Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Szkaradny

Użytkownik
  • Zawartość

    159
  • Donations

    0,00 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Szkaradny

  1. Historia jakich wiele.

    Zgłaszam niezgodność tytułu z opisem - takich historii jest niewiele - sugeruję "(Ja , Ex , ex , sex) => wielokąt n-wymiarowy". @Straszymorda kibicuję i liczę, że w jakiś magiczny sposób to "odruchasz".
  2. Poszukiwanie pasji

    Możesz wyjaśnić? Czy mówisz o stanie zaangażowania, czy o tym że potrzebujesz pasji, żeby uciec od wszystkiego wokół? Zwróć na to uwagę, bo konflikt "pasja" <=> rzeczywistość będzie po czasie sporo Cię kosztować. Okaże się, że to ucieczka i forma znieczulenia, z czego będzie uzależnienie. Pasja rozwija i pogłębia kontakt z rzeczywistością, "pasja" będzie odcinać i generować cierpienie.
  3. Ciężka sprawa - proszę o radę

    @Metody Spokojnie, nie od razu Rzym zbudowano. Nie wiem jakie konkretne rezultaty masz na myśli, ale nie podcinaj tak koledze skrzydeł Zakoduje sobie taką myśl i po kilku miesiącach zmuszania się do godzinnego siedzenia na dupie - ego go przekona, że dał się zrobić w członka forumowym bratkom Moje doświadczenia były zupełnie inne, właśnie na początku miałem dużo pozytywnych rezultatów, bogate spektrum przeżyć wynikających z pozwolenia i akceptacji tego co jest "we mnie". Zmiany w sposobie myślenia przychodziły same - ze zrozumienia, a to co wcześniej tak mnie męczyło stopniowo traciło energię i znaczenie, ego się wyszczekało, strach okazał się iluzją. Zgodzę się, że nie dobrze jest "jarać się" i generować oczekiwania, zakładać jakieś efekty i rezultaty - to nie to to przeszkadza. @TylerDurden nie ma przebiec za miesiąc maratonu, ale ma wyjść na świeże powietrze, na spacer, może się przebiegnie może nie. Z czasem może biegać maratony niechcący zupełnie A jak posiedzi tylko przy otwartym oknie to też fajnie. Naturalnie, intuicyjnie, w swoim tempie.
  4. Ciężka sprawa - proszę o radę

