Jump to content

Recommended Posts

Idą ciekawe czasy. To wszyscy wiemy. 

W związku z niekorzystnymi zmianami w naszej części świata, jakie podejmujecie przedsięwzięcia? Czy też realizację jakich celów odkładacie na "spokojniejszy czas"?
Do jakich zmian dochodzi w Waszych strategiach finansowych, zawodowych, edukacyjnych, życiowych?

Co zmieniam :
- od marca miejsce zamieszkania. Kończę z wynajmem w centrum miasta, uciekam do rodziców na wieś. Jak ceny dalej będą iść w górę, to własne poletko ratuje w jakimś stopniu kieszeń. Przy okazji w jakimś stopniu zwiększymy pulę oszczędności;

Nadal czego się trzymam :
- wstrzymanie się z budową domu (ok.80-100m2). Ceny materiałów są dla mnie na ten moment abstrakcją. Nie wiadomo, czy faktycznie surowców brak, czy obecna sytuacja w budowlance to czysta spekulacja. O kredycie hipotecznym nawet nie chcę myśleć. Działka jest, jej sprzedaż nastąpiłaby w sytuacji wyłącznie kryzysowej;
- wstrzymanie się z zakładaniem rodziny;
- studiowania 

Mam za mało oszczędności, by rozważać różne inwestycje np. kupno kolejnej ziemi, zabawa w kryptowaluty, kruszce. 

U rodziców założyliśmy panele fotow., dokupiono kolejne agregaty, w przyszłym roku zrobimy ziemiankę. Myślę o wykopaniu kolejnej studni, ale ostatni kosztorys jednego czarodzieja od wykopów głębinowych mnie zatkał. 
Myślałam o piecu chlebowym, ale znając mojego ojca nie wpuści obcego fachowca, a nie mam serca ojca obciążać wykonaniem pieca. Tata sam zrobił wędzarnię, grill, może ja postudiuję budowę pieców chlebowych. Ostatnio młodszy brat (elektryk) uczy mnie podstaw elektryki. :) 
Problem mam ze spiżarnią w garażu z płyt betonowych. Ciągle jest tam wilgoć. Ocieplono garaż, jest wentylacja w spiżarni, sprzęty i akcesoria do zbierania wilgoci. Myślę o tym, by w niej trzymać wyłącznie produkty pasteryzowane (słoiki, nalewki), a zimowe przechowywanie warzyw z jesiennych zbiorów umiejscowić w ziemiance. Spiżarnię może należy profesjonalnie odgrzybić (choć nie widać grzyba na ścianie i półkach).
Na razie z tym mam zagwozdkę. 

Nie jestem rekinem biznesu, więc chociaż zabezpieczę się poprzez umiejętności, które przydadzą się na życiu na wsi, choć obawiam się zielonych...
Zamkną/zakażą hodowle zwierząt, zabiorą ogródek poprzez śmieszne ustawy, rozporządzenia, więc będę głodować lub jeść byle co, jak miastowi (z całym szacunkiem, od kilku lat urzęduję przecież w mieście :) ). 

  • Like 23
Link to post
Share on other sites
  • Replies 301
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

Idą ciekawe czasy. To wszyscy wiemy.  W związku z niekorzystnymi zmianami w naszej części świata, jakie podejmujecie przedsięwzięcia? Czy też realizację jakich celów odkładacie na "spokojniejszy cz

Bierze mnie już po prostu na rzyganie jak czytam kolejne wysrywy kobiet i mężczyzn przed 30stką którzy skamlą jak im to nie jest źle, o Jezu w jakich to czasach nie żyją i co to się teraz stanie, o Bo

Żadnych. "W mętnej wodzie łowi się najlepsze ryby". Studiuję, uczę się języków, staram się jak najwięcej czytać.  Źle podchodzisz do tego co się dzieje. Widzisz tylko zagrożenia za

Ciekawy temat.

Myślę, że warto starać się być, jak najbardziej niezależnym i uczyć się różnych przydatnych rzeczy, a nie skupiać się na jednej dziedzinie. Dawniej ludzie byli dużo bardziej multizadaniowi. Większość mężczyzn potrafiła w zasadzie wszystko samodzielnie naprawić w domu, kobiety też znały się na wielu rzeczach, a nie tylko jak nałożyć tapetę na twarz. Teraz wielu jest świetnych specjalistów w jakiejś wąskiej dziedzinie, no ale poza tym to mają problem ze zrobieniem sobie herbaty 😃.

 

 

Ja w przyszłości mam zamiar przeprowadzić się całkowicie na wieś. Obecnie na wsi spędzam częściowo letnie miesiące, a zima w mieście. Mieszkanie na wsi to moje marzenie od lat. Pierwsze 6 lat życia wychowywałam się na wsi i to był najlepszy czas ever. Do dzisiaj uwielbiam otwarte przestrzenie i nie lubię za długo siedzieć w małym pomieszczeniu.  

 

Mieszkając na wsi, mając nawet niewielki kawałek ziemi można być naprawdę w dużej mierze samodzielnym. Część jedzenia można sobie wyhodować, a jak ktoś się poważnie weźmie za temat, to może być w tej kwestii samowystarczalny. Woda ze studni- w zasadzie raz się inwestuje, a ma się dostęp do darmowej wody i do tego dużo lepszej jakości niż ta z kranów. 

Opał we własnym zakresie- mając las mamy za darmo. Poza tym niektóre gatunki drzew bardzo szybko rosną. 

Nad resztą rzeczy też można pokombinować, zresztą można się wymieniać z innymi ludźmi. 

Myślę, że własny kawałek ziemi to w takich czasach najlepsze rozwiązanie. Ewentualnie emigracja do krajów o jakiś ciepłym klimacie. Też fajna opcja. Ale nie każdy chce zostawiać bliskich, ja na przykład bym nie zostawiła. 

  • Like 3
Link to post
Share on other sites

Kupić broń i nauczyć się jej używać. 

Zainwestować w siebie, treningi z użyciem ciężaru ciała, biegi, zaczynać od bardzo krótkich, ćwiczenia też krótkie serie i progresywnie zwiększać a to czas lub dystans, a to ilość powtórzeń.

 

Ciało to nasz najlepszy, najwierniejszy przyjaciel. Trzeba o nie dbać, zrobić badania od czasu do czasu, warto się odrobaczyć jeśli się ma zwierzaki (90 procent ludzi będzie mieć pasożyty od zwierząt), a leki ziołowe kosztują (ao przynajmniej kosztowały) dosłownie... Parę złotych. 

 

Kup dobre książki i edukuj się, kup za parę złotych notatnik i zapisuj wszystkie swoje cele z datą realizacji i rób małe kroki. Nie myśl o "kiedyś", zrób malutki krok który przybliży do celu, tj poczytanie o tym, zapytanie mądrej osoby itd. 

 

Pogadanie z rodziną, sąsiadami "co robić w razie gdyby...".

 

Przygotowanie butelek ze szmatkami i pełny kanister w pobliżu, co by zrobić szybko i sprawnie koktajle Mołotowa.

