Content: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Background: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Pattern: Blank Waves Notes Sharp Wood Rockface Leather Honey Vertical Triangles

Wyszukaj: Wyświetlanie wyników dla tagów 'wychowanie' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukuj po tagach

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukuj po autorze

Typ zawartości


Forum

  • Regulamin i Zasady
    • Regulamin Forum
    • Lektura Obowiązkowa - nie tylko dla nowego użytkownika
    • Rozwój - przejmujemy władzę nad światem :>
  • Klub Weterana
    • Zasłużona Starszyzna
  • Relacje męsko-damskie i nie tylko
    • [ŚWIEŻAKOWNIA] - 'Moja historia'.
    • Na linii frontu - podrywanie.
    • Seks
    • Manipulacje kobiet i obrona przed nimi
    • Moje doświadczenia ze związku, małżeństwa
    • Sprawy rodzinne i dzieciaki
    • Rozstania, zdrady, prawo rozwodowe.
    • Mądry Mężczyzna po szkodzie.
    • Ściana hańby
  • Męskie i niegrzeczne sprawy
    • Samodoskonalenie i samowychowanie
    • Bad Boy
    • Hajs i inne dobra materialne
    • Wtopy i upokorzenia
  • Sport i zdrowie
    • Sport
    • Zdrowie fizyczne i psychiczne
  • Polska i świat
    • Co w zagrodzie i za miedzą
  • Motoryzacja i Technologie
    • Wszystko co jeździ, pływa i lata.
    • Komputery
    • Technika i sprzęt
  • Hobby
    • Zainteresowania
    • Hobby i twórczość
  • Duchowość
    • Nie samym ciałem człowiek żyje
  • Rozmowy przy wódce
    • Flakon, kielon i zagrycha
  • Rezerwat dla Kobiet
    • Dlaczego tak?
    • Bara-bara
    • Bóg stworzył kobietę brzydką, więc musi się ona malować.
    • Wokół domowej 'grzędy'
    • Niedojrzali emocjonalnie faceci - ploty - dupoobrabialnia ;)
    • Kobiecy kącik 'kulturalny'

Blogi

  • Blog Ruchacza
  • Critical Thinking
  • Pan Kabat Blog
  • Bacy
  • Paweł z N.
  • Silvia
  • Blogosfera Vincenta
  • 105 kg skurwysyna
  • Brzytwą pisane
  • „Sukces jest czymś, co przyciągasz poprzez to, kim się stajesz.”
  • RysiekBlog
  • PZK
  • Aroxblog
  • Zasady Drugiej Strony Lustra
  • Self Blog
  • friendship
  • redBlog
  • OpenYourMind
  • kootasBlog
  • Blog
  • The Samiec Post
  • TradeMe
  • Zapiski Eldritcha
  • Blog Chłopaka na Testosteronie
  • nowhereman80
  • ALPHA HUMAN
  • Myśli bieżące - filozoficznie ...
  • Samczym okiem
  • Za twórczością podążający, pragnący swego zaniku.
  • Ryśkowe szaleństwa.
  • Spira - żeby wygrać, trzeba przegrać
  • Scarcity of Knowledge
  • Throat full of glass
  • Ćwierć Wieku Poezji
  • TRANCE & STUFF
  • Moje przemyślenia
  • Blog Duńczyka
  • Podkręcili mi śrubkę!