    @TylerDurden Braci ładnie Ci klarują jak technicznie ogarnąć rozwód i ogarnąć temat - bezcenne uwagi szczególnie od osób, które mówią z doświadczenia. Czerwone flagi już długo trzepoczą na wietrze, więc rozwód. Ja chciałem kilka słów dorzucić w kwestii ogarnięcia psychiki. Twoja intuicja dobrze Cię kieruje, wskazuje mocne oparcia - jak wymieniłeś są to: wiesz i pamiętasz, że byłeś szczęśliwym, zadowolonym z Siebie i życia człowiekiem chcesz być wspaniałym ojcem - radosnym, pogodnym, uczuciowym, silnym tatą, który jest dla syna przyjacielem i nauczycielem. jesteś świadomy swoich błędów - idealizacja partnerki, białorycerstwo, brak zdrowych granic. To Twoje latarnie, które pokazują gdzie jest ląd. Sztorm w którym się znalazłeś nie jest niczyją winą, wypłynąłeś podczas pięknej ładnej pogody, latały motylki, skakały delfinki i JEB! Coż, brak doświadczenia, wyobraźni, świadomości i ..forum Wiem o czym mówisz "czuję się jak wrak" "życie na polu minowym". Do ogarnięcia emocjonalnego bałaganu sugeruję poczytać: 1. Kiedy życie nas przerasta - Pema Cziedryn - jak odzyskać balans i harmonię w życiowych kryzysach i cierpieniach, jak z nich się uczyć życia i rozumieć co się tak naprawdę dzieje (droga i trudno dostępna książka(80zł na allegro), ale jak coś to mam pdf'a). 2. Przekraczanie poziomów świadomości + Techniki uwalniania David Hawkins - emocje, uczucia dlaczego warto i jak z nimi sobie radzić. Kierunkowskaz, mapa do zdrowego życia. 3. Stosunkowo dobry @Stulejman Wspaniały- zaangażuj podświadomość, zaprzyjaźnij się z nią i działajcie razem Podejrzewam, że możesz mieć zapętlone myślotoki i dręczące myśli, z których trudno się wydostać i myśleć o czymś innym. A to bardzo istotne, żeby myśli się zmieniły - ich natężenie i charakter. Jak zrobić, żeby nie myśleć o "różowym słoniu". Proponuję: 1. Medytacja - nic nie robisz, pozwalasz na swobodny przebieg myśli, niech się samodzieje, nie przywiązuj się do tego, nie oceniaj tego, nie oczekuj na coś konkretnego, jak Cię szarpną emocje to pozwól na to. 2. Praktyka "tu i teraz"/uważność - uwaga na to co obecnie dostarczają zmysły - wzrok, smak, dotyk, słuch, powonienie. Z tą praktyką rodzą się świeże, "brandnew" myśli, akceptacja i wdzięczność za to co jest. Pozwól sobie na eksperymenty, spontaniczność, rób to na co masz wewnętrzną ochotę (zgoda serca i umysłu), niech się dzieją nowe rzeczy. W trakcie tych zmian i praktyk - będzie pojawiał się opór i zwątpienie, mechanizmy obronne ego, pewnie strach, lęk, stare emocjonalne powiązania, schematy, przekonania, jakieś wewnętrzne przymusy, konflikty wewnętrzne, przymus odgrywania ról społecznych, -TO DOBRZE - POZNAJ JE - wytresowałeś się w tym latami i utożsamiłeś z tym, dlatego to teraz działa jak grawitacja, ciśnie w dół. POZNASZ i ZDECYDUJESZ już tym razem ŚWIADOMIE czy chcesz to w życiu czy zmieniasz. Pozdrawiam,
  5. @TheFlorator update jest zaplanowany na 25, ale mogę krótko coś napisać. Między nami Ja minimalizuję kontakt, nie zaczepiam, zajmuje się swoimi działaniami i mam zorganizowany czas. Dominuje spokój i nic się szczególnego nie dzieje. Trwa to kilka dni, po czym wynika jakaś spina – głównie żal lub oskarżenie z jej strony lub zwykle nieporozumienie, ale niepotrzebnie zinterpretowane jako przytyk. Chłodno to odrzucam i dorzucam jej coś w stylu „zajmij się tym, tym i tym, bo widzę że nie masz pojęcia jak są szkodliwe te twoje zachowania” – reaguje wtedy silną złością, nawet przerażeniem (tak to sama określiła), łzy i ucieczka. Potem dość szybko wraca i zajmujemy się swoimi sprawami. Ja w tym mam emocje „szarego kamienia” – test jak jest – OK – jej wybór, ja wybieram emocje które mi odpowiadają. Nie daję się zjeść i nawet dobrze się czuję w takich sytuacjach, bo mogę pokazać swoje granice i wartości. Bez lęku i stresu, że coś mogę stracić. Wręcz przeciwnie mogę tylko zyskać J. Akcja taka trwa około 15-30 min i znów spokój na kilka dni. Nawet znalazłem odpowiedni fragment jak poszedłem za radą Glovera – No more Mr. Nice Guy. ”” When a recovering Nice Guy sets boundaries with his partner, it makes her feel secure. In general, when women feel secure, they feel loved. She will also come to know that if her partner will stand up to her, he is also likely to stand up for her. Setting boundaries also creates respect. When a Nice Guy fails to set boundaries it communicates to his partner that he doesn't really honor himself, so why should she? """ W takich chwilach - powinna czuć się kochana J . Inną sytuacją gdy reaguję jest jakieś przegięcie, zachowanie gdzie dopuszcza się przesadnej reakcji. Zdarza się to coraz rzadziej i faktycznie pilnuje się, bo wie że zdarzy się ze ścianą (kamieniem J). Jak nie może to wychodzi na spacer. Tak, że mam więcej przestrzeni i działam: skilsy w webdev, wiedza nt. corpowalut, aktywność fizyczna, treningi, mindset, medytacja, kontemplacja, relaksacja, dzieci, dom, żarcie, towarzystwo. Kobieta zpadła z piedestału, jest poturbowana, mówi mi takie rzeczy „nie doceniasz jak się staram, to nieuczciwe, zmieniłam wszystko co chcesz, a ty skupiasz się tylko na negatywach, zawsze musisz mieć rację, ja się mniej liczę, czuję się olana itp.” , ale między tymi żalami pojawia się też światełko tj.: „wiem, że jestem odpowiedzialna za to co czuję i co z tym zrobię”. Przytakuję jej wtedy z uśmiechem J .
  6. Witam Bracia! Krótko, mój dylemat obecny to kwestia podjęcia decyzji (i jego momentu) jak rozgrywać dalszy przebieg małżeństwa? Opis: 10 lat białorycerstwa z osobowością narcystyczną/wampirem energetycznym z huśtawką nastrojów. Dwójka dzieci >10 lat. Przebudziłem się 10 miesięcy temu dochodząc do dna samopoczucia (poczucie winy z racji jej ciągłego niezadowolenia, ciągły stres z racji niepewności co przyniesie dzień - huśtawka nastrojów, monotonia i depresja z racji zniknięcia moich zainteresowań, niska samoocena z racji rzadkiego seksu i ogólnego stanu w związku). Cała moja energia szła na poprawianie jej komfortu, a raczej jego braku, bo ciągle coś jej nie pasuje w rzeczywistości, ludziach, itd. Generalnie potrafi być super miła, fajna babka, dobra mama, świetna w łóżku, pracowita, zaradna, atrakcyjna (ale nigdy nie dostarczała powodów do zazdrości), ale to trwa krótko i jest znowu nieszczęśliwa, cierpiąca, zła, itp. rozhuśtanie emocji level hard. Błędem było podzielenie się z nią moim stanem (że już wymiękam, deprecha), myślałem, że jakoś