Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Kespert

Użytkownik
  • Ilość treści

    190
  • Donations

    0,00 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

344 Świetna

O Kespert

  • Ranga
    Szeregowiec

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnio na profilu byli

260 wyświetleń profilu
  1. Generalnie Pan mówi całkiem sporo rzeczy z którymi się zgadzam. Posuwa się nawet do oficjalnego zaprzeczenia "jeśli katolik modli się do świętych jak do Pana Boga, to błądzi". Generalnie zbieżne jest to z stanowiskiem innego człowieka kościoła " A że 90% katolików Biblii nie czyta i Boże przykazania kojarzy tylko z wkuwania formułek przed I Komunią św. to jest to już osobny problem. " I tutaj już pojawia się zgrzyt z moimi przekonaniami. To ludzie definiują kościół. Religia nie ma wiary, jest tylko sumą wiary jej członków. Więc to nie są osobne problemy. Jeśli spora część członków kościoła nie odróżnia wiary w Boga od wiary w bożków, to jest to znak że religia, jej sposób działania, wymaga poprawek. W tej sytuacji, jeśli katolik prosi "Panie Boże, spraw bym znalazł miejsce parkingowe" nie mam z tym problemu (może poza nadaremnym wzywaniem imienia). Ale jeśli katolik prosi "święty Joachimie, patronie miejsc parkingowych, załatw" - to staje w sprzeczności do swoich własnych słów "jeśli katolik modli się do świętych jak do Pana Boga, to błądzi". I tu już zgodzić się z nim nie mogę. Przykład który podał, staje się (nawet w jego własnej ocenie) bałwochwalstwem. Odnosząc się do kultu Maryi (celowo używam słowa kult - bo z tym mamy najczęściej do czynienia, a nie z tym o czym mówi Pan z filmu), na przykład dogmat o niepokalanym poczęciu wprowadził Marcin I w 649r. - gdzie stwierdził że Maria z Nazaretu, została zapłodniona bez nasienia, i narodziła zachowując dziewictwo. To w co wierzono wcześniej, było trochę "bliżej natury"... i dlaczego 600+ lat wiary odrzucono, nadpisano nowymi dogmatami? Celnie ujął to Quo Vadis:
  2. Oczywiście masz rację. Nie rozpiszę się co jeszcze KK zdecydował się zakłamać, bo lista byłaby ogromna. Zaczynając od tego że pierwsi chrześcijanie działali wg. zasady primus inter pares - pierwszy między równymi. Nie mieli nikogo kto stanowiłby hierarchę, czy osób które rościłyby sobie wyłączne prawo do interpretowania słów Chrystusa. Ale już w dziejach/listach apostolskich są wzmianki o faryzeuszach którzy przybrali nowe szaty, starym oddając się zwyczajom. Kult świętych czy Maryi to już w ogóle bałwochwalstwo pierwszego rzędu, wprowadzone ile? Pięćset lat temu? Księgi synodów Konstantyna Wielkiego to historia zakłamania w pigułce. Wystarczy poczytać nawet oficjalną historię, by dostrzec że o boskości Chrystusa zadecydowało głosowanie wśród ludzi (http://www.archidiecezja.lodz.pl/czytelni/slomka/credo.html ). Tym biskupom którzy do końca trwali przy swoim zdaniu, wbrew ustaleniom synodów, zazwyczaj nie wiodło się później dobrze. Swoją drogą, zesłanie Ariusza do Illirii tłumaczy dlaczego, pomimo różnicy czasu ponad tysiąca lat, "Bracia Polscy" byli przez przeciwników nazywani arianami. Dodajmy za Kmietowiczem " Jak to mogło się stać, że kiedy w 968 r. powstało w Poznaniu pierwsze biskupstwo polskie (Jordan, kapelan Dąbrówki - opcja niemiecko-rzymska), o dwa lata wcześniej rezydował w Krakowie arcybiskup, mający jurysdykcją kościelną nad kilkoma biskupstwami w Polsce? ". Ja dodam - jakich księży i biskupów mordował w Polsce św Wojciech? (https://www.salon24.pl/u/jakelo/861178,po-co-sw-wojciech-przybyl-do-polski) Ale do rzeczy - jedną rzecz udało się im ocalić na soborze - Credo. Nie to Credo które powszechnie znamy, zwane też wyznaniem wiary czy fachowo nicejsko-konstantynopolitańskim wyznaniem wiary - ono ukradło nazwę Credo. Dla mnie to właściwe Credo to bardzo krótka linijka, początek modlitwy "Ojcze nasz". Właśnie to proste "Nazywamy się dziećmi Bożymi, i nimi jesteśmy, dlatego ośmielamy się mówić: Ojcze Nasz..." pozostało niezmienione po synodzie nicejskim. Bo było tak powszechne, że każdy kto chciał nazywać się chrześcijaninem, musiał je znać - i do dzisiaj musi. Czego nie ma w oryginalnym Credo i Ojcze Nasz? Gniewu, nienawiści, boskości Chrystusa, nakazu zwalczania innych wyznań, wiary w dogmaty, nieomylności papieży. Co jest? Że jesteśmy wszyscy dziećmi Bożymi. Że wola Boga obejmuje tą Ziemię. Że z woli Boga, człowiek ma możliwość poszukiwać i pobłądzić. Argh. Za dużo złych emocji. "Wielbią krzyże i kajdany, nędza dla nich wolność znaczy, obnażonym i skazanym, kroją święty strój rozpaczy".