Znaleziono 8 wyników

  1. Mili Panowie Powracam z tematem, w którym chyba gównoburzy nie będzie. Chyba Mianowicie ciekawi mnie jak Waszym zdaniem należy wychowywać dziewczynki. Oczywiście na temat tego jak to robić wiele zostało napisane, ale ciekawa jestem jakie macie spostrzeżenia w kontekście prawd życiowych płynących z tekstów Marka ;) Wiadomo, natura naturą, ale wzorce i postawy wyniesione z domu wpływ na człowieka mają i to całkiem spory. O ile o wychowanie chłopców nie muszę pytać, to ciekawi mnie jak widzicie wychowanie córki. Nie wiem czy są na forum jacyś ojcowie córek, ale na ich opiniach zależy mi najbardziej, gdyż w stosunku do swojego dziecka trudno nie mieć stosunku emocjonalnego, więc na jakimś polu się chyba zrozumiemy Wiadomo, wszystkie kobiety to czyjeś córki, domyślam się, że większość z Was najchętniej widziałby kobietę służącą mężczyźnie, jednak kiedy pomyślicie tak o własnej córce to... no właśnie, co? Pozwolę się podzielić swoimi spotrzeżeniami na ten temat. Zacznę od banału - moim zdaniem dziewczynka powinna wiedzieć, że uroda przemija. Tak jak sobie policzymy, to kobieta może być piękna w wieku powiedzmy 15-35 lat, czyli przez 20 lat, czyli dajmy na to 25% całej długości życia. Po 35 roku życia może już być tylko w najlepszym wypadku "ładna, jak na swój wiek" Należałoby więc "inwestować" w wykształcenie, wiedzę, zainteresowania, ale z drugiej strony - zbyt wykształcona to też niedobrze, im lepsze wykształcenie tym więcej "singielek" a i baby takie czasami są nie do zniesienia. Stosunek matki do ojca to moim zdaniem filar wychowania. Mam koleżankę która ma 9-letnią córkę. Jej mąż (ojciec małej) to prosty chłopak po podstawówce, pracownik fizyczny. Umysł niezbyt lotny, czasami nie ogarnia zadań domowych córki (o ile się nie mylę, 3 klasa podstawówki), koleżanka ma skończone studia, co prawda żadna rewelacja, ale jednak zasób słownictwa, wiedza itp. na innym poziomie niż on. Myślę, że domyślacie się jak męża szanuje małżonka. Niestety córka kopiuje zachowania matki i chłop jest poniżany w domu, na co nie zasłużył. Do pewnego momentu tylko słuchałam narzekań koleżanki na męża, nie chciałam drążyć tematu, bo trudno dyskutować jak mi np. mówiła, że jej małżonek nie ma w zwyczaju brać codziennie prysznica (przypominam: pracownik fizyczny), a jak wiadomo, kobieta wybaczy, że jesteś gruby, ale że śmierdzisz - już nie. Nie mniej od jakiegoś czasu zaczęłam stawać w obronie jej małżonka, mówiąc, że nie powinna tak wypowiadać się przy córce, bo to w końcu druga najbliższa córce osoba, a młoda w przyszłości to "kastrowanie" faceta będzie powielać itp. Także stosunek rodziców wobec siebie na pewno jest kluczowy, opisany przypadek jest skrajny, ale niestety - zdarza się i tak. Mój mąż na szczęście jest mądrzejszy ode mnie, więc akurat pod tym względem nie boję się, że pójdę w takie klimaty Jak mi coś jeszcze przyjdzie na myśl, to dopiszę, pierwszy post nie może być za długi, bo nikt nie przeczyta, nie odpowie i gdzie wtedy moja atencja??? :< Pozdrawiam
  2. Hej! Mam dwie córki z ostatniego związku... Dwóch synów z przedostatniego... Córki: 15, 10... Zagubione w dzisiejszym Świecie... Mam jednak z córkami niezły kontakt.... Rozumiem, emocję zaczną nimi rządzić... Jednak... Czy jest jakaś metoda, by uświadomić im, jak to jest i jakie mechanizmy nimi rządzą? Z synami pogadam i wystarczy... Z córkami nie wiem jak się do tego zabrać... Tak przy okazji... Czego byście chcieli dla swoich CÓREK? :-) Macie jakieś doświdczenia?
  3. Patrząc z perspektywy czasu i tego co dziś wiem - to bardzo cenię ten wywiad z rodzicami Dudy. Wiem, że w praktyce wygląda to chaotycznie u większości rodzin, a świadome rodzicielstwo to wciąż ogromna wartość dla dziecka - szczególnie, jeśli przekaże mu się efektywne wartości np Kulczyk czy Trump. Wywiad zapewne w jakimś stopniu pod publikę, niemniej dobrze się czyta: http://babyonline.pl/jakim-dzieckiem-byl-prezydent-andrzej-duda,okiem-mamy-artykul,18796,r1p1.html
  4. Witam. Sam jestem z rozbitego związku, bo matka nie wiedziała czego chciała. Cierpiałem we wczesnym dzieciństwie z powodu braku biologicznego ojca. Wyczuwałem intuicyjnie że nie mam taty. Że chowa mnie obcy człowiek, 'ojczym', mama mi tylko pozostawała. Żeby nie wchodzić w moje życie, pytam Was. Na ile może odpuścić biologiczny ojciec żeby mieć święty spokój. Bo został pokrzywdzony przez system, który zabrał mu dziecko. Ile w tym wszystkim znaczy matka, która we wczesnym dzieciństwie, po rozwodzie, ma wpływ na wychowanie młodego umysłu? Czy ojciec powinien walczyć o dziecko, pomimo przeciwności i wstrętów ze strony prawnej. Chodzi mi o pewien wiek dziecka, w wieku 7-iu lat, młody człowiek jest już ukształtowany, wie czego chce, ma swoje postrzeganie na świat, życie. Wtedy, być może czas na ojca, żeby zaczął walczyć. Będzie miał wsparcie w dziecku, które będzie chciało być z tatą. Jeżeli było dobrze ukierunkowane. Na ile trzeba być zdesperowanym?