wesprze mnie, też dostrzeże swoją odpowiedzialność za ten stan i razem wyjdziemy z tego kryzysu. Zamiast tego włączyła tryb "samowystarczalność" i zajęła się wojowaniem świata beze mnie - z poradą idź do specjalisty. Przez kilka miesięcy się ogarnąłem - sport, zainteresowania, rozwój, lektury itd. I potem zacząłem zajmować się naszym związkiem - myślałem że tędy droga - więcej starań z mojej strony, opieki, zaangażowania w dom - i tu gong - totalna izolacja, huśtawki nastrojów, łącznie z groźbami samobójstwa, no i w tym kolega z pracy ( spacery, telefony, smski, jakieś wspólne imprezki pracowe). Na początku trafiła mnie kurwica i zacząłem szukać dowodów zdrady, ale nie mam nic konkretnego, w rozmowie na ten temat usłyszałem tylko, że nie sypia z nikim, a reszta to jej sprawa ). Może po prostu zabrakło jej i mi wspólnych emocji, czasu razem, jakichś odpałów. Każdy przez lata trwał w swoim fochu (ona: "nie traktuje mnie jak księżniczkę", ja: "żałuje mi tyłka"). Jak się trochę z tym oswoiłem i dodatkowo zacząłem robić naciski i stawiać wymagania, najlepszy skutek i reakcję szokową przyniosła groźba odejścia (to jest realna groźba, nie jakiś blef) - teraz jest generalnie poprawa i chęć współpracy, łącznie z seksem, ale jakoś już jestem w tym wszystkim jakiś odmieniony i na nią już patrzę inaczej. W sumie to pozytywnie odbieram siebie w tym wybitym szambie, jakoś się odnajduje i jestem gotowy na radykalne działania. Mamy dwójkę dzieci i nam na nich teraz zależy najbardziej - nie wiem teraz czy trwać w tym i tresować w odpowiednim kierunku, czy dla zdrowia psychicznego i higieny odejść i dbać o dzieci z boku. Co zrobić z tym typem, mam go pogonić, czy może wykorzystać, by łatwiej się oderwała? Choć mocno okazuje przerażenie wizją mojego odejścia to może być to też gra na czas by przygotować miękkie lądowanie, trudno mi to wyczuć. Może powinienem czekać na zebranie dowodów, by mieć z czym iść do sądu, bo teraz to co powiem? "Jest mi z nią źle?". Czy utrzymywać obecny stan podnosząc stopniowo poprzeczkę dostarczając emocji i pokazując nowe samcze oblicze (w sumie to działa, ale nie wiem czy przyniesie trwałe efekty). Czy raczej krótko i radykalnie? Dzieci byłyby w szoku, ale czy ona może się zmienić, czy może się jakoś zmienić, skoro tyle lat wokół niej skakałem i klaskałem w pierwszym rzędzie? Bracia, co Wy na to?
  7. Teraz, Twoje zdanie jest już bardziej zrozumiałe. Owszem, mam zamiar zrobić tak jak uważam. W obecnej sytuacji - nie męczę się, nie tracę czasu i uważam, że w przyszłości będzie lepiej. To "lepiej" pewnie różnie rozumiemy. Nie wiem, czy znasz cały wątek, ale chodzi o to, że dowodów żadnych na zdradę nie mam i przez wiele lat nie miałem nawet najmniejszych powodów do zazdrości. Natomiast to co mam 10 lat białorycerstwa, kobieta na piedestale, brak granic - zamiast tego pomaganie, wspieranie, ratowanie, akceptacja negatywnych emocji i zachowań, zero ramy, mocne uzależnienia (przekształcenia rzeczywistości), postawa ofiary (czekanie aż doceni, zmieni się) i temu podobne MOJE PROBLEMY. Czuję Więc robię to co trzeba - zajmuję się SOBĄ. Losy związku, małżeństwa to będzie efekt uboczny. Nie mam co do tego oczekiwań. Liczy się tylko, żebym lubił swoje życie i teraz od kilku miesięcy je bardzo lubię Z żoną spędzam mało czasu 2-3-4 godziny w powszednie dni, zakłócenia są owszem - pisze na bieżąco o nich. @Matiz - Ty tak z własnego doświadczenia?
  8. Taki kwiatek : Kobieta może powiedzieć "ja jestem w posiadaniu prawdziwego mężczyzny". Ale najciekawsza dla mnie wypowiedź to: "Bo dla mnie wziąć za kogoś odpowiedzialność, gdzie ktoś oddaje ci swoją duszę, serce i ciało... po czym to wszystko skrzywdzić .. trzeba być największym śmieciem jaki tylko istnieje". CO ZA NAIWNOŚĆ I IGNORANCJA. Istny przepis na toksyk. Brać za kogoś odpowiedzialność -- > katastrofa gotowa oddawać komuś duszę, serce i ciało --> katastrofa gotowa Z takiego układu obie strony wychodzą w poczuciu WIEEEELKIEJ KRZYWDY - to jest właśnie gówniarstwo i zachowanie nastolatków. Co do samego autora to słabo to wygląda jak filmik to montaż 2 sekundowych ścinek pseudo wypowiedzi - nie potrafi wypowiedzieć dłuższej myśli bez cięcia? Mało to dla mnie przekonujące, takie lepienie po pół zdania. Najbardziej jednak razi mnie "ból dupy" Pana Kuby. Co chwila podkreśla jak to trudno mu znieść taka chujową rzeczywistość - tyle syfu, głupoty, braku wartości - nie do zniesienia. Wybija ten emocjonalny konflikt z jego oczekiwaniami. Stawia się w roli Naprawiacza, Ratownika - pokazuje i objaśnia - bo już dłużej nie może tego znieść - "Bo się już kurwa na to nie da patrzeć". Dodam, że wcześniej go nie oglądałem i oceniam tylko ten jeden filmik. Wszystko go tak boli?
  9. Byłem tylko kilka wizyt (6-7) w momencie największej dezorientacji, więc mam małe doświadczenie, ale jak Ci pomaga w kwestii depresji to może te kwestie to zwyczajny opór przed odpuszczeniem pewnych blokad/przekonań. Pamiętać trzeba, że psycholog to wsparcie i ani on ani nikt inny nie może brać odpowiedzialności za Twoje życie. Jak @Ksanti zaznaczył, trzeba odpowiedzi szukać w Sobie. Na otoczeniu i psychologach możesz teraz testować, weryfikować - co oni na to jaki wytoczą argument, na co nacisną co znów Ci się nie spodoba. A szanujesz? Myślę, że to wszystko idzie w parze - gdy masz niską samoocenę, pewność siebie, spójność wewnętrzną to i czujesz lęk i obawy, zagrożenia ze świata i ludzi. Jak będzie moc i wewnętrzny ład, to nie będzie lęku, że Cię ktoś wykorzysta, nawet jak do tego dojdzie to będzie to odebrane naturalnie i bez wielkiej "dramy". Tobie nic nie ubędzie na wartości. Zgadza się, w momencie "ogarniania się" nie ma sensu tworzenie związku, same z tego problemy i świadczy tylko o braku świadomości. Pracuj nad sobą aż poczujesz swobodną przestrzeń otoczoną pozytywnymi uczuciami
  10. Uważam, że 16 godzin efektywnego działania jest możliwe, ale jako efekt przygotowania i wypracowania odpowiednich nawyków i przekonań. takie bym zagadnienia wziął pod uwagę: poznać bariery, swoje szkodliwe przekonania i zachowania, wyeliminować to co zabiera energię, czas, poznać swoje ego i jego mechanizmy, dieta, medytacja, relaks, aktywność fizyczna, pozytywne emocje, samoświadomość, emocjonalna inteligencja, duchowa higiena, odwaga, praktyka "tu i teraz" Dla mnie poświęcanie czasu na te sprawy to jest właśnie produktywne działanie
  11. Wygram!

