Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Duch Zgubiony

Beznadzieja, bezdomność, nie wiem co dalej

Recommended Posts

Cześć wszystkim, miałem tu założyć konto i opisać swoją historię jakiś czas temu, ale byłem pozbawiony sił. Nie wiem, co zrobić, trochę nieracjonalnie teraz myślę, jak małe dziecko.

 

W zasadzie, co niby można to odpowiedzieć, nic. Ale opisanie tego będzie może dla mnie terapeutyczne... z góry dziękuje za wysłuchanie.

 

Mam 2 dni. 2 dni na podjęcie decyzji, od której zależy czy skończę na ulicy, a każda opcja jest dla mnie niewiadomą. W ostatnim czasie dużo się na mnie zwaliło, choć gdyby nie to że byłem z własnej woli zależny od kogoś innego, dzisiaj pewnie byłbym w innym położeniu. Pozwoliłem się zasłonić depresją i życiowym rozkrokiem, by się zwyczajnie opieprzać, zamiast o siebie walczyć, a potem spotkał mnie nagle szereg nieprzyjemności losowych. 

 

Mam 24 lata. Mieszkałem od roku w domu Babci, coś w rodzaju domu rodzinnego, gdzie mieszka parę osób. Trochę pracowałem, trochę się opieprzałem, zajmowałem się ogrodem, jak wpadały mi pieniądze to się dzieliłem kosztami. Takie połowiczne pasożytowanie. Chciałem wykorzystać taką lukę w życiu, by poukładać sobie w głowie po ciężkich przeżyciach z depresją, żałobą po bliskiej osobie, pobyciu w klinice zdrowia psychicznego (ładniejsze określenie na psychiatryk) itp. 

 

Kątem ucha dosłyszałem że mój tata, z którym dawno nie rozmawialiśmy przez toksyczne zachowania matki, na coś choruje. W domu jakieś dziwne tajemnice, ukrywanie przede mną, jakbym był jakimś Januszem-Alkusem co wybucha przy złych wiadomościach, a z charakteru jestem w zasadzie jak szczur, siedzę cicho i podjadam trochę swojej karmy w samotności.

 

Do domu wprowadził się wujek, syn Babci (prawnej właścicielki) domu. Zawsze był mi jak starszy brat, wyluzowany 50 latek, trochę pijak i furiat, ale dla rodziny zawsze był dobry. Znacie może ten schemat, że łobuz niby łobuz, ale o swoich dba. I nagle mu coś odstrzeliło. Znam go od urodzenia, nigdy nawet nie mieliśmy ścięcia ze sobą, skrywanych żali. Po prostu zero kwasu przez całe życie. 

 

A ten się nagle na mnie odpalił, bo mu ładowarki nie chciałem pożyczyć. Miałem tylko jedną i mu normalnie o tym powiedziałem. A ten z tekstami że jestem dla niego szmata, śmieciem, ludzkim gównem, i jak coś odpowiadam że o co mu chodzi, to przybliżał się z twarzą w pozycji, "zaraz ci napierdolę". Wiedziałem o tym, że on takie odpały w głowie ma, bo tu się z kimś bił na mieście, tu się po pijaku wieszać chciał, tu wpadł gdzieś tam kiedyś do domu z awanturą o nic. Ale jednak sądziłem że rodzina to dla niego rodzina. Potem odszedł, dał mi spokój. Ja byłem już wtedy przerażony, jestem lękowcem i dom Babci był jednak dla mnie zawsze sanktuarium bezpieczeństwa, w którym można się skryć.

 

Zamknąłem drzwi na klucz jak poszedł, sądziłem że będzie spokój. Ten wrócił potem i szarpał za klamkę, jak wystraszony powiedziałem że jak mi nie da spokoju to zadzwonię na policje, to wywarzył zamek z buta, wpadł, kopnął w laptopa, rzucił się na mnie i bił mnie na łóżku. Bredził coś w amoku, ja wtedy poległem. Nie byłem na to psychicznie przygotowany. Gdyby to się stało z obcym człowiekiem na ulicy, to bym się po prostu bił, nawet gdybym dostał wpierdol, to takie życie, ale nie przeżywałbym tego psychicznie. Tutaj jednak zderzyły się ze sobą dwa światy - świat bezpieczeństwa w "rodzinie", i świat lęków. Poległem już w głowie - nie byłem nawet w stanie psychicznie go odepchnąć, nic, byłem jak sparaliżowany. Jak ostatnia pizda tylko prosiłem go w trakcie by przestał. A ten niby dobry wujek, zwykły śmieć, zachowywał się jakby czerpał z tego satysfakcję. 

 

Spakowałem plecak i poszedłem spać do domu prababci, który był jakieś parę metrów dalej. Ten psychol poszedł nagle za mną, zaczął mnie kopać i grozić że jak tam pójdę to mnie zajebie. Więc poszedłem w miasto, na policję, ale powiedzieli mi że mogę złożyć sobie do sądu pozew przeciwko niemu, no to nawet nie było o czym mówić, bo nie byłem tak mocno obity by obdukcja pokazała cokolwiek "mocniejszego", nie miałem lima tylko napuchnięte usta i ból głowy po uderzeniach itp, bardziej to niż pobity i zeszmacony czułem się zgwałcony psychicznie. Do tego co by mi dał pozew przeciwko debilowi, jak on by to zlał, a jeszcze w rodzinie dzieje się to co się dzieje. Do czego zaraz dojdę.

 

Poszedłem przespać się na cmentarzu, bo bezpieczniejszych opcji w tym miasteczku gdzie mieści się dom Babci nie wymyśliłem. Potem babcia mi napisała żebym poszedł do prababci, przespałem tam, przespałem się umyłem itp. I potem nadeszło zderzenie z prawdą. Dowiedziałem się od prababci, że Tata ma nowotwór mózgu i jest częściowo sparaliżowany. Myślałem że się na plecy wypieprzę. No nie wierzyłem. To sen? Błagałem w głowie by się już obudzić. Rok temu zmarł dziadek również na nowotwór - bardzo to przeżyłem, bo był świetnym człowiekiem, takim charakternym i z honorem, gardzącym patologią. Więc ból po akcji wujka był podwójny, bo wiem że gdyby dziadek żył, to ten psychol po tym co odwalił wyleciał by z jego domu w podskokach. Zmarł honorowy facet (64 lata), z którym miałem bliską relację, a został taki ludzki gnój, jak "wujek". 

