Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Kespert

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    880
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Kespert last won the day on September 27

Kespert had the most liked content!

Community Reputation

2096 Świetna

3 Followers

About Kespert

  • Rank
    Młodszy chorąży

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

850 profile views
  1. Jak masz atuty, to nimi grasz - jeśli masz wzrost i chcesz nim "zagrać", to go eksponujesz. Jak nie chcesz - to go ukrywasz - ale nigdy w taki sposób, by stał się wadą. Bo to "przerobiona" marynarka męska, z kamizelką, koszulą i krawatem - zupełnie co innego. W dołożeniu do krótkich włosów i ostrej szminki, wyszła z Izy "korpo-woman" - celowy zabieg, o bardzo ograniczonym zastosowaniu w realnym świecie. Ani na spotkanie biznesowe (makijaż, włosy), ani na oficjalny event (zbyt służbowo, ostentacja). O dziwo, moim zdaniem najbardziej nadawałby się na wyjście z przyjaciółkami na miasto - wszystkie by przyćmiła Kolor dobieramy do oczu, dodatków, i charakteru. Charakteru uroczystości/wyjścia, znaczy się.
  2. Niekoniecznie całą i od razu, ale zgadzam się z tym. Pozwolić sobie na bycie sobą w nowym stylu Natomiast kosmetyczka - na dalszym miejscu, nie chodzi przecież o jednorazowe "zrobienie", a o trwałą zmianę. Tak samo koloru włosów na razie bym nie ruszał. Ja z kolei uważam, że ten wzór w kwiaty nie jest dużo lepszy od ukazanego zdjęcia... Widzisz @timida, dwóch chłopów i dwie przeciwstawne opinie - więc nieważne jak się ubierzesz, zawsze ktoś będzie podziwiał A co do marynarek: Wiem, karnacja i włosy nie te, plus dżinsy z dziurami... Ale popatrz, jak marynarka odsłania linię obojczyków i dekolt, plus zasłania szczegóły talii jednocześnie podkreślając jej istnienie. Dodatkowo, pozwala "zamaskować" wizualnie szerokość ud. Ostatecznie, dżinsy bez dziur na co dzień też by się dało zastosować. Inne przykłady tego zjawiska: Zwróć uwagę na grubość szyi, rozmiar głowy, i szerokość przegubu modelki versus szerokość paska/talii - w sukience by gorzej wyglądała. Plus za delikatne odsłonięcie szyi. Kolor jest OK, trochę inny kształt sylwetki nie przeszkadza. Żadnych wypchanych kieszeni czy torebki - tutaj nie pasuje. Tylko mi biała bluzka z poprzedniego zdjęcia tu pasowałaby bardziej, dekolt jest zbyt odważny. Natomiast co do sukni "okazyjnej", być może zaproponowałbym coś takiego (to tylko bardzo luźna propozycja, no i kolor jedynie przykładowy), raczej w wersji bez tej przezroczystej zasłonki: Asymetria góry uwydatnia linię szyi i obojczyki, nie eksponując jednocześnie biustu; wcięcie ukryte jest tak dobrze, że znika dopóki sama nie zdecydujesz się go pokazać, przy okazji pozwalając zastosować bardziej płaskie buty. Kształt wcięcia wydłuża nogę, odchudzając ją (stringi/koronka raczej zalecane, w wersji sexy koronka widoczna we wcięciu), i nie wymaga to szpilek. Kolor i zasłonka to opcja, do przemyślenia - pod kolor oczu lub dodatków (czarny tiul jako przełamanie? Czerwony tiul dla seksapilu, biały na oficjalne okazje? Hmmm...). Długość - może być krótsza z powodów czysto praktycznych, ale zależy to od doboru butów. Natomiast czego NIE należy robić: Długość sukienki eksponuje niepotrzebnie uda, obniżając optycznie sylwetkę; zapięta bluzka z