Jump to content

Bez układów jesteś/będziesz nikim?


Recommended Posts

Do tego tematu zainspirowała mnie rozmowa z jednym z najlepszych polskich przedsiębiorców, człowiekiem który stworzył podwaliny wielu firm które dziś są pionierami w swoich branżach. Zastał też stłamszony, oskarżony, a kaucja za jego wyjście z aresztu była jak dotąd najwyższa w historii. Jak dla mnie transparentny człowiek z klasą, który dużo w życiu przeszedł, mnie osobiście on bardzo inspiruje. Dla tych co nie znają tego Pana to założyciel m.in. firmy Optimus oraz Onet.pl. Zapraszam do zapoznania się z wywiadem tutaj: 

 

 

Głównie chodzi mi o fragment gdzie mówi o interpretacji podatkowej na produkt wówczas produkowany przez jego firmę oraz na taki sam produkt produkowany przez konkurencję - zwróćcie uwagę w jakim jednoznacznym tonie to wypowiada. 

 

Tym postem chcę rozpocząć dyskusję na temat układów, wchodzenia w dupska komu trzeba w celu osiągnięcia korzyści oraz tym jak człowiek który nie chce się w tym babrać ma sobie radzić w dzisiejszych czasach. 

 

Temat jest szeroki począwszy od tego o czym mówi Pan Roman, do tego czego np. ja doświadczam na własnej skórze tj. w obszarze w którym pracuję jestem najlepiej wykształcony i znam język, łącznie kilka lat doświadczenia w pracy w tej firmie nie zauważam jakoś specjalnie, żebym odstawał od reszty, mam nawet jedną zaletę która mnie wyróżnia - nie piję wódy w pracy. Natomiast moje wynagrodzenia jest najniższe pośród wszystkich na stanowiskach które są na równi. Nie piszę tego aby się żalić, ale aby podnieść istotny temat. 

 

Jesteś poprawny, kiwasz głową jak piesek w PRL na tyle Syreny 101 na każdą bzdurę którą powie Twój przełożony/dyrektor, podpierdalasz i liżesz dupsko, dostajesz nagrody pracownika miesiąca oraz okresowe podwyżki, żal patrzeć. 

 

Moim zdaniem powyższą postawą dany osobnik zakłada sobie smycz na której jest prowadzany, ale w ramach wpadek/konfliktów zawsze ma "płaszcz" ochronny.  

 

Nie podpierdalasz, nie liżesz dupska, nie dajesz po sobie jeździć, zadajesz niewygodne/niepoprawne pytania na zebraniach = jesteś pomijany w podwyżkach oraz chcą Cię zeżreć po kawałku (granica mobbingu).

 

Powyższa postawa sprawi, że jesteś niewygodny i zawsze masz pod górkę. 

 

Panowie jak nie "bratać się" z kadrą zarządzającą, nie piłować komuś rowa, ale dzięki swoim kompetencjom dojść do czegoś sensownego w życiu zawodowo/biznesowym? (można powiedzieć, że piłowanie rowa to też kompetencja społeczna 😂, ale wiecie o co mi chodzi).

Zapewne ten kto powinien zrozumie mój przekaz, można dyskutować na ten temat długo. 

 

Według mnie patologia zarządzania w polskich firmach, a w sumie to już gro z nich polskich nie jest, ale zarządzanych przez Polaków rozpościera coraz to szersze kręgi. Osoby nie posiadające kompetencji, ale robiące to co opisałem wyżej zarządzają osobami które takowe posiadają, ale tego nie robią. 

 

Czyli wykształcony człowiek z umiejętnościami pracuje na hołotę. 

 

Jak sobie z tym radzicie? Bo ja po kilkunastu latach pracy, studiach itp. nie mogę dobić do oficjalnej średniej krajowej (obecnie kadra zarządzająca niskiego szczebla) pracując w przemyśle ciężkim. Z racji, że jestem na zwolnieniu to zaczynam się zastanawiać co przez te lata poszło nie tak, że nie mogę przebić pewnego poziomu oraz jak to zmienić. 

 

 

  • Like 5
Link to post
Share on other sites

Hmm. Do zwykłego życia jako tako markę wyrobisz i po paru latach jakioś samo leci. Jeżeli nie to zajrzyj na ostatni akapit.

 

Nigdy nie miałem żadnych układow  - ktoś mnie polecał i tyle. 

 

Widzę czasem, że wychowany ze środowiska patologicznego jestem troszkę do tyłu w pewnych sprawach, ale nigdy, nawet jak były szemrane i łatwe  propozycje - nie wchodziłem. Nie mam kompleksów- po prostu jestem szczery z "grubymi rybami", że tu , a tu mogę mieć braki, ale w sprawach technicznych jestem top w swoim zawodzie.

 

Odsiedziałem za młodu swoje i widziałem jaka jest cena przekrętów. 

W swoim życiu współpracowałem też z  kilkoma tzw. "przekrętami  czy słupami".  Wille, kasa, dziwki i koks - ok jest czego zazdrościć niby.

 

U mnie - jak z borderkami - Szybka ucieczka, spienieżenie relacji i blokada w telefonach - szkoda czasu.

 

Ktoś powiedział, że ja za uczciwy jestem i frajer i nigdy się nie dorobie - uśmiecham się tylko, bo ja pracuje, dzięki swojemu podejściu, może ze  2 godziny dziennie, wiodę  proste, ale normalne życie, a on boi się  o stołek i pozycję. 

Tak wiem - jemy jak podwinue się noga to i tak kilka baniek ma - ja żyję id 1g1go.

Mi to nie przeszkadza- taki jestem. 

 

Co możesz zrobić odnośnie znajomości.....

hmm: może luknij na tą lekturę:

Alex Barszczewski "Sukces w relacjach międzyludzkich" - innych pozycji tego typu nie czytaj , bo to bajki, ale tego faceta miałem okazję poznać osobiście i polecam.  Ma Kanał na Youtube teraz, ale nie wiem co tam przedstawia. W każdym razie ja mniej więcej jestem jak w tej książce i nigdy na brak kasy czy znajomości nie narzekam.

