Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Deleteduser02

" Skarbie, powinniśmy mieć zasady i jak jesteś szczęśliwy w związku, to nie spotykasz się z koleżankami...itd. ", czyli jawna hipokryzja kobiety.

Polecane posty

Napisano (edytowany)

Tak się wszyscy śmiejecie bo mu zazdrościcie myszki innej niż wszystkie i prawdziwej miłości, której nie zabije nawet niegrzeczne i bezczelne oczekiwanie, że kobieta przyjedzie do was, a nie wy do niej. 

 

Całe szczęście, że odblokowała. Ciekawe, ile razy na godzinę był messenger sprawdzany... 

Edytowano przez JurekB
  • Dzięki 1
  • Haha 9

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Obawiam się, że jeśli autor faktycznie pojedzie po te swoje rzeczy to za nic w świecie nie oprze się kuszeniu cipką. To cholernie ważny moment dla faceta, bo jeśli uda mu się obronić przed najsilniejszą bronią kobiety to wtedy już jest z górki, bo wie że jej najsilniejszy argument na niego nie działa. @SearcherofPerfection Dlatego jeśli faktycznie masz zamiar do niej jechać po swoje manatki to radzę Ci przemaglować freda z 2 razy przed tą wizytą.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wiecie co taka głupia myśl mnie naszła. Może jego panna siedzi na podobnym tematycznie forum tylko dla bab i tam jej siostry radzą jak postąpić z krnąbrnym samcem hehe. I też nie mogą dojść do ładu jak to jest że facet nie trzyma się schematów, bo raz tak a raz inaczej reaguje. 

  • Haha 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Łabędź napisał:

Wiecie co taka głupia myśl mnie naszła. Może jego panna siedzi na podobnym tematycznie forum tylko dla bab i tam jej siostry radzą jak postąpić z krnąbrnym samcem hehe.

Nikt jej nie musi radzić , ona to wiedziała i przetestowała na tatusiu ,wujkach,kolegach przed skończeniem 15 roku życia. 

  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wszyscy chcecie jak najlepiej ale prawda jest taka, że w 80% szkodzicie. Było rzeczywiście kilka osób, które mówiły prawdę ale WYDAJE mi się, że część osób tutaj ma ból dupy o to, że sam ma idealną dla niego laskę i ci ludzie mogą podświadomie/specjalnie źle doradzać. Przecież każdy ma inną wizje i jak on do cholery czytając to i wdrażając ma być spójny? Autorowi też się dziwię, że się pierdoli z tym wszystkim zamiast stanowczo postawić na jednym i trzymać się zdania, które od początku tej całej akcji na dobrą sprawę nie jest jego:) Przy tylu komentarzach i poradach od was jak myślicie kogo posłucha? Tego z którym się bardziej utożsamia. Zaczął na pełnej, olewając ją totalnie a już po pierwszych jej wiadomościach mógł po prostu nie odpisywać i wdrożyć u niej jakoś poczucie winy. I Ty autorze też się czepiasz, że kobieta cie blokuje na messengerze.. to jak przeczytałem to pierwsza myśl troll..Często wspominasz, że ci z nią dobrze czyli masz za dużo do stracenia, czyli jesteś hipokrytą bo tutaj piszesz, że się stosujesz ale podświadomie srasz ze strachu i sabotujesz się przed działaniem. Jak już zacząłeś to to skończ. Nie myśl sobie, że jak coś robisz to nie ma z tego konsekwencji. Dopóki się to nie skończy i nie pójdzie na twoje to w przyszłości się spodziewaj, że będzie odpierdalać częściej:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, Siódmy Samiec napisał:

 Przecież każdy ma inną wizje i jak on do cholery czytając to i wdrażając ma być spójny? 

Ale tu nie ma za wiele wizji do wyboru : albo się szanuje albo nie i na to wszyscy mu zwracają uwagę choć może każdy w inny sposób to ujmując.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Bracia, coś weszło z tych porad, nie odpisuję i czekam do środy.

 

Zająłem się teraz pracą, poszedłem na siłownię, przy okazji kończę magisterkę, więc nie myślę teraz zbytnio jakoś o tej sytuacji.

Zająłem się swoimi sprawami, a to po prostu potraktowałem jako do wyjaśnienia, będzie co będzie. 

 

Dzięki za rady bracia,

Nie podbijam już tematu, napiszę Wam jak to się skończyło.

 

Pozdro! ;)

 

Edytowano przez SearcherofPerfection

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Siódmy Samiec 

Cytat

WYDAJE mi się, że część osób tutaj ma ból dupy o to, że sam ma idealną dla niego laskę i ci ludzie mogą podświadomie/specjalnie źle doradzać.

Kto dokładnie ma ból dupy? Jesteś nowy na forum, i ostro tutaj nas traktujesz, kolejny Janusz co wszystko wie lepiej?

  • Like 4

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Cisza w temacie. Czuję, że większość łazi teraz po Kielcach i szuka tej idealnej samicy.

  • Like 2
  • Haha 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, Siódmy Samiec napisał:

ale WYDAJE mi się, że część osób tutaj ma ból dupy o to, że sam ma idealną dla niego laskę

Chyba nie masz na tyle wiedzy, aby załapać, że laska ewidentnie się "podłożyła" robiąc z siebie jego ideał.

Prawie wszystkie tak robią, jeżeli chcą poderwać danego samca, a autor wspomniał, że to ONA dużo się natrudziła aby go zdobyć.

 

Popieram autora aby zamieszkał z nią, pomału dowie się ile zostanie z tego ideału po roku-dwóch wspólnego mieszkania.

Ostateczne zrzucenie "idealnej zasłony" nastąpi po zapłodnieniu lub zaobrączkowaniu.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

@Siódmy Samiec Zdaje się, że zalogowałeś się i udzieliłeś się na forum osób, które wbrew powszechnemu mitowi, iż kobiet nie można zrozumieć, doskonale rozumieją mechanizmy funkcjonowania tzw. płci pięknej i obawiam się, że nie jest to ból dupy albo zazdrość. Wielu z nas żyje bez kobiet i doskonale sobie z tym radzi właśnie dlatego, że mają wiedzę jak to wszystko działa i świadomie wybrała taką a nie inną (czytaj powszechną) drogę. Nasze rady bynajmniej nie wynikają z tego o czym piszesz.

Edytowano przez Krugerrand

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Bracia, ja Wam powiem, ze po tym jak zobaczylem jak to jest w zwiazku, bo mialem dluzszy związek, to wiedzialem, ze ona sie bedzie zmieniac i jest to kwestia czasu.

 

Pytanie tylko jak bardzo sie zmieni, bo z jedna sie nie da wytrzymac i zabiera i ogranicza Ci wszystko, a druga jest jaka jest (jako kobieta), ale cos od siebie daje.

