Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Zaloguj się, aby obserwować  
BrightStar

"Wiele technik terapeutycznych to inicjacje okultystyczne" - wywiad z psycholog

Polecane posty

 Co sądzicie o tezach tej Pani? Dla mnie manipuluję i przedstawia strasznie skrajny obraz rzeczywistości na korzyść korporacji watykańskiej. Już sam fakt, że mianuję się psychologiem, a uważa że psychologia i psychoterapia nie ma nic na poparcie swoich tez jest absurdalny i wrzucanie wszystkich technik do jednego wora też nie najlepiej świadczy. Nie podawanie żadnych alternatyw, to kolejny argument przeciw.

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

;) o manipulacji jednestek i całego społeczeństwa KK mógłby powiedzieć najwięcej. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ona to mówi w Mediach Narodowych, a to jest niestety też dosyć katolicka TV. Mają tam ciekawe wywiady z różnymi ludźmi, ale jest tam element katolicki.

 

Tutaj inny agent KK - ksiądz Jarosław Bukowski mówi o Bogu, Aniołach, Demonach i UFO. Ja tylko czekam, aż KK się podepnie pod Turbosłowian, Reptilian i Illuminatów :lol:

 

Edytowano przez MoszeKortuxy
  • Zdziwiony 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No tak, według Kościoła Katolickiego afirmowanie siebie to zło wcielone, bo lepiej całe życie pokutować za śmierć jakiegoś żyda 2000 lat temu. Chrześcijaństwo wbija do głów od małego poczucie winy, dlatego mamy takie sfrustrowane społeczeństwo.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, koksownik napisał:

 bo lepiej całe życie pokutować za śmierć jakiegoś żyda 2000 lat temu. Chrześcijaństwo wbija do głów od małego poczucie winy, dlatego mamy takie sfrustrowane społeczeństwo.

Nawet nie wiesz jak jesteś zrobiony w chuja i zmanipulowany używając takich określeń. Chrześcijaństwo to styl życia, katolicyzm i cały kościół to spółka, mafia itd.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Themotha Co osobiście wyciągnąłeś z chrześcijaństwa? Ja trochę wyciągnąłem, ale jakieś bardziej sprecyzowane argumenty, czy przerzucanie się z koksownikiem ogólnikami i hasłami? Bo jedni mówią, że coś jest be, a drudzy cacy. No to kot ma racje. Wiem, że chrześcijaństwo można trochę rozdzielić o Kościoła Katolickiego, ale i tak jest przeżarty jego wpływami. To oni edytowali Biblie itd., więc jak to jest?

A co do materiału, to wydaje mi się jakiś dziwny. Raczej to jest podszyte promocja swoich treści i książek, a nie prawdziwa troska o cokolwiek.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Themotha  pokory ? Znajde 20 kolejnych osób z jeszcze innymi opiniami.

,,Moja jest tylko racja... i to święta racja... '' 

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ojej, obraziłem czyjąś religię? No to mnie oświeć panie @Themotha. Rozumiem, że temat religii jest drażliwy, ale to są fakty.

 

@Gromisek nie mam zamiaru z nikim się przerzucać. Z religią jest jak z poglądami samozwańczego króla Lehii - w rzeczy sensowne wplątuje się coś destrukcyjnego. 

 

Nie zaprzeczę, że po twórczości Marka, zrobiłem się nieufny do wierzeń. Argumenty zawarte w książkach i audycjach na tyle mnie przekonują, żeby uważać religię za narzędzie zamordyzmu. A dlaczego - to już nie będę tłumaczył. Nie trudno jest znaleźć posty o tym mówiące na forum.

Edytowano przez koksownik

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@koksownik Trochę destrukcyjne podejście. Jasna sprawa, że nie ma co wchodzić całkiem w wierzenie, ale poznanie go i ich patrzenia na świat bywa przydatne. Nie trzeba go przyjąć, ale warto znać. Różne ciekawe nauki można wyciągnąć z innych wierzeń, ale trzeba wybierać pod siebie, to co nam pasuje, a nie to co nam mówią, żeby brać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

To nie ścieżki są be tylko ludzie, którzy zrobili sobie z tych ścieżek sposoby manipulacji i pasożytnictwa.

Dróg jest dużo, jak wybierzesz sercem to będzie ta właściwa.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@koksownik chrześcijaństwo to styl życia, życzę Ci abyś tego doświadczył, to kościół zrobił z tego zakazy i nakazy, ja nie czuję się urażony bo z wszelkiej maści religiami na bakier jestem, ale warto się czasami zastanowić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

A czym jest chrześcijaństwo?

