Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts


Podrzucam video. Na ten moment mam fazę na twórczość p.Grzesiaka.
Bardzo mi się spodobało wspominane w video podejście "projekt-rodzic", choć domniemam, że i tak życie zweryfikuje ten projekt. :D 

Chyba powoli natura się upomina o potomstwo. Mam to pod kontrolą. Opisywałam już wcześniej, że największym hamulcem przed dzidzią jest rozsądek. 
Z mężem jesteśmy na etapie dorabiania się pod względem materialnym i intelektualnym. Mamy wspólną fiksację : "aby dziecko miało to, czego potrzebuje"., "by Naszemu dziecku niczego nie brakowało".
Choć... 
Matka natura, to również mała, bezwględna qrwa i liczę się z tym, że nie mogę aż tak oddalać w czasie macierzyństwa, więc muszę i w tym temacie podejść zdroworozsądkowo.
Stąd pytania (skierowane do tych, którzy zmagali się z problemem z poczęciem dziecka lub/i planowali w wyprzedzeniem poczęcie dziecka):
- gdzie (konkretne placówki) robiliście badania oceny rezerwy jajnikowej i wszystkich hormonów ; badanie nasienia?
- jakie zmiany wprowadziliście w Waszym stylu życia? 
- skoro wybraliście drogę świadomego rodzicielstwa, to jaką antykoncepcję stosowaliście?
- jakie ustaliliście kryteria w wyborze lekarza ginekologa/endokrynologa/urologa? 

W wyniku pracy nad związkiem odkryłam, że dieta ma duży wpływ na wiele dziedzin naszego życia. No dobra, kilku samców z forum mnie oświeciło. :D 
Wystarczyło, że z mężem nie jemy : kurczaka (ZAKAZ CAŁKOWITY), przetworzonego mięsa w każdej postaci, czyli zakaz na marketową szynkę, kiełbasę...
Mięsko jedynie ze sprawdzonej hodowli (czyli od gospodarzy z mojej wsi, najczęściej od moich rodziców). Po sery jeździmy 100 km w dwie strony. Niestety nie mam czasu robić swoich. :(
Muszę w końcu wykorzystać moją, ciągle poszerzaną wiedzę zielarską. Będę sama dla siebie królikiem doświadczalnym.
Nadal mamy problem ze słodkim, choć już o 3/4 mniej tego wpierdzielamy w porównaniu z poprzednim rokiem. 
Mężowi podniosło się libido (NOSZ W KOŃCU!). :D 
Mamy już opracowany optymalny podział obowiązków w domu, został wdrążony w życie.


Problem mam z: 
- znalezieniem odpowiedniego ginekologa. W moim mieście żaden nie zaproponował badań dodatkowych przed wybraniem antykoncepcji hormonalnej. Wspomniałam o tym, że rozważam tabsy, to od razu zaczęli wypisywać receptę na półroczną antykoncepcję hormonalną (znaczy pudełko firmy xyz). Nie poddaję się, szukam dalej, choć denerwuje mnie to, że lekarz nie ma dla mnie czasu i płacę nawet 250 zł, żeby usłyszeć trzy zdania "dzień dobry, proszę się rozebrać od pasa w dół", "niby ok, przyjdzie pani na następną wizytę", "proszę się ubrać, do widzenia". To u prostytutki macie lepiej panowie - za tę cenę. :D 
- ZBILANSOWANIE MIĘDZY "PRACA",A "ŻYCIE PRYWATNE". Wiem, że to mnie wrzuca w "tryb męski". Przychodzę do pracy nawet 40 minut wcześniej, ciągle sprawdzam pracę koleżanek, na prywatnych wyjazdach muszę wejść do oddziałów firmy i zobaczyć jak tam praca przebiega, jak wygląda salon (choć te salony nie należą pod mój region). Gdy wracam z pracy, to mężowi robię pół godzinny monolog o tym co działo się w pracy. Rano przy kawie mężowi muszę opowiedzieć, co muszę zrobić dzisiaj w pracy. Po prostu zrobiłam się korposzczur. Gdy mam wolny dzień, to i tak na chwilę podjeżdżam do pracy. WIEM, ŻE TO SPUSZCZANIE SIĘ NAD TĄ ROBOTĄ JEST BEZSENSU, bo nie widzę cienia szansy na awans, na większe wynagrodzenie. Wiem, że mój mózg znalazł sobie substytut. Skoro męża wdrążyłam w obowiązki domowe, to muszę teraz zpracować się w robocie. Mentalność robola. 

A mentalne przygotowania do roli rodzica. Zbyt długi temat, tyle pracy czeka, chociażby w kwestiach wzorców. 

Bawi mnie też fakt, że spuszczam się nad tym tematem. Ludzie dzieci se robią, bez większych przygotowań, se radzą, a ja tu wielkie filozofie uprawiam. :D:D

  • Like 3
  • Confused 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, maggienovak napisał:

Chyba powoli natura się upomina o potomstwo.

No to grubo. Dziecko będzie przymusowo posyłane na balet, karate, piłkę kopaną, origami, jogę, medytację, MMA, szydełkowanie. A gdzie kużwa dzieciństwo? Gdzie czas wolny? Ja biegałem jak wściekły bez opamiętania i bawiłem się w podchody z kluczem na tasiemce. I wyrosłem na porządnego obatela.

