Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Pozytron

Dziewczyny i chłopaki - sprzeczne cele, mimo wzajemnej potrzeby?

48 postów w tym temacie

Tekst jest dość długi, więc jak ktoś nie ma czasu lub ochoty go czytać, niech nie czyta poprostu i zignoruje to, co poniżej.

Nie mam też na celu nikogo obrazić.

Mam poprostu problem, z którym sobie nie poradzę, bo nie widzę nadziei na to.

Ale byćmoże o czymś zapomniałem czy coś przeoczyłem, to słowa krytyki lub wskazówki, są najmilej widziane.

 

Nie wiem od czego zacząć, bo temat relacji dziewczyn i chłopaków, to wydaje mi się, temat nieskończony.

Można by dyskutować o nim w nieskończoność, a natura itak zrobi swoje.

Może więc skupię się na sobie i swoich doświadczeniach i teoriach na ten temat, gdyż mam nieodpartą chęć zbadania tego, dlaczego jestem tak wrogo nastawiony do rozmnażania i od ok.2 lat, mój świat realcji damsko-męskich, poprostu legł w gruzach, bez żadnej nadziei na jakiekolwiek wyjście z tej sytuacji.

A więc w życiu miałem 4 stałe partnerki. Pierwsza miłość była dla mnie totalnym szokiem, kiedy nagle odkryłem, że tak bardzo lubię pewną dziewczynę, że nie mogę żyć normalnie bez jej obecności obok mnie.

Kiedy zerwała ze mną, bardzo to przeżyłem, ale po jakimś roku, otrząsnąłem się i mój mózg wrócił do normy. Wtedy już z bagażem miłosnego doświadczenia, poznałem kolejną, w stosunku do której nigdy nie "otworzyłem" się do końca (po poprzednim doświadczeniu) i robiłem wszystko, żeby tylko mieć ją pod kontrolą emocjonalną, a sposoby manipulacji i szantażu emocjonalnego, zapożyczyłem właśnie od mojej byłej.

Zakochała się bardzo. Kiedy nie odbierałem telefonu, potrafiłem na wyświetlaczu zobaczyć nawet 200 nieodebranych połączeń i 50 SMS'ów, a więc cel swój osiągnąłem.

Osiągnąłem tym też ogromny spokój emocjonalny, bo czułem że ktoś mnie bardzo kocha i myśli o mnie.

Niestety na dłuższą metę, taka relacja nie mogła istnieć, gdyż była poprostu destrukcyjna.

Zerwałem ostatecznie, a po ok. 5 miesiącach poznałem kolejną, bardzo atrakcyjną, ułożoną dziewczynę.

Wtedy nie myślałem już za bardzo o manipulowaniu nią, ale mimo tego zauważyłem, że ona jest mi bardzo uległa.

Czułem, że mnie kocha, że nie potrafi ode mnie odejść.

Kolejnym więc razem jakimś sposobem, udało mi się uzyskać to, że dziewczyna bardzo mnie kocha.

Jednak, kiedy się przeprowadziliśmy do mojego nowego domu (zamieszkaliśmy we dwójkę), coś się popsuło.

Miałem pieniądze, bo miałem firmę, ale bardzo się rozleniwiłem, przytyłem. Zaczęły się rozstania, aż któregoś dnia ona odeszła i o dziwo, nie wróciła nagle:)

Znowu przeżyłem to dość mocno i znowu (jak po tej pierwszej) dostałem mocnej depresji.

Potem jakoś się pozbierałem, zacząłem biegać, trenować, itd. Po kilku miesiącach poznałem kolejną, która zamieszkała ze mną bardzo szybko i ona też mnie bardzo pokochała.

Czułem i widziałem, że mam nad nią ogromną kontrolę i że ona nie potrafi mi się sprzeciwić.

Każde moje zerwanie z nią, było dla niej ciosem nie do zniesienia.

Brała tabletki na uspokojenie, chodziła do psychiatry.

W końcu jednak doszło z mojej strony do tego, że ją zdradziłem z młodszą ode mnie o 11 lat, bardzo atrakcyjną dziewczyną.

Mój wrażliwy organizm, jednak tego nie wytrzymał i o wszystkim jej powiedziałem.

Przyjęła to ze spokojem, lecz po ok.2 miesiącach, nagle nie chciała ze mną być i znowu doznałem załamania nerwowego.

Znowu dostałem depresji, nie mogłem spać, ani jeść. Role się odwróciły.

Odeszła, a ja trafiłem do szpitala psychiatrycznego po próbie samobójczej.

Kiedy się trochę otrząsnąłem z tego, zacząłem próbować znowu.

Jednak tym razem, sprawa strasznie mi się skomplikowała, ponieważ dosłownie wszystkie się już porozmnażały:(

Walczyłem ze sobą dosyć długo, aż uległem w końcu i zacząłem spotykać się z dzieciatymi.

Robiłem to w desperacji, a te laski piepszyły tylko o tych swoich bachorach.

Dawałem jakoś radę to wytrzymywać, ale na dłuższą metę, robiło się to nie do zniesienia.

W końcu ja nie potrzebuję poznawać jakichś dzieci.

Ja potrzebuję tylko dziewczyny, jak każdy facet.

Poznałem taką jedną (okazało się, że ma 3 dzieci, jednak byłem już tak zmęczony byciem samemu, że było mi już wszystko jedno).

Zacząłem się z nią spotykać, ale stworzenie z nią stałej telacji, jest niemożliwe.

Ona by chciała, żebym ja mieszkał z nią i jej bachorkami, a te bachorki mnie strasznie drażnią i denerwują.

Nie ma więc ogólnie mowy nawet o tym, żeby laska z dzieckiem, pokochała mnie, bo ona już ma swoje bachory, które kocha i ja na nią nie mam żadnego wpływu.

Mam teraz 35 lat i zero szans na związek, w którym poczuję się kochany przez dziewczynę.

Jedyne co mogę osiągnąć, to wdzięczność dziewczyny, że będę zajmował się jej bachorami, co bardzo mi nie odpowiada, bo ja wręcz dzieci nienawidzę.

Irytują mnie, drą się ciągle, ciągle tylko piepszą o pierdołach czy grach komputerowych, co mnie kompletnie nie interesuje.