  3. Każdy taki rachunek zależy od założeń jakie zostały przyjęte. Jeśli założymy, że każda, dosłownie każda ameba zmienia się (mutuje) niezależnie od innych, skala eksperymentu zmienia jego złożoność. Jeśli w kropli wody będzie sto niezależnie mutujących ameb, jeden ocean wystarczy by stworzyć bezkręgowce z prawdopodobieństwem dążącym do jedności.. O to właśnie chodzi w słowach "Na początku był chaos". Chaos, nieustanna zmiana, mutacje z dnia na dzień. Dopiero potem, z tego chaosu, zaczęły wyłaniać się formy stabilne, trwałe. Czy samodzielnie? To jest miejsce dla siły sprawczej, Boga. Poniżej jest zarys niezależnej teorii, której raczej nie lansuje się w mediach. Ewolucja nie jest mechanizmem wprowadzania zmian - ewolucja jest mechanizmem stabilizacji zmian. Gwarantem tego że pewna pula genów będzie na tyle kompatybilna i stabilna, że da radę się przepropagować w następne pokolenia. Mutacja jest mechanizmem dostosowania organizmu do zmiennych warunków środowiska. Ewolucja stabilizuje te zmiany - a co jeśli warunki zmienią się z powrotem do tego co już było? Wtedy organizm zbyt dostosowany do nowych, umrze. Te organizmy które wciąż będą częściowo dostosowane do pamięci o poprzednich warunkach, przetrwają. Mutacje zachodzą samoistnie, i mogą być wywołane przez wiele czynników. Radiacja, susza, degeneracja DNA, zmiany tła grawitacyjnego, pola elektrostatycznego i setki innych czynników. Zachodzą zawsze i wszędzie. Bardziej alegorycznie, "chaos jest w nas", potencjał zmienności. Stąd na przykład jesteśmy dziś średnio ponad 20 cm wyżsi niż sto/dwieście lat temu. Stąd dziecko imigrantów z Wietnamu, urodzone w Danii, będzie miało wzrost rzędu 190cm. To zmiana środowiska wywołała, uwolniła potencjał zmian, pozwoliła na mutację. Z pokolenia na pokolenie. Ale dzięki ewolucji, która nie pozwoliła na zbyt radykalną zmianę, to dziecko nadal ma dwie ręce, dwie nogi, jedną głowę i potencjał by się rozmnożyć. Stąd neandertalczyk czy inne skamieliny, to nie były równoległe gatunki ludzi - to były mutacje. Pojawiły się z pokolenia na pokolenie, stąd nie ma śladów pośrednich. Z pokolenia na pokolenie też zanikły, więc nie było żadnego masowego mordu międzygatunkowego. Stąd pumparty, leolwy, lwoparty i inne krzyżówki wszystkiego co jest wystarczająco kocie. Stąd wilki krzyżujące się z psami domowymi, w tym samym czasie jak sterowana przez ludzi ewolucja doprowadziła do powstania ras psów, które nie są się w stanie samodzielnie rozmnażać bez pomocy człowieka. Jest to teoria, która łączy zapis biblijny z wynikami naukowymi bez zbytniego naciągania. Na początku był chaos. Został w ciągu krótkiego czasu kilku/kilkudziesięciu pokoleń ustabilizowany ewolucją. Ewolucja ustabilizowała mutację, i gatunki powstające wcześniej w sposób chaotyczny, nieomal "z dnia na dzień". Natomiast jeśli chodzi o Boga, bogów, religię i wiarę, to widzę tutaj jedną wielką wieżę Babel. Używamy tych samych słów, ale każdy z nas rozumie pod nimi zupełnie różne pojęcia. Zestaw którym ja się posługuję wygląda tak: - Bóg. Siła sprawcza, to co nas otacza. Żyje w nas, a my w Nim. Nie dba o imię jakie mu nadamy, bo jest. Nie jest dobry ani zły, ale JEST - pojęcia dobra i zła nie odnoszą się do Niego. - bóg. Pomniejsza istota, podległa prawdziwemu Bogu i jego prawom. Znamy wiele imion bogów: Jahwe, Allach, Zoroaster, Quetzalcoatl, Chac-Tlaloc... Posiadający swoje definicje