Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Pater Belli

Użytkownik
  • Content Count

    248
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

352 Świetna

1 Follower

About Pater Belli

  • Rank
    Starszy Szeregowiec
  • Birthday 11/11/1979

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość
    Znad morza
  • Interests
    kurwa zbyt dużo, od obecnie największych: fitness i dietetyka, biochemia, technologia, wycieczki rowerowe, podróże,

Recent Profile Visitors

1008 profile views
  1. "Dziękuję za dobrą radę, z chęcią skorzystam." Jaka była kontreakcja? Pewnie się zamknąłeś i żadna. Myślę, że muszę przyznać racje większości tutaj, a daleki jestem od generalizowania. Nie ma szans na poprawę sytuacji. Ty metalnie nie jesteś w stanie wprowadzć jeszcze tak szybkich zmian. Ona nie widzi w tobie partnera. Jej roszczeniowość będzie sie tylko nasilać, a w chwili zagrożenia może robić naprawdę rzeczy niebezpieczne dla twojej przyszłości. Spakuj ją jak najszybciej i za drzwi. Żadnego seksu z tą namiastką człowieka. Nie ma co bawić się w jakieś naprawy i marnować czas. Starego fiata w porsche nie przerobisz, choćbyś władował tyle samo pieniędzy. Kup jakies tanie torby, nowe wkładki do zamków. Pogadaj z bliskim przyjacielem jak go masz i niech ci pomoże przy "deratyzacji".
  2. Czego ty oczekujesz @yezdziec_apokalipsy? Zmiany z jej strony? Ile jesteś w stanie dać sobie czasu? Jesteś wypisz wymaluj miły facet o niskim poczuciu wartości. Musisz nad sobą popracować. Ona wie jaki jesteś i to wykorzystuje. Nie jesteś w stanie się jej sprzeciwić opierdolić, ani porządnie zerżnąć. Z drugiej strony jęczysz jak cipa. Masz dwie opcje tylko. 1) Przestajesz skomleć i zabierasz się za siebie. 2) Zrywasz z nią i zabierasz się za siebie. W obydwu przypadkach kupujesz czytasz i słuchasz 10x No more Mr Nice Guy Roberta Glovera. Opcja nr 1. wchodzi w rachubę, jeżeli widzisz potencjał na jej zmianę. Znasz jej rodziców i relacje między nimi (stosunek matki do ojca) jest nienaganny. W co mi się nie chce wierzyć. Jednak jeżeli mimo wszystko chcesz to dalej ciągnąć, to musisz zbudować relacje od nowa. 1.1 Przestajesz sprawiać, aby jej było miło. Troszczysz się o swoje i koncentrujesz się na rzeczach, które ci sprawiają radość. Ona ma się o swoje szczęście sama martwić. 1.2 Wprowadzasz dystans. Żadnego tulenia się do niej. Zaczynacie żyć na zasadach sublokatorów. Wyobraź sobie, że mieszkasz z gejem. 1.3 Wprowadzasz całkowity brak seksu. Energię seksualną przenosisz na inne aspekty życia. Oznajmiasz jej o 3 miesiecznym szlabanie. Będzie cie kusić, ale nie możesz sie złamać, bo wyjdziesz na słabego. Będzie cię chciała zmanipulować nie daj się. Tym ograniczeniem odbierzesz jej jeden z najważniejszych argumentów. Żadnych lodzików o poranku. Najlepiej też żadnego walenia konia. 1.4. Nie tolerujesz braku szacunku. Przy następnym wybuchu wysyłasz ją do mamusi i niech wróci jak ochłonie. Nie jęczysz podczas kłótni tylko stanowczo stawiasz na swoim. To co powiesz musisz dotrzymać. Inaczej w ogóle nie będzie co zbierać. 1.5 Masz w dupie jej nastroje. Najważniejszy jest twój własny. Wstajesz z uśmiechem. 1.6. Dusisz w sobie wszystko. Ciezko ci bedzie się z tego wydostać, ale musisz z nią porozmawiać, bo wydaje mi się, że ty oczekujesz od niej czegoś, o czym ona nie ma pojęcia. Komunikacja u was kuleje. 1.7 Jej problemy to jej problemy. Jak sie skarży to wysłuchaj. Nie próbuj doradzać ani ich rozwiązywać. Ona sama powinna rozwiązać. Tym bardziej jeżeli chodzi o jakieś gówienka. Zakończ, że szkoda ci słyszeć, że się tak martwi. I tyle. Ona swoimi problemami chce zwrocic uwage na siebie i tyle. Ty absolutnie nie odwzajemniaj i nie uzewnetrzniaj sie. 1.8 NIech robi lub nie robi. Zacznie robic, jak ty zaczniesz działać. Skup się na swoich sprawach i z przygotowaniem podchodź do wszystkiego. Jak ci się coś nie powiedzie to potraktuj to jako lekcję i podziękuj za naukę. Najlepiej z uśmiechem. 1.9 Jeżeli do tej pory chcesz cos z nia robić, to nie pytasz się jej, tylko oznajmiasz i to robisz. Za pierwszym czy drugim razem nie pójdzie, ale za trzecim, sama się zapyta. Ty jesteś facetem, ty musisz decydować i planować. Robisz to na co tobie sprawia radość. Ona to zobaczy i będzie chciała tego cząstkę. 