Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
catwoman

Wychowanie córek...

48 postów w tym temacie

Mili Panowie ;) Powracam z tematem, w którym chyba gównoburzy nie będzie. Chyba ;)

 

Mianowicie ciekawi mnie jak Waszym zdaniem należy wychowywać dziewczynki. Oczywiście na temat tego jak to robić wiele zostało napisane, ale ciekawa jestem jakie macie spostrzeżenia w kontekście prawd życiowych płynących z tekstów Marka ;)  Wiadomo, natura naturą, ale wzorce i postawy wyniesione z domu wpływ na człowieka mają i to całkiem spory. O ile o wychowanie chłopców nie muszę pytać, to ciekawi mnie jak widzicie wychowanie córki. Nie wiem czy są na forum jacyś ojcowie córek, ale na ich opiniach zależy mi najbardziej, gdyż w stosunku do swojego dziecka trudno nie mieć stosunku emocjonalnego, więc na jakimś polu się chyba zrozumiemy ;) Wiadomo, wszystkie kobiety to czyjeś córki, domyślam się, że większość z Was najchętniej widziałby kobietę służącą mężczyźnie, jednak kiedy pomyślicie tak o własnej córce to... no właśnie, co?

 

Pozwolę się podzielić swoimi spotrzeżeniami na ten temat. Zacznę od banału - moim zdaniem dziewczynka powinna wiedzieć, że uroda przemija. Tak jak sobie policzymy, to kobieta może być piękna w wieku powiedzmy 15-35 lat, czyli przez 20 lat, czyli dajmy na to 25% całej długości życia. Po 35 roku życia może już być tylko w najlepszym wypadku "ładna, jak na swój wiek" ;) Należałoby więc "inwestować" w wykształcenie, wiedzę, zainteresowania, ale z drugiej strony - zbyt wykształcona to też niedobrze, im lepsze wykształcenie tym więcej "singielek" a i baby takie czasami są nie do zniesienia. 

Stosunek matki do ojca to moim zdaniem filar wychowania. Mam koleżankę która ma 9-letnią córkę. Jej mąż (ojciec małej) to prosty chłopak po podstawówce, pracownik fizyczny. Umysł niezbyt lotny, czasami nie ogarnia zadań domowych córki (o ile się nie mylę, 3 klasa podstawówki), koleżanka ma skończone studia, co prawda żadna rewelacja, ale jednak zasób słownictwa, wiedza itp. na innym poziomie niż on. Myślę, że domyślacie się jak męża szanuje małżonka. Niestety córka kopiuje zachowania matki i chłop jest poniżany w domu, na co nie zasłużył. Do pewnego momentu tylko słuchałam narzekań koleżanki na męża, nie chciałam drążyć tematu, bo trudno dyskutować jak mi np. mówiła, że jej małżonek nie ma w zwyczaju brać codziennie prysznica (przypominam: pracownik fizyczny), a jak wiadomo, kobieta wybaczy, że jesteś gruby, ale że śmierdzisz - już nie. Nie mniej od jakiegoś czasu zaczęłam stawać w obronie jej małżonka, mówiąc, że nie powinna tak wypowiadać się przy córce, bo to w końcu druga najbliższa córce osoba, a młoda w przyszłości to "kastrowanie" faceta będzie powielać itp. Także stosunek rodziców wobec siebie na pewno jest kluczowy, opisany przypadek jest skrajny, ale niestety - zdarza się i tak. Mój mąż na szczęście jest mądrzejszy ode mnie, więc akurat pod tym względem nie boję się, że pójdę w takie klimaty ;)  

 

Jak mi coś jeszcze przyjdzie na myśl, to dopiszę, pierwszy post nie może być za długi, bo nikt nie przeczyta, nie odpowie i gdzie wtedy moja atencja??? :< ;) 

 

Pozdrawiam ;)

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Moim skromnym zdaniem wychowywać córki należy na dobre matki dzieci ich ojca. Jak to zrobić? Poprzez okazywanie szacunku wobec męża, czyli ojca córek oraz wobec najbliższych rodziny. Uczyć asertywności, odpowiedzialności, konsekwencji. Niemal jak chłopców. Pokazywać wartości a nie konsumpcję i hedonizm.

Wykształcenie to rzecz nabyta, a szacunek to wychowanie. Inną kwestią jest jak zachowuje się mężczyzna wobec żony, która go szanuje - docenia czy nie? Jeśli tak, to sukces wychowawczy niemal gwarantowany.

 

6 minut temu, catwoman napisał:

Wiadomo, wszystkie kobiety to czyjeś córki, domyślam się, że większość z Was najchętniej widziałby kobietę służącą mężczyźnie, jednak kiedy pomyślicie tak o własnej córce to... no właśnie, co?

 

Traktuję jako żart z tym służeniem... to jest prosty podział obowiązków według predyspozycji. Mam w rodzinie kobietę która zarabia a mężczyzna zajmuje się domem i dziećmi. Są szczęśliwi.

Ale to rzadkość - to głównie mężczyźni zarabiają i utrzymują. Rozejrzyj się w około - ile samic dorobiło się samodzielnie... vs ilość takich samców.

 

 

A ta kobieta tego pracownika fizycznego kiedy ostatni raz wzięła go pod prysznic i wyszorowała gąbeczką z mydełkiem?

3 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
10 minut temu, catwoman napisał:

Domyślam się, że większość z Was najchętniej widziałby kobietę służącą mężczyźnie, jednak kiedy pomyślicie tak o własnej córce to... no właśnie, co?

Przeczytałaś cokolwiek Mistrza? Chyba nie i nic nie rozumiesz. 

 

Co do reszty, nie wypowiadam się. Zachęcam do głębszej lektury forum, artykułów, książek. 

 

Szkoda czasu. My napiszemy, ty i tak po swojemu. Zaraz pewnie dojdą niesamowite fakty, ale to może tylko ja, bo jestem zgorzkniały :) Obiecałem też, że nie wypowiem się poważnie w tematach kobiet, a słowa dotrzymuję. 

 

:lol:

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
25 minut temu, catwoman napisał:

Jej mąż (ojciec małej) to prosty chłopak po podstawówce, pracownik fizyczny. Umysł niezbyt lotny, czasami nie ogarnia zadań domowych córki (o ile się nie mylę, 3 klasa podstawówki), koleżanka ma skończone studia,

 

O masakra, dlaczego ona go chciała przy takiej dysproporcji wykształcenia ?

Myślałem że takie cuda się nie zdarzają!

 

Edytowane przez Brat Jan

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, XYZ napisał:

 

Traktuję jako żart z tym służeniem... to jest prosty podział obowiązków według predyspozycji. Mam w rodzinie kobietę która zarabia a mężczyzna zajmuje się domem i dziećmi. Są szczęśliwi.

Ale to rzadkość - to głównie mężczyźni zarabiają i utrzymują. Rozejrzyj się w około - ile samic dorobiło się samodzielnie... vs ilość takich samców.

 

 

A ta kobieta tego pracownika fizycznego kiedy ostatni raz wzięła go pod prysznic i wyszorowała gąbeczką z mydełkiem?

 

Z tym służeniem to oczywiście żart (moje przejaskrawienia nie znajdują tu zrozumienia, pora zaniechać :P ), chociaż wczoraj czytałam temat Red'a o dobrych związkach i tam niemal za wzór był stawiany związek, gdzie kobieta  "nigdy nie kładzie się spać przed mężem , dosłownie nigdy, jak pracuje w domu do późna podaje kawę, herbatę, ciasto , kanapkę, wymasuje plecy" - to jednak trochę służenie, oczywiście w pozytywnym znaczeniu, ale jednak ;) 

 

A co do koleżanki, to pod jednym prysznicem nie byli już od daaaawna, seks raz na rok, dwa... z tego co wiem rozmawiała z nim o rozwodzie, ale on nie chce... 