 

Wszystko OK ale całe chrześcijaństwo opiera się na zmartwychwstaniu. Bez tego cała reszta nie ma sensu a zmartwychwstanie to niestety sprawa nie do udowodnienia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nie całe tylko Twoje, chętnie byś uwierzył gdybyś miał pewność, że coś na tym ugrasz - życie wieczne ;)

Wyobraźmy sobie, że istnieje wersja chrześcijaństwa, w której Jezus umiera i koniec.

Czy jego przekaz by się zmienił. Jego nauki w mojej perspektywie pozwalają dowiedzieć się czegoś o swojej naturze a przez to bardziej świadomie i luźniej żyć.

 

Ludzie zmuszani i straszeni wyrzekają się siebie i zakładają maski często nieświadomie tracąc kontakt ze swoja naturą i tu w mojej ocenie jest problem z jakimkolwiek kościołem w jakiejkolwiek religii.

Edytowano przez icman

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Babka ma troche racji,

mozna uzyc innego agumentu: czy chcesz byc podobny do Jana Pawla, Matki Teresy, Maria (matka Jezusa) i szukac tego

czy bardziej jak Jerzy Urban, Katarzyna Lubnauer, Madonna ?

Ciezko szukac jednej jedynej prawdy, to samo oznacza ze 'duchowosc' lewicowa powinna podlegac wnikliwej krytyce, skoro to 'nauka' - no i patrzec na skutki ich dzialalnosci

Edytowano przez Funky.steel

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nie ma nic gorszego jak psycholog, który uprzedzony jest dogmatami religii, kultury.

Powinna swoich pacjentów, klientów informować, że jest psychologiem katolickim.

Dla katolika nawet medytacja to zadzieranie z mocami zła, szatana. 

Ciekaw jestem co powie o masturbacji, seksie przedmałżeńskim ?

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Tak pro-forma coś odpowiem:

masturbacja nie jest czymś super-dobrym, energię powinno się używać inaczej - tu się nic nie zmieniło, kultura powinna być ustawiona tak, żeby masturbacja nie była konieczna, a masturbacja do porno już tym bardziej.

Seks przedmałżeński - grozi ciąża lub syfkami - ogólnie, gloryfikowanie seksu i 'zakochania' niczemu dobremu nie służy....


Czyli jesteś za tym, że psycholog powinien informować o swoim ateizmie lub lewicowych poglądach (wszyscy równi, gender ok, wiadomo że przemoc ma płeć itp.? ) Jeśli tak to ja też jestem za!


Medytację itp. ja interpretuje jako tolerancję lub wkładanie na piedestał obcych kultur kosztem naszej - jaki to daje efekt widać na zachodzie, lub na naszych 'czarnych marszach' gdzie większość to feministki, jogini, wegetarianie i inni tego typu wrażliwi lub z kosmosu... (bez dowodu, tylko obserwacja, opinia tymczasowa).

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

psychologia - nauka badająca mechanizmy i prawa rządzące psychiką oraz zachowaniami człowieka.

 

Psychologia na bawi się w łatki lewak, hindu, gej, wegetarianie itd. Ona bada zjawiska występujące w ludzkich zachowaniach, umyśle itd. Dlatego nie może powiedzieć, że masturbacja jest zła czy dobra moralnie. Może ewentualnie mówić o pewnych zaburzeniach, chorobie.
O  FAPIE przestudiowałem bardzo wiele materiałów i nie jest czymś dobrym(nie słuzy Ci), jeżeli chodzi o pewne aspekty naszego życia, samopoczucia itd. Natomiast jako zachowanie nie jest żadna patologią i świadczy o zdrowym rozwoju seksualnym. 

 

Dla mnie psycholog, który miesza swoją religijność, dogmaty z nauką powinień zmienić zawód i zajmować się np. etyką.

 

A medytacja wicisza ciało migdałowate, wzmacnia korę mózgową i moim zdaniem nie powinno się wypierać czegoś, bo nie jest zachodnie, moje kulturowo itd.

To tylko świadczy o ludzkiej ignorancji, ograniczania się, braku świeżego, otwartego umysłu, budowanie murów między ludźmi. Pod tym wszystkim ukryty jest przede wszystkim strach przed utratą znanego, bo czym jest tradycja, rytuały, kultura jak nie poczuciem bezpieczeństwa. 

