Jump to content

Abstynencja od alkoholu


Dimetylotryptamina

Recommended Posts

Tak z innej beczki, jakie były wasze najdłuższe abstynencje od alko i co było tego powodem, jak czuliście się na stanie trzeźwości? Odnotowaliście duże różnice w samopoczuciu? Czy towarzyszyły wam wtedy jakieś inne zamienniki, czy też może byliście całkowicie czyści? Co was skłoniło do tego żeby przestać, albo do powrotu majac długą przerwę? 

 

Na swoim przykładzie pierwsze piwo spróbowałem dopiero mając 17 lat (kto nie wypił bedąc niepełnoletni niech pierwszy rzuci kamieniem ;D), wciągnąłem się w wir i później już łapałem się w definicje kogoś uzależnionego gdyż występowała u mnie regularność. Jakieś domówki, a to spontan w plenerze. Znajomi, koleżanki tego typu. Pozniej pierwsza praca w życiu,emigracja, wyrwanie się z biedy, rutynka, lepsza dieta, dołączyła siłownia, poznałem inną używke mianowicie marię i systematycznie piłem coraz mniej. W międzyczasie epizod półrocznej przerwy bez zadnych uzywek. Jeszcze w tym roku przy piciu bardzo małych ilości gwałtowne spadki energii i nastroju. Zrezygnowałem całkowicie z alkoholu i nie zanosi się na to, żebym wrócił w ogóle. Pijący przy mnie ludzie na mnie nie działają, nie czuje nawet wewnętrznej pokusy. Obserwując ludzi odnoszę wrażenie że na zewnątrz niby szczęśliwsi, po jakimś czasie czuc ich słabsża energie(zazwyczaj). Zacząłem to określać pożyczką dopaminy, spłacaną na kolejny dzien 

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Pijąc kilka razy w tygodniu alkohol czułem się jakiś osłabiony, do sportu praktycznie 0 motywacja. Ogólny brak siły. Wstawanie na kacu było okropne.

 

Jak odstawiłem alkohol na np. jeden miesiąc miałem zdecydowanie więcej energii życiowej :)

 

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Nie piję już z 10 lat, pierwsza neurotoksyna którą odstawiłem. Ciężko mi ocenić skutki po takim czasie, na pewno lepiej jest się nie zatruwać. Raz na rok kilka piw wypije chwilę jest fajnie a potem mnie głowa boli. Lepiej się zjarać

  • Like 4
  • Thanks 2
Link to comment
Share on other sites

17 godzin temu, Dimetylotryptamina napisał(a):

i co było tego powodem, jak czuliście się na stanie trzeźwości?

Alkohol to depresant, najgorsze były zjazdy i poranne kacowe rozkminy egzystencjalne. 

 

Po miesiącu nie picia są już zauważalne zmiany, korzystne samopoczucie, lepsza cera, większa motywacja do działania, wyregulowana dopamina.

 

Dalej się łapie na te weekendowe wyjścia na parę piwek, bo zawsze będzie jakaś okazja, jak nie grill, to urodziny, mecz, awans w pracy, ładna pogoda. Trzeba być świadomym ilości wypitego alko i konsekwencji jakie niesie za sobą m.in poranny kac. Mi najbardziej szkoda jest czasu, gdzie człowiek sie męczy i zdycha, zamiast jakoś fajnie spędzić dzień. Niestety okres wakacyjny nie sprzyja całkowitej abstynencji, ale to są niestety stare nawyki i przekonania które nam wpajają po dziś dzień, reklamy z uśmiechniętymi mordami, czy sugestią że po pracy piwko trzeba strzelić. 

 

Wkurzają mnie ludzie, którzy nie rozumieją informacji: "dzisiaj nie pije". To jest przykre jak przez całą imprezę trzeba tłumaczyć różnym ludziom, że nie mam ochoty. Co ciekawe za granicą wystarczy raz powiedzieć i jest zrozumienie.

  • Like 4
Link to comment
Share on other sites

Ze 4 mce kompletnego odstawienia. Po wejsciu na artydepresanty. Specjalnych plusów nie zauważyłem.

Daaaawno temu. W okresie intensywnych treningów nie piłem mocnych alkoholi. Ale na zgupowaniach potrafiłem zalać pałę równo. A o 6:00 meldować się na rozruchu :) 

Alko pomagał mi przeganiać demony, które miałem w głowie. Piłem "mechanicznie". Określoną dawkę. Do określonej godziny. 

 

Link to comment
Share on other sites

Warto wspomnieć że dużą część społeczeństwa stanowią tzw alkoholicy wysokofunkcjonujący. 

