Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

5 godzin temu, maggienovak napisał:

Chce się dostać na stanowisko w głównym dziale projektowym w swojej firmie, ale się boi, że może być niezbyt wystarczający i mogą go zwolnić w krótkim czasie.

Od 1,5 roku robię coś, o czym jeszcze 5 lat temu nie śmiałem śnić. I wiesz co? Idealizowałem to sobie. Mam za sobą, bagatela, 31 lat stażu w branży i w dziedzinie. W praktyce od pierwszego tygodnia pracy pokazałem, że mam wyższe kompetencje i umiejętności niż ode mnie oczekiwano. Rzeczywistość pokazała, że w poprzedniej firmie ogarniałem większą i jeszcze bardziej pojebaną kuwetę. Tu mam więcej siana, dłuższą smycz i więcej swobody ruchów. W dodatku po zmaganiach z poprzednim dyrektorem, łysym twardym skurwielem - moich obecnych zazwyczaj ogrywam, w sensie dostaję zabawki jakie kce!

 

Raczej dobrze rozumiem tego, jak mówisz "Twojego". Miałem podobny start, na mniejszą skalę, było nas mniej i mamusia jednak nie piła. Wszystkie jego wątpliwości typu "czy podołam" wywodzą się z jego dzieciństwa. Na racjonalnym poziome wie, że da radę, ale tam głęboko zawsze jest ten skulony chłopczyk, który nie wiedział co zastanie w domu po powrocie ze szkoły. Mnie zajęło jakieś 30 lat położenie na to lachy :(

 

Nie wiem czy jesteś w stanie mu pomóc. Problem z "nami" jest taki, że standardowo nie wierzymy nikomu.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, maggienovak napisał:

miałam odpal gadziego

@maggienovak szacun, nieźle się łapiesz za mordę.

 

5 godzin temu, maggienovak napisał:

Później opiszę wspomnienia Mojego - dot.jego domu rodzinnego i dzieciństwa

 Noo, może gościu ma jakieś trudności w głowie, co się za nim ciągną z dzieciństwa. To jest zawsze ciężki, osobisty, przeszkadzający temat.

 

5 godzin temu, maggienovak napisał:

Mój zarabia 3400 zł, jak wlecą mu premie to nawet 5000 zł. 

Dzięki takiej wypłacie w niespełna 3 lata odłożył 25 000 zł. 

Nie ma szału ale też nie ma tragedii. Najważniejsze że/czy się kształci dalej i chce jakoś podwyższać stawkę. 

I jest oszczędny i systematyczny. Spoko kwotę uzbierał, to szacun!

 

5 godzin temu, maggienovak napisał:

Kierownik zmiany. 1800-1900 zł. Odpowiada mi w tej pracy tylko to

Tutaj słabiej ale wygląda na to że lubisz tą robotę i masz z niej korzyści poza kasą. Też spoko. Znowu ważne żebyś chciała zarabiać więcej i kiedyś przeskoczyła do lepszej roboty, zanim urodzisz, bo wtedy siądziesz na dupie na lata, wg planu. 

 

Z Twoich opisów wygląda na to że jesteście spoko funkcjonującą parą.

 

Aha, my tu pierdu pierdu o kasie a ważne pytanie: ubrałaś wreszcie jakieś fikuśne stringi żeby go podniecić?

7 godzin temu, maggienovak napisał:

Pisałam ostatnio, że przeczuwam małą podłamkę u Mojego po wizycie znajomych

Może gościu ma podłamkę, że robi co może ale 5x wiecej za chuya nie zarobi.

A może jest na tyle pewny siebie, że robi co może, wyciąga 3400 i mu te 3400 starcza i nic nikomu do tego. A w międzyczasie próbuje chapnąć więcej. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja nie mówię o 8 tylko 10+8 czyli 18, jak napisała pańcia. I tak jak powiedziałem, dla niektórych legalne machloje i wypłacanie pracownikom minimalnej po to żeby samemu się nachapać to uczciwość - dla mnie nie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@maggienovak przyjcie do przodu a kiedyś będziecie z rozrzewnieniem wspominać ten stan i czas. 