  5. Witam Panowie wybaczcie brak polskich znakow (windows angielski). Jestem juz po lekturze kobietopedii i w trakcie stosunkowo dobrego. Przekopuje to forum juz od jakiegos czasu i postanowilem sie podzielic moja historia, doswiadczeniami itd. Czytajac niektore watki, juz po setkach rozmow z kuplami o kobietach i relacjach z kobietami dochodze do wniosku ze moj zwiazek to jakis ewenement. Juz pisze o co chodzi. Zanim zaczne szybko przedstawie swoj tzw rysopis. Juz od dziecka zawsze mialem swoj swiat swoje zabawki. Zawsze chodzilem swoimi torami i nie lubialem jak mi ktos te tory probowal zmieniac a juz nienawidzilem jak ktos mi cos probowal narzucac. Nigdy nie gonilem za ludzmi. Nie byl to moj wyznacznik szczescia zycie socjalne i takie tam. Moja zasada >tylko barany zyja w stadach, prawdziwe orly lataja same/samotne<. Zawsze mialem 2 max 3 zaufanych kumpli i na tym poprzestawalem. Jak mialbym sie przyrownac do jakiejs postaci z bajki niewatpliwie bylbym wloczykijem z muminkow Jak bylem maly to uwielbialem muminki. Taki moj maly secret. Od kiedy siegam pamiecia to laski za mna ganialy. Moze krecila je moja niedostepnosc i niesmialosc z ktorej dopiero po maturze sie wyleczylem. To ja zawsze rzucalem kobiety nie one mnie. Moze to brzmi troche malo skromnie ze robie z siebie tutaj nie wiadomo kogo ale wierzcie mi pisze prawde, przynajmniej jak ja to widze. To w WIELKIM skrocie o mnie. Teraz o moich relacjach z moja juz wieloletnia kobieta (w listopadzie 9 lat - nie mamy jeszcze dzieci - ja 31 lat moj rozowy pasek 28 lat ). Jak juz prawie 9 lat jestesmy razem temat manipulacji, nie dawania dupki, gierek kobiecych, presji na kase (razem pracujemy zarabiamy rozwijamy sie, generalnie od poczatku naeszgo zwiazku ma wpojone ze zadne nie lezy i pachnie), proby zadzenia w zwiazku itd itd jest mi kompletnie obcy. Ktos powie >kuzwa zajebiscie<. Ale to wszystko z nikad sie nie wzielo. Moja definicja zwiazku?? To pole walki, ciagle potyczki i bitwy, nie popuszczanie swojemu >przeciwnikowi<. Oczywiscie moj rozowy pasek (jak ktos wertuje wykop to wie czemu rozowy pasek) probowal i dalej proboje choc juz nie z takim natezeniem i determiacja co kiedys swoich gierek. Ale juz chyba wie ze jej sie to kompletnie nie oplaca i szkoda jej czasu i energii na te gierki bo i tak wyjde zwyciesko z kazdej utarczki a kazda jej manipulacja spelza na niczym. Prosze nie myslec ze jestem jakims terrorysta a moja kobieta jest zahukana. Wrecz przeciwnie jestem spojnym chlopem wrecz introwertykiem. Zawsze mialem swoje zdania, daze do swoich celow czasami powoli ale w ciaz do przodu. Wiem czego chce od zycia i jestem pewny siebie. Nie mam tu na mysli pewnosci siebie jaka reprezentuje wielu chlopa. Nadymanie swojego ego do granic mozliwosci, pozerstwo i napinanie sie. Moje pewnosc siebie to przed wszystkim zaufanie do samego siebie na zasadzie znam swoja wartosc, wiem czego chce, spokoj ducha. Teksty mojego rozowego ktore juz od dawna wysluchuje czy ty zawsze musisz postawic na swoje, nie mozesz choc raz odpuscic albo tak mnie czasami wku...asz, zachowujesz sie ostatni prostak, moglbys miec wiecej szacunku do mnie ( z tym szacunkiem nie wiem o co chodzi nie bije jej, nie ublizam itd itd ble ble ble) na takie teksty moja odpowiedz jest zawsze jedna alez kochanie juz nie raz