Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Deleteduser02

" Skarbie, powinniśmy mieć zasady i jak jesteś szczęśliwy w związku, to nie spotykasz się z koleżankami...itd. ", czyli jawna hipokryzja kobiety.

Polecane posty

Napisano (edytowany)

Sluchajcie bracia, napisze cos w pozniejszym czasie. Opisze jak to widze, opisze cala sytuacje, moze zaloze nowy watek. 

 

Na razie mi wstyd przed Wami pisac i pisac w ogole, sam musze sie ogarnac ( swoje emocje, swoje postepowanie, wyciaganie wnioskow z błędów, z zachowan, kwestie szacunku do.siebie oraz podwyzszanie samooceny itd. ).

 

Audycja "Milosc wiaze sie z cierpieniem" Marka i fajny artykul Adepta: "Najpiekniejsze kobiety to najwieksze problemy" sa z "zycia wziete", ale ja mialem pakowana papke od lat zupelnie inna i teraz zaczynam otwierac oczy (zwykle zbyt pozno). Kobietopedia przeczytana dwa razy, Wyprawa tez, Stosunkowo dobry raz, swiadomosc jest, ale co z tego skoro umysl, dalej jest w matriksie. ( tak jestem z ta kobieta...)

 

Nic co tu napisaliscie nie poszlo na marne ani nie pójdzie, mimo wszystkiego to jest to nauka i skarbnica wiedzy, ktorej ja jeszcze nie jestem w stanie przelozyc na zycie swoje, moze za malo jeszcze dostalem w dupe albo mam te glupia wiare o zwiazkach i efemerycznych istotach. 

 

Uciekam szukać siebie, odnalezc siebie, tego kim jestem, dlaczego takie , a takie rzeczy dzieja sie w moim zyciu.

 

Jak sie ogarne to napisze na forum.

 

Dziękuję Wam, zawiodlem Was, dlatego nie pisze na razie.

 

Pozdrawiam

Edytowano przez SearcherofPerfection

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, SearcherofPerfection napisał:

Dziękuję Wam, zawiodlem Was, dlatego nie pisze na razie.

 

Tak naprawdę, to zawieść możesz tylko siebie. 

  • Like 4

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, SearcherofPerfection napisał:

zawiodlem Was

Nie nas, a najwidoczniej siebie. To Ty zbierzesz konsekwencje.

 

5 minut temu, SearcherofPerfection napisał:

dlatego nie pisze na razie.

Nie łam się, że się nie udało. To ludzkie popełniać błędy. Tym bardziej tu zaglądaj, czytaj, pisz. Wspierajmy się nie tylko w zwycięstwach, ale właśnie przede wszystkim w porażkach i ciężkich momentach. A jeśli ktoś Cię będzie tu bluzgał czy się naśmiewał przez to, że sobie nie poradziłeś, tak jak chciałeś, to dostanie warna/bana.

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Macie racje Mosze i Drizzt, zawodze siebie i  dalej wierze, ze bedzie z nia dobrze, matriks mnie zjada.

 

I co robie teraz ( ide z nia do restauracji, a pozniej bzykanie w mieszkaniu, boje sie stracic cipki, tego, ze ktos mi ja zabierze, ze utrace ja ), dopoki tego nie przetrawie to nie bede pisał.

 

Z jedna skonczylem, myslalem, ze wyciagnalem wnioski, a tu zaczalem z druga. A kiedy bylem sam, sluchalem nagran Marka, to zycie otwieralo z kazdej strony dla.mnie furtki, dusza sie cieszyla, a teraz znowu rzucilem jej kamien na klate...

 

 

Edytowano przez SearcherofPerfection
  • Smutny 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Cóż każdy ma swoją drogę. 

Po tym co tu pisałeś o jej akcjach trochę się dziwię, że tak zmiękłeś. No ale haj to haj. Ja nigdy nie byłem na konkretnym haju, więc nie wiem jak to ciężko jest...:wacko:

Powodzenia w każdym razie. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chłopaki naprodukowali kilkanaście stron i wszystko jak krew w piach, bo kolega postawił śledzia wyżej w hierarchii niż własną dumę i wartość...:) 

 

 

  • Haha 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nie jest gotowy na naukę i wiedzę. Niestety w przyszłosci zapłaci wiekszą cenę za nią.

Powodzenia i korzystaj - rachunek dostaniesz już za jakis czas od myszki.

  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jak w tym serialu "m jak miłość" :>
Bez zwrotów akcji nie będzie oglądalności :P czasami mam wrażenie, że z kobitami jest tak samo :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
49 minut temu, SearcherofPerfection napisał:

boje sie stracic cipki, tego, ze ktos mi ja zabierze, ze utrace ja

To mi się bardzo nie podoba. Uzależniasz poczucie szczęścia, dobre samopoczucie od niej. To nie prowadzi do niczego dobrego. W momencie kiedy ona odejdzie, będziesz miał Sajgon w głowie i ciężko Ci się będzie podnieść po rozstaniu. Nigdy, przenigdy nie można uzależniac tak ważnych w życiu wartości od drugiej osoby.

Wróci za jakiś czas. Dostanie po dupie, to wróci. Grunt, żeby to się wydarzyło szybciej niż za kilka lat. Czasami odnoszę wrażenie, że aby to wszystko zacząć rozumieć, trzeba się konkretnie przejechać. Sama sucha wiedza nie poparta praktyka to jak krew w piach. Mozna pisać, produkować się, ale cipa wygrywa. 