Została mi wizja zostania samemu już do końca i zostania alkoholikiem, bo na relację "dziewczyna-chłopak", nie mam już co liczyć.

Edytowane przez Pozytron

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
7 minut temu, Pozytron napisał:

 

 

Została mi wizja zostania samemu już do końca i zostania alkoholikiem, bo na relację "dziewczyna-chłopak", nie mam już co liczyć.

Czy według ciebie "wizja zostania samemu" naprawdę wiąże się z zostaniem alkoholikiem? Poczytaj trochę forum, felietony Mistrza, kup jego książki i zobaczysz, że sprawa może wyglądać zgoła inaczej. Poza tym piszesz, że masz 35 lat, stabilność finansową - tym bardziej nie widzę problemu. Jest multum lasek, które na pewno by się z tobą wiązały i nie obniżaj standardów do "dzieciatych", stać cię na więcej. 

3 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Pozytron.

Weź się za lekturę Marka!

   Dalej nie wiesz jak to wszystko dzieła. Po pierwsze żadna z wymienionych przez Ciebie kobiet Cię nie kochała. Zależało im na czym innym. Na czym?  Odpowiesz sobie na to po poczytaniu forum, lub książek Marka.

Po drugie zacznij od polubienia siebie, w taki sposób uzyskuje się moc. Jak będziesz kochał siebie przestanie Ci zależeć na związku z kobietą.

 Kurwa jak ja chciał bym być w Twoim wieku i to jeszcze sam!

Wtedy nie celował bym w równolatki tylko szukał baby młodszej co najmniej o dekadę.

Wielka przyszłość przed Tobą, tylko najpierw sam się ogarnij!

2 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Pozytron! Potwierdzam! Masz dużo pracy nad sobą i nie wiesz, jak to wszystko działa. Ja mam 30 lat i nie mam nawet w połowie tego, co Ty. Zostałem zniszczony przez pewną kobietę, ale to właśnie był ten przełom w moim życiu. Jeśli będzie Ci się chciało, to możesz przeczytać mój wątek o tym, jak zostałem zniszczony (wtedy byłem cholernym romantykiem, wierzyłem w miłość i nie miałem pojęcia, jak to wszystko działa - te relacje damsko-męskie). Największe głupoty, które tam popełniłem (a wierz mi, że nie ma większego głupca na tym forum pod tym względem), wyszczególniłem pogrubioną czcionką (jeśli dobrze pamiętam). Czasami myślę, że za bardzo się "odkryłem", ale cóż... niech służy to innym. Tylko nie spadnij z krzesła, jeśli będzie Ci się chciało to czytać.

 

Co do wiedzy takiej czy innej, przeczytaj całą stronę "redpillman.pl". Nie ma tam dużo artykułów, ale na dobry początek rozjaśnią Ci nieco umysł.

 

Z kolei, co do "resztę życia sam" i topieniu smutków w alkoholu, wbij sobie do głowy ten tekst: "Ty się starzejesz, a one są wiecznie młode!". Nie wiem, czy dobrze zacytowałem. To jest tekst z filmu "Uczniowska balanga" ("Dazed and Confused"). Dobry soundtrack jest z tego filmu. Za gówniarza się nim zachwycałem, ale później zacząłem mieć trochę inne zdanie na temat życia przedstawionego w tym filmie (nie, że gorsze, tylko inne).

 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Cóż, klasyka praktycznie. Szukasz szczęścia na zewnątrz, w kobietach. Nie masz dopracowanego systemu moralnego - zdrada, świadoma manipulacja. Próba samobójcza i szpital psychiatryczny mówią o dużych problemach emocjonalnych. Brak pracy u podstaw. 

 

Rozwiązanie? Odbudowa moralnego kręgosłupa, przeniesienie poczucia szczęścia z zewnątrz do wewnątrz. Poza tym nigdy nie wiesz, czy ktoś cię kocha. To tylko twoja projekcja, zwykłe zwidy. Przydałby ci się również większy luz. Nie ma sensu walczyć z naturą. 

 

Obowiązkowo Kobietopedia i felietony Mistrza, bo jesteś według mnie w dość czarnej dupie. Potrzeba ci zmiany paradygmatu.

 

Masz zaszczepione złe myśli. Oto one:

 

- bez kobiety jestem nikim,

- kobieta to sens życia,

- ktoś mnie musi koniecznie kochać,

 

Musisz ogarnąć, bo się człowieku zniszczysz. 

Edytowane przez mac
5 osób lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Pozytron napisał:

Pierwsza miłość była dla mnie totalnym szokiem, kiedy nagle odkryłem, że tak bardzo lubię pewną dziewczynę, że nie mogę żyć normalnie bez jej obecności obok mnie.

Kiedy zerwała ze mną, bardzo to przeżyłem, ale po jakimś roku, otrząsnąłem się i mój mózg wrócił do normy.

 

Klasyka, z której wyciągnąłeś bardzo wujowe wnioski. Zamiast nauczyć się wzmacniać swoją wartość zaadoptowałeś manipulację. Co spowodowało:

 

Cytat

Wtedy już z bagażem miłosnego doświadczenia, poznałem kolejną, w stosunku do której nigdy nie "otworzyłem" się do końca (po poprzednim doświadczeniu) i robiłem wszystko, żeby tylko mieć ją pod kontrolą emocjonalną, a sposoby manipulacji i szantażu emocjonalnego, zapożyczyłem właśnie od mojej byłej.

Zakochała się bardzo. Kiedy nie odbierałem telefonu, potrafiłem na wyświetlaczu zobaczyć nawet 200 nieodebranych połączeń i 50 SMS'ów, a więc cel swój osiągnąłem.

Osiągnąłem tym też ogromny spokój emocjonalny, bo czułem że ktoś mnie bardzo kocha i myśli o mnie.

Niestety na dłuższą metę, taka relacja nie mogła istnieć, gdyż była poprostu destrukcyjna.

 

Patolę numer 1 - dowartościowywałeś się kosztem tej dziewczyny, karmiłeś ego, zabijałeś strach i kompleksy związane z wrażeniem, że "nikt Cię nie pokocha" oraz, ze jesteś "do niczego".

