Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

Wzorem cenionych przeze mnie przedmówców postanowiłem założyć swój wątek tutaj.

Moja obecna sytuacja wygląda następująco

- ja 38 lat, żonaty,

- w małżeństwie od 11 lat, wcześniej 3 lata znajomości,

- żona o rok młodsza,

- dwoje dzieci: córka (10 lat) i syn (9 lat)

 

Swoją sytuację materialną i osobistą oceniam jako świetną. Jestem w bardzo komfortowej sytuacji:  mam wolny zawód, pracuję dla indywidualnych klientów i pewnej korporacji głównie z domu, 1 -2 razy na tydzień muszę też wyjść zawodowo. Pieniądze z tego są więcej niż dobre. Mam nowy dom, nowe samochody (swój i żony). Jeździmy na atrakcyjne wakacje latem i zimą, materialnie na niczym nam nie zbywa.

Mamy rozdzielność majątkową, mam dużo swojego – koncentruję się na odkładaniu i ostrożnym inwestowaniu (bardziej, żeby przeciwdziałać inflacji niż dla zarobku). Żona, jak to kobieta, co ma to wydaje – oszczędności (chyba) nie ma, ale ma buty, płaszcze, itp.. itd. Jej cyrk, jej małpy. Ja jestem obecnie ostrym minimalistą i nawet zawodowo dwa garnitury + jeden zestaw koordynowany + trzy pary porządnych butów mi od dwóch lat wystarczają, ale już się nie wtrącam. Chce kupować, niech kupuje, byleby trzy mała u siebie w szafie i nie zagracała części wspólnych.

Od momentu, gdy wróciłem do regularnej i cieżkiej aktywności fizycznej, sprawia mi to wielką radość. Mam w domu siłownię, należę do pewnej drużyny, mam mnóstwo pozywtywnego odzewu od różnych ludzi, w tym zwłaszcza kobiet, dzięki mojemu obecnemu wyglądowi.     

W małżeństwie było lepiej i gorzej, z przewagą niestety na gorzej. Obydwoje jesteśmy wybuchowi i mało kontrolujemy negatywne emocje. Zdarzały się rzeczy, z których nie jestem dumny ani zadowolony, np:

- lata temu moje jakieś nieudolnie zatajone spotkania z innymi kobietami (nie było w tym nic ze zdrady fizycznej, ale żona bardzo to przeżyła),

- wiele nieprzyjemnych awantur i docinków o głupoty, które przeradzały się w wielkie kłótnie,

- zdarzała się przemoc fizyczna (w obie strony),

- żona jakieś dwa lata temu założyła sobie konto na sympatii, gdzie zgadała się z jakimś żonatym facetem i prawie doszło do spotkania, wykryłem wszystko – poważnie byłem zdecydowany na rozwód wtedy, ale wizja chaosu jaki ogarnąłby nas i dzieci skłoniła mnie do szukania consensusu.

Obecnie sytuacja zmieniła się o tyle, że nie obawiam się naszego rozstania i jestem bardzo spokojny o to, że łatwo znajdę sobie kobietę (do łóżka i przyjemnego spędzania czasu, nowe małżeństwo i kolejne dzieci mnie nie interesują). Dzieci oczywiście nadal nie chcę narażać na piekło rozowdu, ale życie tak, jak obecnie to wygląda, też jest niedopuszczalne. Ściślej: niedouszczalne jest, żeby przy takim potencjale i możliwościach były takie zaniedbania.

Zdałem sobie ostatnio sprawę, że w wielu kwestiach moje życie w tym małżeństwie (domu) nie wygląda tak, jak bym sobie życzył. Jestem realistą o coraz mniejszych potrzebach materialnych (spać mam gdzie, jeść mam co, przedmioty to tylko narządzia, ciuchy mam nieliczne, proste, markowe i czyste i to wystarczy) i mam wszystko, czego potrzebuję, więc koncentruję się obecnie na sprawach nienabywalnych za pieniądze. Zdrowie, forma i dieta to obecnie dla mnie jedyne rzczy warte inwestycji i uwagi.

 

Rzeczy, co do których jestem obecnie krytyczny i które wymagają ingerencji i naprawy, to:

A. Domowe:

- bałagan i zagracenie w domu, w częściach wspólnych,

- bałagan i zagracenie w pokojach u dzieci,

- zaniedbania córki w nauce i higienie, brak dyscypliny i tzw. moresu wobec rodziców

- absolutne zaprzestanie krzyków czy przeklinania w domu (rodzice nawzajem i rodzice - dzieci, niestety córka zaczęła kopiować złe wzorce i też odkrzykuje)

 B. W kwestiach małżeństwa:

- dużo więcej seksu i ochoty z jej strony (nie lubię być jedyną stroną chętną: mogę inicjować, ale ma być chętny i mocny odzew i ogień),

- zaakceptowanie mojego zdania jako ostatniego – nie jestem despotą ani tyranem (chociaż za takiego bywam w jej babskim słowotoku określany) ale nie mam ochoty na związek, w którym nie mogę swobodnie mówić co mi się nie podoba i nie akceptować rozwiązań dziadowskich czy półrozwiązań,

- szacunek dla mojej hierarchii: moja siłownia, bieganie i inne zajęcia sportowe są dla mnie tak samo ważne jak moja praca zawodowa: uzupełniają mnie, czynią mnie kompletnym, moje wyższe poczucie wartości w zakresie fizyczności przekłada się na wszelkie inne kwestie,

- szacunek werbalny i w zachowaniu, zwłaszcza zero kąśliwych tekścików przy dzieciach.