Powodzenia. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, typiarz napisał:

Czasami odnoszę wrażenie, że aby to wszystko zacząć rozumieć, trzeba się konkretnie przejechać

W moim wypadku tak było, niestety. Dopiero w wieku 25 lat po mocnym uderzeniu dotarło do mnie, że za swoje szczęście odpowiadam ja, a ewentualna partnerka ma mi w tym towarzyszyć, a nie mieć monopol. Tak jak w finansach - trzeba dywersyfikować, bo będzie boleć jak coś jebnie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@KatowickiKarol, u Ciebie w wieku 25 lat, u mnie 32. Fakt jest to smutne, przykre I bolesne. Najważniejsze jednak, że dane było nam taka lekcje pokory życiowej przejść, dzięki czemu w wieku 60 lat człowiek nie będzie płakał, że spierdolil sobie życie u boku jakiejś jędzy I będzie trwał w głównie do końca życia, choćby z przyzwyczajenia. Takich przypadków jest od uja. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

@Pytonga W samo sedno. @SearcherofPerfection Przyznam szczerze, że w tej historii obstawiałem, że ci się nie uda i rzucisz się ratować ten para-związek. Dopóki będziesz miał tą cipkę to nic nie przetrawisz - nie ma się co oszukiwać. W momencie gdy zaczniesz otwierać oczy - kobieta zagra tą samą starą kartą i znów szarpnięciem cię przyciągnie do nogi. Zatoczyłeś duże koło i wróciłeś do punktu wyjścia. Chociaż nawet nie do punktu wyjścia. Zrobiłeś krok w tył bo na początku byłeś zdenerwowany, że panna założyła ci blokadę na wyjścia a sama poszła na piwo świetnie się bawiąc a teraz idziesz z nią do restauracji nagradzając ją za wszystko (nie oszukujmy się - wiadomo, kto będzie płacił). Nie będę tego analizował bo sam dobrze wiesz jakie mechanizmy jej pokazujesz. Nie mam żadnego żalu, że nie zrobiłeś jak radziliśmy ci - nie każdego stać na takie radykalne kroki, pewnie sam bym się łamał. Ale było by mi wstyd przed samym sobą, że siedzę na kolacji z osobą, która wcześniej mnie zerwaniem straszyła bo chciałem wyegzekwować coś od niej (co sama zaproponowała!) a teraz jak pojawiła się kolacja to i dupa się pojawia, seks i happy love. Do następnego spięcia - wtedy znów będzie "nie wiem co czuję". Z gęby cholewa. 

Dopóki nie zdasz sobie sprawy, że facet jesteś i też masz uczucia, jakąś godność i swój własny czas - nici z tego.

Po twoich dwóch ostatnich postach widzę, że ci bardzo wstyd przed nami. I dobrze - często wstyd popycha do zmian.

Edytowano przez Tomko
  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ale .. co się zobaczyło to się nie odzobaczy. Jak już chłopak spróbował jak smakuje wolność od matrixa to wcześniej czy później będzie go do tego ciągnęło. Byleby nic do tego czasu nie podpisywał i dbał o ogumienie bo wpieprzyć się na  minę na lata nie tak trudno. 

 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

@SearcherofPerfection Kolego po prostu powiedzmy w prost. Jesteś z tych, którzy muszą dostać dobrze po dupie od życia, żeby coś zmienić. Ja wiem, że nie jest łatwo, bo to ciężko, ale każdy robi to co lubi. Nas nie przepraszaj, bo nie ma za co. To Ty stań przed lustrem i zadaj sobie pytanie, czy jesteś z siebie dumny i zadowolony. 

Powiem tak panna ma już Ciebie na haczyku i Ty już tam nic nie możesz. Mam tylko nadzieję, że obudzisz sie jak nie będzie za późno. 

 

3 godziny temu, SearcherofPerfection napisał:

Nic co tu napisaliscie nie poszlo na marne ani nie pójdzie, mimo wszystkiego to jest to nauka i skarbnica wiedzy, ktorej ja jeszcze nie jestem w stanie przelozyc na zycie swoje,

Niestety poszło :( Masz błędne myślenie, uważasz, że nie jesteś w stanie. Hm ja bym powiedział, że na razie tego nie chcesz zrobić, albo za mało się starasz, aby to zrobić.

 

2 godziny temu, SearcherofPerfection napisał:

Macie racje Mosze i Drizzt, zawodze siebie i  dalej wierze, ze bedzie z nia dobrze, matriks mnie zjada.

I Ty masz jeszcze tego świadomość, chociaż tyle dobrego.

 

Godzinę temu, Tomko napisał:

W momencie gdy zaczniesz otwierać oczy - kobieta zagra tą samą starą kartą i znów szarpnięciem cię przyciągnie do nogi. Zatoczyłeś duże koło i wróciłeś do punktu wyjścia. Chociaż nawet nie do punktu wyjścia. Zrobiłeś krok w tył bo na początku byłeś zdenerwowany, że panna założyła ci blokadę na wyjścia a sama poszła na piwo świetnie się bawiąc a teraz idziesz z nią do restauracji nagradzając ją za wszystko (nie oszukujmy się - wiadomo, kto będzie płacił). Nie będę tego analizował bo sam dobrze wiesz jakie mechanizmy jej pokazujesz. Nie mam żadnego żalu, że nie zrobiłeś jak radziliśmy ci - nie każdego stać na takie radykalne kroki, pewnie sam bym się łamał. Ale było by mi wstyd przed samym sobą, że siedzę na kolacji z osobą, która wcześniej mnie zerwaniem straszyła bo chciałem wyegzekwować coś od niej (co sama zaproponowała!) a teraz jak pojawiła się kolacja to i dupa się pojawia, seks i happy love. Do następnego spięcia - wtedy znów będzie "nie wiem co czuję". Z gęby cholewa.

Ten fragment od kumpla @Tomko radzę dwa razy na chłodno przeczytać.

 

Mam nadzieję, że jednak przemyślisz to i owo i dasz radę się ogarnąć.

 

Edytowano przez Kolt89

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Podręcznikowy przykład, że świadomość nie ma najmniejszych szans z podświadomością.

Może ten temat otworzy komuś oczy, że człowiek nie ma najmniejszych szans się obronić przed bajami, książkami, filmami, księżmi, mądrymi wujkami i ciotkami, którzy ładowali w bezbronny umysł swoje mądrości - nawet mając za sobą takie wsparcie jak tu, na Forum.