 

Cytat

Zerwałem ostatecznie, a po ok. 5 miesiącach poznałem kolejną, bardzo atrakcyjną, ułożoną dziewczynę.

Wtedy nie myślałem już za bardzo o manipulowaniu nią, ale mimo tego zauważyłem, że ona jest mi bardzo uległa.

Czułem, że mnie kocha, że nie potrafi ode mnie odejść.

Kolejnym więc razem jakimś sposobem, udało mi się uzyskać to, że dziewczyna bardzo mnie kocha.

Jednak, kiedy się przeprowadziliśmy do mojego nowego domu (zamieszkaliśmy we dwójkę), coś się popsuło.

Miałem pieniądze, bo miałem firmę, ale bardzo się rozleniwiłem, przytyłem. Zaczęły się rozstania, aż któregoś dnia ona odeszła i o dziwo, nie wróciła nagle:)

 

Patolę numer 2 - rozpaczliwą potrzebę "ktoś mnie kocha" - manipulowanie itp. Zupełnie jak baba.

 

Cytat

Znowu przeżyłem to dość mocno i znowu (jak po tej pierwszej) dostałem mocnej depresji.

Potem jakoś się pozbierałem, zacząłem biegać, trenować, itd. Po kilku miesiącach poznałem kolejną, która zamieszkała ze mną bardzo szybko i ona też mnie bardzo pokochała.

Czułem i widziałem, że mam nad nią ogromną kontrolę i że ona nie potrafi mi się sprzeciwić.

Każde moje zerwanie z nią, było dla niej ciosem nie do zniesienia.

Brała tabletki na uspokojenie, chodziła do psychiatry.

W końcu jednak doszło z mojej strony do tego, że ją zdradziłem z młodszą ode mnie o 11 lat, bardzo atrakcyjną dziewczyną.

Mój wrażliwy organizm, jednak tego nie wytrzymał i o wszystkim jej powiedziałem.

Przyjęła to ze spokojem, lecz po ok.2 miesiącach, nagle nie chciała ze mną być i znowu doznałem załamania nerwowego.

Znowu dostałem depresji, nie mogłem spać, ani jeść. Role się odwróciły.

Odeszła, a ja trafiłem do szpitala psychiatrycznego po próbie samobójczej.

 

Patolę numer 3 - bo jesteś cholernie niedowartościowanym człowiekiem, niepewnym i pełnym kompleksów, który staje się wampirem energetycznym wsysając innych w swoją czarną dziurę.

 

Cytat

Została mi wizja zostania samemu już do końca i zostania alkoholikiem, bo na relację "dziewczyna-chłopak", nie mam już co liczyć.

 

Tak, jeśli nie zmienisz swojego postępowania to wykończysz się psychicznie bo nie dajesz nic dobrego, a tylko złe otoczeniu.

 

Masz tego farta, że trafiłeś w dobre miejsce, a więc najpierw:

1. Książki Marka,

2. Uważna lektura forum,

3. Danie sobie na luz z kobietami na jakiś czas,

4. Podniesienie własnej samooceny - poukładanie mindsetu,

5. Tak jak Ci bracia pisali - musisz zrozumieć, że szczęście jest w Tobie, a nie na zewnątrz, i zacznij go szukać tam, a nie poprzez inne osoby, czy też kontrolę (i dowartościowywanie się tym sposobem) nad innymi,

6. Zapoznanie się z regułami Sexual Market Value.

 

 

 

Edytowane przez OnTakiJakis

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Podejrzewam że jesteś z rodziny DDD bądz DDA, Twój głod emocjonalny wynika z tego że nie zostały w Tobie zaspokojone potrzeby miłości, uwagi i zainteresowania istotnych osób w Twoim zyciu...

Potem pod wpływem baśni z gatunku kobiecego przeszedłeś indoktrynacje, która wbiła Ci do głowy przekonanie

Kobieta=Szczęscie

Dlatego szukasz tego czego Ci nie dali w kobiecie i obcowaniu z nią..

Jest bardzo ważna, jedna z najważniejszych rzeczy w takiej sytuacji której ''wygłodniały'' człowiek nie zauważa, otóż; jeśli ktoś da Tobie to czego oczekujesz, to równie dobrze może to zabrać, w związku z tym na tej podstawie widzisz jasno że nie wolno sie przywiązywać...Zaraz zapytasz, ale czemu ma zabrać?

Już tłumacze, jesteś w tym momencie człowiekiem któremu brakuje tej iskry, w momencie w której to dostajesz jesteś jak wampir, chcesz tego coraz więcej i więcej, to jak nałóg...Stosując taka zasadę bądź wymianę  w sytuacji z kobietą ( bo to Ona ma byc według Twojego mniemania tym zapalnikiem) uzyskujesz stosunek odwrotny do zamierzonego, czyli aby dostać więcej tego narkotyku, by zapełnić tą pustkę stosujesz metody które wywierają presje na tej drugiej osobie, czyli stajesz się miły, uczynny, pomocny, zawsze na zawołanie, tylko dlatego aby poczucie tego narkotyku w postaci kobiety nie uciekło, niestety takie zachowania są wbrew naturze kobiet, za które Ona decyduje w 99% postępowania. Co się dzieje? laska widzi że jej sie naprzykrzasz, narzucasz to powoduje że od Ciebie spierdala, wtedy co robisz? tak jak napisałeś ALKOHOLIZM...

I teraz pytanie, czy potraktujesz rady nas poważnie i zaczniesz czytać na ten temat, albo braki emocjonalne są tak silne że olejesz nas i to co Ci napisaliśmy...

Braki emocjonalne u Ciebie sa widoczne gołym okiem( bron Boże nie bierz tego jako atak czy coś w tym stylu) dlatego z czasem może pojawić się desperacja, a wtedy to już nic nie uzyskasz...

 

Rada odemnie, narazie się wycisz, przemyśl sprawe, poczytaj to forum, zostań tu z nami, potrzebujesz troche czasu żeby to przetrawić, ale to jest możliwe...