 

W braku amunicji przeciwczołgowej ludność cywilna powinna przygotować sobie do walki z czołgami niezawodne butelki samozapalające, którymi łatwo i bezpiecznie można unieruchomić nieprzyjacielski czołg. Najlepiej do tego celu wziąć półlitrową butelkę cienkościenną - od wódki lub octu - i napełnić do 2/3 dowolną mieszaniną łatwopalną (benzyna, nafta, ropa, denaturat, benzol, aceton w dowolnym stosunku). Do butelki trzeba ostrożnie dolać kwasu siarczanego. Tak napełnioną butelkę szczelnie zakorkować i zabezpieczyć lakiem, pakiem, świecą od przenikania. Następnie sporządzić należy mieszaninę kalichloricum (wziąć z apteki, składu aptecznego, mydlarni) z pudrem cukru mniej więcej dwie trzecie na jedną trzecią. Czubatą łyżkę tego proszku rozsypać na mocnym, niemoknącym papierze (natron, pergamin) wielkości 40 na 40 cm. Jeżeli takiego proszku nie można sporządzić, wystarczy użyć chloran. Zrobić z tego szczelnie zamkniętą torebkę i przykleić lub mocno przywiązać u samej szyjki butelki. Butelkę owinąć sznurkiem z pętlą, przy czym trzeba pamiętać, że pętla powiększa rzut o 10 m kosztem celności. Butelki należy przechowywać o ile możności nie oddzielnie, lecz w skrzyniach najlepiej monopolowych po 25 sztuk, gdyż są bardzo czułe na wstrząsy. Przypadkowe rozlanie płynu na sam papier, a tym bardziej z proszkiem, powoduje niezwłoczny wybuch. Zwykłe rzucenie butelki na czołg lub bruk wśród maszerującej piechoty daje wynik podobny do granatu "Filipinka".

 

"Biuletyn informacyjny", sierpień 1944

 

Trochę z innej beczki, ale warto zacząć od siebie, potem sprzęt, ekwipunek, zapasy itd. 

  • Like 2
  • Thanks 1
  • Haha 4
Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, maggienovak napisał:

Idą ciekawe czasy. To wszyscy wiemy. 

W związku z niekorzystnymi zmianami w naszej części świata, jakie podejmujecie przedsięwzięcia? Czy też realizację jakich celów odkładacie na "spokojniejszy czas"?
Do jakich zmian dochodzi w Waszych strategiach finansowych, zawodowych, edukacyjnych, życiowych?

Co zmieniam :
- od marca miejsce zamieszkania. Kończę z wynajmem w centrum miasta, uciekam do rodziców na wieś. Jak ceny dalej będą iść w górę, to własne poletko ratuje w jakimś stopniu kieszeń. Przy okazji w jakimś stopniu zwiększymy pulę oszczędności;

Nadal czego się trzymam :
- wstrzymanie się z budową domu (ok.80-100m2). Ceny materiałów są dla mnie na ten moment abstrakcją. Nie wiadomo, czy faktycznie surowców brak, czy obecna sytuacja w budowlance to czysta spekulacja. O kredycie hipotecznym nawet nie chcę myśleć. Działka jest, jej sprzedaż nastąpiłaby w sytuacji wyłącznie kryzysowej;
- wstrzymanie się z zakładaniem rodziny;
- studiowania 

Mam za mało oszczędności, by rozważać różne inwestycje np. kupno kolejnej ziemi, zabawa w kryptowaluty, kruszce. 

U rodziców założyliśmy panele fotow., dokupiono kolejne agregaty, w przyszłym roku zrobimy ziemiankę. Myślę o wykopaniu kolejnej studni, ale ostatni kosztorys jednego czarodzieja od wykopów głębinowych mnie zatkał. 
Myślałam o piecu chlebowym, ale znając mojego ojca nie wpuści obcego fachowca, a nie mam serca ojca obciążać wykonaniem pieca. Tata sam zrobił wędzarnię, grill, może ja postudiuję budowę pieców chlebowych. Ostatnio młodszy brat (elektryk) uczy mnie podstaw elektryki. :) 
Problem mam ze spiżarnią w garażu z płyt betonowych. Ciągle jest tam wilgoć. Ocieplono garaż, jest wentylacja w spiżarni, sprzęty i akcesoria do zbierania wilgoci. Myślę o tym, by w niej trzymać wyłącznie produkty pasteryzowane (słoiki, nalewki), a zimowe przechowywanie warzyw z jesiennych zbiorów umiejscowić w ziemiance. Spiżarnię może należy profesjonalnie odgrzybić (choć nie widać grzyba na ścianie i półkach).
Na razie z tym mam zagwozdkę. 

Nie jestem rekinem biznesu, więc chociaż zabezpieczę się poprzez umiejętności, które przydadzą się na życiu na wsi, choć obawiam się zielonych...
Zamkną/zakażą hodowle zwierząt, zabiorą ogródek poprzez śmieszne ustawy, rozporządzenia, więc będę głodować lub jeść byle co, jak miastowi (z całym szacunkiem, od kilku lat urzęduję przecież w mieście :) ). 

 

Jestem pod wrażeniem, tak rozsądnego podejścia. :)

 

Oczekuj najlepszego, ale bądź przygotowany na najgorsze. Uzyskanie maksymalnej niezależności od systemu może być przydatne.

Jednakże, nie warto popaść w prepersowską paranoję. Dywersyfikacja metod pozyskiwania zasobów i środki do ich ochrony. 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, maggienovak napisał:

- wstrzymanie się z budową domu (ok.80-100m2). Ceny materiałów są dla mnie na ten moment abstrakcją. Nie wiadomo, czy faktycznie surowców brak, czy obecna sytuacja w budowlance to czysta spekulacja.

Poczekasz jeszcze trochę to zobaczysz ile będzie pustostanów...bez właścicieli.

 

Będzie jak w Sami Swoi, będziesz wybierać chatę do zamieszkania...

Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, maggienovak napisał:

W związku z niekorzystnymi zmianami w naszej części świata, jakie podejmujecie przedsięwzięcia? Czy też realizację jakich celów odkładacie na "spokojniejszy czas"?

 

Żadnych.

"W mętnej wodzie łowi się najlepsze ryby".

Studiuję, uczę się języków, staram się jak najwięcej czytać. 

Źle podchodzisz do tego co się dzieje.

Widzisz tylko zagrożenia zamiast szans, jakie mogą się otworzyć w czasie pęknięć i przełomów.

W czasach stagnacji nie masz większych szans na duży awans społeczny.

Czasy niepewne, czasy zmian, to są czasy kiedy odważni, wiedzący co zrobić ze swoim życiem ludzie, mają szansę wypłynąć (albo zginąć w czeluści historii w masie tych co podjęli ryzyko i się im nie udało).

 

Odpowiedni mindset to widzenie szans, a nie ciągłych problemów i zagrożeń. "Problem" to wyzwanie, szansa na nauczenie się czegoś nowego, a nie "problem".

 

Cytat

Problem mam ze spiżarnią w garażu z płyt betonowych.

 

czytaj - moim wyzwaniem jest zaplanowanie co zrobić ze spiżarnią z płyt betonowych, która znajduje się w domu rodziców.

 

Fortuna jest kobietą i odtrąca tych, którzy nie bywają zuchwali; dlatego też jako kobieta ulega najczęściej młodym, którzy nie grzeszą oględnością, lecz rozkazują jej butnie i śmiało - jak mawiał Machiavelli. Nie rozkminiaj za dużo a działaj.

 

Cytat

Do jakich zmian dochodzi w Waszych strategiach finansowych

 

Nadchodzi spowolnienie gospodarcze lub kryzys, do tego dopadł mnie Nowy Wał. Rozbicie firmy na 2 podmioty, z myślą o sprzedaży, którą stagnacja w pozyskiwaniu klientów może utrudnić.