ci to powtarzalem, droga wolna, nie trzymam cie na sile, jak jestes nie szczesliwa to mozesz szukac swojego szczescia gdzie indziej, nie bede cie zatrzymywac ani utrudniac i jej odpowiedz na powyzszy tekst sama tego nie rozumiem o co tu chodzi, czasami tak mi dzialasz na nerwy ze mam ochote cie wywalic za drzwi ale nie wyobrazam sobie zycia bez ciebie (emocje- gram na nich jak na strunach od gitary, czasami dla zasady jak za dlugo jest spokoj to lubie ja powkurwiac - to dziala) Jakis roznych sytuacji i scenek z zycia moglbym tu mnozyc ale nie o to chodzi. Chodzi mi o ogolny zarys. Po lekturze kobietopedii podpisuje sie obiema rekami i nogami pod slowem Marka. Od siebie dodalbym jeszcze do tej lektury choc moze Marek to ujal tylko innymi slowami. Ze kobiecie trzeba imponowac. One lubia i chca byc prowadzone przez faceta. Jak kobieta ma obok siebie silnego samca ktory nie daje soba pomiatac, nie daje sie wciagac w goopie gierki ktory szanuje samego siebie i otoczenie zyskuje w oczach kobiety niesamowity szacunek. Pojdzie za nim w ogien i nie pozwoli o nim zlego slowa powiedziec. Co mi moj rozowy nie raz udowodnil. Czasami sie zastanawiem jakie to mnie szczescie spotkalo ze taka wiedze posiadlem bardzo szybko albo moj character juz uksztaltowany od diecka w taki sposob a nie inny pomaga mi niemilosiernie w relacjach z kobieta jak i z ludzmi. To tyle o mnie. Jak macie jakies pytania o walcie smialo.
  6. Panowie, Zdałem sobie jakiś czas temu sprawe z dziwnej prawidłowości - sporo dziewczyn z którymi uprawiałem seks przez krótki lub długi czas miały jakieś problemy z ojcem. Krótka analiza: 1) Pierwsza dziewczyna z którą straciłem dziewictwo - jej matka (kasjerka w Tesco) rozwiodła sie z ojcem i mieszkała ze swoim chłopakiem (jakiś "random") i z nią. Jej ojciec dobrze finansowo sobie radził, miał chyba jakąś firme. Z tego co wiem, nie lubiła go za bardzo, ale nie mam szerszych informacji na temat ich relacji. Inteligentna, artystka freelancerka, tatuaże, hipsterka zanim jeszcze ten ruch zostal w PL zdefiniowany, zamknieta w sobie, skupiona na maksa na sobie (to akurat dobra cecha imo), zapatrzona w siebie (ale czesto krytykowala te ceche u innych), troche dzika (np. nigdy nie patrzyła w oczy mojej matce jak sie witały, spedzila raz zupelnie sama sylwestra itd.) Troche uwodzicielka, dosc czesto zmieniała facetów. Uwielbiala sie pieprzyc i bardzo szybko dochodzila. Prawdopodobnie miala problem z rozpoznawaniem emocji u innych. Jesli nie miala, to znaczy ze prawdopodobnie miala je w dupie. Po 2 latach znajomości jak dostałem wpierdol od dresiarzy i leżałem 2 tygodnie w domu to nawet sie do mnie nie odezwała, bo podobno myślała że "potrzebuje samotnosci"... Dopiero jak sie jej wyzalilem i ja opierdolilem to do mnie pryszła sie poprzytulać i pogłaskać mnie po główce. Wiekszosc jej znajomych mowila, ze to ciekawa ale i dziwna dziewczyna i nawet bliscy jej ludzie jej nieraz nie kumali. Miała dziwne reakcje emocjonalne, czasami jakby sie wychowała pod głazem. Czesto gadala o swoich byłych i o tym że 'sprawili jej przykrość' (bo np. powiedzieli ze grubo wygląda...2 lata po rozstaniu sie). Utrzymywala 'dobre kontakty' ze wszystkimi bylymi. Ogolnie na koncu relacji zryła mi beret na długi czas. Pewnie w dużej mierze przez to że to pierwsza dziewczyna w życiu w której byłem zakochany przez 2 lata zanim ogarnąłem jak ją poderwać i przez brak mojego doświadczenia w tamtych czasach, ale i tak warto to zaznaczyć, bo była trudna. Po zakonczeniu znajomosci dowiedzialem sie ze podobno kiedyś miała bulimie, ale nigdy tego nie doświadczyłem, jadła i zachowywała sie na codzień raczej spolecznie akceptowalnej normie, takze kij wie czy to prawda, czy chciała być bardziej artystysz i trendy. Jedynaczka. 