    @NiesamowitySzymi Jak tam Bratku postępy? Sam od pewnego czasu rozkminiam czy kawa nie powinna wylecieć definitywnie z mojego menu. Robiłem różne przerwy w spożyciu i generalnie widze że 1-2 kawy dziennie przez kilka dni daje znaczącą zmianę obrotów i problemy z koncentracją. Jak piję jedną lub dwie na weekendzie dla towarzystwa, do rozmowy to jest OK, ale jak zacznę pokładać w niej nadzieję na dodatkową moc, większą wydajność, pobudzenie, to efekty są odwrotne. Dziwne, ale tak mam i obserwuję to dokładniej już z pół roku.
  12. Tłumienie wszystkiego w sobie

    @vodkas85 Postaraj się o wewnętrzny spokój, aby nie rządził Tobą strach, że "zrobisz rozpierduchę", albo kogoś skrzywdzisz. Idź za głosem wyrażenia tego co czujesz, że chcesz zakomunikować, ale niech to nie będzie jakaś forma rewanżu, odwetu czy kary. Nie popadaj też w sidła ego i walki z innymi ego. Chodzi i o wewnętrzne uczycie, że to co robisz jest konieczne i dobre, choć trudne i bolesne, - coś jak chirurg przy amputacji kończyny, gdy gangrena zagraża życiu Ogarnij sytuację zrozumieniem, współczuciem i odwagą
  13. Korzyści z czytania

