Jump to content

Recommended Posts

@Amperka @sol i inne mamy oraz tatusiowie. :)

 

Zdradźcie kreatywne pomysły na posiłki, które powinny przypaść niejadkom do gustu.

Macie jakieś doświadczenia w tej dziedzinie? 

 

Edited by Patton
  • Like 1
Link to post
Share on other sites
  • Patton changed the title to Niejadek na pokładzie
6 godzin temu, Lalka napisał:

Zdradźcie kreatywne pomysły

 

Wpierdol.

 

😋

A poważniej, musisz znaleźć swoją metodę dopasowaną do dziecka.

Mój syn jest niejadkiem i odkąd pamiętam, już mając kilka lat, nie dało się go przymusić ani przekonać do zjedzenia tego, czego jeść nie chciał.

Nie działały groźby, prośby ani kary. Koleś jest jak każde dziecko ale w środku ma twardy, niugięty rdzeń, co mnie od zawsze w nim rozwalało. 

 

No i dałem wreszcie za wygraną. Pilnuję żeby jadł chociaż dwa razy dziennie, minimum słodyczy i przekąsek bo wtedy drugiego posiłku nie zje. 

Gotuję mu te rzeczy które lubi, a wtedy potrafi dwa razy dokładać. Na szczęście to nie są skomplikowane dania, do szczęścia wystarcza mu dobry makaron bez dodatków, budyń czy kasza na maśle. Za sushi dałby się pokroić, ale to rzadziej. 

Cała reszta mogłaby nie istnieć, zjada minimalnie. 

Link to post
Share on other sites

U mnie sprwadzały się omlety takie na słodko z dżemem , czy posypane jagodami albo z kawałkami szynki i srea, pokrojone jak pizza.  Bardzo często robie racuchy z serem , owocami albo zwykle nalesniki ale staram sie aby bylo tam wiecej jajka. 

Link to post
Share on other sites
12 godzin temu, Lalka napisał:

@Amperka @sol i inne mamy oraz tatusiowie. :)

 

Zdradźcie kreatywne pomysły na posiłki, które powinny przypaść niejadkom do gustu.

Macie jakieś doświadczenia w tej dziedzinie? 

 

A zauważcie kiedy zaczyna się problem niejadka? To znaczy w jakimw wieku?

 

Dwójka dzieci je lepiej. Trzymać reżim godzin jedzenia.

 

Nie wiem jak u Was to działa ale... u mnie po prostu pomagało:

- dawanie do wyboru dwóch potraw na poziomie świadomym i do przedyskutowania. Chcesz A czy B? I być upartym. Nie dawać trzeciej opcji.

- dać dziecku wchłonąć zapachy gotowanego jedzenia. Niech w domu PACHNIE przed obiadem. Kończyło to się tym, że

min na 30 minut przed planowanym posiłkiem w domu zaczyna pachnieć jedzeniem i... dzieciaki same się domagają.

Czasem dzieciaka przegłodzić. Zje 1/3 porcji z obiadu, nie pozwolić dojadać do kolacji. Najwyżej przyśpieszyć kolację o godzinę. Sam się będzie dopraszał.

Czasem bywało, że dwa/trzy dni pod rząd dziecko chce to samo. Pozwolić. Widocznie chce. Samo się znudzi i poprosi o inne smaki.

Jak tylko jest już w bezpiecznym wieku zapraszać do pomocy w kuchni. 

 

W moim stadzie działało też wyłączanie rozpraszaczy w trakcie obiadu. ZERO TELEWIZJI, ŻADNYCH TELEFONÓW, SMARTFONÓW w trakcie. Rozmowa.

Co było w przedszkolu, co było w szkole, co porobimy po obiedzie co ja robiłem w pracy. Takie tam... Stado razem ZAWSZE je lepiej.

Przynajmniej jeden rodzic je posiłek z dziećmi razem.

 

Babcia mawiała. Nie chce, znaczy nie głodny. Zgłodnieje, to zje. Tylko nie pozwalać na podjadanie. Każdą babcię ZABIŁBYM za karmienie słodyczami.

Żadne reklamowane przekąski, słodycze. Nie i koniec. W ten sposób sprowadza się do domu 5-tą kolumnę i rebeliantów. Ci rozwalą każdy sensowny porządek.

  • Like 2
  • Thanks 2
Link to post
Share on other sites

Moja córka by jadła wszystko - uwielbia zupy, a przepada za barszczem czerwonym, tej muszę wydzielać.

Syn niejadek, ale uwielbia pierogi. W te pierogi mu pakuję, wszystko co można - czyli: pierogi ze szpinakiem, z soczewicą, z grochem, kaszą, mięsem indyczym, mięsem królika z warzywami, jagodami, śliwkami, no i takie ruskie, które uwielbia. Robię jak dla wojska raz i mrożę. Tym pierogiem przemycam mu różne smaki. Po prostu lubi pieroga i co mu zrobisz :)

 

No i głodówka. Raz wyjechałam do roboty wcześnie rano, dzieci w domu zostały, wróciłam do domu, zgarnęliśmy dzieci i jechaliśmy chyba na jakieś imieniny na wieczór. Od słowa do słowa doszliśmy z mężem do wniosku, że chyba nic nie jedli od śniadania.