 

Medytacja jest OK. Ale tego jakby nigdzie nie uczą.

Edited by Magician

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, maggienovak napisał:



Bawi mnie też fakt, że spuszczam się nad tym tematem. Ludzie dzieci se robią, bez większych przygotowań, se radzą, a ja tu wielkie filozofie uprawiam. :D:D

Dokładnie, i do tego ile przy tym pierdolenia, tylko współczuć chłopu jak ma tak na codzień.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 minut temu, brat mniejszy napisał:

tylko współczuć chłopu jak ma tak na codzień.

Maggie to porządna kobieta. Odkurzy, garnki pomyje, loda porządnego zrobi, i to jest kobieta boża. Coś wpisze na forum. Po włoszczyznę poleci. Rosół ugotuje. Klusków nagniecie. Dba o faceta. Goli nogi i kroczę.

  • Haha 8

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, maggienovak napisał:

Ludzie dzieci se robią, bez większych przygotowań, se radzą, a ja tu wielkie filozofie uprawiam. :D:D

Też mam takie wrażenie. Jak jeszcze wierzyłem, że nam się uda (tj. ciąża), miałem trochę podobne podejście. Ale mi przeszło, patrząc na wielu różnej proweniencji, również tych "co rok prorok", konsumentów wysokowych trunków i beneficjentów opieki społecznej, którzy nie mają takich wątpliwości co do swego trybu życia.

 

Ale dobrze, że przemyślanie do tego podchodzicie. Byle z głową, bez przeginania.  

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
37 minut temu, Obliteraror napisał:

Jak jeszcze wierzyłem

Jak jeszcze wierzyłem, że moja kobieta jest moja. Nie była moja. Kobieta należy do tego, który jej zapewni. Banany i i inne hektary.

  • Confused 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 minut temu, Magician napisał:

Kobieta należy do tego, który jej zapewni. Banany i i inne hektary.

Też nie do końca :) Poziom życia nie rozwiązuje takich problemów i nie jest na nie panaceum. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, Obliteraror napisał:

Też nie do końca :) Poziom życia nie rozwiązuje takich problemów i nie jest na nie panaceum. 

Młody jesteś forumowicz, chociaż zasłużony. Laska zawsze szuka zadowolenia. Pieniężnego oraz sexualnego. Priorytet to jej dzieci. Taki atawizm. Potem ona. Potem nic się nie liczy. Facet? Dostarczyciel talonów, czyli piniędzy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Myślę że wcześniej warto zrobić badania np takie:

 https://diag.pl/sklep/pakiety/pakiet-dla-planujacych-ciaze/

aczkolwiek ja proponowałabym te:

https://diag.pl/sklep/pakiety/e-pakiet-tarczycowy-rozszerzony/

https://diag.pl/sklep/pakiety/pakiet-intymny-2/

https://diag.pl/sklep/pakiety/pakiet-niedokrwistosci/

Do tego cukier, insulina,  próby wątrobowe (ALT, AST, ALP, BIL, GGTP), cholesterol, trójglicerydy, wid d.

Tarczyca i jej hormony w każdym stadium ciąży sa najważniejsze, nie może ich brakować, więc warto sprawdzić czy nie masz np niedoczynnosci.

W Alabie też są fajne pakiety, nie wiem co masz u siebie w mieście ,posprawdzaj gdzie taniej itd. aczkolwiek na badanich nie ma za bardzo co żałować.

 

Jeśli chodzi o wychowanie, to raczej idzie się na żywioł nie da się wszystkiego przewidzieć, czasami po prostu ze zmęczenia modlisz się by nadszedł kolejny dzień, dużo zależy też od dziecka i jego temperamentu. Starać się nie przejawiać zadnych skrajności, nie być zbyt opiekuńczym, zbyt olewczym, Ty jako kobieta nie bierz wszystkiego na siebie, niech tato i dziadkowie również pomagają, dziecko jest wtedy spokojniejsze zbyt silna wieź wyłącznie z matką, skutkuje jego lękiem i tym że Cię straci. Oczywiście więź jest wskazana, ale nie taka patologiczna, że tylko mamusia przebiera, tylko mamusia kąpie, tylko mama i tylko mama.

Po za tym nie ma co zbytnio gdybać teoria swoje, praktyka swoje... 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, maggienovak napisał:

Wspomniałam o tym, że rozważam tabsy

Po tej wypowiedzi wnioskuję, że dotąd nie stosowałaś. Przed podjęciem decyzji radzę dobrze się zastanowić, bo antykoncepcja hormonalna to ogromna ingerencja w organizm. Rozregulowuje oś podwzgórze- przysadka- nadnercza, mocno obciąża wątrobę, zaburza mechanizmy krzepliwości krwi, zwiększa ryzyko wystąpienia niektórych nowotworów, wpływa na psychikę. Ostatnio Włoska Agencja Leków wydała rozporządzenie według, którego na wszystkich antykoncepcyjnych środkach hormonalnych musi widnieć ostrzeżenie, że ich zażywanie może prowadzić do depresji lub skłonności samobójczych. Tych skutków ubocznych jest znacznie więcej, wymieniłam tylko niektóre. Skoro planujesz w przyszłości ciąże to tym bardziej powinnaś być ostrożna. Słyszałam opinie, że tabletki antykoncepcyjne powinno się odstawić ok 2 lata przed planowaną ciążą, żeby organizm kobiety jako tako mógł dojść do siebie.

