Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

Pisałam ostatnio, że przeczuwam małą podłamkę u Mojego po wizycie znajomych.
No i dobrze wywróżyłam. 

Dla przybliżenia sytuacji.
Opis znajomych.
Małżeństwo (3 lata); 30 i 26 l. ; roczniak, drugie w drodze, planują za dwa lata trzecie. Mieszkają z rodzicami znajomego. On zarabia ok.7-8 tys. , razem z ojcem ma firmę po godzinach, z której m-cznie mają nawet na czysto 9-10 tys. ; ona na macierzyńskim 2 tys. UWAGA : jego rodzice opłacają wszystkie rachunki, kupują prowiant dla całej rodziny (pani teściowa gotuje). Nasi znajomi spłacają tylko ratę kredytu (remont góry domu, który zamieszkują). Reszta do skarpety. 

Pisałam, że ich roczniaka traktujemy jak chrześniaka, lubimy tego dzieciaka. Widziałam po Moim, że bardzo cieszył go widok - ja z tym dzieckiem na rękach itd.
Znajomi opowiadają jakie mają plany, ile wynosi ich to, tamto, sramto. Pisałam, że przez chwilę miałam odpal gadziego "oh, jak fajnie mieć takiego męża, lata za nią, prezencik, randki, spokojnie może siedzieć na macierzyńskim, wszystko jest zapewnione."
Oczywiście mój "dział analizy" się uruchomił. 
Pierwsze co - NOSZ QRWA MAĆ
 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Normalne.

 

Ja sobie obiecałem, że nie założę własnej rodziny jeśli nie osiągnę dochodów na poziomie 35k/msc - dałem sobie na to czas najpóźniej do 33 roku życia.

 

Tobie cóż, włącza się macierzyński w takich sytuacjach. Widzisz dzieciaczka i też chcesz takiego i rozkminiasz jakby to było fajnie. No a Twój rozkminia czy byłoby go na takiego dzieciaczka stać oraz ile to wszystko kosztuje. ;)

 

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pożrą się o coś i Pani wyląduję bez domu i pewnie bez zawodu przeraża mnie ludzka bezmyślność i wygoda, która kończy się wiemy tu wszyscy jak.

 

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@maggienovak, fajnie, istotnie. Ale zapewniam Cię, że gdy sami osiągnięcie podobny poziom, albo i większy, satysfakcja będzie na zupełnie innym poziomie percepcji. Nie porównuj się do innych. Nie zazdrość. Rób swoje. Wokół mnie na starcie wszyscy mieli więcej. Do czasu. To tylko daje niesamowitą mobilizację. I maksymalny wkurw otoczenia, bo z czasem to co dla nich jest sufitem , dla Ciebie staje się podłogą :) Uda się Wam, ja to wiem. Macie siebie i zdrowe podejście do rzeczywistości. A los nagradza przygotowanych. 

  • Like 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

1. Sama zauważasz minusy - czemu je odrzucasz? Przecież już na tym etapie potencjalnie krzywdzisz swojego faceta.

2. Mają wszystko - bo ktoś im to zapewnił - po co ta zazdrość? Każdy żyję na miarę własnych możliwości. Jedno jest pewne - uczciwie nie da się tyle zarabiać. Wiem co mówię.

3. Miłość za hajs to nie miłość - a jak chcesz dziecka i dużych alimentów to się podłóż komuś wpływowemu - bo taką refleksję wyciągam z tego co piszesz.

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 minut temu, Jaśnie Wielmożny napisał:

Co Cię boli?

Dorosłym ludziom starzy ogarniają życie, dla mnie liceum a nie dorosłość.

Dzieci nawet dorosłe nie powinny mieć dzieci

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, dyletant napisał:

Jedno jest pewne - uczciwie nie da się tyle zarabiać. Wiem co mówię

Brednie.

  • Like 4
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Kwestia perspektywy ja osobiście nie chciałbym mieć za nic w świecie takiego życia jak Ci Twoi znajomi. Nie rozumiem też dlaczego masz ból dupy.

 

No umówmy się, ale te 10 koła miesięcznie to nie jest bariera nie do przeskoczenia, mieszkają z rodzicami, mają dwójkę dzieci, planują trzecie i oboje są młodzi.

 

Ja w czymś takim bym się nie sprawdził, sorry, ale to nie dla mnie,

Edited by dobryziomek
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, Obliteraror napisał:

Brednie.

Mając firmę która zatrudnia powiedzmy 5 osób - zatrudniasz ich na śmieciówce, na kwit dajesz minimum, reszta pod stołem - to jest twoim zdaniem uczciwe?

Czy może taki Rafatus i inne patologie bazujące na free-lance to twoim zdaniem uczciwe? Czy może akwizycja i tysięczne prowizje za wciskanie kitu?

