Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
StatusQuo

Jaki wiek kobiety uważają za idealny do urodzeia dziecka, a kiedy to już ostatni dzwonek?

Recommended Posts

35 minut temu, Personal Best napisał:

Ile czasu i jakim kosztem tak "da się" ?

Nie wiem, na pewno trwało to kilka lat ale napisałem według mnie to przesada i szkoda zdrowia, czasu itp. 

Ja już etap stolicy mam za sobą na razie, być może jeszcze tam wrócę nie wiem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 minutes ago, tamelodia said:

Jak będę żyć jak facet, to przestanę być kobietą.

Nie przestaniesz :)

10 minutes ago, tamelodia said:

Np obudzę się w wieku 40 że nie mam ani męża ani dzieci, za to pieniążki i "karierę".

Widzisz, tutaj odnosisz się do albo swojej własnej, albo narzuconej Ci przez społeczeństwo narracji, że żeby być kobietą, musisz mieć męża i dzieci. Nie musisz. Nic nie musisz. Znam kobiety po 30ce bez dzieci, nie planujące dzieci, nie cierpiące z tego powodu, spełniające się w swoim życiu - również w swoich związkach.

 

Ale jeśli definiujesz swoją kobiecość przez posiadanie dzieci - masz do tego pełne prawo! - to znajdź jakiegoś fajnego chłopaka i zbudujcie razem jakieś swoje życie. Nie musi to oznaczać, że zrezygnujesz z samorozwoju i kariery. Da się obydwie rzeczy pogodzić. Och, trzeba chcieć... trzeba trochę wysiłku w to włożyć, nie? No ale powiedz mi, kto bez wysiłku przeżył ciekawe i satysfakcjonujące życie?

10 minutes ago, tamelodia said:

Nie, nie czuję się dobrze jako kobieta. Życie kobiety jest już na starcie przejebane.

Myślę że tu jest pies pogrzebany. Takie gadanie brzmi w moich uszach (no dobra, wygląda w oczach) jak żeński odpowiednik "incelstwa". Że wiesz, gość definiuje swoją męskość przez ilość zaliczonych dup i uważa, że przez jakieś dane mu w genach cechy "przegrał loterię". Ty masz podobnie, tylko na swój kobiecy sposób. Nie czujesz się dobrze ze swoją kobiecością, tak jak oni nie czują się dobrze ze swoją męskością. Gonisz za mirażem osiągnięcia zakreślonego sobie w głowie celu.

 

A może byś sobie trochę odpuściła? Uśmiechnęła się do siebie. Zaakceptowała taką, jaka jesteś. Z wadami, ułomnościami i całą tą niepewnością - każdy to ma, tylko nie każdy to akceptuje!

16 minutes ago, tamelodia said:

Ile ja bym dała, żeby wróciły małżeństwa aranzowane....

To jest dokładnie to samo, co prawią na swoich forach incele.

Edited by leto
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
25 minut temu, leto napisał:

To jest dokładnie to samo, co prawią na swoich forach incele.

Haha tylko oni nie zdają sobie sprawy z tego że gdyby takie małżeństwa wróciły to im by się dostała też jakaś kobieta typu incel. Ani ładna, ani fajna :). 

Share this post


Link to post
Share on other sites
24 minuty temu, leto napisał:

Nie przestaniesz :)

No nadal będę miała macicę, jajniki i kobiecy mózg... Moje przeklenstwo.

 

25 minut temu, leto napisał:

Widzisz, tutaj odnosisz się do albo swojej własnej, albo narzuconej Ci przez społeczeństwo narracji, że żeby być kobietą, musisz mieć męża i dzieci. Nie musisz. Nic nie musisz. Znam kobiety po 30ce bez dzieci, nie planujące dzieci, nie cierpiące z tego powodu, spełniające się w swoim życiu - również w swoich związkach.

Cóż, ja się niestety nie będę spełniać jako silna i niezależna 30latka. Ale nie będę też się spełniać jako madka. Niestety, nie widzę dla siebie obszaru w którym można się spełniać. 

26 minut temu, leto napisał:

Ale jeśli definiujesz swoją kobiecość przez posiadanie dzieci - masz do tego pełne prawo! - to znajdź jakiegoś fajnego chłopaka i zbudujcie razem jakieś swoje życie. Nie musi to oznaczać, że zrezygnujesz z samorozwoju i kariery. Da się obydwie rzeczy pogodzić. Och, trzeba chcieć... trzeba trochę wysiłku w to włożyć, nie? No ale powiedz mi, kto bez wysiłku przeżył ciekawe i satysfakcjonujące życie?

