Jump to content

Jak ludzie z Waszego otoczenia reagują na Wasze sukcesy?


Recommended Posts

Osiągnąłem w moim odczuciu sukces. Zmieniam pracę na lepszą. Zacząłem o tym opowiadać i pojawiły się inne reakcje niż się spodziewałem. Zaskoczyło mnie to, poczytałem o tym i widzę, że zazdrość, zawiść a także próba ugrania własnych korzyści na cudzym sukcesie wydaje się być normą. Rożne artykuły fajnie to tłumaczą. Myślałem na początku, że można się czymś takim wspólnie cieszyć. Mnie jara bardzo i imponuje jak ludzie dzięki swojej pracy krokami dochodzą do określonych celów i założyłem błędnie, że inni pomyślą podobnie. Chciałem mieć takie 5 minut hmm.... radości jak małe dziecko i pewnie spuszczenia EGO trochę ze smyczy i nakarmienia go.

 

Jak u Was to wygląda/wyglądało? Jakie macie przemyślenia?

 

Link to post
Share on other sites

No niestety ale sukces w naszym kraju odbierany jest z zazdrością. Tylko inteligentni ludzie wiedzą, że jak komuś znajomemu się powiodło to tylko na tym skorzystają. Pokazując zawiść ludzie nie zdają sobie z tego sprawy ,że stracą na takiej postawie.

 

Nie przejmuj się tym. Najlepiej się nie afiszować. Osiągnąłeś sukces. OK. Ale nie rozpowiadać. 

 

 

Edited by doler
Link to post
Share on other sites

Nigdy nie obserwowałem tego tak wnikliwie. Mam znajomych, z którymi się trzymam i którzy cieszą się na mój sukces, fajnie z nimi pogadać, często też odnoszą sukces większy. Tej drugiej strony nie poznałem bo nigdy nie dałem sobie umniejszyć swojego sukcesu i jestem jego świadomy. Raczej te dyskusje wyglądają tak, że gdy słyszę: "nic nie może wiecznie trwać, zobaczysz, powinie ci się noga" itp. reaguję zazwyczaj słowami "pewnie tak będzie". I wracam do swoich zajęć zlewając temat. 

Zauważyłem natomiast, że jak masz kasę to ludzie wręcz liczą, że coś będziesz stawiał. To wychodzi im jak jakaś naturalna czynność. Wiele razy słyszałem już, że żyd jestem bo sram pieniędzmi a chcę się rozliczać z każdych 20 zł. Tu 20, tam 20 i nagle się robi 40, 100, 200. I to od najbliższej rodziny. Brata, kuzyna... Brat mi czterocyfrową sumę wisi i jeszcze ma czelność powiedzieć, że jestem skąpy bo chcę zwrotu kasy za flaszkę, na którą sam zaproponował, że możemy się zwrócić. Co mi pieniądze z drzewa kur..a spadły? Pracowałem to mam. "Taaa był w Londynie, hajsu ma jak lodu i żydzi pizzę czy piwo postawić"-"nikt ci nie broni spakować się i jechać. Zapierdalaj, ja na to pracować musiałem i często w syfie!". Tak wyglądają te dyskusje. I najlepsze jest to, że im więcej stawiasz i idziesz na rękę tym bardziej mają to w dupie. To boli i wnerwia. Kiedy stawiam to stawiam - zapraszam kogoś do baru, pytam czego ktoś się napije. Nigdy później nie żądam zwrotu kosztów. Tak samo na imprezach masowych albo wyjazdach - idzie kolejka to idzie. Każdy stawia kolejkę. Ja tobie, ty mi. To takie trudne do zrozumienia. Ale jak rezerwuję nocleg, bilet, płacę za żarcie - to oczywiste, że chcę zwrotu pieniędzy. Znajomi mają więcej godności niż rodzina, naprawdę.

Przykre to jest. 

Edited by Tomko
  • Like 7
  • Thanks 2
Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, Tomko napisał:

Wiele razy słyszałem już, że żyd jestem bo sram pieniędzmi a chcę się rozliczać z każdych 20 zł. I to od najbliższej rodziny. Brata, kuzyna... Co mi pieniądze z drzewa kur..a spadły?