 

Poprzednia nie dawala nic od siebie, ta inaczej, jest seks bez marudzenia, kiedy tylko chce, jest posiłek przygotowany kiedy chce, pyta sie co chcę i dlatego widze te różnice, bo u poprzedniej nawet na haju tego nie było, dlatego pewnie troche ta wyidealizowalem, ale wspolne mieszkanie ma na celu to, by odkryć wszystkie karty i zebym sam byl w stanie podjac decyzje, czy odpowiada mi zycie z taką kobietą czy nie.

 

Tak przy okazji to wczoraj napisala:" czesc, jak sie czuje i czy mam zamiar przyjechać do niej. Nic nie odpisywalem, wiec znowu szantaż. "Jak tyle masz do powiedzenia to ok". 

 

Czesto sie zastanawiam nad tym, dlaczego ludzie zeby byc w zwiazku, musza tak grac w takie jebane gierki: ja to, ona tamto, ja tamto, ona to. Czytalem Kobietopedie i znam te mechanizmy, ale kurwa bracia. 

 

Przeczytalem sobie jeszcze raz te odpowiedzi wszystkie, moje posty napisane w emocjach, jakie u mnie wywolala i to jak mną sterowala...to po prostu siedzę i nie wierzę.

Edytowano przez SearcherofPerfection

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ziomek, napiszę ci już konkretnie. Grać muszą tylko ludzie słabi. Jeśli masz ogarnięte pod garem to rozkurwiasz pierwszy test od kobitki i jest zamiecione. Im lepiej go rozbijesz tym ona bardziej ulegnie. Problemem jest to że większa część Braci, w tym i ja, znaleźliśmy się tu po kilku latach w związku i to jest dramat. Mam już wiedzę co i jak ale źle wszedłem w relacje od samego początku i pokazałem już tyle słabości że teraz nawet jak będę turbo kozakiem to albo będę miał co jakiś czas testy(i tak się dzieje) albo żoną też zagrywa po swojemu żeby tylko nie zostać sama a w głębi jej pojebanego mózgu i tak ma mnie za słabego. To mega wykańcza bo tracę na to w chuj energii. Ja wiem że teraz jak bym wszedł w relacje to było krótko. Z szacunkiem dla kobiety ale jak zaczyna jazdy to wyjazd bez żalu. Tylko jestem po ślubie 11 lat, mam córę i no kurwa moja odpowiedzialność mówi mi że szkoda by było....a to jest utopia. Dlatego mówię ci że jeśli nie jesteś trolem a tylko zagubionym chłopakiem, to idziesz moja drogą i skończysz jak ja a uwierz mi nie chciałbyś

  • Like 4

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)
27 minut temu, SearcherofPerfection napisał:

Czesto sie zastanawiam nad tym, dlaczego ludzie zeby byc w zwiazku, musza tak grac w takie jebane gierki: ja to, ona tamto, ja tamto, ona to. Czytalem Kobietopedie i znam te mechanizmy, ale kurwa bracia. 

 

Przeczytalem sobie jeszcze raz te odpowiedzi wszystkie, moje posty napisane w emocjach, jakie u mnie wywolala i to jak mną sterowala...to po prostu siedzę i nie wierzę.

@SearcherofPerfection, tak nie jest tylko z kobietami z którymi jesteś w związku. Generalnie każdy człowiek z którym masz jakąś relację będzie cię testował i sprawdzał na ile może sobie pozwolić. Nieważne czy jest to kobieta, mężczyzna, szef, współpracownik, kolega, brat, klient. Dlatego tak ważna jest praca nad sobą, by ludzie nie włazili ci na głowę, nie naruszali twojego wewnętrznego spokoju.

Edytowano przez Heniek

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
6 minut temu, SearcherofPerfection napisał:

Tak przy okazji to wczoraj napisala:" czesc, jak sie czuje i czy mam zamiar przyjechać do niej. Nic nie odpisywalem, wiec znowu szantaż. "Jak tyle masz do powiedzenia to ok". 

 

Masz  potwierdzenie, że tylko Cię "straszy" rozstaniem ;)

 

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, Stulejman Wspaniały napisał:

@Siódmy Samiec 

Kto dokładnie ma ból dupy? Jesteś nowy na forum, i ostro tutaj nas traktujesz, kolejny Janusz co wszystko wie lepiej?

Mając tylko 7 postów nie można ogarniać pewnych spraw w życiu? Napisałem z dużych liter WYDAJE, żeby właśnie nie było takiego spięcia i że jest to tylko moja opinia. I sprowadzenie mnie do typowego Janusza:) Bo przecież ktoś nowy nie ma prawa głosu, tak jakby liczba wiadomości odzwierciedlała nasze doświadczenie i prawdę jaką się posługujemy.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
10 minut temu, SearcherofPerfection napisał:

Czesto sie zastanawiam nad tym, dlaczego ludzie zeby byc w zwiazku, musza tak grac w takie jebane gierki: ja to, ona tamto, ja tamto, ona to. Czytalem Kobietopedie i znam te mechanizmy, ale kurwa bracia. 

Po pierwsze i najważniejsze jest to relikt starych czasów, kobieta wybierała tylko silnego, żeby ona i jej dziecko przeżyły itp....

 

Po drugie takie trochę mniej ważne trzeba ustalić kto rozmawia z pozycji siły, a kto ciapkuje (zawsze w każdym środowisku ustala się hierarchie, jako że człowiek jest istotą społeczną), to pomaga w funkcjonowaniu.

 

Po trzecie jak już ogarniesz temat to nie będziesz grał tylko będziesz robił to naturalnie, nie dasz sb wejść na łeb, jak coś Ci się nie spodoba to będziesz opierdalał dziewczyne i ona się dwa razy zastanowi zanim coś zrobi, żebyś się tylko nie zdenerwował, będziesz sb lekko flirtował w rozmowie z koleżankami przy twojej myszce, i na końcu powiesz z szelmowskim uśmiechem na ustach, że przecież to tylko koleżanka itp. Ogólnie nie dasz się spantoflić i twoje zachowanie będzie z Tb spójne i naturalne. O to w tym wszystkim chodzi, po to jest to forum, po to jest rozwój (jescze po to żeby być niezależnym finansowo), to ma po prostu wyprostować złe wychowanie, które jest efektem II wojny światowej, gdzie ten wyż demograficzny wychowywały kobiety, nikt nie wpoił im tych podstawowych zasad, i mamy dzisiaj to co mamy (jak się spytasz dziadków lub poczytasz to myślisz, że ktoś się tak wtedy szczypał z kobietami? Wtedy wszystko dokładnie wiedzieli co robić, tylko ta wiedza się po prostu zatarła, a na forum jest przywrócona).

