Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Przemo

Kredyt hipoteczny, małżeństwo, przyszłość - co poradzicie?

Recommended Posts

Szanowni Bracia, Wysoki Marku!

 

Potrzebuję porady...

Razem z partnerką planujemy zakup działki i budowę domu. To jest nasze wspólne marzenie od lat.

Oboje mamy swoje mieszkania o porównywalnej wartości (oczywiście z kredytami hipotecznymi). Obecnie mieszkamy w moim mieszkaniu, a jej mieszkanie wynajmujemy.

Generalnie idea jest taka, aby sprzedać jej mieszkanie (aby mieć na wkład własny), rozpocząć procedury odnośnie kredytu hipotecznego, znaleźć odpowiednią działkę i rozpocząć budowę domu. Po przeprowadzce do nowego domu sprzedać moje mieszkanie i nadpłacić wzięty kredyt.

 

Problem niestety mamy ze zdolnością kredytową partnerki. Ona zarabia połowę tego co ja. Przy liczeniu zdolności kredytowej w przypadku nieformalnego związku, każda strona musi dysponować zdolnością na udźwignięcie raty kredytu (liczy się to jako dwa osobne gospodarstwa domowe). W jej przypadku nie ma takiej opcji, by jakikolwiek bank udzielił jej takiego kredytu.

 

Teoretycznie rozwiązaniem byłoby sformalizowanie związku (czyli tfu, tfu małżeństwo), wtedy zdolność kredytowa byłaby liczona na jedno gospodarstwo domowe i kredyt bez problemu uzyskamy.

Ale ja, skrupulatny czytacz i słuchacz Marka, osoba z natury ostrożna i rozważna - wiadomo, że nigdy nie pchałem się i nie pcham się w idiotyczną instytucję małżeństwa. W tej sytuacji mam ciężki orzech do zgryzienia.

Oczywiście zastanowiłbym się nad ślubem (jeśli miałby to być tylko głupi papierek) w momencie, gdy wcześniej spisalibyśmy intercyzę. Niestety intercyza powoduje, że zdolność kredytowa małżonków znowu jest podzielona na dwa oddzielne gospodarstwa... I kółko się zamyka.

 

Dlaczego wspominam o intercyzie? Owszem oboje dysponujemy mieszkaniami o podobnej wartości rynkowej. Ale w moim przypadku dochodzi do tego samochód wartości ok. 30 tyś. PLN i sprzęt RTV, AGD o wartości ok. 30 - 40 tyś. PLN. Zarobiłem na to latami ciężkiej pracy i nie jestem skory do oddania tego na poczet "miłości" i związku.

 

Czy ktoś z Was wie, jak wyjść z tej patowej sytuacji?

Mimo wszystko wziąć ten ślub i zacząć realizację właściwie jedynego największego marzenia? Czy definitywnie odmówić ślubu i... wymienić partnerkę na taką z lepszą zdolnością kredytową? 😆 (taki żarcik - musiałem ;) )

 

 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Poczekać. Cierpliwości.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może ty weź kredyt i kup ziemię, a ona niech za swój kredyt zbuduje dom ;)

  • Like 1
  • Haha 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zarabiasz 2x tyle co ona i chcesz się wjebać we wspólny kredyt hipoteczny?

Czy to trolling?

 

 

Powiem Ci bierz ślub koniecznie bez intercyzy, potem wspólny kredyt i bąbelki.😂

 

Dobra tak na poważnie to skoro macie swoje mieszkania to zacząć odkładać i mieć chociaż na działkę. Może pomyśleć nad domem z rozsądnym metrażem a nie od razu 250m.

Tak czy srak ja bym się nie pchał w takie coś.

1 godzinę temu, Przemo napisał:

Dlaczego wspominam o intercyzie? Owszem oboje dysponujemy mieszkaniami o podobnej wartości rynkowej. Ale w moim przypadku dochodzi do tego samochód wartości ok. 30 tyś. PLN i sprzęt RTV, AGD o wartości ok. 30 - 40 tyś. PLN. Zarobiłem na to latami ciężkiej pracy i nie jestem skory do oddania tego na poczet "miłości" i związku.

Auto i sprzęt RTV traci na wartości szybko to nawet nie jest główny problem małżeństwa w twoim przypadku. Zarabiasz dwa razy tyle a po ślubie twoja wypłata to WASZA kasa. Na bank wpłacałbyś więcej do kredytu, wszak miś ty masz tyle a ja taka biedna myszka. 😂 A potem pyk rozwód i połowa majątku myszki a wniosła 20% albo i mniej. 

1 godzinę temu, Przemo napisał:

Czy ktoś z Was wie, jak wyjść z tej patowej sytuacji?

Tak:

1 godzinę temu, Przemo napisał:

wymienić partnerkę na taką z lepszą zdolnością kredytową? 😆 (taki żarcik - musiałem ;) )

 

1 godzinę temu, Przemo napisał:

Mimo wszystko wziąć ten ślub i zacząć realizację właściwie jedynego największego marzenia?

Leć po pierścionek. xD 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spróbowałbym uderzać w rozwiązanie pośrednie:

 

Twoje sprzęty i samochód - zostają.

Sprzedajesz swoje mieszkanie, masz na wkład własny.

Kredyt bierzesz sam na siebie. Nie idziesz w ogóle z nią do banku.

Wprowadzacie sie na czas budowy do jej mieszkania - jakoś dacie radę tam przesiedziec skoro je wynajmujecie.