Mnie takie coś wkurwia, masz swoje pieniądze, na które zapracowałeś - nikt Ci ich nie dał i jak nie chcesz pożyczyć, bo masz swoje wydatki itd to się robi problem. Ludzie myślą " A co on kurwa lepszy ode mnie?? Bogacz zasrany" i inne epitety.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Mówienie o swoich mniejszych bądź większych sukcesach, osiągnięciach czy nawet tylko planach jest niebezpieczne. 

Powoduje to, że tworzymy sobie cichych wrogów.

Mało jest osób które szczerze będą się z tego cieszyć.

  • Like 2
  • Thanks 2
Link to post
Share on other sites

Pięć lat temu kupiłem auto z salonu, były głupie docinki  i złośliwości, zarówno ze strony znajomych jak i rodziny.

Minęło pięć lat, kupiłem mieszkanie, i mam wrażenie że zostałem sam ?

Edited by igor77
  • Like 5
Link to post
Share on other sites

@Quo Vadis? Na każdym kroku. Wiesz co jest najlepsze? Że moi znajomi, którzy wiedzą, że mi się dobrze powodziło w UK i mam kasę gdy z nimi idę na piwo to gdy popatrzę im w oczy to czasem widzę lekką zazdrość gdy opowiadam o pracy, zarobkach itp. Ale nawet gdy chcę postawić piwo to zawsze im głupio i odmawiają. A gdy ja postawie bo nalegam, to za chwilę ktoś przyniesie i postawi. Brat i kuzyn? Zapomnij panie. Idziesz po piwo, przynosisz i jakbyś w ogóle nigdzie nie był. Żadnego kur.a dziękuję nawet. O ile z kuzynem jest tak, że on ma podejście do pieniędzy jak ja - są to stawia, nie ma to nie stawia, więc powiedzmy, że z rozliczeniami kręcimy się w granicach +/- 50 zł zawsze Raz ja, raz on. To jest taki bufor, na który nie zwracam uwagi. Ale brat... Nie chcę się wkurzać. 

Nikt mi nie pomógł. Rodzice mi dali hajs na wyjazd, znajomi pożyczyli i jak tylko znalazłem pracę to oddałem co do funta (rodzice nie chcieli zwrotu). I tak później już sam walczyłem i coś zarobiłem. Sam srałem z nerwów, tyrałem, padałem, grubnąłem, chudnąłem, płakałem, skakałem, 2x bym zginął na budowie... Ale do czegoś doszedłem. Potem pożyczasz komuś pieniądze, opłacasz rachunki żeby się utrzymał, nic nie mówisz przy jego lasce a on ci mówi po roku, żeś sęp. 

Edited by Tomko
  • Like 2
  • Sad 2
Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, Tomko napisał:

Ale nawet gdy chcę postawić piwo to zawsze im głupio i odmawiają.

Mi samemu by było głupio jakbym koledze nie odstawił czegoś, ot zwykła przyzwoitość. Raz Ty mi postawisz piwko, jest jakaś okazja to odstawiam. Proste i logiczne, mogło by się wydawać. Niestety okazuje się, że niektórzy uważają, że im się coś należy choćby z takiego tytułu, że Cię znają a Ty masz kasę.

3 minuty temu, Tomko napisał:

Potem pożyczasz komuś pieniądze, opłacasz rachunki żeby się utrzymał, nic nie mówisz przy jego lasce a on ci mówi po roku, żeś sęp.

A to jest najgorsza niewdzięczność, dlatego takiej osobie bym drugi raz nie pożyczył i nie pomógł :) 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

U mnie na razie jest tak:

 

Jakieś dwa, dwa i pół miesiąca temu spotkałem się z kolegą, z mojej inicjatywy. Pochwaliłem mu się tym i owym, m.in że chodzę na sporty walki, wtedy coś mi się udawało na gitarze. Poza tym on i jeszcze paru znajomych wiedzą, że dostałem spadek po dziadku i w razie czego, mam gdzie się odizolować.


Do tej pory-cisza. Dopóki oni się nie odezwą pierwsi, mam ich gdzieś.