 

Na razie jesteś na etapie - "tak, tak wszystko rozumiem, rozwój, siła, męskość itp. to bardzo dobre rzeczy"

 

Tylko, że teraz tak naprawdę tego nie rozumiesz, boisz się utracić dostęp do cipki, idealizujesz swoją myszkę, i dajesz się poniżać i urabiać za cipkę. I teraz takie pytanko ode mnie - ona ma złotą cipkę, że jest inna niż wszystkie? Jak ma złotą to bierz w ciemno i nie puszczaj, chłopie wtedy jak jesteś obrotny to nawet jeszcze na tym zarobisz (obrotne kobiety tak potrafią, to czemu facet by nie mógł? Tymbardziej, że cipka jest złota. Nikt przecież nie ma złotej cipki toż to prawdziwa okazja). W przeciwnym razie, jeśli nie ma złotej cipki to nie jest inna niż wszystkie ;)

 

Twoje zachowanie obecnie przypomina mi jedną audycję Marka (nie pamiętam tylko, którą) gdzie mówił o spójnym zachowaniu i gdzie właśnie ktoś kto odkrył jakieś forum pua, i podczas zabaw z dziewczyną mówi do niej szybko, wystraszonym głosem - Ty kurwo (bo się naczytał, że dziewczyny tak lubią), po czym dostaje z liścia i laska się zawija, albowiem to zachowanie nie było z nim spójne.

 

Według mnie teraz masz 10 stron porad, a i tak to spierdolisz, ponieważ w tej sytuacji da się jedynie to ogarnąć po jakiejś nwm. "tragedii" typu zerwanie z kobietą, rozwód z żoną, jakiś kosz od dziewczyny. Dopiero po tych rzeczach ludzi się ogarniają (i to jeszcze nie wszyscy), nabierają dystansu do tego wszystkiego i wprowadzają rzeczywiste zmiany zachowania i sposobu bycia do swojego życia (no nawet się rymuje taki ze mnie poeta :P ).

 

  • Dzięki 1
  • Haha 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 

9 minut temu, Siódmy Samiec napisał:

Mając tylko 7 postów nie można ogarniać pewnych spraw w życiu? Napisałem z dużych liter WYDAJE, żeby właśnie nie było takiego spięcia i że jest to tylko moja opinia. I sprowadzenie mnie do typowego Janusza:) Bo przecież ktoś nowy nie ma prawa głosu, tak jakby liczba wiadomości odzwierciedlała nasze doświadczenie i prawdę jaką się posługujemy.

Ale Panie najdroższy - przecież po tym co piszesz widać, że samiczka zjadła by Ciebie swoją krnąbrną cipką w kilka minut. Autor tutaj dostaje rady, sugestie, a nie w dupe ranna gotowy przepis na zajebisty związek, no nie? ;) 

 

My tutaj nie sprzedajemy przepisów na cudowne życie, to nie tak. :) Tutaj jest coś o wiele cenniejszego - wiedza, doświadczenia, mądrość wynoszona latami z relacji z kobietami... każdy z niej korzysta jak chce.

 

Jak autor zobaczy czym skutkuje jego zachowanie to będzie tak pocieszny, że będzie w to brnął dalej i zda sobie sprawę, że to jest prawidłowy kierunek ;) 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
8 minut temu, xawery982 napisał:

 

Ale Panie najdroższy - przecież po tym co piszesz widać, że samiczka zjadła by Ciebie swoją krnąbrną cipką w kilka minut. Autor tutaj dostaje rady, sugestie, a nie w dupe ranna gotowy przepis na zajebisty związek, no nie? ;) 

 

My tutaj nie sprzedajemy przepisów na cudowne życie, to nie tak. :) Tutaj jest coś o wiele cenniejszego - wiedza, doświadczenia, mądrość wynoszona latami z relacji z kobietami... każdy z niej korzysta jak chce.

 

Jak autor zobaczy czym skutkuje jego zachowanie to będzie tak pocieszny, że będzie w to brnął dalej i zda sobie sprawę, że to jest prawidłowy kierunek ;) 

W którym momencie pokazałem, że samiczka by mnie zjadła swoją cipką? Zgadzam się z tobą, że ludzie na tym forum mają sporo doświadczenia i wiedzy ale po co piszesz zaraz, że podporządkowałbym się pod samice? Napisałem jak MOŻE być, bo ile razy mi ktoś specjalnie źle doradzał a później się o tym przekonywałem jak było za późno. I nie są to tylko rady bo wcześniej niektórzy pisali dokładnie co koleś ma jej napisać, także jednak taki trochę przepis:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, Siódmy Samiec napisał:

(...) WYDAJE mi się, że część osób tutaj ma ból dupy o to, że sam ma idealną dla niego laskę i ci ludzie mogą podświadomie/specjalnie źle doradzać.

Ku*wa wydało się :( Już prawie się udało wirtualnie odbić mu laskę, cholera no, @Siódmy Samiec - nie umiesz się bawić.
Panowie - koniec imprezy.
Przyznać się, kto bije Niemca na myśl o lubej autora tego tematu :D

W końcu jego Myszka jest Myszniejsza od mojej Myszki i ogólnie to ideał "och ach", z którym bym żył pod warunkiem, że wszystkie ostre i niebezpieczne przedmioty pozostałyby poza zasięgiem moich rąk :)

Wybacz, rozweselił mnie po prostu początek Twojego postu bracie ;) Co do reszty Twojej wypowiedzi, większych zastrzeżeń nie mam, a nawet po części się zgodzę. Autor miał możliwość uciąć sprawę dość szybko i skutecznie, ale póki co poległ w tej walce. Za dużo wątpliwości, brak pełnego zdecydowania co do kierunku następnego działania.

Autorze tematu - to Twoje życie i cokolwiek zdecydujesz, tak się stanie. Pamiętaj jednak, żebyś nie żałował swoich decyzji w przyszłości.

Nic więcej od siebie do dodania nie mam. 
Pozdrawiam i życzę sukcesów.
 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
47 minut temu, Siódmy Samiec napisał:

ktoś nowy nie ma prawa głosu, tak jakby liczba wiadomości odzwierciedlała nasze doświadczenie i prawdę jaką się posługujemy.

Nie chodzi o to, tylko o coś innego. Jesteś tu osobą nową i poniekąd sugerujesz, że co niektórzy mają ból dupy. Nikt tu nie ma bólu dupy, drogi userze.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, chudybyk napisał:

Ziomek, napiszę ci już konkretnie. Grać muszą tylko ludzie słabi. Jeśli masz ogarnięte pod garem to rozkurwiasz pierwszy test od kobitki i jest zamiecione. Im lepiej go rozbijesz tym ona bardziej ulegnie. Problemem jest to że większa część Braci, w tym i ja, znaleźliśmy się tu po kilku latach w związku i to jest dramat. Mam już wiedzę co i jak ale źle wszedłem w relacje od samego początku i pokazałem już tyle słabości że teraz nawet jak będę turbo kozakiem to albo będę miał co jakiś czas testy(i tak się dzieje) albo żoną też zagrywa po swojemu żeby tylko nie zostać sama a w głębi jej pojebanego mózgu i tak ma mnie za słabego. To mega wykańcza bo tracę na to w chuj energii. Ja wiem że teraz jak bym wszedł w relacje to było krótko. Z szacunkiem dla kobiety ale jak zaczyna jazdy to wyjazd bez żalu. Tylko jestem po ślubie 11 lat, mam córę i no kurwa moja odpowiedzialność mówi mi że szkoda by było....a to jest utopia. Dlatego mówię ci że jeśli nie jesteś trolem a tylko zagubionym chłopakiem, to idziesz moja drogą i skończysz jak ja a uwierz mi nie chciałbyś

Kurde jak to czytam to wierzyć mi się nie chce że ktoś ma życie prawie lustrzanie podobne do mojego. Prawie wszystko co napisałeś pasuje do mojego związku. Dopiero od pół roku pracuje nad sobą i ciągle jeszcze muszę się pilnować i trzymać ramę. Mam nadzieję że moje nowe zachowania tak wejdą mi w nawyk że stanie się to stylem życia i naturalnym zachowaniem. 