 

 

 

 

 

Edited by RedChurchill
  • Like 2
Link to post
Share on other sites

Pracujesz w prywatnej firmie czy państwowej? Pytałeś kiedyś o podwyżkę? Jak nie powiesz, że chcesz podwyżkę i nie mówisz, że chcesz się zwolnić to ja jako szef też bym się nie śpieszył żeby dać Tobie podwyżkę.

W państwowych firmach rzeczywiście może być dziadostwo bo nie muszą dbać o zysk, ale w prywatnych liczy się kasa i to jest główny wyznacznik, a nie znajomości, przynajmniej ja mam takie spostrzeżenia.

 

Historii pana Kluski nie znam dokładnie(film trafia na listę do obejrzenia), ale tam chyba to były problemy z państwem i korupcją, a nie z firmą. A jak wiadomo tam gdzie się państwo wtrąca to na 99% będzie problem i zostanie to źle zrobione czy wręcz zniszczone jak w przypadku Romana Kluski.

 

A znajomości oczywiście są ważne tak samo jak umiejętności. Jak potrzebujesz aby wykonać jakąś usługę to też najpierw się zastanawiasz czy znasz kogoś kto się na tym zna i w pierwszej kolejności dzwonisz do takiej osoby. Tak samo jest w firmach, jak potrzeba inżyniera to pytamy się zatrudnionych inżynierów czy znają kogoś kto by nie chciał przyjść do firmy, jak firmy nikogo nie znajdą w ten sposób to dopiero wtedy wystawia się ogłoszenie z ofertą.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, Jorgen Svensson napisał:

Tym postem chcę rozpocząć dyskusję na temat układów, wchodzenia w dupska komu trzeba w celu osiągnięcia korzyści

 

6 godzin temu, Jorgen Svensson napisał:

Natomiast moje wynagrodzenia jest najniższe pośród wszystkich na stanowiskach które są na równi

 

W pracy nie liczy się to czy masz kolegów czy nie tylko kogo znasz wpływowego, decyzyjnego i czy ten ktoś cię lubi.

Obecnie w firmach mają dobrze ci co włażą w tyłki bez wazeliny, uprzejmie donoszą, są uszami i oczami przełożonego

bądź tacy co się na wszystko zgodzą czyli zastępowanie osób będących na urlopach, branie na barki dodatkowych obowiązków

wyrabianie nadgodzin najlepiej nie płatnych za dzień wolny.

Jest jeszcze jedna grupa ludzi, która ma haki na przełożonego i może sobie pozwolić na więcej.

Pozostała reszta jest traktowana gorzej a jak się postawisz możesz usłyszeć tam są drzwi jak się nie podoba.

Wyjątek jest wtedy gdy realnie przynosisz jako jednostka zyski firmie wtedy możesz negocjować i narzucać 

firmie swoje warunki i to jest dobry moment by wtedy iść o podwyżkę, awans dodatkowe profity.

Zazwyczaj osoby, które uczciwie pracują i są podporą firmy są wykorzystywane i niedoceniane a pracodawca jest uczony

na szkoleniach jak zarządzać takimi ludźmi, wzbudzać w nich strach, niepewność czyli metoda dziel i rządź.

Dlaczego nowi pracownicy mają większe stawki? bo stary pracownik nie odejdzie a nowy może w każdej chwili wywinąć numer.

Hołota jak ty to nazwałeś ma wywalone dlatego zarabiają więcej a raczej jak to określają przełożeni motywują ich poprzez 

pieniądze do działania.

W Polsce ludzie mają problem z zapytaniem o podwyżkę bo boją się, że zostaną zwolnieni czy przeprowadzenia 

rozmowy z przełożonym i nakreśleniem mu problemu, że płaca nie jest adekwatna do umiejętności, kwalifikacji, wykształcenia.

W naszym kraju nie przestrzega się prawa pracy i BHP co pozwala pracodawcy dyskryminować czy mobingować pracownika

a tego rodzaju przemoc jest trudno udowodnić bez świadków, którzy i tak Ci nie pomogą bo sami się boją o swoje posady czy

nagrywania i zbierania dowodów gdzie coraz częściej pracownicy wygrywają sprawy w sądach.

To co tutaj jest normą jest nie do pomyślenia za granicą gdzie pracodawca spokojnie nie mógł by zasnąć a na drugi dzień czekała by go kara.

U mnie sytuacja jest taka ,że z przełożonymi relacje tylko na dzień dobry, czasem rozmawiam z nimi o sporcie bo akurat mamy wspólny temat

nic poza tym dzięki moim umiejętnością i kwalifikacjom, których nie ma żadna tam pracująca osoba, wyrabiam statystyki i przynoszę realny zysk

dodatkowo mówię głośno co mi nie pasuję i co trzeba zmienić by lepiej i efektywniej się pracowało.

Efekt regularne podwyżki, premie, profity, awanse a pasożyty i wazeliniarze trzymają się z daleka natomiast kobity chętne, zainteresowane moją

osobą dlaczego bo pokazuję siłę. 

Skoro w twojej pracy od lat nic się nie zmienia to pora powiedzieć do widzenia szkoda tracić czas.

 

 

 

  • Like 8
Link to post
Share on other sites
20 godzin temu, Kangur Z Austrii napisał:

Pracujesz w prywatnej firmie czy państwowej? Pytałeś kiedyś o podwyżkę?

 

Tak, dokładnie chińska. 

 

Na podwyżkę nie ma co liczyć.

 

19 godzin temu, Iceman84PL napisał:

 

W Polsce ludzie mają problem z zapytaniem o podwyżkę bo boją się, że zostaną zwolnieni czy przeprowadzenia 

rozmowy z przełożonym i nakreśleniem mu problemu, że płaca nie jest adekwatna do umiejętności, kwalifikacji, wykształcenia.

 

 

I mnie nie jest adekwatna do stresu i zakresu obowiązków. 