11 godzin temu, maggienovak napisał:

Przychodzę do pracy nawet 40 minut wcześniej

:blink::blink::blink:

  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 hours ago, maggienovak said:



Problem mam z: 
- znalezieniem odpowiedniego ginekologa. W moim mieście żaden nie zaproponował badań dodatkowych przed wybraniem antykoncepcji hormonalnej. Wspomniałam o tym, że rozważam tabsy, to od razu zaczęli wypisywać receptę na półroczną antykoncepcję hormonalną (znaczy pudełko firmy xyz). Nie poddaję się, szukam dalej, choć denerwuje mnie to, że lekarz nie ma dla mnie czasu i płacę nawet 250 zł, żeby usłyszeć trzy zdania "dzień dobry, proszę się rozebrać od pasa w dół", "niby ok, przyjdzie pani na następną wizytę", "proszę się ubrać, do widzenia". To u prostytutki macie lepiej panowie - za tę cenę. :D 
- ZBILANSOWANIE MIĘDZY "PRACA",A "ŻYCIE PRYWATNE". Wiem, że to mnie wrzuca w "tryb męski". Przychodzę do pracy nawet 40 minut wcześniej, ciągle sprawdzam pracę koleżanek, na prywatnych wyjazdach muszę wejść do oddziałów firmy i zobaczyć jak tam praca przebiega, jak wygląda salon (choć te salony nie należą pod mój region). Gdy wracam z pracy, to mężowi robię pół godzinny monolog o tym co działo się w pracy. Rano przy kawie mężowi muszę opowiedzieć, co muszę zrobić dzisiaj w pracy. Po prostu zrobiłam się korposzczur. Gdy mam wolny dzień, to i tak na chwilę podjeżdżam do pracy. WIEM, ŻE TO SPUSZCZANIE SIĘ NAD TĄ ROBOTĄ JEST BEZSENSU, bo nie widzę cienia szansy na awans, na większe wynagrodzenie. Wiem, że mój mózg znalazł sobie substytut. Skoro męża wdrążyłam w obowiązki domowe, to muszę teraz zpracować się w robocie. Mentalność robola. 

A mentalne przygotowania do roli rodzica. Zbyt długi temat, tyle pracy czeka, chociażby w kwestiach wzorców. 

Bawi mnie też fakt, że spuszczam się nad tym tematem. Ludzie dzieci se robią, bez większych przygotowań, se radzą, a ja tu wielkie filozofie uprawiam. :D:D

Nie mam dzieci, nigdy nie chcialam a jednak w pewnym momencie zycia podjelam nastepujace decyzje:

- zmienilam prace z wyjazdowej na stacjonarna. Wczesniej minimum raz w tygodniu latalam na 1-3 dni po Europie a czeste na tydzien poza Europe. Poza tym, ze ciaglym stresem wyhodowalam sobie nadcisnienie i dwadziescia kilo na plusie od stolowania sie w hotelowych restauracjach na koszt pracodawcy. Mialam tez kompletnie rozwalony rytm dnia, zwlaszcza przez jet lagi, czesto bardzo wczesne zrywanie sie z lozka, zeby zdazyc na pierwszy lot rejsowy o 6 rano (musialam byc na lotnisku o 4.30, wstawalam o 3 nad ranem). 

 

- przestalam brac tabletki. tabletki jako takie maja mnostwo skutkow ubocznych, ktorych nikt nie rejestruje. W pewnym momencie wyskoczyl mi taki problem jak dzwonienie w uszach (horror, naprawde) i nadcisnienie - tez skutek uboczny tabletek. Dostalam tabletki na nadcisnienie i to pogroszylo szumy w uszach bo wszystkie beta-blokery sa ototoksyczne. Do tego tez maja skutki uboczne, u mnie notoryczne problemy z zoladkiem, bole stawow bez zadnej przyczyny (mnostwo badan, lekarze rozkladali rece) oraz zaburzenia widzenia. Uratowal mnie chinski doktor, na ktorego trafilam przypadkowo w chinskiej dzielnicy w stolicy jednego z europejskich miast. Weszlam, opisalam swoje objawy a doktor powiedzial, ze mam przestac brac wszystkie tabletki, dostalam jakies chinskie ziolka i tak oto pozbylam sie nadcisnienia. Owczesny partner zaczal uzywac gumek ale powiedzmy, ze bylismy wtedy otwarci na pojawienie sie dziecka. Niestety zwiazek sie rozpadl a mnie wlasnie stuknelo 36 lat.

 

W skrocie jednak, jesli planujesz dziecko to tabletki Ci odradzam. Nie wiesz jakie beda mialy skutki dlugofalowe.