 

Wprowadzacie sie do nowego domu - sprzedajecie jej chatę, i spisujecie umowę jaką kwotą ona spłaca część chaty u notariusza w razie chęci podziału kiedyś.

 

Pozdro!

Edited by Exile
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hajtac się, by dostać kredyt na dom... Ale jaja...🤣

  • Like 3
  • Haha 6
  • Sad 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kilka spraw jest do omówienia.

Po pierwsze, jest słaby moment na budowę. Jest problem z materiałami, jest problem z wykonawcami - lepiej kupić coś gotowego. Budowa domu to bardzo poważny projekt. Jest takie powiedzenie, że pierwszy dom należy budować dla wroga, drugi dla przyjaciela, a dopiero trzeci dla siebie. To dlatego, że liczba błędów, które można popełnić przy budowie domu jest ogromna. Możesz przeczytać wszystkie numery Muratora, dziesiątki forów, a i tak coś będzie Ci potem wadzić. Oszczędź sobie nerwów, bo i tak Twój wymarzony i skrojony na miarę dom okaże się po pewnym czasie niedoskonały.

 

Kolejna sprawa - na moje oko po prostu na razie Was/Ciebie na to po prostu nie stać. W mojej ocenie banki dość liberalnie wyliczają zdolność kredytową, więc jeżeli w tym zakresie nie ma sporego luzu, to ja bym odradzał. Sugeruję poczekać rok lub dwa, aż Twoje zarobki wzrosną na tyle, abyś mógł pociągnąć ten projekt samodzielnie. I wtedy to będzie Twój dom. Nie bardzo wiem, czym się zajmujesz i na ile jest to realne, ale takie rozwiązanie jest imho lepsze dla Ciebie. Mówiły jaskółki, że niedobre są spółki. Zwłaszcza z myszkami, nawet tymi innymi niż wszystkie. Powiedz, please, widzisz realne szanse na samodzielne pociągnięcie projektu 'dom'?

  • Like 9
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Przemo napisał:

Generalnie idea jest taka, aby sprzedać jej mieszkanie (aby mieć na wkład własny), rozpocząć procedury odnośnie kredytu hipotecznego, znaleźć odpowiednią działkę i rozpocząć budowę domu. Po przeprowadzce do nowego domu sprzedać moje mieszkanie i nadpłacić wzięty kredyt.

Pomijając fakt łączenia interesów z partnerką, który jest wg mnie niedopuszczalny bo możesz sobie po prostu spierdolić dalsze życie, ale ja nie o tym:

 

Jak dla mnie to macie tutaj zamiar przeinwestowania i ryzykowne lub wręcz żadne planowanie budżetu.

 

Trzeba to policzyć:

 

1. Ile % pensji netto wynosi teraz rata jej kredytu?

2. Ile % Twojej pensji netto wynosi teraz Twoja rata?

3. Ile % Waszych połączonych dochodów będzie wynosiła rata za działkę i dom?

4. Ile kosztów pochłonie budowa ponad kwotę kredytu?

 

Jak dla mnie to realizacją tego wieloletniego marzenia wpędzicie się w długi.

Do obliczeń nie wziąłem w ogóle: kosztów stałych utrzymania, kosztów zachcianek partnerki (co Ty myślisz, że na 3 lata będzie żyła na placu budowy? A wakacje? A wyjazdy? A wesele? A randki?) no i oczywiście kosztów potencjalnego bombelka.

 

Jestem na grube nie dla tej inwestycji bez wcześniejszego dokładnego biznes planu.

 

Mówię o kwestiach czysto finansowych, w ogóle tu nie uwzględniam tego, że np. partnerce odjebie w międzyczasie i Cię porzuci w środku budowy i np. wymiksuje się jakoś z kredytu.

 

Bo jednak trzy lata bujanie się w błocie, cemencie i długach nie było jej marzeniem a to będzie Twoja wina, bo Ty tego dobrze nie policzyłeś i jej nie wybiłeś tego z głowy.

5 minut temu, Jerzy napisał:

Sugeruję poczekać rok lub dwa, aż Twoje zarobki wzrosną na tyle, abyś mógł pociągnąć ten projekt samodzielnie. I wtedy to będzie Twój dom.

Słusznie.

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Weź pod uwagę, że w chwili GDYBYŚCIE nawet wzięli ślub to np. auto pozostaje Twoją własnością i przy ewentualnym rozwodzie nie jest liczone jako majątek wspólny. Majątek nabyty przed zawarciem związku małżeńskiego zostaje Twoją własnością. Chyba, że przepiszesz auto na myszkę, albo sprzedasz, wtedy hajs z auta jest już wspólny. 

Ogarnij tak jak to pisał jeden z braci powyżej:
Sprzedaj swoje mieszkanie i kup ziemie na siebie. Przeprowadzicie się do laski i zbierajcie na budowę. W razie "W" masz działkę a budowę możecie zacząć w dogodnym momencie. Co nagle to po diable. Dobrze policzcie sobie czy udźwigniecie to, bo jak ktoś wspomniał przez te parę lat budowy dojdą wakacje, imprezy rodzinne, sobie tez będziecie chcieli coś kupić...
LUB 
Najlepiej tak jak Pisał @Jerzy uzbieraj trochę, zwiększ zarobki (jeśli to możliwe) i sam to pociągnij, nikt Ci nigdy niczego nie zabierze bo będzie całkowicie Twoje. A nawet jak wpadniesz jednak na ten idiotyczny pomysł ze ślubem (już po wybudowaniu domu) to nadal on zostaje Twoją własnością o ile nie wpadniesz na drugi głupi pomysł - przepisać go lasce.