Trzymaj się bracie.

Sorry odbiegłem od tematu postu, poniosły mnie emocje.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Któryś z braci napisal, kiedy powinienem to uciac i by bylo ok, ale mial racje w tym, ze poczulem alfe, ale nie przewidzialem, w co ona zagra. 

 

Teraz wiem, ze wszystko sie moze stac, więc patrze juz troche spokojniej. Czekam do srody, jesli ona nic nie napisze i nie wyrazi checi przyjazdu lub po prostu nie przyjedzie, to za bledy bede musial zaplacic, ale zdaje sobie sprawe z tego, ze takie jest życie.

 

Jeśli teraz bym odpuscil, to robilaby tak ze mna za kazdym razem, przestala szanowac i liczyc sie ze mną. Jesli teraz wyjdzie na moim, to jest szansa, ze na drugi raz sie zastanowi, a ja juz bede lepiej wiedzial jak sie zachowac.

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)
19 godzin temu, SearcherofPerfection napisał:

Odblokowala mnie na messengerze dzisiaj, nie pisze nic w dalszym ciagu do niej, jak cos moze mnie szukac w moim miescie i ten lód bedzie długotrwały.

Hehe chyba przez smsy ;) 

- A teraz klękaj do miecza! Złamałaś zasady, które sama wprowadziłaś a ja NIE POZWOLĘ na takie zachowania!
- Ale co ja takiego zrobiłam? Wyszłam z koleżanką, kolega przyszedł, nie mogłam odmówić, to tylko kolega!
- Milcz! Klękaj do miecza na grochu! Ssij po same bile!
- Chyba cię pojebało! Wiesz co? Jak tak ma wyglądać nasz związek, to ja wracam do siebie. Przyjedź po swoje rzeczy i zapomnij o mnie. 
- Ej no czekaj! Nie wychodź!
- Przesadziłeś, traktujesz mnie jak szmatę. Nie chcę cię więcej widzieć! Żegnam. 
- Czekaj! To dobra. Ja ci zrobię loda tylko nie odchodź...

Kolego na razie jesteś jak chorągiewka na wietrze. Gdzie zwieje to tam lecisz. Siądź na dupie i do walentynek się zastanów nad tym co robisz. A teraz przeczytaj wszystko jeszcze raz i napisz jakiś post z przemyśleniami. 

Edytowano przez Tomko
  • Like 3
  • Haha 9

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez SzatanKrieger
      Zachęcam do dyskusji.
    • Przez tips6
      Witam, doskonale zdaję sobie sprawę że jest tu mnóstwo doświadczonych samców i dlatego proszę o Waszą opinię na temat mojego planu spotkania rozpoznawczego.
      Sytuacja wygląda następująco: do mojego koła naukowego (studiuję) dołączyła dziewczyna która mi się podoba, wydaje się być raczej cicha i/lub nieśmiała, zaprosiłem ją na spacer przez facebook'a i się zgodziła. Zaznaczam że określiłem charakter spotkania jako spacer, a nie randka. Ponieważ rozmawiałem z nią tylko raz jak czekała na autobus planuję lepiej ją poznać właśnie podczas spaceru, ponieważ na razie za mało o niej wiem żeby stwierdzić czy nadaje się na moją dziewczynę.
      Plan jest taki:
      - spacer po centrum miasta (Wrocław), ewentualnie jakieś tereny zielone
      - już na początku spotkania oznajmiam że mi się podoba i chcę ją bliżej poznać
      - znam zasadę 90/10 i zamierzam ją stosować, ale będę się starał rozmawiać głównie o niej np. co myśli, co by zrobiła
      - na seks raczej nie liczę ale guma będzie pod ręką
      Są też pytania:
      - jak z kontaktem fizycznym? nie chcę wyjść na nachalnego/zdesperowanego/nieśmiałego, a przecież to nie randka tylko spotkanie rozpoznawcze
      - czy na koniec spaceru powinienem powiedzieć żeby to ona zainicjowała drugie spotkanie jeśli jej zależy, czy też ja powinienem się tym zająć? nie chcę wyjść na desperata/niezainteresowanego zwłaszcza że dziewczyna jest nieśmiała
      - czy jest sens mówić dużo o sobie, skoro to ją chcę poznać?
      - jeżeli dziewczyna wykaże inicjatywę w rozmowie, to pozwolić jej kontrolować omawiane tematy, czy trzymać ją w garści?
      Oczywiście czytam inne tematy i poszerzam swoją wiedzę, ale w ciągu jednego dnia pewnie nie ogarnę całego forum więc każda rada bądź krytyka mi się przyda.
    • Przez t0rek
      Temat płaczu i wzbudzania poczucia winy u mężczyzny za płacz jego partnerki pojawiał się bardzo często. Tutaj ciekawy artykuł z psychologicznego fanpage'a "Evolutio - Psychoterapia Przez Ciało" - pogrubiłem ważne według mnie fragmenty:
       
      DLACZEGO PŁACZ JEST TAK ZAGRAŻAJĄCY?
       
      Płacz jest najpełniejszym aktem uznania i wyrażenia swojego bólu, bezsilności czy szczęścia. Jest równocześnie żywym świadectwem naszego człowieczeństwa, naszej kruchości i podatności na zranienie, jak i potężnej SIŁY NAPRAWCZEJ, która pozwala uczuciom osiąść, a układowi nerwowo- mięśniowemu przywrócić tonus spoczynkowy. 
      Płacz jest żywy, dotknie w nas tego, co zamarło, znieruchomiało, czy zesztywniało. „Każe” to odczuć, uznać i jeśli jesteśmy W ZGODZIE ZE SOBĄ PŁACZĄCYM: zapłakać. Jeśli nie: łykniemy, zepchniemy do środka i przykryjemy napięciem.
      Pozwolić sobie płakać, to uznać swoje uczucia i zgodzić się na ich przepływ. To stanąć otwarcie i odważnie wobec tego, co we mnie. To otoczyć się czułym ramieniem własnego zrozumienia i troski. To DAĆ SOBIE MIŁOŚĆ, gdy właśnie jej zabrakło.
      Możliwość płaczu jest tak silnie blokowana nie tylko dlatego, że skojarzona jest ze wstydem, czy słabością. Płacz jest wstrzymywany, bo łączy nas z nami samymi w pełni. A objąć pełnię, to OBJĄĆ CIENIE, KRZYWDY I WSTYDY. To objąć i KATA, i OFIARĘ. Objąć siebie. 
      Dlatego tak ważne jest, by obejmować dzieci, kiedy płaczą. By ich szlochające, rozedrgane ciałka miały doświadczenie oparcia w przyjmujących, bezpiecznych ramionach.
       