1.10 Zaczynasz aktywność sportową. Próbujesz różnych rzeczy, ale przede wszystkim zapisujesz się na siłownię i podnosisz żelazo. Żadne maszyny tylko sztanga, hantle i ewentualnie kulowe. Ogarniasz odżywianie na pro zdrowotne. Wpierdalasz z domu wszystko co niezdrowe. Komunikujesz jej, że nie chcesz tego w domu, bo powoduje u ciebie np napady apetytu i później ból brzucha itp. Od dzisiaj odżywiasz się zdrowo. Dajesz jej przykład. 2. Przy następnej kotni i braku szacunku, mówisz aby się pakowała i zapraszasz wypierdalać. Nie martwisz sie o nią, bo kobieta jak kot zawsze na 4 łapy spadnie. Jak jej zagrozisz i tego nie zrobisz, to u niej jestes mniej niz 0. 2.1 Siłownia, czytanie i praca nad sobą. 2.2 Wyzwie cie od najgorszych. 2.2 Ona będzie błagała o szanse. Nie odpuszczasz. Pierwszy przypadek wymaga własnej rekonstrukcji i trwa w czasie bez pewności na poprawę z jej strony, jeżeli pan to przypadek beznadziejny. Jednak obie wersje kończą się optymistycznie. Ty zaczynasz żyć i przestajesz się martwić co myślą inni. PS Kiedy zrobiłeś coś tylko i wyłącznie dla siebie? PS2 Jeżeli do tej pory nie robiłeś, to teraz ty pilnujesz antykoncepcji, szczególnie kiedy się okres szlabanu skończy. PS3 ŚLUB ODWOŁUJESZ JUŻ TERAZ. pozdr PB
  3. Dzięki. Póki nie miałem rodziny demony pozostawały względnie uśpione. Nie myślałem wtedy jak dzieciństwo na mnie wpłynęło, szczególnie ze z rodzicami od 20 roku życia miałem na pieńku. Robiłem odwrotnie jak radzili. Działało to wtedy, ale nie zastanawiałem się ze tuszuje to problem. Nawarstwiało to się do czasu póki stres nie zaczął się uwidaczniac i zacząłem przenosić nerwy i emocje z pracy do domu. Wtedy drzwi się otworzyły i nie mogę ich domknąć do końca. Z drugiej strony powinienem raczej je otworzyć szeroko i potraktować je siekierą. Coraz bardziej uważam, że siekierą tą jest wrażliwość, bo ukrywanie się za pancerzem odporności na zranienie, ktory wytworzyłem będąc dzieckiem tu się nie sprawdza. Nie chcę pozbywać dzieci tego czego sam nie miałem. Dlatego koncentruje się na Więzi. Starszy jest identyczny jak ja i dlatego działamy na siebie jak działamy. Ja chce mu oszczędzić smutków, ale tym najwidoczniej im mu przysparzam. Od dziecka nie mogę wymagać zrozumienia mojego spierdolenia. Sam chyba muszę zmienic biegun mojego magnesu. Dzięki @Jaśnie Wielmożny właśnie zrobiłem dzięki Tobie następny krok. Chyba może tutaj częściej będę jednak zaglądał.
  4. Dzień dobry braciom, Ostatnio mało tu zaglądam, szczególnie kiedy dostałem bana za wypowiedzi, które wg mnie, takiego skutku nie wymagały. Ale jak mówi powiedzenie, nie mój cyrk nie moje małpy. Czas wykorzystałem w inny, bardziej produktywny sposób. Przede wszystkim na dalszą pracę nad sobą i edukację. Postanowiłem zamknąć ten etap podsumowaniem. Przestałem się przejmować co różowa myśli i skończyło się tym, że ona zaczęła zabiegać bardziej o kontakt na każdych płaszczyznach. Ja z kolei straciłem lekko zainteresowanie. Zabawa w kotka i myszkę, łapanie króliczka itp. Im bardziej koncentruje się na sobie, tym mniej potrzebuje od niej uwagi. Nawet w sprawach seksu straciłem potrzeby i nie mam ciśnienia jak kiedyś, bo seks mam kiedy chcę. Nie „p****ę się w tańcu”, że tak powiem i jak nabiera mnie ochota to nabijam ją na siebie, robię co chcę i później słyszę jak jej się podoba taki rodzaj dominacji. Nie, żebym zostawiał ją niezadowolona, ale odkąd przestałem się przejmować czy jest jej dobrze, jej się podoba jak nigdy. Ja sobie seksem rekompensowałem braki w bliskości. Od dawna już tego nie robię, bo kobieta z którą się jest nie zrekompensuje braków z dzieciństwa. To jeżeli chodzi o sprawy łóżkowe. Związkowo jest lepiej, bo każdy ma osobne sprawy. Nikt się do nikogo nie wtrąca, a ja mam wiele pomysłów i zainteresowań. Czuję się zajęty i czasami mnie wkurza, jak mnie różowa od czegoś odciąga. Jak chcę jej dopiec, to parę razy rzucam, że mam lepsze rzeczy do roboty niż netflix. Czasami jednak oglądamy razem, jednak ja wybieram repertuar. Z wiadomych powodów. Jej też się trochę z matrixa też wyszło i sam widzę, że zracjonalizowała podejście i sama chce się dawać prowadzić w różnych aspektach życia. Sama komentuje spierdolenie