Autorze wątku, życzę wytrwałości w przepracowaniu tych bzdur na poziomie podświadomym. Moja rada jest taka, żebyś codziennie słuchał audycji Marka, i gdy dochodzisz do momentów kluczowych o kobietach, ich naturze, jak postępują itd. brał głęboki oddech, który potrwa co najmniej 4 sekundy, z dłuższym wydechem. W ten sposób Marek będzie Cię programował na temat wyglądu rzeczywistości, i to bardzo przyśpieszy Twój rozwój. Uwaga: nie rób tego w momentach gdzie Marek mówi o biedzie, wojnach, rezaniu, konfliktach i małych wypłatach. Pozdro.

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bracia spokojnie.

Szybciej zaleje  foremkę, to szybciej skończy płacić alimenty.

Wróci recyclingiem koło 40+.

Puki młody zbiera doświadczenia, na starość będzie miał do kogo listy pisać.

Jego neurony już zostały z szarpane, a mutacja powoli następuje.

Szok, nie dowierzanie, wyparcie, bunt, melancholia/depresja, powstanie partyzanckie, zagłada i Osobowość nie podległa.

 

  • Like 1
  • Haha 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, SearcherofPerfection napisał:

ale co z tego skoro umysl, dalej jest w matriksie. ( tak jestem z ta kobieta...)

Samo bycie z nią to jeszcze nic złego, ważne kim Ty jesteś w tym związku.

3 godziny temu, SearcherofPerfection napisał:

I co robie teraz ( ide z nia do restauracji, a pozniej bzykanie w mieszkaniu,

Ale kto do kogo przyjechał?!

Kto załatwił miejscówkę?

Kto kto przepraszał i czy w ogóle jakieś przeprosiny były?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@SearcherofPerfection no to dałeś dupy krótko mówiąc. Byłeś wcześniej zbyt pewny siebie i to wszystko poszło zbyt radykalnie, a teraz jak potulny miś idziesz zapięty na łańcuchy cipki. Przykre bo nie dość, że laska ma nie po kolei w głowie to jeszcze idziesz jej stawiać kolację mimo, że zachowała się źle. Niby ją ukarałeś, ale nie postawiłeś granic i poległeś szybko. Jej to nic nie nauczyło, ona nadal nie wiem gdzie są granice. Prędzej czy później odczujesz na swojej skórze konsekwencję.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Oj Panowie, Panowie... nie dał dupy, nic nie przegrał. Po prostu zetknął się z czymś strasznym - ze swoją podświadomością. On wiedział świadomie co jest grane, podświadomość chce przyjemności nie licząc się z konsekwencjami. 

 

Zyski:

 

1. Zrozumiał że przegrywa z własną emocjonalnością, co da impuls do poznania jej i zrozumienia.

 

2. Przegrał rozgrywkę z kobietą, ale wie że przegrał i będzie go to dręczyło. Następnym razem te emocje eksplodują.

 

 

Dopóki jej nie zapłodni albo nie odda chałupy/majątku/auta, to NIC NIE STRACIŁ. Po prostu się uczy siebie, emocji, tego jak działa kobieta. 

 

 

  • Like 14

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, Tornado napisał:

Puki

Tornado, serio taki babol z Twojej strony? Czy specjalnie? Przyznaj się :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Drizzt Dawaj warna, jak szaleć to na maksa. Sam nie wiem. Puki=/= póki (interpreter nie zadziałał) :unsure:

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Cieżko na haju postąpić właściwie, sam tak miałem. Dobrze że ma świadomość jak postępuje.Tylko czekać jak wróci ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

SearcherofPerfection, a weź spróbuj może w tzw międzyczasie poderwać inną dupe ? no weź spróbuj chociaż. Pójdź gdzieś i zabaw się, ale bez napinki. Nie musisz zaliczać, po prostu chodzi o złapanie  "nowego, innego" tematu. Ja tak robiłem, bardzo pomaga uwolnić i przerzucić swoje myśli na inny obiekt i daje trochę dystansu. tylko wiesz, żeby to nie było wyżalanie się jednej dupie na drugą.

Edytowano przez urodzony_w_niedzielę

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Najbardziej mnie rozwala we wszystkich historiach jeden główny i arcyczęsto występujący argument - bo musiałam w domu z dziećmi siedzieć i zajmować się. To po chuj chciałaś dzieci? To się samo wyklucza. A najśmieszniejszy jest pewien schemat. 

1. Miś - chcę mieć dzieci! Zróbmy sobie!
2. Zdradziłam cię bo cały czas tylko bawię dzieci, grzebię w gównach i nic nie mam z życia!
3. (W sądzie) Chcę rozwód bo jego nigdy nie było w domu gdy ja bawiłam dzieci. Kocham moje dzieci!

Dzieci, dzieci, dzieci... Jako karta przetargowa. Zawsze. 

  • Like 8
  • Haha 1
  • Smutny 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez SzatanKrieger
      Zachęcam do dyskusji.
    • Przez tips6
      Witam, doskonale zdaję sobie sprawę że jest tu mnóstwo doświadczonych samców i dlatego proszę o Waszą opinię na temat mojego planu spotkania rozpoznawczego.
      Sytuacja wygląda następująco: do mojego koła naukowego (studiuję) dołączyła dziewczyna która mi się podoba, wydaje się być raczej cicha i/lub nieśmiała, zaprosiłem ją na spacer przez facebook'a i się zgodziła. Zaznaczam że określiłem charakter spotkania jako spacer, a nie randka. Ponieważ rozmawiałem z nią tylko raz jak czekała na autobus planuję lepiej ją poznać właśnie podczas spaceru, ponieważ na razie za mało o niej wiem żeby stwierdzić czy nadaje się na moją dziewczynę.
      Plan jest taki:
      - spacer po centrum miasta (Wrocław), ewentualnie jakieś tereny zielone
      - już na początku spotkania oznajmiam że mi się podoba i chcę ją bliżej poznać
      - znam zasadę 90/10 i zamierzam ją stosować, ale będę się starał rozmawiać głównie o niej np. co myśli, co by zrobiła
      - na seks raczej nie liczę ale guma będzie pod ręką
      Są też pytania:
      - jak z kontaktem fizycznym? nie chcę wyjść na nachalnego/zdesperowanego/nieśmiałego, a przecież to nie randka tylko spotkanie rozpoznawcze
      - czy na koniec spaceru powinienem powiedzieć żeby to ona zainicjowała drugie spotkanie jeśli jej zależy, czy też ja powinienem się tym zająć? nie chcę wyjść na desperata/niezainteresowanego zwłaszcza że dziewczyna jest nieśmiała
      - czy jest sens mówić dużo o sobie, skoro to ją chcę poznać?
      - jeżeli dziewczyna wykaże inicjatywę w rozmowie, to pozwolić jej kontrolować omawiane tematy, czy trzymać ją w garści?
      Oczywiście czytam inne tematy i poszerzam swoją wiedzę, ale w ciągu jednego dnia pewnie nie ogarnę całego forum więc każda rada bądź krytyka mi się przyda.
    • Przez t0rek
      Temat płaczu i wzbudzania poczucia winy u mężczyzny za płacz jego partnerki pojawiał się bardzo często. Tutaj ciekawy artykuł z psychologicznego fanpage'a "Evolutio - Psychoterapia Przez Ciało" - pogrubiłem ważne według mnie fragmenty:
       
