Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć,

 

Związek LAT - Jest się razem w związku, ale nie mieszka się razem.

 

Z lektury forum jasno wynika, że lepiej nie mieszkać z kobietą na stałe, zwłaszcza jeśli mieszkanie/dom to nasza własność. Argumenty za mieszkaniem osobno znaczącą przeważają mieszkanie razem i nie ma co wałkować tego tematu tutaj.

 

Pytanie: Jak wychowywać dzieci/mieć rodzinne życie, mieszkając oddzielnie? Poniedziałek u taty, wtorek u mamy? Inny wariant? 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

No nie wiem, związek z mieszkaniem osobno spoko, ale małżeństwo i ewentualne dzieci? Raczej niewykonalne, jak dla mnie. Każde z rodziców musi być obecne w życiu dziecka na co dzień, tym bardziej, że dziecko powinno chłonąć odpowiednie wzorce, jak powinien wyglądać związek mężczyzny i kobiety. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dla mnie to dziwne, a nie lepiej mieszkać z Panią, a mieć swoje mieszkanie na boku? Fiknie to znikamy na miesiąc, i po paru takich akcjach albo zrezygnuje z agresji, albo odejdzie.

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Stulejman Wspaniały No i tu jest problem: 

 

Jak swoje mieszkanie np. wynajmujemy, to mieszkamy w jej mieszkaniu. Ale mało która będzie mieć własne mieszkanie bez kredytu, albo będzie chciała sama spłacać kredyt. Wtedy my mielibyśmy się dokładać do kredytu. Mamy przecież dzieci i mieszkamy razem. Nie powiemy jej chyba: ,, Te, Żaneta! Mamy dzieci i mieszkamy razem, ale kredyt jest na Ciebie, więc sama go spłacaj, ja dokładam się do liczników i czynszu tylko."

 

Mieszkanie jest albo jej, albo wynajmowane. I tu może być przyczyna do konfliktów, bo ona zawsze będzie chciała żyć w mieszkaniu, które będzie należało do niej. Weźmiemy kredyt i rozstanie, tracimy. Dokładamy się do kredytu i rozstanie, tracimy. Mieszkamy w norze samicy, mamy pod górkę, bo to jej przecież.

 

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Stulejman Wspaniały napisał:

Dla mnie to dziwne, a nie lepiej mieszkać z Panią, a mieć swoje mieszkanie na boku? Fiknie to znikamy na miesiąc, i po paru takich akcjach albo zrezygnuje z agresji, albo odejdzie.

Tyle że mieszkając na stałe z kobietą w jej mieszkaniu nie ma sensu posiadać mieszkania,

które stoi puste i generuje koszta (czynsz), a z kolei wynajmując je, nie da się z godziny

na godziny przenieść do tego swojego, bo jest zajęte. Zresztą po co czekać na kolejne

fiknięcia? Po pierwszym się trzeba ewakuować - na spokojnie, ale bezwzględnie ostatecznie.

 

Temat mieszkania sam w sobie jest ciężki, cięższy jest tylko temat pieniędzy w związku.

Z perspektywy czasu wiem, że nie warto z punktu widzenia mężczyzny wchodzić w relacje

zwarte: wspólne mieszkanie/rozliczenia.  Tylko opcje dochodzące mają sens i w moim odczuciu

są lepsze od tych kontaktów  pań na jedną noc - to jednak zbyt męczące i zwiększa się

ryzyko złapania jakiegoś wenerycznego syfa.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
13 minut temu, gotz napisał:

Tyle że mieszkając na stałe z kobietą w jej mieszkaniu nie ma sensu posiadać mieszkania,

które stoi puste i generuje koszta (czynsz), a z kolei wynajmując je, nie da się z godziny

na godziny przenieść do tego swojego, bo jest zajęte.

I tu bym polemizował. Jest takie coś jak podnajem mieszkania czyli wynajęcie wynajętego. Np: nasze są 2 pokoje, reszta ,,kogoś" kto płaci nam czynsz. Lub inna opcja to samo tylko,że z naszym mieszkaniem - zostawiamy sobie ze 2-3 pokoje, resztę wynajmujemy. Mamy gdzie w razie czego przenocować i spędzić czas, a mieszkanie nie jest pasywem. Ewentualnie przyszli lokatorzy to nasi znajomi którzy znają naszą sytuację i w razie czego nie będą robili problemów.

