Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Ranking


Popularna zawartość

Wyświetla najczęściej polubioną zawartość od 15.04.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. 22 punktów
    Rozumiem Cię jak mało kto. Sam przez to przeszedłem raz i wiecej nie przechodziłem. Usztywniłem się i uodporniłem. Jestes w tym momencie w bardzo ważnej dla siebie sytuacji - oto bowiem trwa test. Specjalny test. Ty testujesz samego siebie ! Zdasz go jesli wypełnisz kumulatywnie (łącznie) dwa punkty: 1. Pod żadnym pozorem się do niej nie odezwiesz. 2. Gdy ona się do Ciebie odezwie - nie podejmiesz ŻADNYCH, ale to ŻADNYCH kroków. Powietrze. Czyste powietrze. Nie ma jej. Spokojnie. Przejdziesz przez to. Gdy wytrzymasz próbę - wszystkie kolejne będą mniej dolegliwe a nawet jest szansa, że będziesz miał z tego namacalne korzyści. I to nawet namacalne kutasem. Znam to doskonale z autopsji. Gdy byłem młody - dostawałem ustawiczne kosze od kobiet. Miałem zamiennie - spadać albo wypierdalać. Dostałem wiec możliwość wyboru. I naprzemiennie - albo wypierdalałem albo spadałem. Ale próbowałem cały czas. No i za ktorymś razem się udawało. Tylko że NIGDY dwa razy do tej samej laski. Nigdy. Raz powiedziała nie - to nie. Koniec, end of story. Mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Zauwazyłem taką prawidłowośc, ze kobiety, ktore kopały mnie w dupę (każąc wypierdalać) - zawsze się potem do mnie odzywały. Wczesniej lub później, ale się odzywały. I teraz w zależności od tego czy było to wczesniej czy później: 1. Jesli sie odezwała wczesniej - to zlewałem po całości. Zero. Nie ma. W obawie, że mogę zostać zaślepiony trwającym jeszcze hajem emocjonalnym i zabawa się zacznie od poczatku. 2. Później - witałem się jak z najlepszą kochanką. Byłem grzeczny, uprzejmy i wesoły. I wtedy to ona wokół mnie skakała a ja korzystałem ile wlizie. Gdy sugerowała "a może coś wiecej" - moją odpowiedzią było zdecydowane, i twarde z rosyjska brzmiące "NIET" Więc starała się jeszcze bardziej, nadskakiwała jeszcze mocniej, aż w końcu - po ktorymś z kolei "NIET" - kazała spadać. Spadałem wiec znudzony bo nacieszony tą damą do porzygu. Przerobisz ten schemat jeszcze setki razy w życiu. Pamietaj o jednym - guma. Zawsze guma. Którą wiesz kiedy zakładasz, kiedy zdejmujesz i gdzie wyrzucasz.
  2. 19 punktów
    Nie, nie nabijam się. Właśnie patrzę przez okno z mojej nory na salon, gdzie moja stoi na drabince i jedzie wałkiem z sufitem. Muszę powiedzieć że zgrabnie jej to idzie. W prawdzie mówiłem aby wziąć wałek na kija teleskopowego, lepiej idzie, ale ona wie lepiej. Specjalnie urlop wzięła na czas remontu, więcej, sama kupiła materiały. Dobrą mam kobietę, kiedyś ja musiałem popierdalać z jej wymysłami. Teraz mówię, zapłać i zrób. W zeszłym roku zrobiła pierwsze malowanie, na próbę, spodobało się jej, mówi że odpoczywa, bo pracuje na życie liczeniem cudzych pieniędzy i praca fizyczna uspokaja. Odkryła siebie, można powiedzieć. Można? Można! Ech, żebym miał tą wiedzę 20 lat temu.
  3. 18 punktów
    Od czasu do czasu warto założyć własny wątek - by nie było, że sie tylko ciągle innym wtrącam. Dla symetrii - powtrącajcie się Bracia troszkę i do mnie. Otóz tak - pozwolę sobie zrobić pewną analizę dam jak w temacie a Wy coś dodacie, coś ujmiecie i podzielicie się swymi spostrzezeniami, szczególnie Bracia starsi wiekiem. Od czasu do czasu spotykam się z damami w wieku po 40-tce. W zdecydowanej większości przypadków - tzw "statystyczny egzemplarz" ma następujące cechy: 1. Wiek - 40-48 lat 2. Rozwiedziona co najmniej kilka lat temu 3. Posiada dzieci w liczbie mnogiej (2-3, rzadko wiecej, rzadko mniej) 4. Dzieci te są w wieku pomiędzy 5 a 25 lat (rozrzut znaczny) 5. Mieszka z dziecmi "na swoim" - kupione po rozwodzie mieszkanie na kredyt 6. Zarabia średnio, dostaje od exa alimenty (często nawet niezłe) 7. Jej stosunki z exem są bardzo delikatnie rzecz ujmując - "na scyzoryki" by nie powiedzieć, że na noże lub wręcz siekiery (pozabijaliby się najchętniej). Mimo pewnych rozrzutów w powyższych punktach - damy te wyjątkowo zgodnie twierdzą jedno - "och, gdzie ci mężczyźni prawdziwi, od lat próbuję zbudować trwały związek a nic mi z tego nie wychodzi, co poznam faceta - to kilka miesięcy i facet znika, czuję się wykorzystana, porzucona, potraktowana jak zabawka" Oczywiście nie wchodzę w analityczne dyskusje z kobietami na temat "gdzie ci mężczyźni" - bo to nie ma żadnego sensu, jest wyłącznie stratą czasu. Ale też nie jestem złośliwy i na pytanie "gdzie ci mężczyźni" nie odpowiadam kąśliwie "pokemony wjebały" Druga zgodność w relacjach dotyczy "jakiego faceta szukam ?" Ano - musi być w moim wieku albo troszkę starszy, inteligentny, zaradny, najlepiej zamożny, opiekuńczy, wierny, pomocny w domu i tak dalej. Moje zdanie jest takie: Jesli facet jest inteligentny - to zada sobie proste - po co mu kobieta ?. Odpowiedzi są dwie i tylko dwie - do rodzenia dzieci i do zaspokajania potrzeb seksualnych. Jesli dojrzały facet chce mieć dzieci - to weźmie sobie kobietę młodą, w wieku do 30-tki maksymalnie, pannę, nieobciążoną pamiątkami po poprzednich facetach w postaci dzieci. Dlatego, że taka kobieta urodzi dziecko zdrowe, bez problemów zajdzie w ciążę, a w dodatku - nie będzie ów facet musiał brać pakietu z cudzym dzieckiem. Jesli dojrzały facet chce mieć seks na dłuższą metę (zbudować dłuzszy związek) - to także się rozejrzy za młodszą kobietą. Najlepiej podobnie bezdzietną panną - gdyż takowa po prostu ma więcej czasu dla niego. No ale to kosztuje. Skoro ktoś ma pieniądze wydawać - to chce to robić oszczędnie (tu za wiele nie przyoszczędzi) i racjonalnie (inwestuje w młodą kobietę, przed ktorą jeszcze wiele lat wysokiej atrakcyjności) W swietle powyższego - budowanie dłuższego, trwałego LTR z kobietą po 40-tce, spełniającą powyżej wyszczególnione cechy (1-7) nie ma żadnego logicznego uzasadnienia. Dlatego, że: 1. Wiek. Kobieta taka ma przed sobą maksymalnie 10 lat atrakcyjności fizycznej. Po 45-tym roku życia płodnosc kobiety praktycznie nie istnieje. Bóg wiedział co robi i dał kobiecie urodę tylko w takim zakresie w jakim było to konieczne. Sam powiedział bowiem do człowieka - "Nie będziesz mozolił się na próżno". I Bóg, analogicznie - też nie mozolił - gdyż uznał, że nie ma sensu dawać kobiecie urody na całe życie, skoro tylko do pewnego wieku jest ona płodna. Być może dlatego, żeby kobiet starszych, mniej zdolnych do zdrowego rodzenia dzieci - nie zapładniać bo z tego może być więcej szkody niż pozytku. Młode ruchać - zapewne pomyslał Bóg - gdyż z tego będzie potomstwo zdrowe i silne. Budowanie LTR wymaga planowania długofalowego - i aspekt atrakcyjności w bądź co bądź wcale nieodległej przyszłości - stanowi tu ważki argument. 2. Dzieci. Najgorsza sytuacja jest wtedy kiedy kobieta 45 letnia ma dzieci w wieku powiedzmy okolo 9-14 lat. Bo takie dzieci mieć będzie na głowie do lekko liczac 60-tki. W dzisiejszych czasach dopiero grubo, ale to grubo po 20-tce dziecko może (choć nie musi) się usamodzielnić i matka nie bedzie musiała się nim zajmować, łożyć na nie, poświęcać czasu. Jest znacznie lepiej jesli kobieta 45 letnia jest już babcią - bo jej dzieci są dorosłe (urodziła je kiedy miała np 19-21 lat) - więc jej potomstwo ma po 24-26 lat, załozyło swoje rodziny i kobieta ma dzieci z głowy. Ot wpadnie raz na jakiś czas pocieszyć się wnukami, ba - sama się nimi zajmie. Ale nie 24/7/365. Wnuki mają bowiem swoich rodziców. 3. Uroda. Są oczywiście kobiety, ktore mogą i grubo po 50-tce wyglądać bardzo atrakcyjnie (choc nie są to częste przypadki). Wymaga to jednak dwóch kwestii - pieniędzy i czasu. I tu większe szanse ma własnie 45 letnia babcia - bo dzieci już nie utrzymuje (wiec ma pieniądze dla siebie), a poza tym ma wiecej czasu - bo dzieci są na swoim i mają swoje życie. Dwoje dzieci miesięcznie kosztuje spokojnie ze trzy klocki. Gdy kobieta te trzy klocki wyda miesięcznie na siebie - to może za to zrobić naprawdę sporo dla swej urody. 4. Koszty. Budując LTR z kobietą ten aspekt zawsze wchodzi w grę. Zawsze. Jesli kobieta ma dzieci - to odłaczyć się ich nie da od niej. Więc trzeba będzie na nie łożyć. Jesli kobieta jest zakredytowana (a wiele jest) - to także obciażenie. W swietle powyższego - gdy tylko minie haj emocjonalny - w zasadzie kazdy bardziej rozgarnięty facet zada sobie proste pytanie - po co mnie to ? I dlatego jest jak jest BTW: Z uwagi na fakt, że damy 40+ analizowane w tym watku zazwyczaj szukają facetów w podobnym wieku - można wysnuć pewien wniosek. Im facet starszy tym do białorycerzenia mniej skłonny. Niemniej - aby białorycerzyć - to musi być ku temu impuls. 40+ z dziecmi nastoletnimi, zakredytowana, znajdująca się u schyłku swej fizycznej atrakcyjności - takiego impulsu nie daje.