Musze to głęboko przemyśleć bo myślałem, że jeszcze te pół roku gospodarka lepiej pociągnie, a już widzę pierwsze objawy lipy.

Ale głowa do góry - jeśli ja tego nie zdealuje nikt tego za mnie nie zrobi, nie wymyśli.

 

Cytat

zawodowych,

 

Pilnie się uczę aby w razie czego przeskoczyć w inną branże. Nie chodzi o pieniądze ale odnoszę wrażenie, że życie pokazuje mi, iż to, że to co teraz robię zaczyna mnie nużyć i nie daje mi frajdy, to podświadomość mówiąca - stary czas na coś nowego.

 

Olbrzymim plusem mojego nowego pomysłu jest to, iż od 3, niezależnych od siebie osób, usłyszałem "to nie może wyjść", "nie ma na to miejsca", "ta nie zrobi biznesu nikt z Europy", "byłem ciężko jest wytrzymać".

O to chodzi.

Smart Money (i Brains ;) ) wchodzą tam, gdzie wszyscy mówią, że to bez sensu.

 

Cytat

edukacyjnych,

 

Języki, języki i jeszcze raz języki, Żadne certyfikaty ale żeby się dogadać.

Studia, może zacznę jeszcze jedną podyplomówkę z tematu, który może mi się bardzo przydać.

 

Cytat

życiowych?

 

2-3 lata na ogarnięcie kobiety do LTRa, jeśli nie odpuszczam i z kwiatka na kwiatek.

Mega się cieszę, że przed COVIDem się rozwiodłem, bo w tych czasach trzeba być agile (zwinnym), a nie z gderająca babą u szyi.

Dziękuję Bogu, że obecnie jestem singlem po 30stce.

 

Brak kobiety powoduje, iż np. nie boję się bankructwa czy turbulencji finansowych - gdybym został bez grosza pod dach weźmie mnie rodzeństwo, mogę pomieszkać u rodziców, a z Panią na głowie byłby tylko podwójny problem.

 

Inna sprawa, że szukam kobiety, która jak jej powiem "słuchaj, przeprowadzamy się bo widzę świetną okazję" nie zacznie gderać, skamleć, i narzekać, że to czy tamto. Takiej która lubi i chce się uczyć i którą kręci parcie do przodu w życiu oraz rozumie, że jak nie pojedzie 3 razy do roku na wakacje, a obróci tą kasą mądrze, to za kilka lat kupi sobie hotel. Dlatego umysłowe emerytki nie są dla mnie :D 

 

Oczywiście to marzenie ściętej głowy bo takie kobiety nie istnieją ale lepiej spędzić życie w pogoni za czymś co Ci odpowiada niż spędzić je z gderliwą babą, która dogina Cię do ziemi.

 

;) 

 

Edited by niemlodyjoda
  • Like 10
  • Thanks 5
Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, maggienovak napisał:

Nadal czego się trzymam :
- wstrzymanie się z budową domu

 

11 godzin temu, maggienovak napisał:

- wstrzymanie się z zakładaniem rodziny;

 

Lekko się uśmiechnąłem: zacna strategia, madame! 

Strategia - nie robić, wstrzymywać się. Trudna sztuka. Człowiek idzie i by tak sobie dom postawił, ale mówi: aaa, nie, poczekam. 

 

O ile poprzednio się uśmiechnąłem, to tutaj już szczerzyłem w pełni kły:

11 godzin temu, maggienovak napisał:

U rodziców założyliśmy panele fotow

Kto założył i za czyje?

11 godzin temu, maggienovak napisał:

dokupiono

 

11 godzin temu, maggienovak napisał:

Ocieplono

Kto dokupił i ocieplił i kto za to zapłacił?

 

Jak to mówią młodzi: KMWTW. Kiedyś był tu taki słownik... :)

 

A @niemlodyjoda jak zwykle w formie. Tam na Dagobah naprawdę dobrze żyją i prawią.

Mam tak samo - nie zmieniam nic. Osobiście: pracuję, zarabiam, podróżuję - pisząc to patrzę na targane wiatrem palmy w porannym słońcu. Mam już wszystko, czego mi potrzeba do szczęścia. Jarają mnie dokonania osobiste w zakresie sylwetki, zdrowia i formy, zwłaszcza, że widzę, że można - ostatnio wpadł mi na fb film pięćdziesięciolatka robiącego elegancji slow ring muscle up. Można? Można, tylko trzeba się trzymać i nie zamulać z piwkiem na grilliku. 

Języka obcego nadal się uczę, żeby w moim podróżowaniu mieć stałą bazę, drugie miejsce stałego pobytu w ciepłym klimacie, na zasadzie bardziej "jak u siebie". Znam doskonale angielski i komunikatywnie niemiecki, ale chcę mówić z miejscowymi po swojsku. Umieć załatwić coś urzędowo, a może i użyć tego też zarobkowo.

Mam plan nic nie zmieniać - moją przyszłością i radością (poza szczęściem z siebie samego) są dzieci. Nadal cisnę i będę cisnął na naukę, zwłaszcza języków. To oni mają mieć jak najwcześniej wybór - wybór, żeby nie musieć pracować i zarabiać za wszelką cenę w Polsce. Świat ma rzutkim i wartościowym więcej do zaoferowania.

No i wreszcie będę po rozwodzie - skala korzyści z tego przekracza ramy postu.

 

Podsumowując: nic nie zmieniam, robię swoje i uważam, żeby robić to dobrze. 

Jedyna zakładana zmiana "preperska" to to, że na wiosnę założę ogródek warzywny.

(Jest to hobby godne najlepszych. Po zdaniu władzy Dioklecjan namiętnie hodował warzywa w Spicie (podobno nawet odwołał się do tych doświadczeń po namowach do ponownego objęcia władzy zjeździe w Carnuntum). Zdobywca Konstantynopola, Mehmed II, też był namiętnym ogrodnikiem i hodowcą warzyw. :) )

Dlaczego? Po części, żeby wykorzystać przydomową ziemię inaczej niż na trawnik, po części żeby spróbować czegoś nowego. Sytuacja życiowa mnie nie zmusza do oszczędności, ale jeśli tym sposobem można żyć lepiej (pewność pochodzenia, uprawy, bliskość źródła) i taniej, to żadną oszczędnością nie pogardzę, bo pamiętam zawsze czasy, gdy zarabiałem kilkaset złotych miesięcznie, przez co do każdej ilości pieniądza odnoszę się z pokorą i szacunkiem.

 

  • Like 3
  • Thanks 3
Link to post
Share on other sites

@maggienovak młoda dupa jeszcze jesteś, więc jak by co to nie dramatyzuj. A niezależnie od tego, jak bardzo będziesz spinać poślady i tak kiedyś zgaśnie światło i będzie bez znaczenia co zrobiłaś i czego nie zrobiłaś. Tak samo jak nie ma znaczenia, że nie istniałaś zanim się urodziłaś. To bardzo zmienia perspektywę i nastawienie, tylko nie każdy ma możliwość tego w pełni doświadczyć, żeby zrozumieć. I wcale to nie spycha w "nicnierobienie".

