Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Blogi

Blogi społeczności

    • 2
      wpisy
    • 3
      komentarze
    • 164246
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Jątrzenie w umyśle.


    Teksty "duchowe", wiedza alternatywna, czakramy, meridiany, aura, krokodyle, pola energetyczne... to wszystko zaczyna mnie już nużyć. Kanały energetyczne - z czego są one zrobione, czy są częścią ciała? Jeśli nie, to jak są z nami połączone i wpływają na to co jest w ciele? Czakramy - podobnie. Czy twórcy tych koncepcji w ogóle próbowali je udowodnić? Jak tu z nimi dyskutować? Jaka byłaby metoda badania tych zjawisk. Ja nie jestem uprzedzony w tym temacie i chciałbym przeprowadzić doświadczenia, jako człowiek, który nie wie; a nie jako racjonalista, które próbuje ludzi poszukujących nowych metod leczenia i wpływania na rzeczywistość poniżyć. Ale czy ludzie w to wierzący rzeczywiście chcą sprawdzić, czy przypadkiem nie dali się wrobić? 


    Pozytywne myślenie, czyszczenie umysłu, kierowanie świadomości na ciało, dążenie do oświecenia, podmienianie myśli, wmawianie sobie tego, co chce się osiągnąć, uspokajanie siebie metodami relaksacyjnymi w chwili, gdy chcę kogoś zniszczyć za to co mi zrobił... To dla mnie jątrzenie w umyśle, które wyczerpuje nerwowo człowieka. Po długim czasie stosowania takich metod można się wymęczyć swój układ nerwowy, że wejdziemy w stany depresyjne. Wstanie z łóżka będzie wyzwaniem, jeśli wyjdziemy z domu będziemy szli bez żadnej motywacji, myśli będą pojawiać się i znikać bardzo powoli. Świetnie, ograniczyłem swój myślotok - niedługo będę oświecony.


    Z tym oświeceniem to też ciekawe sprawa. Rozumiem, że można być mniej lub bardziej świadomym, zależnie od tego co się spożyło, od warunków zewnętrznych. I czym miałoby być to oświecenie  - utrzymaniem maksymalnej świadomości wszystkiego co się postrzega? Jak organizm miałby to wytrzymać? Co to w ogóle znaczy być bardziej świadomym? Przykładowo gdy jestem w parku mogę skupiać się na przyrodzie i zauważać co raz więcej elementów. Ale gdy mówimy, że ktoś został uświadomiony seksualnie, to tak naprawdę zdobył pewną wiedzę, którą może sobie przedstawiać potem w umyśle. Nie jest tego świadomy ciągle.
    Takie nie dające się dowieść teorie i koncepcje mi nie przeszkadzają, dopóki ktoś nie bierze za nie pieniędzy z podatków.


    Zamiast zajmować się oświeceniem, wolę zająć się głównie swoim ciałem. Pod wpływem gwałtownych wydarzeń można wpaść w załamanie i siła oparta na umyśle nie pomoże. Zaś wykształcone ciało przez pewien czas jeszcze będzie można wykorzystać.

  1. Blogosfera Vincenta

    • 0
      wpisów
    • 0
      komentarzy
    • 18616
      wyświetleń

    Brak wpisów bloga

  2. RysiekBlog

    • 0
      wpisów
    • 0
      komentarzy
    • 11233
      wyświetleń

    Brak wpisów bloga

  3. Paweł z N.

    • 0
      wpisów
    • 0
      komentarzy
    • 6910
      wyświetleń

    Brak wpisów bloga

  4. Miałem już niczego nie pisać na blogu, jako że zajmuje to za dużo czasu, a poza tym jak coś napiszę na forum, ma to większy odbiór i jest przynajmniej miejsce na dyskusję. Jednak jako że opisywałem tutaj pewien cykl co do poglądów „wolnościowych”, postanowiłem podzielić się pewnymi spostrzeżeniami, których dokonałem w ostatnim czasie. Wpis będzie bardzo krótki, w zasadzie będzie czymś w rodzaju informacji dla społeczności forumowej, co do mojej osoby i moich poglądów.

     

    Otóż, opisywałem jakiś czas temu, na czym polegają tzw. poglądy libertariańskie. W tym wahania między tzw. anarchokapitalizmem i minarchizmem. Po przeanalizowaniu tematu stwierdzam dosyć jednoznacznie, że to minarchizm, a więc opcja państwa możliwie minimalnego, ograniczonego do wojska, policji i sądownictwa jest tą właściwą. Tzw. Akap nie może funkcjonować z prostej przyczyny. Takie coś zawsze kończy się albo wojną domową, gdzie jedna ze stron ustanawia własny porządek albo zwyczajnie jakieś wojsko wchodzi na pełnej kurvie i ustanawia nową władzę. Historia pokazuje to dobitnie. Wystarczy przypomnieć sobie sytuację w Portugalii po 1910 r., Wojnę domową w Hiszpanii w latach 30-tych XX w. czy pucz wojskowy w Chile w 1973 r.

     

    Podstawowy błąd w „teorii Akapu” tkwi w założeniu, że Prywatne Agencje Ochrony (PAO) zastępujące sektor państwowy w dbaniu o bezpieczeństwo nie będą ze sobą walczyć dbając o opinie klientów, woląc oddawać spory prawne pod arbitraż. Problem w tym, że aby tak to działało, wolny rynek musiałby w ogóle istnieć. A żeby istniał wolny rynek to przemoc i przymus muszą być możliwie usuwane z rynku, a więc musi istnieć prawo dbające o wolność i własność prywatną obywateli z silnym mechanizmem jego egzekwowania. W przeciwnym razie nie ma czegoś takiego jak „klienci”, mamy za to wzajemne napierdalanie się różnych grup walczących o dominację i ustanowienie własnego sytemu prawnego. Konkurencja to dobry mechanizm pod warunkiem, że konkurenci nie mogą stosować przemocy, widać na przykładzie mafii czy jakiś grup rebeliantów, że w ich przypadku konkurowanie ze sobą działa na niekorzyść zwykłych ludzi. Żeby mechanizm konkurencji o klientów działał, konkurenci muszą działać zgodnie z prawem chroniącym podstawowe i niezbywalne prawa człowieka, takie jak prawo do życia, wolność i własność prywatną.

     

    Jedyna forma „Akapu” (o ile w ogóle tak można to nazwać), która teoretycznie mogłaby działać to „Tysiąc Liechtensteinów”, a więc podział na wiele różnych enklaw, gdzie każdy prywatny właściciel terenu, czy jakaś lokalna władza, ustanawiałaby swój system prawny, a konkurencja pomiędzy enklawami wymuszałaby tworzenie dobrego prawa, opartego na wartościach wolności, własności i sprawiedliwości. I osobiście nie mam nic przeciwko tworzeniu takich prawnych autonomii. ALE, każdy z tych tworów również musi przestrzegać pewnych ogólnych zasad, spisanych np. w Konstytucji. Inaczej również spokojnie mogą się tworzyć różne komunistyczne, faszystowskie czy teokratyczne twory. Wystarczy spojrzeć na to co wyczyniają muzułmanie w Europie, tworząc strefy no-go i policje szariatu. Nie wspominając już o Bliskim Wschodzie i tworzeniu się różnych grup rebeliantów i samozwańczych tworów jak Państwo Islamskie. Na pozwoleniu utworzenia własnej autonomii muzułmanom przejechał się także Izrael. Autonomia Palestyńska zamiast stać się „Singapurem Morza Śródziemnego” stała się wojskową teokracją, której celem, zresztą już nawet oficjalnym jest zniszczenie Izraela. Jak to mówił Kelthuz już dobre 4 lata temu w audycji o islamie: „Kiedy przyjdzie islam nie będzie miejsca na konkurencyjne systemy prawa, ani pokojową secesję, bo jedynym prawem będzie szariat. I nie przekonasz ich Hansie-Hermannie Hoppe do przeczytania „Ludzkiego Działania”, gdyż islam zabrania im czytania czegokolwiek poza Koranem”. Zresztą dziadostwo stref no-go to nie tylko robota muzułmanów. Takie same strefy będące rajem dla przestępców tworzyły również chińskie mafie, Triady w Hong-Kongu. Podobne tego typu strefy powstawały w wyniku działań gangów w Brazylii.

     

    A więc prawne autonomie mogą być OK, pod warunkiem że przestrzegają prawa, tak samo jak prywatne agencje ochrony, agencje detektywistyczne, sądy polubowne i arbitrażowe, czyli instytucje istniejące już nawet teraz, jako element wspomagający policję, służby państwowe i państwowe sądy, pod warunkiem, że wszyscy oni PRZESTRZEGAJĄ PRAWA. Dlatego rozwiązaniem jest ustanowienie Konstytucji, prawdziwie chroniącej niezbywalne prawa człowieka, pozwolenie na funkcjonowanie stanów/kantonów/landów, które mogą tworzyć swoje systemy prawne w pewnym stopniu, pod warunkiem, że przestrzegają one Konstytucji, a pieczę nad nimi sprawuje federalny rząd i silne wojsko, chroniące jednocześnie całego regionu państwa przed agresją z zewnątrz. Taki system to nie ufoludek, tylko coś jak najbardziej realnego, nazywa się to federacja, z powodzeniem sprawdziło się to w historii takich krajów jak Stany Zjednoczone, Szwajcaria czy Niemcy. W wersji minarchistycznej mielibyśmy po prostu rząd minimalny, a więc ograniczony do armii, policji, służb specjalnych, sądownictwa i minimalnej administracji, a więc rząd spełniające rolę tak jak opisywali to chociażby Ayn Rand, Robert Nozick, Friedrich von Hayek czy Ludwig von Mises.