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 godzin temu, maggienovak napisał:

Pamiętam jak miał lęka,by przyjechać za pracą do WLkp. - dał se radę. 
Pamietam jak się bał wynająć mieszkanie (za 1200 zł, dwa pokoje, na spoko osiedlu, wyposażone co do łyżeczki, nawet znajoma zostawiła nam pełną lodówkę) - daliśmy radę. Nawet planowaliśmy je kupić.
Teraz boi się kupna auta, że nie utrzymamy. 
Boi się kredytu. Gdy widzi jak, że oglądam oferty "dom do remontu" "domek 80 m2", "mieszkanie do remontu" to się denerwuje. 
Chce się dostać na stanowisko w głównym dziale projektowym w swojej firmie, ale się boi, że może być niezbyt wystarczający i mogą go zwolnić w krótkim czasie.
Myślałam dotychczas, że wiadomo - jak to facet - przejmuje się. 
Ale po wizycie znajomych jest konkret dobity. Nigdy go nie widziałam tak dobitego, nawet jak mieliśmy jakiś czas temu małego kryzysa, to nie chodził tak dobity. 

Bardzo dokładnie opisałaś tutaj objawy syndromu DDA. Podobnie, choć często okazywało się, że radzę sobie ponadprzeciętnie, z wielu rzeczy rezygnowałam przez głos wewnętrznego krytyka. Faktycznie trudne jest obserwować, kiedy inni mieli lepszy start, mają wsparcie kochających rodziców, zwłaszcza, kiedy od dziecka trzeba było ogarniać rzeczywistość samemu. Tu nie chodzi o zazdrość. Porównania ścieżek, typu "moje a ich zaplecze" i to na wielu płaszczyznach są mimowolne i bolą, bo wiążą się poniekąd z retrospekcją do okresu, kiedy najbardziej potrzebowaliśmy pomocy, a nie było jej skąd otrzymać i z relacjami, które są w życiu najważniejsze, a które w przypadku DDA były głęboko zaburzone. Niestety często trzeba się pogodzić bezwzględnie z faktem, że nie byliśmy kochani przez naszych rodziców, którzy nie potrafili, nie chcieli lub też ich miłość występowała w bardzo ograniczonej i dziwacznej formie, zaniedbującej większości aspektów istotnych dla naszego życia. Trzeba też postarać się wybaczyć rodzicom ich nieumiejętność bo inaczej rozgoryczenie będzie się za nami ciągnąc w nieskończoność.

  • Like 9

Share this post


Link to post
Share on other sites

W sumie to lepiej kod biedy niż masturbanta 😅. Tak na serio ciężko dobrze zarobić w kraju tym bardziej małym mieście sam ogarniam za granicą bo w Polsce nie miałbym szans na te chociaż 6k. Nie chodzi mi o śmiganie tirem a normalną pracę na CNC czy coś takiego w mojej branży. Sam zazdroszczę niektórym jak się ogarneli maja firmę czy inne rzeczy do których ja raczej nie mam głowy. Chciałbym mieć swój warsztacik ale czy mi się uda kij wie. Niestety moją słabością chyba jest to, że jestem antykredytowy nie ogarnąłbym mając na bani coś takiego jak bank. Faktycznie chyba zostałem wychowany na beciaka od czasów podstawówki. Po chuju fest.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak, też stwierdzam u niego DDA. 
On raczej nie bierze na poważnie tego zespołu. 
Nie lubię mojego teścia. Taki typowy podstarzały Janusz, który nic nie dał swoim dzieciom, jednak... od czterech lat nie pije, nie pali. Widzę w nim ogrom wyrzutów sumienia. Ma jakąś rencinę, ale i tak chodzi gdzieś dorabiać, zarobił sobie na telefon, by dzwonić do dzieci z Messengera. 
Siedzi teściu w zagrzybiałym, socjalnym mieszkaniu. Przykry obraz. 