kołnierzykiem plus mocno odsłaniająca marynarka wysyłają kompletnie sprzeczny wizerunek. Rozpuszczone włosy zasłaniają linię ramion, burząc symetrię. Ale gwoździem jest torebka - dobija w dół nawet bardziej niż koronka na sukience. Tego, że modelka mową ciała mówi wszystkim "wyp...dalaj" nawet nie wezmę pod uwagę, bo to nie wybieg. Zwróć uwagę, że ta pani ma szerokość uda mniejszą niż modelki w granatowych marynarkach - tylko podkreśliła to, zamiast zręcznie ukryć. To psuje cały efekt ukrytej przez marynarkę talii. Co można tu zrobić by naprawić wizerunek: zamienić spódniczkę na białe spodnie, jaśniejsze od marynarki; upiąć włosy w koński ogon odsłaniając ramiona; nieco zbliżyć poły marynarki, "wyrównując" linię biustu. Torebka won, ręce na biodra (klasyka!) noga lewa do wyprostowania, i voila! Oczywiście że byś miała - tylko wtedy zaproponowałbym inny styl. No i zawężyłabyś nieco grupę docelową - człowiek to całokształt, udawanie że jakiś element całości nie ma znaczenia jest oszukiwaniem się. Możliwe jest natomiast, że jakiś element całości - zaleta - przesłania sporo czysto fizycznych wad... tak działa miłość/hormony
  3. Istnieje coś takiego jak podświadome wrażenie. Ułamek sekundy, w którym widzisz zdjęcie i intuicja/coś/doświadczenie/podświadomość mówi ci jasno i wyraźnie pewne podpowiedzi. W Twoim przypadku, moja intuicja mówi - ona takich ubrań jak na zdjęciu nie nosi, widać że nie ma doświadczenia z takimi strojami, czuje się w nich nieswojo. Ułożenie paców w butach sugeruje, że są "od święta" - były ładne więc je kupiłaś, ale nie chodzisz w nich. Układ mięśni łydki/kostka sugeruje, że na co dzień nosisz płaskie obuwie, lub z minimalnym obcasem. Układ kolan - że wykonujesz pracę stojącą. Na tyle na ile widać - paznokcie są nieumalowane, co wraz z układem rąk sugeruje, że nie robisz sobie często zdjęć, i nie widzisz "potrzeby wyglądania". Sukienka - wisiała długo w szafie, masz ją od dawna i używasz wyłącznie na specjalne okazje. Układ zagięć przy dolnym brzegu wygląda jakby była wyprasowana, ale też częste prania ściągnęły szew bardziej niż resztę materiału. Ale to nie jedyna rzecz - krój nie podkreśla Twojej sylwetki, a raczej każe pogratulować Ci skuteczności odchudzania - bo kupiona dawno temu, miała ukrywać mankamenty (układ falban na ramionach pokazuje oryginalny krój). Włosy krótsze, farbowane na blond (tu mogę się mylić), ściągnięte gumką nie na potrzeby zdjęcia, a dlatego że codziennie je tak układasz - po prostu zapomniałaś je do zdjęcia ułożyć "inaczej". Przy tej ostrości zdjęcia, reszta jest czystą zgadywanką, ale masz ładnie zarysowany podbródek, i wyraźną linię układu szyja/obojczyki (to o dziwo na wielu facetów działa dość mocno). Kolejny, bardziej ogólny wgląd - mieszkasz albo u rodziców, albo w wynajętym mieszkaniu (szafy, dywan). Twoje dochody nie pozwalają Ci na częste zakupy nowych ciuchów, co sama sobie tłumaczysz skromnością. Masz błędne wyobrażenie na temat miłości, co jest argumentem że jesteś prawdomówna w kwestii dziewictwa. Prawda jest taka, że dla kogoś kogo pokochasz, nie będziesz zastanawiać się w co się ubrać. I tak mają je za darmo - na reklamach, na ulicy, w pracy - inne kobiety "rozdają" nie tylko takie widoki, ale znacznie bardziej śmiałe. Widzisz - klucz to zwrot "inne kobiety". Nie rób z siebie męczennicy! Takiej