 

Pozdrawiam.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Szczerze mówiąc to wielu jest takich, co mówią, że życzy mi dobrze, uśmiecha się, itd, ale gdy widzą mój stres i zapierdol przed egzaminami, problemy w pracy i chcę sobie z nimi pogadac, bo mam gorsze chwile, to nagle nie mają czasu. Czasami mi się wydaje, że oni to wyczuwają i robią mi na złośc. Jak już zrealizuje swój cel, to wtedy są ciche dni, nie odzywają się. Ewidentnie jestem skromną osobą, ale wyczuwam próby umniejszenia tego co mi się udało i próby spotęgowania złych emocji, kiedy mam gorsze chwile zamiast dobrego słowa. Raczej pozbyłem się złudzeń. 

Link to post
Share on other sites

Kiedyś przeczytałem w jednym z wierszy W.B.Yeatsa, że najtrudniejszą rzeczą jest radość i świętowanie sukcesu w samotności. Prawda. Szkoda, że nie pamiętam tytułu. 

 

Za dużo o sobie nie opowiadaj. O kasie, o pracy, o panienkach etc. Tym bardziej zanim cokolwiek się stanie i jest niepewne. 

Znam takiego jednego, który nie ma czym mi zaimponować i koleś gdy się widzimy zaczyna rozmowę od tego ile dostał ostatnio premii. Jest to żenujące. Co to mnie obchodzi tak naprawdę? Zarabia trochę więcej i co z tego skoro nawet nie wie co zrobić z tą kasą, bo jest nudziarzem i siedzi w chacie po pracy non stop. 

 

Druga sprawa jest taka, że ludzie w większości mają w dupie czyjeś sukcesy i to co ktoś opowiada, więc też nie ma co przesadzać, że wszyscy ci źle życzą. Mają to gdzieś, po prostu. Chyba, że Twoje sukcesy widać na odległość (sława, wygrane konkursy, status finansowy etc.). 

 

Ludzie mają mnóstwo kompleksów, po co im ich dodawać :)

 

 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Niestety jest to sytuacja, którą znam aż za dobrze. Za moich młodszych lat rodzice mieli firmę (nie jakiś kosmos, ale zatrudniali kilka osób) i już to wystarczało dla wielu ludzi, których nawet nie znałem, żeby w ciemno mnie nie lubić, czy pisać spod anonimowego gadu-gadu jakieś tam pogróżki, na które policja w tamtym czasie nie patrzyła poważnie, "bo to przecież dziecinne gadki". Organizowałem imprezy na chacie (założenie: "żeby poznać jakąś laskę" ), zebrała się dość duża stała ekipa bywalców na tych imprezach. Kiedy poznałem moją obecną kobietę (kiedyś była modelką) to poziom złośliwości u znajomych podskoczył gwałtownie. Przy stole na moich własnych imprezach potrafiły padać teksty "dlaczego ona z nim jest", "wróżę 4 tygodnie albo 9 miesięcy" i t p.  Nietrudno się domyślić, że "ekipa" posypała się nieco, ale uczyłem się powoli. Potem miałem operację serca. Jeden "kumpel" po tym, jak mu powiedziałem, że poszło dobrze i nie mam protezy, ale uratowano moją zastawkę ( i dalej mogę pić wódę ) z uporem maniaka próbował wmówić mnie i otoczeniu, że jednak mam protezę za pomocą tekstów typu: "taki młody chłop a już kaleka". Te zachowania spowodowały dalsze przetrzebienie "ekipy". Pół roku po operacji nasza firma całkowicie się spaliła. Wtedy kilku ludzi, których uważałem nawet za "kumpli bardziej honorowych" zaczęło się ze mnie podśmiewać i pojawił się u nich stosunek otwarcie olewający. Jeden z takich "kumpli" ożenił się ze 120 kilogramową feministką, którą poznał na imprezie u mnie. Oboje spożyli potężne ilości wódeczki żeby mieć odwagę ze sobą pogadać i już w pierwszy dzień znajomości skonsumowali się wzajemnie prawie na oczach reszty imprezowiczów.  Oczywiście oboje bardzo mi podziękowali za zaznajomienie... Złośliwymi tekstami przy innych ludziach i ocenianiem mnie nie widząc swojego bardzo wysokiego przecież poziomu. Pomimo tych wszystkich nieszczęść moja kobieta nadal ze mną jest. W oczach "ludzi mądrych", kiedy nie miałem już firmy, spadłem w dół (bo nie można było ze mnie mieć korzyści) i wielu "wspaniałych starych znajomych" już o mnie nie pamiętało. Ja obecnie (ponad 3 lata po tych złych zajściach) rozkręcam kolejny biznes, a tamci wciąż są tam gdzie byli i myślą jak myśleli, ale już beze mnie.  Z licznej ekipy osób, z którymi chcę mieć kontakt obecnie została grupa, którą można zliczyć na palcach rąk. Naturalny i zdrowy proces oczyszczania, ale teraz sam go wspomagam i staram się filtrować szybciej. Jest bardzo niewielu ludzi, którzy potrafią się wznieść ponad te najprzyziemniejsze odczucia jak zazdrość. Marek we vlogach mówi o tym zjawisku bardzo dużo i rzeczowo i pomaga je zrozumieć bez nienawiści do ludzi wykazujących te zachowania, za co bardzo dziękuję. Bez tak dobitnego wyłożenia niektórych mechanizmów mógłbym jeszcze latami tracić czas i szukać w sobie winy za czyjąś złośliwość. Psy szczekają, a karawana jedzie dalej!


