Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Długowłosy

Co to jest Friendzone - sztuka "przyjaźni" z naszymi kochanymi Paniami

Rekomendowane odpowiedzi

TL;DR: W myśl podstawowej zasady "adaptuj to co działa" postanowiłem podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami na temat stosowanej przez nasze kochane Panie taktyki wrzucania do "friendzone". Czy facet może jej używać? Moim zdaniem jak najbardziej, szczególnie w stosunku do kobiet o wyższym, niż on sam, SMV. Sam nie jestem zwolennikiem PUA i podobnych metod ale perfidia kobiet bywa tak wielka, że czasem warto zagrać ich metodami ;)

 

Co to jest "friendzone"?

 

Jeśli jesteś samcem i czytasz ten tekst to na 99,99% zostałeś w życiu "sfriendzonowany". Pokrótce - panna do której startowałeś gasiła Cię tekstem - "Jesteś miłym chłopakiem i dlatego zostańmy przyjaciółmi" vel "Nie ma chemii zostańmy przyjaciółmi", "Tak się fajnie gada, że szkoda psuć tego rozmową o związku / seksie". Przypominasz sobie jak się wtedy czułeś? To proste - jak dziecko, któremu mama zabrała cukierka. Najzabawniejsze jest to, że podpompowałeś lasce ego, starając się o nią, a Twój obiekt westchnień przesunął Cię za to do kategorii "frajer". Ten typ zlewki (w przeciwieństwie do coraz bardziej popularnego "spier...j frajerze") jest zazwyczaj okraszony stwierdzeniem "chciałam być miła" co de facto oznaczało "trzymałam Cię w odwodzie żebyś się wykazał ale albo znalazłam lepszego albo moje wrażenie, że jesteś frajerem jeszcze bardziej się pogłębiło".

 

Dlaczego kobieta wrzuca Cię do "friendzone"?

 

Podstawowe tłumaczenia mężczyzn:

1. Za mało się starałem

2. Powiedziałem coś co ją uraziło / zdenerwowało / nie było zgodne z jej zdaniem

3. Ona ma chłopaka

 

A jaka jest prawda? Prosta i brutalna - miałeś za niskie SMV co oznacza, iż nie jesteś na tyle atrakcyjny fizycznie aby rozbudzić w niej pożądanie, a nawet jeśli byłeś, twoja pozycja społeczna nie rokuje na duże korzyści dla niej. I nie ma tu znaczenia czy ona kogoś ma czy nie - po prosu byłeś za słaby.

 

Abyś w pełni zrozumiał dlaczego tak jest polecam Ci rozważyć pewien fakt - proces "poznawania mężczyzny" (czyli de facto klasyfikowania go jako atrakcyjnego / nieatrakcyjnego) jest bardzo liniowy i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Podstawowy schemat:

 

Attraction (Twój wygląd) ------> Comfort (Twoje zasoby plus poczucie, że nie wyjdzie na dziwkę) -----> związek.

 

Powyższe to nieco zmodyfikowana wersja Mysthery Method (chętni niech wygooglują).

 

Jeśli jest samo Attraction = ONS / FF

Sam comfort = Friendzone / Provider.

A + C = Związek.

 

Skoro już wszystko jasne czas ruszyć "w pole".

 

Czy "friendzone" działa na kobiety?

 

Działa doskonale, ponieważ one same stosują tę zagrywkę, jej mechanizm jest im doskonale znany. Należy jednak zwrócić uwagę, iż będzie miał on różne efekty w przypadku kobiet o różnym rodzaju atrakcyjności. Jego skuteczność jest również determinowana Twoim wyglądem, zasobami, sposobem ich prezentacji, a także wyczuciem dynamiki socjalnej (czyli umiejętności zachowania się w różnych sytuacjach i obycia towarzyskiego).

 

Założenia co do atrakcyjności samca dla potrzeb niniejszej analizy

 

Poniższy tekst jest pisany z perspektywy średnio atrakcyjnego samca (6/10)  średnich zarobkach (6/10) (a więc nie dużo wyższych niż przeciętna kobieta, w każdym razie nie na tyle, aby nimi samymi ją przyciągnąć).

>4/10 - wady fizyczne (widoczne)

5/10 - samiec "zwykły" - w większości to nasi Ojcowie - bez nadmiernych defektów, niezwracający uwagi na ubranie etc.

6/10 - samiec niewyrzeźbiony ale z niezłymi ciuchami

7/10 - wyrzeźbiony z odpowiednim ciuchem

>8-10 - ładna twarz,męskie rysy w zależności od stopnia (poziom nieosiągalny dla większości ze względu na kombinację genów jakie dostali od losu) - tu zaczyna się poziom, gdzie atrakcyjne kobiety same Cię zaczepiają. I żebyśmy się zrozumieli - NAPRAWDĘ atrakcyjne, a nie "akceptowalne".

 

O kasie nie będę się rozpisywał ale uznaję, że 6/10 to samiec zarabiający w przedziale 3000-6000 zł na rękę w warunkach polskich (w zależności czy to miasto / małe miasteczko / wieś) - czyli przeciętniak.

 

Friendzone vs pasztety i "akceptowalne" - 4-6/10

 

Friendzone jest rzadko kiedy użyteczne bo takie baby lecą na samca o wyższym / równym SMV. Generalnie można tym pogrozić takiej kobiecie "fajnie się gada, jak z przyjaciółką" ale ostrożnie, bo tego typu kobiety mogą się spłoszyć ze względu na niskie poczucie własnej wartości.

 

Należy sobie jednak zadać pytanie - czy w ogóle warto utrzymywać relacje towarzyskie z 4-6/10*? Tak ale tylko w przypadku gdy nie grozi Wam "efekt paszteta" czyli sprowadzenie Was przez samicę do swojego poziomu. Na czym to polega - otóż kobieta uważa, że skoro Ty zadajesz się z nią, musisz nie mieć wyboru i jesteś równie nieatrakcyjny jak ona. Dodatkowo może być również zazdrosna o bardziej atrakcyjne Twoje koleżanki co w konsekwencji poskutkuje falą hejtu wysłaną w Twoją stronę i próbami obniżenia Twojego poczucia własnej wartości.

 

Strzeż się takich samic.

 

Friendzone vs "ładne" - 7-8/10

 

Tu zaczyna się robić interesująco. Jeśli jesteś 6 - 7 /10 (w ich oczach) plus pachniesz jakąś tam forsą to gracie w tej samej lidze. Ona kalkuluje - facet jest akceptowalny z wyglądu (nie jesteś jej ideałem ale ona, żeby oszukać siebie samą, zacznie sobie wmawiać, że masz piękne dłonie, oczy etc. - to są próby samooszukiwania własnego mózgu) ale albo rokujesz (jeśli masz <25 lat) albo Twoja pozycja daje jej szansę na awans społeczny (>25) ona myśli - "to niech pobiega i zobaczymy co z tego będzie". Teoretycznie jeśli SMV jest w miarę równe, po drobnych staraniach możesz z taką panną wejść w związek / ONS / FF ALE można to zrobić sprytniej....