 

19 godzin temu, Iceman84PL napisał:

W naszym kraju nie przestrzega się prawa pracy i BHP co pozwala pracodawcy dyskryminować czy mobingować pracownika

a tego rodzaju przemoc jest trudno udowodnić bez świadków, którzy i tak Ci nie pomogą bo sami się boją o swoje posady czy

nagrywania i zbierania dowodów gdzie coraz częściej pracownicy wygrywają sprawy w sądach.

 

Z BHP 100% zgoda. Wyobraź sobie sytuację gdzie pracownik pracuje przy tokarce która jest niesprawna, nie powinna być dopuszczona do eksploatacji. Koszt remontu tej tokarki został wyceniony na 200-300k, robi się na niej dużo detali i ciężko znaleźć inną maszynę na zakładzie którą można by wykonać dany detal. Ty jako przełożony odpowiadasz karnie za zdrowie pracownika, jeżeli stanie mu się wypadek podczas pracy na tej maszynie, prokurator przyjdzie prosto do Ciebie. Zgłaszasz maszynę do zarządu jako niesprawną x razy, przychodzi BHP-owiec i potwierdza to co mówisz, nie powinno się na tej maszynie pracować. Od 2 lat jest ten problem, a goście nadal tam pracują, ja za to odpowiadam. Można powiedzieć, czemu nie zatrzymasz produkcji? A no jak zatrzymam to już tam nie będę pracował bo maszyna za 2 bańki nie wyjedzie na czas z linii, bez elementów wykonanych na tej maszynie, a remont wyłącza ją na x miesięcy. Więc, odpowiadam karnie za coś na co nie mam wpływu, niezłe nie? 

 

Co w takiej sytuacji robić? 

 

To jest tylko jedna z bardzo wielu sytuacji które mam na co dzień, dlatego powstaje pytanie o dalszy sens brania takiej odpowiedzialności na własne barki za pensję porównywalną do pani z biedronki, która siedzi na kasie i wykłada towary. Oczywiście nie ujmując takiej pani to tylko dla porównania zakresu odpowiedzialności. 

  • Like 1
  • Sad 2
Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Jorgen Svensson napisał:

Na podwyżkę nie ma co liczyć.

Nie no, z takim podejściem to nigdy nie dostaniesz podwyżki w tej firmie. Mówisz, że grozi Tobie nawet odpowiedzialność karna jak będzie jakiś wypadek w pracy. Za takie rzeczy się płaci. Jak sam nie zadbasz o swoją pensje to pracodawca tego nie zrobi bo to czego nie dostajesz jest dla niego zyskiem. Jaką pensję byś zaproponował hipotetycznemu nowemu pracodawcy?

Masz jakieś inne firmy w okolicy? Patrzyłeś czy mają jakieś ogłoszenia? Wiem, że nie w każdej branży jest kolorowo i są regiony gdzie jest mniej pracy, ale warto się rozejrzeć, pójść na rozmowę i sprawdzić jakie stawki oferują i jakiej odpowiedzialności oczekują. A jak jesteś mobilny to możesz nawet popatrzeć poza swoim miejscem zamieszkania. System feudalny się skończył 500 lat temu, nie jesteś przywiązany do swojego pana. Jesteś inżynierem mechaniki, automatyki czy jeszcze czegoś innego? Przecież to są dobre zawody, znaleźć inżyniera, który ogarnia nie jest proste.

 

Godzinę temu, Jorgen Svensson napisał:

powstaje pytanie o dalszy sens brania takiej odpowiedzialności na własne barki za pensję porównywalną do pani z biedronki, która siedzi na kasie i wykłada towary.

Siedząc na kasie ma się odpowiedzialność za cały utarg, ale i tak to raczej nie jest porównywalne do twojej odpowiedzialności.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
On 4/6/2021 at 3:00 PM, Jorgen Svensson said:

dzięki swoim kompetencjom dojść do czegoś sensownego w życiu zawodowo/biznesowym?

Szukać takich firm, gdzie zarządzający - jest człowiekiem. Bo to zawsze od człowieka zależy, jak firma będzie działać.

 

W firmie gdzie właściciel zmniejszył wstecznie stawki za wykonane już zlecenia - od razu powiedziałem dziękuję, od jutra tu nie pracuję, takich rzeczy się po prostu nie robi. I co? Ze mną odszedł kumpel (potrzebował tylko impulsu), a firma nagle przestała działać bo właściciel się po prostu nie znał. A potem już zatrudniałem się tam, gdzie z szefem mogłem porozmawiać bez spiny - i nigdy problemów nie było, a premie się sypały. A żeby była jasność - znany jestem w branży z tego, że jak coś jest spierdolone, to ja pierwszy o tym głośno powiem, nawet jeżeli to ja spierdoliłem ;) i nawet jeżeli przez to dostawy się spóźnią - bo lepiej działajace ciut później, niż nie działające na czas. To co dla jednego szefa jest wadą, dla innego może być atutem.

 

1 hour ago, Jorgen Svensson said:

powstaje pytanie o dalszy sens brania takiej odpowiedzialności na własne barki za pensję porównywalną do pani z biedronki, która siedzi na kasie i wykłada towary. Oczywiście nie ujmując takiej pani to tylko dla porównania zakresu odpowiedzialności

Kiedyś podobny temat poruszałem w wątku o pensjach nauczycieli - czemu komuś, kto karnie odpowiada za cudze dzieci, opłaca się iść na kasę do Biedronki czy na stanowisko kierowcy autobusu. Odpowiedź brzmi - bo sytuacja w jakiej jest, jest proporcjonalnie chora do stopnia spie**** kadry zarządzającej.

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, Kangur Z Austrii napisał:

Nie no, z takim podejściem to nigdy nie dostaniesz podwyżki w tej firmie.