Nie wiem przez co definiuję kobiecość, ale ja się nawet do dzieci nie nadaję. Do kariery się nie nadaję a już tym bardziej nie nadaję się i do dzieci i do kariery. W "podróżach" też się nie odnajduję. 

A już na 100% odpada posiadanie dzieci i tyranie na etat. O tym pisałam chyba wcześniej w tym wątku. 

A żaby znaleźć fajnego faceta trzeba być fajna, kobiecą kobietą, a nie jakąś hybrydą. Posiedzę w swoim gowienku związkowym. 

 

28 minut temu, leto napisał:

może byś sobie trochę odpuściła? Uśmiechnęła się do siebie. Zaakceptowała taką, jaka jesteś. Z wadami, ułomnościami i całą tą niepewnością - każdy to ma, tylko nie każdy to akceptuje!

Z tym też chodziłam do psychologa i psycholog się dopytywal po co mi to wywieranie na sobie presji i czy coś mk to daje. Nic mi to nie daje, ale być może nie obudzę się w wieku 30 bez niczego. Gdybym sobie opuściła mogłabym już iść płakać w poduszkę, kotami. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 minutes ago, tamelodia said:

A żaby znaleźć fajnego faceta trzeba być fajna, kobiecą kobietą, a nie jakąś hybrydą.

Jeśli nigdy nie przestaniesz się uważać za niefajną i niekobiecą, to nigdy nie staniesz się fajna i kobieca, i zapewne trudno Ci będzie znaleźć fajnego faceta. Koło się zamyka. Karuzela spierdolenia. Jak z incelami.

 

Czytałaś kiedykolwiek stoików? Może Ci to pomóc złapać lepszą perspektywę. Na początek Rozmyślania Marka Aureliusza się nadadzą.

 

Jeśli wolisz podejście wschodnie, to Tao Te Ching porusza dość podobne tematy od dość podobnej strony.

Edited by leto
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@leto frustraci są po obu stronach w innym temacie napisałeś, że nie da się przekonać męskiego odpowiednika koleżanki. 

Tu widzę też walka z wiatrakami ale niestrudzenie walczysz Don Kichocie. :D

 

Pańcia pisała, że nie lubi "misów narzekaczy" może dlatego, że sama takim damskim " narzekaczem" jest. xD

Share this post


Link to post
Share on other sites
22 godziny temu, deomi napisał:

Urodzi młodo, to całą swoją młodość, urodę, werwę i optymizm zmarnuje na pieluchach i karmieniu.

Jakoś nie zauważyłam, za to widziałam jak kobiety emanowały szczęściem po urodzeniu (27 i 32 l.) i były pełne wigoru, mówi się że kobieta po porodzie promienieje i faktycznie coś takiego dostrzegłam. Tyle tylko, że jedna z nich dopiero co urodziła, bardzo dobrze zniosła ciążę, drugiej ostatnio nie widziałam, przeprowadziła się. Ciekawi mnie jak długo się utrzymuje ten efekt 'glow' i ogólna radość, do momentu jak dziecko trochę podrasta, te 2-3 lata? A potem najlepiej mach kolejny dzieciak i znowu bonus do wyglądu. :P

 

Ostatni dzwonek - ok. 40-stki.

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, leto napisał:

Jeśli nigdy nie przestaniesz się uważać za niefajną i niekobiecą, to nigdy nie staniesz się fajna i kobieca, i zapewne trudno Ci będzie znaleźć fajnego faceta. Koło się zamyka. Karuzela spierdolenia. Jak z incelami.

Kiedyś się uważałam za fajną i kobiecą (???), a przynajmniej byłam bardzo szczęśliwa. Nie wiem jak było to możliwe, ale po prostu miałam krótki okres w swoim życiu w którym byłam szczęśliwa i wtedy właśnie poznałam obecnego partnera :) Więc to żadna recepta. 

 

3 godziny temu, leto napisał:

Czytałaś kiedykolwiek stoików? Może Ci to pomóc złapać lepszą perspektywę. Na początek Rozmyślania Marka Aureliusza się nadadzą.

  

Takie książki to nie dla mnie. Ktoś by musiał to przełożyć na polski nowoczesny, albo na jakiś język niefilozoficzny. Być może kiedyś będę miała czas to poczytam.

 

3 godziny temu, SSydney napisał:

Pańcia pisała, że nie lubi "misów narzekaczy" może dlatego, że sama takim damskim " narzekaczem" jest. xD

Bo facet ma być twardy a nie miętki. 