      DLACZEGO PŁACZ JEST TAK ZAGRAŻAJĄCY?
       
      Płacz jest najpełniejszym aktem uznania i wyrażenia swojego bólu, bezsilności czy szczęścia. Jest równocześnie żywym świadectwem naszego człowieczeństwa, naszej kruchości i podatności na zranienie, jak i potężnej SIŁY NAPRAWCZEJ, która pozwala uczuciom osiąść, a układowi nerwowo- mięśniowemu przywrócić tonus spoczynkowy. 
      Płacz jest żywy, dotknie w nas tego, co zamarło, znieruchomiało, czy zesztywniało. „Każe” to odczuć, uznać i jeśli jesteśmy W ZGODZIE ZE SOBĄ PŁACZĄCYM: zapłakać. Jeśli nie: łykniemy, zepchniemy do środka i przykryjemy napięciem.
      Pozwolić sobie płakać, to uznać swoje uczucia i zgodzić się na ich przepływ. To stanąć otwarcie i odważnie wobec tego, co we mnie. To otoczyć się czułym ramieniem własnego zrozumienia i troski. To DAĆ SOBIE MIŁOŚĆ, gdy właśnie jej zabrakło.
      Możliwość płaczu jest tak silnie blokowana nie tylko dlatego, że skojarzona jest ze wstydem, czy słabością. Płacz jest wstrzymywany, bo łączy nas z nami samymi w pełni. A objąć pełnię, to OBJĄĆ CIENIE, KRZYWDY I WSTYDY. To objąć i KATA, i OFIARĘ. Objąć siebie. 
      Dlatego tak ważne jest, by obejmować dzieci, kiedy płaczą. By ich szlochające, rozedrgane ciałka miały doświadczenie oparcia w przyjmujących, bezpiecznych ramionach.
       
       
      „JAK TU ZROBIĆ, BY SIĘ NIE ROZPŁAKAĆ”- podstępne obrony
      W trakcie prowadzenia grup ćwiczeniowych obserwuje stale pojawiającą się potrzebę rozmawiania o płaczu. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie oczekiwanie, że porozmawianie o płaczu przyniesie taki sam rezultat, jak popłakanie. W mniejszym stopniu potrzeba „omawiania” dotyczy również innych uczuć, ale płacz jest tym stanem, któremu towarzyszy największa chęć rozmawiania, a nie doświadczania.
      O ile złość budzi wyjściowo dużo oporu, to w trakcie praktyki, obawy topnieją, pojawia się przepływ i możliwość swobodnego wyrażania. Po zakończonym ćwiczeniu pozostaje żywa chęć, by wrócić do tego doświadczenia. Z płaczem jest zupełnie inaczej. Opór wyjściowy jest wysoki i utrzymuje się często przez większość praktyki, skutecznie hamując falę przepływających uczuć. Kiedy człowiek pozwolił sobie zapłakać i popłakać, nawet czując się potem dobrze, nie oznacza to wcale, że przy kolejnej możliwości będzie chciał wrócić do tego doświadczenia. Płacz jest chroniony wysoko zorganizowanym zasiekami, których zwykle nie mamy w kontakcie. Co więcej myślimy, że one są naturalne i niezbędne.
       
      Mam tu na myśli:
      • zaciskanie ust
      • przełykanie śliny
      • wciskanie palców w kąciki oczu
      • nie oddychanie
      • przepraszanie otoczenia
      • zezłoszczenie się na siebie
      • tłumaczenie się
      • ocenianie się
      • i całe spektrum uruchamianych przekonań.
       
      Te wszystkie sposoby służą jednemu: nie rozpłakać się. I wcale nie chodzi tu o niesprzyjające okoliczności, jak przebywanie akurat w pracy czy w metrze. Stwierdzenia: „nie płaczę od lat”, czy „nie płaczę od dzieciństwa” są powszechne. Często tym zdaniom towarzyszy duma i poczucie dobrze wykonanego zadania. Z czasem pojawia się niejasne poczucie straty. Bywa, że stajemy się umęczeni własną kontrolą i ograniczeniami z niej płynącymi. Zwykle też dość dokładnie pamiętamy moment decyzji, kiedy postanawiamy więcej nie płakać.
      I można by pomyśleć: „no i co z tego? Płacz nie jest nikomu potrzebny”. Tylko, że prawda jest zupełnie inna…
      Każde uczucie ma swój kanał ekspresji. Płacz jest głównym kanałem dla smutku. A smucenie się bez płakania (zwłaszcza długoterminowe) staje się procesem tłumienia, prowadzącym do rozpaczy i beznadziei. Smutek to uczucie, które WYMAGA CZUCIA. Mam wrażenie, że smutek, co raz częściej jest omawiany, a nie przeżywany. Stał się permanentnym stanem, obciążającym nas, posępnym i martwym. A smutek tak jak i każde inne uczucie, ma swoją dynamikę, przepływ i bardzo ważną cechę: PRZEMIJALNOŚĆ. Tę cechę obserwujemy u dzieci. One ani nie smucą się bez końca, ani ciągle się nie złoszczą, ani nie są stale radosne. Są w przepływie uczuć, pozwalając na tą zmienność i poddając się jej.
      Stało się tak, że smucenie się przestało być kojarzone z płakaniem, a jeśli już płaczemy, to mamy na myśli kilka niemych łez płynących po policzkach. To jest bardzo ograniczone płakanie. Można je porównać z tym, jakby nadchodziła burza, było ciemno, szaro, błyskało, a na koniec spadło tylko kilka kropli deszczu. Świat dalej zostaje ciężki i duszny.