       
      „JAK TU ZROBIĆ, BY SIĘ NIE ROZPŁAKAĆ”- podstępne obrony
      W trakcie prowadzenia grup ćwiczeniowych obserwuje stale pojawiającą się potrzebę rozmawiania o płaczu. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie oczekiwanie, że porozmawianie o płaczu przyniesie taki sam rezultat, jak popłakanie. W mniejszym stopniu potrzeba „omawiania” dotyczy również innych uczuć, ale płacz jest tym stanem, któremu towarzyszy największa chęć rozmawiania, a nie doświadczania.
      O ile złość budzi wyjściowo dużo oporu, to w trakcie praktyki, obawy topnieją, pojawia się przepływ i możliwość swobodnego wyrażania. Po zakończonym ćwiczeniu pozostaje żywa chęć, by wrócić do tego doświadczenia. Z płaczem jest zupełnie inaczej. Opór wyjściowy jest wysoki i utrzymuje się często przez większość praktyki, skutecznie hamując falę przepływających uczuć. Kiedy człowiek pozwolił sobie zapłakać i popłakać, nawet czując się potem dobrze, nie oznacza to wcale, że przy kolejnej możliwości będzie chciał wrócić do tego doświadczenia. Płacz jest chroniony wysoko zorganizowanym zasiekami, których zwykle nie mamy w kontakcie. Co więcej myślimy, że one są naturalne i niezbędne.
       
      Mam tu na myśli:
      • zaciskanie ust
      • przełykanie śliny
      • wciskanie palców w kąciki oczu
      • nie oddychanie
      • przepraszanie otoczenia
      • zezłoszczenie się na siebie
      • tłumaczenie się
      • ocenianie się
      • i całe spektrum uruchamianych przekonań.
       
      Te wszystkie sposoby służą jednemu: nie rozpłakać się. I wcale nie chodzi tu o niesprzyjające okoliczności, jak przebywanie akurat w pracy czy w metrze. Stwierdzenia: „nie płaczę od lat”, czy „nie płaczę od dzieciństwa” są powszechne. Często tym zdaniom towarzyszy duma i poczucie dobrze wykonanego zadania. Z czasem pojawia się niejasne poczucie straty. Bywa, że stajemy się umęczeni własną kontrolą i ograniczeniami z niej płynącymi. Zwykle też dość dokładnie pamiętamy moment decyzji, kiedy postanawiamy więcej nie płakać.
      I można by pomyśleć: „no i co z tego? Płacz nie jest nikomu potrzebny”. Tylko, że prawda jest zupełnie inna…
      Każde uczucie ma swój kanał ekspresji. Płacz jest głównym kanałem dla smutku. A smucenie się bez płakania (zwłaszcza długoterminowe) staje się procesem tłumienia, prowadzącym do rozpaczy i beznadziei. Smutek to uczucie, które WYMAGA CZUCIA. Mam wrażenie, że smutek, co raz częściej jest omawiany, a nie przeżywany. Stał się permanentnym stanem, obciążającym nas, posępnym i martwym. A smutek tak jak i każde inne uczucie, ma swoją dynamikę, przepływ i bardzo ważną cechę: PRZEMIJALNOŚĆ. Tę cechę obserwujemy u dzieci. One ani nie smucą się bez końca, ani ciągle się nie złoszczą, ani nie są stale radosne. Są w przepływie uczuć, pozwalając na tą zmienność i poddając się jej.
      Stało się tak, że smucenie się przestało być kojarzone z płakaniem, a jeśli już płaczemy, to mamy na myśli kilka niemych łez płynących po policzkach. To jest bardzo ograniczone płakanie. Można je porównać z tym, jakby nadchodziła burza, było ciemno, szaro, błyskało, a na koniec spadło tylko kilka kropli deszczu. Świat dalej zostaje ciężki i duszny.

      Płacz to szloch przy którym brzuch się rusza, z gardła płynął dźwięki, łkamy, broda i ręce się trzęsą, twarz jest mokra od łez, a z nosa cieknie. Zwykle trwa 10- 15 minut (mam na myśli osoby, które regularnie pozwalają sobie płakać), przebiega falami, które nas ponownie wzbudzają, aż dochodzi do uspokojenia, wyciszenia i odpoczynku.
      Po płaczu oddychamy głęboko (spontanicznie, bez udziału woli), twarz jest miękka, gardło rozluźnione, całe ciało delikatnie pulsuje. Pojawia się coś, co nazwałabym wewnętrzną słodyczą: połączenie smutku, z ulgą i ukojeniem. Głowa jest przyjemnie ciężka, myśli spokojnie płyną.
      Można by się zastanowić, dlaczego skoro tak dobrze czujemy się po płaczu, unikamy go, jak ognia?
      Mam wrażenie, że o ile kontakt ze złością daje nam poczucie siły i sprawczości, to przeżywanie smutku oznacza poddanie się uczuciom, które czynią nas bezbronnymi, przypominając o naszej kruchości, o naszej podatności na zranienia i o bólu, którego doświadczyliśmy. Płacząc uznajemy swoją słabość i zależność od innych.
      Czujemy się odkryci.
       
      Jeśli do tego dołączymy przekazy:
      • i co się mażesz...
      • nie ma, co płakać!
      • tylko słabeusze płaczą...
      • płakanie Ci nie pomoże...
      • chłopaki nie płaczą!
      • zaraz dam Ci powód do płaczu!

      I doświadczenia:
      • kiedy w trakcie płaczu byliśmy upokorzeni,
      • gdy widzieliśmy innych ciągle rozpaczających, a bezmiar ich uczuć przykrywał wszystko inne, w tym nas i nasze potrzeby,
      • gdy byliśmy karani za płacz,
      • gdy nie mogliśmy zatrzymać płaczu i narażało nas to na dalsze cierpienia,
      • gdy płakaliśmy w samotności i nie było „do kogo płakać”.
       
      Nic dziwnego, że płacz stał się tak zagrażający.
      Myślę, że jest jeszcze jeden ważny powód. Przeczuwamy, że płacz może połączyć nas z głęboko skrywaną, często zaprzeczoną rozpaczą. O ile czujemy, że nad smutkiem możemy zapanować, tłumiąc go, to pozwalając sobie na głębokie zapłakanie obawiamy się, że dotkniemy rozpaczy otwierając bezdenną studnię, zalewających uczuć. Wierzymy, że kiedy je spychamy, one przestają istnieć. Niestety chroniąc się przed odczuwaniem jednych uczuć, ograniczamy możliwość przeżywania innych, również tych pozytywnych, takich jak radość czy przyjemność.