     

    A druga rzecz, którą chciałem przekazać: jeśli idzie o wzorce kulturowe potrzebny jest przynajmniej umiarkowany konserwatyzm. Piszę to zarówno zainspirowany kwestią preferencji czasowej i jej wpływu na jakość życia społecznego co opisywał Hans-Hermann Hoppe, jak i znajomości mechanizmu dywersji ideologicznej przedstawianego przez Jurija Bezmienowa (demoralizacja -> destabilizacja -> kryzys -> normalizacja. Potrzeba nam społeczeństwa opartego na zasadach, nie relatywizmie moralnym, potrzeba przemian ewolucyjnych, nie rewolucyjnych (które wiadomo z historii jak się kończą). Że już nie wspomnę o potrzebie zdrowego, przemyślanego patriotyzmu. 

  5. blog-0493268001445583731.jpgKsiążka - klejnot, z równie dobrą ekranizacją kinową i chyba jeszcze lepszym serialem telewizyjnym z 1977 roku. Role Kamasa i Pawlika, szczególnie tego ostatniego jako starego Rzeckiego - prawie oskarowe. Wiem, wiem - lektura szkolna a do obowiązkowych lektur każdy w swoim wieku podchodzi tak jak podchodzi. O dziwo, jak na szkolną lekturę - mnie ta książka pochłonęła.

    Bo Stanisław Wokulski, Panowie, to jeden z nas. Cała ksiażka jak i serial pełen jest perełek do wychwycenia, które o ile umykały mi w wieku młodzieńczym tak teraz wręcz rozsadzają tą powieść i nadają jej wyjątkowego kolorytu. Mamy więc wzorcowy przykład rozwoju wewnętrznego. spektakularną przemianę osobowości a całość gra w tonie niewłaściwie ulokowanej fascynacji. Co potrafi zauroczony od stóp do głów mężczyzna (a czego przede wszytkim nie potrafi!) i czym tak naprawdę kieruje się w swych wyborach kobieta rozpuszczona licznymi adoratorami i przyzwyczajona do poklasku oraz atencji. Jest to nic innego jak rzeczy, o których tak często-gęsto piszemy na forum.

    Książkę i serial odkrywam na nowo. Niegdyś, gdy miałem z nimi styczność - byłem chłopcem, większym dzieckiem. Obecnie odkrywam będąc mężczyzną z bagażem pewnych doświadczeń życiowych i związanych z nimi postaw oraz poglądów. Fanstastyczne uczucie a odkrywane na nowo perły życiowej mądrości, padające co pewien czas z ust bohaterów - tylko pogłębiają to doznanie. Bo każdy z nas był, jest lub będzie w którymś etapie swojego życia ... Stanisławem Wokulskim.

    9080f78f4c986e30455c7131c021d510,300,0,0,0.jpg

    https://www.youtube.com/watch?v=5s5efgi1qzA

  6. Pan Kabat75
    Ostatni wpis

    Andropauza.

    Kłopoty z erekcją.

    Zdradzany.

     

    Takimi słówkami potrafią nas karmić niektóre kobiety (coraz bardziej wierzę, ze któregoś dnia uwierzę w to, że jest mniej niż 50% wśród kobiet). Nazywają się czarownicami.

    Ach, ach!

    Jakbym miał już dość, postąpiłbym po chamsku i spytał "czy to prawda, że czarownice dobrze dają dupy?"

    Ale wolę wybierać lepsze rozwiązania - tak jak teraz skupię się na istocie tego co mam na myśli.

     

    Otóż, Mój Drogi Żołnierzu, jesteś Nieśmiertelny.

    Zadbaj tyko o to.

    Dziwisz się? Nie ma czemu, tylko zauważ Siebie. Dbaj, pieść i dogadzaj Sobie. Wystarczy na wieczność.

     

    Ostatnio mało o siebie dbałem, więc po dzisiejszym podjeździe do cudnie uśmiechającej się blondynki drżały mi dłonie. Numer telefonu dostałem. Wygląda na zajętą... Nie dbam jednak o przyszłość, dbam o Siebie.

    By być Nieśmiertelnym jak my wszyscy, Żołnierze.

     

    Czuj duch!, Zwycięzcy!

  7. ALPHA HUMAN

    • 0
      wpisów
    • 72
      komentarzy
    • 4760
      wyświetleń

    Brak wpisów bloga

  8. W chuj.

    Tyle wysiłku włożyłem, by być gotowym do napisania tego bloga.

    Gotowość w takim sensie - że ten blog - to czyste odzwierciedlenie mnie.

    Zauważcie pewną zależność - czytając jakiekolwiek powieści czy też książki - poznajecie wnętrze autora, i to jak widzi rzeczywistość. Jego esencje.

    A tak bardzo go poznacie - jak bardzo spostrzegawczy jesteście - czyli inteligentni.

    Od czego by tu zacząć? Może od tego - czym jest ta domniemana męskość?

    Myślę, że wieeeelu przyszłych mężczyzn ma z tym problem. Męskość - to brak deliberowania nad pierdołami, nie zawracanie się przy wyzwaniach, w kierunku bezpiecznych przystani, w których można odpocząć. To jest - krótko mówiąc - parcie naprzód, determinacja i rozpierdalanie murów. Totalnym przeciwieństwem męskości - jest ucieczka od konfrontacji z brutalną acz sprawiedliwą rzeczywistością, choćby i do tej "byłej" która was jebła w pizdu. Bo nie mogła już na was patrzeć. Na ten obraz nędzy i rozpaczy.

    No właśnie - obraz. Wartościowa kobieta, czyli taka, która ma pomysł na siebie - swojego faceta podziwiać MUSI. On jest dla niej energią, czymś, co pociąga ją za nim.

    Wchodząc w szczegóły i analizując, kobieta tak naprawdę nie kocha jego smile.png - kocha energię, wewnętrzną siłę, która z tego mężczyzny wypływa.

    Dopiero umysł - generalizując - utożsamia tą energię właśnie z tym mężczyzną. Przez to kobieta zaczyna kochać GO - bo właśnie ten facet ma tą aurę, w której ta kobieta pływać i rozkoszować się chce.

    Aura - męskość - siła - jaja : nazywajcie to jak chcecie, ale jeśli to stracicie, stracicie i kobietę - w sensie: To nie ona będzie wasza, to Wy będziecie jej. A taka sytuacja to pomyłka. Matkę ma się jedną, a wasza kobieta nie jest i nie ma obowiązku być jej zastępczynią. Dobrze czytaliście - WASZA kobieta, bo ona jest wasza i to Wy jesteście do tego, żeby jej zapewnić spokój ducha - w zamian za to da wam wdzięczność i miłość oraz poczucie - że jesteście na tyle dojrzali, że stać was na posiadanie kobiety smile.png

    Wracając - męskich cech nikt nie dostaje za darmo, ani nikt się z nimi nie rodzi. Je się w sobie buduje, a następnie pielęgnuje.

    Należy pamiętać - że tą męskość można stracić w każdym momencie - wystarczy pomyśleć, że ktoś wami się lepiej zaopiekuje niż wy sami sobą.

    Przedstawię kilka cech męskich po krótce:

    - Dbanie o samego siebie - facet, przede wszystkim powinien umieć zadbać o siebie w taki sposób, żeby nie wymagał tej opieki od innych. Dopiero wtedy jest w stanie rozciągnąć swoją opiekę nad SWOJĄ rodzinę. Tenże Mężczyzna - musi umieć sam się wspierać w myślach, zbudować na tyle dobrą relację z samym sobą, by umieć siebie wyciągać z gówna. W przeciwnym wypadku niewiele jest wart i pewnie tęskno mu do matczynego sutka.

    - Gotowość do działania - tu nie chodzi o samo działanie, a o słowo początkowe. W życiu nie raz bywa tak, że tych, co stoją na drodze trzeba zepchnąć, nie oglądając się za siebie. To jest prawo natury, że silniejszy idzie przed siebie, reszta schodzi mu z drogi. A ta siła jest częściej mierzalna determinacją, zamiast fizycznością. Wierzcie lub nie - większość ludzi zejdzie wam z drogi, lub pobuczy zanim to zrobi. Ludzie są z reguły LENIWI.

    Wolą się dostosować zamiast walczyć, ale zanim to zrobią, będą walczyć przed tym, że muszą się znowu dostosować - czyli - wysilić.

    Ogólnie wrażliwcy i "ynteligentni" goście mają z natury swej, krótko mówiąć - przejebane. Odczuwanie przez nich emocji spychanego delikwenta, przerasta ich i zaczynają przepraszać za siebie. Myślą, że nie mają prawa tu żyć - i mają rację : )

    Bo to prawo się wywalcza a nie rości. A ten, kto nie jest w stanie sobie go wywalczyć - przegrywa.

    W życiu się dyma, albo dymać się daje.

    Boska harmonia i pokój to mrzonki idealisto-romantycznych-pizdeczek, którym jeszcze jajka nie obrosły. Spokój to tylko okres przejściowy przed kolejnym wyzwaniem.

    - Błędy - należy niezwłocznie się do nich przyznawać, to nie jest dla Twojego pośmiewiska, to jest dla Twojego wzmocnienia. Im szybciej się tego nauczysz, tym szybciej się uczył i wzrastał będziesz.

    A teraz akapella i jadziem dalej.