Edited by masculum
  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Przemo napisał:

 Obecnie mieszkamy w moim mieszkaniu, a jej mieszkanie wynajmujemy.

Nie napisałeś jak wygląda podział kosztów związanych z mieszkaniem i wasz budżet domowy na chwilę obecną. Chodzi mi o to my.

Po równo, Ty płacisz więcej? Co się dzieje z pieniędzmi, które uzyskujecie z wynajmu jej mieszkania? Idą do wspólnego budżetu, czy może Twoja partnerka dysponuje nimi wg swojego widzimisię?

 

 

Bierzesz pod uwagę zakup niewielkiego domku z działką i jego remont? Dom pod miastem? W mieście? Na wsi?

Pytanie podstawowe: chcesz mieć z nią dzieci?

 

Dlaczego o to pytam?

Mam znajomego, rozwodnik, ma dzieci z poprzedniego małżeństwa. Związał się z dużo młodszą od siebie i nadal atrakcyjną panią,  ma z nią dwójkę dzieci, mieszkają razem w JEGO domku, bez żadnego ślubu. Obserwuję ich od kilku już lat i jak na razie z zewnątrz wygląda na to, że są zgodną i udaną parą.

 

Jedno, co jako kawaler mogę napisać, cytując Ala Bundy`ego (tego od serialu):

Don`t marry!

  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Exile napisał:

Sprzedajesz swoje mieszkanie, masz na wkład własny.

Kredyt bierzesz sam na siebie. Nie idziesz w ogóle z nią do banku.

Wprowadzacie sie na czas budowy do jej mieszkania - jakoś dacie radę tam przesiedziec skoro je wynajmujecie.

 

Wprowadzacie sie do nowego domu - sprzedajecie jej chatę, i spisujecie umowę jaką kwotą ona spłaca część chaty u notariusza w razie chęci podziału kiedyś.

Bardzo dobra porada.

Zastanów się nad nią, bo już teraz ona pozwoli Ci lepiej spojrzeć na te marzenia o domu.

1. Policz o ile wzrosną Twoje miesięczne raty przy założeniu, że sprzedajesz swoje mieszkanie i sam zaczynasz projekt działka+dom.

2. Sprawdź czy jesteście w stanie udźwignąć domowy budżet gdy zabraknie w nim kasy z wynajmu jej mieszkania (gdy zaczniecie tam mieszkać, na czas budowy domu, nie będzie przychodu z wynajmu, a nadal trzeba będzie płacić ratę kredytu za mieszkanie + drugą za działkę i dom).

3. Policz sobie ratę kredytu w przypadku gdybyście chcieli kupić dom gotowy do wprowadzenia się. To powinno lepiej pokazać Ci jaki tak na prawdę budżet powinieneś założyć. Przy budowie jest mnóstwo kosztów ukrytych. Poczytaj sobie poniższy link gdzie gość fajnie to pokazuje:

https://www.pigout.pl/budowlanka/ukryte-koszty-przy-kupnie-domu/

(mam nadzieję że wrzucenie linka nie jest problemem - jeśli jest proszę o info to usunę)

 

4. Notarialna umowa współwłasności jest (w Waszym przypadku) lepsza niż intercyza. Obie osoby są zabezpieczone co do swej wartości którą wkładają.

Problemem jest tylko druga kwestia, co jeśli np. Myszka po 3 latach walki na budowie dojdzie do wniosku że ona to myślała że będzie inaczej (raczej Labrador i podlewanie kwiatków w ogródku, a nie zaprawa, stan deweloperski i brak mebli). Są pary którą są "uwiązane" w takim projekcie na dobre, bo żadna ze stron nie jest w stanie "spłacić" drugiej strony, a sprzedaż "rozgrzebanej" budowy, żeby znów wrócić na swoje własne mieszkania w kredycie też nie jest realna (bo wartość mniejsza). To jest dopiero dramat.

 

  • Like 3
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, Przemo napisał:

AGD o wartości ok. 30 - 40 tyś. PLN

Czy to jest wartość zakupu / na fakturze?

Jeśli tak, to wartość rynkowa może 40% tego.

4 godziny temu, Przemo napisał:

jeśli miałby to być tylko głupi papierek

Nie, to nie jest tylko głupi papierek.

 

Niektórzy stracili oszczędności życia, inni poszli pod most.

To dla niej może być "tylko głupi papierek" a dla Ciebie wyrok.

 

Przemyśl to. Stanowczo odradzam.

Posłuchaj się Szanownego @exile. Mądrze i sprytnie!

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Przemo napisał:

Czy ktoś z Was wie, jak wyjść z tej patowej sytuacji?

Mimo wszystko wziąć ten ślub i zacząć realizację właściwie jedynego największego marzenia?

Ja wiem jak wyjść z tej sytuacji, zmień marzenia.

Sam dobrze zarabiam, mam własne, duże mieszkanie i ani mi się śni z żadną panią wchodzić w jakiekolwiek układy.

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

@Imiennik

 

Mam podobnie.. może nie zarabiam kokosów ale mając 3 pokoje w dużym mieście mam jakiś odruch obronny, że przyjdzie żmija i zabierze. ;) 

Edited by nesq
  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Macie 2 niespłacone kredyty mieszkaniowe, chcecie (kto tak naprawdę chce ? ? ) się wjebać w trzeci, większy kredyt.