 

I znowu to samo. Znowu widzę jak szczyny ludzkie chodzą i śpiewają, a dobrzy ludzie cierpią i umierają.

 

I tego samego dnia jak się o tym dowiedziałem, wpadł ten pierdolony gnój, i zaczął mi grozić, drzeć ryja, że mnie zajebie i mam wypierdalać, że daje mi 2 dni, za to że "taki niedobry jestem". Ja nie wierzyłem. Ja jestem niedobry? Nic nie zrobiłem, byłem niewidzialny w tym domu jak mysz, a On takie coś robi i wygaduje. Pojechałem do miasta, w którym mieszka mój Tata i ja kiedyś mieszkałem. Gdy go zobaczyłem, jeszcze rok temu zdrowego chłopa 45 letniego, sportowca, który nagle musi poruszać się z pomocą i się zacina mówiąc, chłopa który wziął sobie kobietę z dzieckiem którym byłem ja, i kazał mi mówić do siebie "per tato" gdy mój biologiczny ojciec miał mnie w dupie, to poczułem już tylko pustkę. Że to pierdolone życie jest takim chorym gównem. Innego ojca nigdy nie miałem, może poza dziadkiem, który zmarł. 

 

Matka mówi coś o wydarzeniach z wujkiem psycholem, zrównując nas, takim tonem jakbyśmy obaj się pobili czy coś takiego. To mnie zdołowało, to brzmiało jak "Niemcy zabijali Polaków, ale przecież zawsze winne są obie strony". Gdy mówiłem jej jak było, słyszałem "dobra dobra". Ale nie wymagam żadnego wsparcia czy wysłuchania, kiedy jej mąż jest w takim stanie, to nie jej problem, zresztą co ty porównywać, pobicie i wygnanie (warto dodać że wujek to nierób i nie jest właścicielem domu Babci) jakiegoś śmiecia co nawet szkoły średniej nie skończył i nic nie ma, do śmiertelnej choroby męża. Priorytety, to jasne. Ja zresztą też dopiero po jakimś czasie zacząłem znów to przeżywać i wściekać się, fantazjując że tam wparowuje i wydłubuje gnojowi oczy wiertarką. 

 

Nie jestem samcem. Co najwyżej samczykiem. Nie dorosłem jeszcze do tego, by czuć się facetem, mimo posiadania 24 lat. Nie skończyłem liceum (robiłem ostatnio zaocznie, ale skończyłem na 4 semestrze, chciałem je dokończyć). I rozpierdala mnie to, że w życiu nawet rodzina cierpienie dostarcza. Rozpieprza mnie to, że moi 90 letni pradziadkowie zostali tam w tym domu, i już nie mogą liczyć na to że im zrobię zakupy i pomogę w codziennych sprawach, że mój Tata za bycie normalnym spokojnym gościem dostał w nagrodę złośliwy nowotwór. 

 

Mój majątek życia wynosi około 2 i pół tysiąca złotych, i za to muszę gdzieś zacząć życie. Miałem mieć załatwioną pracę u kumpla w miasteczku na Pomorzu, z darmowym mieszkaniem, ale nagle dzisiaj napisał że jednak nic z tego nie będzie. Teraz od 2 tygodni pomieszkiwałem u kumpla, spędzałem z nim czas, chciałem w jego mieście może spróbować, ale największy problem jest z mieszkaniem. Najtańsza opcja to akademik, a one są zamknięte z powodu koronawirusa, zostają więc tanie pokoje do wynajęcia, a one są najbardziej ryzykowne - często można spotkać w takich lokalach patologię, ukraińców, kryminalistów, a ja już się nażarłem dość lęków, i nie wyrobię jakbym znowu miał zostać gdzieś pobity czy okradziony.

 

Niestety moja opcja z pracą u kolegi zniknęła, ja mam 2 , 5k na koncie, mieszkania "bezpieczniejsze" (a raczej pokoje w mieszkaniach) to już są większe kwoty z kaucjami, które szczyciłyby mi budżet, a wystartować jakoś muszę po znalezieniu pracy. I sam nie wiem co mam teraz robić z życiem, bo w chwili obecnej jestem bezdomny, bez kwalifikacji, i w zasadzie myślę że najlepiej by było w tej sytuacji ze sobą skończyć, ale cierpienie jakie by miał przez to chory Tata, dla którego minimalny stres działa tragicznie na stan zdrowia, sprawa że muszę ciągnąć to ciągnąć.

 

Te dwie rzeczy mnie wyniszczają wewnętrznie. Z jednej strony choroba taty, z drugiej moja sytuacja życiowa, a w tle jeszcze podgryzają mnie natrętne myśli, o tym gnoju wujku, powodujące histerię wymieszaną z dziką furią. A ja, mimo 24 lat na karku, czuje się chłopcem, który własnie staję się jeszcze bardziej samotny w świecie, niż był dotychczas, a był od dawna. 

 

Patrzę miasta do których mogę pojechać odbić się od dna i zbudować jakąś małą poduszkę oszczędności. Podobno Katowice są w porządku. Rozmawiałem z psychologiem na słuchawce, czy może to nie jest niemoralne, że powinienem być blisko Taty, jest to miasto na Pomorzu Zachodnim (inne niż miasteczko w którym mieścił się dom Babci). Niestety obawiam się, że ja tam nie wyrobię, bo wszystko mi będzie przypominać o traumach, o stanie Taty. Psycholog twierdzi że gdybym był w innym mieście, dzwonił do Taty i odwiedzał co jakiś czas byłoby w porządku. Ja i tak podskórnie czuje, że to niemoralne tak wyjeżdżać, choć Matka powiedziała że do niczego im się nie przydam a oni dostają zmniejszoną pensję Taty w formie renty. 

 

Gówno warte to wszystko. Ja w piątek muszę wybyć z tego mieszkania kolegi w Krakowie i raczej z samego Krakowa (za duże i nieznane w dobie wirusa, by coś zdziałać, gdyby akademiki były otwarte pewnie bym dał sobie tu radę), a dziś jest środa i nie wiem co będzie jutro. Dzięki, jeśli ktoś był w stanie to przeczytać, za ciekawe raczej nie było.

 

Pozdrowienia dla wszystkich forumowiczów.