Mojemu dwa lata temu podsuwałam jakieś książki, artykuły o DDA, ale raczej nawet na nie spojrzał. 


 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By ewelina
      Witam wszystkich!
      Od jakiegoś czasu widoczny jest trend polegający na migracji ludzi na wieś czy jakieś bardziej ustronne tereny. Zastanawiam się jak to jest u członków tego Forum. Wolicie mieszkać na wsi, czy w mieście? Gdzie obecnie mieszkacie i czy to Wam odpowiada? Gdzie chcielibyście mieszkać w przyszłości? Czy macie porównanie mieszkania na wsi i w mieście?
      Zacznę od siebie. Do ok. 6 roku życia wychowywałam się na wsi. Mieszkałam tam razem z rodzicami, siostrami, dziadkami i wujkiem (brat mamy). Ten czas uważam za najszczęśliwszy okres mego życia. Potem mieszkałam w mieście, ale wszystkie wakacje, ferie itd. spędzałam na wsi. Jak patrzę na to z perspektywy czasu? Nie będę odkrywcza  pisząc, że miejsce, w którym się wychowujemy ma na nas niebagatelny wpływ. Do dziś pamiętam, gdy będąc kilkuletnim dzieckiem ojciec wsadził mnie po raz pierwszy na oklep na konia, trzymałam się tylko grzywy i tak sobie zadowolona jechałam , koń kołysał w taki charakterystyczny sposób. Uwielbiałam też wchodzić do ogromnej zagrody, w której był koń, wołałam go, a ten do mnie galopował aż się kurzyło i zatrzymywał kilkanaście cm przede mną. Do dziś mam ogromny szacunek do przyrody i wszystkiego co żyje.
      Obecnie mieszkam w mieście, ale ciepłe pory roku spędzam w dużej mierze właśnie na wsi. Nie wyobrażam sobie, by lato spędzić  w mieście. Dla mnie szczęściem nie jest kolejna para butów itp. ale wstanie o świcie i bieg na bosaka na łąkę. Za nic w świecie nie chciałabym mieszkać w wielkim mieście. Wydaje mi się, że jednym z powodów dzisiejszego ogromnego konsumpcjonizmu jest fakt, że większość ludzi od dziecka wychowuje się w miastach. Oderwani od przyrody zapominamy, że sami jesteśmy jej częścią i podcinamy gałąź, na której siedzimy.
      Jeśli ktoś ma ochotę to zapraszam do dzielenia się swoim zdaniem.
      Pozdrawiam
       
    • By The Motha
      Cześć .
       
      Jestem pod wrażeniem roboty jaka wykonali czarni i czerwoni .
      Zapraszam do oglądania .
       
       
       
       
    • By Trevor
      Witam braci w ten sobotni poranek!
       
      Coś mnie tknęło żeby napisać dzisiaj tekst o manipulacjach jakie stosują szefowie w firmach wykorzystując punkty nacisku na pracownika i generalnie chciałbym usłyszeć o waszych doświadczeniach i sytuacjach jakie przeżyliście w tym zakresie. W pracy chce tylko zrobić swoją robotę najlepiej jak umiem, i wyjść (ewentualnie czasem pogadać ze współpracownikami ale to też nie za często. Nie mam w obecnej pracy żadnych ambicji. To tylko robota na przeczekanie/przeżycie, ale sporo mi daje bo traktuje ją jako poligon doświadczalny jak daleko moge sie posunąć w walce o swoje (choć reaguje tylko na niewporządku zachowania współpracowników czy szefa). 
       