Kobiety postrzegają nas przez pryzmat swoich wyobrażeń i opinii otoczenia a nie realnej ocenie sytuacji. Załóżmy teraz, że opisywany samiec ma obok siebie pełno "koleżanek" ładniejszych od niej (9-10/10), sprzedaje jej do tego "fajnie się gada, klawa z Ciebie będzie kumpela"...

Co się dzieje?

Baba staje do walki o "dobrą partię", a role się zmieniają... Oczywiście, jako że Twoja naturalna atrakcyjność jest dość niska (6-7/10) to Ty musisz wykonać pierwszy krok ale potem... to ona lata ;)

Numer działa na dziewczyny o w miarę silnej psychice, bo te o słabej zaliczą załamkę przez porównywanie się do Twojego "towarzystwa".

 

Friendzone vs "strzały" 9-10/10

 

Tu zaczyna się najlepsza część zabawy. Te kobiety, z racji braków w Twojej urodzie i tego, że finansowo nie rokujesz na tle innych (a jest ich bardzo wielu, bo są mega atrakcyjne) generalnie na wstępie jako "niewidzialnego" traktują każdego faceta mniej atrakcyjnego od nich (czyli Ciebie).

 

W tej "kategorii" szanse mają:

1. Przystojniacy (geny)

2. Gangsterka / oszuści etc. (pozycja społeczna)

3. Nadziani faceci (pozycja społeczna)

4. Psychole dający im emocjonalny rollercoaster, których w dodatku się boją / Sebixy (materiał na emocje i krótkotrwałe związki)

 

Jak wpasować się w takie towarzystwo? Proponuję zainteresować się publikacją P. Tymochowicza "Biblia skuteczności" w której znajdziesz następujący ustęp - "ludzie odbierają Cię takim jakim widzą Cię powierzchownie i jaką opinię ma o Tobie otoczenie". O co więc chodzi w przypadku 9-10? O to, że masz zacząć sprawiać wrażenie znacznie atrakcyjniejszego i bogatszego niż w rzeczywistości jesteś. Ciuch idealnie dobrany, ciało zadbane na maksa, a dodatkowo Twój as w rękawie czyli friendzone. Pomyśl, co poczuje kobieta, do której wszyscy się łaszą, kiedy przybijesz jej piątkę i z uśmiechem powiesz patrząc wesoło w oczy "w dechę z Ciebie baba, zajebiście będzie mieć z Ciebie koleżankę".

Konfuzję... Zdziwienie.... Szok....

 

Najważniejsze jest, żebyś potem wykorzystał sytuację do trzech celów:

1. "Lewarowania" "przyjaźnią z nią" lasek 7-8.

2. Demonstrowaniu własnej wartości i być może dzięki temu wejście w bliższą znajomość z 9-10/10.

3. Przyzwyczajenia się do "bywania" w towarzystwie strzał 9-10/10 z czym wielu facetów ma problem i traktuje jak święto. Nie, to ma być dla Ciebie tak normalne jak picie piwa z kumplami.

 

Napiszę Ci jednak szczerze - w przypadku najlepszych lasek jest to zazwyczaj droga do ONS'a ponieważ nie będziesz w stanie utrzymać związku.

 

Jakie założenia muszą być spełnione aby ta metoda zadziałała?

 

1. Musisz bawić się tym procesem, a nie być spięty.

2. Wynika to z tego, że nie możesz od początku podchodzić do danej kobiety jako obiektu seksualnego.

3. Najlepiej byłoby gdyby Twój mózg ustawił ją w szufladzie "facet" czyli aseksualna.

4. Jeśli tego nie potrafisz ćwicz silną wolę.

5. Pamiętaj, że jeśli zdradzisz się z zainteresowaniem zbyt szybko wyjdziesz na frajera (następny leszcz co na mnie leci).

6. Ciuch prima sort.

7. Unoszący się zapach forsy lub "rokowania" na nią.

8. Zapomnij o bajeczkach w stylu Twoja inteligencja, poczucie humoru etc. liczy się tylko Twoje rozumienie dynamiki socjalnej. Baby bezustannie porównują się z otoczeniem, zrobią to i z Tobą, a to co widać na zewnątrz to Twoje ciuchy, zegarek, wygląd i portfel a nie czy czytałeś Szekspira, w oryginale, a całek uczył Cię Testoviron :P


Konkluzja

 

"Friendzone" to doskonałe narzędzie służące do podrywu, ponieważ stawia Pannę o dużo wyższym niż Twoje SMV na pozycji petentki, którą to Ty sfriendzonowałeś. Kiedy uda Ci się to zrobić z pierwszą kobietą będziesz zdziwiony jak dobrze to działa. Pamiętaj tylko, żeby zbytnio się nie napalać i czasem odpuścić chęć bzykania dla przyszłych korzyści (lepiej mieć laskę 10/10 w znajomych i dzięki temu mieć dostęp do wielu innych, niż próbować ją "puknąć" z marszu). Jeśli widzisz, że pomimo sfriendzonowania dziewczyna nie pęka to kreć z innymi - jeśli będą równie atrakcyjne, nie ma siły, ulegnie. Po to właśnie "networkujesz" i tworzysz wianuszek kobiet wokół Ciebie.

 

Konkluzja II

 

Powyższa metoda będzie działać wprost proporcjonalnie do tego jak wiele żelastwa przerzuciłeś na siłce / ile aerobów poszło w tym tygodniu / jaki dystans przepłynąłeś na basenie oraz o jaką kwotę wzrósł Twój stan posiadania przez ostatni tydzień. Więc zanim zaczniesz jojczyć po prostu zabierz się do roboty :P;):D

 

* bardziej wrażliwi z zakrzykną - "jak tak można klasyfikować kobiety, przecież liczy się człowiek!" ;) Przetrzesz się w "podrywie", zaliczysz trochę zlewek i zrozumiesz ;) Kobiety oceniają facetów bez litości, szczególnie sztuki mające wybór. Pamiętaj, że te, które tak nie robią, są brzydkie, a robiłyby gdyby mogły ;)

 

Powodzenia ;)

Nagroda czeka - od Ciebie zależy czy wymiękniesz czy podejmiesz rękawice ;)

 

318OKQ.gif

 

 