 

Czysta głupota.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Typowa sytuacja 

 

Jest Myszka , jest Myszek. 

 

Myszka - połączmy siły, bedzie lepiej ! 

Myszek - good plan, razem raźniej,  pociągniem ten wózek ! 

 

mija 3 lata

...

 

Myszka - to nie to 

Myszek - braciasamcy,pl 

 

 

 

  • Like 5
  • Thanks 1
  • Haha 11

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, SSydney napisał:

Zarabiasz 2x tyle co ona i chcesz się wjebać we wspólny kredyt hipoteczny?

Czy to trolling?

 

 

 

Auto i sprzęt RTV traci na wartości szybko to nawet nie jest główny problem małżeństwa w twoim przypadku. Zarabiasz dwa razy tyle a po ślubie twoja wypłata to WASZA kasa. Na bank wpłacałbyś więcej do kredytu, wszak miś ty masz tyle a ja taka biedna myszka. 😂 

Taki kredyt to na lata, więc sytuacja może się zmieniać. Kiedy  z żoną braliśmy kredyt to ja- miś- zarabialem więcej niż myszka i to ja długo więcej wkładałem do raty (ona dała mieszkanie jako wkład)- to tak apropo s "brata", który w innym temacie pisał, że to moja żona kupiła mi dom- jednak kilka lat temu sytuacja się zmieniła i to ona zarabia więcej, więcej wkładając do raty (na szczęście to jeszcze tylko 3 lata).

Warto więc patrzeć szerzej, nie tylko na to kto DZIŚ zarabia więcej ale też czy partnerka ma perspektywy na awans, nie wiem kończy studia, robi specjalizacje itd.

Kredyt na dom, to decyzja na lata.

Edited by Nocny Konwojent
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, Przemo napisał:

Szanowni Bracia, Wysoki Marku!

 

Potrzebuję porady...

Razem z partnerką planujemy zakup 

Czy tylko ja skończyłem czytać w tym miejscu?

 

Co do jakichkolwiek kolektywów majątkowych mam jak Hitler do Żydów i Słowian.

 

Tam w tytule jeszcze coś o ślubie....

  • Like 1
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 minut temu, Nocny Konwojent napisał:

Taki kredyt to na lata, więc sytuacja może się zmieniać.

No właśnie tylko jak przewidzieć czy zmieni się na lepsze czy gorsze? 

20 minut temu, Nocny Konwojent napisał:

tylko na to kto DZIŚ zarabia więcej ale też czy partnerka ma perspektywy na awans, nie wiem kończy studia, robi specjalizacje itd.

Brat napisał bardzo mało szczegółów, więc oparłem się na statystyce, w której niestety ale to misie wkładają więcej. Może być taka sytuacja jak u Ciebie a może się stać jak u brata @Maximus różnie to w życiu bywa.(Fajnie, że dobrze Ci się układa, gratuluję z całego serca)

20 minut temu, Nocny Konwojent napisał:

Kredyt na dom, to decyzja na lata.

Dlatego trzeba się mocno zastanowić czy warto i przemyśleć wszystkie scenariusze, szczególnie te najczarniejsze. 

Jak mówi prawo Murphiego:

"Jeżeli jest szansa 1/100, że coś się spierdoli to na pewno się spierdoli". 😂

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przerabiałem ten temat. Zbudowałem dom, bo wiecie, wizja domu z białym płotkiem i ogródkiem po którym biega gromadka dzieci, udziela się też facetowi na haju hormonalnym, niezależnie od wieku....

Finał był dla mnie i tak bardzo szczęśliwy bo:

- nie ożeniłem się z Panią

- nie wpisałem jej na hipotekę jako współwłaściciela - dodam, że ogromny kredyt w CHF był na mnie i tylko ja spłacałem jego raty... Pańcia wniosła nakłady w wys. ok. 15 % wartości całości

 

Każda awantura domowa kończyła się wypominaniem powyższych dwóch punktów. Przy rozstaniu dowiedziałem się od niej i jej rodziny, że połowa domu jej się należy bo tam mieszkała 2 lata...

 

Wnioski:

Kredyt w całości był na mnie, więc po rozstaniu i notarialnym spłaceniu nakładów Pańci na wspólne lokum zostałem z wielkim domem i wielkim kredytem, ale wolny i z możliwością decydowania co zrobię...

Dom sprzedałem.

Gdybym wziął wspólny kredyt lub wpisał partnerkę na hipotekę, to byłbym zablokowany z decyzjami a na dodatek Pańcia by powiedziała: jak Ci się nie podoba to się wyprowadź... 

Nie była inna niż wszystkie  zanim się wyprowadziła to mi wykrzykiwała, że się nie wyprowadzi i nic jej nie zrobię, bo jest zameldowana i matki z dzieckiem nie eksmituję...

 

Ważne kwestie:

Bank nie ma sumienia: jedna ze stron nie spłaca to nie interesuje banku - odpowiadasz solidarnie

Masz "wspólnika" na nieruchomości - nie zrobisz żadnego sensownego ruchu, bo może Cię blokować skutecznie.

Zazwyczaj decyzje o rozporządzaniu nieruchomością (sprzedaż, wynajem) zapadają w niekorzystnych, konfliktowych momentach...

Kredyt na 30 lat to kajdany, bardzo ciężkie - warto się zastanowić czy konieczne, czy masz na to środki teraz i będziesz miał w kolejnych 30 latach spłacania...