    Należy pamiętać, że męskość to kwestia wyboru a nie przeznaczenia. Kwestia otoczenia ma tu swoje piętno, ale skoro światopogląd i - ogólnie rzecz biorąc - łeb, raz się ukształtował, to znaczy, że można ukształtować go jeszcze raz. Kwestia determinacji i chęci - oraz tego jak duże te chęci są.

    Jedna, bardzo ważna sprawa do rozwiązania.

    Strach.

    Tylko wariaci się nie boją.

    Jednym z wielu kierunków, na rozwiązanie tego problemu -> strachu przed życiem - jest uznanie, że już jesteś martwy.

    Dopiero wtedy funkcjonujesz tak, jak powinieneś funkcjonować. Każda sekunda będzie dla Ciebie darem, będziesz wtedy wdzięczny za każdą chwile i zaczniesz żyć tym, co jest właśnie teraz. Nie ujdzie to kobiecej uwadze, oj - nie smile.png

    A ty - będziesz grał kartami jakie rzuca Ci życie i przestaniesz smęcić na ich jakość, a w dodatku - nauczysz się nimi wygrywać.

    Nie będziesz bał się tego, co Ciebie czeka, tylko brał to i tego używał, rzeźbiąc przy tym co zechcesz.

    Wygrana - cudowne uczucie, które każdy mężczyzna myślę zna.

    Kto raz w nim zasmakuje, tęsknić będzie za nim i wciąż je chciał, dopóki je pamięta.

    W każdym z nas drzemie wewnętrzna siła, która chce się uwolnić, chce zostać wykorzystana dla TWOJEGO dobra.

    Ćwiczenie na teraz - wyprostuj się, wciągnij nosem głęboko powietrze tak, by urosła Ci klatka piersiowa, dla zwiększenia efektu zamknij oczy.

    Pooddychaj jeszcze z dwa razy płucami wypinając pierś - tak jakbyś był nad czystym źródłem wody, gdzieś w naturalnym miejscu i chciał wciągnąć magię tego miejsca jednocześnie czując się wolnym.

    Czujesz? To jest właśnie energia która jest dla Ciebie. Jeżeli nauczysz się nią władać, będzie ona z Ciebie wypływać, i dodawać sił w trudnych momentach. Na zawołanie.

    Najtrudniejszą rzeczą jest zrzucenie wewnętrznych blokad, które blokują wykorzystywanie tej wewnętrznej siły. A najważniejsze jest to - że te wszystkie kłódki są zamknięte od wewnątrz, i tylko z tej strony można je otworzyć. Praca indywidualna do wykonania.

    Bierze Ciebie na wspomnienia? Zostaw to na starość - teraz jest czas używalności, masz się zużyć - zużyj się tak, byś przypadkiem potem nie żałował, żeś zardzewiał i zgrzybiał w kurzu wink.png

    Zapomniałem dodać jeszcze ważnej kwestii : Bycie facetem obliguje do tego - by ten wkładał swoje starania również na poprawianie bytu społeczeństwa w którym żyje. To jest jego zasrany obowiązek i zarazem przywilej.

  9. Następna dawka "łubu dubu" dla wytrwałych. Zainteresowanych zapraszam do mordowni od H5.

     

    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

     

    H5 - THE JOURNEY #031 [2017-07-30]: https://hearthis.at/h5/h5-the-journey-031-2017-07-30/

     

    |-| TRACKLIST |-| TRACKLIST |-|
    01. Eco & Driftmoon - TRUST IN THE WIND [EXTENDED MIX]
    02. Giuseppe Ottaviani feat. Tricia McTeague - LONELIEST NIGHT [ON AIR MIX]
    03. John Askew - SUPERSONIC [EXTENDED MIX]
    04. Simon Patterson feat. David Wright - NORTHERN LIGHTS [ORIGINAL MIX]
    05. Arctic Moon - NOCTURNAL HORIZONS [EXTENDED MIX]
    06. A.R.D.I & Allam - BRAVEHEART [ORIGINAL MIX]
    07. Matt Bowdidge & Phil Taylor - FIRECRACKER [ORIGINAL MIX]
    08. Craig Connelly feat. Jessica Lawrence - HOW CAN I [JOHN O'CALLAGHAN REMIX]
    09. Jamie Drummond - ORPHAN [WILL ATKINSON REMIX]
    10. Sean Tyas - LIFT [ORIGINAL MIX] [DESTINATION OF THE MONTH]

     

    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

     

    H5 - THE JOURNEY #032 [2017-08-27]: https://hearthis.at/h5/h5-the-journey-032-2017-08-27/

     

    |-| TRACKLIST |-| TRACKLIST |-|
    01. Jordan Suckley - ACCESS [ORIGINAL MIX]
    02. Sean Tyas - REACH OUT [GIUSEPPE OTTAVIANI REMIX]
    03. Simon Patterson feat. Lucy Pullin - NOW I CAN BREATHE AGAIN [EXTENDED MIX]
    04. Matt Bowdidge - SLIP BACK [ORIGINAL MIX]
    05. Eddie Bitar - HYSTERIA [ORIGINAL MIX]
    06. Daniel Skyver - AIRFLOW [ORIGINAL MIX]
    07. Pierre Pienaar - NOVUS VITAE [ORIGINAL MIX]
    08. Gelardi - JUST FLY [ORIGINAL MIX]
    09. Sneijder - OUTSIDER [EXTENDED MIX]
    10. Orjan Nilsen - IN FUSION [ORIGINAL MIX] [DESTINATION OF THE MONTH]

     

    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

     

    H5 - THE JOURNEY #033 [2017-09-24]: https://hearthis.at/h5/h5-the-journey-033-2017-09-24/

     

    |-| TRACKLIST |-| TRACKLIST |-|
    01. David Forbes feat. Emma Gillespie - SHADOWS [ORIGINAL MIX]
    02. Alex di Stefano - SPLIT [ORIGINAL MIX]
    03. Mark Sherry - GRAVITATIONAL WAVES [MARCO V REMIX]
    04. Super8 & Tab - INTO [EXTENDED MIX]
    05. Photographer - HIGHWAY [ORIGINAL MIX]
    06. Allen Watts - ARIZONA [EXTENDED MIX]
    07. Man En Trance - PURPLE ACID [ORIGINAL MIX]
    08. Indecent Noise - BLADE DANCER [EXTENDED MIX]
    09. Alex M.O.R.P.H - IT'S FULL OF STARS [EXTENDED MIX]
    10. 4 Strings - LET IT RAIN [MYSTERY REMIX] [DESTINATION OF THE MONTH]

     

    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

  10. Dzisiaj będzie troszkę o mocy, momencie i o tym jak jeździmy.

    Przede wszystkim na sam początek trzeba wyróżnić kilka rzeczy, którymi normalny facet-samochodziarz zachwyca się a Panie tego za ząb nie rozumieją. Wszystko staram się wytłumaczyć w jak największym skrócie i jak najprościej. A mianowicie:

    1. Moc- jest podawana w Watach oraz Koniach Mechanicznych (W oraz KM). Określa nam jak "silny" jest silnik samochodu. Odpowiedzialna przede wszystkim za prędkość maksymalną samochodu oraz pośrednio za przyśpieszenie i "elastyczność"

    2. Moment obrotowy- mówi nam jaką realną siłę mamy do wykorzystania na kołach napędzających samochód. Im większy, tym auto płynniej rusza, możemy większy ciężar ładunku przewieźć itd. Podawany jest w Niutonometrach (Nm). Odpowiedzialny (zwłaszcza w samochodach osobowych) za przyspieszenie- im większy moment, tym szybciej rozpędzi się.

    Moc i moment. Któż z nas nie zachwyca się wartościami podawanymi przez koncerny samochodowe. Kto by spodziewał się jeszcze 10 lat temu, że 1,4 litrowy turbo diesel będzie dzisiaj generował ponad 170 KM? Że silnik 1,8 w benzynie napędzi bezproblemowo S-klasę?

    Tak! Każdy z nas chce mieć auto mocniejsze, silniejsze od innych a jak jeszcze stać na większą pojemność to już w ogóle patrzcie jaki jestem zajebisty!

    Patrzcie a co mnie stać i jakie dupy wyrywam! Jak to kiedyś ktoś określił- pod domem X5 a w domu komuna :D

    Jeżdżę na codzień po okolicy domku samochodem o dumnej nazwie Daewoo Tico 0,8 l i całe 47 KM. Auto jest całkowicie mi wystarczające i choć czasem brakuje mi mocy, to jednak nie narzekam. Dlaczego o tym samochodzie nadmieniam? Ano bierze się to z tego (tu zabrzmi mocno zarozumiale), że czasem jeżdżę do Jeleniej Góry i okolic.Dużo inwestuję w swoje umiejętności za kółkiem, bo m.in. z tego żyję i znam możliwości Psikusia. Ostatnio jechałem ze znajomym w dwa samochody i wyśmiewał mnie na autostradzie. Gdy wjechaliśmy w góry, mimo że miał Audii A4, to miał niemałe problemy by nadążyć za mną, mimo że nie przekraczałem 80 km/h.

    Ta przypowiastka ma za zadanie ukazać, że nie potrafimy wykorzystać możliwości, jakie daje nam samochód. Osobiście uznałem, że auto z silnikiem o mocy 150 KM jest granicą dla 95% społeczeństwa. I tak z tych 150 KM wykorzystują jakieś 70% mocy. Brakuje nam umiejętności jazdy, co podkreślam i będę podkreślać. Obowiązujący u nas system nauczania ma za zadanie nauczyć nas zdania egzaminu a nie jeździć.