Z dobrą pracą,zarobkami,aktywni sportowo etc. Tacy którzy w tygodniu sięgają po dobrej jakości alko. 

Sam wpisywałbym się w tę definicję ale u mnie osobiście brakuje jednego elementu, elementu wyparcia.

Staram się mieć to pod kontrolą i nie mam raczej problemu z dłuższymi przerwami.

Link to comment
Share on other sites

Nie piję z 3.5 miesiąca. Musiałem rzucić, bo ostro naodwalałem i się po prostu boję co mogłoby być dalej jakbym pił. Już wcześniej zdarzało mi się ostro odkleić. Umiaru też nigdy nie miałem. I mówię tu o czasach nawet gdy nie byłem pełnoletni. Wódzia wleciała po raz pierwszy jak miałem 14 lat. Tak, rodzice wyczuli xD, dostałem lepę od ojca. I słusznie. Później zacząłem lecieć jak miałem jakieś 16 lat. 

 

Nie widzę jakichś większych zmian w funkcjonowaniu organizmu. Pewnie przez porno, które dalej ogladam. Jak przeczytałem wcześniejsze posty to zdałem sobie sprawę, że przynajmniej nie mam takich kaców jak kiedyś. Zawsze bardziej mnie męczyło niż moich znajomych co z nimi piłem. 

 

Ciągnęło mnie ostatnio co jakiś czas mniej lub bardziej do jakiegoś browarka, ale się nie poddałem. Jakbym miał się teraz napić wódki albo przechylić jakąś setę smakową, to chyba bym się zrzygał. 

 

Popalałem sobie przez krótki czas papierosy jedynie z kumplami wtedy jak piłem, teraz to paczka starcza mi na niecałe dwa dni xD. Z dwojga złego, to już chyba te fajki wolę. Nie mam w tym momencie motywacji żeby to rzucać. 

 

Co do znajomych, to oczywiście klasycznie jest namawianie i jakieś docinki. Wpadłem raz sobie na urodzinki i laska, którą dopiero poznałem była wielce zdziwiona jak ja mogę nie pić i, że specjalnie wziąłem samochód xD. 

 

W sumie to cieszę się, że nie piję. Jakbym miał inną psychikę, znał umiar i potrafił się zachować, to pewnie bym czasem coś przechylił. Ja czuję, że nie musiałbym tego w ogóle spożywać, ale ciężko o to w tym kraju. 

Link to comment
Share on other sites

Nie wziąłem kropli alkoholu do ust od 8 miesięcy, odstawiłem całkowicie. Widzę same plusy, zarówno pod kątem samopoczucia, poprawy wyglądu, lepszego wykorzystania wolnego czasu, który poświęcam na samorozwój. Uprawiam również więcej sportu, zmieniłem styl życia, lepiej się odżywiam. 

 

Polecam każdemu odstawienie alkoholu nawet na krótki okres czasu, aby zobaczyć różnicę. Alkohol to legalna trucizna, depresant, naroktyk. Nie niesie za sobą żadnych pozytywów, za wyjątkiem bardzo krótkotrwałej poprawy samopoczucia, która jest poniekąd długiem zaciągniętym na poczet następnego dnia, w postaci kaca. 

  • Like 5
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

21 godzin temu, Dimetylotryptamina napisał(a):

Zacząłem to określać pożyczką dopaminy, spłacaną na kolejny dzien 

Jak jesteś abstynentem nie mógłbyś być przedstawicielem handlowym, w wielu sprawach trzeba niestety spotkać się z kontrahentem i %%% na spotkaniu, delegacji zawodowej.

Link to comment
Share on other sites

 Być może ktoś powie, że moje podejście jest zbyt rygorystyczne. Alkohol piję rzadko. Ale jak zacząłem ćwiczyć, lepiej się odżywiać, wysypiać, to po prostu przestało mnie ciągnąć nawet do tego, żeby sobie wypić dwa piwa raz w miesiącu (czyli niby tyle co nic). Po prostu przestałem to utożsamiać z jakimkolwiek relaksem. Im dłużej zachowuję całkowitą abstynencję i skuszę się z kumplem na dwa piwa, to na drugi dzień mam po prostu kaca. Tak- wiem, że to może śmieszne, ale zregenerowany i dobrze działający organizm po prostu wie, że alkohol to jest trucizna nawet w małej dawce. Automatycznie po takich dwóch piwkach gorzej śpię i jestem zamulony na drugi dzień (kac to może przesada, ale po prostu czuję zmęczenie, obniżenie nastroju, niesprawny umysł). Szczerze mówiąc to zamiast tych dwóch piw wolę sobie wrzucić muzykę na uszy i iść na 1.5 h spaceru. 

