Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Kespert

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    1775
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Kespert last won the day on March 26

Kespert had the most liked content!

Community Reputation

4125 Świetna

About Kespert

  • Rank
    Starszy chorąży

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

1547 profile views
  1. I coś w odwiecznym temacie Chadów, żeby nie było, że nikt dziś nic nie wrzucił:
  2. Zacząłeś. Po co? Byłeś gotowy na każdy możliwy scenariusz rozwoju tej sytuacji? Jak mawiał instruktor, "nigdy nie celuj w coś, czego nie jesteś gotów zniszczyć". To może być strach... albo podświadome zrozumienie konsekwencji, zwane w tym przypadku rozsądkiem. Tak, adrenalina i kilka innych przygotowuje nas do walki albo ucieczki. Dlatego czasem dopiero "po" ludzie zaczynają odczuwać ból. Co innego, gdyby na Ciebie wpadł, i oboje byście się zbierali z asfaltu. Natomiast jeśli nie wpadł, to sytuacja staje się z gatunku "co by było gdyby". Absurdalna. Niewarta kosztów fizycznych ani psychicznych. Słowa to czasem tylko słowa - przecież w tym przypadku nie zabrał Ci porftela z kieszeni, nie kopnął Ci psa, nie srał pod Twoimi drzwiami... Pomijając już możliwość że ten drugi wyciągnie nóż, mogło na niego w sklepie czekać trzech kompanów. Ponadto, nigdy nie wiesz kto jest po drugiej stronie, a walka nawet wygrana może sporo kosztować - ręka, zęby, szwy, nie mówiąc o np. dializach do końca życia, przeszczepie wątroby, utracie oka itp. konsekwencjach wygranej walki.
  3. Chyba nie przeczytałeś tego, co sam cytujesz. Zależy od wioski. Były wsie które gremialnie odmawiały, byly takie co wystawiały zaledwie po kilku "ochotników" do oddziałów UPA. To akurat dokładnie przypadek tego co napisałem, "zabij albo będziesz zabity". Znowu to jest dylemat "zabijaj albo zostaniesz zabity", a więc - opcji, gdzie nie istnieje "moralnie poprawna" możliwość wyboru. Oczywiście byli i tacy, co odmawiali zabicia Polaka - i za to ginęli. Byli tacy, co zachowali własne życie. Nie oceniam ich wyboru, bo właściwie wyboru "dobrego" nie mieli. Natomiast jeśli ktoś podczas sprzeczki może odejść, przeprosić, czy nawet odwrócić się i uciec - a zamiast tego sięga po nóż, to miał wybór. Dokonał wyboru, i powinien konsekwencje tego wyboru ponieść.
  4. Widzisz, ja widziałem "tego typu rzeczy" w nadmiarze. Wychowałem się w dzielnicy, gdzie z jednej strony mieszkała patologia wywalona z mieszkań socjalnych, i więźniowie po wyroku - a z drugiej marynarze i "bananowa młodzież". I ich dzieci. Do kłótni domowych często przyjeżdżali ATeciaki. Każde piętro bloku miało co najmniej jedną melinę z "aparaturą". Dzieci marynarzy z kolei przynosiły taki "towar", co w Polsce nawet nie miał nazwy. Raz jeden napadł na mnie z nożem w czasie przerwy w szkole... ja byłem w szóstej klasie podstawówki, on był młodszy. Części z tamtych dzieci, nie odróżniłbyś dziś na ulicy od "normalnych" ludzi. Nie weszli w konflikt z prawem, nie naużywają alko. Ale pośród nich są ci, którzy garują. Bo takiego dokonali wyboru - "łatwej i szybkiej" drogi. To moralnie zawiły problem, ale postaram się go rozplątać. Są okoliczności, które usprawiedliwiają każde zachowanie - tak, prawda. Dylemat "zabij albo zostaniesz zabity" jest tu sztandarowym przykładem - przykładem gdzie samo zdefiniowanie "odpowiedniego zachowania" jest niemożliwością. Najczęściej są to okoliczności