dobra i zła. Bywa że czyniący zło w swoje imię. - wiara. Wiara w istnienie Boga, będąca też nauką o poznawaniu jego dzieł w otaczającym nas świecie. Nauka twierdząca że świat który nas otacza, jest dowodem na istnienie Boga. Wiara jest indywidualnym atrybutem danej jednostki. - religia. Zorganizowana struktura gospodarczo-społecza, oparta najczęściej o nauczanie kasty nadrzędnej, uzurpującej sobie wyłączność do bycia pośrednikiem między członkami religii, a istotami wyższymi - bogami. Znakiem rozpoznawczym czy mamy do czynienia z religią jest istnienie kasty nadzorców, "strażników jedynej słusznej religii". Co wynika uniwersalnie z tak zdefiniowanego porządku pojęć? Wiara jest indywidualnym atrybutem jednostki. Można mówić że ktoś wierzy w Boga, a jednocześnie wierzy w bogów - lub ich wybrany podzbiór. Można wierzyć w Boga, odrzucając pomniejszych bogów. Można nawet wierzyć że któryś z bogów jest tym jedynym Bogiem. Ale religia jest strukturą, więc nie można mówić o wierze w przypadku religii. Religia jest zgromadzeniem ludzi wierzących - to jest poprawne sformułowanie. Kościół wierzy w boga - to nie jest poprawne sformułowanie. Kościół jest strażnikiem wiary - nie do końca poprawne, bo to nie religia tworzy wiarę lecz indywidualni ludzie. Religia jedynie wyznacza ścieżki którymi wiara ludzi może podążać. Stąd, religia jest odpowiedzialna za wyznaczanie tych ścieżek - i religia (kapłani) ponosi odpowiedzialność jeśli zwodzi ludzi na manowce. Nie można nikomu narzucić wiary, @Bronisław. Można jedynie narzucić komuś religię. @SzatanKrieger, Twoje "Boga nie ma ale jest, jest ponieważ go nie ma" zapisałbym tak "bogów nie ma albo są, ale Bóg jest". Świat to jeden wielki podpis Autora. Polecam Richarda Bacha "Iluzje". Teokrację od dyktatury odróżnia jedynie uzasadnienie działań kasty nadrzędnej "wolą boga". Demokrację od dyktatury - uzasadnienie działań kasty nadrzędnej "wolą Ludu". Ale tam przynajmniej nikt nie mówi o wierze (chociaż komuniści twierdzili że wola Ludu jest święta, takie Vox populi - vox Dei). Powtórzę jeszcze raz - w przypadku religii, nie można mówić o wierze. Poniżej moje indywidualne zdanie, aktualne na tą chwilę czasu, z którym nikt nie musi się zgadzać. Chrześcijaństwo jest wiarą, gdzie każdy indywidualny człowiek wierzy w nauki Jeszuy, zwanego Chrystusem. Jest to wiara pomocna w tym, aby stawać się lepszą wersją samego siebie. Kościół rzymskokatolicki to religia. Organizacja, grupa złożona z ludzi, śmierci podległych i omylnych. Religią która w sposób udowodniony potężnie zboczyła od nauk Chrystusa, pomimo iż uzurpuje sobie wyłączność do interpretowania jego słów. Organizacją, o którą najlepiej zapytać Słowian tępionych ogniem i mieczem; Indian wymordowanych w imię wiary; Katarów i wszystkich innych których Kościół uznał za odstępców od jedynej słusznej religii; czarownice spalone na stosach; dzieci pomordowane w Irlandzkich zakonnych domach dziecka; chłopców na plażach Dominikany; dzieci Kanadyjskich Indian do niedawna nadal odrywane siłą i prawem od rodzin i wysyłane do szkół katolickich. Jedyne co mogłoby zrehabilitować KK w moich oczach, to całkowite ujawnienie archiwów watykańskich (szczególnie dokumentów z okresu 200ne - 1000ne, jak biblie przywiezione na sobór Konstantyna, dokumenty Karola Wielkiego w tym Limes Sorabicus, oryginał Dagome Iudex, zapisy liturgii obrządku słowiańskiego o których mowa w bullach Hadriana, lista biskupów zabitych przez św. Wojciecha itd). Stąd ja definiuję się jako chrześcijanin, ten który stara się podążać za naukami Chrystusa. Nie uważam się natomiast za katolika, czyli wyznawcę doktryn organizacji zwanej kościołem rzymskokatolickim. Chrystus pokazuje nam drogę do Ojca, który jest Bogiem. Tym przez duże B. I nawet KK nie zdołał zmienić Credo: "Nazywamy się dziećmi Bożymi, i nimi jesteśmy." "Ja jestem Synem Bożym, ale i wy nimi jesteście".
  4. Jak wiadomo, gwarancji nie ma, ale zawsze to jakaś podpowiedź:
  5. Kespert