 

 

 

Edytowano przez Metody

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Gr4nt bo Biblie czyta się sercem a nie umysłem, całe Chrześcijaństwo to styl życia a nie religia i dogmaty, to relacja między Tobą a Bogiem, wszystko odbywa się na poziomie ''serca'' wewnątrz, natomiast wielu ludzi ma dużo informacji o Bogu, podchodzą racjonalnie. Kościół wykorzystał to wszystko w celach czysto biznesowych i niestety będzie istniał i istniał z jednego prostego powodu, nie wiesz co będzie po śmierci, a cała nauka kościoła opiera się na strachu i potępieniu, dlatego człowiek woli trzymać się kościoła niż odejść bo wtedy piekło=programowanie umysłu, ktoś miał naprawdę łeb aby coś takiego wymyślić, ale Włosi zawsze mieli bystrzaków u siebie nie ma co ukrywać.

Edytowano przez Themotha

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Themotha  

 " Włosi zawsze mieli bystrzaków u siebie"  - nie Włosi tylko Żydzi. Założyciele kościoła pochodzili z rodzin żydowskich.
Podobnie jak 
Sigmund Freud – austriacki lekarz żydowskiego pochodzenia, neurolog, twórca psychoanalizy.  I np. Karl Marx – niemiecki filozof, socjolog, ekonomista, historyk, dziennikarz i działacz rewolucyjny. Pochodził ze zasymilowanej rodziny żydowskiej, pochodzenia aszkenazyjskiego.

 

@Metody:  "psychologia - nauka badająca mechanizmy i prawa rządzące psychiką oraz zachowaniami człowieka."    

https://pl.wikipedia.org/wiki/Przyrzeczenie_Lekarskie    Jeden z podpunktów poniżej:

  • według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek;  Taka jest teoria, jaka jest rzeczywistość ?
    Psychologia jest dziedzina społeczną, podobnie jak np. politologia i europeistyka itp. I jako taka podlega jak najbardziej marszowi przez instytucje: http://www.historiasztuki.com.pl/strony/021-10-00-ANTYKULTURA-MARSZ.html

 

Przykład 'humanizmu' psychologów:

http://www.familie.pl/artykul/Odbieranie-dzieci-rodzicom-prawo-i-rzeczywistosc,6586,1.html

Karolina i Bartosz Bajkowscy do poradni psychologicznej trafili, bo ich dzieci (bliźniacy Krzyś i Staś oraz nieco młodszy od nich Piotruś) nie lubiły chodzić do szkoły. Rodzice chcieli więc pomóc synom rozwiązać ten problem. Następnie zostali skierowani do Krakowskiego Instytutu Psychoterapii (KIP), prowadzonego przez Stowarzyszenie „Siemacha”. 30 stycznia br. krakowski Sąd Okręgowy, bazując na wniosku z KIP i opinii wydanej przez Rodzinny Ośrodek Diagnostyczno-Konsultacyjny, ograniczył prawa rodzicielskie rodziców i zdecydował o natychmiastowym umieszczeniu trojga ich dzieci w domu dziecka.

Zgodnie z wyrokiem – „dla dobra dzieci” – rodzice sami powinni odwieźć synów do domu dziecka. Specjalistycznego, bo sąd wziął m.in. pod uwagę pierwotny problem (czyli ten, przez który chłopcy nie lubili chodzić do szkoły) i uznał, że w takiej placówce dzieci będą miały zapewnioną „opiekę” psychologa i pedagoga, której „niezbędnie” potrzebują.

Psychologia to nie tylko 'pogadanie' z kimś, to też realnie realizowana władza, właśnie np. w dziedzinie życia rodzinnego, wychowywania dzieci, definiowania norm spolecznych

 

Co do Kościoła, podchodzę do tego w sposób interesowny: Kościół uznaje naturalną wysoką pozycję mężczyzny w rodzinie i społeczeństwie. Patrząc tylko na ten 1 punkt ma moje pozytywne zainteresowanie.

 

 

Edytowano przez Funky.steel

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
41 minut temu, Funky.steel napisał:

@Themotha  

 " Włosi zawsze mieli bystrzaków u siebie"  - nie Włosi tylko Żydzi. Założyciele kościoła pochodzili z rodzin żydowskich.

Jakieś przykłady?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Themotha

Jezus Chrystus (ur. ok. 8–4 p.n.e. w Betlejem, zm. ok. 30[a][1] lub 33 n.e. w Jerozolimie) – centralna postać religii chrześcijańskiej. W wierzeniach większości chrześcijan uznawany jest za Boga (jako Syn Boży, współistotnyBogu Ojcu) i człowieka[2].

Według Nowego Testamentu (części Biblii) urodził się w żydowskiej rodzinie jako syn Marii poślubionej Józefowi. 