Powodzonka :)

 

 

 

2 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Tak szczerze to twoja transformacja potrwa bardzo długo. Musisz poczytać masę artykułów o tym jak działa psychika kobiet - o dominacji samca, o makiawelizmie, o mechanizmie wypierania, o mechanizmie racjonalizacji, o narcyzmie, o walidacji, o globalnej solidarności, o pierwotnym instynkcie, o programowaniu społecznym, o programowaniu religijnym, o manipulacjach, o szantażach emocjonalnych, o hipergamii SMV i rynku seksualnym i masie innych rzeczy. Postanowiłem, że napiszę o tym wszystkim serię felietonów, ale to musi potrwać. Tak szacuję, że pod koniec wakacji wszelkie mechanizmy psychiki kobiet zostaną rozłożone przeze mnie na czynniki pierwsze - musicie do tego czasu wytrzymać i nie obrączkować się.

 

Po sobie i innych zauważyłem kilka faz tej metamorfozy:

  1. Biały rycerz - twoja aktualna faza, nie masz zielonego pojęcia o świecie dziewczyn, czego pragną, jakie naprawdę są itd.
  2. Biały rycerz - frustrat - coś mu nie pykło, został zraniony i zaczyna szukać odpowiedzi, zaczyna dostrzegać na logicznej płaszczyźnie to, że go oszukano co do świata związków damsko-męskich i zaczął szukać odpowiedzi,
  3. Biały rycerz - poszukiwacz - szukasz masy informacji o kobietach, o ich mechanizmach psychiki, świadomości, pierwotnych instynktów itd,
  4. Mizogin - wielu na tym szczeblu pozostaje i szczerze nienawidzi kobiet nawet do końca swojego życia! A to jest ogromny błąd, bo taką postawą ranisz tylko samego siebie - raz, nienawidzisz kobiet - podświadomość sprawia, że nienawidzisz samego siebie, a dwa - przekreślasz sobie dostęp do ciasnych uroczych cipek. W imię czego to robisz? W imię własnego ego, że cie oszukano? Przestrzegam cię - jak już poznasz całą prawdę o kobietach to nie zacznij ich nienawidzić!!! To jest normalne, że po dowiedzeniu się kim naprawdę samice są, przez tydzień, przez dwa będziesz je nienawidził, wyzywał od najgorszych diabłów - ale musisz z tą nienawiścią wygrać i pójść dalej. Nienawidząc je szkodzisz tylko samemu sobie - ich nie zmienisz, a kobiety nic nie obchodzi to że je nienawidzisz. 
  5. Oświecony - np ja, zna całą prawdę o kobietach i je akceptuje i szanuje takimi jakimi są! Nie da się złapać w ich manipulacje, ale korzysta w najlepsze z ich uroków. Wiedza o psychice kobiet pozwoli ci je także uwodzić znacznie skuteczniej.

 

Kobiet nie wolno nienawidzić za to jakie są, to nie ich wina, trzeba je przede wszystkim szanować - bo szanując je nie ucinasz sobie drogi do ich kwiatów kobiecości, a także szanujesz - podświadomość sprawia, że szanujesz samego siebie.

 

Więc przestrzegam cię nim będzie za późno :)

 

Edytowane przez Spira
2 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, Adolf napisał:

Pozytron.

Weź się za lekturę Marka!

   Dalej nie wiesz jak to wszystko dzieła. Po pierwsze żadna z wymienionych przez Ciebie kobiet Cię nie kochała. Zależało im na czym innym. Na czym?  Odpowiesz sobie na to po poczytaniu forum, lub książek Marka.

Po drugie zacznij od polubienia siebie, w taki sposób uzyskuje się moc. Jak będziesz kochał siebie przestanie Ci zależeć na związku z kobietą.

 Kurwa jak ja chciał bym być w Twoim wieku i to jeszcze sam!

Wtedy nie celował bym w równolatki tylko szukał baby młodszej co najmniej o dekadę.

Wielka przyszłość przed Tobą, tylko najpierw sam się ogarnij!

 

:o Czyli wielkim plusem jest brak w najgorszym wypadku żony i niższy wiek? No mam 21 lat, ale muszę się właśnie sam ogarnąć, kobiety widzę jako pochodną potencjalnego sukcesu. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
16 hours ago, Pozytron said:

 Została mi wizja zostania samemu już do końca i zostania alkoholikiem, bo na relację "dziewczyna-chłopak", nie mam już co liczyć.

 

Resztę już opisali bracia. Ja mam tylko jeszcze jedno pytanie.

 

Naprawdę chcesz świadomie z własnej nie przymuszonej woli zostać alkoholikiem? Twoje życie nie przedstawia dla Ciebie żadnej wartości? Nie masz żadnych innych marzeń czy aspiracji oprócz znalezienia kochającej kobiety? Zastanów się nad tym. Jesteś dojrzałym mężczyzną, właśnie osiągasz maksymalną wartość swojego SMV. I utrzyma się ona przez kolejne 5-7 lat. Jesteś niezależny finansowo. Zapewne nie masz żadnych większych zobowiązań poza pracą.

 

Zrób sobie prezent. Zadbaj o siebie - dla siebie, nie po to aby wyrwać nową dupę, ale po to abyś ty sam poczuł się z sobą dobrze. Zrealizuj marzenia. Wyjedź na drugi koniec świata na miesiąc jeśli chcesz. Ja bym pojechał do Nowej Zelandii - takie mam marzenie. Po co? Nie wiem. Jak kiedyś pojadę to się dowiem. Wystarczy mi, że jest tam pięknie.

Zacznij latać na lotni jeśli chcesz.

 

Doświadczaj życia. Po upadku trzeba wstać a nie kłaść się do trumny. Nawet jeżeli nie jesteś do tego przekonany, zrób coś na co nigdy się nie zdecydowałeś, bo drogo, bo co ludzie powiedzą, bo to dziecinne. Masz jeszcze sporo lat przed sobą. Jak o siebie zadbasz to drugie tyle co już przeżyłeś w dobrym zdrowiu.

 

Świadome niszczenie siebie to droga do nikąd. Sabotowanie siebie doprowadzi Cię do nienawiści do samego siebie. Jeżeli to zrobisz to z 5/10/15 lat obudzisz się pewnego dnia z myślą, że przejebałeś swoje życie i nie będzie już drogi odwrotu, bo alkoholizm bierze wszystko. Zabierze Ci zdrowie, zabierze Ci pieniądze, zabierze Ci relacje z innymi ludźmi, a co najważniejsze zabierze Ci szacunek do samego siebie, poczucie własnej wartości. Tylko skrajny masochista mógłby sobie coś takiego zrobić świadomie.