 

Wiem, że za takie coś się płaci, przerabiałem już podwyżki i awanse w tej firmie. Po dwóch latach pracy na jednym ze stanowisk jako, że dobrze sobie radziłem, złożyłem podanie o podwyższenie mi stanowiska z "młodszego" na "samodzielnego" 7 miesięcy czekałem na odpowiedź, zbywali mnie jak mogli, finalnie przeszedłem do spółki córki na stanowisko którem mam obecnie. 

 

5 minut temu, Kangur Z Austrii napisał:

Jak sam nie zadbasz o swoją pensje to pracodawca tego nie zrobi bo to czego nie dostajesz jest dla niego zyskiem.

 

To jest dla mnie jasne. 

 

6 minut temu, Kangur Z Austrii napisał:

Masz jakieś inne firmy w okolicy? Patrzyłeś czy mają jakieś ogłoszenia? Wiem, że nie w każdej branży jest kolorowo i są regiony gdzie jest mniej pracy, ale warto się rozejrzeć, pójść na rozmowę i sprawdzić jakie stawki oferują i jakiej odpowiedzialności oczekują. A jak jesteś mobilny to możesz nawet popatrzeć poza swoim miejscem zamieszkania. System feudalny się skończył 500 lat temu, nie jesteś przywiązany do swojego pana. Jesteś inżynierem mechaniki, automatyki czy jeszcze czegoś innego? Przecież to są dobre zawody, znaleźć inżyniera, który ogarnia nie jest proste.

 

Jestem mistrzem w obszarze obróbki mechanicznej, na co dzień ok. 45 osób do zarządzania jednym z wydziałów produkcyjnych firmy. 

 

Wstępny reaserch na podobnych stanowiskach w różnych firmach z różnych regionów w Polsce zrobiłem, bo czegoś sobie szukam na spokojnie i tak. 

 

Zarządzając ok. 45 osobowym zespołem nie jest tajemnicą, że zarabiam 3400 na łapę, praca na jedną zmianę. Rozmawiając z kilkoma już firmami, na podobnych lub mniej wymagających stanowiskach (produkcja w ciągach technologicznych vs u mnie jednostkowa, sporo wdrożeń dużo problemów z materiałami), płace kształtują się na poziomie ok. 4,5-5k netto w górę, liczebność zespołu do zarządzania 10-40 osób, praca na 1-3 zmiany w zależności od firmy, więc jestem mocno niedowartościowany tutaj. 

 

Wiąże się to z moją relokacją, ale w sumie nie mam żadnych zobowiązań do tej pory w miejscu w którym mieszkam, pakuję mandżur w 2-3 dni i mnie nie ma. Tylko się trochę jednak zasiedziałem i coraz mniej się chce gdzieś się relokować. 

 

Ostatnio trochę podupadłem na zdrowiu i czekam na koniec procesu diagnostyki, bo może jeszcze wyjść z tego coś poważnego, ale jest na to mniejsze prawdopodobieństwo niż większe, jestem dobrej myśli. Jak wszystko będzie dobrze mocno rozważę odejście, jakby się udało to jeszcze łyknę małą odprawę. 

 

13 minut temu, Kespert napisał:

Kiedyś podobny temat poruszałem w wątku o pensjach nauczycieli - czemu komuś, kto karnie odpowiada za cudze dzieci, opłaca się iść na kasę do Biedronki czy na stanowisko kierowcy autobusu. Odpowiedź brzmi - bo sytuacja w jakiej jest, jest proporcjonalnie chora do stopnia spie**** kadry zarządzającej.

 

Naprawdę to jest chore, ja osobiście zawsze chciałem do czegoś dojść i dość ambitnie podchodziłem do tematów, ale zauważyłem, że tym podejście muszę odjebać jeszcze dużo pracy za kolegów, więc staram się bardziej olewać, ale do czego to prowadzi? Po drugie, wiem jak się pracuje np. w biurze bo pracowałem i jaka jest odpowiedzialność, a jaka jest odpowiedzialność i stres na produkcji złożonych detali przy pracy z ludźmi, Różnica wynagrodzenia to mniej więcej 200-300 złotych na rękę na plus zarządzającego produkcją. Warto? Dochodzę do wniosku, że lepiej być opierdalaczem niż człowiekiem który chce do czegoś dojść, po prostu ekonomicznie się to nie opłaca. Poświęcasz 5 razy więcej energii na to, żeby to wszystko hulało, terminy, papiery, rozliczenia, a dostajesz 200 zł, więcej niż biurowczyk, pracujący efektywnie 2 z 8h. 

 

To nie narzekanie tylko realia, już mi to po prostu trochę zbrzydło. 

 

Zastanawia mnie też jak to jest u naszych słynnych "prywaciarzy" bo moja firma ma ok. 1000 osób więc jest spora. Prywaciarz bardziej doceni jak zapierdalasz na niego? 

Link to post
Share on other sites
39 minut temu, Jorgen Svensson napisał:

Jak wszystko będzie dobrze mocno rozważę odejście

Wg mnie Twoje CV powinno być odpicowane na błysk i wysyłane na interesujące Cię oferty. Nie szukaj wymówek tylko działaj. Oczywiście możesz np zacząć blefować pracodawcę że odejdziesz ( @Ważniak myślę może coś na ten temat może napisać, jeśli dobrze pamiętam), ale pytanie czy warto i czy przyniesie zamierzony skutek.

 

Kiedyś pracowałem 10 lat w firmie rodzinnej mego znajomego, przez te 10 lat doszedłem do 3500 na rękę. Czułem się niedoceniany ale też ciężko mi było wyjść ze strefy komfortu. W końcu się wkurzyłem, wysyłałem CV, trafiło się fajne ogłoszenie gdzie z wysłanego CV zaprosili na rozmowę i mnie przyjęli. Bez żadnych znajomości, podwoiłem swoją pensję, do tej pory mi się dobrze pracuje.

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

@Taboo ciężko szukać pracy czy też odejść kiedy wisi niepewność czy masz jakieś guzy czy nie. Od 1,5 miesiąca jestem na zwolnieniu, schudłem 5 kg. Szpital 2x. 