      Lowen mówi: „Płacz wyraża akceptację naszej ludzkiej natury…”, a to znaczy zgodę na to, że różne rzeczy nas dotykają, bolą i potrzebują być uznane i wyrażone. Pozwolenie sobie na płacz jest aktem potwierdzającym prawo do czucia i przeżywania naszych uczuć. Z jednej strony płacz zbliża nas do bolesnych uczuć, z drugiej pozwala je akceptować, a z czasem, co raz lepiej przyjmować, co z kolei wpływa na zdolność przeżywania uczuć przyjemnych. Lowen bezpośrednio łączy: na ile możesz płakać, na tyle możesz przeżywać przyjemność (w tym tą seksualną), na ile możesz się złościć, na tyle możesz czuć radość.
      Tłumienie uczuć nie jest operacją selektywną. Tłumiąc jedno uczucie wpływamy na inne. Limitując przeżywanie jednych uczuć, ograniczamy możliwość ekspresji innych. Kiedy spłycamy oddech i zaciskamy usta, by się nie rozpłakać, to nie tylko blokujemy kontakt ze smutkiem, ale wpływamy na całą nasza psychofizjologię: począwszy od nastroju, zakończywszy na objawach fizycznych.
      Tłumienie uczuć usztywnia nasze ciało. Powstaje zorganizowany pancerz mięśniowy, który przez lata traktujemy jako swoje najlepsze uposażenie. Zbroja, która kiedyś miała chronić, z czasem staje się ciężarem noszonym każdego dnia, którego sztywność ogranicza oddech, zabiera spontaniczność, a w końcu niszczy żywotność. Właśnie dlatego płacz jest tak silnie ustawiony w konflikcie do obron ego, które pamięta dlaczego powstała zbroja i przed czym miała ochronić. Ego „każe się trzymać”, pozwolenie na płacz oznacza zagrożenie dla sztywności, która kiedyś ratowała przed nadmiernym bólem. 

      Kiedy zaczynamy płakać pojawia się szloch, przepona się porusza więc głębiej oddychamy, wydobywają się dźwięki. To wszystko sprawi, że poczujemy nasz smutek, ten z dziś, a jeśli dotąd był wypierany, również ten z kiedyś.
      Lowen opisuje smutek jako pierwotną utratę obiektu miłości. Coś co było źródłem szczęścia i przyjemności zostaje utracone, stąd pojawia się ból, ale równocześnie towarzyszy temu wspomnienie ciepłych, napełniających uczuć, doświadczania wzajemności, przepływu i bliskości.
       
      I tak używając tego odniesienia wyróżnia:
      • SMUTEK, kiedy wspomnienie dobrych uczuć przeważa nad cierpieniem
      • ŻAL, kiedy ból utraty przeważa nad dobrymi przeżyciami, trudno jest je mieć w kontakcie, trudno wspominać, czy tęsknić.
      • ROZPACZ, kiedy ból dominuje zabierając całkowicie przyjemność, nawet tą wspominaną. To uczucie, gdzie brakuje nadziej, że aktualna sytuacja może minąć, że przyjdzie coś dobrego, że pojawi się nowy „dobry obiekt”.
      Każdemu z tych uczuć należy się uznanie. Każde potrzebuje czasu i miejsca na wybrzmienie. Każde domaga się ekspresji.
      I każde potrzebuje PŁACZU.
      A właściwie to my potrzebujemy płakać, by pozostać żywymi, czującym, po prostu ludzkimi wobec naszych doświadczeń i historii.
       
      Marzena Barszcz
      Psychoterapeuta w Analizie Bioenergetycznej
       
    • Przez Pozytywniak
      Mam nadzieję, że moja historia rozwieje w kilku głowach myśl "jestem z nią, ale nic nie czuję do niej".
      Moja historia, którą opowiem jest najbardziej żenująca i kładąca cień na mnie, kiedy stoję przed lustrem, ale trudno, przeszłości nie zmienię.
      Będzie długo.
       
      Poznałem kiedyś "Kamilę" lat 29 lat. Jestem starszy od niej o 12 lat.
      Kamilę poznałem na klatce schodowej, kiedy wprowadzałem się do nowego mieszkania, była moją sąsiadką. Spodobała mi się z daleka bo i z daleka się z nią przywitałem.
      Po kilku dniach zaprosiła mnie do siebie na herbatę. Usiadłem i zacząłem ją obserwować. I w tym momencie przestała mi się podobać. Miała 156 cm, wyjątkowo krótkie nogi tym samym złe proporcje, szerokie stopy, duże dłonie - dosłownie takie jak moje, miała dużo pieprzów na skórze (takich z włosami), i miała ciężki zapach który mi bardzo nie odpowiadał, małe piersi, dodatkowo jedno oko uciekało jej czasem (jedno oko na Maroko drugie na Kaukaz). Stwierdziłem w głowie, ok. nie będę zainteresowany seksualnie. Odciąłem tą myśl jako o kobiecie z którą mógłbym współżyć. Ona była miła, a ja poczułem litość.
      Wiecie jaka myśl pojawiła się w mojej głowie ? "w niej jest tyle defektów, że jak będziemy mieli dziecko, to ono będzie niepełnosprawne".
       
      Kamilę oceniam na 4/10. 156 cm, szczupła. Wyższe wykształcenie, pochodzi z zapadłej wsi gdzie czas zatrzymał się w 1973 r. zarówno jeśli chodzi o wyposażenie domu i jego obejście. Matka nauczycielka w wiejskiej szkole, ojciec był stolarzem - umarł na raka. Matka ma konkubenta - prosty chłop z kopalni. W domu pojedyncze książki, generalnie oglądanie seriali w TV.
      Kiedy poznałem Kamilę zarabiała 2.800 zł, jeździła starym Seatem i wynajmowała kawalerkę.
      Siebie oceniam na 9/10. 182 cm, wysportowany. Wyższe wykształcenie, pochodzę ze średniego miasta, w domu zawsze było modnie i dość nowocześnie. Matka zajmowała funkcje kierownicze w budżetówce, ojciec prawnik + biznes farmaceutyczny. W domu dużo książek i rozmowy na dość wysokim poziomie.
      Kiedy się poznaliśmy zarabiałem około 20.000 zł, jeździłem VW CC i wynajmowałem 2 pokojowe mieszkanie.
       
      Utkwiło mi w pamięci jak Kamila opowiadała o swoim ojcu, który był dobrym człowiekiem, ale nie chciał wchodzić do domu, tylko siadał na ławce przed nim i mówił "tam mnie nikt nie chce, nie chce mi się tam wchodzić".
       