  • Like 31

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Długowłosy napisał:

Jeśli jesteś samcem i czytasz ten tekst to na 99,99% zostałeś w życiu "sfriendzonowany". Pokrótce - panna do której startowałeś gasiła Cię tekstem - "Jesteś miłym chłopakiem i dlatego zostańmy przyjaciółmi" vel "Nie ma chemii zostańmy przyjaciółmi", "Tak się fajnie gada, że szkoda psuć tego rozmową o związku / seksie". Przypominasz sobie jak się wtedy czułeś? To proste - jak dziecko, któremu mama zabrała cukierka. Najzabawniejsze jest to, że podpompowałeś lasce ego, starając się o nią, a Twój obiekt westchnień przesunął Cię za to do kategorii "frajer". Ten typ zlewki (w przeciwieństwie do coraz bardziej popularnego "spier...j frajerze") jest zazwyczaj okraszony stwierdzeniem "chciałam być miła" co de facto oznaczało "trzymałam Cię w odwodzie żebyś się wykazał ale albo znalazłam lepszego albo moje wrażenie, że jesteś frajerem jeszcze bardziej się pogłębiło".

 

 

Hmm u mnie było trochę inaczej. Bo moja ex. o której założyłem pierwszy wątek była taka wyrozumiała że z łaski swojej powiedziała że jej przykro ale nie może być ze mną i że do mnie nie wróci. Oczywiście popełniłem "królewski" błąd a mianowicie prosiłem aby nie odeszła oraz chciałem dostać od niej powód rozstania ale ona milczała. Powiedziała że standardowe " mogę być dla ciebie najlepszą przyjaciółka i koleżanką" . Oczywiście później dostałem powód rozstania z dupy. A mianowicie taki, że nie może być z takim facetem jak ja, który będąc w stanie kawalerskim mógłby chodzić na dziwki zamiast żyć w celibacie według niej. Oczywiście zasłoniła się swoim systemem wartości.  Tak to ta sama co w cytacie mówiła że dąży do tego aby kobieta miał z kim chce kiedy chce i gdzie chce seks. To dlatego nazwałem ją hipokrytką. Oczywiście po tygodniu powiedziała abym wypierdalał  z jej życia raz na zawsze, że nie chce mnie znać bo w przeciwnym razie zadzwoni na policję że ją niby nękam i zakują mnie w kajdanki. Oto przyjaźń i koleżeństwo w wykonaniu ex. Oczywiście wiedziałem że to definitywny koniec ale skoro bardzo mocno brała do siebie to co ja mówię i często wyciągając z kontekstu moje wypowiedzi tak manipulowała i nadinterpretowała że zawsze byłem winien. To także wziąłem na poważnie jej słowa. Istny cyrk. Na początku myślałem że oj szybko się odkochała w ciągu jednej doby jej nastawienie do mnie się zmieniło o 180 stopni z wielkiej miłość życia do obojętności. Ale tak naprawdę mnie nigdy nie kochała, mimo wielu słodzeń i czułych słówek oj ile ja się tego nasłuchałem. Byłem po prostu tamponem emocjonalnym. Po prostu naładowała akumulatory i byłem jej czwartą ofiarą.  Aha powodem było także stwierdzenie że za dużo się nasłuchałem Marka. Wiadomo po jakimś czasie zacząłem być stanowczy to się kłótnie i niesnaski. Typowe. Ech parodia.  Może i straciłem te pół roku ale być może zyskałem całe życie. Z dala od wampirów.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Hmm. Rozumiem że proponujesz wykonać taki atak wyprzedzający - mniej lub bardziej oczywiście zasugerować przyjaźń zanim kobieta sama wrzuci do friendzone? Cała taktyka może się posypać jeśli kobieta z uśmiechem odpowie że super, że właśnie o tym myślała. I zacznie traktować jak pozostałych facetów których wrzuciła do friendzone, czy to w charakterze frajera czy odwodu. No i będziesz w tym friendzone się kisił (niby za własnym przyzwoleniem) albo kombinował dalsze sztuczki. Albo olejesz.

To że pierwszy proponujesz przyjaźń nie wkłada automatycznie proponującego w rolę rozdającego karty, a zfriendzonowaną kobietę w rolę petenta.

Cały pomysł uważam za jakiś sposób na serwowanie huśtawki emocjonalnej kobiecie i może zadziałać, ale na pewno nie zawsze.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
6 minut temu, Pingwing napisał:

Hmm. Rozumiem że proponujesz wykonać taki atak wyprzedzający - mniej lub bardziej oczywiście zasugerować przyjaźń zanim kobieta sama wrzuci do friendzone?

 

Nie - ja proponuję podejść do tego bez napinki i zrobić z kobiety znajomą, z która przy przywitaniu całujesz się w policzek, witacie się, śmiejecie razem, piąteczka etc. To nie jest propozycja zachowania kiedy już zjebałeś i samica zaraz da Ci "zostańmy przyjaciółmi". Ty masz u niej carte blanche, a nie jesteś już na straconej pozycji. Teraz rozumiesz?  Daje Ci to fajny social proof u innych ale pod warunkiem, że zachowujesz swoją własną ramę - babiarza, skurwysynka, cwaniaka etc. czyli wszystko to na co lecą nasze kochane Panie. Jeśli jesteś "grzecznym chłopakiem" albo masz za niskie SMV to oczywiste, że to nic nie zmienia.

Podstawa - 0 spinki na relację, jeśli Ci zależy od początku to już poległeś.

 

To jest właśnie clue tego o co chodzi kiedy pisze Wam, że musicie być PONAD seksem i nie patrzeć na baby przez jego pryzmat.

 

Cytat

Cały pomysł uważam za jakiś sposób na serwowanie huśtawki emocjonalnej kobiecie i może zadziałać, ale na pewno nie zawsze.

 

A dobrze przeczytałeś to co napisałem kiedy to zadziała, czy tak sobie napisałeś żeby wtrącić "mądre" uwagi.

 

Podstawą jest praca nad SMV i odwrócenie ról przez wywołanie konfuzji. Dodatkowo dla samca nieobytego z obecnością naprawdę pięknych kobiet obok niego, jest to szansa na przyzwyczajenie się do ich obecności.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, Długowłosy napisał:

 

Nie - ja proponuję podejść do tego bez napinki i zrobić z kobiety znajomą, z która przy przywitaniu całujesz się w policzek, witacie się, śmiejecie razem, piąteczka etc. Daje Ci to fajny social proof u innych ale pod warunkiem, że zachowujesz swoją własną ramę - babiarza, skurwysynka, cwaniaka etc. czyli wszystko to na co lecą nasze kochane Panie. Jeśli jesteś "grzecznym chłopakiem" albo masz za niskie SMV to oczywiste, że to nic nie zmienia.