 

Co do "ciekawych czasów" to właściwie jak tak zerknąć, każda generacja ma swoje. Trzeba się trzymać sprawdzonych reguł, działających od czasów jaskiniowych. Zawsze działają umiejętności i kontakty społeczne. Przygotowanie się na przyszłość to i tak ruletka. Jedni dobrze obstawią i się ustawią a reszta będzie sobie mniej lub bardziej żyła. Wprawdzie z dokumentów różnych wpływowych gremiów jakiś tam obraz się wyłania i ma on twarz brzydką dla jedwabnika i zupełnie znośną dla elit. Jedwabnik będzie miał reglamentację wszystkiego na różne sposoby - tak kosztowe jak i "koncesyjne". Sporo rzeczy przeskoczy w warstwę nieosiągalnych ale zakładana redukcja populacji sprawi że będzie luźniej. Podsuwa to samo w sobie pewne posunięcia. To wszystko ma się odbywać w rzeczywistości zerowego, a nawet ujemnego wzrostu gospodarczego (tzw. zrównoważony rozwój) więc żeby grały wskaźniki, potrzebna będzie konkretna inflacja. Preludium tego mamy obecnie. Sprzęty znów będzie się naprawiać, w gospodarstwie domowym będzie trzeba prawie wszystko umieć zrobić. Miasta raczej staną się miejscami nie do zniesienia dla wielu o dotychczasowej naturze mieszczucha (ja). A tak to będziemy patrzeć na bieżąco. W końcu po coś hominidy dostały inteligencję ;)

 

A póki co - w marcu br. wynieśliśmy się z żoliborskiej wawki na wiejskie zadupie. Akurat trafił się nieduży, nowocześnie odremontowany i ocieplony domek, ale ja i tak szukam czegoś bardziej na odludziu. Fajna by była jakaś zadupna leśniczówka, gdzie mógłbym w samej koszuli wyjść rano z toporem i nakarmić dziki żołędziami, doglądając czy poletko konopi równo rośnie ;) (bo już w końcu zalegalizują w PL uprawę). Ale mnie akurat bardziej bawią okołodomowe czynności i życie zorganizowane wokół własnej (prawie) "bezludnej wyspy" niż konstruowanie promów kosmicznych. Świat zewnętrzny tak naprawdę nie ma mi niczego ciekawego do zaoferowania. Ten cały pusty blichtr wiecznych podniet i wyścig dostawców doznań jest mi zupełnie po nic. 

  • Like 8
Link to post
Share on other sites
18 godzin temu, maggienovak napisał:

Idą ciekawe czasy. To wszyscy wiemy. 

W związku z niekorzystnymi zmianami w naszej części świata, jakie podejmujecie przedsięwzięcia? Czy też realizację jakich celów odkładacie na "spokojniejszy czas"?
Do jakich zmian dochodzi w Waszych strategiach finansowych, zawodowych, edukacyjnych, życiowych?

 

Zawodowo:

- od stycznia zaczynam nową pracę - kilka miesięcy za małe pieniądze, ale jest to moja pierwsza umowa nieśmieciowa (UoP), w branży jaką chciałam, na stanowisku jakie chciałam, w ogromnej firmie i praca głównie w języku angielskim; jeśli wszystko pójdzie w odpowiednim kierunku to po studiach będę finansowo w bardzo stabilnej sytuacji, być może będę powolutku myślała o hipotece na pierwsze małe mieszkanie oraz będę miała angielski na poziomie biegłbym (moim celem jest kiedyś podejść do CPE z sukcesem)

- jeśli powyższe praktyki uda mi się połączyć z obecną pracą dodatkową (do tego będę dążyła) to będę zarabiała prawie 4 tyś. netto (co w sumie spełniłoby mój cel by przed pracą licencjacką zarabiać więcej niż mój ojciec, który we mnie nie wierzył)

- wiem też, że w najbliższych miesiącach będę mogła liczyć na 2 podwyżki

Prywatnie: jakieś certyfikaty :) i wykorzystanie maksymalnie szansy jaką dostałam

 

Finansowo:

- odkładać około. 70% pensji (i tak zawsze wychodzi więcej)

- zdobywać wiedzę o inwestowaniu (myślę o giełdach zagranicznych i krypto, aha! @maggienovak nie ma czegoś takiego jak za mała kwota by rozpocząć inwestowanie, lepiej na małych niż na dużych, mi się raz zdarzyło zjechać prawie 50% w dół, podjęłam za duże ryzyko i zbiegło się kilka negatywnych zdarzeń, ale lepiej uczyć się na mniejszych kwotach niż większych.. trudno, pozycja jeszcze nie jest zamknięta, ale jestem pogodzona ze stratą)

 

Edukacyjnie:

- zaliczyć sesję, przenieść się na studia zaoczne i dokończyć lic. (jeszcze ponad 1,5 roku...)

- rozwijać moje pasje

 

Życiowo:

- chciałabym 1/4 pensji przeznaczyć na zdrowie czyli min. raz w miesiącu pójść na masaż, lub do spa, inwestować w siebie (certyfikaty, książki), kupić sobie coś fajnego

- wychillować, zwolnić i skupić się na ogarnięciu snu, diety, badań i generalnie zadbać o harmonię i balans, czego mi zwyczajnie od zawsze brakuje, a nie chcę skończyć jako osoba ciężko chora

- szykuje się też chyba przeprowadzka

 

Edited by melody
  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Dwa lata temu kupiłem hektar ziemii, od przyszłego roku będę miał bardzo dużo warzyw, konfiturki, papryka, ogoreczki w słoikach, do tego dużo makaronu, ryżu, spora ilość różnego rodzaju baterii, kilkanaście sztuk gazów pieprzowych.

 

Wielka część oszczędności w złocie, krypto, uranie, frankach, dolarach i euro, złotówki jedynie na przeżycie od 1 do 1.

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
19 godzin temu, ewelina napisał:

Dawniej ludzie byli dużo bardziej multizadaniowi. Większość mężczyzn potrafiła w zasadzie wszystko samodzielnie naprawić w domu, kobiety też znały się na wielu rzeczach, a nie tylko jak nałożyć tapetę na twarz.

 

Owszem, moja matka lat 80 potrafiła nakładać tapetę na ścianę, gniazdko naprawić albo wbić przysłowiowy gwóźdź.

Ułatwianie życia przez lata skutkuje występowaniem osób dwu-lewo-ręcznych... 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites

Przyswajanie różnych przydatnych umiejętności - pochwalam. Ja się z niczym nie wstrzymuję, robię więcej i szybciej. Agregatów nie kupuję, bo po chuj, skoro paliwo drożeje? Najcenniejszym kapitałem są realne kwalifikacje i praktyczne umiejętności.

Natomiast trzymanie się wirtualnych pieniędzy uważam za przejaw pewnego infantylizmu.

A gdzieś tam w internetach był artykuł - być może sponsorowany? - w którym ubolewano, że młodzi, zamiast "iść na swoje", wolą mieszkać z rodziną w jednym m. Wprawdzie podkreślano przyczyny ekonomiczne takiego stanu rzeczy, ale wybawienie dostrzeżono w - uwaga - mieszkaniach na kredyt bez wkładu własnego.

Bo najlepszym sposobem na kryzys jest jeszcze większe zadłużanie ludzi.

 

Oczywiście "nowe wspaniałe czasy" julki i korposunie przyjmą z połykiem...

 

Edited by zychu
Link to post
Share on other sites
W dniu 9.12.2021 o 21:32, maggienovak napisał:

W związku z niekorzystnymi zmianami w naszej części świata, jakie podejmujecie przedsięwzięcia? Czy też realizację jakich celów odkładacie na "spokojniejszy czas"?
Do jakich zmian dochodzi w Waszych strategiach finansowych, zawodowych, edukacyjnych, życiowych?

