Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Tygryseks

Zdrada sprzed lat i parcie na rozstanie

Polecane posty

Cześć! Nie wiem czy rosną mi jaja, czy mi odbiło. Czuję, że muszę to zakończyć. Historię opisałem na damskim forum, bo takie mi wpadło w ręce. Potem dopiero wpadłem na to, żeby napisać na męskim. Na starcie powiem co mnie przy niej trzyma. Mega laska, mój ideał. Mega ambitna i pracowita, wydawałoby się, że inteligentna. Chce od zawsze pierścionka. No i byłem pewny, że jest wierna... Oto w dużym skrócie moje 7 ostatnich lat.
 

Mam 25 lat, we wrześniu skończyłem studia, dwa dni temu dostałem pracę - to tak w skrócie o mnie (dalej dowiecie się więcej). Na sylwestrze 2011/2012 poznałem najpiękniejszą i najmądrzejszą dziewczynę na świecie. Ja rzuciłem jej pierwszy komplement, a ona zdobyła mój numer. Następnego dnia już ze sobą pisaliśmy. Byłem skupiony na nauce, nie chciałem dziewczyny, ale ona mnie urzekła... I tak po dosyć długim okresie czasu zaczęliśmy się spotykać. Pierwszym ważnym problemem (w mojej głowie, bo ona jest kluczowa w tym wszystkim od początku do końca), był fakt, że swój pierwszy sex zaliczyła z kolegą na imprezie. Od tamtego momentu poczułem piasek w trybach, rozdarcie wewnętrzne. Obwiniałem ją, robiłem jej straszne przykrości. Wszystko przez mój trudny charakter... Przegryzłem to w końcu, wytrwała ze mną. Pierwszy sex mieliśmy kiedy ja byłem na to gotowy. Kiedy poczułem, że ją kocham. Żyło się nam fajnie, jednakże ciągle byłem zazdrosny o każdy telefon od kolegi, o byłych itd. Był też moment, kiedy ona dała numer jakiemuś wychowawcy na wakacjach, który później do niej pisał. Po przyjeździe od razu mi o tym powiedziała, a ja jakoś odpuściłem temat. Obiecała, że skasuje numer.  Niedoświadczony byłem, ale wszystko układałem sobie w głowie. Ja z kolei w następne wakacje, zachowałem się jak skończony pacan. Poznałem tam koleżankę i powiedziałem o niej mojej dziewczynie, ale w sposób taki, żeby spowodować u niej zazdrość (nieświadomy byłem, że tak to ją zaboli). Ja byłem i jestem trochę nieokrzesany i myślałem, że to co mówię jest odbierane przez nią na luzie. Ona też zawsze nie stwarzała pozorów zazdrosnej, była luźną, fajną dziewczyną. Od tego czasu zobaczyłem, że można ją skrzywdzić...  Zaczęły się studia, zamieszkaliśmy razem w jednym pokoju. Dużo nauki, stresy, ale żyliśmy zawsze w zgodzie. Były różne sytuacje sporne, zaczęły się narzekania na mnie, spadki libido. Czułem się co raz gorzej, czułem się tak, jakbym stąpał po cienkiej nitce. Bałem się z nią rozmawiać, mówić co jest grane u mnie. Wolałem rozmawiać z koleżanką z wakacji i innymi ludźmi.  Dziewczyna jest pedantką, wzorową uczennicą. Wolała wszystko robić sama. Ja skupiałem się na pomaganiu w domu, bo tutaj czułem, że ludzie mnie doceniają (mama, rodzeństwo, dziadkowie). Mimo to umiałem ją zawsze rozśmieszyć, fajnie się ze sobą czuliśmy.
Wszystko jakoś się kulało do czasu, aż doznałem napadu lęku po użyciu trawki. Był to jednorazowy wybryk. Nie wiedziałem co mi się stało.. Wtedy się zaczęło... 
Nie chcę opisywać całej historii, ale nie byłem wtedy sobą. Wyszła z tego nerwica, depresja i obawa, że dziewczyna mnie zostawi. Na początku bardzo mi pomagała, ale i tak czułem, że ją zawodzę jeszcze bardziej niż zwykle. Stan się pogarszał, na początku robiłem wszystko co w mojej mocy, aby nie dać tego po sobie poznać. Ciągle były z jej strony podteksty odnośnie pierścionka. Zacząłem brać leki, później doszła terapia. Podczas jednej z rozmów, powiedziałem jej, że nie jestem gotowy na pierścionek. Że nie chcę podejmować decyzji w takim stanie, nie wiem co ze mną będzie. Miałem myśli samobójcze i szczerze myślałem o jej dobru, ale też miałem widocznie jakieś wątpliwości co do niej. Znałem jej charakter, czułem, że mam ograniczony dostęp do niej, zero wpływu na nią. 
Po tej rozmowie zaczęła się jeszcze bardziej oddalać. Ja w chorobie miałem co raz ciężej. 
Ona skupiała się na sobie, została starościną na studiach. Znalazła sobie koleżanki, oraz kolegę też starostę. Potem poleciało... Smsy z nim, spotkania pod pretekstem "Wzajemnej pomocy starostów". Doszło do tego, że ogłupiałem z zazdrości. Upiłem się i postanowiłem zrobić szopkę, że skoczę z balkonu jeśli mnie zostawi. Pierwsza i ostatnia głupia akcja w moim życiu, ale skończyło się na tym, że kazała koleżance wezwać policję i skończyłem na wytrzeźwiałce.  Po paru dniach napisała, że chce się spotkać. Zerwała. Były prośby, były smsy, były wiersze, prośby żebym się mógł wyleczyć dla niej, a nie z miłości do niej... istna masakra. ;D W końcu zgodziła się, że zostaniemy w separacji. Po kilku dniach poprosiła o spotkanie, gdzie oznajmiła, że uprawiała z nim sex dzień wcześniej. Byłem wtedy na lekach, jakby nie to to bym sobie strzelił w głowę ;P  Było to 4 lata temu.
Historia się przedłużyła, więc postaram się krócej. 
Po tym czasie pisała do mnie, nachodziła, błagała, przepraszała, ale nie było żadnych wyjaśnień. Sam musiałem ciągnąć za język, a i tak mało się dowiedziałem.  Ja już spokojniejszy (bo stało się najgorsze) chciałem jej pomóc, bo wiedziałem, że moja choroba też była dla niej trudna i nie jest w najlepszym stanie. Niestety nie umiałem do niej wrócić. Czułem jednak w środku, że chcę z nią być, że może z czasem mi przejdzie. Chciałem ją trzymać przy sobie, ale też nie inwestować w nią tyle uczuć. Chciałem ją wybielać, brałem wszystko na siebie, tłumaczyłem sobie po nocach, że to logiczne co zrobiła. W tym czasie spotykaliśmy się w celach rozrywkowych... I tak kilka miesięcy. Ja  żyłem własnym życiem (imprezy, studia), ona żyła swoim (głównie nauka i praca z tego co wiem). Jak się odgrodziłem od niej szybko wyszedłem ze swoich problemów. Jednakże, ciągle utrzymywaliśmy kontakt.W pewnym momencie postanowiłem się zbliżyć bardziej. Spotykaliśmy się głównie u mnie. Nie mogłem jakoś spojrzeć w oczy jej rodzicom. Co raz bardziej się przywiązywałem, jednakże widziałem, że znowu zaczyna się podobna bajka. Ja powoli znowu byłem na pozycji niezadowalającego elementu związku... Ja miałem się starać. Starałem się, na tyle na ile pozwalały mi blokady: Lęk przed zaufaniem, lęk przed jej nieobliczalnością itd . Byłem blisko niej, ale jakaś swoja przestrzeń zostawała. Nie chciałem powtórzyć błędu zżycia się ponad wszystko. Do tego ona kompletnie nie miała znajomych. Ja też nie jestem mega oblegany, ale kumpli mam. Niestety nie wychodziliśmy nigdzie razem z nimi, jakoś byłem przekonany, że to nie jej klimaty. Zawsze tylko my dwoje. Wtedy nie widziałem, że coś jest nie tak. Uważałem, że wszystko się układa. Byliśmy na imprezach rodzinnych, na wakacjach. Po wakacjach miałem się bronić. 5 dni przed obroną sms od niej, że z nami koniec. 2 dni pózniej mielismy iść na wesele jej brata. Okazało się, że poszła z kolegą z pracy, z którym kilka dni później w swoje urodziny była na randce. Ja przez półltorej miesiąca nie szukałem nawet pracy, tylko smsy do niej, po 200 dziennie, różne próby umawiania się z nią itd. Napisała mi  "Mam znajomych, wychodzę, czuję, że zyję". Potem zdecydowałem się odpuścić, ucichłem. Ona się odezwała po 3 dniach. Sielanka od nowa, wszystko z pozoru dobrze, tak jak przecież chciałem. 