innych bab i ich roszczeniowość. Jednak przyznaje, że lubi sama poksiężniczyć. Wie, że jej potrzeba uwagi jest silniejsza od niej i lubi jak faceci koło niej latają, mimo że działa to na nią aseksualnie. Jak idziemy, to sama łapie mnie za rękę zamiast trzymając kurczowo dzieci, czeka z decyzjami i konsultuje każde ważniejsze sprawy ze mną. Pyta się o wyjścia i ogólnie zaczęła doceniać moje starania jeżeli chodzi o poziom życia. Ja ze swojej strony staram się być najlepszą gałęzią. Nie dla niej tylko dla siebie. To bardziej satysfakcjonujące. Prawda jest taka, że związek, małżeństwo i rodzina wciska hamulec w życie mężczyzny. Zadaniem jego jest odpowiednie kontrolowanie siły tego nacisku. Kobieta moja stała się partnerką. Nie chcę zapeszać, ale z drugiej strony jak znów jej hedonizm zacznie odbijać to ma drogę wolną. Darzę ja uczuciem, ale płakać nie będę. Stara się jeszcze bardziej utrzymać w kondycji i mimo przeszło 40 lat na karku, wygląda lepiej niż kiedy skoczyła 30. Widziała moje zmiany i podobnie jej się zachciało. Regularnie ćwiczy i dba o odżywianie. Mam autorytet. Nie jest wszystko tak kolorowo i się częściej kłócimy. Ona jest zadowolona, bo ja częściej wychodzę ze swojej skorupy introwertyka z ADHD. Mimo latających epitetów atmosfera się oczyszcza. Ona potrzebuje tego jak powietrza, ja wszystkie problemy rozwiązuje i tak wewnątrz. Jak pisałem wcześniej baba, o ile normalna, jest niczym barometr dla mężczyzny. Jak się zaczyna miotać, wtedy sygnał, że trzeba coś ze sobą zrobić. Bynajmniej dla niej. U nas to następuje, kiedy robię się zbyt wygodny i ona musi wchodzić w moje buty. Oddanie kontroli jest takie wygodne na krótkiej mecie. Podczas maratonu ewidentne jest, że się ta strategia w ogóle nie sprawdza. Święty spokój będę miał pewnie w grobie, albo jak sobie sam pojadę na urlop, co planuję wkrótce zrobić. Chcę ukończyć jedno lub dwu-tygodniowy kurs taktyczny. Taki, który daje w dupę, ale pozostawia uczucie satysfakcji na dłużej. Rozwój fizyczny jest tip-top. Może bardziej tip, ale jest. Regularność podupadła, bo się znudziłem trochę siłownią, ale ostatnio ze zdwojoną siłą eksplodowała, po ponownym odkryciu alpinizmu. Obecnie odpadł jeden trening siłowy kosztem treningu wspinaczkowego. Zwiększam ilość kardio, by kondycyjnie się poprawić i nie odpadać od ściany ze zmęczenia. Muskuły fajnie wyglądają, ale w praktyce są niczym różowa dupa pawiana. Wspinaczka jest fajna, bo wymaga oddania kontroli. Dla kogoś cierpiącego na syndrom miłego gościa to bardzo dobre ćwiczenie. Parafrazując AA, „Once a nice guy, always a nice guy”. Książkę Glovera mam zawsze przy sobie. Gdyby była egzemplarzem fizycznym, już pewnie by się rozpadła, ale opracowałem dzięki niej własny system radzenia sobie ze sperd*****niem w relacjach. Jednak niektóre demony nadal mam w sobie. Materialnie mi nie zależy chyba już na niczym. Z jednej strony stać mnie na wiele, z drugiej zacząłem dostrzegać wartości gdzie indziej. Odwieczne pytanie. Czy pieniądze się ma, bo się na nich nie koncentruje, czy dlatego, że się o finanse nie dba i koncentruje na rozwoju, nie są problemem. Wszystko co potrzebuje już mam, a nawet za dużo. Nadmiar opcji i możliwości powoduje, że do głowy potrafią wpadać głupie pomysły. Upraszczam co się daje i wg zasady pareto skupiam się na tym wszystkim co przyniesie najwięcej korzyści. Eksploruję stoicyzm. Czytam i słucham regularnie. Przestałem się przejmować sprawami na jakie nie mam wpływu. Zmieniam co mi się nie podoba. Walczę z przyzwyczajeniami i chodzeniem na skróty i łatwiznę. Dyskomfort obecnie to mój punkt wyjściowy i coś co pozwala mi się rozwijać w takim tempie jak nigdy. Dzięki niemu podchodzę do wszystkiego bardziej pozytywnie. Każda przeszkoda pozwala mi skakać coraz wyżej. Lubię to. Nie lubię, kiedy stare uzwojenie mózgu czasami staje się aktywne. Wtedy powracają wątpliwości i obawy. Przezwyciężam to angażując uwagę w coś wymagającego wysiłku. Przestałem wierzyć w gówna motywacyjne i poradniki. Nikt nie zmotywuje cię do działania i zmian lepiej niż ty sam i prawdziwe odbicie w lustrze. Co zrobisz kiedy zapadnie cisza? Z największym demonem nadal walczę i czasami przegrywam tę nierówną walkę. Lata spierdolonego wychowania