 

mac, :*

 

Brat Jan, kiedy brali ślub ona kończyła szkołę średnią. Powodem ślubu było dziecko w drodze...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@mac jak ową niewiastę czytam to bym bardziej utwierdzam się w tym, że ona czyta ale bez zrozumienia i widzi tylko to co ona chce zobaczyć. Ją tak naprawdę nie interesuje to, co Marek albo ktokolwiek inny ma faktycznie do przekazania, bo ona 'domyśla się' i wie lepiej. Plus celowe stosowanie przejaskrawień = manipulacja w celu uzyskania pożądanego efektu oraz wywołania szumu i zyskania atencji. Kolejny temat w którym @catwoman robi dokładnie to samo co w poprzednim i nie wyciąga wniosków z sugestii Braci. Wobec tego jest to ostatni post w jej kierunku i nie mam zamiaru dalej z nią dyskutować, bo po prostu nie warto. Tyle ode mnie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Widzę, że jak ktoś ma odpowiednie intencje, to zawsze znajdzie coś do czego może się przyczepić. Krzyż na drogę. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
20 minut temu, catwoman napisał:

Widzę, że jak ktoś ma odpowiednie intencje, to zawsze znajdzie coś do czego może się przyczepić. Krzyż na drogę. 

 

Tutaj większość bywalców jest najmądrzejsza i nie omieszkają tego udowadniać na każdym kroku.

Nie krzyżuj na drogę tylko bierz poprawkę - z każdej dyskusji da się odcedzić kilka postów coś wnoszących do tematu.

 

Jeśli chodzi o wychowanie córek - jeśli kiedykolwiek mnie los pokara dziećmi - będę się starał wychowywać na kogoś z wysoką samooceną, z miłością do wiedzy, zdrowego rozsądku i życiu zgodnym ze swoimi predyspozycjami, starając się odcinać medialną papkę. Szczególnie rak umysłowy, jakim jest współczesny feminizm i inne lewackie choroby będę eliminował ze szczególną troską.

 

[edit]

XYZ mądrze napisał - o szacunku do ew. partnerów. Wśród dzisiejszych heheszków z białych samców hetero szeroko lejących się w filmach, książkach i innych rediotelewizjach to będzie naprawdę wyzwaniem nauczyć młodą kobietę współpracy i szacunku zamiast zlewki, bo i tak horda Januszy podrywu będzie za nią latać.

Edytowane przez Grzech
3 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, catwoman napisał:

Mili Panowie ;) Powracam z tematem, w którym chyba gównoburzy nie będzie. Chyba ;)

 

Mianowicie ciekawi mnie jak Waszym zdaniem należy wychowywać dziewczynki.  Należałoby więc "inwestować" w wykształcenie, wiedzę, zainteresowania, ale z drugiej strony - zbyt wykształcona to też niedobrze, im lepsze wykształcenie tym więcej "singielek" a i baby takie czasami są nie do zniesienia. 

 

Bo wykształcenie dla kobiet to tylko KOLEJNY aspekt, w ktorym próbują pokazać swoją wyższość nad innymi, żeby taki "prostak" nie mógł zarzucić im że są głupie w dyskusji "bo one mają papierek" i dlatego mają rację ;) Kobiety należy wychowywać tak, by wyższości nie pokazywały, bo same sobie i innym w ten sposób szkodą.  Kobietom traktując tylko siebie jako wyjątkowe, a mężczyznom próbując lub sprowadzając nas do parteru. W takim układzie nikt nie jest szczęśliwy.

 

Cytat

Stosunek matki do ojca to moim zdaniem filar wychowania. Mam koleżankę która ma 9-letnią córkę. Jej mąż (ojciec małej) to prosty chłopak po podstawówce, pracownik fizyczny. Umysł niezbyt lotny, czasami nie ogarnia zadań domowych córki (o ile się nie mylę, 3 klasa podstawówki), koleżanka ma skończone studia, co prawda żadna rewelacja, ale jednak zasób słownictwa, wiedza itp. na innym poziomie niż on. Myślę, że domyślacie się jak męża szanuje małżonka. Niestety córka kopiuje zachowania matki i chłop jest poniżany w domu, na co nie zasłużył. Do pewnego momentu tylko słuchałam narzekań koleżanki na męża, nie chciałam drążyć tematu, bo trudno dyskutować jak mi np. mówiła, że jej małżonek nie ma w zwyczaju brać codziennie prysznica (przypominam: pracownik fizyczny), a jak wiadomo, kobieta wybaczy, że jesteś gruby, ale że śmierdzisz - już nie. Nie mniej od jakiegoś czasu zaczęłam stawać w obronie jej małżonka, mówiąc, że nie powinna tak wypowiadać się przy córce, bo to w końcu druga najbliższa córce osoba, a młoda w przyszłości to "kastrowanie" faceta będzie powielać itp. Także stosunek rodziców wobec siebie na pewno jest kluczowy, opisany przypadek jest skrajny, ale niestety - zdarza się i tak.

 

 

Większość mężczyzn jest teraz poniżana, subtelnie (manipulacjami, wmawianiem poczucia winy, wzbudzaniem zazdrości, zaniżaniem samooceny) lub bezpośrednio (i tu rzeczywiście tylko idiota wiąże się z taką która nawet nie ukrywa że nim gardzi). Kobiety szanujące innych i nie traktujące przedmiotowo (użytkowo), czy powierzchownie innych, to bardzo mały zakres kobiet dzisiaj. Próbowałem ci nawet to udowodnić na przykładzie stosunku do twojego ojca, mimo tego że udowodnił czynami że jest mądrzejszy, bardziej obrotny, to i tak go z matką nie szanowałyście.

 

Cytat

Mój mąż na szczęście jest mądrzejszy ode mnie, więc akurat pod tym względem nie boję się, że pójdę w takie klimaty ;)  

 

I to jedyne co cie broni, a nie wychowanie. Tak powinno być zawsze, bez bezpodstawnego wywyższania się. To że mężczyzna jest prosty, czy używa mniej wyrafinowanych słów nie oznacza że kobieta jest mądrzejsza. Problem polega na tym, że kobietom bardzo trudno wychodzi ocenianie obiektywne czegokolwiek na podstawie logiki, więc wysnuwają bardzo płytkie wnioski jak to, że ktoś np ma wyzsze wyksztalcenie ot jest mądrzejszy, albo ktoś zarabia więcej to mądrzejszy, albo zagada kogoś na śmierć to mądrzejszy (w tym same przodują), albo zaradniejszy to mądrzejszy (ale daje korzyści wiązanie się z takim).

 

Ale to dla kobiet nadal oznacza że MOŻE być madrzejszy, jak pasuje kobiecie tak uznać. Jak nie uzna, to powie "zarobki, wykszałcenie i mowa o niczym nie świadczą"... ale u mężczyzny. U kobiety zawsze.

 

 

Cytat

Jak mi coś jeszcze przyjdzie na myśl, to dopiszę, pierwszy post nie może być za długi, bo nikt nie przeczyta, nie odpowie i gdzie wtedy moja atencja??? :< ;) 

 

Troche ci te żarty nie wychodzą z własnych ułomności.

44 minuty temu, catwoman napisał:

 

Z tym służeniem to oczywiście żart (moje przejaskrawienia nie znajdują tu zrozumienia, pora zaniechać :P ), chociaż wczoraj czytałam temat Red'a o dobrych związkach i tam niemal za wzór był stawiany związek, gdzie kobieta  "nigdy nie kładzie się spać przed mężem , dosłownie nigdy, jak pracuje w domu do późna podaje kawę, herbatę, ciasto , kanapkę, wymasuje plecy" - to jednak trochę służenie, oczywiście w pozytywnym znaczeniu, ale jednak ;)

 

To żaden żart, bo nikogo miał nie rozbawić, tylko trochę jadu wylałaś (bo zawsze was bolało, że jesteście pokrzywdzone przez mężczyzn, uznawane za głupsze nadające się tylko do prostych czynności i za przeciwność służenia uznajecie teraz "niezależność") i jeszcze nie umiesz się do tego przyznać (tak tak, wiem lepiej, a ty nie masz poczucia winy w sobie). Temat jest bardzo dobry, bo kobieta która zna swoją rolę (kobiecość to uległość, bierność, mniejszy intelelekt i siła - fakty) szanuje mężczyznę w każdej sytuacji. Jeśli mężczyzna dominuje, a kobieta jest pokorna to oboje są szczęśliwi. W każdym przypadku gdzie kobieta próbuje udowodnić, że jest mądrzejsza robi to nieczystymi zagrywkami, prowokacjami co pokazuje jedynie że ma kompleksy na swoim punkcie i nie potrafi przyjąć realiów do swojej "skomplikowanej" główki ;) Par szczęśliwych i zakochanych w których to kobieta dominuje jest tak mało, że nawet o tym się nie wspomina, a więc naturalną rolą jest bycie "służącą", a raczej osobą zależną i nie próbującą wcinać się w tematy na które nie ma pojęcia (sądzić, że ma to sobie może, ale wychowac należy tak, by była obiektywna).