 

Nie na darmo powiedzenie że pierwszy milion trzeba ukraść... a kradną wszyscy, którzy jeżdżą furami po kilkaset tysięcy czy budują chaty, tylko może do tego stopnia zatarli granicę prawdy że kłamstwo jest dla nich prawdą ;)

Nie wiem.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z tego co pisałaś @maggienovak to Twój chłopak zarabia bardzo przyzwoicie.

Zawsze znajdzie się ktoś kto ma lepiej. To nie jest grupa reprezentatywna tylko maksymalnie 3-5% społeczeństwa w Polsce.

Powiedziałbym, że nie rozumiem o co ten "ból dupy" natomiast doskonale wiem co czujesz.

 

 

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Qrde pisałam taki długi post, a tu tylko tyle dodane...

Od tego "Nosz qrwa mać"

I tu helo - proszę się nie dopindalać do mnie, że instynkt się mi uruchamia, bo to wyrwane z kontekstu. :D

Włączył mi się szybciutko "dział analizy" po tym spotkaniu.
Nosz qrwa mać.
Czego tu zazdrościć? Mój dorobił się wszystkiego sam: prawko, studia (stypendium naukowe), wynajem mieszkania, odkładanie na kupno mieszkania. Ja sama chcę mieć pewną sytuację zawodową, nawet naukową. Chciałabym dzieciaka na etapie, gdy mam wszystkie kursy z mojej branży pokończone i gdy trochę się otrzaskamy ze spłacaniem mieszkania - NIE WCZEŚNIEJ. 
I co tu porównywać?! 

Rozchodzi mi się o to, dlaczego Mój tak to przeżył. 
Domniemam, że :
1) zwykła zazdrość i porównywanie swoich warunków do ich
2) chciałby teraz dziecko i chciałby mu zapewnić jak najlepsze warunki
3) JEGO DOM RODZINNY
 

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 minut temu, maggienovak napisał:

I tu helo - proszę się nie dopindalać do mnie, że instynkt się mi uruchamia, bo to wyrwane z kontekstu. :D

Dlatego?

50 minut temu, maggienovak napisał:

przez chwilę miałam odpal gadziego "oh, jak fajnie mieć takiego męża, lata za nią, prezencik, randki, spokojnie może siedzieć na macierzyńskim, wszystko jest zapewnione."
Oczywiście mój "dział analizy" się uruchomił. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dom z którego wyszedł Mój :
Rodzice alkoholicy, moja teściowa zmarła dwa lata temu na marskość wątroby. Ich pięcioro (6 dziecko - dziewczynka zmarła po porodzie). Kiedyś wynajmowali dom, ale wiadomo - musieli przejść na mieszkanie socjalne. Tatuś chlał i dziwkował, mama - piła po kątach, ale jakoś dzieciaki ogarniała. 
Co przyjeżdżam do rodzinnego domu Mojego to widzę tylko, że musiało być srogo w domu, skro wszędzie grzyb, wilgoć, popękane ściany -żadne grzałki, malowania nie wytępią tego. 
Później opiszę wspomnienia Mojego - dot.jego domu rodzinnego i dzieciństwa.

Bardziej chciałbym Mojego jakoś nakierować, dopomóc.

Pamiętam jak miał lęka,by przyjechać za pracą do WLkp. - dał se radę. 
Pamietam jak się bał wynająć mieszkanie (za 1200 zł, dwa pokoje, na spoko osiedlu, wyposażone co do łyżeczki, nawet znajoma zostawiła nam pełną lodówkę) - daliśmy radę. Nawet planowaliśmy je kupić.
Teraz boi się kupna auta, że nie utrzymamy. 
Boi się kredytu. Gdy widzi jak, że oglądam oferty "dom do remontu" "domek 80 m2", "mieszkanie do remontu" to się denerwuje. 
Chce się dostać na stanowisko w głównym dziale projektowym w swojej firmie, ale się boi, że może być niezbyt wystarczający i mogą go zwolnić w krótkim czasie.
Myślałam dotychczas, że wiadomo - jak to facet - przejmuje się. 
Ale po wizycie znajomych jest konkret dobity. Nigdy go nie widziałam tak dobitego, nawet jak mieliśmy jakiś czas temu małego kryzysa, to nie chodził tak dobity. 