      Płacz to szloch przy którym brzuch się rusza, z gardła płynął dźwięki, łkamy, broda i ręce się trzęsą, twarz jest mokra od łez, a z nosa cieknie. Zwykle trwa 10- 15 minut (mam na myśli osoby, które regularnie pozwalają sobie płakać), przebiega falami, które nas ponownie wzbudzają, aż dochodzi do uspokojenia, wyciszenia i odpoczynku.
      Po płaczu oddychamy głęboko (spontanicznie, bez udziału woli), twarz jest miękka, gardło rozluźnione, całe ciało delikatnie pulsuje. Pojawia się coś, co nazwałabym wewnętrzną słodyczą: połączenie smutku, z ulgą i ukojeniem. Głowa jest przyjemnie ciężka, myśli spokojnie płyną.
      Można by się zastanowić, dlaczego skoro tak dobrze czujemy się po płaczu, unikamy go, jak ognia?
      Mam wrażenie, że o ile kontakt ze złością daje nam poczucie siły i sprawczości, to przeżywanie smutku oznacza poddanie się uczuciom, które czynią nas bezbronnymi, przypominając o naszej kruchości, o naszej podatności na zranienia i o bólu, którego doświadczyliśmy. Płacząc uznajemy swoją słabość i zależność od innych.
      Czujemy się odkryci.
       
      Jeśli do tego dołączymy przekazy:
      • i co się mażesz...
      • nie ma, co płakać!
      • tylko słabeusze płaczą...
      • płakanie Ci nie pomoże...
      • chłopaki nie płaczą!
      • zaraz dam Ci powód do płaczu!

      I doświadczenia:
      • kiedy w trakcie płaczu byliśmy upokorzeni,
      • gdy widzieliśmy innych ciągle rozpaczających, a bezmiar ich uczuć przykrywał wszystko inne, w tym nas i nasze potrzeby,
      • gdy byliśmy karani za płacz,
      • gdy nie mogliśmy zatrzymać płaczu i narażało nas to na dalsze cierpienia,
      • gdy płakaliśmy w samotności i nie było „do kogo płakać”.
       
      Nic dziwnego, że płacz stał się tak zagrażający.
      Myślę, że jest jeszcze jeden ważny powód. Przeczuwamy, że płacz może połączyć nas z głęboko skrywaną, często zaprzeczoną rozpaczą. O ile czujemy, że nad smutkiem możemy zapanować, tłumiąc go, to pozwalając sobie na głębokie zapłakanie obawiamy się, że dotkniemy rozpaczy otwierając bezdenną studnię, zalewających uczuć. Wierzymy, że kiedy je spychamy, one przestają istnieć. Niestety chroniąc się przed odczuwaniem jednych uczuć, ograniczamy możliwość przeżywania innych, również tych pozytywnych, takich jak radość czy przyjemność.

      Lowen mówi: „Płacz wyraża akceptację naszej ludzkiej natury…”, a to znaczy zgodę na to, że różne rzeczy nas dotykają, bolą i potrzebują być uznane i wyrażone. Pozwolenie sobie na płacz jest aktem potwierdzającym prawo do czucia i przeżywania naszych uczuć. Z jednej strony płacz zbliża nas do bolesnych uczuć, z drugiej pozwala je akceptować, a z czasem, co raz lepiej przyjmować, co z kolei wpływa na zdolność przeżywania uczuć przyjemnych. Lowen bezpośrednio łączy: na ile możesz płakać, na tyle możesz przeżywać przyjemność (w tym tą seksualną), na ile możesz się złościć, na tyle możesz czuć radość.
      Tłumienie uczuć nie jest operacją selektywną. Tłumiąc jedno uczucie wpływamy na inne. Limitując przeżywanie jednych uczuć, ograniczamy możliwość ekspresji innych. Kiedy spłycamy oddech i zaciskamy usta, by się nie rozpłakać, to nie tylko blokujemy kontakt ze smutkiem, ale wpływamy na całą nasza psychofizjologię: począwszy od nastroju, zakończywszy na objawach fizycznych.
      Tłumienie uczuć usztywnia nasze ciało. Powstaje zorganizowany pancerz mięśniowy, który przez lata traktujemy jako swoje najlepsze uposażenie. Zbroja, która kiedyś miała chronić, z czasem staje się ciężarem noszonym każdego dnia, którego sztywność ogranicza oddech, zabiera spontaniczność, a w końcu niszczy żywotność. Właśnie dlatego płacz jest tak silnie ustawiony w konflikcie do obron ego, które pamięta dlaczego powstała zbroja i przed czym miała ochronić. Ego „każe się trzymać”, pozwolenie na płacz oznacza zagrożenie dla sztywności, która kiedyś ratowała przed nadmiernym bólem. 

      Kiedy zaczynamy płakać pojawia się szloch, przepona się porusza więc głębiej oddychamy, wydobywają się dźwięki. To wszystko sprawi, że poczujemy nasz smutek, ten z dziś, a jeśli dotąd był wypierany, również ten z kiedyś.
      Lowen opisuje smutek jako pierwotną utratę obiektu miłości. Coś co było źródłem szczęścia i przyjemności zostaje utracone, stąd pojawia się ból, ale równocześnie towarzyszy temu wspomnienie ciepłych, napełniających uczuć, doświadczania wzajemności, przepływu i bliskości.
       