  4. 12 punktów
    Czytam wasze forum od jakiegoś czasu i chcę wtrącić swoje trzy grosze - a może inaczej, napisać z punktu widzenia kobiety, która jest w szczęśliwym związku od kilkunastu lat. Od kilku jesteśmy małżeństwem. Dlaczego się odzywam? Dlatego, żeby napisać że naprawdę "nie wszystkie są takie", co często pojawia się w wypowiedziach na forum jako prześmiewczy frazes. A w zasadzie "nie wszyscy są tacy", bo na marginesie, wiecie pewnie, że równie często generalizują skrzywdzone kobiety mówiąc "wszyscy faceci to świnie", szczególnie jeśli są któryś raz z rzędu zdradzane/rzucane itd. Czy wszyscy faceci wykorzystują kobiety? Oczywiście że nie, ale istnieją tacy, a niektóre kobiety podświadomie wybierają w kółko właśnie taki typ. A więc "nie wszystkie i nie wszyscy są tacy"! Wracając do mnie, napiszę jak wyglądała "baza" naszego związku: 1. Ja i mój mąż poznaliśmy się na początku studiów, jesteśmy w tym samym wieku i z tego samego miasta 2. Oboje pochodzimy z tzw. inteligenckich rodzin (nasi rodzice studiowali), a więc podobny "background" 3. Z pewnych względów sytuacja materialna rodziny męża jest i była znacznie gorsza niż mojej rodziny, zdarzyło się np. że fundowałam mu w pierwszych latach jakąś rzecz 4. Oboje jesteśmy bardzo atrakcyjni fizycznie, mamy podobne jak to się mówi "SMV", moje mogło być uznane za wyższe kiedy się poznaliśmy, z uwagi na dużo lepsze usytuowanie majątkowe i ekstrawertyzm - zawsze miałam duże powodzenie i wielu znajomych, mąż był introwertykiem z kilkorgiem przyjaciół 5. W chwili poznania studiowałam dużo bardziej perspektywiczny kierunek niż mąż (ja techniczny na prestiżowej polibudzie, on humanistyczny na średnim uniwerku) 6. Oboje mamy wysoką inteligencję emocjonalną, która bardzo rozwinęła się przez kolejne lata związku 7. Oboje przed poznaniem mieliśmy niezbyt pozytywne doświadczenia z płcią przeciwną (w zasadzie zostaliśmy wykorzystani przez byłych partnerów) Jak widać, biorąc pod uwagę same założenia, bazując na zasadach uznanych na forum - biorąc pod uwagę aspekt materialny, miało to małe szanse. Dlaczego więc wyszło? Po pierwsze, dla mnie zawsze najważniejsza na świecie była nauka, filozofia, kultura itd., te pasje odnalazłam też w moim mężu i fakt, że godzinami mogliśmy rozmawiać o interesujących nas sprawach był dla mnie czymś wręcz "metafizycznym". To była pierwsza osoba z którą mogłam się tak zrozumieć. Rozwój umysłu i analiza różnych zjawisk to było coś co nas łączyło, nie interesowały nas na etapie tych pierwszych lat w ogóle sprawy materialne - ja też nigdy nie byłam dziewczyną którą można było zaimponować pieniędzmi, ważne że starczało nam na bilety do kina, koncerty i na podróże po Europie z plecakiem i namiotem. Jak najwięcej rzeczy staraliśmy się robić wspólnie, chodziliśmy na kurs egzotycznego języka, wyjechaliśmy na zagraniczny staż do jednej firmy, w trakcie studiow duzo podrozowalismy po malych kosztach, a po studiach oboje pare miesięcy byliśmy bezrobotni i razem przeżywaliśmy te chwile. Poznawaliśmy jako te 20-paro letnie dzieciaki świat razem - zarówno jego złe jak i dobre strony - był moment, że ja ciężko zachorowałam, po paru latach ciężko zachorował mój mąż, wszystko skończyło się w obu przypadkach dobrze, ale świadomość tego, że była ta druga osoba i trwa przy nas mimo słabych rokowań była nieoceniona. Obecnie mamy dziecko, oboje pracujemy i zarabiamy podobnie. Poglądy na rzeczy materialne oczywiście trochę ewoluowały, nie da się mieszkać na stałe w namiocie ale nie mamy parcia, żeby cisnąć 12 godzin na dobę w robocie. Czy mieliśmy przez te lata ciezkie chwile? Oczywiście, zawsze jednak bylismy sobie wierni. Oboje mamy np. świadomość tego, że mozemy spotkac gdzies kogos, kto wywola u nas stan zauroczenia. Ale oboje rowniez wiemy, ze w tym momencie nalezy momentalnie odciac sie od takiej osoby, bo jest taka mądra zasada: nie mamy wpływu na to co czujemy, ale mamy wpływ na to, co z tym uczuciem zrobimy. Co ciekawe, ludzie nam czasem mówili, że kompletnie do siebie nie pasujemy, to było błędne, bo widzieli tylko na nasze "zewnętrzne" cechy - tzn. ja ekstrawertyk, którego wszędzie pełno i mój mąż, spokojny introwertyk. A jednak, te "zewnętrzne" przeciwieństwa nas do siebie zawsze przyciągały, natomiast nasze wnętrza były jakby z jednego materiału i to myślę jest sekretem udanej relacji. Fascynowaliśmy siebie nawzajem, a jednak zawsze rozumieliśmy i tak jest do dzisiaj. Bardzo szanuję mojego męża i uważam, że jest mądrym i wspaniałym człowiekiem, może się to wydawać wyświechtanym frazesem, ale naprawdę cieszę się każdym dniem z nim. Chciałam to napisać, żeby dodać otuchy wszystkim "szukającym". Jeśli jest się takim idealistą z głową w chmurach jak ja czy mój mąż są dwie możliwości, albo dostaniesz strasznie po dupie, albo spotkasz osobę o takim samym usposobieniu i wydarzy się magia. Czasami dostanie się po dupie wieeeele razy i mogę sobie wyobrazić, że wiele takich "idealistycznych" osób już nigdy nie jest w stanie zaufać i przechodzi w postawę cynika i hedonisty. Pamiętam jak w wieku 19 lat myślałam już, że nigdy nie zaufam żadnemu facetowi, bo jedyne o co im chodzi to pompowanie własnego ego kosztem mnie. Jak wspomniałam, byłam/jestem atrakcyjną kobietą i przed poznaniem męża, miałam wrażenie, że mężczyźni zbliżają się do mnie tylko po to, żeby uznać to za trofeum - w ogóle nie interesowała ich moja osobowość. Na szczęście byłam na tyle mądra żeby nie dopuścić ich "za blisko", if u know what I mean ;). W każdym razie, naprawdę są osoby OBU płci, które rozumieją samego siebie, potrafią kontrolować emocje i EGO, są na wysokim poziomie rozwoju i można z nimi stworzyć wspaniały związek. Ale żeby tak było, my też musimy taką energią, "wysokiego rozwoju" emanować. Oczywiście moje doświadczenia są z pewnej określonej perspektywy - byliśmy młodzi jak się poznaliśmy, nie mieliśmy za sobą byłych żon czy mężów bądź dzieci na karku, mimo wszystko wciąż mieliśmy tą nastoletnią nadzieję na prawdziwą miłość, nie kalkulowaliśmy. Ludziom obarczonym trudnymi, wieloletnimi związkami/dziećmi jest dużo trudniej, zarówno znaleźć jak i zaufać, bo to wymaga ogromnej energii żeby odciąć się od przeszłości. Ale kurczę, myślę że się da. Nie skreślajcie więc od razu wszyskich, których poznacie, perełki istnieją Nie wszystkie kobiety kierują się zasobnością portfela i są emocjonalnymi histeryczkami i manipulantkami, tak jak nie wszyscy faceci chcą tylko zaliczyć i mieć wyrąbane na partnerkę. Może niekoniecznie należy ich szukac na tinderze czy w klubie, ale np. na spotkaniu klubu podróżników, szansa jest! Pozdrawiam i życzę duuużo wytrwałości! Naprawdę warto. Żeby nie było, przeczytałam wiele historii z np. "Świeżakowni" i włos się jerzy na głowie, współczuję strasznie takich doświadczeń. Niestety, idzie to też w drugą stronę, są kobiety (szczególnie bardzo uległe), które przyciągają zaburzonych tyranów, gdzie historie są podobne, tylko płcie się odwracają. Takie osoby trzeba oczywiście szerokim łukiem omijać jakkolwiek nie interesowałyby się głęboko sztuką, kulturą i filozofią
  5. 12 punktów
    Większość chciałaby mieć depresje, to lenie, niech się kurwa weźmie jeden z drugim do roboty. To im minie. Depresja - chciałbym mieć czas na taki luksus!
  6. 11 punktów
  7. 11 punktów
    To raczej ty powinnaś udzielać rad w tym zakresie.
  8. 11 punktów
    To już nawet nie jest kiełbasa wyborcza, tylko siekane mięcho (głównie produktywnych mężczyzn) rozrzucane z helikopterów. I co z tego mamy? Pogardę, dyskryminację (pozytywną oczywiście) łatkę mizoginów, gwałcicieli i #MeToo. Jeszcze w ramach tych cudownych planów przeczytałem: O ile dobrze kumam, obecnie podstawą wyliczenia składek dla pozarolniczej działaności jest 60% wynagrodzenia średniego, czyli kwota koło 2.6k (dlaczego nie używają do wyliczeń mediany, która wskazuje na okolice 1800 PLN?). Czyżby nowy cud ekonomii i obniżka przez podwyższenie 2.5 raza? Chleb jest za drogi kosztując 1 PLN. Obniżymy więc jego cenę do 2.5 PLN. Logika godna prawdziwego komunisty. Wpływy podatkowe w PL szacowane są na ponad 300 mld PLN rocznie. To daje po circa 10k PLN na każdego, polskiego jedwabnika, pardon - podatnika. Nieważne czy robi jeszcze w pieluchy, czy dogorywa na cienkiej zupce emerytalnej. Żyjesz - bulisz haracz za życie. To już lepiej płacić komuś kto mniej bierze, sheisse. Potem gadam z pokoleniem 20+ i oni nie mieliby nic przeciwko anschlussowi ziem zachodnich do Niemiec a wręcz że to nawet by było lepiej. No jasne, wystarczy że "Szkop" zaoferuje 50% obecnego haraczu. Niestety przewaga aparatów państwowych nad obywatelami jest obecnie tak duża, że odwracając stare powiedzenie z czasów komuny - "nie nadejdzie taka wiosna, że na drzewach zamiast liści, będą wisieć socjaliści". Bo sami się ze złodziejsko-zdradzieckiego wstydu nie powywieszają.
  9. 10 punktów
    Nazywasz go chujem, bo raz na imprezie okazał Ci zainteresowanie, ale z drugiej strony podobało Ci się, że się do Ciebie łasi. Jeśli on jest chujem, to kim Ty jesteś, skoro jesteś podniecona na myśl, że wieloletni kumpel Twojego faceta ma ochotę Cię zaliczyć? A może on wyczuł, że jednak nie masz nic przeciwko i dlatego tak robił? Druga opcja jest taka, że był pijany, napalony i po prostu miał potrzebę, a że Ty byłaś najbliżej to atakował. Może ma inną moralność i dla niego zdrada to nic złego, kto wie. Lecz skłaniałbym się ku pierwszej opcji, bo jeśli nie miałabyś na niego ochoty, to byś mu wprost powiedziała, żeby się odpierdolił i sprawa byłaby zakończona, a Ty myślisz, posty skrobiesz, sama przyznajesz, że podobało Ci się jego zainteresowanie, czyli jednak siedzi Ci w głowie.
  10. 10 punktów
  11. 10 punktów
    @self-aware, dokładnie tak jak piszesz. Okazuje się, że piękną kobietę możesz mieć na telefon. Zmienia się postrzeganie kobiety jako niemalże obiektu kultu, przestaje się je gloryfikować. To dzieje się na poziomie podświadomości. Mężczyźni, którzy nie mają problemów z uzyskaniem seksu, stają się bardziej wyluzowani, są swobodniejsi w kontaktach z kobietami. Kobiety widzą takie rzeczy, bo odbierają świat emocjonalnie.