 

Ode mnie.

Dziewczynki trzeba uczyć szacunku do innych, pokory, braku wywyższania się nad innymi, odpowiedzialności, obowiązkowości, nieocenianiu innych po wrażeniu czy pozorach. Jednym słowem złamaniu uczuciowej (dziecinnej i nielogicznej) natury.

 

Nie wychwalać za nic, za to że jest kobietą i może wszystko, tylko za czyny i muszą być te czyny udowodnione. Najważniejsze, żeby w każdej sytuacji gdzie czują się pokrzywdzone myślały, czy nie jest to ich winą, a nie obwiniały innych o swoje złe samopoczucie.

 

Nic się im nie należy, dlatego że są kobietami, nie są lepsze, należy krytykować, a nie tylko wychwalać i tą krytykę muszą przyjmować. Zero rozpieszczania, wyręczania.

 

Czy zrozumiesz... raczej nie, patrząc jak zrozumiałaś argumentowanie w poprzednim temacie w którym i tak wiedziałaś swoje "nie da się pracy kobiety w domu obliczyć". Wszystko się da, wszystko, tylko nalezy słuchać mądrzejszych i nie buntować się słuchanie prawdy, która nie zgadza się z widzimisiem kobiety ;)

 

Edytowane przez M.Dabrowski

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
17 minut temu, M.Dabrowski napisał:

To że mężczyzna jest prosty, czy używa mniej wyrafinowanych słów nie oznacza że kobieta jest mądrzejsza.

 

 

Oczywiście, ale samo posiadanie penisa nie czyni go mądrzejszym, a niektórym chyba tak się wydaje.

 

Resztę wywodu przyjmuję na klatę, do przemyślenia.

 

Cytat

Troche ci te żarty nie wychodzą z własnych ułomności.

 

To nie był żart, tylko szczerość :>

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
27 minut temu, catwoman napisał:

 

Oczywiście, ale samo posiadanie penisa nie czyni go mądrzejszym, a niektórym chyba tak się wydaje.

 

Mimo próby przyjęcia na klatę i tak gdzieś musiałaś pokazać, że gdzieś tam ktoś tam i do tego "chyba" uważa że jest mądrzejszy bo ma penisa. Ilość domysłów, subiektywnej opinii i odczuć kobiety w tym zdaniu przekracza normę ;) Obraza tak jakbyś została obrażana i uciemiężana przez kogoś. 

 

Na temat takich przypadków się nie rozmawia, bo albo fakty na stół albo pieprzenie.

 

Ah tak to było o mnie, czego się spodziewać ;)

Cytat

bo kobiecość to mniejszy intelekt

 

Udowodnione na przeciętnej skali i też rozmów korwina z poprzedniego tematu, że kobiety szukają inteligentniejszych i we wszystkim lepszych. Jak wspomniałem dopóki kobieta się wywyższa w jakimkolwiek aspekcie nad mężczyzną, to nie będzie szanowała, a jak nie szanuje to i nie kocha, a jak nie kocha to i szczęśliwa nie jest. Dopóki kobieta wie, że przeciętnie jest mniej inteligentna, słabsza, niższa i akceptuje to, zamiast strzelać fochy i próbowac udowadniać, że jest inaczej (rywalizacja z mężczyzną) to jest balans.

 

7 minut temu, catwoman napisał:

Nie bój, nie chodziło mi o Ciebie ;) Po prostu mam wrażenie, że prawie każdy facet uważa się za mądrzejszego od prawie każdej kobiety. Uważam, że tak nie jest, choć mężczyźni NA OGÓŁ są od kobiet mądrzejsi. End of story ;) 

 

 

To jest nadal tylko twoje wrażenie jakichś tam mężczyzn. Niestety brak logiki, zaufania do kobiet czy szukania kogoś lepszego od niej samej prowadzi właśnie od takich wniosków i jeśli działa tak 80% kobiet to nadal twierdzenie że mężczyźni są mądrzejsi będzie prawdą. Ale to też założenie w którym kobieta próbuje pokazać że tkwi w tych pozostałych 20% i to ona jest ta mądrzejsza, czy wyjątkowa... taki to problem, że to kolejna z okazji do szukania do wywyższania się nad innymi. I taką cechę u kobiet w wychowaniu trzeba stępić, ale tylko dla uzyskania jej i szczęścia jej otoczenia w tym mężczyzny którego będzie szanowała czując się mniej wartościową także na polu intelektu (choć trzeba pamiętać że będzie i tak jej trudniej w środowisku tych "kobiecych" koleżanek, które będa próbowały ją przywrócić na złą drogę).

Edytowane przez M.Dabrowski

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Nie bój, nie chodziło mi o Ciebie ;) Po prostu mam wrażenie, że prawie każdy facet uważa się za mądrzejszego od prawie każdej kobiety. Uważam, że tak nie jest, choć mężczyźni NA OGÓŁ są od kobiet mądrzejsi. End of story ;) 

 

Cytat

Udowodnione na przeciętnej skali i też rozmów korwina z poprzedniego tematu, że kobiety szukają inteligentniejszych i we wszystkim lepszych. Jak wspomniałem dopóki kobieta się wywyższa w jakimkolwiek aspekcie nad mężczyzną, to nie będzie szanowała, a jak nie szanuje to i nie kocha, a jak nie kocha to i szczęśliwa nie jest. Dopóki kobieta wie, że przeciętnie jest mniej inteligentna, słabsza, niższa i akceptuje to, zamiast strzelać fochy i próbowac udowadniać, że jest inaczej (rywalizacja z mężczyzną) to jest balans.

 

O tym pisałam wyżej. Ja na tyle mądra byłam by wyjść za mądrzejszego od siebie, co jest równe temu, że go szanuję. Z resztą się zgadzam, więc nie ma co dyskutować.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Grzech napisał:

 

Tutaj większość bywalców jest najmądrzejsza i nie omieszkają tego udowadniać na każdym kroku.

 

Zabawna wypowiedź. Jesteś mężczyzną, a jednak ironizujesz wartość wypowiedzi innych braci, do tego w kobiecym temacie, aby się Pani przypodobać. 

 

Szybko wydajesz oceny. Przykre, że mężczyźni nie trzymają wspólnego frontu. To duża wada. 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
31 minut temu, mac napisał:

Szybko wydajesz oceny. Przykre, że mężczyźni nie trzymają wspólnego frontu. To duża wada. 
 

 

Szybkie wydawanie ocen bez dowodów jest głupim zachowaniem, więc takiego zdania nawet się nie bierze pod uwagę ;) Nie wnosiłbym o argument solidarności kutasów, bo to wpływałoby rzeczywiście na to, że "z zasady" musimy trzymać się razem, niezależnie od tego czy jednak kobieta wytoczy dobre argumenty. Na to się czeka.

 

Rozmawiam ostatnio sporo z kobietami na portalach randkowych i teraz miałem rozmowę, więc dopiszę jak to wygląda w uzasadnieniu do zachowań, które uważam u kobiet należy zmienić w wychowywaniu aby razem żyło się lepiej (pewnie i tak mądrzejsi ode mnie wczesniej na to wpadli i jakoś nie udało im się tego zmienić).

 

Dziewczynki trzeba głównie uczyć mieć pretensji o swoje życie czy odczucia do siebie, a nie do innych. Nie w formie "bo ja taka dobra jestem i nikt nie docenia, więc jestem głupia" (to nie pretensja do siebie, tylko nadal próba wywyższenia się). Zapatrzenie w siebie kreuje egoizm, a tych postaw kobiety należy oduczyć, ponieważ egoistka zawsze robi siebie za centrum świata, oczko w głowie świata, ale z jakiej racji - nikt nie wie. Dlatego tylu mężczyn staje się ulęgałkami, którzy nie są szanowani bo nie mają wyjścia, kiedy to każda stosuje większość roszczeń tylko do innych.

 

Przyklady interakcji z kobieta jak wygląda ich maskowanie głupoty, oraz obrażanie się o prawdę, czy próby poniżenia mężczyzny (te subtelne i niebezpośrednie)

 

1. Pyta mnie o radę co do jej związku, ale gdy mówie że to ona nie szanuje swojego męża swoją roszczeniowością i fochami, to obraża się na mnie "bo wiem lepiej jak ona

sie zachowuje". No kurwa! Dopiero co powiedziałaś mi jak się zachowujesz... ale nie rozumie. Mądrość?