    "Zrobiłem" w tym roku koło 80 pozycji - niektóre tylko przeleciałem, bo okazały się mało ciekawe inne czytałem kilka razy i wracam do fragmentów systematycznie. Głównie psychologia, duchowość, socjologia, rozwój i IT. Kiedyś do takich książek podchodziłem intelektualnie nic nie dało poza pompowaniem ego - teraz podejście mam praktyczne, użyteczne - czytam i stosuję, testuję, sprawdzam - i to ma sens. dla tych co szukają inspiracji jak się ogarnąć: Polecam wszystko Dawida Hawkinsa (no może poza Sukcesem), Tolle(Potęga teraźniejszości), Pia Mellody (Toksyczne związki), Kiedy życie nas przerasta. Psychologia buddyjska w życiu codziennym - Pema Chodron Stosunkowo dobry - Marek, Cztery umowy - Ruiz, Inteligencja emocjonalna - Daniel Goleman Człowiek w poszukiwaniu sensu - V.Frankl Przebudzenie De Mello The Slight Edge - Olson No More Mr. Nice Gay - Robert Glover Prosta metoda jak skutecznie kontrolować alkohol - A. Carr Podręcznik Huny - Wingo Błądzą wszyscy (ale nie ja) - Aronson Niech się stanie człowiek - E. Fromm
  14. Było tak że z dwa miesiące temu ona wyszła z inicjatywą, żebyśmy powiedzieli sobi co chcemy, a czego nie chcemy, aby zobaczyć gdzie są problemy a gdzie części wspólne. Zgodziłem się i dałem trochę czasu, żeby to zrobić w przemyślany sposób. Przygotowałem się zrobiłem sobie to na spokojnie i wyszła mi notka na 24 punkty z podziałem co jest nie tak i jak chcę by to wyglądało. Po tygodniu próbowaliśmy rozmawiać i okazało się, że w ogóle się nie zrozumieliśmy. Ja podszedłem kompletnie, spisałem to, wyszło 4 strony z możliwie precyzyjnym wyrażeniem o co mi chodzi. Ona miała takie "przemyślenia w głowie" , które możnabyło zamknąć w zdaniu "chcę żeby życie było fajne". Moje podejście i to ile mam do niej zastrzeżeń przeraziło ją i nie chciała tak gadać, unik. Po jakimś czasie wręczyłem jej jednak te papiery, choć były to notatki dla mnie, ale "luz" pomyślałem, jest jak jest nie ma co się czaić. Wzięła i kontakt urwał się na jakieś 2 tyg. Potem zebrała się w sobie żeby o tym pogadać i na początku chciała to wszystko wepchnąć pod mianownik "to Twoje interpretacje i własne problemy, które projektuję", ale nie dałem się tak wymanipulować, bo z jej strony częsty argument to "ja tak czuję", a mi właśnie odmawia prawa do tych odczuć i prawa do wyrażania tego, podczas gdy sama swoimi uczuciami prowadzi związek i rodzinę w środek burzy. Podjęła się omówienia całej listy, jak pisałem 7,5 godziny. to były sprawy dotyczące naszej relacji i jej zachowań. Nie było szczegółów typu za co kto odpowiada, też by się to przydało. Nawet jak coś ustalimy to ciężko coś zrobić, bo zawsze się można przywalić do jakości wykonania lub czasu itp. Na choooj mam sprzątać chatę, jak zaraz po mnie poprawia i pitoli "wszystko muszę sama" - tak to kiedyś wyglądało. Teraz już nie ma takich tekstów.
  15. W roku 2018 zostanę programistą.