  12. 9 punktów
    Ćiężka praca fizyczna wskazana. Porąb drzewa, przerzuc dwie tony węgla, wywal wszystko z pokoju, przemaluj go i ustaw inaczej meble. Zero alkoholu
  13. 9 punktów
    Ja pierdole, kurwa mać. Jesteś zakładnikiem jaśnie-kurwa-pani. Był taki filmik kiedyś w necie, którego nie da się niestety "odzobaczyć", jak gość wkładał sobie w dupę słoik który mu w tej dupie pękł.. I teraz sam sobie odpowiedz co myślę skoro moim pierwszym skojarzeniem był ten właśnie oto filmik, który radośnie wyparłem ze swojej świadomości lata temu a tu masz. Trafiłeś na ciężkiej wagi zaburzoną zawodniczkę, która doskonale wiedziała jak ci serwować kolejke górską, push & pull i jeszcze wzbudzać w Tobie nieustanne poczucie winny. To typ który podbija sobie swoją samoocenę względem Twojej. Będzie Cię szmacić i niszczyć po to by mieć lepszy dzień. Absolutny idiotyzm. Jaki to jest kurwa biznes dla Ciebie skoro ona jest niewypłacalna????? Jak takie zajebiste deale robisz, to odezwij się na priv, lubię darmowe pieniądze. To jest już tak irracjonalne, że bardziej się nie da. To już dając pełnomocnictwo żulowi pod sklepem miałbyś większe szanse powodzenia. No kurwa. Dogląda remontu... taaaa Mości się za Twoje, wykorzystuje to do dalszego robienia z siebie ofiary i wbijanie cie w poczucie winy. Bonusowo ma idealne pole do popisu żeby udowadniać Ci jak jesteś mało wart. Skończy się tak, że doprowadzi Cię do takiego stanu, że przepiszesz to mieszkanie na nią i niech spierdala - i taki zapewne jest jej cel. Tutaj jest kurwa ocean czerwonych lampek, które zapewne są winne całemu globalnemu ociepleniu. Masz przejebane. Ale masz oba jaja czy nigdy się nie zainteresowałeś czy coś w tym worku pod kutasem powinno być? Każdy taki tekst powinien się kończyć natychmiastowym skarceniem lub przynajmniej odbiciem piłki. W jaki sposób ty to sobie wyobrażałeś jak to ona wysyła Cie do innego pokoju spać????? To ja swojej kobiecie kazałem spierdalać spać na kanapie i przemyśleć swoje zachowanie, nie odwrotnie. I nie, żadne płacze i krzyki nic nie zmienią, śpisz na kanapie a jak Ci źle to spierdalaj do mamusi. To jest kurwa mój dom, nie podoba się to walizki za drzwi. Kłótnie ewoluowały w miarę jak oddawałeś kontrolę. Poszedł kredyt, poszły pełnomocnictwa. Ty sie dziwisz, że mówi Ci że jesteś pizdą? Ona Cie nie szanuje i już nigdy nie będzie. Zostałeś w 100% wykorzystany. Zaserwowała Ci fisting analny a ty dopiero zaczynasz kleić że Cię dupa boli. To perfekcyjny shit test. Majstersztyk jebanej manipulacji. Sprawdza Cię czy odważysz się spakować, a potem widząc że jesteś skłonny przechylić szalę automatycznie osacza Cie i wpierdala w poczucie winy automatycznie implikując, że to z Tobą jest coś nie tak bo nie chcesz z nią porozmawiać. Masz przejebane. Absolutna kurwa ewakuacja. Social justice warrior. Ona sobie wbiła w ten swój za ciasny spierdolony łeb że jesteś winien wszystkiego co ona Ci zrobi w imię wydumanej "opresji" Czarne marsze, #meetoo i te sprawy. Masz przejebane. Ona jest terrorystką. Z terrorystami się nie negocjuje. Jeśli mówi że się zabije to błagaj by tego nie robiła, niech sie nie rozłącza bo nie wiesz co ze sobą zrobisz itp Tak gadaj by chciała się rozłączyć a potem telefon do slużb że dupa groziłą że się zabije z gorącą prośbą o wizytę w psychiatryku. Radziłbym Ci to wziąć sobie do serca. Sam nabiłeś jej strzelbę i dałeś do ręki a teraz masz ja przyklejoną do karku. Masz przejebane. Mam cichą nadzieję, że to wszystko masz skopiowane i skitrane na jakimś zewnętrznym dysku/pendrive/chmurze poza jej zasięgiem. Jesteś kurwa tresowany od samego początku. Od tresury opartej na manipulacji, przemocy psychicznej poprzez jechanie na wzbudzonym w Tobie nieustannie poczuciu winy aż do waleniu Cie po ryju. A wiesz czemu? BO WIE ŻE MOŻE TO ROBIĆ BEZKARNIE. Masz przejebane. Piszę tak nie dla tego, żeby Cie zdołować, tylko byś dogłębnie zrozumiał powagę sytuacji. W aktualnej sytuacji dawanie Ci po ryju może być jawnym sposobem do sprowokowania twojej agresji. Liczy, że w końcu nie wytrzymasz i przypierdolisz jej. Pannie zgaśnie światło i wygrała WSZYSTKO. Dam Ci jedyną rozsądną radę jaką można Ci w tej chwili dać. SPIERDALAJ OD NIEJ*. *Problem polega jedynie na tym, że nie możesz tego zrobić natychmiast. Musisz zyskać czas i ją czymś zająć a samemu znaleźć prawnika, najlepiej prawdziwego skurwiela. Wyłuszczyć mu temat i dobrze mu zapłacić żeby Cię z tego wyciągnął, wierz mi na tym etapie cokolwiek mu zapłacisz to będzie promocja w porównaniu z tym do czego może doprowadzić Cię ona jeśli wyczuje, że docisnęła Cię już do krawędzi i usiłujesz uciec. W pierwszej kolejności trzeba zlikwidować WSZELKIE pełnomocnictwa, wypłata i kasa na TWOJE konto a wszelkie wspólne konta do zlikwidowania. Wszystkie te operacje muszą nastąpić możliwie w jak najmniejszych odstępach czasu i w takiej kolejności by opóźnić jak najbardziej moment, w którym twoja terrorystka zauważy co się święci. Musisz być przygotowany na wszystko, nawet ze zorganizowaniem zakazu zbliżania i rozmawianiem przez prawnika. Dlatego właśnie musisz znaleźć agresywnego prawnika a możliwe że i dwóch, w obu krajach jeśli istnieją dodatkowe zobowiązania urzędowe/finansowe. Tutaj inaczej nic się nie da wywalczyć. Nie wiem jaką masz pozycję finansową i jak bardzo strata tego mieszkania Cię obciąży. Jeśli jedynym twardym majątkiem jest to mieszkanie i jakiś samochód to taniej może Cie wyjść ogłosić upadłość konsumencką niż spłacać te wszystkie kredyty za mieszkanie którego możesz nie odzyskać. Za granicą ogarnia się to znacznie łatwiej niż w kraju ale podstawa to właściwy prawnik. Co do psychiki, wspomniane książki przeczytaj. Nie możesz jednak zmienić nagle swojego zachowania względem niej bo ją zaalarmujesz. KUPUJESZ TERAZ CZAS. Grasz najważniejszą rolę w swoim życiu, musisz zaplanować i przemyśleć każdy następny krok i jego implikacje prawne i finansowe. Jeśli podejrzewasz, że może mścić się na Tobie uderzając do Twojego pracodawcy, to może warto było by mu dać sensownie znać że spodziewasz się prowokacji i uderzania w Ciebie. Moja odpowiedź w żadnym wypadku nie wyczerpuje, a wręcz ledwie dotyka wyłuszczonych przez Ciebie problemów. Mimo, że w kilku miejscach Cię pocisnąłem, naprawdę Ci współczuję.
  14. 9 punktów
    Zanim Wdamy się w dyskusje rzucę Ci kilka spraw do przemyślenia. Moje stanowisko przez ostatnie kilka lat diametralnie się zmieniło co do związków i kobiet. Dlaczego? Jestem przed 40stką. Z kobietami nigdy nie było problemu. Wchodzenie w dłuższe relacje zawsze kończyły się tak samo. Po kilku miesiącach przychodzi ten nudny okres. Rodzina, dzieci, kobieta finanse, praca. Co jest wspólnym mianownikiem tego wszystkiego. CZAS. Musisz poświęcić swój czas w życiu na pracę żeby utrzymać to wszystko. Musisz znaleźć czas na żonę i dzieci. Gdy rodzina wymaga pieniędzy musisz dużo pracować. Dni składają się w tygodnie, tygodnie w miesiące a miesiące w lata. Czas spierdala a dzieciaki uciekną z domu a żona może być jak zimna jak lód po kilku latach Ja sobie uświadomiłem i zdałem sprawę, że świadomie to nie dla mnie. Życie samemu? Tak. Życie na własną rękę? Tak. Życie bez rodziny? Tak. Zycie bez problemów? Tak. Praca na moje zachcianki i realizacja marzeń? Tak. A dlaczego? Bo życie jest jedno i chcę mój egoistyczny czas przeżyć tak jak mi się to podoba. Bez słuchania się żonki i dyktowania mi co mam robić i kupować. Nienawidzę tego gdy kobieta mi marudzi i stęka. Zdrowy i idealny związek? Moi znajomi mają takie związki. U nich to jest super. Zawsze się układa. W pracy też super. Ogólnie wszyscy mają super związki
  15. 8 punktów
    Przy okazji spróbuj - bywa nieźle Zacznijmy od elementarza - czy jest możliwe że kobieta nie jest z facetem dla kasy ? Albo - dla określonych profitów. Nie musi to być wprost kasa - wystarczy, że facet ma układy tu czy tam na przykład i ona z tego korzysta. Albo - jest złotą rączką i w chacie jej to i owo ogarnie. O mechanikach i hydraulikach nie wspominam - bo to sa drogie i poszukiwane usługi. A fachowców mniej coraz Mam na to wytłumaczenie takie: Facet bez kobiety jest w stanie przejsc przez życie łatwo, prosto i przyjemnie. A co więcej - patrząc na to logicznie - taniej. Gorzej i to znacznie jest w odwrotnym przypadku. I tak było od zawsze - czyli od momentu kiedy Bóg stworzył człowieka. Bo gdy Bóg człowieka stworzył - był to męzczyzna. I dopiero POTEM Bóg się zaczął zastanawiać, że w sumie to niedobrze by mężczyzna był sam. I stworzył (z zebra męzczyzny) - kobietę. Wynika z tego oczywistość - to kobieta jest DODATKIEM do faceta, nie odwrotnie. Samochód bez klimatyzacji będzie mniej komfortowy niż z klimatyzacją. Ale spokojnie takim samochodem da się jeździć. Bo klimatyzacja to dodatek. Zaś goła klimatyzacja samochodowa, bez samochodu, w ktorym została zamontowana - jest bezużyteczna.
  16. 8 punktów
    @arch - czy Ty masz cycki? Te pobożne życzenia o związkach, które ciągle tu wspominasz to żywcem wyciągnięte harequinowe uniesienia i obrazki kreowane przez kobiece oczekiwania. Piszesz takie pierdololo w tym wątku, że monitor mi przygasa momentami...
  17. 8 punktów
    A po co ma się z tobą umawiać, skoro jasno się określiłeś? Ona powiedziała swoje, ty powiedziałeś swoje, a przyjaźni z tego nie będzie. Nie rozumiem twoich dylematów. Jasna sytuacja, jasna odpowiedź. Wystawiła ci się, nie skorzystałeś, po chuj drążyć
  18. 8 punktów
    To wina Matrixa w jakim żyjemy. Marek ciągle to powtarza. Nie masz nowego Iphona? Jesteś nikim. Nie masz Audi Q5? Jesteś nikim. Nie masz rodziny? Jesteś nikim? Nie masz dobrze płatnej pracy? Jesteś nikim? Nie byłeś na wakacjach w Meksyku? Jesteś nikim? Masz stary laptop? Jesteś nikim. Nie masz nowego środka na suchość cipy? Jesteś nikim. Nie stoi Ci faja na zawołanie? Jesteś nikim weź braweran. Nie budujesz ego ładnym dziewczynom? Jesteś pizdeusz No to jak tu być szczęśliwym? A sąsiad kupił nowego salonowego BMW To jak tu być szczęśliwym. Staram się nie oglądac TV i nie słuchać radia. Staram się jak moge nie dać się ponownie zaprogramować. Kupiłem sobie windsurfing. Później kupię paralotnię. Koleżanka w prazy powiedziała mi, że jestem śliczny Mam 30 cm dragala * Jak tu się smucić? Nie mam problemów kurka wodna
  19. 8 punktów
    OMG facepalm. Dlaczego miałbym oceniać pedofila albo mordercę. To tylko przeszłość, nie rozliczamy z niej, no i pewnie tata mu nie kupił kredek na komunię, więc ma usprawiedliwienie na bycie skurwysynem Mam prawo wiedzieć z kim żyję, albo mieszkam, ma prawo mi to nie pasować, mam prawo nie akceptować czyjejś głupoty, mam prawo czuć się oburzony jak osoba która miała setkę facetów wmawia mi, że jestem dla niej wyjątkowy. Deal with it.