Przyszły święta i jakaś zmiana biegu na wsteczny w mojej głowie. Myśli "Chłopie, przecież ona Cię zostawiła już dwa razy, zdradziła Cię z innym, wezwała policję. Przecież Ty naprawdę robiłeś dużo jak na Ciebie, żeby starać się ją zadowolić i nie krzywdzić siebie. Przecież znowu jak tylko pojawili się znajomi to Cię zostawiła. Chciałeś rozmowy, terapii, wszystko dla was. Ona chce iść dalej... Czy ty jesteś w stanie zaczynać życie z takim bagażem? Przecież ta zdrada śni Ci się po nocach. Zżera Cie w podświadomości. Kochasz ją... ale czy nie warto pozwolić jej być szczęśliwym z kim innym? Sam nie jesteś gotowy, jesteś w trakcie terapii, a odkąd z nią jesteś bliżej znowu obserwujesz, że się pogorszyło.” Kocham ją bardzo, od zawsze była moim przyjacielem. Kiedy wróciła usłyszałem coś w stylu, że ona jednak nie umie być sama. Jakby chciała zwiać, ale nie była w stanie. Do tego teraz się przyznała, że wtedy razem z nową koleżanką zerwały z chłopakami, a teraz obie są znowu z nimi. Ja czuję, że nie sprostam jej wymaganiom. Ona nie dostrzega najprostrzych starań… Jak wracała do mieszkania, to zamiast przywitać mnie uśmiechem, to ona zawsze musiała odpocząć, a dopiero potem mogła ze mną rozmawiać. Zawsze najważniejsze było, żeby ona miała wszystko porobione na gotowo, dopiero potem mogła się zainteresować mną. Teraz mówi, żę się jej pozmieniało, że to presja rodziców i w ogóle. Ale ja nie wiem, czy ja jej w ogóle jestem potrzebny. Jak zapytałem, to powiedziała, że wystarczy, że jestem. Niby nie obawia się zajść ze mną w ciążę, co widać, ale pytanie do czego ja jej będę potrzebny… Ja od zawsze dużo więcej gadam, a ona dużo sobie myśli, przez co ja zawsze musiałem się domyślać. Potem już robiłem to źle i przez to też obrywałem. Ja cokolwiek nie zrobię, to zawsze się zastanawiam, czy ona by tego chciała. Już zboczenie mam…  Dodam, że jestem świadomy bycia DDA, oraz że mam pewne zaburzenia osobowości. Mam wrażenie, że przez kontakty z nią, moja osobowość, która zostaje odkrywana na terapiach, znowu gdzieś mi umyka. Czuję, jakby ona pamiętała jaki byłem kiedyś, a jestem sto mil dalej. Najgorsze jest poczucie, że ta zdrada to by nóż w serce, na moim łóżku… oficjalnie chłop sobie chodził po moim mieszkaniu, wiedząc, że możemy się minąć.  Mój kręgosłup moralny tego nie unosi… Potem, żeby z nią być chciałem zmienić przekonania. Chciałem ją zdradzić, żeby być na jednym „poziomie”, ale to się mija z celem. Teraz przemyślałem wszystko w trakcie świąt. Ona chce iść dalej, a ja przeciągałem wszystko, tkwiąc dalej w miejscu zdrady. Zastanawiam się, czy to ma jakiś sens. Czy nie lepiej ją puścić wolno, bo ja nie chcę się z tym użerać i bać całe życie. Teraz po sylwestrze powiedziałem jej, że mam silną nerwicę i nie mogę sięz nią widywać. Że nie mogę jej trzymać, że ma się skupić na sobie. Żeby poszła na terapię, bo od dawna mówi, że z nią też nie jest dobrze. Wcześniej zaproponowałem jej terapię dla par. Teraz jej o niej przypomniałem i stwierdziła, że załatwi. Oczywiście i tak ja szukałem co i jak. Pytanie moje – czy jest sens tej terapii? Ja jestem rozerwany, ale bliżej sensowna jest myśl, żeby pozwolić jej być szczęśliwym gdzie indziej. Jednakże rozstać się też nie umiemy…