    Świat drapieżników?

    Amen. Szkoda tylko tych którzy do tego wniosku doszli dopiero na swoich własnych błędach. To akurat dość ważne. Moim zdaniem większość oficjalnej psy- nauki od Froyda do dzisiaj, popełnia błąd który najprościej da się opisać słowami "drapieżnikiem się nie jest, drapieżnikiem się bywa". W każdym opisie człowieka, zapominamy że człowiek jest istotą zmienną w czasie. W danej chwili, widzimy jedną płaszczyznę osobowości. Jutro możemy zobaczyć zupełnie inną - taką wykreowaną specjalnie dla nas. Tak więc dla mnie, drapieżnikiem będzie każdy człowiek, który w danej chwili czasu chce osiągnąć swoją korzyść kosztem innej jednostki ludzkiej. Stąd wynika też, że każdy ma w sobie potencjał do rozszarpania ofiary na kawałki. Żona która lata gotowała obiadki, opiekowała się domem i dziećmi, przynosiła pilota TV, piwo i chipsy, może w ułamku sekundy stać się Nemezis, zionącą nienawiścią i fałszywymi oskarżeniami. To nie jest zmiana. To nie jest inny człowiek. To ujawnienie potencjału który tkwi w każdym z nas. Stąd nie ma racji zwrot "jestem inny niż wszyscy", bo każdy ma potencjał by być kimkolwiek.
  6. Kespert

    Świat drapieżników?

