Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Samiec Alfa

Samoocena i pewność siebie - krok po kroku

Recommended Posts

Miło jest poczytać o tym, co już zrobiłem :)

Zawsze patrzyłem na swoje życie w perspektywie 20-30 lat. Jeśli teraz jest fajnie, to nie znaczy, że jutro też będzie.

Dotychczasowe doświadczenia wskazują, że moje plany się spełniają ;) Czasami wystarczy powiedzieć coś w żartach, a po jakimś czasie to się urzeczywistnia. Podobno w czepku urodzony jestem ;) 


Nie mogę polubić, bo na dziś wydałem wszystkie, ale masz "LIKE" ;) 

 

Chciałbym jeszcze dodać:

Od zawsze myślałem inaczej niż inni. Wiele rzeczy mi nie pasowało w kobietach i nie na wszystko się zgadzałem.
Podczas tzw. "związku małżeńskiego" nie pozwalałem wejść sobie na głowę. Gdy ex sprowadzała swoją matkę, wiedziałem, że coś się dzieje i nie pozwalałem na to.
Gdy ex mnie nie szanowała - przeszkadzało mi to i mówiłem o tym wprost.
Potrafiłem pokazać ex, że inne kobiety mogą być mną zainteresowane, przykład: Wesele kuzyna, gdy ex zaczęła mi wyrzucać, że robię zdjęcia zamiast zajmować się nią. Później uciekła do pokoju i zaczęła gadać, że jej ojciec i brat jest lepszy, bo coś tam.... kazałem jej spierdalać do ojca albo brata i powiedziałem, że sam idę bawić się z kobietami - po chwili przyszła odjebana jak nigdy wcześniej i już była grzeczna. Wiedziała, że jeśli nie będzie ona, to będą inne - młodsze i ładniejsze.

Nigdy nie starałem się o kobiety. Starzy truli mi dupę: "Bo zostawiłeś dziewczynę, a ona myślała, że się z nią ożenisz..." - miałem ich gdzieś. Bardziej martwili się o obcych ludzi niż o swojego syna.

Po wysłuchaniu audycji kierownika naszej mafii i po przeczytaniu forum, znalazłem potwierdzenie/uzasadnienie, dlaczego tak się dzieje. Wcześniej robiłem to nieświadomie.

Edited by Dobi
  • Like 8

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Samiec Alfa napisał:

 

 

Jeśli masz jakiekolwiek pojęcie o świecie to doskonale możesz zauważyć, że pieniądze leżą na ulicy. Najpierw trzeba umieć dostrzegać sytuację, a później umiejętnie je wykorzystywać. Tylko ludzie leniwi, głupi, którzy nic nie robią ze swoim życiem narzekający ciągle na wszystko będą Ci wmawiać, że zgromadzenie majątku nie jest możliwe.

 

 

 

przyklady

Edited by Tramal

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 godzin temu, Samiec Alfa napisał:

Możemy wyćwiczyć nieziemską pewność siebie, być przysłowiowymi "Alfa" w towarzystwie, ale mieć białorycerskie wzorce, które sprowadzą nas na manowce. Zakochamy się w miłości naszego życia oraz niesieni hajem hormonalnym damy się upokorzyć i łasić przed nią. 

Szczera prawda i według mnie największa pułapka w pracy nad sobą.

Jeśli facet nie wyzbędzie się takich wzorców, to pomimo wypracowanej pewności siebie może wylądować kompletnie rozbity na dnie. Jeśli się z tego podniesie to będzie już "nie do zdarcia", ale jeśli nie, to będzie stracony, pomimo całego wysiłku w pracy nad sobą. Ale tak czytając różne historie Braci, to chyba nie ma innej drogi od białorycerskości do męskości, niż przez mękę i ból. Prawdziwy facet odradza się z popiołów, pozostałych po białym rycerzu ;)

 

  • Like 8

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 godzin temu, Tramal napisał:

przyklady

 

Podawanie konkretnych przykładów nie ma sensu.

 

Wystarczy wyuczyć się możliwości dostrzegania sytuacji, wzorców oraz możliwości. Odsyłam do pracy nad podświadomością.

 

Zawsze automatycznie w mojej głowie zadaje sobie pytanie w jaki sposób mogę coś wykorzystać i jakie zyski mi to przyniesie. A do pieniędzy trzeba mieć przede wszystkim cierpliwość i umiejętność odpowiedniego zarządzania własnym budżetem, bo często przez brak umiejętności zarządzania nim tracimy duże sumy, które odkładane i odpowiednio lokowane w przyszłości mogą przynieść duże zyski.

 

Drogi na skróty nie ma. Cierpliwość i ciężka praca przyniesie obfity plon.

  • Like 4
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

W końcu mogę przysiąść nad Twoim wątkiem. Pamiętałem, że chciałem zadać Ci kilka pytań... Będę wścibski i wredny :) No to jedziemy: 

 

Dnia 19.11.2016 o 18:00, Samiec Alfa napisał:

1. Wyparte emocje, lęki

 

Jedno z najważniejszych rzeczy i najtrudniejszych z jaką przyjdzie nam się zmierzyć. Dlatego przed zabraniem się za nie radzę wpierw za pomocą afirmacji podwyższyć choć odrobinę swoją samoocenę, bo gwarantuję wam, że zabranie się za nie , nie będzie przyjemne.

 

Stosowałem afirmacje, które mi niezbyt dobrze pomogły. Może robiłem je źle lub zbyt krótko, kto wie.

Moja droga wyglądała trochę inaczej. Samoocena mi rosła za każdym razem gdy zajmowałem się sobą a nie dzięki afirmacjom. Zajmowanie się sobą czyli: podczas przeżywania emocji, zwłaszcza tych trudnych i wypartych traum, po wypłakaniu się, stopniowo po jakimś czasie zacząłem się zbierać do kupy i coraz bardziej siebie lubić. Obserwacja swoich potrzeb jak i spełnianie ich również w tym pomaga. Czyli nie stosowałem afirmacji, żeby dojść do emocji tylko zająłem się emocjami od razu przeżywając je. W międzyczasie terapeuta pomagał mi zmieniać pewne wzorce, tzn. uświadamiał mnie na temat pewnych możliwości i "to jakoś samo się działo", że zacząłem wybierać to co dla mnie korzystne. 