Pozdrawiam

Edited by EasyRider
  • Like 2
Link to post
Share on other sites
9 minut temu, EasyRider napisał:

Niestety jest to sytuacja, którą znam aż za dobrze. Za moich młodszych lat rodzice mieli firmę (nie jakiś kosmos, ale zatrudniali kilka osób) i już to wystarczało dla wielu ludzi, których nawet nie znałem, żeby w ciemno mnie nie lubić, czy pisać spod anonimowego gadu-gadu jakieś tam pogróżki, na które policja w tamtym czasie nie patrzyła poważnie, "bo to przecież dziecinne gadki". Organizowałem imprezy na chacie (założenie: "żeby poznać jakąś laskę" ), zebrała się dość duża stała ekipa bywalców na tych imprezach. Kiedy poznałem moją obecną kobietę (kiedyś była modelką) to poziom złośliwości u znajomych podskoczył gwałtownie. Przy stole na moich własnych imprezach potrafiły padać teksty "dlaczego ona z nim jest", "wróżę 4 tygodnie albo 9 miesięcy" i t p.  Nietrudno się domyślić, że "ekipa" posypała się nieco, ale uczyłem się powoli. Potem miałem operację serca. Jeden "kumpel" po tym, jak mu powiedziałem, że poszło dobrze i nie mam protezy, ale uratowano moją zastawkę ( i dalej mogę pić wódę ) z uporem maniaka próbował wmówić mnie i otoczeniu, że jednak mam protezę za pomocą tekstów typu: "taki młody chłop a już kaleka". Te zachowania spowodowały dalsze przetrzebienie "ekipy". Pół roku po operacji nasza firma całkowicie się spaliła. Wtedy kilku ludzi, których uważałem nawet za "kumpli bardziej honorowych" zaczęło się ze mnie podśmiewać i pojawił się u nich stosunek otwarcie olewający. Jeden z takich "kumpli" ożenił się ze 120 kilogramową feministką, którą poznał na imprezie u mnie. Oboje spożyli potężne ilości wódeczki żeby mieć odwagę ze sobą pogadać i już w pierwszy dzień znajomości skonsumowali się wzajemnie prawie na oczach reszty imprezowiczów.  Oczywiście oboje bardzo mi podziękowali za zaznajomienie... Złośliwymi tekstami przy innych ludziach i ocenianiem mnie nie widząc swojego bardzo wysokiego przecież poziomu. Pomimo tych wszystkich nieszczęść moja kobieta nadal ze mną jest. W oczach "ludzi mądrych", kiedy nie miałem już firmy, spadłem w dół (bo nie można było ze mnie mieć korzyści) i wielu "wspaniałych starych znajomych" już o mnie nie pamiętało. Ja obecnie (ponad 3 lata po tych złych zajściach) rozkręcam kolejny biznes, a tamci wciąż są tam gdzie byli i myślą jak myśleli, ale już beze mnie.  Z licznej ekipy osób, z którymi chcę mieć kontakt obecnie została grupa, którą można zliczyć na palcach rąk. Naturalny i zdrowy proces oczyszczania, ale teraz sam go wspomagam i staram się filtrować szybciej. Jest bardzo niewielu ludzi, którzy potrafią się wznieść ponad te najprzyziemniejsze odczucia jak zazdrość. Marek we vlogach mówi o tym zjawisku bardzo dużo i rzeczowo i pomaga je zrozumieć bez nienawiści do ludzi wykazujących te zachowania, za co bardzo dziękuję. Bez tak dobitnego wyłożenia niektórych mechanizmów mógłbym jeszcze latami tracić czas i szukać w sobie winy za czyjąś złośliwość. Psy szczekają, a karawana jedzie dalej!