 

17 minut temu, Bruxa napisał:

Jakoś nie zauważyłam, za to widziałam jak kobiety emanowały szczęściem po urodzeniu (27 i 32 l.)

Tylko to nie było "urodzenie młodo'. :p Ja po swoich koleżankach które urodziły widzę jedynie nowe zmarszczki, zapadnięte twarze i podkrążone oczy. Jedna tylko jest szczęśliwa i wygląda lepiej niż przed urodzeniem. Ale ona po powrocie męża z pracy wręcza mu dziecko i idzie zająć się sobą. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 minut temu, tamelodia napisał:

Bo facet ma być twardy a nie miętki. 

No to masz przecież takiego. Konsekwentnie unika mieszkania razem i nie daje się urobić :D. 

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 minut temu, Tomko napisał:

Konsekwentnie unika mieszkania razem i nie daje się urobić :D. 

 

Zugzwang - z chińskiego, kiedy to brak ruchu jest najlepszym ruchem.

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@tamelodia jesteś jedynaczką? Pochodzisz z rodziny dysfunkcyjnej?

Jesteś osobą strasznie roszczeniową, na dodatek krytyczną(zwłaszcza względem siebie).

 

Większość młodych ludzi, wychodząc z domu, nie posiada własnego mieszkania.

Pierwszą szansą dla wielu jest, otrzymać mieszkanie w spadku. Po dziatkach, rodzicach.

Rozumiem, że posiadanie własnych 4 ścian jest wygodne. Właśnie jest wygodą, luksusem.

 

Jeśli jednak postanowisz mieć dzieci(w odpowiednim wieku), z pewnością znajdziesz kandydatów, na ojca.
Można więc powiedzieć, że każdy dzień zwłoki dla kobiety jest kosztem.
Sytuacja wygląda inaczej, z męskiej strony. Mężczyzna, zwłaszcza młody jest dla społeczeństwa zbędny (expendable), nieomal bezwartościowy.

Dopiero pracą, swoimi osiągnięciami, jest w stanie zdobyć pozycję. Jednak nie wszystkim się to udaje.
Mężczyzna również posiada ograniczony czas, na założenie rodziny. Dłuższy, ale ograniczony(odsyłam do tematu Jesteś dla niej za stary).
Porównując, musi zebrać wystarczające zasoby w przeciągu określonego czasu. W większości przypadków musi wykazać się również innymi atrybutami.

Jak widzisz obie płci, grają w tą samą grę, tylko na innych zasadach.

 

Piszesz, że nie odnajdujesz spełnienia ani w pracy, ani w perspektywie macierzyństwa.

Ponieważ, tylko mała grupa ludzi, wykonuję pracę, w której ma możliwość się spełnienia.

Praca dla większości jest trudem, podejmowanym by zdobyć środki.

Osoby zdobywające (znaczącą karierę) często są tak zaabsorbowane pracą, że nie mają czasu dla siebie czy dla rodziny.

Zrozum, w jakich złotych czasach żyjesz. Masz wybór, możesz sama i świadomie pokierować swoim losem.
Możesz poświęcić się karierze zawodowej, naukowej, rodzinie. Poświęcić się pomocy innym czy w wierze.

Natomiast większość ludzi, jest w stanie połączyć, życie rodzinne z zawodowym. Czym ty się od nich różnisz?

 

Twierdzisz, przestane być kobietą, już się nią nie czuję. Co masz na myśl, co to w ogóle znaczy?

Kobiecość to coś więcej niż piersi i pochwa. To opiekuńczość, wrażliwość, czułość, kooperatywność itd.

Jeśli tych cech nie masz, to znajdź partnera, który by te atrybuty posiadał lub postaraj się je wykształcić.

Jeśli chłopcy(mężczyźni)mogą zmężnieć wierzę, że pracą odnajdziesz kobiecą energię w sobie.

 

Ostatnią kwestią jest twoje podejście do życia.

Jeśli nie jesteś z Śniadki drugiej lub jesteś wstanie pojechać z niej do Sieradowic.

To jesteś w stanie, znaleźć partnera. Zwłaszcza w czasach dostępu do globalnej komunikacji.

Pytanie, czy ty go w ogóle szukasz? Aktywnie.  Czy nie skreślasz kandydatów, bo musi mieć samochód, własne mieszkanie i dwa metry wzrostu, włącznie z penisem?

Siedząc w obecnym związku, tracisz tylko czas, którego jak sam twierdzisz, nie masz.