Na miejscu wszystko im pasowało, nie było wybrzydzania.

 

@Lalka A w żłobku jak je? Smakuje jej?

 

Link to post
Share on other sites

Jak nie chce niech nie je, ja potrafiłem pokroic schabowego, zakopac pod ziemniakami i udawać że zjadłem mięso a ziemniaki już mi nie wejdą by szybciej wrócić na dwór z kolegami. Nie każdy potrzebuje jeść jak dinozaur. Jak dzieciak zgłodnieje to powie.

  • Like 3
Link to post
Share on other sites

Ile ja obiadów wyjebałem przez balkon przez wpychanie mi jak nie chciałem jeść...

 

Pierwsza zasada to dziecko ma się dostosować do tych co na nie zarabiają nie na odwrót.

 

Druga posiłki powinny być o wyznaczonych godzinach z resztą regularnie jest zdrowo.

 

Trzecia między wyznaczonymi godzinami zero podjadania.

 

Nie zjadł np. o 14? To jak się zrobi głodny o 15 to ma pecha bo następny posiłek wypada o 17.

 

Szybko się nauczy.

 

 

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Nie zmuszać, nie wymyślać, trzymać się własnego rozkładu posiłków, nie ma jedzenia między posiłkami, przede wszystkim nie robić z tego zagadnienia.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

A co to znaczy niejadek?

 

Bo, kiedy słyszę to w odniesieniu do mojej córki to zazwyczaj oznacza - "nie je ile ja chcę, tego co za chcę lub wtedy kiedy ja chcę" (ja - opiekun). 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Czyli pytanie:

- CO UGOTOWAĆ, ŻEBY ZJADŁO?

- odpowiedź - nie dać sobie wejść na głowę.

 

Czyli ogólnie męskie rady:

 

- trzymać reżim, porządek,

- nie nadskakiwać, nie udziwniać, nie trzęść się nad dzieckiem.

- nie dać sobie wejść na głowę.

 

kobiece rady:

- sposobem przemycać to, co zdrowe wykorzystując to, co dziecko lubi.

 

 

Dodałbym coś takiego.

Wracam do domu, (weekendowy tatuś w delegacjach) dostaję sygnał, że dzieci nie jedzą, marudzą.

Moja reakcja?

 

W sobotę robię śniadanie, banał kanapki, z tych samych produktów co zwykle robiła żona. Tylko...

- inne bułki (chodziłem do piekarni szwajcarskiej na drugim końcu osiedla) element weekendowego rytuału.

- wędlina zakopana pod ogromną ilością zieleniny, np OGÓREK na jednej, pomidor na drugiej, szczypior na trzeciej.

- jedna micha dla obojga. Każde wybiera kanapkę z zieleniną jaka mu akurat dziś pasuje.

- jedna nowość. ketchup połączony z majonezem na wybranych kanapkach. Jakieś buźki naciapane. Żagiel z sera żółtego wstawiony na wykałaczce. Totalny odlot smakowy.

 

Efekt. Wtranżoliły WSZYSTKO do ostatniego i kłócili się o kanapki z nowym smakiem, musiałem ostatnie kroić na pół i równo dzielić.

 

To, co nie przechodziło w kuchni "mamy" przechodziło w kuchni "taty"... chociaż było to to samo.

Aha... ważne... kanapki były robione wspólnie. Młody patrzył i pytał a co to, a co to, starsza pomagała składać. Była włączona ciekawość w proces. 

W kuchni przez pół godziny przed jedzeniem unosił się zapach świeżo obranych ogórków, szczypioru, jeszcze ciepłych bułek.  

  • Thanks 2
Link to post
Share on other sites

To dla dużych dzieci:

Godzinę temu, Ace of Spades napisał:

Piwsko, wóda, faje.

 

a to dla wszystkich dzieci i dorosłych:

miska-ryzu-albo-polubisz-to-teraz-albo-p

  • Like 1
  • Thanks 1
  • Haha 5
Link to post
Share on other sites

Wiem, że off topic ale... mi się przypomniało.

 

Obserwacja z wczoraj.

 

Osiedlowy sklep spożywczy. Mama 32-35lat, dwie córki. Jedna ok 7 lat, druga z 5. 

Wykładają zakupy na taśmę. Starsza pomaga, Młodsza Córka kombinuje i namawia matkę "a kupmy to, kupmy tamto" a matka...

PRZEKONUJE, DYSKUTUJE wręcz PROSZĄCYM GŁOSEM namawia dziecko, żeby nie brała jakichś słodyczy.

Procedura trwa około 30 sek.

Potem następuje proces "kasowania" produktów. Starsza dostaje kartę do ręki, żeby "zrobić PIK" a matka w tym momencie

"łamie się", zmienia zdanie, przesuwa się i bierze młodszej TikTaki. Jeszcze pyta ją o smak...

 

Nosz kurwa!!!! Zabiłbym za taki brak konsekwencji.