 

- zrobilam sobie badania na nietolerancje pokarmowe. Nie alergie a wlasnie nietolerancje. Wyszla mi skaza bialkowa i nagle stalo sie jasne dlaczego pomimo diety niskoweglowej nie chudne a nawet tyje. Przeszlam w duzej mierze na weganizm i tym sposobem stracilam jakies 15kg w pol roku, zdecydowanie poprawila mi sie cera i wlosy. 

 

- poszlam na terapie bo zwiazek z alkoholikiem mnie wykonczyl. Chcialam sie tez dowiedziec dlaczego mialam taka wielka niechec do dzieci, chociaz to podobno biologiczne. No wiec niechec jest skutkiem emocjonalnych zaniedban z wlasnego dziecinstwa, roznych traum o ktorych nie bede sie tu rozpisywac. I z perspektywy czasu uwazam, ze zanim sie zostanie rodzicem, powinno sie przejsc wlasnie taka terapie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Za każdym razem po porodzie leżałam na sali z dziewczynami, które naprawdę przechodziły gehennę. Jedna dziewczyna zapadła mi głęboko w pamięć. Mieli po 25 lat z mężem, po ślubie, pochodzący z mniejszego miasteczka, dostali mieszkanie od rodziców w dużym mieście. Obydwoje w dobrej formie fizycznej. Ale chcieli jeszcze sobie to wszystko poukładać, mieć dobry zawód, stałe dochody. Stuknęła 30 i okazało się, że nie było wcale tak prosto. Policystyczne jajniki, terapia hormonalna, poronienia bliźniaków, potem czworaczków (bo tak to działa przy hormonach), aż w końcu, po trzech latach starań, urodziła się ona, niecałe kilo wagi dziewczynka. Każdego dnia chodzili na patologię ciąży patrzeć, czy jest ok. Ona sama - czyli matka, chyba ponad sto dwadzieścia kilo wagi - tak przytyła po terapii (wcześniej klasa sportowa w liceum). I jedno jej zdanie wybrzmiało mi w głowie "trzeba było robić dzieci wcześniej, świat by się dopasował, rodzice by przyjeżdżali, jakoś by się to potoczyło, ale to moje myślenie mnie powstrzymywało". Spotkałam ją kilka dni później, córeczka rosła - wszystko było na dobrej drodze.

 

Oczywiście, to jedna z wielu historii. Są i zupełnie inne. Ale wiem na swoim przykładzie, że przynajmniej na początku, dziecko oprócz dyspozycyjności mamy wiele nie potrzebuje (ubranek, pampersów, zabawek dostaniecie aż nadto). A potem, jak będzie starsze będziecie się starali coś dla nich odłożyć, żeby pomóc w przyszłości. Ja na Twoim miejscu bym już odstawiła wszystko i zdała się na los, zupełnie na luzie. Jak będziecie chcieli wszystko zaplanować i zaczniecie się starać, i nie pyknie - możesz zacząć czuć presję. A to wszystko wtedy utrudni, a uniesienia miłosne zamieni w mechaniczną penetrację, byle by tylko zrobić dzidziusia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 godzin temu, maggienovak napisał:

Bawi mnie też fakt, że spuszczam się nad tym tematem. Ludzie dzieci se robią, bez większych przygotowań, se radzą, a ja tu wielkie filozofie uprawiam

@maggienovak ale Ty się nad tym doktoryzujesz.

Co Cię powstrzymuje?

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 godzin temu, maggienovak napisał:

Mam to pod kontrolą.

Pewna jesteś?

 

Nie zafiksuj się tak z tą kontrolą (typu: pod jakim kątem on ma wsadzić co by zdrowy niebieskooki blondynek powstał) bo życie (inni nazywają to siłami równoważącymi) negatywnego psikusa ci zrobić może.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 godzin temu, maggienovak napisał:

Chyba powoli natura się upomina o potomstwo. Mam to pod kontrolą

Zanim zajdziesz w ciaze zrob sobie wszystkie badania i bierz przez dluzszy czas suplementy oraz kwas foliowy. Zdrowo sie odzywiaj, uprawiaj sport. Przygotuj najpierw siebie na ciaze. Potem bedziesz sie martwila jakim byc rodzicem. Wazne zeby dziecko bylo zdrowe

Ja teraz jestem na tym etapie bo planuje dziecko za rok moze dwa.

14 godzin temu, maggienovak napisał:

Mężowi podniosło się libido (NOSZ W KOŃCU!).

Ile macie lat?