 

W Twojej sytuacji widzę parę analogii do błędów, które popełniłem, z tym, ze Ty jeszcze masz je ew. przed sobą...

 

Oceńcie realnie jak sugerują Bracia powyżej:

 

Czy stać WAS na ten kredyt teraz i w przyszłości...

 

Budowanie to minimum 2 lata dużej traumy dla związku a głównie dla osoby bardziej zaangażowanej w ten proces - w tym przypadku, to będziesz raczej Ty...

Być może dowiesz się, że "Ty na nic już nie masz czasu, ciągle rozdrażniony wracasz z tej budowy" etc.

 

Poza tym : Nie da się określić dokładnie kosztów budowy. Uwierz mi - wybudowałem 2 domy i za każdym razem budżet się rozjechał pomimo ogromnej dyscypliny kosztowej.

Po prostu się nie da. Aktualnie mój sąsiad buduje dom i na etapie stanu surowego po roku jest już 20 % poza budżetem bo wzrosły koszty ludzi i materiałów. A stan surowy to 30 % wartości inwestycji...

Największe wydatki dopiero przed nim.

 

Dla zobrazowania pomyśl, że przy byle domu za 1 mln. pln - 20 % to kolejne 200 tys. pln.... 

 

Ale może tym razem będzie inaczej a ona jest inna niż wszystkie.... :) :) :) 

 

Pozdrawiam

 

  • Like 5
  • Thanks 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

NIGDY NIE BIERZ KREDYTÓW Z KOBIETĄ!

Pamiętaj, że dla niej to 1000 razy mniejsze obciążenie psychiczne niż dla Ciebie i totalnie nie traktuje tego jako zobowiązanie. 

"Zakocha się" w kimś i spuści Cię w kiblu razem z tym domem i ratami (banku nie interesuje kto będzie płacił raty, mają być płacone).

 

Moja nawet roku nie wytrzymała. One nie maja poczucia oszczędności, wstrzymania się z wakacjami chociaż w rok po zakupie lokum itd. Maja to gdzieś. Ma być.

Uwierz mi, weź lepiej krechę na siebie i dom na siebie.


Been there done that.

 

I jeszcze raz:

NIGDY NIE BIERZ KREDYTÓW Z KOBIETĄ!

 

Aha, i biorąc z nią ten kredyt i kupując chatę dałbym sobie za nią rękę uciąć.

Edited by Mattmi
  • Like 7
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Przemo, nigdy nie pozbywaj się własnego mieszkania, by w przyszłości nie zostać potencjalnym bezdomnym. Nigdy. A z domem się wstrzymaj do czasu, gdy sam go będziesz w stanie kupić. Ja bym tak zrobił.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, SSydney napisał:

No właśnie tylko jak przewidzieć czy zmieni się na lepsze czy gorsze? 

Brat napisał bardzo mało szczegółów, więc oparłem się na statystyce, w której niestety ale to misie wkładają więcej. Może być taka sytuacja jak u Ciebie a może się stać jak u brata @Maximus  

Jak mówi prawo Murphiego:

"Jeżeli jest szansa 1/100, że coś się spierdoli to na pewno się spierdoli". 😂

Oczywiście, trzeba to wszystko przemyśleć od A do Z a i tak jest szansa że się zesra. Dlatego nie namawiam, tym bardziej że z opisu wynika, że dla brata i jego kobiety ten dom, to apogeum możliwości finansowych i każde, nawet deliktne potknięcie może skutkować katastrofą.

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 minut temu, Maniek napisał:

Kredyt w całości był na mnie, więc po rozstaniu i notarialnym spłaceniu nakładów Pańci na wspólne lokum zostałem z wielkim domem i wielkim kredytem, ale wolny i z możliwością decydowania co zrobię...

Dom sprzedałem.

Gdybym wziął wspólny kredyt lub wpisał partnerkę na hipotekę, to byłbym zablokowany z decyzjami a na dodatek Pańcia by powiedziała: jak Ci się nie podoba to się wyprowadź... 

Nie była inna niż wszystkie  zanim się wyprowadziła to mi wykrzykiwała, że się nie wyprowadzi i nic jej nie zrobię, bo jest zameldowana i matki z dzieckiem nie eksmituję...

Moja historia wybitnie podobna, tyle że u mnie był i kredyt i nieruchomość na nas oboje. 

Teraz najlepsze - od samego początku przez swoje niskie dochody miała problem w zostaniu współkredytobiorcą, więc ja cisnąłem, że wezmę ten kredyt sam.

Wtedy jej MAMUSIA wyjechała - weźmiesz sam to później ja wyrzucisz ! Tylko, że mamusia nie wiedziała, że ja bym wtedy krechę wziął sam, a chatę wspólnie, bo taki byłem jej pewny.Wyobraźcie sobie w jak czarnej dupie byłbym w tej chwili......

 

Koniec końców krechę przepisaliśmy na mnie, chatę notarialnie na mnie + spłaciłem jej wkład i ARRIVEDERCI. 

Mam teraz potężną chatę na 1 osobę i jest zajebiście.

 

NIGDY NIE BIERZCIE KREDYTÓW Z KOBIETAMI!

 

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

1. nie żeń się 

2. patrz pkt 1 

3. patrz pkt 2 

 

 

Co tu więcej gadać ? 