Rozumiem, że mogłeś mieć inaczej. Jeśli chodzi o same afirmacje to jestem sceptyczny, chyba, że Ty mi wyjaśnisz JAK je robiłeś?  Po raz kolejny widzę takie ogólniki na forum, a nie dostaję tu konkretnych sposobów jak sobie z czymś radzić. W dwóch moich wątkach się już coś takiego pojawiło: "przepracuj to, przepracuj tamto" no ok ale jak? Co mam zrobić? Wypisać na kartce? Stanąć na głowie? :) 

 

Dnia 19.11.2016 o 18:00, Samiec Alfa napisał:

Dowiecie się o sobie bardzo wiele oraz to jak sterują wami emocje. Zobaczycie czemu w danych sytuacjach zachowujecie się tak, a nie inaczej. Innymi słowy poznacie siebie i dowiecie się kim naprawdę jesteście i w jaki sposób zaprogramowano waszą podświadomość. 

To afirmacje pokażą mi jak mną sterują emocje? W jaki sposób to się stanie? 

Co do tej obserwacji, pomocne jest najzwyczajniejsze zadawanie sobie pytań: co czuję, dlaczego tak czuję, czemu tak się zachowałem itp. itd. Rośnie nam samoświadomość choć wymaga to pewnego wysiłku ponieważ jako leniuchy lubimy z automatu niektóre mechanizmy uruchamiać.

Dnia 19.11.2016 o 18:00, Samiec Alfa napisał:

W czasie obserwacji, wypuszczania emocji, może zdarzyć się, że dokopiemy się do nieświadomości zbiorowej. Nie przerażajcie się, nie wypierajcie tych emocji, Po prostu pozwólcie im być.

Mógłbyś coś więcej o tej nieświadomości zbiorowej napisać? Co to jest, jak to się u Ciebie objawiło? Czemu ona może być przerażająca? 

Piszesz o wypuszczaniu emocji... masz na myśli metodę z książki Hawkinsa czy znasz jakiś inny sposób? 

 

Dnia 19.11.2016 o 18:00, Samiec Alfa napisał:

Tak samo jak kiedyś wmawialiśmy sobie, że jesteśmy do niczego to tym razem możemy zrobić taki myk i zaprogramować nas samych. Stworzyć nasz prywatny software na naszych zasadach, a nie na kogoś kto nam wmówił głupoty do główki.

Ok ale JAK? Znowu ogólniki. Chyba, że masz na myśli afirmacje?

Ja stosuję metodę zmiany przekonań The Work. Właściwie ją ciągle testuję i się jej przyglądam. Wczoraj mi bardzo pomogła bo miałem pewne przekonanie, które wywoływało we mnie poczucie winy. Zaczęło się od myśli, potem poszła w tę myśl energia i narodziła się emocja. I co ciekawe zmieniłem tę myśl a poczucie winy się rozpłynęło :) Jak to zrobić, można znaleźć dokładniej w necie. 

 

Dnia 19.11.2016 o 18:00, Samiec Alfa napisał:

Pomimo tego, że przepracowaliśmy negatywne emocje, staliśmy się w miarę ogarniętymi ludźmi pozostaje właśnie moim zdaniem aspekt płci przeciwnej, który często pozostaje nierozwiązany albo powoduje przykre odczucia w stosunku do kobiet, blokując przez to radość życia i obcowanie z kobietami.

 

Najgorzej gdy to kobiety te negatywne emocje wywołują lub uruchamiają się jakieś stare i nieprzepracowane wzorce, a szczerze powiedziawszy to niekiedy dzięki kontaktom z paniom można w sobie dostrzec słabe strony nad którymi warto popracować np. przez te ich shit testy albo ich stosunek do nas. Więc dziękujmy paniom za to, że nas testują :D 

 

Dnia 19.11.2016 o 18:00, Samiec Alfa napisał:

Nigdy nie daj się wpuścić w pułapki myślowe. Ćwicz medytację, sztukę oddychania, jogę. Zacznij panować nad swoim umysłem, Niech on nie panuje nad Tobą, pokaż, że potrafisz go odciąć i nie myśleć, ale po mistrzowsku go wykorzystywać.

W jaki sposób medytujesz? Kompletnie się na tym nie znam, dlatego pytam. 

 

Dnia 19.11.2016 o 18:00, Samiec Alfa napisał:

Bez podejmowania celów, decyzji dalej będziesz tkwić w stagnacji, Jeśli nie wiesz czego chcesz od życia, nie wiesz co chcesz zmienić w swoim życiu na lepsze to o czym mamy rozmawiać? 

I cel ustalamy sobie do konkretnej daty. Cel ma być mierzalny. Chcę przypakować to sobie piszę w formie umowy, że do tego i tego będę mieć 40 czy 50 cm w łapie. Oczywiście wszystko z rozsądkiem. Wtedy umysł jest w stanie sprawdzić logicznie czy cel się spełnił czy nie.

 

Dnia 19.11.2016 o 18:00, Samiec Alfa napisał:

 Wtedy zrozumiesz, że życie jest proste i pełne radości, a Ty jesteś drzewem, które pomimo zawieruchy, burz i huraganów nie ugnie się, ale wciąż spokojnie będzie rosnąć i żyć.

 

Być. Po prostu. Jak niemowlę, które po prostu jest, wszyscy je kochają choć ono nic nie ma, nic nie osiągnęło, nic nie kupiło. I tu kolejna sprawa czyli szukanie przyczyn dlaczego chcemy mieć te 50 cm w łapie, bo nasze motywacje bywają zaskakujące :) 

No, to tyle. Wyżaliłem się :D Czekam na odpowiedź ;) 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Artem napisał:

Stosowałem afirmacje, które mi niezbyt dobrze pomogły. Może robiłem je źle lub zbyt krótko, kto wie.

 

3 grosze ode mnie.

 

Z obserwacji i z tego co czytałem, afirmowanie sobie cech których zalążki już posiadamy może dać pozytywnego kopa.

Ale afirmacje które są w zbyt dużym rozdźwięku z faktycznym stanem rzeczy są tylko zakłamywaniem rzeczywistości.

Co szybko może się skończyć dysonansem poznawczym i zjazdem psychicznym.

 

Jak uniknąć dysonansu? Bardzo prosto:

 

1. Bądź atrakcyjny.

2. Nie bądź nieatrakcyjny.

 

:lol:

 

Dziękuję, dobranoc.