odcisnęły na mnie takie piętno, że czasami przelewam to na swoich chłopaków. Oni są bardzo podobni i jako ojciec chciałbym dla nich jak najlepiej. Jednak najbardziej wkurza mnie moja nieproporcjonalna reakcja na ich zachowanie. Większość ograniczeń ciała pokonuję sam, podobnie zawodowo, ale jak chodzi o dzieci, to zapędzam się sam w kozi róg. Patrzę w lustro w tych momentach i widzę spierdolenie ojca i matki. Nie jestem pewien czy samemu uda mi się rozwiązać to skażenie z przeszłości. Pewnie będę musiał kilka razy z profesjonalista pogadać. Pewnie będę tu sporadycznie zaglądał, jednak nihilizm wypływający z ust poniektórych uświadamia mi, że nie jest to do końca moje miejsce w sieci. Wolę zdecydowanie pozytywny aspekt związków i relacji z ludźmi. Jak mój się wy**ie, to opiszę to ku satysfakcji poniektórych. Możecie mnie wywoływać, postaram się odpowiadać. Na rozwód się nie szykuję. Jak pojawi się problem, wtedy będę się zastanawiał nad rozwiązaniem. Ogarnąłem się teraz, ogarnę się później. Co cię nie zabije to cię wzmocni. Banał tak bardzo prawdziwy. Zacząłem sobie popisywać. Na razie dziennik, może kiedyś założę jakiegoś bloga o którym nikt nie usłyszy w czeluściach Internetów. PS. Chciałem szybko, więc mogło wyjść chaotycznie. Pozdrawiam PB
  5. Dzięki @Jaśnie Wielmożny za wywołanie. Ban mnie obszedł tyle co zeszłoroczny deszcz. Między czasie byłem na lodach z małżonką we Włoszech. Nauczyło mnie to, że bana dostanie , kto nie zgadza się z retoryką tu panującą "Moja droga jest najsłuszniejsza". Dlatego nie wiem czy warto tu nadal pisać i się produkować. Może jakoś podsumuję moje relację z kobietą, może nie. Nikt nie jest alfą i omegą. Nie ma tematów niewartych dyskutowania. Ja lubię poruszać i romawiać na te niewygodne. Akceptuje innych punkt widzenia, chociaz sie z nim nie zgadzam. Styl forum samców jest trochę specyficzny i co dalej podtrzymuję schmatyczny niczym zachowania pań. Panuje również troche zbyt bardzo negatywne nastawienie. Rozumiem, wielu braci sie sparzyło, ale powinno się im pomóc w sposób pozytywny, nie poprzez negację sensu związków damsko/męskich. To nie ostatnia porażka w relacjach z kobietami. Nihilizm nie jest odpowiedzią na skrzywdzenie. Nie zachowujmy się jak dzieci, kiedy koleżanka z piaskownicy opsypie nas piaskiem. Czasam warto zabawkami pobawić się z nastepną. Jak miałem wypadek samochodowy, to wszyscy mówili "Wsiadaj za kółko jak najszybciej" i mieli k^&%a racje. Co mnie nauczyło życie? Zabierać się za sprawy najmniej komfortowe. To robiłem przez ostatni czas. Walczę ze swoimi demonami i wiem, że sie ich do końca nie pozbędę, ze wzgledu na zaniedbania w dziecinstwie (m.in. nieleczone ADHD, które stwierdzono mojemu synowi i po latach także i mi). Nadal przed 40 i wiele rzeczy na horyzoncie, aby się martwić na zapas. Zrewidowałem definicję miłości i przywiązania. Zachowanie kobiety jest naszym odbiciem. One nie są winne całego zła jak co niektórzy je malują. Są złe w takim samym stopniu jak mężczyźni. Na forum trafiają niestety ci poparzeni, którzy malują pejzarz połowy populacji ludzkości niczym diabłów wcielonych. Nie wszystkie są takie same. One tylko ragują tak samo na spierdolenie. Taki osobisty barometr słabości. W większości probemy w związkach są wynikiem braków po stronie mężczyzny. Rozmawiam z wieloma osobami, mlodszymi i starszymi. Lubię postudiować sobie ludzkie zachowania, kiedy zadaje się trudne pytania. Ludzie swietnie reaguja na szczerosc, szczegolnie kobiety i potwierdzają powyższe. Zawodowo i finansowo nie narzekam. W związku dobrze, odkąd nawiguję tam dokąd mam ochotę różowa chce razem. Dobrze jej, że nie musi sama podejmować decyzji. Daje jej wybór chce ze mną to dobrze nie chce też. Im bardziej koncentruję się na sobie, tym jest lepiej. Osobiście jak pisałem staram się rozwijać w każdą strone w myśl zasady robienia tego czego mi się najmniej chce oraz znacznie ograniczam opcje. Wyzwalające podejście, szczególnie w połączeniu z nieprzejmowaniem się co inni myślą. Do definicji @Ważniak dodałbym poniższe. Póki sam siebie nie skreślisz, nic nie przegrałeś. Nikt nie może nas skrzywdzić, oprócz nas samych, a każda porażka to doświadcznie i czyni silniejszym. Niezależnie od kontekstu.