Tak naprawdę, macierzyństwo możesz przesunąć an drogą połowę trzydziestki. Choć wtedy będzie trudniej, ze wszystkim.

 

Powiem ci to, co piszę również w "męskiej" części forum. Jeśli chcesz kogoś poznać, stań się kimś wartym poznania.

Weź na siebie odpowiedzialność. Miej swój wkład w budowie związku, coś więcej niż pieniądze.

 

Łatwo jest popaść w nihilizm. Jeśli nikt ci nie narzucił sensu życia. Sama musisz je odnaleźć, nadać go czemuś.

Większość osób odnajduje go w rodzinie. Niezależnie czy posiadają dzieci, czy też nie.

Znajdź kogoś, z kim chciałabyś być, kto cię pokocha. Tylko na takiej podstawie, możesz założyć szczęśliwą rodzinę.

 

Żeby być szczęśliwą, musisz odnaleźć pierw to szczęście w sobie.
Nie w rzeczach(mieszkaniu), nie w innych(dzieci), w sobie(samoakceptacja).

 

Mam nadzieję, że przebijesz się przez tę ścianę tekstu.

Przebijesz przez ograniczenia, które postawiałaś przed samą sobą (lub postawili ci rodzice, wpajając je w dzieciństwie).

 

Powodzenia!

 

Z wyrazami szacunku,

Dakota

  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

P.S.

 

Powinnaś być wdzięczna rodzicom.

Jeśli maiłaś dzieciństwo. Jeśli otoczyli cię opieką i miłością.

Zwłaszcza jeśli dali ci możliwość rozwoju umiejętności, talentów,

czy ukończenia studiów z ich wsparciem(jaki luksus).

(Część społeczeństwa nie otrzymała nawet tego.)

Nie są natomiast zobowiązani, ułożyć ci życia, wyposażyć w mieszkanie.

Edited by Dakota
Proszę moderatorów o połączenie postów.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, tamelodia napisał:

@Tomko fakt! W takim razie zmieniam zdanie. Może być miętki, byle by dobrze zarabiał.

Ale to już napisałaś wcześniej :). 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hmm, ciężko powiedzieć. Mam 23 lata, z moim chłopem jestem od 4 lat i poki co nie spieszno mi ani do ślubu ani do dzieci. Większość koleżanek już ma bombelki, ale kosztem studiow i pracy. Ja muszę najpierw dokończyć studia i znalezc stała robotę bo na utrzymaniu nie zamierzam siedziec 😋 Może coś koło 27-30 jak już bede ustatkowana w miare, poki co mam tylko własne mieszkanie, studia jeszcze nie skończone i praca tez nie na stałe. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeżeli chodzi o aspekt biologiczno-fizyczny, to chyba najlepszy czas na dziecko to 18-30, górna granica 39-40 o ile kobieta jest zdrowa. Gorzej z dojrzałością psychiczno- społeczno- emocjonalną. Nie każda 18- tka będzie gotowa psychicznie, żeby mieć dziecko. Tym bardziej, że żyjemy w czasach, gdy kobiety są świadome, że powinny mieć wykształcenie i pracę.

Sama jestem późnym dzieckiem (wpadka) i o ile mama fizycznie ciążę zniosła bardzo dobrze, to miała przez długi czas ogromny kompleks bycia matką małego dziecka w dojrzałym wieku.

W dniu ‎2020‎-‎01‎-‎13 o 19:26, tamelodia napisał:

Nic nie jest bardziej przerażające niż wizja, że codziennie zrywam się o 6, biegnę zanieść dziecko do żłobka/przedszkola, biegnę do pracy, tyram w pracy, biegnę odebrać dziecko, biegnę z dzieckiem do domu, biegnę do kuchni robić obiad, w między czasie drę się an dziecko zeby w końcu zajęło się sobą bo muszę zrobić obiad/posprzątać, po obiedzie idę z drącym sie dzieckiem na dwór czy co tam się robi z dziećmi po pracy i po obiedzie, potem idę wlaczyć z dzieckiem żeby je wykąpać, potem walczę żeby zachciało w końcu iść spać, potem mam może 1h na to, żeby obejrzeć serial (bo na co więcej można mieć siłę?), rzucam się do łóżka, zrywam się o 6.... A za 20 lat budzę się, patrzę w lustro i myślę "co tu się kurrrrrwa odwaliło? od kiedy wyglądam jak babcia?"

Fajnie to opisałaś, nie sposób się nie pośmiać :D, ale zgodzę się, że takie scenariusze są dosyć częste. Sama mam kilka znajomych, które w podobny sposób funkcjonują i wcale im nie zazdroszczę.