  20. 8 punktów
    Sztuk 1 - siebie przerobilem. Nie szukaj szczęścia w innych - znajdź je w sobie - taka podstawowa zasada tego forum...
  21. 8 punktów
    Dobra, bo widzę bicie piany się robi tutaj, a sprawa, po tym co czytam dotyczy smarkaterii (sorry za to określenie ale tak to wygląda). Finał będzie na 100% taki, że on i tak poleci do niej. Później, żeby nie wyjść na pierdołę przed ludźmi, będzie pisał jak ją przećwiczył, i jakie ona mu zapewnienia na kolanach składała, i jak wygrał, i w glorii wszedł ponownie w posiadanie jej wdzięków. Wysiadam z tego wątku, bo szkoda prądu.
  22. 8 punktów
    Kurdę na tą chwilę to łatwiej jest grać w piłę na polu minowym pomiędzy Koreą Północną i Południową. Ewidentnie wstrzymać remont mieszkania!!!!!! Odkładaj kasę na TAJNE KONTO. Zlikwiduj WSZYSTKIE wspólnoty. Pańcia szykuje SOBIE gniazdo, nie ma co, ona nie chce dzieci ale z TOBĄ! MatriX owładnął duszę Twoją do poziomu kwantów. Nieśmiało sobie pozwalam stwierdzić iż pańcia Tobie matkuje. Teraz się zastanów czy powołasz na świat młode przy takiej heterze? Chcesz dzieciakom zrobić obóz koncentracyjny? Zatem pozostaje potajemnie prowadzić przygotowania do EWAKUACJI!!!
  23. 8 punktów
    Niestety, ale sponsoring jest tylko dla facetów o mocnych nerwach. W sumie o rysie psychicznym "pan i władca", traktujący ludzi przedmiotowo, i wyzbyty w dużym stopniu z wrażliwości. Taki ktoś jak Ty, sądząc po tym jak i co piszesz, wtopi na tym i wpadnie w bagno, które go utopi. Już ci wyjaśniam dlaczego tak się dzieje, i tak będzie. Mam sporo doświadczeń życiowych związanych z kobietami, biznesem i mixem "dupa/biznes". Widziałem kilku gości w garniturach, z rolexami złotymi na rękach, którzy prowadzili firmy, bujali się furami za pół bańki, a wykładali się na dupie. Sponsoring polega na tym, jak ogólnie wiadomo, że płacisz. To jest jasne. I jasne jest, że jak płacisz to wymagasz. A jak wymagasz, to chcesz optymalizacji kasa/jakość towaru. Czyli kupujesz możliwie najładniejszą laskę jaka się zgodzi za taką cenę z Tobą pukać. Tak jest? Tak jest. Jakie to ma dalsze przełożenie? Takie, że gość który nie ma lasek na sex w życiu bo mu się z nimi nie udaje, kiedy dorwie się do tak atrakcyjnej dupy, uzależnia się. I zakochuje w wielu, większości przypadków. Do tego, kiedy laska go wyczuje, wykorzysta maksymalnie. Wydoi z kasy, wyssie i zostawi. Znam facetów z grubą kasą, którzy szczycili się przed kumplami jaką dupę mają za kasę, pokazywali jej foty itd. Później żebrali w nocy pod oknem żeby ich wpuściła. Błagali na kolanach o uwagę. Tracili domy, majątki. Wszystko przez dupę. Zaczynało się od 3 tys /mc za sex, poprzez wycieczki na Seszele, samochodyza 100 tys w prezencie, domy i pierścionki z brylantami, kończyło upadkiem i próbami samobójczymi. To nie jest gra dla słabeuszy. Kuriozalnie, na sponsoring może sobie psychicznie pozwolić ktoś kto puka zajebiste laski, wtedy taka 9/10 czy 10/10 kupiona za 2-3 tys zł na mc nie robi wrażenia na nim. Tylko, że wtedy to i on nie potrzebuje płacić.
  24. 7 punktów
    Dokładnie tam, gdzie "te kobiety". Mleheh... Uwielbiam te podwójne standardy. Na co powiedz, że kobieta musi (np) mieć 160-165 wzrostu, być naturalnie rudą, ważyć max 55 kilo wykazywać AUTENTYCZNE zamiłowanie do sportu ('CHODZENIE na siłownię', gdzie pańcia siada na "ginekologii" i dźga selfiaxy na instaxa w oczekiwaniu na księcia z bajki to NIE jest zamiłowanie do sportu), nie ma prawa mieć obwisów cielesnych (rozciągnięta skóra na bandziuchu, zaniedbany, sflaczały cyc) o zobacz, jaka się gównoburza zrobi. Bo pańcia "powinna się cenić", gdyż ma do zaoferowania... no właśnie, CO?! Dostęp do groty rozkoszy? Hmmm... Uwielbiam takie dramy, jak się zada pani jednej z drugą pytanie "co KONKRETNIE masz do zaoferowania w zamian za swoje wymogi". I potem wychodzę na złego stulejarza, ehchhh... Polecam samcom 35+ udać się na "szkolne spotkanie po latach". Usiąść i patrzeć. BARDZO krytycznym okiem. Najpierw na panie, potem na panów. Borze szumiący, jak to otwiera oczy! Jakże tragicznie (!) starzeją się kobiety. Jakże pięknie starzeją się mężczyźni! I - żeby nie było. Tak. Są wyjątki. Panie w ramach racjonalizacji natychmiast uderzą w te dzwony (obok uniwersalnej odpowiedzi "bo jakbyś dzieci urodził..."). Tylko że to są WYJĄTKI. One nie obalają reguły, tylko ją potwierdzają. A reguła jest taka, że najdalej od 30 roku życia panie są na równi pochyłej. Możnaby mówić dlaczego, ale to nie temat na ten wątek. Trafić NIEZŁĄ 40+ to jak wygrać los na loterii. 95% pań w tym wieku to chodzący (czasem - toczący się) dramat. Po prostu - biologia i tyle. Jedna uwaga. Kobieta to nie inwestycja. To KOSZT. Hint - jaką masz stopę zwrotu z tej "inwestycji"? No OK, jak komuś się przytrafiło mieć córkę to można to jeszcze traktować w kategorii inwestycji. Ale kobieta to co do zasady po prostu KOSZT. Taki "budżet na rozrywkę" :-) A ja zawsze wtedy pytam: A kto go wybrał? Kto go wpuścił pod Twój dach i pod Twoją kołdrę? Kto pozwolił się zapłodnić (czasem wielokrotnie)? Łoo, jaki huk wywalonych bezpieczników wtedy często słychać :-) Całkiem skuteczna metoda na ucięcie tego typu gorzkich żali. Polecam. Ubaw przy tym spory :-) Dwa powody: 1. Dziecko dodaje dużo "kilometrów na licznik" 2. Pani posiadając dziecko osiąga swój najistotniejszy cel. I może już całkowicie odpuścić sobie dbanie o siebie. Racjonalizacja: "bo dziecko". Realia: po co ma cokolwiek robić, skoro cel główny osiągnięty? Pkt 1 poniekąd wynika z pktu 2! A+ B = C - panie bezdzietne nie mają "obciążenia", a jednocześnie mają sprężynę w dupie, bo "nigdy nie wiadomo". Przykłady? Polecam uważną obserwację transformacji pań z dzikich szprych w sflaczałe ciotki. 9 miesięcy i mamy pełną transformację. Uwaga istotna do tej obserwacji: Należy mimo uszu puścić pierdolenie pań p.t. "bo to po dziecku". Jeżeli pani DBA o siebie (ale nie że mówi, że dba, tylko DBA) to ogarnięcie się po ciąży to 3-4 m-ce max. Taka pani nie żre w ciąży jak świnia i nie ma do zrzucenia 30 kilo, tylko 5 max. Przykład w drugą stronę - polecam obserwację pań porzuconych przez partnera. -20 "niezrzucalnych" kilogramów "po dziecku" potrafi zniknąć w rok (a wcześniej 10 lat to było "po ciąży") Uwaga! Wbrew pozorom utrzymanie się jako wystrzałowa dupa NIE wymaga kosmicznych nakładów finansowych. Takich nakładów wymaga MASKOWANIE mankamentów, a nie nie dopuszczanie do ich wystąpienia. Przyjacielu... Ileż razy ja to słyszałem... Zwykle od kobiet :-) A to ja muszę taką "inteligentną i oczytaną" sprowadzać sobie na łeb? Zawierać klauzulę wyłączności? To jest damski sposób myślenia! :-) Męski i racjonalny - SPECJALIZACJA. Chcę dobrego rżnięcia? Biorę laskę niezłą w te klocki. Nie musi znać się na Heideggerze. Robimy swoje i rozchodzimy się w pokoju. Chcę inteligentnych dyskusji? Biorę laskę znającą się na konkretnych sprawach, o których chcę dyskutować. Nie musi takowa zaspokajać mojego poczucia estetyki. Chcę napierdzielać na rowerze 100 km? Biorę laskę, która ogarnia takie klimaty. Nie musi być dzika w wyrze. Kobieta to szybko deprecjonujący zasób. Takie zasoby się "wynajmuje", a nie kupuje. Jak potrzebujesz się przeprowadzić, to wynajmujesz VAN-a na czas przeprowadzki i "nara", czy KUPUJESZ i masz go na stałe? No właśnie... Kobiety traktują seks jako "lidera strat" (tzw "loss-leader"). (dla niezorientowanych - w marketingu jest to towar sprzedawany poniżej ceny rynkowej - aby przyciągnąć klienta. Karp w Lidlu po 7,50/kg, aby przyciągnąć ludzi. Którzy przy okazji kupią łososia po 150/kg) Czysta biologia :-)
  25. 7 punktów
    Zgadzam się. Dodam od siebie, że każda kobieta którą znałem w tym wieku, nienawidziła swoich ex, każda mi opowiadała jakich to bestialstw się dopuścił podły ex, i jaki jest straszny. Często po czasie sam widziałem, jak podły i chytry miały charakter te Panie...
  26. 7 punktów
    Miejsce zdarzenia: Kawiarnia Amatorska w Warszawie. Z lokalu zostaje wyproszona agresywna feministka Patrycja Wieczorkiewicz za uderzenie klienta. Obrażona zaczęła namawiać koleżanki feministki i białych rycerzy do dawania kawiarni oceny "1" na fb i pisanie negatywnych recenzji. Tłumaczyła się, że jej zachowanie miało być obroną koleżanki, która rzekomo miała być "molestowana", przez złapanie za rękę. Jednak jak się okazało cała sytuacja zaczęła się od "zabawy" tej feministki w rzucanie w ludzi kapslami. Oświadczenie kawiarni na fb: "Oficjalna wersja zdarzenia z piątku 13.04: Dziewczyna robi sobie zabawę z rzucania w ludzi kapslami. Jeden z klientów zwraca jej uwagę. W odpowiedzi jej ślina ląduje na jego twarzy". Jak widać w komentarzach dziewczyna nawet temu nie zaprzecza, tylko tłumaczy się w bardzo głupi sposób, cała dyskusja: Na przekór feministkom w obronie kawiarni stanęli dzielni wykopowicze. Dzięki Wykop-efekt fanpage zyskał ogromną liczbę ocen na "5" i pozytywnych opinii, przebijając feministyczny hejt: https://www.wykop.pl/link/4270901/potrzebny-wykop-efekt-feministki-chca-zniszczyc-kawiarnie/ Wspominana tu feministka pisze dla Gazety Wyborczej i Codziennika Feministycznego, a wcześnie pisała także dla Krytyki Politycznej.