    Wielu kupuje auta 200; 250 czy 300 konne samochody. I na tym kończy się. Nie, nie jestem przeciwnikiem takich samochodów. Wręcz przeciwnie sam chciałbym mesia 5,5 l AMG 507 KM :D Auta, które kupują są bardzo mocne, wyposażone w systemy wspomagające (całe szczęście!) jazdę, bo mielibyśmy tyle wypadków, że aż głowa mnie boli na samą myśl. Problem polega na tym, że Ci ludzie nie robią nic w kierunku nauczenia się panowania nad takim potworem. Żaden z ludzi nie zapisze się do szkoły jazdy by podszkolić się z umiejętności.

    Sam zrozumiałem swoją pyszałkowatość i zarozumiałość gdy kolega wziął mnie 200 konną (proszę się nie śmiać) hondą civic i puścił mnie na płytę poślizgową. Wtedy okazało się, jak naprawdę mało umiem i polecam Wam szczerze z serca. Wydatek może wydaje się i spory, ale tu chodzi o nasze bezpieczeństwo :P

    A skoro już tyle spiny było z mojej strony, to na koniec coś na rozluźnienie:

    :D

    • 1
      wpis
    • 2
      komentarze
    • 2672
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Stulejman Wspaniały
    Ostatni wpis

    Spotkaliśmy się na przystanku autobusowym; delikatny wietrzyk szurał pięknymi, jesiennymi liśćmi po chodniku, a ja bezgłośnie się modliłem, by randka w ciemno z tajemniczą nieznajomą, nie okazała się kolejnym policzkiem dla mojego instynktu łowieckiego. Oto nadeszła; spojrzałem jej głęboko w dekolt, i była to miłość od pierwszego wejrzenia.

    Herbata i ciastka z biedronki

    Drogę do mojej kawalerki uprzyjemniałem wykutymi na blachę dowcipami, zajmując myśli niegodnymi gentlemana bezeceństwami.

    Po przyjściu na miejsce kaźni jąder, zrobiłem herbatę i wyciągnąłem ciasteczka z biedronki - spojrzałem na nie bardziej łakomie, niż duży biust Pani. Musiały poczekać, by nie rozsadzić mi już za chwilę skaczącego jak sprężyna tyłka. Bo co to za miłość, gdy walczysz z burczącymi, spuchniętymi od gazów jelitami? Najpierw danie główne, a później deser - jak w prawdziwej, Polskiej rodzinie, co po 40 tce każdy ma cukrzycę, żylaki, nadciśnienie i hemoroidy.

    Prowadziliśmy lekką rozmowę o pogodzie, a ja zbliżyłem się z uśmiechem nr 1, by patrząc jej w oczy delikatnie ją pocałować. Smakowała truskawką, a ja lubię truskawki bo przypominają mi dzieciństwo. Oddała go dysząc ciężko, a ja westchnąłem z ulgą w duchu - no to po grze wstępnej, można przechodzić do zasadniczego celu naszego spotkania. Rozpiąłem jej pachnącą dobrym perfumem bluzeczkę, a mym szeroko otwartym oczom ukazał się koronkowy stanik. Ogarnął mnie zachwyt i pozwoliłem, by stał się widoczny; Życie kobiet to w przerażającej większości bolesne i drogie zabiegi, by podobać się samcom, więc jeśli ta Pani za chwilę mi coś da, ja chciałbym także jej coś dać (bo mam dobre serducho). Pragnąłem zatrzymać te uczucie, które rośnie we mnie gdy widzę piękne, duże piersi w staniku, by się nim rozkoszować - lecz uczucia jak chmury na niebie, szybko mijają - gdy nagle zachwyt stracił swą gorejącą intensywność, przechodząc w żelazną żądzę działania, wyłuskałem skarby z koronkowego więzienia. Złożyłem pełen szacunku pocałunek na jej piersi, by językiem pląsać czule po sutku, który szybko rósł, podobnie jak Taki Jeden. Prawą dłonią trzymałem jej pierś, lewą wsunąłem palcami we włosy, po czym mocno je złapałem i przyciągnąłem do siebie głowę samicy, by posmakować ust które potrafią bezlitośnie karać, ale i dawać niezapomnianą rozkosz. Wzdychaliśmy ciężko, a nasza flora bakteryjna miała okazję do bliższego poznania; nie pierwsze i nie ostatnie tego dnia.

    Marsz zwycięstwa

    Moja ręka powędrowała ku kuszącemu kolanu, by rozpocząć pełną wyzwań podróż ku celowi; gdy zatrzymała się tam, gdzie wilgoć i rozkosz to jedno, jakiś kobiecy głos w mojej głowie wrzasnął: Jesteś pusty i płytki! Uśmiechnąłem się w myślach i odpowiedziałem: Bo żeby mieć przyjemność, nie hajtałem się, nie podpisywałem umowy prawnej która zrobi ze mnie dziada bez mieszkania, jak Pani się odwidzi "wielka miłość"? Bo żeby się poczuć spełnionym i "prawdziwym" mężczyzną, nie muszę kupować browaru by napić się piwa? Żałosny! Emocjonalnie niedorozwinięty gówniarz! Głos krzyczał coraz bardziej. Dołączyły do niego męskie barytony; to brzuchate Ryśki z Klanu w kapciochach, dla których warowanie przy małżonce, proszenie się o seks i harówka za coraz większe pretensje i narzekania, jest życiowym sukcesem i szczęściem; nienawidzą każdego, kto żyje wolny, komu nikt nie dyktuje jak ma żyć. Zamknąłem tę całą menażerię głosów wewnętrznych w kanciapie, by nie przeszkadzały mi w akcie konsumpcji.

    Języku i członku, do dzieła! Krzyknąłem.

    Nie zawiedli mnie, ci moi od serca Przyjaciele.

  11. Silvia

    • 1
      wpis
    • 13
      komentarzy
    • 2592
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Eleanor
    Ostatni wpis

    Siedziała przy stoliku, podszedł do niej... wiedziała że to ON...

    przywitał się, całując jej dłoń....tak sobie wyobrażała, zanim podszedł, ale nie….

    -Witaj rzekł, badawczo się przyglądając..

    Ona wpatrzona w niego...nie mogła ukryć drżenia rąk, była zestresowana, niewiele wiedziała o tym człowieku, którego znała tylko z maili...jednak jej wyobrażenie stało się rzeczywistością, gdy to sobie uświadomiła spłonęła rumieńcem..

    On spokojny, opanowany, pewny siebie, co jeszcze bardziej ja onieśmielało...lecz mimo to ...

    to czego w tym momencie najbardziej pragnęła to żeby podszedł do niej i przytulił....jego zapach...ciepło...

    Czuła że tylko wtedy poczuje się bezpiecznie, spokojnie....

    Patrzył w jej oczy, jakby znając jej myśli podszedł do niej i przytulił, szepnął: chodźmy stąd.....

    i pojechali do jego mieszkania.

    Gdy tylko weszli bezceremonialnie przyparł ją do ściany, czuł że drży, ale nie mógł opanować pożądania jakie nim zawładnęło, gdy poczuł jej twardniejące sutki, wpił się w jej usta, całował ja jak opętany a ona oddawała pocałunki z wielką rozkoszą, jej biodra poruszały się powoli zapraszając ...podniecony zerwał jej spódnice i wsunął palce w mokrą już gorącą cipkę, zadrżała…ich języki spotkały się, nie mógł już dłużej zapanować nad żarem, smakował każdy kawałek jej ciała, czuła jak jej pragnie co jeszcze bardziej pobudzało zmysły.......

    Jego dotyk palił, wyjął palce podniósł ja do góry i opierając o ścianę wszedł w nią…powoli, każdy kawałek jego nabrzmiałego penisa drażnił jej gorącą cipkę.. w pewnej chwili odwrócił ja tyłem, przycisnął do ściany, złapał za włosy i syknął:

    - teraz Cię zerżnę dziwko, wypięła się niczym kotka, a on złapał ją za biodra i nadział na twardego niczym kołek mokrego penisa

    .....poruszał się rytmicznie, każdy ruch sprawiał jej niezaspokojoną rozkosz...jego jęk z każdym pchnięciem, przeszywał ja dreszczem…coraz głębiej się zatracała, każdy dotyk był jak ogień, nie mógł już dłużej wytrzymać, czuł jak żądza wrze…stękał jak oszalały, przyśpieszył i nagle wstrząsnął nim spazm rozkoszy….

    - Bilety do kontroli, proszę pani…

    - co proszę? ah tak bilet ..otrząsnęła się, mając przed oczami ociekającego spermą penisa ..drżącymi dłońmi przeszukiwała torebkę… o jest, proszę…konduktor spojrzał na nią, czy wie? Pomyślała, nie, to niemożliwe…

  12. friendship

    • 3
      wpisy
    • 27
      komentarzy
    • 2558
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    homer
    Ostatni wpis

    Jak to jest do jasnej cholery że jak człowiek chce pomóc drugiemu człowiekowi to zazwyczaj dostaje za to kopa w tyłek i co najgorsze nigdy nie uczy się pod tym względem na swoich błędach. Nie wiem, może to kwestia dobrego serca i faktu że samemu się sporo przeżyło w przeszłości, albo może jestem po prostu naiwny. Ale cięzko mi to ocenić. Ale podając kilka przykładów z życia.