      Zaprzyjaźniliśmy się z Kamilą, spędzaliśmy ze sobą każde popołudnie, byliśmy nierozłączni. Graliśmy w tenisa, chodziliśmy do kawiarni, do kina, na imprezy, wyjeżdżaliśmy w góry, nad jezioro, na plażę....no właśnie na plaży zauważyłem kiedy się rozebrała do stroju, że z pępka wystają jej czarne włosy o długości 3 cm - okropność. Jak można iść na plaże i nie ogolić sobie tam włosów !
      Na plaży, kiedy była w stroju jej brak właściwych proporcji był jeszcze bardziej widoczny - kaczka. W mojej głowie znowu pojawiła się litość, a jednocześnie ta uspokajająca myśl "dobrze, że nie wpakowałem się w ten związek".
       
      Kamila bardzo się starała, gotowała dla mnie, dzwoniła co chwilę, pisała, pytała co bym dzisiaj zjadł, zawsze była gotowa przebywać ze mną. Czułem, że jest we mnie zakochana. Czas płynął, a my byliśmy wciąż przyjaciółmi - na szczęście, bo naprawdę jej ciało mnie odpychało. Jednocześnie bardzo dobrze się z nią czułem, dobrze nam się rozmawiało, cieszyliśmy się sobą. Kiedy wyjeżdżaliśmy na weekendy np. w góry, zawsze spaliśmy w osobnych łóżkach. 
      W mojej głowie była jeszcze poprzednia kobieta - typ strzelistej modelki, pachnącej i delikatnej.
       
      Po 3 miesiącach tej przyjaźni obydwoje zmieniliśmy pracę i przeprowadziliśmy się do dużego miasta w Polsce. Każde wynajęło osobne mieszkanie po dwóch końcach miasta. Często u niej zostawałem na noc z uwagi na fakt, że godzinę trzeba było jechać od jednego mieszkania do drugiego. 
      Kiedy zostawałem u niej spaliśmy w jednym łóżku, ale nie było ani przytulania, ani seksu.
      Pewnej nocy jednak nagle zaatakowałem. Rozebrałem ją i zaczęliśmy się kochać. Całowaliśmy się, ale nie odpowiadało mi to, całowałem jej ciało, ale nie pasował mi zapach i brak gładkości…i te pieprze z włosami brrr, kiedy zszedłem do cipki i zacząłem całować, myślałem że zwymiotuję z powodu okropnego zapachu. Ledwo dałem rady dokończyć, musiałem się zmusić myśląc o innej kobiecie - tak bardzo fizycznie mi nie odpowiadało. Smród. Ponadto różnica wzrostu również dała się we znaki, szczególnie od tyłu, nosz qrwa kąt nieodpowiedni i co chwile wypadał penis...i te szerokie stopy i miała długie wystające włosy przy odbycie. Jednym słowem dramat. Poszedłem do łazienki nie mogłem patrzeć w lustro na siebie.
       
      Następnego dnia kiedy spotkaliśmy się obróciliśmy to wszystko w żart, nikt nic nie planował, nie rozmawialiśmy o związku, żyliśmy jak do tej pory czyli jak przyjaciele. Nawet zostawaliśmy u siebie i już więcej się nie kochaliśmy. Powiedziałem Kamili, że to był niekontrolowany zryw i nie widzę nas jako para i bardzo mi zależy, żebyśmy nadal byli przyjaciółmi jak dotąd. 
       
      Po kilku miesiącach takiego przyjacielskiego życia w moim życiu zawodowym zdarzył się kryzys i straciłem pracę. Kamila w tym czasie otrzymała propozycję pracy w innym mieście. Zaproponowała mi, żebyśmy razem wynajęli mieszkanie i zamieszkali jako przyjaciele. Zgodziłem się. Zamieszkaliśmy razem jako przyjaciele.
      Jestem dość uporządkowanym mężczyzną, który ma bardzo wyczulony węch, zawsze chodzę modnie ubrany, zawsze ładnie pachnę, pralka, zmywarka, żelazko to podstawowe urządzenia jakich używam. Po jednym dniu koszula obowiązkowo do pralki, ręczniki po użyciu do pralki, higiena nienaganna.
      Kiedy wpakowaliśmy wszystkie nasze rzeczy do szaf, następnego dnia z szafy poczułem dziwny zapach, a wręcz smród. Wącham moje rzeczy – pachną. Wącham rzeczy Kamili – śmierdzą. Piszę smsa do Kamili, że coś jest nie tak z zapachem jej rzeczy. Po chwili otrzymuję odpowiedź „wyjaśnię ci w domu bo trochę się wstydzę”.
      Okazało się, że Kamila jest tak nauczona w domu, że chodzi się w jednej rzeczy kilka dni – więc zapocone, zakurzone, brudne rzeczy odwiesza się do szafy…bo po co to prać.
      Wyjąłem wszystkie jej rzeczy i wrzuciłem do kosza do prania. Nastała era pralki dla Kamili.
       
      Byliśmy wciąż przyjaciółmi, ale spaliśmy razem. Po kolejnym miesiącu coś mi w głowie zaczynało przeskakiwać i zacząłem się zastanawiać „a może to jest to ? może to jest ta miłość, nadal mi nie odpowiada fizycznie, ale może by tak spróbować inaczej tym razem, z rozumem, a nie pożądaniem ja zawsze”?
      No i zaczęliśmy.
      Cieszyliśmy się, tańczyliśmy w kuchni, ja gotowałem, oglądaliśmy filmy w łóżku, ona wciąż mówiła mi jak mnie kocha, zostawiała mi karteczki z seduszkami, przychodziła do domu i dawaliśmy sobie buziaka, poznawaliśmy nowych ludzi, rozmawialiśmy dużo, kupiliśmy mieszkanie które się buduje - ja je zaprojektowałem w środku (zawsze chciałem być architektem, a zostałem prawnikiem), każda koleżanka zachwycała się jaki to jestem przystojny, generalnie byliśmy postrzegani jako ciekawa para.
      Podczas seksu jednak nigdy się nie całowaliśmy z językiem i nigdy nie dotknąłem ustami jej cipki. Nie dałem rady. Pomimo to Kamila była bardzo zadowolona z seksu i mocno szczytowała.
      Ja za każdym razem wiedziałem, że to nie jest to i zaczynałem się zastanawiać jak się z tego wycofać – byłem przerażony, że do końca życia będę z kobietą, która mnie nie pociąga fizycznie. Czujecie to ? Przystojniak i mała brzydula – naprawdę było mi z tym źle. Mój umysł wbił sobie do głowy, że przecież ona taka sympatyczna, uśmiechnięta, dobra i muszę być w sumie jej wdzięczny, że taka dobra osoba jest ze mną, a ja jestem taki niedobry i wykorzystuję dziewczynę, oszukuję i jeszcze wymyślam że śmierdzi. Nie miałem odwagi jej zostawić. Kurwa !
       