 

@dyletant
ależ oczywiście, przez chwilę miałam odpal gadziego, z biegiem czasu uważam powoli to za coś naturalnego, że od czasu do czasu się na chwilęodezwie. 
Resztę już objaśniłam. :) Na dzieciaka nie mam parcia, chcę mieć wtedy, gdy będę ustawiona zawodowo, już pisałam kiedyś o tym - życie bywa różne, trzeba liczyć na siebie. 
Więc jeśli masz do mnie sapę, wal śmiało, ulżysz sobie, ale raczej nie jestem mentalną reprezentantką kobiet. ;) 

@Obliteraror
też tak uważam, nie ma co porównywać warunków. Kiedyś opisywałeś  w osobnym wątku swoje początki? Pamiętam, że wspominałeś, że zaczynałeś od przysłowiowego "zera". 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie mam żadnych sapów. Doceniam za szczerość.

A tak w ogóle to czym się zajmujesz zawodowo i jaki jest twój dochód skoro piszemy tak szczegółowo o twoim mężu? I kto podejmuje u was ważne decyzje, np. te o których piszesz?

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Raivo

Dla mnie spoko. Mówię otwarcie, że Mój zarabia 3400 zł, jak wlecą mu premie to nawet 5000 zł. 

Dzięki takiej wypłacie w niespełna 3 lata odłożył 25 000 zł. 

Teraz nasze wydatki to : mieszkanie, jedzenie, nasza edukacja., spłacanie rat za kompa (potrzebował do robienia projektów do pracy). Odkąd jesteśmy razem nie byliśmy na wakacjach, raz na miesiac idziemy do knajpy.

Jak znajomi nam opowiadają jakie raty płacą za kupno i wyposażenia mieszkania, kupno auta, to przeliczylismy, że teraz nie jesteśmy w stanie ogarnąć dzieciaka. Nie wiem skąd ludzie biorą kasę i jeszcze się utrzymują, mają dzieciaki.

Oboje mamy fixe na tym punkcie - żebym ja została w domu przez pierwsze lata dziecka, więc Mój i ja musimy mieć lepiej płatne prace.

 

 

 

@dyletant

Spox.

Sieć salonów. Kierownik zmiany. 1800-1900 zł. Odpowiada mi w tej pracy tylko to:

- grafik (dzięki temu mogę jeździć na konferencje naukowe, kursy)

- mam swoich klientów, którzy np.są ludźmi z konkretnych branż, dzięki czemu mam znajomości, że tak powiem - kwestie prawne, medyczne mam dzięki temu załatwiane od ręki; 

- jestem w ruchu (jeżdżę od czasu do czasu na kontrolę do innych salonów lub na zastępstwo)

Moja branża docelowa : fitoterapia (może i coś z psychologią).

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
1 godzinę temu, dyletant napisał:

Mając firmę która zatrudnia powiedzmy 5 osób - zatrudniasz ich na śmieciówce, na kwit dajesz minimum, reszta pod stołem - to jest twoim zdaniem uczciwe?

Czy może taki Rafatus i inne patologie bazujące na free-lance to twoim zdaniem uczciwe? Czy może akwizycja i tysięczne prowizje za wciskanie kitu?

Dopóki mnie nie było stać, podstawową walutą był mój czas na to, czego mogę się nauczyć by zrobić coś sam, bo nie byłem w stanie komuś za to zaplacić. Bo zawsze płacisz albo czasem, albo pieniędzmi. Patostreamerzy a freelance? Dobrze się czujesz? :)

 

@maggienovak, to było parę klasycznych, konserwatywnych zasad. Bądź odpowiedzialny za słowa. Dowoź wynik. Szanuj partnera biznesowego. Rób, to co obiecałeś. Bądź terminowy, punktualny i słowny. Do dziś mi zostało płacenie jakichkolwiek faktur od razu, jak trafią w moje ręce. Bo dobrze pamiętam, jak się żyje z jednej faktury i modli o to, by mieć pieniądze w terminie. Dlatego nie dymam nikogo na "nieoprocentowany kredyt kupiecki" bo pamięć mam aż za dobrą i empatii się nie wyzbyłem.

Edited by Obliteraror
  • Like 3
  • Thanks 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Aa, nie dodałam.

Mój zadecydował, że jak mamy już  brać kredyt, to tylko na mieszkanie w mieście. 

Powiedzmy, że częściej jestem "sekretarką", np.szukałam oferty wynajmu mieszkania, selekcjonowałam oferty, on zadecydował, na które idziemy. 

Pewnie tak samo będzie z autem. 

Internet, abonamenty, urządzenia do domu - ja też szukam, on przyklepuje. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, dyletant napisał:

uczciwie nie da się tyle zarabiać. Wiem co mówię.

8k na rękę to nie jest tak dużo wbrew pozorom. I uwierz mi, da się uczciwą pracą zarobić sporo.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Żadna kasa to nie jest dużo.

Milionerzy też siedzą w długach a ich miliony czasami parują jak mgła w letni poranek.

Zawsze ktoś będzie miał więcej a ktoś mniej.