 

Jak już poukładasz sam siebie.,to wtedy możesz myśleć o poszukiwaniach kobiety. Nie w roli wielkiego pucharu - trofeum zwięczającego Twojego życie, ale w roli ładnej ramki do gablotki, w której będą spoczywać wszystkie Twoje życiowe sukcesy i, zrealizowane marzenia.

 

Tak jeszcze w ramach pocieszenia, mam dobrą koleżankę (25l), jedną z normalniejszych samic jakie znam, niezależną finansowo (pracuje w IT), ładną (nie piękna, ale łądna), wysportowaną (ćwiczy pole dance), z poczuciem humoru, która niedawno związała się z mężczyzną mającym 39 lat.

Jak będziesz miał 55 lat na karku, to wtedy zacząłbym się ewentualnie martwić.

Teraz jest czas dla Ciebie.

Powodzenia.

 

3 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję wszystkim za odpowiedzi bracia. Cieszę się, że nie jestem sam w tej walce, bo wszyscy walczymy. Wszystkie wasze odpowiedzi, przeczytałem po kilka razy i chętnie poczytam więcej tekstów na ten temat. Najchętniej zacząłbym od przeczytania tego o czym pisał Oświecony. Oświecony, czy mógłbyś podać mi jakiś link do twojego tematu, o którym pisałeś? Aktualnie dla mnie sprawa wygląda tak, że dziewczyny facetów już nie potrzebują. No bo po co? Oferty sexu i zapłodnienia, mają 100 na minutę, więc są spokojne o rozmnażanie. Ich celem jest tylko rozmnożyć się i kochać same siebie, czyli bachorki które z nich wyjdą i gdyby nie to, że facet ma nasienie, to nie bylibyśmy im już kompletnie do niczego potrzebni, bo mogą teraz narobić sobie dzieci ile chcą, dostaną alimenty i jeszcze 500 zł. Facet nie ma tu już żadnej władzy, ani prawa głosu. Zostaliśmy niestety zepchnięci na margines i ile byśmy nie kombinowali, to czy zatrzymamy ich podstawowy cel? Rozmnożenie, które będzie sobie baba kochała? Nie. Nie możemy zrobić nic. One itak znajdą któregoś z nas frajera, który da im trochę spermy, pod byle powodami.

Edytowane przez Pozytron
1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Pozytron w tym poście przemawia przez ciebie nienawiść do kobiet. Jeszcze nawet nie wyszedłeś z matriksa a już mizoginem zostajesz. Sygnalizuję ci jedynie problem - nie obrażaj się za to. Na start sobie przeczytaj książki Marka: Stosunkowo Dobry i Kobietopedie. Potem analizy kobiecej psychiki. I dopiero potem ewentualnie oceniaj! Ale nie ma czego oceniać. Musisz zaakceptować rzeczywistość taką jaką jest i uwolnić się ze świata własnych myśli. Bo te myśli to tylko projekcje, one nie mają z rzeczywistością wiele wspólnego. 

 

Poza tym dowiedź się dokładnie jak działa podświadomość (książki Marka wystarczą). Tak szczerze to w książkach Marka jest mało o kobietach, te obie książki w 80% są poświęcone podświadomości, może 20% jest o kobietach. Do dokładnego zrozumienia mechanizmów kobiecej psychiki będziesz potrzebował czegoś ekstra. Ale to jak już przeczytasz te książki.

 

Kup je i przeczytaj. Odezwij się gdy już tego dokonasz. 

Edytowane przez Spira

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
23 minuty temu, Pozytron napisał:

Dziękuję wszystkim za odpowiedzi bracia. Cieszę się, że nie jestem sam w tej walce, bo wszyscy walczymy. Wszystkie wasze odpowiedzi, przeczytałem po kilka razy i chętnie poczytam więcej tekstów na ten temat. Najchętniej zacząłbym od przeczytania tego o czym pisał Oświecony. Oświecony, czy mógłbyś podać mi jakiś link do twojego tematu, o którym pisałeś? Aktualnie dla mnie sprawa wygląda tak, że dziewczyny facetów już nie potrzebują. No bo po co? Oferty sexu i zapłodnienia, mają 100 na minutę, więc są spokojne o rozmnażanie. Ich celem jest tylko rozmnożyć się i kochać same siebie, czyli bachorki które z nich wyjdą i gdyby nie to, że facet ma nasienie, to nie bylibyśmy im już kompletnie do niczego potrzebni, bo mogą teraz narobić sobie dzieci ile chcą, dostaną alimenty i jeszcze 500 zł. Facet nie ma tu już żadnej władzy, ani prawa głosu. Zostaliśmy niestety zepchnięci na margines i ile byśmy nie kombinowali, to czy zatrzymamy ich podstawowy cel? Rozmnożenie, które będzie sobie baba kochała? Nie. Nie możemy zrobić nic. One itak znajdą któregoś z nas frajera, który da im trochę spermy, pod byle powodami.

 

Jesteśmy potrzebni,

państwo z niczego tego +500 nie zrobi, musimy utrzymywać całość systemu, same baby sobie z tym nie poradzą :)

 

Podobno masz firmę, żadna hienka na Ciebie nie poluje ? One lubią "kasiastych".

 

Nie lubisz dzieci, nie lubisz bab... robisz wrażenie cwaniaka, ale jakoś się w tym nie odnajdujesz,

 

 

 

Edytowane przez Brat Jan

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jakiego cwaniaka? Chłop jest świadomy zagrożeń i swojego położenia. Wmawianie mu że nie lubi bab nie wiem co ma na celu...

Wie jaką władze mają kobiety np:

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Faceci są babom potrzebni do ok. 20-go roku życia (matkom), a potem jesteśmy już potrzebni babom do ich dalszego rozmnożenia, robienia na 500+ i alimenty, a teraz czas jeszcze na "bykowe" i jesteśmy udupieni. Niewolnicy babskich zachcianek. Bóg wyposażył nas w silniejsze mięśnie, nie bez powodu. Taka wizja istnienia, poprostu mnie przeraża. Silniejszy fizycznie facet, użył swojej siły w celu zaszufladkowania samego siebie. Naprawdę chwalebne...