2. Nie dotrzymała obietnicy, powiedziałem że nie lubię tego w stosunku do mnie i... zamiast przyjąć na klatę, to próbuje obracać w żart (ze mnie) "a co ty taki sztywny

jeteś". Nie sztywny, tylko zasady trzeba mieć w życiu i się szanować, a nie tylko o tym gadać. I jak obietnicy nie dotrzymywała tak nie dotrzymywuje, bo... bo nie ma

interesu w tym. Jak ma korzyść, to wtedy obietnice dotrzyma, bo wie że nie dotrzymanie skutkuje karą, a jeśli jestem tylko kolegą którego łatwo zastąpić, to będzie

próbowała znowu wywyższyc się. Ja sztywny, a ona luzacka i nie ma co się przejmowac. To tylko niedotrzymanie słowa. Co to jest? Można zmieniać zdanie jak się zachce i

się jakoś głupio wytłumaczyć (a najlepiej winą mężczyzny). Do tego jak przestałem się odzywać, to zamiast wiedzieć co źle zrobiła, to jeszcze miała pretensje że się

nie odzywam. Jak pretensje i zarzuty, to do innych, a nie siebie. Pani księżniczka. Tępimy i do związków takich nie bierzemy, bo to nie będzie żaden związek i żadne

partnerstwo, tylko uznanie wyższości kobiety "bo tak". Zapierdalaj na mnie, bo tak, mam rację, bo tak, bo tak czuje, mam byc w centrum uwagi, bo tak, moje potrzeby są ważne, a twoje mniej, bo tak (ale nie przyzna tego słownie). Wszystko jest na zadadzie wyższości kobiety, bo tak. To głowna cecha którą należy u kobiet wyplenić. Uczyć pokory i odpowialności, obowiązku!

 


3. Poprosiłem kobietę o odpowiedź na pytanie. Obiecała, że zrobi to nazajutrz rano.
Nie zrobiła tego. Nie miałem pretensji, siedzę cicho, ale ona odzywa się po 2 dniach i mówi "odpiszę kiedy indziej". Szacunek do innych? Nie nauczona (pewnie korzyści

za mało). Do tego każe mi bezpośrednio wysłać jej zdjęcie, którego nawet nie obiecałem. Wyślij, jak do psa. A gdzie PROSZĘ? Do niej trzeba prosić, ona komuś innemu

nakazuje i nie ma problemu.

 

4. Tak kobieta próbuje poniżyć mężczyznę, co się jej nie udaje (lata praktyki) i nie przyznaje do winy - przykład sprzed paru minut

 

W.

Co dalej? Będziemy codziennie uprawiac seks, by miłości się nie "wypaliła" ;)
14:02
No I Co Dalej

Nie lubię seksu
14:03
W.

na co jesteś chora?
14:03
No I Co Dalej

Nie jestem chora
14:04
W.

zdrowy człowiek lubi seks, bo to podstawowy mechanizm biologiczny odpowiedzialny za prokreacje
14:04

zeby swiat przetrwał seks musiał sprawiac przyjemnosc i miec emocjonalne umotywowanie go (przyjemność)
14:05
No I Co Dalej

Ale nie samym seksem czlowiek zyje (zamiast się przyznać do błędu, kłamstwa, przyznać rację, to okręca kota ogonem i zmienia kontekst tematu)
14:05
W.

nie rozmawiamy o tym, rozmawiamy o tym że nie lubienie seksu jest chorobą
14:06
No I Co Dalej

Jesli ktoś pisze mi o seksie to przestaje go lubiec (uzasadniła sobie swoje kłamstwo moją winą)
14:06
W.

oczekuje mówienia prawdy i poważnego podejścia do tematów, a nie robienia z gęby cholewy i zmian zdania tylko z powodu humorków
14:07
No I Co Dalej

Co bys pomyslal o kobiecie ktora w pierwszej wiadomosci pisze o uprawianiu seksu? (kolejna próba uzasadnienia swojego kłamstwa, ale upewniając się u rozmówcy że

postąpiłby tak samo)
14:08
W.

odpowiedziałbym na jej pytanie, jeśli by je zadała - szczerze, czego sama nie zrobiłaś w stosunku do mnie
14:08

No I Co Dalej

Nie przesadzaj (nie wyszło to uzasadnienie, więc znowu kobieta uważa, że moja wina - jestem przesadzający, zapewne się obraziłem i jestem dzieciak, bo nie toleruję

kłamstw i manipulacji, a ona jak to kobieta - wywyższona bezpodstawnie)
14:08
W.

i jeszcze próbujesz ze mnie robić tego który przesadza choć to ty nie potraktowałaś mnie powaznie w rozmowie i okłamałaś na wstępie.


No I Co Dalej

nie rozumiesz widze (dalej próba wmówienia mi głupoty, winy)
14:11
(i tu koncze rozmowy z takimi, bo wiem że w związku też by próbowały złego ze mnie robić w przypadku kiedy same się źle wobec mnie zachowają)


Czyli w zależności od korzyści kobieta powie prawdę, lub nie. Lubi coś, lub nie lubi. Fakt jest faktem, zeznanie zeznaniem, lub jest żarcikiem sytuacyjnym.

 

c.d.

"rozmowa" potoczyła się dalej


 No I Co Dalej

Ale skad pewnosc,ze klamie?
14:20

W.
jak to dlaczego, napisałaś i przyznałaś SAMA że przestajesz lubić seks tylko wtedy jak ktoś napisze o nim, a nie że nie lubisz i jeszcze nie potrafisz przyznać, że nie

lubienie seksu to choroba
14:21

 No I Co Dalej

Czyli momentami bywam chora
14:24
W.

momentami to nie masz nastroju na seks jak np ktos powie coś czego nie chciałaś usłyszeć (i tak to jest znać kobiecą naturę lepiej niż ona sama siebie)

 

Czy kobieta potrafi przyznawać rację mężczyźnie, nawet jak wytoczy argumenty i przyznanie racji nie przynosi jej korzyści? Gdzie odpowiedzialność za swoje słowa,

szczerość której wymaga, gdzie szacunek do rozmówcy, gdzie logika, kiedy co sekundę sama sobie przeczy, gdzie ta mądrość? Oczywiście to niczego nie dowodzi, bo można łatwo powiedzieć że

to tylko "indywidualne jednostki" kobiet i źle dobieram rozmówczynie. Na takie trafiałeś, złe i głupie kobiety, ja jestem inna niż wszystkie ;) (i znowu sie wywyższa słowami, a czynów nie okazała...).

 

I jak tu szczerze rozmawiać z taką kobietą? Latami się uczy, że nie ma szczerych rozmów, jest tylko "bajera" i tylko to przynosi dobrą interakcje z kobietą, a na końcu seks. Dlatego czy wychowanie coś może zmienić w cechach kobiety i jej "uczuciowym" podejściu, jako wiecznie świętej, wywyższonej, pokrzywdzonej i oczekującej że się należy?

 

Dobrze wiem, że ta kobieta uważa mnie teraz za gnoja, choć nie zrobiłem nic złego (a ona tak - i uważa się za niewinną) i dlatego zawsze powtarzam, by nie słuchać kobiecych historyjek na temat

jakie to są pokrzywdzone, uznawane za głupsze i jacy mężczyźni źli, bo prawdy w tym za grosz tylko wywyższanie się kobiety pt "ja byłam taka dobra, miałam dobre

intencje, a ten gnojek..." - powiedział prawdę. Od kobiet trzeba dużo wyciągać i drążyć, zanim ocenę się właściwą podejmie, a i tak nie można mieć pewności czy jest to prawda.

 

To są głównie fakty, a tych kobiety nie przyjmują, bo prawda boli i łatwiej okręcić kota ogonem, SKŁAMAĆ, mając pretensje do innych za własne błędy. Takie sytuacje są

notoryczne, a nie szczątkowe i dlatego też wiele z nas rzeczywiście uważa, że kobiety są głupsze, ale ja do wydania wyroku zawsze czekam do rozmowy z taką kobietą (ocena jest indywidualna i w głównej mierze zależy od reakcji na złe słowo, w których odnosi straty). W

99% przypadków załozenie sie potwierdza i raczej każdemu mężczyźnie w życiu, który używa mózgu i nie jest zaślepiony cipą.