      Generalnie zauważyłem że jest kilka taktyk które sosują szefowie żeby upenić się że mają kontrolę nad pracownikiem. Jako że jestem buntownik to sporej części z tego doświadczyłem:
       
      1 ) Zastraszanie - do tego używana bywa presja grupy, groźby, wyzwiska, pokrzykiwania, bezcelowe tyrady bluźnierstw
       
      2 ) Manipulacja - podkładanie świni, celowe świadome ignorowanie gdy przychodzisz z jakąś sprawą, wyśmiewanie na forum grupy w celu wymuszenia podległości, wmawianie że powinieneś w sobie coś poprawić że wykonana praca nie ma aż takiego znaczenia (że ważniejsze jest zachowanie - moim zdaniem bzdura jeśli robie co mam robić i nikomu nie chce wadzić ale trzymam sie swojej roboty i harmonogramu), brak konkretnych szkoleń (niekompetencja praconika ma służyć przede wszystkim jego zastraszeniu wymuszeniu podległości i wytworzeniu wrażenia że jest kimś gorszym od szefa bo on taki wszechwiedzący - w praktyce szefowie często nei wiedzą o tym co robią ich podwładni - to szczególnie w korporacjach)
       
      3 ) Narracja - opisywanie tego co robisz w danej chwili z kpiną i najchętniej rozkręcanie tego na szerszą grupę pod pozorem żartów
       
      4 ) Brak bezpośredniości - wszystkiego powinieneś sie domyślać nawet jak jesteś nowym pracownikiem, a jak pytasz to sobie porobimy przy okazji śmichy chichy z ciebie co by sobie podbudowac ego jakim to wspaniałym szefem jestem
       
      5 ) Obrabianie dupy za plecami - to sie rozumie samo przez się
       
      6 ) Fałszywe kumplowanie się/ próba wywołania huśtawki nastrojów przez śmiechy i żarty a po sekundzie zawaleniem obowiązkami - znowu w celu wywołania niepokoju i nerwowości
       
      7 ) Integracje - masz siedzieć w robocie jak najdłużej żebym mógł trzymać presję na tobie jak najdłużej, żebys nawet nie pomyślał o zmianie pracy czy buncie w jakiejkolwiek kwestii
       
      8 ) Ukrywanie własnej niekompetencji przez zwalanie swojej roboty na pracownika - tak to też widziałem
       
      9 ) Pogarda dla podwładnych - na własne uszy słysząłem na pewnym spotkaniu "Nie miejscie złudzeń tu będzie kołchoz, ale wazne żeby nam było dobrze" i "Zatrudnimy kilku murzynów będzie bardziej internaszonal" - jedno po drugim
       
      10 ) Brak konkretnego określenia obowiązków - jesteś od wszystkiego nie łudź się. To już jest mentalność niewolnicza. Podpisując umowę zgadzamy się na zakres obowiązków i gotowość do pracy w określonych ramach. Tego nie ma w ogóle. 
       
      11 ) Drażnienie się kiedy masz ważną sprawę do załatwienia, i celowe odmawianie dnia wolnego dla zabawy mimo że nie ma ku temu najmniejszych przeciwwskazań.
       
      12 ) Omijanie ważnych dla wszystkich spraw i robienie z błachych spraw czegoś niezwykle ważnego. Każdy o tym wie ale nikt nic nie mówi (i to widziałem nawet w męskiej ekipie).
       
      W różnych pracach doświadczyłem sporo z tego co tu opisałem. Nigdy nie chciałem się kumplować z szefami bo uważam że nie od tego są, a to że nie radzą sobie z samotnością na stanowisku kierowniczym to ich problem nie mój. Zawsze uważałem że w pracy powinny rządzić zasady a nie czyjeś widzimisię, ale ponieważ nie rządzą to zacząłem je naginać pod siebie albo walczyć o swoje zdecydowanie nawet pod groźbą odejscia z pracy kiedy widziałem że ktoś sie ze mną pitoli dla zabawy. Nie jestem chamem. Witam się, odpowiadam z uśmiechem czasem pogadam o czymś nie zwiazanym z pracą, ale nie dam sobie wejśc na łeb. Męczy mnie jednak ze ludzie cały czas grają w te gierki. Generalnie ciekaw jestem waszych doświadczeń w tym zakresie.
       