nagłe, albo też powodujące trwałe zaburzenia świadomości. Także jak kogoś wychowały w lesie wilki, albo oberwał baseballem w głowę i ma uszkodzenia mózgu - to mogą to być okoliczności, trwale uniemożliwiające świadomy wybór. Ale wśród tych okoliczności, nie ma opcji "bo miałem rozbitą rodzinę" - to nic nie tłumaczy. Także alko/narko nie są usprawiedliwieniem, jeżeli ich zażycie i nadużycie było świadomą decyzją. Jeżeli okoliczności pozostawiają wybór, a my mamy świadomość dokonywanego wyboru - to my jesteśmy za dokonanie tego wyboru odpowiedzialni.
  5. Raczej efekt długotrwałych obserwacji i przemyśleń. Nie zaprzeczam, że pochodzenie z rozbitej rodziny może naprawdę zaszkodzić psychice nawet najodporniejszych jednostek - ale jeżeli posiadają świadomość, i są w stanie świadomie wybierać własną drogę postępowania, to tłumaczenie "a mnie skrzywdzili rodzice" jest bajeczką, obliczoną na wzbudzenie litości sędziego. Każdy z nas, jeżeli jest świadomy swych czynów, odpowiada sam za wybory, jakich dokonał.
  6. Ten program powstał długo po kolejnych wariacjach "nagiej randki", jako przeciwwaga dająca nadzieję. Nadzieję że "miłość jest ślepa" i "charakter jest ważniejszy od wyglądu". A jak wyglądały scenariusze tych wcześniejszych programów? Pan/Pani wchodziła na scenę, gdzie stało X zasłon. Bla bla, podnosimy wszystkie zasłony na wysokość łydek, odrzuć jednego z kandydatów. Następowała seria pytań, następne podniesienie zasłon. Kolejny kandydat odrzucony. Przy trzecim podniesieniu i pytaniach, widać już było narządy płciowe. Kolejne odrzucenie. Na finał, podnosimy zasłony na ostatnim kandydacie/kandydatce ponad szyję, odsłaniając twarz, po czym wybierający może się zdecydować - albo z tą ostatnią osobą pójdzie na randkę, albo ją odrzuci. Tylko na podstawie twarzy. Co właśnie "nagie randki" obaliły w proch. Jeśli wybierającym był mężczyzna, to kobiety z niedostatkami sylwetki miały spore szanse dotrwać do końca i być wybrane; a czasem nawet panie ze znaczną nadwagą nie były "odrzucane" jako pierwsze - bo odpowiedziały "właściwie" na pierwsze pytanie (a wtedy znacznie "zgrabniejsza" kandydatka odpadała). Prawie zawsze odsłonięcie twarzy pani nie zmieniało ostatecznej decyzji. Jeśli natomiast wybierała kobieta, niemal zawsze od razu odrzucała "najbrzydsze łydki" niezależnie od odpowiedzi. Znacznie częściej też panie odrzucały ostatniego kandydata wyłącznie ze względu na twarz - czyli ciało ciacho, ale morda szpetna, więc lepiej odrzucić i nic nie wygrać, niż wybrać pana z nieładną buźką - niezależnie co wcześniej odpowiedział! Także @Lalkaa dobrze piszesz, że kobiety "częściej powtarzają" że wygląd i charakter mają równe znaczenie... ale dla "płci pięknej" to tylko słowa.
  7. Z jednym ekstra wyjątkiem. Jak w tym jednym państwie powiesz, że jest za mało związków ichniejszych kobiet z murzynami, to nie będzie to walka z rasizmem, a zbrodnia "antysemityzmu" - czyli, działania na szkodę obywateli tego państwa. Logika lewicy - równi i równiejsi.
  8. Ja polecam "Dagome Iudex" Nienackiego - w kategorii słowiańskiego fantasy.