    @PewnySiebie Mnie komputerki od zawsze pociągały, i dłubię stronki z 10 lat. Głębiej teraz chce w to wejść - głównie JS, wchodzę intensywnie (kilka h dziennie) na razie mam dużą satysfakcję z tego. Co do zarobków to się zobaczy, ale na pewno będę próbował na własny rachunek działać i tworzyć firmę.
  16. po miesiącu... Cały miesiąc to praktycznie spokój na linii ja-małżonka. Kontynuuję politykę szarego kamienia Robię swoje, bez zaangażowania w kontakt i "nasze", "jej" sprawy. Ten spokój to spokój po burzy - na początku grudnia doszło do zainicjowanej przez nią rozmowy (trwała 7,5h!) - omówiliśmy wszystkie moje zastrzeżenia co do jej osoby. Dostała uświadamiającą petardę jak ja to widzę i co dla mnie jest nie tak. Było tego chyba z 25 punktów. Płacz przerywany próbami obrony i usprawiedliwieniami lub niechęć do omawiania czegoś co było dalej niż rok. Fakt przez ostatni czas dużo się w jej zachowaniu zmieniło i częstotliwość niezdrowych zachowań spadła, ale ja poszedłem horyzontalnie przez cały okres naszej znajomości. Kubeł lodowatej wody i odarcie ze złudzeń, że dalej patrzę na nią przez różowe okulary. Przyznała, że sądziła że jest lepiej - kluczowe "wydawało mi się" spotkało się z rzeczywistością. Co ciekawe rozmawialiśmy spokojnie i rzeczowo, nie odpuszczałem, nawet jak wiedziałem, że to moje "żale" za które jestem odpowiedzialny, to i tak mówiłem o tym, żeby miała okazję poczuć jak słabo się słucha gdy ktoś wytyka Ci całą chujozę. Pod koniec zaiskrzyło i napięcie się podniosło, poszło o finanse i wkład w majątek i zaczęła się spinać, że wszystko co mi zawdzięcza to mi odda, bo nie chce mieć zobowiązań i wytykania tego, nie protestowałem, mówiłem, że "proszę bardzo", ale to się skończyło z kolejnym dniem (czyli shittest). Potem mieliśmy oddzielne wyjazdy i tak z czasem sytuacja się uleżała. Płakała kilka dni i dalej jej to się zdarza, mówi że myślała, że jest dla mnie kimś ważnym i kochanym, a ja powiedziałem o niej tyle złego. Pytałem, co ma do powiedzenia na mój temat, bo chętnie przyjmę krytykę, ale nic nie powiedziała, bo stwierdziła, że mówienie przykrych rzeczy nie prowadzi do niczego dobrego. Zupełnie inaczej postrzegamy tą rozmowę, co sobie powiedzieliśmy - ona jako bardzo przykrą i destrukcyjną, ja jako konieczną i ukazującą prawdę bez zamiatania pod dywan. ( i nie chodzi mi o prawdę, w sensie mojej racji, tylko, o to że te uczucia i myśli są właśnie takie, pewnie że to interpretacja, ale ja w niej żyję, a ona żyje w swojej, warto chyba to sobie uświadomić niż gniewać się na świat ) Obecnie jest miła i znów się stara, komunikuje się, mówi o wszystkim co robi, planuje, pyta się o zdanie, konsultuje, nie robi żadnych zarzutów. Trochę momentami marudzi, że nie robimy wspólnych rzeczy, że ja komunikuję się formalnie i krótko i że już nic ode mnie nie może chcieć, tylko o wszystko prosić i pytać. Tak ofiara, ale w łagodniejszej wersji niż wcześniej. Ja jestem spokojny, dbam by był spokój, wprowadzam zmiany w codziennej rutynie swojej jak i domowej z dziećmi, bo wciąż są niejasności kto za co odpowiada i czego się oczekuje od siebie nawzajem. Skupiam się na efektywnym zarządzaniu swoją energią i rozwojem. Nie odpuszczaj nikomu toksycznych gierek/manipulacji i fochów (tu czasem córce się szkoła mamy udziela). Staram się wyganiać każdego kto stanie w kącie trójkąta Karpmana Wychodzę czasem na tym procederze, jako kat/prześladowca, ale coż, jak ktoś się uprze że jest ofiarą to "co ja mogę?" W Święta wszedłem bez entuzjazmu, ostatecznie podejmowałem decyzje co, jak i gdzie. Nie było konfliktów i sporów. Nawet się chyba wszystkim podobało, tak przynamniej każdy twierdził. Stałem się takim spokojnym, opanowanym acz aktywnym i zadowolonym człowiekiem. Do usłyszenia w 2018. Do siego roku!
  17. W roku 2018 zostanę programistą.

    Powodzenia. Też na 2018 zaplanowałem zmianę roboty i wejście IT (JavaScript/Frontend) odkładane latami. Ciśniemy
  18. Alko --> Praca

    @Piter_1982 piszę, że "czułem się zakręcony jak po 5 browarach". Wypiłem jedno piwo. Drugie pół następnego dnia. @Metody Właśnie tak uczyniłem. Napiłem się z ciekawości, z ochoty sprawdzenia jak zareaguję. Bez walki, wyrzutów, żałowania itp. Pełna uważność. Dlatego to opisuję, bo efekty mnie zaskoczyły - zakręcenie, bezsenność i wielogodzinny ból głowy. Odliczanie kontynuuję z konsekwencji takiej przysięgi i dla Braci, jak to statystycznie u mnie wyglądało. Może jeszcze kilka miesięcy - zamknę rok i zakończę raporty. Masz rację - wola, walka i odliczanie to nie wystarcza, ale trudno powiedzieć że jest bez sensu. Ważna jest świadomość co się robi, jakie to daje efekty, gdzie i kiedy się popełnia błędy, jaki jest cel. Ja zmieniałem po drodze i cele i metody i obserwowałem swoje stany i nastroje. W końcu to się mocno skumulowało i BUM - odrzut od alko bardzo silny. Towarzyszyły temu głębsze podróże we wspomnienia do lat dziecięcych i zrozumienie pewnych spraw i schematów. Wtedy to już łatwo i spokojnie, samo się zmienia. Ale na początku trzeba tą WOLĄ szukać metody i trochę to wysiłku musi kosztować. Oczywiście można się w każdej chwili napić jak się ma taką ochotę
  19. Witajcie Bracia, Moje pasmo nieustających sukcesów: (które pozwolę sobie wymienić bo mi to dobrze robi ) - mocno trzymam lejce, kumuluję energię, rzuciłem palenie, są sporty walki, basen, bieganie, odnowione znajomości i spotkania, zrzucona waga, pozytywne myślenie, kontrola emocji, nofab, brak lęku przed rozwodem/samotnością, częste momenty nieuwarunkowanej przyjemności z życia, pomysł na zmianę roboty i własny biznes Upierdliwym mankamentem stał się alkohol, różne miałem okresy, jednak od września mocno ograniczyłem, ale w kwietniu znów praktycznie codziennie coś sobie pozwalałem, co nie było ani dobre ani potrzebne, szczególnie jak mnie loszka na to namawiała, a ona też nie powinna bo się leczy więc to już przegięcie. Bez alko jestem pewniejszy siebie, rozsądniejszy, kontroluję emocje i nie robię erotomańskich podjazdów i daję do zrozumienia loszce, że u mnie jest wszystko super. Mówię więc stanowcze KURWA NIE! Mocy przybywaj! Przysięgam przed Wami: 1. Ograniczyć picie alkoholu w domu do jednego razu w tygodniu, a odzyskany trzeźwy czas poświęcać na realizację swojego pomysłu na biznes. 2. Ograniczyć picie alkoholu na wyjściach/imprezach do ilości 4piwa lub 250 ml wódki, tak by było przyjemnie i bez kaca na drugi dzień. 3. Nie picie z loszką. Nie robię radykalnej abstynencji, bo nie jest to mym celem, alkohol ma mi nie przeszkadzać w trzymaniu obranego kursu Czas na pierwszy etap to 1 miesiąc potem planuję przedłużenia lub ewentualne korekty. Czołgiem!
  20. Alko --> Praca