 

Jesteś masochistą to bierz sobie ślub i co was łączy niech kredyt Was nie rozdzieli  - i tu się kurła zdziwisz bo jak coś nie wypali  (masz nie wiem.. 20% szans ze będzie spoko* ? ) to lądujesz powykrzywiany psychicznie, z zobowiązaniami finansowymi = wrak

 

Skoro 20% szans ze jest ok  - hipotetycznie *

to 80% szans, ze się zjebie.

 

jak masz tą rosyjską ruletkę z rewolwerem i jednym nabojem na 6 komór.. to ile to szans ze trafisz .. 16,67% ? 

 

Panie - masz 16,67% że masz kulke w łeb - przystawiasz pistolet ? 

Panie - masz 80% szans, że się zjebie w tej sytuacji - wchodzisz all-in ?

 

 

*

to moje prywatne wyliczenia, zbieżność osób i danych zupełnie przypadkowa 

 

 

 

 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Miraculo
      Gubernatorzy dwóch stanów, Nowego Jorku i  Kalifornii.  Anrew Cuomo oraz Gavin Newsom  podpisali rozporządzenia wykonawcze umożliwiające wzięcie ślubu poprzez wideokonferencje. W Kalifornii urzędnik hrabstwa będzie online łączył się z wybrankami, ci muszą znajdować się w tym samym stanie. Dodatkowo wymagany jest przynajmniej jeden świadek. Przyszli małżonkowie będą musieli wylegitymować się, a akt zawarcia małżeństwa będzie im wysłany mailem. W stanie Nowy Jork cały projekt nosi nazwę "Project Cupid". Zniesiono w ten sposób wcześniejszy akt podpisany przez Cuomo w którym stało, że małżonkowie muszą stawić się w urzędzie osobiście żeby dokończyć ceremoniał. Opracowano stronę Internetową dostępną pod adresem nyc.gov/Cupid or cityclerk.nyc.gov. która ma być podobno dostępna w 11 językach. 
      Warto nadmienić, wskaźnik małżeństw pikuje.W 2018 roku osiągnął najniższą wartość od kiedy wzięto się za katagolowanie, tj od 1867 roku. W 2018 wyniósł 6.5 związków na 1000 osób. Dla porównania w rekordowym roku 1946 było to 16.5 małżeństw na 1000 ludzi. 
       
      Źródła
      https://www1.nyc.gov/office-of-the-mayor/news/299-20/mayor-de-blasio-speaker-johnson-project-cupid-
       
      https://www.gov.ca.gov/2020/04/30/governor-newsom-signs-executive-order-on-marriages/
       
      https://www.nationalreview.com/news/u-s-rate-of-marriage-at-lowest-point-ever-recorded-report-finds/
    • By maggienovak
      Ograniczam aktywność na forum w postaci zmniejszenia ilości postów, komentarzy.
      Oczywiście z chęcią będę czytać wpisy, które będą warte (subiektywnie rzecz ujmując) uwagi i "przycupnięcia" na moment.
      Mam sentyment do tego forum, choć moje poglądy nie są całkowicie spójne z filozofią popularyzowaną w tej przestrzeni.
      Podzielę się się z Wami jakie małe zmiany u mnie nastąpiły.

      1. Wracam do roli gospodyni.
      Pisałam o tym, że wśród znajomych byłam znana jako "u Gosi się dobrze zje i napije". Bardzo obraziłam się na ten wizerunek. Dosłownie obraziłam.
      Od dwóch lat moje spotkania ze znajomymi sprowadziły się do ilości 0. Wkurzało mnie to, że męskie grono znajomych widziało we mnie wyłącznie taką śmiszną znajomą ze wsi, która jest chodzącą orkiestrą. Od dwóch miesięcy praktycznie mężowi nie gotowałam, bo również w domu strzeliłam focha na tę rolę (również to zachowanie było dyktowane chęcią wskrzeszenia w mężu jakiegokolwiek innego zainteresowania mną, niż żona, kucharka).
      Przez koronaświrusa prawie dwa miesiące spędziłam na wsi, codziennie gotowałam, wróciłam do zajęć w ogrodzie. Z powrotem to polubiłam. Chyba po prostu to "moje".
      Takie mam po predyspozycje, idzie mi gotowanie, kwiotki mi rosną i tyle.
      Planuję wrócić do domowych biesiad, których to będę organizatorem.

      2. Ja jako kobieta.
      Tu jeszcze w ciul roboty. Taki plus, że psycholog uzmysłowiła mi oczywiste rzeczy :
      Po prostu muszę wybrać : albo całą uwagę, kasę, wręcz większość czasu poświęcam na wyrobienie wyglądu z obecnego kanonu piękna albo poświęcam kasę, uwagę, czas na moje cele (w tym przypadku można jedynie prowadzić skromne codzienne dbanie o siebie, a odpierdalanie się na bóstwo trzeba zostawić na kilka razy w roku). Tym bardziej mam takie usposobienie, które no cóż, nie wzbudza tsunami pożądania u mężczyzn.
      Raczej nie będę na co dzień zrobioną Kardashianką, która ogarnia pracę na wsi, dom, pracę na etat, robienie studiów, a w przyszłości dzieciaki.
      Wiem, że w moim przypadku wszystko się rozbija o poczucie własnej wartości.

      3. Seks.
      Jest przynajmniej 2 razy w miesiącu. Dzięki Bogu libido mi spadło, to się tak nie męczę przy takiej częstotliwości. Godzę się z faktem, że mąż chyba tak po prostu ma. No cóż, nie chce tak "czerpać ze źródełka" to trudno. Jego problem. Być może kiedyś będę miała fajny seks, a może nawet somewhere else.