  9. Problemem większym nawet niż "księżniczki-madki-p0lki" jest model rodziny 2+1. Ewentualnie 2+2. Są gminy gdzie 2+3 to już kwalifikacja do "karty dużej rodziny". A dlaczego tak uważam, jak to się ma do cytatu? Jak jesteś matką pięciorga dzieci, to nie dasz rady zająć się jednym i poświęcić mu tyle czasu, ile trzeba. 1. dziecko faworyzowane zagarnie cały dostępny czas, jaki dostanie, i będzie krzyczeć o więcej. Odmówisz dziecku? 2. w tym samym czasie, dwójka pozostałych przytrzyma trzecie, a czwarte wysmaruje mu włosy butaprenem dla zabawy - w czasie, gdy matka "poświeca czas" tylko jednemu. 3. zajmij się każdym po równo - to każde będzie się czuło nie dość "zaopiekowane"; żadnemu nie poświęcisz "dość czasu". Dlatego, prosta kobieta z czwórką-piątką dzieci, radzi sobie nieraz znacznie lepiej, niż rodzice jedynaka, mogący poświęcić mu cały swój czas. Dlatego, taka matka 2+5 (lub 1+5), instynktownie rozpoznaje "dobre rady" ludzi, którzy nie rozumieją zasady sprzężenia zwrotnego. Że jeżeli system dostaje wyłącznie dodatnie sprzężenia, nie ma szansy być stabilny - musi mieć również sprzężenia negatywne. Kwestia przekazania sprżężeń negatywnych w sposób pozytywny, to jest naprawdę wyższa szkoła jazdy - i wielu rodziców tego nie umie, ucieka się do chamskich i ordynarnych metod... I te metody trzeba ganić, nie zaś ludzi, którzy czasem też mają swoją historię błędów. I to też powód promowania 2+1... rozpieprza cywilizację skuteczniej niż prostytucja i narkotyki razem wzięte. @mac, wyobraź sobie że masz piątkę dzieci pod swoją opieką. Widzisz je po raz pierwszy, a że mówimy o dzisiejszych dzieciach, autorytet osoby dorosłej u nich jest zerowy albo ujemny. Zaopiekuj się nimi przez godzinę w swej wyobraźni (wizualizacja) - i pomyśl, jakie metody byś zastosował. Otwiera oczy takie doświadczenie. A co do podpowiedzi na trzy punkty: 1. Tak, rodzic musi umieć odmawiać dziecku. Odmówisz dziecku, tyle razy ile będzie trzeba. 2. Nie można faworyzować jednego dziecka, nawet jeżeli jest jedynakiem! Szczególnie dotyczy to tych, którzy rezygnują dla dziecka z całego swojego życia. 3. To rodzic ma decydować, co to znaczy "dość czasu". Dzieci, szczególnie małe, zawsze będą chciały "wincyj". I to im może pozostać.
  10. Za bezdyskusyjnie udowodnione morderstwo - kara śmierci. W przypadku jakiejkolwiek wątpliwości - zamiana na dożywocie. Za próbę fałszowania dowodów, prowadzącą do oskarżenia niewinnego człowieka - tyle, ile by niewinnemu groziło, gdyby został skazany - do kary śmierci włącznie. Za fałszywe oskarżenie o przemoc, także domową - kara jak za czyn pomówiony. Co do oryginalnego pytania - IMHO śmierć jest gorsza, niż wykonany wyrok. Bo przychodzi bez zapowiedzi. Świadomość kiedy, a już zwłaszcza dlaczego, to przywilej dany nielicznym. Było kiedyś w odmętach historii państwo, po którym zachowała sie głównie legenda, że "naga dziewica z workiem złota mogła przejść od granicy do granicy, i nikt nie śmiałby jej zaczepić". Program resocjalizacji, polegający na patrzeniu jak inny więzień dynda na szubienicy na dziedzińcu więzienia, jest jednak w dość przewrotny sposób - skuteczny... Bo "dlaczego" nie ma żadnego znaczenia, gdy mowa jest o konsekwencjach ich własnych decyzji. Medialna propaganda nie tłumaczy zachowania kapo w Auschwitz, czy żołnierzy niemieckich w Piaśnicy. Alkohol nie tłumaczy żony podrzynającej gardła swoim dzieciom w pijanym widzie. Bieda nie tłumaczy kradzieży, chociaż socjalizm i komunizm od dziesiątek lat próbują wmówić co innego. A tłumaczenie że ktoś pochodzi z rozbitej rodziny, ma sens jedynie w przypadku gdy rodzina została tak rozbita, że daną jednostkę wychowały dzikie zwierzęta w lesie.