    Czyli, innymi słowami, w małżeństwie mamy dwoje drapieżników, i oboje oni mają nadzieję, że wyszarpną większy ochłap dla siebie niż oddadzą swego mięsa. Paradoks etyki - może właśnie takie zasady są najuczciwsze. Dwoje drapieżników - równe szanse, niemal losowy wynik (nie patrząc na komplikacje typu alimenty). Jeden drapieżnik, jedna ofiara - związek pasożytniczo-patologiczny. Księżniczki i biali rycerze. Bad-boye i "zakochane" panny. Rozwód z wyprowadzką pod most. Dwie ofiary - bieda. Nikt nie będzie umiał odnaleźć się w twardej rzeczywistości. I ofiary, którym wydaje się że są drapieżnikami... do czasu aż rzeczywistość nie powie "sprawdzam". Prawda, "ale". Tutaj jest paradoks zera. Jeśli będziesz stosował nowe wzorce w starym świecie, czy przetrwasz? Czy zdołasz rozprzestrzenić nową ideę, zanim stare doświadczone drapieżniki nie ogryzą cię do ostatniej kosteczki? Można być pacyfistą wobec owiec, ale nie wobec wilków. "Walk softly, but carry a big gun". Z tym że zrozumienie trzeba przepracować. Poukładanie wymaga czasu. Akceptacja jest dyskusyjna (nie wyrażam zgody, pomimo iż wiem że jest jak jest). A potem przychodzi prostota dostrzeganych schematów, i zwątpienie w ludzi jako gatunek. Depresja ponad podziałami. Bezpieczeństwo, bo wiesz że nie ma w tym lesie większego drapieżnika od ciebie. Chyba. I najgorsze z pytań retorycznych: Czy mając taką wiedzę, zawsze uda się powstrzymać samego siebie od użycia jej do czynienia zła? http://www.tekstowo.pl/piosenka,the_offspring,you_re_gonna_go_far__kid.html
  7. Fakt, że mężczyźni stanęli w obronie kobiety, daje jeszcze pewien poziom nadziei na przyszłość. W innych krajach, tubylcy czasem już się nie bronią - do tego stopnia, że przeciętny "piętnastoletni inżynier", skonfrontowany z faktem że ofiara nie stoi biernie i nie czeka na cios - nie wie jak się zachować. To jest mentalność "Kali bić - dobrze, Kalego biją - uciekać". Drugi jasny punkt, to że dzięki nim jest już jedna Pani (i pewnie kilka jej przyjaciółek), która na oficjalną propagandę tak łatwo nie da się już nabrać. Może nawet - ku zgrozie feministek - samodzielnie dojdzie do wniosku, że gdyby nie polscy mężczyźni dookoła, to coś gorszego mogłoby ją spotkać. I że feminizm, "samodzielność", i inne tego typu hasełka działają TYLKO jeśli są wspierane przez całość społeczeństwa. Czasami w mroczno-depresyjnych momentach zastanawiam się, gdyby jakiś Illu zaproponował mi dołączenie, czy zdołałby mnie przekonać, że imigranci są sprowadzani dla naszego dobra. Jak szczepionka, komórki chorobowe, które pobudzić mają organizm do obudzenia i wytworzenia przeciwciał. Bo alternatywą jest toczący się już eksperyment Calhouna na całym społeczeństwie. PS: Kiedyś w Stanach, pewien znajomy poradził mi, żeby w sytuacjach konfrontacji z ichniejszymi "inżynierami" podawać się za Rosjanina. "Nu, gawarisz pa ruski". Miałem nieszczęście mieć okazję sprawdzić to na natarczywych Meksykanach - w moim przypadku zadziałało, z "ruskami" konfrontować się nie chcieli nawet w 7 na 3.
  8. Kobieta w stanie czystym, nie skażona żadnymi okowami cywilizacji czy normami moralnymi, jest zjawiskiem przerażająco biologicznym, instynktownym i przewidywalnym. Raczej doceń Bracie @Still, jak bardzo TERAZ szczera była w tej wypowiedzi wobec ciebie twa ex - i wyciągnij z tego naukę A odnośnie czegoś, co mogłoby pomóc Ci dzisiaj, w przejściu rytuału rozstania - coś co kiedyś mi pomogło w podjęciu decyzji o uniknięciu losu człowieka "związanego okowami małżeńskimi" z pewną "gwiazdą". Tadeusz Miciński "Ananke" Gwiazdy wydały nade mną sąd: - wieczną jest ciemność, wiecznym jest błąd. - Ty budowniku nadgwiezdnych wież - będziesz się tułał, jak dziki zwierz. - zapadnie każdy pod tobą ląd - - wśród ognia zmarzniesz - stlisz się jak lont. A gwiazdom odparł królewski duch: wam przeznaczono okrężny ruch, mojej wolności dowodem błąd, serce me dźwiga w głębinach ląd. Poszumy płaczą mogilnych drzew, lecz w barce życia płynie mój śpiew. Ja budowniczy nadgwiezdnych miast szydzę z rozpaczy gasnących gwiazd.
  9. Jeśli uznasz to za dobry pomysł, puść sobie ten film od tyłu do przodu. Najpierw jesteście małżeństwem, potem idziecie do kościoła, całujecie się na pożegnanie, na nią opada welon, zdejmujecie obrączki, składacie sobie przysięgę "żegnaj", ksiądz was poucza "i abyś nigdy nie próbował się znowu żenić", i na końcu wychodzicie osobno z kościoła, aby zacząć nowe życie w wolności.