Siłownia, pewnie z styczniu zacznę się uczyć Krav magi, w odległej przyszłości chce się nauczyć strzelać + survial. Zawsze to planowałem, ale COVID trochę to przyspieszył. 

 

C.Q.C też jest ciekawe ale nie wiem czy tego uczą w PL.

 

Finansowo mam trochę kasy ale nie wiem co z nią zrobię, inflacja ją zjada jak pokurwioną.

 

Zawodowo i życiowo, długoterminowo raczej emigracja za granicę, może mały przedsiębiorca a później inwestor zobaczymy.

 

COVID nie zmienił jakoś szczególnie moich planów.

Edited by NoHope
Link to post
Share on other sites

Jaka rada na trudne czasy? Elastyczność po prostu; gotowość zmiany miejsca życia i pracy. Żadnego inwestowania w korpo, to strata czasu, certyfikaty poza niektórymi branżami też raczej bezużyteczne. Wiedza nieformalna, dbanie o zdrowie, języki i ogólna zaradność. Za długo się nie uczyć, liznąć trochę życia i tyle.

 

Przyszłość to i tak IT i COVID to tylko przyspieszył. Wszystko przeszło w formę online, zarobki doświadczonych programistów wyjebały w kosmos, 20-30 tyś miesięcznie to wcale nie jest nierealna kwota jeśli jesteś ogarnięty. Mam kolegów 22-24 latków co już teraz zarabiają w okolicy 12 tysięcy miesięcznie (jeden kolega tyle zarabia bez studiów, rzucił je bo to była strata czasu) :) 

 

Piękne czasy nastały jak ktoś ma ścisły umysł. Teraz jeszcze NFT i moda na krypto.

 

Bycie praktycznym jest najważniejsze. Możesz się obijać 80% czasu ale jeśli robisz rzeczy ważne to będziesz bogatym człowiekiem. Większość ludzi zajmuje się pierdami i jest głupia i tylko marnuje czas, zamiast studiów równie dobrze mogliby walić konia 8 godzin dziennie, efekty by było podobne.

 

Nie liczyć, że ktoś da ci posadę, zyskiwać uniwersalne umiejętności niezależnie od miejsca pracy. Liczyć na rodzinę i bliskich. A i unikać wyścigu szczurów, myśleć samodzielnie, nie wierzyć w jakieś cudowne bajki które ludzi ciągle wciskają, po prostu robić coś potrzebnego i być w tym kurewsko dobry; niezależnie od branży będziesz miał wtedy spory hajs.

 

Korpo to miejsce dla starych dziadów, jak jesteś młody i chcesz się uczyć unikaj molochów jak możesz, szukaj mentora, najlepiej małego-średniego przedsiębiorcy. W małych firmach będziesz zmuszony do bycia trochę uniwersalnym co jest trudne, ale procentuje. Pracowałem w korpo i nieefektywność i poziom opierdalania się ludzi to jest jakiś ewenement. Idealne miejsce jak chcesz zniknąć w tłumie, odrobić swoje i tylko tyle. Ludzie ambitni zderzą się z biurokratycznym murem i będą sobie włosy z głowy wyrywać. Korpo uczy bardzo wielu złych rzeczy i tworzy gówniane nawyki. Dla przykładu, zrealizowanie rzeczy A w korpo zajęło mi rok, rok walki, prywatnie zrobiłbym to w jeden dzień, w firmie normalnej 2-3 dni.

 

Dlaczego korpo upadają? Bo w korpo polityka jest najważniejsza a nie praca, masz skomplikowany system lizania dupy i wojenki międzydziałowe. No i biurokracja, biurokracja i jeszcze raz biurokracja. Bezużyteczne spotkania, mailowanie w nieskończoność. Rozmyta odpowiedzialność.

Edited by NoHope
  • Like 1
Link to post
Share on other sites
W dniu 9.12.2021 o 21:32, maggienovak napisał:

W związku z niekorzystnymi zmianami w naszej części świata, jakie podejmujecie przedsięwzięcia?

Kupuję zapas najtańszych zgrzewek browców z Biedry do tego zapas popcornu i oleju rzepakowego również z Biedry.

Będzie się działo! Ja nie kiwnę palcem w sprawie tzw "ojczyzny" - mam nadzieje, że przelewać krew za nią będę ci co na niej najwięcej zarobili (oczywiście ta nadzieja jest matką głupich).

Dokupię sobie też przyciemniane okulary z porządnym filtrem, bo jak już nasi wspaniali sojusznicy nas tradycyjnie sprzedadzą za funt kłaków to nadejdzie odnowa moralna ze wschodu i wtedy przyszłość będzie tak świetlana, ze bez dobrych okularów przeciwsłonecznych będzie można oślepnąć.

 

  • Haha 2
Link to post
Share on other sites

Inwestuje w siebie i się rozwijam. Idę w kierunku zawodowego kucharza i cukiernika. :D Nie ma na co czekać, trzeba poszerzać horyzonty by mieć więcej okazji na sukces. 

  • Like 1
  • Thanks 1
  • Haha 1
Link to post
Share on other sites

Jeśli chodzi o inwestycje w moim domu rodzinnym, wychodząc naprzeciw pewnym małym kąśliwościom i uśmiechom (rozumiem słuszność ich występowania) - rodzice postawili garaże, z młodszym bratem zajęliśmy się naszym tzw."bunkrem" i ociepleniem (tak nazywamy naszą spiżarnię). Z tatą postawiłam szklarnię (50:50). 
Dołożyłam się do remontu łazienki (zakończono oficjalnie dzisiaj). 
Fotowolt. wzięta na raty, rata m-czna 1000 zł, dokładam do tego 300 zł miesięcznie. Młodszy brat 300 zł. Piec chlebowy biorę na siebie (jeszcze do niego muszę dozbierać). 
Tata unosi się honorem, że nie chce ode mnie pieniędzy, że powinnam zbierać na swój kąt, wciśnięcie mu kasy do ręki jest niemożliwe, więc kupno rzeczy (postawienie przed faktem dokonanym) jest skuteczniejsze. 
Czy podać konkretne sumy inwestycji i sumy mojego wkładu finansowego w owe inwestycje? Nalot skarbówki, gdyby coś niepotrzebny, ale zapraszam. :) 
Rozumiem oburzenia panów, że "znowu baba przywłaszcza sobie czyjąś robotę na swoje konto", ale nie do końca owe św.Oburze powinny być kierowane w moją stronę... no, ale niech będą.

Nic w tym złego, że baba chce mieć wygodnie. Część moich znajomych ma łatwiej w życiu, bo mają wyjebane na obowiązek "wspólnego wkładu". I dobrze, bo dzięki temu owe panie mają lepiej, ale nie chcę omawiać znowu mojego podejścia do tego tematu. Koniec offtop. 


Umiejętności... Nie jestem maniakiem survival'u, wypatroszyć ptactwo umiem, posiłki z dwóch składników zrobię.... W trudnej sytuacji dopiero zobaczę ile wiem, i ile umiem, choć kryzys w postaci typowej wojny... nie będzie miał miejsca.
W obecnych czasach są potrzebne cyberumiejętności. Programować nie umiem, za to się nie zabieram, choć mogłabym obczaić podstawy programowania, ale na pewno do tego nadawać się nie będę.
Nie łykam haseł, że każdy programować może, bo... nie może. 