      Pozdrawiam 
      Trevor 
    • By Ksanti
      Zainspirowany wątkiem @Zły_Człowiek na temat IT postanowiłem stworzyć temat alternatywny. Słowem wstępu o mojej sytuacji dla szerszego kontekstu. Nie ukrywam, że sam jestem na etapie poszukiwań entry level job w IT. Ogólnie mam na koncie swoje mini traumy związane z pracą czy jej poszukiwaniami. Przykładowo nabyłem awersji do dzwonienia przez doświadczenia z call center. Tak samo powiedziałam sobie, że nigdy więcej praca związana ze sprzedażą czy "doradztwem" (tym bardziej na telefon). Co do IT do tej pory byłem na dwóch rozmowach kwalifikacyjnych. Na jednej zrobili chamski i niezapowiedziany grupowy assesment centre. Byłem jedną z najmniej wygadanych osób na ok. kilkanaście w pomieszczeniu. Co trochę wywierało na mnie presję i sprawiało, że czułem się kijowo i jako gorszy kandydat. Mimo, że miałem większą wiedzę od co najmniej połowy zgromadzonych. Na rozmowie z drugiej firmy się wyłożyłem na zagadnieniach front endowych. Mało co było pytań odnośnie tego co wpisałem w CV i miałem wiedzę. Stąd w zasadzie stało się to co nieuniknione i na sporo pytań nie wiedziałem co odpowiedzieć. Nie były to jakieś trudne rzeczy ale też były pytania z dupy na których kompletnie się zawiesiłem. Z częścią miałem styczność ale zapomniałem nazwy albo nie skojarzyłem od razu o co chodzi. Podszedłem do tego na luzie z racji wyjazdu bo i tak byłem nastawiony na nie. Jednak poprosiłem o feedback za ten tydzień aby mieć jasność czy mogę wyjechać czy nie. Dobrze, że zamówiłem bilety wbrew temu bo feedbacku i tak się nie doczekałem mimo, ze o to poprosiłem po rozmowie. Jednak po tej całej rozmowie przez 2 dni czułem się zgnojony. Z mowy ciała rekruterów odebrałem ich zażenowanie coś na zasadzie "że jak ja mogę takich rzeczy nie wiedzieć". To tak jak na klasówce w szkole. Możesz być gościem, który na ostatnią chwilę się uczył tylko jednego zagadnienia byleby zdać na 2. Okazuje się, że wszystkie pytania były tylko z tego zagadnień, więc dostał 5. Możesz też być tym drugim który ogarniał cały materiał, ale nie wiedział tych rzeczy z jednego zagadnienia i nie zdaje. W dodatku nauczycielka krzywo popatrzy z pogardą a szansa na poprawę (znaczy inne rekrutacje) są raz na ruski rok. Mniej więcej tak to widzę. Trochę się wkur.. bo byłem dobrze przygotowany z tego co wpisałem w CV i kurła tak do każdej rozmowy się przygotowywać 2 dni a tu pytania są inne i wysiłek oraz nerwy psu w dupę. A emocji i nerwów nie da się wyłączyć. 
      Teraz w trakcie roku akademickiego mogę mieć problemy z pełnym etatem a rzadko widywałem ogłoszenia na część. Nawiasem mówiąc na zachodzie rynek pracy dla juniorów jest taki sam.
      Oczywiście będę walczył dalej jak wrócę do Polski od września. Nie mogę się poddać bo zbyt wiele poświęciłem aby teraz odpuścić.
      Nie mniej jednak...
       
      Druga część tego postu zainspirowana przez wpis @Carl93m
      Co do opłacalności w innych branżach może być podobnie trudno...
       