Miałam  w pracy koleżankę, która oprócz opieki nad dzieckiem, pracy na cały etat jeszcze musiała dojeżdżać. Jej dzień wyglądał tak, że zrywała się rano, szykowała dziecko (kilkuletnie) do przedszkola, zawoziła je tam i jechała godzinę (co najmniej) w jedną stronę do pracy do innego miasta. Potem praca (niestety nielekka), godzina powrotu do swego miasta, odbiór dziecka z przedszkola i dopiero do domu. Mąż jej rzadko pomagał, bo miał jakąś pracę w rozjazdach. Jak miałyśmy z nią na tę samą zmianę, to pozwalałam jej spóźniać się, ile tylko potrzebowała :P. Przynajmniej tyle mogłam zrobić. Jak mi opisywała swoje poranki, to naprawdę działy się tam prawie, że sceny dantejskie :D.

Edited by ewelina

Share this post


Link to post
Share on other sites

@tamelodia Zgrywus i kokietka z Ciebie :D 

Mogłabym Cię porównać do rumuńskiego filozofa Emila Ciorana. Jego pisma to między innymi "na szczytach rozpaczy", czy "o niedogodności narodzin" - ogólnie teoretyk nihilizmu, prace przesiąknięte skrajnym pesymizmem: bezsens istnienia, bezsens narodzin itd.

I kiedyś był artykuł (trudno mi sobie przypomnieć gdzie), jak dziennikarz pisał, że spotkał się z tym Emilem Cioranem osobiście. Na tym spotkaniu ów Cioran opowiadał, że balansuje miedzy życiem, a samobójstwem, że nie widzi sensu istnienia.

Dziennikarz zakończył spotkanie i wyszedł. Po jakimś czasie dziennikarz zdał sobie sprawę, że zostawił samego w mieszkaniu mężczyznę, który był na skraju popełnienia samobójstwa, który zwierzał się, że nie chce mu się żyć, że najlepiej byłoby się zabić.

Więc wrócił pod pretekstem zostawionego parasola do mieszkania Ciorana, a ten mu otworzył wyluzowany - w szlafroku z cygarem i szklaneczką koniaku.

I tak też Ciebie odbieram :D

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mnie przyciągnął tytuł wątku w ostatnim momencie przed snem.

Na samo pytanie odpowiedziałem w innym wątku, na dole tego posta o ile wkleił się jak trzeba, za sztuczną inteligencję nie odpowiadam.

 

Tu odpowiem:

"Taki jaki podają w Cosmopolitan".

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 13.01.2020 o 18:40, Chadeusz napisał:

życiu bym sobie nie wziął 30-tki,

A mój znajomy (24 lata) sobie wziął. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

@JudgeMe bo jest głupi i nie myśli przyszłościowo. 

Byłem w październiku na weselu kuzyna 24 lata właśnie z babą 30 lat. Dla mnie to katastrofa. Nawet kobiety z mojej rodziny mi przyznały rację. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
19 minut temu, SSydney napisał:

bo jest głupi i nie myśli przyszłościowo. 

Rozmawiałam z nim na ten temat, stojąc na stanowisku materialistycznym. Nie jestem przekonana, lecz chciałam się podroczyć. 

To było około 2 w nocy. 

Wróciliśmy z wycieczki. On był kierowcą, a my z jego dziewczyną (30 lat), postanowiłyśmy podebatować. Myślałam, że przysypia i tego nie słyszy. A potem na fb mi wysłał mnóstwo treści dotyczących osobowego wymiaru egzystencji i miłości. 

Byłam zaskoczona. To jakiś fenomen. 

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
26 minut temu, SSydney napisał:

Byłem w październiku na weselu kuzyna 24 lata właśnie z babą 30 lat. Dla mnie to katastrofa. Nawet kobiety z mojej rodziny mi przyznały rację. 

To jest coraz częstsze. Znam kilka małżeństw zawartych niedawno gdzie różnica wieku to od 3 do 7 lat gdzie kobieta jest starsza. 

  • Confused 1
  • Sad 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, Fiodor napisał:

Nowa moda brac zony z odzysku. Eko recykling -w morde lepszy

Powiem Ci szczerze że czasem te dziewczyny 20 letnie mają większy przebieg niż 30 latka. Jednak czasy się zmieniły. Sama mam mniej partnerów seksualnych niż moja znajoma z pracy 23 letnia i to diametralnie mniej. W zasadzie to różnica o jedno zero :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.