 

Paweł z Tarsu, Paweł Apostoł, Szaweł, Saul, Szaul, heb. שאול התרסי Szaul ha-Tarsi (ur. ok. 5–10 w Tarsie w Cylicji, zm. ok. 64–67 w Rzymie) – Żyd z Tarsu, święty chrześcijański, męczennik. Zwany Apostołem Narodów

Urodził się jako Szaweł (Saul) w Tarsie (obecnie Tarsus) w Cylicji w żydowskiej rodzinie, posiadającej rzymskie obywatelstwo. Był synem faryzeusza z pokolenia Beniamina. Według Hieronima ze Strydonu jego rodzice pochodzili z Giskali (współczesny Dżisz) w Galilei.

Nie jest znany sposób, w jaki przodkowie Pawła uzyskali obywatelstwo rzymskie.

 

https://en.wikipedia.org/wiki/Early_Christianity

"Pierwsi chrześcijanie, jak opisano w pierwszych rozdziałach Dziejów Apostolskich, byli Żydami albo przez urodzenie, albo przez nawrócenie"

 

Edytowano przez Funky.steel

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Mylisz pojęcia, kościół katolicki to nie Chrześcijaństwo, ale wykorzystał je do własnych celów tj. władzy, pieniędzy. Pierwszymi twórcami i papieżami byli Włosi, którzy z Chrześcijaństwa zrobili źródło zakazów i nakazów wykorzystując autorytet Jezusa i karę za nie przestrzeganie owych zasad. Jezus o ile mi wiadomo mówił o miłości, wolności a nie zniewoleniu.

Edytowano przez Themotha

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Themotha

"Jezus o ile mi wiadomo mówił o miłości, wolności 

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Lewica

"Głównym założeniem lewicy jest dążenie do wolności, równości i sprawiedliwości społecznej."

https://pl.wikipedia.org/wiki/Rewolucja_francuska#Rewolucyjny_terror

Większość wyroków śmierci wykonywana była za pomocą gilotyny. W trakcie rewolucji na podstawie wyroków trybunałów zgilotynowanych zostało ponad 50 tysięcy ludzi. Około 35 tysięcy padło ofiarą samosądów ludowych.

W czasie obydwóch powstań szuańskich zginęło od 120 do 500 tysięcy powstańców i cywilów. Itp.

Zwalczanie kontrrewolucji w czasie rewolucji francuskiej przyniosło śmierć prawie 250 tysiącom cywilów. Podobna liczba osób trafiła do więzień.

Jak na ówczesne warunki demograficzne Francji było liczbą olbrzymią. Francuska propaganda porewolucyjna stanęła jednak na wysokości zadania. 
W miarę dokładnej liczby ofiar zrywu rewolucyjnego nad Sekwaną, Loarą i Rodanem nie poznamy jednak nigdy, gdyż w 1913 r. francuscy antymonarchiści spalili archiwa rewolucyjne.

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się
Zaloguj się, aby obserwować  

  • Podobna zawartość

    • Przez Nerwicowiec75
      Cześć samcy! 
      Długi zbierałem się , aby tutaj napisać , bo w sumie jest tego tyle , że nie wiem czy będę w stanie składnie to opisać . 
      Z góry przepraszam, jeżeli pomyliłem dział i proszę o przeniesienie . 
      Przepraszam też za ton, ale jestem na skraju załamania.
       
      Sprawa oczywiście dotyczy pierdolącego się małżeństwa w sumie od dawna . 
      Za sprawą żony poszliśmy na terapię , bo jak to usłyszałem ona nie widzi tego inaczej i albo pójdziemy i coś się zmieni albo rozwód . Podstawiony pod ścianą poszedłem . Początkowo nawet widziałem jakiś sens jakaś poprawę . Dzięki wylaniu żalów (głównie ze strony żony) potrafiliśmy o tym porozmawiać przy mediatorze i wyjaśnić, przynajmniej częściowo , i napięcie zeszło na jakiś czas . Ale później znowu to samo . 
      Z czasem jak chodzę na ta terapię to coraz bardziej wychodzę z niej wkurwiony .
      W bani mam już taki kocioł jak po niezłym praniu mózgu . Wiecznie słyszę , że ja buduje w domu napięcie , że czepiam się o szczegóły , że zwracam uwagę , np że coś nie się nie podoba . 
      Ostatnio na terapii usłyszałem , że jak kazałem dzieciakowi posprzątać pokój przed położeniem się spać ,  że ja buduje napięcie, że stresuje dziecko. żona powiedziała przy dziecku,  zebym je zostawił w spokoju bo już jest późno . Podważyła mój autorytet.  Pokój posprzątałem razem z dzieckiem i nie było problemu. Tak mi się zdawało . Potem usłyszałem , że buduje napięcie , że ma to zły wpływ na dziecko itp. czyli wniosek z tego taki, że dziecko może robić co chce , ojciec czy matka nad nimi będzie skakało i nie ma co uczyć konsekwencji i obowiązków. Oczywiście dwa kilka dni później znowu bałagan jak po tajfunie . Gdy zapytałem dlaczego , to usłyszałem , że mieli inne zajęcia . Zero konsekwencji. 
       