Na ten moment nie odpisuję jej jakoś na smsy... Coś pisała o terapii, ale nie wiem czy załatwiła. Wszyscy mi mówią, że jestem p..rdolnięty, że to zostawiam. Ale moja psychika mi nie pozwala z tym żyć..  być z kimś i się bać? 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Fantastyczny tekst, ale poprosimy o awatar i przywitanie się w odpowiednim dziale.

  • Haha 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
6 minut temu, Kleofas napisał:

Fantastyczny tekst, ale poprosimy o awatar i przywitanie się w odpowiednim dziale.

Zaraz wszystko naprawimy.

 

1 minutę temu, Byłybiałyrycerz napisał:

Kolejny troll

Leo, why?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Te historie są już dla mnie nieczytelne. Jak się patrzy na to z boku, nie czując tych emocji, które czuł autor, to wszystko wydaję się takie matowe i uwierające. Naprawdę - czytając każdy element historii czuję dyskomfort :O  

Czy być z nią dalej? - Związek jest już martwy, nie da się jej jakkolwiek naprawić, więc: nie. Pokaż że masz jaja i zakończ to raz na zawsze. Będzie bardzo bolało, ale ból zniknie po pewnym czasie. Jak z nią będziesz, to boleć nie przestanie. Masz 25 lat, życie przed sobą, a bez uwolnienia się od toksycznej relacji(niepodważalnie toksycznej) nie ruszysz dalej. Więc jeszcze raz - Zakończ ten etap życia. Aaaa i zapomnij o terapii dla par, to nic nie pomoże.

Pozdrawiam i odwagi życzę

  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jeśli nie zakończysz definitywnie toksyczne relacji nie dowiesz się kim jesteś i jakie są Twoje potrzeby. 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ogarnij siebie i swój łeb, wtedy ewentualnie bierz się za dziewczyny. Wchodzisz w związek na czworaka, więc jesteś podnóżkiem. 

Ta kobieta ma nawyk skakania po bolcach nie ma sensu nic z nią budować.

 

Nie pocieszę Cię ale jak wiesz kobieta do wszystkiego się nie przyzna nigdy i wybieli się. To co ci powiedziała w kontekście bolców to możesz pomnożyć przez trzy. 

 Terapia w parze to głupota, pokazujesz Pańci swoje słabości, jest to błąd. 

 

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Sam czasami wychodzę z siebie i staję obok. Patrzę na to wszystko i jest żal, że tak się ułożyło, że mogło być inaczej. Ona też mi powiedziała, że jest jej przykro, że tak się to potoczyło. Co do tych bolców... sam nie wiem. Co prawda od początku miała skłonności do ukrywania prawdy, trzeba było ciągnąć za jęzor. Ale jak tak sobie pomyślę... Przez prawie dwa lata była sama, spotykała się tylko ze mną, ja sobie balowałem o czym wiedziała, a ona grzecznie czekała piątku, żebyśmy mogli się zobaczyć. Trochę z nią mieszkałem i wiem jak zapinkala na studiach i w pracy. Do tego jak już się zeszliśmy, nie przyznawałem się z początku do niej. Do samego zerwania doszło między innymi przez to, że oficjalnie nie ogłosiłem kumplom, że mam dziewczynę. Jak głebiej w to wszedłem, to czuję potrzebę odkrycia siebie bez żadnej presji. Czuję potrzebę skosztowania samotności, jakakolwiek ona jest. Być może będzie motywująca, być może nie. Ból zdrady odczuwam i ciężko mi już ufać. Żal mi jedynie tej dziewczyny, bo po tym co przeszliśmy dotarliśmy się i wiem jak może się zaangażować.
Toksyczność jest niewyobrażalna i niepodważalna. Co tu więcej wymyślić... Tęsknota mnie już zjada.  Jestem pieprzonym pedantem, ale takim emocjonalnym. Rozważam każdą opcję. Dziękuję za zainteresowanie Panowie!

Edytowano przez Tygryseks

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
7 minutes ago, Tygryseks said:

Co do tych bolców... sam nie wiem. Co prawda od początku miała skłonności do ukrywania prawdy, trzeba było ciągnąć za jęzor.

Proponuję abyś przeczytał lekturę: "Hieny, modliszki, czarne wdowy czyli jak kobiety zabiją". Gość pisze podstawowe rzeczy, ale dla Ciebie to będzie dobra książka w obecnej sytuacji.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dwoje ludzi z problemami z głową. Historia waszego związku patologiczna, że tak powiem. Patologia rodzi patologie, po ślubie będzie gorzej a tu jeszcze trzeba wytrzymać że sobą z 30 lat.