 

19 minut temu, gotz napisał:

Po pierwszym się trzeba ewakuować - na spokojnie, ale bezwzględnie ostatecznie.

Martwię się,że kiedyś każda kobieta zacznie fikać. Prędzej czy później. Raz coś takiego zrobi i zerwanie relacji ? Średnia opcja.

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@gotz To prawda, temat ciężki. Nie znalazłem jednak tematu na forum, gdzie byłoby to rozwałkowane. Może ktoś bardziej doświadczony w sprawach mieszkaniowo-rodzinnych się wypowie. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, manygguh napisał:

Pytanie: Jak wychowywać dzieci/mieć rodzinne życie, mieszkając oddzielnie? Poniedziałek u taty, wtorek u mamy? Inny wariant? 

Jakoś ortodoksyjni Żydzi, a często konserwatywni żyją na dwa domy. Oddzielny dom dla faceta, a oddzielny dla kobiety/ t i dzieci. Facet spędza z dziećmi wybrane dni lub zabiera kiedy chce. Przy okazji teściowa i siostry pilnują synowej, żeby kukułczych jaj nie było :lol:

 

Działa? Działa, od tysiącleci. 

  • Like 2
  • Haha 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
39 minut temu, gotz napisał:

Tyle że mieszkając na stałe z kobietą w jej mieszkaniu nie ma sensu posiadać mieszkania,

które stoi puste i generuje koszta (czynsz), a z kolei wynajmując je, nie da się z godziny

na godziny przenieść do tego swojego, bo jest zajęte.

 

Skoro ktoś wynajmuje i płaci nam hajs, to zapewne stać nas w tej sytuacji na wynajęcie najmniejszej kawalerki z mieście ;) i jeszcze na żarcie zostanie i panienki. 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
38 minut temu, Mosze Red napisał:

Przy okazji teściowa i siostry pilnują synowej, żeby kukułczych jaj nie było

Czyli małża mieszka z teściami? Bo jak inaczej mają pilnować? 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, OdważnyZdobywca napisał:

I tu bym polemizował. Jest takie coś jak podnajem mieszkania czyli wynajęcie wynajętego. Np: nasze są 2 pokoje, reszta ,,kogoś" kto płaci nam czynsz. Lub inna opcja to samo tylko,że z naszym mieszkaniem - zostawiamy sobie ze 2-3 pokoje, resztę wynajmujemy.

 

Martwię się,że kiedyś każda kobieta zacznie fikać. Prędzej czy później. Raz coś takiego zrobi i zerwanie relacji ? Średnia opcja.

 

Może dla kogoś to dobra opcja, ale klimaty akademickiego życia mam za sobą

i nie uśmiecha mi się mieszkanie z kimś mniej lub bardziej obcym w mieszkaniu.

 

To zależy, co kto rozumie przeze fikanie. Kłótnie się w związku zdarzają. Nie wychodzę

z założenia, że kobieta jest od słuchania rozkazów i jeśli nie posłucha, to już fika.

Nie moje klimaty. Opisywane były jednak akcje nawet na tym forum, gdzie kobieta

mordę darła 'wypierdalaj' z mojego mieszkania itd., dłuższe wypowiedzi jasno mówiące,

że jesteś na łasce i niełasce, a twoja pozycja w związku jest na poziomie podłogi.

Nie ma sensu takiej relacji ciągnąć, trzeba pozwolić sobie na życie w spokoju, a nie

w toksycznym zaduchu.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
43 minuty temu, manygguh napisał:

Czyli małża mieszka z teściami? Bo jak inaczej mają pilnować? 

Wchodzi do rodziny męża i mieszka z kobietami i dziećmi z jego rodziny, teściowa, niezamężne siostry, żony braci itp .....

 

Jak rodzina jest liczna to często panie zajmują więcej niż jeden dom. 

 

Jak w wspólnotach plemiennych, kobiety i dzieci miały oddzielny namiot, często oddzielne części wioski. Kobiety schodziły się z mężem na spółkowanie, a całe rodziny tylko podczas różnych świąt i uroczystości. Czemu tak było? 

 

Bo facet miał męskie zajęcia i musiał mieć spokojną głowę. 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
7 godzin temu, manygguh napisał:

Pytanie: Jak wychowywać dzieci/mieć rodzinne życie, mieszkając oddzielnie? Poniedziałek u taty, wtorek u mamy? Inny wariant? 

Tak. Wariant "chcę mieć dzieci to biorę za nie pełną odpowiedzialność - czytaj: opieka 24/7". 