Jedyna metoda, żeby mieć kasę - wydawać mniej niż się zarabia.

I nie każdy zarobi 10k, 20k, 100k/miesiąc choćby się zes-ał, bo nie każdy dostał te same dary od losu gdy się rodził.

 

Tego czego jestem raczej pewien to to, że dobryziomek nie zostawi potomstwa, chyba że przypadkiem.

35 k/miesiąc?

Zanim tyle będzie zarabiał już mu nie będzie stawał.

Chyba, że przejdzie na ciemną stronę Mocy, to inna bajka.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
5 godzin temu, dyletant napisał:

Jedno jest pewne - uczciwie nie da się tyle zarabiać. Wiem co mówię.

8 koła nie da się uczciwie? 

 

Chrystusie nazarejski... 

Da się i 28 uczciwie. Bez problemu. 

 

Już nic nie napiszę bo @Obliterarorzrobił to za mnie :)

 

@maggienovakbardzo duża jest dysproporcja między wami. Powiem szczerze że dziwi mnie, iż ktoś z grubsza ogarnięty zadowala się taką pensją jak Ty i jeszcze to sobie racjonalizuje. Imo nie tędy droga. 

 

 

Edited by tytuschrypus

Share this post


Link to post
Share on other sites

maggienovak Myślę że powinniście porozmawiać ze sobą, może wyskoczyć na weekend oboje odreagować.

Kiedyś też miałem problem kiedy ktoś miał więcej pieniędzy niż ja i mnie aż trzepało że inni to mają zajebiście bo mają pełno kasy i bujają się tu i tam.

Dziś już mam inne podejście i co poniektórym to nawet współczuje bo co z tego że mają pieniądze skoro są jeszcze bardziej nieszczęśliwi niż ja.

Znam osobę która wyciąga ponad 10 tyś miesięcznie, w knajpie wydaje od ręki 200-300 zł za obiad gdzie mi byłoby szkoda tyle pieniędzy dać za jednym razem.

Ma pieniądze i nic poza tym gdyż każdą jaką pozna pannę to ona jest z nim na chwile tylko dla pieniędzy.

Ostatnio byliśmy w knajpie z kolegami i on też był i jak się dowiedział że my co parę tygodni mimo marnych pieniędzy jeździmy sobie na wypady to stwierdził" że my wegetujemy bo mamy grosze, a on na obiad wydaje ok 300 zł" i my pod nosem sobie powiedzieliśmy że może i my wegetujemy, ale zawsze gdzieś jedziemy, a on co?

Całe jego życie wygląda tak samo czyli chodzenie po knajpach i nic poza tym, ew sponsorowanie lasek i tak naprawdę to on ma gorzej niż my.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, maggienovak napisał:

jego rodzice opłacają wszystkie rachunki, kupują prowiant dla całej rodziny (pani teściowa gotuje)

Brak konfliktu synowej z teściową?!

Sielanka się zakończy jak najmłodsze pójdzie do szkoły.

 

6 godzin temu, maggienovak napisał:

Oczywiście mój "dział analizy" się uruchomił. 
Pierwsze co - NOSZ QRWA MAĆ

ZAZDROŚĆ?

:)

PIERWSZE JAZDY będą jak do żłobka się zacznie nadawać.

Pani koleżanka zacznie się dusić w domu.

Globusa zacznie dostawać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja myślę że jak jeszcze 3 zmontują i dalej ta koleżanka będzie w domu siedzieć to z nudów zacznie się świrowanie i chłop prędzej czy później ją zostawi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@maggienovak Jeżeli przechwalali się nadmiernie mogłaś im trochę przytrzeć nosa, słowami typu "my do tego dojedziemy sami, nie liczymy na pomoc rodziców". ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By ewelina
      Witam wszystkich!
      Od jakiegoś czasu widoczny jest trend polegający na migracji ludzi na wieś czy jakieś bardziej ustronne tereny. Zastanawiam się jak to jest u członków tego Forum. Wolicie mieszkać na wsi, czy w mieście? Gdzie obecnie mieszkacie i czy to Wam odpowiada? Gdzie chcielibyście mieszkać w przyszłości? Czy macie porównanie mieszkania na wsi i w mieście?
      Zacznę od siebie. Do ok. 6 roku życia wychowywałam się na wsi. Mieszkałam tam razem z rodzicami, siostrami, dziadkami i wujkiem (brat mamy). Ten czas uważam za najszczęśliwszy okres mego życia. Potem mieszkałam w mieście, ale wszystkie wakacje, ferie itd. spędzałam na wsi. Jak patrzę na to z perspektywy czasu? Nie będę odkrywcza  pisząc, że miejsce, w którym się wychowujemy ma na nas niebagatelny wpływ. Do dziś pamiętam, gdy będąc kilkuletnim dzieckiem ojciec wsadził mnie po raz pierwszy na oklep na konia, trzymałam się tylko grzywy i tak sobie zadowolona jechałam , koń kołysał w taki charakterystyczny sposób. Uwielbiałam też wchodzić do ogromnej zagrody, w której był koń, wołałam go, a ten do mnie galopował aż się kurzyło i zatrzymywał kilkanaście cm przede mną. Do dziś mam ogromny szacunek do przyrody i wszystkiego co żyje.
      Obecnie mieszkam w mieście, ale ciepłe pory roku spędzam w dużej mierze właśnie na wsi. Nie wyobrażam sobie, by lato spędzić  w mieście. Dla mnie szczęściem nie jest kolejna para butów itp. ale wstanie o świcie i bieg na bosaka na łąkę. Za nic w świecie nie chciałabym mieszkać w wielkim mieście. Wydaje mi się, że jednym z powodów dzisiejszego ogromnego konsumpcjonizmu jest fakt, że większość ludzi od dziecka wychowuje się w miastach. Oderwani od przyrody zapominamy, że sami jesteśmy jej częścią i podcinamy gałąź, na której siedzimy.
      Jeśli ktoś ma ochotę to zapraszam do dzielenia się swoim zdaniem.
      Pozdrawiam
       