  • Like 7
  • Thanks 1
  • Sad 6

Share this post


Link to post
Share on other sites

Współczuję sytuacji w rodzinie. Szczególnie choroby taty. Poradzić mogę tylko tyle, byś pozostawał w regularnym kontakcie z psychologiem. Lepiej nie przerywać rozpoczętej terapii. Im stabilniej będziesz stał, tym lepiej będziesz mógł ocenić sytuację. W tej chwili targają tobą emocje z powodu taty, wujka i niepewności. Z pozycji osoby, która przechodziła leczenie psychiatryczne i terapię psychologiczną, mogę się domyślić jak ciężko jest normalnie myślącym zrozumieć twoje rozterki, ale również na odwrót - może się zdarzać, że to ty możesz mieć trudności ze zrozumieniem. Nie umniejszaj siebie mówiąc, że jesteś nic niewartym śmieciem bez wykształcenia. Liceum można dokończyć, maturę zdać itp. Mój kolega zrobił maturę w wieku 28 lat. Zaraz potem wskoczył na studia. Potem podyplomówkę. Teraz myśli o doktoracie.

 

Wuj prezentuje takie podręcznikowe dla alkoholików wahania nastroju - od przyjaciela do wroga. Czy w domu babci, w którym mieszkałeś dotychczas jest przyzwolenie na takie zachowanie? Czy mieszkałeś tylko z babcią i wujem? Jeśli chcesz być blisko rodziny to da się to może załatwić z pomocą. Są tam jacyś kuzyni w twoim wieku? Pisałeś o starszych członkach rodziny.

 

Jeśli chodzi o zatrudnienie i mieszkanie. Może rozważysz niewielką przyczepę kempingową (pracodawca może pozwolić rozstawić ją na swoim terenie) - najmniejsze używki to według OLX około 1500 zł. Zakłady pracy oferują również prysznice przy szatniach, z których można korzystać przed i po pracy - sanitariat miałbyś zapewniony. Czasem pracodawca w niewielkim zakładzie w zamian za część wypłaty pozwala się osiedlić np. w nieużywanym budynku administracyjnym. Opcja na lato, a z różnymi możliwościami ogrzewania również na zimę. Miałbyś dach nad głową i początek oszczędności i odpadłyby ci koszty dojazdu do pracy. Zazwyczaj odbywa się to kosztem zwiększenia dyspozycyjności, może nadgodzin, ale dzięki temu szybciej zbudujesz kapitał. Opisujesz, że obawiasz się kontaktu z innymi pracownikami i to może być problemem - tego nie unikniesz w pierwszej pracy. Pamiętaj, że obawa przed dołączeniem do jakiejś grupy po raz pierwszy towarzyszy każdemu. Taki lęk zazwyczaj szybko się rozwiewa.

 

Również pozdrawiam i życzę ci powodzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
12 godzin temu, JAL napisał:

Opisujesz, że obawiasz się kontaktu z innymi pracownikami

Napisałem o współlokatorach, nie ludziach z pracy. Opisałem we fragmencie o mieszkaniach, że w bardzo tanich stancjach zwykle można spotkać patologię, i tego się boje, że bym źle trafił i znów w miejscu spania miał jakieś problemy. W zasadzie to wszystko, rozbija się o bezpieczne miejsce do mieszkania, pracy się nie boję, bo to sens życia przecież. Łatwiej zmienić pracę w tym kraju niż znaleźć tanie i bezpieczne miejsce do mieszkania.

 

12 godzin temu, JAL napisał:

Może rozważysz niewielką przyczepę kempingową (pracodawca może pozwolić rozstawić ją na swoim terenie) - najmniejsze używki to według OLX około 1500 zł. 

Tylko jak miałbym ją gdzieś zawieść i postawić, gdy nie mam samochodu ani prawa jazdy. Do tego czy w niej nie trzeba jakoś prądem ładować? Taki zakup wydaje mi się mało rozsądny przy moim budżecie 2,5k. 

 

@JAL dzięki że mnie przeczytałeś i odpowiedziałeś. Co powiesz o chwilówce? Wydaje mi się że to jedyna opcja dla mnie teraz, gdyby mi udzielono chwilówki na 3 tysiące, to miałbym wtedy 5 tysięcy razem, to już jest kwota za którą można wiele zdziałać i wystartować. Założyłem o niej temat w dziale Ekonomia. Własnie szukam w Googlach sprawdzonych firm, od żadnego lichwiarza podejrzanego nie wezmę bo wiem że to się wiąże z przekrętami. Kiedyś mi znajomy opowiadał, że wziął 3k i spłacał je 50zł co miesiąc. Taka opcja byłaby idealna teraz dla mnie. Na Banki nie mam co liczyć, bo ludziom bez historii kredytowej i większych środków pewnie nie pożyczą, niemniej zadzwonię zaraz do mojego banku zapytać.

 

Teraz siedzę sam z kotem kumpla w jego kawalerce i wszystko podchodzi mi do gardła. Jutro miałem stąd się wynieść a ja nie wiem kompletnie gdzie pójść. Gdyby nie ten pieprzony koronawirus zupełnie by nie było tego wszystkiego, za 2,5k znalazłbym akademik i szybko pracę i wyszedłbym w 3 miesiące na prostą. Już była niby załatwiona praca i mieszkanie u kolegi na Pomorzu, w ostatniej chwili wczoraj mi napisał że jednak nie da rady i tak to wygląda.

Edited by Duch Zgubiony

Share this post


Link to post
Share on other sites
Cytat

Napisałem o współlokatorach, nie ludziach z pracy. Opisałem we fragmencie o mieszkaniach, że w bardzo tanich stancjach zwykle można spotkać patologię, i tego się boje, że bym źle trafił i znów w miejscu spania miał jakieś problemy. W zasadzie to wszystko, rozbija się o bezpieczne miejsce do mieszkania, pracy się nie boję, bo to sens życia przecież. Łatwiej zmienić pracę w tym kraju niż znaleźć tanie i bezpieczne miejsce do mieszkania.