  6. Dlaczego? Bo brat @Yolo szarpnął niewłaściwą strunę. Nie złamał regulaminu w żaden mi znany sposób, aby dać mu bana. Napisał nieprzyjemny komentarz i powiedział co myśli to go zmuszasz do eksodusu. Nadużywasz pozycji siły i dajesz mu zamiast klapsa, łomot bo kwestionuje rzeczy, o których warto porozmawiać tylko są niewygodne, albo ma inny punkt widzenia na niektóre sprawy. Ps. sam idę ochłonąć na lody z dzieciakami, kiedy różowa sama wyszła (i pewnie jeździ na innym bolcu).
  7. Uważam, że brat @Yolo racjonalnie podchodzi do sprawy. Młodych tutaj jest wielu, a informacji na temat prowadzenia relacji jest albo jak na lekarstwo, albo gdzieś zakopana pod tysiącami odpowiedzi. Jestem za zrobieniem odpowiedniego działu, albo swoistej Wiki. Zaczynając od literatury polskiej i obcojęzycznej na Q&A kończąc. Wątek @ZamaskowanyKarmazyn jak najbardziej się przyda, aby rzucić światło na schematyczne myślenie braci. Narzekamy na schematyczność kobiet, a sami możemy być takim samym przykładem. Chcemy forumuły na udany związek z(x)=a+b*c/d-sqr(tan(16-f). Często jedzie się tu na kobiety i o ile rozumiem to stanowisko skrzywdzonych to poziom w jakim się ten negatywizm do płci przeciwnej pielęgnuje mnie lekko dołuje. Każda kobieta, która w relacji czuje się źle i daje temu upust na swój sposób, wg braci ma bolca na boku. Niektórym czerwona piguła weszła trochę za głęboko i wchodzi dalej póki nie będzie w czarnej d00p#3. Własne braki w umiejętności bycia z partnerem usprawiedliwiamy zrzucają winę na matrix, hipergamie, czy wygórowane oczekiwania. Chcemy aby kobiety brały odpowiedzialność za swoje działania, a sami nie umiemy tego zrobić. Spojrzeć w lustro i powiedzieć: Tak, dałem dupy. Póki będziemy obarczać winą wszystkich dookoła za nasze niepowodzenia, wtedy nie zrozumiemy istoty relacji i nie tylko d/m. Związek to jest wspólna relacja, a z tego co obserwuję to wszystko się je6#e przez braki w komunikacji oczekiwań. Każda ze stron chce, aby związek wygrał. Każda ze stron liczy, że przetrwa. Życie zdarza się po drodze i weryfikuje ideały. Do ch#^& pana, większość tematów tutaj dotyczy relacji, randek, zaliczania i ogólnie przechytrzenia c&pk% jakby życie dookoła niech wirowało. Gdybym całą wiedzę brał stąd to nic dziwnego, że mógłbym się pozbyć nadziei na temat szans zawarcia zdrowej długoterminowej relacji z reprezentantką połowy społeczeństwa. Negatywna narracja, aż się tutaj wylewa. Gdyby balans był trzymany przez modów trochę po drugiej stronie forum byłoby drogowskazem zdrowych relacji zamiast, miejscem użalania się i kultywowania doła. Relacje identyfikujemy jako bazar. Ja daje to, ona tamto. Qui-pro-quo, aby tylko nie dać za dużo, bo ona tego nie doceni. Kobiety nie są podludźmi, a często prowadzona jest tutaj taka narracja. Kierują się instynktami i gadzim mózgiem. Prawie bezrefleksyjnie. Owszem żywią się uwagą i emocjami, ale nie zwalajmy całej winy na nie. Nie bronię troli w spódnicach, o ile takowe noszą w rzeczywistości, tak samo nie bronię tych co posiadają penisa. Każdy z nich chce być dokarmiony uwagą. Kobiety mogą być równie złe jak mężczyźni i równie wspaniałe. Tylko trzeba to dotrzeć i umieć wydobyć to co wartościowe. Zaczynając niestety od siebie.