    1.To pierwsze to chyba zdecydowana większość z was przeżyła. Jak człowiek pożycza swojemu koledze/koleżance/kolegom (resztę sami dopiszcie ;) ) pieniądze i później zapomina się o istnieniu takiej osoby która pożyczyła ten przysłowiowy ,,chajs''. Ok, rozumiem, są różne sytuacje w życiu. To fakt. Sam wiem to po sobie. Ale ludzie, litości, ciężko po prostu zadzwonić do takiej osoby i powiedzieć coś w stylu:,,posłuchaj stary, nie mam aż tyle pieniędzy ile myślałem. Nie mógłbym później/część teraz tylko oddać''. Czy to takie trudne!!! Sam mam często bardzo ciężko (to już trzeba moim ukochanym rodzicom za to podziękować :) ) ale staram się na bieżąco swoje długi oddawać. A jak nie jestem w stanie, to robię tak jak powyżej. W ten czas całkiem inaczej wychodzę w oczach swoich znajomych.

    2.Gryzie mnie pewna rzecz. Dlaczego ludzie są tak CHAMSCY, że za to, że pomagałem swojej mamie jak i pewnej dziewczynie, z którą nie byłem-żeby nie było, (nazwijmy ją abc :D ) dostałem od nich tak jakby w ,,pierdol''. Szczególnie moja matka, gdy za jedną kłótnię mnie w domu wyrzuciła. A wyjaśniając, tym dwóm osobom pomagałem bardzo finansowo. Mimo tego, iż mam trzech komorników dzięki właśnie moim rodzicom. Bo nie chciało im się spłacać swoich długów z mieszkaniem, a komornicy nie mieli jak ściągać od nich pieniędzy, to mi siedli na konto w pracy. Czyli dostaję z 1300 zł (fakt, niektórzy jeszcze mniej mają pieniędzy) a mimo tego regularnie dawałem swojej matce po 300 zł na życie, a kolejne 350 nawet to 400 zł (!) dawałem tej abc. Powodem mojej pomocy dla abc była jej beznadziejna sytuacja życiowa. Dziewczyna zaszła w ciążę ze swoim, który długo się nawet nie przyznawał do dzieciaka i ją kompletnie olał i przy tym też w którymś momencie została wygoniona z domu przez swoich rodziców. Podsumuwując, dziewczyna bez pieniędzy, bez mieszkania i będąca w ciąży. Więc postanowiłem jej pomóc. Znalazłem jej coś na wynajem, gdzie zgadałem cenę 300 zł miesięcznie (czyli cholernie mało!). Płaciłem ZA NIĄ te mieszkanie i zazwyczaj dawałem jej dodatkowo 50-100 zł na żywność. Fakt, bardzo niewiele ale patrząc na moją wypłatę... Ale wracając do tematu przy tym jeszcze za swoje pieniądze które mi zostały jeszcze dodatkowo potrafiłem kupować swoim rodzicom jedzenie i dodatkowo coś pożyczyć.Często nic mi już potem nie zostawało i sam czasami głodowałem. Bo miałem dosyć jak słyszałem że w swoim własnym domu (od mojego ojczyma) że jem NIE ZA SWOJE pieniądze.

    3.Jaki z tego morał. A mianowicie taki, że na dłuższą metę nie warto ludziom pomagać. A przynajmniej nie do przesady jak w moim przypadku. Ponieważ za moją udzieloną pomoc dostałem kopa w dupę od swojej matki i musiałem z dnia na dzień szukać mieszkania i się samemu teraz utrrzymywać za 1300 zł (albo i za 0zł, bo to mi niestety grozi ;( ) tylko za jedną poważnieszą kłótnię, gdzie nie tylko ja byłem tam winien. A natomiast w przypadku abc, gdy poprosiłem o głupie 50 zł, usłyszałem że ,,mało'' jej pomagałem, że jak nie chciałem to nie musiałem jej pomagać i krótko dała mi to zrozumienia że na jej pomoc nie mam co liczyć... A tą pomoc dostałem od ludzi, od których nigdy w życiu bym się nie spodziewał. :) Dzięki temu właśnie wywiązała się pewna przyjaźń która trwa to teraz (mimo pewnej poważnej kłótni powinna ona dalej trwać). Zresztą wspominałem o tym już w swoim pierwszym blogu http://braciasamcy.pl/index.php/blog/19/entry-123-hej/

    4.Krótko mówiąc ,,Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie''. I zapewniam was że tutaj w tym przypadku liczy się jakość, nie ilość.

    PS.Ten post nie ma na celu pokazanie siebie samego w świetle ,,jaki to ja nie jestem'', chwalenia ani żalenia się sobą. Nie oczekuję przy tym także pomocy ani zrozumienia. Wyrażam tu tylko swoje poglądy oraz mój punkt widzenia na to wszystko.

  13. italy-shipwreck-trial.jpg

     

    Statek na mieliźnie, czyli szalone nawigatorki 

     

    Jadąc wczoraj nie swoim samochodem odpaliłem sobie radio, a że trasa do pokonania względnie krótka to zostawiłem na tzw. Jedynce, czyli Pierwszym Kanale (oceniając po tym co usłyszałem dosłownie) Polskiego Radia, nie chcąc ingerować w preferencje właścicielki. Może miałem to nieszczęście, że akurat trafiłem na audycję "Sterniczki", gdzie już nazwa sama w sobie uderza swoim feminazizmem w jakże propagandowym stylu. Wszakże obsada godna nazwy, kobiety wykształcone i na stanowiskach, prowadzącym był Robert Kowalski (pięknie przytakiwał), a oto lista gości wczorajszej:

     

    Halina Bortnowska - filozofka, teolożka, Fundacja Helsińska;
    dr Kinga Dunin - pisarka, publicystka, Krytyka Polityczna;
    prof. Małgorzata Fuszara - socjolożka, Instytut Stosowanych Nauk Społecznych UW;
    Draginja Nadażdzin - szefowa Amnesty International Polska.

     

    Wszystkie powyższe informacje zaczerpnąłem z internetowej ramówki po powrocie do domu. Audycji słuchałem jakieś 20 minut. Po tym czasie, ze względu na poziom przedstawianych poglądów, który zaczął wywoływać we mnie negatywne odczucia (co odkryłem zauważając, że zaczynam podświadomie mocniej dociskać pedał gazu - sam nie wiem, czy chciałem tą bezmyślność zgasić jak papierosa czy zagazować) postanowiłem rzucając do prowadzącego "kończ waść, wstydu oszczędź" oszczędzić sobie dalszej indoktrynacji.

     

    Pokrótce ww. damy stwierdziły co następuje:

    - że przed przybyciem uchodźców kobiety też nie były bezpieczne i gwałty się zdarzały;
    - że to wina władz, że nie zorganizowały w żaden sposób uchodźcom czasu na sylwestra;
    - że nie można uchodźców winić, bo przecież jakby gdzieś wpuścić pół miliona Polaków, bez pracy 
    i w trudnej sytuacji to pewnie zachowaliby się oni identycznie;
    - nie wiemy czy to byli uchodźcy i jaka cześć z nich (wychodzi na to, że gwałcili Niemcy i teraz chcą zwalić wszystko na biednych imigrantów spod znaku półksiężyca).

     

    Nawet nie chcę wiedzieć, jakie jeszcze bzdury pojawiły się w dalszym przebiegu tej audycji. Mogę jedynie podziękować za krótkie podniesienie mi ciśnienia, takiego skondensowanego uderzenia marksizmu kulturowego się nie spodziewałem. Pewnie gdybym był sporo starszy to zdjęliby mnie zawałem, bo publiczne media omijam z daleka z tą ich kulturalną misją i obiektywnością polityczną. Także pamiętajcie: nagłe włączenie mediów publicznych może zagrażać Waszemu życiu lub zdrowiu.

     

    Paniom dyskutującym w studio proponuję przejechać się do Hamburga i zaspokoić potrzeby tamtejszych młodych i jurnych mężczyzn o śniadej karnacji, którzy swoje kobiety, matki i siostry zostawili na pastwę gwałtów w strefie wojennej. Wszakże najlepszym sposobem zapobiegania przestępstwu jest prewencja. Bardzo chętnie i tym razem wyjątkowo słusznie zarzucały, że nie zadziałała męska w postaci niemieckiej policji. Zatem pora pokazać im jak to się robi - kiecki w górę i do roboty - niech żyje "siostrzeństwo" kobiet całego świata!

     

    http://www.polskieradio.pl/7/4398/Artykul/1567762,Ataki-na-kobiety-w-Kolonii-Dlaczego-do-nich-doszlo

     


     

  14. redBlog

    • 1
      wpis
    • 1
      komentarz
    • 1681
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Początek rozwoju prawa rzymskiego datuje się na rok 753 p.n.e. , zgodnie z tradycją jest to również data założenia Rzymu.

    Mimo upadku zachodniej części cesarstwa w roku 476 n.e. spowodowanego najazdem Germanów, historia rozwoju prawa toczy się dalej.

    Datą kończącą wspaniały okres rozwoju prawa rzymskiego jest śmierć panującego w części wschodniej Justyniana (Flavius Petrus Sabbatius Iustinianus) w roku 565 n.e.

    Podczas panowania Justyniana dokonano największej kodyfikacji prawa w okresie antyku, podsumowania całościowego dorobku myśli prawniczej.

    Jak łatwo zauważyć ramy czasowe obejmują trzynaście wieków, samo państwo rzymskie przechodziło w tym czasie znaczące zmiany ustrojowe. Naturalnym procesem jest iż wraz ze zmianą ustroju podąża zmiana w prawie. Kolejne formy ustrojowe to monarchia (do 509 r. p.n.e.), republika (do 27 r. p.n.e.), pryncypat (do 284 r. n.e.), dominat (do 565 r. n.e.).

    Okres prawa archaicznego (753 r. p.n.e. - połowa III w. p.n.e.)