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Afirmacje są fajne ale bez pokory się za daleko nie zajedzie. 

Dla mnie przełomowym momentem była wypowiedź Marka kiedy mówi że miał sporo kobiet, jest dobry w rozgrywaniu ich gierek ale wcale nie twierdzi się że jak znalazłaby się dobra zawodniczka to nie udałoby jej się zrobić z jego mózgu papki. To zdanie zapamiętam na baaaardzo długo. Genialny akt pokory. Pokazuje też nam że nie ma się co w życiu napinać, że nie raz nas jeszcze wychujają na kasę, nie raz zrobimy z siebie durniów, matołów i nic się nie stanie. 

Te słowa Marka zrzuciły ze mnie ciśnienie. Mam wrażenie same afirmacje bez dania sobie prawa do błędu takie ciśnienie właśnie tworzą.

No i o szczerej wdzięczności za wszystko nie musze mówić.

Edited by jaro670
  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

11 godzin temu, Artem napisał:

Rozumiem, że mogłeś mieć inaczej. Jeśli chodzi o same afirmacje to jestem sceptyczny, chyba, że Ty mi wyjaśnisz JAK je robiłeś?  Po raz kolejny widzę takie ogólniki na forum, a nie dostaję tu konkretnych sposobów jak sobie z czymś radzić. W dwóch moich wątkach się już coś takiego pojawiło: "przepracuj to, przepracuj tamto" no ok ale jak? Co mam zrobić? Wypisać na kartce? Stanąć na głowie? :) 

 

W głównej mierze miałem na myśli to, żeby zanim zabrać się za kopanie i odkrywanie swoich lęków nie dopuścić do sytuacji kiedy uznasz, że może być z Tobą nie tak, że jesteś do niczego itd. Aby te emocje nie przejęły nad Tobą kontroli i Cię nie zdominowały i nie przytłoczyły. Musisz mieć świadomość tego, że tak naprawdę to nie Ty jesteś emocjami tylko obserwatorem.

 

Co do afirmacji. Musisz rozbudzić swoją podświadomość, uruchomić emocje, aby zaczęły działać. Za tym coś musi iść. Wcześniej jak pracowałem jeszcze z kartką i długopisem pisząc je stosowałem przede wszystkim mechanizm dźwigni.

 

Odpowiednio wcisnąć przycisk :D

11 godzin temu, Artem napisał:

 

To afirmacje pokażą mi jak mną sterują emocje? W jaki sposób to się stanie? 

Co do tej obserwacji, pomocne jest najzwyczajniejsze zadawanie sobie pytań: co czuję, dlaczego tak czuję, czemu tak się zachowałem itp. itd. Rośnie nam samoświadomość choć wymaga to pewnego wysiłku ponieważ jako leniuchy lubimy z automatu niektóre mechanizmy uruchamiać.

Mógłbyś coś więcej o tej nieświadomości zbiorowej napisać? Co to jest, jak to się u Ciebie objawiło? Czemu ona może być przerażająca? 

Piszesz o wypuszczaniu emocji... masz na myśli metodę z książki Hawkinsa czy znasz jakiś inny sposób? 

 

Nie miałem na myśli afirmacji, lecz momentu zyskania pewnej samoświadomości gdzie możesz obserwować sam siebie i wyraźnie widzieć jak emocje potrafią Tobą sterować.

 

A co do nieświadomości zbiorowej odsyłam tutaj https://pl.wikipedia.org/wiki/Nieświadomość_zbiorowa

 

Metodę Hawkinsa, a także skupienie się na oddechu podczas odczuwania negatywnych emocji przez co moja świadomość jest skupiona na wdechu i wydechu, a emocja energetycznie się wypala.

 

11 godzin temu, Artem napisał:

Najgorzej gdy to kobiety te negatywne emocje wywołują lub uruchamiają się jakieś stare i nieprzepracowane wzorce, a szczerze powiedziawszy to niekiedy dzięki kontaktom z paniom można w sobie dostrzec słabe strony nad którymi warto popracować np. przez te ich shit testy albo ich stosunek do nas. Więc dziękujmy paniom za to, że nas testują :D 

 

W jaki sposób medytujesz? Kompletnie się na tym nie znam, dlatego pytam.

 

Kładę się w wygodnej dla siebie pozycji, rozluźniam mięśnie i skupiam się na oddechu.

 

11 godzin temu, Artem napisał:

 

 

Być. Po prostu. Jak niemowlę, które po prostu jest, wszyscy je kochają, choć ono nic nie ma, nic nie osiągnęło, nic nie kupiło. I tu kolejna sprawa czyli szukanie przyczyn dlaczego chcemy mieć te 50 cm w łapie, bo nasze motywacje bywają zaskakujące :) 

No, to tyle. Wyżaliłem się :D Czekam na odpowiedź ;) 

 

Nikt nie pokocha Ciebie jeśli Ty nie znajdziesz miłości w sobie.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 11/20/2016 o 10:43, Samiec Alfa napisał:

Podawanie konkretnych przykładów nie ma sensu.

 

Dlaczego podawanie przykladow nie ma sensu? 

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, Doug napisał:

 

Dlaczego podawanie przykladow nie ma sensu? 

 

Bo masz zupełnie inne możliwości będąc gdzie indziej niż ja i będąc w zupełnie innym wieku niż ja.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja mam pytanie w temacie, podam też pewien przykład. 

 

Otóż od czasu jak czytam Marka próbuję pracować nad samooceną i pewnością siebie. Czytam, słucham, staram się wykraczać poza swoją strefę komfortu i, jak pisali stoicy, nie być nigdy przeszkodą dla samego siebie: podejdę, zadzwonię, spróbuję załatwić, jak nie no to trudno, ja zrobiłem co mogłem. To mi dość dużo daje. 

 

Poza tym powtarzam w myślach afirmacje. Dlaczego nie na głos? Kiedyś próbowałem tego, tudzież Markowego boggingu, ale strasznie mnie to rozbija. Czuję niezmierne zażenowanie, a w dodatku boję się że ktoś usłyszy. 

 

W pracy i w życiu staram się jak najlepiej wykonywać co co mnie należy, dbam też w miarę możliwości o sprawność i kondycję. Mam swoje pasje i osiągnięcia, z których mogę być dumny. To są właśnie rzeczy, na których próbuję budować samoocenę.