Podstawa - 0 spinki na relację, jeśli Ci zależy od początku to już poległeś.

 

To jest właśnie clue tego o co chodzi kiedy pisze Wam, że musicie być PONAD seksem i nie patrzeć na baby przez jego pryzmat.

 

 

 

OK, z tym się zgodzę jak najbardziej. Kobiety poznane gdzieś w pracy, w grupie znajomych itp nie wyobrażam sobie traktować inaczej.

 

Ale, kobiety poznane np przez internet, gdzie najczęściej wszystko decyduje się podczas pierwszego spotkania i gdzie najczęściej te friendzone jest proponowane, gdzie na nic będzie social proof, bo nie przyprowadzisz ze sobą znajomych przecież - taka taktyka nie da większych rezultatów.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, Pingwing napisał:

Ale, kobiety poznane np przez internet, gdzie najczęściej wszystko decyduje się podczas pierwszego spotkania i gdzie najczęściej te friendzone jest proponowane, gdzie na nic będzie social proof, bo nie przyprowadzisz ze sobą znajomych przecież - taka taktyka nie da większych rezultatów.

 

Słuszna uwaga ale.... rozmawiasz z człowiekiem proponującym współbraciom umawianie się "na kawę" w 2-3 wiadomości oraz traktowanie portali randkowych jako rezerwuaru darmowego seksu ;)

 

Metoda, jak sam napisałeś na laski:

a) w szkole

b  ) pracy

c) grupie znajomych

czyli wszędzie tam, gdzie siłą rzeczy, spotkacie się jeszcze nie raz ;)

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Długowłosy królu złoty - Ty mi teraz wyjaśniłeś dlaczego ja tak o moją ex się starałem (jak kolega @Geralt ).

Ja znany playboy w LO, ona fajna aczkolwiek kobieta z zasadami - była jedyna której nie mogłem dotknąć. Więc wymyśliłem sobie w mojej główce - że jest wyzwaniem.

"Co? ona będzie mi się opierać - muszę ją mieć! Cóż to za diament, musi być szczególna!" Diament Sriament kurwa - wylewarowała swoją wartość a ja połknąłem haczyk.

 

Ale wiem, już wiem więcej - czas użyć tych narzędzi i budować networking za kilka miesięcy ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
7 minut temu, GluX napisał:

była jedyna której nie mogłem dotknąć. Więc wymyśliłem sobie w mojej główce - że jest wyzwaniem.

 

Czyż kobiety to nie arcyprzebiegłe istoty z których zachowań warto czerpać? ;)

 

7 minut temu, GluX napisał:

"Co? ona będzie mi się opierać - muszę ją mieć! Cóż to za diament, musi być szczególna!" Diament Sriament kurwa - wylewarowała swoją wartość a ja połknąłem haczyk.

 

Piękna zagrywka w pełni do powtórzenia przez samca.

 

7 minut temu, GluX napisał:

Ale wiem, już wiem więcej - czas użyć tych narzędzi i budować networking za kilka miesięcy ;)

 

Jeśli dołączysz do tego "południową strefę komfortu" czyli buziak w policzek na przywitanie i bardzo mały dystans pomiędzy Tobą a kobietami (w sensie - dotykania ale nie obmacywania) w takich społecznościach jak praca czy szkoła się gotuje ;)

 

Oczywiście wszystko z klasą i głową a nie nachalnie na buraka za pupę od razu (ale później tak :P )

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

 

Wkleję jeszcze raz - zobaczcie na miny facetów kiedy są friendzowani - te uśmieszki przegrańców

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Tak szczerze to uważam, że ją dałoby się załatwić tylko równie dobrą sztuką, ewentualnie jeszcze lepszym samochodem.

Oczywiście w "naturalnych" warunkach, a nie kiedy wie, że ma zlewać.

PS I "miłością" :D:D:D:D:D:D

 

A na poważnie - dlatego warto przebywać w towarzystwie bab, rasowych podrywaczy, włochów, turasów, całego tego ciemnego towarzystwa na które baby tak lecą. Obserwować, adaptować pod siebie to co pasuje do danej osobowości / stylu bycia.

 

I najważniejsze - do bab bez napinki i ciśnienia. Seks ok ale nie jest to mus przy każdym kontakcie ;)

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
16 minut temu, GluX napisał:

Ja znany playboy w LO, ona fajna aczkolwiek kobieta z zasadami - była jedyna której nie mogłem dotknąć. Więc wymyśliłem sobie w mojej główce - że jest wyzwaniem.

"Co? ona będzie mi się opierać - muszę ją mieć! Cóż to za diament, musi być szczególna!" Diament Sriament kurwa - wylewarowała swoją wartość a ja połknąłem haczyk.

 

 

Wiesz @GluX paradoksalnie ten który ma wyjebane po całości na kobiety ten ma powodzenie. Oczywiście tylko wtedy gdy zainteresuje swoją osobą daną kobietę. Tutaj popełniłeś błąd jaki popełniają niemalże wszyscy faceci. Po prostu oddałeś jej swoją energie poprzez zbyt nachalną atencję. Ego dało o sobie znać i naładowałeś jej samoocenę a swoją obniżyłeś. Też tak miałem tylko że ja nie byłem playboyem klasowym wręcz przeciwnie chociaż do pryszczatych nerdów nie zaliczam się. Wystarczyło w wieku 16 lat jako chuderlak zacząć na siłkę i już była atencja od samiczek. Najgorzej jest sobie w głowie uroić hipotetyczną udaną relację z kobietą. Ja jestem zdania że najpierw trzeba rozruszać wahadło w jedną stronę a potem z nawiązką wróci jako sprzężenie zwrotne dodatnie. Przykład - dać jej masę emocji i wrażeń w jak najkrótszym czasie. A potem olać albo udawać tylko przyjaciela. Jak w technikum miałem tak z jedną dziewczyną. Poprosiła mnie o instruktaż ćwiczeń ( tak naprawdę to chciała zobaczyć jak ja ćwiczę he he) oczywiście lubiła sport i nowe wyzwania na siłce i crossfitt więc jej pokazałem. Wiedziałem, gdzie i jak dotknąć  a potem bez zastanowienia zaprosiłem ją na wspólny lot paralotnią następnego dnia bo miałem taką możliwość. Było to dla niej coś nowego o ogromnej dawce emocji. Potem ją olałem jako przyjaciółkę traktowałem i się po tygodniu zaczęło... Czyli z prostej sytuacji z dupy jak z pornola rozbujałem wahadło w jedną stronę. A potem po tygodniu ciszy i olewki sama się prosiła o bzykanko. Dlatego mówię jak kobieta jest tobą zainteresowana czy może być w jakieś relacji czy to rozmowa na wspólny temat czy jakieś zajęcia to od razu rozbujać wahadło niech ma te emocje i wrażenia. I nie patrzeć że się nie znacie czy takie tam.   

