Jump to content

Wasze krzywe akcje podczas prowadzenia samochodu


cst9191

Recommended Posts

Do założenia tego wątku zainspirowały mnie artykuły o coraz to ciekawszych wyczynach kierowców na polskich drogach. Zdarzało  się Wam coś odwalić na drodze?

 

Ja zacznę: kilkukrotnie zdarzało mi się wejść za mocno w zakręt i (na szczęście tylko) lekko stracić panowanie nad kierownicą. Raz byłem w paskudnym nastroju i podczas wyprzedzania poszedłem na czołówkę z tirem, ale na szczęście było to na gminnej drodze i zdążył wyhamować, pozwalając dokończyć mi manewr. Największa krzywa akcja to chyba zapier*alanie przez kilkadziesiąt km drogą ekspresową 200km/h w totalnej ulewie. Od kilku lat jeżdżę raczej spokojnie. Więcej grzechów nie pamiętam.

 

Zapraszam do spowiedzi. Nie będę donosił na Was do Biura Interwencji Obywatelskich przewodniczącego K. Kononowicza.

 

Link to comment
Share on other sites

Dobra, będę pierwszy.

 

Paręnaście lat temu wyjeżdżając z drogi gminnej na drogę wojewódzką wymusiłem pierwszeństwo przejazdu.

Komu? Patrolowi drogówki, który wracał z interwencji dosłownie 200m dalej. Policjant był na tyle przytomny i miał refleks, że zdążył uciec na przeciwny pas (nic tam nie jechało), bo rozbiłbym radiowóz. Klasycznie - dmuchanie  (0,0%), ale myśleli, że coś będzie, bo byłem nieogolony. Skończyło się na 200 złotowym mandacie.

Od tamtego czasu ZAWSZE rozglądam się na tym skrzyżowaniu przed włączeniem się do ruchu.

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Do tej pory mi się to przypomina i zbiera na wymioty. 

 

Za szczyla, na dwupasmówce w mojej mieścinie próbowałem się z jakimś niewiele mądrzejszym przypadkowym kierowcą, kto szybciej pojedzie. Na i tak jedziemy patrzymy się po sobie nikt nie odpuszcza. Ja w yarisie matki 1,0 pojemności, demon. Ja przyspieszam on przyspiesza. Godziny nocne stare lateranie średnia widoczność. No i tak przyspieszamy ja ciesze michę bo nie odpuszczam i coraz bardzie patrzę czy on odpuści. Skupiam na nim totalna uwagę. Nagle odpuszcza!

 

Tak kurwa goń się frajerze!  

 

Uradowany odwracam głowe i patrząc już w pełni przed siebie widzę jak przed maską  przebiega mi pieszy. 

 

Tamten zwalniał żeby ktoś spokojnie na pasach przeszedł, a ja bym tego człowieka zajebał albo ciężkie kalectwo. Dobrze że osoba ta odpowiednio oceniła sytuację i zdążyła uciec.

 

Druga sytuacja to kiedy jadąc z dziewczyną wyjechałem na czołówkę próbując wyprzedzić tira. To samo auto ta sama piekielna moc. Tylko na jakiejś chujowej krajowce.

 

Taki sam poziom szczęścia. Kierowca z naprzeciwka tylko hamował nie wykonując innych manewrów. Ja wytracilem prędkość w miarę szerokim poboczem po lewej stronie drogi. Dodatkowo udało się wjechać w jakąś leśną drogę i zatrzymać. 

 

Jest mi wstyd jak o tym pomysle do tej pory. I co jakiś czas mi się to przypomina. Pomimo, że od "wyścigu" minęło 12 lat. A od czołówki około 7. Na pewno opowiem to kiedyś synowi ku przestrodze.

  • Like 4
Link to comment
Share on other sites

Lata temu jechałem swoją maszyną przez wioski, jakieś młode mewki siedziały na przystanku i mi machały, ja takie oczy, odwracam głowę w kasku, patrzę znów przed siebie i mało do rowu nie wjechałem.