    Podsumowanie po 9 miesiącach: x- picie, O - zero alko I miesiąc: OXXXXOOOOXXXOXXOOXXXOOOOOOOO X 12/28 17 piw 2,0 l wódy II miesiąc: OOOOOOOOOXOXOXXOOOOOOOOXOOXX X 7/28 20 piw 250ml wódy III miesiąc: OXOXXOXXOOOOOOOOXXXXOOOOOOOO X 9/28 20 piw 1500ml wina IV miesiąc: OOXXXOOOOOOXXXOXXOOOXXXXXOXO X 14/28 39 piw litra wódy V miesiąc: OOXXOOOOOOXOXXOOXXXOXXOOOOOO X 10/28 20 piw 2,2 litra wódy VI miesiąc: OOXXXOOXOXXXOOOOOXXXXOOOOOOO X 11/28 23 piwa 0,9 litra wódy VII miesiąc: OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO X 0/28 ZERO ALKO VIII miesiąc: OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO X 0/28 ZERO ALKO IX miesiąc: OOOOOOOOOOOOOOOOOOXXOOOOOOOO X 2/28 1,5 piwa Co się stało? --- Byłem na wyjeździe (zawodowo) w dużym mieście. Pierwszy raz tam byłem, więc pierwszy wieczór zwiedzałem centrum i stare miasto, po 2,5h spacerów tafiłem na bar z baaardzo szerokim wyborem piw. Postanowiłem zobaczyć jak na mnie zadziała, jakieś lepsze piwo. Dałem 12 zł! i wypiłem. Dało radę bo to było trochę egzotyczne w smaku. Percepcja mi się mocno zmieniła, czułem się zakręcony jak po 5 browarach, nogi mi się lekko plątały, zrobiłem się głodny i zmęczony. Wróciłem do hotelu, nie mogłem zasnąć, cały kolejny dzień ból głowy. Normalnie zatrułem się! Lekcja bolesna. Następnego dnia, była impra pracowa, bar open - ale nie miałem już ochoty pić. Cóż koleżanka przyniosła browara i mimo wszystko wypiłem parę łyków, w połowie szklanki, stwierdziłem że to syf i że czas się zbierać, bo i towarzystwo siedmiu pijących "dam" mi jakoś nie było do smaku. Nie mogłem tam wytrzymać, bo jedni już na fazie zabawy i tańców, a reszta gadała w kółko o pracy. O 22 w hotelowym łóżeczku czułem się dobrze. Tak więc próba z alko mocno nieudana. Były spotkania, imprezy (święta, śledziki) - znajomi trochę prowokują, ale wszystko w dobrym smaku się odbywa i nie muszę zrywać znajomości ani się tłumaczyć, bardziej jest to powód do żartów i robienia beki. Reszta dni, bez prób, pokus, temat nie istnieje. Sporo zaoszczędzonego czasu kieruję w pracę i rozwój. Jest dobrze. cele strategiczne: W domu nie pić w ogóle - 100% Dążyć do całkowitego ograniczenia picia do zera - 93% spadek Nie picie z loszką - 100% Kurcze to już 9 miesięcy tu się spowiadam.
  21. Zbyt emocjonalny