 

Przed tymi problemami już wysyłałem CV (dlatego mam mniej więcej rozeznanie co do stawek) nawet w okresie w którym jestem na zwolnieniu miałem jeden tel z jakiejś firmy, ale odmówiłem bo nie byłem w stanie nawet na rozmowę kwalifikacyjną iść, więc jakiekolwiek rozmowy były bez sensu. 

 

Mam nadzieję, że to przejściowe i reszta badań wyjdzie ok. Wtedy będę dalej szukał. 

Link to post
Share on other sites

3400 to jest średnia pensja brygadzisty (bo rozumiem, że jesteś brygadzistą). W wielu firmach tyle dostaje kierownik (np. magazynu, hali, itp.). 

 

Więc z jednej strony dostajesz "typowe" pieniądze. Z drugiej to skandalicznie niskie uposażenie jak na stanowisko vs. doświadczenie. 

 

Jednak obawiam się, że w pl może być ciężko. Miałem znajomego z podobnym zakresem jak u Ciebie, ostatecznie poddał się i wyjechał do Norwegii. Parę lat temu na dzień dobry dostał c.a. 60 tys. NOK/mc ~ 30 tys. pln. W pl zarabiał niecałe 4k.

 

Także ten. 

 

PS. W pl to tylko budowlanka. Panowie za 20m przyłącza wodociągowego zaśpiewali mi ostatnio 4k, gdzie koszt materiałów i projektu to ~800pln 😁

Edited by maroon
Link to post
Share on other sites
39 minut temu, Jorgen Svensson napisał:

ciężko szukać pracy czy też odejść kiedy wisi niepewność czy masz jakieś guzy czy nie. Od 1,5 miesiąca jestem na zwolnieniu, schudłem 5 kg. Szpital 2x.

Rzeczywiście nie wygląda to dobrze. Najpierw się wykuruj, wypocznij po chorobie, a potem do roboty!

 

1 godzinę temu, Jorgen Svensson napisał:

Zastanawia mnie też jak to jest u naszych słynnych "prywaciarzy" bo moja firma ma ok. 1000 osób więc jest spora. Prywaciarz bardziej doceni jak zapierdalasz na niego? 

Złodziej, sorki, prywaciarz prywaciarzowi nie równy. Są osoby co chcą zarabiać na jakości swoich usług/produktów, są osoby co cały czas próbują kogoś oszukać. Ja pracowałem w nawet sporej firmie(ok. 350 osób) jako programista i firma cały czas się spóźniała z pensjami(albo przychodziły nie pełne bo formalnie część pensji była premią regulaminową czy czymś takim, ale mam nauczkę żeby na takie coś nigdy więcej nie iść), z klientami też były jakieś dziwne układy, a są osoby co pracują w firmach znacznie mniejszych i są zadowoleni. Chyba nie ma uniwersalnej zasady. Tak samo jak w dużych firmach.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
2 minutes ago, Kangur Z Austrii said:

firma cały czas się spóźniała z pensjami(albo przychodziły nie pełne bo formalnie część pensji była premią regulaminową czy

(...)

. Chyba nie ma uniwersalnej zasady. Tak samo jak w dużych firmach.

Teraz są ogólnie duże zatory płatnicze na rynku. Duzi bezwzględnie wykorzystują swoją pozycję wobec małych (np. jak chcecie coś jeszcze u nas robić to poczekajcie miesiąc na kasę). Dlatego idąc do mniejszej firmy trzeba się zorientować czy finansowo ona dobrze stoi (mniejszej <500 pracowników powiedzmy). 

Link to post
Share on other sites

Przeczytawszy cały temat, mogę tylko powiedzieć, że nie pracowałem w jakimkolwiek miejscu, gdzie nie byłoby kumoterstwa, paranteli, nepotyzmu czy kolesiowstwa.

 

Aczkolwiek głęboko wierzę, że gdzieś tam faktycznie są takie miejsca pracy.

 

Wierzę też, że gdzieś tam na mnie czeka moja Himalajka. ❤️

 

Anyway, w ostatniej pracy pracowałem z gościem z Singapuru - mega inteligentny, wyedukowany, uczciwy i pracowity człowiek; aż go kilka razy musiałem opierdolić, żeby wrzucił na luz, bo i tak nikt tego nie doceni - i w firmie odbywał się wewnętrzny casting (który już sam w sobie był śmiechem na sali, bo to była tylko zwykła ustawka, żeby HR się odjebał od managementu <<wszystko ma miejsce w UK; equal opportunities, no discrimination i temu podobne pierdolenie lewackich bezmózgów z wodogłowiem>>, ponieważ i tak było wiadomo, kto "wygra"), na który postanowił zgłosić swoją kandydaturę. Posady oczywiście nie dostał, dostał ją za to gość, który raz, że w ogóle nie nadawał się do tej pracy; dwa, że nie miał żadnego wykształcenia i nawet nie umiał obsługiwać komputera; i trzy: regularnie podpierdalał współpracowników o najgłupsze rzeczy, że nawet do głowy by normalnemu człowiekowi nie przyszło, że można kogoś za coś takiego podpierdolić. xD Opowiadano mi nawet, że lata temu któryś z byłych menadżerów go opierdolił, żeby przestał do niego przychodzić podpierdalać ludzi, bo już ma tego dość. xD Także można sobie mniej więcej wyobrazić, co to za rodzaj człowieka, co oczywiście nie przeszkodziło mu w zdobyciu menadżera departamentu. xD

 

W jeszcze innej pracy był ktoś podobny do Ciebie; też taki zapierdalator, który myślał, że zostanie doceniony za swoje starania; nadgodziny, kursy, chuje-muje-dzikie-węże, a i tak gówno mu to wszystko dało. Zrobił prawko na tiry i se teraz jeździ nimi po UK.