 

Z innych akcji to obróciło mnie na zakręcie autem z przednim napędem - wóz niedawno kupiony, wiem że złej baletnicy wiadomo co bo jechałem za szybko względem mokrej nawierzchni, jakieś 90 na 90tce ale zakręt i mżawka, i co się okazało tylne opony już w ogóle nie kleiły. Pokiereszowałem trochę gruza, nic się nikomu nie stało i naprawiłem auto zmieniając zderzak, lampę i nadkole. I nowy komplet kół oczywiście.

 

Kupiłem motocykl na 15 letnich oponach, i pierwszego dnia jadąc pewnie i ostro hamując (bez zaznajomienia się z maszyną) koło się zblokowało i mnie obróciło. To było enduro więc tylko kierunek itd, straty na sto parę złotych ale wstyd bo znajomi widzieli jak wróciłem do domu. Późnej tamtym motocyklem nie raz leżałem w terenie ale od tego on był, zwłaszcza że się uczyłem ciężkiego enduro. 

Opony oczywiście nowe założyłem, a następnym motocyklem przejechałem z 50km pierwszego dnia i od razu nowe opony żeby uniknąć przygód, i od tamtej pory się to udało. 

 

Trzy razy miałem ryzykowne hamowania, raz na motocyklu z ABS, klamki na maks i korekta toru jazdy bez zblokowania koła w stresowej sytuacji plus dobre opony. 

Dwa razy na enduro bez ABS i na oponach kostkach, tyle koło zblokowało w końcowej fazie ale bez przygód, a kostka w zasadzie tylko spowalniała... 

 

Raz jebnąłem autem dzika, wyskoczył z zagajnika o szerokości 100m nie dalej jak 50 metrów tuż poza zabudowaniami, nie było szans zareagować. Naprawa zderzaka lampy nadkola, zakres własny.

Parę razy autem i motocyklem bym wjechał w dzika czy sarnę, raz walnąłem bażanta i wyleciały mi uchwyty w lampie.

 

Ale najśmieszniejsze było na rowerze, jadę ulicą i koleżanka stanęła na jezdni żeby mnie zatrzymać, rozprostowując szeroko ręce. Ja na hamulec w rowerze i hamuję, nie wychamowałem do końca i odbiła się rękami od roweru padając dupą na asfalt, to było komiczne wydarzenie.

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

9 minut temu, DOHC napisał(a):

motocyklem bym wjechał w dzika czy sarnę, raz walnąłem bażanta i wyleciały mi uchwyty w lampie.

Mi w tym sezonie gołąb ujebał halogena i obryzgał pół silnika.

Innym razem przed zającem wyhamowałem.

 

 

Za młodego przywieźliśmy z wiejskiej imprezy barana w bagażniku, kolega sobie go przygarnął.

Dobrym, darmowym sposobem na kaca, gdy wcześnie rano się wracało w 8-10 osób w d. Fiacie było mleko z baniek wystawianych na wsiach, które wozak po kolei zbierał do skupu.

 

 

Jako młody kierowca-pracownik dałem się posadzić za kierownicę Żuka, gdzie hamulce aby zadziałały trzeba było kilka razy pod pompować.

 

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

9 minut temu, Brat Jan napisał(a):

Za młodego przywieźliśmy z wiejskiej imprezy barana w bagażniku, kolega sobie go przygarnął.

Ja dwa razy w bagażniku swojego sedana przewoziłem zarżniętego wieprza :D

 

 

Kiedyś mi na krajowej (pod cmentarzem w dodatku) jakiś pijak na rowerze przeciął drogę. Gdybym go nie obserwował z daleka, to by było po nim pewnie, bo wyhamowałem w ostatniej chwili.

Link to comment
Share on other sites

Jestem kierowcą zawodowym...przy tych km.co się przejeżdża, odwałki to norma. 

 

Zresztą mimo 41 lat jeżdżę najczęściej bardzo dynamicznie czy to ciężarówką (da się 🤣) czy osobówką czy już tym bardziej motocyklem 😍

 

Byle nie zrobić komuś krzywdy. Ogólnie w porównaniu do zachodu jeździmy w większości kiepsko i z bliską zeru kulturą jazdy dla innych uczestników r.d.

  • Like 4
Link to comment
Share on other sites

Teraz, cst9191 napisał(a):

Ja dwa razy w bagażniku swojego sedana przewoziłem zarżniętego wieprza

Też się woziło słoninkę.