Ja rozumiem, że tu na forum znane są przypadki ekstremalne nieudanych związków, ale żeby od razu, z góry zakładać, że się nie uda? 

 

Chcesz mieć ciastko i zjeść ciastko - mieć rodzinę ale nic nie poświęcać. Tak się po prostu nie da. Ja mam rodzinę i bardzo sobie cenię takie życie. A problemy bywają zawsze, w każdej dziedzinie życia. Trzeba się nauczyć, jak się z nimi zmierzyć, a nie jak przed nimi uciekać. Jak to mówią, kto się nie boi, umiera raz. Kto się boi, umiera codziennie.

Edytowane przez samiec_twój_wróg
  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Swoje rozważania na temat LAT pisałem tu:

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, samiec_twój_wróg napisał:

Ja rozumiem, że tu na forum znane są przypadki ekstremalne nieudanych związków, ale żeby od razu, z góry zakładać, że się nie uda? 

Prawdopodobieństwo wtopy wynosi 40% w dużym mieście, a prawo jest wybitnie niekorzystne dla mężczyzn. Jak z chorobami, lepiej zapobiegać niż leczyć, albo być jak Kazia Szczuka: ,, Jak będą zamachy, to dopiero wtedy będziemy się martwić". Po prostu pragmatyczne podejście. Założenie negatywnego scenariusza pozwala się na niego przygotować i nie obudzić się z ręką w nocniku.

 

@Mosze Red Wariant, który opisałeś jest dla zdecydowanej większości niewykonalny jeśli mieszka się w dużym mieście typu Warszawa, biorąc pod uwagę ceny nieruchomości. Zostaje opcja mieszkania, apartamentu. Ale ciężko mi sobie wyobrazić zgodę i praktyczną realizację scenariusza gdzie ja będę mieszkał w swoim mieszkaniu, a dzieci z matką i moją matką razem w osobnym. 

 

@Normalny Dzięki za podanie wątku. Cały wic jednak w tym, że nie odpowiada bezpośrednio na postawione pytanie i skupia się on bardziej na zaletach LAT, a tych kwestionować nie zamierzam.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, manygguh napisał:

Pytanie: Jak wychowywać dzieci/mieć rodzinne życie, mieszkając oddzielnie? Poniedziałek u taty, wtorek u mamy? Inny wariant?

Myślę, że jeśli chodzi o dzieci to jest to ciężkie do realizacji - takie wspólne wychowanie wspólnego dziecka mieszkając oddzielnie ale stanowić jednak parę. Jakoś to mi się kłóci wszystko.

 

To co o takich związkach myślę napisałem w podanym linku i jak go czytam to po roku nic mi się nie zmieniło w jego ocenie:

 

Dla młodzieży może to być nie do pomyślenia, a dla tzw. doświadczonych życiem - po rozstaniach, po rozwodach - gdzie już facet ma jakąś pozycję zawodową i mieszkaniową? Gdzie praca trwa kilkanaście godzin i nie ma czasu tworzyć tzw. miru domowego lub już się nie chce. 

Każdy wtedy ma przestrzeń, czas dla siebie, czas na relaks. Ale równie dobrze można znaleźć wtedy czas na relacje z partnerką - wspólne wyjścia, obiad, weekendy, sex itp. Wiadomo, że kobieta w takim przypadku też musi być czynna zawodowo i finansowo - mieć swoje zajęcia bo dla kury domowej to raczej nie do pomyślenia. Nie każdy też, który ma dziecko chce aby nagle pojawiała się w ich domu nowa kobieta z którą się na stałe mieszka.

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Normalny Właśnie chodzi o to, że każda z opcji ma duże wady, albo jest praktycznie niewykonalna (to, co napisał Red).

 

Pojawia się więc pytanie, jak to ogarnąć żeby:

1. Mieć kontakt i nieograniczony wpływ na dzieci.

2. Mieć spokój i swobodę.

3. Nie stracić majątku przy ewentualnyn rozwodzie, albo przez niebieską kartę.

4. Nie żyć na jej łascę.

 

Nie mogę znaleźć złotego środka, może go nie ma, ale jeśli nie ma, to jak to zorganizować, żeby spełnić powyższe punkty? Jakie są inne sensowne opcje?