Pamiętaj, że ludzie w hotelach pracowniczych są często w podobnej sytuacji  - to lokum okresowe i tak je potraktuj. Gwarancji, jak poakzuje przykład babcinego domu, niestety nikt ci nie da. Na oszustwo lub różne patologie możesz natknąć się wszędzie. Masz prawo jazdy? Może zostaniesz kierowcą zawodowym - opcja spania w szoferce albo w kilku różnych hotelach pracowniczych.  Jeśli chcesz bezpieczeństwa - znajdź pracę z własnym mieszkaniem - mniejsze oszczędności, bo czynsz zejdzie z wypłaty, ale coś za coś. Pamiętaj, żeby w miejscach, których nie jesteś pewien nie mieć przy sobie sporej gotówki ani cennych przedmiotów. 

 

7 minut temu, Duch Zgubiony napisał:

Co powiesz o chwilówce? Wydaje mi się że to jedyna opcja dla mnie teraz, gdyby mi udzielono chwilówki na 3 tysiące, to miałbym wtedy 5 tysięcy razem, to już jest kwota za którą można wiele zdziałać i wystartować. Założyłem o niej temat w dziale Ekonomia. Własnie szukam w Googlach sprawdzonych firm, od żadnego lichwiarza podejrzanego nie wezmę bo wiem że to się wiąże z przekrętami. Kiedyś mi znajomy opowiadał, że wziął 3k i spłacał je 50zł co miesiąc. Taka opcja byłaby idealna teraz dla mnie. Na Banki nie mam co liczyć, bo ludziom bez historii kredytowej i większych środków pewnie nie pożyczą, niemniej zadzwonię zaraz do mojego banku zapytać.

Powiem szczerze - jestem negatywnie nastawiony do wszelkich chwilówek. W ich przypadku nie ma czegoś takiego jak "nie podejrzana" lichwa. RRSO bardzo wysokie i odsetki narastają lawinowo. Nie bez powodu banki wymagają historii kredytowej. Jak się skończyła sytuacja znajomego? Spłacił już? Ile go to wyszło w sumie?

W bezpośrednim otoczeniu mam dwie osoby, które popłynęły z chwilówkami i mają ciągle rosnące długi, a w końcu komornika i wizyty podejrzanych windykatorów. Masz 2 k na koncie - to wystarczająco, by się ubogo utrzymać przez miesiąc i znaleźć pierwsza pracę (może z rozliczeniem tygodniowym). W ostateczności pożyczyłbym od rodziny nawet niewielkie kwoty - jeśli uważasz, że spłacisz, oni (może) nie naliczą odsetek. Wystarczy mieć zeszycik z wierzycielami. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Twoja sytuacja przypomina mi dokładnie sytuację znajomej sprzed ładnych paru lat. Chory ojciec i wuj alkoholik z napadami agresji, mała miejscowość.

 

Ona się od tego odcieła całkowicie. Wyprowadziła się na drugi koniec Polski do dużego miasta, poszła na terapię, znalazła pracę, faceta, ustabilizowała życie. Na początku było jej strasznie ciężko, ale zawzięła się - chciała normalności. Do domu rodzinnego przyjechała parę lat później na pogrzeb Taty. 

 

Czasem trzeba się zastanowić co będzie dla nas lepsze - zacząć własne życie, czy żyć życiem innych. 

 

Tylko tu nikt za Ciebie nie zdecyduje, to musi być Twoja własna decyzja. 

  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Współczuję.

Może szybki wyjazd na zbiory zagranicę do Niemiec? W miesiąc odłożysz kilka tysięcy na start i wrócisz, nie będziesz musiał się martwić o dach nad głową.

Druga opcja to przeszukaj olx, wpisz: praca zakwaterowaniem. Jest tego sporo, od zbiorów po pensjonaty nad morzem.

 

Powodzenia!

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zostało ci parę groszy. Może rozsądnym pomysłem byłoby wyjechać za granicę w celach zarobkowych, chociaż na pewien okres czasu? Co do wujka to walić takiego patola. Typowe bydło bez rozumu. Jest na tyle głupi by nawet jedno słowo, spowodowało agresję. Inna kwestia, że tacy ludzie są agresywni głównie dla osób, u których potrafią wyczuć, że mogą ich poniżyć. Często to zauważałem, że ci, którzy stosują jakąś przemoc wobec członków rodziny poza domem, jak są obok osób, które mogą ich ustawić, jest od razu inna gatka. Napisałeś, że masz ochotę taka wewnętrzna, żeby się odgryźć nawet w sposób brutalny. Nie tędy na razie droga, tym bardziej że jesteś psychicznie styrany. Nie masz sił teraz by bawić się w wojenki. Czas zająć się sobą i pogłębić w sobie wewnętrznego egoistę. Dbaj o ludzi, dla których jesteś ważny, a nie myśl o tych, co mają cię w dupie.

  • Like 5

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Czy ktoś z Was jest z Katowic, i ma jakąś opinię o tym mieście? Jest wojewódzkie, Śląsk czyli daleko od Pomorza Zachodniego z którego pochodzę. Teraz z Krakowa miałbym w miarę blisko pociągiem. I powiedzcie mi przede wszystkim, czy lepiej już teraz starać się o chwilówkę, czy pojechać z tymi 2,5k do Katowic i tam wziąć chwilówkę dopiero gdybym wylądował na ulicy? Różnie się może stać do 1 wypłaty itp. Myślałem także o Kielcach, ale kolega u którego teraz siedzę tam mieszkał i mówił że poza pracą na słuchawce ciężko tam coś znaleźć. Jest jeszcze Rzeszów, też nie za duży, to pomyślałem że tam będzie taniej.

 

Zawsze myślałem trochę o Poznaniu, ale skoro w Krakowie jest ciężko w dobie wirusa, to tam pewnie też. 

Edited by Duch Zgubiony

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
18 godzin temu, Duch Zgubiony napisał:

wujek

To nie rodzina w linii prostej, żaden brat dla ciebie.

18 godzin temu, Duch Zgubiony napisał:

Zawsze był mi jak starszy brat

No właśnie nie był.

18 godzin temu, Duch Zgubiony napisał:

ale o swoich dba

Nie jesteś swój, tym bardziej po tym co odpierdolił. 
 

Zgaduje że ze swoimi kolegami też tak odwala jak z tobą czy może nagle inny człowiek ?

 

Cała twoja historia z ,,wujkiem”

to patologia największych lotów.

 

I odniosę się do niego bo to źródło problemu twojej sytuacji.