 

Teraz będzie przykład tego, z czym miałem ostatnio problem. Ostatnio zacząłem chodzić na siłkę. Niby wszystko fajnie, bo zawsze coś tam robiłem i nigdy nie byłem spasiony ani jakoś skrajnie zapuszczony. Niestety, wychodzi że mam straszne kompleksy: jak widzę tych wszystkich koxów, nie tylko zresztą o barach jak szafa, ale po prostu zwykłych wysportowanych chłopaków, to czuję się jak gówno. Aż mi głupio zagadać czy np. maszyna jest wolna, co rusz wydaje mi się że wszystko robię źle. Patrzę na siebie w lustrze i czuję zażenowanie: zgarbiony i pokraczny facet z pijacką gębą, w dresiku. W stosunku do wzrostu ważę za mało, ale i tak ciągle mi się wydaje że mam lekki brzuszek i jestem wkurwiony. 

 

Wiem, muszę pochodzić, pozapierdalać, oswoić się z miejscem i ludźmi i się ogólnie wyrobić. 

 

Wiem, ale pomimo to przeraża mnie ta negatywna reakcja na swój obraz w lustrze, którą u siebie zaobserwowałem.

 

To dziwne, bo np. kiedy patrzę w lustro w domu to zwykle się sobie podobam. Generalnie uważam się za przystojnego, w odpowiednich ciuchach dałbym sobie 7, a w gajerku na miarę może nawet 8 ;) . To odrzucenie siebie i skrajne obrzydzenie było dla mnie szokiem. W oczy nawet nie mogłem samemu sobie spojrzeć!

 

Niby świadomie pracuję, a podświadomość wie swoje i wybija jak szambo...

 

Konkluzja? Nie wierzę że to piszę, ale muszę tu zadać pytanie, które bardziej pasuje do singielki 35 i 135+:

Czy macie jakiś sposób na to żeby zaakceptować wygląd swojego ciała?

 

P.S.

Nie wiem czy to właściwy wątek, jeśli trzeba to wieczorem założę nowy.

 

Panowie, aktualizacja.

 

Jest 29 stycznia, za mną ponad miesiąc chodzenia na siłownie dwa razy w tygodniu. Postęp w wykonywaniu ćwiczeń widać gołym okiem, nawet tak krytycznym jak moje. Zmieniło się też postrzeganie samego siebie w lustrze, miast pokracznego pokurcza (wzrostu mam tyle ile trzeba, co tylko pokazuje jak oderwane od rzeczywistości potrafią być myśli o sobie ;) ) jest całkiem spoko ziom. Zwłaszcza pod koniec treningu aż przyjemnie popatrzeć, nie wstydzę się już wychodzić w podkoszulku bez rękawów ani krótkich spodniach. Jednym słowem - zaaklimatyzowałem się.

 

Oczywiście wahania nastrojów dalej występują, jednakże na innych polach i pod innymi pretekstami. Przynajmniej jednak jeden powód do smutku mniej. 

 

Ostatnio naszły mnie myśli z gatunku "filozoficznych": jak to jest, że niektórzy rodzą się przystojni i bogaci - a ja i większość braci musimy na to pracować. Konieczność tej pracy można oczywiście obejść, zniszczyć i unieważnić jeżeli tylko nauczymy się czerpać przyjemność z samego faktu istnienia, ze świata, z samooceny i poczucia własnej wartości. Są ludzie, którzy mają to jako naturalną cechę, odruchowy sposób życia i nastawienie do świata. Oni są podobni do tych urodzonych milionerów lub mega przystojnych miśków, którzy dostali wszystko już na starcie i nie muszą o nic się ścigać. Ludzie z pozytywnym spojrzeniem na świat i dobrą samooceną są nawet lepsi, bo wewnętrznego poczucia wartości nikt im nie odbierze.

 

Ja niestety nie należę do nich. Muszę wypracować sobie wszystko: zarówno dobra, jak wygląd, tudzież i najważniejsze - poczucie własnej wartości.

 

Myślę nawet, że to jest moja życiowa misja - żeby pogodzić się z sobą i istnieniem świata. Każdy ma takie chwile, że najchętniej wcisnąłby jakiś atomowy guzik i to wszystko rozpierdolił w najdrobniejszy mak. Ja wyrobiłem w sobie nawyk takiego myślenia. Kiedy w Ostatniej rodzinie zobaczyłem Tomka Beksińskiego, który mówił o tym że chciałby się za to wszystko zemścić jako jakiś komendant obozu koncentracyjnego - to odnalazłem tam swoje najgłębsze przekonanie. Nie chodzę do kościoła, ale wychowałem się w religijnej rodzinie i dlatego mam opory przed dosłownym napisaniem tego co czuję do Boga i co miewam ochotę Mu zrobić gdy mnie nachodzi ten nastrój. Tego rodzaju dziecinne wygrażanie słońcu zardzewiałą motyką nie miałoby zresztą sensu i nic tu nikomu nie da.

 

Tak wielka nienawiść mnie niszczy, prowadzi w najgorszym kierunku i muszę jej się pozbyć. Wybaczyć Bogu i sobie, pogodzić się z istnieniem świata i tym jaki jest, nauczyć się wdzięczności. Dlatego też przy najbliższej okazji zaktualizuję listę rzeczy, za które dziękuję Bogu oraz sporządzę listę swoich sukcesów. To tyle wniosków na dzisiaj w temacie samooceny.

Edited by Ziomisław
  • Like 5

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 20.11.2016 o 10:43, Samiec Alfa napisał:
Dnia 19.11.2016 o 21:42, Tramal napisał:

przyklady

 

Podawanie konkretnych przykładów nie ma sensu.

Ok dalej nie czytam. Już to znam błędne koło motywacji.

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlaczego ludzie chcą być pewni siebie ?

 Bo próbują wpasować się w ramy, ideały społeczne i oczywiście mają braki w związku z tym.

Ale idąc w tym kierunku tylko się pogrążamy. Powinnismy raczej zadbać o własną integralność, indywidualność i nad nią pracować, wtedy ta pewność siebie nie jest nawet wyrażeniem w słowniku naszych pojęć, a naturalnym procesem wyrażania siebie.