 

A jeszcze 1 akcja za młodego, czyli w poprzednim wieku.:D;)

Zabrakło mi paliwa jakieś 5km od domu na polach, źle obliczyłem spalanie bo powinienem dojechać, lato, 3 rano, zero ruchu.

Coś jedzie, macham, auto się zatrzymuje.

Patrzę rej ze wschodu, mam pietra, że zaraz mi auto ukradną albo radio i wpierdol.

Na przyczepce trumna, pytam o paliwo, mają i chcą sprzedać bo mają zapas. Otwiera trumnę i podaje mi 10 litrów w kanisterku.

Kupiłem sporo taniej niż na stacji.

 

  • Haha 2
Link to comment
Share on other sites

Raz zawracajac na polu jebnąłem w jedyny słup jaki tam był, o którym wiedziałem że tam był 

 

Pijany i najarany jednocześnie jeździłem po lesie 

 

Wyprzedziłem raz pod górkę, jakby ktoś jechał z naprzeciwka to kaplica jak nic 

 

Na autostradzie przy skręcaniu przekręciłem kluczyk bo chciałem coś sprawdzić, koła się zablokowały i prawie trafiłem na barierkę 

 

Teraz jeżdżę już bezpiecznie 😛

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Stare UNO pocziwe 1.4 bez działajacego recznego. Ja i rodzinka wsiadamy, auto zaparkowane przy cmentarzu kola skrecone w kierunku zjadu z gorki. Wsiadam wciskam sprzeglo kierownice zablokowalo, znanim zdarzylem kluczyk w stacyjce przekrecic wjebalem sie w siatlke ogradzajaca plebanie😆. Do dzis pamietam mine ksiedza jak zadzwonilismy na dzwonek, i sprzedalismy info... na szczescie my cali nawet bez siniakow bo auto nie zdarzylo nabrac predkosci. W Unie tylko lamoa przednia prawa do wymiany koszt 40 zl wtedy. 

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

23 minuty temu, PyrMen napisał(a):

Ogólnie w porównaniu do zachodu jeździmy w większości kiepsko

Polemizowałbym.

 

23 minuty temu, PyrMen napisał(a):

...przy tych km.co się przejeżdża, odwałki to norma. 

Dokładnie. Kilkukrotnie zmieniając pas "dużym" w porę nie zobaczyłem w małym lusterku osobówki w swoim martwym punkcie.

 

Z moich fuckup-ów za kółkiem ciężarówki:

 

1. W poprzedniej firmie zapomniałem zamknąć windę i zrobiłem zarwotkę po firmie. Przejechałem koło okien biura. 😲

2. Zapomniałem opuścić "nogi " w naczepie podczas odczepiania i odjechałem ciągnikiem siodłowym.

3. Pracujący dzień - święto narodowe w kraju w którym jestem. Aby Wam to zobrazować - wjechałem jakby  w środek procesji na boże ciało w Pl. Kołami ciężarówki poprzestawiałem wystawione na ulicznym straganie graty. :) 

 

 

To tak na szybko, z pamięci.

 

 

 

 

 

 

 

Generalnie przez 13l posiadania PJ ( z półroczną przerwą🙈) trochę by się tego nazbierało - wielu sytuacji pewnie nie pamiętam i wątpię, żeby komukolwiek chciało się to czytać. :P NA szczęście kończyło się to tylko strąbieniem.

 

 

 

 

  • Like 4
Link to comment
Share on other sites

21 minut temu, slusa napisał(a):

Raz zawracajac na polu jebnąłem w jedyny słup jaki tam był, o którym wiedziałem że tam był 

Z kumplami jak się wozimy autem, zawsze jeden zasłoni  szyby, jest taki automatyczny przycisk, że nie można okna otworzyć, jak kumpel zje dużo grochówy, popije 3 piwami albo po prostu chce się bączyć, często robimy sobie taki psikus i prowadzący auto puszcza bąka, potem wszyscy to wdychają i wyzywają. Po minucie kolega, który prowadzi mówi do mnie albo do innych, starczy ci tego dobrego, albo wam dobrego i otwiera łaskawie okno.