      4. Forum a życie/rzeczywistość.
      Kilka wpisów kiedyś mnie naprawdę dotknęło. Wyrobiłam sobie złotą zasady interpretacji tego, co tutaj przeczytam :
      1) jestem dorosła, więc dlaczego czyiś komentarz ma wpływać na moje samopoczucie?!
      2) są tutaj różni ludzie, którzy przeszli różne rzeczy, mają prawo na subiektywizm
      3) to forum jest z założenia dla facetów, więc mogą oni tutaj wypisywać co chcą (oczywiście w ramach regulaminu)
      4) skoro jestem wierna mężowi, ma seksik, obiad, mój śmiech, to co mnie tutaj powinno zaboleć?
      5) to tylko przestrzeń internetowa, która nijak powinna wpływać na moje życie. Nie czerpię zysków, nie buduję wizerunku/marki w necie, więc jak to może wpływać na moje życie?

      Dzięki tej stronie poznałam fajnych ludzi, którzy pomogli ogarnąć swój łeb, była bezinteresowna pomoc w postaci rozmów.
      Mi pozostaje robić swoje.

      Pozdrawiam
      Gosia
    • By dyletant
      Na kanwie wielu lat doświadczeń, przyszło mi zobaczyć wielu rzeczy których wcześniej nie widziałem i zrozumieć, to czego dotąd nie rozumiałem.
       
      Kiedy w życiu codziennym dzieliłem się swoimi poglądami, ludzie zazwyczaj reagowali niezrozumieniem, dyskredytowali mnie w dalszej opinii lub dystansowali się do mnie - dlatego postanowiłem zrobić mały spis treści, dla początkujących, którzy nie są pewni co do dam które poznają i które ich oczarowują i z którymi chcą się wiązać.
       
      Miłość... do mnie bardziej przemawia haj hormonalny, bo jak wiemy... komputer nie składa się tylko z części - uruchamia go system, czyli szereg zachodzących w nim procesów, złożonych w podzespołach.
      A więc do rzeczy.
       
      Kobiety bardzo skrupulatnie dbają o tajemnice i nie czują wstydu w chwili gdy powinno się go czuć - nawet kiedy złapiesz je za rękę na zdradzie - czują że po prostu wpadły, nie analizują czy zrobiły coś nie tak - po prostu winni są ci, którzy ją nakryli.
      Dlatego to co dla nas jest moralne - dla nich jest furtką do przemycenia czegoś.
       
      Etapy jakie można zaobserwować u płci przeciwnej już od najmłodszych lat, oraz sprawy na które trzeba zwrócić uwagę podczas wiązania się z jakąkolwiek kobietą:
       
      - relacje jej rodziców oraz sposób w jaki żyją -> jeśli są rozwiąźli - dziecko wychowane w takim domu dostaje predyspozycje aby również być rozwiązłym, ponieważ w wieku nabywania wzorców, chłonie zachowania najbliższych jak gąbka
      - relacje z byłymi partnerami oraz orbiterami -> mogą być nimi ex lub całkiem nowi/nieznani panowie, jednak dla niej wzbudzający wystarczająco dużo zaufania aby im się oddać (najlepiej to zauważyć w okresie urodzin/świąt/sylwestra)
      - słabość do błyskotek -> partnerka gromadzi rzeczy i robi z nich ołtarzyk, w moim przypadku były to także prezenty od jej eks-partnera
      - kolczyki, tatuaże -> świadczą o kompleksach, mają na celu zakrycie szpetnych (jej zdaniem) partii ciała i zwrócenie na siebie uwagi poprzez kontrowersje - o kolczyku w języku chyba nie muszę pisać)
      - nowa i seksowna bielizna -> której nie widzisz na ciele partnerki, ale widzisz w jej garderobie (najczęściej przeznaczona dla kogoś innego)
      - nadmierne dbanie o swój wygląd -> w sytuacji kiedy jej na to nie stać albo kiedy mówisz jej wprost, że podoba ci się taka jak jest (przedłużanie rzęs, fitness, spa, solarium, zakupoholizm)
      - głupawe koleżanki/samotne madki którym nie wyszło -> jeśli ich wpływ jakkolwiek ingeruje w wasze relacje, to świadczy to o niedojrzałości partnerki, ponieważ wasz związek to wasze pomyłki i nauki
      - skłonność do nadużywania alkoholu -> często to tylko kieliszek na rozluźnienie, potem drugi jak śpisz, a gdy się budzisz okazuje się że nie am butelki. Bardzo często jest to spowodowane nadużywaniem alkoholu w rodzinnym domu.
      - ukrywanie treści rozmów, kontaktów (komunikatory etc...) -> każdy ma prawo do swobodnej wypowiedzi z kim chce - dziwne tylko, że najbardziej zabiegają o to osoby, których relacje po jakimś czasie sprawiają zawód innym.
       
      To tylko ogólne znaki rozpoznawcze, których się nauczyłem podczas wieloletnich batalii.
      U jednych są to "paranoje", podczas gdy u innych są to granice nie do przekroczenia, dlatego największy nacisk kładłbym jednak na konfrontacje z rodzicami.
       