      I tak używając tego odniesienia wyróżnia:
      • SMUTEK, kiedy wspomnienie dobrych uczuć przeważa nad cierpieniem
      • ŻAL, kiedy ból utraty przeważa nad dobrymi przeżyciami, trudno jest je mieć w kontakcie, trudno wspominać, czy tęsknić.
      • ROZPACZ, kiedy ból dominuje zabierając całkowicie przyjemność, nawet tą wspominaną. To uczucie, gdzie brakuje nadziej, że aktualna sytuacja może minąć, że przyjdzie coś dobrego, że pojawi się nowy „dobry obiekt”.
      Każdemu z tych uczuć należy się uznanie. Każde potrzebuje czasu i miejsca na wybrzmienie. Każde domaga się ekspresji.
      I każde potrzebuje PŁACZU.
      A właściwie to my potrzebujemy płakać, by pozostać żywymi, czującym, po prostu ludzkimi wobec naszych doświadczeń i historii.
       
      Marzena Barszcz
      Psychoterapeuta w Analizie Bioenergetycznej
       
    • Przez Pozytywniak
      Mam nadzieję, że moja historia rozwieje w kilku głowach myśl "jestem z nią, ale nic nie czuję do niej".
      Moja historia, którą opowiem jest najbardziej żenująca i kładąca cień na mnie, kiedy stoję przed lustrem, ale trudno, przeszłości nie zmienię.
      Będzie długo.
       
      Poznałem kiedyś "Kamilę" lat 29 lat. Jestem starszy od niej o 12 lat.
      Kamilę poznałem na klatce schodowej, kiedy wprowadzałem się do nowego mieszkania, była moją sąsiadką. Spodobała mi się z daleka bo i z daleka się z nią przywitałem.
      Po kilku dniach zaprosiła mnie do siebie na herbatę. Usiadłem i zacząłem ją obserwować. I w tym momencie przestała mi się podobać. Miała 156 cm, wyjątkowo krótkie nogi tym samym złe proporcje, szerokie stopy, duże dłonie - dosłownie takie jak moje, miała dużo pieprzów na skórze (takich z włosami), i miała ciężki zapach który mi bardzo nie odpowiadał, małe piersi, dodatkowo jedno oko uciekało jej czasem (jedno oko na Maroko drugie na Kaukaz). Stwierdziłem w głowie, ok. nie będę zainteresowany seksualnie. Odciąłem tą myśl jako o kobiecie z którą mógłbym współżyć. Ona była miła, a ja poczułem litość.
      Wiecie jaka myśl pojawiła się w mojej głowie ? "w niej jest tyle defektów, że jak będziemy mieli dziecko, to ono będzie niepełnosprawne".
       
      Kamilę oceniam na 4/10. 156 cm, szczupła. Wyższe wykształcenie, pochodzi z zapadłej wsi gdzie czas zatrzymał się w 1973 r. zarówno jeśli chodzi o wyposażenie domu i jego obejście. Matka nauczycielka w wiejskiej szkole, ojciec był stolarzem - umarł na raka. Matka ma konkubenta - prosty chłop z kopalni. W domu pojedyncze książki, generalnie oglądanie seriali w TV.
      Kiedy poznałem Kamilę zarabiała 2.800 zł, jeździła starym Seatem i wynajmowała kawalerkę.
      Siebie oceniam na 9/10. 182 cm, wysportowany. Wyższe wykształcenie, pochodzę ze średniego miasta, w domu zawsze było modnie i dość nowocześnie. Matka zajmowała funkcje kierownicze w budżetówce, ojciec prawnik + biznes farmaceutyczny. W domu dużo książek i rozmowy na dość wysokim poziomie.
      Kiedy się poznaliśmy zarabiałem około 20.000 zł, jeździłem VW CC i wynajmowałem 2 pokojowe mieszkanie.
       
      Utkwiło mi w pamięci jak Kamila opowiadała o swoim ojcu, który był dobrym człowiekiem, ale nie chciał wchodzić do domu, tylko siadał na ławce przed nim i mówił "tam mnie nikt nie chce, nie chce mi się tam wchodzić".
       
      Zaprzyjaźniliśmy się z Kamilą, spędzaliśmy ze sobą każde popołudnie, byliśmy nierozłączni. Graliśmy w tenisa, chodziliśmy do kawiarni, do kina, na imprezy, wyjeżdżaliśmy w góry, nad jezioro, na plażę....no właśnie na plaży zauważyłem kiedy się rozebrała do stroju, że z pępka wystają jej czarne włosy o długości 3 cm - okropność. Jak można iść na plaże i nie ogolić sobie tam włosów !
      Na plaży, kiedy była w stroju jej brak właściwych proporcji był jeszcze bardziej widoczny - kaczka. W mojej głowie znowu pojawiła się litość, a jednocześnie ta uspokajająca myśl "dobrze, że nie wpakowałem się w ten związek".
       
      Kamila bardzo się starała, gotowała dla mnie, dzwoniła co chwilę, pisała, pytała co bym dzisiaj zjadł, zawsze była gotowa przebywać ze mną. Czułem, że jest we mnie zakochana. Czas płynął, a my byliśmy wciąż przyjaciółmi - na szczęście, bo naprawdę jej ciało mnie odpychało. Jednocześnie bardzo dobrze się z nią czułem, dobrze nam się rozmawiało, cieszyliśmy się sobą. Kiedy wyjeżdżaliśmy na weekendy np. w góry, zawsze spaliśmy w osobnych łóżkach. 
      W mojej głowie była jeszcze poprzednia kobieta - typ strzelistej modelki, pachnącej i delikatnej.
       