Pozdrawiam

Cieszę się, że Twoja dziewczyna jest z Tobą cały czas! 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Dziękuję za wypowiedzi. Wasze i historie z innych źródeł dają do myślenia. Mój tok rozumowania w tym wypadku był błędny, myślę że skupię się na "najtrudniejszą rzeczą jest radość i świętowanie sukcesu w samotności".

 

  • Like 3
Link to post
Share on other sites

tak czytam wypowiedzi w wątku, w moim przypadku jest podobnie, chociaż szczerze powiedziawszy, ja mam to gdzieś, ludziom gęby nie zamknę, wielu i tak zamiast zabrać się za siebie i swoje życie, będzie "syf" robiło innym w życiu, ja robię swoje, mam swoją drogę i dobrze się z tym czuję :) 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Ja zawsze miałem tak, jak "koledzy"widzieli , że idę po sukces to za wszelka cene starali się mnie sciągnąć do swojego poziomu - czyli braku ambicji i przyszłości.

Po tym jak już cos osiągałem - i nie były to jakies wielkie sukcesy- zwyczajne drobne, chocby dostanie sie na studia, zmiania prace na lepsza, jakis biznes - to koledzy się odsuwali, a laski wrecz przeciwnie.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, EasyRider napisał:

Obstaw się więc kobietami a takich "kumpli" olej. Smutno Ci nie będzie ;)

wiesz, ze na to nie wpadłem...jakoś tak nie lubię "po kolegach" :D chyba zeby kwarantanne przeszły XD

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Napiszę w skrócie, bo na sam ten temat można pisać felietony, bloga, czy jakieś pamiętniki...

 

Im większy sukces tym mniej znajomych. To, że ktoś tam mówi, ze mając więcej masz więcej przyjaciół to chyba "hien" a nie przyjaciół. To o facetach.

Z kobietami różnie, przewaznie przyciagam, ale takie które widza by za danie ciałka mieć korzyści. Była i taka co na 3 spotkaniu spotkała czy bedzie intercyza, ja mówie "tak" i usmiech, a Pani "to odwiez mnie do domu" (oczywiscie obecnie znalazla frajera i z nim wpadla). Im wiekszy sukces, wiecej takich kobiet przyciagasz...

 

Z punktu spokojnego zycia widze wiecej minusow niz plusow... A lubie zyc bezstresowo, a nie da się, gdy prowadzisz jakis biznes. Dobra do rzeczy.

 

- próba wrobienia w narkotyki przez znajomego

- wiele prób grabieży, kilka udanych prób kradziezy pieniadzy, telefonu... przez "przyjaciela"

- pasozytnictwo "Ty Pioter nie kupuj flaszki jego stac niech kupi"

- porysowany samochod gwozdziem

- białorycerze ktorzy zobaczyli mnie z atrakcyjna Pania z regionu stawali na glowie, zeby znalezc wspolnych znajomych i nagadac jej jakis glupot w ktore jedne wierzyly w ktore nie, na zlosc, anonimowe smsmy do niej ze zdradzam itp itd..