jedynej, i wyjątkowej, że nikt na Ciebie nie "zasługuje" - to odrzuca "porządnych facetów" na kilometr, a zostają tylko Ci którzy i tak mają Cię w tyle, bo jutro pójdą do "następnej jednej jedynej wyjątkowej". Mówiąc za siebie, twarz/szyja/ręce nie. Blade nogi - coś jest z odcieniem zdjęcia delikatnie nie w porządku, ale czy odrzuca - nie. A teraz, z dobrej strony, darmowa porada. Stop, darmowych ludzie nie cenią - dopiero jak muszą zapłacić, to uważają że "warto było". Na Twoim miejscu, zrobiłbym następujące zmiany w "image": 1. Kup sobie obowiązkowo porządną bieliznę - nie "wyuzdaną", ale po prostu dobrą materiałowo i wykończeniem. Co najmniej jeden komplet na początek. Polecam coś z Triumfa, albo EsotiQ. Nie wahaj się poprosić ekspedientek o pomoc w doborze rozmiarówki stanika - zazwyczaj one doradzą Ci tak, żeby było wygodniej, a nie "jak zawsze". Nie masz pojęcia, ile dobry komplet bielizny potrafi zmienić w psychice kobiety - nawet jeśli nikt inny go nigdy nie widział. Możesz szukać wyprzedaży, ale na marce tu nie oszczędzaj - kupno kolejnego "chińczyka" za 30zł, z którego po tygodniu zaczną wystawać druty, mija się z celem - to ma być lekarstwo. Jeśli zdecydujesz się zrealizować tylko jeden punkt z mych sugestii, to niech to będzie ten. 2. To dość mocno zależy od tego, czego nie widać na zdjęciu - ale pomyśl czy nie warto by w "codziennym image" przejść na spodnie podkreślające linię i długość nóg. Żadnych dziur, i delikatny materiał - nie dżinsy. Nie leginsy! 3. Postaraj się podkreślić atuty - szyję i linię ramion. Wyprostuj nieco głowę "do góry", i pomyśl o bluzach z większym dekoltem, i bardziej odsłaniających ramiona. 4. Na oficjalne spotkania i okazje - komplet marynarka i spodnie "unisex", ale podkreślające wcięciami zalety figury i szyję/bluzkę; kolory to jednolite odcienie szarości (plus biała bluzka z wcięciem, nie dekoltem), lub ciemnego niebieskiego (plus bluzka w kolorze "cielistym", bez dekoltu). Sukienki na odległość, na jednym zdjęciu, nie dobiorę. 5. Tego nie widać na zdjęciu bezpośrednio, ale prawdopodobnie masz kąciki ust opadające w dół. To można zmienić za darmo - uśmiechaj się! To zmienia nie tylko odbiór Twej twarzy, ale też Twoją psychikę. 6. Możesz też na co dzień spróbować podkreślić "sportowość" sylwetki - luźne spodnie sportowe, jasny szary/beżowy kolor (nie dresy), bluza termalna z długimi rękawami, sportowa kamizelka z kapturem (czerń/ciemny szary/granat). Oczywiście to strój do samochodu/spaceru - nie nadaje się do komunikacji miejskiej. 7. Jeśli nie umiesz chodzić na obcasach, nie rób tego. Kolor i dobranie do stroju liczy się bardziej niż obcas; jak podkreślisz talię spodniami to będzie bardziej przeszkadzał niż pomagał. 8. To tylko wrażenie, ale nie "widzę Cię" z torebką. Przeważnie używasz dużych, użytkowych, mieszczących wszystkie "skarby"? Ani mała, ani duża - do tej sylwetki po prostu mi nie pasuje. Oczywiście co stylista, to inna opinia Nazwałem ten styl "młoda sportowo-konserwatywna". Z naciskiem na konserwatyzm; z Twoimi poglądami klasyka i ponadczasowość powinny się sprawdzić. A teraz, cena. Zastanów się, co z tego co napisałem na początku jest prawdą, i dlaczego udało mi się tyle zgadnąć. Nie odpisuj, a zastanów się w ciszy; przeczytaj pierwszy akapit tyle razy, ile trzeba - to moja cena dla Ciebie.