 

To jest coś co bym w kobietach zmienił, ale nie mam żadnych dowodów, że da się wychowaniem u kobiet wyplenić takie manipulacje (i pewnie testy, próżność, zapatrzenie w siebie,egoizm), ale nie chce płodzić córki tylko po to by sobie egoistycznie wybadać czy to działa (choć nauka wymaga poświęceń?).

Edytowane przez M.Dabrowski

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, mac napisał:

Zabawna wypowiedź. Jesteś mężczyzną, a jednak ironizujesz wartość wypowiedzi innych braci, do tego w kobiecym temacie, aby się Pani przypodobać. 

 

Szybko wydajesz oceny. Przykre, że mężczyźni nie trzymają wspólnego frontu. To duża wada. 

 

Przypodobuje się sobie i to mi wystarczy.

Mam w nosie takich mądrali jak Ty rozkładających każdą wypowiedź na czynniki pierwsze, by pasowała do ich teorii a nie mających zamiaru wnieść czegokolwiek merytorycznego do wątku.

Jest tego tutaj aż za dużo - mało chęci pomocy komukolwiek, wiele chęci postroszenia piórek i poklepania kolegów po plecach, bo mamy takie same poglądy. Widziałem to w tylu wątkach, że na ocenę wystarczy aż nadto. Ale oczywiście wiesz lepiej, jak szybko to robię, bo jesteś mądrzejszy i fajniejszy i pewnie siedzisz tu dłużej. Front trzymam tylko z prawdą. Jak Ci nie po drodze to nie mój problem.

2 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Panie, Panowie, żarty na bok.

Sam na razie nie mam córki, zresztą syna również nie. Ale niezbadane są wyroki boskie :) Różnie bywa, sami wiecie. Za pierwszym razem wcale nie musi trafić się młody Spartanin.

To w takim razie jak wychować te małe bestie na "w miarę" porządne kobiety? Są tu na forum na pewno Samce, które pewnie są i ciekawe zagadnienia tak jak i ja, ale i tacy którzy na co dzień obcują z narybkiem i mogliby podzielić się swoją wiedzą. Pytanie podstawowe, da się w ogóle dobrze wychować? :D

 

@XYZ dzięki za info.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

To może Ja banalnie odpowiem:

@catwoman córki należy wychować Dobrze.

 

I jeszcze rada jak masz odrobinę szacunku do siebie;

Zerwij kontakty ze swoją "koleżanką" ponieważ to bezwzględna suka jest.

Wzięła sobie faceta "niezbyt lotnego" aby łatwiej było nim manipulować - kwintesencja samic.

Pewnie sie chłop zaorał dla niej i na jej zachcianki i ora dalej  - bo niezbyt lotny jest.

Znam takie małżeństwa, gdzie wyrachowana samica celowo wybierała sobie "głupka"..... do orki na nią.

End of story.

SH.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, SledgeHammer napisał:

To może Ja banalnie odpowiem:

@catwoman córki należy wychować Dobrze.

 

I jeszcze rada jak masz odrobinę szacunku do siebie;

Zerwij kontakty ze swoją "koleżanką" ponieważ to bezwzględna suka jest.

Wzięła sobie faceta "niezbyt lotnego" aby łatwiej było nim manipulować - kwintesencja samic.

Pewnie sie chłop zaorał dla niej i na jej zachcianki i ora dalej  - bo niezbyt lotny jest.

Znam takie małżeństwa, gdzie wyrachowana samica celowo wybierała sobie "głupka"..... do orki na nią.

End of story.

SH.

 

 

Ja raczej nie palę na sobą mostów, z koleżanką mam kontakt kilka razy w roku. Wolę jej trochę natłuc do głowy (myślę, a może tylko się łudzę, że coś tam w niej zostaje z tego co jej mówię), choć nie ukrywam, że irytuje mnie jej jednostronne przedstawianie sytuacji... Tak czy inaczej nie ma we mnie potakiwacza. Za mąż wyszła z powodu ciąży, znałam ich jako parę od samego początku i kiedyś byli w sobie zakochani (jak to nastolatki). W wieku lat nastu to wydawała się świetna kandydatka na żonę - gdy ja umiałam co najwyżej ugotować makaron, ona potrafiła ugotować wszystko. Do tego lubiła porządek, prace w ogrodzie itp. Jak widać jednak, nie zawsze dobra gospodyni to dobra żona. Oczywiście, to nie jest tak, że jej mąż jest krystaliczny, ale z pewnością nie zasłużył na teksty jakie ona mu serwuje i ośmieszanie przed córką (nawet jeśli chłop nie zna kolejności wykonywania działań i robi rażące błędy ortograficzne).

Myślę, że to już nawet nie jest kwestia podejścia do męża, ale pewnych rzeczy nie powinno się po prostu robić drugiemu człowiekowi. 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

No to może ja w temacie.

Córka 19l. , do 16 "wychowywana" przez mamusie,/ od 9roku juz bez mojej obecnosci w domu/ pozniej z moja mama mieszkała ale to już niewiele zmieniło bo to też baba,teraz ze mna.

Ja pierdole..............katastrofa jesli chodzi o rozumowanie,podstawowe relacje ,szacunek do ludzi i własnych słow ,orka na ugorze.

Brak szacunku wyniosła z domu mamusi,  tam ojciec byl od wszystkiego ,dosłownie za co tylko chuje ciule i td. otrzymywał, corke rozpiescili do maksimum i teraz mam takiego potworka w domu.

Wojna na okraglo, zlewa wszystko co mowie, strzela fochami:lol: takie strzały z nikad z procy, w zamian dostaje bombardowanie, konsekwentnie karana za brak słownosci...itd, i najlepsze :

Zajebała szkole i myslala ze tatus bedzie ja utrzymywał i na wszystko dawał.....no kurwa:wacko:, a tu porażka..."Masz gdzie mieszkać, w lodowce zawsze coś jest, na wiecej nie licz, i do pracy"

No i zapierdala w Holandii przy pomidorach...., ale widze że coś zaczeło powoli "kiełkować" i docierać, troche żle sie z tym czuje ale wiem że nie moge inaczej,charakteru jej nie zmienie ale troche rozumu i pokory może nabierze, no i szkołe może skonczy gamoń.

 

Moja córka jest jednym z przykładów "eurosierot" i tego co wyrasta jesli nas nie ma na codzien,oraz wychodowania przez jebniete baby.

A w tym wieku wiele juz zrobić sie nie da, 

2 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@kryss No mogłoby się wydawać, że wychowanie przez same baby najgorzej wpływa na chłopca, ale jak widać - nie tylko. Z drugiej strony ciężko powiedzieć jak wyglądałoby wychowanie od początku przez samych mężczyzn - nie znam takiego przypadku. Inna sprawa, że jeśli facet chce mieć wyłączną opiekę nad dzieckiem to zazwyczaj jest to osoba na jakimś poziomie, świadoma. Kobiety sprawują wyłączną opiekę nad dzieckiem nawet wtedy, gdy nie mają o tym bladego pojęcia. 

 

Ja obiecałam coś dopisać od siebie, myślę, że zebrałam już nieco myśli ;) 

W innym wątku pisałam, że osobą, która miała na mnie duży wpływ był brat mojego ojca. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że na tym forum macie mnie (a przynajmniej część z Was) za zepsutą, niewdzięczną itp. ale pozwolę sobie napisać co na mnie - jako nastolatkę, potrafiło wpłynąć.