 

Nie jestem zwolennikiem rozwalania związków, nie jestem zwolennikiem nie wracania do siebie. Jednak Twója historia to jedna z cięższych o jakich czytałem. Na plus masz to że masz 25 lat i zdążysz się wyleczyć i masz szansę kogoś poznać jeszcze.

 

Twoja laska wydaje się do Ciebie wracać jak nie ma kogoś wokół niej. Takie ambitne i pracowite to ciężki orzech do zgryzienia bo musiałbyś być lepszy od niej, one zawsze chcą mieć kogoś lepszego od siebie. Nawet jak będzie działać przywiązanie to ona będzie szukać, przykład ze starostą.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

@Tygryseks Podasz linka do twojego wpisu na damskim forum? Jestem ciekaw co ci odpisała "płeć piękna".

 

W twoim ostatnim wpisie zaczynasz wybielać jej zachowanie i zwalać całą winę na siebie.

 

Odpowiedz sobie na pytanie czy chcesz być z kobietą, która gdy tylko będziesz miał gorszy okres w życiu poleci w tango z innym. 

Nic nie usprawiedliwia jej zdrady. Mogłeś zawalić na całej linii, ale czy to daje jej przyzwolenie na seks z innym w twoim łóżku? Jeszcze perfidnie potem ci to mówi prosto w twarz. Ona się delektuje tym że ty cierpisz inaczej dała by na boku i nic ci nie powiedziała. Ona nie ma już do ciebie szacunku, bedzie coraz gorzej...

 

Twoja sytuacja nie jest wyjątkowa, czytaj historie z forum i wyciągaj wnioski.

 

 

Edytowano przez Carleon
  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

 

28 minut temu, misUszatek napisał:

Dwoje ludzi z problemami z głową. Historia waszego związku patologiczna, że tak powiem. Patologia rodzi patologie, po ślubie będzie gorzej a tu jeszcze trzeba wytrzymać że sobą z 30 lat.

 

Nie jestem zwolennikiem rozwalania związków, nie jestem zwolennikiem nie wracania do siebie. Jednak Twója historia to jedna z cięższych o jakich czytałem. Na plus masz to że masz 25 lat i zdążysz się wyleczyć i masz szansę kogoś poznać jeszcze.

 

Twoja laska wydaje się do Ciebie wracać jak nie ma kogoś wokół niej. Takie ambitne i pracowite to ciężki orzech do zgryzienia bo musiałbyś być lepszy od niej, one zawsze chcą mieć kogoś lepszego od siebie. Nawet jak będzie działać przywiązanie to ona będzie szukać, przykład ze starostą.

Przeraziło mnie to stwierdzenie o patologii ;o mam świadomość, że mam obawy odnośnie życia z nią po ślubie. Męczy mnie myśl, że zrobię jej malca i będę jak kundelek na łańcuchu, albo jak bezdomny pies wygoniony z domu (płacący alimenty). Masz rację, całe okres bycia z nią byłem niewystarczająco dobry. Idealny nie byłem, ale zawsze otwarty na rozmowę i z chęcią poprawy, czego u niej nie było szans dostrzec. Aktualnie twierdzi, że się zmieniła, ale już to słyszałem kiedyś.. Ludzie pod pewnymi względami się nie zmieniają. Teraz jest znowu sama, bez przyjaciół, więc ja jestem idealny na ten moment. Pytanie po co gadka o tym pierścionku..

 

26 minut temu, Carleon napisał:

@Tygryseks Podasz linka do twojego wpisu na damskim forum? Jestem ciekaw co ci odpisała "płeć piękna".

 

W twoim ostatnim wpisie zaczynasz wybielać jej zachowanie i zwalać całą winę na siebie.

 

Odpowiedz sobie na pytanie czy chcesz być z kobietą, która gdy tylko będziesz miał gorszy okres w życiu poleci w tango z innym. 

Nic nie usprawiedliwia jej zdrady. Mogłeś zawalić na całej linii, ale czy to daje jej przyzwolenie na seks z innym w twoim łóżku? Jeszcze perfidnie potem ci to mówi prosto w twarz. Ona się delektuje tym że ty cierpisz inaczej dała by na boku i nic ci nie powiedziała. Ona nie ma już do ciebie szacunku, bedzie coraz gorzej...

 

Twoja sytuacja nie jest wyjątkowa, czytaj historie z forum i wyciągaj wnioski.

 

 

Bardzo proszę. 
https://www.netkobiety.pl/t116414.html
Płeć piękna również nie była litosna dla tego związku. Obawiam się (znowu wybielam?), że za dużo napisałem o niej, za mało o sobie. Robię bardzo głębokie wglądy w moje zachowania i reakcje, wspominam, analizuję od czego głowa mi paruje, ale jedno wiem na pewno. Zawsze ją kochałem i byłem w stanie zrobić wszystko, łącznie z rzuceniem wszystkiego co mam i wyjechania w Bieszczady. Z jej strony nie mogłem na to liczyć. Teraz twierdzi, że zmieniła priorytety, ale aktualnie nie jest zadowolona z pracy i zmęczona studiami. Wyczuwam w niej silny egoizm... nie wiem skąd to się wzięło u mnie ostatnio. Być może terapia i wgląd w swoje potrzeby mi otwiera oczy. Nie chcę być z kobietą, która mnie zostawi w gorszym dla mnie okresie. Już jej to mówiłem po zdradzie, a teraz zrobiła to drugi raz... jeszcze przed obroną magisterki... ehh. Kiedy ją o to zapytałem, odpowiedziała, że chciała pomyśleć o sobie. Ludzie złoci, faktycznie zerowy szacunek... nawet wrogowi bym tak nie zrobił. Czemu ja tego nie dostrzegałem, kiedy marnowałem dwa miesiące walcząc o nią... Myślałem, że się jej należy. Zawsze chciała, żebym o nią walczył. Co to za walka? Z kim? Z czym? Z jej wewnętrznym rekruterem dopuszczającym do jej serca? Dramat.