 Pewnie  95-99 % z Was to zwykłe produkty, maszyny programowania społecznego. Oczywiście tego nie widzicie tak samo jak ryba nie widzi wody, skoro cały czas w niej jest. Potrzebny jest kontrast w postaci np. wydostania się na brzeg. Tak samo człowiek stopniowo widzi tą chorą bańke w której tkwi im bardiej poznaje samego siebie i procesami, które w nim zachodzą.

 Powrócenie do włanego źródła to wyzwanie.

 

 

Edited by Metody
  • Like 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pewność siebie to naturalny stan, natomiast "niepewność" to stan nienaturalny. Jak myjesz zęby to czujesz się niepewnie? Jak jesz zupę to nie wiesz czy Ci się uda?

 

Trzeba zdać sobie z tego sprawę. Zrozumienie tego mechanizmu jest bardzo pomocne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@rsholdi Cos wiedziec, to nie znaczy to umiec.

 

Dodam: "zrozumienie machanizmu" to pierwszy krok. Lecz dluga droga dla tego kto chce sie siebie zmienic (o ile to jest mozliwe)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sorry że odkopuję.

 

Dokładnie rok temu - pewność siebie/poczucie własnej wartości poziom -1.

 

Zapisanie się na siłownię - dodało nieco tej pewności, w kwestii własnego ciała. Czekam na większy progres - wtedy zapisanie się na boks.

 

Nadal jednak są problemy na podłożu mentalnym.

- Gdzieś w głowie jest zakodowane że niczego w życiu nie osiągnę (zawodowo). Myślenie że jestem za słaby, za mało umiem.

- Schemat małżeństwo/dom/dzieci - wszystko siedzi w głowie i mimo, że zminimalizowałem to nadal jest (jestem na przedsmaku wyprowadzki więc mniej za uszami będę to słyszał; to że o jakieś 10 lat za późno - niestety wiem). 

- Relacja - jest lepiej z poczuciem wartości, nie nadskakuję tak (wcześniej nadskakiwałem jakby kobieta robiła łaskę, że ze mną jest) ale nadal są poczucie zazdrości, nadal jest poczucie że nie mam prawa mieć potrzeb, poczucia winy etc. Że nie jestem dostatecznie ok, usytuowany, majętny blablabla

- Życie towarzyskie - zostawiłem najbardziej sprawdzone osoby przy sobie. Nie szukam na siłę, na siłę nie bryluję w towarzystwie (zawsze byłem wycofany, mało śmiały ale też ze śmiechem patrzący na jałowe rozmowy ludzi).

 

Cele są (lepsza kasa, więcej od życia z zachowaniem siebie) ale są skoki motywacji.

 

Jak sobie radzicie z takimi skokami? Co Wam bracia pomaga?

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Trochę odkurzę. Często wracam do przypiętych tematów na forum. Dzisiaj odpaliłem ten wątek i chciałbym podziękować dla autora za napisanie. Jestem wdzięczny :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

;DDDDDDDDDDDDDDD Zajebiste rady, nÓrmalnie odkrycie Ameryki -> będziesz miał kasę (która oczywiście leży na ulicy) to będziesz zajebisty, będziesz mógł robić co tylko chcesz - gdyby nie ten odkurzony Wątal to kurłła! nigdy bym na to nie wpadł!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By leto
      Czołem bracia!
       
      Jeden z regularnych forumowiczów, z uporem maniaka określający siebie samego jako przegryw - już Wy wiecie o kim mówię - zainspirował mnie do założenia tego wątku. Chciałbym, żebyśmy zebrali w nim nasze przemyślenia - wyłącznie pozytywne porady - jak można taki "przegryw życiowy" ogarnąć. Przez przegryw rozumiem tu stan niskiej samooceny i braku partnerki.
       
      Od czego zacznę moje dzisiejsze nocne wywody... Od garści filozofii.
       
      Ludzie mówią że człowiek - a według niektórych mężczyzna szczególnie - powinien mieć siłę sam w sobie, z siebie, być skałą, niezależnie od tego czy ma partnera, czy nie. Jest to prawda i nieprawda zarazem. Biologia dała nam potrzebę dobierania się w pary, i mówiąc prosto z mostu, kopulacji i płodzenia potomstwa, jako jedną z podstawowych potrzeb życiowych. Ktoś, kto tego nigdy nie przeżył, albo przeżył ostatni raz dawno temu, albo wszystkie swoje doświadczenia na tym polu ma negatywne, ma wg mnie prawo do niezadowolenia. Nie zaczynajcie więc od porad typu "ogarnij swoją samoocenę", "pracuj nad sobą", "znajdź prawdziwą pasję", bo to są porady, które syty daje głodnemu. Jak ktoś jest głodny to musi się najeść. Chociaż trochę. Chociaż raz. Żeby np uwierzyć w siebie, że może sobie to pożywienie też zdobyć w przyszłości. Żeby przestać o nim obsesyjnie myśleć i zwolnić miejsce w głowie na wyższe cele. Podejdźmy więc może w tym przypadku od takiej strony: poderwę dziewczynę, prześpię się z nią, utrzymam związek jakiś czas (jeśli będzie fajnie), będzie to ważnym krokiem do mojego samodoskonalenia.
       
      W mojej ocenie i bazując na moim skromnym doświadczeniu, poderwanie dziewczyny składa się z czterech aspektów.
       
      1. Nastawienie
       
      Po pierwsze odpowiedz sobie na pytanie: czy interesują Cię kobiety? Czy chcesz z nimi spędzać czas i w jakimś sensie wchodzić w ich świat? Bo może wcale nie. Może jesteś gejem - i to jest ok, jedni lubią brzoskwinie, inni ogórki, ale ja o podrywaniu mężczyzn przez mężczyzn nic nie wiem, więc się nie wypowiem. Może jesteś aseksualny? Może jesteś przepełniony goryczą i nienawiścią do kobiet - jesteś mizoginem? Może wreszcie kompletnie nie masz na kobiety czasu, bo np nazywasz się Isaac Newton i od kobiet wolisz tworzenie czegoś wielkiego?
       
      Jeśli na te pytania odpowiadasz negatywnie, to połowa roboty za Tobą. Heteroseksualne kobiety chcą Cię poznać - jeśli Ty tego chcesz. Tak, to jest takie proste  Chłopaki chcą poznawać dziewczyny, a dziewczyny chłopaków. Tak ten świat działa od tysiącleci  Nie znaczy to że każda kobieta jest zainteresowana każdym mężczyzną, nie rozpędzajmy się za bardzo. Ale o tym później.
       