    • By The Motha
      Cześć .
       
      Jestem pod wrażeniem roboty jaka wykonali czarni i czerwoni .
      Zapraszam do oglądania .
       
       
       
       
    • By Trevor
      Witam braci w ten sobotni poranek!
       
      Coś mnie tknęło żeby napisać dzisiaj tekst o manipulacjach jakie stosują szefowie w firmach wykorzystując punkty nacisku na pracownika i generalnie chciałbym usłyszeć o waszych doświadczeniach i sytuacjach jakie przeżyliście w tym zakresie. W pracy chce tylko zrobić swoją robotę najlepiej jak umiem, i wyjść (ewentualnie czasem pogadać ze współpracownikami ale to też nie za często. Nie mam w obecnej pracy żadnych ambicji. To tylko robota na przeczekanie/przeżycie, ale sporo mi daje bo traktuje ją jako poligon doświadczalny jak daleko moge sie posunąć w walce o swoje (choć reaguje tylko na niewporządku zachowania współpracowników czy szefa). 
       
      Generalnie zauważyłem że jest kilka taktyk które sosują szefowie żeby upenić się że mają kontrolę nad pracownikiem. Jako że jestem buntownik to sporej części z tego doświadczyłem:
       
      1 ) Zastraszanie - do tego używana bywa presja grupy, groźby, wyzwiska, pokrzykiwania, bezcelowe tyrady bluźnierstw
       
      2 ) Manipulacja - podkładanie świni, celowe świadome ignorowanie gdy przychodzisz z jakąś sprawą, wyśmiewanie na forum grupy w celu wymuszenia podległości, wmawianie że powinieneś w sobie coś poprawić że wykonana praca nie ma aż takiego znaczenia (że ważniejsze jest zachowanie - moim zdaniem bzdura jeśli robie co mam robić i nikomu nie chce wadzić ale trzymam sie swojej roboty i harmonogramu), brak konkretnych szkoleń (niekompetencja praconika ma służyć przede wszystkim jego zastraszeniu wymuszeniu podległości i wytworzeniu wrażenia że jest kimś gorszym od szefa bo on taki wszechwiedzący - w praktyce szefowie często nei wiedzą o tym co robią ich podwładni - to szczególnie w korporacjach)
       
      3 ) Narracja - opisywanie tego co robisz w danej chwili z kpiną i najchętniej rozkręcanie tego na szerszą grupę pod pozorem żartów
       
      4 ) Brak bezpośredniości - wszystkiego powinieneś sie domyślać nawet jak jesteś nowym pracownikiem, a jak pytasz to sobie porobimy przy okazji śmichy chichy z ciebie co by sobie podbudowac ego jakim to wspaniałym szefem jestem
       
      5 ) Obrabianie dupy za plecami - to sie rozumie samo przez się
       
      6 ) Fałszywe kumplowanie się/ próba wywołania huśtawki nastrojów przez śmiechy i żarty a po sekundzie zawaleniem obowiązkami - znowu w celu wywołania niepokoju i nerwowości
       
      7 ) Integracje - masz siedzieć w robocie jak najdłużej żebym mógł trzymać presję na tobie jak najdłużej, żebys nawet nie pomyślał o zmianie pracy czy buncie w jakiejkolwiek kwestii
       
      8 ) Ukrywanie własnej niekompetencji przez zwalanie swojej roboty na pracownika - tak to też widziałem
       
      9 ) Pogarda dla podwładnych - na własne uszy słysząłem na pewnym spotkaniu "Nie miejscie złudzeń tu będzie kołchoz, ale wazne żeby nam było dobrze" i "Zatrudnimy kilku murzynów będzie bardziej internaszonal" - jedno po drugim
       
      10 ) Brak konkretnego określenia obowiązków - jesteś od wszystkiego nie łudź się. To już jest mentalność niewolnicza. Podpisując umowę zgadzamy się na zakres obowiązków i gotowość do pracy w określonych ramach. Tego nie ma w ogóle. 
       