 

Co do blefowania i rzucania im w twarz wypowiedzeniem, to jest dobra opcja, ale dla kogoś, kto nie boi się zostać bezrobotnym - w UK jest trochę łatwiej, bo jak wylądujesz na bezrobociu, to opłacają Ci czynsz za chatę (a raczej płacą Ci maksymalną kwotę, jaką mogą w dystrykcie, w którym wynajmujesz, jeśli Twój czynsz wynosi więcej, ale jak nie wynajmujesz jakiegoś penthouse'u, to kwota powinna pokryć całość czynszu), a do tego jako singiel po 25. roku życia możesz liczyć na £409.89 miesięcznie do rączki, więc o przeżycie nie ma się co martwić; nie wiem, jak to wygląda w Polsce, gdy zostaje się bez pracy - w każdym razie tutaj byś dostał całościowo więcej zasiłku, niż tam zarabiasz (w przeliczeniu na złotówki of course).

 

Biorąc pod uwagę Twoją zdrowotną sytuację, to na razie nie ma sensu podejmować takiego kroku, ale jeśli tylko się wykurujesz, to spierdalaj stamtąd, jeśli nie zaproponują Ci znacząco większej kwoty. Jak Ci rzucą jakieś marne 500 złotych, to ich pierdol - musisz być gotowy wstać od stołu z niczym, tylko wtedy można mówić o jakichkolwiek negocjacjach.

 

Najlepiej do jakiegoś innego kraju - mówisz, że język znasz, wyedukowany jesteś, więc spokojnie wyciągniesz dużo więcej za granicami Polski i bez takiej odpowiedzialności; na chuj się tam męczyć i rwać włosy z głowy, czy akurat dzisiaj to nie będzie ten dzień, gdy któryś z Twoich podwładnych zrobi sobie kuku na zjebanej maszynie, za co przyjdzie Tobie zapłacić.

 

Idolized-Minor-Dobermanpinscher-max-1mb.

 

  • Like 3
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
39 minut temu, Ważniak napisał:

nie wiem, jak to wygląda w Polsce, gdy zostaje się bez pracy

 

W Polsce jak pracownik jebnie papierami to ma prawo tylko do ubezpieczenia zdrowotnego, jak pracodawca zwalnia to tzw. kuroniówka kilka stówek w zależności od stażu pracy przez pół roku i tyle.

 

39 minut temu, Ważniak napisał:

na chuj się tam męczyć i rwać włosy z głowy, czy akurat dzisiaj to nie będzie ten dzień, gdy któryś z Twoich podwładnych zrobi sobie kuku na zjebanej maszynie, za co przyjdzie Tobie zapłacić.

 

No najlepsza sytuacja do tej pory, to jak 2,5T suwnica podwieszana spadła, kumacie, kurwa szyna się przetarła bo przez 40 lat nikt tam nie zajrzał. UDT przychodził i wieszał ciężarek i podbijał przeglądy, że wszystko sprawne, przez tyle lat wyżłobiło szynę, zrobiła się cieńka jak papier miejscowo. Jak jebnęła to się tylko chochoł zrobił. Akurat byłem na spotkaniu i dostałem tel, myślałem, że mnie chłop w chuja robi, bo jak suwnica może spaść. Tyle szczęścia w nieszczęściu, że chłopu który pod nią stał nic się nie stało. Całe zblocze spadło metr od niego, a druga strona się zawiesiła. Jak przyszedłem gość zielony, a ja razem z nim. Jak sobie pomyślałem, że przechodziłem pod dnia XX razy dziennie to przez 2 tygodnie chodząc po hali patrzyłem czy coś nie leci z góry xD.

 

Idziesz do pracy i nie wiesz czy wrócisz, kurwa, paranoja. 

 

Ostatnio też chłop zmarł w robocie (okazało się, że rozległy zawał) i znów stres bo za wszystkie papiery jego odpowiadam, szkolenia, badania, dopuszczenie do pracy, a w PL - śmierć w zakładzie pracy to z automatu prokurator. I zaczęły się telefony dość, że nie powinienem się stresować to jeszcze na chorobowym wydzwaniają. Ochujeć można od tego.

 

Najgorsze jest to, że to wszystko zgłaszasz, a wszyscy to mają w chuju, a Ty za to odpowiadasz. Prawo jest tak skonstruowane, że jak się coś komuś to od razu prokurator i jako bezpośredni przełożony udaje się bezpośrednio do Ciebie, to z racji tego, że mam wzorową opinię to max zawiasy, ale weź tu kurwa tak rób. 

 

59 minut temu, Kangur Z Austrii napisał:

Rzeczywiście nie wygląda to dobrze. Najpierw się wykuruj, wypocznij po chorobie, a potem do roboty!

 

Powinno się skończyć na żarciu tabsów do końca życia (wcześniej nie mogłem tego przełknąć, że już w tym wieku będę musiał wpierdalać jakieś gówno, teraz mam nadzieję, że objawy to tylko choroba przewlekła w przypadku której w 95% przypadków przyczyna jest nieznana), ale nigdy nic nie wiadomo, jak coś wyjdzie to załamka kurwa, za ok. 2 tyg. powinienem wiedzieć.

 

W pon. wracam do pracy, ale nie chce mi się nawet patrzeć na te mordy przechlane. 

 

Temat wódy to znów osobna para kaloszy. Mnogość patologii, dlatego zastanawiam się, czy to tylko tak u mnie czy w innych firmach też. 

 

Edit: Mam ten komfort, że siana mam odłożonego na kilkanaście/kilkadziesiąt miesięcy, więc nawet jak kilka miesięcy nie miałbym roboty to nie ma tragedii, ale brak ciągłości pracy. 

Edited by Jorgen Svensson
  • Like 1
Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, Jorgen Svensson napisał:

. Od 2 lat jest ten problem, a goście nadal tam pracują, ja za to odpowiadam. Można powiedzieć, czemu nie zatrzymasz produkcji? A no jak zatrzymam to już tam nie będę pracował bo maszyna za 2 bańki nie wyjedzie na czas z linii, bez elementów wykonanych na tej maszynie, a remont wyłącza ją na x miesięcy. Więc, odpowiadam karnie za coś na co nie mam wpływu, niezłe nie? 