      Po 3 miesiącach tej przyjaźni obydwoje zmieniliśmy pracę i przeprowadziliśmy się do dużego miasta w Polsce. Każde wynajęło osobne mieszkanie po dwóch końcach miasta. Często u niej zostawałem na noc z uwagi na fakt, że godzinę trzeba było jechać od jednego mieszkania do drugiego. 
      Kiedy zostawałem u niej spaliśmy w jednym łóżku, ale nie było ani przytulania, ani seksu.
      Pewnej nocy jednak nagle zaatakowałem. Rozebrałem ją i zaczęliśmy się kochać. Całowaliśmy się, ale nie odpowiadało mi to, całowałem jej ciało, ale nie pasował mi zapach i brak gładkości…i te pieprze z włosami brrr, kiedy zszedłem do cipki i zacząłem całować, myślałem że zwymiotuję z powodu okropnego zapachu. Ledwo dałem rady dokończyć, musiałem się zmusić myśląc o innej kobiecie - tak bardzo fizycznie mi nie odpowiadało. Smród. Ponadto różnica wzrostu również dała się we znaki, szczególnie od tyłu, nosz qrwa kąt nieodpowiedni i co chwile wypadał penis...i te szerokie stopy i miała długie wystające włosy przy odbycie. Jednym słowem dramat. Poszedłem do łazienki nie mogłem patrzeć w lustro na siebie.
       
      Następnego dnia kiedy spotkaliśmy się obróciliśmy to wszystko w żart, nikt nic nie planował, nie rozmawialiśmy o związku, żyliśmy jak do tej pory czyli jak przyjaciele. Nawet zostawaliśmy u siebie i już więcej się nie kochaliśmy. Powiedziałem Kamili, że to był niekontrolowany zryw i nie widzę nas jako para i bardzo mi zależy, żebyśmy nadal byli przyjaciółmi jak dotąd. 
       
      Po kilku miesiącach takiego przyjacielskiego życia w moim życiu zawodowym zdarzył się kryzys i straciłem pracę. Kamila w tym czasie otrzymała propozycję pracy w innym mieście. Zaproponowała mi, żebyśmy razem wynajęli mieszkanie i zamieszkali jako przyjaciele. Zgodziłem się. Zamieszkaliśmy razem jako przyjaciele.
      Jestem dość uporządkowanym mężczyzną, który ma bardzo wyczulony węch, zawsze chodzę modnie ubrany, zawsze ładnie pachnę, pralka, zmywarka, żelazko to podstawowe urządzenia jakich używam. Po jednym dniu koszula obowiązkowo do pralki, ręczniki po użyciu do pralki, higiena nienaganna.
      Kiedy wpakowaliśmy wszystkie nasze rzeczy do szaf, następnego dnia z szafy poczułem dziwny zapach, a wręcz smród. Wącham moje rzeczy – pachną. Wącham rzeczy Kamili – śmierdzą. Piszę smsa do Kamili, że coś jest nie tak z zapachem jej rzeczy. Po chwili otrzymuję odpowiedź „wyjaśnię ci w domu bo trochę się wstydzę”.
      Okazało się, że Kamila jest tak nauczona w domu, że chodzi się w jednej rzeczy kilka dni – więc zapocone, zakurzone, brudne rzeczy odwiesza się do szafy…bo po co to prać.
      Wyjąłem wszystkie jej rzeczy i wrzuciłem do kosza do prania. Nastała era pralki dla Kamili.
       
      Byliśmy wciąż przyjaciółmi, ale spaliśmy razem. Po kolejnym miesiącu coś mi w głowie zaczynało przeskakiwać i zacząłem się zastanawiać „a może to jest to ? może to jest ta miłość, nadal mi nie odpowiada fizycznie, ale może by tak spróbować inaczej tym razem, z rozumem, a nie pożądaniem ja zawsze”?
      No i zaczęliśmy.
      Cieszyliśmy się, tańczyliśmy w kuchni, ja gotowałem, oglądaliśmy filmy w łóżku, ona wciąż mówiła mi jak mnie kocha, zostawiała mi karteczki z seduszkami, przychodziła do domu i dawaliśmy sobie buziaka, poznawaliśmy nowych ludzi, rozmawialiśmy dużo, kupiliśmy mieszkanie które się buduje - ja je zaprojektowałem w środku (zawsze chciałem być architektem, a zostałem prawnikiem), każda koleżanka zachwycała się jaki to jestem przystojny, generalnie byliśmy postrzegani jako ciekawa para.
      Podczas seksu jednak nigdy się nie całowaliśmy z językiem i nigdy nie dotknąłem ustami jej cipki. Nie dałem rady. Pomimo to Kamila była bardzo zadowolona z seksu i mocno szczytowała.
      Ja za każdym razem wiedziałem, że to nie jest to i zaczynałem się zastanawiać jak się z tego wycofać – byłem przerażony, że do końca życia będę z kobietą, która mnie nie pociąga fizycznie. Czujecie to ? Przystojniak i mała brzydula – naprawdę było mi z tym źle. Mój umysł wbił sobie do głowy, że przecież ona taka sympatyczna, uśmiechnięta, dobra i muszę być w sumie jej wdzięczny, że taka dobra osoba jest ze mną, a ja jestem taki niedobry i wykorzystuję dziewczynę, oszukuję i jeszcze wymyślam że śmierdzi. Nie miałem odwagi jej zostawić. Kurwa !
       
      Dzisiaj wiem, że nie była dobra, była toksyczna, bluszcz – mój psycholog mnie uświadomił. Wiecie czego nie zauważyłem ?
      Kiedy zamieszkaliśmy razem Kamila przestała:
      - gotować,
      - prasować
      - przyszywać
      - podlewać kwiatki
      - robić kawę kiedy przychodzili goście
      - robić zakupy
      - zmieniać ręczniki
      - zmieniać pościel
      - piec ciasta
      - ubierać choinkę na Boże Narodzenie
      - dbać o święta
      - kupować kartki na święta
      - myśleć o prezentach dla bliskich
      - myśleć o kwiatach na uroczystości
      - itd., itd. ...
      Wiecie kto to wszystko robił ? Tak, ja.
      To co robiła Kamila ? Przychodziła do domu, uśmiechała się i pytała „co na obiad”? po czym włączała TV i oglądała do zaśnięcia.
      Prosiłem ją wielokrotnie o to, żeby mi ugotowała obiad raz w miesiącu - nie zrobiła tego, uśmiechała się tylko i mówiła, że ja lepiej gotuję. Ja potrzebowałem tego, żeby kobieta mi ugotowała, to dla mnie bardzo seksowne.
      Kiedy ja nie ugotowałem, to po prostu byliśmy głodni.
      Było mi co raz bardziej przykro.
       