2) Druga dziewczyna, bulimiczka i anorektyczka, toksyczny związek - do bodajże 14 roku życia miała bardzo dobre relacje z ojcem, później zaczął jej sie okres buntu, anoreksji i prób samobójczych a ojciec podobno zaczął ją bić. Nieraz przyjeżdżała do mnie zapłakana i skarżyła sie ze ojciec wyzywa ją od dziwek i idiotek i że ją uderzył, że jest skurwielem i chce żeby umarł. Matka nie zaprzeczała że to czasami sie zdarza, jak córka przesadzi. Także kolorowo. Mieszkali pod jednym dachem, ale patologia.Najwieksza trauma w moim życiu. Pisalem juz o niej w temacie "rozstanie". 3) Jakas tam glupia blondyna z niesamowitym tylkiem którą poderwałem w tramwaju i z którą spotkałem sie kilka razy, próbowała mi zrobić dobrze reka ale jej nie wyszlo a pozniej spedzilem z nią jedną noc - z jakiegos powodu wychowywała sie z dziadkami, nie pamietam już co mi mówiła (mózg mi sie odłączył przez jej głupote, typowa blondi laseczka z klubu "Heaven" czy innego tam przybytku, 'robiąca kariere' za 1200 miesiecznie), ale najprawdopodobniej tez nie zaznala ojcostwa z tego co pamietam. Jej starzy sie rozwiedli, jej matka pukala sie z kim popadnie i jej dziadkowie byli jej przybranymi rodzicami. Podobno bolala ją wagina podczas seksu i chciała żebym szybko dochodził (nie, nie mam wielkiego murzyńskiego człona). Kłoda a do tego wredna i chamska - ciagle mi wytykala ze jestem chudy i sie jej nie podobam i że "zaraz sie połamiesz"... a pozniej i tak dala sie puknąć kilka razy 4) Jeszcze inna laska, zdradziła ze mną swojego faceta (bo już związek im sie rozpadal, -bla- bla- bla). To chyba byla typowa zagubiona dziewczyna z tatuażami i kolczykami, fanka horrorów sluchajaca mrocznej muzyki i szlamu typu happysad (gdybym wiedział o happysad, to nigdy bysmy sie nie umówili! ). Spotkałem sie z nia moze z 8 razy, tez mieszkala sama z matką której nienawidziła (matka co chwile zmieniala facetów), swojego ojca chyba nawet nie poznala z tego co kojarze. Miala spore kompleksy mimo ślicznej buźki + podobno ciezką bezsenność. Miala cholernie dziwne zdjecia na facebooku - jakieś porozupruwane lalki barbie, np. lalka sprzatajaca porozcinanego na kawalki lalke faceta, ktorego zwloki leza na stole na talerzach, obok sztuccie. Albo lalka-facet na smyczy kleczacy i zmywajacy podloge przed lalka barbie siedzaca nago na kanapie i tego typu chore wrzuty a'la horror-BSDM-femdom. Prawdopodobnie miala niezly bajzel w glowie, nie zdążyłem tego doświadczyć bo przestaliśmy sie spotykać. Jedynaczka. 5) Do tego dziewczyna z ktora pierwszy raz sie calowalem w liceum i z ktora doszło do pierwszych rekoczynów/tyłkoczynów i wyładowania plemników jak jeszcze byłem prawiczkiem - też nienawidziła ojca który podobno odszedl do jakiejs innej kobiety i innej rodziny. Mieszkala z matką. Bardzo zapatrzona w siebie arogancka laska i zwolenniczka emnacypacyji kobiet, malviny pe oraz manipulacji facetami (chyba myśli że są głupsi niż kobiety i mniej potezni, bo nie maja waginy i cyckow). Typowa dwulicowa i zakłamana małpka hipergamiczna zostawiajaca facetow bez wahania jak tylko znajdzie sie taki z wieksza wartością społeczną. Nic w zyciu nie osiagnela poza dyplomem licencjata slabej uczelni (kierunek tez slaby). 