 

Nie mówiąc jak koledze chciało się sikać jak jechaliśmy autem na koncert metalowy i nie dało się na ekspresówce auto zatrzymać, to szczał do butelki, jeden wypił połowę butelki wody 1.5 litrów, żeby koledze pomóc, potem obciął dziuba od butelki, dał koledze ten naszczał tyle, że się wylewało, z butelką pełną moczu jechaliśmy na koncert. Jechaliśmy przy otwartych oknach późnej jesieni na koncert. Kolega trochę zaszczał siedzenie i wylał trochę na deskę rozdzielczą,  tak że to byłby raj dla tego co sprzedawał sztuczne błony :)

 

Tak że były gagi.

 

Od czego ma się kumpli ;)

Edited by Druid
  • Like 1
  • Haha 1
Link to comment
Share on other sites

W dniu 15.09.2023 o 18:08, cst9191 napisał(a):

Do założenia tego wątku zainspirowały mnie artykuły o coraz to ciekawszych wyczynach kierowców na polskich drogach. Zdarzało  się Wam coś odwalić na drodze?

W sensie tak ogólnie, czy co odwaliliśmy w ostatnim tygodniu? 😆

 

Pamiętam jak za dzieciaka kupiłem markowe moto bez papierów w dość średnim stanie, ściągnięte przez kumpla zajmującego się wybieraniem różności ze złomu w UK, ale za to za jakieś 300zł. Kilka rzeczy naprawione, zabrałem dziewczynę na pasażera i jedziemy nad rzekę wioską. Przy ok. 80kmh tylna dętka w momencie straciła powietrze, a motorem zaczęło rzucać po całej drodze od lewej do prawej, ledwo to ogarnąłem bo już widziałem raz rów, raz szlifa po asfalcie. Później został kilkunastometrowy ślad wyryty przez obręcz w nawierzchni. No ale sytuacja ogarnięta, jak dla mnie to jedziemy dalej nad tą rzekę na flaku, już powolutku.

Ona cała zestresowana, jakby jej życie przeleciało przed oczami. Stwierdziła że już więcej na niego nie wsiądzie 😆

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Jeździłem bez prawka zanim zdałem egzamin. W sumie to dzięki temu nauczyłem się jeździć i przygotowałem do egzaminu, bo na kursie mnie prawie niczego nie nauczyli.

 

Poza tym największą lekkomyślnością była jazda przez całą zimę na 15letnich oponach wielosezonowych, raz straciłem panowanie nad autem jadąc prosto, odbiłem się od krawężnika i nic się na szczęście nie stało. 

 

50 minut temu, PyrMen napisał(a):

przy tych km.co się przejeżdża, odwałki to norma. 

Dokładnie, też robię sporo kilometrów, tyle że osobówką i jakieś błędy są nieuniknione.

  • Like 5
Link to comment
Share on other sites

Wjechałem między dwa samochody na parkingu tak że jeden zarysowałem. 

 

Wkurwiam wszystkich przepisową jazdą. 

W dniu 18.09.2023 o 17:50, GreyKnight napisał(a):

No i tak przyspieszamy ja ciesze michę bo nie odpuszczam i coraz bardzie patrzę czy on odpuści. Skupiam na nim totalna uwagę. Nagle odpuszcza!

 

Tak kurwa goń się frajerze!  

 

Uradowany odwracam głowe i patrząc już w pełni przed siebie widzę jak przed maską  przebiega mi pieszy. 

 

Tamten zwalniał żeby ktoś spokojnie na pasach przeszedł, a ja bym tego człowieka zajebał albo ciężkie kalectwo. Dobrze że osoba ta odpowiednio oceniła sytuację i zdążyła uciec.

 

Druga sytuacja to kiedy jadąc z dziewczyną wyjechałem na czołówkę próbując wyprzedzić tira. To samo auto ta sama piekielna moc. Tylko na jakiejś chujowej krajowce.

Dlatego uważam że powinni robić badania psychologiczne przed robieniem prawka  B. 

 

A jakbyś zajebał człowieka  bo się ścigałeś to mam nadzieję że byś dostał 25 lat analnego pod prysznicem. 