Edytowane przez Pozytron

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
27 minut temu, Nieugięty napisał:

Jakiego cwaniaka? Chłop jest świadomy zagrożeń i swojego położenia. Wmawianie mu że nie lubi bab nie wiem co ma na celu...

Wie jaką władze mają kobiety np:

 

Ależ dziewczyny zawsze sypiały "z byle kim". Pierwotne instynkty - już zapomniałeś? Milion lat temu miały takie same instynkty jak dziś. Zarówno dziś jak i milion lat temu kobietę pociągał silny samiec alpha. Korwin w ogóle nie rozumie zagadnienia. Nic się przecież nie zmieniło. Milion lat temu kobieta spała "z byle kim" (czytaj silnym, włochatym, zdrowym samcem), milion lat później (dzisiaj) kobieta nadal śpi z "byle kim" (nadal samcem alpha). Nic się w tej kwestii nie zmieniło. 

 

@Pozytron nadal mowa nienawiści. Co ty pieprzysz? Czy ktoś ci na siłę każe brać małżeństwo i mieć dzieci? Nie musisz mieć żony, nie musisz mieć dzieci, na nikogo nie musisz robić. 

Edytowane przez Spira

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Byle kto to zwykły lumpas, a nie jacyś mityczny samce alfa. Dreski z bmw co zapładniają i zwiewają, a ty łożysz na fundusz alimentacyjny.

Termin samiec alfa jest przereklamowany swoją drogą. Dla każdego będzie to coś innego. Jeśli jesteś w stanie to podaj definicję i przykład jakiegoś znanego faceta tego typu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Nieugięty No bo to są właśnie dzisiejsi samcy alpha!!! Dostarczają kobietom masę skrajnych emocji. Powiedzże mi ile ty tych emocji kobiecie dostarczysz jak jesteś grzeczny, ułożony, nikogo nie uderzysz, nikogo nie wyśmiejesz, boisz się "kurwa" powiedzieć albo zachować się seksualnie przy samicy? ZERO. Jaki niby fundusz wykładam? Powtarzam - czy ktoś ci każe mieć żonę? Czy ktoś ci każe mieć dzieci? Czy aby dla ciebie kobieta=szczęście? A samemu to tylko smutek, łzy i płacz?

 

Jak jesteś samcem betą, czytaj żywicielem to się po prostu nie żeń i nie wchodź w związki. Załatw sobie kobietę na seks bez zobowiązań. Albo zostań samcem alpha - reproduktorem i wtedy będziesz miał tonę kobiet. No może nie tonę, ale 1-2 na miesiąc to takie minimum. Tranformacja beta->alpha jest prosta. Prosta może na papierze, bo wymaga wytrwałości i motywacji, a przede wszystkim czasu - acz jest MOŻLIWA. Po prostu zostań uwodzicielem i się zainteresuj uwodzeniem.

 

Tobie tak źle i tak niedobrze. Księżniczka się znalazła, samemu nic nie zrobi ale z pretensjami i żądaniami pierwsza w kolejce stoi. Tylko narzekać umie :>

Edytowane przez Spira

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wy macie przeprane mózgi. Macie świat czarno biały. Czy ty nigdy nie ślubie nie byłeś. Macie wbite w łeb owłosionego cwaniaka co rzuca wszystkimi po ścianach, i gromadkę facetów bojączków. Wychodzisz z domu w ogóle? Popatrz na pary a zauważysz że swiat nie jest taki czarno biały mister alpha.

 

W Polsce istnieje coś takiego jak

Fundusz Alimentacyjnyfundusz przeznaczony do zabezpieczania wypłacania alimentów, których płatnicy okazali się niewypłacalni lub uchylali się od ich płacenia.

 

Jak myślisz kto się składa na te fundusz, kto tam wkłada pieniądze? Zgadłeś. My wszyscy podatnicy.

 

Cytat

Po prostu zostań uwodzicielem i się zainteresuj uwodzeniem. Albo zostań samcem alpha - reproduktorem i wtedy będziesz miał tonę kobiet.

I już wiem że mam do czynienia z dzieciakiem po PUA i książce Game...

 

Gośc szuka kobiety z którą chciałby po ludzku żyć. I tyle.

2 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Nieugięty ależ energii się uwolniło, poczułeś nagły przypływ emocji i się uniosłeś czyż nie? Zaprzecz jeżeli było inaczej. Mój błąd, pomyliłem się. Ty natomiast mnie pięknie oceniłeś i skategoryzowałeś (mister alpha, dzieciak po PUA, wyprany mózg). Brawo. Nigdy już więcej nie podejmę z tobą jakiejkolwiek dyskusji, bo banalnie dajesz się wyprowadzić z równowagi i łatwo się podniecasz. 

 

Ale ten gość sobie nie znajdzie takiej kobiety tak długo jak nienawidzi całego rodzaju żeńskiego. Czy ty tego nie rozumiesz? Jak on sobie ma znaleźć kobietę skoro nienawidzi wszystkich? 

Edytowane przez Spira

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Po prostu się nie zgadzam z tym co piszesz.

Ja w pełni rozumiem autora tematu i jego spostrzeżeń.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję @Nieugięty. Tu nie trzeba czytać jakichś teorii, żeby znać prawdę. Baby chcą się rozmnożyć i wyżywić parchy, które potrzebują kochać. Rola facetów ma się ograniczyć do zajmowania się jej parchami, a fundusz alimentacyjny to praca całego narodu. Nie ważne czy chcę się przyczynić do zapłodnienia samicy czy nie. Płacę na to pod przymusem. Baby osiągnęły cel i już faceta nie potrzebują. @Brat Jan, faceta a nie jego kasy. Rozróżnij. Baby zrobiły sobie z facetów baranów, którzy mają robić na ich marzenia (rozmnażanie i nie ma nic więcej). Puszczą się teraz jak nie z tobą to...pff...ze śmieciarzem, bo itak kasę dostaną na żarcie dla parcha, którego mają potrzebę mieć, bo nie podnieca ich nic bardziej na świecie, niż rodzenie. A teraz pytanie. Facet-robol co z tego ma? Odpowiem krótko: ma być dumny, że jej pomoże zajmować się jej marzeniami:) Dostaniesz za to jej sex:) Ale kiedy ją głowa nie będzie bolała i kiedy ten bachor będzie  szczęśliwy i nażarty:)

Edytowane przez Pozytron

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ja widzę to tak:

po urodzeniu się dziecka/dzieci kobieta mocno przekierowuje swoje uczucia/emocje na dziecko/dzieci. Rolą faceta jest zdobywanie jadła (przynoszenie pieniędzy).