6) No i wreszcie - moja obecna kobieta z którą jestem pół roku. Spełnia zdecydowaną wiekszosc wymagan jakie mam wobec kobiet, łącznie z wyglądem itd. Jeszcze do niedawana byłem przekonany że jest to idealny związek, ale od kilku miesiecy zaczelo sie sypac i nie wiem jak to sie zakończy. Opisze wam to w innym watku, ale rzecz w tym ze jej rodzice rozwiedli sie kiedy miala roczek albo dwa. Jej tata mieszkal w innym miescie, jezdzila do niego raz na kilka miesiecy. Podobno świetny facet. Niestety zmarł kiedy miała 13 lat. Jedynaczka. Jej matka tez teraz mieszka ze swoim nowym facetem, przyjacielem z liceum z ktorym sie już ożeniła. Wygląda na ogarnieta kobiete (pracuje w banku). Moje kobieta wychowywała sie z mamą i dziadkami, jej dziadek był dla niej drugim ojcem, była w niego bardzo zapatrzona i ogromnie go kochała. Niestety ostatnio zmarł a ona nie może tego przeżyć i sie pozbierać. Zaczynam rowniez dostrzegac w niej inne niepokojące cechy, np. wieczne nienasycenie moją miloscią i czułością, moge ja tulic i calowac przez 3 godziny rano a godzine pozniej nie dam jej buziaka bo akurat ide do WC i tak uslysze "w ogole sie mna nie interesujesz i mnie dzisiaj nie przytulasz, co sie dzieje?!...." ze smutną minką a'la zbity szczeniaczek. Do tego zazdrość (nawet o aktorce w filmie nie moge powiedzieć że atrakcyjna), nienawiść do wszystkich byłych i bardzo silna tesknota za mną, nawet jak nie widzimy sie tylko 2-3 dni (mieszkamy razem). Zobaczymy co bedzie dalej. Byly jeszcze inne laski z ktorymi sie spotykalem i z ktorymi prawie do czegos konretniejszego doszło, które też żyły w rozbitych rodzinach i mieszkały z dziadkami, matkami albo same. Również miały poryty beret a jedna z nich nawet zryla mi beret, mimo ze seksu nie bylo, ale nie chce pisac elaboratu, wiec skupilem sie na tych z ktorymi uprawiałem seks, a które miały akurat jakieś problemy z ojcem. Do tego bylo jeszcze kilka dziewczyn które mialy normalne rodziny i w miare normalną albo wrecz normalną psychike, ale w nich jakos nie potrafilem sie zakochac (bylo mi z nimi nieraz bardzo fajnie, ale pozostawalem obojetny emocjonalnie do samego konca i po zerwaniu tez obchodzilo mnie to tyle co zeszloroczny śnieg). A jak u Was, bracia? Mieliscie podobne doświadczenia? Zauwazyliscie podobne prawidlowosci? One w ogóle istnieją, czy to przypadek a ja sobie tak wkrecam? Dlaczego przyciagam do siebie takie kobiety? Ja mam 'normalna' rodzine, tzn rodzice nigdy sie nie rozwiedli i wszystko w miare ok, ojca bardzo kocham i szanuje mimo ze kontakt moglibysmy miec lepszy. Czy to dlatego że jestem "władczy" (jak niektóre z nich mówiły) i traktuje je troche jak dzieci (calusy w czolko, nosek, szyje, glaskam je po główkach, mówie jak do malych dziewczynek, mówie ze dostaną cukierka jak beda grzeczne, itd)? Czego Waszym zdaniem mozna sie spodziewac po takich kobietach? PS. W dalszym ciągu nie mam literki "ę" i nie wiem jak rozwiązać ten problem, prosze o wyrozumialość.