      Dzisiaj wiem, że nie była dobra, była toksyczna, bluszcz – mój psycholog mnie uświadomił. Wiecie czego nie zauważyłem ?
      Kiedy zamieszkaliśmy razem Kamila przestała:
      - gotować,
      - prasować
      - przyszywać
      - podlewać kwiatki
      - robić kawę kiedy przychodzili goście
      - robić zakupy
      - zmieniać ręczniki
      - zmieniać pościel
      - piec ciasta
      - ubierać choinkę na Boże Narodzenie
      - dbać o święta
      - kupować kartki na święta
      - myśleć o prezentach dla bliskich
      - myśleć o kwiatach na uroczystości
      - itd., itd. ...
      Wiecie kto to wszystko robił ? Tak, ja.
      To co robiła Kamila ? Przychodziła do domu, uśmiechała się i pytała „co na obiad”? po czym włączała TV i oglądała do zaśnięcia.
      Prosiłem ją wielokrotnie o to, żeby mi ugotowała obiad raz w miesiącu - nie zrobiła tego, uśmiechała się tylko i mówiła, że ja lepiej gotuję. Ja potrzebowałem tego, żeby kobieta mi ugotowała, to dla mnie bardzo seksowne.
      Kiedy ja nie ugotowałem, to po prostu byliśmy głodni.
      Było mi co raz bardziej przykro.
       
      Wiecie co jeszcze robiła ? Zostawiała zakrwawione podpaski koło ubikacji, zdarzało jej się zostawić ślady hamowania w ubikacji po zrobieniu dwójki. Dodam, że na zewnątrz była dobrze ubraną (przeze mnie) panią kierownik eksportu w międzynarodowej korporacji.
       
      Kamila miała też taką fobię: myślała że ją zawieje jak jest otwarte okno np. w sypialni. więc w lipcu kiedy było na zewnątrz 30 stopni spaliśmy przy zamkniętych oknach, a ona jeszcze miała na głowie kołdrę. Jak wchodziłem do sypialni, kiedy ona już spała od 2 godzin i myślałem że padnę z tego jej smrodu lipcowego.
       
      Pamiętam jak wielokrotnie wracałem wieczorem do domu z delegacji, gdzie jechałem PKP 600 km i nikt po mnie nie wyjechał na dworzec, a w domu na moje pytanie czy przygotowała kolację, otrzymywałem odpowiedź „nic nie ma w lodówce”.
       
      Pamiętam jak wybrałem się zimą autobusem miejskim na siłownię (mam tak, że jak mieszkam w mieście to nie używam tam samochodu). Kiedy zakończyłem trening była już noc i nie zdążyłem na ostatni autobus więc zadzwoniłem do Kamili, żeby po mnie przyjechała (10 minut jazdy). Usłyszałem, że nie przyjedzie bo godzinę temu umyła włosy. No to stałem na przystanku z mokrym ciałem bo wcześniej na siłowni wziąłem prysznic, na głowę padał mi śnieg, a ja myślałem, gdzie jest ta kochająca kobieta która tak walczyła o mnie.
       
      Pamiętam jak pojechaliśmy na święta wielkanocne do jej domu, a tam otwarcie mnie zaatakowano słownie, obrażono i nie przeproszono. W związku z tym wyszedłem z jej domu i zapytałem czy Kamila jedzie ze mną ? Pojechała. Zachowała się lojalnie. Nawet opierdoliła matkę za jej zachowanie i tym samym postanowiła ochłodzić relacje z toksyczną matką.
      Tej chęci chłodzenia relacji wystarczyło Kamili na tydzień, po tygodniu zaczęły się ciepłe telefony pomiędzy matką, a córką – i w sumie nie wiedzą o co mi chodzi. Od tego momentu Kamila spędzała każde święta z mamą – nie ze mną, tylko ze swoją mamą. Czujecie to ?! Przychodzi Boże Narodzenie, a Kamila nie pyta mnie czy chcę aby ona została, tylko pakuje się i jedzie do mamy, a ja siedzę w Wigilię sam i patrzę w ścianę.
       
      Pewnego dnia Kamila przekazała mi informację, że jej kuzynka, która mieszka w USA i ma tam męża oraz dwójkę małych dzieci - zrobiła loda koledze, ale uważa że to nie jest zdrada bo nie było penisa w pochwie. Kamila opowiadała mi to jak coś normalnego i w sumie to ona nie widzi w tym nic nadzwyczajnego i faktycznie jej zdaniem: to nie zdrada.
      Zdębiałem i zacząłem podniesionym głosem mówić jej, że ma natychmiast zawiadomić męża. Usłyszałem, że przesadzam bo przecież nic się nie stało. Powiedziałem jej, że zarówno kuzynka jak i Kamila nie mają kręgosłupa moralnego i są siebie warte. Zero moralności.
       
      Tak mnie już obrzydzała i fizycznie i psychicznie, że co raz częściej zasypiałem niby przypadkiem na kanapie, nie chciałem spać w tym smrodzie z nią.
       
      Pewnego dnia Kamila miała imprezę integracyjną w firmie. Ok. poszła jak zawsze – nigdy nie robiłem z tym problemu.
      Tego dnia o północy kiedy ona była jeszcze na imprezie wyszedłem na spacer po mieście. Poszedłem tam i tu, wstąpiłem do nocnego po wodę, usiadłem na ławce i patrzyłem w niebo. Postanowiłem, że wrócę już do domu. Idę.
      Przed sobą nagle widzę zakochaną parę, która idzie w tym samym kierunku. Pomyślałem, ale im dobrze. Ona go trzyma w pas, on ją za ramię. Ona kładzie głowę na jego ramieniu, on bawi się jej włosami. Myślę, trzeba przyśpieszyć i ich wyprzedzić, idą w tym samym kierunku. Podchodzę bliżej i widzę, że to moja Kamila.
      Myślałem, że umrę, ale wytrzymałem. Zwolniłem i szedłem za nimi tak z odległości 3 metrów. Nie odwrócili się ani razu. Szedłem za nimi 10 minut. Słuchałem jak się kochają, jak mówią do siebie kotku, żabko.
      Kiedy miałem już dosyć tych informacji postanowiłem ich wyprzedzić.
      Podczas wyprzedzania spojrzałem na Kamilę i powiedziałem „cześć Kamila”. Natychmiast się puścili.
      Ona powiedziała „kolega odprowadza mnie do domu”, a on powiedział jedynie „o kurwa”.
      Nic nie zrobiłem, przyśpieszyłem, wszedłem do domu i zacząłem się pakować.
       
      Koniec historii.
       
      Pomijam inne aspekty jakie każdemu przyjdą na myśl: np. niska samoocena - chociaż na poziomie świadomym oceniam siebie jako mocarza.
      Tak wiem, powiedział mi to psycholog na terapii: spotkał pan wyjątkowo sprytną, toksyczną kobietę.
      Moja rada dla Braci: jeśli ciało mówi wam "nic z tego nie będzie, nie pachnie ci, nie ten dotyk, nie te włosy", to nie tłumacz sobie, że może jakoś to będzie, bo będzie tylko ranienie się nawzajem. Uciekaj zanim się zaangażujesz emocjonalnie.
    • Przez t0rek
      Jakość video taka sobie, ale ciekawe tematy poruszają w lajtowy sposób. Przy okazji przykład świadomych kobiet.
  • Kto przegląda   0 użytkowników

    Brak zalogowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.