@Rnextnie wchodzę w dyskusję na temat duchowości (bo chyba chcesz poruszyć ten temat?), bo nie znam się na tym. Trochę tego tematu musnęłam, gdy pracowałam w fundacji (opieka paliatywna).
Dziedzina tanatologii jest ciekawa i potrzebna, choć mam taką skrytą fascynację, że... świadomie będziemy oddalać/kontrolować zjawisko śmierci. Nie jestem za eutanazją (kontrola śmierci, to nie tylko samobójstwo/eutanazja - tutaj nie wchodzę w dyskusję na ten temat), jedynie chciałabym poznać pracę mózgu na tyle, by móc w jakiś zbliżony sposób oszacowywać potencjalną śmierć.
Mam w sobie dozę pewności, że większość naszych komórek ma już określoną żywotność, tylko nie mamy patentu, by móc poznać termin apoptozy naszych komórek. 
Dobra, bo dość nieswojo się zrobiło. :) I przede wszystkim - nie wiem, czy Tobie o to chodziło. Przy tematach dot.wiary/duchowości/sensu istnienia czuję się...kiepska.

Ludzie mi nie przeszkadzają, dziwak jestem, ale nie dzikus. Moja antypatia do ludzi momentami może wynikać po prostu z mojej...zazdrości. :)
Całe życie chciałam uciec ze wsi, ale wieś ze mnie nie uciekła. :) Mnie tam pasuje moje sąsiedztwo - prawie jak rodzina, tylko mówiąca w gwarze.
Gdyby nie babcie zza płotu, to moja mama nie skończyłaby studiów, nie wróciłaby do pracy (chodzi o opiekę nade mną i moimi braćmi). Życzę każdemu dobremu człowiekowi takich sąsiadów, jakich miałam i mam w rodzinnej miejscowości, na moim tzw. "kłońcu". 


Co do agregatów - dom na wsi jest naszpikowany elektroniką, dodatkowo rodzice mają 4 potężne zamrażarki (trupów tam nie znalazłam :) ). Dobrze, że w kotłowni jest kuchenka na gaz. Tak, paliwo idzie w górę, ale gdyby prąd padł (a w rejonie mojej wsi często się to zdarza), to poradzimy sobie przez kilka tygodni na tych agregatach przy optymalnej ich pracy. 

@Lalkapięknie! Jestem pełna podziwu! 
 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
W dniu 9.12.2021 o 20:32, maggienovak napisał:

Co zmieniam :
- od marca miejsce zamieszkania. Kończę z wynajmem w centrum miasta, uciekam do rodziców na wieś.

Ja robię dokładnie to samo, tyleże wracam z Niemiec do Polski ale też na wioskę :) Moja mama ma tam dom i mieszka sama, w miarę możliwości jej pomagam, kupuje opał, dokładam do rachunków.
To co się dzieje w DE nie napawa optymizmem, mam wrażenie ,że za kilka miesięcy będzie tutaj 1g.

Szef ostatnio wziął mnie na bok na rozmowę i powiedział "TIPS wiesz ,co będzie za kilka miesięcy? Będę zmuszony cię zastąpić kimś kto produkt przyjął, takie czasy"

Nie byłem zbyt zdziwony. Koń jaki jest każdy widzi kto ma oczy. Agenda 2030 się rozkręca, ale niezaszczepieni w niej nie będą brać udziału, trzeba się ich pozbyć. Dla całej reszty "Nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy".

Rozmawiałem w czwartek bodajże z prezesem firmy w której kiedyś pracowałemw PL powiedział mi ,że chętnie mnie zatrudni. Stawka ta sama co tutaj ale w innej walucie.

A na wiosce chcę założyć małą farmę, dużo kur- jajko to będzie główne pożywienie gdy przyjdzie głód. Dodatkowo świetny nawóz z kup, a ziemia jest tam przednia, warzywa rosną jak szalone.

 

Przychodzą czasy ,że trzeba będzie znów wrócić do życia w społeczności, tak jak ludzie są stworzeni do życia, współpraca w imię wyższego dobra i przeżycia. Powrót do natury i realiów ,odrzucenie pseudonauki.

 

Obyś żył w ciekawych czasach :)
 

Link to post
Share on other sites
W dniu 10.12.2021 o 07:40, niemlodyjoda napisał:

Żadnych.

"W mętnej wodzie łowi się najlepsze ryby".

Studiuję, uczę się języków, staram się jak najwięcej czytać. 

Źle podchodzisz do tego co się dzieje.

Widzisz tylko zagrożenia zamiast szans, jakie mogą się otworzyć w czasie pęknięć i przełomów.

W czasach stagnacji nie masz większych szans na duży awans społeczny.

Czasy niepewne, czasy zmian, to są czasy kiedy odważni, wiedzący co zrobić ze swoim życiem ludzie, mają szansę wypłynąć (albo zginąć w czeluści historii w masie tych co podjęli ryzyko i się im nie udało).

O qrwa chłopie, złoto napisałeś! Aż sobie to zapiszę gdzieś :3

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
W dniu 10.12.2021 o 00:57, Egregor Zeta napisał:

Poczekasz jeszcze trochę to zobaczysz ile będzie pustostanów...bez właścicieli.

Sory ale ten filmik to totalny bulshit. Szefową HR jednej z dużych firm farmaceutycznych w USA (nie powiązana ze szczepionkami) to moja rodzina. Nic takiego nie ma miejsca. Ciekawo ile jeszcze ludzi propaguje coś takiego, a o zgrozo jeszcze w to wierzy. Zresztą w innym temacie o covid można to zauważyć. 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
13 godzin temu, zychu napisał:

Przyswajanie różnych przydatnych umiejętności - pochwalam. Ja się z niczym nie wstrzymuję, robię więcej i szybciej. Agregatów nie kupuję, bo po chuj, skoro paliwo drożeje? Najcenniejszym kapitałem są realne kwalifikacje i praktyczne umiejętności.

Natomiast trzymanie się wirtualnych pieniędzy uważam za przejaw pewnego infantylizmu.

A gdzieś tam w internetach był artykuł - być może sponsorowany? - w którym ubolewano, że młodzi, zamiast "iść na swoje", wolą mieszkać z rodziną w jednym m. Wprawdzie podkreślano przyczyny ekonomiczne takiego stanu rzeczy, ale wybawienie dostrzeżono w - uwaga - mieszkaniach na kredyt bez wkładu własnego.

Bo najlepszym sposobem na kryzys jest jeszcze większe zadłużanie ludzi.

 

Oczywiście "nowe wspaniałe czasy" julki i korposunie przyjmą z połykiem...

 

Mam wrażenie, że to jest skierowane lekko w moją stronę. Przepraszam, gdybym się myliła.

 

  • Ja w tej chwili mam wkład - brak mi zdolności. Za trzy lata powinnam mieć około 1/3-1/4 ceny + zdolność. Mnie tam boli, że wynajem pokoju to prawie 1300zł. Lepiej dołożyć troszkę i zapłacić ratę kredytu. Według mnie. 
  • Wirtualne pieniądze moją być fajną (małą) częścią portfela inwestycyjnego. Są obarczone ryzykiem, nieregulowane i przede wszystkim należy zachować ostrożność przy ich doborze oraz doborze pośrednika do ich kupna. Reszta to fun i spekulacja. 
  • Najlepszym sposobem na kryzys nie jest zadłużanie ludzi. Ten mechanizm to podejście keynesowskie, które funkcjonuje obecnie w większości państw zachodnich oraz w Polsce. Polega to na tym, że gdy jest kryzys to stymulują gospodarkę i konsumpcjonizm, np. tanimi kredytami. Niemniej, zawsze trzeba myśleć, a nie podpierać się sponsorowanymi artykułami w 'internetach; bo po luzowaniu gospodarki następuje jej zacieśnianie (wzrost stóp np.). Trzeba brać wiele zmiennych pod uwagę
  • Julki i korpo? :) 
11 godzin temu, NoHope napisał:

Przyszłość to i tak IT i COVID to tylko przyspieszył.