  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

Za czasów studenckich upodobałem sobie piwo. Browarki. Sporo wówczas konsumowałem tego trunku, bo po prostu mi smakował, ale nigdy się nie nabrzdyngoliłem jak świnia, bo nigdy to nie było celem. Z czasem jednak po prostu... przepiło mi się. A nigdy nie tykałem najgorszych sikaczy, bo patrz powyżej - nigdy nie piłem dla samego zalkoholizowania się, musiał za tym iść smak. Wóda... wóda to inny temat. Nigdy nie lubiłem, ale często byłem zmuszany bo hehe co się ze mno nie napijesz? Głównie na większych imprezach typu wesela. Na ostatnim weselu właśnie pod wpływem wódy (i kotłujących się emocji) odwaliłem głupotę której dalej się wstydzę a niektórzy z uczestników tej imprezy, tu cytuję, "chcą mnie zabić". I zabrzmię jak typowy alkus ale z tym napojem bezwzględny koniec, choćby nie wiem co. I tak zresztą wódka mnie nigdy nie rajcowała, i ciągle zachodzę w głowę, jak można się od tego gówna uzależnić.

 

A samego piwa też nie pijam ostatnio dużo, zwłaszcza biorąc pod uwagę zawód, jaki wykonuję, który wymaga pełnej dyspozycyjności i utrzymaniu w odpowiednim stanie psychofizycznym. W ubiegłym miesiącu dwa browary - dosłownie dwa browary, na więcej nie miałem ochoty. Na imprezie kilkudniowej na której teraz byłem, może z osiem poszło, a dwa dni robiłem też jako zapasowy kierowca, i kompletnie mnie nie ciągnęło do spożywania.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Najdłużej od ukończenia 18 nie piłem totalnie nic z rok, może półtora z powodów zdrowotnych… które wyleczyłem alkoholem i red bullem ;) 


Jak już jednak coś piję to alkohol wysokiej jakości, whisky, rum, brandy, nalewki własnej roboty. Flaszka 0,7 starcza mi na 2-3 miesiące. Czy to dużo? Nie wiem, ale skutki uboczne stresu są chyba gorsze niż 50 ki whisky. 

Natomiast „reset” stosuje dwa razy w roku, sylwester i urodziny. Wtedy chleje, pale cygara i chędoże bez opamiętania ;) 


Nie mnie jednak niektórzy po alkoholu stają się agresywni, gdybym tak miał, nie chlałbym nic. Dlatego też pije w sprawdzonym towarzystwie śpiochów, śmieszków i rozpustników. Wolę śpiocha nieść niż walczyć na noże.

 

Link to comment
Share on other sites

2 godziny temu, Alejandro Sosa napisał(a):

forum

Veto! 

Daj mnie na ignor. 

2 godziny temu, Alejandro Sosa napisał(a):

forum

Veto! 

Daj mnie na ignor. 

 

Mam bekę z niepijących nie piją rok, dwa, a potem upadają por falą alkoholu jak domek z kart. To najczęściej widzę. Abstynenci jak chuj, niepicie na pokaz. 

 

Nie jesteś na pozycji mówienia mi co mam robić. 

 

Ps był taki typ: Paracelsus. Znasz typa?

  • Like 3
  • Haha 2
Link to comment
Share on other sites

 

23 godziny temu, Pyrkosz napisał(a):

 


Nie mnie jednak niektórzy po alkoholu stają się agresywni, gdybym tak miał, nie chlałbym nic. Dlatego też pije w sprawdzonym towarzystwie śpiochów, śmieszków i rozpustników. Wolę śpiocha nieść niż walczyć na noże.

 

No co ty, fajnie jest gdy ziomeczkowi załączy się biała gorączka. Nie wiesz czy uciekać drzwiami czy uciekać przez okno. 

Miałem przyjemność trzymać takiego artystę kilka godzin.

We trzech go nie mogliśmy utrzymać. Darł ryja na całą wioskę. Rano jak gdyby nigdy nic. On nie pamięta. 

Dobrze wiedział, że nie może. My nie wiedzieliśmy. 

 

Zupełnie jakby ktoś przejął nad nim kontrolę, kompletnie inna osoba. Może to tłumiona złość? Często się nad tym zastanawiam.

Edited by vodkas85
Link to comment
Share on other sites

W moim przypadku to pewnie z jakies 2-3 miesiące. Ale u mnie to okazjonalne picie, "gdzies z kims u kogoś".
Sam sobie nie piwkuje, nie drinkuje. 

Ale z raz w roku taki twardy reset wjeżdża, zawsze z tą samą paczką ziomków co znam od ponad 20 lat. 

Link to comment
Share on other sites

  • 6 months later...
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.