      Wiecie co jeszcze robiła ? Zostawiała zakrwawione podpaski koło ubikacji, zdarzało jej się zostawić ślady hamowania w ubikacji po zrobieniu dwójki. Dodam, że na zewnątrz była dobrze ubraną (przeze mnie) panią kierownik eksportu w międzynarodowej korporacji.
       
      Kamila miała też taką fobię: myślała że ją zawieje jak jest otwarte okno np. w sypialni. więc w lipcu kiedy było na zewnątrz 30 stopni spaliśmy przy zamkniętych oknach, a ona jeszcze miała na głowie kołdrę. Jak wchodziłem do sypialni, kiedy ona już spała od 2 godzin i myślałem że padnę z tego jej smrodu lipcowego.
       
      Pamiętam jak wielokrotnie wracałem wieczorem do domu z delegacji, gdzie jechałem PKP 600 km i nikt po mnie nie wyjechał na dworzec, a w domu na moje pytanie czy przygotowała kolację, otrzymywałem odpowiedź „nic nie ma w lodówce”.
       
      Pamiętam jak wybrałem się zimą autobusem miejskim na siłownię (mam tak, że jak mieszkam w mieście to nie używam tam samochodu). Kiedy zakończyłem trening była już noc i nie zdążyłem na ostatni autobus więc zadzwoniłem do Kamili, żeby po mnie przyjechała (10 minut jazdy). Usłyszałem, że nie przyjedzie bo godzinę temu umyła włosy. No to stałem na przystanku z mokrym ciałem bo wcześniej na siłowni wziąłem prysznic, na głowę padał mi śnieg, a ja myślałem, gdzie jest ta kochająca kobieta która tak walczyła o mnie.
       
      Pamiętam jak pojechaliśmy na święta wielkanocne do jej domu, a tam otwarcie mnie zaatakowano słownie, obrażono i nie przeproszono. W związku z tym wyszedłem z jej domu i zapytałem czy Kamila jedzie ze mną ? Pojechała. Zachowała się lojalnie. Nawet opierdoliła matkę za jej zachowanie i tym samym postanowiła ochłodzić relacje z toksyczną matką.
      Tej chęci chłodzenia relacji wystarczyło Kamili na tydzień, po tygodniu zaczęły się ciepłe telefony pomiędzy matką, a córką – i w sumie nie wiedzą o co mi chodzi. Od tego momentu Kamila spędzała każde święta z mamą – nie ze mną, tylko ze swoją mamą. Czujecie to ?! Przychodzi Boże Narodzenie, a Kamila nie pyta mnie czy chcę aby ona została, tylko pakuje się i jedzie do mamy, a ja siedzę w Wigilię sam i patrzę w ścianę.
       
      Pewnego dnia Kamila przekazała mi informację, że jej kuzynka, która mieszka w USA i ma tam męża oraz dwójkę małych dzieci - zrobiła loda koledze, ale uważa że to nie jest zdrada bo nie było penisa w pochwie. Kamila opowiadała mi to jak coś normalnego i w sumie to ona nie widzi w tym nic nadzwyczajnego i faktycznie jej zdaniem: to nie zdrada.
      Zdębiałem i zacząłem podniesionym głosem mówić jej, że ma natychmiast zawiadomić męża. Usłyszałem, że przesadzam bo przecież nic się nie stało. Powiedziałem jej, że zarówno kuzynka jak i Kamila nie mają kręgosłupa moralnego i są siebie warte. Zero moralności.
       
      Tak mnie już obrzydzała i fizycznie i psychicznie, że co raz częściej zasypiałem niby przypadkiem na kanapie, nie chciałem spać w tym smrodzie z nią.
       
      Pewnego dnia Kamila miała imprezę integracyjną w firmie. Ok. poszła jak zawsze – nigdy nie robiłem z tym problemu.
      Tego dnia o północy kiedy ona była jeszcze na imprezie wyszedłem na spacer po mieście. Poszedłem tam i tu, wstąpiłem do nocnego po wodę, usiadłem na ławce i patrzyłem w niebo. Postanowiłem, że wrócę już do domu. Idę.
      Przed sobą nagle widzę zakochaną parę, która idzie w tym samym kierunku. Pomyślałem, ale im dobrze. Ona go trzyma w pas, on ją za ramię. Ona kładzie głowę na jego ramieniu, on bawi się jej włosami. Myślę, trzeba przyśpieszyć i ich wyprzedzić, idą w tym samym kierunku. Podchodzę bliżej i widzę, że to moja Kamila.
      Myślałem, że umrę, ale wytrzymałem. Zwolniłem i szedłem za nimi tak z odległości 3 metrów. Nie odwrócili się ani razu. Szedłem za nimi 10 minut. Słuchałem jak się kochają, jak mówią do siebie kotku, żabko.
      Kiedy miałem już dosyć tych informacji postanowiłem ich wyprzedzić.
      Podczas wyprzedzania spojrzałem na Kamilę i powiedziałem „cześć Kamila”. Natychmiast się puścili.
      Ona powiedziała „kolega odprowadza mnie do domu”, a on powiedział jedynie „o kurwa”.
      Nic nie zrobiłem, przyśpieszyłem, wszedłem do domu i zacząłem się pakować.
       
      Koniec historii.
       
      Pomijam inne aspekty jakie każdemu przyjdą na myśl: np. niska samoocena - chociaż na poziomie świadomym oceniam siebie jako mocarza.
      Tak wiem, powiedział mi to psycholog na terapii: spotkał pan wyjątkowo sprytną, toksyczną kobietę.
      Moja rada dla Braci: jeśli ciało mówi wam "nic z tego nie będzie, nie pachnie ci, nie ten dotyk, nie te włosy", to nie tłumacz sobie, że może jakoś to będzie, bo będzie tylko ranienie się nawzajem. Uciekaj zanim się zaangażujesz emocjonalnie.
    • Przez t0rek
      Jakość video taka sobie, ale ciekawe tematy poruszają w lajtowy sposób. Przy okazji przykład świadomych kobiet.
  • Kto przegląda   0 użytkowników

    Brak zalogowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.