Ale nie zgadzam się z określeniem własnych dzieci 'parchami'. W końcu myśmy też kiedyś byli taki 'parchami'.

 

Tyle że ja mam tendencje prorodzinne, dziecko uznaje za pewną wartość w życiu. Uważam, że życie nie polega żeby tylko brać, trzeba też dać.

Niestety, zdaję sobie sprawę, że mózg kobiet działa nie tak jak bym sobie tego życzył co utrudnia 'komunikacje' z nimi. Dodatkowo media robią wode z mózgu naszym kobietkom, co tylko potęguje nieporozumienia. A jeśli ktoś jest na poziomie że chce się 'naruchać byle czego' to z taką osobą nie znajdę wspólnego języka.

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Znając zasady gry, zaakceptuj je i po prostu się baw oraz korzystaj z życia.  

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz

  • Podobna zawartość

    • Przez CiętyKot
      Witam
      Jestem obecnie w drugiej klasie LO i zastanawiam się jaką obrać drogę . Co po tym ogólniaku robić.Jestem indywidualistą,którego rutyna zabija.Mam całkiem dobry zamysł techniczny i dość sprawne ręce(bez skojarzeń kilka lat składałem modele RC). Od początku wpajano mi idź do LO później na polibudę itd. Kiedyś też uważałem to za odpowiednią drogę,ale po tym jak poznałem trochę bardziej kasiatych osób moja perspektywa obróciła się o 180 stopni.Kolejnym gwoździem do polibudy są zarobki w Polsce inżynierów po prostu śmiech na sali...Planuję obecnie kilka innych scieżek życiowych:
      1 Własny biznes (chociaż w tej kwestii nie mam wsparcia ze strony rodziny,ale nigdy go specjalnie nie oczekiwałem albo oczekiwałem ?!)
      2 Udanie się na stomatologię tylko żeby tę drogę obrać musiałbym spiąć dupę i brać się solidnie za naukę(prosta praca,dobre zarobki,możliwość prywaty)
      3 Zdobycie uprawnień trenera personalnego i działalność z tym związana
      4 WAT tylko czy w obecnych czasach służba wojskowa ma jakiś sens ?
      Pozdrawiam i przepraszam za składnię
    • Przez Tomko
      Witam wszystkich samców.
       
      Dziś postaram się napisać wątek traktujący o jednym z najważniejszych aspektów naszego życia czyli pracy. W końcu musimy skądś mieć pieniądze na klocki LEGO, konsole, wakacje czy swoje cztery kółka.
      Dlaczego jedni z nas znajdują pracę szybko a drudzy wysyłają po pięćdziesiąt CV i nie mają żadnej odpowiedzi. Dlaczego jedni idą na rozmowy i wychodzą z nich zadowoleni a nie dostają żadnego telefonu a drudzy mimo iż dali się zagiąć, dostają pracę nawet na następny dzień. Tematów o pisaniu i redagowaniu CV jest w necie mnóstwo, więc tu się nie będę rozpisywał. Podejdę do tematu szukania i samych rozmów bo miałem ich kilkanaście w życiu i większość zakończyła się sukcesem. Ostatnio bym nawet powiedział każda.
       
      Na wstępie zaserwuję wam najprawdziwszą z prawd, którą ludzie uwielbiają olewać gdyż wolą uspokoić swoje sumienie podczas szukania pracy i z kolejnym otworzonym browarem wieczorem powiedzieć sobie: "no kurwa wysłałem dziesięć CV dzisiaj i nikt nie odpisał. Cóż więcej mogę zrobić" i wracają do siedzenia na necie i przeglądania demotywatorów jak to w Polsce jest chujowo z pracą. Jesteście gotowi?

      Większość CV, które wy wysyłacie, ludzie którzy odbierają mają głęboko w dupie i co najwyżej jakieś CV ładnej dupencji ląduje na biurku wydrukowane (zasłyszane od znajomego z HR w korpo).

      W UK naprzykład tak nie ma i wręcz niemile widziane jest zdjęcie w CV. Z jednej strony to dobrze, bo zapobiega właśnie takiej selekcji z drugiej niedobrze, bo czasami przez aparycje już można zainteresować kogoś w HR. Im szybciej zrozumiecie, że wysyłanie CV to jak trzepanie konia tym lepiej. W Polsce jest jednak jedna rzecz, która daje gigantyczną przewagę w szukaniu pracy w stosunku do np. UK. Pomijając wielkie korpo z jakimiś popierdolonymi etapami rekrutacji, żeby zarabiać 2tyś na rękę, do większości firm możemy udać się osobiście! W UK w zdecydowanej większości przypadków odbijemy się od recepcji już po pierwszym pytaniu: czy był pan umówiony?. Wiem, bo chodziłem po budowach i biurach kiedy szukałem pracy i zawsze odchodziłem z kwitkiem. W Polsce jest duże prawdopodobieństwo, że możemy bezpośrednio się dostać do szefa, managera, HR. Jak większość kiedyś wysyłałem CV (nawet po kilkadziesiąt), ale po którejś ciszy z kolei wkurwiłem się i pomyślałem sobie: wysłanie CV jest jak ulotka z pizzeri, którą wypierdalam do kosza. Jeśli ktoś na ulicy wręcza mi ulotkę, to z zaciekawienia spojrzę. Proste! Zaplanowałem mój wyjazd do Krakowa, przemyślałem gdzie chcę pracować, ubrałem ładną marynareczkę i wyruszyłem. Znalazłem robotę w jeden dzień! Jak? Pozwólcie, że wypunktuję:
       