  7. Nie dokończyłam myśli o grzechach kobiet, a już dopadł mnie kolejny smutek. Postawiłam zmusić swoją głowę by pomyśleć o kobiecie inaczej niż mi to podsuwają pod nosek. I co? Przyszła zgroza na mego ducha. Nie mi oceniać, sama popełniłam wiele błędów- to tylko subiektywne spostrzeżenia, wolne wnioski. Dodam tylko, że nie powoduje mną gniew czy chęć osądzania innych. Staram się nie fałszować rzeczywistości dzieląc świat na winnych i ofiary. I tak mi się dziś rzuciło na głowę.. Serce dzisiejszej kobiety jest opustoszałe, nieprzygotowane by dawać. Dramat ten nie odgrywa się tylko na płaszczyźnie relacji damsko- męskich, sprawy zaszły dalej. Macierzyństwo, a raczej jego sens i odczuwanie. Bycie matką staje się jednym z wielu codziennych obowiązków. Obserwuje te zapracowane kobiety, biegnące za karierą, rozwojem, robieniem czegoś tylko i wyłącznie dla siebie. Ślepo i egoistycznie zapatrzone w teksty z kolorowych pism: "szczęśliwa mama, szczęśliwe dziecko". Interpretacja tych słów bywa różna. Dość często bardzo niedojrzała. I tu się zaczyna; fitness dwa razy w tygodniu, sauna, zumba, warsztaty lepienia garnków i ikebany, język angielski, w weekend studia podyplomowe- doba ma jedynie 24h, tydzień 7 dni, a dzieci rosną niesłychanie szybko. Nawet się nie obejrzymy, a słodki Jaś przyprowadzi do domu Małgosie , w celu oznajmienia, że się wyprowadza do rzeczonej panny. Będzie dość normalnie jeśli będzie to Małgosia, a nie na przykład Piotr. Gdyby tak się stało, nie widzę powodów do zdziwienia. Brak matki, która odgrywa zwykłe role społeczne: matki, żony, partnerki, powiernika może doprowadzić do niepełnego "światopoglądu" u młodego człowieka. I w sumie mogłabym mieć to wszystko gdzieś, martwić się o własną głowę i potomstwo. Z tym, że staram się myśleć trochę bardziej długofalowo i z moich kombinacji "myślowych" wynika, że przyszłe pokolenie będzie zubożałe szczególnie na poziomie emocjonalnym. Moje dzieci będą miały trudność zawiązania relacji z innym człowiekiem, ze stworzeniem rodziny, znalezieniem przyjaciela. Nie mam ciemnogrodu w głowie, chcę aby kobiety były wykształcone, wypoczęte i zrealizowane. To gwarantuje spokój wszystkich zainteresowanych. Zalecam jednak dozowanie "samorealizacji" z umiarem. Mam też podejrzenia, że tak pędząca kobieta zaczyna 'inaczej" kochać swoje dzieci. Myli prawdziwy zachwyt nad dzieckiem z wrzuceniem kolejnej fotki swojego "szczęścia" na fb, podarowaniem setnej kolorowanki w zamian za wspólne stworzenie kartki dla taty, babci, kogokolwiek. Taka kobieta ma bardzo mało czasu, wymyślone aktywności zabierają jej dzień i cześć nocy. Jest frustratką, chcę nadążyć i zrealizować plan dnia- i oczywiście dziecko ma się idealnie w ten plan wpasować. Gdy tak się nie dzieje jest coraz bardziej zirytowana, ucieka, zaczyna działać jak automat, a macierzyństwo traktować jako jeden z obowiązków. Są oczywiście przebłyski normalności, czasem nawet kobieta się ocknie i zaczyna być normalnie. Lebowska.
  8. Dbanie o związek.

    Dla mnie sprawa związku wygląda DOKŁADNIE tak samo jak sprawa posiadania psa (może z pewną różnicą w proporcjach). Tylko NIE wedłuch receptury "przywiążę azora do budy i raz dziennie mu michę wypełnię, czasem kość rzucę, a on sam z siebie będzie idealnym kompanem". To nie działa w świecie zwierząt, tymbardziej nie zadziała w świecie ludzi (chyba, że oboje mają wypaczone pojęcie związku, ale dla nich to też będzie męczarnia). Bardziej w koncepcji takiej jaką przedstawia Cezar Millan (popularny psi psycholog), czyli by posiadać szczęśliwy związek trzeba przestrzegać pewnych reguł. 1. Najpierw trzeba dobrze wybrać, by psiak pasował do nas pod kątem energetyki, tzn. jeśli jesteśmy domatorami to nie wybieramy sobie jakiegoś charta z wysoką energetyką bo to będzie katastrofa. Niektórzy ludzie nie powinni być razem. Trzeba się wpierw zastanowić jakich wrażeń poszukujemy, czego chcemy I mieć świadomość konsekwencji wyboru. 