    Dokładnie. Doceń ile światła i wiedzy, świadomości dociera do Ciebie w tych trudnych chwilach. Masz rację, jesteś na głodzie i faktycznie przechodzisz detoks. Co przyjemne nie jest, tym bardziej, że dealer nęka. Brawo, że nic nie wysłałeś! To sukces! Wygrana bitwa. Przyniesie satysfakcję i ulgę. Tak właśnie rodzi się moc panowania nad Sobą
  22. To bardzo szkodliwe i popularne przekonanie. Wiara w takie teksty to jak zakładanie sobie pętli na szyję. Opierając się na takich przekonaniach, można uznać sprawę za pozamiataną. A tak nie jest! Ale schematy/nałogi/uzależnienia/przekonania - pokonuje się i łamie na innym poziomie świadomości. I od tego trzeba zacząć. Nie chcąc zmiany myślenia, nie chcąc prawdy, tkwi się we własnym więzieniu z wyboru, chociaż drzwi obok otwarte Przykład (znajdźcie odpowiedni dla siebie). Robicie coś 10lat tak samo? Np. to samo miejsce pracy - dojazd dzień w dzień ten sam - nuda, kurwica strzela, ta sama trasa, czas, sceny, źle co?? A spróbuj to kolejnego dnia zmienić - może spacer, może inna trasa, może z kimś, może wcześniej, może bez słuchawek, może ze słuchawkami INACZEJ!!! Co się dzieje --- OPÓR, pytania w głowie, "po co? przecież to nic nie da, przecież to nie o trasę chodzi tylko że ta praca mnie wnerwia". Autopilot (ego) dawno zrobiło w chooja świadomość i wolną wolę - ŚPISZ - nawet taka drobna zmiana, rodzi wyimaginowany wielki wysiłek. Nawet koncepcyjnie to jest na początku nieznośne! A samo się nie zrobi! Tu jest problem w zrozumieniu sensu Swojego działania, bo na ogół to nie jest Twoje świadome działanie tylko stare wydeptane ścieżki. Nie decydujesz codziennie, że "dziś znów pojadę tą samą trasą", tylko lecisz bezmyślnie. Tak lecisz z drobnymi sprawami i tak samo z większymi. Jak człowiek zda Sobie sprawę jak często jest nieświadomy, to to wszystko śmieszne się robi A jak się łatwo obrazić, że ktoś coś wytknie, albo jak się mocno walczy o "swoje racje" - Ze zrozumieniem przychodzi zmiana - bezwysiłkowo. Inny przykład bardziej jaskrawy: Przeważnie każdy z nas ma jedną rękę dominującą na ogół prawą. Co stoi na przeszkodzie, by zmienić to i zacząć więcej używać tą drugą? Lewą. No co? Nic, to nasz nawyk i wygoda Nawet do głowy nie wpadnie taki pomysł (chociaż jedną dziewczynę znam, która ma takie pomysły). Ale jak Ci coś upierdoli łapę, to nie będziesz się wahać żeby wszystko robić tą mniej wprawną. Nie ma wyboru i rozwiązanie jest oczywiste. Ludzie bez kończyn grają na perkusji, bo chcą, a nie wierzą w przekonania "perkusista ma wszystkie kończyny sprawne". Kto walczy z alkoholizmem to mam dla niego inny przekaz - Alkoholizm to iluzja!!! Taka sama jak inne przywiązania do innych przekonań. Owszem to się przekłada, na działania, i ma skutek w realnym i fizycznym świecie - tak jak bycie białym rycerzem, komunistą, pacyfistą, czy kibolem. Robisz to w co wierzysz lub nie wiesz, że wierzysz, bo już zapomniałeś, ale podświadomość to przyjęła i realizuje. Nawet myślenie jest zakładnikiem przekonań typu "Alkoholizmy jest nieuleczalny" - Amen. @deomi Ty dbaj o Siebie, chcesz i potrzebujesz zmiany, już jesteś na tej drodze, ochoczo i z odwagą idź do przodu, nie bój się zmian. Jak twój partner chce czegoś innego to daj mu wolność by żył jak chce. Nie zrozumie Twojej argumentacji, Twoich wartości. Jeszcze ma wiele do stracenia (Ciebie, zdrowie, kolejne lata, sprawność umysłową) może kolejne straty sprawią, że coś samodzielnie zrozumie i podejmie własną decyzję. @Tomko Właśnie to Carr ma odwagę powiedzieć, że te kółka AA i inne utrwalane przekonania wokół nałogów to bullshit. Dobrze, że tu trafiłem, bo Bracia potrafią wyrywać z matrixa.
  23. @Tonieja Ja nie piję od września - od kwietnia ograniczałem, ale to nie było to. Bez alko czuję się wspaniale , choć problemów wkoło nie brakuje. Posłucha @Sitriel @deomi - Na razie jesteś współuzależniona. Tkwiąc w tym tyle lat, sama straciłaś kontakt i rozeznanie rzeczywistości. Mętlik i pomieszanie. Cykle odgrywania swoich ról. Ale jeśli jesteś "zdrowa" wewnętrznie - to odejdź. Chociaż w to wątpię, bo dopiero zaczynasz. Obudziłaś się na bagnach i nie wiesz gdzie nogę postawić. Zatrzymaj się na "moment" nad Sobą, bo wyjdziesz(uciekniesz) z tego związku i dalej będzie coś nie tak. Piszesz, że może biały rycerz będzie rozsądną zmianą!!! Czyli, teraz Ty chcesz po kimś jeździć, dość ofiary, co? Chcesz providera? Naiwniaka, sługi? Czego chcesz? Wiesz? A tak praktycznie - możesz zainteresować się tematem współuzależnienia i trójkątem dramatycznym Karpmana. Wyznacz granice i poczuj się dobrze - potem rób co chcesz
×