      Najlepsze teksty są takie, że ja nie widzę problemu. Że dla mnie jakby było wszystko w porządku . Ale kurwa  roztrząsanie jakichś pierdol , tak jak wyżej do wymiaru wojny , to jest przesadza. Ja potrafię jakoś odpuścić , odłożyć swoje męskie żądze i potrzeby na bok , a ona nie. 
       
      Wciąż słyszę z jej strony , że to nie ma sensu , bo ja nie rozumiem problemu , bo ja się nie zmienię itd. tylko czemu to ja się mam zmieniać. A terapeutka podłapala  i też tłumaczy , że wina jest po mojej stronie . 
      Czuje się zaszczuty. Bo niby to ja jestem ten zły i kat w domu, a wychodzi na to , że cokolwiek się odezwę , zwrócę na coś uwagę , to ja się przypierdalam , buduje napięcie itp . Widzę coś , co mi przeszkadza i BOJE się odezwać , bo będzie źle.  Dałem sobie wejść na banie i mam teraz tego efekty . 
       
      Poszedłem na ta terapię z uczciwej chęci pracy nad sobą i związkiem . Każdy ma jakieś tak odchyły i trzeba nad sobą pracować . Ale na sesjach to jest jakaś wojna , ja się cały czas czuje przyparty do muru i muszę się bronić przed atakami (wytykaniem) żony i terapeutki . Jak to pani psycholog mówi ... Jakby to panu powiedzieć , żeby się pan nie poczuł winny , ten zly, żeby pan nie odebrał tego osobiście ... Ale to Pan jest ten zły. Rozumiecie ??? 
      Wiecznie słyszę , że mam jakieś schematy w głowie , które muszę zmienić , które są wynikiem skrzywienia w dzieciństwie itp. 
      A szanowna małżonka to co? Jak się pytam o jej stronę to słyszę , że się stara , że próbuje itp tylko ja jakoś tego nie widzę !!! Ze ona nie widzi sensu , bo nie widzi poprawy / zmiany u mnie. Ze jakiś czas jest no rzeczywiście i potem wszystko wraca . Tylko co to znaczy dobrze ... Jak jest po jej myśli i tak jak ona tego chce . 
       
      Moje potrzeby są nie ważne . I mówię tu o wszytkim . Potrzeby rozmowy , seksu , aprobaty, poświęcenia czasu dla mnie są nieważne. Mam nie wymyślać i nie przesadzać . 
       
      Jestem na skraju rozjebania łba o ścianę . Nie chcę rozbić rodziny , ale widzę to coraz czarniej. I czuję się zaszantażowany. 
       
      Nie wiem czy ktoś zrozumie ten słowotok , ale emocjonalnie jestem rozbity . Może jak się rozkręci tutaj dyskusja , to opowiem o kolejnych faktach i coś chłopy podpowiecie . 
      Dzięki 
       
    • Przez Dworzanin_Herzoga
      Tekst pochodzi z: https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-wampir-pracowal-w-szpitalu-byl-skazany-za-mord-rytualny,nId,2813692
       
      Ciężko uwierzyć, że mogło dojść do czegoś takiego w rzeczywistości, bo fabuła niczym w jakimś mrocznym filmie.
      Zawsze to lepsze, niż leczyć się psychiatrycznie w PL na NFZ, jednak i tak wyjątkowo ciężkie klimaty.
       
      Jeszcze skojarzyło mi się, jak w bajce "krowa i kurczak" był kiedyś motyw, jak czerwony sfałszował swoje papiery lekarskie, zmieniając słowo "psychiczny" na "psychiatra".