      1. Pierdolimy wysyłanie CV. Wysyłanie CV jest dla ciot, które potrzebują samousprawiedliwienia, że przecież oni szukają i wysyłają.
      2. Do firm chodzimy/jeździmy osobiście! Dlaczego daje nam to gigantyczną przewagę?
      dostajemy duży plus za fatygę, to, że pokazujemy się osobiście dowodzi, że zależy nam na pracy, pokazuje, że nie boimy się konfrontacji już teraz zaraz, choćby nie wiem jak zajebiste CV były na biurku, fizyczne pojawienie się, pewny uścisk dłoni, aparycja i uśmiech ma pierwszeństwo, sami jesteśmy w stanie wyczaić czy firma nam się podoba, pouśmiechać się do załogi, przedstawić się i jeśli nawet zostaniemy umówieni na rozmowę na inny termin, mniej więcej wiemy z jakim człowiekiem mamy do czynienia, nawet jeżeli firma w danym momencie nie rekrutuje, to często jest tak, że mogą nas dopasować do jakiegoś stanowiska bo np. się spodobamy. Wysyłając CV nie ma takiej opcji. 3. Planujemy naszą podróż. Obczajamy firmy, które nas interesują, jakąś logiczną kolejność gdzie jedziemy i co najważniejsze - o każdej firmie coś notujemy. Staramy się dowiedzieć czym się ona zajmuje.
      4. Drukujemy wiele kopii naszego CV i wkładamy w koszulki.
      5. Uderzamy bezpośrednio do biur. Jeżeli nie uda nam się zobaczyć z osobą decyzyjną czy jakąś inną ważną, prosimy cipunie-sekretarunie o zostawienie na jej/jego biurku naszego CV
      6. Z uśmiechem Bonda dziękujemy za czas i wychodzimy. Wrażenie, które zostawiamy może zdziałać więcej niż myślicie!
      7. Jeżeli zastaliśmy kogoś to przechodzimy do drugiego akapitu, czyli...
       
      Sama rozmowa.
       
      Wczoraj w metrze jechałem do pracy i siedziała koło mnie fajna mulateczka, łladnie ubrana. Czytała coś w notesie. Rzuciłem okiem odruchowo co to a tam: "dlaczego mamy zatrudnić właśnie ciebie?". I odpowiedź drobnym maczkiem: bo szybko się uczę, jestem ambitna blebleble. "Dlaczego akurat nasza firma?" - "Bo daje mi szansę rozwoju osobistego, wiążę z nią ścieżkę kariery itp gówno. Pomyślałęm: dziewczyno uczysz się na pamięć co masz powiedzieć więc już przegrałaś. To raz. Dwa, takie frazesy to rekruterzy słyszą w 3/5 rozmów kwalifikacyjnych do porzygu. Należy się wyzbyć takiego myślenia. Dlaczego pójście osobiście jest lepsze niż wysyłanie CV? Bo zazwyczaj przejdziemy od razu do rozmowy i nasz mózg nie wpadnie na pomysł, żeby się uczyć takich gównianych odpowiedzi, które i tak z nerwów zapomnimy.
      Jeżeli już trafimy na kogoś w biurze i przechodzimy do dyskusji to kluczowe zasady wg mnie:

      1. Rozmawiacie z człowiekiem. Wyluzujcie, starajcie się rozładować żeby bardziej otworzyć umysł. Czasami szczera odpowiedź jest najlepsza. Po co pan przyszedł do mojej firmy? "Pana firma zajmuje się tym, w czym jestem dobry. A ponieważ lubimy robić te same rzeczy, chciałbym tutaj pracować". Proste.
      2. Nie kłamcie na rozmowie. Można polec bardzo łatwo, wręcz od strzała. Znam gości, którzy przeszli na interview bo się ponoć znali na czymś a wylecieli z firmy na zbity łeb tydzień później. Szkoda czasu, szkoda sobie psuć referencji. Kłamstwo można wyczuć bardzo łatwo i sprawdzić bardzo łatwo.
       
      Dygresja. Do miejsca gdzie teraz pracuję wysłała mnie agencja. Poszedłem na rozmowę, byłem bardzo pewny siebie. Zaczeliśmy rozmowę, pogadaliśmy o moim CV, powypytywał mnie co robiłem, skąd przerwy itp. Po czym gość wyciągnął stos rysunków i mówi: "no tym się będziesz tutaj zajmował jeśli cię weźmiemy". I zaczyna mnie pytac czy umiem czytac rysunki zbrojarskie, czy mialem z czyms takim do czynienia, czy potrafie pisac plan prac itp. Jaja mi się schowały do podbrzusza, ale... No właśnie ALE. Na każde pytanie odpowiadałęm szczerze - "nie potrafię, ale miałem do czynienia z rysunkami konstrukcyjnymi. Skoro ktoś to umie, znaczy że da się nauczyć:)". Gadaliśmy chyba godzinę, dużo rzeczy po prostu nie robiłem nigdy w życiu co też powiedziałem, ale JUŻ na rozmowie pytałem o to, czego nie umiałem. Dzięki temu rekruter widzi, że ktoś jest zainteresowany. Robotę dostałem i odpowiedź w ten sam wieczór. Zauważyłem, że na rozmowach szczerość zawsze popłaca. O ile  jeśli mamy jakieś przerwy w CV to dogadajmy się z byłym pracodawcą i możemy okresy sobie wydlużyć, żeby pozamykać luki, ale o umiejętnościach nigdy nie kłamcie!

      3. Sami czasami przejmujcie inicjatywe. Czasami lepiej jest po prostu zacząć opowiadać co się robiło, niż czekać aż ktoś jak żółw się będzie pytał o każdą pierdołę.
      4. Pewność siebie. To jest najważniejsza rzecz. Żaden łeb pochylony, jakiś śledź na przywitanie. Ogolić ryj, jakaś marynareczka (warto zawsze zainwestować w ciuch), przyjść z pojęciem czym się firma zajmuje i co chcecie tutaj robić.
       
      Zachęcam do dyskusji, dawajcie swoje rady, swoje spostrzeżenia. Jeśli o czymś napisałem co jest głupie, piszcie. Choć może tekst nie jest wielce odkrywczy, ale zawarłęm w nim to, co zawsze u mnie działało a troche rozmów miałem i sukcesów też. Było sporo niezręcznych rozmów, była też kupa śmiechu, były totalne niewypały i były instant sukcesy. Dyskutujmy!:)
       
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.