    Był to okres wczesnego rozwoju państwowości, w owym czasie Rzymianie zajmowali się w znacznej mierze uprawą roli oraz pasterstwem. Występowały inne przejawy życia gospodarczego lecz stanowiły one margines działalności ludzkiej. Dominowało prawo kwirytarne (Quirites) opierające się głównie na prawie zwyczajowym. Powolny proces przemian rozpoczął się dzięki działaniom magistratu i zastępowaniu prawa zwyczajowego ustawami.

    Dokonało się przejście formy państwowej z monarchii w republikę, jednakże nie odcisnęło ono silnego piętna w prawie jako takim.

    Druga połowa okresu archaicznego zaowocowała narodzinami ustawy XII tablic (lex duodecim tabularum), której to ustawie poświęcę oddzielny wpis.

    Nasiliła się działalność interpretacyjna uczonych z dziedziny prawa, powoli powstawało to co dziś nazywamy systemem prawa.

    Okres prawa klasycznego (połowa III w. p.n.e. - 235 r. n.e.)

    Zbrojna ekspansja Rzymu oraz zwycięskie wojny zaowocowały napływem bogactw oraz niewolników.

    Napływ kapitału doprowadził do rozwoju zarówno produkcji rolnej jak i przedsiębiorstw przemysłowych, rozwój tych drugich doprowadził do wzrostu produkcji, poszła za tym szeroko pojęta wymiana towarowa również o charakterze międzynarodowym.

    Wykształcił się nowy dział prawa ius gentium czyli prawo narodów - wspólny system prawny dla wszystkich obywateli cesarstwa regulujący relacje prawne z cudzoziemcami.

    Wprowadzono nowości takie jak urząd pretora dla peregrynów i stosowany przezeń proces formułkowy (agere per formulas), który stał się główną formą cywilnego postępowania sądowego w końcowym okresie republiki i przez cały okres pryncypatu. Dawał on możliwość uczestnictwa w procesie osobom nie będącą obywatelami, rozszerzał ochronę praw prywatnych, był mało sformalizowany.

    Z przejściem ustrojowym republiki do pryncypatu wiązało się powstanie nowych czynników prawotwórczych takich jak : cesarz, senat, nauka prawa. Czas przejścia czyli rok 27 p.n.e. jest granicą wyznaczającą podział okresu klasycznego na dwa podokresy.

    Okres prawa przedklasycznego obejmujący ostatnie wieki republiki oraz okres prawa klasycznego obejmujący pierwsze wieki pryncypatu.

    Wszystkie zmiany zachodzące w tych okresach doprowadziły prawo rzymskie do szczytowego rozwoju.

    Okres schyłkowy/ poklasyczny (235 - 565 n.e.)

    Rozkład ustroju niewolniczego doprowadził do upadku gospodarczego Rzymu, efektem tego był kryzys w wielu dziedzinach życia społecznego.

    Spadek wartości pieniądza zaczął cofać obrót gospodarczy do czasów wymiany naturalnej.

    Ciężar wydatków państwowych spoczął na klasie średniej (znacie to z czasów bardziej współczesnych? ;) ) , doprowadziło to zubożenia ludności, mimo usilnych prób zahamowania tego poprzez liczne reformy administracji państwowej (tak dziś też jesteśmy na równi pochyłej tyle że nikt nie stara się nawet nic reformować, wręcz przeciwnie etatyzm pełną gębą). Rok 395 n.e. przyniósł podział państwa na część wschodnią i zachodnią.

    Prawo klasyczne nie było dostosowane dla nowych warunków, wręcz niezrozumiałe dla urzędników państwowych, rozpoczęły się unifikacje prawa.

    Głównym źródłem prawa stały się konstytucje cesarzy, władców absolutnych (dominus).

    Upadły prawie wszystkie czynniki prawotwórcze, paradoksalnie spowodowało to rozwój szkół prawniczych zarówno na wschodzie i zachodzie.

    Ostatnim i największym dziełem prawodawstwa rzymskiego była wspomniana na wstępie kodyfikacja Justyniana.

     

    cdn.

     

    200px-Meister_von_San_Vitale_in_Ravenna.jpg Flavius Petrus Sabbatius Iustinianus

    źródło:

    prawo_rzymskie_zarys_wykladu_wraz_z_wyborem_zrodel_0_b.jpg

    • 2
      wpisy
    • 0
      komentarzy
    • 1603
      wyświetleń

    Brak wpisów bloga

  15. Self Blog

    • 1
      wpis
    • 2
      komentarze
    • 1532
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Witam,w tym wpisie chciałbym podzielić się z wami prostą metodą dzięki której osłabicie swoje ego.Ego o jakie mi chodzi to nawykowe schematy myślenia o sobie oraz otaczającym nas świecie.Przedstawię wam przykład.Nauczyciel wmawia uczniom, że nie potrafią matematyki.Nauczyciel ten nie potrafi przekazać wiedzy więc przerzuca winę na uczniów.Gdy dzieci dostają jedynki obwiniają siebie i w przyszłości z takimi poglądami ciężko będzie im stać się dobrymi z matematyki.Mądrzejsi rodzice zobaczą czy dziecko na prawdę jest słabe z matematyki,czy po prostu zbyt mało ćwiczy lub wiedza jest źle przekazywana.Dziecko da sobie wmówić wiele nieprawdziwych rzeczy.Później rzutuje to na jego całe życie.Religia,stosunki damsko-męskie,kultura to coś co zostało nam zaszczepione bez naszej wiedzy i często boimy się nawet tego badać. Utożsamiamy ten zbiór myśli/przekonań z sobą.Nawet nie wiemy jaką krzywdę sobie robimy,metoda z którą się wami dziele pomoże wam odrzucić te przywiązania.

    Metoda którą proponuje jest formą medytacji,jest ona jednak prostsza od tradycyjnej medytacji.Przedstawię ją w pięciu punktach:

    1.Bądź wypoczęty,połóż się na ziemi(najlepiej na podłodze byle nie było za wygodne)

    2.Weź kilka głębokich wdechów i zaczynaj rozluźniać ciało,skup całą swą uwagę na ciele.

    3.Gdy zaczną przychodzić myśli obserwuj je nie wciągaj się w nie ani nie odganiaj ich ,kieruj uwagę z myśli na ciało.

    4.Naturalnie zwiększy się czas gdy nie będzie myśl a cała uwaga będzie zwrócona na rzeczywistość.

    5.Zacznij badać kim jesteś i czym jest świat,nie wciągaj się w gry umysłu sugerujące proste odpowiedzi .Badaj i odkrywaj.

    Na początek proponuje 10 -15 minut i zwiększanie tego czasu gdy będziemy widzieć postępy.

    Jakich efektów możemy oczekiwać?

    -Nasza uwaga skieruje się na świat dzięki czemu będziemy bardziej doświadczać życia.

    -Wyeliminujemy nasze fałszywe przekonania.

    -Nasze ciało się rozluźni co polepszy nasze samopoczucie.

    -Zrozumiemy że świat nie ma właściwości(dobry zły,piękny,brzydki) a sami mu je nadajemy.

    Podczas praktykowania mogą przyjść odczucia walki ,straty.Nawyki bronią się ,należy je obserwować a po jakimś czasie odejdą.

    • 0
      wpisów
    • 0
      komentarzy
    • 1288
      wyświetleń

    Brak wpisów bloga

    • 2
      wpisy
    • 4
      komentarze
    • 1122
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Miner
    Ostatni wpis

    Jestem tylko człowiekiem.

    Rozbitkiem, na skali kosmosu. Zbiorem genów, wypadkową losu.

    Nic nie jest moje, nigdy nie było. Nic w nigdy mnie nie dotyczyło.

    Jestem malutkim puchem, nic nie znaczącym statkiem, co przez chwilę krótką, przymknie po ziemi ukradkiem.

    Na nic moje starania, na nic krzyk bezduszny, nic to nie zmieni, tak mówi mój anioł zauszny.

    Nic nie wiem, nic pewnego mnie nie czeka, a przede mną zdarzeń rzeka.

    Nurt wody, w której jestem kroplą, gdzie mój oddech jest chwilą ulotną.

    Dlaczego? Nie wiem.

    Me życie emocji wahadłem, stojąc nad czarną przepaścią jeszcze w nią nie wpadłem.

    Dlaczego? Nie wiem.

    Kamień w górę, rzut w dół, oszczep podniosę, rakiet rój. Nic to. Marność.

  16. TradeMe

    W dziennym handlu trzeba gdzies sobie wystawic limit przy ktorym sie sprzedaje pozycje, bo straty moga isc w nieskonczonosc. To jest podstawa tzw. Money Management (ale o tym innym razem). Gdzie ten "hamulec" postawic? Na to kazdy ma inny sposob. Ja patrze na moje konto, gdyz nie raz mi moj broker konto zamknal z braku pieniedzy.

     

    A wiec dzisiaj pokaze wam, jaka gielda jest bezlitosna i jak mozna szybko spasc na pysk i przypalic sobie dupe

     

    Sytuacja wyjsciowa w DOW:

    2016-01-06_22-20-17.jpg

     

    Moje pozycje sprzedalem przy 16818,67 punktow.

     

    A najnizszy poziom byl.. przy 16815,57 punktach. Gdyz od tego momentu, zaczelo sie "cos takiego":

    2016-01-06_22-29-34.jpg.1cf8bedbcb233846

     

    Co dla mnie oznaczalo by, ze bym wyszedl na 0 (break even). A tak: -2736,98€

    2016-01-06_22-08-01.thumb.jpg.f09a08854e

     

    Boli? Boli. Mysle, ze by mniej bolaly, gdyby DOW nadal spadal, a nie dokladnie 3 punkty po sprzedazy, zaczal wzrastac. 