       
    • Przez Garrett
      Mam taką zagwozdkę: większość dam jakie poznaję na necie i potem się z nimi spotykam w realu to towar z recyclingu (tzn. ostatni ich związek był długi, powiedzmy 5-7 lat). I teraz tak - czy taka osoba, bo i nas facetów też to może dotyczyć, podświadomie szuka nowego partnera podobnego to tego starego (nie mam na myśli tylko wyglądu)?? Głownie o LTR mi chodzi. Wiecie, takie wdrukowanie w podświadomość.
      Mi się wydaje że coś w tym jest. I myślę, że taka dama, powiedzmy juz powyżej 30stki, nie znajdzie kogos podobnego, to zadowoli się jakimś beta bankomatem lub bedzie "wpadać" w związki z badboyami.
      Może trochę zbyt rozkminiam, ale wydaje mi się, kilka lat z 1 osobą wpływa na pewne mechanizmy doboru partnera.
       
      Co myślicie?
    • Przez SzejkNaftowy
      Pierwszymi egoistami na jakich traficie w życiu będą wasi rodzice
       
      Poniżej chyba najlepsze omówienie tematu życia w rodzinie (nawet niekoniecznie toksycznej) jakie kiedykolwiek znalazłem - krótko, zwięźle i na temat. Nawet bardzo specyficzny sposób wypowiadania się pana prowadzącego nie zniechęcił mnie przed wysłuchaniem całości. Polecam szczególnie tym, którzy dostosowują życie pod normy swoich rodzicieli.
       
       
    • Przez t0rek
      Temat płaczu i wzbudzania poczucia winy u mężczyzny za płacz jego partnerki pojawiał się bardzo często. Tutaj ciekawy artykuł z psychologicznego fanpage'a "Evolutio - Psychoterapia Przez Ciało" - pogrubiłem ważne według mnie fragmenty:
       
      DLACZEGO PŁACZ JEST TAK ZAGRAŻAJĄCY?
       
      Płacz jest najpełniejszym aktem uznania i wyrażenia swojego bólu, bezsilności czy szczęścia. Jest równocześnie żywym świadectwem naszego człowieczeństwa, naszej kruchości i podatności na zranienie, jak i potężnej SIŁY NAPRAWCZEJ, która pozwala uczuciom osiąść, a układowi nerwowo- mięśniowemu przywrócić tonus spoczynkowy. 
      Płacz jest żywy, dotknie w nas tego, co zamarło, znieruchomiało, czy zesztywniało. „Każe” to odczuć, uznać i jeśli jesteśmy W ZGODZIE ZE SOBĄ PŁACZĄCYM: zapłakać. Jeśli nie: łykniemy, zepchniemy do środka i przykryjemy napięciem.
      Pozwolić sobie płakać, to uznać swoje uczucia i zgodzić się na ich przepływ. To stanąć otwarcie i odważnie wobec tego, co we mnie. To otoczyć się czułym ramieniem własnego zrozumienia i troski. To DAĆ SOBIE MIŁOŚĆ, gdy właśnie jej zabrakło.
      Możliwość płaczu jest tak silnie blokowana nie tylko dlatego, że skojarzona jest ze wstydem, czy słabością. Płacz jest wstrzymywany, bo łączy nas z nami samymi w pełni. A objąć pełnię, to OBJĄĆ CIENIE, KRZYWDY I WSTYDY. To objąć i KATA, i OFIARĘ. Objąć siebie. 
      Dlatego tak ważne jest, by obejmować dzieci, kiedy płaczą. By ich szlochające, rozedrgane ciałka miały doświadczenie oparcia w przyjmujących, bezpiecznych ramionach.
       
       
      „JAK TU ZROBIĆ, BY SIĘ NIE ROZPŁAKAĆ”- podstępne obrony
      W trakcie prowadzenia grup ćwiczeniowych obserwuje stale pojawiającą się potrzebę rozmawiania o płaczu. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie oczekiwanie, że porozmawianie o płaczu przyniesie taki sam rezultat, jak popłakanie. W mniejszym stopniu potrzeba „omawiania” dotyczy również innych uczuć, ale płacz jest tym stanem, któremu towarzyszy największa chęć rozmawiania, a nie doświadczania.
      O ile złość budzi wyjściowo dużo oporu, to w trakcie praktyki, obawy topnieją, pojawia się przepływ i możliwość swobodnego wyrażania. Po zakończonym ćwiczeniu pozostaje żywa chęć, by wrócić do tego doświadczenia. Z płaczem jest zupełnie inaczej. Opór wyjściowy jest wysoki i utrzymuje się często przez większość praktyki, skutecznie hamując falę przepływających uczuć. Kiedy człowiek pozwolił sobie zapłakać i popłakać, nawet czując się potem dobrze, nie oznacza to wcale, że przy kolejnej możliwości będzie chciał wrócić do tego doświadczenia. Płacz jest chroniony wysoko zorganizowanym zasiekami, których zwykle nie mamy w kontakcie. Co więcej myślimy, że one są naturalne i niezbędne.
       