  10. Nie notuję ale staram się być na bieżąco z tak krytyczną informacją. Jak na razie, istnieje pewien związek - ale nie jest decydujący. Bardziej cykl jest jednym z wielu czynników definiujących nastawienie/humor Pani, i w zależności od humoru ten sam bodziec może przynieść inne wyniki. Problemem tutaj są dość silne leki przepisane Pani przez ginekologa - ewidentnie zaburzają "normalne" zachowanie względem dnia cyklu. Dzienniczek wpis sytuacyjny. Ja tutaj Panią chwalę że skończyła z docinkami, a wczoraj miał miejsce dialog: K: (siedzi spokojnie przy komputerze i płaci rachunki - w ciszy, Pani odpoczywa na kanapie). P: (podchodzi i obejmuje Kesperta, uwodzicielskim głosem) i jak tam nasze pieniądze? K: NASZE? (echo dopowiada mać... mać...) P: (lekko obrażona, lekko żartobliwie) oj nie denerwuj się, tylko tak żartuję. K: (zimnym tonem) skąd pomysł na taki żart? Wiesz co o tym sądzę. P: (bardzo żartobliwie) bo się najbardziej denerwujesz jak tak mówię. (zmiana tonu na radosny) Może masz ochotę na herbatę? Robię sobie miętę, więc tobie też mogę... (ple ple ple - słowotok i przekierowanie rozmowy na inny tor). Piękne, gdybym to nie ja był po stronie odbiorczej. Można użyć jako wzorzec testu (a potem na Forum komentować "to zachowanie sięgnęło trzech i pół Kespertów"). Pomijając ten epizod - pozostałe zachowanie Pani jest bez zarzutu.
  11. Dzienniczek codziennego znoju życia. Najpierw skondensowane fakty: 1. Pani wróciła do pracy - zarówno etatowej, jak też zakończył się martwy sezon Jej firmy, i zaczęły się sypać zamówienia. 2. Kespert też zakończył swój urlop. 3. Pani - ze względu na pracę - już nie widuje się codziennie z psiapsiółami. Pozostała na horyzoncie jedna, z uwagi na zamieszkanie kilkaset metrów dalej. 4. Pierścionek zaręczynowy Kesperta dalej kurzy się na półeczce. 5. Wyznaczony jest termin spotkania z terapeutami - Pani nie oponowała, a nawet podeszła do sprawy z umiarkowanym entuzjazmem. 6. Od czasu próby wyprowadzki Kesperta - zero fochów, czy przejawów DDD. Przez ostatnie kilkanaście dni - zero docinków. 7. Weekendy - pracowite. Wizyta "rozchodzących się" znajomych, papierologia w urzędach, opieka nad siostrzeńcami, pomoc znajomemu w remoncie itd. Stan psychiczno-emocjonalny Kesperta - trochę zmęczony ale szczęśliwy. Powrót do domu jest wyczekiwany. Podnosi łeb hydra nadziei, że ostatni "reset" Pani okaże się przynajmniej w jakimś fragmencie skuteczny. Jednocześnie zmieniają się uczucia Kesperta - następuje bardzo powolny zwrot w kierunku "JA", zamiast "my". Nie oznacza to że Kespertowi przestaje na Pani zależeć - tylko że zaczyna mu bardziej zależeć na sobie. Stan Pani - zmęczona, entuzjastycznie patrząca w przyszłość i nie narzekająca. Nie zaczyna już dyskusji o tym jak topnieją jej oszczędności, a w zamian chwali się jak to dobrze idzie jej z firmą. Co Kespert też chwali, bo marchewka itp. Wnioski luźne: Czyżby powrót do pracy, i spowodowane nim odcięcie psiapsiółek, oraz naoczne uzmysłowienie Pani, że ludzie nawet złączeni węzłem małżeńskim nie muszą być razem - zaczęło w końcu przynosić efekty? Inaczej mówiąc, im bardziej Pani jest skupiona na zarabianiu swojej kasy, im bardziej jest zajęta, tym mniej ma czasu na myśli nad przyszłością, i tym mniej robi zakusów na ślub lub wspólne konto. Im bardziej Pani zajmuje się tragediami innych, tym mniej emocji negatywnych musi wytwarzać w swoim związku - karmi się nimi gdzie indziej. Ponadto, Pani naprawdę lubi tych rozchodzących się znajomych (ja zresztą też), ale doszła samodzielnie do wniosku że to kobieta tam jest powodem, źródłem i przyczyną wszelkich nieszczęść. Co ciekawe, mówi to głośno przy innych znajomych, którzy jeszcze nie zgadzają się z tą opinią. Kespert punktował jakie cechy wspólne ma Pani z tamtą panią, i to w jakiś sposób też dało Jej do myślenia - aż do tego stopnia, że Pani z umiarkowanym entuzjazmem czeka na terapię. PS: Przepraszam za styl "niewidzialnego obserwatora" i pisanie w trzeciej osobie - to może razić. Ale łatwiej jest wtedy mi wysłowić pewne przemyślenia, i zdystansować się do nich.
×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.