      Z jednej strony można się przekonać w jaki sposób jest przedstawiany i traktowany mężczyzna w rodzinnym domu (będziesz tak samo traktowany), a także dowiedzieć się czy roszczenia wobec przyszłego zięcia nie są zbyt wygórowane.
      Zazwyczaj założenie drugie jest konsekwencją pierwszego - wtedy należy przeanalizować wkład drugiej strony i sens związku. Jeśli to tylko ty masz być wołem - należy się ewakuować.
       
       
      Jednym słowem, jeśli zachodzą sytuacje a dodatkowo masz ku temu przesłanki, w których twoja intuicja podpowiada ci, że nie czujesz wymierności tego co dajesz i robisz w związku, to na pewno jest coś -
      o czym twoja partnerka ci nie mówi: należy to zweryfikować w trybie natychmiastowym.
       
      Kobiety:
      a) wykorzystują słabości mężczyzn
      b) wykorzystują zasoby mężczyzn
      c) wykańczają ich emocjonalnie - żerując na nich, a także narzucając im wymagania pokroju szantażu, co bardzo często w sposób powolny doprowadza do ich agonii.
       
      Miałem kolegę, który się zapił na śmierć (40 lat) - okaz zdrowia, ale od czasu urodzenia dziecka, miał strasznie suszoną głowę przez teściów u których mieszkali. Jego praca, była niestety mobilna, toteż nieobecność dawała znakomitą okazję do tworzenia romansów. Jego żona notorycznie poddawała się podpuszczeniom własnej siostry, oraz matki - ojciec nie miał w domu nic do gadania - był od robienia. Jego żona, skumulowała w sobie jego negatywne cechy - oczywiście tylko i wyłącznie na potrzeby usprawiedliwienia swojej niewierności - po czym wyszła z propozycją rozwodu i zamieszkała z kim innym. Od kiedy pamiętam, facet starał się o częste widzenia z synem, był do niego przywiązany, a ta marna kobieta rozbiła szanse na normalny związek, wplątując zazdrość i osobę trzecią...
      Na pogrzebie każdy się od niej odsuwał, ale ona sama miała swoją teorię śmierci mojego kolegi a swojego męża  - problem trwał od dawna.
       
      Nie było by w tym niczego dziwnego, gdyby to były sprawy otwarte, o których się mówi i które zobowiązują płeć przeciwną do lojalności, wierności i wdzięczności pod warunkiem kary - ale tak niestety u nas nie jest (chyba że udowodnisz komuś zdradę ale nawet wtedy kara jest zdecydowanie mniej adekwatna do zniszczeń psychicznych).
       
      Kobiety mają na celu 2 rzeczy:
      1. Od młodości dobrze się bawić czyimś kosztem.
      2. Kiedy już minie im ochota na zabawę - założyć rodzinę, czyli złapać kogoś w swoje sidła i próbować żyć dwoma podpunktami naraz - mówię tu o większości, nie o wszystkich.
       
      Są doskonale przekonane o swojej wyjątkowości, z punktu widzenia biologicznego - natura ulokowała nas w pozycji podrzędnej, chociaż zdarzają się przypadki, w których to samica wręcz prosi o kopulowanie z samcem, jednak z powodu nadmiernej ilości adoratorów - zdarza się to stosunkowo rzadko.
       
      O samotnych matkach nie będę nawet pisał - bo forumowa statystyka pokazuje, że to bardzo zły wybór, który generuje dodatkową frustracje u mężczyzn z dobrymi intencjami.
       
      W jednej ze swoich audycji Marek powiedział coś, co pokrywa się z moim poglądem wobec osób, które lubieżnie czyhają nad czyimś ulem (metafora!).
      Od wielu lat, przez pewną kobietę odcinałem się od znajomych, którzy mieli z nią kontakt ale nieoficjalnie. Oczywiście że to głównie jej wina = suka nie da - pies nie weźmie, ale jeśli masz kumpla którego dupa cię adoruję - to licz się z tym że jeśli kumpel o tym nie wie, a się dowie o odwzajemnionym impulsie wobec jego partnerki - kumpla nie będziesz miał - a on związku prawdopodobnie też.
      Czy dużo tracisz?
      Na pewno w swoim środowisku możesz stracić wszystko, ale nie musisz. Jeśli otaczasz się debilami bez zasad, a można to zaobserwować bardzo szybko - to nie, jeśli są to mądrzy ludzie to tak. Ale nie oszukujmy się...
      Nikt też nie będzie darzył zaufaniem (o szacunku już nawet nie wspomnę) kogoś kto za plecami sięga po jego.
    • By Perun82
      39 proc. Polek miało tylko jednego partnera, a 16,5 proc. Polaków jedną partnerkę. "To niedobrze, bo ta blisko połowa kobiet nie ma bladego pojęcia, do czego jest stworzone ich ciało, co potrafi, co mogłyby przeżywać" - mówi Katarzyna Miller
       
      https://kobieta.onet.pl/kiedy-kobieta-ma-wielu-kochankow-wywiad-z-katarzyna-miller/nx56sk6
       
      I wszystko jasne
    • By tomekbat
      Zapraszam panie i panów do komentowania artykułu z WP. Biedna uciemiężona patriarchatem kobieta dostała ultimatum od męża, że ma pracować, a jeśli nie chce pracować to niech urodzi dziecko. Właściwie to z przyjemnością przyjęła patriarchat gdy mąż ją utrzymywał... ale kto by tam zwracał uwagę na szczegóły, wiadomo, że to mąż tłamsi potencjał kobiety i nie pozwala jej się rozwijać  
       
      @Androgeniczna @deomi 
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.