      Mam tu na myśli:
      • zaciskanie ust
      • przełykanie śliny
      • wciskanie palców w kąciki oczu
      • nie oddychanie
      • przepraszanie otoczenia
      • zezłoszczenie się na siebie
      • tłumaczenie się
      • ocenianie się
      • i całe spektrum uruchamianych przekonań.
       
      Te wszystkie sposoby służą jednemu: nie rozpłakać się. I wcale nie chodzi tu o niesprzyjające okoliczności, jak przebywanie akurat w pracy czy w metrze. Stwierdzenia: „nie płaczę od lat”, czy „nie płaczę od dzieciństwa” są powszechne. Często tym zdaniom towarzyszy duma i poczucie dobrze wykonanego zadania. Z czasem pojawia się niejasne poczucie straty. Bywa, że stajemy się umęczeni własną kontrolą i ograniczeniami z niej płynącymi. Zwykle też dość dokładnie pamiętamy moment decyzji, kiedy postanawiamy więcej nie płakać.
      I można by pomyśleć: „no i co z tego? Płacz nie jest nikomu potrzebny”. Tylko, że prawda jest zupełnie inna…
      Każde uczucie ma swój kanał ekspresji. Płacz jest głównym kanałem dla smutku. A smucenie się bez płakania (zwłaszcza długoterminowe) staje się procesem tłumienia, prowadzącym do rozpaczy i beznadziei. Smutek to uczucie, które WYMAGA CZUCIA. Mam wrażenie, że smutek, co raz częściej jest omawiany, a nie przeżywany. Stał się permanentnym stanem, obciążającym nas, posępnym i martwym. A smutek tak jak i każde inne uczucie, ma swoją dynamikę, przepływ i bardzo ważną cechę: PRZEMIJALNOŚĆ. Tę cechę obserwujemy u dzieci. One ani nie smucą się bez końca, ani ciągle się nie złoszczą, ani nie są stale radosne. Są w przepływie uczuć, pozwalając na tą zmienność i poddając się jej.
      Stało się tak, że smucenie się przestało być kojarzone z płakaniem, a jeśli już płaczemy, to mamy na myśli kilka niemych łez płynących po policzkach. To jest bardzo ograniczone płakanie. Można je porównać z tym, jakby nadchodziła burza, było ciemno, szaro, błyskało, a na koniec spadło tylko kilka kropli deszczu. Świat dalej zostaje ciężki i duszny.

      Płacz to szloch przy którym brzuch się rusza, z gardła płynął dźwięki, łkamy, broda i ręce się trzęsą, twarz jest mokra od łez, a z nosa cieknie. Zwykle trwa 10- 15 minut (mam na myśli osoby, które regularnie pozwalają sobie płakać), przebiega falami, które nas ponownie wzbudzają, aż dochodzi do uspokojenia, wyciszenia i odpoczynku.
      Po płaczu oddychamy głęboko (spontanicznie, bez udziału woli), twarz jest miękka, gardło rozluźnione, całe ciało delikatnie pulsuje. Pojawia się coś, co nazwałabym wewnętrzną słodyczą: połączenie smutku, z ulgą i ukojeniem. Głowa jest przyjemnie ciężka, myśli spokojnie płyną.
      Można by się zastanowić, dlaczego skoro tak dobrze czujemy się po płaczu, unikamy go, jak ognia?
      Mam wrażenie, że o ile kontakt ze złością daje nam poczucie siły i sprawczości, to przeżywanie smutku oznacza poddanie się uczuciom, które czynią nas bezbronnymi, przypominając o naszej kruchości, o naszej podatności na zranienia i o bólu, którego doświadczyliśmy. Płacząc uznajemy swoją słabość i zależność od innych.
      Czujemy się odkryci.
       
      Jeśli do tego dołączymy przekazy:
      • i co się mażesz...
      • nie ma, co płakać!
      • tylko słabeusze płaczą...
      • płakanie Ci nie pomoże...
      • chłopaki nie płaczą!
      • zaraz dam Ci powód do płaczu!

      I doświadczenia:
      • kiedy w trakcie płaczu byliśmy upokorzeni,
      • gdy widzieliśmy innych ciągle rozpaczających, a bezmiar ich uczuć przykrywał wszystko inne, w tym nas i nasze potrzeby,
      • gdy byliśmy karani za płacz,
      • gdy nie mogliśmy zatrzymać płaczu i narażało nas to na dalsze cierpienia,
      • gdy płakaliśmy w samotności i nie było „do kogo płakać”.
       