      11 ) Drażnienie się kiedy masz ważną sprawę do załatwienia, i celowe odmawianie dnia wolnego dla zabawy mimo że nie ma ku temu najmniejszych przeciwwskazań.
       
      12 ) Omijanie ważnych dla wszystkich spraw i robienie z błachych spraw czegoś niezwykle ważnego. Każdy o tym wie ale nikt nic nie mówi (i to widziałem nawet w męskiej ekipie).
       
      W różnych pracach doświadczyłem sporo z tego co tu opisałem. Nigdy nie chciałem się kumplować z szefami bo uważam że nie od tego są, a to że nie radzą sobie z samotnością na stanowisku kierowniczym to ich problem nie mój. Zawsze uważałem że w pracy powinny rządzić zasady a nie czyjeś widzimisię, ale ponieważ nie rządzą to zacząłem je naginać pod siebie albo walczyć o swoje zdecydowanie nawet pod groźbą odejscia z pracy kiedy widziałem że ktoś sie ze mną pitoli dla zabawy. Nie jestem chamem. Witam się, odpowiadam z uśmiechem czasem pogadam o czymś nie zwiazanym z pracą, ale nie dam sobie wejśc na łeb. Męczy mnie jednak ze ludzie cały czas grają w te gierki. Generalnie ciekaw jestem waszych doświadczeń w tym zakresie.
       
      Pozdrawiam 
      Trevor 
    • By Ksanti
      Zainspirowany wątkiem @Zły_Człowiek na temat IT postanowiłem stworzyć temat alternatywny. Słowem wstępu o mojej sytuacji dla szerszego kontekstu. Nie ukrywam, że sam jestem na etapie poszukiwań entry level job w IT. Ogólnie mam na koncie swoje mini traumy związane z pracą czy jej poszukiwaniami. Przykładowo nabyłem awersji do dzwonienia przez doświadczenia z call center. Tak samo powiedziałam sobie, że nigdy więcej praca związana ze sprzedażą czy "doradztwem" (tym bardziej na telefon). Co do IT do tej pory byłem na dwóch rozmowach kwalifikacyjnych. Na jednej zrobili chamski i niezapowiedziany grupowy assesment centre. Byłem jedną z najmniej wygadanych osób na ok. kilkanaście w pomieszczeniu. Co trochę wywierało na mnie presję i sprawiało, że czułem się kijowo i jako gorszy kandydat. Mimo, że miałem większą wiedzę od co najmniej połowy zgromadzonych. Na rozmowie z drugiej firmy się wyłożyłem na zagadnieniach front endowych. Mało co było pytań odnośnie tego co wpisałem w CV i miałem wiedzę. Stąd w zasadzie stało się to co nieuniknione i na sporo pytań nie wiedziałem co odpowiedzieć. Nie były to jakieś trudne rzeczy ale też były pytania z dupy na których kompletnie się zawiesiłem. Z częścią miałem styczność ale zapomniałem nazwy albo nie skojarzyłem od razu o co chodzi. Podszedłem do tego na luzie z racji wyjazdu bo i tak byłem nastawiony na nie. Jednak poprosiłem o feedback za ten tydzień aby mieć jasność czy mogę wyjechać czy nie. Dobrze, że zamówiłem bilety wbrew temu bo feedbacku i tak się nie doczekałem mimo, ze o to poprosiłem po rozmowie. Jednak po tej całej rozmowie przez 2 dni czułem się zgnojony. Z mowy ciała rekruterów odebrałem ich zażenowanie coś na zasadzie "że jak ja mogę takich rzeczy nie wiedzieć". To tak jak na klasówce w szkole. Możesz być gościem, który na ostatnią chwilę się uczył tylko jednego zagadnienia byleby zdać na 2. Okazuje się, że wszystkie pytania były tylko z tego zagadnień, więc dostał 5. Możesz też być tym drugim który ogarniał cały materiał, ale nie wiedział tych rzeczy z jednego zagadnienia i nie zdaje. W dodatku nauczycielka krzywo popatrzy z pogardą a szansa na poprawę (znaczy inne rekrutacje) są raz na ruski rok. Mniej więcej tak to widzę. Trochę się wkur.. bo byłem dobrze przygotowany z tego co wpisałem w CV i kurła tak do każdej rozmowy się przygotowywać 2 dni a tu pytania są inne i wysiłek oraz nerwy psu w dupę. A emocji i nerwów nie da się wyłączyć. 
      Teraz w trakcie roku akademickiego mogę mieć problemy z pełnym etatem a rzadko widywałem ogłoszenia na część. Nawiasem mówiąc na zachodzie rynek pracy dla juniorów jest taki sam.
      Oczywiście będę walczył dalej jak wrócę do Polski od września. Nie mogę się poddać bo zbyt wiele poświęciłem aby teraz odpuścić.
      Nie mniej jednak...
       