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@manygguh Nie rozumiem. Chodzi Ci o związek LAT z kobietą która jest też matką Twojego dziecka? Moim zdaniem taki związek jest niemożliwy.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Tak, właśnie o to. Skoro niemożliwy, to jakie są inne opcje, żeby nie stracić majątku poprzez rozwód i/lub niebieską kartę i mieć normalną rodzinę jednocześnie?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@manygguh Kurcze, walisz same trudne pytania :). To już chyba Marek by musiał wkroczyć z odpowiedziami.

 

Moja skromna osoba trochę zaczepia te tematy tu:

 

Tylko z tą "normalną rodziną" to nie za bardzo chyba wyjdzie wtedy.

Edytowane przez Normalny
  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Po pierwsze intercyza.

 

Inne wyjście to kupić duży dom i zorganizować tak przestrzeń żebyś Ty miał powiedzmy swoje piętro z dwoma lub trzema pokojami a kobieta z dziećmi swoje piętro i macie dodatkowo wspólną sypialnie.

Można też mieć dwa mieszkania w tym samym budynku i zawsze jesteś blisko w razie czego.

Oczywiście do wszystkiego potrzeba sporo kasy.

W ogóle to żeby się z kimś wiązać w jakikolwiek sposób to trzeba się jakoś poświęcić, robić coś czego się nie chce ale obowiązek nakazuje.

Edytowane przez Cortazar

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, Cortazar napisał:

Po pierwsze intercyza.

Po pierwsze żadnego ślubu :)

 

10 godzin temu, Cortazar napisał:

Inne wyjście to kupić duży dom i zorganizować tak przestrzeń żebyś Ty miał powiedzmy swoje piętro z dwoma lub trzema pokojami a kobieta z dziećmi swoje piętro i macie dodatkowo wspólną sypialnie.

W przypadku niebieskiej karty traci się cały dom, bo sąd daje zakaz zbliżania się a mężczyzna musi bulić za hipotekę itp. Ciężki temat, ale musi być jakieś rozwiązanie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

No faktycznie ciężki temat... A nie da się bez ślubu jakiejś umowy prawnej podpisać żeby zabezpieczyć swój majątek?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez RedBull1973
      Wczoraj spotkała mnie ciekawa i bardzo pouczająca sytuacja...
      Zrobiłem u siebie Andrzejki na około 10 osób, jako że mam duże mieszkanie i b. dobrze gotuję, nie chwaląc się :-)
      Przygotowałem wszystko na tip-top: masę pysznego jedzenie, napoje, energetyki :-), muzykę i sprzęt nagłaśniający, łącznie z gramofonem i winylami...
      Alkohol każdy przyniósł swój (czysta biała wódka, tak jak kazałem:-))  , więc wystarczyło spokojnie i "procentów"...
      Wszystko super, przyszli fajni ludzie, wszystko znajomi mojej loszki LAT.....impreza wyszła zacna, wiadomo :-)
      Plan od początku był taki, że potem, około 23:00 jedziemy do lokalu na dyskotekę, gdzie grają muzykę lat 80-tych.
      Jedna z koleżanek miała akurat urodziny, więc miała opłacić lożę i alkohol w lokalu.
       
      Mamy już wyjeżdżać do lokalu, mówię do swojej LAT'ki: słuchaj, ja mam tylko 60 zł, coś mi się popierdoliło z kasą (naprawdę byłem przekonany, że mam przynajmniej 200 zł, bo zawsze staram się tyle mieć minimum w portfelu)
      Puściła to mimo uszu.
      Myślę sobie - OK, jestem już dobrze wstawiony, więc dużo już nie będę pił, i jakoś dam radę z tymi 60 zł , tym bardziej że będzie jeszcze urodzinowa wódka postawiona.
      Poza tym, nieraz wpuszczali nas tam za darmo, jako stałych klientów :-) , bo nie przesadzając, chodzimy ta minimum 2-3 razy w miesiącu , już od dwóch lat...
       
      Dobra, wchodzimy do lokalu, oczywiście tym razem nie ma wjazdu za free, bo to Andrzejki, w chuj ludzi, i wjazd 25 zł od osoby.
      Odruchowo zapłaciłem za siebie i za nią...
      Tu muszę wyjaśnić, że pozostało mi to z czasów białorycerstwa - zawsze płaciłem za nią, wszędzie i wszystko!
      Raz, że dla mnie to naprawdę nie stanowiło żadnego obciążenia, a dwa, że "ona taka biedna", a ja "bogaty", więc ja nic nie odczuję, i "nie zbiednieję"...
      No cóż, człowiek uczy się całe życie, a kilkudziesięcioletnie, białorycerskie nawyki bardzo ciężko wykorzenić...
      Poza tym, ona często obsypywała mnie prezentami, na przykład dość drogimi książkami, jakich nawet ja sam bym sobie nie kupił, ze względu na wrodzone skąpstwo co do zakupów...:-)
      Więc odrzucałem myśl, że ona jest ze mną tylko dla korzyści materialnych.
       