  27. 7 punktów
    Właśnie to spieprzyłeś, , z laskami trzeba ostro i konkretnie, one to lubią. A zatem, jak jesteście na imprezie siadasz obok niej i zarywasz, jednocześnie próbując "niechcący mimochodem" ją dotykać. Jak widzisz że jest zdecydowane "odpierdol się" zamieniasz się z kimś miejscem i robisz tak z inną wzbudzając zazdrość, (na następnej imprezie będzie twoja). Jak nie ma oporu kładziesz jej rękę na ramieniu, szyi, kolanie między uda itd... A potem idziesz z nią na parkiet, spacer, do WC, itd, potem się z nią żenisz a za dwa lata witamy ponownie na braciasamcy.pl
  28. 7 punktów
  29. 7 punktów
  30. 7 punktów
    Dawno temu gdy całkiem wtedy teges dentystka bombardowała mnie kilkoma pytaniami jednocześnie, wyjąłem odsysacz, wyplułem i powiedziałem: "nie wiem na które pytanie mam odpowiedzieć" Trochę się zgasiła kobita, wyszło śmiesznie. Ogólnie babami się nie przejmuj, nie unikaj ale też nie cipiej. Że zdrowa sroka wzbudza zainteresowanie to akurat normalne.
  31. 7 punktów
    Twierdzisz, że skoro czegoś nie widzisz, to tego nie ma? Ignorancja na najwyższym poziomie. https://stat.gov.pl/files/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5515/3/11/1/rocznik_demograficzny_2017.pdf Faktycznie zagolopowałem się z tą "prawie połową" (chociaż w niektórych miastach jest blisko). Ale niewiele. 1/3 to wciąż cholernie dużo. Nie wiem dlaczego dyskusja obrała kierunek wiary i poglądów, skoro wystarczy poczytać, żeby się oprzeć o jakiś konkret. I ja także. Bywaj. Kolega @Radzyminiak dostał bana. Nie ma tu miejsca na naśmiewanie się z założyciela forum.
  32. 7 punktów
    Nie rób tego ! A w kwestii screenów krótko - JPRDL.
  33. 7 punktów
    Do ciebie i do strusia: Baba ktora zerwala NIE ISTNIEJE, jest wspomnieniem, wiec jak k-wa mozna do niej pisac, gadac i w ogole reagowac? Ona jest mgłą. Zerwala. Wyszla z twojego zycia mowiac ze ma cie w d-pie. Czy ktos k-wa gada z mgłą? Czy ktos wdaje sie w dyskusje z Hitlerem, krolem Arturem, Joanną D'Arc?
  34. 7 punktów
    Wywołali Braciszkowie ciekawy temat. I znów mi się przypomniało przezabawne zdarzonko sprzed lat. Otóz tak - spotykałem się dłuższy czas z bardzo fajną damą. Model znajomosci - że tak powiem FF+ albo nawet FF++. Bo poza F były i wspolne wyjazdy to tu to tam, jakieś zloty motoryzacyjne (str samochodziarz jestem), nawet kiedyś na jakieś Mazury pojechaliśmy na porządny weekend. Więc jak na FF to z nie mniej niż plusem. Seks był fajny i cała reszta. Słowem - idealny układzik. Dama bywała u mnie, ja u niej. A to jej coś w domu pomogłem, a to coś załatwiłem swoimi układami, a przede wszystkim doprowadziłem do ładu i składu jej delikatnie mówiąc - umiarkowanie zadbany samochód. Też lubiła auta i nieźle (jak na babę) - jeździła. No i marzyła o takim wynalazku jak Chrysler Sebring. Jak dla mnie to takie "nothing special", no ale nie da się ukryć, że wóz przyjemny i dośc nietuzinkowy. Prosiła bym pomógł jej taki wóz znaleźć - bo wie, że byle czego nie kupię a mam takie czy inne swoje możliwości. Powiedziałem, że spokojnie, pomyślimy. No ale to potrwa bo znaleźć niezajeżdzonego może być kłopot i trzeba się będzie naszukać w Europie ze wskazaniem na kierunek szwajcarski. Pewnego dnia powiedziała mi, że poznała kogoś, że chce zbudować trwały związek i mieć więcej niż ma ode mnie. I że krótko mówiac - odpuszcza sobie kontakty ze mną. A ja na to standardowo - skoro odpuszczasz - to trudno. Prawdę mówiąc - lekko mnie to dźgnęło. Nie był to żaden cios - bo ja jestem dość odporny ale w żadnym razie nie powiem, że nie poczułem straty. Bo poczułem. Mijają dwa tygodnie. Wskazana dama do mnie na GG coś w tym guście - "wiesz.... to że odpuściłam sobie kontakty z tobą to nie znaczy, że nie możemy czasem porozmawiać" Cisza. Zero. Przeczytałem, przyjąłem do wiadomości i stwierdziłem - lecisz schematem bejbe że smród tego algorytmu wyczuwalny jest piętro wyżej. Cisza. Minęło jakieś pół roku. Wracam w nocy z jakiejś trasy. SMS do mnie z nieznanego mi numeru - "Nie spisz ? Co u Ciebie ?" Hmm. Ciekawe. Druga w nocy jest a tu ktoś pisze. Numeru nie znam. Zaczałem się zastanawiać co to za jedna do mnie wypisuje po nocach i prędko doszedłem do wniosku jednego - skoro w nocy pisze to wie, że ja późno chodzę spać, inaczej byłoby co najwyżej "spisz" bez dalszej częsci wypowiedzi z pytaniem co u mnie. Ciekawe zagadnienie. Nie odpisałem. Rano znów SMS - co u mnie. O twardzielka. Dobra, odpiszemy standardowo to samo co odpisuję kiedy nie znam numeru - "A któz mnie to zaszczyca tak ciekawymi pytaniami nie tylko nocą ale i o poranka brzasku ?" Odpisała, że Jola z Gdyni. O jakże mi miło - napisałem i dodałem, że wieczorem będę "wolniejszy" - jesli chce niech zadzwoni po 22-giej. Jest dwudziesta druga zero zero. Telefon - Jolka. Odbieram. Dialog wyglądał tak: - O dzień dobry Pani, padam do nózek. - Czesc, miło Cię słyszeć, co u Ciebie ? - A u mnie jak zawsze - człowiek urobiony, wolny i dlatego szczęśliwy, a u Ciebie cóż tam ciekawego się dzieje ? - A u mnie.... hmmm zmiany, zmiany, zmiany..... - Jak u Obamy czy u Barei w Polpimie kiedy to Dudała zastąpił Krzakowskiego na stanowisku dyrektora ? - Jestem sama, rozstałam się.... - O, ciekawe wydarzenia. I co w związku z tym ? - Może spotkamy się ? - Świetna myśl. Piątek ? Kolacja ? - Pasuje mi. - A mi jeszcze bardziej Zarezerwowałem stolik w dość wypasionej knajpie. A co, stać mnie, nie to co inni. Ogoliłem mordę, wyszorowałem się rzetelnie, wyperfumowałem, ubrałem się w elegancki garniturek, krawacik i wystrojony lepiej niż do swego ślubu - wsiadłem do swego Volvo 740 turbo, ktore dzień wczesniej z okazji na tę okoliczność przeszło porządny detailing. Podjechałem ciut przed czasem pod knajpkę, poszedłem do stolika i wysłałem SMS'a w ktorym miejscu siedzę z rózowym goździkiem w butonierce. Przyszła odstawiona niczym szczur na otwarcie kanału. Piękna Siedzimy i gadamy. Okazalo się, że cytuje "gość się nią zabawił, potraktował jak przedmiot, kopnął w dupę bo się mu znudziła" Jak tam było tak tam było - nie wnikałem. Dowiedziałem się przy okazji, że spalił jej w samochodzie sprzegło (facet może sprzegło spalić ? no wolne żarty) i że w ogóle to on jej ten samochód dobił, gdzieś takieś obcierki porobił itede itepe. Przygotowałem się do tego spotkania idealnie. Bo w telefon wrzuciłem sobie zdjęcia, ktore wiedziałem, że się przydadza. I się przydały. Mówię jej tak: - Wiesz Jola - co za życie. Zrobiło psikusa i Tobie i mnie. - Nooo... wiem - Ale ja nie o tym o czym pewnie myslisz W telefonie miałem przygotowane zdjęcia Chryslera Sebringa. Sciagnałem je przed spotkaniem z portalu Autoscout24.ch, wybierając najładniejszego. Pokazuję: - Popatrz, ładny ? - Nooo, piekny - Miał być dla Ciebie - Jak to dla mnie ? - Przecież mnie prosiłaś bym coś znalazł. I to nie raz. Więc udało się mi taki wóz znaleźć. Kupiłem go na dwa tygodnie przed naszym rozstaniem i nic Ci nie mówiłem. Myślę sobie - zawsze mi powtarzałaś, ze uwielbiasz niespodzianki, wiec skoro tak - to będziesz taką miała. Auto miało padniętą skrzynię więc kupiłem go za zaledwie 600 franków. Skrzynię dostałem używkę w dobrym stanie za tysiaka, wymieniłem i wóz jeździł jak nowy. Dlatego też nic nie mówiłem - by sprzedać Ci to auto całkowicie sprawne. Zresztą... nawet gdybyś kasy nie miała - to jakies raty mógłbym Ci zrobic, żaden problem, przecież wtedy komu jak komu ale Tobie to w 100% ufałem. W każdym razie wóz sprowadziłem, zrobiłem odprawę na granicy szwajcarsko-niemieckiej, zapłaciłem akcyzę w Polsce i zarejestrowałem. Niezłe auto, jeździłem nim jakieś dwa miesiące. No ale nie odzywałaś się, zakochana, to cóż - kumpel mnie zagadał czy bym nie sprzedał. Sprzedałem. Wiesz, że dzięki Tobie na czysto pięć koła zarobiłem. Z ogonkiem ? W tym momencie patrząc jej w oczy - zauważyłem w nich urok Żuław (depresja) Z wyraźną pretensją w głosie zapytała: - Jak to ? Nie mogłeś zadzwonić ? Przecież wiesz, że takiego auta szukałam, wiesz, że bym go kupiła. Zapłaciłabym Ci od razu, pożyczke bym wzięła i samochód od Ciebie kupiła. - Jola. Nie mogłem - Jak to nie mogłeś ? - Proste. Powiedziałaś, że się zakochałaś. gdybym wtedy wyskoczył do Ciebie z taką propozycją - to Ty natychmiast, ale to natychmiast odebrałabys to jako próbe kupienia Ciebie. Przeciez byłaś zakochana - czyż nie ? A znam Cie dobrze i kto jak kto ale Ty na sprzedaż przecież nigdy nie byłaś. Nie to co jakieś małoletnie blachary, ktore to na samochód polecą nawet amerykański. Wsciekła się ale trzymała ramę. Potem jej przeszło. Po tej kolacji - resztę wieczoru spędziłem u niej. Jeszcze nigdy taka zajebista "w to" nie była. Jak to możliwe ? Pewnie się nauczyła bzykać od tego, ktory dał jej kopa w dupę hahaha Wznowiony model FF trwał jeszcze jakieś kilka miesięcy. Ale już nie był modelem z plusem. Ostatecznie uznała, że "jednak to nie to" i się kontakty urwały. Odzywa się do mnie raz na jakiś czas. Nie odpisuję. Udaję, że poszedłem sprawdzić czy nie ma mnie w warsztacie.
  35. 7 punktów
    Strusiu, nie martw się, przebadaj wewnętrznie czy jest to wkurw na siebie że dałeś się przerobić, czy odstawienie miłości i haju z tym związanego. W jednym i drugim przypadku wyjdzie Ci , że dobrze się to skończyło. Podziękuj jej za lekcje życia. Za kilka dni przejdzie Ci. Tylko żebyś nie odpierdalał i próbował się z nią kontaktować, bo sytuacja bieżąca może też być gównotestem i za kilka dni ona zadzwoni i powie Ci że jednak się namyśliła i możesz być jej chłopakiem. Wtedy , mam nadzieję że będziesz wiedział co robić. Nie łam się chłopaku, wszystko będzie dobrze.