 

- Zero kontaktu w jakiejkolwiek formie 

 

- Wszelkie podobne sytuacje, telefon na policję

 

- Żadnych umów/interesów/interakcji z nim


- Nigdy żadnej zgody

Edited by BlacKnight
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Masz rację @BlacKnight, dla mnie gnój jest skończony i nie jest już to żadna rodzina. Nie chcę żadnej obecności w moim życiu takiej patologii.

 

Ciekawe czy reszta rodziny kiedyś przejrzy na oczy, jak zaatakuje kogoś innego. Ale nie powinienem się teraz tym przejmować, chcę zacząć swoje życie. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jedź na zbiory owoców czy warzyw do Holandii i się zastanów czego chcesz od życia. Będzie ciężko ale coś zarobisz.

Ojcu nie pomożesz. 

Robienie zakupów dziadkom i pradziadkom to wymówka.

 

Taki letarg. Niby coś robisz ale nie do końca

  • Like 7

Share this post


Link to post
Share on other sites
19 minut temu, Libertyn napisał:

Jedź na zbiory owoców czy warzyw do Holandii

 

3 godziny temu, $Szarak$ napisał:

Może rozsądnym pomysłem byłoby wyjechać za granicę w celach zarobkowych, chociaż na pewien okres czasu?

@Duch Zgubiony to jest całkiem niezły pomysł. 

Mogą być też Niemcy albo inny kraj zachodni, u gospodarza będziesz miał kąt w "cenie".

Wrocisz z eurosami, wtedy będziesz miał jakiś start a może nie będziesz chciał wracać? ;)

 

Jak przyjechałem do Gdańska kilka lat temu to miałem 1200 zlotych, pokój wynajalem na odległość w domu u typa, który połowę domu wynajął na taki jakby akademik. Kosztowało mnie to 800 zlotych z kaucja a pokój miałem z takim budowlancem 30+. 

Niby była taka trochę patola  jak to nazwałeś ale po bliższym poznaniu okazali się spoko, serdecznym ludźmi.

A no i robotę miałem już załatwiona na miejscu, przyjechałem w Nd. a  w pn.  już w pracy byłem. 

Na koniec miesiąca przez tydzień miałem problem co do gara włożyć bo skończyła mi się kasa.

 

Tak więc 2.5k też możesz dać radę. 

Robotę za 2k na początek nawet w markecie znajdziesz w większym mieście.

Jak już złapiesz pierwsza wypłatę będzie z górki. 

 

Nie łam się bro, po pierwsze musisz mieć jakiś plan, potem działać zgodnie z nim.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chwilówka? A jak nie spłacisz? Będziesz w dupie. 

Chcesz wyjechać za granicę? Na lokum Cię nie stać, wylądujesz z polaczkami czy inną patolą na dużym pokoju, jesteś słaby i to wyczują.

 

Nie ma żadnej roboty dla Ciebie? Co potrafisz robić? Idź tam gdzie największa rotacja pracowników. Restauracje, magazyny, kurierka. Jakie masz wykształcenie? Pracowałeś w jakiejś branży? 

 

Masz dużo problemów z własną psychiką, nie ma czegoś takiego jak "nietykalny wujek", przez ten obraz się zablokowałeś. Gdyby ktoś mi wszedł na chatę/do pokoju z drzwiami, nie ważne czy Maria Panna czy obcy, to tylko tej osobie współczuć. 

 

Co Ci babcia powiedziała? Masz zniknąć na zawsze, czy masz możliwość powrotu? Wiadomo, synka będzie chronić, gadzi mózg.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

2,5 k to wcale nie jest mało, żadnych chwilówek. Ludzie przez tego wirusa zmieniali pracę , wyprowadzali się, moim zdaniem jest szansa na znalezienie pokoju i mieszkanie z normalnymi ludźmi np studentami za 600 - 800 zł miesięcznie. Przez okres studiów przewinęło się ze mną kilkunastu lokatorów i nie trafiłem na ani jedną osobę z patologi społecznej. Szkoda mi Cię bardzo, ale wierzę, że jak ogarniesz mieszkanie i pracę to wrócisz do normalności. Od tego musisz rozpocząć, potem będzie lepiej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czytam wszystko co piszecie, nie odpisuje na każdą wiadomość po przeszukuje internet i myślę nad rozwiązaniami. Wygląda na to że Katowice będą teraz najlepszą opcją, mają niski wskaźnik bezrobocia i ceny pokoi w mieszkaniach nie są takie zawrotne jak np. w Poznaniu, który przed chwilą analizowałem. Postanowiłem że pojadę tam z tym co mam, i wezmę chwilówkę dopiero w krytycznym momencie jak skończę na ulicy z walizką. Poproszę kumpla żeby mnie jeszcze przetrzymał przez te sobotę i niedziele w Krakowie, a w poniedziałek bym pojechał do Katowic, jak nie uda się tak zorganizować by z miejsca wjechać tam do swojego pokoju, to prześpię się w noclegowni/na dworcu i będę z telefonu dzwonić do właścicieli pokoi we wtorek.

 

Zobaczę jakie prace znajdę, w razie gdybym miał być w gastronomii to książeczkę sanepidowską zaktualizuję/wyrobię nową za 200zł, więc do przeżycia. 

 

Boje się tylko, że właściciel mieszkania może krzywo patrzeć, że przyjechał młody gość nowy w mieście i chce pokój wynająć nie mając jeszcze pracy. Niby to jest niepewne, ale przecież każdy kiedyś jakoś zaczynał. Będę próbował dogadać się by rozbić kaucje za pokój chociaż na 2 raty, żeby te 2,5k mi się nie rozpłynęło w jeden dzień. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, Duch Zgubiony napisał:

Boje się tylko, że właściciel mieszkania może krzywo patrzeć, że przyjechał młody gość

A co kogo to obchodzi po cos ty przyjechal z resztą możesz mu nawinać każdy makaron na uszy i on to łyknie bo cie nie zna.

 

Polecam ci rzucić hasło na jakies spotted  odzew może byc nawet spory...

Priv priv priv

 

Spróbuj 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najważniejsza sprawa odciąć się całkowicie od rodziny, masz 2,5 k, wystarczy na pierwszy miesiąc.

 

Szukaj pracy gdzie się da, w końcu Cię przyjmą.

 

Idź na boks,  kup worek, albo  idź do lasu i pięściami trenuj na drzewach.