2. Musimy być przywódcami stada czyli panować nad swoim stanem umysłu, którym ma być spokojna, asertywna dominacja-konsekwencja. Odnieść możemy się do pkt. 1 bo każda kobieta będzie próbowała przejąć dominację jeśli się zapomnimy, dlatego jeśli ktoś jest fujarą, po prostu nie urodził się przywódcą, to nie powinien wybierać suki z silną tendencją do dominacji. Myślę, że w przypadku ludzi jest to o tyle popieprzone, że kobieta lubi od czasu do czasu dostać "wpierdol", bo bez tego nie czuje się kochana. Oczywiście musimy MY o to zadbać i umieć to dozować, by nie działo to sie na zasadzie agresji i wchodzenia w mocno drażliwe tematy. Mówiąc trzeba nauczyć się kłócić (w sensie pozytywnym). 3. Nie można takiego zwierzaka trzymać na zasadzie "samopas" jest pewna szansa, że nic złego się nie stanie, czasem symbioza powstaje samoistnie, ale taki stan sprzyja złym nawykom, a charakter przestaje być kontrolowany. W przypadku psa trzeba stosować zasadę 50% praca, 25% dyscyplina, 25% czułość - TRZEBA - te elementy psu zapewniać, aby mógł rozwijać zrównoważoną osobowość i by był szczęśliwy. W przypadku kobiety mogą to być inne proporcje, nie wiem. Lecz napewno nie może to być 90% czułości bo wtedy będzie patologia. Dlatego zapewnianie kobiecie aktywności i wyznaczenie granic i regularne ich aktualizowanie to niezbędna podstawa, by obie osoby były szczęśliwe. Na czułość też musi być odpowiednie miejsce i czas, ale tej też nie powinno zabraknąć bo to wzmacnia więź. 4. Wspólne zajęcia, w których to my jesteśmy koordynatorami. Tak jak pies potrzebuje spaceru codziennie z twoim przywództwem (wypuszczenie do ogrodu nie załatwia sprawy), tak związek potrzebuje wspólnych, regularnych zajęć w których to my prowadzimy akcję. To wzmacnia więź i jednocześnie ustawia psa/drugą osobę w odpowiedniej pozycji. 5. Taka wskazówka związana z poprzednimi punktami ale bardziej techniczna. Trzeba zaprogramować pewien rodzaj wyzwalacza, dzięki ktoremu możemy szybko wyprowadzić psa z jego pokreconego stanu umysłu na którym się zafiksuje i stosować go do szybkiej korekcji zachowania. Tutaj ważna jest szybkość i celność. Bo jak kobieta mocno się na czymś zafixuje to trzeba się męczyć bardziej i stosować większe środki, więc warto nauczyć sie działać prewencyjnie i reagować szybko. W przypadku psa będzie to szturchnięcie w tyłek. Jak to dokładnie zrobić u kobiet to wam nie powiem, bo w przypadku człowieka impuls fizyczny nie zadziała. Musi to być spójna postawa niewerbalna i asocjacja (skojarzenie) prowadzące do oczekiwanego przez nas stanu partnerki. Najlepiej rozbraja się poczuciem humoru, ale czasami potrzebne jest coś całkiem odwrotnego, aby był efekt. Trzeba poeksperymentować (w sposób niezauważony). To może być uczucie w stylu "o nie, nie, nie głuptasie, tak się nie będziemy bawić" ( co może dawać reakcje "no tak zrobiłam gafę" lub jeszcze bardziej nakręcić sytuacje, co będzie przykładem na to czego nie robić). Sprawdźcie na co reagują wasze partnerki, co je wybija z ich toru. Więcej nie pamiętam, pewnie coś tam jeszcze byłoby trzeba spełnić. To nie jest sielka, a za błędy będzie się płaciło. To jest zajęcie, które wymaga wkładania energii i czujności. Zawsze jest coś za coś, można czerpać z tego ogromną satyfakcje i wsparcie, ale zawsze trzeba coś z siebie dać bo to nie jest już życie samotnego wilka, tylko życie stadne w którym są pewne reguły. 5. Jeszcze jedną zasadę mogę dodać już nie od Cezara. Mimo, że jak widać bez zaangażowania się nieobędzie to rodzina/związek to nie może być 100% życia można się szybko wypalić jeśli tak będzie. Mężczyzna musi mieć też swój własny świat, czy to wewnętrzny, czy też zewnętrzny. Trzeba zadbać przedewszystkim o siebie, bo kiedy my nie będziemy spełnieni, zadowoleni, to i w związkach będzie nam się sypać. Kobiety jakoś potrafią na raz czerpać dla siebie robiąc rzeczy rodzinne, mężczyzna wydaje się bardziej zadaniowy, stąd też potrzeba postawienia związku czasem z boku. Dla kobiety zresztą też jest to dobry układ, bo ona nie chce przydupasa tylko kogoś za kim mogłaby pójść. Psy też jako przywódcę swojego nie wybierają osoby, która im najwięcej uwagi poświęca, ale taką która ma własny świat, za ktorym one chcą pójść.