Dokładnie. :) 


Przede wszystkim nowe czasy wymagają nowego myślenia i podejścia, które musi być dużo bardziej rozbudowane niż kiedyś. Albo jesteś wybitnie zdolny, albo wybitnie uparcie idziesz po swoje. No i musisz myśleć samodzielnie. Rodzice Cię życia w nowej rzeczywistości raczej nie nauczą. 

Należy jeszcze pamiętać o zdrowiu i mieć go zawsze na 1 miejscu. Jest ważniejsze niż każdy pieniądz, tytuł, nieodpowiednia osoba itd. 

 

2 godziny temu, Lalka napisał:

Inwestuje w siebie i się rozwijam. Idę w kierunku zawodowego kucharza i cukiernika. :D Nie ma na co czekać, trzeba poszerzać horyzonty by mieć więcej okazji na sukces. 

Bardzo ciekawa droga! Powodzonka! :) 

Ja ostatnio dowiedziałam się o drukarkach do wyrobów cukierniczych... SZOK!

 

 

Link to post
Share on other sites
12 hours ago, NoHope said:

C.Q.C też jest ciekawe ale nie wiem czy tego uczą w PL.

 

Ten film który wstawiłes złoto xD Powinni do tego podstawić muze z Benny Hilla xD Najbardziej mi się podobało jak typ tam wymachuje nożem do kamery xD Hahaha... Ten typ jest niebezpieczny faktycznie, ale zaróno dla siebie jak i dla otoczenia bo kretyni zazwyczaj są niebezpieczni xD Z samoobroną czy w ogóle walką to nie ma nic wspólnego. Haha :D

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
20 minutes ago, melody said:

Mam wrażenie, że to jest skierowane lekko w moją stronę. Przepraszam, gdybym się myliła.

 

  • Ja w tej chwili mam wkład - brak mi zdolności. Za trzy lata powinnam mieć około 1/3-1/4 ceny + zdolność. Mnie tam boli, że wynajem pokoju to prawie 1300zł. Lepiej dołożyć troszkę i zapłacić ratę kredytu. Według mnie. 

 

A nie lepiej zainwestować w jakiegoś ogarniętego polskiego mężczyznę? Jest ich tu całe forum.

 

Kredytów w nowym ładzie i pustego pieniądza będą pierdyliardy. Realnych umiejętności i zasobów - jak na lekarstwo. 

  • Like 2
  • Haha 1
Link to post
Share on other sites
  • Similar Content

    • By Generał Szrama
      Siemanko! Czy czujecie, że jesteście innymi osobami niż np. 10 lat temu? Był jakiś szczególny moment gdzie nastąpiła nagła zmiana czy po prostu to był powolny naturalny proces dojrzewania i zmiany mentalności?
      Jeżeli o mnie chodzi to w czasach gimnazjum byłem cichy i nieśmiały, mimo, że miałem do powiedzenia całkiem sporo. Głupie zapytanie koleżanki z klasy "-co tam słychać?" sprawiało, że robiłem się cały czerwony, miałem szum w głowie i momentalnie oblewał mnie pot 😂 Dziś się z tego śmieje, ale wtedy wydawał mi się to nie do przejścia i nawet za głupią rozmowę przez telefon z obcą osobą zabierałem się z 10 minut, gdzie teraz wykręcam numer i dzwonię, bo po prostu podchodzę do tego na zasadzie, że mam sprawę i chce ją załatwić jak najszybciej. Wtedy pamiętam, że po raz pierwszy miałem styczność z czymś takim jak PUA i rozwój osobisty, do tego doszła siłownia i sztuki walki przez problemy z rówieśnikami, które szybko minęły kiedy jeden cwaniak dostał po gębie i rozniosła się plotka, że coś tam trenuje. Oczywiście nigdy nie latałem za obcymi pannami po galerii czy też nie gadałem, że MOŻESZ WSZYSTKO! jak Kołcz Majki i inne wynalazki 😂 Ponieważ byłem na tyle bystry, że niekiedy inspirowałem się ludźmi ale nigdy nie traktowałem nikogo jako swojego guru, po prostu od zawsze lubiłem słuchać co inni mają do powiedzenia. Rodziców absolutnie nie obwiniam, bo po prostu nikt nie jest idealny, po prostu dzięki temu, że dziś każdy może rozmawiać (era internetu) z wszystkimi, możemy sobie poradzić z absolutnie każdym problemem, którego kiedyś w pojedynkę byśmy nie dali rady. A co do mnie to mimo, iż nadal widzę u siebie wady to też zrobiłem duży krok ku temu by nie zamknąć się w sobie i nie zwariować. Najważniejsze to dążyć do wewnętrznego spokoju i zwalczać to co przynosi nam stres.
    • By UncleSam
      Witajcie.
      Ostatnie 3 miesiące były u mnie przełomowe.
      Przestałem pić alkohol na rzecz keto, byłem kompletnie trzeźwy przez ponad 100 dni.
      W tym czasie poszło 10kg tłuszczu, poziom oszczędności znacznie się podniósł, a ja zdałem sobie sprawę z naprawdę wielu istotnych rzeczy.
      Wczoraj jako, że poziom wkurwienia osiągnął u mnie apogeum, sprezentowałem managerowi wypowiedzenie i tym o to sposobem, w tym niezbyt doskonałym czasie za niecałe 30 dni w końcu zostawię za sobą firmę, która oprócz w miarę dobrych pieniędzy, dostarczała także sporo frustracji, a przede wszystkim poczucia bycia niewolnikiem.

      To właśnie zrezygnowanie z alkoholu pozwoliło mi dojść do trzeźwych i rozsądnych wniosków.
      Czy rezygnacja z alkoholu była ciężka? Nie.
      Zdałem sobie sprawę, że alkohol tak naprawdę był tylko czaso-zapełniaczem. Przez alkohol nie robiłem nic produktywnego i tylko trwoniłem swój czas.
      Nigdzie nie chodziłem, nie robiłem ciekawych rzeczy. Moje weekendy spędzałem przed komputerem oglądając youtube i pijąc piwo lub whisky z colą.
      Zastanawiam się jak ja dałem rady pracować tyle godzin (mój standardowy tydzień pracy to 50 godzin minimum, a może być aż 60), i jeszcze przy tym wszystkim chlać.
      Zamiast spędzać weekend na regeneracji, dopierdalałem swojemu organizmowi jeszcze bardziej. Po 3 miesiącach bycia trzeźwym, różnica jest zasadnicza, ale nie tak czarno-biała jakby każdy o tym myślał.
      Powróciły zainteresowania, zacząłem ponownie czytać ciekawe książki, zgłębiać ciekawe tematy. Ale najważniejszym wynikiem mojej abstynencji jest fakt, że w końcu zacząłem coś robić i podejmować decyzję, zamiast tkwić w jakże wygodnym letargu. Zauważam zdecydowana poprawę w jakości i szybkości myślenia. Chociaż nie jestem geniuszem, to zdecydowanie łatwiej jest mi przemyśleć pewne tematy i wyciągnąć wnioski.
      Alkohol nie tylko uzależnia fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. Dlatego warto zrezygnować z niego na rzecz czegoś. 
      U mnie była to dieta ketogeniczna. Zrobiłem się wiecznie głodnym tłuściochem. Ubrania zrobiły się naprawdę ciasne, a ja sam przestałem być zadowolony z mojej sylwetki.
      Poza tym lektura r/ketogains i kilku książek na temat keto, bardzo otworzyła mi oczy. Zrezygnowałem więc z konsumpcji alkoholu, aby móc zaadaptować się do ketozy.
      Zmiany były tak szybkie, że nie chciałem ich spowalniać więc naturalnym było odpuszczenie alkoholu i pustych kalorii które za sobą niesie.
      Schudłem 10kg bez ćwiczeń. Czasem pomachałem sztangą na bicka i zrobiłem parę przysiadów, ale to tylko z faktu że mam siedzącą pracę i chciałem się rozruszać. Czasem mam na myśli 1-2 razy w tygodniu.
      Więc ćwiczenia nie miały absolutnie żadnego wpływu na uzyskany rezultat.