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ja zawsze podchodzę do bab z nastawieniem "mam to w dupie".

 

Pogadać, w knajpie potańczyć i tyle. Nie chce mi się nawet wyrywać ichna seks czy cokolwiek innego. Może kiedyś, ale teraz nie. Trochę mam ich dość.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
9 minut temu, Geralt napisał:

Dlatego mówię jak kobieta jest tobą zainteresowana czy może być w jakieś relacji czy to rozmowa na wspólny temat czy jakieś zajęcia to od razu rozbujać wahadło niech ma te emocje i wrażenia. I nie patrzeć że się nie znacie czy takie tam.   

 

Opisujesz sytuację, która nie ma nic wspólnego z tematem tego wpisu - zainteresowanej Tobą od początku dziewczyny. W tym przypadku nie trzeba właściwie nic robić żeby ją zdobyć bo masz wyższe / równe jej SMV. W poście mowa jest o sytuacji odwrotnej więc trzymajmy się tego wątku.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

"Miej wyjebane a będzie Ci dane"- z roku na rok widze coraz więcej prawdy w tym powiedzonku, nie tylko przy relacjach z kobietami ale ogólnie w życiu :) 

  • Like 7

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Chrumkacz napisał:

"Miej wyjebane a będzie Ci dane"- z roku na rok widze coraz więcej prawdy w tym powiedzonku, nie tylko przy relacjach z kobietami ale ogólnie w życiu :) 

W relacjach z babami ta zasada działa. Szczególnie z tymi, które mają szerokie grono adoratorów.

Wiele kobiet mówiło im wprost, że imponuje im to, że nie staram się o nie, nie zabiegam... Wszyscy latają za nią jak głupi, a tu znalazł się taki jeden, który na nią nie leci. One traktują to niemal jak obrazę "bo jak to? taki gość i na mnie nie leci? myśli, że nie jestem jego godna? - ja mu udowodnię, że się myli!". Wtedy one zaczynają bardziej się starać :)

Oczywiście wcześniej musi być jakieś tam zainteresowanie, jakaś wymiana zdań czy cokolwiek. Przypadkowa samica ma gdzieś przypadkowych gości.

Edytowane przez Dobi
  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Moje doświadczenie pokazuje, że to działa, teraz wiem czemu :)

Paradoksalnie miałem taką sytuację z kobietą, jak byłem białym rycerzem.

Najładniejsza laska w pracy, 9/10 w mojej ocenie, 20 lat, ciało i twarz super.

 

Byłem wtedy jeszcze z moją ex i w czasie kiedy wszyscy w pracy latali za tą laską,

ja jako mężczyzna wierny swej pani powstrzymywałem swoje instynkty ;)

Rozmawiałem z nią ot tak, jak z kolegą, kiedyś wyskoczyliśmy na kebaba, ale nic od niej nie chciałem(instynktownie chciałem, ale nie okazywałem, tłumiłem to w sobie).

Relacja koleżeńska. Nie proponowałem przyjaźni, ale moja postawa była dość jasna.

Kobieta sama zaczęła mi wysyłać smsy z buziakami, raz w pracy zaczęła się o mnie ocierać.

 

Jak mój związek zaczął się rozpadać, zacząłem wiązać nadzieję z laską z pracy.

Myślę, że kobieta od razu zobaczyła zmianę zachowania. 

Pamiętam z jej strony jeden test, który oblałem po całości.

Potem zaczęła się oddalać i wszystko się sypnęło.

 

Wtedy robiłem to zupełnie nieświadomy efektu.

 

 

 

 

 

 

  • Like 4

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, Chrumkacz napisał:

"Miej wyjebane a będzie Ci dane"- z roku na rok widze coraz więcej prawdy w tym powiedzonku, nie tylko przy relacjach z kobietami ale ogólnie w życiu :) 

 

Dokładnie tak to wygląda. Procesem poznawania kobiet należy się bawić i odrzucić przy tym spinkę. Pomyślcie nad jednym - co się dzieje, kiedy bawicie się danym zagadnieniem? Czy nie fajnie jest przychodzić do pracy którą lubicie? Relaksować się przy hobby? Tym właśnie powinno być poznawanie nowych kobiet - 0 spinania i 0 rycerzykowania.

 

Dla tych młodszych / mniej śmiałych / mniej obytych...

 

Proponuję na początek takie ćwiczenie - jest lato, baby łażą półnagie. Spróbujcie, przez tydzień, chodzić po ulicy i nie gapić się na nie. Na początku będzie mega ciężko. Minie kilka dni i przestaniecie na nie zwracać uwagę. Po co coś takiego robić? Aby zacząć kontrolować procesy związane z pożądaniem, a nie być od nich zależnym.

 

Kolejny krok - starajcie się otaczac bardzo atrakcyjnymi kobietami aby złapać "obycie". Jeśli korepetytorka - to niezła szprycha. Zatrudniacie - dobra szmulka itp. Itd. 0 stresu przy interaakcjach z nimi, czysto zawodowo / koleżeńskie.

 

Następnie - w sklepie / bibliotece etc. zagadnijcie o jakąkolwiek pierdołę do takiej kobiety. Początki będa pewnie trudne - zakłopotanie, zawstydzenie itp. ale czym dalej w las....

 

Po takim stopniowaniu zacznijcie friendzonować jak w poście tytułowym ;) Kontrola dynamiki socjalnej będzie w Waszych rękach, nie kobiety ;)

  • Like 10

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Długowłosy na prezydenta!

Ja pierdziele stary no mistrz jesteś z takimi wpisami...

Juz miałem narzekać ale wczoraj nie miałem możliwości skomentowania postu, dobrze że dopisałeś tych kilka porad co powyżej.

Cholercia wiesz jak ciężko, jak tymi nóżkami, dekolcikiem zacznie machać? No grawitacja, choćbym nie chciał i tak kurwa spojrzę... 

No ale spróbuję na nie nie patrzeć, nie obczajać, nie nawiązywać kontaktu wzrokowego. 

Faceci z filmiku @GluXa zachowują się jak małpy, które przez tydzień banana nie widziały. Trochę to żałosne... 