      Nie, kobiety nie spotykają, nie uprawiają seksu i nie tworzą związków tylko z jakimiś mitycznymi "Chadami", sponsorami i ludźmi wyjątkowymi (gwiazdami filmowymi itp). Każdy jest zresztą wyjątkowy na swój sposób. Wyjątkowy a zarazem typowy. Taki paradoks.
       
      Więc jeśli już zdecydowałeś że chcesz i możesz, wyrzucając z głowy niepotrzebną i irracjonalną blokadę co do możliwości osiągnięcia celu, to przejdź dalej.
       
      2. Okoliczności
       
      Żeby poznawać ludzi, trzeba bywać w miejscach, gdzie bywają ludzie. Nie słyszałem jeszcze o tym, żeby ktoś poderwał kogoś siedząc całe dnie zamknięty w swoim domu
       
      Od razu nadmienię, że nie mam zielonego pojęcia o podrywie przez aplikacje internetowe do tego służące. Mam nadzieję że bracia uzupełnią ten wątek. Ja będę pisał o poznawaniu kobiet "na żywo".
       
      Moje typy na miejsca, gdzie poznawanie/podrywanie kobiet będzie dość naturalne i nie będzie skutkowało dziwnymi spojrzeniami albo dzwonieniem po policję, to:
       
      kluby - ze swojego i braci doświadczenia, o którym czytałem, nie polecam jako miejsca na pierwsze kroki w temacie znajomi znajomych - imprezy w gronie znajomych - bardzo polecam z doświadczenia szkoła (uniwersytet itp) - polecam z doświadczenia, ale omijaj swoje grupy, a najlepiej swój rocznik zajęcia koedukacyjne - tutaj znam temat tylko z relacji braci, którzy to polecają; chodzi o zajęcia typu szkoła tańca czy jakieś hobbystyczne typu nie wiem, gotowanie razem czy coś. Mam nadzieję, że bracia tutaj też rozwiną co nieco wolontariat - sprawa kontrowersyjna, na pewno należy uważać na problem "swojej grupy"; ja osobiście przez wolontariat poznałem ogromną ilość kobiet (ale żadnej nie podrywałem!), bo wśród wolontariuszy często jest przewaga kobiet  
      3. Przygotowanie
       
      To jest całkiem proste. Musisz być czyściutki, jakieś minimum ogarnięcia włosów, zaaplikuj jakąś przyzwoitą perfumę w niedużej ilości co najmniej 30 min przed potencjalnym spotkaniem, nałóż jakieś schludne ciuchy. Nie musisz wyglądać jak model z wybiegu. Co do tego jak się ubrać i jak uczesać - poszukaj na forum w innych wątkach, totalnie nie jestem tutaj specjalistą. Jak kiedyś gdzie indziej wspominałem, wiele razy poznawałem/podrywałem kobiety w zestawie jeansy+hoodie, także myślę że nie trzeba nad tym tematem się głowić tygodniami, skoro u mnie to przechodziło.
       
      Jakoś tam wiesz, też się wyśpij i ogólnie ogarnij  No wiesz, żeby wyglądać i zachowywać się jak człowiek.
       
      4. Działanie
       
      Nie myśl za dużo. Wiem, trudne. Sam mam z tym problem! Zawsze gdzieś może się na ułamek sekundy z tyłu głowy pojawić jakaś dziwna myśl typu "czy wyglądam ok?" (jak przeczytałeś punkt 3 i się zastosowałeś, to jest ok), "czy nie wyglądam na zestresowanego?" (prawie na pewno nie), "czy się uda?" (może uda może nie uda, ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana!).
       
      Nie myśl za dużo! Podejdź do jakiejś dziewczyny, uśmiechnij się i zacznij rozmawiać. O czymkolwiek. Najlepiej o czymś, co może Was łączyć - np obydwoje macie psa. Albo nie wiem, panna ma koszulkę z logo kapeli, którą znasz i lubisz. Albo o tym, że mieszkacie blisko siebie (raz tak kiedyś zagaiłem dziewczynę, ha! co prawda potem na randce była klapa, ale jako temat otwierający się nadało). Albo o fizyce, jeśli to uniwerek lub skądinąd wiesz że to ją może interesować. Wymyśl jakiś temat . Niezależnie od tego, czy uważasz się za przegrywa, czy nie, czy jesteś bogaty, biedny, gruby, niski, łysy, cokolwiek, na pewno Twój mózg jest w stanie coś fajnego wymyślić co podłapie jakaś dziewczyna.
       
      Nie traktuj jej jako swojego celu. Na tym etapie staraj się miło spędzać czas. Nie tylko ona ma miło spędzać czas, Ty masz miło spędzać czas. Jak Ci coś odburknie albo okaże się amebą nie umiejącą sklecić poprawnie dwóch zdań, po prostu podziękuj i odpuść, po co masz tracić czas?
       
      Nie myśl w trakcie interakcji z kobietami o tym, czy: jesteś Chadem, dostatecznie bogaty, dostatecznie wysoki, masz dostatecznie wysokie IQ, że miałeś ciężkie dzieciństwo, pod górkę do przedszkola, ostatnia laska Cię pogoniła itd. W tych interakcjach liczy się tylko jedno: druga strona jest zainteresowana albo nie. No i jeszcze to, czy Ty jesteś zainteresowany. Czy dziewczyna okaże się ciekawa.
       
      Nie myśl za dużo! (Chyba się powtarzam) Od myślenia się człowiek stresuje. Stresu aż tak bardzo nie widać, jak Ci się wydaje, ale jak przejmie nad Tobą kontrolę, to będziesz w dupie.
       
      Uśmiechaj się! Nie sztucznie, nie przesadnie, nie rób z siebie pajaca, ale uśmiechaj się. Nigdy nikogo nie udało mi się poderwać ani chyba nawet w ogóle zapoznać, jak miałem minę zbitego psa. Jak masz zły nastrój bo masz depresję, najpierw zajmij się depresją - u psychologa i/lub psychiatry. Podrywanie będąc w ciężkiej depresji to jak wyścigi samochodowe posiadając tylko jedną nogę. Raczej nic z tego nie będzie.
       