  4. Krótka historia w dwóch twittach: Zwrócić trzeba uwagę na pasek tejże Pani. Internet zwrócił, że jest zrobiony ze skóry zwierzęcej. Pani Spurek odpowiedziała, ale chyba nie do końca przemyślała swą wypowiedź (znowu), bo szybko zweryfikowano jej słowa:
  5. Wskaż mi przyjacielu w którym miejscu napisałem że liczyłem żeby mnie rodzina i znajomi z dojczlandii karmili i poili ? Jeśli tak uważasz Ty, to się to Tobie bardzo chwali - i w mej opinii jesteś chlubnym wyjątkiem od reguły. Bo regułą jest, że "standardowy Polak" niestety tak nie myśli - i stąd biorą się "standardowe" narzekania wizytowanych rodzin. Jeśli nie jesteś podmiotem swego własnego działania, to będziesz przedmiotem działania innych. Albo Ty decydujesz, co zrobisz z owocami swej pracy, albo ktoś będzie starał się o tym zdecydować za Ciebie - trzeba być asertywnym... A tymczasem kiedyś ludzie nawet pozdrawiali się zwrotem "memento mori"... Gdzie nie chodziło o śmierć w sensie dosłownym, a o pewien światopogląd - nie zabierzemy tego co mamy, do następnego świata. Czas też jest ograniczony - dlatego czasu nie warto trwonić, a pieniędzy zbierać. Co nie oznacza przepieprzania ich na głupoty - tylko tyle, że mentalnie trzeba umieć się pogodzić z myślami o wydatkach.
  6. One wszystkie pewnie szukają "uczciwego, wiernego, prawdziwego mężczyzny". I to jest właśnie żart...
  7. Opierałem się na danych oficjalnych, dających 9.35E za godzinę brutto, co dla Berlina (bez dzieci, bez KK) daje 1127E netto miesięcznie. Źródło: https://dojczland.info/placa-minimalna-w-niemczech/ https://dojczland.info/kalkulator-brutto-netto-niemcy/#1566068651/calc/bnr/result Na dwie osoby, tyle to są jedne zakupy w Lidlu... na mniej więcej tydzień. Sprawdziłem osobiście, rok temu To już kwestia światopoglądu. Jedni odkładają, inni przejadają, jeszcze inni przepiją... ich prawo dysponowania owocami swej pracy.
  8. Bez personalnej wycieczki, wyobraź sobie, że "standardowy Polak" jedzie do ciotki do Ameryki: - zapłaci za siebie w restauracji? - dorzuci się ciotce do paliwa jak pojadą zwiedzać? - zaproponuje że zwróci jej za zakupy żywnościowe? Niektórzy do dzisiaj uważają, że u rodziny/znajomych płacić za nic nie trzeba, szczególnie jak żyją "za granicą" - bo "oni mają". Taki relikt socjalizmu. Ostatnio do białej gorączki wkurwiła mnie dziewczyna, która (w 4 daleko znajome osoby, jednym samochodem) pojechała na wycieczkę do Norwegii mając zero na koncie. Wprost wyjaśniła, że skoro ona nie ma, to nie będzie się dokładać do paliwa, ani żarcia. A wyszło to dopiero czwartego dnia... co nie przeszkodziło jej "pożyczyć" przedtem prawie 2000 zł na zakupy w odzieżowych, w trzy dni. Mocniej dociśnięta (kobiety nie mają dla innych kobiet litości, jeśli ich interesy są sprzeczne) przyznała, że jej plan awaryjny na nieprzewidziane sytuacje, to użyć karty kredytowej, którą ukradła swojemu narzeczonemu (cytat "bo on ma kasę na koncie"). Więc mnie w żaden sposób nie dziwi, że rodzina "jęczy" - wprost odmówić nieładnie, ale jęczenie że "nie mamy" jest społecznie akceptowalną metodą odmowy "sponsoringu". Proste, przybliżone i mocno demagogiczne przeliczenie: W Niemczech minimalna pensja to około 1500 euro brutto, co sprawia że ktoś z 2800 netto zarabia 1,3*2800/1500=2,43 pensji minimalnej brutto. To jest minimum minimorum - poszczególne zawody mają więcej, np malarz bez kwalifikacji ma już 1700 euro brutto, a pracownik budowlany prawie 1900. Przeliczając dla Polski - 2.46 *2250zł = 5460zł brutto. To w Polsce około 3900zł na rękę. Jak ujął @Tornado, różnica siły nabywczej wynikająca z różnych walut jest już znacznie mniejsza niż kiedyś, ale - nadal jest. Ja nie wiem więc czy lepiej ma Polak z 5000zł netto, czy "Berliner" z 2800E netto. Przykład - znajomy zarabia w Norwegii około 40k ichniejszych koron, co jest średnią pensją dla imigranta. Po opłaceniu mieszkania, plus opłaty (północ kraju) została mu mniej niż połowa. Chleb - 12zł sprawia że żywność to 15% pensji. A że czasem coś ekstra lubi zjeść/wypić, miesięcznie odkłada z 17 tysięcy zł zaledwie 4-4,5 tysiąca. Niby dużo... ale trzy miesiące takiego oszczędzania, to miesiąc który może przebiedować bez pracy. Mając 5 tysięcy w Polsce, i odkładając z nich 1000zł miesięcznie, masz - to samo... On dopiero przyjeżdżając z NOK tutaj, czuje się jak Polak jadący z euro do Afryki... Weź ich zaproś do restauracji, pubu czy dobrej agencji. Aha, ty im te rozrywki fundujesz - gwarantuję że nie będą jęczeć czy narzekać
  9. Gdyby jutro popełnili samobójstwo strzelając sobie z góry w tył głowy jak Petelicki, w celi więziennej w której akurat siadł monitoring, to i tak nic by nie wypłynęło, bo gość zarządzający tym biznesem (a przynajmniej następny szczebel) oficjalnie nie może już być ścigany - uciekł "światełkiem do nieba". A prawdziwych zarządzających to ci państwo pewnie nawet nigdy nie spotkali. Kluczem do zrozumienia jest linia lotnicza - LOT miał upaść, dobrowolnie oddając zyskowne połączenia Jet Air/OLT (strona polityczna Polin), w jego miejsce miał przyjść OLT (spółka niemiecka uratowana przez AG od upadku) - zarządzany przez "samych swoich" plus udział "oficerski", a sfinansowany przez frajerów (Amber geld - płonąca forsa). https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Gdanska-spolka-Amber-Gold-przejmuje-linie-lotnicze-Jet-Air-n50774.html https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Niemieckie-linie-lotnicze-w-rekach-gdanskiej-spolki-Amber-Gold-n50946.html Ciekawe są komentarze i ich daty, szczególnie ten z 2011r.:
  10. Grey: Bogaty facet porywa biedną myszkę, helikopterem wiezie do hotelu do Paryża, gdzie piją szampana i uprawiają seks z elementami bondage. Hit sprzedaży, miliony mokrych Karyn. Polska: Janusz budowlaniec porywa biedną myszkę, wiezie Oplem do kampingu w Opolu, gdzie wiążę ją, i pijąc Żytnią uprawiają seks. Gniot, oskarżenia o namawianie do gwałtu, zero sprzedaży. Rożnica jest w ilości pieniędzy jakie ci dwaj bohaterowie posiadają. Stąd prosty wniosek - im więcej bogactwa w takiej szmirze, tym lepsze recenzje i sprzedaż. A drugi wniosek - kupują to kobiety, które podniecają się pieniędzmi - bo innej różnicy nie ma...