 

Musisz stać się twardszy by w przyszłości w takich sytuacjach móc się napierdalać, tutaj nie chodzi o to żeby wygrać, przegrać tu chodzi o fakt postawienia się - wtedy tacy agresorzy zmieniają ofiarę, bo widzą że się stawiasz, że nie jesteś miękki.

 

O rodzinnie powinieneś zapomnieć, prócz ojca.

 

Aż się siurek do góry podnosi gdy myślę o  twoim wujku, z jaką rozkoszą bym się z nim zabawił.

 

Następnym razem musisz walić w ryja, kosztem wszystkiego, tu chodzi o twoją godność.

 

Życie bez godności to gówno, nie życie.

 

Kup nagranie " Bój o godność" 

 

Tu masz https://samczeruno.pl/sklep/downloads/coaching-boj-o-godnosc/

 

 

Życie czasem stawia nas w takich ciężkich, pojebanych sytuacjach by nas sprawdzić, co Cię nie zabije to Cię wzmocni.

 

 

Trzymam za Ciebie kciuki i dzisiejszą modlitwę dedykuję Tobie.

 

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, Duch Zgubiony napisał:

Czy ktoś z Was jest z Katowic, i ma jakąś opinię o tym mieście? Jest wojewódzkie, Śląsk czyli daleko od Pomorza Zachodniego z którego pochodzę. Teraz z Krakowa miałbym w miarę blisko pociągiem. I powiedzcie mi przede wszystkim, czy lepiej już teraz starać się o chwilówkę, czy pojechać z tymi 2,5k do Katowic i tam wziąć chwilówkę dopiero gdybym wylądował na ulicy? Różnie się może stać do 1 wypłaty itp. Myślałem także o Kielcach, ale kolega u którego teraz siedzę tam mieszkał i mówił że poza pracą na słuchawce ciężko tam coś znaleźć. Jest jeszcze Rzeszów, też nie za duży, to pomyślałem że tam będzie taniej.

 

Zawsze myślałem trochę o Poznaniu, ale skoro w Krakowie jest ciężko w dobie wirusa, to tam pewnie też. 

Zatrudnij się za granicą albo w Amazonie(biorą od ręki) pracowałem tam teraz 1.5 miesiąca bo miałem zwieszoną główną pracę. Możesz startować do Gliwic/Sosnowca(jak chcesz blisko kato). Zarobki koło 3.2-3.5 jak nie walisz jakimiś L4.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szukaj roboty za granicą z zakwaterowaniem. W krytycznej sytuacji namiot, śpiwór i wyposażenie survivalowe. Nie wydasz dużo, a będziesz miał dobre zabezpieczenie. Grunt, aby to gdzieś schować, ale można się dogadać z ludźmi, przerabiałem. Nieznajomi często bardziej pomagają od tzw. rodziny.

 

Przejrzyj zlecenia na useme.eu, można się fakturą bez firmy rozliczyć, na oferii. Praktycznie od ręki coś tam można klepać. Na studiach 600/700 zeta wyciągałem z tego na luzaku, bez łamania rutyny nauki, rozrywki.

 

Tak, jak koledzy mówią, kwestia pierwszej wypłaty i złapania wiatru w żagle. Depresję i problemy psychiczne odstaw na boczny tor. Po prostu o nich zapomnij i działaj, jak robot przez kilka najbliższych miesięcy. Wstajesz, śniadanko pożywne i do roboty.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

A 185 cm to Ty masz? Bo tylko takim pomagam. 

 

Nie no, żartuje, byku.

 

Utwórz zrzutkę na 1000 PLN (trzy i pół kafla is more than enough, żeby zacząć życie w PL na własną rękę - IMHO taka ryba Ci wystarczy, żebyś miał czas na znalezienie wędki) na zrzutka.pl i opisz swoją historię, a potem wrzuć tu link ze swojego konta.

 

Ode mnie masz pewną stówę, kto da więcej???

 

Z wyrazami szacunku,

Ważniak

  • Like 5

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minutes ago, Ważniak said:

Ode mnie masz pewną stówę, kto da więcej???

I ode mnie też. I proszę wybaczyć ucieczkę z rezerwatu, ale chyba okoliczności usprawiedliwiają.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Ja bym na Twoim miejscu poszedł gdzieś na szybko do pracy, zrobił kurs na wózki widłowe (spróbował się gdzieś załapać na pół roku) + przez 6 miesięcy podłapał podstawy języka (poziom A2) na wózku widłowym nie trzeba znać bóg wie czego i ruszaj do Niemiec. Podejrzewam że jeszcze Ci się spodoba, podszkolisz na miejscu język, kasę może zainwestujesz w kursy/szkolenia i stary jeszcze bogolem zostaniesz za 5 lat. 

 

Edited by mph25
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale ktoś Cię konkretnie wyrzucił z tego domu ? Babcia czy sam uciekłeś przed wujkiem ? Ja bym mu nie dał takiej satysfakcji puki co to bym tam wrócił, jak nie dajesz mu rady to z jakimś gazem pieprzowym i w razie co od razu dzwoń na policję. 

A w między czasie możesz sobie obmyślać na spokojnie wyjście z tego domu, pracę itp. 
Jak mówisz, że rodzice na pomorzu to może uderzyć na wybrzeże, zaczepić się do pracy w gastronomii z jakimś pokojem. Zarobisz, coś odłożysz a i może poruchasz a na jesień może obczaisz pracę w jakimś większym mieście w pl lub za granicą. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Ważniak napisał:

A 185 cm to Ty masz? Bo tylko takim pomagam. 

Wg. Wykop.pl mając 185 i symetryczną szczękę byłbym miliarderem i bad boyem z PSLu z automatu, więc nie ;) 

 

Dziękuje wszystkim za słowa otuchy i oferty wsparcia. Nie przyjmę żadnych dóbr materialnych ani rzeczy fizycznych, tylko dobre rady i słowa wsparcia. Sumienie mi nie pozwala żeby choćby pomyśleć o wzięciu czegoś, jeśli póki co nie umrę z głodu. Gdybym wylądował na ulicy, wtedy bez wyrzutów prosiłbym o chleb. 