 

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Wracałem kiedyś z Pomorza na Śląsk. Wiele lat temu to było, ale do dziś pamiętam. Bo też w życiu wjechałem na przejazd kolejowy po tym, jak zaczęły się opuszczać szlabany. W sumie o najgorszej porze zmęczenia, bo prawie nad ranem, po nocnej jeździe longiem od dobrych paru godzin. Nie zatrybiłem ze zmeczenia w ogóle, że jakaś lampka mi miga i coś tam brzęczy ;)

 

Wjechałem jak ostatnia pizda. Na szczęście zdążyłem zjechać. Raz zrobiłem taki idiotyzm na drodze. Od tego czasu jak mi się oko na drodze zamyka, zawsze zjeżdżam na jakiś parking. Ale też już nie jeżdżę tyle, co kiedyś.

  • Like 2
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Było tego trochę, zwłaszcza na początku zdobywania doświadczenia

 

- wjechałem pod prąd na drogę 2 pasmową

 

- w Pradze wjechałem w zajezdnię dla autobusów, autobusy mnie przyblokowały, wszyscy zaczęli trąbić. 

 

- ostatnio bym z znów skręcił pod prąd bo się zagadałem a drogi we Wrocławiu są kiepsko oznaczone, farby wyblakłe, wszystko pocięte drogami rowerowymi i ciągle remonty. Cholera wie jak jechać. 

 

- miałem wypadek bo przekroczyłem prędkość o 20 km i zajmowałem się komórka zamiast patrzeć na drogę. Co ciekawe nie byłem sprawcą wypadku bo gość który we mnie przywalił przeciął skrzyżowanie i nie ustąpił mi pierwszenstwa. Jakbym jechal z dozwoloną prędkością i nie grzebał w telefonie to bym uniknął stłuczki.

 

Na motorze to że 2-3 razy wyrzuciło mnie na łuku zakrętu bo za szybko jechałem.

 

Jeszcze jazda nocna - 2-3 razy zasnąłem na chwilę za kierownicą. Obudziłem się parę metrów dalej. Od tamtej pory nie jeżdżę nocą. 

 

Jeszcze jedno - zdarzyło mi się jechać na kacu, bo wydawało mi się że dobrze się czuje. Już tak nie robię od wielu lat ale za młodu parę razy tak wracałem z imprez.

Edited by RealLife
  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

20 hours ago, Libertyn said:

Wkurwiam wszystkich przepisową jazdą. 

To jest nas dwóch.

 

Zakup pierwszego samochodu, "spietrałem" chociaż miałem już odebrane PJ, i poprosiłem sprzedawcę by odstawił mi brykę pod dom... spojrzał na mnie, zadzwonił po swego syna by jechał za nami jako taxi, i spełnił mą prośbę. Gdziekolwiek jesteś, niech Ci się wiedzie!

Potem tą furą krążyłem kilka godzin w obrębie kilku osiedlowych uliczek, na jedynce i dwójce, "wyczuwając" sprzęgło, i jak bierze zakręty. Trąbili różni że za wolno...

Następnego dnia wyjeżdżając z miejsca parkingowego tyłem, przodem zahaczyłem latarnię (rysy na błotniku).

Opłakując lakier, wyjechałem na główną drogę, dojechałem do ronda, a na rondzie nie zauważyłem hamującego przede mną SUVa i zarysowałem drugi bok od lampy do lampy :( na szczęście skończyło się na dogadaniu, bo tamtemu tylko narożnik plastikowego błotnika zeszlifowałem, prędkość niemal zerowa więc szkód poważnych nie było.

 

Cóż, auto miało całą moc i grację znudzonej życiem krowy (15,9s do setki fabrycznie, a kucy tam już wtedy chyba połowa zdechła ze starości), więc nakleiłem zielony listek (wówczas rzadkość na drogach) - i z pewną nostalgią patrzyłem, jak wyprzedzają mnie L-ki, śmieciarki, czy dostawcy na skuterach ;) i w którymś momencie coś mnie podkusiło, by z wyprzedzającym mnie 126p się zrównać... przyspieszyć i go nie wpuszczać. Może 20 sekund... sam nie wiem, po co - młody byłem i głupi.