Kurczę kręci mnie siła. A siłą nazywam właśnie taką obojętność na te laski, nie ślinienie się, nie skakanie wokół nich. Mam swój świat i jest mi w nim dobrze, jak ktoś się trafi to spoko ale ja specjalnie nie chcę się pocić żeby ktoś się trafiał. Może skrytykujecie moje podejście, że jestem leniwy i bierny no ale serio nie mam ochoty tak się ślinić jak te typy... Co innego jak kobieta mnie wybierze. Będę czuł, że coś jest na rzeczy to wtedy mogę atakować. Jeśli będzie w moim typie oczywiście. Ale ja samemu nie mam zamiaru podbijać i na siłę zagadywać aby poderwać. No chyba żeby po prostu potrenować BEZ OCZEKIWAŃ. Ale to jak dla mnie cholernie trudne... Cholernie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Długowłosy,

 

Sun Tzu byłby z Ciebie dumny ;)

Sam jestem gorącym zwolennikiem stosowania co sprytniejszych kobiecych strategii - ale w wersji męskiej B)

 

S.

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
21 godzin temu, Długowłosy napisał:

Dla tych młodszych / mniej śmiałych / mniej obytych...


Następnie - w sklepie / bibliotece etc. zagadnijcie o jakąkolwiek pierdołę do takiej kobiety. Początki będa pewnie trudne - zakłopotanie, zawstydzenie itp. ale czym dalej w las....

 

Po takim stopniowaniu zacznijcie friendzonować jak w poście tytułowym ;) Kontrola dynamiki socjalnej będzie w Waszych rękach, nie kobiety ;)

Po latach "małżeńskiego syndromu" muszę i ja zaczynać tą naukę prawie od nowa...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Brat Jan napisał:

Po latach "małżeńskiego syndromu" muszę i ja zaczynać tą naukę prawie od nowa...

 

Z całego serca polecam! Nie poznasz się po roku ;)

 

S.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dnia 3.09.2016 o 20:16, Dobi napisał:

Nie chce mi się nawet wyrywać ichna seks czy cokolwiek innego

 

To u mnie jest to dalej posunięte -nie chce mi się nawet z nimi uprawiać seksu od jakiegoś czasu :blink:,świadomość ,że jakiś łapserdak był w niej,cholera wie,komu dała wcześniej.Fuck friend stało się nudne,związek nie wchodzi w grę (laska popsuła by mi cały plan na parę miesięcy).

 

Pozostaję samorozwój i czekanie na wyniki;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dnia 5.09.2016 o 15:14, Subiektywny napisał:

 

Z całego serca polecam! Nie poznasz się po roku ;)

 

S.

 

Przede wszystkim, pomimo że jest się w związku, należy nadal dbać o swoje umiejętności towarzyskie, tak jak i hobby oraz zainteresowania. To raz.

A dwa - czym więcej kobiet kręci się wokół - tym "spokojniejsza" ta, z którą się jest ;)

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

"Spokojniejsza", bo ma świadomość, że jej facet może znaleźć sobie inną i ona nie jest niezastąpiona? - Dobrze myślę?

Jeśli tak, to już wszystko jasne... to dlatego loszki w związkach bardzo często próbują odciąć faceta od jego znajomych i nienawidzą jego koleżanek :)

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez zakątek_wiedzmy
      Cześć,
      zalogowałam się na forum męskie, ponieważ potrzebuję porady.
      Zastanawiam się czy ja coś złego robię w życiu czy ludzie naprawdę są egoistami, zapatrzonymi w siebie, oceniającymi - nawet najbliżsi przyjaciele.
      Nie piszę tego postu dlatego, że dziś Walentynki i chcę się wyżalić jaka to nie jestem biedna, bo nie mam z kim  iść do kina czy zjeść kolacji - nie, po prostu chcę napisać post i prosić o radę.
      Mam 27 lat, kończę studia na Politechnice- trochę mi się przełużyło, ponieważ wyjeżdżałam za granicę do pracy, na praktyki w zawodzie, dużo pracowałam, uczyłam się, rozwijałam warsztat.
      Jednak moje studia wcale takie lekkie nie są i czasem miałam załamki. Wiedziałam już od 2 czy 3 roku, że w porównaniu z moimi znajomymi z liceum czy spoza uczelni będę musiała trochę więcej poświęcić aby zaliczać na uczelni, aby zrozumieć swój zawód.
      Nie chcę też pisać dramatycznei, że było mi tak ciężko- nie, tak wybrałam i świadomie dążę wytyczoną ścieżką.
       
      W 2014 roku miałam mały kryzys spowodowany tym, że nie wiedziałam czy chcę poświęcać swoje młode życie na naukę, nie wychodziłam z domu, uczyłam się. Miałam dziwny okres w życiu, zaczęłam później wychodzić, imprezować- zapoznałam znajomych mojej koleżanki z liceum. Byli to ludzie, którzy już rok wcześniej ( rocznik 89 ) pokonczyli studia, stawali na nogi w profesjonalnej karierze itp. Jednak ciągle miałam wrażenie, ze mają mnie za taką studenteczkę, że nawet nie chcą rozmawiać ze mną na jakieś poważniejsze tematy dlatego, że byłam młodsza, może bardziej dziecinna, może nie wprawiona w takim prawdziwym życiu jak oni.
      Wtedy byłam trochę rozdrażniona i taka rozedrgana wewnęntrznie, byłam po rozstaniu i po niefajnym zawodzie uczuciomym, który nastąpił później. Po prostu ktoś mną się pobawił i mnie sfriendoznował w bardzo niefajny sposób. 
      W tej grupie do której  należałam ludzie robili dużo rzeczy na pokaz. Tez po studiach, i politechnicznych i humanistycznych, rozmawiali o ksiazkach imprezach. Główną osobą była moja kolezanka z liceum, która wiodła prym- ja mialam to gdzies do pewnego momentu. 
      Im częściej sięz nimi spotykałam i mówiłam o sobie, o tym co mi się udaje miałam wrażenie blokady od strony dziewczyn - w tym najbardziej tej głównej.
      2 razy - jeszcze w liceum wpieprzyła za przeproszeniem mi się w związek z kolegą - kiedy dowiedziała się ze chodzę z kims z jej klasy , została naszą przyjaciółką- tą trzecią.
      Zrobiła tak, ze ja od niego odeszłam bo nie zniosłam presji. On też idiota , pozwalał sobie nią manipulować. Kontakt zerwany.
      Później okazało się, po kilku  latach, że zaczęłam się spotykać z innym znajomym  z tej grupy. Była taka sama sytuacja. Blokowanie, dziwna zawiść, interesowanie się moim, naszym życiem, pokazywanie, ze ona jest lepsza, że ona jako przyjaciółka wiele zniesie- typu ciężkie imprezy , picie, palenie - a ja delikatniejsza, moze za bardzo nie bylam tez doswiadczona z facetami- nie potrafiłam zawalczyć.
      Koniec końców, zerwaliśmy, ona do tej pory utrzymuje z nim kontakt jako 'przyjaciolka' itp.
      I teraz sie zasanawiam - dlaczego dawałam sobą pomiatac? A z 2 strony dlaczego nie mialabym normalnie się czuć w 'zwiazku' nawet krótkim z facetem? Dlaczego musze obawiać się jakis przyjacioleczek?
       
