyśleń, może ze wstydu, może z żalu nad sobą, niemiło do tego wracać, ale warto uświadomić sobie jakie są fakty. Co czuję? Odrzut od trucizny, ulgę, radość, spokój, moc, energię i lekkość. Dziękuję, za podrzucenie tego tytułu. Polecam wszystkim. @jaro670, @Metody, @Cortazar Wkrótce przed mną konkretny test - wypad z samczą ekipą z którą znam się ponad 20 lat Będzie ciekawie
  23. Uroczyście przysięgam i zobowiązuję się!

    No to pisz człowieku, te raporty, nawet jak ci się nie podobają, bądź uczciwy wobec nas i siebie. Przestań się dymać ..... a trzepać się możesz Jak postępy?
  24. Dokładnie tak samo się nad tym zastanawiałem. ZOSTAW te rozkminy, NIE MA WINY, nie szukaj winnych i powodów, przyczyn itd. skup się na obecnej chwili, wracaj do "tu i teraz". Bądź jak najczęściej sam ze sobą, żeby to polubić, żeby dowiedzieć się co lubisz, co chcesz - luźne swobodne bycie ze sobą, taka spokojna medytacja. Twoją przeszkodą jest teraz Twoje ego, twoje myśli, które odtwarzają te same filmiki, historie, na siłe chcesz to wyjaśnić. Owszem może to i trochę potrzebne, ale celem jest rozpuszczenie tych myśli, aby mogły pojawiać się nowe, oryginalne i pozytywne. Nic sobie nie zarzucaj, nie bierz do siebie tego co Ci mówi, sam się nie biczuj. Też jedziesz na autopilocie jak ona, ale jak już to wiesz to możesz zacząć działać i wychodzić z matrixa. Już to obczaiłeś, klamka już zapadła, intencja odpalona - to do roboty! Ale spokojnie - nie próbuj biegać nocą po gęstym lesie - wyjdziesz z niego macając każdą przeszkodę i trzymając się jednego kierunku. Z czasem będzie też jaśniej i szybciej nauczysz się rozpoznawać co Ci zagradza. Teraz nie związek jest ważny, priorytetem jesteś TY. Więcej optymizmu Uważność --> świadomość --> zrozumienie (szkodliwości) --> działanie --> efekty (zdarzenia, emocje, myśli, uczucia) w takim cyklu nakręcasz się i energii zużywasz coraz mniej. Tak jak @KurtStudent pisze - przesteruj się na nowe pozytywne aktywności sport, książki, rozwój, zdrowe relacje, nowe nawyki itp. Swoją energię szanuj i inwestuj ją mądrze (świadomie ustalaj zadania, cele, zarządzaj czasem, finansami ). Nie zużywaj energii na ratowanie jej, czy innych, nie daj się z niej okradać. Na bieżąco usuwaj (uświadamiaj sobie) negatywne emocje.., ale i pozytywne - taki codzienny bilans z przeżytego dnia - ustalisz, co warto robić a czego unikać. Tyle na dziś.
  25. Podzielam zdanie @azagoth że to manipulacja (może i nawet nieświadoma). Uważaj i obserwuj, czy nie zachodzi takie zjawisko: Jej chodzi o utrzymanie dotychczasowego układu, więc używa sexu do znieczulania Ciebie. Dostaniesz dawkę "draga" i już wracasz na wyznaczoną orbitę. Niby wszystko ok, każdy zadowolony, ale po pewnym czasie orientujesz się, że jesteś w tym samym miejscu, .... a miałeś się zmienić! Dynamika związku pull & push: Najpierw następuje przyciągnięcie (pull), czyli głębsza intymność, uwodzenie partnera, sex, a potem następuje wycofanie i porzucenie (push) - brak zainteresowania, przedmiotowe traktowanie, zaangażowanie w inne obszary (praca, hobby). Ty znów starasz się i stajesz na rzęsach, a efekty są odwrotne do zamierzonych (chłód, olewka, poniżanie, obwinianie) wiec w końcu sam uciekasz i oddalasz się - wtedy jej włącza się lęk przed porzuceniem i uaktywnia uwodzenie. Ponieważ ledwo się zaczęło Twoje "przepoczwarzanie" już dajesz się łapać na ten lep, już rozkminiasz czy "czy zainicjować dziś seks i zobaczyć czy też będzie taka chętna jak wczoraj, czy może czekać aż ona znowu zainicjuje ?" - MYŚLISZ TYLKO O ĆPANIU. To droga do jeszcze większego uzależnienia od osoby. Choć Ci to nie w smak - to odzyskaj SIEBIE - Twoim celem jest zbudowanie nowej osobowości, która nie jest uwarunkowana od zewnętrznych źródeł. Masz być szczęśliwy sam ze SOBĄ. To Twój cel nr JEDEN. Uzależnienie od osoby polega na : 1. poświęcasz nieproporcjonalnie dużą ilość czasu i troski osobie, od której jest uzależniony, a także ,,cenisz ją bardziej od siebie”; to skupienie się na partnerze bywa często obsesyjne. 2. W sposób jawnie nierealistyczny oczekujesz od partnera bezwarunkowo pozytywnego stosunku do siebie. 3. przestajesz się troszczyć o siebie i wierzyć w swoją wartość. Wpadacie w cykle pull&push które są coraz boleśniejsze i przynoszą coraz więcej cierpienia. Te cykle nakręcane sią przez dwa lęki: przed intymnością i przed porzuceniem. Takie dynamiki relacji pewnie są wam znane z doświadczeń z dzieciństwa. Huśtawka buja coraz bardziej, aż ktoś zaczyna zpierdalać. CO MASZ ZROBIĆ: Uwolnić się od uzależnienia. Dotyczy to wszystkich uzależnień, które masz, którymi leczysz fazy porzucenia i złego traktowania. Np. alkohol, nikotyna, zioło, hazard, gry komputerowe, fap, porno, praca, zakupy, itp. Potrzebujesz wrócić do jasnego myślenia i kierowania swoim życiem, potrzebami. Może nie trafiam z diagnozą, ale pewne rzeczy mi się kojarzą i z moimi doświadczeniami i z teoria (Toksyczna miłość. Pia Melody). Chyba opiszę to w oddzielnym wątku, bo schemat jest popularny i trudno samodzielnie go sobie uświadomić, siedząc w rollerkasterze
×