      Kiełkują się różne myśli co gdyby się nie udało. Albo, że nie jest to praca na całe życie. Bo dla większości po 40-stce jak mają już stopień seniora IT, wypala z tego co mi wiadomo. Potem łapią się różnych zawodów czy przechodzą na programistyczną emeryturę prowadząc kursy programowania. Tak jak wspomniałem na razie nie myślę aby iść inną ścieżką aczkolwiek nie będąc naiwnym wiem, że praca w IT to nie jest dobra perspektywa na całe życie. Nie wierzę w te bajki, że praca to powinna być tylko dla pasjonatów, bo tak to by prawie nikt nie pracował. Zależy mi na stabilnym zawodzie i odłożeniu pieniędzy na jakąś inwestycje czy biznes na boku. A jak coś nie wyjdzie to zawsze mam tą pracę, no wiadomo o co chodzi... Długo analizowałem sytuacje rynkową w Polsce jak i lokalnie i nie widzę lepszych alternatyw dla mnie od IT. Do pracy fizycznej się nie nadaje chociażby z tego względu, że nie mam postury chłopa, psychiki bezwzględnie odpornej na Januszostwo czy końskiego zdrowia. Do prac społecznych gdzie ważny jest kontakt z ludźmi podobnie. 
       
      Myślę, że temat będzie przydatny nie tylko dla mnie.
       
      Upraszczając pytanie - w jaki zawód warto iść (alternatywa na przyszłość lub w razie w) aby:
      - zarobki były przyzwoite (starcza na życie i "dobra konsumpcyjne" - np. te minimum 6000 zł netto (w PL))
      - nie wymagał krzepy i wytrzymałości
      - nie narażał ucięciem np. ręki
      - ani poważnym uszkodzeniem zdrowia
      - nie był stresogenny i społeczny (np. nie handlowiec, nie call center, doradca, sprzedawca w galerii handlowej, kasjer itp.)
      - nie wymagał 2-3 lat na wejście w branżę
       
      Takie przykładowe zawody jakie mi przychodzą na szybko do głowy to:
      - magazynier/ operator wózka widłowego (za granicą - zarobki/ warunki pracy)
      - analityk seo/e-commerce
      - rzeźbiarz artysta (drewno)
      - analityk danych
      - jakieś wprowadzanie danych do systemu
      - ogrodnik (za granicą - zarobki/ warunki pracy)
       
      Jednak przyznam szczerze, że mam zerowe pojęcie o realiach wyżej wymienionych zawodów.
       
       
      Pozdro
    • By Zły_Człowiek
      Pewien użytkownik @Zeppelin się pytał co wybrać na studia.
      Myśląc nad odpowiedzią rozpisałem się, ale patrząc jaki mi wyszedł offtop, że postanowiłem zrobić nowy post.
       
      Mianowicie: 
      Doszedłem do wniosku, że bardzo ciężko cokolwiek wybrać i dążyć w danym kierunku życia, kiedy rynek pracy jest extremalnie nie przewidywalny.
      Moim problemem jest moje wielkie rozgoryczenie i zaczynam pluć sobie w brodę, że w ogóle na studia inżynierskie poszedłem, zamiast szukać pracy w IT.
       
      Wybrałem IT, i patrzę co się stało z rynkiem pracy przez te marne 5 lat:
       
      5-6 lat temu: bili się o nich pracodawcy, praca praktycznie od zaraz, wiedza nawet nie była wymagana, doradcy zawodowi ,,bierz IT", i wybrałem teraz IT, bo to najbardziej mnie interesowało.
      Miałem wówczas tytuł technika informatyka i wszyscy mi trąbili ,,idź na studia" poszedłem na dzienne, bo wówczas byłem nieogarniętym człowiekiem który dążył za tłumem.
      Jakieś mega wiedzy nie uzyskałem, bo było za wielkie tempo w nauce np. programowania - zaraz zmiana na inny język i już miałem wielki problem. Tak, Turbo Pascal był nauczany - i teraz mam wiedzę z turbo pascala i muszę się nauczyć jakiegoś innego języka bo pascal to przeszłość jak i język C. Zaraz po tym java i C# I c++.
      Wniosek: teraz żadnego języka nie umiem, bo mi się mieszają, mógłbym jednak kodować i pisać z drobną pomocą internetu. I tak robią, jak praktykowałem na studiach 1 stopnia.
      Ogarniam Photoshopa, Ilustartora... ale nie mam super talentu do rysunku - i trzeba mieć lepszy sprzęt...
      Ogarniam też HTML, CSS itd.
       