      Co dalej? Nie zamęczaj jej swoją obecnością. Na pierwszy kontakt parę-paręnaście minut spokojnie wystarczy. Co nie znaczy, że jeśli podłapiecie z miejsca dobrą chemię, masz to przerywać  Daj Ci dobry Panie Boże, żebyś z nią przegadał całą imprezę do rana. Ale to się chyba często nie zdarza. Jak zaczynasz czuć że stres Cię zżera albo że kończą Ci się pomysły w rozmowie (co tak naprawdę jest też efektem stresu), zaproponuj wymienienie się kontaktami (telefon, fb, insta, nie wiem co tam innego jeszcze teraz młodzież używa) i w elegancki sposób wymiksuj się z interakcji, oddalając w swoją stronę. Możesz wspomnieć że chciałbyś się z nią spotkać drugi raz, bo Ci się fajnie gadało (oczywiście jeśli to prawda), ale nie musisz - z mojego doświadczenia zagajenie przez komunikator po fakcie też działa.
       
      Nie, nie czytaj tych bzdur na temat czy masz się odezwać drugi raz godzinę, dzień, czy tydzień po pierwszym spotkaniu, to bez znaczenia. W ogóle najlepiej nie czytaj bzdur które piszą "specjaliści od podrywu" (tzw. PUA), ogromna większość z tego jest kompletnie bezwartościowa.
       
      Bądź pozytywny. Bądź otwarty. Rozmawiaj. Bądź sobą. Nikim innym i tak nie będziesz, więc po co próbować?
       
      Nie jesteś przegrywem. Wyjdź do ludzi i sobie to udowodnij. Trzymam kciuki. I napisz jak poszło.
       
      A, i jeszcze: będziesz miał niepowodzenia. Prawdopodobnie dużo niepowodzeń (no ja miałem sporo!). Każde jest wartościowe, bo Cię czegoś uczy. Uczy Cię interakcji z ludźmi i życia w społeczeństwie. Nawet, jeśli nie poderwiesz żadnej panny w tym kwartale, to i tak będziesz wygrany - nauki, które z tego wyciągniesz, zostaną z Tobą. Wspomniałem na początku, że nie każda dziewczyna jest zainteresowana każdym chłopakiem, nie? Ale któraś w końcu będzie zainteresowana Tobą  (nie, nie daję gwarancji, bo nie zarabiam na pisaniu tego typu tekstów, ale prawie na pewno tak będzie).
       
      PS. Nie wszystkie ładne dziewczyny to roszczeniowe księżniczki. Nie wszystkie mądre dziewczyny są brzydkie. Nie wszystkie brzydkie dziewczyny są nieinteresujące. Nie oceniaj. Poznawaj!
       
      Wszelkie komentarze mile widziane. Pamiętajcie proszę, że jest to temat skierowany do początkujących. Do ludzi uważających się za "przegrywów".
    • By maggienovak
      Tu nie ma będzie dużego nawiązania do mojego wyjazdu za pracą do innego miasta.
      Dzisiaj byłam trochę rekreacyjnie na rozmowie w sprawie pracy w mojej branży, w moim mieście. 
      I moje odczucia - czuję, że wypadłam kiepsko. Mało się odzywałam, czuję, że byłam za bardzo zwięzła w swoim przekazie, nie umiałam przekazać treści w "lukrowym tonie". 
      Jedynie jestem zadowolona z tego, że znałam asortyment firmy, bo dzisiaj spędziłam chyba godzinkę przed rozmową kwalifikacyjną na zapoznawaniu się z marką, składami produktów, zdobytych przez nią certyfikatów etc.
      Pytałam na rozmowie o system pracy, płacę, premie, organizację pracy, !szkolenia! , dlaczego np.dany asortyment nie jest dostępny teraz sprzedaży, kto przygotowywał produkt (branża mała, więc nazwiska się zna), jak wygląda dana procedura etc.
      Ma być drugi etap rozmowy kwalifikacyjnej, przeprowadzi ją szef. 

      Wiem, że dziewczyny (reszta kandydatek) nie ma takich papierów, certyfikatów co ja, ale podsłyszałam ich rozmowy. Lukier, tęcza... I myślę, że tego mi zabrakło - wizerunku uśmiechniętej, serdeczniutkiej dziewczyny, sympatycznego pracownika, który jest gotów do pracy; czuję, że wypadłam na kontrolera albo na kogoś, kto jest zbyt poważny i nie nadaje się do pracy z ludźmi?...

      Jednak - jakoś się nie zrażam, bo wiem, że to stanowisko byłoby na pewien okres. Mój docelowy punkt (gdzieś za 10-20 lat) - prowadzenie szkoleń/ wykładowca / wsparcie merytoryczne / praca badawcza / układanie procedur.
      Chciałabym być w takim miejscu i stanowisku, gdzie liczy się tylko badanie prawdy, faktów, skuteczności, nie chciałabym być ograniczona przez spółkę/markę/wpływowe środowiska. Coś jest gównem, badam to i stwierdzam, że jest to faktycznie gówno i żaden pan wpływowiec nie przeskoczy tego. Wiem, marzenia ściętej głowy.  I wiem, że ta cecha jest dla mnie w pewnym stopniu ograniczeniem - chęć dociekania prawdy i potwierdzania/negowania skuteczności czegoś (w branży).

      Może Bracia podpowiedzą mi, jaki należy przybrać system myślowy i przede wszystkim - wykonawczy. Jak Wy podchodzicie do swojej branży, zawodu?

      Na ten moment przybrałam plan:

      1. Praca w branży (nawet sprzedawca);
      2. SZKOLENIA I STUDIA NON STOP ;
      3. Popracowanie nad wizerunkiem - najtrudniejszy punkt

      1. a. Mam propozycję pracy na Śląsku (potwierdzenie po 23.07., bo wtedy jadę tam na jeden dzień, by zobaczyć miejsce pracy, obejrzeć miasto itd.) Podoba mi się praca, bo ona nie będzie stricto korpo/sieciowo. Autentyczny pracodawca, który pomimo tego, że raz odmówiłam, to odezwał się ponownie! Mam już większy wachlarz możliwości pod względem szkoleń, nie ma na siłę sprzedaży danego produktu, sama robię kontakty z innymi markami. Na Śląsku musiałabym ostro zacisnąć pasa, by móc się utrzymać i kształcić sama, bez pomocy Męża i rodziców. Ich pomoc chciałabym mieć na tzw.czarną godzinę. Kwestię wyjazdu - proszę, nie omawiajmy jej w tym wątku, wszelakie rady i gdybania odnośnie tego "dlaczego bez Męża?!" proszę na W Polskę za pracą. Związek na odległość.
      Praca w moim mieście spoko, nawet byłam zdziwiona faktem, że moja poprzedniczka zarabiała średnią krajową.  Ale urok tego, że jest to mała sieć, po pracy nadal jestem pod telefonem. Mam dosłownie 5 min pieszo do pracy, no i przede wszystkim - siedziałabym z Moim, ale wiecie - sprzedaż, sprzedaż, sprzedaż, uj z tym, że produkt taki sraki, ma być sprzedany, bo to nasz....
      W tym przypadku mogłabym odłożyć więcej na kolejne szkolenia, czy kolejne studia. 