  8. Napisałem to samo ale skasowałem przed wysłaniem. Brzmi tak banalnie i zarazem prawdziwie jak życie. Wszyscy umieramy samotnie. Ważne, aby żałować jak najmniej, a żyć jakby się miało umrzeć już jutro. Kolejne banały. Czasem zastanawiam się co jest po drugiej stronie. Boimy się tego czego nie znamy, to jest w nas utrwalone przez instynkty. Strach nas ogranicza i trzyma w blokach. Wygoda osłabia i sami zakuwamy się w jej łańcuchy. Kto przejmie po nas pałeczkę? Kto będzie przedmiotem następnej symulacji życia. Raczej rozgrzewka. Nie lubię biegać i nigdy nie umiałem. Dlatego to robię.
  9. Póki bilans jest w kierunku optymizmu nie przejmuję się. Subtelnie mówię, fuck jak Manson i robię swoje by zostawić każde miejsce w którym się znalazłem lepsze niż było przede mną. Empiryzm mną zawładnął i nie ma miejsca na kulty inne niż mnie samego. Szkoda, że nie miałem w życiu mentora. Wszystko by szło szybciej i drugi raz bym się urodził prędzej. Mimo, że nie jest łatwo, dostajemy po 4 literach kiedy się da, wpadamy w pułapki zastawione przez innych, lądujemy na pysku ze zmęczenia, to zawsze się warto podnieść. Przede wszystkim, aby skurwysynom nie dać satysfakcji i mentalnie stać się silniejszym. Każde ominięcie kłody lub potknięcie się o nią robi nas silniejszymi. Cierpimy, ale dla innych skopanych i rozjechanych przez walec życia, nasz dyskomfort to tylko monologi waginy w mroku ich doświadczeń. Oni zapieprzają dalej, a niektórzy z uśmiechem na ustach cieszą się tym co mają. "Wszystko co nas nie zabije czyni nas silniejszymi". Tą banalną formułę zna każdy, ale nie tylko nieliczny może ją wykorzystać. Wygodne życie jest łatwe, łatwe czyni nas słabymi. Więcej doświadczysz ponosząc sromotną porażkę niż osiągając łatwe zwycięstwo. Najlepszy swój bieg przegrałem, ale osiągnąłem najlepszy czas w życiu.
  10. Ludzka głupota jest nieskończona. Co chwilę słyszę o nowych akcjach przedstawicieli ludzkości w mediach społecznościowych, że umysłem nie da się tego ogarnąć. Chciałbym tu sparafrazować jakoś Einsteina, ale się nie da lepiej tego powiedzieć. Żyjemy w czasach, kiedy bycie ekstrawertycznym, im więcej tym lepiej, jest nagradzane uwagą. Głupota jest nagradzana, a zewnętrzne mechanizmy zachowania życia działają przeciwko naturze, kiedy jedyną reakcją na taki rozmach „niefrasobliwości ludzkiej” była naturalna eksterminacja osobnika. „Łeb w tył i był.” Im jesteśmy starsi i mądrzejsi tym mniejszą wykazujemy tolerancję na pewne zachowania. Czy drzewiej było lepiej? Śmiem wątpić, po prostu ludzie byli mniej świadomi zakresu debilizmu w społeczeństwie. Jesteśmy odrobinę bardziej zaawansowanymi szympansami, ale w przeciwieństwie do nich o wiele mniej prawdziwi. One przynajmniej porządnie się gównem potrafią obrzucić. "Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest kim." - Orwell Nie zasługujemy aby istnieć. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Jesteśmy niczym mrówki i póki co nie pojawił się nikt jeszcze ze szkłem powiększającym. Pojawi się, jeżeli sami się nawzajem nie wykończymy. „Ludzie mają wrodzony talent do wybierania tego co jest dla nich najgorsze”. Rośniemy bez kontroli, niszczymy swój dom i generujemy zdecydowanie zbyt dużo hałasu nie mając wiele do przekazania. Nie potrafimy wytrzymać kiedy zapada cisza, bo nam uświadamia, jak bardzo puści jesteśmy w obecności absolutu. Czy jedynie godni Boga jesteśmy w obliczu śmierci? Jaka jest twoja historia? Mijamy ludzi-powłoki. Nie zastaniawamy się. Zapierdalamy z taczką tak szybko, że często zapominamy jej załadować. Żul spod budki z piwem, ma wiecej do powiedzenia niż panna z ajfonem przyklejonym do ręki. On jest przynjmniej autentyczny w życiu. Osobowość i doświadczenie człowieka, rzucona na szalę z jego kwantyfikacją wyrażoną w pieniądzu nic dzisiaj nie znaczy. Ile co dzień tracimy wiedzy, kiedy człowiek umiera śmiercią naturalną? Społeczeństwo traktuje starych ludzi jako kolejne skóry. Dlaczego osoby nie będące w wieku produkcyjnym są traktowane jako nic nieznaczące rzeczy, które nie nadają sie nawet do przesuwania z jednego miejsca na inne? Gdzie się podziało miejsce starszyzny plemiennej? Z drugiej strony czy zgorzkniałość na starośc przychodzi ze świadomością, że sami zbieramy efekty naszych działań? Świat to chore miejsce, życie nie jest łatwe. Kombinacja powyższych gnoi wszystkich jednakowo. Jedyna różnica jest to jak szybko i mocno jesteś w stanie się podnieść. „- Dlaczego upadamy? Aby nauczyć się podnosić.” Czy jest ktoś obok, kto pomoże ci się podnieść, kiedy brakuje sił? Czy pomagasz komuś się nauczyć to robić? W którą stronę przechylę dziś szalę? Czy dziś znowu zamienię swoją energie na miedziaka? Parę moich losowych rozważań z poprzedniego tygodnia wpasowujących się w temat.