    Mozna sie tez wkurwic. Ale nie pierwszy raz mi sie to zdazylo, a wiec (staram sie) byc spokojny.

     

    to be continued...

     

    P. S. A-ha, jeszcze jeden komentarz dla "fachowcow": to nie byl tzw. "stopp-loss fishing" od mojego broker-a, bo ja sam "recznie" sprzedalem.

     

    • 1
      wpis
    • 10
      komentarzy
    • 1051
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Witam czytających na moim pierwszym wpisie na blogu. Zamierzam podzielić się moimi doswiadczeniami z zycia na różne tematy, mimo młodego wieku myśle ze swieże spojrzenie sie przyda na niektóre sprawy :D

     

    Przez całe swoje życie byłem mniej lub bardziej rycerzyk, przynajmniej jeśli chodzi o relacje z kobietami. myslalem ze jesli bede dla nich miły, kupował kwiatki i zapraszał na kolacje to dostane od nich seks.

    Nie mogłem się bardziej mylić.

     

    Starałem się żeby ludzie mnie lubili, nawet za cenę nie bycia fair samym ze sobą, robienia czegoś wobec siebie. Nie umiałem się postawić w prawie żadnej sytuacji, mało asertywny byłem.

     

    Wszystko się zmieniło gdy zacząłem cwiczyć na siłowni w wieku 18 lat (wcześniej nie uprawiałem zadnych sportów i nic nie umiałem). Zrobiłem się duzo większy "naturalnie", ludzie zaczeli mi bardziej okazywac szacunek ale mentalnie za duzo

    to sie nie zmieniło. W pewnym momencie wpadłem na pomysł ze warto zbadać hormony. Okazało się ze testosteron mam poniżej dolnej granicy mimo CWICZEŃ i w miare zdrowego trybu zycia (siedzący, ale nie piłem nie paliłem juz wtedy, w miare ok sie odzywiałem).

     

    W tamtym okresie bałem się iść do lekarza w takiej sprawie, więc postanowiłem wziąśc sprawy w swoje rece i zainwestowałem pieniązki w Testosteron Propionate.

     

    Po pierwszym zastrzyku moje życie juz na zawsze sie zmieniło, na lepsze.

     

    Można się tylko domyslać co to znaczy byc samcem alfa z wysokim poziomem testosteronu, ale jedyna szansa by sie o tym przekonać to wejśc na cykl. Miałem więcej energii, większy apetyt, przestałem być pobłażliwy dla ludzi którzy nic nie wnosili do mojego życia, byłem o wiele bardziej skłonny do podejmowania ryzyka, mnóstwo pomysłów. Czułem się lepszy od szarej masy która nadal szła w starym tempie i próbowali ze mna rozmawiac na jakies denne tematy. Przytyłem ponad 10 kg w ciągu 2 miesięcy, z czego połowa to suchy miesien(badałem BF).

     

    Po 3 miesiącach zszedłem z pierwszego skromnego cyklu 100mg EOD prop, oczywiście nie czułem się juz jak bóg ale zachowania i odruchy których sie nauczyłem na cyklu zostały ze mną. Oczywiście nie łudziłem się ze to pierwszy i ostatni cykl bo czegos takiego nie ma.

     

    Do myślenia daje bardzo to, ze kobieta może iść do lekarza legalnie po progesteron (tabletki antykoncepcyjne) i zaden lekarz jej nie odmówi, przynajmniej nie slyszalem o takim przypadku. to jest norma, az dziwne ze jeszcze tego nie ma bez recepty. Ale jeśli ja jako facet pójde do lekarza i poproszę o testosteron zebym sie lepiej poczuł to wiekszosc odmówi bo powie ze nie maja na ten temat wiedzy (znam znajomych którzy chcieli wziasc) albo trzeba robic badania, dostanie sie najpierw jakies tabletki pozniej zele... a na koncu dopiero prawdziwy testosteron domiesniowy ale najczesciej dawka taka ze szkoda gadać. (ja taka dostalem od lekarza, ale to temat na inny wpis).

     

    Od wielu lat obserwuje sie zniewieszczenie mezczyzn, testosteron spada rażąco co roku o jakieś 1% w skali globalnej. Jedynie kto na tym zyskuje to kobiety i rządy które maja facetów którzy sie nie postawią i są grzeczni, nie chcą ryzyka, wolę piwo i telewizor... dobrze to nie wróży.

     

    Pozdrawiam

     

     

  17. Zapiski Eldritcha

    • 1
      wpis
    • 4
      komentarze
    • 1034
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Systematycznie na forum pojawiają się wpisy opisujące relacje z kobietami które mają problemy z software'm (w przybliżeniu można to określić jako problemy z osobowością, schematy postępowania), dalej będę je nazywał kosmitkami. Autorzy prześcigają się w licytowaniu procentu napotkanych kosmitek, tymczasem źródła (Wikipedia) podają znacznie niższy ich udział w populacji. W niniejszym wpisie postaram się wyjaśnić kwestię różnicy między postrzeganą i rzeczywistą częstością występowania kosmitek.

     

    Proszę wyobrazić sobie eksperyment polegający na wystawieniu rano w markecie skrzynki z owocami. Wieczorem w skrzynce pozostaną wymiędlone i w jakiś sposób niepełnowartościowe sztuki. To zjawisko opisywane jest w teorii ekonomii jako przykład działania prawa Kopernika-Greshama: jeśli na rynku występują dwa rodzaje monety o tym samym nominale i różnej zawartości kruszcu, to monety o wyższej zawartości kruszcu będą zatrzymywane (gromadzone, tezauryzowane) zaś w obiegu pozostaną monety o niższej zawartości kruszcu. Przenosząc to na rynek partnerek, jeśli na tym rynku występują kobiety o różnym stopniu "poukładania w głowie", to kobiety które mają lepiej poukładane w głowie prawdopodobnie będą w związkach, zaś kosmitki raczej pozostaną w obiegu (oczywiście przy założeniu ceteris paribus).

     

    Podobny problem opisywany jest jako "market for lemons": wiadomo, że w komisie są dwa rodzaje samochodów - "dobre" (wisienki) i "kiepskie" (cytryny), przy czym nie jest łatwo zweryfikować do której grupy należy dany samochód. Nabywca nie wie jaki jest stan samochodu, i jest gotowy jest zapłacić za średni stan samochodu. Ok, ale osoba która sprzedaje wie do której grupy faktycznie samochód się zalicza, zatem jeśli samochód jest wisienką, to cena za średnią jakość nie jest dla osoby wystawiającej zadowalająca. Powoduje to, że wystawiane są raczej samochody o kiepskiej jakości, co powoduje dalszy spadek przeciętnej jakości oferowanych samochodów, i w ślad za tym, oferowanych cen. Powoduje to dalsze wycofywanie lepszych samochodów z rynku. Przenosząc to na rynek partnerek, wniosek jest taki sam jak w akapicie powyżej, na rynku pozostają raczej kosmitki niż normalne kobiety.

    Właściciele samochodów o lepszej jakości będą starali się samochód komuś kto im ufa, udzielą gwarancji, postarają się o certyfikat jakości. Przenosząc to na rynek partnerek, laski bardziej poukładane wiedzą że są bardziej poukładane i zwiążą się raczej z kimś "kto wie jakie są naprawdę" (w praktyce "z kimś kto ją dobrze zna").

     

    Na koniec jeszcze jedna kwestia: czy jeśli kobieta wychodzi na rynek z facetami to ma miejsce analogiczna prawidłowość? Powyższe przemyślenia mogą wg mnie mieć zastosowanie i wobec facetów. Ale nie należy zapominać, że ww rozumowania to uproszczenie rzeczywistości, które uwzględniają to co uwzględniają i nie uwzględniają całej reszty rzeczywistości. Inaczej zmienia się w czasie wartość kwiatów ciętych, a inaczej wartość wina.

     

    Przy dokonywaniu powyższego wpisu korzystałem z Wikipedii.

  18. Samczym okiem

    • 2
      wpisy
    • 5
      komentarzy
    • 956
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Samiec Alfa
    Ostatni wpis

         Płatki róż głaskały jej twarz, tak jakby sami aniołowie rozsypywali ją z nieba. Była to dla niej ważna, a zarazem wzruszająca chwila. Po jej policzku spłynęła łza. Czy łza była oznaką wielkiego szczęści, czy może smutku tego się nie dowiemy. Chciała czegoś innego w głębi duszy, poczuwała się do tego, że nie jest stworzona do zwykłych rzeczy, jej zdaniem była niczym nimfa, która musiała ubruździć swoje stopki przychodząc na ten grzeszny świat. Córka bogów, która za występki przeciw nim została skazana na męki w tej szarej i brutalnej rzeczywistości. Tak bynajmniej myślała nasza bohaterka. Uważała siebie za niewinną i czystą istotkę utkaną ze światłości.

         Jej usta lekko rozchyliły się w delikatnym uśmieszku, pokazującym śnieżnobiałe ząbki. " Zasługuję na to co najlepsze, przecież jestem taka cudowną istotą jaka mogła przyjść na świat, a oto z mej łaski pojmę śmiertelnika i wydam na świat piękne i zdrowe potomstwo, które będzie rządzić i dzielić świat według własnych reguł."

         Rozmyślania przyszłej młodej żony przerwał kościelny dzwon, grzmiąc tak jakby chciał ostrzec wszystkich przed nadchodzącymi wydarzeniami.