Edytowano przez Tygryseks

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No more Mr Nice Guy na początek. Choć w Twoim stanie to może lepiej na końcu przeczytaj. Na początek forum Świeżakownia. Naprawdę, po paru tematach tak Cię wciągnie, że troche odpocznie Ci mózg od laski. Jak po paru nie działa czytaj dalej :) 

 

Zajrzyj też w tematy o borderline, bo coś mi to wygląda na zasade przyciągania 2 "świrów" emocjonalnych.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nie musisz więcej pisać o sobie. Żeby związek działał to obydwoje ludzi musi być w miare ok. W tym przypadku ona nie jest bez winy i to już wystarczy, żeby się nie udało. Nie osądzam Cie, ale znałem kiedyś laske, która bywała u psychiatry i brała (niby epizodycznie) SSRI psychotropy. Efekt mam taki, że beret mam zryty. Więc Bracie drogi, najpierw ulecz siebie a potem lecz związki (niekoniecznie ten).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

@Tygryseks 

1 godzinę temu, Tygryseks napisał:

Teraz mówi, żę się jej pozmieniało, że to presja rodziców i w ogóle

Jak ty jej nie dasz tego pierścionka, to ona ci zrobi wpadkę.

 

Jak już zdecydujesz się z nią zerwać kontakty to nie uprawiaj z nią seksu potem, bo jeszcze będzie z tego "przypadkiem" dzidzia.

 

17 minut temu, Tygryseks napisał:

Być może terapia i wgląd w swoje potrzeby mi otwiera oczy.

A widzisz. Trafiłeś na to forum bo coś w tobie pękło. Bądźmy szczerzy, nie wybaczysz jej tej zdrady, bo mimo tych 4 lat nadal ciągle w tobie to siedzi. Dobrze wiesz ze powinieneś zakończyć to te 4 lata temu.

 

17 minut temu, Tygryseks napisał:

Obawiam się (znowu wybielam?), że za dużo napisałem o niej, za mało o sobie.

To czy napiszesz jeszcze o 10 swoich przewinieniach czy nie, jest bez znaczenia. Zobacz na jej zachowanie. Ty umiesz się przyznać do jakiś swoich błędów, ona tego co robi nawet nie widzi i ma to w dupie. Oficjalnie rozgrzeszam cie z Twoich złych uczynków.

 

17 minut temu, Tygryseks napisał:

Robię bardzo głębokie wglądy w moje zachowania i reakcje, wspominam, analizuję od czego głowa mi paruje, ale jedno wiem na pewno.

 

17 minut temu, Tygryseks napisał:

Wyczuwam w niej silny egoizm... nie wiem skąd to się wzięło u mnie ostatnio.

17 minut temu, Tygryseks napisał:

Z jej strony nie mogłem na to liczyć

 

Myślę że ty juz podjąłeś decyzję, potrzebujesz jedynie potwierdzenia że robisz dobrze. Robisz dobrze ale musisz zdobyć wiedzę, czytaj książkę którą polecił ci @developers i inni bracia. Kup książki Marka, bez tego nie wyciągniesz nauki z tej lekcji i popełnisz znowu te same błędy. Good luck.

Edytowano przez Carleon
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Tygryseks

Masz 25 lat.

Zakładając, że to prawda, a nie pasta dla porównania reakcji na obu forach to:

- W wieku 35 powiesz sobie, ale byłem debilem,

- przy 45 będziesz się z tego śmiał,

- przy 55 chętnie umówisz się z córką swojej wybranki na bzykanko.

Dla kogoś tkwiącego w czymś takim sytuacja wygląda jak bagno żalu i nieszczęscia, ale jak się patrzy na z boku to tylko śmiech politowania wywołuje. Musisz nabrać dystansu na każdym polu - wyjedź z kraju, jak najdalej od swoje uroczej wybranki, to ślepy zaułek.

 

Przychodzi facet do lekarza:

Panie doktorze, kompulsywnie walę się młotem po jajcach, co robić?!

Hmm, a sprawia to Panu przyjemność?

Ogromną - jak nie trafię.

 

  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Z forum na pewno zapoznam się bliżej. Mózg jest zgodny z tym co piszecie, ale serce podpowiada by wybaczać i się starać ;D Dlatego to takie trudne. Odnośnie leków to nie jestem pewny, ale pozwoliły mi nabrać wtedy dystansu do kobiet i do życia. Miałem już wg mnie porządek w głowie. Już nie pamiętam od ilu lat nie płakałem. Dopiero to zerwanie nagłe rozdmuchało mi wszystkie ścieżki w głowie i poczułem, że jedyne co jest pewne, to że muszę z nią być. Opłakałem jej stratę bardzo mocno, czułem smutek jakiego nigdy w życiu nie czułem. Nie chcę przechodzić przez to jeszcze raz. Na ten moment czuję, że wiem co jest konieczne, ale codziennie rano wstaję i się zastanawiam od nowa. Do tego ona jeszcze do mnie pisze i wiem, że ta sprawa jest niewyjaśniona. Niby powiedziałem jej, że ma się skupić na sobie, że ja chcę być sam. Ale obiecałem jej te terapię. Czy czekać z tym, aż będzie dogodny moment? Ja czuję, że już opłakałem jej utratę, ale wiem, że ona dalej jest obok bo pisze do mnie. Widzę, że Panowie są równie jak ja przekonani, że to nie ma sensu. Jedynie chodzi o to, że ja nie mam warsztatu. Wpadłem w miłość i nie wiem co teraz. Czytam, że ludzie miesiącami tęsknią za dziewczyną, a ja nie chcę miesiącami się zastanawiać, czy nie popełniłem błędu. Obiecałem jej też bycie przyjaciółmi, ale znowu doczytałem, że to będą dla mnie katusze. Czyli zostaje całkowite zerwanie kontaktu na 4-5 lat rozumiem?