 

Co w takiej sytuacji robić? 

 

To jest tylko jedna z bardzo wielu sytuacji które mam na co dzień, dlatego powstaje pytanie o dalszy sens brania takiej odpowiedzialności na własne barki za pensję porównywalną do pani z biedronki, która siedzi na kasie i wykłada towary. Oczywiście nie ujmując takiej pani to tylko dla porównania zakresu odpowiedzialności

Nie jesteś typem osoby, która by to olała. Skoro się tym przejmujesz, tzn. jesteś na tyle uważny, że jesteś w stanie przewidzieć potencjalne konsekwencje - to nie pozostaje Ci nic innego, niż otworzyć się na fakt, że tę robotę musisz jak najszybciej zmienić.

 

W dniu 6.04.2021 o 15:00, Jorgen Svensson napisał:

Tym postem chcę rozpocząć dyskusję na temat układów, wchodzenia w dupska komu trzeba w celu osiągnięcia korzyści oraz tym jak człowiek który nie chce się w tym babrać ma sobie radzić w dzisiejszych czasach. 

Wibracja żalu/straty za tym, że nie jesteś w układzie, który dałby Ci odpowiednie profity? Czasem to droga do racjonalizowania sobie stania w miejscu. Sztuczki ego.

 

W układ możesz wejść w sposób pośredni (gdzie ktoś Cię zaprasza, tworzy dla Ciebie sprzyjające okoliczności i niby nic oficjalnie się nie mówi, ale wiesz o co biega) lub jawny (gdzie sam ubiegasz się o "uczestnictwo"). W drugim przypadku jesteś na gorszej pozycji, bo ubiegając się - uznajesz "siłę" takiej grupy (tym samym umniejszasz swoją pozycję).

W każdym - wchodzisz w układ tak jakbyś skoczył na wahadło (jak to ładnie @absolutarianin w którymś ze swoich filmów opisywał), nie wiesz czy wahadło idzie w stronę pozytywną (umacniania się grupy) czy też negatywną (jej destabilizacji). Wejście w układ, gdy chyli się on ku upadkowi - pociąga za sobą szukanie kozła ofiarnego - a tu już niedaleko do odnalezienia go w "świeżakach". W każdym przypadku dajesz z siebie jakąś energię i coś tam otrzymujesz, kwestia za jaką cenę.

 

Po tym co opisałeś o BHP to w przypadku większych problemów, nawet gdybyś był w układzie - może Cię to uderzyć rykoszetem. Przykładowo - wypadek, w którym może np. zacząć się dochodzenie, a wówczas... nikogo nie będzie interesowało, że zgłaszałeś. Bo przecież powinieneś to zgłosić wyżej, niż do kierownictwa firmy.

Nawet jakbyś nie poniósł odpowiedzialności - to mając taką psychikę jaką masz (odpowiedzialną), będziesz musiał sobie zracjonalizować, czemu w tym układzie dalej jesteś.

Wtedy łatwo o poczucie winy, a później próba maskowania go używkami...itd Na cholerę Ci to?

 

2 godziny temu, Jorgen Svensson napisał:

Zarządzając ok. 45 osobowym zespołem nie jest tajemnicą, że zarabiam 3400 na łapę, praca na jedną zmianę. Rozmawiając z kilkoma już firmami, na podobnych lub mniej wymagających stanowiskach (produkcja w ciągach technologicznych vs u mnie jednostkowa, sporo wdrożeń dużo problemów z materiałami), płace kształtują się na poziomie ok. 4,5-5k netto w górę, liczebność zespołu do zarządzania 10-40 osób, praca na 1-3 zmiany w zależności od firmy, więc jestem mocno niedowartościowany tutaj. 

Więc na masz jakiś punkt oparcia.

Gdybyś nie był tego świadomy to inna sprawa, ze świadomością "niedowartościowania" nie będzie tak prosto powrócić do innego stanu (takiego "niefrustrującego").

 

2 godziny temu, Jorgen Svensson napisał:

Ostatnio trochę podupadłem na zdrowiu i czekam na koniec procesu diagnostyki, bo może jeszcze wyjść z tego coś poważnego, ale jest na to mniejsze prawdopodobieństwo niż większe, jestem dobrej myśli. Jak wszystko będzie dobrze mocno rozważę odejście, jakby się udało to jeszcze łyknę małą odprawę. 

Bierz pod uwagę, że frustracje również mogą się przyczyniać do problemów zdrowotnych - i odwrotnie - potencjał rozwiązania pewnych problemów może sprawić, że poczujesz, że z Twoich barków znika pewien ciężar - a to ułatwia regenerację.

 

Zadaj sobie pytanie: czy niepotrzebnie nie odsuwasz szukania nowej roboty na rzecz "zrobię to później"?

 

Nigdy nie będzie lepszego momentu.

Najpierw musisz oczyścić umysł - wbić na wibrację odwagi (odsunąć od siebie ew. lęki/obawy, żal/stratę), nakręcić się na nową robotę (dać jej pozytywne wzmocnienie) i z takim nastawieniem działać w zakresie szukania roboty. Nawet, gdybyś ze względu na zdrowie miał na to mniej czasu - lepiej szukać krócej, ale na wyższej wibracji, niż długo na niskiej.

Jak oczyścisz umysł to może pojawić się myśl, która pomoże Ci określić przyszły kierunek rozwoju zawodowego.

 

  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
On 4/6/2021 at 3:00 PM, Jorgen Svensson said:

Panowie jak nie "bratać się" z kadrą zarządzającą, nie piłować komuś rowa, ale dzięki swoim kompetencjom dojść do czegoś sensownego w życiu zawodowo/biznesowym? (można powiedzieć, że piłowanie rowa to też kompetencja społeczna 😂, ale wiecie o co mi chodzi).