Brat mojego ojca jest osobą, przy której nie było najmniejszej nawet różnicy między tym co mówił, a tym co robił. Czyli bez klasycznych zachowań rodzicielskich (również męskich) typu "co wolno wojewodzie..." itp. Zawsze był zdyscyplinowany, nie szukał wymówek, dotrzymywał słowa. To jest osoba, która osobistym przykładem pokazywała mi "jak żyć". W zasadzie mogę powiedzieć, że on całe swoje życie niejako oparł na dekalogu (nie wiem czy świadomie), może za wyjątkiem przykazania trzeciego :P Z resztą w pedagogice najczęściej wskazuje się metodę modelowania (czyli osobistego przykładu) jako najskuteczniejszą. Widywaliśmy się kilka razy w miesiącu, dużo rozmawialiśmy, opowiadałam mu o rzeczach dla mnie istotnych, a on potrafił zawsze rzucić na to inne światło. Czasami się wkurzałam, bo ja przychodzę się wygadać jaki ktoś jest do dupy, a on zawsze stawał w obronie tej osoby i próbował ją tłumaczyć. Tak jest do dziś. Jednocześnie wiem, że "za moimi plecami" robi to samo - jeśli ktoś chciałby obgadywać mnie, to na pewno by mnie bronił. W najgorszym wypadku powiedział o kimś, że jest niedojrzały, albo dzieciak, ale żadnych tekstów typu "żałosny", "łajza", "pierdoła" itp. - nigdy. Ogólnie przez całe życie ani jednego przekleństwa nie słyszałam z jego ust. Zawsze wszystko potrafił wytłumaczyć, tak że mi brakło argumentów, ale nie po to żeby okazać swoją wyższość, tylko po to bym zrozumiała. Do tego zainteresował mnie muzyką, której po dzień dzisiejszy słucham, dzięki niemu czaję Monty Python'a (choć tutaj przyznam, że ojciec też z nami oglądał), mam pasje, dbał także o mój rozwój duchowy podsuwając mi De Mello (o czym pisałam w innym wątku). Był dla mnie dużym autorytetem, w burzliwym nastoletnim okresie, on był jedyną osobą, która miała na mnie wpływ. Zdarzało się nawet, że matka do niego zadzwoniła, bo nie mogła mnie do czegoś zmusić. Wykonała telefon do ojca - bez skutku. Kiedy zadzwoniła do niego, wystarczyło żeby powiedział "Catwoman, oddaj jej te (...) jak przyjdziesz to pogadamy. Za 5 minut zadzwonię czy oddałaś". Wkurwiona jak smok, oddałam co miałam po 30 sekundach ;) 

 

Oczywiście mogę sobie gdybać jakby to wyglądało, gdybym miała takiego ojca. Może wujaszek nie dałby rady wytrzymać z takim gagatkiem jak ja, a może przeciwnie -  mój okres dojrzewania nie przebiegałby tak burzliwie. Tak czy inaczej, myślę, że przykład osobisty to absolutna podstawa, tylko być tym idealnym wzorem dla dziecka nie zawsze się udaje.

 

Czyli jak widać - chcesz zmieniać świat, zacznij od siebie.

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@catwoman córki należy wychować w autorytecie Ojca, czyli:

1. Ojciec ma zawsze rację !

2. Nawet jak nie ma racji, patrz punkt pierwszy.

 

Możesz mu poźniej powiedzieć, że może jest za bardzo surowy itd. ale nigdy nie podważaj jego racji przy dziecku.

 

Otóż jestem właśnie tak wychowany i tak samo byli wychowywani moi rodzice, moja mama miała 3 siostry i Ojciec także, obydwoje byli z rodzin wielodzietnych.

Pamiętam jakby to było wczoraj, a było to bardzo dawno jaki autorytet mieli moi dziadkowie.

Oni zawsze mieli ostatnie zdanie - zdanie ostateczne.

Podobnie byłem wychowywany Ja , choć moja siostra (jedyna) została trochę zepsuta,  bo była jedyna - czyli mieliśmy "córunie tatunia".

Jednak wszyscy wyszli na ludzi.

 

Sam mam córkę i jak jestem w domu zauważam, że zmienia sie powoli znacząco, robi sie bardziej pewna siebie, jest zdecydowanie weselsza i nawet jak dostanie "opiernicz" popłaczę a później przyjdzie i się przytuli  - w pełnym zrozumieniu tego co powiedziałem.

Niestety w tryby wychowania mojej córy, sypie piach moja "papierowa żona" podważając moje kary czy upomnienia.

To niestety dobrze nie wpływa na córkę, bo wie że mamusia "zawsze" urobi tatkę i można się za nia schować.

To bardzo źle wpływa na kształtowanie charakteru.

Ostatnio muszę się "pochwalić", moja "małżonka" daje sobie spokój i chyba zaczyna rozumieć jaką krzywdę robi sobie i córce tak postepując.

Córka już jej wiele razy podziękowała - np. nerwami wyładowanymi na niej, kłotniami itd.

Jeśli chodzi o mnie, wystarczy ze się na nią spojrzę i bez słowa wychodzi do swojego pokoju.

 

Mamy tu klasykę: Ja jestem w jej oczach "twardy" i do mnie ma respekt, mamusia mięciutka (sama sobie winna) i można ją powyzywać w nerwach.

Jak na razie moja córa jeszcze nie weszła w fazę dojrzewania, niemniej to już niedługo i nie wiem co będzie, ale Ja się nie zmienię.

 

P.S. Jak Ja byłem wychowywany, to pamiętam jak postepowała z nami mama,

"Ja sobie z wami rady nie dam ale już niedługo Ojciec wróci z pracy i mu wszystko powiem"

Pamiętam jaki był popłoch;)

SH.

 

2 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się - o ile autorytet ojca jest zbudowany na mądrości, sile, charakterze. Bo jeśli dzieciaki wpadają w popłoch bo ojciec przyjdzie i będzie wpierdol, to to na moje z wychowaniem wiele wspólnego nie ma. Z tego co mówisz, to u Ciebie wygląda to tak jak powinno, przynajmniej z Twojej strony.

Ja pamiętam jak dziś, gdy wujek dał mi karę i przez jakieś przewinienie (chyba jedynka z chemii na półrocze ;) ), za karę zabronił mi chodzić na treningi BJJ. Mógł zabronić bo chodziłam tam do jego kolegi. Oczywiście poryczałam się (a nuż zmieni zdanie ;) ), on podał mi chusteczki, siedział ze mną. Zdania nie zmienił. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, catwoman napisał:

Zgadzam się - o ile autorytet ojca jest zbudowany na mądrości, sile, charakterze. Bo jeśli dzieciaki wpadają w popłoch bo ojciec przyjdzie i będzie wpierdol, to to na moje z wychowaniem wiele wspólnego nie ma. Z tego co mówisz, to u Ciebie wygląda to tak jak powinno, przynajmniej z Twojej strony.

 

Oczywiście nie pisałem o patologii.

 

Jednak zapewniam cię, że jakbyś co jakiś czas dostała pasem po dupie od Ojca i wiedziałabyś że słusznie, to miałabyś do niego wiekszy szacunek.

Z obrazu jaki się wyłania, to w twojej rodzinie Tata zapierd..........ł na was, a Wujek zastępował ci Ojca.

Być może nawet nie wiesz, że w porozumieniu z twoim własnym Tatą - to moje przypuszczenia.

SH.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Pasem (i nie tylko pasem) od ojca po dupie dostałam nie raz, problem w tym, że moim zdaniem niesłusznie. Wiadomo, dupsko nie szklanka, to że ktoś parę razy w życiu dostał nie czyni z niego ofiary, ale w moim odczuciu wpierdziel od ojca dostawałam zdecydowanie za często i z błahych powodów (typu bałagan w pokoju, jedynka ze środowiska czy wspomniany w innym temacie wkurw bo przyszłam mokra w śmigusa dyngusa). Naprawdę jestem w stanie zrozumieć, że czasami wpierdziel to ostateczna "metoda", ale nadużywana nie ma żadnej mocy, poza strachem przed ojcem, którego nie należy mylić z autorytetem. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
19 godzin temu, Grzech napisał:

Przypodobuje się sobie i to mi wystarczy.

Mam w nosie takich mądrali jak Ty rozkładających każdą wypowiedź na czynniki pierwsze, by pasowała do ich teorii a nie mających zamiaru wnieść czegokolwiek merytorycznego do wątku.

Jest tego tutaj aż za dużo - mało chęci pomocy komukolwiek, wiele chęci postroszenia piórek i poklepania kolegów po plecach, bo mamy takie same poglądy. Widziałem to w tylu wątkach, że na ocenę wystarczy aż nadto. Ale oczywiście wiesz lepiej, jak szybko to robię, bo jesteś mądrzejszy i fajniejszy i pewnie siedzisz tu dłużej. Front trzymam tylko z prawdą. Jak Ci nie po drodze to nie mój problem.

Przyznaję, że kilka rzeczy niepotrzebnie napisałem w stosunku do ciebie i w tym temacie. Impuls :) Może zły nawyk :) Biję się w piersi i proszę o wybaczenie. Szanuję indywidualne podejście do życia. 