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 godzin temu, maggienovak napisał:

Przychodzę do pracy nawet 40 minut wcześniej

Ja najczęściej wtedy jeszcze spałem 😁

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

No tak, ekspertem nie jestem bo pewnie macie większą wiedzę w tej dziedzinie niż ja ale w momencie zajścia w ciąże można być zdrowym jak ryba, a w trakcie ciąży można mieć cukrzyce, problemy z sercem, nadciśnienie, infekcje, problemy z tarczycą. I inne. :D 

Nie wiem czy da się przygotować na to, dla mnie ciąża to niesamowite zaskoczenie. Codziennie dowiaduje się czegoś nowego o sobie. :D 

A co do rodzicielstwa ja po prostu będę dla dziecka i będę go słuchać. Nie będę wracać po kilku miesiącach do pracy, nie będę zbywać dziecka machnięciem ręką po prostu stworze nam super dom i super ciepło rodzinne. 😎

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Brałam 6 lat temu tabletki (okres stosowania antykoncepcji hormonalnej - ok.roku).
Po odstawieniu tej postaci antykoncepcji wystąpiło u mnie: 
- nadciśnienie,
- wypadły mi włosy w dużej ilości (do dzisiaj mam prześwit na głowie o pow. 3x3 cm, który muszę umiejętnie zaczesywać)
- nietypowa zmiana naczyniowa w obrębie pnia mózgu (jeden z neurologów stwierdził, że nieodpowiednio dobrana antykoncepcja hormonalna przyczyniła się do powstania tejże zmiany). 
Dlaczego pomimo tego nadal rozpatruje (w małym stopniu) tę formę antykoncepcji? Odczucia w gumie, a bez... Co tu porównywać. Daliśmy se zakaz na tzw. "tylko na chwilkę bez", "seks przerywany", no ale człowiek chce se normalnie pokochać bez gumy, a dzieciaka na ten moment nie możemy mieć, bo się dorabiamy. No nie można mieć ciastko i zjeść ciastko. :D Dlatego tabletki stoją pod ogromnym znakiem zapytania. 
Na razie mąż stwierdza, że woli przemęczyć się jeszcze dwa lata na gumach dla zachowania mojego zdrowia i dziecka. Chciałabym mężowi dawać b,dobry seks, a gumy tak średnio ułatwiają odczuwanie doznań. 
Pisałam w innych wątkach, że nie boi się ojcostwa, na ten moment po prostu chce dać nam jak najlepszy start materialny dla rodziny. 

Postawiłam sobie za punkt honoru, że muszę siebie traktować jako alternatywę na życie. Co jeśli mężowi coś się stanie/odejdzie? Jak sobie dam sama radę w życiu z dzieckiem? Dlatego muszę cisnąć teraz na tzw."karierę". 
Jestem świadoma tego, że nie jestem atrakcyjną kobietą, tylko względnie ładną, nie mam w pakiecie osobowościowym cechy "siedzenia na *upie", życie bywa różne, trzeba choć odrobinę się przygotować na nieprzyjemne sytuacje.

Dlaczego tak planowo podchodzę do tematu? 
Ja i Mój jesteśmy wynikiem wpadki, nie chcę by Nasze dziecko było kolejną kinderniespodzianką, która będzie ofiarą konsekwencji wynikających z braku świadomych przemyśleń swoich rodziców. Chcemy dzieciakowi zapewnić jak najlepszy byt. Myślę, że muszę się jeszcze przygotować do tej roli - świadomie poprzerabiać jeszcze kilka wzorców wyniesionych z domu rodzinnego i przede wszystkim - zarabiać lepsze pieniądze/mieć lepszą pracę, by do niej wrócić po odchowaniu dzieciaka. Takie są realia. Rynek pracy jest wymagający, więc trzeba nadążać i być b.dobrym pracownikiem.
Chcę minimalizować tyle niebezpieczeństw dla dziecka ile się da, czyli muszę być w dobrej kondycji zdrowotnej, mentalnej. Po co niepotrzebne stresy i plucia se w brodę?
I na te działania ułożyłam sobie konkretny plan, z konkretnymi narzędziami. Życie zweryfikuje.

Chcę mieć pod pieprzoną kontrolą najwięcej dziedzin mojego życia, jak się da. Zgadza się - niestety równolegle muszę sobie robić mentalną szufladkę w głowie "a życie i tak swoje, nie fiksuj". 

Ja - 24 l., Mój - 28 l.

Skrócony plan:
- zbadanie płodności,
- teraz zadbanie o zdrowie jeszcze bardziej,
- dorabianie się (wliczając w to zmianę pracy)
- oszczędność w finansach
- seksik w gumie (również w tym zachowanie środków ostrożności, tak, znam historie, gdzie para myślała, że guma daje 100% ochrony)
- PRZERABIANIE WZORCÓW

Tak mam, muszę mieć plan ułożony jak dla cepa. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

@maggienovak To może planujcie przynajmniej dwójkę pociech ;)? Bo paradoksalnie koszty (nie mam na myśli tylko kosztów finansowych) wychowania dwójki są mało mniejsze niż jednego, a korzyści za to znaczne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@ewelina
mam brata bliźniaka, u krewnych męża standardem jest ciąża mnoga (najczęściej bliźniaki), ostatnie trojaczki w tym roku skończyły 13 lat. :D  Z racji genetyki muszę brać pod ewentualność ciążę bliźniaczą.
Na ten moment chcę jedno dziecko, mąż trójkę.  A co tam! :D
Na razie skupiamy się na pierwszej ciąży, Zobaczymy czy na drugie (ewentualnie trzecie) będzie nas stać. 
Korzyści - chodzi Ci o same zjawisko posiadania rodzeństwa i korzyści dla psychiki, rozwoju dziecka wynikające z tego faktu? 
Domyślam się, że całe zaplecze startowe (śpioszki, body, zabawki, łóżeczka, wózek,przewijak) są po starszaku i tu jest korzyść finansowa? Hmmm... Dwójka dzieciaków, podwójne wydatki, jak dla mnie. :D 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 minut temu, maggienovak napisał:

Korzyści - chodzi Ci o same zjawisko posiadania rodzeństwa i korzyści dla psychiki, rozwoju dziecka wynikające z tego faktu? 