 

Z powodu różnych doświadczeń; dupy na boku wykluczam, seksu za pieniądze, chociaż byłoby mnie stać,  w ogóle nie uznaję. Z konieczności te na boku musiałyby to być mężatki – z wolną kobietą sprawa za bardzo ryzykowna, potencjalnie zawsze może chcieć mieć mnie na wyłączność. Zostają zatem niefajne układy pierdolące na boku, może i fajne w trakcie samego aktu posuwańska, ale psychologiczno, moralnie i logistycznie szkodliwe. Ogólnie zatem romanse obecnie wykluczam – w celibacie żyć nie zamierzam, ale nowe baby będą dopiero, jeżeli z żoną będzie schluss. Jestem od jakiś dwóch-trzech tygodni bez porno i walenia konia i się trzymam. W ogóle lubię różne wyzwania i ulepszające wyrzeczenia,  więc jestem co do przekucia tego w stan trwały dobrej myśli.

 

Porządki zacząłem od rzeczy domowych – uznając, ze jeśli będzie ład i spokój, to mniej będzie punktów zapalnych.

Wiem, że wielu tutaj uważa, że kwestia ogarnięcia domu powinna być sprawą wyłącznie kobiecą. W moim przypadku zostawienie kobiecie pracującej zawodowo sprzątania całego domu na głowie jest fizycznie niemożliwe, jeśli ona ma jeszcze jakoś funkcjonować w innych sferach. Dlatego sam nie mam zamiaru uchylać się od obowiązków, byle byłyby one jasne. Coś w domu robię teraz już i tak, a jeśli od niej wymagam, to też mam zamiar wymagać od siebie.

 

Plan na najbliższe dni:

- określenie przeze mnie podziału obowiązków w zakresie sprzątania, stref odpowiedzialności i cyklicznych zadań, jej ewentualne uwagi, może korekta a potem egzekwowanie ustaleń

- doprecyzowanie, kto i co robi koło dzieci (głównie przygotowywanie posiłków i odrabianie lekcji oraz kontrola postępów w nauce),

- kontrola emocji: zero krzyków czy przekleństw,

- w wymianie zdań nie odpowiadać na jej kobiecą gadaninę – niektóre tekściki aż się proszą o odpowiedź, ale trzeba sobie dać na wstrzymanie, zresztą zauważyłem, że nawet ona sama tej swojej gadaniny, zarzutów i odgrażania się nie bierze na poważnie i nijak się to ma do rzeczywistości, ale pierd***ć farmazony to lubi i umie,

 - tematów związkowych nie ruszać w rozmowie, zresztą nauczony doświadczeniem nie będę negocjował takich spraw.

 

Będę raportował co do stanu i postępów.

 

Na koniec mała uwaga i prośba dla czytających: jeśli ktoś będzie chciał komentować lub doradzać, to oczywiście zapraszam, lecz w pierwszej kolejności bardzo chętnie przeczytam w pierwszej kolejności posty samców doświadczonych, to jest żonatych obecnie lub w przeszłości, mających dzieci – ogólnie znających temat empirycznie. Drobny offtop – w ogóle fajnie byłoby, gdyby na forum był dział właśnie tylko dla takich obecnie związanych długodystansowców, gdzie możnaby wymieniać uwagi doświadczonych w zakresie wieloletniego kierowania a czasem tylko zasiadania w tym kabarecie i zamku strachu w jednym.

  • Like 5

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 minut temu, MrThruster napisał:

- szacunek dla mojej hierarchii: moja siłownia, bieganie i inne zajęcia sportowe są dla mnie tak samo ważne jak moja praca zawodowa: uzupełniają mnie, czynią mnie kompletnym,

Nie mam żony więc nie będę nic pisał w kwestii porad, ale podoba mi się powyższe zacytowane zdanie, chodzi mi kompletność. 

 

Myślę też, że mało opisałeś swoje małżeństwo dla mnie nie obrazowo nie ma kontekstu. Nie mniej, powodzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, MrThruster napisał:

- dużo więcej seksu i ochoty z jej strony (nie lubię być jedyną stroną chętną: mogę inicjować, ale ma być chętny i mocny odzew i ogień),

Powiem Ci z doświadczenia, że tak jak na początku po parunastu latach razem już nie będzie. Albo inaczej - zmiana nastawienia seksualnego małżonki ma najczęściej miejsce wtedy, gdy poważnie uzmysławia sobie, że realnie może Cię stracić. Że realnie pójdziesz w długą, zrobisz sobie haremik albo cokolwiek innego. Inaczej proza życia wygrywa i już nie będzie po latach takich emocji, jak w pierwszych latach związku. Jest to do zaakceptowania (nawet wtedy gdy Ty większość inicjujesz), gdy żona nie traktuje seksu jako nudnej pańszczyzny do odwalenia, prawie patrząc na zegarek. Ale by tak było, starać muszą się obie strony. Jeżeli czujesz, że to się nie bilansuje, to jest problem. 