- próba usiłowania mnie w pobicie gdy bylem swiadkiem bójki (bojki zaznaczam), po to tylko zeby wyludzic jakis hajs

- i ostatnie, prowadzac jakies inwestycje w malym regionie, kazdy sklad budowlany wie kim jestes i dla Janusza cena za  tone cementu 220 zl, a dla mnie 240 zł... ale szukasz dotad az znajdziesz rzetelny sklad budowlany, a czemu tak sie dzieje, bo ciemnota mysli ze jak "Ty masz to wiecej dasz", a przewaznie jest tak ze taki co ma liczy 10 razy zanim wyda...

 

Tyle ode mnie.

 

 

  • Like 1
  • Thanks 2
Link to post
Share on other sites

A co to są sukcesy ? Czytam w ch..j,   próbuję wszystkiego i jak było chujowo tak jest nadal. Sory że rzygnąłem frustracją ale nie daję rady ostatnio. I co oczywiście się włącza w komputerku jak człowiek ma dołek ? hmmm a może zrobiłem źle że nie założyłem z byłą rodziny.....  skąd takie gówno się bierze ? Od kilku dni nic tylko zamulam jakby to było fajnie mieć "kochającą" kobitkę przy sobie, dzieci, rodzinę. To jakiś jebany schemat który się odpala kiedy mam doła. Dobrze że dziś jestem przynajmniej świadom tego gówna ale skąd to u mnie ? 

Edited by jaro670
Link to post
Share on other sites

@jaro670

 

Powodów może być dużo. Sam mam przez ostatnie dni doła, rozumiem Cię. Może przez to, że zbliża się koniec roku analizujemy co nam się udało, a co nie, a nawet ogólniej mamy refleksje na temat swojego życia. Tak mi się też zdarza, gdy jestem na poziomie powyżej pewnego normalnego stanu( osiągam sukces), później następuje spory zjazd w dół( niczym kac). Brak adrenaliny, zadowolenia, tylko taka proza życia. Często też wprowadzamy jakieś zmiany w życiu i brakuje nam cierpliwości- wtedy szukamy ucieczki właśnie w alkohol, wyobrażamy sobie idealny związek, itd. Obserwuj to, co się dzieje, akceptuj, to w końcu ten stan przeminie. Nie od razu Rzym zbudowano- małe kroki wykonywane każdego dnia "robią robotę", w ten sposób budujemy nawyki i tworzymy coś wielkiego. Pomyśl, że każdego dnia robisz coś, co powoduje, że jesteś bliżej. Wiadomo, że człowiek sobie myśli, że robi coś codziennie i nie widzi rezultatów- ale właśnie w ten sposób zobaczy rezultat za rok, dwa, trzy lata. A ci co się śmieją i nie robią nic, za rok, dwa, trzy lata nic nie dostaną.

 

Z takich banalnych rzeczy- godzina 16:00 i jest ciemno, to mnie też dołuje. Wprowadź godzinę spaceru dziennie jak możesz albo chociaż co dwa dni. Myślę, że proste rozwiązanie, ale trochę pomoże.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
  • 2 weeks later...

Udało mi się dwa lata temu rzucić pracę w korporacji, zostawić kobietę która przez 12 lat nic tylko opierdalała. Założyłem z kilkoma osobami firmę. Robię to samo co robiłem w korpo gdzie miałem satysfakcję z pracy, w tej chwili oprócz satysfakcji mam też nienajgorsze pieniądze, paradoksalnie więcej czasu dla siebie, poczucie że to co robię jest unikalne. Poza tym leczę się z depresji i chodzę na siłownię. Nie za bardzo o sobie rozpowiadam znajomym z "dawnego życia" . Zrobiłem sobie ostry restart i jest naprawdę bardzo dobrze. Poziom satysfakcji bardzo wysoki, relacje z dzieckiem takie jak nigdy wcześniej. Wypowiadam te słowa po raz pierwszy. Życzę wszystkim konsekwencji i samych dobrych zmian. 

Edited by Personal Best
  • Like 4
Link to post
Share on other sites
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.