      No dobrze, odchodząc od detali i całych innych istotnych zmian które niesie za sobą życie w trzeźwości...

      Postanowiłem się napić.
      Dlaczego?
      Można to sobie usprawiedliwiać na wiele sposobów. Efekt racjonalizacji jak najbardziej działa.
      Długi weekend, ponad 100 dni bez alko, wypowiedzenie w pracy a więc czas świętowania.
      No dobrze, ale stało się coś czego ja, określający siebie jako jeszcze nie alkoholika, ale zdecydowanie lubiącego alkohol zbyt bardzo, nigdy bym się nie spodziewał.

      No dobra.
      Będąc z ketozie, tolerancja na alkohol drastycznie spada. Piłem czyste whisky i po pierwszym drinku miałem szczerze dosyć i nie miałem nawet ochoty na kolejnego.
      Ale stare przyzwyczajenia dają o sobie znać i głos w mojej głowie mówił - ale jak to? Ty? Jednego drinka? No chyba Cię pojebało Sam.
      Tak wiec sięgnąłem po drugiego drinka. Piłem go baaaardzo długo. Sięgnąłem także po trzeciego. Na każdą szklaneczkę przypadała ponad godzina czasu.
      U mnie się tak nie zdarzało, bo to ja zawsze byłem tym który poganiał innych i opróżniał szklanki bądź kufle w ekspresowym tempie.
      Po trzecim drinku miałem absolutnie dosyć. Mimo. że nie wypiłem dużo, to wiedziałem, że jakakolwiek dodatkowa dawka alkoholu spowoduje reakcję w postaci przytulania kibla i pozbycia się trującej substancji z mojego żołądka.
      Wypiłem około 200ml 40% alkoholu. Poszedłem spać o 22, co jest dla mnie porą raczej późną(zaczynam dzień bardzo wcześnie i również wcześnie kończę).
      Po takiej dawce powinienem być trzeźwy zanim wstałem, a pospałem sobie aż do 7 co zdarza się u mnie rzadko.
      W istocie byłem trzeźwy, ale kac nadal ze mną był(o jakie ździwienie). Głowa napierdalała mnie 10x bardziej niż podczas kaców sprzed okresu keto.
      Ogólnie czułem się nie najlepiej. Udało mi się sytuację względnie opanować, suplementując się sporą dawką elektrolitów. Mimo wszystko nadal czuć że organizm nie do końca poradził sobie z metabolitami powstałymi przy/po rozkładzie alkoholu.

      No więc.
      Tak jak parę piw stało schowane w szafce przez 3 miesiące, tak teraz ta pozostałość whisky w butelce będzie stać tam bardzo długo. Do czasu, aż ktoś jej nie wypije.
      Ja osobiście nie mam zamiaru już dotykać alkoholu. 
      Widzę jak bardzo ograniczał mój potencjał, wszelkie decyzje i działania, które powinny zostać podjęte już jakiś czas temu.
      No i samopoczucie. Zmiana jest subtelna, aczkolwiek istotnie spora. Nie chodzę zmęczony i nie wyspany i mam "czystą" głowę.
      Brain fog zniknął. 
      Uważam też, że ten mityczny stan posiadania "czystej" głowy na ketozie, jest raczej efektem zaprzestania konsumpcji alkoholu aniżeli, mózgu korzystającego z ketonów.

      To jest moje 5 gorszy które chciałem dorzucić do tematu alkoholu i małe źródło informacji dla wszystkich braci którzy chcieliby swój romans z tą kurwą(alkoholem) zakończyć.
      1) Rozstań się z alkoholem na rzecz czegoś na czym zależy Ci bardziej niż na piciu.
      2) Zdaj sobie sprawę co alkohol robi z tobą, twoim czasem i twoimi decyzjami.
      3) Zauważ pozytywną zmianę w twoim samopoczuciu.
      4) Zdecyduj, że to będzie stan permanentny. 

      Jedyne czego się obawiam to niezręcznych sytuacji towarzyskich. W każdym razie ja już pić nie zamierzam. Nawet jeden drink maluje mi się jako bezsensowne spożywanie trucizny, którą alkohol w istocie jest.
      Ale cóż. Ludzie będą musieli się przyzwyczaić, że ze mną flaszki już nie wypiją  

      Pozdrawiam
    • By deleteduser69
      Macie na to jakieś sposoby? Nie chcę żadnego OBEE, pełni świadomości, bo to mogłoby być koszmarne, ale też nie chcę tak jak mam teraz. To raczej wrażenia po śnie aniżeli świadomość we śnie. Może sposobem jest zasypianie o pewnych godzinach, myśli przed snem / medytacje, jakieś środki albo mix powyższych?
    • By maggienovak
      Chciałabym poznać sposób myślenia autora poniższego tematu:

      Podkreślam : NIE JESTEM ZŁOŚLIWA, JESTEM PO PROSTU CIEKAWA OSOBOWOŚCI AUTORA POWYŻSZEGO TEMATU.

      Zadam kilka pytań:
      1) Dlaczego obawiasz się małżeństwa (czyli sformalizowania związku), prócz alimentów?
      2) Jak wyglądają Twoje relacje z rodzicami?
      3) Czy rodzice są po rozwodzie?
      4) Dlaczego chcesz dziecko?
      5) Czy chcesz się zdobyć na szczerość wobec partnerki i powiedzieć jej jasno o swoich planach wobec niej i Waszego potomstwa, rodziny? 
      6) Jakbyś zareagował, gdyby to Ciebie partnerka zostawiła?

      I proszę o przedstawienie Twojego zdania: 
      Plusy i minusy wspólnego wychowywania dziecka, nie będąc w związku z matką dziecka;
      Plusy i minusy wspólnego wychowywania dziecka będąc w związku z matką dziecka;
      Plusy i minusy samotnego macierzyństwa;
      Plusy i minusy samotnego ojcostwa 

      @lękPrzedMałżeństwem
      na wstępie potraktuję Cię jak trolla (wybacz), ale oczywiście  - chętnie przeczytam Twoje odpowiedzi.
      Pan zarejestrował się 12 godzin temu, więc... 
    • By Patton
      Wydaje mi się że nic dobrego z tego nie wyniknie.
       
      https://www.money.pl/gospodarka/wydatki-na-inwestycje-bez-limitu-kontrowersyjny-zapis-przyjety-6535559914686593a.html

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.