 

Nie zgadzam się jednak, że jest na forum mało chęci pomocy komukolwiek. Mogę tylko za siebie mówić. Jeżeli moje doświadczenie zgadza się z tematem, chcę coś wnieść od siebie, bo jest ciekawe pole do dyskusji (czy twoim zdaniem, np. poradnik rozwodnika to nie jest ogromna wartość, konkretne przypadki manipulacji kobiet, wątki o likwidacji negatywnych nawyków, opisy doświadczeń braci, przecież to wszystko pomoc i to według mnie duża). Poklepanie kolegów po plecach jest. To fakt. Jednak nie jest niczym złym. Przekazujemy sobie męską energię, po prostu. Można samodzielnie iść przez świat, ale też czasami fajnie znaleźć oazę, w której poczujesz się zrozumiany, chociaż na chwilę. To moje zdanie. Chcesz iść sam, ok. Nie ma sprawy. Lubię poklepać kogoś po ramieniu. Lubię, kiedy jestem poklepywany, ale w rozsądnych przypadkach i mam świadomość, aby własną ramę trzymać. Nie jestem mądrzejszy, nie jestem też fajniejszy. Mam sprawy nierozwiązane i dobre w swoim życiu. Popełniłem błąd w tym wątku. Pozdrawiam. Usuwam się w cień, bo już nie mam tutaj więcej do powiedzenia :) 

2 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz

  • Podobna zawartość

    • Przez Zukko
      Panowie, proste pytanie - wolelibyście mieć syna czy córkę? I dlaczego?
    • Przez Bojkot
      Wiele na tym forum przeczytałem deklaracji niczym z „Misia”, o tym, że w życiu się nie ożenię!

      Ale wszystko ma swoje zady i walety! W każdej sytuacji można zachować kontrolę nad swoim życiem, o ile wie się co należy, jak i kiedy robić oraz gdy ma się taką możliwość. Do młodzieży, nie myślcie, że pozostając singlem rozwiązaliście już swój główny problem.

      Mnie też, nigdy specjalnie nie ciągnęło do małżeństwa, ani nawet dzieci, nie za bardzo chciałem brać je nawet na ręce.

      We wczesnej młodości po dość jednoznacznych doświadczeniach z kobietami, głównie w związkach, stwierdziłem, że jak już, to nie wcześniej jak między 30 a 40 rokiem życia pomyślę nad tą sprawą.

      Gdy żeniłem się z moją kobietą, miałem jakieś 35 lat i „chodziliśmy” ze sobą już od około 8 lat.

      Co mnie przekonało?

      Miałem kiedyś okazję być zaproszonym na obchody  bodaj 50 rocznicy ślubu pewnej nobliwej pary. Okazało się, że para owa miała chyba 8 dzieci. Każde z tych, miało też od ok 5 do 7 dzieci (wnuki). Niektóre wnuki miały już po 2 do 3 dzieci, razem ze swoimi kobietami/ mężczyznami, rodzeństwem solenizantów (czyli tylko najbliższa rodzina) było ok 120 osób. Uderzające  było to, że utrzymywali dość bliskie prawie codzienne stosunki (mieszkali w obrębie 100 km od siebie).

      Co mnie tak ruszyło?

      Ludzie normalni, zwykli, ale ich siłą była rodzina (jak w mafii), w ramach której można było znaleźć bezinteresowną pomoc prawie w każdej dziedzinie życia. Byli lekarze (kilku specjalności), prawnicy, ekonomiści, cyrkowcy, kucharki, nauczycielki, żołnierz, policjanci, robotnicy budowlani, rolnicy, polityk, przedsiębiorcy, artyści.

      Naprawdę było czuć od tych ludzi siłę i odpowiedzialność za siebie, wszyscy dobrze się znali, widywali się, w większym składzie, co najmniej kilka razy w roku.

      Każde z dzieci solenizantów w zasadzie przejęło taki model rodziny i tworzyło swój odpowiednik.

      Co do kobiet, duża ich grupa, córki ze swoimi córkami, przygotowywały jedzenie przez jakieś dwa dni inne sprzątały, dekorowały, organizowały całe przedsięwzięcie. Wiedziały czego się od nich oczekuje i nie wyglądało na to, aby im to przeszkadzało lub się do tego zmuszały. Może poza kilkoma wyjątkami (żony synów).

      I jeszcze jedna rzecz rzuciła mi się w oczy, solenizanci, ludzie pod 80-tkę, ich rodzeństwo starsze i młodsze, w zasadzie bez objawów demencji (wszyscy byli ze partnerami/partnerkami!), prawie nikt nie nosił okularów, choć już nie tak żwawo, ale tańcowali w miarę możliwości i ochoty, większość jarała skręty i piła wódkę (w granicach rozsądku).

      A i sama impra nie była jakaś sztywniacka, raczej jak w piosence Kayah – Prawy do lewego

      http://www.tekstowo.pl/piosenka,kayah_i_bregovic,prawy_do_lewego.html

      I tu pytanie do tych co już po zawarciu związku są.

      Co was skłoniło do założenia rodziny?

    • Przez Miner
      Czekam na hejt damskiej części świata.

    • Przez Odlotowy
      Dzisiaj przeglądając swojego Facebook'a, zauważyłem, że niektóre z moich znajomych, zamieszczają na swoich tablicach posty z linkami do różnych for, tematów, blogów poświęconych relacji damsko-męskich. Zazwyczaj tematy te dotyczą relacji w małżeństwie i jeden z takich tematów biorę właśnie na tapetę i poddam własnej analizie. Zaznaczam, że temat małżeństwa jest mi bardzo obcy, mogę polegać jedynie na własnym doświadczeniu, w relacjach męsko-damskich oraz na obserwacji związków oraz małżeństw moich własnych znajomych.
       
      Link: http://www.calareszta.pl/mezowi-trzeba-dac-zupy-i-dupy/
       
      ,,Wyczytałam ostatnio, że stara babcina prawda głosi, że „mężowi trzeba dać zupy i dupy”. To już było kilka tygodni temu, a do teraz śmieję się pod nosem na wspomnienie tych słów. Bo wiecie co? A gówno prawda.
      Możliwe, że ja nie jestem całkowicie przystosowana do życia. Przyznaję. Wychowałam się w rodzinie, w której kobiety miały swoje zdanie, umiały tupnąć nogą, a w moim domu rodzinnym to w ogóle gotował tata, a mama od święta coś słodkiego. Kiedy miałam niewiele ponad dwadzieścia lat wyjechałam na tak zwany zachód i moje podejście do równouprawnienia na dobre się ukształtowało. "
       
      No więc na dzień dobry, autorka tematu przyznaje się, że nie jest przystosowana do życia w relacjach społecznych na równych i uczciwych warunkach a swoje niedostosowanie wyniosła z domu rządzącym przez matriarchat. Gdzie roszczeniowa kobieta, z mężczyzny robi niewolnika i pozbawia go prawa i możliwości do tworzenia faktycznego związku rodzinnego oraz prawa głosu i stanowienia o sobie. Z takimi wzorcami zderzyła się z inną rzeczywistością na zachodzie, gdzie egzotyczni mężczyźni niwelują wszelkie względem równouprawnienia.
       
      ,,I mam do powiedzenia tyle – możliwe, że coś w tym jest, że facet z pełnym brzuchem i zaspokojony seksualnie jest zadowolony z życia. Możliwe. Jednak dla mnie mężczyzna, partner, ojciec moich dzieci to nie jest ktoś przypominający intelektem jamniczka, który ma mieć w jednym miejscu pełno, a w drugim pusto, bo inaczej świat mu się zawali, albo, o zgrozo, poleci na kiełbasę do suczki sąsiadów. I takie stwierdzenie, nawet w żartach, jest lekko dla facetów obraźliwe."