Tak, ale też korzyści dla rodziców, bo dzieci w jakimś stopniu wzajemnie się sobą zajmują

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zadziwia mnie to wszystko.

Coraz częściej planowanie dziecka przypomina przygotowania do wyniesienia satelity na orbitę.

Ok, ja wiem, odpowiedzialność, suplementacja, zabezpieczenie finansowe, ale.. no ale to jakieś szaleństwo już, tak można bez końca, zawsze może być lepiej, zawsze można być zdrowszym. Z macierzyństwa robi się wyprawę na Mount Everest, a to przecież jedna z najbardziej prozaicznych i wszechobecnych rzeczy na tym padole. Skłodowska, studiowała na Sorbonie, miała do czynienia z radioaktywnymi pierwiastkami, dostała Nobla i jeszcze zdążyła urodzić dwie córki 😁. Nasze babki też nie bzikowały z powodu poczęcia, jakoś przez x wieków ludzkość zdołała przetrwać bez wielkich przygotowań do rodzicielstwa, ba idę o zakład, że moja matka się tak nie trzęsła nad tym wszystkim (chociaż jestem późną jedynaczką). Dziewczyny wrzućcie na luz, jak się pospinacie to żaden instynkt się nie przebije.

1 godzinę temu, maggienovak napisał:

Ja - 24 l., Mój - 28 l.

O święty Józefie, wywnioskowałam z Twoich wpisów o małżeństwie, że jesteś w okolicach 40stki z dwójką dzieci ba karku 😁

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Helena K. Z jednej strony masz rację, ale z drugiej @maggienovak też. Dziecko to nie worek kartofli. Każdy inaczej do tego podchodzi. Jedni idą na żywioł, a inni skrupulatnie planują. Pewnie wynika to z różnych doświadczeń i tak dalej. Wydaje mi się, że jednak lepiej być takim chcianym i wyczekiwanym dzieckiem. Sama jestem ,,wypadkiem przy pracy ;)" i mimo tego, że wiem że jestem kochana to zawsze miałam jednak takie uczucie- jak już jesteś, to sobie żyj. Głównie to odczuwałam ze strony mamy, która nigdy nie kryła, że nie chciała mieć więcej dzieci i ciąża raczej nie była do końca po jej myśli.

Poza tym autorka posta jest jeszcze młoda, nie musi się więc tak śpieszyć z tematem. Oczywiście zgadzam się, że przesada w żadną stronę nie jest raczej korzystna.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
29 minut temu, ewelina napisał:

Dziecko to nie worek kartofli. Każdy inaczej do tego podchodzi. Jedni idą na żywioł, a inni skrupulatnie planują. Pewnie wynika to z różnych doświadczeń i tak dalej. Wydaje mi się, że jednak lepiej być takim chcianym i wyczekiwanym dzieckiem. Sama jestem ,,wypadkiem przy pracy ;)" i mimo tego, że wiem że jestem kochana to zawsze miałam jednak takie uczucie- jak już jesteś, to sobie ży

No, ale ja przecież nie mówię nic o dziecku, w kontekście worka kartofli, bez przesady. Sama jestem produktem wieloletnich starań, mimo to, dewizą wychowania rodziców było  "she will be alright", cud, że przeżyłam pierwsze lata dzieciństwa pod opieką ojca (ojcu kiedyś wymsknęła się z rączka od maszynki do mielenia mięsa, z sześć miesiący miałam, akurat trzymał mnie na kolanach, krew się lała tak, że musieli szyć, do dzisiaj mam bliznę na czole 😁).

Jestem zdania, że jak dziecko ma moje geny, to sobie poradzi, nie trzeba robić z tego wielkiej filozofii.

28 minut temu, maggienovak napisał:

Fajnie, że dla Ciebie rodzicielstwo jest łatwe i naturalne. Zazdroszczę. :D

Hahah, nie nabijaj się :D
 

Nie wiem czy jest czy nie, nie mam potomka, ale mam nastawienie, że to nie jest sytuacja nie do przejścia, nawet kiedy ekwipunku brakuje.

 

I serio się nie nabijam, bo żyłam w przekonaniu, że te problemy to w małżeństwie z 10letnim stażem dopiero, zresztą harda baba z Ciebie więc myślałam, że to pokłosie życiowego doświadczenia.

 

U mnie było coś w ten deseń 😁:

 

 

Edited by Helena K.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By maggienovak
      Chciałabym w tym miejscu zgromadzić wszystkie rady, sugestie, komentarze związane z budowaniem dobrej roli matki. 
       
      Ja na razie przygotowuję się zdrowotnie (bo niedobory mam w uj) i rodowo (pisałam kiedyś o tym, że teraz pomaga mi biologia totalna).
       