     

         Pan młody wpatrywał się w krzyż wiszący na ścianie w kościele. Jego wzrok szczególnie przykuła uwagę figurka Chrystusa. Nie była ona taka inne typowe przedstawienia męki. Twarz Zbawiciela była uśmiechnięta. Jego ciało jednak było w okropnym stanie. Pełno ran, krwi oraz ślady po uderzeniach biczem kontrastowały z uśmiechem na twarzy ukrzyżowanego. Tak jakby nie przejmował się wcale bólem, ale też już za chwilę będąc po drugiej stronie swojego ojca, który chciał go objąć w swoje ramiona i pogratulować mu, że wytrwał do końca, a jego ofiara wcale nie poszła na marne, a otworzyła bramy raju dla zwykłych śmiertelników.

        Z zadumy wyrwał go głos księdza, który osobiście miał sprawować pieczę nad całą uroczystością. Nasz bohater miał przystąpić do sakramentu z czystym sumieniem. Klękając w konfesjonale z prawdziwą czułością pocałował złotą stułę. W tym momencie uświadomił sobie, że przed obliczem Boga jest tak naprawdę marnym pyłkiem, szarym grzesznikiem, który dostał łaskę odkupienia swych win. Wewnątrz siebie wiedział, że Bóg jest niczym surowy ojciec, który karze, ale zarazem darzy miłością tych, którzy przy nim trwali i nie opuścili go w chwili próby. A dowodem jego miłości miał być nadchodzący dzisiejszy moment.

     

         Jeden z gości weselnych wyszedł na podwórko, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Miał nadzieję, że zimny wiatr złagodzi szumiącą głowę. Oczywiście nie mógł się rozstać z butelką wina, więc oparty o werandę cieszył oczy gwiaździstym niebem. Nagle podszedł do niego podwórkowy pies zwany przez wszystkich Burkiem. Skomląc cicho tykając nosem ręki Janka chciał wyprosić coś do jedzenia.

         Janek nie mógł odmówić psinie. Słynął w okolicy z dobrego serca, a także ze swojej głębokiej wrażliwości, którą znali wszyscy szczególnie uwidaczniająca się po wypiciu kilku głębszych. " Widzisz Burek, przysięgli przed Bogiem wierność. On i ona. Wydawać, by się mogło, że są sobie przeznaczeni, a jednak stało się inaczej..."

        Zrobiwszy przerwę na głęboki łyk słodkiego wina dokończył swoją myśl "Tak to jest gdy swędzi cipa, a kutas cipce już się nie podoba. Cipka musi szukać nowych wrażeń. Zgadnij Burek gdzie znaleźli pannę młodą. No zgadnij" Piesek przekrzywiając łebek chciał tak jakby pokazać, że rozumie i doskonale wie, ale niestety nie ma jak tego wyrazić. " Burek Ty bestio, widzę, że się domyślasz. Jakże nie inaczej jak nie na sianku ze stajennym! A to Ci dopiero heca! A mówią, że trzeba babę bić, bo jak się nie bije to jej wątroba gnije i głupie pomysły do głowy przychodzą, widać, że starsi mają rację, więc Burek zawsze słuchaj starszych Braci..."

     

     

     

  19. '"Pewnego dnia coś zrobisz, coś zobaczysz albo wpadniesz na pomysł, który pozornie pojawi się znikąd. I poczujesz, że coś w tobie drgnęło, jakieś ciepło w piersi.

    Kiedy tak się stanie, nie wolno ci tego zignorować. Otwórz umysł i podążaj za tym pomysłem. Podtrzymuj płomień. A wtedy na pewno znajdziesz swój ogień."

     

    Planeta Ziemia - wszyscy się tu rodzimy, dorastamy a następnie odchodzimy z tego świata. Jedni wierzą, że później wracamy tu zbierać kolejne doświadczenia (reinkarnacja), inni wierzą, że mamy tylko jedno życie, jeszcze inni nie wiedzą co myśleć na ten temat z powodu przesytu informacji. To co nas od siebie odróżnia to chęć lub jej brak do zostawienia czegoś po sobie. Nie mam tu na myśli potomków. Mam na myśli coś bardziej intymnego, coś bardziej Twojego - Twoją pasję. Nie każdy z nas może się pochwalić tym, że taką posiada, jeśli uważasz, że jej nie masz, być może jeszcze jej nie odkryłeś. Moim zdaniem nie ma człowieka, który nie miałby żadnej pasji. Ona jest iskrą, z której musisz zrobić żar, który przekształci się w płomień aż w końcu zapłonie ognisko. Jak widać jest to proces, który trwa i trwa, prawdopodobnie niewielu z nas osiągnie mistrzowski poziom. Cristiano Ronaldo jest świetnym piłkarzem, swój sukces zawdzięcza głównie ciężkiej pracy nad tym by być coraz lepszym, talentu mu również odmówić nie można, jego wielki rywal - Messi również włożył dużo wysiłku by być tam, gdzie jest ale jeśli zestawimy tych dwóch piłkarzy ze sobą to widzimy jeden szczegół. Jeden z nich ma większy potencjał/talent/to coś. Parafrazując Tomka Hajtę "To są właśnie te detale". Talent + ciężka praca mogą Cię wynieść wysoko, będziesz pracować zarabiając na swojej pasji duże pieniądze, kto by tak nie chciał?

     

    Jeśli robienie jakiejś rzeczy sprawia Ci przyjemność - nie rezygnuj z tego. Często wtłoczeni w szarą rzeczywistość zapominamy o naszym płomieniu, który powinniśmy podtrzymywać. Praca, dom, dziewczyna, znajomi i zaczyna brakować miejsca na to by się realizować. Powinieneś postawić przed sobą pytanie, co Ci da kolejne wyjście z kumplami na piwo? Trochę relaksu, interakcji z ludźmi, masę niepotrzebnych informacji i uszczuplenie portfela. Nie chcę Cię nakłaniać do zostania pustelnikiem i poświęceniu się całkowicie rozwojowi. To jest dla nielicznych, wybitnych jednostek. Nie musisz wcale z tego rezygnować, wystarczy to ograniczyć. Tylko i aż tyle. Kiedyś w szkole, gdy rysowałem coś na plastyce, moja nauczycielka zaczeła mnie wypytywać czy lubię rysować. Odpowiedziałem, że tak. Cała klasa w milczeniu przysłuchiwała się naszej rozmowie aż do momentu, gdy jeden z kolegów zaczął robić sobie z tego śmieszki. Siedzieliśmy po kilku przy jednym stoliku i gdy zauważyłem, że grupka, która ze mną siedzi zaczyna mieć z tego bekę poczułem jak usuwa mi się grunt spod nóg. Uciąłem temat i nie przyszedłem na zajęcia dodatkowe po lekcjach na które zostałem zaproszony. Stchórzyłem, bojąc się opinii innych, gdybym mógł jeszcze raz podjąć tą decyzję, zrobiłbym inaczej. Podobnie rzecz się miała z inną moją pasją - piłką nożną. Chodziłem do okolicznego klubu piłkarskiego, treningi, mecze, bardzo to lubiłem. Niestety, tu również ze względu na swoje kompleksy, poczucie niższej wartości - poddałem się. Byłem bardzo chuderlawym dzieciakiem, rówieśnicy byli wyżsi, silniejsi, ciężsi ode mnie i przez to też stałem się obiektem żartów, docinek i wielu innych sytuacji, poprzez które zrezygnowałem z rozwijania się w tym kierunku, ponieważ nie mogłem tego znieść. Szkoda, ten rozdział jest dla mnie niestety już zamknięty.

     

    Piszę o tym, dlatego by zwrócić Ci uwagę, drogi czytelniku, że jeśli masz jakieś marzenia, warto przeć ku nim i dołożyć wszelkich starań, by móc je zrealizować. Tak, aby potem, gdy ustaniesz przed lustrem móc powiedzieć sobie "Zrobiłem wszystko co mogłem, reszta jest niezależna ode mnie". Ten wpis jest poświęcony nie tylko tym, którzy mają jakieś wątpliwości, czy warto się rozwijać ale również jest ważny dla mnie. Pozbyłem się wielu kompleksów, przepracowałem wiele emocji, wiele zdarzeń, uporałem się z niektórymi demonami. Mam świadomość, że nadal jest ich wiele ale ta sytuacja od poprzednich różni się tym, że chcę podjąć walkę. Nie wiem jaki będzie jej rezultat, jednak bez względu na niego chcę to zrobić, by udowodnić sobie, że potrafię.

    12279120_949491871786632_205097901521105

    Proces tworzenia jest dla mnie dosyć przyjemny, wiem, że to co robię doskonałe nie jest. Jestem samoukiem, korzystam tylko z tutoriali, podpowiedzi i własnej intuicji. To mi wystarcza do tego, by móc się cieszyć szkicowaniem. Zdaję sobie sprawę, że nie umiem wielu technik, że to co robię to amatorszczyzna, mimo wszystko, nie chcę sobie tego odmawiać. W końcu wszyscy na samym początku swojej drogi nazywają siebie amatorami a początki łatwe nie są. Grunt, to działać i być w tym wytrwałym. Efekty przyjdą z czasem.

    12289525_948237088578777_757223833726987

    A dziś już zaczyna się niedziela, właśnie dochodzi 1 w nocy. Moje zadanie na ten dzień, to usiąść spokojnie przy swoim biurku, odpalić muzykę klasyczną w słuchawkach, wyciągnąć kartki, ołówki oraz gumki i zacząć działać, tworzyć. Kreator, może to i pyszne ale czy to nie brzmi dumnie? Gospodarz naszego forum zostawi po sobie książki, audycje, ja chciałbym zostawić swoje szkice. To jestem prawdziwy ja.

×