 

Zamiast mnie możecie wesprzeć El-Martino, również słuchacza Marka, którego Tata choruje na to samo co mój - nowotwór mózgu, Martino kupuje mu olejki CBD. Sam chciałem je nabyć dla Taty ale moja matka odmówiła i chce by tata brał tylko leki i chodził na chemię (nie mam wiele do powiedzenia). El-Martino ma do tego brata maturzystę na głowie i mamę, a ja tylko swój spasiony tyłek, więc dam sobie radę sam, a im przydałby się dodatkowy grosz. 

 

Będę Wam pisał o postępach w mojej walce w tym temacie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Marek Kotoński
      Szanowni Państwo,
       
      Takie oświadczenie wygłosiłem przedwczoraj na lajwie (już usuniętym), ale że nie wszyscy na nim byli, a nawet jak ludzie byli to było nerwowo (cały czas kasowaliśmy bluzgi i wyzwiska fanów ww. Pana), powtórzę je tutaj:
       
      1. Od tej pory na temat Pana Dominika Bosa (Awięc) nie wypowiadam się aż do procesu sądowego (zalecenie adwokata). No chyba że będę naprawdę musiał się bronić przed pomówieniami i oszczerstwami. Trudno jest mi utrzymać język za zębami, gdy od dwóch dni kasuję nie tylko wyzwiska w moim kierunku, ale także wpisy że zniszczyłem życie młodemu chłopakowi... poziom absurdu tej sytuacji sprawia, że kompletnie tego nie ogarniam.
       
      Oczywiście "suchej" informacji mogę udzielić, czy wypowiedzieć się na jakiś niezbyt "gorący" temat w związku z tą sprawą.
       
      2. Kontrpozew. Czekamy na pozew, w zależności od jego treści informuję, że pozywam Pana Dominika Bosa (Awięc) o kwotę minimum 100 tysięcy złotych, za szkody wyrządzone przez to co mówił i przede wszystkim "sugerował" na mój temat. Jako pisarz i osoba prowadząca działalność gospodarczą, w wyniku tych działań poniosłem bardzo duże szkody finansowe i wizerunkowe. Czyli nie wystarczy powiedzieć że nazwałem go i jego dziewczynę gnojem (nigdy tego nie zrobiłem) tylko trzeba będzie to - i wiele innych "sugestii" udowodnić. A jeśli wyjdzie że dowodów nie ma, wyjaśnić Wysokiemu Sądowi dlaczego się oszukiwało...
       
      3. Przysięgam wszystkim moim zwolennikom i fanom, którzy mogli ulec "sugerowaniu", że nigdy nie groziłem ani nie wysyłałem żadnych meili które mu groziły, jak to "zasugerował". Treść tych meili jednak jest podobna do tych meili, które ja dostawałem w tym strasznym czasie, gdy śledzono i fotografowano mnie i moją przyjaciółkę, grożoną morderstwem, okaleczeniem, spreparowaniem fałszywych dowodów na moją pedofilię by wtrącić mnie do więzienia, brutalnym gwałtem mojej mamy, donosami na policję, do Izby Skarbowej i wielu innych świństw - i w tym właśnie czasie, Pan Dominik Bos (Awięc) zaczął nagrywać o mnie wyszydzające mnie filmy, w których przekręcał to co mówiłem, by postawić mnie w negatywnym świetle, co stało się przyczyną internetowego nękania, objawiającego się np. tym, że po każdym filmie byłem bezustannie lżony i wyzywany przez jego widzów.
       
      Przypominam że to Pan Dominik Bos (Awięc) pierwszy o mnie nagrał, co spowodowało falę nienawiści w kierunku mojej osoby jego zwolenników.
       
      4. Bardzo proszę o to, byście jako społeczność nigdy nie zniżyli się do tego poziomu, żeby Pana Dominika Bosa (Awięc) atakować i pomawiać tak jak to obecnie dzieje się z moją osobą. Te sprawy wyjaśnimy sobie w sądzie, a my pokażmy że jesteśmy "z zupełnie innej gliny ulepieni". 
    • By dylugilu
      Witam, 3 miesiące temu po 3 latach związku rzuciła mnie dziewczyna, zacząłem więc dużo imprezować i lecieć z dziewczynami, tylko do pewnego momentu jakoś mam wrażenie, że moje libido upadło przez to, że mam cały czas byłą w głowie inne dziewczyny mnie jakoś średnio pociągają, jak się od tego uwolnić bracia? Jakieś akcje, lody itp jako tako to idzie, ale co do samego seksu z innymi no średnio, jedynie jakby moja była mi się rozebrała to by stał jak skała :/ 
       
      Chciałbym znowu wrócić do formy, zapomnieć o niej i być nagrzany jak zwierzak - nawet jak nie mastrubowałem się ponad miesiąc to i tak jakoś nie byłem nagrzany. 
       
      Jakieś rady sugestie? Sorka jak zły dział pozdro
    • By lars3
      Witajcie 
       
      Byc moze ktos bedzie w stanie pomoc/podpowiedziec w znalezieniu rozwiazania z mojej kuli sniegowej problemow ktore sam na wlasne zyczenie stworzylem.
      Moj wiek 32 lata.
      Zawsze chcialem miec wlasne firmy, niewyobrazalem sobie pracowac dla kogos /mlodziencze fascynacje Kiyosaki i pozostala litratura motywacyjno-biznesowa/. Zrezygnowalem po drugim roku z technicznego kierunku na polibudzie i skonczylem zarzadzanie (pomimo ze nalezalem do scislej czolowki na pierwszym kierunku, wydawalo mi sie ze nie ma lepszych studiow niz zarzadzanie wkoncu chcialo sie zostac biznesmanem, majac mlodziencze idealy ze wszystko jest mozliwe i ze skoro nauka tak latwo mi przychodzi to i z biznesem sobie poradze). W trakcie studiow wyjezdzalem na saksy w celu uzbierania kapitalu na wlasne drobne przedsiewziecia. Zadna z firm nie wypalila.pozostaly dlugi niby nie wielkie bo ok 30tys pln/mam juz komornikow/. Przedmiotem dzialalnosci bylo glownie posrednictwo w handlu. W pewnym momencie nie majac juz kasy na funkcjoniwanie a pojawila sie mozliwosc zawarcia naprawde duzego kontraktu /a razem z tym sowitej prowizji/ zdarzylo mi sie  jechac spora razy na kredytowych biletach  pkp i raz na stacji cpn nie moglem zalacic za paliwo /komornik zajal kase wiec zostawiajac swoje dane obiecalem splacic na dniach/, sadzac ze kontrakt prawie zapiety wiec sie potem to splaci z zysku. Kontrakt nie zostal podpisany /decyzja rzadu/
      W miedzyczasie dostalem wyrok za bojke i razem z nim sporo miesiecy prac spolecznych/ktore dalej trwaja/ czyli niepowinienem opuszczac kraju bez zgody sadu.
      Potem grzywna za stacje benzynowa - nieoplacona wiec mialem areszt 10dniowy.
      A teraz przesluchanie za wyludzenie przejazdow pkp mam na dniach.
       