  11. Przejaskrawienie to skuteczna, i prosta metoda wyznaczania pewnych zależności - także moralnych. "Kto nie ukradnie rzemyczka, nie ukradnie też koniczka" - pewne zachowania, zasady są możliwe do przeniesienia nawet przy tak znaczącej różnicy klasyfikacji podmiotu. Ależ właśnie o to mi chodziło. Ale może źle się zrozumieliśmy, więc z innej strony spróbuję. Psychologia (też ewolucyjna) tłumaczy motywy postępowania - w dużym skrócie, pozwala zrozumieć "dlaczego?". Zasady moralne określają "co wolno/wypada", nie wnikając w motywy działania. Przyczyna i zbiór dostępnych opcji - dlaczego i czy wypada. To dwie różne sprawy, dwa różne zbiory, NIEZBIEŻNE. Rozważając "dlaczego ktoś złamał zasady moralne" nie posługujesz się zasadami moralnymi, ale psychologią. Rozważając "czy wypada/wolno" posługujesz się zasadami (moralnymi/prawnymi), i odpowiedź uzyskana w wyniku takich rozważań nie wiele wspólnego z psychologią. Dopiero kiedy zadasz pytanie "dlaczego wybór padł na złamanie/zachowanie zasady moralnej", wracasz do domeny psychologii, jednocześnie nie rozważając już samych zasad. Woda i oliwa. (PS: posługuję sie pojęciem psychologii dość frywolnie, wiem). Wracając do przejaskrawienia, psychologia może pomóc zrozumieć dlaczego kanibal pożąda ludzkiego mięsa. Ale to zasady (moralne/prawne) mówią, co mu za to grozi. Psychologia może pomóc zrozumiec dlaczego kobieta zdradziła męża - ale to zasady moralne mówią, jakich konsekwencji powinna za to oczekiwać. Stąd, Twoja wypowiedź, że odwołanie do zasad następuje w momencie gdzie wnioski z psychologii stają się niewygodne - nie znajduje pokrycia w rzeczywistości. Czym innym jest "dlaczego", czym innym "co dalej/wypada" - niezależne od częstotliwości zjawiska. Puszczenie czy złapanie innej gałęzi w tym przypadku to nie pytanie "czy/dlaczego", ale pytanie "czy wypadało/jakie konsekwencje". Za to, że złapała za inna gałąź (nomen omen dość dosłownie) powinna ponieść konsekwencje zgodne z prawem cywilnym, oraz konsekwencje społeczne zgodne z przyjętą moralnością. I tłumaczenie że to "zgodne z naturą" nie ma tu nic do zmiany, żadnego znaczenia. Zdziwienie może budzić jedynie fakt, że Pani sama zdecydowała się ponieść konsekwencje swej decyzji, gdy opcja znacznie mniej obfita w konsekwencje była Jej łatwo dostępna (najpierw odejść od męża, potem dawać d*** do woli komu zechce). To, że to powszechne wśród Pań tej epoki, nie zmienia zasad moralnych (nawet jeśli właśnie tego Panie by chciały). I psychologia tutaj dopiero wchodzi, pozwalając odpowiedzieć na pytanie "dlaczego to powszechne". Gdy kwestie zero-jedynkowych zasad moralnych nie są już podmiotem. Uważaj na siebie, po prostu. Nie znasz jej, a to co o niej już wiesz (że zdradza tych, którym składała przysięgi) nie nastraja mnie jakimkolwiem zaufaniem do niej. Wśród dalszych znajomych miałem człowieka, który siedmiokrotnie rozchodził i schodził się z tą samą kobietą, w ciągu czterech lat. Ostatecznie dziś są małżeństwem, od trzech lat, bodajże dwójka dzieci. Jaki na jej decyzję wpływ miał jego awans, podwyżka i kredyt na dom, pozwala mi zrozumieć psychologia. Dlaczego Pani w czasie "musimy sobie zrobić przerwę od siebie" przerobiła chyba każdego faceta w jej zasięgu (praca/znajomi), który się zgodził na seks - też pozwala zrozumieć psychologia. Także mężów innych kobiet. Dlaczego odmówiłem udziału w ceremonii ślubnej - ze względu na moje zasady moralne. Dlaczego nie jestem już ich znajomym - znowu pozwala zrozumieć psychologia. Takie czasy. Psychologia pomaga je zrozumieć, zaś zasady - nawigować po nich.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.