  11. Dawać z siebie 100% powinno być fundamentem działania w każdej sytuacji. Bez odpowiedniej dedykacji nie osiągniesz swojego celu na odpowiednim poziomie. Nieważnie czy chodzi o diety, ćwiczenia, rozwój zawodowy osobisty czy pasje. Pasja bez wejścia w nią na 100% taką nie jest. Czy dobry związek może istnieć bez zaangażowania siebie na 100%. Wg mnie, aby cieszyć się z bycia razem w dłuższym okresie czasu należy: Wiedzieć kim się jest i kim się nie jest. Nie tracić energii i czasu by udawać, zamiast być autentycznym i kochanym za to jakim się jest. Pełna akceptacja siebie jakim się jest i partnera. Nie zmieniać nikogo na siłę i nie poddawać się naciskom partnera. Przestać uprzedmiotawiać związek i mieć w nim jakiś cel. Być w związku to proces należy go w pełni zaakceptować i pozbyć się jakichkolwiek myśli czym się może zakończyć. Być sobą, niczego nie ukrywać, mówić całą prawdę. Stać się całkowicie transparentny, nawet w tematach kiedy czujemy się niepewni. Walczyć z niepewnością w związku poprzez konfrontacje z nią wraz z lękami i obawami. Aktywnie podejmować decyzje i być godnym zaufania. Mieć plan na siebie. Mieć jasno określone granice i własną przestrzeń. Mieć pasje i dzielić się nimi z partnerem. Może podchwyci może nie. Nie dawać ich stłamsić. Nie zaspokajać potrzeb partnera ani starać się na siłę uszczęśliwiać. Nie szukać aprobaty. Nie oczekiwać niczego w zamian. Qui-pro-quo to rodzaj manipulacji. Umieć się komunikować (swoje myśli, uczucia). Unikać awantur, ale nie konfliktów. Nie traktować wszystkiego jako adresowane personalnie, wspólnie rozwiązywać problemy w związku. Indywidualnie własne. Takie podejście bardzo szybko zweryfikuje jakość związku na każdym etapie. Druga osoba albo podąży tą drogą z Tobą, albo zerwie relacje (z miliona różnych gównianych powodów). Pytanie, czy chciałbym być z kimś kto nie docenia takiego zaangażowania? Reakcje partnera musisz ocenić w pełni świadomie i nie być naiwnym. Im szybciej się para rozejdzie w przypadku niepewności tym lepiej. Żadnych gier. Dr Glover kiedyś o tym pisał na blogu chyba i nie sposób się z tym nie zgodzić. Przedstawił on parę podstawowych pytań i możliwości przygotowania, które mogą służyć jako podstawa czy warto wejść w LTR czy nie. - Co cię wstrzymuje i jakie masz obawy przed pełnym zaangażowaniem? - Co się stanie w długim okresie ze związkiem gdy oboje będą funkcjonować na pół gwizdka? - Co musiałbyś robić inaczej w związku w przypadku pełengo zaangażowania? - Jakie masz obawy w związku z zaangażowaniem na 100%? - W przypadku pełnego zaangażowania, co może się stać najgorszego i co najlepszego? Szczere odpowiedzi na te pytania dadzą drogowskaz postępowania. Jeżeli po przejściu tego procesu człowiek nie będzie czuł się komfortowo to należy relacje zakończyć IMO. Jeżeli partner podchwyci ten sposób, to jakość relacji może być na zupełnie innym, wyższym poziomie.
  12. Że nie warta faceta jakiego miała. Wiadomo miłość jest ślepa, ale człowiek po czasie odzyskuje wzrok. Wkurwił bym się bardzo i odpowiednio i inteligentnie odwdzięczył. Mam świadomość że samice człowieka potrafią wybrać szybką gratyfikację ponad długofalowy komfort. Jakby jej odwaliło, to ma świadomość co się z tym wiąze. Zawsze może znaleźć inna gałąź, ale nawet biały rycerz się dwa razy zastanowi zanim matkę z dwójką dzieci miałby przygarnąć. Ona jest czlowiekiem i mimo dziury między nogami podejmuje decyzje i ponosi ich konsekwencje. Swoje szczęście od niej nie uzależniam. Ja obecnie znam swoją rosnącą wartość i daje jej do zrozumienia w którym miejscu na wykresie SMV się znajdujemy. Widzę jak z czasem coraz bliżej muru jest chociaż robi wiele, aby opóźnić nieuniknione. Co w związku z tym? Do kaloryfera przyczepisz? Jak jest inteligentna to rozumie ciąg przyczynowo skutkowy. Jak głupia to będzie się głupio tłumaczyc. Wejście całym sobą w związek nie usprawiedliwia głupoty ani naiwności, ani braku granic, ani braku poszanowania. Takie coś weryfikuje wartość partnera. Później napisze co przez to rozumiem.