  36. 7 punktów
    Zaraz tam kłamstwo. Zbyt mocno szanuję prawdę by szastać tą prawdą na lewo i prawo. Dlatego też to nie jest kłamstwo ale oszczędna gospodarka prawdą - by wystarczyło mi jej na jak najdłużej No ba. Szczególnie kiedy sobie wypiję (choć obecnie praktycznie nie używam alkoholu) - to zaraz mi się na studenckie przyśpiewki zbiera. Góralskie - w typie takim oto: Tam na górze, tam na skale Dwaj górale pili siarę Gdyby mieli dynks by chlali ale Wyżłopali ale, wyżłopali hej ! Tam na końcu koratarza Bosman jebał marynarza Czy go zgwałcił czy nie zgwałcił ale Dupę mu zniekształcił hej ! Tam na górze, na Giewoncie Pierun strzelił bacy w prącie Czy kto wierzy czy nie wierzy prącie Stoi baca leży hej ! I tak dalej
  37. 7 punktów
    @Imbryk Jesteś na forum od 42 dni, jesteś inteligentnym facetem, no po prostu nie rozumiem Twojej postawy. Dać się bić po pysku i nie oddać? Jestem w głębokim szoku w związku z Twoją postawą. Muszę przemyśleć to co napisałeś. W tej chwili pakuj graty i wypierdalaj od niej, albo przy najmniej oddaj jej jak Cię uderzy, ona będzie zadowolona. Kurwa co ja piszę...
  38. 7 punktów
    Apel do użytkowników: nie wdawajcie się w dyskusje i polemiki z tą trollicą, bo po ukryciu jej postów (a te będą zawsze ukrywane) treści w wątkach wyglądają na oderwane od rzeczywistości.
  39. 7 punktów
    Te sytuacje łaczy jedno. Wiernośc jest zagadnieniem, ktore ma znaczenie wyłącznie teoretyczne. Czyli - ujęta jest jako obowiązek, przyzwoitość, wyznacznik moralności w prawie oraz w wielu religiach. Przyjęta zatem jest za coś naturalnego, oczywistego, zaś ci, którzy jej nie dotrzymują - powinni być potępiani. I w dodatku twierdzi się, że niewiernośc to margines u degeneratów, hedonistów, ludzi bez zasad i bez morale. Tyle teoria matrixowa. Praktyka jest taka, że wiernośc jest zjawiskiem bardzo rzadkim. Niezłym dowodem na poprawność tego twierdzenia są badania, ktore kilka lat temu w raporcie p/ "Seksualnosć Polaków" przeprowadził prof. Izdebski. Tenże przebadał anonimowo kilkadziesiąt tysiec par - małzeństw i tzw "trwałych zwiazków". Jednym z pytań ankietowych było - "czy kiedykolwiek zdradziłeś swego partnera/ partnerkę ?" W 30% przypadków do ankiety udzielono odpowiedzi twierdzącej. Czyli - 30% ludzi w związkach przyznało sie do zdrad. A ilu się nie przyznało ? Sądzę, że spokojnie ze dwa razy tyle. A to dlatego, że zdrada to powszechnie potępiane zjawisko i do takich rzeczy nikt się nie przyznaje. A niektórzy wręcz wyrzucają to z pamięci. A i jeszcze jedno - zdrada zdradzie nierówna. Dla jednego zdradą będzie intymna rozmowa, dla innego - pocałunek, a dla jeszcze innego (rozsądniejszego niż poprzedni) - dopiero "pełnoetatowy" seks. I tu znów można rozdzielać włos na czworo - dla jednego seks w gumie to juz zdrada a dla innego - dopiero bez gumy. No i powstaną z tego dysertacje, habilitacje, implementacje a nawet - immatrykulacje Sam nigdy od nikogo nie wymagałem wiernosci. Nawet od żony. Bo krótko żonaty byłem, prędko po ślubie przestało mi się podobać i gdyby sobie żona skoczyła w bok - to byłby to dla mnie dar niebios. Nie wiem czy skakała, nie złapałem, nie wnikałem. Sam nie skakałem w małzeństwie bo art 23 KRiO i złożona przysięga w kosciele. To był jeden jedyny raz w mym krotkim, bez mała 46 letnim zyciu - kiedy zdeklarowałem wiernosć. Szybko jednak z tej deklaracji się wycofałem - wychodząc z małzeństwa. Ale żadnej umowy nie złamałem - bo dopóki małzeństwo trwało - prowadziłem się w "tych" sprawach jak wskazuje KRiO, normy moralne, Matrix i Kościół Katolicki. Nigdy wcześniej ani nigdy potem nie zdeklarowałem wiernosci. Dlatego, że to jest szalenie wysoka cena za którą tak naprawde co dostajesz ? Gwarancję ruchania tej kobiety, dla której pozbawiłeś się możliwości ruchania innych kobiet ? Co to za gwarancja ? To złuda ! Normalnie wolne żarty Może za krotko żyję na tym świecie, ale sądzę, że jesli masz pięć przeciętnych samochodów w swym garażu zamiast jednego jedynego podobno lepszego niż te pięc - to szansa na tzw "pewnosc ruchu" - czyli że schodzisz do garażu, siadasz, odpalasz, jedziesz i dojeżdzasz jest większa przy pieciu autach. Bo zawsze któreś będzie sprawne i zawsze któreś odpali. A jeden może zrobić psikusa i pokazać Ci gest Kozakiewicza. I co więcej - jesli masz pięć aut - to nawet jesli trzy na raz są w trakcie naprawiania - to pozostają jeszcze dwa w ruchu. Wyobraź sobie, że jesteś łagodnym alkoholikiem. Nie że się upijasz w trupa dzyń w dzyń, ale po prostu - musisz sobie chlapnąć wieczorkiem piwko lub drinka - by utopić smutki w butelce wódki. Można wówczas powiedzieć, że aljohol jest dla Ciebie potrzebą podobną do seksu. Bo "się chce" No i masz na dzielnicy mnóstwo sklepów monopolowych, wszystkie 24/7/365. Pan Mieczysław Nalewajko (bardzo polewcze nazwisko) - właściciel sklepu w ktorym najczęsciej kupujesz gorzałkę czy piwko - proponuje Ci byś podpisał z nim umowę lojalnościowa, w ktorej zobowiązujesz się do kupowania gorzałki tylko w jego sklepie. Każdy rozsadny człowiek zada pytanie - Panie Meciu - a co ja z tego będę miał ? - Jak to co ? Będzie pan u mnie mógł kupować zawsze. Sprzedam panu ile będziesz pan chciał - No ale i tak przeciez mogę kupować, nie tylko zresztą u pana ale i na przeciwko u Józka Gulczewskiego, na rogu u Marioli Gorzelak a nawet przecznicę dalej - u Katarzyny Winiarskiej. - Ale u mnie lepsza wódka, zawsze dostępna, no i wie pan, tańsza bo zawsze. Podpisałeś więc zwiedziony darem przekonywania Mecia - cyrograf. Po czym okazuje sie, ze u Miecia gorzałki czasem brakuje, Miecio wprowadził kartki, ma coś często remanenty, inwentaryzacje, remonty a w dodatku bardzo szybko stracił do Ciebie szacunek. A Ciebie tymczasem suszy i mimo, że Miecio ma zamknięte - to do Józka na przeciwko po wódzię pójsc nie możesz - gdyż złamiesz umowę. Jak to powiedział Duńczyk w Va Banku - "musiałbym być cięzko chory by pójśc na ten numer"
  40. 7 punktów
    Jak przystało na kobietę, Pawlikowska już w samym tytule zawarła manipulację. Powinno być singielką a nie singlem. A różnica jest fundamentalna bo kobieta nigdy nie jest sama (chyba że wyjątkowo brzydka, wtedy zapierdala i żyje jak facet). Czasem nawet dziecko sobie zrobi, żeby "mieć kogoś" ktoś ją będzie kochał. To facet jest zwykle sam i samemu sobie pozostawiony, nawet często jako "głowa rodziny". To co facet musi sam zdobyć, wyrwać światu własną głową i rękoma, kobieta dostanie w ramach wsparcia od otoczenia za samo tylko istnienie. W takich warunkach bardzo wygodnie da się funkcjonować pod pozorami "singielstwa", które tak naprawdę pomaga w kobiecym życiu, ponieważ nie wiążąc się z nikim a utrzymując rozległe stosunki, nikogo ze wspierających nie "zdradza" więc każdy provider jest karmiony nadzieją o charakterze smyczy i nie może mieć o nic pretensji. Bycie singlem i singielką to są dwie odległe galaktyki, a autorka o tej drugiej z pewnością nie ma bladego pojęcia. Zakładam, że ma świadomość tego co sama robi, ale wątpię żeby się szczerze, publicznie przyznała. Na pewno nie kupię ani nie przeczytam. Tym niemniej ciekaw jestem spostrzeżeń naszych forumowiczek po lekturze.
  41. 6 punktów
    Tak se strzelę, że jej się bardzo podobało, kiedy ją rżnął jak dziwkę, lał po dupsku, po twarzy, podduszał, szarpał za włosy itp., tyle że przyznanie się do tego publicznie nie pasuje do roli bidulki, którą próbuje grać przed kamerami, więc nie ma co liczyć, że ogłosi wszem i wobec, że Niagara to suchy ściek w porównaniu do zawilgocenia jej wadżajny, gdy była dominowana przez oskarżonego. Ogromna liczba kobiet uwielbia być zeszmacona w trakcie seksu, co, niestety, w przyszłości mogą wykorzystać i wykorzystują przeciwko facetowi, który się tego dopuścił, gdy ten już im się znudzi, a trzeba go udupić. Pamiętam, jak Sandra Prikker nagrała filmik o tym, jakim Tavi Castro jest przemocowcem, i, ludziska, takiego dobrego aktorstwa próżno szukać w najznamienitszych teatrach, a później okazało się, że musiała spierdalać z Holandii, bo była ścigana za szantaże w kierunku wyżej wymienionego. Osobiście za grosz jej nie wierzę. Już sama jej osoba jest dla mnie odpychająca po przeglądnięciu jej Instagrama, plus informacje nt. jej przeszłości i otoczenia mówią wiele o tym, co to za typ kobiety. A ta cała sytuacja - gdy jednak już okaże się, że była bujdą - odbije się negatywnie na kobietach, które rzeczywiście doświadczają przemocy ze strony mężczyzn, bo z każdym takim rozdmuchanym science-fiction przez media g(ł)ównego nurtu prawdziwe tragedie kobiet będą mniej wiarygodne, a ta cała Kasia z tego tytułu nie poniesie żadnych konsekwencji i znajdzie sobie kolejnego naiwniaka za jakiś czas. Aktualnie odbywa się szopka, kto ma więcej wpływów i kto jest lepszym aktorem. Mam nadzieję, że sąd nie będzie brał pod uwagę presji społecznej, jaka jest wywierana, aby zamknąć oskarżonego, który w oczach opinii publicznej już jest największym skurwysynem chodzącym po tym łez padole. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  42. 6 punktów
    Czołem. Miałem wczoraj jakiś przygnębiający dzień i postanowiłem "ubarwić" go pijąc whisky, wypiłem tego około 400 gramów po czym po raz drugi w życiu włączył mi się trzeźwy jak drut obserwator niejako z zewnątrz obserwujący mnie będącego pod dużym wpływem ale nie to było tak dziwne jak przeczucie że rzeczywistość nie istnieje poza moją świadomością. Dziwne przeczucie że ludzie nie istnieją na prawdę a tylko pojawiają się w moim teatrze jaźni , kreowani niejako przeze mnie. Co za tym idzie następna myśl była taka że poza mną, poza moją świadomością świat nie istnieje. Że np. moja siostra nie istnieje w równoległym gdzieś tam swoim życiu a przejawia się jedynie niejako na wezwanie mojej świadomości i że tak na prawdę wszystko jest niematerialnym złudzeniem stworzonym przez nasze omylne zmysły. Ze cała ta materia jest tylko złudzeniem zmysłów a my przez lata przyzwyczailiśmy się myśleć że to prawda. Kurde , za tym przyszło strasznie przygnębiające odczucie pustki i samotności. Nie wiem czy to etap jakiegoś przebudzenia czy mózg mi się wywala na lewą stronę. Rano to na szczęście minęło. Mieliście kiedyś takie przeczucie ?