 

Najbardziej głupia i krzywa akcja była jednak niedługo potem - jechałem spokojnie krajówką, z naprzeciwka wywrotkę zaczął wyprzedzać jeden, a tego - drugi, beemą na trzeciego. Żeby się zmieścił, ja musiałbym zjechać na pobocze... nie zjechałem od razu, bo go nie zauważyłem - sprawdzałem trasę, jeszcze na papierowym atlasie Polskich dróg (mój telefon miał wówczas 2x16 znaków i nie miał mapy). W ostatniej chwili ja się prześliznąłem po poboczu na granicy rowu melioracyjnego, a beema hamowała z dymem... ale jakoś obyło się bez stłuczki.

 

Z innych przypadków - wiozłem człowieka na SOR, łamiąc chyba połowę Kodeksu (podwójna, wyprzedzanie na przejściach, nieuprawnione użycie sygnałów, wymuszenie pierwszeństwa, jazda pod prąd itd., nawet nie pamiętam wszystkiego) ale patrząc dzisiaj - w tych samych okolicznościach, zrobiłbym to ponownie bez jednej chwili wahania.

 

Wjechałem w pieszego - nie z mojej winy, wyskoczył zza ciężarówki wprost na jezdnię kilkanaście metrów ode mnie - przyhamowałem już niemal do zera, i "ofiara" zwiała, zanim ja doszedłem do siebie. W takich sytuacjach, sami jedźcie na Policję jako i ja pojechałem - po kilku miesiącach dostaniecie "umorzenie z powodu niewykrycia sprawcy uszkodzenia samochodu", ale gdyby to "ofierze" się coś "przypomniało" to już was oskarżyć skutecznie nie zdoła.

 

Chyba nigdy nie jechałem "pod wpływem" albo na kacu - natomiast wiele km zrobiłem po nocach, zmęczony; natomiast nigdy z tego powodu nie zboczyłem z toru jazdy. Znajomy zasnął za kierownicą, a obudził się na cmentarzu - na zakręcie pojechał prosto, przez ogrodzenie lokalnego kościółka.

 

Dwie poważne kolizje, obie nie z mojej winy, obie to najechanie na mój kuper (raz na ekspresówce, w prawie nowy wóz, 3 miesiące po odbiorze z salonu). Nieważne jak dobre masz opony i hamulce, gdy ktoś za tobą jedzie wrakiem.

 

Motocykl, nie mój a "karnij się po placu", 125cm3 automat - pomyślałem "to tylko większy skuter" i odkręciłem manetkę na maksa. Na szczęście bez większych uszkodzeń, na mnie czy na sprzęcie. A wsiadłem bez kasku czy rękawic, jak stałem w koszulce i dżinsach  - opatrzność czuwa nad głupcami.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Sprowadzając auto z Warmińsko-Mazurskiego nie przepuściłem pieszych na przejściu, słyszałem nawet jak się na mnie wydzierali... w sumie mieli rację. Innym razem przez niepewną zmianę pasa ruchu na Wale Miedzeszyńskim (jedno z moich "ukochanych" miejsc w stolicy) zostałem strąbiony przez jakieś BMW, i to podwójnie - za pierwszym razem bezpośrednio, za drugim gościu się zrównał ze mną i zaczął trąbić po raz kolejny. I to chyba tylko tyle.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

 

Zdarzały się Wam jakieś awarie auta podczas jazdy?

 

Mi kiedyś odpadł tłumik podczas jazdy po mieście, innym razem urwała się linka od gazu, na szczęście było to kilka km od domu i jakoś się doczłapałem, parę razy wciskałem do końca pedał gazu i się blokował.

Ostatnio często zapominam zaciągnąć ręcznego i nie potrafię wyjaśnić skąd to roztargnienie.

 

 

 

Link to comment
Share on other sites

Noc, ciemno, jakieś zadupie, już spieszy mi się do domu, auto przede mną zwalnia, więc nie za wiele myśląc wyprzedzam. Okazało się, że facet zatrzymał się przed przejściem, żeby przepuścić pieszych. 

Poza tym jakoś sobie nie przypominam. Staram się jeździć zgodnie z przepisami. 

 

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.