  13. Mężczyźni często mylą wrażliwość ze słabością. Szczególnie młodsi, ci z kompleksami, niepewni własnych uczuć i wartości. Okazać wrażliwości to zupełni c innego niż okazać słabość. Prawdziwą wrażliwość okaże facet pewny siebie i swojej wartości. Łzy w tym wypadku to pokazanie drugiej osobie, że jest się wartościową osobą, która potrzebuje partnera, aby go w danym momencie chwycił i podciągnął. @ZamaskowanyKarmazyn Nieświadomie zrobiłeś swojej pannie najważniejszy test jaki mogłeś, a ona okazała się wartościową osobą. Gratuluję partnerki, bo ona w pełni zasługuje na to miano. Te łzy potwierdziły twoją autentyczność i w czasach kiedy wszędzie króluje sztuczność, ta cecha jest niedoceniana i jedynie osoby inteligentne potrafią ją docenić. Twoje zachowanie tylko pokazało jej twoje pełne zaangażowanie, to że jesteś tylko i aż człowiekiem. Z kolei bycie słabym oznacza obarczanie swoimi uczuciami innych, użalanie się nad sobą i uzależnienie swojego samopoczucia od tego jak druga osoba się zachowuje. Taka życiowa pizda, która jeszcze płacze jest odpychająca dla każdej normalnej kobiety. W drugą stronę jest podobnie. Nie umiejętność okazywania uczuć, jest jeszcze gorsza bo wiąże się z urazami z przeszłości i nie rozwiązanymi sprawami. Z bagażem, z którym wartościowa kobieta nie chce podróżować. pozdr PB
  14. Cóż mamy się schować pod kamień i czekać na śmierć. jedyny wpływ na kobietę jaki masz to tylko taki jaki masz wpływ na samego siebie. Himalajka dalej jest poszukiwana i nawet ona nie będzie wyjątkowa, bez dwóch zdań. Odnoszę wrażenie, że niektórzy bardzo boją się wejść w związek z kobietą przed strachem, że zostaną zranieni i sami sabotują. Czy można świadomie wejść w udany związek nie wchodząc w niego całym sobą? Śmiem napisać, że nie. Czy, po rozpadzie takiego będziemy się czuli jak łajno? Pewnie. Czy wyniesiemy z tego coś pozytywnego? Tak! W młodszych latach będzie to najważniejszą nauką na przyszłość. Jedyny warunek to trzeba samemu zabezpieczyć rzeczy i uczucia na których ci naprawdę zależy. Nie wolno uzależniać szczęścia swojego od drugiej osoby, bo to za duże obciążenie dla obojga i zawsze się kończy piękną katastrofą. Jeżeli w pełni świadomie będziesz wiedział czego oczekujesz i to komunikował i wg tego postępował to nie wiem jaka starta może nastąpić poza chwilowym emocjonalnym dołem, z którego wyjdzie się mocniejszym.
  15. Tak się zastanawiam ilu z was ma dzieci i na jakiej podstawie wyciągacie takie wnioski. Trochę to wszystko odczłowieczające jest, a piszecie o związkach. Ja rozumiem, własne doświadczenia itp, ale do jednego wora napradę wszystkich kobiet się nie zmieści. Szczególnie takich po przejściach. W opisywanym przypadku mechanizm MOŻE być zgoła inny. Co, jak facet się znęcał nad dzieckiem i kobietą. Co jak czuła wieczne zagrożenie jeżeli chodzi o starszego, że patol coś mu zrobi, dopoki się nie wyprowadziła od alkoholika? To naturalne, że jej umysł inaczej reaguje na starsze dziecko. Niech wypowiedzą się maltretowane DDA. Jak wyglądało ich dzieciństwo. Co do pobudek pani jeżeli chodzi o zwiazek, to najbardziej banalna potrzeba bezpieczeństwa tutaj wygrywa i porządanie nie wchodzi tu raczej w grę, może nawet miłość nie. Szkoda faceta, bo bedzie cierpial przez ten zwiazek. Co do abstrakcyjnego pomysłu pożaru i kuriozalnego wyboru które z dzieci przeżyje, to wiekszość wypowiadających się nie ma ani dzieci ani pojęcia. Matka jak i ojciec poświęcą swoje życie, aby obydwoje z niego wyciągnąć. Żaden Rodzic nie zostawi swojego dziecka, aby zginęło w samotności. Szkoda tego starszego, bo cierpi najbardziej i może kiedyś swoją zazdrość i uczucie niesprawiedliwości pokierować przeciwko bratu. Pierwsze dzieci maja zawsze gorzej, ale tutaj starsze dziecko potrzebuje znacznie więcej uwagi pozytywnego dialogu.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.