  43. 6 punktów
    Od lat skrajnie drażni mnie dźwięk, zwłaszcza godowy, jaki wydają gołębie. Za oknem mam drzewo niestety prawie co roku jakiś gołąb robi sobie na nim gniazdo i napiernicza od bladego świtu wydając ten upośledzony dźwięk. To samo teraz, siedzę, a w zasadzie leżę (choróbsko) z laptopem, przyleciało takie jedno spore bydle, usiadło na drzewie i nadaje. Czachę mi podnosi. Jest to nie do zniesienia. Wroga trzeba znać więc znalazłem, że jest to Grzywacz. Duże to i obsrywa samochody z mocą huraganu. Lubię ptaki ale tej karykatury nie toleruję. przykładowy dźwięk No niech mi ktoś powie, że to nie jest wkurzające? Zwłaszcza o 5-6 nad ranem. Przydałby mi się odstraszacz gołębi. Może dźwięki jakiegoś drapieżnika? :-)
  44. 6 punktów
    Zasadniczo zarówno z punktu widzenia filozoficznego jak i punktu widzenia naukowego/ technicznego możesz mieć rację, a możesz jej nie mieć, lub mieć troszkę Ludzie spędzili czasem całe życie nad takimi rozważaniami, to odwieczny paradoks, jeśli coś istnieje poza odbiorem naszych zmysłów czy naprawdę istnieje? Nawet jeśli przyjmiesz, że inni ludzie istnieją to jeśli dzieje się coś poza odbiorem zmysłów jakiegokolwiek człowieka, to czy naprawdę istnieje? To tak jak z drzewem, które łamie się w środku lasu, jeśli nikt nie słyszał, ani nie widział że drzewo padło, to czy padło naprawdę? Dodatkowo wszystko co odbierają twoje zmysły jest przekłamane, co innego dzieje się, a co innego otrzymuje twój mózg, wszystko dzięki mocno ograniczonym i prymitywnym zmysłom. Kolejna kwestia jest taka, że twój mózg zapamiętuje wszystko na swój sposób, a nie takie jakie było w rzeczywistości, to samo zdarzenie opisane przez świadków zmienia się w zależności od świadka, zmienia się w ich relacji jeszcze bardziej wraz z upływem czasu. Czemu tak się dzieje? Ano dzieje się tak z tej przyczyny iż niejasności sytuacyjne i obserwacyjne, nasz mózg uzupełnia najbardziej prawdopodobnymi według jego oceny i skojarzeń , czyli takimi zdarzeniami/ obserwacjami jakie wydają się pasować do danej sytuacji. Czyli wypełnia dziury wywołane przez niedoskonałość zmysłów skojarzeniami, które według twojego osobistego doświadczenia najbardziej pasują do układanki. Inaczej zdarzenie opisze zawodowy żołnierz, inaczej pielęgniarka, inaczej pracownik banku itp. i ich relacje będą się różnić w wielu miejscach, nawet jeśli obserwowali zdarzenie z tego samego miejsca, w tym samym czasie i warunkach. Np. często świadkowie jakiegoś zdarzenia kryminalnego bardzo różnią się między sobą w zeznaniach. Kiedyś składana to na stres/ traumę, ale badania wykazały, że te czynniki wpływają na te różnice mniej niż w 15% przypadków, pozostałe 85% to odmienna interpretacja mózgu i jego reakcja na to co obserwują zmysły i to czym mózg uzupełnia niezrozumiałe dla siebie luki w danym zdarzeniu. Po pierwsze nie każdy obserwator ogarnia całe zdarzenia, nie każdy ma takie same skojarzenia słuchowe/ wzrokowe/ zapachowe, to wszystko bazuje na doświadczeniu. Do tego dochodzi jeszcze faktor czasu, im bardziej dokładnie staramy sobie przypomnieć dane wydarzenie tym więcej luk widzi mózg i je wypełnia adekwatnie do naszych doświadczeń. Dla tego z czasem obraz zdarzenia się zmienia, żeby wypełnić luki i dopasować je do naszych wyobrażeń. Więc zasadniczo nasze zmysłowe odbieranie rzeczywistości jest wypaczone i raz nie odbieramy jej taką jaka jest, a dwa dochodzi faktor czasu i zmiany w zapisie pamięciowym. Jeśli zaakceptujesz niedoskonałość zmysłów to przyjmiesz, że rzeczywistość, którą odbierasz tak naprawdę nie istnieje, bo odbierasz jej wypaczony obraz. Skoro ona nie istnieje w formie, którą odbierasz, to świat zewnętrzny nie istnieje bo jest nieprawdziwy. Więc to co dzieje się wewnątrz ciebie jest prawdziwe? Też nie. Mózg uzupełnia wypaczony obraz rzeczywistości na podstawie doświadczeń, które wcześniej zdobyłeś poprzez poznawanie tej rzeczywistości w wypaczony sposób. Czyli to co siedzi w twojej głowie, wszystkie myśli, obrazy też są fałszywe. Wniosek jest prosty nawet jeśli rzeczywistość istnieje to nie masz możliwości rzetelnego jej odbierania, opisania i zapamiętania nawet we własnej głowie. Ocenianie tego co widzisz też nie pochodzi od ciebie tylko odbywa się poprzez schematy, które uzyskałeś z fałszywej rzeczywistości. Zasadniczo jedyne co jest prawdziwe to myśli i pojęcia czysto abstrakcyjne (teoretycznie), jeśli nie są oparte na wpływie fałszywego odbioru rzeczywistości, a tego nie będziesz w stanie sam stwierdzić czy one są faktycznie abstrakcyjne i czy są twoim wytworem, na który nie miała wpływu fałszywa rzeczywistość i fałszywe postrzeganie. Podsumowując ciebie, w tobie jest pewnie mniej niż 1%, a może nie ma cię wcale, a może jesteś w pełni sobą bo tak naprawdę jesteś wynikiem fałszywego postrzegania rzeczywistości i masz być wynikiem fałszywego postrzegania rzeczywistości? Kto wie, kto odpowie? Kurwa nikt!
  45. 6 punktów
    Witajcie Bracia, nie licząc przywitalni to mój pierwszy temat na forum. Forum czytałem już jakiś czas, słuchałem również audycji, przeczytałem kobietopedię. Kiedyś interesowałem się PUA (bez rezultatów). Kontaktów z kobietami raczej miałem niewiele w moim życiu. Jako dzieciak (7 lat) miałem kontakty seksualne z kuzynką, pewnie to wypaczyło mi poglądy na kobiety w późniejszych latach (kobieta mnie powinna podrywać, tak jak działo się to z moją kuzynką). Swoje dziewictwo straciłem z kobietą którą poznałem w wieku około 25 lat na dyskotece, byłem kompletnie nawalony, a laska było tak jak teraz bym to ocenił 4/10. Bardzo szczupła wręcz anorektyczna i niska. Byłem z nią w "związku" około 1,5 roku i odszedłem bo jak stwierdziłem w ogóle jej nie znałem. Potem miałem dłuższą przerwę. W międzyczasie czytałem dużo o PUA i z perspektywy czasu wydaje mi się ,że to był temat zastępczy. Zacząłem chodzić także na psychoterapię bo wiedziałem ,że coś nie gra, coś nie jest tak jak bym chciał żeby było. A chodzi mi tutaj o problemy emocjonalne. W czasie terapii poznałem M, nazwijmy ją Marleną. Marlena była w związku jak się poznaliśmy. Było to gdzieś na domówce. Podobno już wtedy wpadłem jej w oko. Mi wydała się dość fajną dziewczyną. Ów Marlena jakieś pół roku później rozstała się ze swoim i napisała mi wiadomość na fb czy bym nie chciał się spotkać na piwo, odpisałem ,że chętnie itp ale do spotkania nie doszło bo po kilku dniach Marlena zeszła się ze swoim i byli już zaręczeni. Olałem ten temat tak jak i ją chociaż w głębi duszy czułem się oszukany bo już zaczynałem się napalać na związek. Po około roku od tamtych wydarzeń dostałem wiadomość od Marleny ,że ona wróciła do Polski (wyjechała z mężem do UK) i chciałaby się spotkać. Ja byłem zdziwiony bo przecież dopiero co wyszła za mąż. Na początku niechętnie z nią pisałem, trzymałem duży dystans, skupiałem się na sobie i odsuwałem myśl ,że moglibyśmy być razem. W końcu po jakiejś imprezie wylądowaliśmy w łóżku. Niestety ona była wciąż mężatką bo mimo ,że wróciła z UK to on dalej był jej mężem. Wtedy mi to nie przeszkadzało, później już bardziej im bardziej byłem zaangażowany w związek. Po jakimś czasie dostała rozwód i mogliśmy być wspólnie razem. Po kilku mc bycia w związku zaczęły mnie irytować pewne rzeczy, niewielkie ale z tego wywiązywały się dyskusje ,które przeradzały się w kłótnie. Po jednej z takich kłótni powiedziałem, że mnie nie szanuje i następna taka kłótnia i kończymy związek bo to nie ma tak wyglądać. Po następnej kłótni powiedziałem dość i zerwałem. Niestety ... po kilku dniach naszły mnie ogromne uczucia pustki i samotności. Obsesyjne myśli ,które nie dawały mi spokoju, myśli ,że to ja zniszczyłem związek i tą wielką miłość i teraz nie mam sensu w życiu. Postanowiłem się pogodzić. Z perspektywy czasu to była najgorsza decyzja jaką mogłem podjąć, pokazałem ,że nie mam szacunku do siebie, że laska może mnie nie szanować, a ja po kilku dniach wrócę z podkulonym ogonem i będę chciał się zejść . Po kilku miesiącach od zejścia zamieszkaliśmy razem dzięki czemu mogłem wyfrunąć z rodzinnego gniazda. Po początkowej sielance oczywiście wróciły stare problemy, kłótnie itd. Niestety wtedy uznałem, że tak ma być i ona ma problemy emocjonalne i muszę jej pomóc. Starałem się być dla niej wyrozumiały stawiając czasem jej potrzeby ponad moje. Nie zawsze się tak działo ale niekiedy uznawałem ,że jej "szczęście" jest w tej chwili ważniejsze. Starałem się ją takze wspierać w trakcie jej terapii (ja cały czas miałem psychoterapię), rozmawialiśmy o uczuciach itp. Po około 1,5-2 latach coś we mnie zaczęło się zmieniać. Odczuwałem rutynę i znacznie mniejszy popęd seksualny do niej. Seks który był raz dziennie kiedyś teraz był raz na tydzień lub nawet 1 na dwa tygodnie. Wielokrotnie słyszałem od niej ,ze się odsuwam od niej ,że się psuje nasza relacja, że ona mnie kocha ale tak nie może bez seksu itp. Ja po prostu nie miałem ochoty chociaż ona mnie pociągała i miałem seks jaki chciałem i gdzie chciałem. No ale zauważyłem ,że kompletnie mnie to nie interesuje . Raz postanowiłem się zmusić i była to kompletna klapa i mnóstwo płaczu z jej strony. Aby sprawdzić czy nasz związek wytrzyma postanowiliśmy wyjechać za granicę ,żeby zobaczyć jak będzie. Pod koniec naszego pobytu tutaj w PL było mnóstwo sygnałów ,które świadomi bądź mniej świadomie olałem. Pokazywały mi one, że wyjazd z tą kobietą to błąd. Nawet gdy Marlena przyszła praktycznie na czworaka od koleżanki (wypita) bełkotała ,że to błąd ,że jedziemy ,że ona siebie nienawidzi. To był ogromny błąd z mojej strony ,że wtedy tego nie urwałem. Kto wie czy w tamtym okresie mnie nie zdradziła, mogę gdybać. Teoretycznie jechaliśmy do znajomych ,a ja za dużo zainwestowałem w ten wyjazd więc co mogłoby być nie tak? Przecież ją wspierałem ! Po wyjeździe niestety temat kłótni powrócił z kilkukrotnie większą siłą, jednego razu praktycznie doszło do rękoczynów i prawie mnie uderzyła. Jej problemy emocjonalne za granicą praktycznie wylazły na wierzch i nie mogła się opanować. Ja na to przystałem bo jakie miałem inne wyjście. Pożyczyłem jej także w tamtym okresie trochę kasy na rozruch, opłaciłem także przywózkę kotka z PL. Po tej kłótni z rękoczynami postanowiłem ,że wyprowadzam się sam. Landlord jak się dowiedział ,że chcę się wyprowadzić sam (znajomy mojej ex) zaczął kręcić nosem ,że mi nie wynajmie jak nie wprowadzę się z nią. Więc postanowiłem się wprowadzić tam z nią ale już wiedziałem ,że to długo nie potrwa i ,że pewnie ją wykopie stamtąd zwłaszcza ,że ona nie miała pieniędzy na czynsz (ja sam go opłaciłem). Atmosfera po wyprowadzce była tak gruba ,że aż nieznośna. Marlena oczywiście zaczęła mi robić jazdy ,że utrzymuje kontakt ze znajomymi z PL. Któregoś razu zostawiłem niezabezpieczony laptop i ona się dobrała do niego i zobaczyła ,że piszę do jednej znajomej (nic szczególnego do niej nie pisałem, liczył się sam fakt i pewnie pretekst). Po tym gdy to przeczytała zaczęła się ostatnia kłótnia w której posypała się taka wiązanka i taki syf ,że tego nie zapomnę. Od tego ,że jestem impotentem i nie uprawiałem z nią seksu, przez to ,że ją zostawiłem 3 lata temu po to ,że nie odda mi pieniędzy które jej pożyczyłem i jak chcę to mogę podać ją na policję. Po kłótni oświadczyła mi ,że wyprowadza się do znajomych, poczułem ulgę. Po dwóch dniach wróciła informując mnie ,że chce wrócić ale już sam jej styl jak to powiedziała pokazał mi ,że ona myśli ,że to ja powinienem wziąć ją z otwartymi ramionami. Na wszelkie sugestie odnośnie jej zachowania zbywała mnie mówiąc (nie pierwszy raz) ,że mi się wydaje. Dość często to słyszałem w przeszłości i niekiedy wątpiłem we własną percepcję świata przez to. Powiedziałem jej ,że niech idzie się leczyć to może za jakiś czas jak zobaczę postęp u niej w zachowaniu pozwolę jej wrócić i może się zejdziemy. I to był koniec. Po jakiś dwóch tygodniach zaproponowałem spotkanie żeby dowiedzieć się kiedy mi odda pieniądze i żeby ostatecznie pogadać co było nie tak , na spokojnie bez nerwów. Ale byłem wtedy naiwny. Na spotkaniu gdzieś w centrum miasta na ławce dowiedziałem się, że pieniędzy nie odzyskam, a jak chce to mam podać ją na policję czy coś. Starałem się być spokojny tamtego wieczora i nie chciałem przedłużać bo czułem się masakrycznie oszukany i pozostawiony. Powiedziałem jej "żegnaj" i ,że to koniec . W jej oczach widziałem łzy ale ona do samego końca twierdziła ,że świetnie się już czuję i jej przeszło. Tamtego wieczora zrozumiałem ,że kobiety jedno mówią a drugie czują/robią itp. Odszedłem w siną dal. Ta historia zakończyła się rok temu. Ten rok to był "eye-opener" jakiego nie chciałem przeżyć. Spotkanie z redpillem, tym forum, audycjami Marka, opowieściami kolegów z pracy, samotność za granicą, zdanie wyłącznie na samego siebie były dla mnie bardzo ciężkim przeżyciem. W sierpniu tamtego roku byłem na skraju braku kasy na cokolwiek. Tylko dzięki silnej woli podniosłem się i niedawno wróciłem do PL aby kontynuować samorozwój. Będąc za granicą (wyspy) nie czułem się tam dobrze. Myślę ,że nigdzie nie czuje się dobrze bo w środku jest wiele konfliktów do przepracowania. Mam 28 lat, bardzo podupadłem na zdrowiu . Nie wiem czy to przez stres, kiepskie jedzenie czy brak ruchu. Pewnie wszystko po kolei . Chciałbym odnaleźć pasję ,a nie uciekać w świat wirtualny całymi dniami. Uważam ,że brakuje mi dobrego męskiego wzorca, w końcu jako dziecko większość czasu spędzałem z matką, ojciec był "gdzieś", nieobecny, wiecznie w pracy. Pozdrawiam Was Bracia i życzę dużo dobrego. Będę się starał udzielać jak najwięcej i szerzyć dobrą lecz mało popularną nowinę prawdy jakie głosi to forum.
  46. 6 punktów
    @TylkoNaChwile oh maj gad Słowa otuchy dla... Żartujesz sobie teraz z kogoś bo jest sam? Masz się za lepszą bo masz męża? Kto tu ma problemy? My czy Ty? Nie podoba mi się takie stanowisko. Masz tak zaprogramowany w głowie matrix, że nie rozumiesz jednej rzeczy. STRACH PRZED SAMOTNOŚCIĄ. Umiesz żyć sama? Umiesz poradzić sobie w życiu bez drugiej osoby? Umiesz zorganizować sobie wolny czas? Dlaczego zakładasz, że ludzie samotni są nieszczęśliwi? Fakt czasem jest ciężko samemu ale z drugiej strony jest łatwiej. A jak słyszę, od takich ludzi jak Ty "spokojnie jeszcze kogoś poznasz" to nóż się w kieszeni otwiera. A co komu do tego czy kogoś poznam czy nie. Jak mówisz takie bzdety to wydaje Ci się, że jesteś lepsza bo masz męża? Ten co nie ma jest gorszy/a? Czujesz się lepsza jak piszesz DO NAS TAKIE CUKIERKOWE SŁOWA OTUCHY? A myślisz, że ja tego potrzebuję? Tych słów otuchy? NIE POTRZEBUJĘ!!!!!! Nie mogę czytać tych kobiecych ogólnikowych bzdur. Nic konkretnego tylko jakieś pierdołki emocjonalne. A Ciebie interesowała ICH OSOBOWOŚĆ? Czy spuszczałaś ich w kiblu bo Ty jesteś taka och i ach, że tacy frajerzy nie mają szans. Tak na koniec koleżanko. Wybacz ale czasy białorycerstwa się skończyły i nie mam zamiaru jakiejś Pani z dobrego domu, z dobrym wykształceniem, ładnej z twarzy, chodzącej z głową w chumrach podbijać ego i zostać jej folowersem na instagramie. Pochodzę z robotniczej rodziny, golę łeb na łyso, do wszystkiego dochodzę sam ;-) I ostatnią rzeczą jaką potrzebuje to słowa otuchy od księżniczki. NIKT TU NIE POTRZEBUJE TWOJEJ LITOŚCI.
  47. 6 punktów
    Gratuluję, pierwsze zerwanie to zawsze straszne przeżycie, ale zapewniam Cię że kiedyś będziesz się z tego śmiał. Wysiłek fizyczny, zero wódy i narkotyków, wyjścia gdzieś, bycie dla tej Pani grzecznym i nie odzywanie się do niej w ogóle. Każdy kac kiedyś mija, ten też przeminie, ale lekcja i nauka zostanie w Twojej głowie.
  48. 6 punktów
    @TylkoNaChwile Niezłe kity nam tu żenisz Nie pierwsza i nie ostatnia. Jasne, że bywają mniej lub bardziej udane związki. Rzadko się to zdarza, ale zdarza. Choćby przez jakiś czas. Skoro Wam się fajnie układa - szczerze gratuluję. Ale nie rozumiesz chyba pewnych rzeczy lub specjalnie ściemniasz, aby komuś narobić złudnej nadzei lub wykazać siebie z cudownej strony. Ludzie różnią się od siebie - tak. Pod względem wzrostu, genitaliów, inteligencji, mądrości, długości włosków, stężenia hormonów, poglądów, upodobań itd. Pod pewnym względem jesteś faktycznie inna niż wszystkie. W takim samym stopniu jak każdy. Ale podświadome programy każdy ma takie same. Czy tego chcesz, czy Ci się to podoba, czy nie. Bo jesteś człowiekiem. Bo jesteś kobietą. Więc masz np. cipkę, jak każda inna kobieta. Oczywiście może być różna. Mniejsza, większa, bardziej lub mniej rozwarta itd. W pewnym sensie można nawet powiedzieć, że jest wyjątkowa. I analogicznie posiadasz pewne instynkty niezbędne do przetrwania gatunku. U każdej kobiety będą działać w różnym nasilneniu, ale będą zawsze takie same. To, że starasz się je tłumić umysłem i się z nimi na poziomie świadomym nie zgadzasz - wcale nie oznacza, że ich nie ma. To nie oznacza, że w związkach musi być źle. Ale nie da się nikomu na zawsze zaufać, że w którymś momencie hamulce nie puszczą. Bo to nie decyduje Twoja świadoma głowa. Podświadomośc ma większą siłę przebicia. I takie pisanie w samych superlatywach moim zdaniem jest krzywdzące, tak samo jak ten uśmiechnięty świat social mediów. Im mocniej ktoś w to uwierzy, tym bardziej go potem zaboli. W większości przypadków tak się właśnie kończy. Więc po co wierzyć w taką ładną ułudę? Do racjonalnej oceny potrzebna jest jasna i ciemna strona, która też zawsze występuje, a tutaj ją pięknie obnarzamy. Próżnych zachwytów jest już tyle, że rzygam tęczą.
  49. 6 punktów
    Nie żal Ci wydać 2 tysięcy miesięcznie na panienki? Stary, pomyśl ile rzeczy mógłbyś za to mieć/zdobyć.
  50. 6 punktów
    Są tylko dwie kobiety w moim życiu na ktore zdarza mi się wydrzeć japę. To moja matka i moja siostra. Więcej takich kobiet nie ma, nie było i nigdy nie będzie. Wiesz dlaczego ? Dlatego, że jesli facet drze japę - ukazuje swoją bezsilność. Prawdziwa moc jest cicha, niewidoczna i przez to - skuteczna. Sposob na babę jest jeden - inna baba. Czytaj - perspektywa jej wymiany na lepszą bądź mniej problematyczną. A najlepiej - na lepsze i mniej problematyczne. Liczba mnoga ma tu bardzo istotne znaczenie. Czyli - w relacji z babą dajesz jej bardzo grzecznie do zrozumienia - "wiesz, ja w każdej chwili mogę wyjść". Konkurencja. Wiesz dlaczego zdarza mi się kłócić z siostra albo z matką ? Bo to sa dwie jedyne kobiety, od ktorych wyjśc nie możesz. Bo każda inna kobieta znalazła się w Twoim zyciu dlatego, że Ty sam tego chciałeś. Wpływu na to, że w moim życiu pojawiła się moja matka oraz moja siostra nie miałem najmniejszego. I nie będę miał do śmierci. Swojej lub ich. Bo dziewczynę, kochankę, divę, żonę czy konkubinę nawet - zawsze możesz wymienić. Nie jest to oczywiscie jednakowo łatwe w kazdym z przypadków - ale jest możliwe. A matki, siostry oraz dziecka - nie wymienisz nigdy. Bo się nie da. Stąd moja bezsilność i stad darcie japy. Na tylko te dwie kobiety.
×