 

Edytowano przez Tygryseks

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Młody jesteś, targają tobą emocję ale "wyrośniesz".

35 minut temu, Tygryseks napisał:

Z forum na pewno zapoznam się bliżej. Mózg jest zgodny z tym co piszecie, ale serce (chyba to podłużne xD) podpowiada by wybaczać i się starać ;D Dlatego to takie trudne.

Minie Ci spokojnie. To tylko hormony.

Pomogę Ci coś zauważyć:

35 minut temu, Tygryseks napisał:

Nie chcę przechodzić przez to jeszcze raz. Na ten moment czuję, że wiem co jest konieczne, ale codziennie rano wstaję i się zastanawiam od nowa.<-----(SKUTEK) Do tego ona jeszcze do mnie pisze<----(PRZYCZYNA) i wiem, że ta sprawa jest niewyjaśniona.(CO TU MASZ DO WYJAŚNIANIA? ZRYWASZ KONTAKT INFORMUJĄC PANIĄ, ŻE TO KONIEC) Niby powiedziałem jej, że ma się skupić na sobie, że ja chcę być sam.(MYSZKA KIWA GŁOWĄ I ROZUMIE A DALEJ ROBI SWOJE) Ale obiecałem jej te terapię.(W JAKIM CELU CHCESZ TO ROBIĆ?) Czy czekać z tym, aż będzie dogodny moment?(NA CO DOGODNY? SKOCZENIE Z TABORETU?) Ja czuję, że już opłakałem jej utratę, ale wiem, że ona dalej jest obok bo pisze do mnie.(DLATEGO MUSISZ ZERWAĆ KONTAKT) Widzę, że Panowie są równie jak ja przekonani, że to nie ma sensu. Jedynie chodzi o to, że ja nie mam warsztatu.(TO PIERWSZA DZIEWCZYNA NABIERZESZ WPRAWY) Wpadłem w miłość i nie wiem co teraz.(JAK TO CO? BĘDĄ NASTĘPNE) Czytam, że ludzie miesiącami tęsknią za dziewczyną,(ZWŁASZCZA JAK JAJA PUCHNĄ xD) a ja nie chcę miesiącami się zastanawiać, czy nie popełniłem błędu. Obiecałem jej też bycie przyjaciółmi,(TAK MOŻESZ CIĄGLE BYĆ OPCJĄ ZAPASOWĄ JAK KOLEJNY BOLEC PÓJDZIE SOBIE) ale znowu doczytałem, że to będą dla mnie katusze.(O NIE! ODETNIJ SIĘ OD CZYNNIKA DRAŻNIĄCEGO, LUBISZ SAM SOBIE ZADAWAĆ BÓL? MOŻE WSADZAJ GWOŹDZIE W GNIAZDKA?) Czyli zostaje całkowite zerwanie kontaktu na 4-5 lat rozumiem?(A MOŻE BY TAK NA ZAWSZE? JA DO SWOJEJ 1 MIŁOŚCI MAM SENTYMENT DALEJ PO 5 LATACH I CHĘTNIE BYM JĄ...ALE JUŻ TERAZ BEZ MIŁOŚCI ANGAŻOWANIA SIĘ xD)

Przyjaźń z nią to dla ciebie duże ryzyko, może chcieć cie skusić na seksy. Młody jesteś sperma uderzy do głowy, zaliczysz wpade i co wtedy? Przyniesiesz pierścionek? A może zostaniesz papierowym ojcem i będziesz płacił alimenty?

Może trochę ostro czasem pojadę ale to pomaga w refleksji nad swoim zachowaniem :P 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)
18 godzin temu, Tygryseks napisał:

swój pierwszy sex zaliczyła z kolegą na imprezie

Czerwona lampka
 

 

18 godzin temu, Tygryseks napisał:

Żyło się nam fajnie, jednakże ciągle byłem zazdrosny o każdy telefon od kolegi, o byłych itd

Okazałeś słabość.
TY musisz być facet z wyjebanymi jajami na wierzchu.
Ona ma kolegów, Ty masz koleżanki.

 

 

18 godzin temu, Tygryseks napisał:

Wyszła z tego nerwica, depresja i obawa, że dziewczyna mnie zostawi.

Przykra sprawa, ale w oczach dziewczyny jest to słabość.
A słabość u kobiety powoduje odruch wymiotny, czyli po prostu obrzydzenie.
A już zwłaszcza twoje zachowanie, które podkreśliłem w cytacie.
 

 

18 godzin temu, Tygryseks napisał:

i tak czułem, że ją zawodzę jeszcze bardziej niż zwykle

Mężczyzna często podświadomie wyczuwa, że traci atrakcyjność w oczach kobiety.
Problem jest taki, że często te uczucie próbujemy sobie jakoś zracjonalizować.
"A bo ma okres", "a bo tak se po prostu coś palnęła" , a bo tak.. a bo tak...
Wszystko co robi kobieta, ma jakiś głębszy sens, drugie dno.

*He he he choćby moja "miłość" z wakacji:
Gdy byłem u niej w "biurze"(a raczej ruderze), to by "orzeźwić atmosferę" włączyła swoją rzekomo ulubioną muzyczkę :) 
Jakież były słowa tejże piosenki? 
Ano sens piosenki był taki: Baba(czyli piosenkarka) poznała jakiegoś chłopa na wakacjach, mieli romans, ale to tylko romans, ona już nic nie czuje nic nie chce, ale nigdy o nim nie zapomni ;)
Chyba w piosence padły jeszcze słowa "nigdy Cię nie kochałam", ale nie jestem pewny.