  11. Że niby mężczyźni gryzą, jak podejdziesz za blisko? Zdarza się, trudno, trzeba reagować na bieżąco. Dobrze zdiagnozowałaś - "chorobliwie" nieśmiała. Krok w dobrą stronę. Oczywiście sporo zależy tutaj od "jakości" psychoterapeuty. Nope. To tylko złudzenie - ze "czujesz się" gotowa. Albo jesteś gotowa, albo nie - nie ma trzeciej opcji. Jak z nauką pływania - teorii można "na sucho" się uczyć latami, prawdę pokazuje dopiero pierwszy kontakt z wodą - będziesz pływać albo utoniesz. Ale zdradzę Ci coś, co tajemnicą nie jest - wszyscy tak mają. Każdy, absolutnie każdy człowiek tak ma, szukając związku. Nawet Ci po wielu, wielu związkach. Jeśli to nie jest Twój wybór, a presja społeczna - odpuść. Zrobisz Sobie krzywdę, albo skrzywdzisz innych. W najgorszym przypadku, powołasz na świat człowieka, aby zaspokoić rolę społeczną. Dopóki nie jesteś absolutnie pewna, że to jest Twój wybór - pamiętaj o zabezpieczaniu się! Znowu presja społeczna - rodzina, mąż. A gdzie TY? Gdzie miłość, uczucie, romans? Druga sprawa - ułożyłaś Sobie listę wymagań? Masz ustalone, z kim popadnie, a z kim nie popadnie? To cholernie niebezpieczna droga, a na jej końcu jest trauma i psychozy. Albo szukasz, albo nie szukasz - tego jedynego. Albo znajdziesz, albo nie znajdziesz - miłość. Ograniczając Się, swój zakres poszukiwań, nie znajdziesz nic poza cierpieniem - Twoim, albo przez Ciebie. Szansę na co? Szansa oznacza ślepy traf, uśmiech losu, zależny tylko od łutu szczęścia - a tutaj 50% zależy od Ciebie. Czasem więcej, czasem mniej. Aby uzyskać prawidłową odpowiedź, trzeba najpierw zadać prawidłowe pytanie. "Czy @timida ma szansę stworzyć związek, w którym ona będzie szczęśliwa, i da komuś szczęście?" TAK. Ale aby znaleźć, musisz zacząć szukać...
  12. Bardzo dobre, żałuję że tak późno na to trafiłem Wariantem tej metody jest tak zwany "szeryf z bronią". Czyli: - co ja zrobiłbym, gdyby moim dyskutantem/rozmówcą/przeciwnikiem był twardziel z bronią - co mój dyskutant/rozmówca/przeciwnik zrobiłby, gdybym to ja był twardzielem z bronią - co ja i mój dyskutant/rozmówca/przeciwnik zrobilibyśmy, gdyby podmiotem naszej dyskusji/postępowania był twardziel z bronią Rozstrzyga dyskusję o prawie do aborcji "automatycznie"!
  13. Pierwszy biskup katolicki w Krakowie Poppon, był tam trzecim biskupem chrześcijańskim, po Prohorze i Prokulfie. A zważywszy gdzie papież Hadrian II w IX wieku pozwolił prowadzić misję w języku słowiańskim, można zrozumieć dlaczego Mieszko nie został świętym kościoła, jak większość pogańskich królów którzy przyjęli chrześcijaństwo. Ponieważ "był ślepy, ale otworzyły mu się oczy" - Mieszko był heretykiem, chrześcijaninem obrządku słowiańskiego a nie poganinem. A jak KK (pod wpływem biskupów niemieckich) walczył w tamtym okresie z konkurencją, niech zaświadczy "Chronografia" - (św. Wojciech) „znisz­czył wiarę prawdziwą i słowiańskie pismo odrzucił i zaprowadził pi­smo łacińskie, obrazy wiary prawdziwej popalił, biskupów i księży jednych pozabijał, drugich rozegnał i poszedł do Prus i tam był ubity, Wojciech, biskup łaciński”. Także za zasługi w walce po stronie łacińsko-niemieckiego KK, szczególnie w 1022r. kiedy to kroniki Kosmasa mówią o persecutio christianorum (wypędzaniu mnichów obrządku słowiańskiego), a także za to że "wszystkie pisma popalić kazał", książę Bolesław "zasłużył" na to, by papież wysłał mu w końcu, po 25 latach od zjazdu gnieźnieńskiego, koronę jako oznakę władzy królewskiej. Pomimo tego, Gal Anonim wprost mówi, że nad grobem Bolesława Chrobrego płakali zarówno łacinnicy jak i mnisi słowiańscy. A jeszcze wcześniej, też się działo. Zamiast patrzyć na mapy podbojów Rzymu, Grecji, czy nawet wcześniejsze - patrzeć należy gdzie i czego te imperia NIE podbiły. Gdzie są na mapach plamy ziem niezdobytych. Najstarsza wzmianka o nazwie "Peleset/Pelischti" znajduje się na reliefach Ramzesa III, który pomimo ogłoszonego "zwycięstwa" nad tymże ludem, zobowiązał się im płacić trybut (czyli haracz). "Peleset" oznaczał tutaj nazwę grupową, plemiona należące do jednego POLA - zaś oficjalnie tłumaczy się to w dzisiejszej nauce jako "ludzie morza". Szczególnie ciekawe z tych plemion jest to najrzadziej występujące (a więc prawdopodobnie najmniejsze), zapisane jako krkš , co odczytano jako Karkisa. Później, bardzo mocno mieszano Karkisów z Karią, tak że dzisiaj ciężko odróżnić w historii te dwa ludy. Od tychże "ludów morza" pochodzili Fenicjanie (którzy zapisywali Karkisów w swoim abdżadzie jako "KRK"). Jak bardzo nie chce współczesna nauka przebadać szczątków Fenicjan pod względem męskiej haplogrupy Słowian, niech zaświadczy artykuł link Bo jeśli wyszłoby z genetyki, że to były ludy centralnej Europy, Kartagina/Carthago nagle należy czytać jako KRK-dago. Albo nawet Krkš-dago. Krakdago. KRAKdago. Co do bitwy pod Wogastisburgiem: - państwo Samona (słowiańskie) to byli wyzwoleni spod okupacji Awarów Słowianie, i jako tacy, rościli sobie prawo do całości ziem którymi kiedyś władali Słowianie (w tym ziem Franków) - z drugiej strony, Dagobert (Dagowar) rościł sobie prawo do władzy nad wszystkimi Słowianami, jako namiestnik (Dago) (w dużym skrócie - uważał się za potomka namiestników wandalskich, stąd imię) - wyczekawszy do odpowiedniej okazji Dagobert namówił sojuszników do akcji: Słowianie znad rzeki Men (Alemanie) i Słowianie Awarzy (z których historia zrobiła Obodrytów znad Lonu - Lombodrytów - Lombardów - Langobardów) uderzyli od południa, a główna armia Dagoberta poszła wprost na stolicę przeciwnika, gdzie dostała oklep - w ramach rewanżu, Słowianie zapuścili się zbrojnie aż pod Turyngię - teraz zagwostka - dzisiaj oficjalnie nikt nie wie, gdzie to było czyli - stolica państwa zniknęła Znamienne jest, że z pozostałych (przechowywanych przez KK) kronik - ta bitwa "zniknęła". A wystarczy pomyśleć. "Wogastisburg" zapisywano w średniowieczu jak się skrybie odczytało, a że czasami były z tym problemy, nagminnie wymieniano W na V (szczególnie że greka W nie miała, a miała " γ " czyli G) - stąd przy przepisywaniu pomiędzy greką a łaciną i nazad, wiele G stało się w/v i na odwrót. Stąd Wogastis-Burg, Wogastis-Gród, można zapisać jako Wovastis-Gród lub nawet Wowastis-Gród; WoWaStis-Gród. Dzisiaj WaWelSki-Gród, siedziba i stolica "Wendów" wedug "Fredegara", kronikarza Franków. "Wendów" bo nazwa wcześniejsza "Wandale" nie przechodziła spadkobiercom kultury Rzymskiej przez pióro. Dopiero założenie ich ciągłości kulturowej i tożsamości, pozwala zobaczyć bitwę pod "Wogastisburgiem" jako niemalże wewnętrzny spór o zwierzchnictwo nad Słowianami. Uzasadniony, niemal oczywisty - bez wątpliwości co było głównym celem ataku Franków, zawsze