      Nic dziwnego, że płacz stał się tak zagrażający.
      Myślę, że jest jeszcze jeden ważny powód. Przeczuwamy, że płacz może połączyć nas z głęboko skrywaną, często zaprzeczoną rozpaczą. O ile czujemy, że nad smutkiem możemy zapanować, tłumiąc go, to pozwalając sobie na głębokie zapłakanie obawiamy się, że dotkniemy rozpaczy otwierając bezdenną studnię, zalewających uczuć. Wierzymy, że kiedy je spychamy, one przestają istnieć. Niestety chroniąc się przed odczuwaniem jednych uczuć, ograniczamy możliwość przeżywania innych, również tych pozytywnych, takich jak radość czy przyjemność.

      Lowen mówi: „Płacz wyraża akceptację naszej ludzkiej natury…”, a to znaczy zgodę na to, że różne rzeczy nas dotykają, bolą i potrzebują być uznane i wyrażone. Pozwolenie sobie na płacz jest aktem potwierdzającym prawo do czucia i przeżywania naszych uczuć. Z jednej strony płacz zbliża nas do bolesnych uczuć, z drugiej pozwala je akceptować, a z czasem, co raz lepiej przyjmować, co z kolei wpływa na zdolność przeżywania uczuć przyjemnych. Lowen bezpośrednio łączy: na ile możesz płakać, na tyle możesz przeżywać przyjemność (w tym tą seksualną), na ile możesz się złościć, na tyle możesz czuć radość.
      Tłumienie uczuć nie jest operacją selektywną. Tłumiąc jedno uczucie wpływamy na inne. Limitując przeżywanie jednych uczuć, ograniczamy możliwość ekspresji innych. Kiedy spłycamy oddech i zaciskamy usta, by się nie rozpłakać, to nie tylko blokujemy kontakt ze smutkiem, ale wpływamy na całą nasza psychofizjologię: począwszy od nastroju, zakończywszy na objawach fizycznych.
      Tłumienie uczuć usztywnia nasze ciało. Powstaje zorganizowany pancerz mięśniowy, który przez lata traktujemy jako swoje najlepsze uposażenie. Zbroja, która kiedyś miała chronić, z czasem staje się ciężarem noszonym każdego dnia, którego sztywność ogranicza oddech, zabiera spontaniczność, a w końcu niszczy żywotność. Właśnie dlatego płacz jest tak silnie ustawiony w konflikcie do obron ego, które pamięta dlaczego powstała zbroja i przed czym miała ochronić. Ego „każe się trzymać”, pozwolenie na płacz oznacza zagrożenie dla sztywności, która kiedyś ratowała przed nadmiernym bólem. 

      Kiedy zaczynamy płakać pojawia się szloch, przepona się porusza więc głębiej oddychamy, wydobywają się dźwięki. To wszystko sprawi, że poczujemy nasz smutek, ten z dziś, a jeśli dotąd był wypierany, również ten z kiedyś.
      Lowen opisuje smutek jako pierwotną utratę obiektu miłości. Coś co było źródłem szczęścia i przyjemności zostaje utracone, stąd pojawia się ból, ale równocześnie towarzyszy temu wspomnienie ciepłych, napełniających uczuć, doświadczania wzajemności, przepływu i bliskości.
       
      I tak używając tego odniesienia wyróżnia:
      • SMUTEK, kiedy wspomnienie dobrych uczuć przeważa nad cierpieniem
      • ŻAL, kiedy ból utraty przeważa nad dobrymi przeżyciami, trudno jest je mieć w kontakcie, trudno wspominać, czy tęsknić.
      • ROZPACZ, kiedy ból dominuje zabierając całkowicie przyjemność, nawet tą wspominaną. To uczucie, gdzie brakuje nadziej, że aktualna sytuacja może minąć, że przyjdzie coś dobrego, że pojawi się nowy „dobry obiekt”.
      Każdemu z tych uczuć należy się uznanie. Każde potrzebuje czasu i miejsca na wybrzmienie. Każde domaga się ekspresji.
      I każde potrzebuje PŁACZU.
      A właściwie to my potrzebujemy płakać, by pozostać żywymi, czującym, po prostu ludzkimi wobec naszych doświadczeń i historii.
       
      Marzena Barszcz
      Psychoterapeuta w Analizie Bioenergetycznej
       
×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.