 

Szukać pracy tam gdzie jest autentycznie potrzebna w branżach w których brak rąk do pracy. Będzie ciężko, ale opłacalnie i satysfakcja z własnego osiągnięcia czegoś ciężką pracą. Nie oglądać się na innych robić swoje tak dobrze jak to możliwe. Nie spoufalać się, ale też nie robić sobie wrogów. Nosić głowę wysoko, ale nie arogancko. Balans i spokój we wszystkim. 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites

@lync świetny post, dzięki. 

 

Problemy które teraz mam zdecydowanie mogła przyspieszyć moja sytuacja zawodowa (znaczy się ta praca), lub nawet je wywołać, może walnę na ten temat osobny post, ale najpierw muszę zobaczyć komplet wyników. 

 

Od ponad dwóch lat odkąd objąłem to stanowisko, żyję w przewlekłym stresie, wcześniej myślałem, że młody zdrowy, chłop jak dąb to tak łatwo się nie poddam i na pewno poradzę, w sumie mam satysfakcję z tego, że dałem radę, biorąc pod uwagę to ile czasu mi prorokowano na tym stanowisku (niepoprawni optymiści nawet pół roku xD, większość kilka dni).

10 minut temu, lync napisał:

Nie jesteś typem osoby, która by to olała. Skoro się tym przejmujesz, tzn. jesteś na tyle uważny, że jesteś w stanie przewidzieć potencjalne konsekwencje - to nie pozostaje Ci nic innego, niż otworzyć się na fakt, że tę robotę musisz jak najszybciej zmienić.

 

Może nie przejmuję się tym tak bardzo jak jakiś czas temu trochę przywykłem, ale gdzieś z tyłu głowy mam, że nie powinno się tak być.

  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Ja mam totalną wyjebkę. Nie przejmuje się absolutnie niczym. Przez lata pracy nauczyłem się, że wszelkie zgłaszane problemy są przez tych wyżej albo zupełnie olewane albo nie wiedzą jak podejść do tematu, aby było lepiej, czytaj są niekompetetni i nie nadają się na zajmowane stanowiska. Najlepsze jest to, że największym problemem u mnie w firmie jest komunikacja i każdy o tym wie, nawet ci najwyżej postawieni i od lat nic się tu nie zmienia. Beka straszliwa.

 

Podchodzę do tego w ten sposób: przychodzę do roboty, znaczy się teraz na zdalnym loguję się na służbowym laptopie lub wbijam na pulpit poprzez prywatny, robię co mam zrobić i dokładnie po 8 godzinach idę sobie do swoich spraw. Zawsze jak jest jakiś problem to mówię, że sprawa była już w przeszłości poruszania i nikt z tym niczego nie zrobił, na pytania dlaczego coś jest tak zrobione a nie inaczej odpowiadam, że zawsze tak robiliśmy lub robiłem i wcześniej problemu nie było, jeśli coś się tu zmieniło, to poproszę o odpowiednią oficjalną komunikację na ten temat. Jeśli szefostwo chcę żebym coś wykonał w taki a nie inny sposób i ja wiem, że coś pójdzie nie tak, to im o tym mówię, a jeśli nadal się upierają, to robię według ich zaleceń i potem jak przychodzi co do czego wzruszam ramionami, że przecież sami chcieliście, a ja ostrzegałem.

 

O awansach ani myślę, podoba mi się jak jest, przyzwyczaiłem się. Nie chcę nawet startować ani przyjmować propozycji, jeśli się taką pojawi, ponieważ nie chcę się tam wyżej urzerać z większymi problemami. Do pracy przychodzę pracować i odbierać pensję i jakieś bonusy co jakiś czas gdy ktoś uzna jak ostatnio, że zasłużyłem i tyle. Na cholerę się tym zamartwiać? Im bardziej masz wykonane, tym więcej...

Edited by Krugerrand
  • Like 4
Link to post
Share on other sites

Kiedyś usłyszałem od jednej witaminki, że ona przez pierwsze 5 lat w korpo to źle pracowała, siedziała w pokoju i klepała tabelki od rana do nocy i zero awansu. Potem zaczęła być częściej w korytarzach, kuchniach w biurowcach, rozwinęła życie towarzyskie i poszły awanse jeden po drugim....

Link to post
Share on other sites
3 hours ago, Jorgen Svensson said:

Różnica wynagrodzenia to mniej więcej 200-300 złotych na rękę na plus zarządzającego produkcją. Warto?

Gdzieniegdzie po szkołach dyrektor ma właśnie 200-300zł netto więcej, ale wtedy zamiast etatu z karty 18/21 godzin tygodniowo, robi mu się etat z kodeksu pracy 40 godzin. Logiki w tym nie warto upatrywać, bo jej po prostu tu nie ma. Zdrowie jest bezcenne.

3 hours ago, Jorgen Svensson said:

Prywaciarz bardziej doceni jak zapierdalasz na niego?

Nie patrzałbym na prywaciarz kontra zakład, a bezpośrednio na przełożonego - niezależnie od wielkości całego zakładu.

Znam kumpli co pracują w 50k+ światowym korpo, w Polsce mniej więcej 5 głównych zarządzających po kilkadziesiąt osób - i w każdym z tych działów jest zupełnie inaczej, włącznie z różnicami pensji +50% przy podobnych kwalifikacjach. Co zabawne, ci którzy w tym samym korpo robią za granicą, bezwzględnie zarabiają więcej - ale poziom życia mają ciut niższy.

Ja robię w mniejszej skali, ale to 120+ jest - i znowu, ja jestem w "dobrym" dziale, i wiem gdzie bym nie poszedł :) Dawno temu dorabiałem też w pokrewnych zawodach, to nawet do firm kilkuosobowych zeszłem - w jednej szef sam dał mi premię rzędu drugiej pensji, jak zobaczył co mu zrobiłem za ulepszenia, a w innej jak pisałem, inny zmniejszył stawki wstecznie bo "za dużo zrobiłem i za dużo by musiał zapłacić" - jego słowa.

 

Są ludzie którzy docenią dobrą pracę; nie ma ich może dużo, ale warto szukać.

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.