stolica wroga to łakomy cel. Fakt, że ta bitwa nie uchowała się w innych kronikach, pokazuje na jaką skalę historia zależała od jedynej instytucji posiadającej monopol na kształcenie skrybów - łacinników (i tępiącej wszystkie inne języki, jak coś nie było po łacinie, to płonęło jako heretyckie/pogańskie). Jak ktoś wie o innej kronice opisującej bitwę pod "Wogastisburgiem" - proszę o kontakt. A jest zwykłym potomkiem Wandali Historia sprzed X wieku jest mocno nasączona wpływami łaciny, w której przez pewien czas spisywano/przepisywano wszystkie kroniki, także te wcześniejsze. Dopiero wraz z ponownym przyjmowaniem wiedzy rzymskiej i greckiej pewne rzeczy zaczęły się komplikować. Celtowie - greckie Κελτοί - Keatoi, i Celtae/Galatae/Galli po łacinie - nie spisali sami swojej historii. Co więc o nich mówią najstarsze kroniki: - Herodot lokuje ich nad górnym Dunajem - wyprawiali się do Grecji jako najemnicy (Ksenofont) - twardzi, okrutni, wojowniczy - Arystoteles - najeżdżali Rzym - Liwiusz - uznawali pewien rodzaj równości kobiet i mężczyzn - kobieta mogła osiągnąć stanowiska zarezerwowane dla mężczyzn (Boudika), czy walczyć zbrojnie (Ammanius - cały zastęp obcych nie zdoła sprostać jednemu Celtowi, jeśli przyzwie on na pomoc żonę, która jest zazwyczaj bardzo silna i niebieskooka). - „W dowodzeniu armią nie ma różnicy między płciami”, pisał historyk Tacyt Tak więc, w tamtym okresie, różnic pomiędzy tzw. "Celtami" czy "lechitami" aż tak dużych nie było... co pozwala mi na hipotezę, że był to odłam "Słowian" post-Scytyjskich, który wędrując na zachód, dotarł do płw. Iberyjskiego i do Brytanii. Słowian w rozumieniu bardzo ogólnym, jako grupy która ze względu na wspólne wartości mogła się swobodnie "krzyżować" i raczej prowadzić dyplomację i sojusze, zamiast kulturowo uwarunkowanej eugeniki. Dla mnie błędem jest uznawanie niezmienności historii w czasie - jeśli jeden historyk napisał że w A mieszkał lud B, a drugi 400 lat później że w A mieszkał lud C - to dzisiaj ze względu na różnice czasową 400 lat, współczesny historyk powie "lud C wyparł/podbił lud A" - a ja, opierając się na analizie DNA, powiem "lud B zmienił nazwę na A, albo drugi historyk źle ją zapisał". Tak samo oryginalna nazwa Germanie - nie pochodzi od oszczepu, ale z celtyckiego GER MAN - sąsiad za rzeką Men. Rzymianie określali też ich jako Suebi/Suevi, z którą to nazwą ludy te się same identyfikowały (do dziś są nazwiska "Suevus"). Co oczywiście po zamianie rzymskiej głoski "ue" na swojskie ł staje się znowu ciekawe - "Słebi/Słevi". Stąd dzisiejsza "Szwabia" powinna być pisana jako "Sławia" Dziel i rządź - wystarczy podzielić jeden lud, różnymi nazwami plemion... Tak można opisać wstęp do II WŚ "udając" opisy średniowieczne: Tak więc wezwali Gdańszczanie na pomoc krewnych swych, Germanów, aby Kaszubów, dawne ziemie pruskie okupujących, pokonać, i znów Gdańsk do Germanii przyłączyć. Na to Kaszubi o pomoc do Warszawian i Krakowia się udali, której ci udzielili. Wielkie bitwy miały miejsce, na Kaszubach, w ziemiach Krakowian i Mazurów, aż ci pobici zostali ze szczętem. Nie ma tu nazwy Polska - bo dla współczesnych, jest oczywiste kim są Kaszubi, Warszawiacy, Mazurzy, Krakowiacy... nie trzeba było pisać ogólnie, jak pisało się szczegółowo.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.