Gdy tylko usłyszałem słowa tej piosenki, zacząłem czuć się niezręcznie, ponieważ nie wiem czy świadomość czy podświadomość, ale już tam z tyłu wiedziałem o co chodzi.
Mimo wszystko racjonalizowałem sobie, że to tylko głupia piosenka(taa jasne...)
Nawet się ode mnie odsuwała z głupim uśmieszkiem, kiedy chciałem ją objąć, podczas gdy tańczyła do piosenki 😆- nawet wtedy oszukiwałem swój umysł :) 

 

 

18 godzin temu, Tygryseks napisał:

Upiłem się i postanowiłem zrobić szopkę, że skoczę z balkonu jeśli mnie zostawi. Pierwsza i ostatnia głupia akcja w moim życiu, ale skończyło się na tym, że kazała koleżance wezwać policję i skończyłem na wytrzeźwiałce.  Po paru dniach napisała, że chce się spotkać. Zerwała. Były prośby, były smsy, były wiersze, prośby żebym się mógł wyleczyć dla niej, a nie z miłości do niej... istna masakra. ;D

Nooo stary...
Istne obcięcie sobie jaj po same kule.
Ale spokojnie, większość z nas przebiałorycerzyła.
Niejeden oszalał ze względu na zapach cipki :) 

 

 

18 godzin temu, Tygryseks napisał:

Co raz bardziej się przywiązywałem, jednakże widziałem, że znowu zaczyna się podobna bajka. Ja powoli znowu byłem na pozycji niezadowalającego elementu związku... Ja miałem się starać.

Szanuj się mężczyzno!
Nigdy, ale to przenigdy nie lataj za cipą!
Myślisz, że kolega starosta się miał starać?
Nawet jeżeli mu tak powiedziała/pokazała, to by wyjaśniało dlaczego skończyło się tylko na sexie ;) 

Relacje damsko-męskie nie polegają na tym, że mężczyzna musi się starać by zasłużyć na sex(litości!😆)
Jeżeli masz takie myślenie, to automatycznie jesteś na przegranej pozycji.
Nigdy nie zbudujesz zdrowego związku, ponieważ zawsze będziesz dawcą, sponsorem, podnóżkiem(ofiarą) dla księżniczki(drapieżnika)

 

 

1 godzinę temu, Tygryseks napisał:

serce podpowiada by wybaczać i się starać ;D

Nie serce, tylko główka.
I mówiąc główka, nie mam na myśli tej u góry ;) 
Jeszcze raz powtórzę dla pewności...
.
.
.
Szanuj się mężczyzno!

 

18 godzin temu, Tygryseks napisał:

Starałem się, na tyle na ile pozwalały mi blokady: Lęk przed zaufaniem, lęk przed jej nieobliczalnością itd

Resztki wyhodowanych wcześniej jaj Ci próbowały Cię chronić.

 

 

18 godzin temu, Tygryseks napisał:

5 dni przed obroną sms od niej, że z nami koniec.

Aha.
I to jest poważna, dorosła osobniczka?
Kolejna czerwona lampka.

 

 

18 godzin temu, Tygryseks napisał:

2 dni pózniej mielismy iść na wesele jej brata. Okazało się, że poszła z kolegą z pracy, z którym kilka dni później w swoje urodziny była na randce.

Zapomniałeś dodać, że ona się z nim spotykała i flirtowała za twoimi plecami, kiedy jeszcze byliście razem.
Zapomniałeś prawda? Czy naprawdę myślisz, że po 2 dniach zaczęli dopiero się spotykać? :) 

 

 

18 godzin temu, Tygryseks napisał:

Ja przez półltorej miesiąca nie szukałem nawet pracy, tylko smsy do niej, po 200 dziennie, różne próby umawiania się z nią itd.

Ech... ile Ty masz tych jaj w zapasie?
Bo ucinasz sobie je ciągle jedne za drugimi!

 

 

18 godzin temu, Tygryseks napisał:

Napisała mi  "Mam znajomych, wychodzę, czuję, że zyję"

Standardowy tekst.

 

 

18 godzin temu, Tygryseks napisał:

Potem zdecydowałem się odpuścić, ucichłem. Ona się odezwała po 3 dniach. Sielanka od nowa, wszystko z pozoru dobrze, tak jak przecież chciałem. 

O i tu wyhodowałeś jaja.
Widzisz, pokazałeś jej wyjebane na wierzchu jaja, to zaraz zaczęła do Ciebie pisać.
Ona również jest od Ciebie uzależniona, tak jak Ty od niej.
Problem polega na tym, że Ty chciałbyś prawdziwego związku, a ona się do tego nie nadaje.
Ma szereg negatywnych cech, a Ty jesteś tylko kołem zapasowym, deską ratunku w razie w.
Owszem jest jakiś mniejszy sentyment, ale gdyby przyszedł bogatszy z zachodu Juan Rodriguez, to szybko by o Tobie zapomniała.
Tak działa rynek seksualny :) 

 

 

18 godzin temu, Tygryseks napisał:

Myśli "Chłopie, przecież ona Cię zostawiła już dwa razy, zdradziła Cię z innym, wezwała policję. Przecież Ty naprawdę robiłeś dużo jak na Ciebie, żeby starać się ją zadowolić i nie krzywdzić siebie. Przecież znowu jak tylko pojawili się znajomi to Cię zostawiła. Chciałeś rozmowy, terapii, wszystko dla was. Ona chce iść dalej... Czy ty jesteś w stanie zaczynać życie z takim bagażem? Przecież ta zdrada śni Ci się po nocach. Zżera Cie w podświadomości

Mechanizm obronny.
Twoja podświadomość zapisała w pamięci obraz twojej ex/obecnej pańci.
W związku z tym, za każdym razem, gdy ją widzisz, twoja podświadomość wygrzebuje z bazy danych wspomnienia emocje, które ona wcześniej u Ciebie wywoływała.
A że były one negatywne, to doświadczasz właśnie takich myśli.
Twoja podświadomość stara się Ciebie chronić!
Za to świadomość Ci podpowiada logiczne fakty - starałeś się, jakieś terapie wymyślałeś, jak błazen próbowałeś ją zadowolić - a  efektów jak nie było, tak nie ma.
 