      Jednakże koledzy chcieli pójść na magistra, to poszedłem z nimi.... bo i tak z pracą już wtedy było krucho.
       
      Teraz: kończę studia, CUD znaleźć PRAKTYKI bezpłatne, uczelnia nawet nie podaje już listy firm, bo się NIKT nie zgłosił! każda firma IT ma wywalone na juniorów po studiach i.... teraz jestem w dupie.
      Bootcampy marketingi i inne bzdury spowodowały, że teraz znaleźć pracę w IT zaraz po studiach to dramat. I na nic obietnice uczelni, że będą dobre praktyki.... nic nie załatwią bo mają studentów gdzieś.
      Jako osoba poza miasta gdzie studiowałem nie miałem pojęcia, że uczelnia mimo obietnic nic nie zrobi, i trzeba pół roku wcześniej załatwiać.
       
      Plan był taki: dostać się na praktyki z listy od uczelni, i zakładając że by mnie tam chcieli na stale (bo rosną wymagania wykładniczo) i przerobić plan studiów na zaocznych.
      Rzeczywistość: odbębnić praktyki w uczelni (czyszczenie kompów z brudów? Format c i tyle? XD) i skończyć studia na dzienne, i szukać pracy po studiach.... 😕 
      A jak w ciągu całego roku nie znajdę pracy to branża budowlana....
       
      Wymagania tak bardzo wzrosły, że mam bardzo małe szanse. Nie ogarniam frameworków bo na studiach ich nie było!
      Teraz jest 1 miejsce na 500 ludzi. Nikt nie chce juniorów, nikt nie chce brać studentów.
      ,,Bierzemy teraz ludzi z .. 10 lat doświadczenia KOMERCYJNEGO, przykro mi" - tak mi powiedział ostatnio facet z małej firmy IT, KTÓRA JESZCZE Z 2 LATA TEMU CHCIAŁA MNIE PRZYJĄĆ (bo sobie studia wymyśliłem, bo chciałem dzienne skończyć). LOL.
      Już teraz jestem ,,zastąpiony" przez następne pokolenie - bo nie poszli oni na studia (5 lat młodsi) i już mają doświadczenie i nie są już juniorami!
       
      Dzwoniłem do ponad 25 firm, żadna nie była zainteresowana przyjęciem juniora NAWET na praktyki.
       
      I na co mi te tytuły, papiery? Jak nie chcą zatrudnić ANI na bezpłatne praktyki?
      Kończę studia za rok 2 stopień, i co? I skończę jak humanista bez pracy.
      Studia w tym kraju to nieporozumienie, teraz nikt ich nie wymaga, bo liczą się tylko umiejętności, a nie papier.
      Ja się uczyłem, projekty na zaliczenie zrobiłem i co? Zero portfolio zero niczego, co pracodawca by chciał - bo to już nie wystarcza.
       
      No i widzisz jak się u mnie sytuacja zmieniła: jestem zmuszony do zmiany profesji: z informatyka/grafika/programisty/sieciowca na co?
      Pojęcia nie mam.
      A mechanizacja, skrypty, automatyzacja spowodują, że będzie coraz mniej pracy.
       
      Przepraszam że tak wybuchnąłem, ale mnie wkurw wziął.
      Najpierw gadają ,,znafcy" ze IT to przyszłość - tylko mi nikt nie powiedział, że seniorzy, albo uber ,,kujony" z tego skorzystają.
      I co mam zrobić? Jak się uczyć języków programowania gdy ma się pracę dyplomową, zajęcia i inne projekty (które nie są łatwe....) na głowie.
      Jak zrobić portfolio, by pracodawcy byli zadowoleni?
       
      Jednak niezależnie co się chce w IT robić, nie ucieknę od programowania, nie jara mnie to, ale widzę że w innych gałęziach IT też jest wybuch wymagań.
      No i mam problem, bo się uczyłem w systemie ,,wszystkiego po trochu" i teraz no cóź, albo ciężka praca, albo zmiana na całkowicie na inny kierunek.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.