      Chętnie przeczytam krytyczne komentarze odnośnie obecnej sytuacji matek w Polsce.
    • By TheFlorator
      Często na forum pojawiają sie opinie typu:
       
      "ojcem to sobie mozna zostać jak się ma 40-50-60 lat ..."
      "kobieta powinna mieć dziecko jak ma 20 lat a facet może poczekać jak się dorobi, mając 40 lat"
       
      Biologicznie jest to możliwe, ale biorąc na "chłopski rozum" jak to się ma do rzeczywistości i dnia codziennego dla "przeciętnego" człowieka?
       
      http://badanie-nasienia.pl/doniesienia-ze-swiata/czy-parametry-nasienia-pogarszaja-sie-z-wiekiem/
       
      Pomijam też przypadki "zarabiam miesięcznie 20k i wszystko "zlecę" opiekunkom i pomocy domowej" bo dla mnie to nie jest bycie ojcem.
       
      Wg mnie jest to mit.
       
      Tzn:
      -częściowo nieprzespane noce
      -zbieranie, przeładowywanie, pakowanie, dźwiganie tego całego "bajzlu" który się nazbiera podczas posiadania i podróżowania z dzieckiem (samochód, samolot etc)
      -noszenie dziecka
      -wizyty u lekarzy+stres
      -opieka/nauka/pokazywanie życia
      -wspólne AKTYWNE spędzanie czasu/sport
       
      Mając na karku powiedzmy 25-35 lat jeszcze jakoś to widzę w sensie sprawności fizycznej i wytrzymałości psychicznej. 
      Ale mając na karku 40/50/60 lat??   W życiu.
      W takim wieku przeciętny facet to już jest ktoś, kto chce sobie spokojnie posiedzieć po pracy i odpoczywać bo już nie ma siły ani fizycznej ani psychicznej do wyżej wymienionych.
       
      Poza tym druga sprawa, jak patrzę czasami w parkach na tych "siwych" ojców małych dzieci, którzy tak na prawdę są juz dziadkami, to po prostu "czuję", że to nie tak powinno być.   Czy chciałbyś w wieku 10 lat mieć ojca, który ma 50-60 lat?? Serio? Czy chciałbyś abyś znał swojego ojca tylko przez 30-40 lat swojego zycia? (zakładając jego śmierć w wieku 80 lat)
    • By MoszeKortuxy
      Cześć Bracia. Chciałbym założyć temat dotyczący tego jak wychować syna. Podawajcie tu swoje rady, przemyślenia, doświadczenia, artykuły, książki itp. dotyczącego wychowania syna przez ojca. Choć sam nie chcę być nigdy ojcem to ta wiedza może się przydać innym braciom, którzy mogą zechcieć mieć dzieci   
       
       Oczywiście na ten artykuł trzeba spojrzeć z lekkim przymrużeniem oka w niektórych momentach  
      link - http://joemonster.org/art/40562/
      treść artykułu:
       
      W języku angielskim istnieje słowo "cuckold", w skrócie "cuck", oznacza mężczyznę, który pozwala swojej żonie na posiadanie wielu partnerów seksualnych, bo myśli, że sam nie jest psychicznie czy fizycznie w stanie jej zaspokoić. No typowa pipa-jeleń.
       
      No to jedziemy z koksem. Jeśli ostatnio wszedłeś w posiadanie syna i jak wszyscy ojcowie (i matki) nie chcesz, żeby syn ci wyrósł na małą piczę, która pozwala innym facetom bzykać na jego oczach jego żonę, to przygotowaliśmy dla Ciebie zrozumiałą i prostą instrukcję, jak tego uniknąć. 
       
      Podstawówka
       
      Wszyscy wiemy, że publiczne szkoły zostały przejęte przez socjalistów uwielbiających indoktrynację i pragnących wyprać mózgi naszym dzieciakom już za młodu, by zagwarantować sobie, że będą w pełni posłuszne ideologicznej rewolucji, poprawności politycznej, zasadzie "różnorodności" i tak dalej. 
       
      Ich celem jest wytworzenie w małych chłopcach poczucia wstydu spowodowanego wszystkim tym, co związane z męstwem. Każą im odrzucić konwencjonalne myślenie, opierające się na starym, dobrze sprawdzonym systemie ról płciowych. W skrócie: chcą, by Twój chłopak był dziewczynką. 
       
      Na szczęście z odpowiednim wzorcem możesz pokrzyżować niecne plany zjebania Twoich dzieci. 
       
      Opiekunka w przedszkolu nie będzie się mogła bawić z Twoim synem karabinem, ale Ty możesz bez problemu skoczyć na strzelnicę ze swoim 5-latkiem i wywalić z nim parę magazynków do tarczy. 

      Twój syn powinien być odpowiednio wprowadzony w świat broni najszybciej jak to tylko możliwe. Nic nie daje więcej poczucia męstwa, niż zestrzelenie jakiegoś szajsu. 
       
      Jak będzie miał 9 lat, to powinien wejść na poziom snajpera.
       
      Żeby zwiększyć swoje szanse w walce przeciw praniu jego mózgu, musisz pokazać synowi, że płacz jest dla kobiet, uczucia są dla słabych i że choć przemocy powinno się unikać, to nigdy nie można jej wykluczyć z arsenału potencjalnych rozwiązań. 
       