      Na dzien dzisiejszy nie mam swojego lokum, majatku, oszczednosci ani nawet doswiadczenia zawodowego poza 'wlasnymi dzialalnosciami/spolkami' . Nocuje u znajomej a czasami na dworcu. Mam ciagly wstret do pracy u  kogos.... 12 lat temu sobie postanowilem ze zrobie wszystko zeby zostac biznesmanem bo jak nie to bede 'zulem/bezdomnym' no i stalo sie.... wyladowalem na dnie. Na wlasne zyczenie. Problemow z alkoholem nie mam ani innymi uzywkami nie mam.
       
      W glowie pojawia mi sie mysl ucieczki do azji i nauczanie angielskiego i oszczedzanie a moze tam sie uda zaczac od zera i cos rozkrecic?? Znam takich co im kilka razy nie wychodzilo nawet w usa a w azji za pierwszym podejsciem biznes wypalil. Jedyny minus to na 10lat niemoglbym wrocic do kraju bo mnie od razu zamkna.
       
      Nawet nie mam pomyslu na dalsze zycie... moze ktos podsunie cos dla takich wykolejncow zyciowych?
    • By igor_1996
      Dzień dobry.
      Kilka słów na początek o mnie. Mam na imię Igor i tak jak wynika z mojego profilu jestem z rocznika 96. Na forum znalazłem się przypadkiem ale dało mi to do myślenia, że może warto opisać swoją historie. Chciałem się podzielić doświadczeniem - tak jak w temacie (wyleczoną?*) depresją. Nie jest to temat z szukaniem pomocy ale bardziej chęcią dania pomocy. Dodam jeszcze i bardzo proszę wziąć to zdanie do serca, nie jestem pisarzem. Postaram się żeby moja wypowiedź była z jak najmniejszą ilością błędów ale szczerze nie mam pojęcia kiedy wypada dać przecinek albo zakończyć zdanie.
       
      Temat depresji jest rozległy. Napisanie maiłem/przeżyłem nic nowego nie wniesie na tym forum dlatego opiszę całą historię. 
      Pojęcie depresja wówczas było mi totalnie nieznane, nie interesowałem się tym, nie maiłem pojęcia czym się objawia i że w ogóle może coś takiego mnie dosięgnąć. Przez moją niewiedzę dowiedziałem się gdy już było za późno. Chociaż nie każdy jest lekarzem żeby stawiać sobie diagnozy dlatego na pewno nie mam do siebie żalu o swoją ignorancje. Proces popadania w chorobę jest na tyle powolny, że nie da się go tak prosto zauważyć. Do tego dochodzą zmiany w postrzeganiu rzeczywistości i wiele rzeczy, które wcześniej dałby nam do myślenia zaczynają być normalne. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie dlatego odsyłam do różnych portali o zdrowiu gdzie w dokładny sposób opisują objawy. Parę objawów można pomylić po prostu z lenistwem lub na odwrót - mając zalążki depresji myśleć, że to lenistwo. I co tu zrobić? Jedyna i słuszna opcja to udanie się do psychologa (I UWAGA) to jest super! Diagnozowanie się samemu lub na forach mija się z celem to tak samo jak wpisanie w wyszukiwarkę "boli mnie gardło co to może być" albo żeś zachlał mordę i śpiewał całą noc w klubie, albo grypa albo, albo. Przyczyn depresji jest dużo dodatkowo na forach można spotkać się z niezrozumieniem (np. negatywne odebranie Twojej wypowiedzi, bo dla Ciebie to było już normalne, a w postrzeganiu zdrowego człowieka np. głupie, żałosne) dlatego trzeba na to uważać. 
      Wracając do udania się do psychologa i dlaczego to jest super? U nas istnieje przekonanie, że jak ktoś chodzi do psychologa to ma nie po kolei w głowie, gdzie na zachodzi jest to równie normalnie postrzegane jak wizyta u lekarza rodzinnego. Najważniejsze jest to, że psycholog w żadne sposób Cię nie ocenia. Tak jak pisałem wcześniej nie jesteś lekarzem i nie jesteś wstanie sam się zdiagnozować. Psycholog przeprowadzi z Tobą wywiad i zdiagnozuje, ale w każdym przypadku pożegna Cię z uśmiechem na twarzy, a nie "Po co mi Pan głowę zawraca swoimi wymysłami!". Najtrudniejszy jest pierwszy krok, który wymaga od Ciebie wiele energii, a później specjaliści będą Cię prowadzić aż do końca?* choroby. 
      Warto nadmienić, że w pierwszej kolejności należy udać się do psychologa nie psychiatry. Psycholog zdiagnozuje czy potrzebujesz pomocy psychiatry, a przede wszystkim wesprze Cię emocjonalnie, a psychiatra prowadzi chorobę od strony leków. Psycholog nie może wypisać recepty! Tylko i wyłącznie psychiatra przepisze Ci leki na depresje! 
       
      W naszym kraju leczenie u psychiatry i psychologa jest na NFZ leczy żeby dostać się do tej grupy trzeba bardzo długo czekać. Druga opcja leczenia prywatnie jest dużo szybsza ale może wyjść dla niektórych bardzo droga. Da się zrobić tak żeby wydać mało i nie czekać długo. Jeżeli tylko zainteresowałem kogokolwiek wstępem postaram się jak najszybciej umieścić kolejną część, w której opiszę jak dostać się na leczenie na NFZ, jak mniej więcej wygląda leczenie, co było przyczyną mojej depresji, jak działały leki na depresje, jak pomóc osobie z depresją oraz wyjaśnieniem dlaczego zostawiłem pytajniki i gwiazdki przy słowach koniec i wyleczona. 
      Jeżeli masz do mnie jakieś pytanie napisz śmiało na PW
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.