      2.a. tutaj czuję się jak ryba w wodzie, sama wyszukuję ciekawe książki, publikacje, szkolenia, wykłady, platformy edukacyjne, specjalistów... w ogóle dla mnie najmniej problematyczna sprawa, myślę, że to zaprocentuje za parę lat i mam wobec tego cierpliwość, bo to jest w końcu najważniejsze, mam nadzieję, że kiedyś z tego będę mieć kasę i spełnienie, bo na razie jest samo małe spełnienie.

      3.a.  jestem trochę taki dziwak, raz mam sposób bycia taki ciepły, serdeczny,  a raz sprawiam wrażenie "olewy". Gdy skupiam się na tym, by mówić ładnie po polsku (poprawną polszczyzną), to częściej popełniam błędy językowe, słabo mnie słychać, wyglądam sztywno? ;  gdy jest spoko klient (dobrze nam się gada), to mam mocny, donośny głos, zaciągam moją gwarą (chodzi mi o dialekt), ktoś mnie może odebrać jak chłopkę/ ciotkę ze straganu?  Nie umiem tego wyśrodkować, najchętniej bazowałabym na moim naturalnym sposobu bycia (małej fleji, która jest bezpośrednia, nawet z małym dialektem, odpowiem czasem komuś lekko pretensjonalnie jak Michałowa z Rancza  ). Mam wrażenie, że ludzie nie słuchają mnie. Mam tego przykład w obecnej, nieszczęsnej branży - ja coś proponuję, niechęć klienta, przyjdzie koleżanka, zaproponuje to samo, i nagle zachwyt klienta.  Nie lubię prowadzić rozmów o pogodzie, o czyjeś upie, mam specyficzne poczucie humoru. Rezonuję z danymi typami ludzi, a z resztą - b.obojętne stosunki. 
    • By Pokorna
      Długo zastanawiałam się czy napisać o moim koledze, którego już nie ma (popełnij samobójstwo). Pomimo Waszego podejścia do moich postów, opiszę to co myślę, że warto przekazać młodym mężczyznom aby się nie poddawali i zawalczyli o siebie i zaufali sobie, i abyście nie postrzegali się przez pryzmat swojego rodzica.
       
      Mój kolega, którego już nie ma i chciał aby o nim pamiętano dobrze ( i tak o Tobie pamiętamy M.) miał to co żadne dziecko mieć nie powinno. Dom w którym spokoju nie było, wzorzec ojca jakiego żadne dziecko nie powinno mieć (ojciec M. s******n, alkoholik, egoista, s*****l, cham, choleryk, kłamca, hipokryta, nie tylko moja opinia, ale mnóstwa ludzi). Brak warunków do spokojnej nauki, rozwijania swoich zainteresowań. Nawet odejście matki od Jego ojca nie pomogło.
       
      M. zawsze starał się, odkąd pamiętam, być przeciwieństwem swojego ojca. Pracowity, kulturalny, zaradny, życzliwy. Zawsze wzbudzał mój szacunek za to, że mu się chciało tak mocno pracować nad sobą. To była psychiczna harówka. Walczenie z postrzeganiem Jego przez pryzmat Jego ojca, walczenie z kompleksami, pokazanie, że pomimo takiego ojca on jest lepszym człowiekiem, że nie jest nim.  
       
      Pewność siebie jest kluczem, otwiera wiele, pomaga zwalczać przeciwności.
       
      Pewność siebie jest bardzo istotna. To motor, który napędza do budowania własnej pozycji, świadomości swojej wartości, szacunku do siebie.
       
      To co dziecko słyszy o sobie od rodzica jest fundamentem w budowaniu pewności siebie. To co mówimy do naszych dzieci zostaje w nich, postrzegają siebie naszymi oczami. Od tego się zaczyna. Od słów i przekonaniu o naszym dziecku.
       
      Są jednostki, które mają pewność siebie wrodzoną, bardzo silną, nie poddają się różnym przeciwnością, opinią innych.
       
      Są też tacy, którym trzeba pomóc, nawet zmianą w sposobie myślenia o nich. Nie pozwalaniem innym na gardzenie, wyszydzanie.
       
      Uważam i proszę Was, którym brakuje pewności siebie, że nic nie jest stałe, to że dzisiaj jest źle to nie znaczy, że jutro musi być tak samo.
       
      Nie determinujcie siebie i nie postrzegajcie siebie przez pryzmat domu w którym się wychowujecie, bo nie mieliście żadnego wpływu na to jakich macie rodziców. Na pewno jest dużo trudniej, do pokonania jest wiele aby zmienić postrzeganie o sobie. Dzisiaj jest wiele możliwości pracy nad sobą, wiele sposobów, dzisiaj jest  łatwiej znaleźć metodę na siebie, dopasować do swojej osobowości.
       
      Nie każdy z Was może mieć wyższe wykształcenie i nie ono jest wyznacznikiem Waszej pozycji.
       
      Tym, którym brakuje pewności siebie, dajcie sobie szanse, zaufajcie sobie, pozwólcie sobie o myśleniu o sobie dobrze.
       
       
      M. minęła kolejna rocznica kiedy Cię nie ma, pamiętamy o Tobie. Pamiętamy o Tobie takim jakim chciałeś być i byłeś.
       
       
    • By Pokorna
      Nie rozumiem Was tu na forum z tym ciągłym powtarzaniem, że kobietom to koniecznie emocji trzeba dostarczać. Kiedy święty spokój najpiękniejszy na świecie. Spokój w związku jest na prawdę,  powtórzę się piękny. I nie nudny. I może on istnieć i jest to możliwe. Można to też wypracować.
       
       
       
       
       
       
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.