      Na przykład, jeśli jesteś na wycieczce w lesie ze swoim 9-letnim synem, który właśnie zauważył jelenia i mówi "Och, zobacz, jaki słodki ten jeleń"... NATYCHMIAST wróć do samochodu, wyciągnij swojego Winchestera i wytłumacz młodemu, że nie wyjdzie z lasu, dopóki jeleń nie będzie martwy, oprawiony i złożony na pace twojego pickupa. 
       
      Wiele osób (szczególnie liberalnych kobiet) będzie myślało, że zastrzelenie czegokolwiek i wypatroszenie tego nożem myśliwskim jest okrutne i zupełnie niepotrzebne 9-latkowi, ale to są właśnie te osoby, które wychowały swoich synów na pizdojeleni. 
       
      Gimnazjum
      Och, ach, Twój syn jest w wieku, w którym zaczyna interesować się laskami. No to co? Wciskać "panic-button"? Nie! W żadnym wypadku! 
       
      Feminazistyczne przegrywy będą próbowały sprawić, by Twój syn poczuł się winny z tego powodu, że podobają mu się dziewczyny i lubi się za nimi oglądać. Nawet za samo patrzenie w dekolt dłużej niż 3 sekundy nazwą go gwałcicielem. Straszne, co? 
       
      Nic się nie bój, jesteśmy tu, by Ci pomóc. 
       
      Młody facet czujący pociąg do kobiet jest jak najbardziej normalny. Nigdy i pod żadnym pozorem nie rób nic co sprawi, by myślał, że jest inaczej.
       
      Jeśli wejdziesz do pokoju Twojego syna i zastaniesz go oglądającego nagie kobiety w internecie, to nie krzycz na niego i nie dawaj mu szlabanu, lepiej podrzuć mu jakieś dobre stronki, jak RedTube czy Pornhub. 
       
      W momencie, w którym chcesz go powstrzymać lub zawstydzić, potwierdzasz tylko wszystko, co marksistowskie feminazistki chciały zaaplikować mu poprzez pranie mózgu w ostatnich latach. Będzie myślał, że oglądanie gołych babeczek i ślinienie się do cycków to perwersja (wcale tak nie jest, to całkiem normalne), będzie myślał, że jest z nim coś nie tak i pewnego dnia, jak za dotknięciem magicznej pałeczki, zamieni się w cipojelenia. 
       
      Szkoła średnia
      Jeśli wprowadziłeś i utrzymałeś dyscyplinę, odpowiednie poczucie moralności, etyki i właściwe wzorce różnic płciowych swojemu synowi przez ostatnie 14 lat, to już jesteśmy prawie w domu. 
       
      W tym miejscu Twój syn powinien dowiedzieć się, jak być jednocześnie rycerskim dżentelmenem i dziką bestią. Obydwie postawy są niezwykle istotne i potrzebne dla utrzymania równowagi męskiego mózgu - współczucie jest równie istotne jak agresja. Pogódź się z tym, bądź mężczyzną. 
       
      W wieku 15 lat powinien wiedzieć już co to jest praca, powinien znać zasady obowiązujące przy robocie i powinien mieć za sobą już najmniej jedną wakacyjną pracę. Chłopakom najlepiej dawać jakieś prace wymagające tężyzny fizycznej już w wieku 8 lat, żeby upewnić się, że nie zostaną cuckami-cipkami. 
       
      Kiedy będzie miał 18 lat, powinien od razu odebrać prawko i mieć jakiś fajny samochód. Nie kupuj mu waginosceptycznej, brzmiącej normami środowiskowymi hybrydy, kup mu jakiegoś żrącego wachę muscle-cara. Im więcej będzie kopcił i zanieczyszczał środowisko, tym lepiej. Jeśli zrobisz to dobrze, ziemia powinna ocieplić się o jakieś 3 stopnie Celsjusza przez globalne ocieplenie spowodowane tym, że młody przewiezie 100 różnych lasek na bzykanie jeszcze przed skończeniem szkoły średniej. 
       
      Studia
      Najlepiej w ogóle nie wysyłać synów na studia, tylko zrobić im jakieś porządne szkolenie i wrzucić w wir handlu, albo niech sobie wyrobi prawko na ciężarówki, jak prawdziwy facet. Studia to tylko drogi dom opieki prowadzony przez marksistów. 
       
      No ale jeśli musi iść już na studia, to upewnij się, że będzie woził się tylko z najlepszymi laskami, że odrzucił feminazistyczne, nonsensowne spojrzenie na świat i wie, jak być prawdziwym facetem. Upewnij się, że chodzi na wszystkie imprezy, wali browary do 9 rano, stuka masę dobrych lasek i nie daje jebania o to, co myślą o nim inni. 
       
      Upewnij się, że on wie, że jeśli ktokolwiek nazwie go "dupkiem", to powinien przyjąć to jako komplement, bo pipki są po prostu zielone z zazdrości i nienawiści, a wiadomo, haters gonna hate. Nołbadi kiers. Na tym kończymy szkolenie. 
       
      Gratuluję, Twój syn nie stał się pizdojeleniem! 
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.