      Dobra, weszliśmy, od razu jakieś tańce, no ale zaraz towarzystwo obsiadło bar.
      Myślę sobie - kurwa, miała być loża, alkohol urodzinowy,  a ja sam, jak ta ostatnia pizda zostałem, z 10 zł w kieszeni...
      Moja LAT'ka już przy barze, z tą koleżanką od urodzin, piją sobie drineczki...No kurwa!
      Mówię do swojej LATki - pożycz mi trochę kasy, bo naprawdę nic nie mam, zresztą mówiłem Ci przed wyjściem , jeszcze w domu...
      Ona: "Myślałam, że żartujesz...Przecież ZAWSZE masz!"
      Ja: nie kurwa , nie żartuję, nie mam! Kup mi chociaż wodę, bo nie będę jak ta pizda o suchym pysku siedział...
      Ona: ale ja też nie mam kasy...
      No kurwa! Wiem, że zawsze coś tam ma, a poza tym, niech kurwa pożyczy od którejś koleżanki, jeśli naprawdę akurat nie ma...
      I jeszcze z pyskiem do mnie , żebym nie robił siary i "nie przeklinał przy jej koleżankach" !
      Zagotowałem się!
       
      Wkurwa dostałem maksymalnego, naprawdę...dym zrobiłem taki, że ta koleżanka czym prędzej zamówiła flaszkę, specjalnie dla mnie...:-)
      Uspokoiłem się , ale niesmak pozostał. Straszny.
      OK, dobra muzyka, zabawa, towarzystwo - bawiliśmy się do samego końca, czyli do 5-tej.
       
      =========================================================================================
      SEDNO OPOWIEŚCI :
       
      Z rana, to znaczy około południa :-), przypomniałem sobie całe to zdarzenie z kasą.
      Poszedłem do drugiego pokoju, aby podrzeć swój testament, w którym przepisywałem wszystko swojej LAT'ce, w razie gdyby coś mi się stało.
      Przepisałem jej, żeby przypadkiem mojej Ex coś się nie dostało, poprzez synów...
       
      Ona: Kochanie coś się stało, co tak hałasujesz tam ?
      Ja: tak, stało się, WCZORAJ bardzo DUŻO się stało....W związku z wczorajszymi wydarzeniami, od teraz każdy będzie płacił za siebie sam !
      Ona: O co Ci chodzi, przecież wiesz że ja jestem samotną matką (!!!)  i nie zarabiam milionów...
      Ja: A co mnie to obchodzi, a poza tym, dlaczego to ja mam zawsze płacić za wszystko ? Raz zabrakło mi kasy i co ? Powtarzam, od tej pory każdy będzie płacił za siebie!
      Ona: Oooo, to widzę że ta nasza znajomość chyba się zakończy...
      (!!!)
      Ja: Oczywiście , że tak!
       
       
      Heh, czaicie... ? :-)
      Ponad dwa lata "lofciania",  niby wielka miłość z jej strony, ciągle tylko jak to ona mnie kocha, ciągle tylko seks albo przytulanie jej w głowie, a tu co... ?
      Jedno moje stanowcze oświadczenie ,że nie będzie już miała frajera do płacenia, i ....momentalnie w tył zwrot!
      Tyle jest warta "miłość" kobiety...
       
      Poszła jeszcze do kuchni posprzątać po imprezie, a ja położyłem się spać.
      Wstałem , to już jej nie było :-)
       
      I bardzo dobrze. Pokazała, ile warta jest jej ta "miłość"...Tu przypomniało mi się nadzwyczaj trafne zdanie bossa Marka, że NIKT nie kocha bezinteresownie.
      A kobiety szczególnie kochają kasę, już nawet nie jakieś tam cechy czy zachowania samca Alfa, tylko po prostu - czystą, prozaiczną KASĘ....!
       
       
      To tak gwoli przypomnienia wszystkim braciom, gdyby się przypadkiem któremuś ubzdurało, że tak nie jest i JEGO loszka kocha go za CHARAKTER :-)
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×