 

Zajebisty przykład.

Edited by Miszka
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

@Miszka Ja też dzieciom pozwalam coś wybrać ze sklepu, jedną rzecz. Jak chce nagle coś innego, to poprzednią musi odłożyć. Coś drobnego, lizak lub tic taki. I nigdy nie wariują przy kasie. Tylko do końca rozkminiają, które jednak wybrać.

Wiem, że może błąd, ale u mnie w domu zawsze była dyscyplina, nie miałam nic ze sklepu i zawsze sobie wyobrażałam jako dzieciak, że poczekam, aż wszyscy umrą i pójdę sama do biedry i zjem sobie wszystko :D

Dzisiaj wrócę do domu ok 18.00 i wyciągnę pierogi z zamrażarki, odgotuję dzieciom i świat im się nie zawali. W weekend będzie wspólne gotowanie. Ja nie potrafię trzymać drylu chyba. Jak będzie któreś za grube, to razem na siłkę, jak syn będzie chuderlakiem, to ziomeczki go nauczą, żeby się przybydlił i się ogarnie szybciutko. Chyba nie ma co rozkminiać. Z głodu jeszcze nikt się nigdy nie zesr...ł, jak to mówiła moja subtelna mama.

  • Haha 1
Link to post
Share on other sites

A po co karmić na siłę? Nie rozumiem tego fenomenu. Dorosły, jeżeli nie chce jeść to nie je na siłę. A dziecko to inaczej już funkcjonuje?

 

Później tylko plaga chorób psychicznych i otyłości, właśnie przez takie głupoty.

  • Like 9
  • Thanks 1
  • Haha 1
Link to post
Share on other sites

Pewnie to zabrzmi jak sugestia i nieco obraźliwie, ale nie taka jest moja intencja. Wprawdzie ani mamą ani tatą nie jestem, za to jestem ex-niejadkiem przedszkolnym. W domu jadłem a w przedszkolu już nie, co było jakimś zjawiskiem, niezrozumiale niepokojącym opiekunki. A żarcie przedszkolne było po prostu obrzydliwe. Jak jednego dnia był na obiad jakiś ryż (cuchnący, chiński, rozgotowany prawie na budyń), to drugiego była pomidorowa z ryżem (waląca rzygowinami na kilometr {no bo na koncentracie}) a trzeciego jakieś pulpety z ryżem (to lepiej pominąć milczeniem, zwłaszcza poziom zasolenia mający zabić smród). Jak były warzywa, to ohydnie cuchnące i zaparowane (pewnie godzinami trzymane w Bemarach). Jedyne co dawało się zjeść to była zupa owocowa. I tyle z menu restauracji przedszkolnej było jadalne. Reszta dzieciaków tak nie uważała i słychać było tylko furkot uszu przy pałaszowaniu. Po latach po prostu wiem, że mam dar/przekleństwo posiadania rozbudowanego węchu i smaku, więc każdy dysonans smakowy mnie odrzuca. A jak już ktoś w potrawie przegnie z kolendrą to wciąż nawet nie tknę. Więc może po prostu dodajesz do potraw coś co małą odrzuca?

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
W dniu 20.09.2022 o 14:44, Egregor Zeta napisał:

a to dla wszystkich dzieci i dorosłych:

miska-ryzu-albo-polubisz-to-teraz-albo-p

 

 

Miałam kiedyś problem z kotem. Nie swoim. Pracowałam za granicą jako opiekunka do dziecka,takiego dużego- 9 lat. Zatrudniała mnie jego matka. Ona zakochała się i nigdy jej nie było w domu. Któregoś dnia mnie zaskoczyła dzwoniąc do mnie i mówiąc, że jest w Wenecji i  że wróci może za tydzień, żebym się o nic nie martwiła i zrobiła zakupy (dalej) za swoje, a ona mi zwróci na pewno, a ja bez hajsu bo drugi miesiąc mi nie płaciła (takie okazyjne roboty mi się  trafiały;)

 

Ostatnie centy zachowałam na jedzenie dla siebie i jej dzieciaka, ale był jeszcze kot a whiskasy drogie, a on tylko to wpierdzielał. Myślę sobie będzie jadł po nas resztki. Po obiedzie zgarnęłam co zostało na talerzach, dodałam jajko i może coś  jeszcze  i wsypałam mamałygę kotu do michy. Kot to był Leo, a chłopiec Matteo. No i Matteo mówi sceptycznie "on tego nie zje". Na to ja "będzie musiał zdecydować je czy zdycha, może zacząć też polować na myszy".

Wieczorem patrze micha pełna, kot czeka i się kręci. Rano micha pełna, kot się kreci. Przed południem kot miauczy i już się mocno się kręci. Po południu słyszę jak Matteo się drze "Ania micha pusta", biegnę żeby to zobaczyć. Micha wylizana do dna, skubaniec nic nie zostawił👌.  Kot zaadaptował nową dietę, a futerko po jajeczkach jakie błyszczące:D.

 

Edited by Anna
  • Haha 2
Link to post
Share on other sites
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.