      Druga część tego postu zainspirowana przez wpis @Carl93m
      Co do opłacalności w innych branżach może być podobnie trudno...
       
      Kiełkują się różne myśli co gdyby się nie udało. Albo, że nie jest to praca na całe życie. Bo dla większości po 40-stce jak mają już stopień seniora IT, wypala z tego co mi wiadomo. Potem łapią się różnych zawodów czy przechodzą na programistyczną emeryturę prowadząc kursy programowania. Tak jak wspomniałem na razie nie myślę aby iść inną ścieżką aczkolwiek nie będąc naiwnym wiem, że praca w IT to nie jest dobra perspektywa na całe życie. Nie wierzę w te bajki, że praca to powinna być tylko dla pasjonatów, bo tak to by prawie nikt nie pracował. Zależy mi na stabilnym zawodzie i odłożeniu pieniędzy na jakąś inwestycje czy biznes na boku. A jak coś nie wyjdzie to zawsze mam tą pracę, no wiadomo o co chodzi... Długo analizowałem sytuacje rynkową w Polsce jak i lokalnie i nie widzę lepszych alternatyw dla mnie od IT. Do pracy fizycznej się nie nadaje chociażby z tego względu, że nie mam postury chłopa, psychiki bezwzględnie odpornej na Januszostwo czy końskiego zdrowia. Do prac społecznych gdzie ważny jest kontakt z ludźmi podobnie. 
       
      Myślę, że temat będzie przydatny nie tylko dla mnie.
       
      Upraszczając pytanie - w jaki zawód warto iść (alternatywa na przyszłość lub w razie w) aby:
      - zarobki były przyzwoite (starcza na życie i "dobra konsumpcyjne" - np. te minimum 6000 zł netto (w PL))
      - nie wymagał krzepy i wytrzymałości
      - nie narażał ucięciem np. ręki
      - ani poważnym uszkodzeniem zdrowia
      - nie był stresogenny i społeczny (np. nie handlowiec, nie call center, doradca, sprzedawca w galerii handlowej, kasjer itp.)
      - nie wymagał 2-3 lat na wejście w branżę
       
      Takie przykładowe zawody jakie mi przychodzą na szybko do głowy to:
      - magazynier/ operator wózka widłowego (za granicą - zarobki/ warunki pracy)
      - analityk seo/e-commerce
      - rzeźbiarz artysta (drewno)
      - analityk danych
      - jakieś wprowadzanie danych do systemu
      - ogrodnik (za granicą - zarobki/ warunki pracy)
       
      Jednak przyznam szczerze, że mam zerowe pojęcie o realiach wyżej wymienionych zawodów.
       
       
      Pozdro
    • By Zły_Człowiek
      Pewien użytkownik @Zeppelin się pytał co wybrać na studia.
      Myśląc nad odpowiedzią rozpisałem się, ale patrząc jaki mi wyszedł offtop, że postanowiłem zrobić nowy post.
       
      Mianowicie: 
      Doszedłem do wniosku, że bardzo ciężko cokolwiek wybrać i dążyć w danym kierunku życia, kiedy rynek pracy jest extremalnie nie przewidywalny.
      Moim problemem jest moje wielkie rozgoryczenie i zaczynam pluć sobie w brodę, że w ogóle na studia inżynierskie poszedłem, zamiast szukać pracy w IT.
       