 

Po drugie, powsciągnij emocje. Im więcej krzyku, emocji, tym Twoja pozycja negocjacyjna spada. Swoje racje deklarujesz raz i robisz swoje. Spokojnie i przede wszystkim konsekwentnie. Będą pewnie fochy, fumy i kupczenie dupą, ale jeżeli utrzymasz tę postawę nie zaniedbując jednocześnie rodziny, tylko na tym wygrasz.

 

Z dziećmi Ci nie doradzę, bo ich nie mam :)

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Witam, sam jestem w związku 12 lat. Od super namiętności po ciche dni, przepychanki, brak logiki, zmęczenie, zwątpienie i nadzieję.

Długoletni związek, to całkiem inne szachy niż FWB, randkowanie czy przelotne znajomości.

Wiele rzeczy da się zrobić, ale najważniejsza to dbanie o swoje potrzeby- taka zdrowa dawka egoizmu. 

Co do seksu, to zauważyłem na swoim przykładzie, że im mniej uwagi poświęcam na inicjowanie tym częściej żona reaguje pozytywnie na seks. 

Z reguły 3-5 razy w tygodniu uprawiany seks, choć pewnie gdybym inicjował częściej, to by było więcej. 

Dbanie o sylwetkę i dobra garderoba robi swoje. Dobre, ciekawe perfumy też dobrze działają.  Małe dodatki, jakaś skórzana bransoletka lub opaska na nadgarstek, szczególnie powiązana z zainteresowaniami.

Podobnie z garderobą, kosmetykami, zapachami, etc. Gdy potrafisz dodać narracji temu kim jesteś i co Cię otacza stajesz się o wiele bardziej interesujący.

W sensie zrób pewien eksperyment- po pierwszym orgazmie żony nie kończ, tylko przejdź na delikatniejsze pieszczoty, może być trochę masażu, a później doprowadź ją do drugiego orgazmu.  Mów w trakcie coś co pobudza jej wyobraźnię, nie śpiesz się i buduj narrację- mieszanka dotyku, wyobraźni i dobra penetracja dadzą jej drugi orgazm - a to już rzadkość u żon. Powszechne przekonanie  że jeden orgazm wystarczy nie do końca ma pokrycie w przypadku kobiet. Sam praktykuję czasem po drugim jej dojściu, nawet na siłę i przy użyciu masażera doprowadzenie jej do wrzenia po raz trzeci. Nawet jeśli się będzie opierała to przymuś ją. Moja żona się wzbraniała po drugim, ale zdarzało się, że jedej nocy dochodziła po 5-6 razy.

A następnego dnia była wręcz wniebowzięta.

Seks je z nami wiąże, czy tego chcą czy nie. Nie czekaj aż się sama domyśli. Jak czegoś chcesz to bierz co swoje  - to Twoje życie i Twoja żona.

Dziś jej podczas zabawy w łóżku powiedziałem  że chcę patrzeć na nią jak rwie sama pieszcząc się rajstopy w kroku i mam gdzieś jej kompleksy odnośnie ud, bo zwyczajnie mnie to kręci. Będąc w niej, gdy jej to szeptałem czułem dosłownie jak jeszcze bardziej mięknie.

One mają bardzo żywiołową naturę tylko w zależności od osoby trzeba odpowiednio ją pobudzić. 

Nie wszystko i nie zawsze działa tak jak chcemy, ale trzeba próbować i przede wszystkim dbać o siebie.

 

 

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Patrząc na analogiczny przypadek moich rodziców to wiele z zaplanowanych przez ciebie punktów będzie trudne do realizacji z nastawieniem „ja tak mówię to tak ma być”. W kwestii dzieci i obowiązków domowych o wiele lepsze rezultaty daje odpuszczenie ich kontrolowania na krótki okres i brak odgórnie przydzielonych zadań. Wtedy naturalnie wszyscy domownicy zaczną polepszać jakość życia w swoim otoczeniu jeśli zauważą, że to tylko od nich zależy, nikt ich nie kontroluje ani nie wyręczy.

Co do bezpośredniej relacji z żoną to poradziłbym zwrócić uwagę na to skąd czerpie codzienne wzorce zachowań. Ogląda telewizję, w tym serialiki dla kur domowych? Przesiaduje na feministycznych portalach? Ma przyjebane koleżanki? W obecnych czasach w wielu źródłach promowany jest codzienny krzyk w rodzinie, awantury o pietruszkę, hulaszczy tryb życia, brak szacunku, kłamstwa i intrygi. Uważa się to za normalne, gdyż nie jest wtedy nudno. Obowiązkiem faceta jest chronić żonę i dzieci przed takim manipulatorskim ściekiem nawet za cenę wyrzucenia telewizora, ocenzurowania internetu czy ultimatum w kwestii toksycznej znajomości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.