      PO 3 . SPotkałam pozniej innego chłopaka- bylam z nim też krótko. Okazało się, że jest pracoholikiem. Podobam mu się, ale chyba 'nie widzialm we mnie potencjału'. Chciał zebym cięzko pracowała i poakzywała ze jestem najlepsza. On najwiecej zawsze na fb i instagramie publikuje, ma atencje, jest popularny. taki kozaczek z dobrego domu. Jednak jest bardzo profesjonalny w pracy, wszystko swietnie wykonuje, nie ma zadnych bledów, kazdy uwaza go za osobe najlepsza w swoim zawodzie.
      On rzucil mnie po 2 miesiacach z dnia na dzien. Juz nastepnego dnia zaczal jedzic na imprezy z innymi laskami, przyjaciolkami.
      Okazalo sie pozniej po mojej jeszcze doglebszej obserwacji, ze on po prostu wybiera sobie ladne, inteligentne dziewczyny i 'sprawdza' czy sa na jego 'poziomie'. Nie bierze zwiazku jako emocjonalny zwiazek ale jako biznesowy. 
      Oczywiscie odezwal sie do mnie wtedy jak JA stalam sie popularna i jak zaczelam odnosic sukcesy w nowej branży. Jednak dla mnie byla to droga przez mękę, poniewaz weszlam w nowe, totalnie inne srodowisko niż moje studia, nie mialam czasu na uczelnie, prawie nie zdawałam. Robiłam te nowe zlecenia aby sprawdzic, czy on się do mnie odezwie wtedy kiedy stane sie popularna. Za kazdym razem pytal mnie czy 'chce to robic' rozmawial ze mna i sprawdzal mnie tylko wtedy jak na fb ktos mnie otagowal przy zleceniu.
      BLOKOWAŁ MNIE kiedy jakis znajomy z branży się mna zainteresował i np zaczal ze mna sie spotykać. ZAWSZE Musiał mnie zablokować nagadać albo zepsuć znajomosc.
      W koncu wyszlo na to, ze go przejrzałam, wiedzialam,ze on MOŻE, że on MOZE miec inne dziewczyny po mnie a mnie blokuje- dlaczego? NIE WIEM.
      Miałam wyjechac za granice na uczelnię i do pracy rok temu. Przed wyjazdem jeszcze kilka zleceń zrobiłam, ludzie byli zadowoleni. Zaczelam odnawiać znajomośc jeszcze z innym kolegą- w tym srodowisku wszyscy się znają więc mój ex, dowiedział się o tym. Znowu mi przeszkodzil. Ale zrobil to specjalnie, bo wiedziął, że ja wyjezdzam. Okazalo sie pozniej ( kiedy bylam za granicą), że robi z tym kolegą zlecenia
      Wszystko sie rozeszło po kosciach, jak to sie mowi 'czas leczy rany'.
      Wyjechałam za granice rok temu na studia i do pracy, zarzuciłam moje freelancerskie zlecenia. Nie moglam tego ogarnac psychicznie. Usunęłam ex z instagrama i innych social media ( fb zostało- on lajkował mi każde zdjęcie kiedy bylam za granicą).
      Czulam, że dobrze jrobię zlecenia,jestem profesjonalna, ale nie zdaje na uczelni, nie moge skonczyc studiów.
      Pamietam, że w Belgii czułam się bardzo dobrze, pracowałam w zawodzie, robiłam też te dodatkowe zlecenia, nikt mi nie przeszkadzał, rozwijałam się.
      Wróciłam do Polski we wrześniu 2017.
      Pamiętam, że 2 razy wyszłam w październiku do miasta. Raz widziałam ex z tym kolegą , któremu się podobałam. Widziałam ich z daleka. On mnie zauważył, szybko zebrał ekipę i poszli.
      2 raz miesiąc później poszlam na wielką imprezę w miescie - spotkałam ex ze znajomymi. Pamiętam, że cały czas się na mnie patrzył, obserwował mnie, przywitał się ze mną miło i wrócił do nowej laski.
      Raz jak czekałam przy toalecie szedł sam podszedł do mnie i spytał się co słychać . Dziwne jest to, że tylko spytał się o to czy chcę dalej robić moje zlecenia freelancerskie czy nie. Czy chcę isc w kierunku tym, co studiowałam. Rozmawialiśmy chwilę. O sobie nie chciał mówic. Poszedł. Jest luty, nie spotkałam nikogo innego- koncze studia, robię swoje. Nie pokazuję się na instagramie ani na faceboku.
      Wiem, że moi koledzy w tym ex mieli inne dziewczyny, wiem, ze sobie podróżują, mają wiele przyjaciółek co im komentują co chwila na fejsie itp. Oni tak samo co chwila wrzucają jakies zdjęcia na fb aby miec atencję. A robią swoje i jeżdżą na zlecenia, pracują cięzką- są wlascicielami malych przedsiebiorstw, firm freelancerskich itp. Maja duzo pracy.
       
       
       
      Raz robilam w 2016 roku takie super zlecenia z bardzo mądrymi i swietnymi ludzmi , ze kiedy eks sie dowiedzial chodzil za mną na planie reklamy. ( on tez pracuje w reklamach ). Wtedy kiedy zobaczyl, ze JEDNAK MAM ATENCJĘ INNYCH FACETÓW i POTRAFIĘ ROZMAWIAC  Z INNYMI wrocil.
       