 

18 godzin temu, Tygryseks napisał:

przez co ja zawsze musiałem się domyślać.

Jeśli nie lubisz się domyślać, to już masz kolejną czerwoną lampkę.
Chłopie po co się męczyć.
Fakt, czasem trzeba użyć rozumu i coś samemu dostrzec w kontaktach z kobietami, lecz wspomniałeś wcześniej o:
 

 

18 godzin temu, Tygryseks napisał:

Ja od zawsze dużo więcej gadam, a ona dużo sobie myśli

+
 

 

18 godzin temu, Tygryseks napisał:

Jak wracała do mieszkania, to zamiast przywitać mnie uśmiechem, to ona zawsze musiała odpocząć, a dopiero potem mogła ze mną rozmawiać. Zawsze najważniejsze było, żeby ona miała wszystko porobione na gotowo, dopiero potem mogła się zainteresować mną.

Tak jakby twoja obecność jej przeszkadzała.
Jej świat koliduje z twoim.
A te światy mają się UZUPEŁNIAĆ!
Kolejna czerwona lampka.

 

18 godzin temu, Tygryseks napisał:

musiałem się domyślać. Potem już robiłem to źle i przez to też obrywałem

Ja p*erdole....
Istna tresura psa pantofla :) 
I z kolei kolejna czerwona lampka!!!

 

 

18 godzin temu, Tygryseks napisał:

Teraz jej o niej przypomniałem i stwierdziła, że załatwi. Oczywiście i tak ja szukałem co i jak.

"Po czynach ich poznacie, nie po słowach".
Kobiet się słucha, że tak powiem z lekką dozą nie powagi.
Nie bierz na poważnie tego, co ona mówi.
Obserwuj jej zachowanie.

 

 

18 godzin temu, Tygryseks napisał:

Pytanie moje – czy jest sens tej terapii? Ja jestem rozerwany, ale bliżej sensowna jest myśl, żeby pozwolić jej być szczęśliwym gdzie indziej. Jednakże rozstać się też nie umiemy…

Odpowiadam:
1. Jakiej terapii? Że dla par? - Oczywiście, że nie!
Natomiast jest sens terapii dla Ciebie.
2. Nie potraficie się rozstać, ponieważ drapieżnika zawsze trudno odkleić od ofiary.

 

 

18 godzin temu, Tygryseks napisał:

Wszyscy mi mówią, że jestem p..rdolnięty, że to zostawiam.

Wszyscy biało-pizdeo-rycerze włączając w to Januszów oraz Grażyn self-called specialists of relationships management.

Rozwiązanie:

Nie odpisuj na smsy, zablokuj numer, zablokuj konto na fb, insta, gdziekolwiek się da.
To jest jedyne dobre rozwiązanie.
Dobijesz 30-stki, to sobie przygarniesz młodszą, fajną dziewczynę 22+, a do teraz korzystaj z życia.
Chyba, że znowu trafisz na jakieś "zaburzeniowca", no to wtedy get rid of it and take next pussy.

No i oczywiście bym zapomniał...
.
.
.
SZANUJ SIĘ MĘŻCZYZNO!











 

Edytowano przez Ragnar1777
  • Like 1
  • Dzięki 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Tygryseks napisał:

Czyli zostaje całkowite zerwanie kontaktu na 4-5 lat rozumiem?

Kolego bracie.
Zerwanie kontaktu na całe życie.
Gdy skosztujesz rozkoszy z inną kobietą, to o tej babie zapomnisz.
Tzn. będziesz pamiętał, bo to twoja pierwsza, ale wspomnisz może o niej raz na 5 lat.
 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Panowie, nawet nie wiecie jak bardzo mi pomagacie... dziękuję - szczerze! Wszystko to bardzo trafne... Ehh... czuję potrzebę rozstać się w sposób "humanitarny", w końcu ta zdrada była już 4 lata temu i bardzo mi zależy na tej osobie. Na terapię dla par nie pójdę, nie ma sensu. Nie wiem jedynie, czy zobaczyć się i jej to powiedzieć, czy może napisać w smsie (co faktycznie będzie dla nas obojga łatwiejsze..)? Na terapii dzisiaj omówiłem tę sprawę i faktycznie wyszło, że związek jest toksyczny i trzeba to zakończyć. W tym momencie jestem tak słaby, że nie wiem, kiedy miałbym się z nią spotkać. W poniedziałek zaczynam pracę, może jak trochę popracuję to będzie mi łatwiej? Teraz przez 4 miesiące siedzę w domu i w głowie tylko ona, Do tego z tym seksem faktycznie muszę się odciąć - po zdradzie cały czas spotykaliśmy się na sex, zamiast od razu się pożegnać. Teraz też jeszcze w sylwestra było kombinowane pod prysznicem. Ale z tym koniec. Jedynie przydał by się cynk o okresie heh i jeden problem z głowy.

 

I faktycznie może być tak, że to nie serce tylko ta druga pompka bardziej cierpi heh. Zastanawiam się jak wy sobie z tym radzicie... podrywacie laski na jeden raz, czy Renia Rączkowska wam pomaga? Może bezpośrednio, ale tutaj mowa o sexie i lęku przed dzieckiem, a równie dobrze może się to stać z pierwszą lepszą, czy może się mylę?

Edytowano przez Tygryseks

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.