      Wybrałem IT, i patrzę co się stało z rynkiem pracy przez te marne 5 lat:
       
      5-6 lat temu: bili się o nich pracodawcy, praca praktycznie od zaraz, wiedza nawet nie była wymagana, doradcy zawodowi ,,bierz IT", i wybrałem teraz IT, bo to najbardziej mnie interesowało.
      Miałem wówczas tytuł technika informatyka i wszyscy mi trąbili ,,idź na studia" poszedłem na dzienne, bo wówczas byłem nieogarniętym człowiekiem który dążył za tłumem.
      Jakieś mega wiedzy nie uzyskałem, bo było za wielkie tempo w nauce np. programowania - zaraz zmiana na inny język i już miałem wielki problem. Tak, Turbo Pascal był nauczany - i teraz mam wiedzę z turbo pascala i muszę się nauczyć jakiegoś innego języka bo pascal to przeszłość jak i język C. Zaraz po tym java i C# I c++.
      Wniosek: teraz żadnego języka nie umiem, bo mi się mieszają, mógłbym jednak kodować i pisać z drobną pomocą internetu. I tak robią, jak praktykowałem na studiach 1 stopnia.
      Ogarniam Photoshopa, Ilustartora... ale nie mam super talentu do rysunku - i trzeba mieć lepszy sprzęt...
      Ogarniam też HTML, CSS itd.
       
      Jednakże koledzy chcieli pójść na magistra, to poszedłem z nimi.... bo i tak z pracą już wtedy było krucho.
       
      Teraz: kończę studia, CUD znaleźć PRAKTYKI bezpłatne, uczelnia nawet nie podaje już listy firm, bo się NIKT nie zgłosił! każda firma IT ma wywalone na juniorów po studiach i.... teraz jestem w dupie.
      Bootcampy marketingi i inne bzdury spowodowały, że teraz znaleźć pracę w IT zaraz po studiach to dramat. I na nic obietnice uczelni, że będą dobre praktyki.... nic nie załatwią bo mają studentów gdzieś.
      Jako osoba poza miasta gdzie studiowałem nie miałem pojęcia, że uczelnia mimo obietnic nic nie zrobi, i trzeba pół roku wcześniej załatwiać.
       
      Plan był taki: dostać się na praktyki z listy od uczelni, i zakładając że by mnie tam chcieli na stale (bo rosną wymagania wykładniczo) i przerobić plan studiów na zaocznych.
      Rzeczywistość: odbębnić praktyki w uczelni (czyszczenie kompów z brudów? Format c i tyle? XD) i skończyć studia na dzienne, i szukać pracy po studiach.... 😕 
      A jak w ciągu całego roku nie znajdę pracy to branża budowlana....
       
      Wymagania tak bardzo wzrosły, że mam bardzo małe szanse. Nie ogarniam frameworków bo na studiach ich nie było!
      Teraz jest 1 miejsce na 500 ludzi. Nikt nie chce juniorów, nikt nie chce brać studentów.
      ,,Bierzemy teraz ludzi z .. 10 lat doświadczenia KOMERCYJNEGO, przykro mi" - tak mi powiedział ostatnio facet z małej firmy IT, KTÓRA JESZCZE Z 2 LATA TEMU CHCIAŁA MNIE PRZYJĄĆ (bo sobie studia wymyśliłem, bo chciałem dzienne skończyć). LOL.
      Już teraz jestem ,,zastąpiony" przez następne pokolenie - bo nie poszli oni na studia (5 lat młodsi) i już mają doświadczenie i nie są już juniorami!
       
      Dzwoniłem do ponad 25 firm, żadna nie była zainteresowana przyjęciem juniora NAWET na praktyki.
       
      I na co mi te tytuły, papiery? Jak nie chcą zatrudnić ANI na bezpłatne praktyki?
      Kończę studia za rok 2 stopień, i co? I skończę jak humanista bez pracy.
      Studia w tym kraju to nieporozumienie, teraz nikt ich nie wymaga, bo liczą się tylko umiejętności, a nie papier.
      Ja się uczyłem, projekty na zaliczenie zrobiłem i co? Zero portfolio zero niczego, co pracodawca by chciał - bo to już nie wystarcza.
       
      No i widzisz jak się u mnie sytuacja zmieniła: jestem zmuszony do zmiany profesji: z informatyka/grafika/programisty/sieciowca na co?
      Pojęcia nie mam.
      A mechanizacja, skrypty, automatyzacja spowodują, że będzie coraz mniej pracy.
       
      Przepraszam że tak wybuchnąłem, ale mnie wkurw wziął.
      Najpierw gadają ,,znafcy" ze IT to przyszłość - tylko mi nikt nie powiedział, że seniorzy, albo uber ,,kujony" z tego skorzystają.
      I co mam zrobić? Jak się uczyć języków programowania gdy ma się pracę dyplomową, zajęcia i inne projekty (które nie są łatwe....) na głowie.
      Jak zrobić portfolio, by pracodawcy byli zadowoleni?
       
      Jednak niezależnie co się chce w IT robić, nie ucieknę od programowania, nie jara mnie to, ale widzę że w innych gałęziach IT też jest wybuch wymagań.
      No i mam problem, bo się uczyłem w systemie ,,wszystkiego po trochu" i teraz no cóź, albo ciężka praca, albo zmiana na całkowicie na inny kierunek.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.