      Nie znam mężczyzn, których takie określenie obraża - wręcz przeciwnie - znam mężczyzn, którzy właśnie chcą mieć to wszystko a więc pełny brzuch i zaspokojenie seksualne. Niestety nie mają tego ponieważ w związkach - czy to nieformalnych czy małżeńskich - na wszystko ten mężczyzna musi zapracować, poświęcić resztki wolnego czasu jaki ma dla siebie oraz oszczędności życia. Jednoznacznie dostajemy do zrozumienia, że według autorki seks w związku nie jest ważną kwestią a jeśli mężczyzna poleci na inną - to tylko dlatego, że ,,głupim psem"
       
      ,,Nie mówiąc już o tym, że sprowadza związek do zaspokajania potrzeb, a kobiety zniża do poziomu niewolnicy, bo jaśnie pan mąż, pan i władca ma mieć podane a sex w małżeństwie nudny i z obowiązku, więc gdzie tu mowa o romansie, grze wstępnej, czy w ogóle podnieceniu. Szybko, szybko Halina, ogarnij się jak już dzieciaka położysz, bo mecz będzie i browara po drodze podaj. Możliwe, że tak to wyglądało gdzieś kiedyś w średniowiecznych wioskach zabitych dechami, ale Proszę Państwa, to już nie te czasy. "
       
      Autorka tematu nie ma zielonego pojęcia o tym jak faktycznie było w średniowieczu, gdzie zdecydowana większość małżeństw była aranżowana i zazwyczaj potencjalna wybranka rodziny aranżującego nie miała w ogóle nic do powiedzenia. W średniowieczu kobieta była kobietą a mężczyzna mężczyzną i każde zajmowało się tym do czego zostali powołani. Ogólnie w średniowieczu społeczeństwa były zdecydowanie lepiej zorganizowane i ogarnięte jak dzisiaj - oczywiście zdarzały się wyjątki od reguły, ale bardzo szybko usuwano takie jednostki. Bywało nawet - zwłaszcza w niższych warstwach społecznych - że faktycznie zdarzała się miłość i uczucie jak z bajki ale bardzo rzadko i nie wszędzie. Ogólnie na co dzień społeczeństwo miało bardzo dużo do czynienia ze śmiercią, z bólem, z twardą walką o przetrwanie i nikt nie miał czasu myśleć o czymś takim jak równouprawnienie. Funkcjonowały bardzo dobrze prosperujące zamtuzy - burdele - na które, łożyli nawet królowie.
      Kobieta znała swoje miejsce - wiedziała, że jak jej mężczyzna idzie na wojnę, to na pewno pokradnie, na pewno pogwałci po drodze ale w gruncie rzeczy zawsze do niej wróci. Była świadomość tego, że dzisiaj jesteśmy i żyjemy a jutro mogą wszystkich w wiosce zarąbać i nikt z pomocą nam nie przyjdzie.
      Druga sprawa jest taka, że w małżeństwie wszystko przemija - młodość, piękność, szczęście, pieniądze, zdrowie - wszystko schodzi na dalszy plan, ponieważ życie upływa oklepanym schematem. Kobieta staje się panem mężczyzny, wylicza mu czas co do sekundy, wyznacza codzienne zadania jak w jakiejś grze, karze i nagradza takiego rycerzyka, który dla niej, z miłości zrobi wszystko. Nie są istotne potrzeby mężczyzny - trzeba realizować potrzeby kobiety, tylko potocznie zwane potrzebami małżeńskim oraz rodzinnymi.
       
      ,,Jak to mówią: nie dla psa kiełbasa. I jeśli ten mąż jest z tych, co to tylko czeka na tę zupę, mrucząc przy tym z niezadowoleniem, że bałagan jakby wkoło, a potem uważa, że jak psu buda mu się ta zupa na czas należy, to mam dla niego nowinę – raczej się nie doczeka. Kobiety pozostawione same sobie z dziećmi, domem i ogarnianiem rodziny są tak wykończone, że musisz się chłopie postarać, żeby coś jeszcze wykrzesać, a dostać to możesz ewentualnie mopa do ręki.
      Dwie rączki Bozia dała? Ano dała. Żelazko w męskiej ręce dość ergonomicznie wygląda. Instrukcja obsługi pralki napisana jest przystępnym dla obu płci językiem. Kupa dzieciaka to problem i matki i ojca. Jeśli chcesz być kolego męski, to Ci podpowiem, że nic tak kobiety nie kręci, jak widok faceta, który sprząta, opiekuje się dziećmi i naprawia sprzęty domowe sam z siebie, bez przypominania co dwa tygodnie przez rok. "
       
      Dla autorki tematu nie ma problemu - tak samo jak dla zdecydowanej większości kobiet - aby w małżeństwie kupczyć wszystkim a nawet wykorzystywać własne dzieci celem manipulacji i osiągania z tego własnych korzyści. Starający się facet jest w oczach kobiety nikim, niewolnikiem i nawet niech nie liczy na jakieś specjalne względy. Ona zajmuje się dzieckiem, jednocześnie pokazuje, że kręci ją władza w małżeństwie. Władza absolutna nad facetem sprowadzonym do parteru, którym wystarczy pomachać dzieckiem przed oczami aby ten tańczył jak ona zagra. Seks w małżeństwie zanika albo jest nudny i z obowiązku, ponieważ kobieta nie czuje podniecenia względem takiego faceta; brzydzi się takim facetem, poniża go w oczach własnych, rodziny i znajomych. Ale przynajmniej będzie zajmować się dziećmi, naprawiać sprzęty domowe i myśleć, że wszystko jest dobrze.
       
      ,,Panuje takie dziwne przekonanie, że kiedy w naszym kiedyś namiętnym związku nagle włączy się faza „rodzina”, to kobieta będzie lizała podłogi od rana do nocy, ślęczała przy garach z potomkiem luźno zwisającym z biodra, będzie te kupy przebierała, brudne skarpetki prała, śpiki z nosa wyciągała, usługiwała komu akurat najbardziej trzeba, a potem hop siup wskoczy z czarującym uśmiechem i figurą supermodelki w ponętne ciuszki i zamieni się w ognistą kochankę. Bo przecież to jej małżeński obowiązek. Tymczasem obowiązki małżeńskie faceta można skrócić do prostej zasady: ma być. Jeśli nie puści nas kantem, znudzony małżeńską rutyną książę, zdegustowany ciałem, które rozorała ciąża, a do tego nie bije i za dużo nie pije, wtedy to już naprawdę jest rewelacyjny mąż. A jak jeszcze czasami w domu pomoże, dziecko przez te trzy minuty, kiedy matka w toalecie, doglądnie, takiego to na rękach nosić, dbać o wątłe męskie ego, głaskać często, zupę i dupę bez mrugnięcia okiem podawać! Szlag mnie trafia, kiedy słyszę, że taki facet co w domu pomaga, to skarb. Dom przecież też jest jego! Dzieci też nie zrobiłyśmy sobie same! Braw za ogarnianie wspólnego życia niestety nie będzie.
      ,,Tak więc, moje drogie Panie i jakże drodzy Panowie. Jeśli chcesz zjeść zupę, to sam sobie ugotuj. Byle nie tylko dla siebie, bo dzieci też głodne. A jak chce Ci się dupy, to zacznij od dzielenia obowiązków domowych ze swoją kobietą. Możliwe, że starczy jej jeszcze siły na nocne rozrywki. I od czasu do czasu się zastanów, że skoro mężowi trzeba dać zupy i dupy, czego trzeba dać żonie, co dla niej jest tą „zupą i dupą”. Możliwe, że to, co Was kręci, to dwie różne rzeczy i dlatego tak często boli ją głowa. "

      Nie znalazłem choćby jednego akapitu mówiącego o obowiązkach kobiety w trakcie małżeństwa - są jedynie roszczenia i zrzucanie całej odpowiedzialności za rodzinę na faceta. Nawet jeśli facet znajdzie poza rodziną, inną kobietę to właśnie dlatego, że własna żona sprowadziła go do roli służącego, zniszczonego małżeńską rutyną z kobietą, która ani myśli zadbać o siebie, ponieważ jest leniwą krową. Zdaniem autorki, w małżeństwie czy w życiu rodzinnym kobieta nie ma żadnych obowiązków, przecież ona rodzi dzieci, to jej się należy - wbrew pozorom to właśnie wg kobiety - ma być! Mało tego - nawet jeśli facet jest dobrze ogarnięty, to i jak nic z tego nie będzie mieć. Bo w jej oczach będzie samcem beta - dlatego są bóle głowy, dlatego są testy na posiadanie nabiału, niewybredne komentarze, pojawienie się kochanka, którego czeka taki sam los jak biednego męża, który przecież z uwagi na dzieci, swoją złą, żonę jednak kocha i poświęci dla niej wszystko.
       
      Resztę i ocenę pozostawiam Wam - miłego komentowania.
    • Przez magistersamica
      Cześć i czołem Samice! Dostałam namiary na wasze forum od znajomego. Temat dzieci jest tematem trudnym a konflikty między byłymi partnerami o dzieciaki jeszcze trudniejszym... I właśnie o tym postanowiłam pisać swoją pracę magisterską. Jestem w związku z facetem, który ma 2 synów w wieku przedszkolnym i szkolnym. Czy znajdzie się tu jakaś samica w takiej samej sytuacji jak moja?
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.