      Nie rozumiem. Dla niego bylam normalna, mila, nie musialam udawac bad girl, osoby tkora robi dramat na caly swiat, przeklina. Bylam spokojna, a on wymógl na mnie jakies zachowanie sprzeczne z moim charakterem. Mialam ciagle presje i stres ze musze byc przy nim inna aby on mnie zaakceptował bo zaraz moze isc do innej laski. On chyba mnie lubil ale nie bylam taka jaka on by chcial abym byla. dla niego liczy sie on sam i jego perfekcjonizm we wszystkim. Mimo, ze sam ma wady to uwaza ze jest nieskazitelny. I szuka perfekcyjnych dziewczyn, ladnych szybkich, pracowitych.
      I teraz sie zastanawiam. Proszę tak obiektywnie spojrzeć. Opisałam wszystko tak jak ja czułam, myslalam. Dlaczego mialam wrazenie, ze nie moge byc sobą, i nie moge robic tego co chcę bo jestem blokowana? Najpierw przez atencyjną byłą kolezanke z liceum, ktora musiała wiesc prym w grupie, na insta, na fb i wszędzie musiała byc popularna.
      A pozniej przez ex KTORY MOZE zmieniac co kilka miesięcy dziewczyny i je 'sprawdzac' i kiedy ktoras się 'ogarnie' jest popularna, staje na nogi to on wtedy wraca..
      Nie wiem, zastanwiam się czy w moim wieku 27-28 aby zdobyc, fajnego i ogarnietego faceta muszę pokazać swoja strone bad girl?
      Mam wrazenie, ze cos jest ze mna nie tak. Że ludzie oceniają mnie pod wzgledem tego, ze np koncze studia, nie pracuje na caly etat jeszcze bo na razie moj dyplom się ciagnie i robie zlecenia. Że nie imprezuje ciezko i nie pije tyle co oni.
       
      Wiele razy slyszalam od tej kolezanki, ze powinnam sie ogarnac, czulam od niej presje tego ze ona jest juzkilka raz do przodu ode mnie i musi odwartosciowac sie tym aby mi pomoc. bo ja taka biedna. Nie , moje zycie jest inne od niej. To ona miala problemy atencyjne zwiazane z dziecinstwem itp, ja nie musze dowartosciowywac sie poprzez zewnetrzna atencje ludzi. Naprawde.
       
      Wydawalo mi sie, że zawsze jestem okej. a tu sie okazuje, że albo trafiam na ZŁE towarzystwo albo coś jest ze mną nie tak. Albo nie potrafię ogarnąć presji związanej z ludzmi i otoczeniem I ZA BARDZO ODPUSZCZAM, ZA SZYBKO SIE PODDAJE.
       
    • Przez EnemyOfTheState
      Natrafiłem ostatnio na wykopie na naprawdę złotą grafikę, nic tylko wyciągać wnioski 
       

    • Przez OldBernard
      Cześć. 
      Sytuacja wygląda następująco.
      Od dłuższego czasu pracuje nad samorozwojem , poprawą samooceny , pewnością siebie a przede wszystkim byciu szczęśliwym sam z siebie. Nie chwaląc się , udaje mi się (z dużą pomocą materiałów Pana Marka). 
      Od jakiś 2 miesięcy mój rozwój bardzo przyspieszył i czuję i co najważniejsze , widać konkretne zmiany na dobre.
      M.in. ludzie inaczej zaczęli na mnie patrzeć , chodzę wyprostowany , czuję się bardziej swobodnie a nawet koleżanki z roku zaczęły się jakoś dziwnie do mnie garnąć i inaczej patrzeć. Szczególnie jedna , atrakcyjna.
      I tu moja zagwozdka. Nigdy na mnie nie zwracała uwagi , nawet cześć mi nie mówiła a od mniej więcej miesiąca zaczęła do mnie zagadywać , siadać praktycznie codziennie obok mnie , prosić mnie o jakieś pierdoły , pytać o mnie itp.
      Dziwna sprawa bo mam odczucie , że mogę być dla niej tym całym orbiterem.
      Kilka razy , zarówno mi , jak i w towarzystwie napominała , że nie ma chłopaka a ja zauważyłem na jej i stagramie , że dość często spotyka się z jakimś chłopakiem (wygląda na nerda lub jak by niektórzy powiedzieli „lamusa”). Nawet ma jego mordę na tapecie. Zauważyłem jak ostatnio bawiłem się jej telefonem. 
       
      Czy bardziej doświadczonym życiem braciom coś taki schemat mówi?
       
      I drugie pytanie; jaki ewentualnie następny krok wykonać żeby nie wpaść w ramę friendzone?
      Chetnie spróbował bym z nią jakiegoś związku , mimo że nie odczuwam specjalnie takiej emocjonalnej potrzeby. Ale dziewczyna sympatyczna. I chodzi przy mnie jak w zegarku ;>
       
       
      Z góry dzięki 
    • Przez MoszeKortuxy
      Cześć Bracia. Właśnie znalazłem film pewnego youtubera - JDabrowsky, którego widownią są głównie dzieci z podstawówki, gimnazjum oraz część liceum. Koleś opowiada (możliwe że wymyśloną) historię swojego friendzone. Zobaczcie sami zresztą. Co sądzicie o tym filmie?
       
       
    • Przez Rapke
      Opisze tu pewna sytuacje ktora skonczyla sie dla mnie friendzonem ale byla jednym z wiekszych sukcesow towarzyskich ktorych doswiadczylem. Korzysci czerpie do tej pory i sadze ze jeszcze dlugo bede eksploatowac i ciagnac ile sie da. Do sedna
      Poczatek historii to rok 2008, ide do liceum. Poznaje kolezanke, podoba mi sie, bardzo - jak 80% innych uczniow plci meskiej w tej szkole. Jest rok starsza, inteligencja nie tryska. Ze wzgledu na moja niska samoocene i 1 level w relacjach z plcia przeciwna zostajemy "bratem i siostra". Dogadujemy sie super z czasem przestaje miec o niej nawet fantazje erotyczne. Zaczelem ja traktowac jak zajebistego kumpla a swiadomosc ze ma cycki i pieroga oraz jest 9/10 dodawala mi +10 do zajebistosci w otoczeniu. Miala pelno chlopakow i wiekszosc z nich jest moimi kolegami, niektorzy rowniez klientami ( jestem trenerem personalnym), poznalem MASE innych dziewczyn z ktorymi sam cos ugrywalem, sadze ze moja pewnosc siebie i wzrost samooceny jak rowniez otwarcie na relacje damsko-meskie to zasluga znajomosci z nia. Do napisania o tym zmotywowal mnie fakt ze wlasnie skonczylem rozpisywanie diety i planu treningowego jednego z jej bylych (wlasnie moj kolega) jego bratu i ojcu bo chlopaki sie zapuscili i chca to zmienic. Silowni na oczy nie widzieli wiec za indywidualne treningi tez ich skasuje $$$. 
       
      Puenta ktora chcialbym skierowac do mlodego pokolenia. Jesli poznacie cos wartego uwagi nie angazujcie sie w to o ile przeczuwacie srogie odrzucenie i w nastepstwie zlosc, rozpacz i zal. Friendzonujac taka zimna glizde, wyrachowana mozecie sami zaczac ciagnac korzysci, dlugofalowo jak widac nawet finansowe. 
       
      Czuje ze strzalem w dziesiatke bedzie odnowienie kontaktu a jesli nic nie zyskam to chociaz sama frajda ze spotkania. 
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×